- Opowiadanie: nartrof - Obraz Mamusi

Obraz Mamusi

Proza życia szarego człowieka. Relacje rodzinne, zakupy i inne elementy codzienności. W krótkiej i zabawnej formie.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

Użytkownicy II, Finkla

Oceny

Obraz Mamusi

 

– W końcu, czas dla siebie. – Mężczyzna rozparł się w fotelu. – Meczyk.

Obraz holowizjera wypełnił pokój. Dwie drużyny złożone z robotów i ludzi stanęły naprzeciw siebie. Sędzia przyłożył gwizdek do ust, lecz wstrzymał oddech, a wzrok wbił prosto w widza w fotelu. Arbiter zamarł.

Mężczyzna spojrzał na sędziego z udanym zdziwieniem.

– Ojej – spytał niewinnym głosikiem. – Czekacie na mnie? Oczywiście, ale jeszcze piwerko.

Gwizdek sędziego idealnie zgrał się z sykiem otwieranej puszki. Kibice na trybunach oszaleli z radości. Mężczyzna zaś pociągnął kilka głębokich łyków chłodnego napoju, po czym westchnąwszy z ulgą, wyciągnął się w fotelu. Z przyjemnością obserwował jak rozgrywka od pierwszych minut nabrała dużego tempa.

Piłkarze biegali żwawo, a piłka szybko krążyła od nogi do nogi. Czasami przelatywała tuż pod fotel oglądającego, gdyby się wychylił mógłby ją chwycić rękami. Zaraz potem obraz odjeżdżał i kibic w fotelu widział całe boisko wraz z trybunami wypełnionymi szalejącą publicznością. Atmosfera wydarzenia była nieziemska.

Nagle piłkarze znieruchomieli a wrzawa kibiców ucichła. Obraz holowizjera rozmył się, a przed mężczyzną stanęła kobieta w średnim wieku. Zjawiła się, jak zawsze, bezszelestnie.

– Jutro przyjeżdża moja mama. Umawialiśmy się, że powiesisz jej obraz.

– Od trzech tygodni czekałem na ten finał. Mecz już dawno rozegrany, koledzy gadają o wyniku, a ja nie miałem nawet czasu, aby obejrzeć powtórkę.

– Jak czekasz trzy tygodnie, to jeden dzień cię nie zbawi. A moja mama odwiedzi nas jutro.

– Po co to wieszać? Bohomaz jakiś.

Kobieta ostro zripostowała:

– Mecz stop! Tutorial do wieszania obrazu plus zakup potrzebnych narzędzi, start!

Kobieta odwróciła się z satysfakcją na pięcie i wyszła z pokoju. Holowizjer zamigotał i w salonie pojawił się mężczyzna, w średnim wieku, podobny trochę do człowieka siedzącego w fotelu, jednak szczuplejszy i bardziej zadbany oraz, w przeciwieństwie do żywego odpowiednika, uśmiechnięty.

– Cześć Stanley! Słyszałem, że masz zamiar wieszać obraz w salonie.

– Obraz to za dużo powiedziane – mruknął do siebie mężczyzna pociągając piwo z puszki. – Bohomaz!

– Pomogę ci to zrobić. – Stan-sobowtór sprawiał wrażenie bardzo pewnego siebie. – To nie jest trudne, zobaczysz. Skończymy, zanim Kathleen skończy robić pranie i wspólnie obejrzymy mecz.

– Nie chcę oglądać meczu z hologramem. To pachnie chorobą psychiczną.

Sobowtór nawet się nie zmieszał.

– Jasne stary. Każdy potrzebuje czasem pobyć sam. Przemyśleć życie i w ogóle. Pamiętaj tylko, abyś nie przekroczył dziennej normy czasu w samotności, ustalonej przez ministra zdrowia, która wynosi sześć godzin i dwadzieścia trzy minuty. No, a teraz bierzemy się do wiercenia. Nie krzyw się tak. Zobaczysz, to świetna zabawa.

Hologram kontynuował:

– Będziemy potrzebowali roboczych rękawic, kołków rozporowych o średnicy trzy ósme cala cala i długości jeden i trzy czwarte cala, miarki laserowej, wiertarki udarowej…

Poszczególne przedmioty przelatywały przed oczami Stanleya, który szybko stracił zainteresowanie i przestał słuchać. Patrzył bezmyślnie w puszkę z piwem. Tymczasem, niezrażony niczym Stan-sobowtór kontynuował:

– …I na koniec wkrętarki lub śrubokręta. Poziomicy aby poprawnie ustawić obraz…

– Bohomaz!

– Z tego co wiem, – kontynuował niewzruszony hologram – masz już w domu kołki, wiertła, miarkę z poziomicą, odpowiedni śrubokręt. Wysłałem służbę aby przyniosła te narzędzia.

Rzeczywiście, do salonu wszedł robot służebny niosąc wymienione przedmioty.

– Teraz czas, abyś zamówił wiertarkę.

– Mam wiertarkę. Służba, przynieś wiertarkę.

Robot służebny ruszył do garażu.

– Stan, ten stary rzęch nazywasz wiertarką?! Ona ma już trzy lata! To zabytek! Na rynku są takie modele jak Ultradrill 5000.

Przed oczami Stanley zawirowała lśniącoczerwona maszyna. Sobowtór chwycił ją w ręce rozpoczynając demonstrację.

– Regulowana prędkość obrotowa oraz laserowe naprowadzanie wiertła to już standard. Masz to w gratisie! Popatrz na to cacko, ma sto kilodżuli udaru, więc przechodzi przez zbrojony beton jak przez masło. Do tego ma wbudowaną poziomicę. Już nigdy nie wywiercisz dwóch otworów nie w poziomie, Stanley! Ma opcję centrowania. Zapomnij o pomiarach, dzieleniu i dodawaniu, to maleństwo potrafi samo znaleźć środek na każdej ścianie, na zadanej wysokości. Programujesz tutaj wielkość kołka jakiego używasz i włala, wiertarka wywierci dokładnie taką głębokość jaką potrzebujesz. Ani o włos więcej.

– Ile to…

– To wszystko za jedyne pięćset dziewięćdziesiąt dziewięć.

– Ufff.

– To ekstraklasa wśród wiertarek domowego użytku. Specjalnie dla ciebie, promocja, Jeszcze tylko przez cztery minuty i pięćdziesiąt cztery sekundy. , jedyne trzysta dziewięćdziesiąt dziewięć kredytów. Oszczędzasz dwie paki!

– Nie. Użyję mojej własnej wiertarki. Jest w stu procentach działająca. Skorzystałem z niej może dwa razy. Z czego ten drugi, w sumie się nie liczy, bo pożyczyłem ją Jeremy’emu.

– Zastanów się stary! – Hologram nie ustawał w namawianiu.

– Nie! – warknął. – Użyję mojego sprzętu!

Robot służebny właśnie wniósł starą wiertarkę Stanleya. Mężczyznay chwycił walizkę pewną ręką.

– Dobra, stary, nie ma problemu, wyluzuj. Pewnie. – Ultradrill 5000 zniknął z rąk Stana-sobowtóra. – W końcu to tylko jedna dziura.

Stanley wyjął wiertarkę z walizki. Potrząsnął nią dwa razy i… na jego twarzy pojawiła się niepewność.

– Ok. Przypomnij mi, jak się to robi.

Hologram mrugnął znacząco okiem.

– Już śpieszę. Na początek, przykładasz obrazek na ścianie w miejscu gdzie chcesz aby wisiał. Zaznaczasz ołówkiem…

Sobowtór, ze szczegółami przeszedł przez proces wieszania obrazka na ścianie. Osobiście pokazywał na holowizyjnych ścianach i narzędziach jak namierzać, wiercić, wbijać, wkręcać. W newralgicznych punktach cofał się i cierpliwie tłumaczył Stanleyowi trudniejsze elementy procesu. Po półgodzinnym instruktarzu Stanley czuł, że w końcu wie, o co w tym wszystkim chodzi.

– Ok, to zaczynam. Przykładam obrazek. O tak, dobrze?

– Trochę w lewo, ooo za dużo. Trochę w prawo. Za dużo, lekko w lewo. Za daleko…

– Musi być tak idealnie?

– Robię pomiar z dokładnością do jednej setnej cala. Jeśli chcesz podjąć ryzyko, że obraz zawiśnie w złym miejscu i będzie raził gusta estetyczne twoich gości…

– Nie, no nie chcę aby ich gusta były zawiedzione.

– No widzisz, więc przesuń trochę w lewo. Za daleko, w prawo. Przesadziłeś, cofnij…

– Wiesz co? – mruknął zniechęcony Stanley. – Myślę, że wezmę jednak na klatę to, że gusta gości będą zawiedzione. – Mężczyzna odsunął się od ściany i z odległości, na oko, próbował ocenić gdzie jest środek. – Myślę, że jednej setnej cala mogą nie zauważyć.

– O mój drogi, według Wikipedii Tysiąclecia wyćwiczone oko ludzkie…

– Oj daj już spokój, powieśmy to tu, będzie ładnie. – Stanley przyłożył ponownie obraz do ściany.

– Ale Stanley, to nie jest pośrodku!

– Przestań, jest pośrodku i tyle! Ja nie widzę różnicy! – mężczyzna podniósł głos wyraźnie dając do zrozumienia, że jest zirytowany.

– Ok, stary. Jeśli nalegasz to niech tak będzie.

– Tak! Nalegam!

– Dobra, nie ma sprawy. Uznajemy, że w lewo-prawo mamy ustalone. Teraz góra-dół.

Stanley, z wrażenia, mało nie upuścił obrazka

– Słuchaj widzę, że jesteś zły. Może zrobimy to na łatwiejszym programie? Wiesz to żaden wstyd a pójdzie szybciej i bez stresu.

– Jest łatwiejszy program? – spytał zaskoczony gospodarz.

– No jasne, stary. Myślałem, że chcesz to zrobić sam? Tak oldskulowo, zaznaczanie ołówkiem i w ogóle. Ale nic straconego. Patrz, wyświetlam zdjęcie obrazu w skali jeden do jeden. Powiedz, gdzie chcesz aby wisiał.

– Tu, lekko do góry. Ooo! I teraz w bok, jest. Tu, jest dobrze – ucieszył się mężczyzna.

– Świetnie Stanley. Teraz wyświetlę ci na ścianie czerwoną kropkę. To jest miejsce, w tym punkcie musisz przyłożyć czubek wiertła. Pamiętaj aby wycelować dokładnie w punkt. Ooo tak. Nie, trochę w lewo i do góry. Za daleko, teraz w dół i w prawo. Przejechałeś…

Wiertarka warknęła ostro, wiertło szybko wgryzło się w ścianę na całą swoją długość. Zaskoczony Stanley jeszcze przez chwilę trzymał palec zaciśnięty na przycisku regulacji obrotów.

– Stop! Stop! Wiertarka stop! – krzyknął sobowtór.

Urządzenie, posłusznie, przestało pracować. Stanley, jeszcze trochę zaskoczony, wyjął wiertło z otworu. Na ścianie nadal świecił się jasny punkcik, w który Stanley miał wcelować. Ale otwór był dwa-trzy razy większy niż średnica czerwonej kropki. Mężczyzna i jego hologramowy towarzysz w milczeniu wpatrywali się w dziurę w ścianie. Ciszę przerwał sobowtór.

– Stanley. Tak naprawdę są dwa powody tego zdarzenia.

– Oświeć mnie! – warknął mężczyzna.

– Twoja wiertarka…

– Co z nią nie tak?!

– Ultradrill 5000 ma automatyczne centrowanie…

– Daj już spokój wiertarce!

– Ok. Spoko. Drugi powód to wiertło. Wiertło jest tępe oraz krzywe. W gnieździe wiertarki siedzi dobrze, ale jest krzywe i wierci dziurę dużo większą niż jego średnica. Ultradrill 5000 wykrywa gdy wiertło jest skrzywione.

Mężczyzna pomruczał z niezadowoleniem pod nosem. Nie czuł się do końca przekonany ale jednocześnie nie potrafił wysunąć kontrargumentów w dyskusji.

– Szefie, czy chcesz abym zamówił ci nowe wiertło?

Stanley, z ociąganiem i niechęcią, odpowiedział dopiero po chwili:

– Tak.

– Świetnie – ucieszył się sobowtór. – Mam trzy wiertła do wyboru…

Stanley nie miał ochoty słuchać. Tępo patrzył na przesuwające się przed nim przedmioty.

– Które rekomendujesz? – spytał, gdy sobowtór skończył prezentację.

– BradleyTools za pięć dziewięćdziesiąt dziewięć, to dobry kompromis między jakością i ceną.

– Zamów.

– Proponuję dwa w cenie…

– Dobra dobra. Zamów na jutro.

– Na dzisiaj, przesyłka ekspresowa! – doleciał głos Kathleen z góry.

– Zrozumiałem, zamówiłem – potwierdził komputer głosem Stanleya-sobowtóra.

Stanley-człowiek osunął się na fotel. Chwycił piwo.

– Przynajmniej będzie chwilka oddechu. Mecz start.

Sobowtór zniknął a w salonie pojawiły się mieszane roboto-ludzkie drużyny, które uganiały się za piłką po zielonej murawie. Głos komentatora wypełnił pomieszczenie.

– Widać, że inżynierowie z MU wznieśli się w tym roku na szczyty swoich umiejętności. MU zdobył mistrzostwo kraju, puchar kraju, a teraz, jak burza idzie po tytuł…

– Mecz stop!

Zjawiła się w salonie, jak zwykle, cicho i bez ostrzeżenia.

– Twoje wiertła przyszły. – Kathleen rzuciła mężowi małą paczuszkę. – Program wieszania obrazu, wznowić!

Kobieta wyszła z pokoju a na środek pokoju ponownie wyskoczył hologramowy nauczyciel.

– Hej Stanley, słyszałem, że masz już wiertła.

Mężczyzna ze złości zaklął pod nosem.

– Ej, no stary, nie przejmuj się tak – kontynuował komputer. – Raz, dwa to załatwimy. Mamy dwie opcje, trudniejszą – szpachlowanie…

– Wybieram opcję łatwiejszą!

– Ok, rozumiem. Powiesimy obraz trochę wyżej, tak żeby zasłonił dziurę.

Stanley uśmiechnął się.

– Dobry pomysł, podoba mi się.

Wizja szpachlowania otworu mu się nie podobała. Nie przyznawał się przed sztuczną inteligencją, ale nie wiedział co to jest to szpachlowanie. Po samej nazwie, wydawało mu się to czymś o wiele trudniejszym od wiercenia, które nie poszło mu najlepiej.

Sztuczna inteligencja, w holowizjerze, symulowana przez jego bardziej zadbanego i przystojniejszego sobowtóra, wiedziała, że Stanley-człowiek nie wie czym jest szpachlowanie. Ale się nie przyznała. Taki miała program.

– Wyświetl jak będzie wisiał obraz. – Rozkazał swojemu holowizyjnemu sobowtórowi. – Nie, nie, nie podoba mi się, przesuń obraz w prawo.

– Stanley, osiemdziesiąt sześć procent ludzi lubi symetrię rzeczy i spraw.

– Ale mi się podoba tak jak teraz.

– Ale twoim gościom się nie spodoba, pomyślą, że nie masz gustu.

– Wszystkie domy wyglądają tak samo, bo im tak doradzacie! Pójdę do dowolnego domu w okolicy i z zamkniętymi oczami znajdę serwetki, sztućce, papier toaletowy i kieliszki. Wszędzie jest tak samo! A JA chcę inaczej! Niech obraz wisi tu! Basta!

– Dobra stary. Jest luz – pojednawczo powiedział Stan-sobowtór. – Rozumiem. Jesteś taki… – próbował zażartować – …ekstrawagancki. Ok. Wieszamy jak mówisz. Tutaj jest ok?

– Tak.

– Dobra. Wyświetlam punkt do wiercenia. Przyłóż wiertarkę, startuj.

Ostry warkot wypełnił cały dom. Nagle rozległ się głośny huk. Światło zgasło a wiertarka wyłączyła się. Po chwili, światło ponownie się zapaliło. Wiertarka nadal milczała.

– Co to było? – zdziwił się Stanley.

– Wygląda na to, że przewierciłeś przewód elektryczny. Zabezpieczenia w skrzynce elektrycznej wyrzuciło. Włączyłem ponownie te, które mogłem. Obecnie nie macie zasilania gniazdka w salonie oraz w pralni.

– A HaWu?

– Holowizjer ma baterię do trzech godzin.

– Ufff – odetchnął z ulgą mężczyzna. – Wezwij elektryka.

– Już to zrobiłem, będzie jutro rano.

– Tak późno?

– Niestety, to najszybszy termin jaki udało mi się znaleźć.

– A co robimy z tym?

– Nic, elektryk się tym zajmie.

– Ale można tu kołek wsadzić? – zapytał niepewnie.

– Nie, absolutnie. Musisz wywiercić kolejną dziurę na kołek.

– Kolejną?

– Tak.

– A jak trafię na kolejny kabel?

– Ultradrill 5000, ma wbudowany skaner do wykrywania przewodów w ścianie. W ten sposób unikniesz nieprzyjemnej pomyłki.

– No dobra, dobra – odrzekł zrezygnowany mężczyzna. – Zamów już tego Ultradrilla.

– Zamawiam.

– Ja chyba oszaleję! – Stanley złapał się za głowę.

– Stanley, mam wrażenie, że jesteś zestresowany, czy mam zamówić meliskę lub tabletki uspokajające? A może chcesz wizytę w…

– Nic już nie chcę! – warknął mężczyzna. – Chcę w spokoju obejrzeć mecz! – Upadł ciężko na fotel. – Mecz start!

W salonie pojawiły się postacie piłkarzy i robotów.

– Mecz stop! – zjawiła się, jak zwykle, niezauważona. – Twoja wiertarka przyszła. – Za Kathleen do salonu wszedł robot służebny niosąc przesyłkę. – Program wieszania obrazu, wznów!

Na środek salonu wyskoczył sobowtór Stanleya.

– Hej Stanley, słyszałem, że przyszło do ciebie to cacko, Ultradrill 5000. Pokażesz jak z nim szalejesz?

Stanleyowi opadły ręce.

– Nie k… – Mężczyzna ugryzł się w język. – Nie pokażę!

– Hej Stan, co się dzieje stary? – Sobowtór wydawał się na szczerze zaskoczonego.

Mężczyzna tymczasem rozdarł opakowanie, wyrwał z niego czerwoną, lśniącą nowością wiertarkę.

– Montaż wiertła! – zakomenderował.

– Hej Stanley, nie powinieneś tego robić bez zapoznania się z instrukcją. Holowizja z instrukcją trwa jedyne dwie i pół godziny. To podstawa bezpiecznego wiercenia. Hej Stanley, co ty robisz?! – Hologram bezskutecznie próbował powstrzymać mistrza domowych remontów.

Stanley już zamontował wiertło.

– Włącz funkcję wykrywania kabli! – rozkazał urządzeniu.

Na ścianie wyświetlone zostały czerwone linie biegnące w górę i w dól.

– Hej Stanley – hologramowy towarzysz próbował zdobyć jego uwagę. – Aby zakryć oba otwory musisz wywiercić kolejny otwór dwa cale wyżej, twój wzrost to pięć stóp i sześć cali. Sięganie tak wysoko, bez odpowiedniego sprzętu, to naruszenie przepisów BeHaPe. Potrzebujesz drabiny albo co najmniej stołka o wysokości co najmniej dwanaście cali. Spójrz, są drabiny składane za czternaście dziewięćdziesiąt dziewięć. Stanley! Nie rób tego. Stanley, musisz stać na czymś stabilnym! Stos książek nie jest stabilny! Stanley! Ta sytuacja stanowi zagrożenie twojego życia i zdrowia w myśl Kodeksu Praw i Obowiązków Obywatela. Jeśli uruchomisz wiertarkę będę musiał wezwać policję. Ostrzegam cię…

Warkot Ultradrill 5000 skutecznie zagłuszył ostrzeżenia hologramu. Sto kilodżuli udaru wgryzło się w ścianę jak w masło. Szybkość i moc wiertarki zaskoczyły Stanleya, nie utrzymał maszyny. Wiertło odbiło się i przekosiło w otworze, rozorując mur na kilka centymetrów. Niechcący, Stanley zmienił kierunek obrotów. Wielka moc wiertarki wypchnęła wiertło ze ściany. Stan stracił równowagę. Upadając upuścił wiertarkę. Bezpiecznik zadziałał i wyłączył obroty. W samą porę, wiertarka z impetem uderzyła majstra w głowę.

 

Leżał tak przez dłuższą chwilę bez ruchu.

– Stanley, Stanley, wszystko w porządku? – Sobowtór miał zatroskaną minę. Na holowizjerze wyskoczył kardiogram i poziom napełnienia płuc. Komputer szybką diagnozą stwierdził, że Stanleyowi nie stało się nic poważnego oraz że nie ma potrzeby wezwania pogotowia.

Mężczyzna, bardzo powoli i niemrawo, zbierał się z podłogi. Oparł się o ścianę. Lekko zataczając się, ruszył w stronę kuchni. Z zamrażarki wziął woreczek z lodem, który przyłożył sobie do głowy.

Zaświergotał dzwonek do drzwi. Z salonu zniknął Stanley-sobowtór a pojawiła się postać w granatowym mundurze.

– Obywatelu, natychmiast otwórzcie!

Stanley powoli podszedł do drzwi wejściowych przy akompaniamencie świergoczącego dzwonka. Był jeszcze otumaniony.

– Otwórz – zakomenderował tępym głosem.

Policjant spojrzał srogo na Stanleya. Na przedzie jego czapki paliła się drobna lampka.

– Obywatelu! Holowizja i wizjerzy trąbią non-stop, non-stop, o tym ile kosztuje służba zdrowia! – grzmiał tubalnym głosem policjant. – Że jest niedofinansowana, że brakuje pieniędzy na leki i operacje starszych ludzi! To my wszyscy się na nią składamy, z naszych ciężko zapracowanych pieniędzy! A ty, samowolnie sobie kołek w ścianie montujesz! I to jeszcze bez drabiny! Ryzykując ciężką kontuzję i niepotrzebne, podkreślam, obciążenie systemu opieki zdrowotnej! Skandal! To niepatriotyczne, nieuczciwe zachowanie, nielicujące z postawą porządnego obywatela! Skandal!

Stanley popatrzył na policjanta wielkimi oczami.

– Jeremy, czyś ty zwariował? – wymamrotał.

– Obywatelu, jestem tu służbowo. – Mundurowy nie zmienił pouczającego tonu głosu. – Jako stróż porządku publicznego i policjant! Sprawy osobiste zostawiamy na boku. Udzielam ci upomnienia w myśl Kodeksu praw i obowiązków obywatela, paragraf dwieście czterdzieści pięć, ustęp ósmy. Ponowne naruszenie tego paragrafu poskutkuje naganą obywatelską i mandatem w wysokości dwustu kredytów oraz odjęciem pięciu punktów zaufania obywatelskiego. Do widzenia. – Policjant obrócił się i raźnym krokiem ruszył do wozu policyjnego.

Stanley stał jak zamurowany, z rozdziawionymi ustami gapiąc się za przyjacielem. Policjant po paru krokach zatrzymał się i dotknął guzika na klapie marynarki. Mała lampka na jego czapce zgasła. Wtedy mundurowy zawrócił. Spokojnym już krokiem podszedł do oniemiałego Stanleya. Objął go ramieniem i ściszonym głosem powiedział:

– Stan, co ty wyprawiasz? Taki numer? Mogłeś chociaż poczekać aż nie będę na służbie. Dam ci radę na przyszłość. – Jeremy ściszył głos jeszcze bardziej – Wyciągnij wtyczkę HaWu z gniazdka i włącz go na cały regulator. Potem idź do garażu lub weź kąpiel. Ignoruj pikanie a po trzech godzinach bateria się rozładuje. Potem możesz robić co chcesz. Jakby co, powiesz, że zapomniałeś, bo zajęty byłeś robieniem karmników w czynie społecznym. Nic ci nie zrobią a jeszcze zapunktujesz. No, już, ogarnij się. Widzimy się jutro u Tima. Trzymaj się. I pamiętaj co ci powiedziałem. – Gliniarz mrugnął znacząco okiem.

Stanley, powoli dochodząc do siebie, patrzył za nim jak odjeżdża. Poczuł jak lód się rozpuszcza i zimna woda cieknie mu po karku. Kątem oka dojrzał jak firanka w domu sąsiadów się poruszyła, a sąsiadka z naprzeciwka udawała, niezgrabnie, jak przycina krzaczki w ogrodzie. Tuż obok niej, robot służebny robił to samo, dużo sprawniej i dokładniej. No tak, policja na osiedlu, to nie lada wydarzenie. Dla Stana również. Był wściekły. Na Jeremy’ego, na Kathleen, na holowizjer, na system, na mamusię. Na mamusię najbardziej. Wrócił do domu. Rzucił z impetem lód do śmietnika. Ten zapikał, sygnalizując niewłaściwą segregację odpadów. Stan zignorował sugnał i ruszył energicznie do garażu. Grzebał przez chwilę w skrzynce z narzędziami. Zamigotał obraz holowizjera i ponownie pojawił się Stan-ulepszony-sobowtór.

– Wyłącz! – warknął Stanley. Obraz natychmiast znikł.

Wygrzebał ze skrzynki młotek. Z wściekłością i determinacją na twarzy ruszył do salonu.

– Stary dobry młotek i gwóźdź.

Ostrożnie przycisnął obraz barkiem do ściany. Zignorował ostrzegawcze sygnały i komendy poziomicy. Był zły, że zapomniał ją wyłączyć. Ale już było za późno. Włożył gwóźdź w uchwyt obrazu, wycelował pośrodku trzech wywierconych otworów. Zaczął delikatnie i miarowo stukać młotkiem w łepek gwoździa.

– Ostrożnie Stan, ostrożnie. Nie za mocno. – Uspokajał sam siebie. – O tak, o tak. Dobrze ci idzie – mruczał pod nosem obserwując jak gwóźdź, milimetr po milimetrze zagłębia się w ścianę. – O tak, o tak, dobrze, dobrze. Mamy to!

Zakrzyknął radośnie, odsunął się ostrożnie od ściany. Obraz wisiał. Gwóźdź tylko trochę za bardzo wystawał. Stanley wziął lekki zamach.

– Ostrożnie Stan – błysnął holowizjer i sobowtór pojawił się tuż przy nim. Mężczyzna przestraszył się, uderzył młotkiem z większą siłą niż planował. Narzędzie omsknęło się po gwoździu i wyrżnęło w ramę obrazu. Rama pękła od ciosu. Obraz spadł a płótno podziurawiło się na rozrzuconych narzędziach.

Stanley stał jak zamurowany. Hologram natychmiast zaczął mu perorować co zrobił nie tak i jak powinien postąpić. Od razu zaoferował pomoc i wyszukał firmy sprzątające oraz te zajmujące się renowacją i naprawą obrazów. Ale Stanley już go nie słyszał. Gapił się w dziurawą ścianę i potrzaskany obraz. Siniak na głowie pulsował mu z bólu.

„Nie, gorzej już być nie mogło, po prostu nie mogło” – myślał sobie.

Rozległ się dzwonek do drzwi, holowizjer zamigotał i Stanley ujrzał starszą, uśmiechniętą twarz.

– Kathleen, Stanley, to ja, mama. Niespodzianka. Postanowiłam, że przyjadę dzień wcześniej.

 

 

Koniec

Komentarze

Podziękowania dla Ambush za betowanie.

Cześć!

Jest tu odrobina humoru, choć bazujesz na bardzo oklepanych żartach, więc szału nie ma. Udało Ci się oddać frustrację głównego bohatera i absurdalność sytuacji. Fabuła nie jest zbyt wciągająca, a opis wiercenia zdecydowanie mi się dłużył. Ogólnie jednak nie czytało się źle. Najciekawszym elementem był sprzedawca-sobowtór. Zaniedbałeś interpunkcję, często brakuje przecinków przed “a” i przed “aby”. 

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Cześć Alicella.

Dzięki za wizytę i za uwagi. Przyjmuję.

Pozdrawiam

 

Opowiadanie jest mocno przegadane i w nadmiarze wypełnione humorem, który jako żywo przypomina skecz kabaretowy. A ja nie lubię skeczów, zwłaszcza tak długich i obfitujących w tak stereotypowe żarty, skutkiem czego nie mogę uznać lektury za satysfakcjonującą, zwłaszcza, że wykonanie pozostawia bardzo wiele do życzenia.

 

usta­lo­nej przez Mi­ni­stra Zdro­wia… → …usta­lo­nej przez mi­ni­stra zdro­wia

 

Ho­lo­gram kon­ty­nu­ował. → Ho­lo­gram kon­ty­nu­ował:

 

Przed ocza­mi Stan­ley za­wi­ro­wa­ła lśnią­co-czer­wo­na ma­szy­na. → Przed ocza­mi Stan­ley za­wi­ro­wa­ła lśnią­coczer­wo­na ma­szy­na.

 

– Chło­pa­ku, za cenę… → – Chło­pa­ku, za cenę

 

Po­trzą­snął nią nie­pew­nie dwa razy i … → Zbędna spacja przed wielokropkiem.

 

na oko pró­bo­wał oce­nić gdzie jest środe. → Literówka.

 

– Prze­stań, jest po środ­ku i tyle!– Prze­stań, jest pośrod­ku i tyle!

 

– Tu, lekko do góry. Ooo! I teraz w bok, jest. Tu, jest do­brze. – ucie­szył się męż­czy­zna. → Zbędna kropka po wypowiedzi.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/

 

Teraz wy­świe­tlę ci punkt na ścia­nie. To jest punkt, gdzie po­wi­nien znaj­do­wać się kołek roz­po­ro­wy a teraz w tym punk­cie mu­sisz przy­ło­żyć czu­bek wier­tła. Pa­mię­taj aby wy­ce­lo­wać do­kład­nie w punkt. → Czy to celowe powtórzenia?

 

Wier­tar­ka wark­nę­ła ostro, wier­tło szyb­ko wgry­zło się w ścia­nę na dłu­gość ca­łe­go wier­tła. → Brzmi tonie najlepiej.

 

Ale otwór był 2-3 razy więk­szy… → Ale otwór był dwa-trzy razy więk­szy

Liczebniki zapisujemy słownie.

 

– Stan­leY. →> Dlaczego na końcu jest wielka litera?

 

Chwy­cił swoje piwo. → Zbędny zaimek – czy tam było jeszcze inne, cudze piwo?

 

…z za­mknię­ty­mi ocza­mi znaj­dę , ser­wet­ki… → Zbędna spacja przed przecinkiem.

 

A może chcesz wi­zy­tę w … → Zbędna spacja przed wielokropkiem.

 

twój wzrost to pięć 5 stóp i sześć cali. → Dwa grzybki w barszczyku, ten drugi jest zbędny.

 

albo co naj­mniej stoł­ka o wy­so­ko­ści co naj­mniej 12 cali. → …albo stoł­ka o wy­so­ko­ści co naj­mniej dwunastu cali.

 

Ta sy­tu­acja sta­no­wi to za­gro­że­nie… → Ta sy­tu­acja sta­no­wi za­gro­że­nie

 

Pod­parł się o ścia­nę.O­parł się o ścia­nę.

 

Go­spo­darz spoj­rzał się na znaną mu po­stać.Go­spo­darz spoj­rzał na znaną mu po­stać.

 

spoj­rzał się srogo na Stan­leya. → …spoj­rzał srogo na Stan­leya.

 

i man­da­tem w wy­so­ko­ści dwie­ście kre­dy­tów… → …i man­da­tem w wy­so­ko­ści dwustu kre­dy­tów

 

Stan­ley stał jak za­mu­ro­wa­ny ga­piw­szy się za przy­ja­cie­lem z roz­dzia­wio­ną buzią. → Brzmi to nie najlepiej.

Proponuję: Stan­ley stał jak za­mu­ro­wa­ny, z rozdziawionymi ustami gapiąc się za przy­ja­cie­lem.

Buzię mają dzieci.

 

Stan­ley pa­trzył za nim jak od­jeż­dża, po­wo­li do­cho­dząc do sie­bie. → Czy dobrze rozumiem, że policjanta, odjeżdżając, dochodził do siebie?

A może miało być: Stan­ley, po­wo­li do­cho­dząc do sie­bie, pa­trzył jak od­jeż­dża.

 

Ten mo­men­tal­nie za­pi­kał , sy­gna­li­zu­jąc… → Zbędna spacja przed przecinkiem.

 

„Nie, go­rzej już być nie mogło, po pro­stu nie mogło.” – my­ślał sobie. → „Nie, go­rzej już być nie mogło, po pro­stu nie mogło” – my­ślał sobie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki Regulatorzy za wizytę i komentarze. Wprowadzę. Pozdrawiam

Bardzo proszę, Nartrofie. I cieszę się, że uznałeś uwagi za przydatne. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nieco przegadane. Tak 10k mniej i byłoby perfekt ;) Frustrację bohatera rozumiem, sama mam problem z wbiciem gwoździe, a o wiertarce nawet nie myślę, a jak jeszcze ktoś stoi za plecami i komentuje… No, można dostać czegoś.

Trochę się w tych żartach zgubiło samo uniwersum, a szkoda, bo utopia wyszło Ci niczego sobie :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Dzięki Irka_Luz za wizytę i uwagi. 10k mnie to niezły challange :)

W sumie rzeczywiście, jak teraz patrzę to jest dużo dialogów bez opisów samego świata.

Cześć, Nartrofie. Jako żywo skojarzył mi się serial “Miodowe Lata”, a przed oczami miałem postać Karola Krawczyka i Mamusi, tylko w wersji science-fiction ;) To prawda, że opko przegadane i to prawda, że niektóre żarty mają długą brodę, ale nie mogę powiedzieć, że czytało się źle. Skrócenie tej historii o połowę bardzo mocno by się jej przysłużyło (wszak mamy 20+k znaków, a dzieje się niewiele), dodatkowo mógłbyś zadbać o lepsze wykonanie techniczne (poprawiłeś błędy wskazane przez Reg, ale w dalszym ciągu jest poważny niedostatek przecinków). 

Jeśli chodzi o mocne strony Twojej pracy, to miałeś ciekawy pomysł na zaprezentowanie wizji przyszłości: ot, zwyczajna, domowa scenka, przy okazji której prezentujesz swoje pomysły. Nie jest to coś, co wyrwałoby mnie z butów, ale lektura była całkiem przyjemna. 

Pozdrawiam! ;)

A mi się z kolei tekst spodobał! :-)

Fakt – historia jest prosta, ponieważ odwołuje się do kulturowego stereotypu: teściowej, roli męża i żony, ale umieściłeś ją w bliskiej przyszłości, czyli niejako dalszym ciągu tego szukania instrukcji na youtubie i zawłaszczenie kolejnej dziedziny przez biznes (poszukiwanie zysku, wykorzystanie DIY i "podręczności"). Czytelna jest też konstrukcja – przemyślana, po kolei i dla mnie nieprzegadana, bo podążała. Jasne, że fabuła prowadziła do katastrofy, więc twist w tym sensie zdawał się oczywisty, choć cień wątpliwości we mnie drzemał.

Można byłoby się czepiać postaci, że schematyczne, ale gdy przypomniałam sobie sąsiadowe wiercenie w ścianie dziury na zamocowanie karniszy i swoje ćmoje-boje z wyrzynarką i wiertarką oraz netem, to reakcje oddałeś w punkt.

Dla mnie zabawne i straszna przyszłość. Dialogi naturalne, motywacje jasne, może świat (warunki) za mało określone, bo to tak jakbyś wpychał stary schemat w przyszłość. Osobiście sądzę, że schematy lekko się zmienią i trzeba byłoby dać jakąś transformację.

Skarżypytuję do biblio. :-)

pzd srd

a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Zgodzę się, że opowiadanie jako scenka jest nieco przedłużona, ale, podobnie jak Asylum, mam wrażenie, że trafiłeś w 100% z tymi reklamo-wstawkami: są wiarygodne i niestety prawdopodobne.

Heloł,

Nie spodziewałem się takiej frekwencji. :)

AmonRa, ninedin, Asylum, dzięki za wizytę.

Kilka komentarzy do komentarzy, nie na obronę, ale byście znali moje motywacje.

Motywacją do napisania opowiadania była historia z końca dziewiętnastego (XIX) wieku, gdzie głowa rodziny próbowała powiesić obraz :D. Gdy ją czytałem, jak żywo stanęły mi przed oczami momenty, gdy mój ojciec próbował wykonywać drobne prace domowe a ja biegałem, podawałem śrubokręt, trzymałem młotek, świeciłem latarką. I sobie wtedy pomyślałem “minęło sto lat, i natura ludzka nie uległa zmianie, pewnie za sto lat też się mocno nie zmieni, tylko technologia pójdzie do przodu”. Z tego co pisze Asylum, nie byłem w tym osamotniony. No i napisałem takie opowiadanie.

Rzeczywiście, jak patrzę z perspektywy czasu, dużo dialogów, mało opisów, wyszła sztuka teatralna, czy, jak pisała Reg, skecz. Wniosek zapisany na przyszłość.

Co do długości, to mam wątpliwość. Brnę teraz przez “Wiedźmina”. Sapkowski napisał go tak, że długa scena, mimo iż niewiele się w niej dzieje, wcale się nie dłuży. Taki poziom chciałbym kiedyś osiągnąć. Jak Bóg da. :) Więc dochodzę do wniosku, że moja historia nie jest za długa, lecz trochę … przynudzona :)

Pozdrowienia i dzięki za wizytę.

Hej!

 

Historyjka ma swojej momenty, kiedy się lekko uśmiechnąłem. Gdyby tekst był o połowę krótszy, wybrzmiałby pewnie lepiej. Jest jednak dużo dialogów, więc można się przez to w miarę łatwo przebić. Wizyta policjanta świetna.

Szkoda, że przecinków tona utonęła w trakcie pracy twórczej. ;-) Wrzucam kilka z początku.

 

Sędzia przyłożył gwizdek do ust(+,) lecz wstrzymał oddech(+,) a wzrok wbił prosto w widza w fotelu.

Mężczyzna zaś pociągnął kilka głębokich łyków chłodnego napoju, po czym(+,) westchnąwszy z ulgą(+,) wyciągnął się w fotelu. Z przyjemnością obserwował(+,) jak rozgrywka od pierwszych minut nabrała dużego tempa.

Piłkarze biegali żwawo(+,) a piłka szybko krążyła od nogi do nogi. Czasami przelatywała tuż pod fotel oglądającego., tak że Gdyby się wychylił(+,) mógłby ją chwycić rękami.

Obraz holowizjera rozmył się(+,) a przed mężczyzną stanęła kobieta w średnim wieku.

– Od trzech tygodni czekałem na ten finał. Mecz już dawno rozegrany, koledzy gadają o wyniku(+,) a ja nie miałem nawet czasu(+,) aby obejrzeć powtórkę.

Trawnik skosił robot(+,) a zakupy zrobiłam przez sieć.

Wiesz(+,) ile kosztują teraz obrazy stworzone przez ludzi?

– Obraz to za dużo powiedziane – mruknął do siebie mężczyzna(+,) pociągając piwo z puszki. – Bohomaz!

Zrobimy to(+,) zanim Kathleen skończy robić pranie i wspólnie obejrzymy mecz.

 

Plus jakieś drobiazgi.

 

Ale otwór był 2-3 razy większy niż średnica punkcika.

 

Ale otwór był dwa, trzy razy większy niż średnica punkcika.

 

– Stanley. Tak naprawdę są dwa powody tego zdarzenia.

 

Pozdrawiam!

"Kozy mają mnie w nosie, a psy na ogonie." T. Rałowski

Cześć Filip.

Dzieki za wizytę.

 

Wprowadziłem to co wyszczególniłeś plus to co znalazłem. Skróciłem też opowiadanie o cztery tysiące znaków.

 

 

Pozdrawiam

 

Śmieszno i straszno, podobało mi się. Obawiam się, że właśnie w tę stronę idziemy. No i sobie biedak nie obejrzy meczu.

kołków rozporowych o średnicy trzy ósme cala cala

To coś koło centymetra. Gigantyczne koły. IMO, bardziej do palikowania wampira niż do wieszania obrazu.

Babska logika rządzi!

Hej Finkla

Celna uwaga. Choć zależy jakiej wielkości ten obraz. Mamusia mogła być kreatywna :)

Pozdrawiam i dzięki za wizytę.

Nowa Fantastyka