- Opowiadanie: Finkla - Rozdział: Rodrig

Rozdział: Rodrig

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Rozdział: Rodrig

Poranek z wolna przechodził w ciepłe przedpołudnie. Rodrig, zafascynowany, stał w oknie i podziwiał kunszt kata, który właśnie wypruwał skazańcowi wnętrzności. Ofiara ciągle żyła, co ku uciesze gawiedzi potwierdzała wrzaskami.

O dzisiejszej egzekucji trąbiono w stolicy od tygodnia, a wcześniej zuchwała zbrodnia była na językach wszystkich; od królewskiego dworu do najpodlejszej praczki. Hultaj ośmielił się wykraść z siedziby gildii magów cztery uncje pyłu zapomnienia – proszku sprowadzającego całodzienny sen, z którego nie sposób człowieka obudzić, a w zamian odbierającego pamięć z kilku dni przed zażyciem. Musiał mieć wspólnika, któremu przekazał łup, gdyż straty nigdy nie odzyskano.

Jak odważnym lub tępym trzeba być, aby podnieść rękę na rzecz należącą do magów? Toż nawet dziecko wie, że czarodziejska brać nie spocznie, póki nie odzyska swej własności i nie ukarze złoczyńcy. Tym razem proszek przepadł bez wieści, a gildia musiała się kontentować zakupieniem usług mistrza małodobrego.

Magowie nie pożałowali grosza. Kat przystępował do spalenia wnętrzności i odciętego przyrodzenia na oczach ciągle żywego i zawodzącego złodzieja. Okno na pierwszym piętrze stanowiło doskonały punkt do obserwacji – ni jeden szczegół kaźni nie umykał bystrym oczom, ale dym ani zapachy stłoczonej poniżej tłuszczy nie trafiały do nozdrzy.

– Twój liścik nie kłamał, pani – odezwał się Rodrig – ta komnata oferuje wyborny widok, bodaj nie najlepszy w całym Anagenpolu. Dlaczego sama się nim nie rozkoszujesz?

– Musicie wybaczyć słabej niewieście, szlachetny panie. Na widok krwi zazwyczaj omdlewam. Wolicie wino słodkie czy wytrawne?

– Wypiję wytrawne, słodycz pasuje do rozmów z pięknymi damami, a nie do widowiska, którego dostarcza nam kat.

Gospodyni podała mu puchar, ciężki od złotych ozdób i wypełniającego go trunku.

– Przezacne wino. Sprowadziłaś je, pani, z północnych winnic?

– Przyjaciele mówią do mnie Kakobela. Nie zechcielibyście wznieść toastu?

Rodrig odwrócił się w stronę komnaty. Oczy, przyzwyczajone do słonecznego blasku na rynku, powoli zauważały szczegóły. Najpierw szczupła dłoń trzymająca bliźniaczy puchar, potem wcale zgrabna figura…

– Za naszą przyjaźń, Kakobelo.

– Za przyjaźń, Rodrigu.

Pociągnął kilka głębokich łyków, ciągle wpatrując się w gospodynię. Kiedy wkroczyła w smugę światła padającego od okna, mężczyźnie z miejsca wywietrzała z głowy zmierzająca do kulminacji egzekucja. Wspólny znajomy opisywał Kakobelę jako majętną wdówkę po kupcu, całkiem jeszcze młodą, lecz miernej urody, o szarych oczach i włosach jak przykurzony len. Ten człowiek musiał być ślepcem! Przecież jej oczy lśniły błękitem godnym pędzla nadwornego malarza, włosy górowały blaskiem nad złotymi haftami na sukni z niebieskiego aksamitu. A cudownie regularne rysy twarzy! Tych nie potrafiłby oddać nawet de Civin, najbieglejszy artysta w królestwie.

 

 

– Rodrigu, mój miły, nie możesz wyśpiewywać serenad pod moimi oknami.

– Czemuż, przeurocza Kakobelo? Moje uczucia do ciebie nie mieszczą się w sercu, jak przypływ wznoszą się do gardła i szukają ujścia w pieśniach, wierszach i westchnieniach.

Obydwoje znajdowali się w świątyni Saagara, boga mórz. Kakobela złożyła w ofierze czerwoną rybkę pływającą w misie z zielonkawego szkła, a Rodrig – naprędce zakupioną w kramie przed wejściem srebrną blaszkę w kształcie łuski. Stali przed ołtarzem i udawali pogrążonych w modlitwach, lecz on widział tylko wybrankę, podczas gdy ona wpatrywała się w bogato zdobiony posąg Saagara i od czasu do czasu obrzucała spojrzeniem nawę.

– Gdyby na dwór dotarły plotki, że masz romans ze zwykłą mieszczką, twoje stanowisko byłoby zagrożone. W krótkim czasie zostałbyś nikim.

– Nie dbam o zaszczyty i bogactwa, jeśli tylko mogę sycić się blaskiem twoich oczu!

– Wkrótce zmizerniałbyś na tym wikcie, a mnie wypędzono by z Anagenpolu jako nierządnicę uwodzącą szlachetnych mężów. Chyba nie chcesz do tego doprowadzić?

Rodrig wzdrygnął się.

– Nie, nawet nie myśl o takich okropieństwach. Rozłąka zabiłaby mnie szybciej niż sztylet!

– Musisz więc powściągnąć swoje uczucia.

– Powiedz tylko jedno maleńkie „tak”, a poślubię cię i wyjedziemy razem gdzieś na prowincję.

– Wiesz, miły, że to niemożliwe. Chociaż… Być może istnieje sposób…

– Jaki?! Dla ciebie zrobiłbym wszystko.

– Kamień Księżycowy.

– Dobrze! Wykradnę go!

– Ćśś! Nie tutaj. – Kakobela po raz kolejny rozejrzała się po świątyni, ośmielona pustką przysunęła o kroczek do Rodriga i włożyła mu w dłoń klucz. – To od furtki do mojego ogrodu. Za dwa dni służąca będzie miała wychodne, przyjdź o zmroku. Pomyślimy nad planem.

 

 

Opracowywanie planu rozciągnęło się na długie miesiące. Najpierw Rodrig musiał dowiedzieć się, w jaki sposób król Berengar chroni kamień. Za radą Kakobeli, kobiety nie tylko urodziwej, ale i mądrej, starał się nie zadawać pytań wprost, lecz odpowiednio kierować rozmową i skrzętnie zbierać słówka nieroztropnie uronione przez tego czy tamtego dworaka.

Teraz już wiedział, która grupa strażników pilnuje komnaty z Kamieniem Księżycowym oraz innymi artefaktami i poznał ich dziesiętnika. Usłyszał również, że władca nie rozstaje się z kluczem do skarbca – nosi go na szyi na jedwabnym sznureczku, a zdejmuje tylko w łaźni i przed snem, by własnoręcznie położyć na świeżej koszuli lub schować pod poduszkę. Rodrig nawet nie śmiał marzyć, że kiedykolwiek stanie się na tyle bliskim przyjacielem Berengara, by dostąpić zaszczytu towarzyszenia mu podczas kąpieli.

Skoncentrował się więc na zdobyciu dostępu do królewskiej sypialni. Najpierw długo wkradał się w łaski szambelana. Potem, w wieczór przed polowaniem, podłożył do żłobu konia jednego z dworzan czuwających w nocy nad snem najjaśniejszego pana, zioła otrzymane od Kakobeli. Gdy tylko pechowiec spróbował dosiąść rumaka, ten zbiesił się i zrzucił jeźdźca na piętrzące się obok pakunki, skazując go na usługi nadwornego medyka i co najmniej dwa tygodnie w łożu. Zgodnie z oczekiwaniami, Rodrig niekiedy pełnił zastępstwo za poturbowanego druha.

Przez dwie pierwsze noce nie znalazł okazji, by dotknąć klucza. Berengar miał zbyt lekki sen, aby ryzykować sięganie pod poduszkę. Rodrig czekał, aż króla nawiedzi koszmar, zmuszając do miotania się lub krzyczenia przez sen, co dałoby wartownikowi upragniony pretekst, by zbliżyć się do łoża, może poprawić pościel…

Trzeciej nocy szczęście uśmiechnęło się do spiskującego dworzanina – władca upuścił klucz. Rodrig natychmiast rzucił się go podnosić, wpełzł pod łoże i tam, ugniatając bryłkę wosku, sapał, że z powodu ciemności nie może wymacać zguby i niech jego wysokość raczy poczekać jeszcze moment. Wreszcie włożył rozmiękczony wosk do naszykowanej płaskiej szkatułki, odcisnął klucz z obu stron, zamknął wieczko, wyczołgał się i oddał królowi, co królewskie. Potem już tylko strzepnął z siebie zabłąkanego pająka i z niecierpliwością doczekał do końca warty, marząc o coraz bliższej wspólnej przyszłości z ukochaną. Nikt ich nie rozdzieli!

