- Opowiadanie: silver_advent - Zaskakujący problem pana Józefa

Zaskakujący problem pana Józefa

Dość osobliwy short, z nutą czarnego humoru, absurdu i grozy. 

Przy okazji wprawka pisarska.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Zaskakujący problem pana Józefa

Józef zamruczał, gdy na jego nosie przysiadła mucha. Przebudził się kilka minut temu, ale miał jeszcze nadzieję na niedługą półdrzemkę. Tymczasem irytujący owad nie zamierzał odpuścić, a próby odgonienia go energicznymi machnięciami spełzły na niczym. 

Mężczyzna westchnął z żalem i przeciągnął się w pościeli. Najwyraźniej insekty nie szanowały świętego prawa do dłuższego wypoczynku, przynależnego świeżo upieczonym emerytom. 

Niedoszły śpioch wyciągnął rękę w kierunku szafki nocnej, na której zazwyczaj leżała paczka papierosów. Jednak tym razem palce pana Józefa oparły się o pusty blat. Spochmurniał i szeroko otworzył oczy, błądząc niepewnym wzrokiem po otoczeniu.

W końcu przebudził się na tyle, by sobie przypomnieć. 

– No tak, trzeci dzień bez papierosa – mruknął pod nosem. – Szkoda, że nie przyznają za to medali. 

Istotnie, pan Józef postanowił pokonać uzależnienie. Ostatnie wyniki badań lekarskich mężczyzny prezentowały się raczej marnie. Lekarz internista w czasie wizyty kontrolnej postanowił wygłosić płomienne przemówienie na temat szkodliwości palenia tytoniu. Trzeba przyznać, że czynił to z żarliwością spartańskiego dowódcy, zagrzewającego do boju kolejne szeregi hoplitów. Dość powiedzieć, że na pacjencie zrobiło to wrażenie wystarczające, by podjąć kolejną próbę wyrwania się ze szponów nałogu.  

Józef przysiadł na łóżku, wsunął stopy w kapcie, po czym wstał i ciężkim krokiem pomaszerował do łazienki. Otworzył szafkę, wyjął z niej przybory do golenia, rozłożył je w pobliżu umywalki, po czym spojrzał w lustro i kompletnie zbaraniał. Pędzel do golenia wypadł z jego zmartwiałej dłoni i z głośnym stukotem potoczył się po posadzce. 

W lustrze nie dostrzegł własnego odbicia. 

Emeryt dość długo stał w bezruchu, z bezradną miną. W końcu, nie zważając na absurdalność sytuacji, wziął do jednej ręki maszynkę, do drugiej tubę z kremem i zaczął nimi kręcić kółka.

Obraz w zwierciadle przedstawiał lewitujące przybory do golenia. Pana Józefa – uparcie ani śladu.

Mężczyzna poczuł, że resztki jego czupryny zaczynają stawać dęba. Przez ciało przeszedł zimny dreszcz. 

– Jezu, co to jest – mamrotał niepewnie.

Po czym, niczym uderzenie pioruna, wstrząsnęła nim myśl, że zapewne umarł we śnie.

– Jeśli tak – wybełkotał Józef – to w łóżku pewnie będzie leżeć moje ciało. 

Szarpnął drzwiami łazienkowymi i z ciężkim sercem poczłapał w stronę miejsca nocnego spoczynku. Kołdra była odgarnięta, ale dla pewności zrzucił wszystko na podłogę, łącznie z poduszką. O legowisku można było powiedzieć różne rzeczy, ale nie to, że znajdowały się na nim jakiekolwiek zwłoki. Wyłączywszy oczywiście martwe pasożyty, co do tego pan Józef nie miał pewności. 

– Józiu, czemu tak hałasujesz? – odezwała się niespodzianie stojąca w przedpokoju kobieta, przyodziana w nocną koszulę. – Co tu się dzieje? Obudziłeś mnie… 

– Jezu, to ty mnie widzisz, Anusiu? – wychrypiał emeryt. – Jakie to szczęście, nawet nie wiesz, jak się cieszę! Byłem pewny, że umarłem… 

– Znowu piłeś, przecież obiecałeś. – Załamywała ręce pani Ania, teatralnie wznosząc oczy ku niebu.

– Nie, przysięgam na Boga! – Pan Józef padł na kolana i począł tłuc pięścią we własną klatkę piersiową. – Klnę się na wszystkie świętości, że nie piłem. Ale to, co mnie spotkało, jest po prostu przerażające. Nie uwierzysz, dopóki nie zobaczysz. 

– Nic nie rozumiem… – Małżonka nieszczęsnego emeryta wyglądała na zaskoczoną. 

– Chodź, pokażę ci. 

Pan Józef chwycił żonę za rękę i zaprowadził ją do łazienki. Wskazał lustro palcem: 

– Patrz!

Anna wytrzeszczyła oczy i wrzasnęła ze strachu. W zwierciadle dostrzegła wyłącznie własne odbicie, natomiast dłoń ściskana przez męża wisiała bezradnie w powietrzu. 

– Tak to wygląda, odkąd się obudziłem – tłumaczył jej małżonek. – Naprawdę nie wiem, co to może być. Nigdy o czymś takim nie słyszałem. 

– Może… to lustro jest zepsute? – zaczęła niepewnie kobieta. 

– Ależ daj spokój! Nigdy nie słyszałem, żeby zwierciadło odbijało obiekty wybiórczo! Nie może się popsuć. Albo działa, albo nie. 

– Ja chyba wiem… – Kobieta zrobiła krok w stronę przedpokoju, patrząc na męża z przerażeniem. – Kiedyś czytałam w jakiejś powieści, że wampiry nie odbijają się w lustrach! 

– Wampiry?! Co ty pleciesz kochanie, to jakiś absurd! 

– A to – Anna wskazała miejsce, w którym zgodnie z prawami fizyki powinno znajdować się odbicie jej męża – nie jest według ciebie niedorzeczne? 

Pan Józef spuścił nos na kwintę. Istotnie, jego małżonka miała rację. W świetle ostatnich wydarzeń zjawiska takie jak przemiana w wampira, nietoperza czy okrywanie się czarną peleryną tylko po to, by za chwilę zniknąć  z diabolicznym chichotem w chmurze dymu, zaczynały nabierać zupełnie realnych kształtów. 

Tymczasem pani Ania pobiegła do kuchni i wróciła z główką czosnku w rękach. Zbliżyła ją do małżonka. 

– Czujesz jakiś wstręt? Może strach? 

– Nieszczególnie – stwierdził rzekomy “Dracula”. – Daj trochę, spróbuję zjeść. 

Kobieta posłusznie podsunęła mu jeden ząbek. Mężczyzna obwąchał warzywo, włożył je do ust, po czym zaczął niepewnie przeżuwać.

– I co? – Pani Ania spoglądała podejrzliwie.

– Nic. Czosnek jak czosnek. Nawet dobry.

– To chyba jednak nie jesteś wampirem. Dzięki Bogu, Józiu. 

Małżonka emeryta nie ustępowała. Mężczyzna musiał kolejno przeżegnać się, ucałować krzyżyk, znieść pokropienie wodą święconą pozostałą po kolędzie, złapać rzuconą w niego Biblię, a nawet przeczytać na głos kilka psalmów.

Eksperymenty pani Ani wskazywały dobitnie, że jej mąż nie jest w żaden sposób powiązany z siłą nieczystą.  

Pomysły pary emerytów na zidentyfikowanie problemu trapiącego pana Józefa zaczynały się już wyczerpywać, gdy powoli otworzyły się drzwi do ich mieszkania.

Anna i Józef ucichli, obserwując, jak do przedpokoju zakrada się osobnik bliźniaczo podobny do pana domu. 

Sobowtór stanął jak wryty i zaklął siarczyście. 

– Cholera! Byłem pewny, że zdążę – syknął. – No nic, co się stało, to się nie odstanie. 

Małżeństwo milczało struchlałe. 

– Graba! – zaczął wesoło bliźniak, wyciągając dłoń w kierunku pana Józefa. 

Oniemiały emeryt uścisnął prawicę sobowtóra. Była chłodna i śliska jak szkło. 

– Przepraszam cię za tę aferę, stary. – Przybysz poklepał pana Józefa po ramieniu. – Wszystko zaraz wróci do normy. Po prostu, jak rzuciłeś palenie, to zaczął mnie dręczyć taki głód nikotynowy, że byłem bliski obłędu. Trzeba przyznać, że jesteś twardy, chłopie! Dziś rano stwierdziłem, że dłużej nie dam rady. A u mnie nie mieli w sklepie fajek, wyobrażasz sobie? No to pomyślałem, że polecę do kiosku po waszej stronie, zanim się obudzicie. Kurde, niby się udało. Zobacz, kupiłem cały wagonik klubowych! Tymczasem wracam, a tu wy na równych nogach. Ech…

Małżeństwo nadal stało w bezruchu. Patrzeli tylko na sobowtóra pana Józefa wytrzeszczonymi oczami. 

– Dobra, wracam do siebie. Powodzenia, ludziska. 

Nieznajomy otworzył drzwi do łazienki, po czym bezceremonialnie wlazł w taflę lustra i zniknął.

Pan Józef ostrożnie spojrzał w zwierciadło. Tym razem jego odbicie było we właściwym miejscu.

Koniec

Komentarze

A ja zawsze zastanawiałem się, jak to jest, że w lustrze widzę swoje odbicie (podobne przemyślenia miał mój kot, walcząc z wrogiem po drugiej stronie). Teraz już wiem!

Fajny drobiazg.

Dziękuję za odwiedziny, Corrinnie :) Cieszy mnie, że uznałeś ten drobiazg za fajny :)

Hej

 

Genialne! Bardzo spodobał mi się pomysł.

 

że czynił to z żarliwością ateńskiego dowódcy, zagrzewającego do boju kolejne szeregi hoplitów.

Zmieniłbym na “Spartańskiego” ale to tam już moje widzi mi się. 

 

 Otwarł szafkę,

I jestem przyzwyczajony do “otworzyłem” ale to też oje prywatne zdanie.

 

Dzięki tobie udało mi się uśmiechnąć. 

 

Pozdrawiam

Pisz to co chciałbyś czytać, czytaj to o czym chcesz pisać

Hej!

 

Horrorem bym tego nie nazwał, ale rozbawiło. Scena testowania wampirycznej natury pana Józefa wyszła bardzo dobrze. Uśmiałem się mocno. Rozwiązanie akcji też przypadło mi do gustu. Sumarycznie podobało mi się.

Napisane bardzo sprawnie. Być może tu i ówdzie dałoby się coś przyciąć, ale nie będę się specjalnie wymądrzał. ;-)

Klikam bibliotekę, ale teraz wyjdziemy z tymi pochwałami na towarzystwo wzajemnej adoracji (oczywiście polecam, bo mi się podobało, a nie “w rewanżu”). ;P

 

Pozdrawiam!

"Kozy mają mnie w nosie, a psy na ogonie." T. Rałowski

aKuba139:

Dziękuję Ci za wizytę i uwagi. Obie uwzględniłem, chociaż w zasadzie mógłbym próbować upierać się co do prawidłowości moich pierwotnych rozwiązań. Jednak uważam, że Twoje sugestie są bliżej archetypów/memów kulturowych, czy jak to tam nazwać, a zatem łatwiejsze i bardziej strawne dla końcowego odbiorcy, jakim jest czytelnik. 

FilipWij:

Faktycznie, to nie jest horror per se. Chociaż gdybym miał doświadczyć czegoś takiego osobiście, raczej nie byłoby mi do śmiechu :D Zastanawiałem się nad wyborem kategorii, bo SF na pewno nie, ale być może po prostu fantastyka? Trudno powiedzieć…

Co do przycinania – wierz mi, mam z tym poważny problem. I to wcale nie z samym przycinaniem, tylko przeciwnie – ze zbyt silną syntezą informacji. Bliżej mi do tego, żeby zmieścić treść opowiadania na 50-70k znaków w 1k niż odwrotnie. Ale to wtedy nie jest literatura, tylko notka dziennikarska. Pisanie dłuższych tekstów jest dla mnie wyzwaniem, a ponieważ jestem uparty i nie zrażam się początkowymi niepowodzeniami, to prędzej czy później “wyczuję” tę granicę, gdzie powinno się ciąć, ale na razie takie wrażenie w jedną czy drugą stronę może się pojawiać.

Na swoją obronę przytoczę, że czytając popularne obyczajówki czy kryminały zalegające na półkach w księgarni, odniosłem wrażenie, że ktoś tam na siłę pakuje “content” w strony powieści, dochodząc do takiego kuriozum, że mamy stronicowe opisy postaci/wydarzeń/obiektów, które nie mają później najmniejszego wpływu na akcję. Chyba tylko po to, żeby książka miała gruby grzbiet. A ja, czytelnik, pokrywam się grubym kożuchem pleśni, czekając na jakąś akcję i mam poczucie skradzionych kilku minut na czytanie tego badziewia :D

Również bardzo dziękuję za wizytę i pochlebną recenzję, zakończoną klikiem wiadomo gdzie :D 

Ciekawy zwrot akcji na koniec, chociaż horrorem bym tego nie nazwał. Dodatkowo tekst jest mocno przegadany, występują dość powszechne określenia z horrorów typu "włosy stają dęba". Ogólnie przyjemna opowiastka, ale zabrakło czegoś, by ją zapamiętać na długo.

Miły drobiażdżek!

Skłania do uśmiechu. W sam raz na niedzielny poranek :)

Częścią tolerancji jest uwolnienie się od kompulsywnej potrzeby słuszności - JeRzy

@Saggit: 

Dziękuję za wizytę. Myślę, że wiem, co mogło wywołać wrażenie “przegadania”. Nie jesteś pierwszą osobą, która zwraca mi na to uwagę, więc wiem, że coś jest na rzeczy. Postaram się nad tym popracować. Nad “włosami stającymi dęba” sam się zastanawiałem w trakcie pisania, ale chciałem potraktować ten zwrot jako pretekst do przekazania czytelnikowi, że pan Józef dość mocno łysieje.

Niemniej – jeśli uznałeś, że opowiastka jest w miarę przyjemna w odbiorze, miast pozbawiać się samemu owłosienia z głowy w trakcie lektury – myślę, że osiągnąłem swój cel :) To tylko króciutka historyjka, która w założeniu miała chociaż trochę rozbawić czytelnika.

@Staruch:

Bardzo miło, że wpadłeś :) 

Uśmiech w niedzielny poranek to już połowa sukcesu! Co prawda nie wiem, co jest tą drugą połową, ale niech będzie, że ta szklanka jest do połowy pełna :D

Nie no, uśmiechnąć się uśmiechnąłem w niektórych momentach, bo wątek sprawdzania, czy Pan Józef był krwiopijcą wyszedł fajnie. ;) co do wyrywania sobie włosów z głowy to powodów nie było, a to i lepiej, bo geny na przyszłość dobrze nie wróżą. ;)

 

Fajny drobiazg, podoba mi się, klikam ;) Takie trochę nawiązanie do światów równoległych, no i klasycznej Alicji, po drugiej stronie lustra.

 

Kilka doczepek niżej:

 

– No tak, trzeci dzień bez papierosa – mruknął pod nosem emeryt. – Szkoda, że nie przyznają za to medali.

Wiadomo, kto mruknął, więc resztę bym usunął.

 

Istotnie, pan Józef postanowił rzucić palenie. Ostatnie wyniki badań lekarskich mężczyzny prezentowały się raczej marnie.

 

Propozycja: “Istotnie, pan Józef postanowił rzucić palenie, ponieważ jego ostatnie wyniki badań lekarskich prezentowały się raczej marnie”.

 

W lustrze nie było odbicia mężczyzny.

A czyje było? Kobiety? ;)

Może coś w stylu – “Nie ujrzał swojego odbica w lustrze”.

 

 

Dodatkowo – zauważyłem u Ciebie dziennikarską tendencję do używania róznej maści synonimów, ostrożnie z tym, bo może zabrzmieć śmiesznie, np. “poczłapał w stronę miejsca nocnego spoczynku.” :)

 

Pozdrawiam!

Che mi sento di morir

Dziękuję BasementKey za odwiedziny, komentarz i klik. Poprawiłem kilka zdań wg sugestii. 

Myślę, że rozumiem co masz na myśli z synonimami, rzeczywiście ich znaczenie nie jest tożsame i trzeba z tym uważać. W tym wypadku liczyłem, że nada to opowiadaniu lekkiego, żartobliwego stylu, chociaż może nie do końca wyszło.

Z pewnością nie miałbym odwagi użyć takiego zwrotu w opowiadaniu o żołnierzach kosmosu, uginających się pod ciężarem ciężkich blasterów :)

Fajny szorcik plus zaskakujące zakończenie. Uśmiechnęło mi się :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Całkiem zgrabny szorcik. Początek nieco wolniejszy, ale potem się rozkręca, a finał wynagradza i nawet zaskakuje. Co te fajki robią z człowiekiem :)

Irka_Luz:

Kłaniam się dwornie i kapeluszem z piórkiem podłogę zamiatam :) Następnym razem mam nadzieję popełnić coś ciut dłuższego :) (to taki rodzaj autodopingu – go, silver, go!)

 

Edward Pitowski:

Za wizytę serdecznie dziękuję. To prawda z fajkami, a nałogu i tak trzeba się pozbyć, nawet jeśli grozi to wymykaniem się doppelgangera z przynależnego mu miejsca w lustrze :)

 

Obu gościom jestem szczerze wdzięczny za polecajkę ;)

Dawaj coś dłuższego, Panie!

Go Silver! ;)

 

Zachęciłem?

Che mi sento di morir

Zachęciłem?

Nie no, teraz to już nie mam wyboru! XD

Fajna miniaturka, Silverze. Rozbawiłeś mnie. :)

 

prze­mó­wie­nie na temat szko­dli­wo­ści ty­to­niu. → Czy tu aby nie miało być: …prze­mó­wie­nie na temat szko­dli­wo­ści palenia ty­to­niu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję regulatorzy! 

Zastanawiałem się nad poprawnością tej wypowiedzi, a chciałem uniknąć powtórzenia wyrazu “palenie” ze zdania wcześniej. Ale zmodyfikowałem oba zdania, bo faktycznie “palenie tytoniu” brzmi w tym wypadku znacznie lepiej. 

Bardzo proszę, Silverze.

Dodam jeszcze, że bardzo zbudowała mnie postawa pana Józefa, który, choć już w jesieni życia, postanowił pozbyć się szkaradnego i jakże zgubnego nałogu. :)

Chyba udam się do klikarni.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo mi miło, regulatorzy, że uznałaś ten tekst za warty kliknięcia! :) Wychodzi mi, że to już będzie piąty, wiec… Jeszcze niby trzeba czekać na formalności… ale i tak już się cieszę! :D

A ja podzielam Twoja radość, Silverze. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć!

 

Rozbawiła mnie ta historia. Ciekawy pomysł i sprawnie zrealizowany. Dołączam się do prośby BasementKey.

Go Silver! ;)

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Pomysł zdaje mi się pod pewnymi względami dosyć urokliwy (ma potencjał takich metafizycznych skojarzeń: utrata odbicia – utrata cienia, utrata ciała, utrata tożsamości, utrata pamięci, sobowtóry, przenosiny w zaświaty; takie okolice zagadnień dotyczących duszy, jej tożsamości, jedności, złożoności-niezłożoności, realności itp.), ale wolałbym do tego chyba jakąś bardziej skondensowaną, wyrazistszą formę.

Pozdrawiam!

Dziękuję Alicello za miłą opinię i cóż, czuję się zobowiązany. Mam nadzieję, że mnie to nie sparaliżuje wykonawczo. Zdecydowanie z czymś dłuższym będę tym razem wrzucał na betę. 

Iwo, może i masz rację – do krótszej formy brakuje bagażu myśli, do dłuższej – fabuły. Ale nie jestem dla siebie zbyt surowy. Jeśli zacznę, jest duża szansa, że inni też dołączą do zabawy ;D

Ale nie jestem dla siebie zbyt surowy. Jeśli zacznę, jest duża szansa, że inni też dołączą do zabawy ;D

 

No, tak. A przy tym bycie dla siebie surowym blokuje inwencję. A bez inwencji i swobody ani rusz.

Sympatyczne, świeże i pomysłowe, choć odrobinę przeciągnięte. Szczególnie końcówce nie zaszkodziłoby lekkie strzyżenie. Ale mimo to zgrabny tekst, zdołał mnie zainteresować i zaskoczyć.

 

Z czepów drobnych

– Ależ daj spokój! Nigdy nie słyszałem, żeby zwierciadło odbijało obiekty wybiórczo!

Ta wypowiedź niezbyt mi pasuje do całej reszty wypowiedzi bohatera. Nie odstaje jakoś strasznie, ale potknąłem się na niej.

Dzięki za odwiedziny, None. Też miałem z tym problem. Nieadekwatne słownictwo. W tekstach, które aktualnie piszę, też się na tym łapię, korekta bywa pracochłonna. Jednak tutaj nie bardzo umiałem znaleźć jakichś mniej technicznych odpowiedników. Przemyślę jak to rozwiązać. 

Pochmurno. Poniedziałek. A tu rozbawiło, uśmiechnęło. Lubię taką fantastykę. :) Pozdrawiam

Ps. Nie wiem co bym zrobił na miejscu p. Józefa :D

Dziękuję za miłe słowa, Koala75. :)

Rzadko coś mi się tak podoba i wywołuje szeroki uśmiech przy opowiadaniu – nie jestem fanką absurdu, szczególnie w dużych ilościach, bliżej mi też do Lovecrafta niż do Kronik Wędrowycza.

Urzekł mnie jednak prosty, ale przyjemny (ciepły?) humor, trochę jak w opowieści familijnej (ale tej dobrej, starej, jak Goonies), więc tag groza zdecydowanie nie trafiony (albo ja mam takie spaczone spojrzenie). Wygrało mnie jednak zakończenie, wielu rzeczy się spodziewałam, ale nie tego, że odbicie Józia poleci sobie po papieroski do kiosku i od tak wróci do lustra.

 

 

Dziękuję, Shanti. Przyznam, że podzielenie się moim dobrym nastrojem z czytelnikami nigdy nie było łatwe, ponieważ chociaż sam często jestem rozbawiony, to jest to tzw. hermetyczne poczucie humoru ;) Widocznie udało mi się tutaj znaleźć jakiś bardziej uniwersalny przekaz, muszę teraz przemyśleć co to jest. :)

Nowa Fantastyka