- Opowiadanie: Mariner79 - Wierność polecenia jedność

Wierność polecenia jedność

Chwilowy brak pomysłu związanego z Science-Fiction,  na opowiadanie w kosmosie, zmusił mnie do napisania czegoś nowego. Jeśli ktoś uznał, że warto pomóc autorowi, ocenić czy zapisać coś więcej, proszę pisać komentarze.

Dziękuję i pozdrawiam, Bogumił

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Wierność polecenia jedność

Wczorajszy, deszczowy dzień na planecie Układu Słonecznego, nie przyniósł zbytnich zmian, małej osadzie Górnego Śląska. Kazimierz powstawał na nogi – wczesnym rankiem – ogólny stan zdrowia, nie dawał żadnych szans na robienie skomplikowanych planów, jak za dawnych i dobrych lat. Z dnia na dzień, samopoczucie człowieka odpowiedzialnego za kierowanie opustoszałym, ceglanym, prawie rozpadającym się domem, wydawało się coraz mniej atrakcyjne. Przypominał sobie, minione już chwile, które przelatywały przez rozszarpane myśli, słyszał roztargnione krzyki zidiociałych szyderców, wysyłających niewyobrażalne polecenia wielkiemu transmiterowi. Spotykał właśnie ten automat, przekazywał najświeższe informacje, o każdym człowieku… zdecydowanie cały majątek – w postaci danych kodu DNA i RNA, nie mógł ulec zmarnowaniu czy jakiemukolwiek uszkodzeniu. Ciągłe przekazywanie tej samej wiadomości – z pokolenia, na pokolenie – nie było ulubionym zajęciem Kazimierza, bo był zdziwiony i ciągle markotny, posiadał sto procent wykonanych celów, które pragnął zdobywać kiedyś od życia. Do osiągnięcia pełnego zadowolenia, było jednakże dosyć daleko, a chodziło głównie o przyjaciół – tych dostających w tyłek od życia, takich co opuścili miejsce swojego bytowania z różnych powodów – również takich, którzy ponieśli nagłą śmierć. W jaki więc sposób, mógł wykonywać planowane cele, bez robienia ważnych planów? 

Przekonania znanych profesorów fizyki na uniwersytecie, ciekawych zasad o otaczającym nas świecie, skutków usuwania radioaktywnych odpadów w kosmos, były bardziej lub mniej, rozpowszechnione opinii publicznej.

– Czy zastanawiałeś się, nad miejscem swojego dorastania, kwestiami dotyczącymi wiary, poruszanymi przez starożytnych Rzymian, bądź usłyszanym dźwiękiem, po swoich narodzinach? – zapytała Irenka, dość zmęczona ciągłym powtarzaniem tematu.

Zaskoczenie na twarzy Kazimierza, wydobywało się z wnętrza najskrytszych myśli, jakie kiedykolwiek wyrażał lub wyraził, w stronę bliskiej przyjaciółki.

– Starzejemy się, moja droga przyjaciółko? Będziesz miała swoją nagrodę, jeśli zdradzisz mi, dlaczego interesujesz się głębokimi treściami starożytnych Rzymian.

– Jaką nagrodę?

– O taką sprawę, będę się martwił osobiście – specjalnie dla Ciebie Irenko… – lepiej chodźmy na drugie piwko.

Koleżanka siedząca naprzeciwko, wyrażała wciąż obrażonym spojrzeniem, jakby dwuznaczne zainteresowanie, takiego typu spotkaniem – coś pomiędzy strachem, a pragnieniem udania się do salonu kosmetycznego.

– Zdecydowałaś się, czy pójdziesz ze mną?

– Być może.

– Masz dziwne podejście do przyjaciela – dla jednego jesteś miła, a dla drugiego przestajesz żartować – pamiętaj Irenko, że jest to moja, skromna opinia.

Znajomi szybko pożegnali się ze sobą, idąc każdy we własnym kierunku. Słońce zachodziło za horyzont, rumieniąc się bardziej miło, niż wczorajszego popołudnia.

– Prezenty… nieustanne kupowanie, sprzedawanie i wymienianie paczek na Boże Narodzenie! – Stare zdjęcia przyjaciół szpitala psychiatrycznego milczały, starsze niż grzane piwo i obgryzione przez czas, stojące na pułkach małego pokoju.

– Choćby dzisiaj – powiedział cichuteńko wielki transmiter. 

– Mam problemy psychiczne – nerwice, pobudliwości myślowe, natręctwa czy depresje maniakalne. Na dodatek neuropatyzm trzeciego stopnia. – Właśnie w taki sposób, lekarze psychiatrzy pomagali chorym i odwiedzającym szpitale psychiatryczne.

– Jesteś chory psychicznie? Nie powiedziałbym takiego głupstwa, zwłaszcza tobie.

– Skoro jesteś, aż tak bardzo inteligentny, proszę o numer seryjny, ukazujący moje dane w kosmosie. – Kazimierz usiadł na kanapę, gdyż był wielce zmęczony i bardzo rozdrażniony zachowaniem koleżanki.

– GammA 01011-9 numer, będziesz zadowolony mój przyjacielu.

Zmęczony własnym rozumem oraz brakiem koleżanki – właściciel swojego pokoju – podszedł do małego, żelaznego sejfu… wyciągnął pistolet… przystawiając lufę do głowy.

– Nigdy nie mów numeru, nigdy nie mów do mnie "mój przyjacielu". Żegnam, mój wielki transmiterze…

Kazimierz nacisnął spust pistoletu z tłumikiem, roztrzaskując połowę swojej głowy.

– Kolejna, czarna dziura typu Delta M87. Myślałem, że będziesz inny… mój przyjacielu. GammA 01011-9 numer…

Na schodach klatki bloku mieszkalnego, szczupła i radosna osoba, wchodziła na pierwsze piętro, kierując się w stronę mieszkania Kazimierza Gruczkowskiego.

– Irenka zmieniła zdanie?! – wielki transmiter, przyciszył swoją mowę, obserwując ciągle zmasakrowane zwłoki – przy przyjaciółkach takich wariatów, zawsze musiał być przyciszony.

– Jestem w domu, Kazimierz? Byłam tylko kupić kilka napojów CC i S. – Irena spojrzała tylko raz, zwłoki jej najlepszego kolegi, leżały sobie bezwładnie na podłodze. Ścierając krew, myślała czemu jedni pacjenci są wyleczeni, a drudzy kombinują. – Pewnie ukrywałeś całą prawdę… mój przyjacielu.

Koniec

Komentarze

Marinerze79, niespełna pięć tysięcy znaków to jeszcze nie opowiadanie. Bądź uprzejmy zmienić oznaczenia na SZORT.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć!

 

Mam wrażenie, że jest w tym tekście jakiś głębszy przekaz, ale nie potrafię go dostrzec. Wydaje mi się, że z jakiegoś powodu Transmiter doprowadza ludzi do obłędu, a gdy popełniają samobójstwo, to we wszechświecie pojawia się nowe ciało niebieskie. Kazimierz okazał się czarną dziurą, co Transmitera rozczarowało.

Zaznaczyłeś tag absurd, więc nie wiem, czy w ogóle brać pod uwagę tragiczne wykonanie techniczne, bo może była to zamierzone, ale mnie bardzo przeszkadzały nielogiczne zdania i toporne wyjaśnienia oraz błędna odmiana i zaniedbanie interpunkcji. Myślniki w dialogach też nie pomagają w odbiorze.

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Hej, hej

Lekturę tego tekstu muszę, niestety, zaliczyć do równie “przyjemnej” czynności, co wbijanie sobie gwoździa w oko. Mam wrażenie, że odpaliłeś karabin maszynowy ze znakami interpunkcyjnymi i pociągnąłeś po opowiadaniu pełną serią, umieszczając nieszczęsne przecinki, gdzie popadnie. Niezwykle utrudniłeś proces czytania, niektóre zdania musiałem przebiegać wzrokiem dwukrotnie z powodu samej interpunkcji.

Dialogi są wyjątkowo nienaturalne. Na przykład:

– Czy zastanawiałeś się, nad miejscem swojego dorastania, kwestiami dotyczącymi wiary, poruszanymi przez starożytnych Rzymian, bądź usłyszanym dźwiękiem, po swoich narodzinach?

– O taką sprawę, będę się martwił osobiście – specjalnie dla Ciebie Irenko… – lepiej chodźmy na drugie piwko.

Kto tak mówi? (pomijam zapis Ciebie wielką literą czy mylące półpauzy w dialogu). Rozumiem, że język pisany różni się od mówionego, ale bez przesady.

 

Pomysł może jakiś był, ale fatalne wykonanie pogrzebało go kompletnie.

Oczywiście to moja skromna opinia.

Pozdrawiam

Marinerze, przeczytałem twoje opowiadanie.

Sprawnie operujesz aparatami pojęć s-f, potrafisz też umieścić bohatera w zalążaku ciekawej akcji, natomiast, pomijając wątki warsztatowe i literackie, to tematykę uznałbym za psychologicznie niepokojącą.

Zakończenie pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi.

Pozdrawiam, Zalth.

 

Bylem psychologiczną osobliwością chwytającą fotony szczęścia, by na zawsze uwięzić je w grawitacyjnym więzieniu pułapki mojej depresji.

Hej, Mariner!

 

Zostałem z wielkim WTF na koniec. Nie ogarnąłem tego, a przy tym kwestie techniczne dość mocno utrudniają odbiór. Łapanki nie będzie, bo jestem na wakacjach ;)

W wielu zdaniach mam wrażenie, że nie dbasz o to jak czytelnik je odbierze, tylko piszesz tak jak Ci pasuje. My nie mamy Twojej wiedzy o opowiadaniu, więc w takich sytuacjach zwyczajnie się gubię.

Tag “Absurd” jest albo mylący, albo mój odbiór w nie nie trafia.

 

Nie wiem ile dałeś tekstowi odleżeć i ile czasu poświęciłeś redakcji, ale warto nad tym jeszcze popracować.

 

Pozdrawiam!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Pamiętam Twoje poprzednie opowiadania. Ten tekst wydaje się bardziej zrozumiały, z wyraźnie zarysowanymi bohaterami. Bardzo smutne opowiadanie, bo gdyby zapomnieć o transmiterze, można odczytać przekaz całkiem realistycznie. Na początku opowiadania dużo nadmiarowych przecinków, czy to było zamierzone? Warto by było rozbudować ten tekst lub kolejne, Kazimierz wydaje się ciekawą postacią.

Bardzo dziękuję za komentarze dotyczące mojego krótkiego opowiadania “Wierność Polecenia Jedność”. Jestem szczerze zachwycony i usatysfakcjonowany pozytywami, które zostały uwzględnione w opiniach moich czytelników. Postaram się poprawić każdy błąd oraz zmienić wszystkie niezrozumiałe akapity.

Dziękuję i zapraszam do czytania kolejnych moich szortów…

Mariner79

Koniec życia, ale nie miłość

Hmmm. Popełniasz te same błędy co zwykle – szalejące przecinki, nienaturalnie albo i niegramatycznie skonstruowane zdania, skomplikowane opisy, gdzie wystarczyłoby jedno słowo… I one utrudniają zrozumienie tekstu.

Już sam tytuł jest niejasny. Można być wiernym rozkazom, więc pewnie i poleceniom. Ale wtedy “wierność poleceniu”. Chyba że polecenie zostało przetłumaczone i mowa o wierności tłumaczenia. Ale jak do tego doczepić “jedność”? Może to treść polecenia, ale wtedy warto jakoś to podkreślić, na przykład cudzysłowem. Ogółem – same niewiadome.

W rezultacie nie wiem, co tu się zadziało, ale dziwi mnie, że osoba chora psychicznie ma dostęp do broni.

stojące na pułkach małego pokoju.

Sprawdź w słowniku, co znaczą “pułki”. Możesz się zdziwić.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka