- Opowiadanie: Saturnin T. Grudziński - Fantazma

Fantazma

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Fantazma

Za oknem miasto pogrążyło się w ciemnościach. Wieczór nastał niebywale szybko jak na letnią porę.

Filip postawił kilka butelek piwa na małym, drewnianym stoliku i usiadł wygodnie na kanapie przed telewizorem. Był cholernie wykończony. Bolący kręgosłup doskwierał mu najbardziej, lecz to nie przyćmiło jego zadowolenia i miał zamiar spędzić wieczór z wyśmienitym, niemieckim browarem.

Przez cały dzień pracował w swoim warsztacie stolarskim, robiąc krótkie, sporadyczne przerwy na papierosa. Chciał skończyć zamówienie na czas, a on zawsze dotrzymywał słowa. Dane klientowi słowo cenił bardziej niż pieniądze.

Zawód stolarza napawał Filipa dumą i traktował ten fach bardzo poważnie. Wkładał w to całe serce oraz duszę. Jego obdarzony niemałą wyobraźnią umysł w połączeniu ze zwinnymi palcami pozwalał mu wykonywać piękne rzeczy z drewna. Czasami czuł się jak artysta tworzący dzieła sztuki.

Siedział tak do późnej nocy, popijając jedno piwo za drugim. W końcu zmęczenie wzięło górę nad organizmem. Wyłączył telewizor i powlókł się do sypialni.

Tej nocy miał dziwny sen…

Znajdował się w białym pomieszczeniu bez okien. Próbował wstać z łóżka, ale jakaś niewidzialna siła przytrzymywała go, nie pozwalając mu się ruszyć. Słyszał kobiecy głos nawołujący jego imię. Nerwowo wodził wzrokiem po pokoju, lecz nikogo nie dostrzegał.

Na przeciwległej ścianie zaczęły pojawiać się niewielkie znaki. Powstawały z wolna, jakby niewidzialna dłoń kreśliła tajemnicze wzory. Linie, które łącząc się ze sobą i przecinając na różne sposoby, tworzyły skomplikowane w budowie bryły geometryczne. Filip nie wiedział co one mogą oznaczać. Obserwował tylko, jak przybywało coraz więcej znaków. Pokrywały teraz sufit. Symbole lśniły lekko na czerwono. Świeże i wilgotne.

Krew?

Słowa kobiety dochodziły zewsząd, brzmiały wewnątrz czaszki.

Przebudził się z ustami otwartymi w niemym krzyku. Serce waliło jak oszalałe, chcąc wyrwać się z klatki piersiowej. Spływające krople potu na skórze, sprawiały wrażenie dotyku zimnych palców. W ustach czuł nieprzyjemny, metaliczny posmak z domieszką chmielu. Chociaż okno było zamknięte, temperatura w sypialni wyczuwalnie spadła w dół o kilka kresek.

Zapaliwszy lampkę stojącą na szafce obok łóżka, zauważył, że elektroniczny budzik przestał działać. Pewnie bateria padła. Ale miałem koszmar, pomyślał. To pewnie od nadmiaru wypitego piwa. Wiedząc, że już nie zaśnie, postanowił pójść do łazienki, aby się odświeżyć i pozbyć tego smaku podeszwy w ustach.

Namacał dłonią włącznik i nacisnął go. Nic. Łazienka nadal tonęła w mroku. Co jest? Spróbował raz jeszcze, tym razem się udało. Kwadratowy plafon przymocowany do sufitu rozbłysnął mlecznym światłem.

Nie był sam…

W rogu pomieszczenia, obok kabiny prysznicowej stała kobieta. Filip podskoczył do góry przestraszony. Jak ona weszła do domu?

Długie, blond włosy odbijały mlecznobiałe światło. Z głową lekko przechyloną na bok, wpatrywała się w niego wzrokiem pełnym bólu. Z oczu ciekła krew, przecinając policzki cienkimi stróżkami. Czarne usta kobiety poruszały się nieznacznie. Mówiła, ale Filip z początku nie rozumiał ani słowa. Zimne, ruchliwe palce strachu przebiegły mu wzdłuż kręgosłupa. Dopiero po chwili kakofonia dźwięków brzmiąca w jego głowie ułożyła się w słowa. Przebiegł go dreszcz.

– Wróć… proszę…

Drzwi do łazienki zatrzasnęły się z głośnym hukiem za jego plecami. Żarówka zamknięta w szklanej obudowie zaczęła migać.

To tylko sen, wmawiał sobie, jej tu, tak naprawdę nie ma. Kobieta ruszyła nagle w jego kierunku. Nie poruszała nogami, tylko unosiła się kilka centymetrów nad podłogą. Stało się to tak szybko, że nie zdążył zareagować. Błyskawicznie wyciągnęła szponiastą dłoń i pochwyciła przerażonego Filipa za szyję. Ścisnęła mocno. Żarówka na przemian to zapalała się, to gasiła, jakby ktoś pstrykał włącznikiem w szybkim tempie. W tym stroboskopowym świetle Filip dostrzegł wykrzywione w uśmiechu czarne usta kobiety.

Zrobiło się ciemno.

Nagle…

W końcu…

Otworzywszy oczy krzyknął. Wszystko wirowało i zlewało się w niewyraźny obraz. Całe ciało straszliwie bolało. Słyszał jakieś głosy, przytłumione, dochodzące gdzieś z oddali. Potem ujrzał kilka postaci pochylających się nad nim. Dostrzegał tylko kontury sylwetek, nie był w stanie rozpoznać rysów twarzy. Rozmawiali ze sobą. Wychwytywał tylko pourywane słowa.

– Musimy szy… przewieźć… oddział intensywnej…

– Jest… czas monitorowany.

– Dobrze… zapis… czej stracimy go.

Próbował coś powiedzieć, ale słowa niczym knebel ugrzęzły w gardle. Nie miał sił podnieść głowy, przy której te postacie coś grzebały. Doszedł go metaliczny zgrzyt, po czym stracił przytomność. Znowu nastała ciemność.

… ciemność…

Uchyliwszy powieki ujrzał biały pokój. Natychmiast targnął nim lęk, który spływając, przycisnął go swym ciężarem mocniej do łóżka. Znał to pomieszczenie. Takie samo widział w koszmarze sennym. O nie, tylko nie to, przemknęło mu przez myśli, czy ja dalej śnię?

Obok łóżka siedziała kobieta. Dłonie trzymała na kolanach. Długie blond włosy opadały na ramiona…

… to tylko sen…

Facet w białym kitlu wszedł do pomieszczenia. Spisał odczyty z ekranu przytwierdzonego do ściany i podszedł do kobiety. Szepnął jej coś do ucha, po czym wyszedł.

Filip uniósł głowę, potem ramiona, ale nie mógł poruszać dolną częścią ciała.

– Leż spokojnie. – Odezwała się melodyjnym głosem, widząc przerażenie malujące się na jego twarzy. – Częściowy paraliż spowodowany jest uszkodzeniem kręgosłupa. Przepraszam – dodała po chwili.

– Kim ty jesteś? – Filip z trudem wypowiadał słowa.

– Jestem twoją matką. – Kobieta mówiła powoli, nie śpiesząc się. – Miałeś wypadek…

– Przecież moja matka nie żyje. – Filip przerwał jej marszcząc brwi ze zdziwienia. – Gdzie ja jestem? Co tu jest grane?

– Spokojnie. Jesteś w klinice.

Nic z tego nie rozumiał. Pytania niczym piłki, odbijały się chaotycznie wewnątrz jego mózgu. Jedynie co pamiętał to niezły odlot w łazience.

– Wytłumaczę ci wszystko później, jak już wydobrzejesz. A teraz odpoczywaj. – Kobieta wstała, pocałowała syna w czoło i wyszła.

To tylko sen…

Minęło kilka dni… może tygodni… wieczność…

Kobieta wprowadziła wózek inwalidzki, na którym siedział Filip do dziwnego pojazdu, który widział po raz pierwszy. Jak zresztą wszystko do tej pory.

– Dokąd mnie zabierasz?

– Do domu.

Czarny pojazd uniósł się w górę i pomknął w stronę gęsto zabudowanego centrum. Filip z nosem przyklejonym do szyby podziwiał widoki w dole. Patrzył na przewijające się pod nimi kolorowe budynki, ulice i mijające ich pojazdy.

To tylko sen…

Kobieta badawczo spojrzała na niego w lusterku.

– Wszystko będzie dobrze.

Filip milczał. Zresztą nie wiedział co odpowiedzieć. W głębi siebie czuł, że ta rozmowa nie ma sensu.

Przerażająca wizja spędzenia cholera wie ile czasu przykutym do wózka inwalidzkiego w całkowicie obcym miejscu, malowała się wyraźnymi kreskami w jego głowie. Filip nie chciał tak żyć. Przecież on tworzył wspaniałe rzeczy z drewna. Był stolarzem. Zasmucił się na samą myśl o tym.

… to tylko zły sen…

Mieszkanie było całkowicie skomputeryzowane. Filip od razu zauważył brak drewnianych mebli. Większość wystroju została wykonana z metalu albo z podobnego do plastiku materiału, przez co wnętrze zdawało się zimne. Nieprzyjazne.

Przez kilka dni, kobieta próbowała dotrzeć jakoś do Filipa, ale bezskutecznie. Nie potrafiła rozbić twardego muru, którym się ogrodził. Nie pasował do tego miejsca, które podobno było jego domem. Dla niego, wszystko wydawało się takie obce, w dodatku automatyczne. Filipowi brakowało zajęcia stolarza. Pragnął coś ciąć, rozmierzać, szlifować. Za tym tęsknił najbardziej. A tutaj otaczały go bezduszne dotykowe ekrany, tablety oraz programy próbujące naśladować czynności potrzebne do życia. Za dużo bezużytecznego i wyręczającego z codziennych zajęć gówna, które przeszkadzało Filipowi. Dusiło go.

Po upływie miesiąca, zmęczony tym wszystkim, otworzył drzwi na balkon. Już wcześniej o tym myślał. Oburącz podciągnął się i prześlizgnął ponad barierką.

Nareszcie poczuł się wolny…

Sygnał budzika wyrwał Filipa ze snu. Wyłączywszy go, wstał i podszedł do okna, z którego rozciągał się wspaniały widok na miasto. Przeciągnął się ziewając przy tym głośno.

– O, wstałeś już. – Kobieta z ręcznikiem na głowie zaglądała do sypialni. – Nie chciałam cię budzić kochanie.

– Ale miałem… – Filip zauważył wilgotne kosmyki złotych włosów wystających spod ręcznika. – Dziwny sen… – Spojrzał w dół i zamarł.

Zamiast nóg miał srebrne, lśniące protezy.

Ctrl Alt Delete

KONIEC?

Koniec

Komentarze

Saturninie, tekst liczący niewiele ponad osiem i pół tysiąca znaków to jeszcze nie opowiadanie. Bądź uprzejmy zmienić oznaczenie na SZORT.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przepraszam za wpadkę :D Dobrze, zmienię to. Dziękuję za uwagę i pozdrawiam.

Bardzo proszę, Saturninie. ;)

Nie nazwałabym tego wpadką, wszak to tylko mała pomyłka. Mam wrażenie, że może Ci się przydać ten poradnik: Portal dla żółtodziobów

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zaskakujące. Kiedy po przewidywalnym zakończeniu, następuje to inne;)

Hej, całkiem wciągająca historia. Ciekawie poprowadzona narracja i zaskakujący koniec :) Brawo.

Poniżej zapisałam kilka rzeczy, które rzuciły mi się w oczy podczas czytania. 

 Dane klientowi słowo cenił bardziej niż pieniądze, a on zawsze dotrzymywał słowa

Filip nie wiedział co one mogą oznaczać 

brakuje przecinka przed “co”

w kilku kolejnych też gdzieś uciekły :)

Uchyliwszy powieki ujrzał biały pokój

Filip przerwał jej marszcząc brwi ze zdziwienia.

Jedynie co pamiętał to niezły odlot w łazience.

Kobieta wprowadziła wózek inwalidzki, na którym siedział Filip do dziwnego pojazdu, który widział po raz pierwszy

Zresztą nie wiedział co odpowiedzieć.

jeszcze jeden przecinek :)

Dla niego, wszystko wydawało się takie obce

a tu wydaje mi się zbyteczny

Nie chciałam cię budzić kochanie

i ostatni przecinek :)

 

Fajny motyw zapętlenia. Końcówka mnie nie zaskoczyła, wersja ze snem byłaby zbyt oczywista ;-) Jako całość mam takie poczucie, że nie wiem, co się wydarzyło. Co było prawdziwe, a co nie (choć rozumiem, że to celowy zabieg). Wrażenie to wzmaga jeszcze końcowa komenda restartu. Językowo okej, choć zdarzały się jakieś interpunkcyjne braki czy drobne niezgrabności. Ogólnie przyjemny szort.

It's ok not to.

Bardzo mi się podoba, zgrabnie opisane, ciekawe zakończenie.

Cześć,

Trochę takie skakanie między gatunkami.Mam mieszane uczucia, bo najpierw taki niby horror potem trochę ukłon w stronę wirtualnej rzeczywistości, skomputeryzowany dom. Widzę lekki chaos w Twojej historii, jako czytelnik czuję się zagubiony, może warto byłoby lepiej zaplanować wątki?

Mimo wszystko uważam historię za udaną, podobało mi się :)

 

Pozdrawiam!

Che mi sento di morir

Hej, Saturninie!

 

W mojej opinii nadużywasz wielokropka. W większości przypadków, gdybyś zastąpił go kropką, wszystko byłoby ok. Nie mówię oczywiście o kwestiach dialogowych.

 

Opowiadanie mi się podobało, aczkolwiek ostatecznie się trochę pogubiłem i chyba nie złapałem tego co chciałeś nam rzucić na koniec.

 

Pozdrawiam!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Hej!

 

Generalnie wyszło nieźle, choć miałem wrażenie, że tekst gna na złamanie karku, przez co ciężko  było się wczuć w klimat. Zabrakło mi pewnego przełamania. Kilka razy też zgrzytnęło, pojawiają jakieś powtórzenia czy też zdania, które brzmią tak sobie. Trudno mi to jednak przytoczyć, bo piszę z telefonu. 

Pozdrawiam!

"Kozy mają mnie w nosie, a psy na ogonie." T. Rałowski

Cześć,

 

temperatura w sypialni wyczuwalnie spadła w dół o kilka kresek.

Eh, jakby spadła w górę, albo chociaż w bok. Nuda. 

Pewnie bateria padła. Ale miałem koszmar, pomyślał. To pewnie od nadmiaru wypitego piwa. Wiedząc, że już nie zaśnie, postanowił pójść do łazienki,

Zapis myśli się zlał z narracją. Pasowałby zkursywić, albo chociaż “zcudzysłowić”. 

 

pozbyć tego smaku podeszwy w ustach.

j.w. – jakby miał ten smak w uchu, albo nosie. A tak normalnie, zwyczajnie? Nuda.

 

 Filip podskoczył do góry przestraszony.

Ty to robisz specjalnie, przyznaj się :P. 

 

Zimne, ruchliwe palce strachu przebiegły mu wzdłuż kręgosłupa. Dopiero po chwili kakofonia dźwięków brzmiąca w jego głowie ułożyła się w słowa. Przebiegł go dreszcz.

Dużo tego przebiegania, jak na tak krótką scenę.

 

W głębi siebie czuł, że ta rozmowa nie ma sensu.

Nie tylko on. 

 

Przeczytałem i mam zgryz. Nie bardzo rozumiem związek przyczynowo – skutkowy. Wypicie niemieckiego piwa spowodowało haluny i przyzywało ducha kobiety, która złamała stolarzowi kręgosłup – do tego momentu czaję. Tylko, co się odwinąwszy dalej? Nagle chłopa przeniosło do Cymbergaja 2077, zmora senna okazała się jego żoną ( to akurat rozumiem :P), a jak sobie chciał sobie wyskoczyć na miasto przez balkon, to dostał srebrne nogi. 

 

A ja tak se tera bede siedział i myślał o zzo chozzi :/

 

pozdro

M.

 

kalumnieikomunaly.blogspot.com/

ocmel

Dziękuję za wyłapanie błędów. Tak teraz zauważyłem, że wysłałem tekst praktycznie bez poprawek.

Pozdrawiam

 

BasementKey

Masz całkowitą rację, mogłem na spokojnie przemyśleć niektóre wątki, rozwinąć te, a wyciąć tamte. Tak jak wspomniałem, tekst wysłałem troszeczkę za szybko.

Pozdrawiam

FilipWij

Tak, niestety tekst jest niedopracowany.

Pozdrawiam

MordercaBezSerca

Dzięki za tak barwne opisanie moich wypocin. Jesteś mistrzem, poważnie :D

Nigdy za wiele konstruktywnej krytyki. Trzeba dalej ciężko pracować.

Pozdrawiam serdecznie

Nie do końca wiem, co przeczytałam. Wygląda to jakby bohater coraz bardziej pogrążał się w wizjach, by uciec przed czymś bolesnym.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

 

Trzeba dalej ciężko pracować.

I to jest słuszna koncepcja :D. Jesteś bliżej niż dalej. Powodzenia!

kalumnieikomunaly.blogspot.com/

Nie przepadam za historiami, w których jawa miesza się ze snem i to sposób trudny do rozróżnienia. A tu nie tylko nie jestem w stanie pojąć, co działo się naprawdę, a co było senną imaginacją, ale w ogóle nie wiem, co przydarzyło się Filipowi.

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia.

 

nie­wi­dzial­na siła przy­trzy­my­wa­ła go, nie po­zwa­la­jąc mu się ru­szyć. Sły­szał ko­bie­cy głos na­wo­łu­ją­cy jego imię. ―> Czy wszystkie zaimki są konieczne?

 

tem­pe­ra­tu­ra w sy­pial­ni wy­czu­wal­nie spa­dła w dół… ―> Masło maślane – czy coś może spaść w górę?

 

Ale mia­łem kosz­mar, po­my­ślał. ―> Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać myśli: Zapis myśli bohaterów

 

Z oczu cie­kła krew, prze­ci­na­jąc po­licz­ki cien­ki­mi stróż­ka­mi. ―> Dlaczego krew przecinała policzki cienkimi paniami dozorczyniami?

Poznaj znaczenie słów stróżkastrużka.

 

Ko­bie­ta ru­szy­ła nagle w jego kie­run­ku. Nie po­ru­sza­ła no­ga­mi… ―> Nie brzmi to najlepiej.

 

… ciem­ność… ―> Zbędna spacja po wielokropku.

 

… to tylko sen… ―> Jak wyżej.

 

– Leż spo­koj­nie.Ode­zwa­ła się me­lo­dyj­nym gło­sem, wi­dząc prze­ra­że­nie ma­lu­ją­ce się na jego twa­rzy. – Czę­ścio­wy pa­ra­liż spo­wo­do­wa­ny jest uszko­dze­niem krę­go­słu­pa. Prze­pra­szam – do­da­ła po chwi­li. ―> Zbędna kropka po wypowiedzi. Didaskalia małą literą. Nową wypowiedź zapisujemy w nowym wierszu.

– Leż spo­koj­nie – ode­zwa­ła się me­lo­dyj­nym gło­sem, wi­dząc prze­ra­że­nie ma­lu­ją­ce się na jego twa­rzy. – Czę­ścio­wy pa­ra­liż spo­wo­do­wa­ny jest uszko­dze­niem krę­go­słu­pa.

Prze­pra­szam – do­da­ła po chwi­li.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/

 

Czar­ny po­jazd uniósł się w górę… ―> Masło maślane – czy pojazd mógł unieść się w dół?

 

… to tylko zły sen… ―> Zbędna spacja po wielokropku.

 

Dla niego, wszyst­ko wy­da­wa­ło się takie obce… ―> Jemu wszyst­ko wy­da­wa­ło się takie obce

Coś wydaje się komuś, nie dla kogoś.

 

Za dużo bez­u­ży­tecz­ne­go i wy­rę­cza­ją­ce­go co­dzien­nych zajęć gówna… ―> Za dużo bez­u­ży­tecz­ne­go i wy­rę­cza­ją­ce­go w codziennych zajęciach gówna

Można kogoś wyręczać w czymś, nie z czegoś.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć, Saturninie,

cieszę się, że sen nie okazał się do końca snem, bo byłoby nudno. Tak przynajmniej zostawiasz czytelnika z pytaniami, co jest dobre. Niestety zakończenie uznaję za najmocniejszy element tego opowiadania. Albo inaczej: jedyny naprawdę ciekawy. Cała reszta, choć całkiem całkiem napisana, nie wciągnęła mnie i gdyby nie długość i mój dyżur – zapewne odpuściłabym.

Pozostawiłeś mnie z poczuciem, że nie do końca wiedziałeś, o czym chciałeś opowiedzieć. Mimo tego wszystkiego, nie była to zła lektura.

 

 

Uchyliwszy powieki[+,] ujrzał biały pokój. 

 

Przeciągnął się[+,] ziewając przy tym głośno.

 

Powodzenia w dalszym pisaniu!

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Hmmm. Pogubiłam się, zabrakło mi zależności przyczynowo-skutkowych. Jeśli można wysnuć z tekstu jakiś morał, to ten, żeby unikać niemieckiego piwa, które bardzo akcentujesz. OK, piwo i tak mi nie smakuje.

Obawiam się, że bardzo trudno dobrze rozegrać motyw snu w fantastycznym opowiadaniu. Zakończenia “a potem się obudził” są bardzo popularne. Często również zdarza się, że obudził się, ściskając jakiś przedmiot zdobyty podczas snu. Albo z jakąś raną. I to jest właśnie Twój przypadek.

przecinając policzki cienkimi stróżkami.

Sprawdź w słowniku, co znaczy stróżka. Możesz się zdziwić.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka