- Opowiadanie: mortecius - Księżniczka w opałach

Księżniczka w opałach

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe. Do tego przypadku nie należy liczyć nawiązań do trzynastu osób, w tym wszystkich jurorów, betujących oraz dwóch dodatkowych użytkowników NF i Discorda.

Wydaje mi się, że to odpowiednie miejsce, żeby zamieścić ostrzeżenie przez wpływem opowiadania na zdrowie psychiczne. 18+, 21+, wejście na własną odpowiedzialność i tak dalej.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Księżniczka w opałach

Otworzyłam oczy.

Czas zabrać się za skarpy moich wrogów.

Krwawe słońce wzeszło na horyzont. Na stereotypowym, postapokaliptycznym pustkowiu rozpoczął się nowy dzień.

Kluczyki czekały w stacyjce. Stary silnik zakaszlał powoli i przeciągle niczym gruźlik. Z przyzwyczajeniem wdepnęłam pedał gazu do oporu, a on przebił się przez podłogę. Westchnęłam i wyszłam z przerdzewiałego pikapa. W mojej dłoni pojawił się odrapany rewolwer, którego lufę przytknęłam sobie do stopy.

Samochód zadrżał z przerażeniem.

– Nudzi mnie to już – powiedziałam, nie kryjąc rozdrażnienia.

Pojazd bujnął się grzecznie i zamrugał światłami. Głośny szczęk metalu dał mi znać, że pedał gazu wrócił na miejsce. Ja jednak nie zamierzałam jeszcze wsiadać.

– Posłuchaj, Kbeht-cośtam-sto. Czymkolwiek, kurwa, jesteś.

Chromowane literki, składające się w napis Квентин Стопович zalśniły mocniej niż kiedykolwiek. Szkoda, że nie umiem czytać tego dziwnego alfabetu.

– Mamy do pogadania. Wystarczy tych chorych akcji. Nie zamierzam cię tu kinkszejmować, ale daj na luz, chłopie. Rano jest. Wschód słońca. Nie każda dziewczyna chce ci od razu wkładać stopy w podwozie. Rozumiemy się? Jeśli zrobisz to jeszcze raz, to przysięgam, sprzedam cię na części do Australii. Albo RPA. Przerobię na gaz. Cokolwiek, żebyś w końcu się ogarnął.

Samochodem wstrząsnął dreszcz.

– Widzę, że się rozumiemy. A teraz przesuń fotel do tyłu i jedziemy.

Kbeht jęknął smutno. Znałam ten dźwięk, przywodzący na myśl burczenie w brzuchu i dźwięk kluczy do domu wpadających do ciepłej, wulkanicznej lawy na trawniku sąsiada.

Westchnęłam.

– Dobrze, najpierw na stację.

 

*

 

Wokół pozostałości CPN-u naliczyłam kiedyś osiemset tysięcy cztery ciała. Potem odechciało mi się liczyć, chociaż musiałam czekać na niedobrą kawę jeszcze ze trzy minuty, a może to były dwa millenia?

Chmara much czmychnęła przed niskim, seksownym mruczeniem Kbehta, wyposażonego w obowiązkową Fał-Ósemkę. Kiedyś na stację przyjechał matiz, produkcji już nie Daewoo, a FSO. Został wyśmiany i wyprowadzony w kajdankach.

Lans to podstawa.

Właścicielka stacji zdawała się mieć podobne zdanie. Siedziała na samym dole olbrzymiego krateru o średnicy czterdziestu dwóch kilometrów i siedmiu stóp.

(Kbeht zawarczał z zadowoleniem na wspomnienie o st00pkach… to znaczy stopach. Zawsze bardziej jarał go angielski system miar).

Krater składał się z olbrzymiej ilości tak zwanych surowców palnych. Było tu dosłownie wszystko: węgiel kamienny, węgiel drzewny, węgiel brunatny, ekogroszek, koks, torf, drzewa, książki Laili Shukri, biblia tysiąclecia, opony sprowadzane z samego Krakowa. Do tego, rzecz jasna, diesel, benzyna, LPG, kilka mumii ściągniętych z Aleksandrii. Wszystko, o czym może pomarzyć człowiek w postapokaliptycznej rzeczywistości na czterdziestostopniowym upale, żeby ogrzać się przy zaimprowizowanym ognisku.

– Czego? – warknęła przyjaźnie właścicielka. Obok niej stało malutkie, sowieckie radyjko, grające jeden z największych hitów Jacusia. Refren podkreślał nazwę, jaką nadała stacji – i przy okazji sobie.

– Dobrze, że madam rymuje się z madam – zauważyłam.

Kobieta ryknęła szaleńczym śmiechem, a zwisający z mordy szlug wpadł do pitej prosto z dystrybutora ropy. Zanim jednak zdążyła coś odpowiedzieć, podpłynęła do nas rybka.

– „Idź do niej, a zastaniesz ją z powrotem w lepiance” – zaszczebiotała. Jej złota skóra złociła się szczerozłotym złotem.

– Strona sto trzynasta, tom pierwszy. Spadaj, mam klienta.

– To chyba inne wydanie – zmartwiłam się, widząc, że rybka nie chce odpłynąć.

Kobieta złapała rybkę za szmaty, wrzuciła sobie do ust i pożarła.

– No to trudno. Co ma być?

– Benzyna, do pełna.

– Masz towar na wymianę?

Wbiłam wzrok w ekogroszek.

– Jeszcze nie…

Właścicielka rozsrożyła się i wyciągnęła wyrzutnię rakiet.

– Na kredyt nie daję!

Sytuacja wyglądała poważnie. Tym bardziej że Kbeht uznał, że to odpowiedni moment, żeby stracić swoje gówno.

Kobieta zamarła na widok wielkiego, rozentuzjazmowanego pikapa-ośmiornicy, zmierzającego mackami do wszystkich znajdujących się w okolicy stóp.

– Ach, więc to tak – powiedziała z zadumą, odkładając RPG-7 na stertę. – W takim razie będzie na kredyt, ale nie za darmo.

– Oczywiście, zapłacę…

– Nie o pieniądze tu chodzi! – Kobieta uderzyła otwartą dłonią w torf tak mocno, że pojemnik z uranem przesunął się o dwie stopy (mniam!) w lewo. – Potrzebuję przysługi. Ty też, skoro chcesz wziąć paliwo na kredyt. Jakoś się dogadamy, a?

– No, to o co chodzi?

– Pożyczysz mi go na kwadrans.

 

*

 

Kiedy siedziałam, oczekując na jej powrót, zagadnęła mnie wielka żaba.

– "Chcę żebyś mnie pokochała, żebyś pozwoliła mi zostać twoim kompanem w zabawie, chcę móc jeść z twojego talerzyka, pić z twojej szklaneczki i spać z tobą w jednym łóżku" – powiedziała.

– Cholera – odparłam. – Nie jestem pewna tego tłumaczenia… U Bielickiej i Tarnowskiego to by była strona dziewiętnasta, tom pierwszy.

– No, styknie – ucieszyła się żaba. – Po ile macie diesla?

– Ja tu nie pracuję, ale chyba dość drogo.

– Dobra, to wezmę tylko za pięćdziesiąt złotych.

Żaba wpakowała sobie do ust pistolet, pociągnęła za spust i wypiła kilka litrów śmierdzącej cieczy.

 

*

 

– Klient był – powiedziałam do właścicielki, wracającej z Kbehtem. Wyglądali na mocno spoufalonych.

– Ta? I co chciał? – zapytała kobieta, odpalając od pięty zapałkę, żeby przypalić sobie kolejnego szluga.

– Tankował za pięć dyszek.

– Diesla? Nie nalał sobie za dużo?

– Więcej i tak by chyba nie zmieścił.

– No dobra, niech będzie, że ci wierzę. Bierz benzynę, ale pamiętaj, że masz się ze mną rozliczyć do zmroku. Nie później!

Grzecznie pokiwałam głową. Kobieta spojrzała na mnie groźnie, czyszcząc sobie zęby rozrządem od clio dwójki.

– Jeśli na horyzoncie nie będzie już słońca, a ja nie dostanę tego, co jesteś mi winna, znajdę cię. Rozumiesz?

– Tak, pszepani.

– Świetnie. To jedź i załatwiaj sprawę.

 

*

 

Otworzyłam oczy. Przed chwilą zawiało nieco piaskiem i zamknęłam powieki, czekając, aż niebezpieczeństwo minie.

Czas zabrać się za skarpy moich wrogów.

Krwawe słońce królowało na niebie. Na stereotypowym, postapokaliptycznym pustkowiu trwał dzień.

Podjechałam Kbehtem na przedmieścia. Równiutkie, pudełkowe domki stały prosto i w szyku, ignorując fakt, że od kilku lat świat nie istnieje i skończył gorzej od członków polskiej supergrupy Jeden Osiem El. Właściciele budynków już dawno odeszli: światowy kryzys sprawił, że przestały istnieć banki, wraz z nimi padły kredyty, a z pożyczkami uleciały wszelkie powody, żeby mieszkać na takim zadupiu. Zostały jedynie szeregi szeregowych szeregowców, uszeregowane przez Szerega Sukorka, którego imię to czysty przypadek.

Wyciągnęłam kij golfowy. Nazwałam go Obunogiem, bo po pierwsze, pasowało mi do dotychczasowego kontekstu, a po drugie na cześć osoby, której będzie się chciało wyłapywać wszystkie idiotyczne nawiązania, mrugnięcia okiem i cameo jurorów pewnego konkursu.

Przeskoczyłam przez białe, równiutkie ogrodzenie. Skierowałam się ku skalniaczkowi. Był w odrażający sposób idealny, utrzymany nienagannie, a wyrastająca z niego roślinność bardziej od braku wody bała się plotek sąsiadów.

Pierwsze uderzenie kija zrujnowało wszystko.

Nawet nie musiałam się zbytnio starać. Wystarczyło klepnąć lekko różę, by straciła jeden ze swoich kwiatów. Później poszło szybko: wszystko umarło, uschło i opadło, a skalniak zamienił się w zwykłą skarpę. Gdzieś za horyzontem stary, schorowany potwór złapał się za serce i umarł, a wraz z nim cała jego posiadłość.

Podskoczyłam do Kbehta po łopatę, wykopałam skarpę sprzed domu i wrzuciłam ją na pakę.

