- Opowiadanie: Haragitanai - Zemsta jest ślepa

Zemsta jest ślepa

Tekst został przeredagowany zgodnie z uwagami tutaj zamieszczonymi, jak również z własnymi odczuciami. Mam nadzieję, że obecna forma będzie bardziej przystępna. 

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Zemsta jest ślepa

Podniosłem głowę, by choć na chwilę uciec od chmury oparów, kłębiącej się wokół załzawionych oczu. Ujrzałem niewyraźny kontur postaci, stojącej za oknem. Zdawała się bacznie mi przyglądać. Wzdrygnąłem się, przesuwając palec dalej niż powinien. Obok poszatkowanej cebuli pojawiły się plamki krwi. Otarłem twarz koszulką. Za oknem stał Mateusz – mój najbliższy przyjaciel.

Trzymając dłoń w zwilżonej kuchennej ścierce, poszedłem otworzyć drzwi.

– Coś ty zrobił? – krzyknął Mateusz, widząc czerwieniejącą szmatkę.

– Przecież widziałeś. Jakbyś mnie nie wystraszył, to nic by się nie stało.

– Przepraszam. Pukałem i dzwoniłem do drzwi, ale nikt nie otwierał. – Mateusz przytulił mnie do siebie. – Przykro mi w związku z Weroniką – szepnął do ucha. – Pomyślałem, że przyda ci się towarzystwo – powiedział unosząc reklamówkę z brzdękającymi butelkami.  

Cały czas czułem rzęsiste łzy, ściekające po policzkach. Nie wiedziałem, czy to z powodu tej przeklętej cebuli, rozciętego palca czy może rozterek emocjonalnych. Minęło dopiero kilkanaście dni, ale po ponad sześciu latach związku zdążyliśmy się do siebie przyzwyczaić. Czas zweryfikował jednak naszą relację. Kluczowym momentem okazały się zaręczyny. Weronika nie wiedziała, co odpowiedzieć. Stwierdziła, iż „musi to przemyśleć”. Głupi łudziłem się, że to po prostu strach przed zmianą lub zaskoczenie. W szóstą rocznicę naszej pierwszej randki stwierdziła, że nie czuje do mnie już tego co wcześniej i najlepiej będzie, jak się rozstaniemy. Oznajmiła nawet, że robi to dla mojego dobra.

Nikomu nie mówiłem o tym co zaszło. Wmawiałem sobie, że nie chcę nikogo dręczyć swoimi problemami. Tak naprawdę czułem zażenowanie. Sądziłem, że stanę się pośmiewiskiem. Mężczyzną, którego rzuciła dziewczyna. Nie uśmiechała mi się taka perspektywa. Tłumiłem w sobie smutek i rozgoryczenie. Wychodząc z domu uśmiechałem się i rozmawiałem z ludźmi, choć było to ostatnie czego wówczas potrzebowałem.

Mateusz nie wspomniał od kogo usłyszał o całej sytuacji. W głębi duszy odczuwałem potrzebę bliskości kogoś, na kim mogłem polegać, a my znaliśmy się od dziecka.

Siedzieliśmy, rozmawialiśmy, momentami nawet udało mu się doprowadzić mnie do śmiechu. Opowiadając jedną z historii z dzieciństwa, kiedy to bawiliśmy się w wojnę, Mateusz chwycił za wiszący na ścianie nóż myśliwski – pamiątkę podarowaną mi przez wujka. Ze skórzanej pochwy wyciągnął broń – długie masywne ostrze, przytwierdzone do jeleniej racicy stanowiącej rękojeść. Zaczął dźgać powietrze, będąc nadal w świecie wspomnień i dziecięcych wizji zbrojnych potyczek.

Czas płynął. Opróżniwszy kolejną butelkę, mój przyjaciel wyraźnie posmutniał.  

– Słuchaj, muszę ci coś powiedzieć. Lepiej będzie, jeżeli dowiesz się o tym ode mnie – oznajmił Mateusz, opierając łokcie na kolanach – Weronika cię zdradzała – powiedział poważnym tonem, po czym opuścił głowę.

– Co ty opowiadasz – parsknąłem. – Nie ma takiej opcji. Nie byłaby do tego zdolna.

– A sądziłeś kiedykolwiek, że cię zostawi? Słuchaj Grzesiek, wiem to z zaufanego źródła – westchnął, otwierając kolejną butelkę.

– Gadaj co chcesz. Ja tam swoje wiem – powiedziałem, wstając z fotela.

Mateusz siedział spokojnie na krześle i obracał nóż, który powoli wiercił dziurę w blacie biurka.

– Nie wierzysz, to patrz. – Odłożył sztylet i sięgnął do kieszeni.

Wyciągnął telefon i po chwili obrócił wyświetlacz w moim kierunku. Nagranie ukazywało pomieszczenie, a na jego pierwszym planie duże łóżko. W kadrze zobaczyłem chłopaka kładącego się na wznak. Niedługo potem pojawiła się dziewczyna – Weronika. Usiadła na nim i pochyliwszy się, zaczęła go całować.

– Nie chcesz oglądać dalej. – Mateusz zabrał telefon sprzed mojej twarzy.

Chwyciłem za ostrze i rzuciłem nim przed siebie. Wbiło się głęboko w drzwi, wydając przy tym tłumiony brzdęk. 

– Kim on jest? Mów! Skąd to masz?!

Mateusz przetarł dłonią twarz, jakby chciał usunąć z niej swoją zatroskaną minę. Wziął głęboki wdech, po czym głośno wypuścił powietrze. Na koniec ceremonii wlał w siebie niemal połowę zawartości trzymaj butelki.

– Nie znam go, a nagranie kupiłem – odparł wreszcie gardłowym głosem.

– Jak to kupiłeś? Od kogo?

– O to chodzi, że do końca sam nie wiem.

– Niby jak? Ktoś ci to w kopercie podrzucił pod drzwi?

– Coś w tym stylu. – Mateusz zacisnął wargi. Widać było, że wstydzi się tego co zrobił lub spodziewa się mojej dezaprobaty. – Pokaż mi swój laptop – mówiąc to, wyciągnął rękę w kierunku biurka.

Nie tracąc czasu, odpiąłem urządzenie od zasilania i wręczyłem przyjacielowi. Mateusz wyciągnął z kieszeni pęk kluczy. Wśród nich znajdował się pendrive. Podłączył go do laptopa i zaczął stukać w klawisze. Po chwili znalazł się w miejscu, o którym do tej pory jedynie dużo słyszałem. Dużo złego.

– Wiesz co to jest Darknet? – zapytał wzdychając ciężko.

Skinąłem głową.

– Mogłeś mnie uprzedzić, że o to chodzi. Co, jeżeli ktoś teraz się do mnie włamie?

– Jeżeli będzie chciał, to i tak to zrobi. Ci ludzie nie potrzebują specjalnego zaproszenia. Jak pewnie wiesz, znaleźć tutaj można wszystko. Trafiłem na człowieka włamującego się do przeróżnych kamer, o ile są podpięte do sieci.

– Czyli szpiegował tego chłopaka od Weroniki?

– Coś w tym stylu. Doszły mnie słuchy, że Weronika spotyka się na boku z innym. Przelałem kasę hakerowi i po tygodniu dostałem wiadomość z nagraniem.

– Wystarczyłoby, gdybyś mi powiedział. Pogadałbym z nią i by się przyznała.

– Oj Grzesiek. Jesteś bardziej naiwny niż myślałem. Spójrz na datę nagrania. To było blisko sześć miesięcy temu. Przez pół roku cię zdradzała, a ty o niczym nie wiedziałeś. Na dodatek oświadczyłeś się jej w tym czasie.

