- Opowiadanie: Corrinn - Dziedzictwo kamiennej krwi

Dziedzictwo kamiennej krwi

Dawno nic nie pisałem. A napisanie tego opowiadania nie było łatwe. Z kotem na kolanach, który domagał się uwagi. Ale to nie jest opowiadanie o kotach. A o czym? Musicie przeczytać, aby się dowiedzieć! :)

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Dziedzictwo kamiennej krwi

Latem, gdy powietrze gęstniało od motyli, a pszczele zastępy zagłuszały swoim koncertem pobliski młyn wodny, zdarzało mi się kłaść plecami na trawie i z przymkniętymi oczami rozmyślać o mitach i legendach, opowiadanych przez starca Hurnona. Przybywał co roku do naszej wsi, prosząc o posiłek i kąt do spania. Nie miał czym się odwdzięczyć, dlatego dzielił się jedyną monetą, jaką miał, czyli przekazywanymi z ust do ust legendami.

Garstce ciekawskich, którzy zbierali się wokół ogniska, aby wysłuchać historii, otwierał oczy na rzeczy, które do tej pory znajdowały się poza zasięgiem ich postrzegania. Mówił o krajach, gdzie rzekami płynie złoto, ale każdy, kto zanurzył dłonie w nurcie, zapomina o swojej przeszłości i nigdy nie odzyskuje już pamięci. O ludziach tak wysokich, że ich głowy wystają ponad chmury i tych tak bardzo niskich, że zmuszeni są budować domy w muchomorach i podgrzybkach. Te, choć wspaniałe, po latach zanikają we wspomnieniach, pozostawiając w umyśle tylko niejasne urywki obrazów.

Jest jednak legenda, którą potrafię powtórzyć z pamięci z najdrobniejszymi szczegółami, jak gdybym sam był jej twórcą. Mit o skalnej księżniczce od pierwszej chwili skradł moje serce, ciało i duszę. Nieszczęśliwa miłość, jej szlachetność i dobro, okupione wysoką ceną. Choć wówczas byłem młokosem, powziąłem decyzję, że odnajdę księżniczkę i uwolnię ją z więzów. Dziś, leżąc na zielonej trawie i marząc, poczułem, że oto nastał właściwy dzień, aby spełnić tę obietnicę.

W domu niechętnie przyjęli moją decyzję. Nie miałem prawdziwych rodziców. Moi opiekunowie odnaleźli mnie w wiklinowym koszu i przygarnęli. A teraz chciałem ich opuścić. Nikt jednak nie trzymał mnie siłą, jako że byłem dorosły i mogłem robić, co chciałem. Nie powiedziałem oczywiście, że idę ratować księżniczkę z opowieści Hurnona, gdyż mogłoby to spotkać się ze znacznie większym niepokojem i niezrozumieniem. Obiecałem za to, że powrócę odmieniony i jak pokazała przyszłość, dotrzymałem danego słowa.

Droga prowadziła na północ. To, że musiałem podążać właśnie w tym kierunku, wiedziałem od starca, który jednak przestrzegał, że nikt jeszcze nie odnalazł drogi powrotnej.

Po tygodniu wędrówki napotkałem potok, w którym płynął czas. Hurnon twierdził, że jest to mały strumyczek, który można przebyć jednym krokiem. Od czasów młodości Hurnona upłynęło jednak tyle lat, że dziś stałem nad brzegiem rwącej rzeki. W wodnej toni odbijały się świetlne refleksy. Postanowiłem iść wzdłuż niej, aby znaleźć most lub cokolwiek, co pozwoli mi przebyć otchłanie czasu.

Idąc, zauważyłem coś niezwykłego. Moja skóra zaczęła się marszczyć. Choć początkowo szedłem szybko i bez wahania, nogi zaczęły mi ciążyć i musiałem uważać, aby nie potknąć się i nie upaść. Czułem się, jakbym miał sto lat i z przerażeniem odkryłem, że rzeczywiście tak jest. Pomyślałem, że jeszcze kilka kroków i umrę, zawróciłem więc i pośpiesznie powróciłem do punktu, w którym odzyskałem młodość.

– Jeśli nie mogę iść z nurtem czasu, będę szedł pod prąd – powiedziałem, kierując się w górę rzeki.

Jakież to było wspaniałe uczucie! Zacząłem biec, wdychając zapachy mojego dzieciństwa, wspomnienia świeżo skoszonej trawy, dotyk łąk i kwiatów, a wszystko tak rzeczywiste, jak gdyby było teraźniejszością. Zmęczony szybkim biegiem upadłem na ziemię, ciesząc się widokiem biedronki o czarnych plamkach. Szedłem na czworakach, poznając na nowo świat, który dobrze znałem.

Nagle poczułem się zagubiony. Samotny w nieznanej okolicy, z dala od rodziców, postanowiłem poszukać mamy. Całe szczęście, że dziecięcy instynkt kazał mi zawrócić, gdyż dzięki temu odzyskałem swój wiek i logiczne myślenie.

Nie miałem więc dużego wyboru. Albo zawrócę, albo będę musiał przejść przez rzekę. Od razu odrzuciłem pierwszą opcję. Nie należałem do ludzi, którzy łatwo się poddają.

Zrobiłem krok w rzeczny nurt, nabierając w płuca tyle powietrza, aby starczyło na jak najdłużej. Okazało się, że czas jest zupełnie suchy. Mimo że płynął, nie czułem go. Wyszedłem po drugiej stronie, nieświadomie przyglądając się ubraniu, które jednak nie zamokło. Wtedy zobaczyłem coś dziwnego.

Na brzegu leżała suknia. Wyglądała tak pięknie, że nie miałem wątpliwości, do kogo należy. Podniosłem ją i przerzuciłem sobie przez ramię. Wyruszyłem dalej na północ, zostawiając zagadkę niezwykłej rzeki za sobą.

 

 

Skalna księżniczka to nazwa rzeźby krasowej, jak dowiedziałem się dziesięć lat później od pewnego uczonego, który prowadził badania etnograficzne w mojej rodzinnej wsi. Podczas mojej wyprawy nie miałem jednak o tym pojęcia, tak jak nie miała o tym pojęcia księżniczka, gdy wyszła mi na spotkanie.

– Czekałam na ciebie – powiedziała.

Miała prawie sto lat i wiedziałem, że mówi to nie pierwszy raz.

– Znamy się?

– Ty mnie nie znasz, ja ciebie znam.

Wiedziałem, że są różne kanony urody. Ludzie się starzeją i tracą młodzieńczą urodę. Nie miałem jednak nigdy do czynienia z księżniczką, która wyglądałaby tak jak ta staruszka. Pomimo tego miałem niepokojące uczucie, że jest mi to osoba bliska.

Zaprowadziła mnie do swojego mieszkania. Trzy rzędy śmiałków, którzy próbowali odczarować księżniczkę, stały w równych odstępach. Blade twarze przywodziły na myśl woskowe figury.

– Czy i ja zamienię się w skałę? – zapytałem.

– Tylko wówczas, jeśli ci się nie uda. A musisz wiedzieć, że bardzo tego nie chcę.

Jej głos był smutny i drgały w nim nuty tak gorzkie, że i mnie zrobiło się ciężko na sercu.

– Masz jedną dobę – powiedziała.

Wtedy pokazałem jej suknię.

– Skąd to masz? Zresztą nieważne, zgubiłam ją wiele lat temu. Teraz i tak mi się nie przyda.

– Dlaczego ją porzuciłaś? – zapytałem, próbując zrozumieć to, czego w opowieści Hurnona absolutnie nie było. Podobnie jak wszystkich następnych wypadków. Moje dziecięce wyobrażenia legły w gruzach.

– Gdy ma się władzę, czasem robi się rzeczy, których się później żałuję. Ale wówczas okazuje się, że nie było innego wyboru.

– Zawsze jest wybór.

– To nie jest takie proste – szepnęła staruszka, przecierając z potu wiekowe czoło – Trzeba też pamiętać o karze, którą na początku się lekceważy.

– Co masz na myśli?

– Widzisz, kiedyś… byłam młoda… I nie chodzi tu wcale o upływ czasu. Gdyby czas płynął dla mnie zwyczajnie, miałabym teraz nie więcej jak czterdzieści lat.

– Co więc się stało? – dociekałem, czując rosnące współczucie.

– Czarnoksiężnik. Przemienił mnie w staruszkę. Zawiesił na haku nad progiem śmierci. Ja jednak trzymam się tego haka, opierając się jej, czekając na kogoś, kto mnie uzdrowi.

Zadałem jeszcze wiele innych pytań, ale nic więcej nie udało mi się z niej wyciągnąć.

Miałem dwadzieścia cztery godziny, aby wymyślić ratunek dla księżniczki. Nie było to trudne. Szybko zrozumiałem, co muszę zrobić.

– Mogę cię uratować, ale musisz ze mną iść.

Poszliśmy nad rzekę. Poprosiłem, aby zamknęła oczy i wzięła mnie za rękę.

Dopiero gdy ją dotknąłem, zrozumiałem, choć nie było to oczywiste, kim jest ta kobieta.

 

 

Szliśmy w górę rzeki. W jednej ręce trzymałem suknię, w drugiej dłoń mojej matki. Nie mogłem w to uwierzyć, że po tylu latach ją odnalazłem, choć nigdy nie widziałem jej na oczy. Moje pierwsze wspomnienie to rąbanie drew przez ojca, który nie był moim tatą. Gdy dowiedziałem się, że nie jestem ich synem, płakałem przez trzy dni. Nie miałem źle, ale na dnie serca zawsze czułem tęsknotę za prawdziwą rodziną. Jak się okazało, królewską.

Moja radość nie była spowodowana tym, że okazałem się synem księżniczki. Po prostu cieszyłem się, że odzyskam rodzinę.

Idąc brzegiem rzeki czasu, stawaliśmy się coraz młodsi. W końcu spojrzałem na mamę, która miała teraz około dwudziestu pięciu lat.

– Otwórz oczy.

Jej oczy były jednak otwarte.

– Daj mi to – rzekła, wyrywając suknię z moich rąk.

Kazała mi się odwrócić, a ja, który miałem teraz nie więcej niż siedem lat, słyszałem, jak zrzuca łachmany, w które była ubrana i zakłada strój księżniczki.

W końcu się odwróciłem. Zobaczyłem piękną kobietę, na której sukni widniały plamy zaschniętej krwi. Nie widziałem ich wcześniej, przestraszyłem się więc, myśląc, że się zraniła. Chciałem do niej podbiec, ale mnie odepchnęła tak, że upadłem na ziemię.

– Mamo! – krzyknąłem.

– Nigdy więcej tak do mnie nie mów – rzekła, patrząc mi w oczy, a dawny smutek jej spojrzenia przeobraził się w złość, a być może nienawiść.

– Ale ja jestem twoim synem! – wrzasnąłem i się rozpłakałem.

– Jesteś bękartem po swoim ojcu-księciu, który nie miał nawet tyle godności, aby poczekać na własny ślub.

Spojrzałem na nią przez łzy, nie wiedząc za bardzo, o czym mówi. Co stało się z ojcem?

Księżniczka, jakby odczytując moje myśli, nachyliła się nade mną i szepnęła.

– Poderżnęłam mu gardło, kiedy spał.

 

 

Uciekałem w dół rzeki, aż znów stałem się dorosły. Nie goniła mnie, choć mogła. Pośpiesznie przeszedłem przez rzekę, a potem biegłem i biegłem, aż znalazłem się na powrót w domu, gdzie poznałem swoją matkę. Spojrzałem na skamieniałych ludzi. Najstarszy z nich miał na oko dwadzieścia lat, najmłodszy może trzynaście. Dotykałem ich ciepłymi dłońmi, czując nieprzenikniony chłód kamienia. Zrozumiałem, że to moja rodzina.

W pierwszym rzędzie stał mój brat. Byliśmy podobni jak dwie krople wody. Dalej król, mój dziadek i jego żona. Jeszcze dalej wujkowie, ciotki i dalsi krewni. Ostatnie miejsce było puste, ale dobrze wiedziałem dla kogo przygotowane.

Musiałem działać szybko. Porwałem wiadro, które stało w kącie i ruszyłem do rzeki, aby zaczerpnąć wody. Nie miałem pojęcia, czy to podziała, ale musiałem spróbować.

Gdy oblałem wodą czasu pierwszy posąg, w pierwszej chwili nic się nie stało. Już miałem przeklinać swoją głupotę, gdy mój skalny brat bliźniak zaczął się poruszać. Z początku powoli, jak zaspany człowiek, który właśnie obudził się po bardzo długim śnie i musi przetrzeć oczy, aby zorientować się, gdzie jest. Dopiero po dłuższej chwili zaczął kontaktować.

– Musisz mi pomóc – rzuciłem, wskazując na drugie wiadro.

Do wieczora udało nam się ocalić wszystkich członków rodziny. Wszystkich, oprócz skalnej księżniczki.

Poszliśmy wspólnie do zamku. Zastaliśmy ją siedzącą na tronie, z obłędem w oczach i nożem w brzuchu. Żyła, ale to były ostanie chwile jej życia.

– Kto ci to zrobił? – zapytałem, czując do niej jednocześnie miłość i wstręt.

– Czarnoksiężnik…

– Kim on jest? – w tym momencie postanowiłem, że pomszczę rodzinną tragedię, zabijając go.

– Ma na imię Hurnon.

Po tych słowach odeszła.

 

 

Zaprosiłem swoich przybranych rodziców na zamek, oni jednak odmówili, tłumacząc się, że ich życie związane jest ze wsią i takie pozostanie. Prawdziwa matka została pogrzebana z należnymi honorami, ale powziąłem decyzję, że nie pójdę tam nigdy więcej.

Hurnona szukałem przez cztery lata. Musiał dowiedzieć się o wszystkim, gdyż nigdy więcej nie pojawił się w wiosce.

Gdy w końcu zaprzestałem poszukiwań, sam do mnie przyszedł.

Tej nocy w komnatach nie paliły się żadne świece. Usłyszałem, jak ktoś podchodzi do mojego łóżka. Byłem pewien, że to on.

– Przybyłeś, aby mnie zabić? – zapytałem, wiedząc, że i tak nie zdążę wezwać straży.

– Nie. Chcę ci wyznać prawdę.

– Nie wierzę czarnoksiężnikom – wyraziłem swoje wątpliwości.

On tymczasem zapalił świecę. Wyglądał na mężczyznę w średnim wieku, nie starca, którego poznałem przy ognisku. Miał jednak rysy Hurnona i jego głos. Zobaczyłem też, że jest ranny.

– To prawda, że zabiłem twoją matkę. Masz prawo mnie za to nienawidzić. Możesz mnie nawet zabić. Ale nie zrobisz tego.

– Niby dlaczego? – zapytałem, sięgając dyskretnie po sztylet ukryty za poduszką.

– Dość krwi w tej rodzinie… Jestem twoim ojcem.

– Przecież on nie żyje, łżesz.

– Owszem, nie żył. Dopóki nie wrzucono jego trupa do rzeki czasu.

A widząc nadzieję w moich oczach, dodał:

– Nie próbuj tego z nikim innym. To działa tylko, jeśli jest się magiem.

Po tych słowach zniknął i nigdy go już nie widziałem.

 

 

Choć odzyskałem swoją przeszłość, od tego dnia zacząłem miewać koszmary. Minęły, dopiero gdy z polecenia znajomego księdza odwiedziłem grób księżniczki – mojej matki, który był już wówczas mocno zaniedbany i przebaczyłem jej i mojemu ojcu.

Wielu z was powie, że lepiej byłoby nie znać tych straszliwych wydarzeń. Mogłem przecież żyć spokojnie, pracując w polu i będąc szczęśliwym. Ja jednak uważam, że Hurnon nie bez powodu odwiedzał wioskę, chcąc naprowadzić mnie na trop księżniczki. Można powiedzieć, że dziedzictwo krwi, które otrzymałem, stało się dla mnie nie tylko jarzmem, ale pewnym elementem układanki, której sam jestem częścią.

Stałem się poważniejszy i mądrzejszy niż wielu. I choć przychodzą mi czasem do głowy głupie pomysły, takie jak wrzucenie globusa do rzeki czasu, aby zobaczyć, co się stanie, jestem pewien, że gdy przyjdzie moja kolej, stanę się dojrzałym władcą, który będzie umiał uniknąć wielu niepotrzebnych tragedii.

Tylko co mam zrobić z moim starszym o dwie minuty bratem?

Koniec

Komentarze

Cześć Corrinn

 

Mam mieszane uczucia. To znaczy niektóre rzeczy mi się podobały inne nie. Nie wiem więc co ostatecznie sądzić.

 

Pozdrawiam.

Jestem niepełnosprawny...

Cześć dawdiq150

Fajnie, że choć niektóre rzeczy Ci się podobały. Szkoda, że nie jesteś w pełni usatysfakcjonowany. Mógłbyś rozwinąć, co było fajne, a co nie?

 

Na pewno pomysł z rzeką czasu był ciekawy i łączące się z nią wydarzenia. Mi jest bardzo ciężko oceniać bo nie chcę nikomu robić przykrości (mam na myśli ogólnie a nie ciebie) poza tym za bardzo krytykować nie mogę bo sam jestem bardzo krytykowany. Ta scena poderznięcia gardła wydaje mi się niepotrzebna. Ogólnie jestem na tak, chyba źle odebrałeś mój komentarz “Nie wiem co ostatecznie sądzić” nie było tu żadnego podtekstu. :)

 

Ja na shoutboxie już pisałem, że mogę czytać masowo ale z oceną mam zawsze duży problem.

Jestem niepełnosprawny...

Chciałem tylko usłyszeć bardziej szczegółową opinię. Naprawdę się cieszę, że zajrzałeś do tekstu. ;) Pozdrawiam!

Ogólnie ciekawa historia i intrygujący motyw rzeki czasu. Lektura generalnie była dość satysfakcjonująca, chociaż chwilami czułem się nieco zagubiony. Jak na mój gust zbyt często stosujesz zdania wielokrotnie złożone. To zmniejsza czytelność tekstu. Zgodzę się, że u laureatów prestiżowych nagród literackich można spotkać jeszcze dłuższe. Niemniej, oni chyba piszą dla innego czytelnika. Tekst skierowany do nastolatka, a pisany językiem kultury wysokiej, jest imho strzałem w stopę.

Jeśli chodzi o korektę tekstu, to nie jestem w stanie się wypowiedzieć. Czytając opowiadania uruchamiam wyobraźnię i “płynę” przez historię, jakbym oglądał film. Jedynie mocno niezręczne zwroty wybijają mnie z tej literackiej podróży :) W Twoim wypadku było całkiem ok, poza jedną sytuacją.

 

Po tygodniu drogi napotkałem potok, w którym płynął czas.

Osobiście użyłbym określenia “Po tygodniowej wędrówce natknąłem się na potok”. Wydaje mi się zręczniejsze. To powyżej z jakichś względów zazgrzytało. Ale to ja. Niestety – sam ciągle się uczę i nie w smak mi poprawianie wypowiedzi innych. Może nawet to Twoje określenie jest poprawne, a moje nie? Nie bierz moich sugestii pod uwagę. 

 

 

Witaj, silver_advent

Bardzo cieszą mnie Twoje odwiedziny. Co do zdań – tak już mam i tak pozostanie. Wiem, że teraz żyje się w biegu, pragnie się więc szybkiego zwrotu z inwestycji czasu. Krótkie zdania i wartka akcja są w modzie. I nie ma w tym nic złego. Jednak postępujące skracanie może być swego rodzaju zabójstwem dla różnorodności literatury. I dla samego stylu. Każdy ma inny gust, ale nawet gdyby moje pisanie miał czytać niewielki odsetek czytelników, to będę pisał w taki sposób dla tej małej gromadki.

Tekst skierowany do nastolatka

Naprawdę tak uważasz? Trochę nie rozumiem, dlaczego dorosły lub dojrzały czytelnik nie miałby być również targetem tego tekstu. Wiem, że fantastyka w ogólności jest z reguły pisana dla ludzi młodych (choć zdarzają się wyjątki), ale mam nadzieję, że moje opowiadanie nie wydaje się nikomu dziecinne. :)

Wprowadziłem drobne korekty. ;)

Pozdrawiam!

Corrinnie, mam nadzieję, że Cię to nie dotknęło. 

Zdanie, które cytujesz, było uogólnieniem. Nie miałem na myśli tego, konkretnego tekstu. 

Jeżeli tego typu sposób formułowania wypowiedzi jest Twoim “znakiem rozpoznawczym”, to oczywiście szanuję taki wybór. Opisałem jedynie swoje odczucia i mogę być w tym odosobnionym.

Mój odbiór był ogólnie pozytywny…

Spokojnie, nie dotknęło mnie nic, co napisałeś ;) To uogólnienie zrozumiałem, ale uznałem, że skoro zostało umieszczone pod moim tekstem, to może jest to jakaś wskazówka. :D

Jasne, że teksty dla nastolatków nie pisze się językiem poetyckim czy górnolotnym, bo się znudzą i zrażą. O czym chyba nie wiedzą w polskich szkołach, katując młode pokolenie właśnie takimi tekstami :D Myślę, że jest to wręcz powód tego, jak wielu ludzi nie lubi poezji lub ambitniejszej prozy – niedostosowanie dojrzałości czytelników do poziomu tekstu. Potem nie czytają, bo nie wiedzą, że to przyjemne.

No, ale zaczynam filozofować. xD

Dzięki za pozytywny odbiór, polecam się na przyszłość.

Hej, hej

Całkiem niezła opowieść.

Na plus: Opowieść jest zakręcona, ale łączy się ze sobą. Tekst ma w moim mniemaniu oniryczny charakter, dzięki stylowi i formie starej gawędy czy baśni. Ładnie to wyszło.

Na minus: Myślę, że zbytnio skróciłeś opowiadanie. Czasem można się pogubić, bo nie ma wystarczających didaskaliów albo opisów. Niektóre fragmenty musiałem czytać parę razy i domyślać się, kto mówi, albo skąd coś wynikło.

Bohaterowie w porządku jak na bajkę, wiec rozbudowani nie są, ale robią, co trzeba.

Choć wówczas byłem nastolatkiem,

Nastolatek to takie nowoczesne słowo, średnio tu pasuje.

Ogólnie czytałem z zainteresowaniem, co się wydarzy i choć obiecanego kota nie było ;) to myślę, że tekst zasługuje na klika.

Pozdrawiam

Cześć!

 

Generalne mi się podobało, choć też mam mieszane uczucia. Z jednego strony potrafisz zaczarować słowem, budujesz ciekawy, baśniowy klimat, z drugiej jednak są momenty, które trochę mniej mi podeszły (np. fragment o rzeźbie krasowej i etnografie; przeskok z mieszkania [czy tu przenosimy się w czasy współczesne?] do zamku; czasem jest trochę zbyt łopatologicznie).

Całość nie wyszła infantylnie, ale faktycznie tekst lokowałbym na półce dla młodszego czytelnika. Taka konwencja baśni. Jest trochę brutalności (poderżnięcie gardła), ale nie epatujesz nią, więc nie wywala to z bajkowego klimatu.

Napisane jest całkiem nieźle, choć zdarzyły się zgrzyty, które wybijały mnie z rytmu. Poniżej garść sugestii. To moje subiektywne uwagi, więc nie przejmuj się nimi, jeżeli masz inną wizję. ;-)

 

Mit o skalnej księżniczce, od pierwszej chwili kupił moje serce, ciało i duszę. Nieszczęśliwa miłość, jej szlachetność i dobro, okupione wysoką ceną.

Choć wówczas byłem nastolatkiem, powziąłem decyzję, że odnajdę księżniczkę i uwolnię ją z jej więzów.

Od czasów młodości Hurnona upłynęło jednak tyle lat, że dziś stałem nad brzegiem rwącej rzeki. W wodnej toni odbijały się świetlne refleksy. Postanowiłem iść wzdłuż rzeki, aby znaleźć most lub cokolwiek, co pozwoli mi przebyć otchłanie czasu.

Postanowiłem iść wzdłuż rzeki, aby znaleźć most lub cokolwiek, co pozwoli mi przebyć otchłanie czasu.

Idąc, zauważyłem coś niezwykłego. Moja skóra zaczęła się marszczyć. Choć początkowo szedłem szybko i bez wahania, nogi zaczęły mi ciążyć i musiałem uważać, aby nie potknąć się i nie upaść.

– To nie jest takie proste – szepnęła staruszka, przecierając z potu wiekowe czoło.

Stałem się poważniejszy i mądrzejszy(-,) niż wielu.

 

Pozdrawiam i powodzenia w konkursie życzę!

"Kozy mają mnie w nosie, a psy na ogonie." T. Rałowski

Zanais

Ech, tak już mam, że czasami za bardzo się śpieszę :) Dziękuję za klika i fajny komentarz. Kota tu nie miało być, ale przez długi czas pisania mój futrzak mi towarzyszył, kręcąc się po pokoju, więc to rzeczywiście spore niedopatrzenie, że go tam zabrakło :D

 

FilipWij

Dzięki za komentarz i zawarte w nim sugestie. :) Również pozdrawiam!

Corrinnie, najbardziej w Twoim opowiadaniu spodobały mi się zaskakujące zwroty akcji. Nie przypuszczałem, że księżniczka może być matką, a Hurnon ojcem. 

Czytało się przyjemnie, narracja typowa dla baśni, choć brakowało mi w niej płynności. Niektóre sceny są, takie odniosłem wrażenie, urwane. 

Zaintrygowało mnie wskrzeszenie maga, po kontakcie z rzeką czasu. Szkoda, że tego szerzej nie opisałeś. 

Pozdrawiam!

 

Cześć!

Wyszedł Ci taki tekst balansujący na chyba wszystkich możliwych granicach. :) Masz to napisane miejscami ciut poetycko, ale nie jest to na szczęście taka forma przesadnego epatowania kwiecistością zdań, ale raczej są to zdania maźnięte poetyckością z taką fajną nutą jakiejś melancholii. I tak, to jest największa chyba zaleta tego tekstu, bo czyta się to-to bardzo przyjemnie. Raczej nie powinno się czytać Twojego opowiadania zbyt szybko (raczej trzeba trochę się w nie wczuć) – to nie jest typowe opowiadanie akcji, albo nawet mocno skupione na rozwoju fabuły – ale też nie ma zamulania. Masz tu próby zmian tempa, zwrotów akcji, miejscami trochę przyspieszasz.

Historię opowiadasz w taki sposób, że w wielu miejscach balansujesz na granicy niedpowiedzeń. Opowieść nie jest zbyt długa, wiele rzeczy dostaje się niejako albo w domyśle, albo jako kawałek tekstu prowokujący czytelnika do inwencji własnej. Jest to dość ryzykowne, bo jednak zdajesz się w tej kwestii trochę na preferencje czytelnika. Każdy stawia tę granicę dla niedopowiedzeń w innym miejscu. Jedni są zwolennikami “niedopowiedzeń jako pola do interpretacji”, drudzy akceptują niedopowiedzenia pod warunkiem, że przynajmniej ewidentnie przy nich widać, co autor chciał opowiedzieć, z kolei pozostali chcą jasnego wyłożenia fabuły i wszystkiego, co ją otacza. Jak łatwo zgadnąć, do tej trzeciej grupy raczej może być ciężko trafić. Oczywiście, to też nie jest tak, że mamy tu tekst wybitnie nastawiony na zabawę niedopowiedzeniami. Widać tu też chyba jednak taką chęć szybszego skończenia, bez nadmiernego rozpisywania się. Tak czy inaczej muszę na pewno zaznaczyć, że czasem jednak działa to na szkodę opowiadania, tym nie mniej z tych trzech wymienionych wcześniej grup jak akurat należę do drugiej, więc jakoś szczególnie mocno przez te niedopowiedzenia i skróty nie cierpiałem. W każdym razie nie na tyle, że by się przy lekturze męczyć (zwłaszcza, że jak pisałem wcześniej, tymi na pierwszy rzut oka niepozornymi opisami w tekście mnie kupiłeś, bardzo to przyjemne czytelniczo).

Na pewno trzeba pochwalić tekst za elementy fantastyczne. Zwłaszcza ta rzeka czasu bardzo działa na wyobraźnię. Na pewno trzeba też zaznaczyć, że fabuła jest jednak nieco zbyt pospiesznie przedstawiona. Trochę to rwane, trochę balansujące na granicy zagubienia.

Koniec końców jednak czytało mi się fajnie.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Lupus90Gno

Dziękuję za wizytę i komentarz. Fajnie, że zwroty akcji przypadły Ci do gustu. ;)

 

CM

Bardzo mnie cieszy Twoja wizyta, obszerny komentarz i to, że się podobało. Tekst powstał jako pewnego rodzaju ćwiczenie na przełamanie blokady twórczej, na którą cierpiałem od kilku miesięcy, ale wydaje mi się, że wygrałem z nią i oby nie wróciła. :D

Dobre.

Miałem wrażenie pewnej metafory czy nawet przypowieści, ale jednak na tyle oryginalnej że przeczytałem z zaciekawieniem. Motyw z rzeką czasu ciekawy, podobało mi się jak były wykorzystywane jej moce. Może wykorzystywanie wiadra jest jak dla mnie nieco za bardzo bajkowe, ale ogólnie całość przypadła do gustu i dobrze się czytało.

Ostatnie zdanie też na plus.

Klikam.

Edward Pitowski

Dziękuję za klik i miłe słowa ;) Fajnie, że doceniłeś też ostatnie zdanie.

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Idąc, zauważyłem coś niezwykłego. Moja skóra zaczęła się marszczyć.

Wtedy zobaczyłem coś dziwnego. Na brzegu leżała suknia.

Niepotrzebne te zdania, że zobaczył “coś dziwnego”, skoro za chwile opisujesz, co konkretnie zobaczył. Śmiało można to pominąć.

który prowadził badania etnograficzne w mojej rodzinnej wsi. Podczas mojej wyprawy

Jej głos był smutny i były w nim nuty tak gorzkie

choć nigdy nie widziałem jej na oczy. Moje pierwsze wspomnienie to rąbanie drew przez ojca, który nie był moim tatą. Gdy dowiedziałem się,

Niby inne słowo, ale trochę aliteruje.

 

Hmmm.

Mam zagwozdkę z tym tekstem. Z jednej strony jest napisany w sposób, który nie powinien mi przypaść do gustu, początek z ogranym motywem bajarza, do tego głównie monolog i dużo zdań złożonych… z drugiej strony styl masz na tyle dobry, że nie jest to problemem. Czyta się płynnie i da się czerpać z tego przyjemność.

Sama opowieść również pozostawia dwojakie odczucia. Jest dramat, jest klimat, przebija się z niej taki szczery smutek. Ma w sobie coś z baśni… ale też i z telenoweli. W pewnym momencie chyba jednak przesadziłeś z tymi rodzinnymi dramatami i właśnie ten baśniowy klimat nieco uleciał na rzecz właśnie “obyczajowej dramy”. Chyba niepotrzebnie.

Pozwolę sobie jednak posłać tekst do biblioteki. Za styl właśnie, że wybronił przyjętą formę i za baśniowy klimat.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Alicella

Powitać jurorkę!

 

Chrościsko

Bardzo to miłe, że podoba ci się mój styl pisarski. Literówki, powtórzenia, to wszystko da się poprawić, ale styl wyrabia się trudno, dlatego zawsze cieszy mnie, gdy ktoś uważa, że jest ok. Co prawda daleko mi jeszcze do tego, co chciałbym osiągnąć, ale zawsze to jakiś kamyczek milowy.

Dzięki za wskazówki i klik.

 

Ładne. Fabularnie bardzo fajnie składasz znane baśniowe motywy (porzucony książę wychowany w ubóstwie, zamiana w kamień, ratowanie księżniczki) w nową i pomysłową całość. Ładny pomysł z rzeką czasu, generalnie, wbrew pozorom (bo część motywów znana, tradycyjna) to fabułą ten tekst stoi.

Klik ode mnie.

Hej! Ileż można powtarzać, ale cóż – czasem trzeba ;) Mi także podobał się bardzo motyw rzeki czasu, a raczej to, jak został rozegrany. Zwłaszcza pierwszy fragment, wędrówki bohatera w różnych jej kierunkach. Jest dobrze, sugestywnie napisany. I tak, to ciekawe, co by się wydarzyło, gdyby wrzucić do niej globus :)

Tekst jest dosyć nierówny stylistycznie. Początek bardzo dobrze dopracowany, z dbałością o szczegół, językiem naprawdę literackim – dalej robi się bardziej w duchu fantastyki dla “prostego” odbiorcy, i to też wychodzi dobrze, jednak nie łączyłabym raczej tych dwóch stylów. Mi osobiście bardziej podoba się pierwszy, ale pytanie, czy utrzymanie w nim całego tekstu nie tworzyłoby pewnego dysonansu z jego treścią. Niemniej, może warto byłoby takiego eksperymentu spróbować.

ninedin

Dziękuję za ubibliotecznienie mojego tekstu. I miłe słowa.

 

mortecius

Och, bycie oryginalnym jest przereklamowane :) Nie krępuj się. Dziękuję za odwiedziny i komentarz.

 

FlorenceV

#motywrzekiczasuteam?

Bardzo mnie to cieszy. Rzeczywiście tekst jest nieco nierówny, jak słusznie zauważyłaś.

Bardzo dziękuję za każde dobre słowo i uwagi.

 

Pozdrawiam!

Nieźle pomyślana bajka, której bohater, nasłuchawszy się opowieści i legend wędrownego bajarza, postanawia ruszyć na pomoc uwięzionej księżniczce, a w rezultacie odkrywa własne pochodzenie.  

Trafiło się kilka usterek, ale czytało się całkiem dobrze.. :)

 

Gar­st­ce cie­kaw­skich, która zbie­ra­ła się wokół ogni­ska, aby wy­słu­chać hi­sto­rii, otwie­rał oczy na rze­czy, które do tej pory znaj­do­wa­ły się poza za­się­giem ich po­strze­ga­nia.Gar­st­ce cie­kaw­skich, którzy zbierali się wokół ogni­ska, aby wy­słu­chać hi­sto­rii, otwie­rał oczy na rze­czy, które do tej pory znaj­do­wa­ły się poza za­się­giem ich po­strze­ga­nia.

Otwierał oczy nie garstce, a ciekawskim, zwłaszcza że potem mówisz o ich postrzeganiu.

 

Całę szczę­ście, że dzie­cię­cy in­stynkt… → Literówka.

 

Jej głos był smut­ny i były w nim nuty tak gorz­kie… → Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: Jej głos był smut­ny i drgały w nim nuty tak gorz­kie

 

– To nie jest takie pro­ste – szep­nę­ła sta­rusz­ka, prze­cie­ra­jąc z potu wie­ko­we czoło – Trze­ba też pa­mię­tać o karze, którą na po­cząt­ku się lek­ce­wa­ży. → Brak kropki po didaskaliach.

 

Za­pro­si­łem swo­ich ro­dzi­ców za­stęp­czych na zamek… → Raczej: Za­pro­si­łem swo­ich przybranych ro­dzi­ców na zamek

 

Praw­dzi­wa matka zo­sta­ła po­grze­ba­na z po­trzeb­ny­mi ho­no­ra­mi… → Praw­dzi­wa matka zo­sta­ła po­grze­ba­na z należnymi ho­no­ra­mi

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

regulatorzy

Dziękuję za wizytę, komentarz i uwagi. Fajnie, że czytało się dobrze. :)

 

Krokus

Witam :)

Przeczytałem. Ciekawe. Rzeka czasu – super. Zakończenie przewrotne. Pozdrawiam :)

Corrinn popatrz jak się bardzo myliłem co do twojego opowiadania, jak moja ocena była niedobra, ech krytykiem nie będę :)

 

Cieszę się, że inni cię docenili.

Jestem niepełnosprawny...

Dziękuję, Koala75 :)

Zapomniałem dodać, że znam kota uwielbiającego pisać na klawiaturze kompa, więc ten na kolanach to raczej pomocnik :)

Na pewno tworzy arcydzieła, tylko my nie rozumiemy po kociemu… :)

Witam jurora :)

Początek przywołuje bardzo przyjemne, baśniowe skojarzenia, szczególnie motyw starca zarabiającego na chleb opowieściami, które wzbudzają w młodym człowieku chęć odkrywania świata. Jest w tym coś kojarzącego się z dzieciństwem, a sam pomysł rzeki czasu doskonale działa na wyobraźnię. 

Po baśniowym, magicznym i nieco onirycznym początku ciekawie wypada zakończenie, które odziera głównych bohaterów z tej baśniowości. 

Fladrif – dziękuję serdecznie za poświęcony czas. Cieszę się, że się podobało. :)

#motywrzekiczasuteam :)

A poza tym mam mieszane uczucia. Z jednej strony piszesz w sposób, jaki lubię, ale z drugiej… wyszła trochę telenowela, zwroty akcji i rodzinne tragedie, w które trudno uwierzyć i poczucie, że właściwie nie wiem, co chcesz opowiedzieć.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Dzięki Irka_Luz

Będę wiedział, na czym się skupić przy następnych tekstach, na co zwracać uwagę. :)

 

Cześć,

Komentarz ten został napisany jeszcze przed wstawieniem komentarza z jurorskim obrazkiem, zatem do tego momentu w tekście mogły zajść zmiany, których już nie śledziłem.

Cóż, będąc jurkiem serce się raduje, gdy widzę nieco ponad 12k znaków w tekście, ale muszę przyznać, że mi tych znaków zabrakło. Zbyt wiele tu skrótów i uproszczeń, a i jakieś dobre opisy urozmaiciłyby lekturę. Ale po kolei.

Niewiele widzimy tu świata, wiemy, że jest wieś, na północ płynie rzeka czasu, ale w pewnym momencie bohaterowie idą do zamku i odnoszę wrażenie, jakby zamek był tu od zawsze, tylko z jakiegoś powodu nie było go widać. Zabrakło też wyraźniejszych bohaterów, przez co kreację oceniam dość przeciętnie.

Fabuła dość ciekawie się spina, są zależności pomiędzy bohaterami, a ich liczba jest dla mnie w sam raz – nie mylą się, wprowadzani są krok po kroku. Z drugiej strony wydarzenia po prostu się dzieją, idziemy od punktu A do B. To jest między innymi przestrzeń do zagospodarowania w tekście, zabrakło mi więcej przeszkód, do tego suknia księżniczki znajduje się sama, tak po prostu.

Podobał mi się za to motyw konkursowy. O ile fakt, że księżniczka okazała się jego matką jest oklepany, to dobra była jej reakcja na cofnięcie w czasie, nie tylko ciało wróciło do starej formy. Do tego okazało się, że ratunek obejmował całą rodzinę, która ratowana jest w pomysłowy sposób (choć i tu w oczy kole fakt, że poszło zbyt łatwo). No i przy cofaniu czasu nie zgodziła mi się matematyka – ona cofnęła się o około sześćdziesiąt lat, a chłopak w ten sam sposób o kilkanaście. Dlaczego?

Technicznie jest trochę do poprawy, szczególnie styl, który wydaje mi się nieco zbyt prosty, nie przykuwa uwagi. Z drugiej strony przepłynąłem przez tekst bardzo sprawnie.

Ogólnie jestem zadowolony z lektury, myślę że sporo dobrej twórczości jeszcze przed Tobą, bo tekst był przemyślany pod kątem fabularnym, a trochę zabrakło rozmachu. Wszystko to jest do wypracowania, także do zobaczenia pod kolejnymi tekstami.

 

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Corrin! Bardzo Ci dziękuję za udział w konkursie.

 

Styl opowiadania przywodzi na myśl baśń i jest bardzo klimatyczny. Zabrakło mi tu jednak wyrównania tempa tej opowieści. Początek jest niespieszny i pozwala wczuć się w historię, a potem zaczynają się przeskoki. Moim zdanie odkrycie prawdziwej tożsamości księżniczki jest zbyt nagłe. To trochę tak, jakby czytelnik dostał odpowiedź na pytanie, którego nie zdążył zadać. Zabrakło też poprawy logiki tego świata, przyznam się, że nie wiem, dlaczego akurat woda z rzeki czasu okazała się sposobem na odczarowanie królewskiej rodziny. Motywacja księżniczki i to dlaczego porzuciła dziecko też pozostaje dla mnie tajemnicą. Rzeka czasu oddziela zamek od wioski, ale po obu jej stronach świat wygląda właściwie tak samo i wydaje się to nikogo nie dziwić.

Ta historia jest na swój sposób piękna i wciągająca, ale zabrakło rozwinięcia kluczowych wątków, przez co po lekturze pozostaje lekkie uczucie dezorientacji. Motyw konkursowy uważam za spełniony, a rozpoczęcie opowieści od motywu legendy zasłyszanej od wędrownego bajarza jest jednocześnie klasyczne, ale też mocno bajkowe.

 

Wyróżnienie Alicelli

Bardzo spodobał mi się motyw rzeki czasu i to co się działo z bohaterem, gdy wędrował jej brzegiem.

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

 Mam kolegę, który zawodowo zajmuje się tworzeniem paradokumentów (opowiastki w stylu „Okazało się, że mój mąż jest księdzem!”) i to, co wydarzyło się w opowiadaniu przypomina trochę jego twórczość. Ilość rodzinnych dramatów mnie przytłoczyła i odarła Twoją historię z klimatu, którego spodziewałem się po wstępie.

Początek jest bardzo baśniowy, wprowadza w niesamowity nastrój i pobudza wyobraźnię. Paradoksalnie, to właśnie wstęp i przewrotne zakończenie podobały mi się w Twoim opowiadaniu najbardziej. Poza tym miałem wrażenie, że wszystko jest trochę za szybko opowiedziane, wręcz niedopowiedziane, a przez to słabo wytłumaczone. Po zakończeniu lektury miałem spore uczucie niedosytu, głównie z tego powodu.

Nie dodam chyba od siebie nic nowego jeśli napiszę, że bardzo przypadł mi do gustu motyw rzeki czasu.

Czyta się to-to przyjemnie, może bez fajerwerków, ale warsztat masz całkiem przyzwoity ;)

Z podziękowaniami za udział w konkursie,

Egipskie Bóstwo Amon-Ra

Ciekawa opowieść. Trochę wygląda jak reinterpretacji baśni o żywej wodzie, ale dołączają do niej motywy z Edypa. W sumie wyszło całkiem, całkiem.

Acz, faktycznie, zapewne rozwinięcie świata by pomogło.

Ale już czytało się przyjemnie.

Babska logika rządzi!

Podobało mi się :)

Przynoszę radość :)

Dziękuję uprzejmie za komentarze :)

Nowa Fantastyka