Kiedy miałam zabrać się za drugi ogródek, podszedł do mnie młody król.

– „O, rety, jak mi straszno, miła żonko! Teraz wreszcie wiem, co to strach” – rzekł, teatralnie wydymając wargi.

– Nadal tom pierwszy, strona czterdziesta. Pozdrów ode mnie wilka i siedem koźlątek.

– Jeśli nie zapomnę – parsknął młodzieniec i ruszył w drogę.

Odwróciłam się do roślin. Chwyciłam kij, zamachnęłam się nim…

…a wtedy zapadła ciemność.

 

*

 

Ryk Fał-Ósemki zagłuszał szczebiotanie dwóch księżniczek-sióstr syjamskich, które siedziały z tyłu na kanapie. Jedna z nich, Weronika, miała największą stopę, jaką w życiu widziałam. Druga, Paulina, w uniesionej dłoni trzymała kieliszek szampana i przyglądała mu się z podejrzliwością.

– Skurwysyn! – krzyknęła nagle, przekrzykując siostrę. Rzuciła naczyniem o szybę, ta jednak wytrzymała uderzenie. Nagle w samochodzie zaroiło się od noworodków, zaśmierdział też trup jamnika, zadźwięczał metal łopaty.

Westchnęłam, sięgnęłam po bezprzewodowe słuchawki i włączyłam audiobooka z opowiadaniem. Zanim głos Kameleona powtórzył mi dokładnie słowa Weroniki, spojrzałam raz jeszcze na najdziwniejsze zaćmienie słońca, jakie mogłam sobie wyobrazić.

Na postapokaliptycznym pustkowiu stał wielki, egipski bóg. Był tak wielki, że swoim cielskiem przesłaniał większą część horyzontu.

 

*

 

– Imię Amona po raz pierwszy pojawia się w Tekstach Piramid z okresu Starego Państwa. Występuje tam wraz z imieniem małżonki – Amaunet, a także w związkach z imieniem Mina oraz Ha – boga pustyni zachodniej – tłumaczyła Weronika, w skrócie Wiki.

– Bombelki – dodała Paulina z pogardą.

Autem nagle zarzuciło. Okazało się, że jedna ze stóp syjamskich księżniczek tkwiła do tej pory głęboko w podwoziu Kbehta, jednak przerdzewiały metal nie wytrzymał ciężaru dzieci i zginęliśmy wszyscy w wielkim wybuchu.

– Co to, kurwa, Michael Bay był w pobliżu? – zapytał Amon.

– Lepiej nie kpij za mocno z jurorów – poradziła mi Weronika. – Tego nie lubią, zdyskwalifikują cię albo coś…

– To z czego ma kpić, z Loży? – zapytała siedząca na głazie pół-dziewczyna, pół-skolopendra.

– Najlepiej w ogóle nie kpić. Albo pośmiać się z ludzi, których jurorzy nie lubią, ale udają, że wszyscy na forum jesteśmy przyjaciółmi…

Paulina przewróciła oczami. Wymiana słów była poniżej jej godności.

– Dobra, to wstajemy. Tak? – zapytałam.

Nikt nie kwapił się, żeby odpowiedzieć.

– W sumie po co? – zapytał nagle jeden z noworodków o imieniu Grzegorz. Był kompletnie łysy, ale urodził się z bujną brodą. – Skoro limit znaków już masz…

– WYSTARCZY! – krzyknęłam, łamiąc kolejną z zasad z poradnika wrzucanego zazwyczaj przez Dyżurnych. – Meta już było próbowane, nie wyszło. Wracamy do normalności.

– Ale trawestowanie nie jest żadną wartością, jeśli nie chodzi o nic więcej! – dodał Michał Walkiewicz.

– Tylko nie zapomnij wyciąć tego akapitu przez wrzuceniem tekstu – poradziła mi Weronika.

– Bella – powiedział Edward.

– Edward – powiedziała Bella.

– Jacob – powiedział Jacob.

– Edward – powiedziała Bella.

– Jacob – powiedział Edward.

 

*

 

Huk eksplodującego metalu był nieznośny. Zdawał się nawet gorszy od hard sci-fi, a do tego mniej oryginalny niż to porównanie.

Z Kbehta wystrzeliły macki.

– O NIE! – krzyknęła rozpaczliwie Paulina, śliniąc się ze strachu. Do kompletnej utraty zmysłów brakowało jej tylko obleśnych, zielonych, pokrytych kurzajkami i gadzią łuską goblinów.

Ośmiornicze (tak, wiem, że nie ma takiego słowa, ja tu tylko narratoruję) macki połaskotały wielką stopę Weroniki. Dziewczyna z rozkoszą otworzyła usta i wydeklamowała:

– „Indie Wschodnie oblegał nieprzyjaciel. Nie chciał odstąpić od murów miasta, dopóki nie dostanie sześciuset talarów”.

– W końcu tom drugi! Strona sto pięćdziesiąta druga, mniej znana bajka, „Trzy czarne księżniczki”. To już koniec! Szybko, zacytuj jeszcze jakiś śmieszny fragment regulaminu…

Przed nami nagle pojawiła się właścicielka stacji. Trzymała na ramieniu RPG-7.

Zamknęłam oczy.

Eksplozja podrzuciła do góry skarpy moich wrogów.

Krwawe słońce minęło egipskiego boga oraz horyzont. Na stereotypowym, postapokaliptycznym pustkowiu zaczęła się noc. Na rozgwieżdżonym niebie wyświetlił się jeszcze napis:

404

ERROR

PAGE NOT FOUND

Koniec

Komentarze

Jak bardzo elokwentnie zauważyłam podczas bety: XDDDDD

 

A tak serio, to opowiadanie jest tak odjechane w każdym aspekcie, tak pogmatwane i absurdalne, że aż nieprzyzwoicie komiczne. Ukłony dla wszystkich, którzy krzyczeli “zrób to” wystarczająco głośno, abyś w końcu się zgodził. Choć, nie żeby trzeba było Cię długo namawiać.

 

Ciężko mi się o tym tekście bez śmiechu wypowiedzieć, niemniej spróbuję. Bardzo spodobały mi się te dwa cytaty. W pierwszym urzekło mnie odjechane porównanie, a w drugim sprawne złamanie wysadzenie czwartej ściany. Właśnie jej przekraczanie w ogóle realizujesz umiejętnie, bierzesz czytelnika z zaskoczenia, ale wcale nie sprawiasz przy tym, że zabieg wydaje się nienaturalny.

Kbeht jęknął smutno. Znałam ten dźwięk, przywodzący na myśl burczenie w brzuchu i dźwięk kluczy do domu wpadających do ciepłej, wulkanicznej lawy na trawniku sąsiada.

Nazwałam go Obunogiem, bo po pierwsze, pasowało mi do dotychczasowego kontekstu, a po drugie na cześć osoby, której będzie się chciało wyłapywać wszystkie idiotyczne nawiązania, mrugnięcia okiem i cameo jurorów pewnego konkursu.

Poziom absurdu się zgadza i momentami przekracza linię przyzwoitości i sensu, ale jako że o to chodziło, to pewnie się udało. Czy tekst jest hermetyczny? Owszem, jest. Ale hej, czasami trzeba.

Zostaw ten żyrandol.

Dobra, odjechane to xD

Po pierwszym rozdzialiku wciąż trzymałam się planu, żeby napisać merytoryczny komentarz, ale po przeczytaniu całości plan zdechł śmiercią naturalną, a ja nie zamierzam po nim płakać.

Dobrze, że dziedzictwo Bravincjusza wciąż żywym jest, ponieważ ten fragment:

– Bella – powiedział Edward.

– Edward – powiedziała Bella.

– Jacob – powiedział Jacob.

– Edward – powiedziała Bella.

– Jacob – powiedział Edward.

to jedno z największych osiągnięć współczesnej literatury. Wyskoczył na mnie znienacka i nie miałam możliwości się bronić. Jest tutaj tak od czapy, że mogę tylko zerwać kapelusz z łba i zakrzyknąć: szacunek, morteciusu, za użycie czegoś tak niepasującego i sprawienie, że w jakiś pokręcony sposób pasuje.

 

Dzięki za przeciągnięcie mojego mózgu przez to pole minowe. Bawiłam się dobrze i to musi Ci wystarczyć za całą merytoryczną opinię :P

Przeczytałem. Podobała się całość bardzo, więc zadowolony bardzo typ. Ciekawy pomysł na postać Quentina. Idealne, aby poczytać dzieciom na dobranoc, a i wnuki się mogą załapać. Sumarycznie zatem:

 

Fajne :)

 

(komentarz na lic. wynikającej z art. 23 ust. 1 zd. pierwsze ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 1062).

"Kozy mają mnie w nosie, a psy na ogonie." T. Rałowski

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Hej, Morteciuszu

Powiem wprost – nie lubię bizarro, a absurd trawię tylko w pewnych ilościach, mimo że sam ostatnio dałem tu dość absurdalne opowiadanie. Kiedy zorientowałem się jaki rodzaj tekstu przyszykowałeś, zrobiłem minę jak kot na widok kąpieli.

Ale nie było źle.

Jak wspomniała Verus, jest hermetycznie. Z pewnością nie znalazłem wszystkich easter eggów ani nawiązań, nie spodobał mi się humor (uprzedzałem, że jestem uprzedzony). Jednak napisałeś tekst bardzo sprawnie. W jakiś przedziwnie pokręcony sposób fabuła idzie do przodu, a czytelnik, zbierając okruszki sensu, może wytyczyć ścieżkę przez ten las absurdu.

Kliknę, ponieważ myślę, że bez względu na subiektywne preferencje gatunkowe, trzeba doceniać teksty, które są po prostu dobre i kunsztownie napisane.

No i dialog z Edwardem, Bellą i Jacobem zawsze w cenie ;)

Pozdrawiam

Verus, odpowiem moim zwyczajowym xD Dziękuję za kliczek, wspólną zabawę i wypisanie ulubionych fragmentów! :)

gravel, jeśli bawiłaś się dobrze, to zdecydowanie mi to wystarcza ;) Cieszę się, że na sali jest tylu wyznawców bravincjusza xD

Filip, dzięki za betę, klik i zabawny komentarz xD

Alicello (póki co nie będę zdradzał, gdzie w opowiadaniu zostałaś ukryta), mam nadzieję, że po lekturze wciąż oddychasz!

Zanais, dzięki za wizytę i wymowne “Nie było źle” :P Cieszę się, że dałeś radę, za klik jestem wielce zobowiązany, dziękuję też za komplement!

Pozdrawiam!

 

Jest dialog o dwóch twistach, są dziwaczne cytaty z baśni, absurdu cała kopa, gasolinowa dieta i kapryśny samochód o cechach cthulhu, ale i tak najbardziej rozjebała mnie ta gwiazdka po prawej stronie. Najpierw po lewej, dla niepoznaki, że niby przypadek, a potem to. Lepsze to zagranie niż nieco średnio zrozumiała fabuła tego bykgówna co żeś tu nawypisywał.

 

Witaj,

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Nic nie zrozumiałam. Ale w sumie było fajnie.

 

Na głębszy komentarz mnie nie stać

Zmęczył mnie ten tekst. Jest dużo wszystkiego. Bardzo dużo. Proponujesz rodzaj zabawy, do której chyba trzeba być w odpowiednio nonsensowym nastroju. Może innym razem ;-)

Dream big.

Hm, hm, ciekawe. Skręcasz tu w wiele rodzajów absurdu, co może być zarówno na plus jak i minus. Jak dla mnie ten tekst miał swoje momenty i solidnie uśmiechnął. Poczucie humoru fajnie łączy się tu z postapo. Nie wiem jednak, czy skupienie się na jednej wyraźnej linii wydarzeń i postaciach nie wyszłoby tu na dobre. Niemniej czytało się przyjemnie, więc klikam.

Pozdrawiam

Nie wiem, co tu się podziało, ale czytało się doskonale, a wisienką na torcie było to zdanie:

 

– Ale trawestowanie nie jest żadną wartością, jeśli nie chodzi o nic więcej! – dodał Michał Walkiewicz.

bo to mój ulubiony wywiad z panią Białowąs xD 

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Ja też niewiele zrozumiałam, było w pewnych momentach zabawnie, ale mam wrażenie, że nieco przesadziłeś z tym absurdem. Jakby było go nieco mniej i choć odrobina logiki, to mógłby być naprawdę świetny heheszkowy tekst.

Witam kolejne ofiary kolejnych wspaniałych Czytelników oraz Czytelniczki! ;)

A, Krokus, Ciebie też.

 

Mytrix, trochę obawiałem się, że nikt nie zwróci uwagi na gwiazdki xD Bardzo się cieszę, że to wyłapałeś. Również witam!

Golodh, dzięki za wizytę! Jeśli nie stać to chętnie pożyczę co nieco xD

dogsdumpling, w pełni rozumiem – jest nie tylko megadziwnie, ale też bardzo meta. Zapraszam na kolejny, jeśli oczywiście się nie zniechęcisz ;)

oidrin, dzięki za wizytę i kliczek!

Sonata, no siema

O, jakimś cudem przegapiłem Asharię. Kajam się i zamiatam kapeluszem podłogę. W ramach przeprosin nie dorzucę mojego ulubionego sera do wegetariańskiego spaghetti, które rano zrobiłem na obiad (tym samym będzie to wegańskie spaghetti). A wzmianka ważna, bo nie liczyłem, że ktoś zwróci uwagę na jedną, niepozorną linijkę o Michale Walkiewiczu i strasznie mnie to cieszy xD

W ogóle jestem szczęśliwy, że tyle boków zostało ogarniętych: wydawało mi się, że jeśli już ktoś skusi się na lekturę i będzie zadowolony, to raczej z uwagi na odnalezienie siebie/kolegi/koleżanki/użytkownika/użytkowniczki w tekście.

Mortecius,

 

to zależy, z czego makaron, bo być może jednak nie wegańskie ;)

 

Aż sobie odświeżę wywiad, najlepiej z komentarzem niezawodnego Masochisty ;)

 

 

 

Przeczytałam i cóż, Morteciusie, to wszystko do czego mogę się przyznać.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Asharia, to był akurat pełnoziarnisty i według składu bez jajek, więc mam nadzieję, że jednak napisałem prawdę :P Co do wywiadu wolę oryginał, ale i Mietek całkiem niezły.

 

Regulatorzy, czy mam rozumieć, że Twój entuzjazm kierowany w stronę mojego tekstu powinienem rozumieć jako raczej subtelny? xD

 Morteciusie, sama bym tego lepiej nie ujęła. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Czy mogę Cię cytować? Taka pochwała nie zdarza się często ;)

Oczywiście, Morteciusie, cytuj ile dusza zapragnie! ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zastanawiałam się co odpisać, ale stwierdzam, że tego typu teksty można podsumować tylko gifem/mem.

Shanti, pan na gifie się śmieje, więc mam nadzieję, że miejscami się uśmiechnęło ;)

Na ba. Chciałam utrzymać ten suspens 3sekund zanim odpalisz gifa :D

Fakt, suspens wystąpił ;)

Za bardzo hermetyczne, morteciusie. To taki tekst pisany dla kilku kumpli o kumplach, co by się trochę pośmiać ze wspólnie spędzonych discordowych chwil, ale wiele ponadto tu nie ma.

Trochę szkoda, bo gdybyś te heheszki wplótł między konkretną fabułę, tak by opko miało swój odrębny przekaz rozumiany też przez ludków nieznających kontekstu, mogłoby być całkiem niezłe. A tak, poza pisaniem dla jaj, niewiele tu odnalazłem.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Hej, Chrościsko! Wydawało mi się, że jest tu dość szaleństwa, żeby również osoby postronne się z nami zabrały ;) Rozumiem jednak, że niekoniecznie lubisz ten rodzaj chaosu. Gdyby nie liczne cameo i easter eggi, opowiadanie byłoby po prostu delikatnie krótsze, ale trzon pozostałby taki sam. Tym samym nie mogę się zgodzić z tym zdaniem:

To taki tekst pisany dla kilku kumpli o kumplach, co by się trochę pośmiać ze wspólnie spędzonych discordowych chwil, ale wiele ponadto tu nie ma.

I oczywiście rozumiem, że to przenośnia, ale zaczynam się zastanawiać: o co mnie/nas podejrzewasz? xD

Hmmm. Przybyłam, zobaczyłam, nic nie skumałam.

Jakieś tam odniesienia do użytkowników są, ale absurd mnie przerósł.

Babska logika rządzi!

Następnym razem muszę wrzucić do tekstu więcej użytkowników – wszyscy skupią się na szukaniu siebie zamiast na próbach odnalezienia fabuły xD

Następnym razem muszę wrzucić do tekstu więcej użytkowników – wszyscy skupią się na szukaniu siebie zamiast na próbach odnalezienia fabuły xD

Morteciuszu, może przepisz listę użytkowników? Wyjdzie w sam raz to, co chcesz ;)

Hej, tak się nie bawimy ;x

Hej morteciuszu :)

Zgodnie z obietnicą przeczytałem Twoje opowiadanie. Masa absurdalnego humoru częściowo odbiła się ode mnie rykoszetem, brak logiki zmiótł mnie z nóg… a teraz leżę i zastanawiam się, co się dzieje. :D

Nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobało, choć tekst nie rozbawił mnie tak, jak mógłby, ale widzę, że w tym szaleństwie jest metoda.

Nie pamiętam, czy czytałeś moje Fantazopolis, ale tam też umieściłem sporo portalowych easter egów, więc polecam tekst, jeśli chciałbyś mieć porównanie (chyba że czytałeś, to wtedy plagiat! hahaha xD żartuję oczywiście).

Ogólnie tekst trafiłby do mnie bardziej, gdyby w miejsce absurdu była konkretniejsza fabuła, a i nie wszystko zrozumiałem. Nie myśl jednak, że moja opinia jest negatywna. To raczej taka sugestia, że można było wycisnąć z tego więcej. I więcej. I więcej. xd

 

 

I więcej.

 

Pozdrawiam :)

Często praktykuję przy opkach coś takiego: przeklejam jakiś cytat, który mi się spodobał / zaskoczył / wywołał jakieś inne gwałtowne emocje, a potem go komentuję. Tutaj muszę z tego zrezygnować, bo musiałbym przekleić cały tekst.

 

Myślę, że żeby cokolwiek z Twego opka zrozumieć, trzeba osiągnąć przynajmniej pół świryba w teście na zrytą psychikę. Ja wyrabiam około 0.4, czyli czasami miałem wrażenie że niemalże coś rozumiem, ale jednak okazywało się, że nie. A ja jestem na discordzie, czyli to chyba nie wina skomplikowanego symbolizmu, a mojego debilizmu. Jeżu, mam nadzieję, że mnie nie ma w tym opowiadaniu, bo byłoby to tym bardziej kompromitujące…

 

Proszę mi podlinkować jakiś słownik, przewodnik czy co tam jest niezbędne, żeby zrozumieć ten tekst… Proszę przy tym wziąć pod uwagę moje upośledzenie i upewnić się, że słownik / przewodnik jest napisany tak, żebym go zrozumiał. Żartuję, i tak bym nic nie zrozumiał…

No, to chyba tyle.

Precz z sygnaturkami.

No, jest do tego stopnia hermetycznie, że nie załapałam, kiedy absurd to absurd, a kiedy absurd to aluzja, której nie łapię. Ale piszesz dobrze, sprawnie i zabawnie :)

Siema, Corrinn! Fajnie, że wpadłeś! Fantazopolis nie znam, ale pewnie w wolnej chwili wpadnę nic nie zrozumieć xD

Amon, brzydki gif, inni dostali ładniejsze ;x

ZiZi, czy piszesz to, żeby mi się przypodobać? xD

ninedin, dzięki za wizytę i miłe słowa ;)

Przeczytałem wczoraj przed snem, pogapiłem się przez pół minuty w ścianę i stwierdziłem, że ten tekst musi jeszcze trochę pofermentować w mojej głowie. Załapałem niewiele aluzji, jeszcze mniej zrozumiałem, ale są momenty, w których można się pośmiać. Kbeht, Wielki Przedwieczny Pikap jest pod tym względem chyba najlepszy :)

 

Dzięki, Fladrif – Wielki Przedwieczny Pikap pozdrawia!

Każdy dostaje takiego gifa, na jakiego zasłużył. Bez odbioru. 

 

Niestety przeczytałem. Na szczęście b.szybko.

I kiedy wydaje nam się, że na NF przerabialiśmy już wszystko, zjawia się pan Mortecius ze swoim opowiadaniem i mówi: Taaa, wyście czytali. ;)

To jest tak absurdalne, że jedyne tagi, jakie by mi pasowały do tego opowiadania to:

– “Co tu się stało?”

– “Nie odpowiadam za straty w ludziach”.

Ten tekst jest tak bezwzględny, że od pierwszych zdań chwyta zwoje mózgowe czytelnika i zabiera się za plecenie z nich warkoczyków. W większości przypadków to autor z niepokojem czeka na opinie czytających. Tutaj to czytelnik obawia się, co może na niego czyhać w kolejnych akapitach. ;-)

Zwykle w komentarzach staram się w miarę wiernie oddać swoje odczucia z lektury. Niestety, język polski nie był przygotowany na powstanie tego opowiadania. ;-)

Żeby w ogóle jakkolwiek oddać Ci to, co czuje czytający w czasie lektury, wygrzebałem muzyczny odpowiednik Twojego tekstu. ;)

#Co tu się stało?

#Za straty w ludziach nie odpowiadam

https://www.youtube.com/watch?v=MvOE2ZwWrKE

 

P.S. Tak naprawdę to półodpowiednik, bo tego pełnego odpowiednika nie odważyłem się wrzucić. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Koala, łączę się w bólu ;)

CM, no witam. Odpowiednik całkiem niezły, niestety te rury w niższym rejestrze lekko panu na nagraniu nie stroją, więc muszę domagać się pełnego odpowiednika ;)

Eeee, nie wiem, co powiedzieć. Nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobało, ale odwrotnie też nie. Z rozumieniem mam lekki problem, który czasem się rozwiewał, gdy coś zajarzyłam, a przynajmniej wydawało mi się, że zajarzyłam. Ale fajnie było poczytać, mam wrażenie, że to taki intelektualny odpowiednik litra bimbru :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Dzięki, Irka!

Cześć,

Komentarz ten został napisany jeszcze przed wstawieniem komentarza z jurorskim obrazkiem, zatem do tego momentu w tekście mogły zajść zmiany, których już nie śledziłem.

Ale ja tu chyba nic nie zrozumiałem. Ale ja się tu świetnie bawiłem :D A teraz mam to ocenić… nooo… trochę mi się to wymyka z ram… ale ocenię i będziemy udawać, że oceny według klucza to największe dobrodziejstwo współczesnych systemów edukacji.

Kreacja świata. Tutaj przede wszystkim jest kreacja. Kreacja wszystkiego, w tempie ekspresowym. Wyciąganie z rękawa wszystkiego i nawet nie po kolei, a całą lawiną. I jest to tak absurdalne, że aż się ze sobą klei. Bohaterowie są spoko, ale mój zbyt krótki staż na portalu sprawia, że nie łapię zapewne co najmniej połowy powiązań i smaczków. A kolejnej masy nie jestem w ogóle świadomy – takie odnoszę wrażenie.

Spójność fabuły. Eee… najbardziej spójny w tekście jest klejący się do wszystkiego absurd, ale jeśli spojrzeć na chłodno, to fabuła idzie do przodu, może trochę po krętych, ale za to niewydłużonych ścieżkach.

Księżniczki występują, są ratowane, także wymogi konkursu spełnione.

Technicznie bez zarzutu, bo tak to chyba ma być ;) Długość tekstu dobrana idealnie, bo dłuższy już by mnie zmęczył, a tak dostaliśmy intensywną dawkę wrażeń, ściśniętą w niewielkiej ilości znaków.

Uch. Zmęczył mnie powyższy komentarz jurorski. Lepiej napisać tak hmm… z trzewi ;) Wszedłeś, krzyknąłeś „jestem”, zrobiłeś rozpierduchę i wyszedłeś otrzepując dłonie, bez oglądania się za siebie. Bez kompromisów, udawania, wygładzania, tylko, jak to dzisiejsza młodzież mówi, „na pełnej”. Takie odniosłem wrażenie.

Główny zarzut już wspomniałem na początku: wielu rzeczy nie zrozumiałem, bo ta kolejka górska pędziła i nie czekała na mnie. Nieco starałem się odszyfrować, trochę pomógł wujek Google, trochę sam portal. Wiele tekstów by to zdyskwalifikowało, ale ja się tutaj… dobrze bawiłem. Do tego odnoszę wrażenie, że Ty również świetnie się bawiłeś. Zatem wszyscy zadowoleni. Nie umknął mi trup jamnika, za co u mnie oczywiście są urzędowo punkty ujemne, ale też chyba znalazłem siebie w tekście. Czystym przypadkiem :P

A z dodatkowych zalet, to doczołgałem się dzięki Twojemu tekstowi do piórka Bravincjusza :P

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Mortecius! Bardzo Ci dziękuję za udział w konkursie.

 

Zdecydowanie napisałeś opowiadanie, a ja zdecydowanie je przeczytałam i to chyba jedyne pewne rzeczy w tej sytuacji. Nic tu się nie klei i próby znalezienia choć śladu sensownej fabuły są skazane na porażkę. Bohaterka jest i to jedyne, co można o niej powiedzieć. W tym kłębowisku potwornych samochodów, tankujących żab, zdechłych jamników, noworodków i bajkowych motywów nie ma nic, co dałoby się ogarnąć rozumem. Niestety motywu konkursowego tu nie dostrzegam, podobnie jak sensu. Żeby drwić hard sci-fi tu już przesada, Ty to żadnej świętości nie uszanujesz. Z przykrością stwierdzam, że nie znalazłam w regulaminie konkursowym zapisu, który pozwoliłby Cię zdyskwalifikować.

 

Wyróżnienie Alicelli

Żaden inny tekst nie wprawił mojej wyobraźni w taki szok. Zafundowałeś jazdę bez trzymanki. Myślę, że Twój tekst to taki literackie LSD, nic tu nie ma sensu, ale jest dziwnie fascynujące i w jakiś niezrozumiały sposób wciągające.

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

 Przeczytałem Twoje opowiadanie, po czym zasiadłem do komentarza, napisałem kilka zdań, skasowałem, zacząłem od początku, znowu skasowałem i tak jeszcze kilka razy, aż w końcu doszedłem do zatrważającego wniosku – boski Ra nie wie, jak to podsumować. Zabrałeś mnie w dziwną, bardzo mało zrozumiałą podróż, a stężenie absurdu wyrzuciło z butów.

W żadnym wypadku nie uznałbym się za specjalistę w dziedzinie bizarro, ale miałem przyjemność czytać kilka innych Twoich tekstów i muszę powiedzieć, że tam przynajmniej wydawało mi się, że wiem, o czym czytam. Sądzę, że problemy są tutaj dwa: pierwszy z nich nazywa się „zbyt dużo”, a drugi „zbyt niezrozumiale”. Tekst jest hermetyczny i nie mogę powiedzieć, żebym odczytał wszystkie smaczki tak, jak sobie to zaplanowałeś, a w dodatku wstrzyknąłeś weń taką ilość absurdu, że przyprawia on o ból głowy. Nie mogę jednak powiedzieć, że lektura nie dostarcza przyjemności, bo brnąłem przez nią z jakąś niewytłumaczalną, niezdrową satysfakcją i nie do końca potrafię wyjaśnić, dlaczego xd

Piszesz fajnie, dobrze, tak trzymać.

Na żadne inne uwagi mnie nie stać. Pozdrawiam, dziękuję za udział w konkursie :D

Hejóweczka jurorom. Udało się odnaleźć samych siebie w tekście? xD

Krokus, cieszę się, że bawiłeś się nieźle i podjąłeś wyzwanie z napisaniem komentarza ;) Najbardziej cieszy mnie ten fragment:

Uch. Zmęczył mnie powyższy komentarz jurorski. Lepiej napisać tak hmm… z trzewi ;) Wszedłeś, krzyknąłeś „jestem”, zrobiłeś rozpierduchę i wyszedłeś otrzepując dłonie, bez oglądania się za siebie. Bez kompromisów, udawania, wygładzania, tylko, jak to dzisiejsza młodzież mówi, „na pełnej”. Takie odniosłem wrażenie.

Jej, naprawdę mi miło ;)

 

Nie umknął mi trup jamnika, za co u mnie oczywiście są urzędowo punkty ujemne

Hej, po pierwsze żadne zwierzę nie ucierpiało, nikt nie rąbał po tym jamniku, to tylko trup! Poza tym to było kluczowe, żeby nawiązanie do Paulin (obu) przywalić jeszcze z drugiej strony szybkim cameo jamnika z pasty o patologu i martwym psie. Nie mów, że nie znasz? xD Serio, nawet był o tym kiedyś artykuł na jakimś portalu.

A z dodatkowych zalet, to doczołgałem się dzięki Twojemu tekstowi do piórka Bravincjusza :P

O, to najlepiej, jak się da ;)

A, dzięki też za klika.

 

Alicello, wbrew pozorom klei się tu nieco więcej rzeczy, pewna fabuła nawet jest, ale trochę martwi mnie ten brak dyskwalifikacji ;x W sensie skoro motywu brak, nagrody dla księcia brak, to teoretycznie dałoby się coś naciągnąć xD Moglibyśmy wtedy prowadzić konkretniejszą, ostrą dyskusję, która pewnie po dwóch postach znudziłaby się i Tobie, i mnie. W sumie możemy założyć, że mamy to za sobą.

Świętości żadnych nie znam, wyróżnienie przyjmuję, dzięki piękne ;)

 

Amon, no dzięki, siema (i tak Ci się pewnie nie chce teraz odpisywać na te wszystkie odpowiedzi do komentarzy jurorskich)

 

Morti, siedzę i kisnę od dobrych piętnastu minut :D, a ja przecież nawet nie lubię bizzarruff! Ostatni raz tak rechotałem na Grafomanii

 

Dobre, panie, dobre :D.

 

pozdro

M.

kalumnieikomunaly.blogspot.com/

Dzięki, MBS! Najwyraźniej niektóre bizarro jednak Ci wchodzi xD

Nowa Fantastyka