Byłem zły zarówno na nią, jak i na niego. Przechyliłem butelkę, ale zorientowałem się, że jest już pusta.

– Przynieść ci kolejne? – zapytał Mateusz, wstając z fotela.

– Przyda się – odpowiedziałem, spoglądając na monitor.

Gdy Mateusz wychodził z pokoju, wziąłem do ręki laptop. Darknet ma bardzo specyficzną strukturę. Trudno się w nim poruszać takiemu nowicjuszowi jak ja. Jednak niemal od razu natrafiłem na coś, co przykuwało uwagę.

Kiedy Mateusz pojawił się w drzwiach, przywołałem go do siebie.

– Siadaj. Zobacz, co znalazłem. – Czułem, że w moim głosie dało się usłyszeć niczym niemaskowany entuzjazm.

Zaczęliśmy oglądać witrynę. Napis na stronie wejściowej był w języku angielskim. Głosił on hasło: „Dręczy cię chęć zemsty?” Do dyspozycji były dwa przyciski – TAK i NIE. Mateusz spojrzał na mnie z dziwnym uśmieszkiem i nie czekając na reakcję, odpowiedział twierdząco. Z komputera dobiegł dziwny dźwięk, przypominający odgłos uderzenie młota o kowadło. Na ekranie pojawiły się ponownie te same przyciski. Zmieniło się jednak pytanie: „Czy będziesz w stanie żyć z wyrzutami sumienia?” Mój druh przejął kontrolę nad sytuacją. Odpowiedział, nawet na mnie nie patrząc. Następna podstrona stanowiła formularz. Dotyczył „celu”. Konieczne było uzupełnienie imienia i nazwiska oraz adresu profilu na dowolnym portalu społecznościowym danej osoby.

– Może zrobimy jej psikusa? – zapytał ciekawskim i rozemocjonowanym głosem.

– Sam nie wiem. – Chciałem jej dopiec, ale nie wiedziałem, czego mogę się spodziewać.

– Co może się stać? Pewnie włamią się na jej konto i przerobią parę fotek. Będzie ubaw, zobaczysz. – Mateusz nie dawał za wygraną i namawiał mnie na uzupełnienie formularza. Byłem zaskoczony, że zapytał, ale może dotarło do niego, że to nie on powinien podejmować decyzje.

– Dobra, ale nikomu o tym ani słowa.

– Jasne. – Mati prędko wpisał dane. Na koniec podsunął urządzenie.

– Czyń waść powinność – zarechotał donośnie.

Kliknąłem „Wyślij”. Nastąpiło przekierowanie na kolejną stronę. Widniał na niej tylko napis: „Twoja ofiara nie zostanie zapomniana”.

Jeszcze przez godzinę odświeżaliśmy stronę z profilem Weroniki. Liczyliśmy, że coś się wydarzy. Nic się jednak nie zmieniało. Około pierwszej w nocy Mateusz wyszedł. Jeszcze przez kilkadziesiąt minut śledziłem profil Weroniki. Zmęczenie dało wreszcie o sobie znać, a ja nie zamierzałem się opierać.

 

***

 

Kolejny dzień upłynął niezwykle szybko. Duży wpływ na to miała pobudka blisko godziny trzynastej. Kac doskwierał. Po otwarciu lodówki, wisiałem chwilę oparty o drzwi, zanim dotarło do mnie, że wnętrze chłodziarki świeci pustkami. Zebranie się do wyjścia zabrało mi ponad godzinę. Co pewien czas przechodziłem obok noża wbitego w drzwi. Dziura wkoło ostrza nie wyglądała najlepiej. Postanowiłem wykorzystać go jako wieszak, co pozwalało zamaskować efekt naszego wczorajszego pijaństwa.

Po powrocie ze sklepu poczułem wibrację w kieszeni. Wyciągnąwszy telefon, ujrzałem wiadomość wysłaną z nieznanego numeru. Było to zdjęcie. Przyciemniony obraz przedstawiał wnętrze jakiegoś pomieszczenia. Nie wiedziałem zupełnie z czym to powiązać, a ówczesny stan umysłu nie zachęcał do wytężonego myślenia. Odłożyłem telefon i zabrałem się za przygotowywanie wyczekiwanego posiłku.

Poniedziałkowy poranek przyniósł więcej witalności. Mimo konieczności powrotu do pracy miałem dobry humor. Nawał zadań, nie pozostawiał bowiem czasu na rozmyślanie. Do domu wróciłem około godziny szesnastej. Odpoczywając na kanapie, usłyszałem dźwięk telefonu. Sygnał oznaczał przychodzące połączenie wideo z jednego z komunikatorów. Numer zgadzał się z tym, od którego otrzymałem niewyraźne zdjęcie. Odebrałem i ujrzałem rynek miasta. Kamera delikatnie drgała w rękach operatora. Początkowemu sapaniu, zaczęły po chwili wtórować dźwięki dzwonów pobliskiego kościoła. Wpatrywałem się w ekran. Dopiero po chwili rozpoznałem osoby siedzące przy stoliku jednego z ogródków piwnych. Była to Weronika i jej koleżanka. Rozłączyłem się i wybrałem numer do byłej dziewczyny. Nikt jednak nie odbierał. Napisałem wiadomość z prośbą o kontakt i zabrałem się za ogarnianie zaległych spraw.

Obudziwszy się kolejnego dnia, sprawdziłem telefon. Weronika nadal nie odpowiedziała. Tydzień wcześniej stworzyłem listę rzeczy, które pozostawiłem w jej domu. Postanowiłem, że po pracy pójdę tam je odebrać, a przy okazji z nią porozmawiam.

Nigdy nie lubiłem wtorków. Miałem wtedy aż za dużo pracy. Około godziny siedemnastej zmierzałem powoli ku końcowi, gdy zadzwonił telefon. Był to ten sam numer, który nękał mnie od paru dni. Odebrałem połączenie wideo.

Ujrzałem białą furgonetkę i wychodzącego z niej mężczyznę, ubranego w drelichowe spodnie moro i czarną bluzę z kapturem. Po chwili ktoś przeszedł obok. Kiedy obiektyw zwrócił się w kierunku tej osoby poznałem, że jest to Weronika. Szła, nieświadoma tego, że jest filmowana. Wyjąłem służbowy telefon i wybrałem jej numer. Przystanęła na chwilę i zaczęła szperać w torebce. Facet za nią oparł się o ścianę budynku. Gdy zorientowała się, że to ja, jej mina przepełniła się zirytowaniem. Odrzuciła połączenie i wsunęła telefon z powrotem do torby. Zadzwoniłem ponownie, jednak już nawet się nie zatrzymała. Mężczyzna z wolna zbliżał się do niej. Co pewien czas widziałem też ujęcie ukazujące sunącą po drodze białą furgonetkę. Napisałem wiadomość: „Obejrzyj się! Ktoś cię śledzi. Uciekaj!” Jej prześladowca był już na tyle blisko, że zdołałem usłyszeć dźwięk przychodzącej do Weroniki wiadomości. Zaraz po tym sygnale mężczyzna zarzucił jej na głowę czarny worek i cisnął nią do wnętrza furgonetki. Tu urwało się połączenie. Wstałem szybko od biurka i ruszyłem pędem do domu.

Po dotarciu na miejsce usiadłem przed komputerem. Żałowałem, że nie zwróciłem uwagi na tablice rejestracyjne furgonetki, jednak przypomniałem sobie o przysłanym zdjęciu. Gdy otworzyłem je na laptopie i rozjaśniłem, ujrzałem pokój Weroniki i ją śpiącą na łóżku. Przez cały czas miałem pod ręką dowód świadczący o zbliżającym się niebezpieczeństwie.

