- Opowiadanie: Selmir - Wartość wysiłku

Wartość wysiłku

Mój pierwszy eksperyment z tak krótką formą. Będę wdzięczny za wszelkie uwagi. 

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Wartość wysiłku

Jak zwykle to sępy pierwsze zauważyły przybysza. Ich skrzekliwe głosy zbudziły mężczyznę, który siedział na sterczącej pośrodku szarego pustkowia skale. Rozchyliwszy powieki, ogarnął spokojnym wzrokiem rozciągające się po horyzont odludzie. Zmrużył oczy, dostrzegłszy w końcu niewyraźną sylwetkę, przedzierającą się przez kępy suchych traw i kolczastych krzewów. Nie ruszając się z miejsca, odczekał cierpliwie, aż odległa postać podejdzie i nabierze kształtów.

Brwi wojownika powędrowały w górę, kiedy ujrzał, że śniadą twarz przybysza znaczy więcej blizn niż zmarszczek. Zaintrygowany, pochylił się do przodu, obserwując w ciszy, jak młodzieniec przystaje naprzeciwko ciemnego monolitu, by zrzucić z ramion niewielki tobołek i napić się z manierki, która po chwili również wylądowała na ziemi.

– Cóż takiego przywiodło cię do mnie, chłopcze? Jesteś tu w poszukiwaniu śmierci, czy nauki? – zapytał, chociaż pełne nienawiści spojrzenie dało mu już odpowiedź.

Przybysz splunął.

– Nie ma nic, czego chciałbym się od ciebie nauczyć.

Krążące ponad skałą sępy zaskrzeczały entuzjastycznie, gdy dobyta klinga błysnęła w promieniach słońca.

– Poznajesz to ostrze?

Wojownik pokręcił głową, na co młodzieniec zmarszczył gniewnie brwi.

– Należało do mojego ojca. Ojca, którego zabiłeś.

– Jeśli twój ojciec sam mnie odszukał, nie ja odpowiadam za jego śmierć.

Pokryte bliznami oblicze wykrzywił jeszcze większy grymas.

– Mój ojciec był spokojnym człowiekiem! Nie wiedział nawet, kim jesteś i na pewno nie szukał z tobą zwady!

Oczy mężczyzny zaświeciły się.

– Ale ty wiesz, kim jestem, prawda? I mimo to przyszedłeś, by rzucić mi wyzwanie?

– Nie obchodzi mnie, kim jesteś. Liczy się wyłącznie to, co zrobiłeś.

Wojownik uśmiechnął się.

– Dobrze powiedziane!

Płynnym ruchem zsunął się z wysokiej skały, lądując lekko i bezgłośnie. Dwie klingi, czarną i białą, pozostawił jednak bezczynnie zawieszone przy pasie.

– Dobądź broni – zażądał niecierpliwie młodzian.

– Zmuś mnie.

Przybysz zawahał się, ale tylko na chwilę.

Pierwsze cięcie wymierzone było w twarz mężczyzny, następne dwa w żebra. Wszystkie chybiły, lecz nie zniechęciło to młodzieńca, który dalej wyprowadzał cios za ciosem, nie okazując nawet cienia frustracji czy niepokoju, gdy raz za razem trafiały one w próżnię. Choć jego wcześniejsze słowa przepełniał gniew i nienawiść, ruchy pozostawały całkowicie wyzute z emocji, sprawne i metodyczne. Nie potrafiły jednak sięgnąć celu.

Ciekaw możliwości swego przeciwnika, wojownik długo ograniczał się do uników, zanim samemu zaatakował. Postąpiwszy krok do przodu, walnął go otwartą dłonią w splot słoneczny. Uderzenie posłało młodego szermierza w powietrze. Wylądował z hukiem kilkanaście stóp dalej, ale nie wypuścił z ręki miecza i szybko dźwignął się na nogi, by po wzięciu ochrypłego oddechu ponowić natarcie.

Mężczyzna zmarszczył czoło, uchylając się przed pionowym cięciem, które miało rozpłatać mu czaszkę na dwoje. Stojący przed nim człowiek nie był nowicjuszem. Jak dotąd nie uczynił żadnego zbędnego ruchu, nie popełnił żadnego błędu. Ktoś taki musiał dostrzegać dzielącą ich kolosalną przepaść. Mimo to podnosił się kolejne trzy razy, gdy wrogie ataki powalały go na ziemię, ani na moment nie tracąc determinacji. Dopiero, kiedy stało się to po raz czwarty, wojownik w końcu zrozumiał. Młodzieniec przyszedł tu gotów na śmierć.

Jego dłoń powędrowała ku owiniętej skórą rękojeści. Jednym płynnym ruchem dobył białą klingę, rozpłatał nią brzuch przeciwnika i schował miecz z powrotem do pochwy. Następnie usiadł naprzeciwko szermierza, który osunął się na kolana, wbijając wzrok w ciemną plamę na swojej koszuli. Po chwili dało się słyszeć zmęczony, ale wciąż hardy głos.

– Myślisz, że już po wszystkim? Raniono mnie gorzej.

Mężczyzna uśmiechnął się lekko.

– Wierzę ci. Ale nie taką bronią. Walka dobiegła końca. Przegrałeś.

Poznaczona bliznami twarz zwróciła się w stronę wojownika, by posłać mu jeszcze jedno nienawistne spojrzenie. Później jednak wygładziła się i młodzieniec zamknął oczy, odetchnąwszy z ulgą kogoś, kto nie musiał niczego żałować. Obaj wiedzieli, że zrobił wszystko, co było w jego mocy. Mężczyzna zerknął na rosnącą na ziemi kałużę krwi, a następnie na krążące coraz niżej sępy.

– Nie pamiętam twojego ojca, ale zapamiętam ciebie. 

Koniec

Komentarze

Selmir fajny szort! Ja się nie znam więc nic nie mogę powiedzieć poza moje odczucia :) Zakończenie refleksyjne i fajne.

 

Pozdrawiam.

Jestem niepełnosprawny...

Niestety, nie bardzo wiem, co powinnam czuć po lekturze. Ot, przyszedł, powalczyli, zginął… obawiam się, że dla mnie nic z tego nie wynika. Ciężko mi napisać coś więcej z wrażeń – lektura nie wzbudziła większych emocji czy refleksji.

Cześć!

 

Opisałeś scenę walki bez kontekstu i wyjaśnienia kim są bohaterowie. Spodziewałam, że na końcu będzie z tego jakiś morał, ale nic takiego nie nastąpiło. Tekst jest napisany sprawnie, poza paroma niezbyt zgrabnymi zdaniami np. Rozchyliwszy powieki, ogarnął spokojnym wzrokiem rozciągające się po horyzont odludzie. Lekturę trochę utrudnia brak imion bohaterów, bo posługujesz się określeniami wojownik, szermierz, mężczyzna itd. i w końcu nie wiadomo kto jest kim. 

Poznaczona bliznami twarz zwróciła się [+w] stronę wojownika, by posłać mu jeszcze jedno nienawistne spojrzenie.

 

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Hej, Selmir!

 

Syn za wszelką cenę chciał pomścić ojca, albo zginąć próbując, Prometeusz (po kilkunastu pierwszych linijkach myślałem, że to faktycznie Prometeusz i celowo ukrywasz jego imię) natomiast jako over-powered docenia to poświęcenie, wolę walki i nieustępliwość. Ok, to mi się kupy trzyma.

Wydaje mi się, że chciałeś pozwolić się nam wcielić w każdego z bohaterów. Wydaje mi się, że to za dużo. Lepiej by wyszło, jakbyś jednego z tych bohaterów (chyba naturalniej by wyszedł “Prometeusz”) lepiej zarysował, byśmy mieli jedną jasną stronę konfliktu, a drugą zagadkową. Bo jeśli obie są tylko lekko naszkicowane, to trudno wyczuć stawkę. Trudno też czuć strach, jeśli do walki przystępuje taki over-power.

Technicznie całkiem ok, choć jeszcze kilka rzeczy można by przyszlifować ;)

 

Pozrawiam!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Zgrabnie napisany szort. Zdecydowanie wolę dłuższe historie, ale obiektywnie rzecz biorąc, wyszło Ci to dobrze. Postaci są nieźle zbudowane jak na tak krótki tekst, choć faktycznie miło byłoby wiedzieć o nich nieco więcej. Chciałoby się poznać historię ojca i powody, dla których zginął. No i, gdzie młodzieniec nauczył się walczyć? :) 

Na koniec miałam mieszane odczucia. Nawiązując do tytułu – wysiłek był teoretycznie wart swojej ceny, bo bohater poczuł ulgę. Mimo wszystko to dość tragiczne zakończenie. Doceniam jednak jego szczerość: nie wszystko zawsze kończy się dobrze. To chyba dobre podsumowanie. 

Cóż, Selmirze, opisałeś scenę pojedynku tajemniczego wojownika z równie tajemniczym mścicielem ojca. Czytało się to całkiem nieźle, ale nijak nie potrafię się domyślić, co chciałeś opowiedzieć.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć!

 

Sam zamysł przywołał opowiadanie „Najlepszy wygrywa” K.J. Parkera. Tu mamy wyłącznie scenkę pojedynku, który trochę się jednak dłużył. Kontekstu nie było żadnego, ale pewnie takie Autor przyjął założenie. ;-)

Szort jest napisany całkiem sprawnie, choć zdarzyły się lekkie zgrzyty.

 

– Myślisz, że już po wszystkim? Raniono mnie gorzej.

 

– czy to nawiązanie do Czarnego Rycerza ze „Świętego Graala” (przeczuwam, że niezamierzone)? ;-)

 

Pozdrawiam!

"Kozy mają mnie w nosie, a psy na ogonie." T. Rałowski

Świetnie opisana scena, klimatycznie, chociaż brak możliwości bliższego poznania bohaterów mocno mi doskwierał. Tak czy inaczej, pomysł bardzo mi się podoba. Mogłabym przeczytać rozwiniętą wersję. Pozdrawiam!

Dziękuję bardzo za wszystkie uwagi! 

Trochę wahałem się przed wstawieniem tekstu, ale cieszę się, że to zrobiłem, bo Wasze komentarze dały mi sporo do myślenia. 

Miło mi słyszeć, że niektórym czytelnikom tekst przypadł do gustu, czyli eksperyment chociaż częściowo się powiódł :)

 

Alicella

Dzięki za czujność, już wstawiłem zagubione “w”.

Jedna z postaci miała być nawet nazwana, ale ostatecznie uznałem że skoro ograniczam kontekst do minimum to spróbuję pójść z tym na całość. Najwyraźniej był to jednak błąd, skoro utrudniło to lekturę. 

 

Krokus

Zastanawiałem się, czy nie zrobić tekstu bardziej z punktu widzenia “Prometeusza”, albo nawet rozdzielić go na połówki, z których każda ukazuje punkt widzenia jednej z postaci. Może rzeczywiście niesłusznie odszedłem od tych pomysłów. Miało być enigmatycznie, ale z komentarzy wnoszę że wyszło aż zbyt niekonkretnie. 

 

ocmel

Przyznam, że miałem lekki problem z selekcją tego, które informacje na temat postaci zawrzeć, żeby nie zapchać tekstu potencjalnie zbędnymi objaśnieniami. Wygląda na to, że ostatecznie przesadziłem z “obcinaniem” tekstu. 

Cieszy mnie, że zakończenie wywołało jakieś emocje, nawet jeśli mieszane :)

 

regulatorzy

Gdybym miał (jeszcze bardziej) streścić opowieść, czy może ten element, na którego przekazaniu mi zależało, to byłby to wątek młodzieńca, który nie czuje się zwolniony z obowiązku, by zrobić wszystko co w jego mocy aby pomścić ojca, mimo że wie, że jest to cel nieosiągalny. I ostatecznie ten wysiłek włożony w skazaną na porażkę próbę zemsty jest tym, co osiąga jakiś skutek – młodzieniec zostaje zapamiętany. 

Ale mam świadomość, że skoro muszę wspierać tekst tego typu komentarzem, to niestety mi on nie wyszedł. 

 

FilipWij

Ograniczenie kontekstu do minimum rzeczywiście było zamierzone, ale nawiązanie do Monty Pythona już nie :)

 

aldanari

Miło mi słyszeć, że tekst się spodobał. Kto wie, może kiedyś spróbuję napisać bardziej doszlifowaną/rozwiniętą wersję tej historii :)

Scenka jak ze starych filmów kung-fu.

 

– Zabiłeś mojego ojca! Pomszczę go!

– Możesz próbować, moje kung-fu jest lepsze od twojego!

Bach, bach, bach.

Arghhhhh…

– Zabiłeś mnie…

 

Opowiadanie potraktuje jako wprawkę w pisaniu, bo do “rasowego” szorciaka zabrakło przesłania/puenty/morału (?). Czegokolwiek, co sprawi, że ta historia zostanie na dłużej w pamięci.

Bylem psychologiczną osobliwością chwytającą fotony szczęścia, by na zawsze uwięzić je w grawitacyjnym więzieniu pułapki mojej depresji.

Selmirze, nie miałam problemu ze streszczeniem tekstu, natomiast nie dopatrzyłam się w nim żadnej historii, że o braku fantastyki nie wspomnę.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć!

 

Ładnie opisana scenka. Krótko i na temat. Walka trochę jak z filmu (w realu, imho, walki na broń białą trwają dosyć krótko, zwłaszcza, jeżeli jeden z przeciwników ma broń i potrafi jej używać, a drugi jej nie ma, albo nie chce dobyć). Przydałaby się jeszcze jakaś fabuła, może warto dopisać jeszcze kilka tyś. znaków, by czytelnicy mogli lepiej zrozumieć sytuację? 

Wylądował z hukiem kilkanaście stóp dalej, ale nie wypuścił z ręki miecza i szybko dźwignął się na nogi

Kilkanaście stóp… Człowiek uderzony z taką siłą w splot słoneczny to raczej umiera, albo jest zdrowo połamany. To jak potrącenie przez samochód.

 

Pozdrawiam!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Cześć

 

Rozchyliwszy powieki, ogarnął spokojnym wzrokiem rozciągające się po horyzont odludzie. Zmrużył oczy, dostrzegłszy w końcu niewyraźną sylwetkę,

Subiektywne, a mnie osobiście chrzęszczą w oczach te wszystkie -wszy i -łszy. Takie udziwnienie na siłę. Można to było napisać prościej i płynniej. 

 

Nie ruszając się z miejsca, odczekał cierpliwie, aż odległa postać podejdzie i nabierze kształtów.

Jak podeszła to już nie była odległa ;]. 

 

Brwi wojownika powędrowały w górę, kiedy ujrzał, że śniadą twarz przybysza znaczy więcej blizn niż zmarszczek.

Mam podobne wrażenie jak Alicella – niedookreślenie bohaterów we wstępie dezorientuje. Nie wiadomo kto jest kto. W dalszej części tekstu, gdy Czytelnik oswoi się z postaciami nie ma problemu. Tutaj sugeruję dookreślić. 

 

Wszystkie chybiły, lecz nie zniechęciło to młodzieńca, który dalej wyprowadzał cios za ciosem, nie okazując nawet cienia frustracji czy niepokoju, gdy raz za razem trafiały one w próżnię.

W scenie dynamicznej proponuję zastosować krótkie i proste zdania. Długie, a do tego wielokrotnie złożone sprawiają, że tempo zupełnie siada. 

 

Mężczyzna zmarszczył czoło, uchylając się przed pionowym cięciem, które miało rozpłatać mu czaszkę na dwoje. Stojący przed nim człowiek nie był nowicjuszem.

j.w. – nie wiem o kim mowa :/

 

Generalnie całkiem udana wprawka warsztatowa. Większych błędów nie ma, jedynie trochę fikołków, które sprawiają, że Czytelnik utyka w tekście. Niedużo potrzeba, żeby to wygładzić.

 

pozdro

M.

 

 

kalumnieikomunaly.blogspot.com/

To ja się powtórzę, bo już Ci o tym pisano: całkiem udana wprawka. Sama walka raczej mało dynamiczna i wyzuta z emocji, za to całość napisana sprawnie. Powiadasz, że tam gdzieś chciałeś upchnąć Prometeusza? Oprócz sępów to nie widze tu zbyt wielu nawiązań.

Za to puenta mi się podobała i to bardzo. Jest taka filmowa :)

 

Pozdrawiam

Q

Known some call is air am

Dziękuję wszystkim za lekturę i uwagi!

 

krar85

Chyba rzeczywiście nieco przesadziłem z obcinaniem tekstu. Może w przyszłości napiszę pełniejszą, bardziej dopracowaną wersję tej historii. 

 

MordercaBezSerca

Dziękuję za uwagi. Zastanowię się, jak ponaprawiać te niedociągnięcia. Wygląda na to, że niesłusznie zrezygnowałem z imion postaci, ułatwiłbym sobie pisanie a czytelnikom lekturę. 

 

Outta Sewer

Prometeusz był akurat “pomysłem” jednego z czytelników, sam zdałem sobie sprawę z tych przypadkowych podobieństw dopiero po lekturze komentarzy. Później posłużyłem się tym imieniem w odpowiedzi tylko po to, żeby było wiadomo, o którą postać konkretnie mi chodzi :)

Cieszy mnie, że zakończenie Ci się podobało!

Cześć, Selmirze!

 

Historia przywiodła mi na myśl sceny ze starych westernów. Piszesz poprawnie, choć widzę pewne mankamenty. Moim zdaniem początek jest zbyt gęsto naszpikowany przymiotnikami. W warstwie logicznej to nie jest błąd, ale mi było ciężko wyobrazić sobie tak szczegółową scenerię. Myślę, że gdybyś początek nieco przeciągnął i dodał dynamizmu, to nabrałby więcej barw. Oczywiście ma to swoje wady, a najprościej wyeliminować niektóre przymiotniki.

Zdarzają Ci się też, moim zdaniem, mało obrazowe określenia, np.: “Brwi wojownika powędrowały w górę, kiedy ujrzał, że śniadą twarz przybysza znaczy więcej blizn niż zmarszczek”. Znów, w sensie logicznym jest OK, ale jak ja mam sobie wyobrazić, że jego twarz znaczy więcej blizn niż zmarszczek? Musiałbym znać ilość zmarszczek na jego twarzy. A nawet zakładając, że po prostu ma zmarszczki tam, gdzie zwykle mają ludzie, to zobacz, jakiej muszę dokonać ekwilibrystyki, by zrozumieć, że przybysz ma twarz pokrytą w jakimś stopniu bliznami. Innymi słowy – można to napisać prościej albo mocniej się skupić na tym opisie i nieco go przedłużyć, choć wtedy można przedobrzyć i zacząć nudzić; między innymi dlatego pisarstwo to trudna sztuka.

Zdarzają Ci się również – tu znowu zaznaczam, że to moje zdanie i być może są odbiorcy, którym się to podoba – niepotrzebne dopowiedzenia, jak tutaj: “Wszystkie chybiły, lecz nie zniechęciło to młodzieńca, który dalej wyprowadzał cios za ciosem, nie okazując nawet cienia frustracji czy niepokoju, gdy raz za razem trafiały one w próżnię”. Powtarzasz tę informację, przez to zdanie zatacza koło. I rozumiem, że tamte ciosy chybiły, a on wyprowadził nowe, które też chybiły, ale ja już wiem, że on nie trafia. Co innego gdyby go trafił albo drasną, wtedy mamy nową informację i zdanie idzie do przodu.

Tu z kolei nie wiedziałem, kogo dotyczy zaimek: “Dopiero, kiedy stało się to po raz czwarty, wojownik w końcu zrozumiał. Młodzieniec przyszedł tu gotów na śmierć. Jego dłoń powędrowała ku owiniętej skórą rękojeści”. W trzecim zdaniu podmiot jest domyślny, a domyślam się, że dotyczy podmiotu zdania poprzedniego, czyli młodzieńca. A chyba jednak nie. Poza tym mieszali mi się bohaterowie, moim zdaniem lepiej byłoby nadać im charakterystyczne imiona niż nazywać wojownikiem, młodzieńcem, szermierzem, przybyszem; właśnie przez to trudno mi była się z nimi utożsamić.

Niewiele mogę powiedzieć o samej fabule, bo skraca się ona do – przybył młodzieniec mścić ojca, ale nie pomścił, tylko zginął, jednak walczył dobrze, dlatego wojownik go zapamięta. I nie potrafię nic z tego wysnuć. Za to widzę, że masz potencjał w stylu. Jest on szczegółowy i mógłbyś nim tworzyć barwne i zajmujące historie, gdybyś tylko potrafił utrzymać pióro w ryzach.

Hmm, odczytałam to, jako opowieść o bezsensowności zemsty. Młodzieniec czuje się w obowiązku pomścić ojca, podporządkowuje temu całe swoje życie, o czym świadczą jego umiejętności, mimo że wie, iż nie ma najmniejszej szansy, by owej zemsty dokonać. Nie poddaje się, bo obowiązek… Zabicie go przez przeciwnika byłoby w tym układzie aktem łaski.

Trochę do takiej interpretacji nie pasuje tytuł i lekki podziw ze strony przeciwnika.

Chyba jednak wolałabym rozwiniętą historię. Ale napisane ładnie, czytało się przyjemnie.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Cześć, Palaio!

Dziękuję Ci za uwagi. Rzeczywiście wygląda na to, że trochę przedobrzyłem przy tym tekście. Miał być krótki i prosty, ale skrótowość ostatecznie najwyraźniej utrudniła lekturę zamiast ułatwić. Po lekturze Waszych komentarzy na pewno inaczej bym się za niego zabrał, wydłużył całość, ponazywał bohaterów etc. 

 

Irka_Luz

Cieszy mnie, że lektura była przyjemna. Dziękuję za odwiedziny i komentarz!

Hejo, Selmirze.

Uważam, że zawarty tutaj pomysł sprawdziłby się znacznie lepiej jako rozwinięte, pełnoprawne opowiadanie. Scenka jest klimatyczna i opisana bardzo sprawnie (brak uwag technicznych od Reg robi piorunujące wrażenie :D) i chylę czoła za wykonanie, ale podobnie jak pewnej części czytelników zabrakło mi tu sedna. Ot, po prostu walka, która nie wywołała we mnie większych emocji, a to wszystko dlatego, że nie wiedziałem nic o bohaterach i z żadnym nie potrafiłem się utożsamić. Nawet nie nadałeś im imion i przez chwilę pomyślałem, że celowo, ale nie. 

Jako koncept służący czemuś obszerniejszemu tekst zdałby natomiast egzamin ;)

Pozdrawiam!

Hej, AmonRa.

Dziękuję Ci bardzo za uwagi. Poprzedni czytelnicy już zdołali mnie przekonać, że pomysł nadawał się bardziej na dłuższą formę :D

Pozdrawiam!

Nowa Fantastyka