- Opowiadanie: Algir - Grzech

Grzech

Stary tekst (2014), kiedyś poszedł w konkursie na szortal.pl; stary tekst, stare czasy.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Grzech

Dostał najniższy wyrok, bo tylko trzymał ją za ręce. Miał dziewiętnaście lat i był z nich najmłodszy. Dręczyły go wyrzuty sumienia, na sali rozpraw płakał. Już pierwszej nocy powiesili go na kracie w oknie celi. Następnego dnia odwiedził mnie jego ojciec.

– Jutro przywiozą ciało – powiedział. – Czy możesz do nas wtedy przyjść? Zapłacę.

– Wiesz, o co prosisz.

– Wiem. Przyjdziesz?

Zamyśliłem się.

– Jak miał na imię twój syn? – zapytałem.

– Łukasz. Przyjdziesz?

Nie wiem, co odpowiedzieć. Bez trudu znajdę jego dom, gdyż przy bramie będzie wisieć żałobna chorągiew. Dzieci, bawiące się dotąd beztrosko na podwórku, uciekną ze strachem do matek. Stojący przed domem mężczyźni rozstąpią się w milczeniu i przepuszczą mnie do drzwi.

Gdy przekroczę próg domu, umilknie żałobny śpiew kobiet. Ojciec chłopaka poprosi wszystkich, by wyszli na zewnątrz. Będą tłoczyć się przy wejściu i szeptać z przejęciem.

Stanę nad trumną i spojrzę na twarz tego chłopca. Pogłaszczę go po policzku. Dotknę jego zsiniałych dłoni. Jego ojciec położy na piersi zmarłego kilka kawałków chleba i niewielką miseczkę z solą. Potem również wyjdzie. Zostanę sam. Tylko ja i zmarły.

Ostrożnie naznaczę czoło martwego chłopaka znakiem krzyża. Potem kolejno zanurzę kawałki chleba w soli i zjem je, szepcząc słowa modlitwy za zmarłych.

– Spoczywaj w pokoju – powiem. – Zabieram twoje grzechy, byś nie musiał już chodzić ścieżkami żywych.

Wtedy chłopiec otworzy oczy. Wyschnięte źrenice zwróci w moją stronę.

– Ja nie chciałem…. – wyszepcze niewyraźnie. Pochylę głowę do jego sczerniałych warg, by lepiej słyszeć. – Ja tylko…

– Cii… – Pogłaszczę go po twarzy. – Ja wiem.

– Jestem niewinny…

– Wszyscy jesteśmy.

– Pójdę do piekła…

– Nie – odpowiem zdecydowanie. – Zabieram twoje grzechy i nadaję ci nowe imię, pod którym będziesz czekał na sąd ostateczny. Spoczywaj w pokoju, Łukaszu, który tylko trzymał ją za ręce.

Przeżegnam się znakiem krzyża i chłopiec zamknie oczy na wieki. Pomodlę się jeszcze o jego duszę, a potem odejdę. Nikt mnie nie pożegna, nikt mnie nie odprowadzi do bramy.

Idąc przez wieś, nie będę patrzył w okna mijanych domów. Dobrze pamiętam ludzi, którzy kiedyś w nich żyli. Annę, która spędziła płód. Tomasza, który zabił własnego brata. Marię, która otworzyła sobie żyły. Anzelma, który zbezcześcił hostię. Łukasza, który tylko trzymał ją za ręce.

Ich grzechy wciąż pełzną za mną jak cień. Nie umarły wraz z nimi, bo każdy grzech zostawia ślad na mej duszy. Teraz wszystkie należą do mnie. Każdy kolejny jest ciężarem, którego wkrótce nie zdołam już unieść. Boję się tego dnia, gdyż wiem, kogo spotkam na końcu mej drogi.

Dlatego milczę, patrząc na umęczoną twarz ojca tego chłopca. Boję się słów, które za chwilę wypowiem. Już wiem, że jeżeli się zgodzę, to wieczorem będę musiał powiesić własne grzechy w lesie za domem.

Koniec

Komentarze

Krótkie i mocne. Bałem się, że na końcu uderzysz w silny patos, który zepsuje mi wrażenie z lektury, ale nie, patos jest, lecz lekkostrawny, nie psujący opowiadania, a wręcz przeciwnie, dopasowany do reszty, pozwalający tekstowi wybrzmieć. Podobało mi się.

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Och. Czuję się jakbym dostała w żołądek.

 

Bardzo fajny pomysł na głównego bohatera. Spodobało mi się, że równowaga została zachowana – grzechy nie zniknęły, tylko zostały zabrane, a ten, kto je zabrał, będzie musiał ponieść tego konsekwencje.

Nie zrozumiałam, o co chodziło z tym, że chłopak, który zmarł, “tylko trzymał ją za ręce”.

Satysfakcjonująca lektura.

It's ok not to.

@dogs – Pewnie chodzi o gwałt. On tylko trzymał ją za ręce, nie brał czynnego udziału w akcie.

Known some call is air am

Na to wyjaśnienie nie wpadłam. Może dlatego, że zawsze wydawało mi się, że gwałcicieli nieco “inaczej” traktuje się w więzieniu. I więcej sensu by (chyba?) miało, gdyby sam się powiesił, właśnie ze strachu przed tym, co mogą mu zrobić współwięźniowie.

It's ok not to.

Bardzo wyraziste, mimo (a może dzięki temu?) że takie krótkie. 

Świetnie przedstawiona aura strachu otaczająca głównego bohatera oraz wizja ciążących na nim cudzych grzechów i zbliżającego się strasznego końca. 

Mocno napisane. I dobrze zredagowane, musiałem się solidnie przyłożyć, aby zaproponować kilka korekt:

gdyż przy bramie będzie wisieć żałobna chorągiew

Żałobność chorągwi jest cechą klasyfikacyjną, a nie przygodną (chorągwie dzielimy między innymi ze względu na zastosowania: nie można wykorzystać chorągwi żałobnej jako weselnej lub triumfalnej), toteż przymiotnik kładziemy po rzeczowniku.

– Ja nie chciałem…. – wyszepcze niewyraźnie.

Temu wielokropkowi to ktoś zrobił krzywdę. Ty, zapewne, tylko go trzymałeś za skrajne kropki…

Przeżegnam się znakiem krzyża i chłopiec zamknie oczy na wieki.

A można się przeżegnać inaczej? Przeżegnanie się to z definicji uczynienie znaku krzyża, mamy tu więc do czynienia z pleonazmem. Ewentualnie dałoby się (moim zdaniem) napisać Przeżegnam chłopca znakiem krzyża i zamknie oczy na wieki, ponieważ czasownik “przeżegnać” niemal utracił strony inne niż zwrotna i przy takim nieintuicyjnym zastosowaniu warto doprecyzować. Taka chyba zresztą jest etymologia wyrazu “przeżegnać” – rozumowano kiedyś, że jeżeli pojawi się zły duch lub diabeł, należy go jakby pożegnać, ale skuteczniej, czyli prze-żegnać: co najlepiej uczynić właśnie znakiem krzyża. Z tego urosła nazwa samego wykonania znaku krzyża.

 

W warstwie fabularnej dostrzegam tutaj dalekie odbicie owej obrzydliwej sceny z Kordiana, w której pewien starzec domaga się dokonania morderstwa carskiej rodziny, a ciężar czynu bierze na duszę swoją i… swoich (chwilowo nieobecnych na scenie) potomków. W przypadku córek tylko jednego trupa na dwie, bo ponoć drobne i słabe. Wziąłem to przy lekturze za bezlitosne wydrwienie koncepcji przejmowania cudzych win, ale chyba nie wszyscy krytycy tak to rozumieją. A skoro już wspomniałem Kordiana, było tam jeszcze to (też z grubsza na temat):

I gdzie się owa piękna Angielka podziała?

Lat szesnaście, dziecinna, płocha, jak śnieg biała,

(…)

Przyjeżdża, wiodą w zamek – w nieznane komnaty.

Pyta, gdzie bal? gdzie światła? gdzie muzyka? kwiaty?

Wszędzie cicho… prowadzą… wiesz, gdzie wprowadzona?

Nie starłeś jeszcze z czoła śliny, którą plwała.

Mściwy – wołasz… żołnierzy wściekłych rota cała…

Wali się…

 

W sumie: zgrabny tekst, dobrze napisany, ładnym językiem, porusza emocje. Brakowałoby mi chyba jakiejś głębszej refleksji – pokazania, że takie przejmowanie win, gdyby było możliwe, godziłoby nie tylko w dobrostan przejmującego (co w końcu oczywiste), ale i w samą strukturę sprawiedliwości. Niemniej wierzę, że punkcik do Biblioteki się należy.

Pozdrawiam,

Ślimak Zagłady

Witaj.

Strasznie gorzkie i bolesne, dotyka sfery wstydliwej, niechcianej, zamiatanej pod dywan, upokarzającej. Podczas lektury przypominałam sobie sceny z “Egzorcysty”, “Oskarżonych” i “Krótkiego filmu o zabijaniu”.

Niestety, przed wieloma laty oglądałam w trumnie chłopaka powieszonego, który miał tyle samo lat. Wstrząsające – obraz pozostaje w pamięci na zawsze. crying

 

Gratuluję Ci wielkiego uwrażliwienia na grzechy ludzkie i problematykę, z nimi związaną.

Pozdrawiam. 

Pecunia non olet

Mocne. Czuję się, jakby ktoś zdzielił mnie łopatą. Tekst ocieka ponurym, ciężkim klimatem i budzi dziwne uczucia. 

Jestem pod wrażeniem, jak dużą ilość treści zawarłeś w tak niewielkiej ilości znaków. Też tak chcę :D 

Idę skarżyć do Biblioteki.

 

Dotknę jego zsiniałych dłoni. Jego ojciec położy na piersi zmarłego kilka kawałków chleba i niewielką miseczkę z solą.

 

Zastanawiam się jedynie, czy oba te zaimki są potrzebne :)

Hej, Algir!

 

Generalnie mi się podobało. Jest bardzo klimatycznie. Pojawia się też kilka uproszczeń, szczególnie jeżeli chodzi o zgon chłopaka. Być może wspomnienie, że ofiara była małoletnia, rozwiałoby wątpliwości co do postawy współwięźniów. 

 

Anzelma, który zbezcześcił hostię. Łukasza, który tylko trzymał ją za ręce.

 

– tu moja mała sugestia. Usunąłbym „ją”. Wiem, że nawiązujesz do początku opowiadania, natomiast zgrzyta mi to trochę w połączeniu ze zdaniem poprzedzającym. Rozumiem, że to celowy zabieg, ale zostawiam do przemyślenia. 

 

Pozdrawiam! 

 

 

"Kozy mają mnie w nosie, a psy na ogonie." T. Rałowski

Ciekawie pomyślana scenka (poniekąd w stanie niedokonanym) na temat znanej w folklorze, religioznawstwie i kulturze postaci zjadacza grzechów. Pamiętam średni horror z Ledgerem „The Sin Eater” (2003) i podobną postać w jakimś opowiadaniu (aż googlowałem, ale znalazłem tylko powieść „Ostatni zjadacz grzechów”, której nie znam). Miałem wrażenie, że i w „Archiwum X” pojawia się podobna postać, ale tam był pożeracz dusz. Sporo jest w folklorze świata stworów żywiących się chorobami, strachem itd.

Ale zjadacz grzechów, to była jeszcze na początku XX wieku konkretna fucha. A sama idea zjadacza grzechów jest zaiste fascynującą i zarazem obrazoburcza w stosunku do postaci Chrystusa, cierpiącego za nasze grzechy i niosącego odkupienie. Wywodzi się z Wielkiej Brytanii lub Irlandii, ale znana była chyba na całym świecie. U Ciebie mamy interesujące rozwinięcie tej legendy i bohater, zamiast odwiedzać grzesznika na łożu śmierci, odwiedza go po śmierci. No i Twój zjadacz używa soli i chleba, a taki np. irlandzki potrzebował do rytuału chleba i piwa :)

Dlaczego napisałem „scenka"? Bo w zasadzie w skondensowanej formie opisałeś to, co zjadacz robi i tyle. Są też oczywiście emocje, jest napięcie, ale fabularnie to tylko scenka.

Za to na pewno napisana sprawnie, obrazowo, klimatycznie, z odpowiednim zapleczem w tle (reakcje ludzi na przybycie zjadacza, historia chłopaka itd.). Mocne akcenty (tylko trzymał ręce, strach chłopaka przed piekłem, ojciec, który zrobi wiele dla swojego dziecka, finałowe wyznanie narratora) robią dobre wrażenie i na pewno dam klika, jeśli jest jeszcze potrzebny.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Cześć!

 Ciekawy pomysł i sprawnie opisany. Nadałeś szortowi interesujący, mroczny klimat. Szkoda, że nie pokusiłeś się o rozwinięcie tego tematu, bo mogłoby to być całkiem dobre opowiadanie, a tak jest tylko koncepcja i szczątkowa fabuła. Niedomówienia są generalnie fajne, ale jeśli jest ich za dużo to tekst sprawia wrażenie wybrakowanego. 

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Dziękuję pięknie za opinie ;)

Mi zawszę trupy kojarzą sie z gumową skorupą. Twoje opowiadanie to potwierdza. Dusza jest ważna, ciało to tylko ciało.

Krótkie, a treściwe. Doskonale zbudowłeś klimat, świetnie oddałeś emocje. A na dodatek subtelnie, ale czytelnie podkreśliłeś wagę grzechu Łukasza. Dobry, mocny tekst.

Klik :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Uwielbiam takie szorty. Jest maksimum przekazu, zmieszczone w minimum znaków. To zwraca uwagę na to co ważne. W “Grzechu” jest też świetnie zaznaczona nieuchronność konsekwencji, jak również brak empatii dla osób, które pomagają, ale ponoszą tego koszty.

Wobec tego idę przetestować swoją nową supermoc: pędzę polecić do biblio.

 

Pozdrawiam!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Bardzo dobry szort, mocny, mało słów, a dużo treści, i to takiej emocjonalnej i mrocznej. Na duży plus opisy i stworzony klimat, jak i kreacja postaci. Nie mogę napisać, że przyjemnie się czytało, bo ze z względu na tematykę zapewne dziwnie, by to zabrzmiało, ale jestem bardzo zadowolona z lektury,

Klikam bibliotekę :)

Mało słów, dużo treści. Wbija w fotel. Gratuluję. 

 

kalumnieikomunaly.blogspot.com/

Bardzo ciekawe i zgrabnie napisane. Mroczne, refleksyjne i stylowe, czyli… podoba sięsmiley

Cześć!

 

Krótkie, fantastyczne i konkretne. Taka fantastyczna wizja “spowiedzi”, choć tutaj dzieje się to wszystko po śmierci, jak rozumiem. Dobrze i sugestywnie napisane, bardzo “przyjemny” szorcik, nie za straszny, taki w sam raz. Nie skumałem tylko zakończenia o “wieszaniu własnych grzechów”.

 

Pozdrawiam!

„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski

Udany eksperyment z czasem przyszłym. Opowiadanie napisane ciekawie, emocjonalnie, z plastycznymi opisami. Szkoda, że tekst jest taki krótki.

W niewielu słowach zawarłeś wiele treści. Pewnie dlatego Grzech zrobił na mnie spore wrażenie. Aż głupio się przyznać, że przeczytałam z przyjemnością.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dobry, sprawnie napisany szort. Definitywnie na plus :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Nie wiem dlaczego jeszcze nikt nie nominował? 

kalumnieikomunaly.blogspot.com/

Ależ MBS, przecież szorcik jest już w bibliotece, po co nominujesz drugi raz? XD

Demencja, sorry :/

kalumnieikomunaly.blogspot.com/

Mocny, mroczny tekst. Taki krótki, a taki silny. !!!

Czytało się dobrze. Niby taki banał: jak głupio można zmarnować sobie i rodzinie życie. Myślę że warto o tym przypominać ku przestrodze.

Zgodzę się z przedpiścami, że tekst krótki, a mocny. Jak shot.

Ciekawy bohater. Jego profesja/talent budzi wiele pytań – skąd inni wiedzieli, skąd wiara, że naprawdę zabiera grzechy, dlaczego się na to godził, skoro tak dobrze znał konsekwencje…

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka