- Opowiadanie: Irka_Luz - Chochlik w słoiku

Chochlik w słoiku

Trochę przeklinam, starałam się hamować, ale w tej sytuacji nawet CMowi wypsnęłoby się to i owo.

I mam nadzieję, że sobie nie wykrakałam ;)

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Chochlik w słoiku

Kolejka do stoiska mięsnego była długa. Bożenka westchnęła, najchętniej dałaby sobie spokój, ale ileż można jeść na obiad jajka sadzone. Ustawiła się za starszą kobietą.

„Pewnie będzie wybierała po trzy plasterki każdej z kiełbas i postoimy tu do sądnego dnia” – pomyślała zniechęcona.

Czekała znudzona, powtarzając w głowie listę zakupów. Z letargu wyrwały ją dwie głośno rozmawiające kobiety, które dołączyły do kolejki. W pierwszym momencie zirytowała się, bo babska mogłyby pomyśleć o innych i nie gadać tak głośno, ale potem zaczęła słuchać z rosnącą ciekawością i rozbawieniem, które często wywołuje taka wyliczanka drobnych nieszczęść, przytrafiających się bliźnim, a nie nam.

– …a na koniec padła pralka. Diabli wiedzą, co jej się stało, ale łazienka była pełna wody – relacjonowała blondynka.

– Ale serio wszystko? – zapytała z niedowierzaniem brunetka.

– Wszystko do wymiany! – Blondynka jakby w ogóle nie usłyszała pytania. – Wiesz, ile to będzie kosztować?! Już na wszelki wypadek niczego nie ruszam.

– Niesamowite – mruknęła brunetka.

– A najgorsze, że Stasiek mówi, że to wszystko moja wina. Że niby nie szanuję, że za mocno drzwiczkami pralki szarpałam, za późno worek w odkurzaczu zmieniłam. To mu powiedziałam, że inni faceci potrafią przynajmniej coś naprawić, a on nawet gwoździa w ścianę wbić nie umie. Pokłóciliśmy się jak diabli. Na koniec Stasiek wyszedł i jeszcze walnął drzwiami na pożegnanie. Nie wrócił na noc, cholera wie, gdzie był.

Brunetka zacmokała współczująco.

– Pewnie do jakiegoś kumpla poszedł chlać – stwierdziła.

– Albo do tej swojej wypindrzonej sekretarki – mruknęła blondynka.

– Co podać? – Usłyszała nagle Bożenka, która, zajęta podsłuchiwaniem, nawet nie zarejestrowała przesuwania się kolejki.

Złożyła zamówienie i ruszyła w poszukiwaniu reszty produktów z listy. Zasłyszana rozmowa szybko wyleciała jej z głowy.

 

***

 

Bożenka zasapała się, taszcząc ciężkie torby na drugie piętro. Na dodatek bolało ją ramię, nadwyrężone poprzedniego dnia w pracy. A że generalnie nie lubiła zakupów, więc humor miała parszywy.

„Kawy!” – pomyślała, otwierając drzwi do mieszkania.

Nastawiła ekspres i zajęła się wkładaniem produktów do lodówki. Uznała, że reszta zakupów może poczekać, aż napije się kawy. Nacisnęła przycisk z dwiema filiżankami i z niecierpliwością czekała, aż z ekspresu popłynie aromatyczny napój. Jednak z urządzenia ciurkała ciecz w kolorze cienkiej herbaty.

– Co, do cholery! – jęknęła.

Wylała obrzydlistwo do zlewu i zaczęła procedurę od nowa. Kiedy nie udało jej się po raz trzeci, walnęła pięścią w ekspres, klnąc na czym świat stoi.

Potrzebowała kawy. Natychmiast! Gorączkowo zastanawiała się, co zrobić. W końcu rozdarła dwie saszetki, wsypała ich zawartość do kubka i staropolskim zwyczajem zalała wrzątkiem. Popijała tak przygotowany napój z obrzydzeniem.

„Jak ja mogłam to kiedyś lubić?” – zastanawiała się w duchu.

Zafundowała ekspresowi czyszczenie z udziałem środka odwapniającego i włączyła laptop. Na monitorze pokazał się widoczek Tatr. Złapała myszkę, żeby najechać na ikonkę przeglądarki, ale kursor tkwił w miejscu, pulsując wściekle. Zmieniła baterię, nie pomogło. Spróbowała ruszyć strzałeczką bezpośrednio z laptopa, nadal nic. Narastał w niej gniew.

– Ty sukinsynu!

Męczyła się jeszcze przez chwilę, dała spokój, kiedy była już bliska płaczu ze złości. Piekielne urządzenia zmówiły się, żeby zepsuć jej dzień. Przez chwilę nabuzowana łaziła po mieszkaniu, nie wiedząc, co ze sobą począć. W końcu z westchnieniem rozłożyła się na sofie i sięgnęła po czytnik, licząc, że lektura ją uspokoi. Zamiast zaznaczonej strony powieści, kindle pokazał bibliotekę. Kliknęła okładkę książki, która otworzyła się nieco wolniej niż zazwyczaj. Nie doszła nawet do połowy strony, kiedy urządzenie samoczynnie przestawiło się na bibliotekę.

– Ja pierdolę, ty też?!

Po dwudziestu minutach miała dość ciągłej walki z urządzeniem. Z zaciśniętymi zębami odłożyła czytnik, choć miała ochotę walnąć nim o ścianę. Resztę popołudnia spędziła, gapiąc się bezmyślnie w telewizor. O dziwo, działał.

 

***

 

Budzik zadzwonił o piątej. Niechętnie zwlokła się z łóżka, nastawiła ekspres, zapaliła pierwszego tego dnia papierosa. Płyn spływający do kubka miał odpowiednią barwę. Bożenka westchnęła z ulgą i pociągnęła spory łyk. Zaraz wypluła kawę do zlewu.

– Co to ma być! – wrzasnęła.

Kilkakrotnie wypłukała usta, a i tak nie mogła się pozbyć chemicznego posmaku. Przypomniała sobie, że poprzedniego dnia przepuściła przez ekspres środek odwapniający, ale zapomniała później dokładnie przepłukać urządzenie. Pozostała jej tylko kawa parzona na sposób staropolski, na którą nie miała ochoty. Wyszła z domu wcześniej niż zwykle, licząc, że kawy napije się w pracy.

Odpaliła auto, silnik pracował, dopóki trzymała kluczyk, ale kiedy go puściła, motor zgasł. Spróbowała jeszcze raz, z podobnym skutkiem. Szarpała się z zapłonem, coraz bardziej zirytowana. Coraz dłużej przytrzymywała kluczyk i coraz mocniej naciskała pedał gazu. W końcu zerknęła na zegarek, zaklęła, wyskoczyła z auta, z rozmachem zamknęła drzwi i popędziła na przystanek autobusowy. Zdążyła w ostatnim momencie.

Drogę od przystanku do miejsca pracy pokonała już nieco wolniej, ale i tak wpadła na oddział dysząc ciężko. Miała ponad kwadrans spóźnienia. Mignęła jej wściekła twarz Agaty.

– Sa…mochód – wysapała.

Opadła na krzesło i skuliła się.

– Nic ci nie jest? – W głosie Agaty pobrzmiewało teraz rozbawienie.

– Kolka, daj mi chwilę – wydusiła z siebie Bożenka.

Najchętniej rzuciłaby wiązanką przekleństw, ale nie miała siły. Po kilku minutach odzyskała oddech, ale czuła się tak, jakby właśnie ukończyła maraton warszawski.

 

O siódmej dotarła reszta ekipy: Monika i Krzysztof. Wydali śniadanie i leki. Bożenka kończyła sprzątać kuchnię, kiedy poczuła swąd. Obrzuciła pomieszczenie wzrokiem. Ze zmywarki unosiła się smużka dymu.

– O, psiakość! – zaklęła i wyszarpnęła wtyczkę z gniazdka. Wróciła do dyżurki. – Krzysiek, zadzwoń po technika, zmywarka padła – poprosiła kolegę. – Kurczę, ja to mam pecha. Wczoraj zdechły mi ekspres, laptop i czytnik, dzisiaj rano auto, a teraz to cholerstwo.

Wściekle uderzała w klawiaturę, pisząc zlecenie naprawy. Kliknęła “drukuj”. W połowie operacji drukarka zarzęziła, a dokument utknął.

– O, faktycznie masz pecha – skomentował Krzysiek.

Bożenka czuła narastający ból głowy. Uświadomiła sobie, że po pierwsze, siedzi spięta z mocno zaciśniętymi szczękami, a po drugie – jeszcze nie piła kawy. Nie zdążyła, Agata chciała iść do domu, a musiała jej jeszcze przekazać, co się działo na nocnym dyżurze. Później przyszli koledzy i zaczęła się kołomyja z pacjentami. Teraz wreszcie mieli trochę czasu dla siebie. Ruszyła w stronę ekspresu.

– Nie! – wrzasnęła Monika. – Niczego nie ruszaj, chochlika złapałaś!

Bożenka zastygła z filtrem w ręce.

– Co? – zapytała jednocześnie z Krzyśkiem.

– Moja babcia zawsze mówiła, że jak się komuś coś stale psuje, to znaczy, że chochlik się do niego przyczepił. To złole, które żywią się ludzkimi uczuciami i to tymi najgorszymi. Zrobią wszystko, żeby człowieka do nich zmusić. – Wycelowała palec w Bożenkę. – I dopiero, kiedy będziesz już emocjonalnym wrakiem, niezdolnym do odczuwania czegokolwiek, chochlik znajdzie sobie innego żywiciela. Babcia sama to przeżyła – tłumaczyła z takim zaangażowaniem i ekspresją, że kiedy skończyła, nie wiedzieli, co powiedzieć i tylko gapili się z otwartymi ustami.

Pierwszy otrząsnął się Krzysiek.

– A ty jesteś pewna, że tu tylko pracujesz? – zapytał ironicznie.

Monika zaczerwieniła się po korzonki blond włosów.

– Weź się odczep. Tylko powtarzam, co babcia mówiła i to nie znaczy, że wierzę w te bajki – oburzyła się.

– No, właśnie widzieliśmy – kpił dalej Krzysztof.

– Nieważne, ale ona niech lepiej niczego nie dotyka, bo jeszcze zepsuje – zakończyła dyskusję Monika.

– A to akurat prawda – stwierdził chłopak.

Bożenka nie odzywała się, bo w czasie przemowy Moniki przypomniała sobie rozmowę podsłuchaną poprzedniego dnia w markecie i lęk ścisnął jej gardło. Nie wierzyła w chochliki, ale w karmę już tak.

„Przeskoczyło na mnie, bo się z niej śmiałam” – myślała przerażona.

 

***

 

Dyżur minął bez dalszych awarii i Bożenka trochę się uspokoiła. Nie do końca, bo zauważyła, że zarówno Monika, jak i niedowiarek Krzysiek starają się schodzić jej z drogi i trzymają dystans jak w czasach pandemii.

 O drugiej pozbierała rzeczy i chciała wyjść, ale koledzy byli zajęci zażegnywaniem jakiejś małej katastrofy, a sama otworzyć drzwi nie mogła. Na oddziale od tygodnia przebywał pacjent, który bardzo chciał się znaleźć gdzie indziej. Już kilka razy próbował uciec, więc przy wejściu i wyjściu z oddziału powinni się wzajemnie asekurować. Rano Bożenka zupełnie o tym zapomniała. Teraz niecierpliwie czekała, aż Monika albo Krzysiek wrócą. Po kilku minutach miała dość.

„Przecież nic się nie stanie” – przekonywała się w myślach.

Kłopotliwego pacjenta ujrzała na drugim końcu korytarza i uznała, że bez problemu zdąży wyjść, zanim mężczyzna w ogóle zajarzy, co się dzieje. Włożyła klucz do panelu zabezpieczającego i przekręciła. Zamigało zielone światełko informujące o zdjęciu blokady. Otworzyła drzwi, próbując jednocześnie wyjąć klucz, ale ten jakimś cudem utknął. Zamknęła drzwi, zielone światełko nadal migało.

– Jasna cholera – zaklęła pod nosem.

Spojrzała przez ramię, pacjent ruszył w jej stronę. Coraz bardziej wystraszona gmerała przy panelu. Najpierw bluzgała, ale kiedy pacjent był coraz bliżej, zaczęła szeptać:

– Boże, proszę, proszę pomóż mi. Błagam, błagam.

Nic więcej nie mogła zrobić, bo telefon z przyciskiem alarmowym został w dyżurce. Jakby w odpowiedzi na modlitwę, panel odblokował się i mogła wyjąć klucz, a światełko zmieniło kolor na czerwony.

Starając się opanować strach, odwróciła się do mężczyzny.

– Proszę wrócić do pokoju. Natychmiast! – zażądała.

Pacjent przez chwilę patrzył, a potem zgarbił się i odszedł zrezygnowany. Bożenka weszła do dyżurki i opadła na biurowy fotel. Ręce jej drżały, a żołądek zwinął się w kłębek. Siedziała bez ruchu, próbując odzyskać spokój. I tak zastali ją koledzy, którzy przyszli kilka minut później.

– Domu nie masz? – zapytała Monika.

Kiedy opowiedziała, co się stało, spoważnieli.

– Zrób coś z tym pechem, bo to zaczyna być niebezpieczne – poradził Krzysztof, wypuszczając ją z oddziału.

 

***

 

Przez całą drogę do domu próbowała opanować chandrę.

„Nie ma żadnych chochlików. To tylko drobne problemy, które można łatwo rozwiązać” – powtarzała w myślach.

Nawet udało jej się poprawić sobie humor, w czym niewątpliwie pomógł fakt, że następnego dnia miała wolne. Ostatnie metry do bloku pokonała już dziarskim krokiem, układając w głowie listę rzeczy do zrobienia.

Wymuszony optymizm ulotnił się, gdy weszła do kuchni i zobaczyła zdechłą lodówkę stojącą w kałuży wody.

Bożenka była obdarzoną fantazją choleryczką. Jako nastolatka eksplodowała czasem spektakularnie, budząc przerażenie i niezdrową fascynację u wszystkich świadków takiego wybuchu. Przez lata zdołała zapanować nad wulkanem, który w sobie nosiła; lawa wciąż wrzała, bulgotała, buzowała, ale w granicach, które jej wyznaczyła. Aż do teraz. Bujna wyobraźnia Bożenki podsuwała jej wizje kolejnych zepsutych sprzętów i wiążących się z tym finansowych tarapatów. W ciągu sekund pozbawiła ją oszczędności, przyjaciół i wyrzuciła na ulicę. Rozwaliła też budowane z trudem tamy, chroniące przed wybuchowym temperamentem. Wściekłość była tylko zapalnikiem, zaś paliwem – uraza do świata, strach przed przyszłością i szczypta poczucia winy.

– Za co to, kurwa! – Bum! Zepchnięte z półki książki wylądowały z hukiem na podłodze. – Pierdolone życie! – Trach! Potraktowany kopniakiem stojak na CD upadł, a płyty rozsypały się. – Nienawidzę tego!

 Trzask! Zegar, normalnie stojący na komodzie, przeleciał przez pokój i trafił w wiszący na kaloryferze nawilżacz w kształcie kota. Ogarnięta furią Bożenka metodycznie demolowała mieszkanie.

Wybuch, jak to zwykle z podobnymi zjawiskami bywa, skończył się równie nagle, jak rozpoczął. Bożenka ocknęła się pośrodku zrujnowanego pokoju i ze zgrozą patrzyła na szkody, które sama poczyniła. I jak za nastoletnich czasów, klapnęła na podłogę i rozryczała się. Płakała, aż opadła z sił i mogła już tylko żałośnie pociągać nosem. Wtedy właśnie kątem oka dostrzegła coś zielonego, biegnącego po jej ramieniu. Pisnęła, złapała żyjątko dwoma palcami i chciała zatłuc leżącą nieopodal książką.

– Nie zabijaj mnie! – Usłyszała.

Książka wypadła jej z ręki. Zamrugała kilka razy, żeby usunąć resztki łez z oczu i przyjrzała się żyjątku dokładnie. Miało na sobie zielony kubraczek i wyglądało jak chochlik opisany przez Monikę.

– Ty sukinsynu! Ty parszywy draniu, to wszystko przez ciebie! – rozdarła się. – Załatwię cię! – Jedną ręką potrząsała chochlikiem, a drugą szukała upuszczonej książki.

Stworzenie skuliło się i patrzyło na nią błagalnie.

Nie, nie mogła tego zrobić. Jak zabić coś, co wygląda jak miniaturka człowieka – choć wyjątkowo brzydkiego – i na dodatek gada? Wzięła z suszarki słoik, wrzuciła chochlika do środka i zamknęła mu drogę ucieczki zakrętką. Po namyśle zrobiła w niej kilka dziurek.

Chochlik spoglądał na nią ponuro.

– Jestem Murphy – oznajmił nagle.

– Akurat mnie to obchodzi – burknęła, choć wiedziała, że teraz będzie jej jeszcze trudniej pozbyć się stwora.

„Skubany socjopata mną manipuluje” – pomyślała.

Miała problem i, poza rozwiązaniem ostatecznym, żadne inne nie przychodziło jej do głowy. Co mogła zrobić? Podrzucić sąsiadce? Przez chwilę bawiła się tą myślą i wyobrażała sobie, jak ta przeklęta zołza zmaga się z chochlikiem. Westchnęła i odrzuciła pomysł. Nie była aż tak wredna, poza tym i tak pewnie oberwałaby rykoszetem, bo jędza stałaby się jeszcze bardziej upierdliwa.

– Ktoś poza mną będzie cię widział? – zapytała.

Stwór uśmiechnął się złośliwie.

– Nie – odparł.

Wzruszyła ramionami. W gruncie rzeczy to nie miało znaczenia. Przecież nie zaniesie słoika z chochlikiem na policję. Gliniarze pewnie udawaliby, że niczego nie widzą, a ona wylądowałaby na swoim oddziale, ale tym razem jako pacjentka. Zaraz. A może faktycznie powinna? Może widzi rzeczy, których nie ma. Strach ścisnął jej żołądek. Zerknęła na chochlika i zmarszczyła brwi.

– Przestań natychmiast! – zażądała.

Poczuła się lepiej.

„Więc to też jego sprawka” – pomyślała.

Ale to oznaczało, że chochlik jest realny, podobnie zresztą, jak zepsute sprzęty w mieszkaniu. Tego postanowiła się trzymać. Stwierdziła, że najpierw musi się go pozbyć i dopiero później – jeśli nadal będzie widziała bajkowe stwory – uzna, że faktycznie ma problem.

– Dlaczego to robisz? – zapytała.

– Muszę coś jeść – odpowiedział.

– A nie możesz szczęścia, miłości, albo odwagi na przykład?

Chochlik skrzywił się.

– Blee, bez smaku.

„A może po prostu wyrzucić słoik z Murphym do śmieci” – pomyślała, ale doszła do wniosku, że wizja powolnej śmierci stworzenia pewnie długo by ją prześladowała.

Westchnęła i stwierdziła, że skoro chwilowo i tak nic nie jest w stanie wymyślić, może zabrać się do sprzątania zrujnowanego mieszkania.

Opróżniała zamrażarkę i pakowała jej zawartość do worka na śmieci, gdy nagle ją olśniło.

– Zaraz, skoro zepsułeś, to możesz naprawić! – zawołała.

– A co będę z tego miał? – zapytał hardo chochlik.

Stwór działał jej na nerwy. Nie wiedziała, czy celowo ją irytuje, czy po prostu ma taki podły charakter.

– Nie wylądujesz w śmieciach – warknęła. – I wciąż będziesz miał szansę na przeżycie.

Lodówka zaczęła cicho buczeć. Bożenka rzuciła się do sprawdzania reszty urządzeń. Ekspres działał, zgasło nawet świecące od jakiegoś czasu ostrzeżenie o zakamienieniu urządzenia, choć nie była pewna czy to zasługa chochlika, czy też wciąż niespłukanego środka odwapniającego. Czytnik otworzył się natychmiast, myszka laptopa też działała.

– Zadowolona? – zapytał Murphy.

– A żebyś wiedział – odpowiedziała z uśmiechem.

 

Wieczorem mieszkanie lśniło, bo Bożenka z rozpędu zrobiła gruntowne porządki. Rozwalona na sofie, z zadowoleniem rozglądała się po wypucowanym pomieszczeniu. Humor psuł jej tylko słoik z chochlikiem, bo nadal nie wiedziała, co zrobić ze stworem. Murphy siedział zrezygnowany i nawet jego szpiczaste uszy nieco oklapły.

– I co teraz? – zapytał.

Bożenka westchnęła.

– Nie mam pojęcia – odpowiedziała. – Dzisiaj i tak nic już nie wymyślę. Idę do łóżka, może, kiedy się wyśpię, coś rozsądnego przyjdzie mi do głowy.

 

***

 

Bożenka nie cierpiała zakupów. Nie potrafiła pojąć, co jest fajnego w przebijaniu się przez tłum ludzi, czekaniu w kolejce a to do przebieralni, a to do kasy, czy taszczeniu masy papierowych toreb. Tym razem jednak cierpliwie odwiedzała kolejne sklepy w galerii. Przeglądała wieszaki z ubraniami, przymierzała buty, obwąchiwała flakoniki z perfumami, których nie zamierzała kupić i czekała, aż chochlik znajdzie odpowiedniego żywiciela.

Stała przy balustradzie, obserwując klientów kręcących się piętro niżej i kończyła jeść burgera, gdy usłyszała:

– No, to pa, pa!

Zdążyła kątem oka zarejestrować zieloną plamkę, lądującą na plecach młodego mężczyzny. Nowa ofiara chochlika weszła na ruchome schody i zaczęła biec w dół, gdy niespodziewanie mechanizm ruszył w przeciwną stronę, a facet wywinął salto i zarył twarzą w schodek. Zapanowało poruszenie, ludzie krzyczeli, a Bożenka z trudem powstrzymywała śmiech. Poczuła lekkie ukłucie winy, gdy mężczyzna pozbierał się i ujrzała jego zakrwawioną twarz, ale szybko się otrząsnęła.

„To najlepsze, co mogłaś zrobić. Jesteś wolna” – pomyślała i postanowiła uczcić odzyskaną swobodę, kupując sukienkę, która wpadła jej w oko.

 

***

 

Kilka dni później przygotowywała kolację, słuchając jednocześnie telewizyjnych wiadomości.

– …policja zatrzymała gang kieszonkowców, działających w największej galerii…

– Auć! – Bożenka ssała zraniony nożem palec i z napięciem spoglądała na ekran.

Uśmiech rozjaśnił jej twarz, gdy zobaczyła prowadzonego przez gliniarzy aresztanta. Twarz miał, co prawda, zasłoniętą, ale różę wytatuowaną na dłoni widziała już wcześniej. U mężczyzny, który gwizdnął jej portfel w galerii.

Na ekranie pojawił się policjant z dystynkcjami komisarza.

– Zatrzymania są efektem skrupulatnej pracy śledczej policjantów, ale pomógł nam także przypadek, a właściwie seria awarii, które dotknęły członków gangu. Jakby jakaś siła wyższa chciała nam pomóc.

– Yes! – Bożenka zatańczyła uszczęśliwiona, bo dopiero teraz poczuła, że naprawdę pozbyła się chochlikowego problemu.

 

Proste i eleganckie rozwiązanie przyszło jej do głowy w momencie, gdy już zasypiała. Następnego dnia wyłuszczyła plan chochlikowi i wymogła na nim obietnicę, że przeskoczy tylko na złodzieja. Stary portfel, wypchany w większości odpowiednio przyciętymi kawałkami gazety i zabawkowymi pieniędzmi, włożyła do tylnej kieszeni spodni. Tak przygotowana ruszyła na zakupy, kręciła się po galerii, kupiła jakiś drobiazg, za który zapłaciła kilkoma prawdziwymi banknotami i czekała.

Gdy chochlik wykrzyczał swoje Pa, pa, z trudem powstrzymała się od sprawdzenia, czy portfel zniknął. Dopiero gdy uznała, że nie widzi jej żaden wspólnik kieszonkowca, poklepała się po tyłku i odkryła, że faktycznie została okradziona. Aż do teraz nie miała jednak pewności, że ofiarą Murphy’ego był rzeczywiście złodziej. I te wątpliwości nie dawały jej spokoju. Po obejrzeniu telewizyjnego materiału wreszcie mogła odetchnąć z ulgą. Nie tylko pozbyła się problemu, ale i zrobiła to z korzyścią dla ludzkości.

 

***

 

Murphy był szczęśliwy. Trafił do raju. Zastanawiał się, jakim cudem nie odkrył wcześniej przestępczego światka. Tyle jedzenia i to w tak egzotycznych zestawach! Strach pomieszany z poczuciem wyższości, złość i rozczarowanie, nieufność i poczucie zależności. Mógł kosztować wszystkiego. Rozmyślał tylko, jak zaprosić do stołu inne chochliki.

Koniec

Komentarze

Witaj!

 

Opowiadanie lekkie i przyjemne. Szczególnie spodobało mi się zakończenie, spodziewałem się, że pójdzie w trochę inną stronę, a Bożena będzie “stratna”. A tutaj i wilk syty i owca cała :) Może nieco naiwne, ale wywołało uśmiech na twarzy.

 

Język jest sprawny, choć zastanowiłbym się nad zasadnością niektórych kolokwializmów (”zarył twarzą”, “ciurkała ciecz” itp.). Na pewno jest spory problem z przecinkami – warto przejrzeć całość pod kątem interpunkcji. Natomiast w kwestie językowe nie chcę wnikać zbyt głęboko, bo żadnym autorytetem nie jestem :)

 

Jeśli chodzi o warstwę fabularną kilka rzeczy mi zgrzytnęło. Po pierwsze, tytuł wyjawia trochę za dużo. Początek, który jak rozumiem miał budować napięcie, w pewnym momencie zaczął się dłużyć, bo można się było domyślić przyczyny problemów Bożenki. 

Niezbyt przekonało mnie również poruszenie tematu chochlika przez Monikę. Rozumiem potrzebę ekspozycji, ale myślę, że można było rozegrać to trochę subtelniej, szczególnie że jeszcze trochę znaków było w zapasie. Bożenka też zadziwiająco szybko dopuściła możliwość nadprzyrodzonego źródła swojego pecha, szczególnie jak na osobę pracującą w szpitalu psychiatrycznym. Co prawda myśli:

Gliniarze pewnie udawaliby, że niczego nie widzą, a ona wylądowałaby na swoim oddziale, ale tym razem jako pacjentka. Zaraz. A może faktycznie powinna? Może widzi rzeczy, których nie ma.

a potem

Stwierdziła, że najpierw musi się go pozbyć i dopiero później – jeśli nadal będzie widziała bajkowe stwory – uzna, że faktycznie ma problem.

Ale poza tymi dwiema myślami nie widać w jej zachowaniu lęku o własną niepoczytalność. Od razu trzeźwo planuje rozwiązanie problemu. Według mnie trochę za trzeźwo, jak na osobę, która właśnie odkryła istnienie nadprzyrodzonych istot.

 

No i jeszcze jedna kwestia. Niepoczytalny i mogący stanowić zagrożenie dla personelu (jak wnioskuje z zachowania Bożenki) pacjent, który chodzi swobodnie po oddziale… Coś tu nie gra ;)

 

Tak na sam koniec zacząłem się zastanawiać, kto tu właściwie jest “tym złym”? Rozumiem, że Murphy (no bo przecież nie zwalczająca przestępczość Bożenka), ale czy można nazwać go złym, jeśli postępuje zgodnie z chochliczą naturą? Można dyskutować. Ale to już nie jest uwaga merytoryczna, tylko moje pseudofilozoficzne przemyślenia ;)

Hej, Irko,

No, to ja chyba wiem, co się stało z moją pralką i zlewem. XD

Myślę, że w tym konkursie było sporo różnych smaczków, ale złol najczęściej nie był traktowany aż tak bardzo z przymrużeniem oka. Były też inne przypadki, ja tu nie o tym. 

Lubię takie nieoczywiste przestawienie czarnego charakteru, zwłaszcza że widzimy też trochę ciemną stronę Bożenki. Napisane gładko i z humorem czyli tak jak trzeba. Fajnie coś takiego czasem przeczytać, bo zło może mieć też bardziej codzienną, upierdliwą formę.

Pozdrawiam!

Hej, Quebecu, dzięki za wizytę :)

Szczególnie spodobało mi się zakończenie, spodziewałem się, że pójdzie w trochę inną stronę, a Bożena będzie “stratna”.

Cieszę się, że udało mi się Cię zaskoczyć, bo w tym konkursie nie jest to takie łatwe :)

 

Początek, który jak rozumiem miał budować napięcie, w pewnym momencie zaczął się dłużyć, bo można się było domyślić przyczyny problemów Bożenki.

No wiem, wyliczanka tego, co się zepsuło może zirytować, a i tak ograniczyłam ją do minimum.

 

Bożenka też zadziwiająco szybko dopuściła możliwość nadprzyrodzonego źródła swojego pecha, szczególnie jak na osobę pracującą w szpitalu psychiatrycznym.

A bo ja wiem, nie da doświadczalnie sprawdzić, jak zareagują ludzie w takiej sytuacji. Wzięła pod uwagę możliwość, że jej odbiło, nie wykluczyła jej całkowicie, tylko postanowiła sprawdzić, co z tego wyniknie. Myślę, że jest to całkiem racjonalne zachowanie.

 

Niepoczytalny i mogący stanowić zagrożenie dla personelu (jak wnioskuje z zachowania Bożenki) pacjent, który chodzi swobodnie po oddziale…

Raczej chory, który z jakiegoś powodu został przymusowo umieszczony w szpitalu i chce zwiać. Nie stanowi zagrożenia, nic jej nie zrobił, i nawet nie próbował. Jeśli nie jest agresywny, to czemu go zamykać, albo przywiązywać do łóżka. Bożenka wiedziała, że robi coś, czego nie powinna i pewnie bała się raczej konsekwencji, która musiałaby ponieść, gdyby pacjent uciekł, niż samego pacjenta.

 

Przecinkom się przyjrzę, choć znacznie łatwiej wyłapać je w cudzym opku niż w swoim. Co do kolokwializmów, poczekam, co powiedzą inni :)

 

 

Witaj, Oidrin :)

No, to ja chyba wiem, co się stało z moją pralką i zlewem. XD

Ech, nic nie mów, właśnie zauważyłam, że mój piecyk gazowy cieknie :)

 

Myślę, że w tym konkursie było sporo różnych smaczków, ale złol najczęściej nie był traktowany aż tak bardzo z przymrużeniem oka.

Szczerze mówiąc zaczęłam najpierw pisać coś innego, tekst, w którym potraktowałam złola bardzo poważnie, ale zrobił mi się za długi, pozy tym nieco przewidywalny Taki to konkurs. Więc postanowiłam potraktować temat nie aż tak poważnie :)

 

Lubię takie nieoczywiste przestawienie czarnego charakteru, zwłaszcza że widzimy też trochę ciemną stronę Bożenki

No, Bożenka zdecydowanie święta nie jest :) A chochlik postępuje jak postępuje, bo taka jego natura, ale czy to czyni zło mniej złym?

 

Napisane gładko i z humorem czyli tak jak trzeba.

 

Fajnie coś takiego czasem przeczytać, bo zło może mieć też bardziej codzienną, upierdliwą formę.

No, niestety masz rację.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

I mówisz, że trzeba złapać i do słoika?!

Mam nieoparte wrażenie, że jestem właścicielką całego stadka chochlików…

Opowiadania zabawne i no jakie umoralniające;)

Hej, Ambush, witaj :)

 

I mówisz, że trzeba złapać i do słoika?!

Najpierw trzeba mieć odrobinę fuksa i zauważyć. Nie wiem, co tu zadziałało, może te pełne łez oczy ;)

 

Mam nieoparte wrażenie, że jestem właścicielką całego stadka chochlików…

Ech, obawiam się, że każdy ma co najmniej jednego.

 

Opowiadania zabawne i no jakie umoralniające;)

A, dziękuję :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

– Co? – zapytała jednocześnie z Krzysiekiem. – Krzysiowi się chyba odrobinę wydłużyło imię ;)

 

To tylko drobre problemy, które można łatwo rozwiązać” – powtarzała w myślach. – Literówka.

 

Nosiło zielony kubraczek i wyglądało jak chochlik, opisany przez Monikę. – To może szczegół, ale wydaje mi się, że Monika nie opisywała, jak wygląda chochlik. Mówiła tylko o tym, co takiego robi.

 

– Nie mam pojęcia – odpowiedziała. Dzisiaj i tak nic już nie wymyślę. Idę do łóżka, może kiedy się wyśpię, coś rozsądnego przyjdzie mi do głowy. – Do tego ostatniego zdania przydałoby się dodać coś potrzebnego przy zapisie myśli. 

 

Hej, Irko.

Tekścik w sam raz na miły poranek. Nie ma w nim może fajerwerków ani innych cudów, ale jest za to lekkość i zabawna historyjka, którą przyjemnie się czytało. 

Zastanawiam się tylko, czy ten chochlik pastwił się nad żywicielem na odległość, gdzieś tam się za nim skradając, czy może wdzierał się w jakiś sposób do jego wnętrza, tak jak mój szeptuch właził innym do głowy przez uszy? :)

Klik.

Cześć!

 

Lekka historia, która skojarzyła mi się z powieściami Joanny Chmielewskiej. Ciekawe podejście do zła, przyjemna odmiana po tekstach ociekających brutalnością.

 

Wyłapałam trochę usterek technicznych.

– Wszystko do wymiany! – Blondynka jakby w ogóle nie usłyszała pytania. – Wiesz[+,] ile to będzie kosztować?!

„Kawy!” – pomyślała[+,] otwierając drzwi do mieszkania.

W końcu z westchnieniem rozłożyła się na sofie i sięgnęła po czytnik[+,] licząc, że lektura ją uspokoi.

 Kliknęła w okładkę książki, która otworzyła się nieco wolniej niż zazwyczaj.

Klika się coś, a nie w coś. 

 

Drogę od przystanku do miejsca pracy pokonała już nieco wolniej, ale i tak wpadła na oddział[+,] dysząc cieżko

Literówka

Zegar stojący normalnie na komodzie przelaciał przez pokój i trafił w wiszący na kaloryferze, wypełniony wodą nawilżacz w kształcie kota.

Literówka. Mam też wrażenie, że w tym zdaniu jest za dużo szczegółów. “Wypełniony wodą” i “normalnie” bym sobie darowała.

Jakby jakaś siła wyższa chciała nam pomóc.

Moim zdaniem “jakaś” zbędne.

Najpierw bluzgała, ale kiedy pacjent był coraz bliżej[+,] zaczęła szeptać:

Przez chwilę bawiła się tą myślą i wyobrażała[+,] jak ta przeklęta zołza zmaga się z chochlikiem.

Dopiero, gdy uznała, że nie widzi jej żaden wspólnik kieszonkowca, poklepała się po tyłku i odkryła, że faktycznie została okradziona.

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Hej, Realucu, dzięki za wyłapanie babolków, poprawiłam :)

Cieszę się, że opowieść o chochliku Ci się spodobała i dziękuję za klika :) Fajerwerków rzeczywiście nie ma, ale chciałam napisać coś lekkiego i nie dołującego.

 To może szczegół, ale wydaje mi się, że Monika nie opisywała, jak wygląda chochlik. Mówiła tylko o tym, co takiego robi.

W tekście faktycznie tego nie ma, ale uznałam, że przecież mogli gadać dłużej i nie cała rozmowa została zapisana ;)

 

Zastanawiam się tylko, czy ten chochlik pastwił się nad żywicielem na odległość, gdzieś tam się za nim skradając, czy może wdzierał się w jakiś sposób do jego wnętrza, tak jak mój szeptuch właził innym do głowy przez uszy? :)

Wyobrażam go sobie siedzącego na ciele ofiary, może we włosach, przed prysznicem może się schować w uchu ;)

 

Cześć, PanieDomingo :) Jaki fajny komentarz, aż się spłoniłam, bo coś dokładnie takiego chciałam napisać :)

A wiesz, że kawę zaparzaną staropolskim zwyczajem kiedyś piłam i faktycznie mi smakowała ;)

Murphy pozbył się apostrofu.

Dzięki za kliczka :)

 

Witaj, Alicello :) No, u mnie faktycznie brutalności nie ma, choć koci nawilżać byłby pewnie innego zdania ;)

Zło ma różne oblicza i nie zawsze musi ociekać krwią. Wystarczy półgodzinny korek w upalny dzień, a ludzie zmieniają się w złoli ;)

Większość poprawek wprowadziłam, mam wątpliwości przy paru przecinkach, więc na razie zostawiłam.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Fajny pomysł na element fantastyczny, a jeszcze lepszy na jego zaprzęgnięcie do roboty przy utrzymaniu porządku.

Miło ze strony bohaterki, że nie wykończyła stworka, choć wredny.

Humor też na plus.

Babska logika rządzi!

Cześć Finklo, miło Cię tu widzieć. Cieszę się, że trafiłam z humorem. I dzięki za kliczka :)

a jeszcze lepszy na jego zaprzęgnięcie do roboty przy utrzymaniu porządku.

No, przy inwazji chochlików światek przestępczy nie ostałby się długo ;)

 

Miło ze strony bohaterki, że nie wykończyła stworka, choć wredny.

Bohaterka też odrobinkę wredna była, ale… no sama pomyśl, zabiłabyś takie małe gadające?

 

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Kurczę, nie wiem. Gdyby mi psuło wszystkie sprzęty w domu… Dlatego właśnie podoba mi się Twój pomysł. Nawet z takiej paskudy może być pożytek.

Nie. Chyba bym nie zabiła. Za dużo się człowiek naczytał bajek o uwięzionej biedzie itp.

Babska logika rządzi!

I weź jeszcze pod uwagę, że skubany socjopata potrafi manipulować ludzkimi uczuciami. Zaraz by Ci się żal zrobiło paskudy ;)

Dlatego Bożenka się tak męczyła, podejmując decyzję, co z cholernikiem zrobić.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Manipulowanie uczuciami? Tu już robi się za dużo niewiadomych w równaniu.

Babska logika rządzi!

Psuje sprzęty, żeby wywołać złość, przedstawia się – toż to przecież klasyczny chwyt. Narzucić nie może, ale wie, gdzie przycisnąć, żeby człowiek poczuł to, czego sobie życzy. Jak każdy socjopata ;)

 

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

No tak, ale nie potrafię przewidzieć własnej reakcji, skoro nawet nie wiem, w którą stronę będzie manipulował i w jakich okolicznościach.

Babska logika rządzi!

Oj tam, Finklo, przecież stale jesteśmy manipulowanie. Po świecie chodzi zdecydowanie za dużo ludzi, którzy wiedzą, gdzie nacisnąć ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Co ciekawe, nie jestem pewna, czy lepiej się zapisywać do tych wiedzących, czy nie.

Babska logika rządzi!

To jest dobre pytanie. Warto umieć rozpoznać, ale jak to potrafisz, z reguły potrafisz też zastosować. I w efekcie zaczyna to przypominać stan równowagi strachu, z pewną przewagą dla złoli.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Ależ mi się podobało. :-) W niewymuszony sposób opowiadasz tę historię. Jest zamknięta i "prawdziwa" z tym pechem, który się do nas czasami przyczepia. Znam ci ja podobne spiseqi, doświadczałam. Czasami jak się coś sypie, to jedno za drugim i ani się obejrzysz lądujesz w wydatkach i sprzątasz po kłopotach. ;-)

Fajna też jest kompozycja całości i sprawność prowadzenia fabuły. Jedne moment lekko mnie tylko zdetonował – "Proste i eleganckie rozwiązanie przyszło jej do głowy (…) zrobiła to z korzyścią dla ludzkości". Lekko infodumpowy, ale chyba nie o mi to chodzi, bardziej chodzi o przeredagowanie go (zmienić kolejność, coś przyciąć, usunąć, ale tak, aby clue pozostało).

 

Drobiazg:

,w kolorze cieńkiej herbaty.

Cienkiej?

 

srd :-)

a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Hej, Asylum, cieszę się, że się podobało :)

Znam ci ja podobne spiseqi, doświadczałam.

Ja też, ten tekst zaczęłam pisać jakiś czas temu, właśnie po serii takich nieszczęść. Wtedy nie skończyłam, ale stwierdziłam, że na konkurs będzie w sam raz.

 

Lekko infodumpowy, ale chyba nie o mi to chodzi, bardziej chodzi o przeredagowanie go (zmienić kolejność, coś przyciąć, usunąć, ale tak, aby clue pozostało).

Fakt, lekko infodumpowy, ale nie chciałam odkrywać kart od razu w galerii, wolałam, żeby czytelnik sądził, że Bożenka podarowała chochlika komuś przypadkowemu. Ale może masz rację. Przyjrzę się temu, ale dopiero, jak jurki poczytają :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Całkiem fajna opowiastka. Niby masz w tagu czarny charakter, a jednak jest w tym tekście coś przyjemnie lekkiego, może nawet sympatycznego.

Sam pomysł na chochlika niby prosty, ale jednocześnie, jeśli się owym konceptem pobawić, to okazuje się, że z tego można całkiem sporo zbudować. Tutaj nawet trochę żałuję, że ten potencjał chochlika został wykorzystany jedynie częściowo – na tyle, żeby zamknąć tekst i stworzyć przyjemne czytelniczo opowiadanie, a zarazem nie na tyle, żebym nie miał ochoty marudzić, że można było z tego chochlika wycisnąć coś więcej. :P

Fajne jest też to, jak napisałaś ten tekst. Niby blisko 20 000 znaków, a czułem się, jakbym czytał szorta. Nawet nie wiem, kiedy mi to zleciało.

Plus za oszczędzenie stworka. Chociaż w sumie chyba średnio był wybór ze względu na charakter konkursu. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Hej, CMie :) Cieszę się, że się podobało :)

No, czarny charakter to zdecydowanie jest, jak by Ci coś psuło wszystkie sprzęty w domu, bo sprawienie człowiekowi odrobiny radości jest niesmaczne, to jakbyś nazwał takie coć ;) A że małe, brzydkie i dało się złapać, to czytelnik mu trochę współczuje.

Opko miało być proste, nie chciałam tam nawrzucać za dużo, choćby dlatego, że mam pomysł na drugiego chochlika, który żywi się nieco innymi uczuciami i chciałam, żeby mi jeszcze coś zostało ;)

Fajnie, że przeleciałeś i nie dłużyło Ci się. Trochę się obawiałam, że lista nieszczęść, które dotknęły Bożenkę może się nieco dłużyć.

Plus za oszczędzenie stworka. Chociaż w sumie chyba średnio był wybór ze względu na charakter konkursu. ;-)

Charakter konkursu to jedno, ale Bożenka i tak by go nie zabiła ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Fakt, lekko infodumpowy, ale nie chciałam odkrywać kart od razu w galerii, wolałam, żeby czytelnik sądził, że Bożenka podarowała chochlika komuś przypadkowemu

Nie, nie, dobrze zrobiłaś, że nie odkryłaś kart i jest to znakomity moment do wstawienia tego kawałka. Tylko bym go lekko przeredagowała. ;-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

 jest to znakomity moment do wstawienia tego kawałka.

Uff, ulżyło mi ;)

Przyjrzę się temu, ale po jurkach. A co Ty byś zmieniła?

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Trochę mniej słów i kolejność zdań, aby lepiej wpasowało się w narrację, a nie było wtrętem na innym poziomie zewnętrzności. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dzięki, coś popróbuję :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Przyjemny tekst. Mamy dramat głównej bohaterki, część akcji odbywa się w szpitalu psychiatrycznym, dodatkowo na końcu pojawiają się wątki półświatka, a wydźwięk na przekór pozytywny ;)

Bardzo fajnie się czytało, a jeśli miałbym na coś narzekać, to powiedziałbym, że trochę mam niedosyt humoru w opowiadaniu, ale to subiektywne odczucie.

Witaj, bjkpsrz, albo jeśli mogę – bajkopisarzu :)

Mamy dramat głównej bohaterki, część akcji odbywa się w szpitalu psychiatrycznym, dodatkowo na końcu pojawiają się wątki półświatka, a wydźwięk na przekór pozytywny ;)

Wow, faktycznie sporo się tego nazbierało :)

 

Fajnie, że się podobało. Z humorem nie chciałam przesadzać, jeszcze by mnie jurki zdyskwalifikowały ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Witam jurka :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Hej, Irka!

 

Bardzo przyjemne opowiadanie, ciekawe zakończenie – zły wygrywa i dobro wygrywa. Bardzo przyjemna, lekka lektura.

 

Nie wyczaiłem chyba tylko w jaki sposób Chochlik wrócił do Bożenki. On tak może? Czy to wynik którejś obietnicy?

 

Pozdrawiam!

 

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Witaj, Krokusie, cieszę się, że lektura była przyjemna :)

 

zły wygrywa i dobro wygrywa.

Chciałam złego złola, ale żeby zło nie dotknęło tych dobrych :) Fajnie, że mi się udało :)

 

Nie wyczaiłem chyba tylko w jaki sposób Chochlik wrócił do Bożenki.

Znaczy po słoiku? Pozwoliła mu, a że już wiedziała, że go ma, to pewnie jedzonko nie byłoby takiego dobre, więc przystał na jej propozycję.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Irka,

 

Chodzi mi o ten moment przed:

Proste i eleganckie rozwiązanie przyszło jej do głowy w momencie, gdy już zasypiała. Następnego dnia wyłuszczyła plan chochlikowi i wymogła na nim obietnicę, że przeskoczy tylko na złodzieja.

Jeszcze przed chwilą Chochlik miażdżył gang kieszonkowców i nagle znajduje się znów w domu Bożenki.

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

To wspomnienie. Nie chciałam zdradzać zbyt wcześnie, co Bpżenka wymyśliła :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Ojej, przyznam, że nie chwyciłem tego od razu, może to kwestia zapisu. Ale teraz odbiór tekstu jest nieco inny. Lepszy :D

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

:)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Cześć!

 

Taki złol na lekko. Ludzki, ale baz okropieństw, choć zły, wręcz wpędzający w amok, ale i humorystyczny. Czytało się bardzo dobrze, zwłaszcza opis reakcji choleryczki przypadł mi do gustu. Wulkan. Krótko i na temat. Tytuł jakoś mi sugerował wekowanie, ale bohaterka znalazła inny sposób. Wszystko dobrze się skończyło, choć “zło” tryumfuje.

 

Pozdrawiam i powodzenia w konkursie!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Hej, krarze, cieszę się, że się spodobało i piekielnie przyjemnie czyta się Twój komentarz, bo właśnie coś takiego chciałam napisać i taki odbiór uzyskać :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Cześć, Irko,

kolejne udane opowiadanie. Być może bardzo proste fabularnie, ale cóż skoro czytało się z wielką przyjemnością. Uwielbiam to jak w naturalny sposób oddajesz rzeczywistość – bardzo łatwo zrozumieć bohaterkę i wstąpić w jej świat. Następuje tu taka myśl, że to mogłoby spotkać mnie. Fajnie. Dodatkowo lubię twoją zwięzłość, nie rozpisujesz się niepotrzebnie.

 

Znalazłam dwie literówki:

 

– Ale serio wszystko? – zapytała z niedowierzeniem brunetka.

 

Bożenka ocknęła się pośrodku zruinowanego pokoju i ze zgrozą patrzyła na szkody, które sama poczyniła.

 

Powodzenia! 

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Witaj, Lano, cieszę się, że czytanie sprawiło Ci przyjemność ;)

 

Uwielbiam to jak w naturalny sposób oddajesz rzeczywistość – bardzo łatwo zrozumieć bohaterkę i wstąpić w jej świat.

Dziękuję, to duży komplement :)

 

Dodatkowo lubię twoją zwięzłość, nie rozpisujesz się niepotrzebnie.

Oj, rozpisuję się, tylko potem ścinam jak szalona ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Uśmiechnęło na początek dnia. Dzięki za opowiadanie bez krwi, trupów i postapokalipsy. Tak mało takich. Gdybym mógł , wnioskowałbym o piórko dla Ciebie Autorko. Powodzenia :)

A nie możesz?

Babska logika rządzi!

Irko, w niezwykle przystępny i zabawny sposób pokazałaś zło, które od czasu do czasu dotyka chyba wszystkich – może nie w takim natężeniu, jakiego doświadczyła Bożenka, ale zdarza się, że jak coś się zacznie psuć, to nie pojedynczo, a raczej lawinowo. Podoba mi się, że Twoje zło udało się okiełznać i należycie ukierunkować. ;)

 

Bru­net­ka za­ćmo­ka­ła współ­czu­ją­co. ―> Chyba miało być: Bru­net­ka za­cmo­ka­ła współ­czu­ją­co.

 

wpa­dła na od­dział dy­sząc cież­ko. ―> Literówka.

 

– Sa…mo­chód – wy­sa­pa­ła. ―> Brak spacji po wielokropku.

 

ock­nę­ła się po­środ­ku zru­ino­wa­ne­go po­ko­ju… ―> Literówka.

 

może za­brać się za sprzą­ta­nie zru­ino­wa­ne­go miesz­ka­nia. ―> …może za­brać się do sprzątania zrujnowanego miesz­ka­nia.

 

gang kie­szon­kow­ców, ope­ru­ją­cach w naj­więk­szej ga­le­rii… ―> Literówka.

O kieszonkowcach napisałabym: …gang kie­szon­kow­ców, grasujących/ działających w naj­więk­szej ga­le­rii

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Witaj, Koalo :)

Uśmiech­nę­ło na po­czą­tek dnia. Dzię­ki za opo­wia­da­nie bez krwi, tru­pów i po­sta­po­ka­lip­sy.

Cała przyjemność po mojej stronie :)

 

Tak mało takich.

I tu się z tobą w zupełności zgadzam :)

 

Gdybym mógł

Abstrahując od mojego opka, masz ponad miesiąc stażu na portalu, a to znaczy, że możesz nominować. Możesz też klikać do Biblioteki (3 miesiące stażu i ponad 50 komentarzy)

 

 

Hej, Reg, miło Cię tu widzieć i cieszę się, że historia chochlika się spodobała :)

zdarza się, że jak coś się zacznie psuć, to nie pojedynczo, a raczej lawinowo.

Wiem, szczerze mówiąc zaczęłam to opko pisać właśnie po takiej serii, a potem seria się skończyła i opka jakoś nie dopisałam ;)

 

Babolki oczywiście poprawiłam. Trochę mnie ruinami wystraszyłaś, bo poprawiłam je już wcześniej ;)

 

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

A mnie było miło gościć u Ciebie, Irko. ;)

Ruiny maja to do siebie, że często siedzi w nich coś, co potrafi straszyć. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ruiny maja to do siebie, że często siedzi w nich coś, co potrafi straszyć. ;)

Albo upał i mam zwidy ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Upał też pomieści się w ruinach. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Albo od upału zrobi się fatamorgana i pokaże ruiny.

Babska logika rządzi!

Ruiny zrujnowanego pokoju ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Cześć, Irko_Luz!

 

Twoje opowiadanie jest ostatnim, które przeczytałem z konkursowych i z całą pewnością należy ono do ścisłej czołówki, jeżeli chodzi o wykonanie. Historia nie jest przesadnie skomplikowana, ale to dobrze. Przyjemnie czyta się o losach Bożenki, walczącej, pozornie z elektroniką, a faktycznie z całkiem sympatycznym żyjątkiem. ;-)

Najmniej podeszło mi zaserwowanie informacji o chochliku poprzez wypowiedź Moniki. Moim skromnym zdaniem ta ekspozycja wypadła trochę drętwo.

Były jednak też fragmenty zabawne, oczywiście z udziałem chochlika, którego mogłoby być nieco więcej.

Nie do końca odnajduje w opowiadaniu ten konkursowy szwarccharakter (wiem, że w zamyśle był nim chochlik, ale jego nie da się nie polubić). Zły tak naprawdę był złodziej, a on skończył marnie. ;-)

 

Pozdrawiam i życzę powodzenia w konkursie!

"Kozy mają mnie w nosie, a psy na ogonie." T. Rałowski

Moje komentarze nie są ‘merytoryczne’, więc nie jestem pewien, czy wystarcza staż.

 

Mam jeszcze jedną uwagę ‘osobistą’. Dlaczego takie opowiadanie jak Twoje nie trafiło na półkę Humor? Czyżby, jeżeli to zależy tylko od Autora, autorzy obawiali się, że taka kwalifikacja deprecjonuje opowiadanie? Istnieją czytelnicy (jeden na pewno – ja :) ), którzy chętnie zaglądają na półkę Humor mając dość trupów, krwi i apokalips.

Witaj, Filipie :) Dziękuję za wizytę i komentarz. Fajnie, że się spodobało :)

Twoje opowiadanie jest ostatnim, które przeczytałem z konkursowych i z całą pewnością należy ono do ścisłej czołówki, jeżeli chodzi o wykonanie.

<się płoni> :)

 

Historia nie jest przesadnie skomplikowana

Staram się nie komplikować sobie życia skomplikowanymi historiami :)

 

Najmniej podeszło mi zaserwowanie informacji o chochliku poprzez wypowiedź Moniki. Moim skromnym zdaniem ta ekspozycja wypadła trochę drętwo.

Gdzieś ten imfodump musiałam wcisnąć. Może faktycznie lepiej by było, gdyby Bożenka wyciągnęła tę informację z chochlika, ale wtedy poszłaby mi się paść cała scena w pracy. W każdym razie teraz już nie pogrzebię, bo konkurs.

 

Były jednak też fragmenty zabawne, oczywiście z udziałem chochlika, którego mogłoby być nieco więcej.

Skoro Murphy się spodobał, to może pojawią się i inne chochliki ;)

 

Nie do końca odnajduje w opowiadaniu ten konkursowy szwarccharakter (wiem, że w zamyśle był nim chochlik, ale jego nie da się nie polubić)

Bo Ci się nic nie psuje ;) Postaw się na miejscu Bożenki ;)

 

 

Hej, Koalo

Moje komentarze nie są ‘merytoryczne’, więc nie jestem pewien, czy wystarcza staż.

Merytoryczne nie oznacza, że musisz fachowo rozłożyć tekst na czynniki pierwsze. Chodzi raczej o to, żeby wyjaśnić dlaczego się podobało :)

 

Dlaczego takie opowiadanie jak Twoje nie trafiło na półkę Humor?

Tagi zależą od autora. Dodawać je trzeba, bo bez nich (podobnie jak bez fragmentu reprezentacyjnego) jeśli opko trafi do Biblioteki, nie pojawi się niestety na stronie głównej. A zawsze miło je tam zobaczyć. Ja w ogóle jestem oszczędna jeśli chodzi o tagi, bo uważam, że mocno spojlerują. A już tag humor przeraża mnie śmiertelnie, bo, kurczę, człowiek nigdy nie wie, co inni uznają za zabawne. I może się okazać, że większość uzna, że tekst zabawny wcale nie jest. Ale, ponieważ po komentarzach widzę, że tym razem trafiłam, to dodam :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Masz rację, że różni różne mają poczucie humoru. Sam na półce Humor znalazłem co najmniej kilka pozycji, których humor wydał mi się ‘fantastyczny’ i uznałem, że to dlatego, że Biblioteka jest w Nowej Fantastyce. Cieszę się, że masz więcej komentarzy doceniających Twój humor. (na ogół nie czytam komentarzy)

Mam spore zaległości w tekstach na konkurs złolowy, więc póki co dodaję sobie do kolejki i czytam, wybierając opka niemal losowo. Lecz gdy przemknął mi Twój wstęp o babkach mających plan na kupowanie po kilka plasterków każdej wędliny, nie mogłem się powstrzymać, by nie przeczytać Twojego dzieła w całości xD

Historyjka jest bardzo prosta, lekka, a zarazem niesamowicie sympatyczna i przyjemna w odbiorze. Trochę popsułaś niespodziankę w postaci chochlika tytułem, mogłaś dać jakiś inny i wtedy byłoby odrobinę bardziej zaskakująco (chociaż oczywiście odkrycie złośliwego stwora zwiastowała absurdalna historyjka zasłyszana przez Bożenkę w pracy). Chciałbym też zwrócić uwagę, że niesamowicie wiarygodnie oddałaś reakcje Bożenki na pechowe wydarzenia, których ofiarą padła – mam poczucie, że zachowywałbym się dokładnie tak samo i mogę się z Twoją bohaterką utożsamić xD Okrucieństwo w postaci uniemożliwienia wypicia kawy zabolało mnie straszliwie.

Dobra robota, fajowe opowiadanie, wylew Nilu obfity i solidny. Klikałbym do Biblioteki (z prawidłowo wklejonym linkiem!), gdyby było Ci to potrzebne :D

 

Narastała w niej gniew.

Masz literówkę. 

Witam

 

Wielcem rada, że szanowne bóstwo czuje się usatysfakcjonowane lekturą :)

 

Lecz gdy przemknął mi Twój wstęp o babkach mających plan na kupowanie po kilka plasterków każdej wędliny, nie mogłem się powstrzymać, by nie przeczytać Twojego dzieła w całości xD

A co, też Ci się trafiło kwitnąć w kolejce za taką klientką?

 

Trochę popsułaś niespodziankę w postaci chochlika tytułem

Ech, psiakostka, mam wieczny problem z tytułami. Kiedyś Reg wymyśliła mi tytuł do już opublikowanego drabbla, a Katia dorzuciła obrazek. Teraz myślę, że trzeba było dać Murphy w słoiku, ale po ptokach, bo się jurki pogubią ;)

 

Chciałbym też zwrócić uwagę, że niesamowicie wiarygodnie oddałaś reakcje Bożenki na pechowe wydarzenia, których ofiarą padła – mam poczucie, że zachowywałbym się dokładnie tak samo i mogę się z Twoją bohaterką utożsamić xD

:D

 

Okrucieństwo w postaci uniemożliwienia wypicia kawy zabolało mnie straszliwie.

No, szczególnie, że była na wyciągnięcie ręki :) A w ogóle większość rzeczy, opisanych w opku zdarzyła się naprawdę :)

 

Literówkę poprawiłam :)

 

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

A co, też Ci się trafiło kwitnąć w kolejce za taką klientką?

Zdarzyło się, nawet dzisiaj. Wpadłem w trakcie przerwy w pracy do Biedronki po chleb i mleko, ale wszystko się przedłużyło, ponieważ przy krajalnicy stała pani, która przez dziesięć minut kontemplowała rozmiar kromki (są tylko trzy opcje do wyboru).

 

Ech, psiakostka, mam wieczny problem z tytułami.

Nie powinienem się tego czepiać, bo sam wymyślam okropne tytuły i wszystkie są durnowate :D

 

A w ogóle większość rzeczy, opisanych w opku zdarzyła się naprawdę :)

Mam jedynie nadzieję, że nie jedna po drugiej, i nie w takim natężeniu :D

 

Bo Ci się nic nie psuje ;) Postaw się na miejscu Bożenki ;)

Coś tam się czasem popsuje. ;-) I reakcje bywają nie lepsze, niż u Bożenki. ;-)

 

Natomiast chochlik okazał się ostatecznie porządnym gościem, a tak naprawdę to był sędzią sprawiedliwym, który za złe karał. ;-)

 

Skoro Murphy się spodobał, to może pojawią się i inne chochliki ;)

Koniecznie. :-)

"Kozy mają mnie w nosie, a psy na ogonie." T. Rałowski

Przeszkadzał mi relacyjny charakter opowiadania. Bardzo dużo wymieniasz, co Bożenka zrobiła po kolei, przez co miałam wrażenie narracyjnej monotonii. Nie do końca też odczułam frustrację głównej bohaterki. Nie przekonał mnie jej wybuch, umotywowany jej przeszłością – ale też na zasadzie zrelacjonowania tych informacji. Sam pomysł na chochlika ciekawy. I bardzo fajnie, że nie zmieniłaś mu charakteru (choć jeśli dobrze rozumiem, był to wymóg konkursu). Niestety ten tekst przeszedł obok mnie, ale że napisany sprawnie, to czytało się przyjemnie :-)

 

Dream big.

Amonie

Wpadłem w trakcie przerwy w pracy do Biedronki po chleb i mleko, ale wszystko się przedłużyło, ponieważ przy krajalnicy stała pani, która przez dziesięć minut kontemplowała rozmiar kromki (są tylko trzy opcje do wyboru).

Współczuję :)

 

Mam jedynie nadzieję, że nie jedna po drugiej, i nie w takim natężeniu :D

Aż tak źle nie było :)

 

Filipie

Coś tam się czasem popsuje. ;-) I reakcje bywają nie lepsze, niż u Bożenki. ;-)

:D

 

Natomiast chochlik okazał się ostatecznie porządnym gościem, a tak naprawdę to był sędzią sprawiedliwym, który za złe karał. ;-)

Raczej za sprawą Bożenki trafił na dobrą wyżerkę ;)

 

 

Hej, Dogs, nie wszystkim musi się podobać ;)

Bardzo dużo wymieniasz, co Bożenka zrobiła po kolei, przez co miałam wrażenie narracyjnej monotonii.

To już raczej co jej się przydarzyło. I szczerze mówiąc trochę się bałam, że to może być tak odebrane.

 

Nie do końca też odczułam frustrację głównej bohaterki. Nie przekonał mnie jej wybuch, umotywowany jej przeszłością – ale też na zasadzie zrelacjonowania tych informacji.

To miał być krótki tekścik, już i tak mi się rozrósł, bo starałam się więcej pokazywać, niż opowiadać ;) Nie wiem, co mogłabym tu jeszcze poczarować bez dalszego pompowania liczby znaków.

 

Sam pomysł na chochlika ciekawy. I bardzo fajnie, że nie zmieniłaś mu charakteru (choć jeśli dobrze rozumiem, był to wymóg konkursu)

Dziękuję :) Chochlik od początku miał taki być, a zaczęłam pisać dawno temu :)

 

ale że napisany sprawnie, to czytało się przyjemnie :-)

Uff, przynajmniej tyle :)

Może następnym razem wstrzelę się w Twoje gusta :)

 

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Irko, przepraszam, ale pomarudzę. :(

Przeszkadza mi struktura tego tekstu. Tytuł w zasadzie zdradza cały twist, na jakim planujesz oprzeć tę historię, a dwie pierwsze sceny, tj. ta w sklepie i następna w domu, tylko utwierdzają w tym przekonaniu. Bardzo długo czekałem, aż przełamiesz ten motyw, czy zabierzesz się za niego od jakiejś niecodziennej strony, ale po prostu kolejnymi scenami podbudowywałaś to, co wiadome było w zasadzie już od przeczytania tytułu. Siłą rzeczy lektura takiego spodziewanego ciągu wydarzeń nie była specjalnie pasjonująca.

Sprawę nieco ratuje samo zakończenie. Wejście w komitywę z chochlikiem nadało opowiadaniu sznytu z gatunku feeling-good i to zabieg, który mi się spodobał. Napisane sprawnie, humor nierówny, lecz być może to po prostu nie moje klimaty.

Moim zdaniem tym razem wyszedł raczej średniak, a ja tu bym chciał poczytać coś przynajmniej Widarowej jakości. :p

Hej, Mr.Brightside, nie marudzisz, raczej dość dokładnie opisujesz moje obawy co do odbioru opka. Jeśli chodzi o ttuł, to mam z tym wieczne problemy. Dopiero jak opko trochę powisiało na stronie przyszło mi do głowy, że tytuł Murphy w słoiku byłby dużo lepszy i zmienię, jak tylko jurki podsumują konkurs.

To jest ciąg zdarzeń, który może znużyć i nie bardzo wiem, jak to inaczej sprzedać. Już i tak skróciłam nieszczęścia Bożenki do minumum. Celowałam w zakończenie i liczyłam, że spodoba się na tyle, że ów nużący ciąg zdarzeń zostanie mi wybaczony ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Witam jurke ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Witam Irka_Luz

No czasami tak jest. Co poradzisz jak nic nie poradzisz:D najważniejsze to zachować spokój:D. Fajnie, lekko i przyjemnie:D

Hej, vrchampsie :)

najważniejsze to zachować spokój:D.

A to mało kto potrafi :)

 

Fajnie, lekko i przyjemnie:D

Dziękuję :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Hail Discordia

Bardzo przyjemne, wciągające opowiadanie. Kiedy przeczytałem początek ze sklepem mięsnym, od razu wiedziałem, że historia przypadnie mi do gustu. Podzielam opinie innych czytelników – bardzo życiowy fragment. Zakończenie również ucieszyło, dobrze że ten chochlik żeruje teraz na grupie przestępczej. Przynajmniej nie zgłodnieje. Pozdrawiam!

Witam ostatniego jurka :)

 

Hej, Lupusie, cieszę się, że się spodobało :)

 

Zakończenie również ucieszyło, dobrze że ten chochlik żeruje teraz na grupie przestępczej. Przynajmniej nie zgłodnieje.

No, i jeszcze się ludziom przysłuży :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

To jest opinia, którą napisałem przed wrzuceniem obrazka potwierdzającego przeczytanie. Nie śledziłem tego, czy w tekście zachodziły później jakieś zmiany. Nie czytałem komentarzy innych użytkowników przed spisaniem własnych uwag.

Doceniam pomysł, bo ewidentnie celowałaś w tekst lekki i przyjemny. Niestety, do mnie niezbyt trafiło ;) Wydaje mi się, że to przede wszystkim kwestia humoru. Na szczęście jest dość niewymuszony, więc nie czułem jakiejś przesady albo próby bombardowania mnie heheszkami na siłę.

Tekst chyba poprawiałaś na bieżąco, bo miejscami styl jest jakby rwany. Jest też trochę problemów z interpunkcją. Szczerze mówiąc, przeszkadzało mi to wszystko w płynnym czytaniu, trochę odrywało od całości.

Przymrużenie oka spowodowało, że miałem lekki problem, żeby dostrzec złego w tekście. To znaczy, rozumiem, że jest nim Murphy, ale przedstawiasz go w taki sposób, że powątpiewam, czy faktycznie jest tym złym. Szczególnie po zakończeniu. Reszta bohaterów nie jest zbyt wyrazista, z wyjątkiem Bożenki, która faktycznie jest prawdziwym wulkanem. W krótkiej formie udało Ci się zawrzeć jej zmagania z rzeczywistością. Za to plus.

Cóż, z jednej strony – jak już pisałem – do mnie całość niekoniecznie trafia, ale wydaje mi się, że może przynieść trochę radości innym użytkownikom. Tego właśnie Ci życzę ;)

Dziękuję pięknie za udział w konkursie, życzę miłego dnia ;)

Początkowo miałem powiedzieć, że pierwszy akapit jest tak pięknie napisany, że mam wrażenie jakbym czytał własne uczucia w kolejce do stoiska mięsnego (nienawidzę). Po lekturze całości stwierdzam, że jest ono napisane w tak naturalny sposób, jakby czytelnik faktycznie wszedł na moment do głowy Bożenki. 

 

Jest przyjemnie, lekko i humorystycznie. Natłok niefortunnych zdarzeń, które może nie są do gruntu złe, ale irytują jak bzycząca wokół głowy mucha mnie osobiście przyprawiłby o szewską pasję. 

Witam jurka morteciusza po raz drugi :) Szkoda, że nie do końca spasiło, ale tak to w życiu bywa ;) Może następnym razem.

 

Wydaje mi się, że to przede wszystkim kwestia humoru.

Tak to jest z humorem, do jednych trafia, do innych nie ;)

 

Tekst chyba poprawiałaś na bieżąco, bo miejscami styl jest jakby rwany.

A nie, poprawiałam babolki i literówki, ale w strukturę tekstu nie interweniowałam.

 

Przymrużenie oka spowodowało, że miałem lekki problem, żeby dostrzec złego w tekście. To znaczy, rozumiem, że jest nim Murphy, ale przedstawiasz go w taki sposób, że powątpiewam, czy faktycznie jest tym złym.

A czemu, przecież chochlik sam tego nie wymyślił, to Bożenka postanowiła złola wykorzystać z pożytkiem dla społeczeństwa. Murphy po prostu był, jaki był, w żaden sposób się nie zmienił. Smakowały mu negatywne ludzkie emocje, a szczególnie złość i bezradność, więc je u żywicieli wywoływał. Miał alternatywę. Mógł się żywić szczęściem, z głodu by na takiej diecie nie umarł, tyle że mu te uczucia nie smakowały.

 

Reszta bohaterów nie jest zbyt wyrazista, z wyjątkiem Bożenki, która faktycznie jest prawdziwym wulkanem. W krótkiej formie udało Ci się zawrzeć jej zmagania z rzeczywistością. Za to plus.

No, fakt, Bożenka to wulkan. Co do reszty, właściwie reszta postaci stanowiła tło dla zmagań Bożenki z chochlikiem. Celowo nie starałam się pogłębiać tych postaci.

 

He, Fladrifie, dziękuję za miły komentarz :)

Początkowo miałem powiedzieć, że pierwszy akapit jest tak pięknie napisany, że mam wrażenie jakbym czytał własne uczucia w kolejce do stoiska mięsnego (nienawidzę).

Też nienawidzę, wszelkich kolejek. I cieszę się, że tyle osób podziela moje odczucia ;)

 

Natłok niefortunnych zdarzeń, które może nie są do gruntu złe, ale irytują jak bzycząca wokół głowy mucha mnie osobiście przyprawiłby o szewską pasję.

Mnie też :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Hej, hej

Miłe opowiadanie. Zdecydowanie można identyfikować się z biedną Bożeną, bo kto nie miał poczucia, że jakiś chochlik siedzi mu na ramieniu? Zemsta na złodziejach satysfakcjonująca – czyżby sposób na ostateczne rozwiązanie przestępczości. Czytało się płynnie i choć fajerwerków nie ma, to lektura była przyjemna :)

Pozdrawiam

Kiedyś napiszę coś z fantasy...

Hej, Zanaisie, fajnie, że się podobało :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Cześć,

do mnie osobiście to opowiadanie nie przemówiło. Jakoś nie potrafiłem wczuć się w przeżycia głównej bohaterki. Chociaż znam ten rodzaj złości z autopsji, to opisałbym go inaczej ;)

Aczkolwiek ten motyw z chochlikiem żerującym na złodziejach (można powiedzieć w słusznej sprawie) mi się spodobał.

Pozdrawiam.

Hej, mcraptorking, zdarza się. Tak to jest z opowiadaniami humorystycznymi: albo się trafi, albo nie :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

:)

jeść jajka sadzone na obiad

Zmieniłabym szyk: jeść na obiad jajka sadzone.

 Pewnie będzie wybierała po trzy plasterki każdej z kiełbas

Okrągłe, jak na myśl bohaterki.

 pomyślała zniechęcona. Czekała znudzona

Powtórzona konstrukcja, rzuca się w oczy.

 rozbawieniem, które często towarzyszy wyliczance

Hmm. Towarzyszy – czy jest przez nią wywoływane?

 Bożenka, która zajęta podsłuchiwaniem

Wtrącenie: Bożenka, która, zajęta podsłuchiwaniem, nawet…

 Złożyła zamówienie

Hmm?

 ruszyła w poszukiwaniu reszty produktów z listy

Jakoś mi to nie brzmi, ale…

 wkładaniem produktów

Co Ty z tymi produktami, jak reklama jakaś normalnie! #dziwneWkurzeTarniny

 Uznała, że reszta zakupów może poczekać

Zaaraz, ale że rozpakowywanie? Czy kupowanie? Pogubiłam się…

 Nacisnęła przycisk z dwiema filiżankami

Instrukcja obsługi ekspresu jest mi zbędna :P

 ciurkała ciecz, w kolorze cienkiej herbaty

A co to za przecinek, hmm?

 Co do cholery! – jęknęła.

Co, do cholery! Tu ma być.

 Kiedy nie udało jej się po raz trzeci, walnęła pięścią w ekspres, klnąc na czym świat stoi.

Kiedy nie udało się po raz trzeci, walnęła w ekspres pięścią, klnąc, na czym świat stoi.

 Gorączkowo zastanawiała się, co zrobić.

Zapewniasz.

 Popijała tak przygotowany napój z obrzydzeniem.

Hmm.

 – Ty sukinsynu! – sklęła laptopa.

Didascalium zbędne, widzimy.

 sięgnęła po czytnik licząc

Sięgnęła po czytnik, licząc.

licząc, że lektura

Fonetycznie nieeleganckie.

 ciągłej walki z urządzeniem

Drugi raz "urządzenie".

 O dziwo działał.

O dziwo, działał.

 Budzik zadzwonił o piątej, niechętnie zwlokła się z łóżka

Rozdzieliłabym.

 a i tak nie mogła się pozbyć chemicznego posmaku

Teoretycznie to powinien być kwas, ale "chemiczny posmak" nieźle oddaje wrażenie po napiciu się kwasu XD tylko aż tak dużo raczej by tam tego nie było.

Szarpała się z zapłonem coraz bardziej zirytowana

Szarpała się z zapłonem, coraz bardziej zirytowana.

 wpadła na oddział dysząc ciężko

Hmm. Dałabym przecinek, ale coś tu jeszcze nie gra.

Obrzuciła wzrokiem pomieszczenie, ze zmywarki unosiła się smużka dymu.

Obrzuciła pomieszczenie wzrokiem. Ze zmywarki unosiła się smużka dymu.

 O psiakość!

O, psiakość!

 Wściekle uderzała w klawiaturę, pisząc zlecenie naprawy

Hmmmmmmmmmmm.

 Kliknęła drukuj

"Drukuj" w cudzysłów, supozycja materialna.

 Bożenka czuła narastający ból głowy

Trochę zapewniasz.

 że po pierwsze siedzi spięta z mocno zaciśniętymi szczękami, a po drugie

Wyliczanka: że po pierwsze, siedzi spięta z mocno zaciśniętymi szczękami, a po drugie.

 co działo się

Co się działo.

 To złole, które żywią się ludzkimi uczuciami i to tymi najgorszymi.

Grzebiesz mi w biurku! XD

 I dopiero kiedy będziesz już emocjonalnym wrakiem

Łamie język: I dopiero, kiedy będziesz emocjonalnym wrakiem.

 – A ty jesteś pewna, że tu tylko pracujesz? – zapytał ironicznie.

Cute :)

 No właśnie widzieliśmy

No, właśnie widzieliśmy. No, rację ma chłopak :D

 w odpłatę losu

… ? https://sjp.pwn.pl/szukaj/odpłata.html

 zajęci zażegnywaniem

Troszkę aliteracja.

 powinni się wzajemnie asekurować

Hmm.

 stwierdziła, że bez problemu zdąży wyjść

Uznała.

 zielone światełko, informujące

Tutaj zdanie podrzędne określa podmiot, więc przecinka nie trzeba.

 Otworzyła drzwi, próbując jednocześnie wyjąć klucz, ale ten jakimś cudem utknął

Nie wiem, czy to powinno być możliwe – jeśli klucz jest w zamku, to (mechaniczny) zamek jest otwarty. Może dałoby się to rozwiązać sprężynami? A może oni tam mają elektronikę? Tak czy owak, zamek nie wydaje mi się dobrze zaprojektowany.

 opanować chandrę, która nią zawładnęła.

Opanować chandrę. Kropka.

 Nawet udało jej się poprawić sobie humor

Dziwny szyk: Nawet jej się udało poprawić sobie humor. Hmm. Nie, ciągle dziwny szyk. Nie wiem, co z tym zrobić…

 w czym niewątpliwie pomógł fakt, że następnego dnia miała wolne

Hmm.

 Wymuszony optymizm ulotnił się

Hmmmmm.

 nastolatka eksplodowała czasem spektakularnie

Fonetycznie trochę…

 u każdego, kto był świadkiem takiego wybuchu

Albo po prostu: u wszystkich świadków.

 Przez lata zdołała zapanować nad wulkanem, który w sobie nosiła

Ciut purpurowe.

 wiążących się z tym finansowych tarapatów

Hmm.

 Rozwaliła też budowane z trudem tamy, chroniące przed wybuchowym temperamentem

Niespójna metafora.

 Zegar stojący normalnie na komodzie przeleciał

Wtrącenie: Zegar, normalnie stojący na komodzie, przeleciał.

 Wybuch, jak to zwykle z podobnymi zjawiskami bywa, skończył się równie nagle, jak rozpoczął.

Hmm.

 które sama poczyniła

Zbyt wysoki ton.

 usunąć resztki łez z oczu

Hmm.

 Nosiło zielony kubraczek i wyglądało jak chochlik, opisany przez Monikę.

Ej! XD Poza tym: miało na sobie kubraczek. “Chochlik opisany” bez przecinka. A Monika nic nie mówiła o tym, jak chochlik wygląda.

 rozdarła się. – Załatwię cię!

Monosylaby na końcu, i to aż dwie.

 Po namyśle zrobiła w niej kilka dziurek.

yes

 Jestem Murphy – oznajmił nagle

XD Skąd w Polsce irlandzki chochlik?

 choć wiedziała, że teraz będzie jej jeszcze trudniej pozbyć się stwora

Niby zrozumiałe, ale…

 Miała problem i poza rozwiązaniem ostatecznym, żadne inne nie przychodziło

Miała problem i, poza rozwiązaniem ostatecznym, żadne inne nie przychodziło.

 wyobrażała, jak

Wyobrażała sobie, jak.

 podobnie zresztą jak

Podobnie zresztą, jak.

 Stwierdziła, że najpierw musi się go pozbyć i dopiero później – jeśli nadal będzie widziała bajkowe stwory – uzna, że faktycznie ma problem.

Problem ma, tylko pytanie, jakiej natury.

A nie możesz szczęścia, miłości, albo odwagi na przykład?

A to nie są emocje. Trust me, I'm a philosopher ;P

 nic nie jest w stanie wymyślić

Hmm.

 sprzątania zrujnowanego mieszkania

Rym.

 hardo chochlik

Hmm.

 Nie wiedziała, czy celowo ją irytuje, czy po prostu ma taki podły charakter.

 ostrzeżenie o zawapnieniu

Przeoczyłam to poprzednio, ale – zakamienieniu. To paskudztwo w środku nazywa się "kamień kotłowy".

 nie była pewna czy to zasługa chochlika

Nie była pewna, czy to zasługa chochlika.

 Nastrój Bożenki zdecydowanie się poprawił.

Zbędne, zaraz to pokazujesz.

 Rozwalona na sofie z zadowoleniem rozglądała się

Rozwalona na sofie, z zadowoleniem rozglądała się. Hmm.

co zrobić ze stworem

Hmm.

 może kiedy się wyśpię

Może, kiedy się wyśpię.

 co fajnego jest

Co jest fajnego.

 No to pa, pa!

No, to pa, pa!

 weszła na ruchome schody i zaczęła biec w dół

Hmm.

 ukłucie poczucia

Rym. W ostateczności może być "ukłucie winy".

gdy mężczyzna pozbierał się i ujrzała jego zakrwawioną twarz

Chwiejny ton. "Ujrzała" wystaje nad otoczenie.

 Twarz miał co prawda zasłoniętą

Twarz miał, co prawda, zasłoniętą.

 U mężczyzny, który gwizdnął jej portfel w galerii.

I wcześniej nie dało się o tym wspomnieć?

seria awarii, jakie dotknęły

Które!

 Nie tylko pozbyła się problemu, ale i zrobiła to z korzyścią dla ludzkości.

Whatever works ;P

 Murphy był szczęśliwy. To był raj.

Powtórzenie. Może: trafił do raju?

 jakim cudem nie odkrył wcześniej przestępczego światka

Dziwny szyk.

 Rozmyślał tylko, jak zaprosić do stołu inne chochliki.

A jednak altruista XD

 

 

Tu i ówdzie trochę przegadane (te opisy życia codziennego), tam ciutkę niedogadane (moment kulminacyjny – Unspoken Plan Guarantee działa tylko, jeśli jesteśmy w środku akcji, a tu obserwujemy ją z zewnątrz), ale ogólnie wesołe, sympatyczne urban fantasy. Chochliki rządzą :) Tylko czy taki z Murphy'ego złol? Działa w zgodzie ze swoją naturą ;) A Bożenka prawie jak Batman – zwalcza zuo zuem :D

 Niepoczytalny i mogący stanowić zagrożenie dla personelu (jak wnioskuje z zachowania Bożenki) pacjent, który chodzi swobodnie po oddziale… Coś tu nie gra ;)

Mhm.

 Niezbyt przekonało mnie również poruszenie tematu chochlika przez Monikę.

Troszeczkę zbyt pomyślny zbieg okoliczności, owszem.

Myślę, że jest to całkiem racjonalne zachowanie.

Na pewno bardziej racjonalne od biegania w kółko i panikowania. Ale mogę nie być obiektywna ;)

 Zło ma różne oblicza i nie zawsze musi ociekać krwią. Wystarczy półgodzinny korek w upalny dzień, a ludzie zmieniają się w złoli ;)

yes Crowleya szkoła propagowania zła :) jest skuteczna.

 Niby blisko 20 000 znaków, a czułem się, jakbym czytał szorta. Nawet nie wiem, kiedy mi to zleciało.

Yup, ja też <sprawdza, czy to naprawdę było 20 tysięcy… no, prawie było>

a tak naprawdę to był sędzią sprawiedliwym, który za złe karał. ;-)

Ekhm. Intencje jednak się liczą :P

Łapankę tę poświęcam marasowi.

Witaj, Tarnino :)

 

Zmieniłabym szyk: jeść na obiad jajka sadzone.

Zmieniłam.

 

Okrągłe, jak na myśl bohaterki.

:)

Ona nie jest filozofem, pracuje w psychiatryku :)

 

Powtórzona konstrukcja, rzuca się w oczy.

Fakt, ale nie mam pomysłu, co z tym zrobić.

 

Hmm. Towarzyszy – czy jest przez nią wywoływane?

Racja, zmieniłam.

 

Jakoś mi to nie brzmi, ale…

Bogiem a prawdą mnie też, ale…

 

Co Ty z tymi produktami, jak reklama jakaś normalnie! #dziwneWkurzeTarniny

A co mi zostaje? Wyrób, artykuł, fabrykat ;)

 

Zaaraz, ale że rozpakowywanie? Czy kupowanie? Pogubiłam się…

Skoro wróciła do domu, to oczywiście, że rozpakowywanie. Nigdy Ci się nie zdarzyło zostawić nierozpakowanych zakupów? Bo mnie się to często przytrafia :)

 

Instrukcja obsługi ekspresu jest mi zbędna :P

:)

 

A co to za przecinek, hmm?

Hmm, nie mam pojęcia skąd się tam wziął. Chochlik pewnie :)

 

Kiedy nie udało się po raz trzeci, walnęła w ekspres pięścią, klnąc, na czym świat stoi.

A czemu przecinek po klnąc?

 

Teoretycznie to powinien być kwas, ale "chemiczny posmak" nieźle oddaje wrażenie po napiciu się kwasu XD tylko aż tak dużo raczej by tam tego nie było.

No, nie było, wiem, bo wciąż żyję, a przytrafiło mi się to samo ;)

 

Grzebiesz mi w biurku! XD

:D

 

… ? https://sjp.pwn.pl/szukaj/odpłata.html

Hmm, faktycznie, niby blisko, ale nie całkiem. A masz jakóś propozycję, bo mnie jakoś przystopowało.

 

Uznała.

A proszę bardzo :)

 

Nie wiem, czy to powinno być możliwe – jeśli klucz jest w zamku, to (mechaniczny) zamek jest otwarty. Może dałoby się to rozwiązać sprężynami? A może oni tam mają elektronikę? Tak czy owak, zamek nie wydaje mi się dobrze zaprojektowany.

Elektronika, kontrola dostępu mówiąc ściślej. Coś takiego nie powinno się zdarzyć, ale ten mały dziad ma swoje sposoby ;)

 

Opanować chandrę. Kropka.

Ok, kropka.

 

Dziwny szyk: Nawet jej się udało poprawić sobie humor. Hmm. Nie, ciągle dziwny szyk. Nie wiem, co z tym zrobić…

A dziwny, i też nie wiem, co z tym zrobić.

 

Niespójna metafora.

No, niby tak, tama przed piźnięciem nie chroni, ale pojęcia nie mam, co z tym zrobić.

 

A Monika nic nie mówiła o tym, jak chochlik wygląda.

MMówiła, ale wyleciało, bo się monolog przegadany zrobił :)

 

Podobnie zresztą, jak.

ślepam, nie widzę tego.

 

A to nie są emocje. Trust me, I'm a philosopher ;P

Wierzę, pomyślę :)

 

Zbędne, zaraz to pokazujesz.

Wywaliłam.

 

Chwiejny ton. "Ujrzała" wystaje nad otoczenie.

Eeee, a prościej.

 

I wcześniej nie dało się o tym wspomnieć?

Nie, bo nie byłoby zaskoczenia.

 

Które!

Ok, ale to gadał policjant ;)

 

A jednak altruista XD

Oj tam, zaraz altruista, po prostu żarcia było w bród ;)

 

Tylko czy taki z Murphy'ego złol? Działa w zgodzie ze swoją naturą ;)

Co nie zmienia faktu, że to było złe :)

 

 Niepoczytalny i mogący stanowić zagrożenie dla personelu (jak wnioskuje z zachowania Bożenki) pacjent, który chodzi swobodnie po oddziale… Coś tu nie gra ;)

Mhm.

Nie, Bożenka przestraszyła się, że jej gość ucieknie, co miałoby przykre konsekwencje. Poza tym, że chce zwiać, pacjent nie robi nic, co stanowiłoby zagrożenie. A zwiać na jego miejscu też bym pewnie chciała ;)

Czasy Lotu nad kukułczym gniazdem już minęły. No, przynajmniej w Niemczech. Jeśli pacjent nie jest agresywny (a nie był, chęć wykorzystania okazji nie jest agresją) nie można go tak po prostu zamknąć w pokoju, czy przywiązać do łóżka. Trzeba takie działanie mocno uzasadnić i na dodatek wypełnić całe mnóstwo papierków.

 

 

Tu i ówdzie trochę przegadane (te opisy życia codziennego), tam ciutkę niedogadane (moment kulminacyjny – Unspoken Plan Guarantee działa tylko, jeśli jesteśmy w środku akcji, a tu obserwujemy ją z zewnątrz), ale ogólnie wesołe, sympatyczne urban fantasy.

Dziękuję :)

 

Większość poprawiłam. “Hmm” przemyślę ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Ona nie jest filozofem, pracuje w psychiatryku :)

Właśnie. Kto tak okrągle myśli sam do siebie? XD

 A co mi zostaje? Wyrób, artykuł, fabrykat ;)

A bo ja wiem? Zakupy niech rozpakuje, jak normalni ludzie :P

 Nigdy Ci się nie zdarzyło zostawić nierozpakowanych zakupów? Bo mnie się to często przytrafia :)

Na pięć minut, ale tak na dłużej? Myślałam, że mieszkając z dwoma facetami mam w chałupie maksymalny możliwy bałagan… :)

 Hmm, nie mam pojęcia skąd się tam wziął. Chochlik pewnie :)

A jak :)

 A czemu przecinek po klnąc?

Yyyy… zły nawyk, udawaj, że go nie ma.

 No, nie było, wiem, bo wciąż żyję, a przytrafiło mi się to samo ;)

Ja wypiłam siarkowy rozcieńczony i żyję XD Ale obrzydliweeeeeee…

 Hmm, faktycznie, niby blisko, ale nie całkiem. A masz jakóś propozycję, bo mnie jakoś przystopowało.

Hmm. Nie wierzyła w chochliki, ale w odpłatę losu już tak. Może: Nie wierzyła w chochliki, ale w karmę – tak? Tego też można się czepić, ale prawdopodobieństwo, że taki tu zajrzy, jest stosunkowo niewielkie ;)

 Elektronika, kontrola dostępu mówiąc ściślej. Coś takiego nie powinno się zdarzyć, ale ten mały dziad ma swoje sposoby ;)

Aaaa, Murphy, znaczy, jest chochlikiem nowoczesnym?

 A dziwny, i też nie wiem, co z tym zrobić.

No, kurczę, no.

 Mówiła, ale wyleciało, bo się monolog przegadany zrobił :)

Ulubiona_emotka_Baila.

 ślepam, nie widzę tego.

Funkcja "znajdź na stronie" Twoim przyjacielem: Ale to oznaczało, że chochlik był realny, podobnie zresztą jak zepsute sprzęty w mieszkaniu. A, i "chochlik jest realny" – c.t.. Chyba przegapiłam blush

 Eeee, a prościej.

"Ujrzała" jest takie wysokie, a otoczenie – kolokwialne.

 Nie, bo nie byłoby zaskoczenia.

Unspoken Plan Guarantee ;P

 Ok, ale to gadał policjant ;)

No, jak policjant… :)

 Co nie zmienia faktu, że to było złe :)

Nie ^^

 Większość poprawiłam. “Hmm” przemyślę ;)

heart

Muahahahaha XD

Łapankę tę poświęcam marasowi.

A bo ja wiem? Zakupy niech rozpakuje, jak normalni ludzie :P

Tia, tylko że zakupy są linijkę wcześniej :p

 

Na pięć minut, ale tak na dłużej? Myślałam, że mieszkając z dwoma facetami mam w chałupie maksymalny możliwy bałagan… :)

No, co Ty, największy bałagan masz, jak mieszkasz sama i nie musisz się dla nikogo starać ;)

 

Ja wypiłam siarkowy rozcieńczony i żyję XD Ale obrzydliweeeeeee…

Fakt.

 

Hmm. Nie wierzyła w chochliki, ale w odpłatę losu już tak. Może: Nie wierzyła w chochliki, ale w karmę – tak? Tego też można się czepić, ale prawdopodobieństwo, że taki tu zajrzy, jest stosunkowo niewielkie ;)

Karma mi się podoba :)

 

Aaaa, Murphy, znaczy, jest chochlikiem nowoczesnym?

Musi, inaczej by nie przeżył ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

No, co Ty, największy bałagan masz, jak mieszkasz sama i nie musisz się dla nikogo starać ;)

Dołujesz :P

Łapankę tę poświęcam marasowi.

Dołuję, bo…?

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Dobre :) Ciekaw byłem sposobu, w jaki Bożenka pozbędzie się problemu. Podoba mi się to, jak wykreowałaś tę postać – z jednej strony jej współczułem, a z drugiej byłem o nią spokojny, bo wiadomo, że ze swoim charakterkiem i uporem znajdzie sposób na pozbycie się kłopotu. I zrobiła to w pięknym, godnym docenienia stylu. Swoją drogą Murphy i jego prawo faktycznie mogłoby częściej dotykać wszelkiej maści niegodziwców… 

Pozdrawiam!

Dziękuję, Adamie :) Fajnie, że tak właśnie odebrałeś Bożenkę :)

Swoją drogą Murphy i jego prawo faktycznie mogłoby częściej dotykać wszelkiej maści niegodziwców…

Oj, mogłoby, mogło :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Dołuję, bo…?

… dłuższa historia. Ale nieśmieszna.

Swoją drogą Murphy i jego prawo faktycznie mogłoby częściej dotykać wszelkiej maści niegodziwców…

Murphy jest bezstronny ;P

Łapankę tę poświęcam marasowi.

Nowa Fantastyka