Nagle ekran pociemniał i wyświetlił się komunikat z zaproszeniem do wideo chatu. Nie chciałem odbierać, więc kliknąłem przycisk „odrzuć”. Przekierowało mnie na stronę z ciemnym, stalowym tłem. Na powitalnym ekranie pojawił się cyfrowy zegar odmierzający kolejne sekundy. Została niecała minuta.

Gdy czas upłynął, zegar przesunął się na górę ekranu, jednocześnie ujawniając bardziej rozbudowany interfejs. Po lewej widniała lista złożona z liter i przypisanych im numerów. W16, B42, E33… Na środku pojawiły się dwa symbole. Pierwszy z nich przypominał plaster mięsa, zaś drugi skrzyżowane obcęgi i wiertarkę. Zegar ponownie zaczął odmierzać minutę. W oknie po prawej pojawiały się powiadomienia złożone ze wspomnianych wcześniej liter i numerów oraz przypisanego im symbolu. Kiedy zegar zakończył swą pracę, pod ikonami w centralnej części monitora pojawiły się dwa liczniki. Wynik – 1649 do 1298 dla symbolu mięsa. Ekran ściemniał.

Chwilę później pojawił się obraz z kamery. Przedstawiał wnętrze obskurnego pomieszczenia. Nie będąc tam, zdawało się wyczuwać odór, bijący z wnętrza. Obiektyw obrócił się i z przerażenia, stale podsycanego niepokojem, poczułem mdłości. Na środku ekranu znajdowało się stare drewniane krzesło, na którym siedziała Weronika. Jej głowa była ukryta w płóciennym worku. Zdradzały ją jednak odsłonięte ramiona, a dokładniej liczne blizny, które miała z dzieciństwa. Za plecami dziewczyny pojawił się mężczyzna ubrany w maskę gazową, ubrudzony gumowy fartuch oraz masywne rękawice, sięgające okolic łokci. Szarpnął worek i ujrzałem jej twarz. Miała zaszyte powieki oraz usta. Głowa przytroczono zaś skórzanym paskiem do oparcia krzesła. Nie ruszała się. Oprawca wyciągnął ręce przed Weronikę i rozpostarł je, co sprawiło, że na ekranie pokazały się kolejne symbole.

Ikony przedstawiały pistolet, sznurek, młotek oraz całą masę innych przedmiotów. Zegar ruszył – kolejna minuta. Głosowanie trwało. Myślałem w tym czasie, aby zadzwonić na policję, ale miałem świadomość, że to wszystko dzieje się za moją sprawą. Czas minął. Zwyciężył symbol młotka. Mężczyzna odwrócił się i chwycił coś ze znajdującego się tam stołu. Gdy powrócił do pierwotnej pozycji, trzymał w rękach masywny młot kowalski. Uniósł go powoli i zamarł w bezruchu. Wtedy Weronika drgnęła. Z początku wydawało mi się, że to złudzenie, jednak na nieszczęście – myliłem się. Starała się obrócić głowę, jednak pasek był zaciągnięty zbyt mocno. Mięśnie wokół warg napinały się tak mocno, że zszyte usta przybierały blado-siny odcień. Choć wszystko trwało może kilkanaście sekund, widać było przerażającą desperację, z jaką walczyła. Mężczyzna upuścił w końcu młot. Weronika wykonała tylko kilka spazmatycznych podrygów. Obraz znów się przyciemnił.

Chwyciłem telefon i próbowałem wybrać numer Mateusza. Komórka nie reagowała. Nie mogłem też zamknąć okna przeglądarki. Po chwili pojawił się obraz. Pomieszczenie zmieniło się. Wyłożone było dużymi kaflami, które w niektórych miejscach posiadały prześwity swojej pierwotnej bieli. Na środku ustawiono metalowy stół lekko przechylony w lewą stronę. Leżała na nim naga Weronika. Chciałem zamknąć laptop, jednak coś mnie powstrzymywało.

Na ekranie pojawił się facet w masce gazowej. Bez ceregieli zaczął kroić ciało i rzucać mięso na znajdującą się obok stołu szalkę. Krew ściekała po stole, a następnie spiralną rurką do dużego szklanego pojemnika. Na ekranie pojawiła się ikona plastra mięsa z podpisem miejsca, z którego zostało wycięte oraz wskazaniem wagi. Rozpoczęła się licytacja. Wartości przebijały się w zawrotnym tempie, choć sens zyskały dopiero, kiedy ujrzałem w rogu ekranu symbol jednej z kryptowalut. Pierwsza aukcja zamknięta. Kolejna była bardzo podobna. Trzecią poprzedziła zmiana obramowań okienek na złoty kolor. Kat chwycił mniejszy nóż i rozciął brzuch. Włożył do środka ręce i wyciągnął płód. Siedząc nieruchomo obserwowałem ogromne kwoty pojawiające się na ekranie. Wreszcie zamknąłem laptop.

Wstałem i zacząłem nerwowo chodzić po pokoju. Poczułem bijący ode mnie gorąc, który intensyfikował pocenie. Chwyciłem za telefon, ale ten nadal nie reagował. Spojrzałem na zegarek. Była 3:15. Nie zdawałem sobie sprawy, że upłynęło tak wiele czasu. Podniosłem klapę laptopa. Zobaczyłem znany mi interfejs, ale już bez obrazu z kamery. Pojawiło się także dodatkowe okno, w którym ikonami przedstawiono organy wewnętrzne z podanymi odgórnie cenami. Większość była już wyprzedana.

Usiadłem na podłodze i skuliłem się, przytulając głowę do kolan. Bezwiednie kołysałem ciałem i choć chciałem płakać, nie byłem w stanie. Nadal okropnie się pociłem. Nim oprzytomniałem, na zewnątrz zaczęło świtać. W ogóle nie czułem zmęczenia. Adrenalina buzowała w moim krwioobiegu. Wstałem, a otaczający mnie fetor, zmusił do pójścia pod prysznic.

W lustrze zobaczyłem twarz nadwyrężoną stresem i brakiem snu. Przekręciłem kurek, a z deszczownicy popłynęła lodowata woda. Nie przeszkadzało mi to. W pewnej chwili usłyszałem odgłos stąpania po drewnianym parkiecie przedpokoju. Stałem w bezruchu i nasłuchiwałem. Kolejny raz do moich uszu dotarł skrzypiący dźwięk posadzki. Wyskoczyłem zza szyby i przepasując się ręcznikiem, uchyliłem drzwi. Powoli wystawiłem głowę na zewnątrz, jednak nikogo tam nie było. Sprawdziłem kuchnię i swój pokój – ani żywej duszy. Woda z pianą pełzły po moim ciele, pozostawiając na podłodze wilgotne wzory. Stwierdziwszy, że to tylko omamy spowodowane brakiem snu, wróciłem do łazienki.

Po kąpieli ruszyłem do pokoju. Telefon nadal nie odpowiadał a resetowanie nie przyniosło pożądanych rezultatów. Wraz z ustępowaniem adrenaliny, zaczęło narastać zmęczenie. Zaciągnąłem zasłony i padłem na łóżko. Niestety ogrom zdarzeń z ostatnich godzin nie dawał wytchnienia. Przewracałem się z boku na bok. Daremne próby walki o upragniony odpoczynek przerwał dzwonek do drzwi. Niechętnie zwlokłem się na nogi. Odziany w szlafrok, podszedłem do wizjera i zobaczyłem stojących przed drzwiami policjantów. Czułem unoszące się w niedowierzaniu brwi. Otworzyłem, starając się zamaskować zdenerwowanie.

– Dzień dobry, funkcjonariusz Rabski i funkcjonariusz Butra. Nie przeszkadzamy? Możemy zadać panu kilka pytań?

– Nie, nie – oznajmiłem chwiejnym głosem, pozostając jeszcze myślami przy pierwszym pytaniu. – To znaczy tak, słucham panów.

– Możemy wejść do środka? Nie ma sensu, by ktoś postronny przysłuchiwał się tej rozmowie.

– Oczywiście. Proszę, niech panowie wejdą.

Policjanci przestąpili próg korytarza, skąd skierowałem ich do salonu. Przechodząc obok łazienki, ich uwagę zwróciły wilgotne ślady pozostawione na podłodze.

– Ciężka noc? – zagaił podejrzliwie jeden z nich.

– Nie, dlaczego? A to…Byłem pod prysznicem i zdawało mi się, że ktoś dzwoni do drzwi.

– I dlatego poszedł pan w przeciwną stronę? – Policjant głową wskazał ślad prowadzący do pokoju.

Nic nie odpowiedziałem.

– Nie zajmiemy dużo czasu. Czy widział się pan w ostatnich dniach z panią Weroniką Mokrzeską?

Momentalnie pokręciłem głową. Dźwięk jej imienia sprawił, iż zacząłem szybciej oddychać. Nie umiałem nad tym zapanować. Gęsia skórka okryła niemal całe ciało. Policjanci spojrzeli po sobie.

– Już od ponad tygodnia się nie widzieliśmy.

– Rozumiem, a czy kontaktowała się z panem w jakiś sposób? Dzwoniła, wysyłała wiadomości? A może pan telefonował do niej?

– Nic z tych rzeczy. Raczej odcięliśmy się od siebie. Wie pan jak to jest. Jak się jeden człowiek nie dogaduje z drugim, to po co mają się widywać lub do siebie dzwonić. Oficjalnie stwierdziliśmy, że nie potrzebujemy swojego towarzystwa. – Słowa ulatywały ze mnie szybciej niż zdążyłem się nad nimi zastanowić.

– Czyli nie jest już pan jej chłopakiem? Zdobyliśmy inne informacje – drążył temat funkcjonariusz Butra.

Przed oczami miałem obrazy z dzisiejszej nocy. Poczułem, jak ponownie zaczynam się pocić. Otarłem wilgotne dłonie o szlafrok. Przykuło to uwagę Rabskiego. Nie wiedząc, co zrobić z rękami, odruchowo skrzyżowałem ja na piersiach. 

– Już nie. Zostawiła mnie około dwa tygodnie temu – wydusiłem z siebie wpatrzony w podłogę.

– Rozumiem. W takim razie chyba nam pan bardziej nie pomoże.

– Będzie miał pan coś przeciw, jeśli skorzystam z toalety? Od rana na nogach, a nie miałem ani chwili dla siebie. – Funkcjonariusz Butra przestępował z nogi na nogę.

– Bardzo proszę, pierwsze drzwi na lewo.

– Dzięki. Trafię po śladach – zaśmiał się policjant.

– Co się panu stało? – spytał Rabski, wskazując na palec.

– Kroiłem cebulę. Parszywa rana. Nie chciała się zasklepić.

– Faktycznie, nie wygląda to zbyt apetycznie. Gdyby panna Mokrzeska odezwała się do pana, proszę dać nam znać – kontynuował rozmowę Rabski.

– Dobrze. A czemu właściwie jej szukacie? Coś zrobiła?

– Zaginęła. Jej matka wniosła wczoraj zgłoszenie.

Pokiwałem tylko głową, co musiało wyglądać na nieadekwatną reakcję, biorąc pod uwagę charakter informacji. Wychodząc z salonu, ujrzałem Butrę wpatrzonego w nóż tkwiący w drzwiach. Obejrzał się w moim kierunku.

– Oryginalna ozdoba. Skąd ma pan taki nóż?

– Prezent od wujka. Myśliwy.

– Rozumiem. Dobrze, nic tu po nas. Gdyby pani Weronika się kontaktowała, proszę o nas nie zapomnieć, ale to pewnie już kolega przekazywał.

Odprowadziłem policjantów do wyjścia. Gdy zamykałem drzwi, jeden z nich odwrócił się i krzyknął:

– Proszę zabrać sobie paczkę, bo jeszcze panu zginie!

Policjant chwycił czapkę i skinął delikatnie głową. Odeszli w milczeniu, a gdy wsiedli do zaparkowanego przy chodniku samochodu, widziałem, jak Butra mówi coś do swojego kolegi, na co ten zareagował pewnym skinieniem.

Wyjrzałem za drzwi i ujrzałem owinięty w szary papier i przewiązany jutowym sznurkiem pakunek. Nie spodziewałem się przesyłki, więc wzbudziło to moją ciekawość, ale też niepokój. Podniosłem zawiniątko, które okazało się dość ciężkie, jak na swoje gabaryty. Wróciłem do środka. Odłożyłem paczkę na stół w kuchni. Przez chwilę patrzyłem na nią, zachodząc w głowę, co może znajdować się wewnątrz. Chwyciłem za papier i zacząłem go rozdzierać. Ujrzałem biały plastikowy pojemnik z niebieską klapą. Wyglądał jak mała lodówka turystyczna. Gdy odblokowałem zatrzaski i uniosłem wieko, ujrzałem duży kawał mięsa zakopany w lodzie. Usiadłem na krześle przy stole. Przykryłem dłonią usta blokując ewentualne wymioty. Momentalnie zamknąłem pojemnik. Spod dna wystawała kartka czarnego papieru w kształcie wizytówki. Wyciągnąłem ją i ujrzałem dwa słowa zapisane złotymi literami. „Bon appetit”. Siedząc wpatrzony w kuferek usłyszałem znajomy dźwięk telefonu. Nieobecny myślami ruszyłem bezwiednie do pokoju, skąd dochodził odgłos. Ująłem urządzenie w dłoń. Dzwoniła matka Weroniki.

– Dzień dobry… – wycedziłem przytłumionym głosem.

– Dzień dobry Grzesiu. Tu Halina Mokrzeska.

– Tak wiem, mam pani numer.

– No przecież. Czy mogę zająć ci chwilę?

– Dzwoni pani w sprawie Weroniki? Była tu już dzisiaj policja.

– Czyli wiesz, że przepadła? Masz może pojęcie, co się z nią dzieje? Rozmawialiście ostatnio? – Pani Halina mówiła to drgającym w przejęciu głosem. Jego wydźwięk wzmagał u mnie kołatanie serca.

– Wie pani, że się rozstaliśmy? Nie miałem z nią kontaktu od niemal dwóch tygodni.

– Słyszałam i bardzo mi z tego powodu przykro. Przepraszam, że zawracam ci głowę. Po prostu… Odchodzę już od zmysłów i sama nie wiem co robić. Gdyby się do ciebie odezwała, proszę, powiedz by wróciła do domu.

– Dobrze. Wierzę, że wszystko dobrze się skończy. Do usłyszenia.

– Do widzenia Grzesiu.

Rozłączając się, spostrzegłem nieodebraną wiadomość. Pochodziła od osoby, która kontaktowała się ze mną już wcześniej. Oznajmiała, by spodziewać się przesyłki.

Myślałem o tym, aby zadzwonić do Mateusza, ale coś mnie powstrzymywało. Mimo wszystko, pojawił się u mnie kolejnego dnia. Jego ojciec pracował na tutejszym komisariacie. Podobno policja zdobyła nagranie z kamery w bankomacie. Widać na nim, jak Weronika zostaje wciągnięta do starej białej furgonetki. Ta z kolei, co ustalono po numerach rejestracyjnych, została znaleziona spalona za miastem. Ktoś chciał by ją odnaleziono, gdyż tablice leżały oderwane kilka metrów dalej.

 

***

 

Kolejne dni przynosiły coraz wyraźniej odczuwalną destabilizację emocjonalną. Bałem się wyjść z domu. Wolałem spędzać czas samotnie, toteż nikogo nie zapraszałem.

Pewnego wieczoru, gdy wpatrywałem się w telewizor, usłyszałem dźwięk przychodzącej wiadomości. Pochodziła od znanego mi już użytkownika. Przedstawiała zrzut ekranu, na którym widniał zapis czatu pomiędzy Turkiem i Mortim. Rozmowa dotyczyła zajęcia się jakąś kwestią za wszelką cenę. Jedna z wiadomości mówiła, że jeżeli „nie będzie chciała tego zrobić, to trzeba użyć pigułek i po sprawie”. Nie miałem pewności o co chodzi, jednak ten nick „Morti” wydawał mi się znajomy. Po chwili otrzymałem kolejne zdjęcie. Tym razem był to zapis rozmowy Weroniki i jej koleżanki. Pierwsza z nich wysłała zdjęcie USG przedstawiające prawdopodobnie pierwsze tygodnie ciąży, dodając do tego opis, jak bardzo się boi i nie wie, jak powiedzieć o tym Grześkowi – czyli mnie. Mari – wiedziałem, że chodzi o Mariolę, dobrą przyjaciółkę Weroniki – odpisała, by ta się niczym nie przejmowała i po prostu mi powiedziała. Zobaczyłem datę rozmowy. Odbyła się ona dzień po naszym rozstaniu.

Siedziałem wpatrzony w telefon. Kilka minut później przyszła kolejna wiadomość w postaci nagrania video. Przedstawiało chłopaka śniadej karnacji dosypującego w pubie coś do szklanki, którą potem wręcza Weronice. Następne ujęcie przedstawiało znajome pomieszczenie z łóżkiem pośrodku. Potworna suchość w ustach, której doświadczałem, utrudniała nawet przełykanie śliny. Z osłupienia wyrwał mnie komunikat o następnej wiadomości. Kolejne zdjęcie z zapisem czatu. Jednym z rozmówców był ponownie Morti. W ostatniej wiadomości zapisanej przez niego widniał tekst: „mój królewicz już niedługo będzie przy mnie”. Wyuzdane treści przywołały obsceniczne wizje formujące się w głowie, których nie umiałem się pozbyć. Chwilę później rozbrzmiał znajomy dźwięk. Kolejne zdjęcie wydawało się znajome. Przedstawiało zapis tabeli wyników z pewnej gry, w którą kiedyś często grałem z Mateuszem. Wynik mojej postaci – Sir Gregora – znajdował się na drugim miejscu, zaś Mateusz zajął wówczas miejsce trzecie. Jego postać nosiła miano Morti. Widziałem już, skąd pamiętam ten pseudonim. Wszystko ułożyło się wówczas w całość, choć ciężko było w nią uwierzyć.  

Upłynęło może piętnaście minut, gdy rozbrzmiał w pokoju dźwięk dzwonka przypisany Mateuszowi. Nie chciałem z nim rozmawiać. Nie dawał jednak za wygraną, więc odebrałem.

– Grzesiek, uciekaj z domu. Policja jedzie do ciebie. Podobno znaleźli ciało Weroniki. Cała wybebeszona. Z trudem ją zidentyfikowali. W rękach trzymała zakrwawioną kartkę z twoim imieniem i nazwiskiem, które chyba napisała krwią. Masakra. Więcej nie wiem. Spieprzaj stamtąd.

Rozłączyłem się, nic nie odpowiadając. Chwilę później mój telefon wydał dziwny sygnał. Gdy spojrzałem na wyświetlacz, znajdowała się tam pamiętna strona z hasłem „Dręczy cię chęć zemsty?” z przygotowanymi już danymi Mateusza. Bezmyślnie krzątałem się, przechodząc z jednego pomieszczenia do drugiego. W końcu stanąłem przed lodówką. Otworzyłem drzwi zamrażarki. Przez oszroniony plastik szuflady ujrzałem duży fragment mięsa. Stojąc jak wryty, poczułem marznące od chłodu stopy. Przymknąłem drzwiczki i udałem się do pokoju.

Chwyciłem z biurka kilka kartek papieru i długopis. Drugą ręką ująłem nóż i wyszarpałem go z drzwi. Wychodząc, moją uwagę przykuły spodnie moro i czarna bluza leżące obok fotela. Nie były to moje ubrania.  Ruszyłem w stronę łazienki. Wiedziałem już wtedy, że posiadanie władzy nad czyimś losem okazało się zgubne. Zatrzasnąłem za sobą drzwi. Falowy sygnał syren policyjnych stawał się coraz wyraźniej słyszalny. Akompaniament ten został jednak urozmaicony o głuchy metaliczny odgłos uderzenia. 

Koniec

Komentarze

Cześć!

 

Napisanie horroru i to w narracji pierwszoosobowej to duże wyzwanie i niestety, w mojej ocenie, nie podołałeś. Pomysł był przyzwoity, bo zacząłeś zgodnie z założeniami gatunku od świata realnego i stopniowo budowałeś napięcie. Potem jednak było już gorzej. Oparcie horroru na motywie, w którym bohater ogląda scenę zabójstwa nie trzyma w napięciu. Do tego bohater nie przejawia emocji.

Dziwiły mnie tylko kwoty. Były one niskimi liczbami ułamkowymi z zerami na początku.

Poważnie? Kroją jego byłą na kawałki, a on się dziwi, że liczby są ułamkowe?

 

Dobry horror nie opiera się tylko na opisie makabrycznej sceny, bo to może być co najwyżej obrzydliwe, ale nie straszne. 

 

Odbiór tekstu bardzo utrudniają liczne usterki techniczne. Za dużo zaimków, powtórzenia i gubiący się podmiot. Do tego często zapisujesz błędnie dialogi. Interpunkcję bardzo zaniedbałeś.

Nawet krótkie wspomnienie tej historii, sprowadza na mnie lawinę wymieszanego ze sobą smutku, gniewu oraz strachu.

wymieszanych

Przypomina ona już bardziej przerażenie – obawę o to, czy opowieść, która zostanie tutaj przytoczona, faktycznie dobiegła końca.

To zdanie nie ma sensu.

Związek z nią był najlepszym[+,] co mnie w życiu spotkało.

Wszystko potoczyło się bardzo szybko i już po niespełna tygodniu chodziliśmy razem za rękę, wpatrzeni w siebie jak w przysłowiowe obrazki.

Ewentualnie: trzymając się za ręce.

Wierzchołkiem góry okazała się jednak sytuacja związana z zaręczynami.

Góry lodowej?

Nikomu nie mówiłem o tym[+,] co zaszło.

– Skąd to niby wiesz? – Zapytałem[+,] czując moje marszczące się czoło.

zapytałem

Przesadziłeś z tym czuciem czoła, to bardzo źle brzmi.

– Dla mnie ma znaczenie. Powiedz, bo inaczej się pożegnamy – powiedziałem[+,] wstając z fotela.

Był to kolejny fakt, który potwierdzał powtarzane sobie przeze mnie wielokrotnie zdanie, iż nie mogę pić za dużo alkoholu, gdyż to szkodzi podejmowanym przeze mnie decyzjom.

To zdanie kwalifikuje się do przeredagowania albo do usunięcia, bo właściwie nic nie wnosi.

W tym też momencie wyciągnął telefon i po krótkiej chwili obrócił wyświetlacz w moim kierunku.

Było to nagranie wideo. Widać było na nim puste pomieszczenie, pokój z łóżkiem.

To jest wyjątkowo niezgrabne. Jak było łóżko, to pomieszczenie nie było puste. Można połączyć w jedno zdanie: Nagranie przedstawiało pokój, w którym jedynym meblem było łóżko.

Niedługo potem pojawiła się dziewczyna – była to Weronika.

Nadużywasz konstrukcji: był/była to. Takie pisanie jest kanciaste i źle się to czyta.

Usiadła na nim i pochyliwszy się, zaczęli się całować.

Błąd tożsamości podmiotów. Podmiotem domyślnym jest ona, a imiesłów odnosi się do liczby mnogiej.

– Nie chcesz oglądać dalej[+.] – Mateusz zabrał telefon sprzed mojej twarzy. Twarzy, której szczęka opadała coraz niżej pod wpływem obciążającego ją zdumienia.

A cóż to za brawurowy opis? Nie.

– Skąd to masz? Gadaj. Kim on jest? – pamiętam, że zadałem wtedy jeszcze wiele innych pytań w tym samym czasie, jednak teraz nie jestem w stanie przypomnieć sobie, czego one dotyczyły.

Pamiętam

Jak mógł zadawać wiele pytań w tym samym czasie?

– A jakie ma to znaczenie? – odpowiedział zdenerwowany już moim dochodzeniem Mateusz.

Na pewno odpowiedział?

– Nie mogę powiedzieć. – odpowiedział ponuro Mateusz, odwracając głowę w przeciwną stronę.

Widać było, iż albo wstydzi się tego co zrobił, albo spodziewa się mojej dezaprobaty.

Iż albo? Do przeredagowania.

Nie tracąc czasu, zdecydowałem się spełnić jego żądania. Wstałem, odpiąłem go od zasilania i wręczyłem przyjacielowi.

Podpiął do zasilania Mateusza?

Nawet jeśli akurat nie posiada tego[+,] co by cię interesowało, to może to zdobyć.

– Czyli szpiegował on tego chłopaka od Weroniki?

– Coś w tym stylu. Doszły mnie słuchy, że spotyka się ona na boku z innym.

że Weronika spotyka się

– Chcesz kolejne? Przyniosę ci – zapytał Mateusz[+,] odwracając się w moją stronę.

Przed myślnikiem nie ma znaku zapytania.

– Przyda się – odpowiedziałem, przenosząc swoją uwagę na monitor.

A nie mógłby po prostu spojrzeć?

Chwyciłem w dłoń swoją flaszkę, delikatnie nią wstrząsnąłem[+,] by sprawdzić jak dużo zostało jeszcze wewnątrz.

Kiepskie zdanie i nic nie wnosi. Poza tym skąd wziął flaszkę, skoro parę linijek wyżej napisałeś, że była pusta?

Wychodząc z pokoju[+,] wydawał się być dręczony tym, co się właśnie wydarzyło. Nie przejmowałem się tym.

Powtórzenie. Konstrukcja “wydawał się być” jest błędna.

– Siadaj, zobacz[+,] co znalazłem[+.] – czułem, że w moim głosie dało się usłyszeć niczym niemaskowany entuzjazm.

Czułem

Przypominał on pogłos uderzenie młotka o kowadło.

Pogłos czy odgłos?

Delikatnie parsknąłem śmiechem[+,] widząc to, gdyż pozwoliło mi to sądzić, że to tylko zabawa i niczego nie muszę się obawiać.

Czy można parsknąć delikatnie? Masz często takie łopatologiczne zdania wyjaśniające. 

Mateusz czuł się jak u siebie i klikał już nawet nie odwracając się w moją stronę. Kolejna strona stanowiła formularz, na którym trzeba było uzupełnić imię i nazwisko osoby zwanej tu jako „cel”. Trzecie okienko stanowiło miejsce, w którym należało podać link do konta tejże persony na wybranym portalu społecznościowym.

Powtórzenia i niegramatyczna konstrukcja.

– Co Ty na to? Może zrobimy jej psikusa? – zapytał ciekawskim i rozemocjonowanym głosem Mati. 

ty

– Sam nie wiem[+.] – Sserio[+,] byłem w tym momencie mocno podniecony. Z jednej strony chciałem jej dopiec za to[+,] co zrobiła, jednak z drugiej, nie wiedziałem, czego mogę się spodziewać.

– Dawaj, co się może stać. Pewnie włamią się jej na konto i przerobią parę fotek. Będzie ubaw zobaczysz[+.]

Odrzuciłem te myśli na bok i postanowiłem, że kolejnego dnia wybiorę się do niej, gdyż potrzebowałem niektórych ze wspomnianych rzeczy, a poza tym byłem ciekaw czemu nie odpowiada.

Znowu to męczące wyjaśnianie.

Gdy usiadłem późnym wieczorem [usiadłem] przed komputerem, nie miałem jeszcze planu[+,] co będę robił.

zaplanowane

Przez moment zastanawiałem się[+,] co się stało.

Gdy moim oczom ukazały się same zera, zegar zmalał i przesunął się na górę ekranu…

Tu się zaczyna blok tekstu niepodzielony na akapity. Coś takiego trudno się czyta.

Po lewej stronie widniała lista z literami i przypisanymi im numerami. W16, B42, E33 – wówczas nie wiedziałem jeszcze[+,] co to znaczy.

Na środku ekranu znajdowało się drewniane krzesło[+,] a na nim siedziała kobieta.

Moje przejęcie potęgowane było tym, iż miała ona zaszyte powieki oraz usta.

Pierwsza część zdania zabija dramatyzm w tym opisie.

Wyciągnął on ręce przed Weronikę i rozpostarł je, co sprawiło, że na ekranie pokazały się kolejne symbole.

Tym razem miałem już możliwość przeczuwać, o co chodzi. Potwierdził to też napis „quick death”.

Tu lepiej opisać pojawienie się napisu, zamiast tego wstępu o przeczuciu.

Siedziałem przed biurkiem patrząc na to[+,] co się dzieje i jakie wartości wskakują na boczne okno.

Gdy powrócił do pierwotnej pozycji, trzymał on w ręce wyglądający na wyjątkowo ciężki młot kowalski.

Podmiot się zgubił. W poprzednim zdaniu podmiotem jest postać, żeby to się spięło, trzeba zmienić na mężczyznę. Czy młot kowalski może być lekki?

Wykonała ona kilka ruchów na boki, które były coraz bardziej żwawe i trącające narastającą desperacją.

Ten opis zaczyna być śmieszny zamiast przerażać.

Gdy spuściła głowę w dół, jej oprawca upuścił trzymane nad nią narzędzie, przykładając do tego pewną dawkę siły.

Czy można spuścić głowę w górę? Po co to doprecyzowanie, co to mów czytelnikowi?

Trafił on centralnie w potylicę.

Byłem sparaliżowany. Pragnąłem[+,] by to był tylko sen, ale uczucia potu ściekające po plecach oraz ciało zmierzwiona gęsią skórką były zbyt silnie wyczuwalne.

Uczucie potu ściekało po plecach? Gęsia skórka mierzwiła ciało?

 

Tu kończę łapankę, bo za dużo tych błędów. Zastanów się nad logicznością tego, co piszesz i postaraj się nie tłumaczyć czytelnikowi wszystkiego tak łopatologicznie. 

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Cześć Alicella,

 

dziękuję bardzo za krytykę. Poprawię wskazane fragmenty zgodnie z uwagami. Prześledzę też resztę w oparciu o wytyczne. 

Jest to moje pierwsze opowiadanie tutaj zamieszczone. Liczyłem na merytoryczne wsparcie i je otrzymałem. Cieszę się zatem, że odważyłem się na publikację :) 

 

Samo opowiadanie faktycznie może bardziej obrzydzać niż przerażać, ale istnieje w końcu podgatunek gore, który właśnie na tym się opiera (choć jest on częściej spotykany w filmach). 

 

Mam nadzieję, że kolejne opowiadanie nie będzie już tak naszpikowane niedociągnięciami. 

 

Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam! 

Haragitanai, cieszę się, że uznałeś uwagi za pomocne i powodzenia w dalszym pisaniu :). Ponieważ jesteś nowy na portalu, to polecam poradnik.

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Lubię horrory, ale w tym opowiadaniu jest go tyle, co kot napłakał. Opis drastycznych scen to, moim zdaniem, jeszcze nie horror. Kiedy zasiadam do czytania tekstu opatrzonego takim tagiem, spodziewa się historii pełnej atmosfery grozy i rosnącego napięcia. Chciałabym aby udzielił mi się niepokój odczuwany przez bohaterów.  Zamiast tego dostałam zwierzenia młodzieńca cierpiącego po rozstaniu z dziewczyną. No, jest jeszcze przyjaciel, na mój gust mocno podejrzany, pojący bohatera piwem i namawiający do zemsty. Wszystko to opowiedziane w sposób niezbyt ciekawy, by nie powiedzieć, dość nudny.

Wykonanie, co stwierdzam z prawdziwą przykrością, pozostawia bardzo wiele do życzenia, skutkiem czego lektury nie mogę uznać za satysfakcjonującą.

Mam nadzieję, Haragitanai, że Twoje przyszłe opowiadania będą ciekawsze i zdecydowanie lepiej napisane.

 

– Co ty opo­wia­dasz – rzu­ci­łem w jego kie­run­ku. ―> Wystarczy: – Co ty opo­wia­dasz – rzu­ci­łem.

Mówi się do kogoś, nie w czyimś kierunku.

 

Go­ni­twa myśli w mojej gło­wie na­bie­ra­ła tempa. Si­nu­so­ida mo­je­go na­stro­ju wra­ca­ła… ―> Zbędne zaimki. Miejscami nadużywasz zaimków.

 

– Nie mogę po­wie­dzieć.od­po­wie­dział po­nu­ro Ma­te­usz… ―> Nie brzmi to najlepiej. Zbędna kropka po wypowiedzi.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/

 

Nie raz pro­si­łem go o pomoc… ―> Nieraz pro­si­łem go o pomoc

 

Cięż­ko było mi się sku­pić na czym­kol­wiek. ―> Trudno było mi się sku­pić na czym­kol­wiek.

 

Cięż­ko się w nim po­ru­szać… ―> Trudno się w nim po­ru­szać…

 

przy­wo­ła­łem go do sie­bie ge­stem ręki. ―> Zbędne dopowiedzenie – gesty wykonuje się rękami. Wystarczy: …przy­wo­ła­łem go do sie­bie ge­stem.

 

– Co Ty na to? ―> – Co ty na to?

Zaimki osobowe piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

Od­pro­wa­dzi­łem go do drzwi, po czym po­że­gna­li­śmy się. Za­mkną­łem za nim drzwi… ―> Czy to celowe powtórzenie? Czy oba zaimki są konieczne?

 

Są­dzi­łem, że może my­śleć, iż będę ją bła­gał by wró­ci­ła, a ta stara się po­trzy­mać mnie jesz­cze w nie­pew­no­ści. ―> Dość koślaw zdanie.

 

Sie­dzia­łem jak wryty… ―> Ktoś może stać/ stanąć jak wryty, ale nie może tak siedzieć.

Proponuję: Sie­dzia­łem jak skamieniały

 

po chwi­li uj­rza­łem na oczy coś co mnie za­mu­ro­wa­ło. ―> …po chwi­li uj­rza­łem coś, co mnie za­mu­ro­wa­ło.

Czy mógłby coś zobaczyć bez użycia oczu?

 

pa­mię­tam, że był tam pi­sto­let, sznu­rek, mło­tek i masę in­nych. ―> …pa­mię­tam, że był tam pi­sto­let, sznu­rek, mło­tek i masa in­nych.

 

We­ro­ni­ka wy­ko­na­ła jesz­cze tylko kilka spa­zmicz­nych ru­chów… ―> We­ro­ni­ka wy­ko­na­ła jesz­cze tylko kilka spa­zmatycz­nych ru­chów

 

Chwy­ci­łem za te­le­fon… ―> Chwy­ci­łem te­le­fon

 

Była po­zba­wio­na ubrań. ―> Była bez ubrania. Lub: Była rozebrana.

 

Kat chwy­cił za mniej­szy nóż… ―> Kat chwy­cił mniej­szy nóż

 

Po pew­nym cza­sie ują­łem w dłoń te­le­fon… ―> Raczej: Po pew­nym cza­sie wziąłem te­le­fon

 

Chwi­lę za­ję­ło zanim oprzy­tom­nia­łem. ―> Chwi­lę trwało zanim oprzy­tom­nia­łem.

 

Za­sło­ni­łem w po­ko­ju za­sło­ny… ―> Zasłon nie zasłania się.

Proponuję: Za­sło­ni­łem okno w po­ko­ju… Lub: Zaciągnąłem zasłony na oknie

 

Po­li­cjan­ci prze­stą­pi­li przez prób… ―> Po­li­cjan­ci prze­stą­pi­li próg

 

Po­li­cjant chwy­cił za czap­kę… ―> Po­li­cjant chwy­cił czap­kę

 

Był odzia­ny w szary pa­pier i prze­pa­sa­ny ju­to­wym sznur­kiem. ―> Był opakowany w szary pa­pier i przewiązany ju­to­wym sznur­kiem.

Odziać to inaczej ubrać, a pakunków przecież się nie ubiera.

 

jak po­wie­dzieć o tym Grześ­ko­wi – czyli mi. ―> …jak po­wie­dzieć o tym Grześ­ko­wi – czyli mnie.

 

Zo­ba­czy­łem datę tejże roz­mo­wy. ―> Zo­ba­czy­łem datę roz­mo­wy.

 

Czy­ta­jąc to, co było tam za­pi­sa­ne, zro­bi­ło mi się nie­do­brze. ―> Kiedy czytałem to, co było tam za­pi­sa­ne, zrobiło­ mi się nie­do­brze.

 

Chwy­ci­łem za drzwi za­mra­żar­ki i otwo­rzy­łem je. ―> Chwy­ci­łem drzwi za­mra­żar­ki i otwo­rzy­łem je.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No, nie moja bajka i przyznam, że nie dobrnęłam do końca. Za mało napięcia, a za dużo tortur.

Masz poza tym sporo baboli, które utrudniają czytanie.

 

Na przyszłość proponuję instytucję bety. Z czym się to je, dowiesz się tutaj.

Polecam jeszcze dwa poradniki: Drakainy, w którym dowiesz się wszystkiego, co istotne dla nowego użytkownika i Finkli, która tłumaczy, co robić, by inni Cię czytali.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Dziękuję kolejnym czytelnikom!

 

@regulatorzy – dziękuję za poprawki. Zostały wprowadzone. Jak tylko wygładzę resztę, to poprawię wszystko tutaj. 

 

@Irka_Luz – co do bety to się zgadzam – opowiadanie powinno tam trafić, ale wtedy jeszcze nie zaznajomiłem się do końca z funkcjonowaniem tego świata. Poradniki już przeczytane, także będzie tylko lepiej. 

Staram się podkręcić opowiadanie, by było w nim więcej napięcia, gdyż kilka osób na to zwróciło uwagę. Co do tortur – jest tag tortury, także ostrzegałem :) Poza tym, tak jak pisałem wyżej, w nurcie gore lub splatterpunku jest to normalne. Może nie powinienem tagować opowiadania jako #horror, tylko pozostać przy #groza. 

Cześć, Haragitanai!

 

Komentarz dyżurny, zacznę od spraw technicznych, choć nie łapałem wszystkich.

 

On, ona, nią, niego

np.

Był on biegły w obsłudze komputera

W całym tekście masz tego mnóstwo, w zdecydowanej większości do usunięcia bez szkody (a raczej z zyskiem) dla tekstu, a prawie wszystkich pozostałych dałoby się uniknąć nieco inaczej konstruując zdania.

Przechyliłem butelkę, by się z niej napić, ale zorientowałem się wówczas, że jest już pusta.

– Chcesz kolejne? Przyniosę ci – zapytał Mateusz odwracając się w moją stronę.

– Przyda się – odpowiedziałem, przenosząc swoją uwagę na monitor.

Chwyciłem w dłoń swoją flaszkę, delikatnie nią wstrząsnąłem by sprawdzić jak dużo zostało jeszcze wewnątrz. Ostatecznie wlałem wszystko w siebie

Smutny łyk niczego ;) przecież była pusta.

 

Piszesz dodatkowo o rzeczach nieistotnych. Skoro są nieistotne, to możesz w ogóle o nich nie wspominać, np.:

Nie będę przytaczał jej nazwy

pamiętam, że zadałem wtedy jeszcze wiele innych pytań w tym samym czasie, jednak teraz nie jestem w stanie przypomnieć sobie, czego one dotyczyły.

To, podobnie jak wcześniej wspomniane zaimki, również występuje w ilościach karkołomnych:

Delikatnie parsknąłem śmiechem widząc to, gdyż pozwoliło mi to sądzić, że to tylko zabawa i niczego nie muszę się obawiać.

Sporo zdań jest niepotrzebnie rozbudowanych, np.:

Moje przejęcie potęgowane było tym, iż miała ona zaszyte powieki oraz usta.

Policjanci przestąpili przez prób i skierowałem ich do salonu.

Literówka

W ostatniej wiadomości zapisanej przez Mortiego widniał tekst: „mój królewicz już niedługo będzie przy mnie”. Czytając to, co było tam zapisane, zrobiło mi się niedobrze.

Powtórzenie.

 

A co do samego tekstu, to brakuje Ci jeszcze trochę warsztatu, co oczywiście można wyćwiczyć pisząc teksty i publikując tutaj. Spróbuj z instytucją Bety, ale też postaraj się napisać opowiadania nieco krótsze, np. do 20k znaków – beta więcej wyłapie, ale też chętniej do tego podejdzie. Myślę, że “Zemstę…” dałbyś radę skroić do 25k, może nawet bardziej.

Specem od horrorów nie jestem, bo te czytane rzadko budzą mój strach, no i tutaj tak właśnie jest. Chciałeś napisać chyba coś w stylu “Piły”, ale teksty oparte na okaleczaniu, cięciu, siekaniu i miażdżeniu mają chyba mało zwolenników, ja się do nich nie zaliczam.

Dużo pracy przed Tobą, zatem życzę powodzenia!

 

Pozdrawiam!

 

Edit: jeszcze podział tekstu. Przydałoby się podzielić tekst asteryskami, żeby nieco ustrukturyzować tekst i rozdzielić poszczególne sceny. A do tego gdy zaczyna się przedstawienie z Weroniką, to zrezygnowałeś zupełnie z nowych akapitów i wrzuciłeś wieeelki blok tekstu – przydałoby się to jakoś podzielić.

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć Krokus,

 

dzięki za odpowiedź. W pełni się z Tobą zgadzam. Tekst już mam prawie poprawiony. Fabuła uległa pewnej modyfikacji, ale myślę, że z korzyścią dla całości. 

Niestety nie będę tego w stanie skroić, ale sądzą, że jak czytanie tego będzie łatwiejsze, to i większą ilość znaków odbiorca zniesie :) 

 

W sumie to nie myślałem o “Pile”. Być może jakoś tam analogię można odnaleźć, ale jakby tak się doszukiwać, to pewnie byłaby to mieszanka różnych historii filmowych. 

Początek mocno nurzący, acz może to być tylko moja przypadłość – nie jestem zbyt łakomy na obyczajowe sprawy i łatwo mogę przez nie stracić zainteresowanie fabułą. Ożywiłem się dopiero, gdy pojawił się motyw Darknetu. Nie powiem, parę koncepcji potem też wzbudziło moje zainteresowanie. Jednak tekst w ogólności pozbawiony jest tego, co najbardziej potrzebne w horrorze – napięcia. Nie czułem zagrożenia dla bohatera. Wiele bowiem słów i opisów jest bez emocji, suchych. A bez tego trudno o zaangażowanie z mojej, czytelnika, strony.

Technicznie trochę rzeczy chrobocze, ale czyta się okej.

Podsumowując: pomysł na koncert fajewerków jest, ale wymaga jeszcze dopracowania od strony najważniejszej, bo angażującej samego czytelnika emocjonalnie.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Cześć NoWhereMan,

 

dzięki za Twoją opinię. Pracuję nad poprawą tego tekstu, a bardziej wyciągnięciu z niego esencji – wyrzeźbieniu czegoś ciekawego. Jest coraz lepiej z tego co widzę, ale jeszcze trochę brakuje.

Mam nadzieję, że ostatecznie będzie to naprawdę ciekawe i trzymające w napięciu opowiadanie.

 

Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dzięki !

Sama historia nawet ciekawa, chociaż nieco przewidywalna, podobała mi się.

Gorzej z wykonaniem. Już nie jest źle, ale jeszcze jest potencjał do poprawy.

Wzdrygnąłem się i w tym momencie mój palec przesunął się zbyt daleko niż powinien.

Za dużo grzybków. Albo zbyt daleko i kropka, albo dalej niż powinien. Jedno i drugie znaczy to samo.

Opróżniwszy kolejną butelkę, jego twarz posmutniała.

W zdaniach tego typu nie wolno zmieniać podmiotu, bo wychodzi, że to twarz opróżniła butelkę. Niby piwo trafiło do ust, ale zgrzyta.

Babska logika rządzi!

Cześć Finkla,

 

dzięki za komentarz. Zgadzam się z uwagami. Postaram się prześledzić opowiadanie w poszukiwaniu takich kwiatków, ale trochę będzie to trudne dla mnie jako autora;) 

 

Pozdrawiam serdecznie!

Wiadomo, ślepota autorska. Pomaga wytykanie błędów innym. Jak nauczysz się rozpoznawać bestyjki u kogoś, trudniej im się ukryć w Twoim własnym tekście. Tak mi się wydaje.

Babska logika rządzi!

Staram się betować, na ile tylko starcza mi czasu ;)

Wprowadziłem poprawki – te od Finkli i kilka innych. Więcej nie widzę, chociaż pewnie się tam jeszcze kryją ;) Jakby nie było, to jestem z dumny z ewolucji tego tekstu.

Nowa Fantastyka