 

 

– Mistrzu Kleidarosie – Kakobela zamrugała, świadoma, że stary ślusarz zobaczy trzepotanie nieistniejących rzęs, które wprawi go w zachwyt – mam okropny problem…

– Cóż się wydarzyło, piękna pani? Ktoś ośmielił się skrzywdzić bezbronną wdowę?

– Och, krzywdy nie doznałam. To tylko głupia służąca upuściła do studni klucz do piwniczki, w której trzymam najlepsze wina. A zapasowy gdzieś się zapodział, nawet nie wiem, kiedy to się stało. Pewnie durna dziewucha już wcześniej zawieruszyła swój i się nie przyznała, tylko podebrała mój.

– Pragniesz pani, żebym poszedł do twego domu, otworzył drzwi i wymienił zamek? – Oblicze ozdobione uśmiechem zakochanego idioty uniosło się z nadzieją.

Kakobela nie mogła zdzierżyć tego maślanego spojrzenia na szpetnej twarzy. Spuściła wzrok, tusząc, że wygląda skromnie.

– Nie chciałabym cię, mistrzu, odrywać od pilnej pracy a i moja reputacja mogłaby na tym ucierpieć. Niełatwo być biedną wdową w dzisiejszych czasach. – Westchnęła żałośnie. – Został mi jeszcze odcisk klucza w wosku. Mógłbyś na jego wzór dorobić drugi?

– Moja gildia zabrania podobnych praktyk, ale jeśli zagrożona jest twoja, piękna pani, reputacja, nie mam wyboru. Nowy klucz będzie gotowy na jutro. Poślę ci go przez któreś z dzieci przed południem.

– Sama wstąpię do ciebie, wracając z targu. Lepiej, żeby nikt, nawet twoje słodkie dziecko, nie dowiedział się, że odbieram tylko jeden klucz.

– Jak sobie życzysz, piękna pani – odpowiedział ślusarz z radością.

Kakobela z szerokim uśmiechem na ustach wyszła z warsztatu. Wiedziała, że Kleidaros się zgodzi, ale jego pomysł wymiany zamka przyprawił ją o atak paniki. Całe szczęście, że niegdyś podała mu eliksir miłości w soku. W ten sposób tworzyło się adoratorów chętnych do wielbienia przedmiotu uczuć z daleka. Eliksir wypity w winie lub piwie wzmagał w mężczyźnie żądze. Jednocześnie uniemożliwiał spłodzenie potomka, przy okazji uwalniając niewiastę od ryzyka urodzenia bękarta i wszelkich problemów z tym związanych.

Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby stary ślusarz dostał przed laty puchar z winem i teraz za wszelką cenę dążył do cielesnych kontaktów. Jak dobrze, że już tamtego dnia był szpetny. Dzięki temu dzisiaj dał sobie z łatwością wyperswadować wizytę u ukochanej oraz mógł ze swoją połowicą płodzić dzieciaki równie brzydkie jak on.

 

 

– Oto klucz do skarbca, mój luby. Mamy już wszystko, czego potrzebujemy.

Siedzieli w domu Kakobeli, w reprezentacyjnej komnacie na pierwszym piętrze. Rodrig jak zwykle przebrany za mieszczanina, aby sąsiadki nie plotkowały zbytnio.

– Pełnia za osiem nocy. Dowiedz się, kiedy twój dziesiętnik będzie pełnił wartę przy bramie pałacowej, i przystępujemy do dzieła.

– Najdroższa, nie lepiej poczekać do następnej pełni? Wolałbym, żeby najjaśniejszy pan zapomniał, że trzymałem jego bezcenny klucz.

– Nie możemy czekać tak długo, miły. – Kakobela ujęła rękę kochanka i przycisnęła ją sobie do brzucha. – Nie chciałam ci nic mówić, póki nie będę miała pewności, ale czuję, że się nie mylę. Noszę w łonie twoje dziecko. Kopie jak silny i zdrowy chłopak. Przed następną pełnią będzie już zbyt duży, bym mogła zamienić się w sowę i odebrać od ciebie kamień.

A ty, zakochany głupcze, robisz się zbyt zuchwały – dodała w myślach. – Dzisiaj spod kaftana wystaje ci droga koszula bywalca pałaców.

Rodrig stał jak rażony gromem.

– Miałbym… zostać… ojcem? – wykrztusił z siebie w końcu, po czym runął na kolana, by przyłożyć ucho do brzucha rozpartej na sofie Kakobeli. – Słyszę, jak bije jego serce! Rośnij duży i krzepki, mój synu.

Wstał, podszedł do stolika i nalał wina sobie i kochance. W tym czasie Kakobela zastanawiała się, czy nie powinna była założyć naszyjnika z topazami, akwamaryny w pełnym świetle dnia wyglądały blado. Przyjęła kielich od Rodriga i wspólnie wypili za zdrowie dziecka.

– Masz rację, najdroższa, w takim razie nie możemy czekać. A co, jeśli zostanę złapany?

– Jeśli wcześniej zdołasz przekazać kamień mnie, to musisz wytrzymać tylko do pełni. Uwolnię cię, obiecuję. – Kakobela zachęcająco poklepała miejsce obok siebie.

– A jeżeli król każe mnie torturować?

– Zaleczymy twoje rany następnego miesiąca. Zaufaj mi, mnie również zależy na zdrowiu i sprawności wszystkich twoich członków. – Pogłaskała udo kochanka, budząc jego męskość. – Zbyt wiele rozkoszy mi sprawiają, bym miała się wyrzec którejkolwiek części. Ale pamiętaj: musisz najpierw przekazać mi kamień, a potem nie zdradzić mojego imienia, nawet na torturach. W przeciwnym razie twój syn zginie marnie wraz ze mną.

Rodrig przestał oponować. Dopiero pół godziny później był w stanie wrócić do rozmowy:

– Nie powiedziałaś mi jeszcze, w jaki sposób zamierzasz usunąć z drogi strażników. Zdołam pokonać w walce dwóch, może trzech, ale na pewno nie cały oddział.

– Znajdę jakiś powód do wdzięczności wobec któregoś dworzanina i poślę mu trzynaście butelek wybornego wina wraz z bilecikiem mówiącym, że załączam tuzin. Jedna z butelek będzie miała uszkodzony korek. I będzie zawierać pył zapomnienia. Muszę tylko wiedzieć, kiedy mam to zrobić, żeby trunek trafił w ręce i gardła odpowiednich strażników.

– Och, moja Kakobelo, twój spryt dorównuje nieziemskiej urodzie! Zaraz, czy… – Rodrig urwał. Jego kochanka miewała nieprzewidziane kaprysy. To na pewno z powodu odmiennego stanu. Dzisiaj była nader łaskawa, ale pytanie, którego omal nie zadał, na pewno wszystko by zepsuło.

– O co chodzi? Chciałeś wiedzieć, czy pył zapomnienia nie pochodzi aby z kradzieży, o której kilka miesięcy temu plotkował cały Anagenpol?

Rodrig, pełen obaw, pokiwał głową. O dziwo, obyło się bez kłótni. Kakobela tylko się roześmiała i odpowiedziała:

– Oczywiście, że nie, głuptasie. Jak w ogóle możesz podejrzewać, że byłam zamieszana w coś takiego? Pył pochodzi z zapasów mojego świętej pamięci męża. Drogo za niego zapłacił, ale proszek wart był swojej ceny, interesy szły dzięki niemu lepiej.

Mężczyzna zaczął się tłumaczyć, że skądże znowu, nic takiego nawet nie pomyślał… Kochanka przerwała jego mętne wyjaśnienia, mówiąc:

– Dobrze, dobrze. Pamiętaj, że od dzisiejszego wieczoru masz kłaść na parapecie martwą mysz skropioną płynem, który ci dałam. Pod postacią sowy mam niewiele rozumu, to pomoże mi nauczyć się rozpoznawać twoje okno.

– Uch, kiedy pomyślę, że codziennie będziesz musiała zjeść mysz… Obrzydliwość!

– Każde z nas musi poświęcić się dla sprawy. Idź już, zanim ktoś w pałacu dostrzeże twoją nieobecność.

 

 

Piszę te słowa za radą mojego doradcy, Sofogemata. Twierdzi on, że na miejscu złodzieja sprawiłby, abym zapomniał o Kamieniu Księżycowym. Spisuję więc dla pamięci, co następuje:

1. Do wczoraj byłem posiadaczem Kamienia Księżycowego. Z wyglądu to zwyczajny, szary kamień, dość płaski – gruby na pół cala, długi niemal na pół dłoni, szeroki na dwa palce. Pozory jednak mylą. To potężny artefakt magiczny, który podczas pełni, kiedy o północy padnie na niego światło księżyca, spełnia jedno życzenie właściciela. Kamień ten mój przodek i założyciel dynastii znalazł w ruinach miasta na pustyni. Od tego czasu mój ród wykorzystywał jego moc ku pomyślności królestwa.

2. Ostatniej nocy kamień skradziono. Śledztwo wykazało ponad wszelką wątpliwość, że złodziejem jest dworzanin Rodrig de Oreino. Świadczy za tym wiele znaków: primo, sam pamiętam, że przed kilkoma dniami rzeczony de Oreino miał w rękach klucz do skarbca i mógł go trzymać dość długo. Secundo, nadworny mag potwierdza, że de Oreino był w skarbcu, chociaż nie miał takiego prawa, i pozostawił tam ślady swej aury. Tertio, świadkowie przypominają sobie, że w ostatnich tygodniach de Oreino rozpytywał o zabezpieczenia skarbca. Quarto, w jego komnacie znaleziono drugi klucz do skarbca.

3. Nie znaleziono natomiast artefaktu, chociaż szukano dokładnie.

4. Przesłuchiwany de Oreino zeznał jedynie, że przekazał kamień niezwykłej urody złotowłosej kobiecie przemienionej w sowę. Sofogemat i nadworny mag zgodni są, że przemiana taka jest niemożliwa. Albo de Oreino został oszukany, albo mamy do czynienia z czarownicą o niespotykanej dotąd mocy.

5. W tej chwili nadal trwają tortury. Rozkazałem, aby zeznania de Oreino spisywać w czterech egzemplarzach i przechowywać w następujących miejscach: u nadwornego prokuratora, u Sofogemata, w archiwum królewskim i w moim gabinecie.

6. Nakazałem również poszukiwania niewiasty odpowiadającej opisowi podanemu przez de Oreino. Kazałem też śledzić każdą kobietę, która w najbliższym czasie będzie chciała wyprowadzić się ze stolicy czy to sama, czy to z mężem, ojcem lub bratem.

7. Pełnia ma nastąpić jutrzejszej nocy. Niech bogowie mają w swojej opiece królestwo.

 

Jego Wysokość Berengar III

 

Król odłożył pióro, zakrył kałamarz, odczekał, aż inkaust wyschnie, i zwinął dwie karty. Sofogemat radził, by schować je gdzieś, gdzie władca z całą pewnością zajrzy, nie licząc na tajne skrytki, o których pojutrze może nie pamiętać, gdzie nie znajdą ich żadne niepowołane oczy i gdzie nie będą zbyt długo czekały na odkrycie. Po krótkim namyśle Berengar sprawdził, czy wysokie buty do konnej jazdy są należycie wyczyszczone, i wepchnął papiery do cholewy.

 

 

Król rozkazał, aby tego wieczoru nikt dorosły nie spędził sam i aby wszyscy czuwali aż do północy. Tego Kakobela nie przewidziała, ale ani myślała poddawać się z tego powodu. Przez cały dzień obarczała służącą dziesiątkami zadań, aż dziewczyna ledwie zipała. Później, dla pewności dodała jej do ziółek, które wypijała po kolacji, kilka kropel naparu nasennego. W rezultacie, ledwie po późnej wieczerzy usiadły w sypialni Kakobeli, służąca zasnęła.

Jej pani odczekała, aż do północy został jakiś kwadrans, okryła się ciemną narzutą z łoża, by żaden wścibski sąsiad przypadkiem jej nie wypatrzył, i stanęła na balkonie. Wychodził na wschód. Na szczęście na ogród, nie na rynek, gdzie w tej chwili roiło się od niepożądanych oczu – to młodzi, jeszcze nieżonaci mężczyźni wypełniali królewski rozkaz w karczmach lub włócząc się między nimi. Na prawy róg balustrady padało światło okrągłego księżyca górującego nad miastem.

Księżycowy Kamień położony na barierce zaczął jarzyć się błękitnym blaskiem. Kakobela kolekcjonowała niebieskie kamienie szlachetne. Miała już szafiry, nawet błękitne diamenty, ale jeszcze nigdy nie widziała tak czystej i głębokiej barwy. Teraz jednak nie miała czasu na podziwianie koloru. Czym prędzej osłoniła kamień narzutą, pozostawiając szczelinę tylko od strony południa.

Światło potężniało z każdą chwilą. Minuty do osiągnięcia szczytu mocy ciągnęły się w nieskończoność. Wreszcie zegar na wieży ratusza zaczął wybijać północ.

– Proszę o zapomnienie. Niech Rodrig zapomni ostatnie pół roku, Kleidaros o dorabianiu klucza, Krasidotis o winie posłanym do pałacu, a Jerakotros o tresurze sowy – wyszeptała najszybciej, jak umiała.

Potem pędem wróciła do sypialni, kamień wepchnęła do wysuniętej uprzednio szuflady, pod stosik koszul, narzutę cisnęła na łoże i zaczęła potrząsać służącą.

– Obudź się, głupia! To tak wykonujesz królewskie rozkazy?

– Ojej, wybaczcie, pani! Ja tylko na momencik zmrużyłam oczy… Nie wydawajcie mnie, błagam!

– Jeśli wreszcie zaczniesz okazywać należne posłuszeństwo, to nikomu nie powiem. Zresztą, nic się nie stało, północ dopiero bije. Pomóż mi zdjąć gorset, rozczesz włosy i możesz iść spać.

 

 

Poranek z wolna przechodził w pochmurne przedpołudnie. Na rynku kat domykał kolejny rozdział w życiu Kakobeli – rozdział zwany Rodrigiem. Kobieta wolała nie widzieć, co zostało z pięknego ciała kochanka, jeszcze wyrwałoby się jej jakieś niekontrolowane westchnienie… Egzekucji przyglądał się za to kapłan Saagara, młody, ale stojący już dość wysoko w hierarchii świątynnej mężczyzna.

Słońce świeciło dzisiaj słabo, lecz półprzezroczysta szata kapłana pozwalała dostrzec jego krzepkie ramiona, wąską talię i zgrabne lędźwie. Podobno kapłani boga mórz rekrutowali się najczęściej spośród rybaków. Powinien sprawić wiele przyjemności, zanim przyniesie przepiękny klejnot zdobiący posąg Saagara i przestanie być użyteczny. W odróżnieniu od Rodriga, któremu lepiej szło komponowanie ckliwych serenad niż okazywanie uczuć w łożu.

– Wasz list mówił prawdę, wielmożna pani – odezwał się kapłan – wasz dom oferuje wspaniały widok, jeszcze nie widziałem odpowiedniejszego miejsca, by podziwiać kunszt mistrza małodobrego. Dlaczego kryjesz się w cieniu, zamiast stanąć obok mnie i oglądać cierpienia niegodziwego zdrajcy?

– Musicie wybaczyć słabej niewieście, świątobliwy mężu. Na widok krwi zazwyczaj omdlewam. Wolicie wino słodkie czy wytrawne? – Kakobela machinalnie pogładziła pierścień z szafirem, pod którym kryła się kolejna porcja eliksiru miłości.

– Poproszę słodkie, niech gorycz nie psuje triumfu sprawiedliwości. Jak ten łotr mógł podnieść rękę na królewską własność? Powiadają, że straty nigdy nie odzyskano…

Koniec

Komentarze

Kakobela niewątpliwie nie jest dobra!

Bardzo fajna historia i, mimo zawikłania, przejrzysta.

 

 

Ale znalazłam coś takiego:

Jak odważnym lub tępym trzeba być, aby podnieść rękę na własność magów? Toż nawet dziecko wie, że czarodziejska brać nie spocznie, póki nie odzyska swej własności i nie ukarze złoczyńcy.

Dziękuję, Ambush. :-)

No, nie miała być dobra. ;-)

Historia zawikłana? Eee, nie, za krótka na wikłanie…

Dzięki za powtórzenie, zaraz coś z nim zrobię.

Babska logika rządzi!

Światło potężniała z każdą chwilą. – potężniało

 

Hej, Finklo! 

Zacna historyjka. Bo to zła kobieta była :) 

Czyli nie trzeba być czarodziejką, aby owijać sobie panów wokół palca…

Dwie uwagi (spostrzeżenia)

1. Dlaczego przy wymienianych imionach osób, które mają o wszystkim zapomnieć, nie wymieniła króla Berengara? Rozumiem, że zdążył spisać to i tamto, ale znała jego bystrość? Czy może zwyczajnie nie miało to znaczenia?

2. Niestety, zabrakło jakiegokolwiek zaskoczenia lub twista, który coś by jednak obrócił w niespodziewaną stronę :( Od początku w zasadzie można się spodziewać, że to ona będzie tą złą, a niewiele później wiedziałem już, że to jej chytry plan. 

Mimo wszystko bardzo przyjemnie się czytało.

Pozdrówka!

Dzięki, Realucu. :-)

Światło zaraz poprawię.

Ja słyszałam, że złe kobiety to się zabija, a tej się póki co udaje, modliszce jednej…

Czarodziejką nie trzeba być, ale czarodziejski eliksir się przydaje.

Kakobela wymazała pamięć osobom, które mogły doprowadzić do wykrycia prawdziwej sprawczyni. Król nic o tym nie wiedział, więc niech sobie pamięta.

No, faktycznie, twista nie ma. Prosta historia, jakich wiele. No, dobrze, większość nie jest aż tak krwawa.

Babska logika rządzi!

Kakobela wymazała pamięć osobom, które mogły doprowadzić do wykrycia prawdziwej sprawczyni. Król nic o tym nie wiedział, więc niech sobie pamięta.

No dobra, broni się to. 

No, dobrze, większość nie jest aż tak krwawa.

Rzeczywiście, wnętrzności i inne latające członki może nie należą do najłagodniejszych opisów, ale też brakuje im trochę do bycia w topce krwawych historii. Ale to może przez to, że naczytałem się już trochę wielu innych okropieństw, przy których ucinanie przyrodzenia jest jak ukłucie się igłą w opuszek do ćwiartowania nieszczęśnika piłą mechaniczną :P

Ale ja swoje opisy tortur wzięłam z rzeczywistości. Palenie wnętrzności i genitaliów na oczach skazańca to przyjemności serwowane niegdyś bodajże w Anglii za zdradę stanu.

Babska logika rządzi!

Zgadza się. Czytałem kiedyś pewną książkę historyczną, choć ani nie pamiętam jej tytułu, ani nie pamiętam do którego regionu się odnosiła (na pewno okres średniowiecza), i były w niej opisane tak zmyślne tortury, w których genitalia bardzo często grały główną rolę, że te akurat w pamięć mi zapadły :P

I palenie to chyba nic przy tym, jak taki delikwent był przybijany do słupa na placu/przy wejściu do wioski, oczywiście przybity był członkiem. I mógł sobie tak trwać upokorzony albo.. się wyrwać.

Dobra, dość o przyrodzeniach i torturach. Idę szukać tekstu o kucykach :P

Myślałam, że to była kara dla gwałcicieli. W sumie słuszna, tak czy siak społeczność jest chroniona przed następnym przestępstwem.

Miłego polowania na kucyki. ;-)

Babska logika rządzi!

Myślę, że jakby dziś tak jednemu z drugim coś przybić, i takie kary by stosowano, to wielu by zaniechało występków. 

Dziękuję ;-)

Niby tak, ale wątpię, że tego typu rzeczy planuje się na bazie rozsądku.

Babska logika rządzi!

Typowa sroczka, kolekcjonowała kamyki dla samej radości ich posiadania. Wykorzystywać chyba specjlnie nie miała zamiaru. A może po prostu lubiła wodzić facetów za nos. bo przecież za sprawą kamienia mogłaby zdobyć klejnot ze świątyni bez angażowania kapłana :)

Podobało mi się, nawet uśmiechnęło parę razy, choć przy poczynaniach mistrza małodobrego powiało grozą. Też czytałam o palonych na oczach skazańca wnętrznościach i zastanawiałam się, jak delikwent mógł żyć i być przytomny bez wątroby na przykład.

Fajnie spinasz opko. Nie ma typowego zaskakującego twistu, ale fajne to. I uwydatnia, że złolka jest prawdziwą złolką.

Kliczek :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Dzięki, Irko. :-)

Nie tylko kamyki, różne pożyteczne substancje też. Kamyki to tylko tak dla sportu…

Zależy, jak zdefiniujemy wnętrzności. Jeśli tylko jelita, to chyba można trochę pociągnąć bez nich.

No, raz spięłam opko klamrą, a nikt dotychczas o tym nie wspomniał.

Babska logika rządzi!

No, raz spięłam opko klamrą, a nikt dotychczas o tym nie wspomniał.

A coś Ty taka niecierpliwa, dopiero trzecia jestem, przyjdą inni i też zauważą :)

 

Jeśli tylko jelita, to chyba można trochę pociągnąć bez nich.

No, twardziele z tych ludzi musieli kiedyś być, bo nie potrafię sobie wyobrazić, jak można po usunięciu choćby i jelit, zachować jeszcze przytomność ;)

 

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Jaka niecierpliwa? Opko od wczoraj wisi. ;-)

Nigdy nie próbowałam, ale czytało się jakieś opisy z pola walki, jak to żołnierz próbował sobie flaki wepchnąć z powrotem do środka. Albo gdzieś była scenka, jak zmuszali takiego z rozciętym brzuchem do spacerowania dookoła drzewa i nawijania na nie jelit. Ale znawcą tematu zdecydowanie nie jestem.

Babska logika rządzi!

Cześć, Finkla!

 

Opowiadanie czytało się całkiem przyjemnie. Nie odnotowałem jakichś większych fajerwerków, ale nic mi nie zgrzytało, jeżeli chodzi o wykonanie. Zdziwiło mnie jedynie, że w świecie potężnych magów skarbiec zawierający taki cenny artefakt (i jeszcze kilka innych) nie był zabezpieczony magicznie, a jedynie zwykłym zamkiem. Berengar zdawał się mieć zaufanie do magów, ale być może wolał stare, dobre noszenie klucza na szyi od jakichś tam czarodziejskich nowinek. ;-) 

Spięcie opowiadania klamrą podobało mi się zaś bardzo, aczkolwiek skoro Kakobella była w posiadaniu kamlota spełniającego życzenia, to mogła zdobyć kolejny kamyczek wypowiadając życzenie. ;-) Pewnie jednak sam proces wykorzystywania magicznie rozkochanych jeleni kręcił ją bardziej, niż to, co było do zgarnięcia. :-)

 

Pozdrawiam i powodzenia w konkursie!

"Kozy mają mnie w nosie, a psy na ogonie." T. Rałowski

Dziękuję, Filipie. :-)

Fajnie, że czytało się przyjemnie.

Zgadzam się, że nie ma tu rewelacyjnego pomysłu. Ot, generic fantasy, prosta historia.

Zabezpieczenie magiczne skarbca. No, w śledztwie brała udział magia (Rodrig zostawił tam ślady swojej aury), ale o magicznych pułapkach nie pomyślałam. Mogę się bronić, że król jest niemagiczny, a czasami tam lata. Co miesiąc na pewno. ;-)

I tak, Kakobela uważa, że najfajniejsze jest gonienie króliczka przy pomocy wynajętego charta. No i lubi często zmieniać kochanków.

Babska logika rządzi!

Ale znawcą tematu zdecydowanie nie jestem.

Też nie i – dla jasności – nie czepiam się, źródła przecież są, po prostu się zastanawiam jak im się udawało ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

No, jelita tylko do trawienia, bez świeżej dostawy żarcia człowiek jakiś czas pociągnie.

Ale podkreślam, że się nie znam. Czy leci z nami lekarz?

Babska logika rządzi!

Piękny pierwszy akapit :)

Podobał mi się styl narracji.

Pomysł na serduszka zamiast gwiazdeczek – cudny, wręcz współgrający z opisami działania mistrza małodobrego.

Ciekawy pomysł na notatkę króla, popycha fabułę do przodu bez zbędnych scen.

No i oczywiście fajna klamra, pasuje do prostej opowieści i do tego, że dobrze być złym :)

Ogólnie fajne, krótkie, dobrze napisane, krwawe w dawce odpowiedniej i w ogóle przyjemne. Polecę do biblioteki :)

Dziękuję, PanDomingo. :-)

Miło, że tyle zalet znalazłeś.

No, wreszcie ktoś docenił serduszka! Przecież w pewnym sensie to jest tekst o miłości…

Z notatki króla jestem dumna. Pozwala na infodump i do tego dowolnie skompresowany.

Z klamrą to tak, że zamknięcie jednego rozdziału może być jednocześnie otwarciem następnego.

Babska logika rządzi!

Finklo, o, właśnie zapomniałem docenić tytułu opka. Pokazuje, że to tylko wycinek z życia Kakobeli, dobrzej jej być złą i, przynajmniej na razie, nikt jej pozycji nie pozbawi. I klamra świetnie się z tym łączy.

Tak miało być, taki konkurs…

Babska logika rządzi!

No, wreszcie ktoś docenił serduszka!

Czy mi się zdawała, czy początkowo one były czerwone?

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

NIe, aż tak w magię komputerów to ja nie umiem, żeby tu kolorki dodawać.

Babska logika rządzi!

Cześć Finkla!

 

Kobiety potrafią być złe, i kobiece jednocześnie. Chłop pruty na rynku, a ona już myśli o nowej błyskotce i nowym rozdziale. Pomysłowe, bez zbędnych okropieństw, za to z lekką nutą humoru. Obraz całości burzy mi trochę życzenie, które przecież miało być jedno, a było takie dosyć złożone. Az dziw, że zadziałało dokładnie tak, jak miało, ale w końcu dobrze być złym.

Poprawnie pokazałaś “czarną wdowę”, choć do zobaczenia całokształtu zabrakło mi jakiejś większej dawki kobiecości albo humoru, bo bohaterka jest mocno konsekwentna i logiczna, w dobywaniu błyskotek. Z jednej strony działa z pobudek estetyczno-emocjonalnych, z drugiej niewiele tych emocji okazuje.

3P dla Ciebie: Pozdrawiam, Powodzenia w konkursie i Polecam do biblioteki!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Dziękuję, Krarze. :-)

No, prawda. Moja bohaterka zachowuje się trochę jak dziwka – gra ciałem, żeby zdobyć konkretne dobra. To raczej kobiece zachowanie, IMO.

Życzenie. Powiadasz, ze zbyt skomplikowane? Może i tak, ale w zasadzie dało się wyrazić jednym słowem: zapomnienie. Reszta to tylko doprecyzowanie.

Chciałam, że Kakobela reagowała na zasadzie “Och, muszę to/go mieć!”. Więcej emocji jej nie potrzeba. ;-)

Babska logika rządzi!

Cześć!

Fajnie się to czytało i na końcu byłam trochę rozczarowana, że to już cała historia. Początek zapowiadał krwawą opowieść, ale tu się okazało, że jednak nie, więc lekkie zaskoczenie nastąpiło. Zakończenie ciekawe, bo motywacja głównej bohaterki jest nietypowa. Podobało mi się :). 

 

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Dziękuję, Alicella. :-)

Uch, dla Ciebie torturowanie eksa jest za mało krwawe? ;-)

Ale grunt, że ogólnie się podobało.

Babska logika rządzi!

Ależ bezwzględna złolka. Przebiegła, ucieleśnienie kobiecej wredoty, wykorzystać i skorzystać, bo kamyki prócz władzy – śliczne i są prawdziwym przyjacielem.

Bardzo zmyślnie "ograłaś" rozdział z życia wdówki (panny) Beli. Oj, igrała sobie nasza Kako. Strach się zapytać, ile jeszcze tych artefaktów pozostało, bo wcześniej był na pewno jeden i czy kryje się za tym jakiś perfidny plan?

Sama sceneria przypomina mi skrzyżowanie Rzymu z dworem francuskim (stąd mi ta karciana gra Belot przyszła do głowy).

Oj, czytałabym Cię Finklo! :-)

 

Miłosna historia z serduszkami. Pomysł na zapisanie informacji – cudny, kryminalny. Ładnie wyjaśnia i jaka ekonomia słów. ;-)

 

Skarżypytuję. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dzięki, Asylum. :-)

Miał być złol, to lecimy bez półśrodków.

Nieważne, ile jeszcze zostało artefaktów – zawsze znajdzie się jakiś powód do zmiany kochanka. I to tak, żeby odstawiony od piersi nie jojczał i nie zawracał głowy.

Historyczne tło miało być inne, ale mniejsza o szczegóły.

Babska logika rządzi!

A jakie tło miało być?

Ha, zmiana kochanka – fakt, dobry powód, ale wybierała po dostępie do atrybutów (choć dla niepoznaki nie tych najważniejszych).

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dla mnie największym zaskoczeniem była sowa – bo naprawdę byłem skłonny uwierzyć, że ona się umie zmieniać.

Pomimo, iż fabuła od początku idzie jak po sznurku i do samego końca nie zmienia trajektorii ani na moment, to czytało się dobrze.

Chciałem ponarzekać na naiwność Rodriga, ale ostatecznie okazał się jedynie marionetką, a to osoba pociągająca za sznurki była głównym bohaterem historii, więc to także na plus.

Sam plan wykradnięcia kamienia sprytny, a motywacja, mimo iż bardzo przyziemna, trafia do mnie w połączeniu z charakterem bohaterki.

 

Hej, Finkla!

 

Piękna klamra, muszę przyznać. Lubię takie spięcie, tutaj potęgujące jeszcze “złolstwo” panienki Kakobeli, wskazujące na cykliczność.

 

– Słyszę, jak bije jego serce! Rośnij duży i krzepki, mój synu.

Wstał, podszedł do stolika i nalał wina sobie i kochance. W tym czasie Kakobela zastanawiała się, czy nie powinna była założyć naszyjnika z topazami, akwamaryny w pełnym świetle dnia wyglądały blado. Przyjęła kielich od Rodriga i wspólnie wypili za zdrowie dziecka.

Już się szykowało dziecko z FASem ;) 

 

Ogólnie to gdzieś tak do tego momentu myślałem, że będzie duet złoli, ale wyszło szydło z wora. No i obnażyłaś też tu naiwność Rodriga. Zrobił się mały twist.

 

Ciekawe opko, miła lektura, fajna intryga :)

 

Pozdrawiam!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Asylum,

A jakie tło miało być?

Celowałam we włoski renesans, ale bez większego nacisku. Jeśli tego nie widać, to trudno. Acz nie jestem pewna, jakie tortury stosowano natenczas w Italii. Możliwe, że wyszedł patchwork.

Kochankowie. Tak, wybierała takich, którzy mogli być pożyteczni. No i nie najważniejszych – ci z reguły są starzy i niezbyt przystojni.

 

Dziękuję nowym Czytelnikom. :-)

 

Bjkpsrzu,

Sowa. Nie, to zwykła sowa, tylko wytresowana. Może odrobinę magicznie podkręcona. Dlatego Rodrig musiał zostawiać myszy na parapecie, żeby ptak zapamiętał drogę.

Rodrig był zakochany. Każdy człowiek w tym stanie głupieje, a po magicznym eliksirze, to już nie ma odwołania od silnych uczuć. Miałby podejrzewać o cokolwiek lubą? Matkę swojego dziecka? ;-)

 

Witam Jurora Mortecjusa.

 

Krokusie,

Miło, że doceniasz klamrę. Mnie też się podoba.

A co to FAS? Jeśli chodzi o skutki picia w ciąży, to wtedy jeszcze nikt nie miał o tym pojęcia. Jak ci nasi przodkowie przetrwali…

Już wspominałam, że po eliksirze Rodrig nie mógł nie wierzyć ukochanej.

Babska logika rządzi!

Bardzo eleganckie. Trochę przypomina renesansowe opowieści, zwłaszcza na poczatku. Może też być częścią większej całości, w której wyjaśniłoby się w jakim celu bohaterka gromadzi artefakty, albo dla kogo. Ciekawie wyglądałaby dalsza walka Kakobeli z królewskimi tropicielami.

Zmieniłbym imię bohaterki na Kakobella, wyszłoby z grecko-łacińska Zła Piekność. Kliczek.

Dziękuję, Nikolzollernie. :-)

O, fajnie, że gdzieś tam ten renesans widać, mam nadzieję, że nie tylko w komentarzach.

Raczej nie planuję kontynuacji, ale owszem – ona często gęsto wykorzystywała jednego kochanka do zdobycia czegoś, co przyda się w następnym kroku. Z pyłem zapomnienia też tak było.

Teraz, z Kamieniem Księżycowym, ma ogromną przewagę nad tropicielami. Jej historia byłaby aż nudna. Przynajmniej dopóki w jakiś sposób nie straciłaby artefaktu.

Z imieniem bingo – to była taka kosmopolityczna piękna i zła. Specjalnie napisałam przez jedno l, żeby to się nie rzucało w oczy. Wielu bohaterów w tym tekście ma imiona pochodzące z greki.

Babska logika rządzi!

Chociaż sam tekst trudno nazwać humorystycznym (czy chociaż żartobliwym) to jest w nim ta Twoja charakterystyczna lekkość pisania, która bardzo ułatwia, a zarazem uprzyjemnia lekturę.

Technicznie sprawnie, ale to akurat żadne zaskoczenie. Za dobry argument uzupełniający pod klika. ;-)

Sama historia ładnie zbudowana i odpowiednio zamknięta, choć jednak ciut zbyt przewidywalna.

Fajna ta notatka jako urozmaicenie formy.

Słowem, całkiem przyjemne opowiadanie, choć założenia konkursu trochę odarły je z nieprzewidywalności.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Dzięki, CM-ie. :-)

W końcu się udało, humor nie rzuca się w oczy. Wystarczyło bestialsko zabić dwóch facetów i okraść trzeciego. ;-)

No, wiadomo, że główny złol ma skończyć dobrze, ale na to już nic nie poradzimy.

Miło, że notatka się spodobała.

Babska logika rządzi!

Hej, Finkla!

 

Jak przetrwali i w dodatku się mnożyli… koszmar! Oczywiście, że nikt wtedy nie wiedział, ale scyzoryk się w kieszeni otwierał, dopiero po chwili ogarnąłem, że to ściema ;)

 

Pozdrawiam!

 

 

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

No, jesteśmy najlepszym dowodem, że się mnożyli. ;-)

Zabijanie złodzieja w okrutny sposób też jakby niedzisiejsze…

Ale wiesz, gdyby ona naprawdę była w ciąży, to pewnie i tak by to wino wypiła. Nawet nie musiała być zła. Chyba żeby ją od alko mdliło, jak od zapachu kawy…

Babska logika rządzi!

Celowałam we włoski renesans, ale bez większego nacisku

Interesujący czas, ale bardzo mało znam, po prawdzie – w ogóle, nawet Borgiów i imiona były mało włoskie, ale Rzym przyszedł mi do głowy, tylko nie ten okres, więc jakieś ślady nawet ja zauważyłam. Nie wiem, na czy wtedy odbywały się publiczne egzekucje z liczną obecnością tłuszczy, ale nie znam się na tym, co już napisałam. Zdawało mi się, że bardziej skryte, ale moja pomyłka jest bardzo prawdopodobna. Ponoć to zapyziałe średniowiecze było bardziej porządnym czasem. ;-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

No, Savonarola nie zmarł śmiercią naturalną, ale szczegółów egzekucji i ówczesnego prawodawstwa nie znam. Jednak stosy jeszcze długo płonęły po całej Europie i dalej.

A imiona wzięłam z greki, bo tak. :-)

Babska logika rządzi!

A, i te imiona mnie zmyliły. :p Chyba nie zmarł naturalnie, coś mi się kołuje, na pewno masz rację. Kiedy teraz tak piszemy, zastanawiam się czy te czasy budowania katedr to było jeszcze średniowiecze, czy już renesans. O, jesu, ależ ze mnie głąb historyczny. :p

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Stosik.

Sądzę, że katedry budowano długo. W sensie i każdą jedną co najmniej kilkadziesiąt lat, i moda na budowanie katedr trwała długo. Sagrada Familia świadkiem. Te gotyckie, chyba najbardziej znane, to średniowiecze, ale były i inne (w tym również zrzynające sporo z gotyku).

Babska logika rządzi!

Ok, trochę mnie ustawiłaś w czasoprzestrzeni! xd

Ostatnio czytałam o pewnej teorii, że czas jest fikcją, kompletną. Brrr. pewnie wrócę do tego, ale wolę czas uznawać za realny, choć chyba takim niekoniecznie jest. ;-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

No, nie wiadomo, jak to z tym czasem jest. Ale póki mamy wspólną koncepcję średniowiecza, możemy o nim rozmawiać.

Babska logika rządzi!

Na razie siedzę w ewolucji i ciągle jeszcze z niej nie wyszłam. Za szybki z Ciebie zawodnik. xd

Filary Ziemi, Folletta mnie zauroczyły, choć początkowo uznałam, że nudne, ale czytałam coraz szybciej, bardzo wciągające.

Uh, pewnie w wielu kwestiach byśmy się zgodziły, choć byłyby też takie na nie. ;-)

 

PS. Ja naprawdę jestem zero historyczne, coś tam czasami kumam, ale raczej trzy po trzy, dzięki dobremu licealnemu nauczycielowi historii, który coś tam próbował zaszczepić w mojej głowie: kilka dat oraz procesy, bo sam tak to widział. Ale kiedy już z nim rozmawiałam po dorosłemu, powiedział, że przeklinał dzień, gdy wyrwała mu się fraza na jednej z pierwszych lekcji: “Historię piszą zwycięzcy”, gdyż nagminnie ją wykorzystywaliśmy, idąc na totalne skróty. ;-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Kreda, jura, trias? ;-)

Ja tak naprawdę jestem cieniutka w prawie każdej dziedzinie. Tylko coś tam przeczytałam.

A fraza szczerze prawdziwa. Acz ciekawi mnie, jak mogły ją wykorzystywać dzieciaki w liceum.

Babska logika rządzi!

Sam początek życia – niesamowity moment oraz ta szybkość i zakres przystosowywania się. ;-)

Był niesamowitym gawędziarzem i w koło Macieju zadawaliśmy mu pytanie, a co by było gdyby… np. historię o Neronie spisywali nie patrycjusze tylko przedstawiciel ludu rzymskiego, przecież go żałował. Łapaliśmy historyka za słówka przez co z programem zawsze byliśmy na bakier. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

A co my wiemy o szybkości na początkach życia? Toż skamieniałości z tego okresu prawie żadnych… Może dlatego, że szansę na zostanie skamieliną mają tylko przegrane, bo martwe, stwory.

Aaa, takie z Was były cwaniaczki. No, do nauczyciela trzeba mieć podejście. ;-)

Uch, wczoraj zasnęłam jak dziecko…

Babska logika rządzi!

A co my wiemy o szybkości na początkach życia?

Właśnie o to chodzi, że niewiele. ;-)

 

Idę i ja usnąć dzisiaj jak dziecko. xd

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Nic prawie.

A ja wczoraj znowu padłam przed kompem, zanim 11 wybiła. Kumulacja niewyspania z całego tygodnia…

Babska logika rządzi!

Oj, zła kobieta to była, przy tym zmyślna i okrutna. A mając dom z tak malowniczym widokiem na plac straceń, wabiła kolejnych fatygantów i wykorzystywała ich jak chciała.

Nader zacny pomysł i takież opowiadanie, a i lektura niezwykle przyjemna. ;)

 

A ty, za­ko­cha­ny głup­cze, ro­bisz się zbyt zu­chwa­ły – do­da­ła w my­ślach. – Dzi­siaj spod ka­fta­na wy­sta­je ci droga ko­szu­la by­wal­ca pa­ła­ców. ―> A ty, za­ko­cha­ny głup­cze, ro­bisz się zbyt zu­chwa­ły – do­da­ła w my­ślach. Dzi­siaj spod ka­fta­na wy­sta­je ci droga ko­szu­la by­wal­ca pa­ła­ców.

Półpauza po didaskaliach jest zbędna.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki, Reg. :-)

Nie da się ukryć złości ani kobiecości tej bohaterki. ;-)

A kto zabroni bogatemu kupić kamieniczkę przy rynku?

Cieszę się, że lektura okazała się przyjemna.

Półpauza. Hmmm. Ale ona jest niepotrzebna czy zabroniona? Mi się wydaje, że obecny zapis nie pozostawia wątpliwości, co jest myślą, a co didaskaliami, że tak jest bardziej klarownie.

Babska logika rządzi!

Myśli bohaterów zdecydowanie nie powinno zaznaczać się pauzą dialogową. – Tak radzą Fantazmaty. A u Ciebie zapis myślenia po didaskaliach poprzedza półpauza.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No, dobrze, po ogłoszeniu wyników usunę półpauzę.

Babska logika rządzi!

;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

‘Czarna wdowa’ taka Finklowa. Czytało się lekko mimo opisu działań pana małodobrego (podoba mi się taki synonim). Klamra pożyteczna.

Dzięki, Koalo. :-)

Finklowa, ale mam nadzieję, że wdowa ma niewiele ze mnie.

A synonim jest stary jak świat.

Babska logika rządzi!

Cześć, Finko!

Bardzo fajne opowiadanie, takie prawdziwie fantastyczne. Kakobela to zła kobieta, ale należy do tych złoli, o których zdecydowanie chce się czytać. Jasne, nikt nie pochwala jej zachowania, ale trudno byłoby nie docenić sprytu i pomysłowości. Trupów i intryg nie brakuje, a mimo tekst czyta się lekko i przyjemnie. 

No i zacna klamra na koniec też robi wrażenie. 

Misię. :-)

Dziękuję, Rosso. :-)

Fajnie, że fajne i że chciało się czytać.

No, pochwał zachowania bohaterki to ja z pewnością nie oczekiwałam. ;-)

Babska logika rządzi!

Hej, Finklo!

Brakowało mi chyba takiej złolki, bo ona niby jest lekką socjopatką, ale wzbudza jakieś pozytywne uczucia dzięki temu jak świetnie planuje… Dobra, łatwo do mnie trafić bohaterom, którzy mają taki konsekwentny plan i nic nimi nie miota. Zgrabna opowiastka, taka akurat pod przerwę i kawkę.

Pozdrawiam

Dzięki, Oidrin. :-)

No, tego się nie spodziewałam. Polubiłaś moją złolkę?

Tak, właśnie w coś takiego celowałam – psychopatkę, która interesuje się wyłącznie własnymi kaprysami. A że ktoś ginie, żeby je zaspokoić… Drobiazg, niewart wzmianki.

Miło, że tekst się spodobał i umilił przerwę.

Babska logika rządzi!

Dziękuję, Jurorko Silvo. :-)

Babska logika rządzi!

Hail Discordia

Dziękuję, Jurorze Japkiewiczu. :-)

Babska logika rządzi!

Opowiadanie dość strasznie życiowe, że tak powiem. Jak to wyśpiewywał któryś ze współczesnych “jesteśmy niestety gnębieni przez kobiety” 

:D

 

Bez wątpienia w tym musi być kolekcjonowaniu klejnotów musi być plan. Kto wie może poznamy go w innych opowiadaniach 

 

:)

 

Bo kobieta jest zła… Jakoś chyba za bardzo mi się Twoje opowiadanie spodobało :) To znaczy ta zła, wredna i przebiegła baba. Lubię taką wizję naszej pięknej płci. Wiedźmy…

Poza tym jak tu u Finkli warsztatowo – nic do zarzucenia :) Wyjątkowo przyjemna lektura yessmileysmiley

Historia zatacza piękne koło. Bohaterka przywodziła mi na myśl smoka, który gromadzi skarby tylko z potrzeby ich posiadania. Całe to planowanie, zdobywanie błyskotek i wykorzystywanie kolejnych mężczyzn każe myśleć, że jej zmagania są czymś w rodzaju sportu. Sama intryga jest dla bohaterki więcej warta od nagrody, nawet tak potężnej. Jedynym mankamentem, który przychodzi mi na myśl jest właśnie to, że Księżycowy Kamień jest zbyt potężny.

 

Dziękuję nowym Czytelnikom. :-)

 

MPJ,

Rozumiem, że dla Twojej płci może być strasznie. I tak chyba nie wyszło mi pokazanie tego, co chciałam pokazać.

Plany. Zdarza się, że jeden facet służy do zdobycia czegoś niezbędnego w następnym kroku (pył zapomnienia) albo ogólnie jest użyteczny i wtedy żyje sobie dłużej (ślusarz).

 

Katiu,

No, w tym konkursie ktoś musiał być zły…

Eeee, czemu za bardzo?

Ona hetero, Ty jesteś bezpieczna, to możesz podziwiać. ;-)

Fajnie, że było przyjemnie.

 

Fladrifie,

Tak, tym razem wyszła mi zgrabna klamra.

A do czego właściwie służą klejnoty? No, ładnie wyglądają. Świadczą o statusie, można je wykorzystywać jako lokatę kapitału. Diamentem można ciąć szkło. Ale poza tym – nie bardzo praktyczne.

Artefakt zbyt potężny? Możesz mieć rację, z tym kamieniem można prawie wszystko. Dopóki ktoś go człowiekowi nie rąbnie…

Babska logika rządzi!

Właśnie podczas lektury pomyślałem sobie, że ofiarowanie komuś artefaktu, który raz w miesiącu pozwala spełnić jedno życzenie to gotowy przepis na katastrofę. Chyba że królowie z dziada pradziada byli wcieleniami dobroci i opierali się różnym pokusom. Wtedy kontrast między dobrem i złem jest jeszcze bardziej wyraźny.

Pamiętajmy, że przodek króla znalazł artefakt w ruinach. Na pewno można go wykorzystać na rzecz królestwa – z wszelkimi klęskami (powodzie, oblężenia, susze itp.) wystarczy wytrzymać tylko do najbliższej pełni. Albo na rzecz rodu – “chcę począć z królową syna”, “niech królewna wyzdrowieje”, “niech następca znajdzie sobie piękną księżniczkę z dobrego rodu, która będzie godna zostać jego żoną”… Można go także “wydać na głupstwa” – “chcę upolować wielkiego niedźwiedzia”, “chcę wygrać turniej”, “chcę móc pić tyle wina, co trzydzieści lat temu”… Jeśli każdy kolejny król ma na tyle rozumu, żeby zażyczyć sobie, żeby następca wyrósł na mądrego i szlachetnego władcę, to kraj wyjdzie na tym rewelacyjnie.

Kakobela raczej nie będzie kontynuować tej tradycji.

Babska logika rządzi!

To jest opinia, którą napisałem przed wrzuceniem obrazka potwierdzającego przeczytanie. Nie śledziłem tego, czy w tekście zachodziły później jakieś zmiany. Nie czytałem komentarzy innych użytkowników przed spisaniem własnych uwag.

Hej, fajna klamra. Naprawdę przyjemnie czytało mi się zakończenie. To spięcie opowiadania na koniec jest lepsze niż wrzucanie tu na siłę jakichś twistów, cliffhangerów czy innych tego typu rzeczy ;)

Jest to dość prosta historia, ale prowadzona konsekwentnie i do celu. Kakobela jest nieźle napisaną manipulatorką, chociaż trochę szkoda, że tyle osiąga za pomocą ziółek czy eliksirów. Gdybyś zdecydowała się na to, że rozgrywa wszystko bez żadnych wspomagaczy, to byłoby to dla mnie jeszcze ciekawsze do czytania ;) Ale rozumiem, skąd taka decyzja.

Generalnie wszystko tu raczej gra, a niestety łatwiej ganić niż chwalić. Ale ten solowy popis przebiegłości i planowania Twojej bohaterki jest nieźle napisany i zaplanowany. Podoba mi się też, że nie oceniasz Kakobeli, przez co pozostaje dość niejednoznaczna. Z jednej strony łatwo wpaść w pułapkę kibicowania zmagań kobiety przeciwko reszcie świata (głównie mężczyzn), nawet, jeśli jest po prostu jak sroka i lubi błyskotki. Z drugiej strony – oprócz tego, że kradnie i niesie śmierć (no, może nie swoimi rękami, ale jej działania powodują, że kat ma wiele roboty), to jeszcze molestuje/gwałci, bo jak inaczej nazwać przymuszanie partnerów do stosunków za pomocą eliksirów? No cóż, nie jest to zbyt przyjemna postać, nawet jeśli kolejny rozdział z jej życia (fantastyczny tytuł, tak przy okazji!) czytało się bardzo dobrze ;)

Dziękuję pięknie za udział w konkursie, życzę miłego dnia ;)

Dzięki, Jurku Mortecjusie. :-)

Większe zmiany nie zachodziły. Może poprawiałam jakąś literówkę, ale nie pamiętam szczegółów.

Miło, że klamra Ci się podobała.

No, gdyby nie było magii, to by nie było fantastyki. Złe kobiety żyją wśród nas.

Ale jak to niejednoznaczna?! Bez mrugnięcia okiem okłamuje facetów, którzy ją kochają. Często gęsto doprowadza do ich śmierci, nader nieprzyjemnej. Każdego jednego wykorzystuje. To co trzeba zrobić, żeby być jednoznacznie złym?

Faktycznie, można to nazwać magicznym gwałtem. Acz wydaje mi się, że każdy czar rzucany na nieświadomą ofiarę bez jej zgody stanowi taką samą ingerencję w wolną wolę. Czy to każesz jej kochać siebie, czy to umierać za króla, robić pompki czy zmywać naczynia. Z seksu przynajmniej poczęstowani eliksirem faceci mają jakąś przyjemność.

Dzięki za konkurs, ja też się nieźle bawiłam. :-)

Babska logika rządzi!

Miło, że klamra Ci się podobała.

Była naprawdę dobra ;)

No, gdyby nie było magii, to by nie było fantastyki. Złe kobiety żyją wśród nas.

Ale jak to niejednoznaczna?! Bez mrugnięcia okiem okłamuje facetów, którzy ją kochają. Często gęsto doprowadza do ich śmierci, nader nieprzyjemnej. Każdego jednego wykorzystuje. To co trzeba zrobić, żeby być jednoznacznie złym?

Zabić psa. Ewentualnie wiele psów, chociaż nie chciałbym czytać takiego tekstu.

Na wszelki wypadek dodam, bo mam wrażenie, że moja wypowiedź może zostać potraktowana humorystycznie: jestem śmiertelnie poważny i jest to mój trigger (przemoc wobec zwierząt w ogóle).

Faktycznie, można to nazwać magicznym gwałtem. Acz wydaje mi się, że każdy czar rzucany na nieświadomą ofiarę bez jej zgody stanowi taką samą ingerencję w wolną wolę. Czy to każesz jej kochać siebie, czy to umierać za króla, robić pompki czy zmywać naczynia.

To trochę taki case eliksiru miłosnego, który jest jednak… no cóż. Nie będę kończył, ale zdecydowanie ten motyw w opowieściach czy popkulturze jest zbyt lekko traktowany.

Z seksu przynajmniej poczęstowani eliksirem faceci mają jakąś przyjemność.

Szczerze mówiąc, trochę mnie zszokowało to zdanie :o Domyślam się jednak, że chodzi o to, że osoby pod wpływem eliksiru nie odczuwają przymusu. Tym niemniej, nieco zmroziło ;)

Dzięki za konkurs, ja też się nieźle bawiłam. :-)

Ja również dziękuję! :)

Pies. Zapewniam, że gdyby jego zabicie przyniosło Kakobeli korzyść, to by to zrobiła. Sowę wykorzystuje, ale nie zabija, bo żywa jest bardzo pożyteczna.

Eliksir miłości. W Harrym Potterze to źródło wszelkiego zła. Fakt, bez akcentowania aspektu gwałtu, ale to w końcu książka dla dzieci.

Eliksir, seks i przyjemność. Jak by dobrze wytłumaczyć, o co mi chodzi… Człowiek poczęstowany eliksirem rozpuszczonym w winie pożąda przedmiotu swojej sztucznej miłości, więc seks stanowi spełnienie marzeń. To coś, do czego ofiara dąży na wszelkie sposoby. Problem w tym, że sama miłość jest nieprawdziwa. Dla mnie to bardziej gwałt na psychice niż na ciele. Ktoś zmienia umysł ofiary tak, że sama pragnie zrobić to, co sprawca chciał osiągnąć. I nie widzę wielkiej różnicy między skłonieniem do kochania a skłonieniem do ciężkiej pracy. Magia robi z człowieka niewolnika, wszystko jedno, czy seksualnego, czy zwykłego służącego. Wyjaśniłam?

Babska logika rządzi!

Pies. Zapewniam, że gdyby jego zabicie przyniosło Kakobeli korzyść, to by to zrobiła. Sowę wykorzystuje, ale nie zabija, bo żywa jest bardzo pożyteczna.

Od tego momentu nienawidzę Kakobeli xD

Eliksir miłości. W Harrym Potterze to źródło wszelkiego zła. Fakt, bez akcentowania aspektu gwałtu, ale to w końcu książka dla dzieci.

Eliksir, seks i przyjemność. Jak by dobrze wytłumaczyć, o co mi chodzi… Człowiek poczęstowany eliksirem rozpuszczonym w winie pożąda przedmiotu swojej sztucznej miłości, więc seks stanowi spełnienie marzeń. To coś, do czego ofiara dąży na wszelkie sposoby. Problem w tym, że sama miłość jest nieprawdziwa. Dla mnie to bardziej gwałt na psychice niż na ciele. Ktoś zmienia umysł ofiary tak, że sama pragnie zrobić to, co sprawca chciał osiągnąć. I nie widzę wielkiej różnicy między skłonieniem do kochania a skłonieniem do ciężkiej pracy. Magia robi z człowieka niewolnika, wszystko jedno, czy seksualnego, czy zwykłego służącego. Wyjaśniłam?

Tak, wszystko jest jasne. Tak przypuszczałem, że pewnie sobie coś dopisuję albo odebrałem Twoją wypowiedź w inny sposób, niż byś chciała. Cieszę się, że mnie w tym upewniłaś ;)

No to wszystko sobie ustaliliśmy. I nawet moją bohaterkę znielubiłeś. :-)

Babska logika rządzi!

Mam słabość do tych złych, ale jeśli nie waha się przed zabiciem psa…

Edit: miałem dopisać, że doceniam serduszka w formie oddzielaczy części tekstu, ale zamiast tego zgłosiłem swój własny komentarz xDDD Przepraszam moderację za zamieszanie, chyba pora odejść sprzed komputera.

Nie zawaha się. Gdyby na przykład wiedziała, że pies połknął błękitny diament, to rozpruje zwierzaka bez chwili namysłu.

Fajnie, że doceniasz te serduszka. Miały być ironiczne.

Babska logika rządzi!

Edit: miałem dopisać, że doceniam serduszka w formie oddzielaczy części tekstu, ale zamiast tego zgłosiłem swój własny komentarz xDDD Przepraszam moderację za zamieszanie, chyba pora odejść sprzed komputera.

Moderacja nie wybacza i nie zapomina.

Finklo,

 

Wyszła Ci ciekawa historia, z interesującą femme fatale, w dość skąpo przedstawionym świecie. To ostatnie nie jest zarzutem, tak dla jasności. :) Podejrzewałem, że Kakobela jest wiedźmą, która wykorzystuje mężczyzn do kolekcjonowania artefaktów, a tu proszę, tresowana sowa jej pomaga, a nie jakieś tam wykwintne czary. Sprytne, szczególnie, że Rodrig dał się nabrać i wyszedł na kłamcę podczas śledztwa. A przynajmniej mógł być podejrzany o kłamstwo.

Przebrnąłem przez tekst jednym tchem, masz bardzo lekki styl, nawet pisząc o niegodziwościach. Całość spięta bardzo zgrabną klamerką.

 

Gratuluję dobrego tekstu i pozdrawiam. :)

 

 

 

 

@Arnubis

 

Moderacja nie wybacza i nie zapomina.

Czy w takim wypadku nie powinna być też anonimowa? :P

Arnubisie, weź, nie rób jurkowi krzywdy. On niechcący…

 

Dziękuję, Adku. :-)

Świata nie było specjalnie co przedstawiać, bo to klasyczne fantasy. Bez elfów i krasnoludów, za to z magią i artefaktami.

Jeśli słusznie podejrzewają człowieka o skradzenie artefaktu zapewne najważniejszego dla królestwa, to kłamstwo przestaje mieć znaczenie. Ot, zadbała kobitka, żeby były jej nie wydał, nawet gdyby chciał. Przesłuchujący zresztą raczej sądzą, że Rodrig został oszukany.

 

Mort, wolisz nie wiedzieć, co Cię trafiło?

Babska logika rządzi!

Mort, wolisz nie wiedzieć, co Cię trafiło?

To było odniesienie do hasła Anonymous ;)

Paczaj, a mnie się to bardziej z Fremenami kojarzy…

Babska logika rządzi!

Finklo, przebacz biednemu Amonowi tak późną wizytę. Mam jednak nadzieję, że lepiej późno niż wcale :)

Praktycznie każdy tekst Twojego autorstwa daje rękojmię solidnego wykonania i dopracowania, tak jest i w tym przypadku. Bardzo spodobało mi się zakończenie opowiadania i rozpoczęcie nowego rozdziału życia Kakobeli, chociaż sama historia była bardzo prosta i dość przewidywalna. Rodrig powinien mieć więcej rozumu i nie ufać w zapewnienia kochanki, ale cóż, niejednemu mężczyźnie uczucia odebrały już rozum (a zwłaszcza, jeśli połączyć je z magicznymi sztuczkami!). 

Fajnie skonstruowany złol, przyjemny, stylizowany język postaci – czego chcieć więcej? Lektura dostarczyła przyjemności, a dodatkowo uatrakcyjniły ją serduszka oddzielające poszczególne partie tekstu :D

PS. Też wpadłbym w sidła kobiety, która miałaby tak korzystnie zlokalizowane mieszkanie. 

Pozdrawiam!

Dziękuję, o Boski, żeś raczył odwiedzić me skromne progi. :-)

Nieważne, kiedy, każdy komentarz cieszy.

Cieszę się, że oczekujesz po moich tekstach trzymania jakiegoś poziomu. Ale wiesz, nie wszystkie są dobrze przyjmowane, masz prawo marudzić.

Przede wszystkim, Rodrig nie powinien pić wina z byle kim. Potem już było za późno. :-/

Tekst o miłości, to wrzuciłam parę serduszek. ;-)

A kto zabroni bogatemu kupić kamieniczkę w atrakcyjnym punkcie stolicy? Rodrig to nie pierwsza ofiara, kasy Kakobeli na pewno nie brakowało.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka