- Opowiadanie: Ambush - Źródeł nam nie zabraknie

Źródeł nam nie zabraknie

Poszukując bohatera o duszy mrocznej jak antracyt, odkryłam JĄ!

Czytelniku, jeśli w szkołach poznałeś inne wersje, zapomnij je, albowiem ja głoszę prawdę absolutną!

Serdecznie dziękuję za betowanie, które niewątpliwie udoskonaliło moje opowiadanie.

W procesie przenoszenia opowiadania na wyższy poziom udział wzięli:

- Bjkpsrz,

- Irka_Luz,

- Krar85

- Shanti.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Źródeł nam nie zabraknie

Powrót łowczyń budził – jak zawsze zresztą – olbrzymie emocje w bazie Uszoz.

Nikogo nie zaskoczyło, że i tym razem dywizjon 06 wykonał doskonale powierzone zadanie. Na dodatek dzielne dziewczyny nie poniosły prawie żadnych strat.

Tiss, która już drugi POS (sezon bojowy) dowodziła oddziałem 06, zręcznie wyskoczyła z kabiny.

Jej maszynę, bezpiecznie osadzoną na lądowisku, otoczył personel techniczny. Profesjonalne zespoły podłączały węże pomp do zbiorników i dokonywały przeglądu poszczególnych urządzeń.

Tiss znała siebie na tyle, że wiedziała, iż przed kolejnym lotem na pewno wpadnie do hangaru, żeby upewnić się, że zrobili wszystko jak trzeba. Teraz jednak ruszyła w stronę kantyny.

Powroty z akcji zawsze nieco mieszały jej w głowie.

Opuszczając maszynę, czuła się niekompletna i odarta z czegoś istotnego.

Z drugiej strony przepełniało ją szczęście i poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Widziała też, jakie robi wrażenie na wizzach zgromadzonych dokoła lądowiska.

Personel naziemny i zwiadowcy czekali na powrót jednostki 06 tylko po to, aby na nią popatrzeć.

Łowczynie generalnie cieszyły się powodzeniem u płci przeciwnej, a dowódczynie były wyróżniane na każdym kroku, ale Tiss była tylko jedna.

– Witaj piękna! – krzyczeli głośno zgromadzeni.

– Dzięki tobie rośniemy!

– Twoje skrzydła – naszą chwałą!

Słysząc ten gwar, uśmiechała się lekko, niekiedy odpowiedziała komuś na ukłon, lub pozdrawiała uniesieniem czułka. Niemniej unikała okazywania emocji. Naturalnie czuła się szczęśliwa, a podniecenie bitewne wciąż jeszcze wibrowało w jej drobnym ciele. Była przecież dowódczynią łowczyń, nie mogła wdzięczyć się do tłumu, czy w jakikolwiek inny sposób okazywać słabości. Zdawała sobie sprawę, że jest bystrzejsza, silniejsza i bardziej wytrzymała niż większość z nich. A może nawet niż wszyscy…

Jej spokój, a nawet wyniosłość budziły powszechny szacunek w bazie i pozwalały skutecznie budować karierę.

 

X

Kończyła się pora rosy, kiedy pojawiła się w kantynie. Ze wszystkich stron słyszała swoje imię. Do wspólnego biesiadowania zapraszały ją łowczynie z różnych jednostek i młodziutkie kursantki, a toasty na jej cześć wznosili nawet co śmielsi zwiadowcy.

Do stolika zaprosiła ją również z pięknym uśmiechem Ziza – służbowo dowódczyni dywizjonu B2, prywatnie wieloletnia koleżanka i towarzyszka lotów.

Jeszcze w zeszłym POS na pewno by się do niej przysiadła, bo w tamtym czasie były serdecznymi przyjaciółkami. Wiele osób z ich otoczenia nie mogło tego zrozumieć, gdyż tak wiele je dzieliło. Tiss była nakierowaną na sukces perfekcjonistką, a Ziza płochą bałaganiarą. Pierwsza zaliczała kolejne sprawności, a druga kolejnych zwiadowców. One jednak zawsze powtarzały, że potrafią pięknie się różnić.

Znały się w zasadzie od zawsze, lubiły swoje towarzystwo i nie miały przed sobą żadnych sekretów. Z czasem różnice urosły, a piękna przyjaźń nieco wyblakła. Wciąż okazywały ją publicznie, ale nie odczuwały już potrzeby częstych spotkań, dyskusji, czy zwierzeń. Teraz Tiss żałowała, że kiedyś tak wiele jej wyznawała.

Obecnie dwie młode, ambitne dowódczynie realizowały własne plany i nie chciały marnować czasu na to co zbędne. Dlatego posłała Zizie całusa, a potem usiadła samotnie przy barze, pod flagą z zachodzącym słońcem – herbem społeczności wizzów.

Sącząc porcję cudownie chłodnego eliksiru, odpoczywała, spoglądając przelotnie na błękitną taflę jeziora za oknem i czasem na drzwi. Znajomy gwar, zapach koiły ją i dodawały sił.

Co pewien czas zerkała na zawieszony pod sufitem ekran, prezentujący kluczowe dla istnienia bazy wskaźniki. Odczyty poziomu eliksiru w poszczególnych zbiornikach zmieniały się nieustannie. Słupki obniżały się i rosły. Na przykład w tej chwili zbiornik AB sygnalizował niebezpiecznie niski, choć jeszcze nie alarmowy poziom, za to 0 jak zawsze świecił się na zielono.

Eliksir był dla wizzów pokarmem, źródłem energii, paliwem i lekarstwem. Oczywiście, eksplorowali też inne zasoby, ale bez “płynu życia” baza nie mogłaby funkcjonować.

– Twoje skrzydła naszą chwałą! – Razz, potężny zwiadowca ze srebrzystą tarczą i długimi odnóżami, zajął miejsce obok niej. – Przy takich łowczyniach idea dorośnięcia nie wydaje się mrzonką.

– Witaj – szepnęła, pochylając zalotnie czułki. – Robię tylko to, co do mnie należy. Poza tym, ty chyba wyprzedzasz nas wszystkich w rośnięciu…

Mimo że przez cały czas starała się nie spuszczać z oczu drzwi kantyny, Razz i tak ją zaskoczył.

Cóż, tak właśnie działają zwiadowcy – pomyślała.

Razz był o głowę wyższy od pozostałych zwiadowców. Przebywając z nim, Tiss każdą komórką odczuwała pierwotną, magnetyczną moc. Nie potrafiła wytłumaczyć, czy oszałamiało ją jego mocne ciało, czy reagowała na feromony, dość że przy Razzie brakowało jej tchu.

Pewnie zresztą nie była jedyną dziewczyną, która za fasadą chłodu i wyniosłości, skrywała namiętność i głód uczuć.

– Misja za misją, lot za lotem. Jesteś tak zajęta, że prosty zwiadowca nie może nawet zaprosić cię na kolację – westchnął teatralnie, dając znak barmanowi.

– Widzisz Razz, mnie kompletnie nie interesują prości zwiadowcy – mruknęła od niechcenia, sącząc powoli eliksir – ale dla ciebie znajdę czas.

– W takim razie porywam cię natychmiast!

– Muszę się odświeżyć, bo biorę udział w kongresie.

– Nie bądź taka skromna! Nie mów „biorę udział”! Lepiej powiedz „jestem tam ważną prelegentką” – poprawił ją. – To może po kolejnej akcji?

– Wtedy będę tylko twoja – musnęła go zmysłowo czułkiem. Rzuciła na ladę zapłatę i opuściła kantynę.

 

X

Budowała karierę metodycznie i wytrwale. Na wykładach i kursach organizowanych przez kierownictwo bazy, regularnie dzieliła się doświadczeniem z młodszymi rocznikami wizzów.

Cierpliwie omawiała rodzaje źródeł, miejsca występowania i czynniki wpływające na ich zagęszczenie oraz użyteczność. Szeroko i wnikliwie analizowała niebezpieczeństwa grożące łowczyniom podczas przelotów, akcji, jak i powrotów z obciążeniem. Zdradzała też sposoby unikania wypadków i radzenia sobie w sytuacjach kryzysowych. Mimo młodego wieku jej wiedza nie ograniczała się jedynie do zagadnień związanych z konkretnymi typami łowów, a wykłady cieszyły się ogromnym powodzeniem. Chętnych było zawsze o wiele więcej niż miejsc. Tiss często powtarzała, że “przeładowania” towarzyszą jej zarówno podczas transportu eliksiru, jak i w trakcie dzielenia się wiedzą.

Nie stroniła też od polityki, utrzymując ścisłe relacje z radykalnymi Drakami i biorąc udział w spotkaniach i mityngach.

Wizzowie żyjący w bazie od zawsze byli podzieleni na dwa obozy. Linie podziału widać było w Radzie Starszych, wśród dowódców, uczonych, a nawet pomiędzy kapłanami Zachodzącego Słońca.

Ugodowi Ambrozjanie – jak chociażby Ziza – byli zwolennikami absolutnego oszczędzania źródeł. Wspierający ich naukowcy szukali rozmaitych możliwości ograniczania zużycia eliksiru. Twierdzili, że zbytnia kosumpcja szkodzi, zarówno środowisku, jak i samej społeczności. Apelowali do znudzenia o skromność i oszczędność. Zachęcali do efektywnego wykorzystaniu posiadanych zasobów, ale też do minimalizowania potrzeb. Zwolennicy Ambrozjan chcieli, by wizzowie wykorzystywali przede wszystkim składniki roślinne, a eliksir traktowali jako substancję specjalną. Promowane przez nich hasło brzmiało: „Odmów sobie dziś, by starczyło dla tych, co przyjdą juto!”

Drakowie mieli zupełnie inne poglądy. Pragnęli zdobywać i przetwarzać jak najwięcej eliksiru. Chętnie cytowali słowa mitologicznego Vlada Wspaniałego „źródeł nam nie braknie”.

Powtarzali też legendę o słynnym herosie, który choć wywodził się spośród filigranowych wizzów, zdołał, pozyskując ogromne ilości eliksiru, osiągnąć wzrost prawdziwego olbrzyma. Vladowie – ojciec i syn – byli odważni i bezlitośni, zaledwie w ciągu dwóch pokoleń dorośli, czyli wielokrotnie zwiększyli swoje fizyczne rozmiary. Starego Vlada zwano smokiem – drakiem, stąd zresztą nazwa stronnictwa.

W legendach, których młodzi wizzowie uczyli się w szkole, Vlad bezwzględnie opróżniał kolejne źródła, pozbawiając je energii i nie troszcząc się o ich dalsze losy. Wielu spośród Draków marzyło o powrocie czasów mitycznej wspaniałości i potęgi plemienia. Robili wszystko by wzmocnić swój lud fizycznie i duchowo. Najważniejsze było dla nich dorośnięcie, czyli wzrost poszczególnych osobników i wzmocnienie sił życiowych społeczności. Zamierzali, choć wielu się z nich wyśmiewało, osiągnąć stopniowo wzrost równy źródłom, czyli istotom, z których pozyskiwali eliksir.

Chcieli pochłonąć świat, za nic mając ekologię.

Tiss czciła Vlada, wierzyła w dorośnięcie i w ciężką pracę. Zamierzała być największa i najbardziej łakoma ze wszystkich, którzy osiągną przeobrażenie. Robiła wszystko by jeszcze w tym POS dostać się do Rady Starszych i mieć większy wpływ na losy plemienia.

Choć się do tego nie przyznawała, marzyła by posiąść samodzielnie całą władzę.

Chciała być nowym Vladem. To był jej wielki sekret, który nieopatrznie wygadała kiedyś Zizie.

 

 

X

Wystąpienie Tiss na konferencji okazało się, jak zawsze, ogromnym sukcesem.

Przed udaniem się na spoczynek, Tiss wpadła jeszcze na moment do hangaru. Sprawnie przejrzała serwisowe checkpointy. Potem z lubością przytuliła głowę do twardego, chitynowego poszycia samolotu.

Maszyna była jej bronią oraz źródłem dumy i siły. Czuła się z nią zespolona zarówno fizycznie, jak i duchowo.

– Wszystko jest OK – szepnęła szczęśliwa. – Jesteśmy doskonali i możemy osiągnąć wszystko, o czym tylko zamarzymy! Czekaj na mnie cierpliwie.

Wracając do kwatery łowczyń, z dumą obserwowała potężną bazę, której częścią była. Każde lądowisko otaczały zatopione w zieleni hangary, zbiorniki pełne zasobów i budynki socjalne. Całość oplatała misterna pajęczyna rurociągów transportujących życiodajne płyny.

Wizzowie doskonale potrafili łączyć najnowsze zdobycze techniki z naturą ich baza była pełna zieleni i przyjazna dla jej mieszkańców.

 

 

X

Podczas ceremonii religijnej ku czci Zachodzącego Słońca dowódczynie wszystkich dywizjonów zajmowały wyjątkowe miejsca, dokładnie na wprost loży Rady Starszych.

Sztandar przedstawiający wsiąkającą w ziemię czerwoną kroplę słońca wisiał w centralnej części świątyni, aby wszyscy zgromadzeni mogli patrzeć na niego, czerpać z niego siłę i poczucie jedności.

Trwały modły o pomyślność najbliższych misji, o dostatek i bezpieczeństwo.

Zgromadzeni powstali i zaśpiewali jednym głosem fragmenty starodawnego eposu o Vladzie:

 

Blask słoneczny wsiąka w ziemię

Kropla życia wnika w nas

Będzie wzrastać nasze plemię

Nigdy się nie skończy czas

Skrzydła niosą nas gdzie słońce

Lot nasz będzie wiecznie trwać

Zasiedlimy świata końce

Po kres kresów wizzom trwać.

 

Jak zawsze w tej podniosłej chwili dowódczynie uniosły i splotły pierwsze odnóża. Zgromadzeni w świątyni wizzowie wszystkich stanów z entuzjazmem powtórzyli ten gest.

Tiss zerknęła na stojącą obok niej Zizę i mocniej ją uścisnęła. Chociaż dowódczyni B2 reprezentowała pacyfistycznych Ambrozjan, cieszyła się w bazie opinią sprawnej liderki. Wciąż lubiła jej poczucie humoru i doceniała niebanalną urodę, która powszechnie burzyła spokój zwiadowców.

Ziza również uścisnęła ją mocno i szepnęła:

– Podobno Rada rozważa twoją kandydaturę. Radość wypełnia mnie jak po udanym ssaniu.

– Dzięki skarbie. Cieszę się, że moje starania zostaną docenione. Mam nadzieję, że wkrótce po mnie ty też zostaniesz wybrana. Zasługujesz na to, jak mało kto, a Radzie potrzeba nowej energii!

Kiedy opuszczały sanktuarium w szpalerze stłoczonych obywateli bazy, obserwowała z rozbawieniem, jak Ziza wdzięczy się do zgromadzonych i wygina kusząco swój jasny, pięknie cętkowany odwłok.

Ona nigdy nie dorośnie – przemknęła jej myśl. – Chyba jednak nie nadaje się do kierowania ludem. Jest na to zbyt płocha… Loty godowe z byle kim, byle gdzie. Cóż z tego, że może faktycznie jest najpiękniejszą łowczynią z naszego pokolenia. Marnuje potencjał i swoje jajeczka. Nigdy nie zostanie matką superwizzów! Aby rządzić i zwyciężać trzeba mieć umysł i ducha!

Rozbawienie zniknęło w momencie, gdy zrozumiała, że dowódczyni B2 nie spuszcza oczu z Razza. To właśnie jego chciała skusić swoim doskonałym ciałem.

Na moc Vlada Wspaniałego! Nienawidzę tej pustogłowej larwy! – szepnęła w myślach Tiss.

Jej oczy zabłysły srebrzystym blaskiem gniewu, ale niemal natychmiast zgasły.

Doskonale wiedziała, że starsi obserwowali i oceniali zachowanie poszczególnych jednostek, a zwłaszcza tych, wobec których mieli jakieś dalsze plany. Okazywanie braku opanowania mogło zaważyć na całej jej dalszej karierze.

Uniosła głowę i nadała swoim rysom maskę wyniosłej obojętności, mimo że jej zranione serce łkało.

On na nią patrzy! Gapi się na nią jak idiota. I ma tę głupawą minę zakochanego zwiadowcy! A przecież miał być tylko mój! Mieliśmy wzlecieć razem i stworzyć coś wyjątkowego!

Przecież mimo, że oddaliły się od siebie nieustannie liczyła na lojalność Zizy. Jednak dla tamtej liczyło się tylko zdobywanie serc kolejnych zwiadowców, przechwałki w kantynie i czubek własnego odwłoka.

– To chyba sprawiedliwe – mruknęła mijając ją była przyjaciółka. – Ty wzmocnisz Draków w Radzie, a ja z Razzem powołam na świat dorodne i piękne potomstwo! Wszystkie będą mi zazdrościć! To chyba uczciwy układ?! Dla ciebie władza, dla mnie miłość. Nie zdradzę nikomu twoich wielkich planów i małych sekretów, ale należy mi się za to jakaś nagroda!

Tiss nie odezwała się ani słowem.

Żebyś pękła podczas misji! – pomyślała. Jeszcze pożałujesz tego, ty w skrzeku kąpana hadro!

 

X

 

Podekscytowany tłum odprowadzał łowczynie do samych maszyn, zagrzewając je gromkimi okrzykami do nadchodzącego zadania.

– Wyciśnijcie ich jak berberys!

– Chmarą w nich, chmarą!

Tym razem jednak Tiss nie śmiała się z tych żartów. Nie czuła podniecenia, ani dumy. Czerwony, jak zachodzące słońce, gniew wypełnił całe jej drobne ciało i nie pozwolił słyszeć, ani czuć niczego innego.

Nie słyszała nawet brzmiącego z lotniskowych megafonów słynnego przeboju popwizz “Złamałam kłujkę, już nie wdam się w bójkę”.

Wsiadła do maszyny, spokojnym głosem wydała rozkazy, po czym skoncentrowała się na zaplanowanym zadaniu.

Łowczynie uniosły się drżącą chmurą. Przeleciały ponad bazą i pomknęły nad lśniącą taflą jeziora daleko na wschód.

Niebo miało zachwycającą barwę eliksiru z lodem. Od jeziora wiała lekka bryza, która nieco łagodziła panujący dokoła upał. W powietrzu unosiła się zmieszana woń dymu, nektaru niezliczonych kwiatów i istot będących źródłami.

Na brzegu jeziora zgromadziły się setki źródeł, jakby przybyły tu i pokornie czekały na moment złożenia ofiary. Kręciły się tam duże, małe, wielobarwne jak kwiaty, kuszące smakowitym zapachem i niemal całkiem bezbronne.

Doskonale wyszkolone oddziały nadlatywały w zwartym szyku, każdy dywizjon z innej strony. Osiadały na właściwe źródła, pobierały eliksir i wracały do bazy.

Dywizjon 06 zawisł w powietrzu. Dowodząca nim Tiss obserwowała całość zdarzeń z góry, chcąc upewnić się, że jej plan nie zawiedzie. Po chwili wydała ostatnie rozkazy i zapikowała, ciągnąc za sobą kilka oszszo zdyscyplinowanych towarzyszek.

Uderzyła w starannie wybrane miejsca. Realizując jej misterny plan dziewczyny z 06 wprowadziły lekkie zamieszanie w pobierające z dywizjonu B2.

Niektóre z tamtych (te już napite i ociężałe) odleciały do bazy, inne przesuwały się popychane przez towarzyszki. Za to Ziza w towarzystwie wybranych podkomendnych przefrunęła, by dobrać się do najobfitszych rejonów źródeł. Przysiadały pod głowami źródeł i w miękkich zgięciach ich odnóży.

Tiss syknęła sama do siebie:

– Złodziejka mężczyzn i tania efekciara! Nie zasługujesz, by mieć z nim młode!

Wzniosła się gwałtownie, a jej podwładne posłusznie powtórzyły jej manewr.

Źródła, choć zasadniczo były dość powolne i niezbyt bystre, posiadały jednak pewien spryt.

Kiedy gęsta chmara łowczyń pokazała się tuż przed ich oczami, zaczęły nerwowo oklepywać ciała.

– Stefan! Wyciągnij off – wrzasnął jeden z osobników.

Przewidując rychły atak chemiczny Tiss, bez wahania pociągnęła swój oddział w górę.

Ziza i jej najbliższe towarzyszki, mimo że były szkolone na okoliczność ataków chemicznych, nie zdążyły się już wycofać.

Zginęły zmiażdżone lub może zagazowane, dość, że wszystkie poległy na polu chwały.

 

X

 

Powrót łowczyń budził – jak zawsze zresztą – olbrzymie emocje w bazie Uszoz.

Nikogo nie zaskoczyło, że dywizjon 06 wykonał doskonale powierzone zadanie.

Kiedy Tiss opuściła swoją maszynę, Razz już na nią czekał.

– Straciłam ją! Ziza zginęła! – krzyknęła dramatycznie, tuląc się do niego.

– Tak, już słyszałem. To wielka strata dla społeczności – szepnął, muskając ją delikatnie czułkiem.

– Czuję się ogromnie winna… mój manewr. Chciałam wygrać, chciałam być najlepsza, a ona… one.

– Wszystkie ryzykujecie dla społeczności! – powiedział z mocą. – Dzięki Wam rośniemy!

– Wiem, ale i tak bardzo mi jej żal!

– Rada już czeka! Mają dla ciebie doskonałe nowiny.

Tiss z wrażenia aż odebrało mowę. Oparła odnóże o jego tarczę i milczała poruszona.

Dokoła tłum wiwatował i skandował hasła pełne podniosłych słów, ale ona usłyszała tylko zmysłowy szept wybranka:

– Zizę zastąpi z pewnością nowa, świetna dowódczyni. Ciebie nie zastąpiłby nikt. Dla mnie jesteś jedyna. Chcę wzlecieć z tobą nad jezioro! Pragnę tylko ciebie Tiss.

 

 

 

XXX

 

POS  – należy dosłownie tłumaczyć jako pięć oszszo ssań. To liczba lotów łowczyń, która zamyka jeden sezon.

Oszszo – liczba 347 – podstawowa jednostka miary w bazie Uszoz.

Vlad Wspaniały –  bywał zwany również Drakiem. Pogłoskami o innych przydomkach absolutnie nie należy się przejmować!

 

Koniec

Komentarze

Cześć!

 

A czy ja już tego przed chwilą nie czytałem…? A nie, to na becie było.

 

Niezły tekst dobry pomysł, komarowy humor i porządne wykonanie. Baza krwiopijców marzących o tym, by rosnąć. Loty bojowe po eliksir życia, kariera i religia w służbie przetrwania gatunku. A w głębi zazdrość i ostra rywalizacja o partnerów i loty godowe.

Lekkie, przyjemne. Jedyny zarzut, jaki mam to bohaterka, która jest jednak całkiem sympatyczna (pomimo natrętności dla źródeł i sposobu pozbycia się najlepszej przyjaciółki). Jakoś trudno mi jej nie mówić. Ale może zwyczajnie patrzę na nią trochę oczami zakochanego zwiadowcy ;-)

 

3P dla Ciebie: Pozdrawiam, Polecam do biblioteki i Powodzenia w konkursie!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Wow! trol chcieć bawić się w wizzy z gadające węże, z chęcią przyczepić im czułki z drutu i zrobić z nich latająca eskadra.

@Krar85, dzięki . Pomysł ubarwienia dowcipami dodał im energii jak czerwony drink;) No i dziękuję za polecenie.

@speedygonzalez dzięki za recenzję. Co do zabawy, to wszystko zależy jaką masz grupę krwi. Mnie te cholery ogromnie lubią.

 

No, konkretnego złola znalazłaś!

Opowiadanie wesołe, nieźle się bawiłam, odgadując tożsamość bohaterów. Wprawnie rozrzuciłaś wskazówki.

Podobała mi się próba spojrzenia na świat przez te wredne fasetkowe oczka.

Babska logika rządzi!

Dzięki za czytanie, recenzję i nominację. Oni wszyscy są źli!

Bez dwóch zdań! A baby to już najgorsze.

Babska logika rządzi!

Pomysłowe, klimatyczne, momentami zabawne i do tego zgrabnie napisane.

 

Może nie wgryzłem się w tekst jak nie przymierzając kleszcz jakiś, ale w przelocie natknąłem się na takie zdanie: “Budowała karierę metodycznie i wytrwale.”, które nieco mi zgrzyta. Na moje niewyrobione oko metodyczniewytrwale to wyrazy na tyle blisko sobie znaczne, że jednego bym się pozbył. ;-)

 

Powodzenia w konkursie!

"Kozy mają mnie w nosie, a psy na ogonie." T. Rałowski

Fajnie piszesz, podobają mi się te krótkie akapity (chyba już o tym wspomniałem pod poprzednim tekstem).

Świat ciekawy, pomysłowy i oczywiście z założenia zły, bo komarowy. No i ten przebój “Złamałam kłujkę, już nie wdam się w bójkę” – wspaniały :D

Wiele osób z ich otoczenia nie mogło tego zrozumieć, gdyż tak wiele je dzieliło. Tiss była nakierowaną na sukces perfekcjonistką, a Ziza płochą bałaganiarą.

Tu miałbym lekkie wątpliwości, czy byłoby to niezrozumiałe. Mam wrażenie, że więcej przyjaźni jest między osobami bardzo różnymi niż bardzo podobnymi.

Gdzieś tam trafiło się jakieś “iż”. Nie jestem jakimś wrogiem tego słowa (a wiem, że tacy są), ale tu mi jakoś nie pasowało do klimatu tego opowiadania. Ale to absolutna pierdółka.

Podobało się, polecę do biblioteki :)

 

@FilipWij dzięki za recenzję. Zastanowię się na tą uwagą metodycznie;)

@PanDomingo dziękuję za czytanie, recenzję i polecenie. Tak pisałeś już o krótkich akapitach, ale – podobnie jak gość dzwoniący, raz po raz, na Kreml i dowiadujący się o śmierci Breżniewa, mogę tego słuchać wiecznie!;)

Cóż , tak właśnie działają zwiadowcy, pomyślała.

Jestem ślepa, nie zauważyłam wcześniej. Przez całe opko masz zapis myśli z myślnikami, a tutaj pojawia się przecinek. Ważne jest, żeby w całym tekście było jednakowo. Zmień na myślnik.

 

Dobra, wiesz już, że mi się podobało :) Fajny pomysł na złola i chyba wszyscy się zgodzą, że to złol (a raczej złolka) jak się patrzy. Dobrze wyważyłaś pomiędzy niespodzianką co do tożsamości bohaterów, a zrozumiałością opka. Fajne postacie i w ogóle fajna idea. Idę kliknąć :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Irka_Luz dziękuję za recenzję ale przede wszystkim za cenne wskazówki.

Fajny złol, prawdziwy! :-)

Z technikaliów dla mnie niekiedy za dużo przysłówków i przymiotników. Ze świata – ciut mało przedstawienia i wzbogaciłabym społeczność, bohaterów o charakterystyczne elementy. Zwłaszcza to drugie mogłoby zwiększyć determinację i ułatwiło napisanie końcowego akordu, akt jest "przed" nie "po". Piszę enigmatycznie, bo nie chcę spojlerować. ;-)

 

Z drobiazgów:

,Mimo młodego wieku,(-,) jej wiedza nie ograniczała się jedynie do zagadnień związanych z konkretnymi typami łowów(+,) a wykłady cieszyły się ogromnym powodzeniem.

Pierwszego braku przecinka nie jestem pewna, natomiast konieczność drugiego – tak.

,czyli istotom(+,) z których pozyskiwali eliksir.

,Maszyna była jej bronią,(-,) oraz źródłem dumy i siły.

Tu, chyba bez? Na czuja piszę.

,– Stefan! Wyciągnij off – wrzasnął jeden z osobników.

Nie wiem, chyba Off dużą litera powinien się zaczynać, bo nazwa produktu. 

,Zginęły zmiażdżone, (-,) lub może zagazowane, dość,(-,) że wszystkie poległy na polu chwały.

 Tu, sprawa z interpunkcją jest dla mnie trudna. Usunięcia pierwszego nie jestem pewna, bo może sygnalizować wtrącenie. Jeśli zaś chodzi o drugi – usunęłabym, gdyż w stawia się go przy zdaniach złożonych.

zerknij pod koniec odpowiedzi

 

Za kapitalny pomysł na złola – skarżę. Podobają mi się też słówka stworzone przez Ciebie. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dziękuję za czytanie, recenzję i poskarżenie.

Błędy poprawiłam.

Co do nieścisłości biologicznych, to mam ich więcej;)

Z  tym poprawianiem, uważaj, proszę, bo mogę się mylić, choć próbuję zaznaczać, gdy nie jestem pewna, ale nigdy nie wiadomo. ;-)

Moim zdaniem logicznych nie ma, ale szkoda, że nie weszłaś ciut głębiej. ;-)

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Poprawię się! Każde opowiadanie to nowe rozdanie;)

xd

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Am­bush,

 

przeleciałem opowiadanie z przyjemnością. Stworzyłaś interesujący,spójny świat. Gdyby chodziło o muchy, napisałbym, że historia trzyma się kupy. Myślę, że Szekspir nie powstydziłby się takiej opowieści – mamy tu wszystko: ambicję, żądzę władzy, intrygę, zdradę i śmierć. I nawet sprytnie podaną legendę tłumaczącą genezę wampirzego rodu.

Gryzie mnie tylko jedno zdanie:

– To chyba sprawiedliwe – mruknęła mijając była przyjaciółka.

Może: mijając byłą przyjaciółkę, albo: mijając ją była przyjaciółka?

 

Ale to drobiazg. Piszesz tak, że chciałoby się mieć z Tobą młode! :P

“Kiedy ludzie mówią ci, że coś jest nie tak albo im się nie podoba, prawie zawsze mają rację. Kiedy mówią ci, co dokładnie według nich jest źle i jak to naprawić, prawie zawsze się mylą”. Neil Gaiman

 

@Andyql dziękuję za recenzję. Zdanie oczywiście zaraz poprawię. 

Młode położyły się czarnym cieniem na mojej twórczości, więc mówię pass, ale i tak mi miło;)

@Mortecius dziękuję za wizytę.

Nie spodziewałabym się w tym konkursie takiego tekstu ;) Krótki, lekki, śmieszny i przyjemny. Jestem na tak!

Nie robiłam skrupulatnej łapanki (opowiadanie właściwie jest bardzo dobrze napisane), ale wyłapałam kilka drobiazgów:

 

Łowczynie generalnie cieszyły się powodzeniem u płci przeciwnej, a dowódczynie były wyróżniane na każdym kroku, ale Tiss była tylko jedna. → powtórzenie

 

Cóż , tak właśnie działają zwiadowcy - pomyślała. → zbędna spacja przed przecinkiem + dywiz (-) zamiast myślnika (–)

 

Odmów sobie dziś, by starczyło dla tych, co przyjdą juto!” → powinien być cudzysłów polski („”)

 

Wizzowie doskonale potrafili łączyć najnowsze zdobycze techniki z naturą ich baza była pełna zieleni i przyjazna dla jej mieszkańców. → Podzieliłabym to na dwa zdania: Wizzowie doskonale potrafili łączyć najnowsze zdobycze techniki z naturą. Ich baza była pełna zieleni i przyjazna dla jej mieszkańców.

 

Pozdrawiam!

„Bóg jest Panem aniołów i ludzi, i elfów” – J.R.R. Tolkien

Witaj Nati. Dzięki za czytanie i miłe słowa.

Interpunkcję naniosę, a te powtórzenia usunę już po zakończeniu konkursu.

A jak się robi polski cudzysłów? Czyli pierwszy dolny?;)

Ambush, tak, pierwszy dolny, drugi górny ;) Dolny można dać poprzez skrót Alt + 0132 albo sobie przekopiować (w dokumentach tekstowych robi się tak samo jak górny).

„Bóg jest Panem aniołów i ludzi, i elfów” – J.R.R. Tolkien

Ależ fajnie ten tekst teraz wygląda!

Prawdziwa tożsamość wizzów jest bardziej wyeksponowana, ale to dobrze. Opowiadanie daje dzięki temu więcej frajdy, humor także wprowadzony z wyczuciem. Podoba mi się.

Tak, zostałam fanką betowania;)

Zaczynając czytanie, myślę sobie, że nie mój klimat. Pewnie kolejne ośmiornicopodobne istoty z innego świata. A tu taka niespodzianka. Naprawdę fajne, lekkie czytanie. Aż się nawet na meczu Polski nie skupiłem, tak się zaczytałem.

 

Kilka drobnostek:

Znały się w zasadzie od zawsze, lubiły swoje towarzystwo i nie miały przed sobą żądnych sekretów.

Literówka – “żadnych”.

 

Najważniejsze było dla nich dorośniecie, czyli wzrost poszczególnych osobników i wzmocnienie sił życiowych społeczności. Zamierzali, choć wielu się z nich wyśmiewało, osiągnąć stopniowo wzrost równy źródłom, czyli istotom, z których pozyskiwali eliksir.

Chcieli pochłonąć świat, za nic mając ekologię.

Tiss czciła Vlada, wierzyła w dorośniecie i w ciężką pracę.

Literówka – “dorośnięcie”, chyba że czegoś nie skumałem.

 

Całość oplatała, misterna pajęczyna rurociągów transportujących życiodajne płyny.

Ja jestem interpunkcyjnym troglodytą, nigdy nie nauczę się gdzie przecinek ma być, a gdzie nie, ale wydaje mi się, że w tym wypadku przecinek po “oplatała” jest niepotrzebny.

 

Tak czy siak, bawiłem się elegancko.

Pozdrawiam!

 

Dziękuję za recenzję i łapankę.

Pierwotnie chciałam pisać o smokach i rycerzach, ale jakoś tak mnie naszło;)

 

Hej, Ambush!

 

Nikogo nie zaskoczyło, że i tym razem dywizjon 06 wykonał doskonale powierzone zadanie.

Może lepiej “doskonale wykonał”, bo teraz brzmi jakby proces powierzania zadania był doskonały ;)

 

Wizzowie doskonale potrafili łączyć najnowsze zdobycze techniki z naturą(+,) ich baza była pełna zieleni i przyjazna dla jej mieszkańców.

Tak mi się wydaje :)

 

Po przeczytaniu dałem sobie chwilę na ogarnięcie, poczytałem komentarze i muszę przyznać, że z każdą minutą dociera do mnie, jakie to było złe! To znaczy nie opowiadanie, to wręcz przeciwnie, ale zło wylewa się z tego tekstu, potęgując odczucia przed nadejściem sezonu tych… tych… gnojków.

Miałem tylko problem, bo na początku zafiksowałem się, że to są pszczoły. Myślałem, że to będzie tekst z jakimś ekologicznym morałem (nie miałbym nic przeciwko), ale gdy wreszcie spadły moje klapki z oczu, to aż się uśmiechnąłem. Bo to jest tekst na ten konkurs – opowiadanie o czystym złu.

To na koniec podrzucę ciekawostkę: te wywłoki są najbardziej śmiercionośnym zwierzęciem na świecie. Co roku zabijają 720-850 tys. osób. Drugie w kolejności zwierzę wyprzedzają o ok. 200-300 tys. zabitych istnień ludzkich. Tym drugim zwierzęciem jest… człowiek. (Za Uwaga, Naukowy Bełkot).

 

Pozdrawiam!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Dziękuję za recenzję i czas poświęcony na zgłębianie tematu;)

Tiss, która już drugi POS (sezon bojowy) dowodziła oddziałem 06, zręcznie wyskoczyła z kabiny.

Sporo krótkich akapitów na początku nie pozwala złapać rytmu.

Jeśli chcesz wprowadzać jakiś termin, to lepiej go wyjaśnić potem w tekście, albo go nie wprowadzać. Takie serwowanie wyjaśnienia w nawiasie wypada słabo. 

 

Tiss znała siebie na tyle, że wiedziała, iż przed kolejnym lotem na pewno wpadnie do hangaru, żeby upewnić się, że zrobili wszystko jak trzeba.

Pokraczne zdanie i niepotrzebnie przekomplikowane. 

 

Łowczynie generalnie cieszyły się powodzeniem u płci przeciwnej, a dowódczynie były wyróżniane na każdym kroku, ale Tiss była tylko jedna

To konieczne? 

 

Jej spokój, a nawet wyniosłość budziły powszechny szacunek

Nie wyobrażam sobie, żeby wyniosłość budziła szacunek, tym bardziej powszechny. 

 

Kończyła się pora rosy, kiedy pojawiła się w kantynie. Ze wszystkich stron słyszała swoje imię. Do wspólnego biesiadowania zapraszały ją łowczynie

Rym. 

 

Do stolika zaprosiła ją również z pięknym uśmiechem Ziza

Dziwaczny szyk. 

 

Teraz Tiss żałowała, że kiedyś tak wiele jej wyznawała.

Rym. 

 

Sącząc porcję cudownie chłodnego eliksiru, odpoczywała, spoglądając przelotnie na błękitną taflę jeziora za oknem i czasem na drzwi

Dwa imiesłowy przysłówkowe współczesne w jednym zdaniu wyglądają słabo. 

 

Połowa tekstu to wprowadzenie postaci, przeplecione z elementami swiatotworstwa, które są niezłe, ale kiepsko podane. Co chwila zacinałem się na mankamentach albo warsztatowych niedostatkach, co nie pozwalało mi czerpać z lektury przyjemności. 

Sam pomysł niczego sobie, ale wykonanie przysłoniło jego walory. 

Witaj

 

Zapytam głupio, a czemu rymy są złe?

Dziękuję za recenzję.

Ambush, przede wszystkim dlatego, że odwracają uwagę od treści i psują rytm w tekście pisanym prozą. Nie wywołują pozytywnych wrażeń czytelniczych, jeśli w sposób niezamierzony pojawiają się w tekście. Co innego gdyby widocznym zamiarem autora było umieszczenie ich np. w sposobie wypowiedzi danej postaci. 

Pomysłowe, zabawne i zaskakujące, a i zła tu pod dostatkiem. ;)

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia, ale i tak czytało się nieźle.

 

dy­wi­zjon 06 wy­ko­nał do­sko­na­le po­wie­rzo­ne za­da­nie. ―> Na czym polegało doskonałe powierzenie zadania?

A może miało być: …dy­wi­zjon 06 doskonale wy­ko­nał po­wie­rzo­ne za­da­nie.

 

– Twoje skrzy­dła – naszą chwa­łą! ―> Unikaj dodatkowych półpauz w dialogach, bo sprawiają, że zapis staje się mniej czytelny. W tym przypadku dłuższą chwilę zastanawiałam się, co to za osobliwe didaskalia.

 

Do sto­li­ka za­pro­si­ła ją rów­nież z pięk­nym uśmie­chem Ziza… ―> A może: Do sto­li­ka, pięknie się uśmiechając, za­pro­si­ła ją rów­nież Ziza

 

Wiz­zo­wie do­sko­na­le po­tra­fi­li łą­czyć naj­now­sze zdo­by­cze tech­ni­ki z na­tu­rą ich baza była pełna zie­le­ni i przy­ja­zna dla jej miesz­kań­ców. ―> Czy tu nie miały być dwa zdania?

Wiz­zo­wie do­sko­na­le po­tra­fi­li łą­czyć naj­now­sze zdo­by­cze tech­ni­ki z na­tu­rą. Ich baza była pełna zie­le­ni i przy­ja­zna dla jej miesz­kań­ców.

 

nie­ustan­nie li­czy­ła na lo­jal­ność Zizy. Jed­nak dla tam­tej li­czy­ło się tylko… ―> Powtórzenie.

 

Ty wzmoc­nisz Dra­ków w ra­dzie… ―> Wcześniej Rada była pisana wielką literą.

 

Wszy­skie będą mi za­zdro­ścić! ―> Literówka.

 

Tiss syk­nę­ła sama do sie­bie: ―> A może wystarczy: Tiss syk­nę­ła do sie­bie:

 

jej pod­wład­ne po­słusz­nie po­wtó­rzy­ły jej ma­newr. ―> Czy konieczne są oba zaimki?

 

– Ste­fan! Wy­cią­gnij Off – wrza­snął jeden z osob­ni­ków. ―> – Ste­fan! Wy­cią­gnij off – wrza­snął jeden z osob­ni­ków.

Nazwy produktów przemysłowych piszemy małą literą: http://www.rjp.pan.pl/index.php?view=article&id=745

 

Zgi­nę­ły zmiaż­dżo­ne lub może za­ga­zo­wa­ne, dość, że wszyst­kie po­le­gły na polu chwa­ły. ―> Jeśli przeciw Zizie i jej towarzyszkom użyto off to, z tego co wiem, nie mogły zostać zagazowane. Preparat off nie zabija komarów, on je odstrasza.

 

Ni­ko­go nie za­sko­czy­ło, że dy­wi­zjon 06 wy­ko­nał do­sko­na­le po­wie­rzo­ne za­da­nie. ―> …dy­wi­zjon 06 do­sko­na­le wykonał po­wie­rzo­ne za­da­nie.

 

– Czuję się ogrom­nie winna…mój ma­newr. ―> Brak spacji po wielokropku.

 

– Dzię­ki Wam ro­śnie­my! ―> Dlaczego wielka litera?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za recenzję i cieszę się ogromnie, że tym razem jest pozytywna;)

Poprawiłam literówki i interpunkcję, pozostałymi zajmę się po zakończeniu konkursu.

Bardzo proszę, Ambush. I ja się ciszę, bo fajnie się czyta fajne opowiadania. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Na początek powiem, że nawet nie wiem, kiedy te 17k znaków przeleciało. I to chyba jest największy plus Twojego tekstu. Czyta się go szybko. Po przeskanowaniu komentarzy, widzę, że już Geki Ci kilka rzeczy wytknął, więc się powtarzać nie będę, ale wskażę parę miejsc, gdzie coś nie bangla.

 

Nikogo nie zaskoczyło, że i tym razem dywizjon 06 wykonał doskonale powierzone zadanie.

Zmieniłbym szyk, bo wychodzi na to, że zadanie było doskonale powierzone.

 

Tiss znała siebie na tyle, że wiedziała, przed kolejnym lotem na pewno wpadnie do hangaru, żeby upewnić się, że zrobili wszystko jak trzeba.

Za dużo.

 

Widziała też, jakie robi wrażenie na wizzach zgromadzonych dokoła lądowiska.

Myslałem, że tutaj zrobiłeś literówkę, bo chciałeś napisać o “widzach”, ale teraz tylko wspomnę, że oczami wyobraźni zobaczyłem na tym lądowisku wielki samolot z logo WizzAira.

 

Słysząc ten gwar, uśmiechała się lekko, niekiedy odpowiedziała komuś na ukłon, lub pozdrawiała uniesieniem czułka. Niemniej unikała okazywania emocji.

Wybija z rytmu to ała, ała.

 

 

Wizzowie doskonale potrafili łączyć najnowsze zdobycze techniki z naturą X ich baza była pełna zieleni i przyjazna dla jej mieszkańców.

Tutaj chyba powinno być na dwa zdania rozbite (X marks the spot)

 

– Podobno Rada rozważa twoją kandydaturę. Radość wypełnia mnie jak po udanym ssaniu.

 

Zabiłeś mnie XDXDXD Dawno tak nie parsknąłem śmiechem podczas czytania opowiadania na portalu – to jest tak absurdalne, że nie mogę XD Dostajsz ode mnie order uśmiechu, mate :)

 

– To chyba sprawiedliwe – mruknęła mijając ją była przyjaciółka.

Tako rzecze Zara… eeee… Tarnina: przeczytaj na głos.

 

Nie słyszała nawet brzmiącego z lotniskowych megafonów słynnego przeboju popwizz “Złamałam kłujkę, już nie wdam się w bójkę”.

Wiesz co? Do tego mniej więcej miejsca myślałem, że to takie bardziej pszczele opowiadanie. Tutaj dopiero zrozumiałem, że to komary, gupi ja. Ale nazwa piosenki, meh, nie, nie podoba mi się.

 

No dobra, musiałbym coś o fabule napisać. Ogólnie to fabuła jest prosta jak budowa cepa, więc niewiele moge powiedzieć, ale… mnie światem zaskoczyłeś – w dodatku bardzo pozytywnie. Złol jak najbardziej realny, chyba najrealniejszy, nawet przez złolem bruce, z jej opowiadania. Główne bohaterki, ich zachowania i charaktery mnie niestety już nie zachwyciły – są jakieś takie, bo ja wiem, przewidywalne, w dodatku zachowują się względem Razza jak głupiutkie lalunie, rodem z Warsaw Shore, które walczą ze sobą, zazdrosne o faceta.

Jednak przekonałeś mnie tym jednym zdaniem (nadal się śmieję) i światotwórstwem, które ostatecznie okazuje się być bardzo nam, źródłom, bliskie.

 

PS> Nawiązanie do pana Tepesa, to miód, znaczy krew, kurła, miałem na myśli eliksir. Świetne.

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Dziękuję za recenzję i order uśmiechu.

Cytrynę zjadłam;)

Zmiany naniosę po zakończeniu konkursu.

Zabawne i tyle

Dzięki Koalo.

Nowa Fantastyka