- Opowiadanie: Alicella - Wszystkie kolory ciemności

Wszystkie kolory ciemności

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Wszystkie kolory ciemności

– Podobno psy widzą zapachy – powiedział Marcin, patrząc, jak Pestka wtyka nos w kretowisko i merda kudłatym ogonem.

– Bzdura, niby jak miałoby to zadziałać? – Klara położyła się na trawie.

– Nie wiem, ale ciekawi mnie, jak wygląda zapach kreta.

– Pewnie jest paskudny, brązowy albo zgniłozielony.

Znajdowali się na łące, z dala od miejskiego zgiełku, smrodu spalin i problemów. Klara próbowała się odprężyć, ale w głowie słyszała własny krzyk, odbijający się od ścian sali konferencyjnej, a potem to jedno słowo: „odchodzę". Nie potrafiła zaakceptować faktu, że wszystko na co pracowała przez dziesięć lat przepadło. Wspięła się po szczeblach kariery niemal na sam szczyt, poświęcając wszystko inne, a teraz musiała zaczynać od nowa. „Zasłużyłam na awans” – pomyślała. Pamiętała każdy szczegół z tego feralnego zebrania, na którym dowiedziała się, że ani jej doświadczenie, ani kompetencje tak naprawdę nie mają znaczenia, bo stanowisko dyrektora zarządzającego obejmie ktoś spoza firmy. Przed oczami wciąż widziała szok malujący się na twarzach współpracowników, po tym jak wygłosiła tyradę na temat kumoterstwa i zakłamania zarządu. Występ zakończyła rzuceniem filiżanką o ścianę i wyszła, trzaskając przeszklonymi drzwiami. 

– Jak się czujesz? – zapytał Marcin.

W promieniach letniego słońca jego kasztanowe włosy lśniły złotymi refleksami.

– Dużo lepiej, to był świetny pomysł – skłamała.

Marcin uśmiechnął się szeroko. Oczywiście uwierzył, zawsze wierzył w to, co mu mówiła. Zdusiła poczucie winy, tłumacząc sobie, że akurat to kłamstwo powiedziała w dobrej wierze.

– Przyda ci się odpoczynek. Praca to nie wszystko. Daj sobie czas. – powiedział Marcin.

Skinęła głową, choć takie rady doprowadzały ją do wściekłości. Wiedziała, że mąż chciał dobrze, bo dla niego wszystko było proste, cechował go niepoprawny optymizm człowieka, który nie doświadczył żadnej tragedii. Klara jednak ciągle się martwiła i nie potrafiła przestać myśleć o konsekwencjach swojej decyzji. Bez pracy nie mogła się odnaleźć. Minął miesiąc, podczas którego snuła się bez celu po mieszkaniu, o ile można snuć się po kawalerce. Nie wysłała ani jednego CV, choć wiedziała, że oszczędności na koncie nie wystarczą na długo.

Marcin zaproponował wyjazd i kontemplowanie natury, twierdząc, że to pomaga odzyskać spokój. Klara nie widziała w tym sensu, ale ustąpiła, aby uniknąć kłótni. Więc leżała teraz na ziemi i czuła drobne kamienie uwierające w plecy. Słyszała bzyczenie owadów, które z pewnością gryzły. Patrzyła na białe obłoki i próbowała sobie wyobrazić, co przedstawiają, ale w najlepszym razie dostrzegała w nich watę cukrową. Nigdy nie miała zbyt rozwiniętej wyobraźni.

Pestka zakończyła kopanie w kretowisku i szczekając radośnie, zaczęła ścigać motyle. Kłapciate uszy podskakiwały przy każdym susie. „To najbrzydszy pies na świecie, przygarnijmy go”, powiedział Marcin, gdy dwa lata temu znaleźli przy drodze porzuconego kundelka. Klara długo się opierała i próbowała znaleźć psu inny dom, ale ostatecznie uległa namowom męża.

– Pestka, nie ruszaj motylków, chodź tutaj – powiedział Marcin i uderzył dłońmi o uda.

Suczka natychmiast zawróciła i podbiegła do nich, wyhamowując w ostatniej chwili.

– Dobry piesek, a teraz szukaj patyka. – Marcin wstał i otrzepał spodnie z trawy.

Klara przewróciła oczami, nie rozumiała, po co mówić do zwierzęcia. Patrzyła, jak mąż idzie w stronę zagajnika, a Pestka radośnie skacze dookoła. „Nawet pies go uwielbia" – pomyślała ze złością i natychmiast skarciła się za to w duchu. Przecież dlatego zakochała się w Marcinie, urzekł ją dobrodusznością. W pięć minut potrafił zjednać sobie najgorszego ponuraka, a w miesiąc zdołał uwieść upartą złośnicę.

Przeczesała ręką krótko ostrzyżone włosy i zamknęła oczy. Postanowiła spróbować tych okropnych technik relaksacyjnych znalezionych na YouTube. Zaczęła od oddechu kwadratowego. Czuła zapach polnych kwiatów i rozgrzanej od słońca ziemi. Słyszała śpiew ptaków i szum drzew.

– Co za bzdury – stwierdziła, otwierając oczy.

Niebo zniknęło, podobnie jak łąka. Klara zamrugała zaskoczona i usiadła. Czuła na twarzy delikatny podmuch wiatru i słyszała bzyczenie owadów, a dłonie nadal dotykały trawy, ale dostrzegała jedynie ciemność.

– Marcin! – wrzasnęła.

– Co się stało?

– Nic nie widzę.

Usłyszała kroki. Marcin podbiegł do niej, a potem chwycił za ręce. Poczuła zapach wody kolońskiej, drzewo sandałowe z nutą szafranu, i ujrzała delikatną, zielonkawą smugę pośród czerni. Podążyła za nią wzrokiem i zobaczyła, jak się rozmywa. Barw przybywało, do zieleni dołączyły: fiolet i biel. Pojawiały się kolejne kolorowe wstęgi, łączyły się i falowały.

– Naprawdę nie widzisz? – zapytał Marcin z niedowierzaniem.

– Tak, mam przed oczami tylko jakieś dziwaczne, kolorowe plamy, takie jakby paski – tłumaczyła chaotycznie Klara.

– Może za długo patrzyłaś w słońce?

– Nie, to nie to. Musimy wracać.

Marcin pomógł jej wstać, a potem trzymając pod rękę, poprowadził w stronę samochodu zaparkowanego na polnej drodze. Klara kurczowo trzymała się męża, bo co chwilę zahaczała stopami o kępy trawy albo traciła równowagę, natrafiając na nierówności. Wszystkie dźwięki nagle stały się złowieszcze. Trzaskające pod stopami gałązki przypominały wystrzały, a szum liści brzmiał jak huragan. Miała wrażenie, że czerń ją przytłacza, a delikatne, kolorowe smugi usiłują udusić. Pisnęła przerażona nagłym krzykiem bażanta, którego wypłoszyli. 

– Spokojnie, wszystko będzie dobrze – powiedział Marcin – jesteśmy już przy samochodzie.

Usłyszała dźwięki wyłączanego alarmu, a potem otwieranych drzwi. Ostrożnie wsiadała do środka, uważając, aby nie uderzyć głową w dach. Czerń zdominowały błękitne, rozmyte smugi, pochodząca zapewne od choineczki zapachowej.

– Pestka, wskakuj – powiedział Marcin drżącym głosem.

Z tyłu dobiegło dyszenie psa. A potem samochód lekko się zakołysał, gdy Marcin usiadł za kierownicą.

– Zapnij pas – polecił. 

Klara wymacała zapięcie i zatrzask kliknął.

– To pewnie jakieś chwilowe zaburzenie wzroku. – Marcin starał się brzmieć optymistycznie.

„Na pewno nie” – pomyślała, ale skinęła głową. Samochód ruszył. Najpierw podskakiwał na wybojach, a potem gładko sunął po asfaltowej nawierzchni. Klara czuła, że mąż znacznie przekracza dozwoloną prędkość, czego nigdy nie robił. Często go strofowała, że wlecze się jak żółw.

Spędziła podróż, rozważając, czy ma zator, odwarstwienie siatkówki, czy może guza uciskającego nerw wzrokowy. Żadna z opcji nie wróżyła dobrze.

– Zaczekaj tu, zaprowadzę Pestkę do domu i zaraz wracam – powiedział Marcin.

Szczekanie psa oddalało się, aż całkiem ucichło. Z zewnątrz dobiegały przytłumione odgłosy miasta. Klara uniosła ręce na wysokość oczu i wytężyła wzrok. Nic się nie zmieniło. Przysunęła dłonie do nosa i powąchała. Pachniały łąką. Gdy je odsuwała, dostrzegła jedynie ledwie widoczną seledynową smużkę pośród błękitnej mgiełki.

Drzwi samochodu otworzyły się gwałtownie.

– Jedziemy do szpitala. – Marcin dyszał ciężko. Ewidentnie biegł na piąte piętro i z powrotem.

Zabrzmiał dźwięk silnika i auto ruszyło.

– Jestem architektem – powiedziała Klara – jeśli stracę wzrok to koniec.

– Wszystko się ułoży, zobaczysz.

– Niby jak?! Zarabiasz dwa sześćset na rękę, wylądujemy na bruku! – wrzasnęła łamiącym się głosem.

– Nie zakładaj najgorszego scenariusza.

– A ty przestań udawać, że się nie martwisz! Chcesz mieć ślepą żonę na utrzymaniu?!

Zabrzmiał klakson, a potem męski krzyk:

– Jak jedziesz debilu?! Ślepy jesteś?!

Marcin zaklął pod nosem, a potem odetchnął kilka razy.

– Zaraz będziemy w szpitalu i dowiemy się, co ci jest – powiedział prawie spokojnym tonem.

Klara przygryzła wargę. „Nie powinnam się na nim wyżywać” – tłumaczyła sobie w myślach, ale uciekanie we wściekłość było jej naturalnym mechanizmem obronnym. Zacisnęła dłonie i zamknęła oczy. Kolorowe smugi zniknęły. „Boże, proszę, spraw, żebym odzyskała wzrok” – pomyślała, choć tak naprawdę przestała wierzyć już dawno. Uniosła powieki, ale nic się nie zmieniło.

– Jesteśmy – stwierdził Marcin.

Wysiadł, a potem pomógł Klarze. Ujął ją pod rękę i ruszyli w stronę szpitala. Do ulicznego zgiełku dołączył dźwięk karetki na sygnale. W czerni odznaczały się jedynie bezładne smugi szarości. „Czyli tak wygląda zapach miasta" – pomyślała i spojrzała w prawo, szukając zieleni wody kolońskiej męża. Dostrzegła ją, tak samo, jak na łące, ale była słabsza, zaduszona przez szarość.

– Uważaj, schody – ostrzegł Marcin.

Klara skinęła głową i odruchowo spojrzała w dół, ale nic nie dostrzegła. Powstrzymała wzbierające łzy i wymacała nogą pierwszy stopień. Szpital pachniał biało-srebrno, z dodatkiem żółtych i granatowych smug.

– Izba przyjęć jest po lewej – powiedział Marcin, delikatnie nią kierując.

Przeszli nie więcej niż dwadzieścia metrów, gdy do uszu Klary dotarły podniesione głosy. Ktoś krzyczał, ktoś inny jęczał, jakiś mężczyzna wykłócał się o natychmiastowe przyjęcie do szpitala.

– Zostań tutaj – powiedział Marcin – porozmawiam z pielęgniarką.

Wymacała dłońmi krzesło i ostrożnie usiadła.

– Co pani jest? – zapytała kobieta, brzmiała staro.

– Straciłam wzrok.

– Oj, to niedobrze, kuzynka mojej bratowej tak miała. Raka jej zdiagnozowali, tydzień później już nie żyła.

Klara poczuła gulę w gardle i skarciła się w duchu za to, że wdała się w tę rozmowę. Przerażenie natychmiast zastąpiła złość.

– Myślę, że umrzesz wcześniej niż ja – powiedziała.

Usłyszała, jak staruszka fuknęła:

– Bezczelna dziewucha.

Klara powstrzymała się od dalszych komentarzy, bo i tak serce tłukło jej się w piersi ze zdenerwowania, nie potrzebowała jeszcze awantury z obcą kobietą. Skrzyżowała ręce, obejmując dłońmi ramiona. Nagle poczuła zimno, spotęgowane przez twardą i śliską powierzchnię krzesła. Próbowała wyłowić z rozgardiaszu głos Marcina, ale nie udało się.

Podskoczyła ze strachu, gdy nagle zabrzmiał krzyk:

– Pomocy, ona zemdlała!

Zapanował chaos, a po chwili rozległ się dźwięk defibrylatora. Klara skuliła się na krześle. Czuła na twarzy podmuchy powietrza wywoływane przez przebiegających ludzi. Zdała sobie sprawę, że drży. Nigdy w życiu się tak nie bała.

– Już jestem. – Marcin usiadł obok i przytulił ją. – Słabo ci? Jesteś blada.

Pokręciła głową. 

– Co się dzieje? – zapytała. 

– Jakaś kobieta straciła przytomność.

– Siedziała naprzeciwko? – szepnęła.

– Nie – odparł Marcin nieco zdziwiony.

Klara odetchnęła z ulgą, a potem pomyślała, że oszalała sądząc, iż nagle zyskała moc rzucania klątw.

Spędzili w poczekalni prawie pół godziny, aż w końcu zabrzmiał głos pielęgniarki:

– Clarisa Malicka?

– Tak. – Klara zerwała się z krzesła, jednocześnie tłumiąc odrazę do swojego imienia, które matka, gustująca w meksykańskich telenowelach, uznała za idealne dla jedynej córki.

– Proszę wejść.

Marcin natychmiast ujął ją pod ramię i poprowadził korytarzem.

– Kto to widział, od dwóch godzin tu czekam, a ona dopiero przyszła – odezwała się kobieta o piskliwym głosie.

– Pani przypadek nie jest nagły – stwierdziła pielęgniarka.

– A co ty tam wiesz, piguło.

Klara usłyszała skrzypnięcie drzwi, które oddzieliły ją od hałasów poczekalni. Poczuła się jak więzień czekający na wyrok. Intuicja podpowiadała jej, że zaraz ziści się najgorszy scenariusz.

 

***

Spędziła w szpitalu tydzień tylko po to, żeby się dowiedzieć, iż wszystko jest w absolutnym porządku, poza tym, że nic nie widziała. Nie zdiagnozowano żadnej choroby powodującej utratę wzroku.

– Poszukamy lepszego specjalisty i zrobimy więcej badań. Znajdziemy przyczynę. Najważniejsze, że nie masz nowotworu – powiedział Marcin, zatrzymując samochód przed blokiem.

Przez całą drogę powtarzał właściwie to samo, tylko na różne sposoby. Klara zaczęła podejrzewać, że przekonywał bardziej siebie niż ją. Wymacała klamkę i wysiadła. Doskonale znała otoczenie, a mimo to bała się zrobić choć jeden krok. Nie potrafiłaby trafić do klatki, odległej o zaledwie dziesięć metrów. Usłyszała trzask zamykanego bagażnika, a potem Marcin delikatnie ujął ją pod rękę.

Weszli do mieszkania. W czerni zatańczyły bursztynowe i cyjanowe smugi z odrobiną czerwieni. Pełne radości ujadanie Pestki przerwało ciszę. Klara poczuła na łydkach smagnięcia kudłatym ogonem. Schyliła się, szukając ręką głowy psa. Po chwili kucnęła, zanurzając palce w gęstej sierści. Pestka zaskamlała cicho, jakby wyczuła, że zdarzyło się nieszczęście.

– Kupiłem coś – powiedział Marcin, a ton zdradzał zdenerwowanie.

– Co takiego? – Klara wstała i spojrzała w stronę, z której dobiegał głos.

Marcin włożył w jej dłoń podłużny przedmiot. „Laska dla niewidomych” – pomyślała Klara, czując łzy napływające do oczu – „jestem ślepa”.

– Przepraszam, nie chciałem cię zdenerwować. – Marcin dotknął jej ramienia.

Odtrąciła jego rękę i cisnęła laskę na podłogę.

– Zostaw mnie!

Skręciła w stronę łazienki i odnalazła klamkę. Szarpnęła drzwi, uderzając się w stopę, co natychmiast spotęgowało wściekłość. Zignorowała ból palców i zatrzasnęła się w łazience. Usiadła na podłodze i podciągnęła nogi pod brodę. Usłyszała dźwięk telefonu, a po chwili głos Marcina.

– Cześć, mamo… tak, właśnie wróciliśmy… Dzisiaj?

„O nie, tylko teściowa mi tu jeszcze potrzebna” – pomyślała. Krystyna Malicka należała do tych osób, które potrafiły człowieka zadusić dobrymi intencjami. Doprowadzało to Klarę do furii, choć mgliście zdawała sobie sprawę, że nie powinna tak reagować. Nie przywykła do matki, która się troszczy o dzieci ani do członków rodziny dbających o siebie nawzajem. „Z ciebie to taka Zosia Samosia” – mówił zwykle Marcin, gdy upierała się robić wszystko sama. Jak jednak mogła na kimkolwiek polegać, skoro wszyscy zawiedli. Ojciec, który zniknął, gdy miała pięć lat, matka powtarzająca w kółko, że tyle mogłaby dokonać, gdyby nie głupia wpadka, która zrujnowała jej życie. „Umiesz liczyć, licz na siebie” – pomyślała i poczuła narastające przerażenie. Zdała sobie sprawę, że pozbawiona wzroku już nigdy nie będzie samodzielna. 

Rozległo się pukanie do drzwi. Nie odpowiedziała.

– Kochanie, dobrze się czujesz? – zapytał Marcin.

– Pewnie, jest świetnie – rzuciła ze złością.

Usłyszała westchnienie.

– Wyprowadzę Pestkę. Poradzisz sobie?

– Tak.

Czerń zdominowały beżowe i amarantowe smugi. Siedziała, obejmując kolana rękami i wyobrażała sobie wnętrze łazienki. Poświęciła miesiąc na optymalne zaplanowanie tej niewielkiej przestrzeni i uważała, że doskonale wyszło. Płytki układały się w asymetryczne desenie łączące: szarość, fiolet i biel. Armaturę wybrała czarną i w nowoczesnym stylu. Najwięcej miejsca zajmowała kabina prysznicowa z hydromasażem, bo Klara nie wyobrażała sobie marnowania czasu na kąpiele. 

Wstała gwałtownie i zbliżyła się do szklanych półek, na których stały kosmetyki. Delikatnie dotykała kolejnych pojemników, szukając kokosowego masła do ciała. W końcu natrafiła na okrągłe pudełeczko. Odkręciła je i nabrała odrobinę kremu. Roztarła go w palcach i patrzyła na lawendowo-białą smużkę rozpływającą się w czerni. Usiadła pod ścianą i zaczęła kreślić w powietrzu różne znaki. Obserwowała, jak się rozmywają i nikną. Nagle dostrzegła czerwony kształt. Zbliżał się. Wstrzymała oddech, widząc, że plama rośnie i przybiera formę dziewczynki w czerwonej sukience do kolan. Postać szła w stronę Klary z oddali, choć łazienka miała dwa metry szerokości. Fioletowe włosy sięgały do pasa, a skóra była idealnie biała. Dziewczynka przypominała ożywioną porcelanową lalkę.

– Kim jesteś? – zapytała Klara, myśląc jednocześnie, że nie tylko oślepła, ale i zwariowała.

– Twoją dobrodziejką – odparła dziewczynka i zachichotała.

– Że co? – Klara nie mogła uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszała. 

– To dzięki mnie masz dar. – Dziewczynka wskazała na oczy.

– Przez ciebie oślepłam? – Klara zacisnęła dłonie w pięści.

– Mogło być gorzej. Ochroniłam cię.

– Odbiło ci! Cofnij to, chcę widzieć!

Dziewczynka wydęła usta, a potem pokręciła głową i westchnęła.

– Wy, ludzie, to jesteście tacy ograniczeni. Uprzedzam, że rezygnacja z daru źle się dla ciebie skończy.

Klara zerwała się na nogi i wyciągnęła dłoń, chcąc chwycić istotę za ramię, ale ręka jedynie przecięła powietrze.

– Oddaj mi wzrok! – zażądała.

Twarz dziewczynki przybrała kamienny wyraz.

– A więc dokonałaś wyboru, ale będziesz żałowała. – Odwróciła się na pięcie i zaczęła odchodzić lekkim krokiem.

– Kiedy, znowu będę widzieć? – zapytała Klara.

– Gdy zapłacisz cenę. – Dziewczyna obejrzała się, a na jej twarzy zagościł tajemniczy uśmiech.

Klara obserwowała istotę, dopóki nie znikła w czerni. Całe zdarzenie wydawało się nierealne i przerażające, ale jednocześnie dawało nadzieję na odzyskanie wzroku, a tego pragnęła najbardziej.

Wyszła z łazienki i ostrożnie przeszła do salonu. Postanowiła zrobić herbatę. Bez trudu zdołała nalać wody i włączyć czajnik. Kubek również odnalazła z łatwością, bo w kuchni panował idealny porządek. Pomyślała, że pedantyzm w końcu na coś się przydał. Wyjęła puszki z szafki i otwierała po kolei, aż w końcu, kierując się zapachem, odnalazła właściwą mieszankę, zieloną herbatę z opuncją figową.

Bardzo ostrożnie wlewała wrzątek do kubka, zastanawiając się, czy nie rozlewa, gdy zgrzyt klucza w zamku oznajmił powrót Marcina. Pestka, jak zwykle rozemocjonowana po spacerze, wbiegła do salonu, czemu towarzyszył zgrzyt pazurów o panele. W salonie pojawiły się ledwie widoczne szare smugi, jakby zapach miasta przylgnął do psa i teraz rozchodził się po mieszkaniu.

– Woda właśnie się zagotowała. Chcesz herbatę? – zapytała Klara.

– Chętnie. – W głosie Marcina zabrzmiały jednocześnie zaskoczenie i ulga. – Mama dzwoniła, niedługo tu będą.

– Oni?

– No tak, wszyscy się o ciebie martwią.

Wzruszyła ramionami. Ostatnie, na co miała ochotę to wizyta całej rodziny Marcina. Nazywała ich w myślach watahą. Wzięła kubek z herbatą i usiadła na kanapie. Widziała turkusowo-żółte smugi lecące do góry.

Ostry dźwięk dzwonka oznajmił przybycie gości. Klara zebrała się w sobie, gotowa na uderzenie huraganu, ale zamiast piskliwego świergotu teściowej usłyszała zmysłowy męski głos, który niestety doskonale znała.

– Dzień dobry, nazywam się Robert Bielecki, zastałem Klarę?

– Tak, ale o co chodzi? – zapytał Marcin.

– Pracowaliśmy razem i od wspólnych znajomych dowiedziałem się o chorobie. Próbowałem się dodzwonić, ale numer nie odpowiada. Pomyślałem, że mogę pomóc, moja znajoma pracuje z osobami niewidomymi.

„Przeklęty, zakochany idiota” – pomyślała Klara, kurczowo zaciskając dłonie na kubku.

– Proszę wejść – powiedział Marcin, choć w jego głosie brzmiała nieufność.

Klara nie wspominała mężowi o Robercie i zdecydowanie wolałaby, aby nigdy się nie spotkali.

– Cześć, jak się czujesz? – zapytał Robert z przejęciem.

Kanapa lekko się ugięła, gdy usiadł obok. Klara bardzo powoli odwróciła głowę w jego kierunku. Poczuła zapach wody kolońskiej, ciężki i słodki. W czerni unosiły się purpurowe smugi.

– Dobrze, biorąc pod uwagę okoliczności. Nie musiałeś się fatygować – powiedziała, siląc się na obojętny ton.

Chciałaby teraz widzieć twarz Marcina, poznałaby, czy się domyślił.

– To żaden kłopot, w końcu, od czego są przyjaciele. – Odchrząknął nerwowo. – Zostawię wizytówkę terapeutki na stoliku.

„Mógł chociaż wymyślić lepszą wymówkę” – pomyślała Klara. Marzyła tylko o tym, żeby Robert wyszedł. Czuła rumieniec wykwitający na policzkach i pulsowanie w skroniach.

– Dziękuję – mruknęła.

– Pójdę już. Gdybyś czegoś potrzebowała, zadzwoń. – Na chwilę ujął jej dłoń i delikatnie uścisnął. 

W tym geście było zdecydowanie za dużo czułości. Klara zesztywniała z przerażenia. Rozległ się odgłos kroków i szczęk zamka w drzwiach, a potem zapadła cisza.

– Marcin – powiedziała.

Nie odezwał się. Rozejrzała się w poszukiwaniu jego zapachu, ale nie znalazła.

– Gdzie jesteś? – zapytała niepewnie.

Usłyszała kroki, a potem skrzypnięcie fotela. Pestka zaskamlała cicho.

– Spałaś z nim – nie zapytał, stwierdził. Głos miał zduszony i drżący.

Klara otworzyła usta, ale nie miała pojęcia, co powiedzieć. W pierwszym odruchu chciała zaprzeczyć, potrafiła świetnie kłamać, a Marcin był taki łatwowierny. Mijały jednak kolejne sekundy, a ona siedziała, nie mogąc wydusić z siebie słowa. Na kłamstwo zrobiło się za późno.

– Tak, ale to nic nie znaczyło. Popełniłam błąd, byliśmy pijani. Przepraszam – powiedziała przez łzy.

„Jestem żałosna, tłumaczę się tekstem z kiepskiej telenoweli” – pomyślała, choć mówiła prawdę. Nie miała nic na swoje usprawiedliwienie, zdecydowała się na romans z pełną premedytacją. Robert ją fascynował, ale go nie kochała. „Jestem złym człowiekiem” – pomyślała. Słyszała oddech Marcina, płytki i urywany. Staromodny zegar z kukułką wiszący na ścianie tykał przeraźliwie głośno. Klara otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale nie mogła wydobyć z siebie głosu. 

Zabrzmiał dzwonek u drzwi. Po minucie wataha wkroczyła do salonu. Jazgot teściowej mieszał się z wrzaskami dwóch małych chłopców, co oznaczało, że oprócz rodziców przybyli też siostra i szwagier Marcina.

– Klaruniu, kochanie, wszystko będzie dobrze – powiedziała Krystyna.

Klara poczuła, jak teściowa chwyta ją w objęcia niczym w imadło, a potem całuje w policzki. Było jej wszystko jedno, przetrwała wizytę rodziny, siedząc w kompletnym otępieniu i próbując wymyślić cokolwiek, co mogłaby zrobić, aby uratować małżeństwo.

Gdy goście w końcu wyszli, Klara nadal nie miała żadnego pomysłu, ale okazało się to bez znaczenia, bo Marcin nie zamierzał rozmawiać.

– Pójdę się przejść – powiedział.

– Kiedy wrócisz? – Klara z trudem dała radę się odezwać, bo gardło miała zupełnie zaciśnięte.

– Nie wiem – odparł.

Zabrzmiał brzęk kluczy.

– Nie, Pestka, zostań – powiedział Marcin zduszonym głosem.

Zamknął drzwi cicho, co przeraziło Klarę bardziej, niż gdyby nimi trzasnął. Została sama w mieszkaniu. Usłyszała skamlenie i drapanie pazurów o drzwi. Wróciła myślami do spotkania z dziewczynką. „A więc to jest cena. Małżeństwo za wzrok” – pomyślała. Skuliła się na kanapie i przykryła kocem. Pestka podeszła i położyła łeb na jej ręce.

Klarę obudził dźwięk dzwonka. Zerwała się z kanapy i w połowie drogi do drzwi zdała sobie sprawę, że widzi. Zatrzymała się jak wryta i zaśmiała w głos, ale zaraz potem uświadomiła sobie, co straciła. Spojrzała na koszyczek stojący na komodzie, ale kluczy Marcina w nim nie było. Ponowny dźwięk dzwonka wyrwał ją z zamyślenia.

– Klara Malicka? – zapytał policjant.

– Tak.

– Sierżant Pochyrko. Czy mogę wejść?

Klara z trudem odsunęła się od drzwi, nie mogąc wydobyć z siebie głosu. Policjant wpatrywał się w nią smutnym wzrokiem.

– Niestety mam złe wieści. Pani mąż zginął w wypadku.

Klara poczuła zawroty głowy, ale nawet nie próbowała odzyskać równowagi. Osunęła się na podłogę.

– Proszę pani…

 

***

Czasami ludzie mówią, że ktoś miał piękny pogrzeb. Klara nigdy nie rozumiała tego określenia, aż do dnia, w którym przyszło jej pochować męża. Na cmentarzu zebrało się przeszło dwieście osób, niewiele z nich rozpoznawała. Pogoda dopisała, po błękitnym niebie wolno przesuwały się białe obłoki. Dwa potężne dęby rzucały cień, chroniąc żałobników przed słońcem. Wieńce przykrywały całą trumnę. Oprawą muzyczną zajęła się grupa z amatorskiego teatru, w którym grał Marcin. Tak, to był piękny pogrzeb.

Klara stała nad grobem, w którym spoczywało ciało męża. Ludzie się już rozeszli. Rodzina Marcina pojechała na stypę, ale Klara nie zamierzała się tam pojawić, w głowie wybrzmiewały tylko dwa słowa: „zabiłam go”. Odkąd dowiedziała się o śmierci męża, błagała w myślach tajemniczą dziewczynkę, aby się pojawiła i odebrała jej wzrok, ale nic się nie stało.

Drżącą dłonią poprawiła wiązanki zsuwające się z płyty nagrobnej. Usiadła na kamiennej ławce i patrzyła na napis widoczny na czarnej tabliczce, nie mogąc uwierzyć w jego realność.

Zerwał się wiatr, a niebo zasnuły ciężkie chmury. Zanosiło się na letnią burzę.

– Mówiłam, że będziesz żałować – powiedziała dziewczynka, siadając na ławce.

Klara aż podskoczyła.

– Myliłam się, zabierz mi wzrok albo i wszystkie zmysły, ale oddaj mi Marcina!

– A po co ci on? 

– Kocham go.

– Czyżby? – Dziewczynka uniosła brwi. – Okłamywałaś go, zdradziłaś.

– Popełniłam błąd.

– Niektórych błędów nie można naprawić. Wy, ludzie, nie doceniacie tego, co macie. Większość osób nigdy nie spotyka swojej prawdziwej miłości. To wielkie szczęście, ale ty je odrzuciłaś. – Dziewczynka wstała, a potem poszła cmentarną alejką.

Klara zerwała się z ławki, aby zatrzymać tajemniczą istotę i błagać o drugą szansę. Nie zdołała zrobić nawet jednego kroku, gdy nagle siły ją opuściły. Przed oczami zobaczyła ciemne plamy i poczuła zapach trawy. Miała wrażenie, że spada.

 

***

Otworzyła oczy i usiadła gwałtownie. W ułamku sekundy zdała sobie sprawę, że znajduje się na łące. „To był tylko sen” – pomyślała, czując obezwładniającą ulgę. Dobiegł ją śmiech Marcina i szczekanie Pestki. Zamierzała do nich pobiec, ale jej uwagę przyciągnął jakiś ruch. Pod rozłożystą wierzbą płaczącą dostrzegła, niemal przeźroczystą, postać dziewczynki w czerwonej sukience. Pośród gałęzi kołysały się łapacze snów, których wcześniej nie zauważyła. Odniosła wrażenie, że czas zwolnił. Uszczypnęła się w nadgarstek, sprawdzając, czy nie śni. „Musisz wybrać” – w głowie usłyszała stanowczy głos. Spojrzała na Marcina, a potem skierowała wzrok w stronę tajemniczej istoty.

– Wybieram jego – szepnęła, czując łzy napływające do oczu.

Dziewczynka skinęła głową i rozpłynęła się w powietrzu. Klarę ogarnął błogi spokój. Sięgnęła po telefon i napisała SMS-a do Roberta: „Popełniłam błąd, kocham mojego męża, nigdy więcej się z Tobą nie spotkam. Przepraszam, że Cię skrzywdziłam”. Kliknęła „wyślij”, a potem skasowała numer i wszystkie wiadomości. Schowała telefon i wpatrywała się w łąkę, chcąc zapamiętać każdy szczegół. Obraz powoli ciemniał, aż wszystko przesłoniła czerń.

– Marcin! – zawołała.

– Tak?

– Kocham cię.

Nigdy tego nie mówiła. W wyobraźni zobaczyła zdziwienie na twarzy męża.

– Ja ciebie też – odparł głosem, w którym brzmiał uśmiech.

Klara wiedziała, że powinni wracać i pojechać do szpitala, ale postanowiła chwilę poczekać, bo przecież i tak nie miała szans na wyleczenie. Położyła się na trawie i chłonęła dźwięki i zapachy łąki. „Dziękuję za ten dar” – pomyślała.

Koniec

Komentarze

http://facebook.com/Oczytany-Kameleon-101203018551720/ /// Przybierz odpowiednie barwy i obserwuj - tylko tak uda Ci się przetrwać do następnego posiłku...

Mnie to opowiadanie ujęło już na poziomie bety.

 

Ciepły tekst, acz oklepany morał (że miłość jest najważniejsza i zwycięża wszystko) do mnie nie przemawia.

Ładny opis kolorów zapachów. Ciekawe, czego jest więcej – kolorów czy zapachów.

Bohaterka antypatyczna. Nie dosyć, że skoncentrowana na karierze, to jeszcze kłamliwa, zimna, a przy tym impulsywna. Słabo sobie przemyślała rezygnację z pracy, romans, który nic jej nie daje. Trochę mi się te cechy nie kleją.

Pisnęła przerażona nagłym kszykiem bażanta, którego wypłoszyli. 

Ej, kszyk to całkiem inny ptak.

Babska logika rządzi!

Cześć!

 

Realuc, Kameleonie, dzięki za przeczytanie opowiadania.

Ciekawa jestem czego słuch Ragnar, bo jakoś nie wygląda na zadowolonego, przynajmniej w porównaniu do kameleona. 

 

Ambush, dzięki za komentarz i pomoc. 

 

Finkla, dzięki za komentarz i punkt biblioteczny. 

Ładny opis kolorów zapachów. 

 

 

Ciekawe, czego jest więcej – kolorów czy zapachów.

Zaintrygowałaś mnie, więc zapytałam wujka Google. Ludzkie oko rozróżnia dziesięć milionów kolorów, a amerykańscy naukowcy ;) doszli do wniosku, że receptory węchu pozwalają na odróżnienie biliona zapachów. Dowiedziałam się też, że istnieje mutacja genetyczna powodująca tetrachromatyzm, i wtedy człowiek widzi sto milionów kolorów. 

Bohaterka antypatyczna. Nie dosyć, że skoncentrowana na karierze, to jeszcze kłamliwa, zimna, a przy tym impulsywna. Słabo sobie przemyślała rezygnację z pracy, romans, który nic jej nie daje. Trochę mi się te cechy nie kleją.

Tak, masz rację, Klara to nie jest postać wzbudzająca sympatię. Miałam taki zamysł, żeby przesłaniem opowiadania była kwestia drugiej szansy, a nie zwycięstwo miłości. Chciałam, żeby czytelnik miał odczucie, że Klara, mimo zapłaconej ceny, nie zasługiwała na szczęście. 

Jeśli chodzi o spójność cech, to dominująca miały być impulsywność i braki emocjonalne, które Klara próbowała zatuszować kłamstwem. Nie tyle jest zimna, ile ciągle spięta i nieszczęśliwa.

Ej, kszyk to całkiem inny ptak.

Ptaszysko niestety będzie straszyło kolejnych czytelników, bo jeśli dobrze rozumiem wymogi konkursu, to na razie nie mogę nic poprawić. Pozostaje mi więc pokajać się za ten haniebny błąd. 

 

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

No to Klarze szybko zabraknie kolorków dla zapachów… Bo taki brązowy może oznaczać czekoladę, orzechy, kawę, ale również to, co z nich zostaje po przepuszczeniu przez układ pokarmowy…

Ale czy taka impulsywna Klara zdołałaby dojść wysoko w korporacyjnej hierarchii? To miejsce dla wyrachowanych i zawsze spokojnych psychopatów. A zaszła wysoko.

Babska logika rządzi!

Opowiadanie całkiem niezłe. Sporo bardzo ładnych opisów oddziałujących na zmysły, aczkolwiek fragmenty synestezyjne nie wyrwały mnie z butów. ;-)

 

Podobała mi się za to główna bohaterka. Należycie przerysowana. Jej przeszłość to klisza, ale fajnie to wszystko zaserwowałaś (łącznie z historią udziwnionego imienia).

 

Powodzenia w konkursie! Trzymam kciuki. :-)

"Kozy mają mnie w nosie, a psy na ogonie." T. Rałowski

Been here. devil

Przeczytane. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Hej!

 

Finkla

No to Klarze szybko zabraknie kolorków dla zapachów… Bo taki brązowy może oznaczać czekoladę, orzechy, kawę, ale również to, co z nich zostaje po przepuszczeniu przez układ pokarmowy…

Właściwie, to mnie już przy opowiadaniu brakowało kolorów, choć jest ich dużo, ale niektóre nazwy są trudne do użycia w tekście np. scjena palona, ultramaryna czy róż papieski. A na odcienie brązowego jest kilkanaście określeń, więc jeszcze czekoladę od produktu przemiany materii dałoby się odróżnić. Poza tym czekolada mogłaby pachnieć na popielato albo pomarańczowo, a nie na brązowo. 

Ale czy taka impulsywna Klara zdołałaby dojść wysoko w korporacyjnej hierarchii? To miejsce dla wyrachowanych i zawsze spokojnych psychopatów. A zaszła wysoko.

A no właśnie, zaszła wysoko, bo architektem była świetnym, ale stanowiska dyrektora nie dostała. Ona to sobie tłumaczy kumoterstwem zarządu, ale może powodem był właśnie jej charakter.

A o psychopatach w firmie to ja bym mogła gadać godzinami…

 

Filipie, dzięki za komentarz.

Opowiadanie całkiem niezłe. Sporo bardzo ładnych opisów oddziałujących na zmysły, aczkolwiek fragmenty synestezyjne nie wyrwały mnie z butów.

Fajnie, że się podobało. W sumie to dobrze, że Cię z butów nie wyrwało, bo jeszcze byś sobie krzywdę zrobił i byłaby moja wina ;). 

 

Yantri, dzięki, że byłaś.

 

CM, dzięki za przeczytanie. 

 

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Ale jak to, czekolada pachnie na popielato albo pomarańczowo? To chyba biała albo z chili. ;-)

Babska logika rządzi!

Jak pisałam opowiadanie, to trudno było mi sobie wyobrazić zapach w kolorze zupełnie innym niż jego źródło, bo to jakoś nie pasowało. Tak samo z czekoladą, wyobraźnia podpowiada brązowy, ale jakby tak zaszaleć, to wcale nie musi taki być. 

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Alicella → tak, raczej według wymogów konkursu takie błędy niech już na razie zostaną – choć, przynajmniej ze swojej strony (empatycznego dyslektyka :P) , mogę powiedzieć, że jeżeli ich ilość nie jest przytłaczająca, to na końcowy osąd nie będą wpływały – więc zbytnich zmartwień nie powinno Ci to przysporzyć ;)

http://facebook.com/Oczytany-Kameleon-101203018551720/ /// Przybierz odpowiednie barwy i obserwuj - tylko tak uda Ci się przetrwać do następnego posiłku...

Cześć, Empatyczny Kameleonie :). Dzięki za słowa otuchy. 

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Zawsze do usług ;)

http://facebook.com/Oczytany-Kameleon-101203018551720/ /// Przybierz odpowiednie barwy i obserwuj - tylko tak uda Ci się przetrwać do następnego posiłku...

Wartko napisane. Dla mnie, trochę ciut obyczajowka i mało sf, ale za to fajnie opisane przeżycia bohaterki. Najciekawszą postacią jest tajemnicza dziewczynka oraz przełożenie rzeczywistości na kolory, choć żałowałam, że bardziej nie poszalałaś. xd

Jak dla mnie zbyt sprawnie poruszała się tuż po zdarzeniu.

Przypomniało mi się ślepowidzenie (nieświadome):

Niewidomi, którzy nie wiedzą, że widzą

 

Zastanawia mnie, skąd bohaterka wiedziała, jaka jest cena? Dlaczego w ogóle przyszło jej to do głowy? Ukrywa się w tym pewne założenie, a nie jest ono oczywiste. Hmm, podobnie niejasna jest dla mnie również jej rozpacz i potrzeba ekspiacji? Zbyt szybko poszło w tę stronę, może?

Samo zakończenie – nie wiem, w konwencji tekstu zdecydowanie na plus, że utrzymałaś  wymianę.

 

Drobiazg zatrzymaniowy:

Usłyszała, jak staruszka fuknęła

Skąd wiedziała, że to staruszka? W tym kontekście można byłoby się czepiać używanych stereotypów zamiast indywidualizacji i uogólniania przez czytelnika dopiero na ich podstawie. Niejako wychodzisz od swoich ocen, osądów, a nie bohaterów, reagujących na konkretne sytuacje (miłość, że wartościowa; teściowie zawsze na przekór; korpo i dyrektor zarządzający oraz  łatwe rzucenie wszystkiego w diabły – po dziesięciu latach w firmie?; przygodna zdrada; ciapciak). Może warto byłoby zindywidualizować, bo  „lecisz”  schematami?

 

Skarżypytuję, bo konstrukcja ok, ciekawy pomysł i dobrze zapisane. :-)

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Cześć, Asylum!

Dzięki za przeczytanie i komentarz.

 

Najciekawszą postacią jest tajemnicza dziewczynka oraz przełożenie rzeczywistości na kolory, choć żałowałam, że bardziej nie poszalałaś. xd

Też żałuję, że bardziej nie poszalałam, ale niestety wyobraźnia mi się skończyła ;). A nieświadome widzenie to faktycznie ciekawy temat.

 

Zastanawia mnie, skąd bohaterka wiedziała, jaka jest cena? Dlaczego w ogóle przyszło jej to do głowy? Ukrywa się w tym pewne założenie, a nie jest ono oczywiste. Hmm, podobnie niejasna jest dla mnie również jej rozpacz i potrzeba ekspiacji? Zbyt szybko poszło w tę stronę, może?

Przyszło jej to do głowy pod wpływem rozmowy z dziewczynką. Tak naprawdę ceną była śmierć Marcina, a Klara mylnie założyła, że małżeństwo. W jakim sensie niejasna jest dla Ciebie jej rozpacz? Potrzeby ekspiacji właściwie nie ma, można powiedzieć, że Klara jedynie na chwilę przypomina sobie o Bogu w akcie desperacji, ale nie można tu mówić o jakimkolwiek pojednaniu. 

 

Skąd wiedziała, że to staruszka?

Klara zakłada na podstawie głosu, bo przy pierwszej wypowiedzi kobiety pada stwierdzenie, że brzmiała staro.

 

W tym kontekście można byłoby się czepiać używanych stereotypów zamiast indywidualizacji i uogólniania przez czytelnika dopiero na ich podstawie. Niejako wychodzisz od swoich ocen, osądów, a nie bohaterów, reagujących na konkretne sytuacje (miłość, że wartościowa; teściowie zawsze na przekór; korpo i dyrektor zarządzający oraz  łatwe rzucenie wszystkiego w diabły – po dziesięciu latach w firmie?; przygodna zdrada; ciapciak). Może warto byłoby zindywidualizować, bo  „lecisz”  schematami?

Skąd pomysł, że wychodzę od swoich osądów? Wydaje mi się, że wszystko jest właśnie reakcją Klary na sytuację. Ona zdecydowanie nie docenia miłość, a odbiór teściów jest mocno powiązany z jej problemami emocjonalnymi. Stereotypowe podejście do teściowych jest takie, że są wredne, a tu mamy bardzo ciepłą i opiekuńczą kobietę, której jednak Klara nie docenia, bo nie przywykła do zdrowych relacji rodzinnych. Jeśli chodzi o firmę, to nigdzie nie napisałam, że jest to korpo i tutaj znowu jest wersja wydarzeń Klary. Czytelnik dostaje tylko informację, że współpracownicy zareagowali szokiem na jej wypowiedź. Może to była za słaba wskazówka, ale chciałam dać do zrozumienia, że Klara jest w błędzie i jej reakcja była zdecydowanie przesadzona. Ona uważa, iż awans jej się należał, ale to wcale nie musi być prawda. Impulsywna decyzja o odejściu pokazuje, że nie miała predyspozycji do stanowiska, o którym marzyła, bo takie zachowanie jest dziecinne. Romans w jaki się wdała też nie wpisuje się w typowy schemat, bo z jednej strony jest w tym wyrachowanie, ale z drugiej strony kompletne zagubienie.

Zgadzam się, że przeżycia Klary mogą sprawiać wrażenie schematycznych, ale w moim zamyśle, miało się w tym kryć drugie dno, może jednak za mało wyraziście to zaznaczyłam.

Skarżypytuję, bo konstrukcja ok, ciekawy pomysł i dobrze zapisane. :-)

Dzięki :)

 

 

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Też żałuję, że bardziej nie poszalałam, ale niestety wyobraźnia mi się skończyła ;)

Nie skończyła się, pętamy ją bezlitośnie. Ona jest nieskończona. :-)

W jakim sensie niejasna jest dla Ciebie jej rozpacz? Potrzeby ekspiacji właściwie nie ma, można powiedzieć, że Klara jedynie na chwilę przypomina sobie o Bogu w akcie desperacji, ale nie można tu mówić o jakimkolwiek pojednaniu

Dla mnie Klarę budowałaś jako osobę “niewrażliwą”, tzn. silnie skoncentrowaną na sobie, słabo wchodzącą w kontakt ze światem tym ludzkim i, tym przyrodniczym. Jej przemiana w obliczu utraty – zdziwiła mnie, ponieważ była nagła, przewartościowująca, zmieniająca priorytety.

Z ekspiacją (słowem) pewnie przesadziłam, ale dla mnie nie miała ona odniesienia do Boga, ale bardziej do jej skruchy, obwiniania siebie.

Klara zakłada na podstawie głosu, bo przy pierwszej wypowiedzi kobiety pada stwierdzenie, że brzmiała staro.

Właśnie dokładnie o to mi chodziło. Po treści wypowiedzi czasem można poznać, choć niekoniecznie, bo samym głosie bardzo mało prawdopodobne. Uczestniczyłam kiedyś w pewnym eksperymencie dotyczącym słuchania głosów wypowiadających te same kwestie i prawdopodobieństwo trafienia było zbliżone do losowego. 

 

 Skąd pomysł, że wychodzę od swoich osądów? (…) Zgadzam się, że przeżycia Klary mogą sprawiać wrażenie schematycznych, ale w moim zamyśle, miało się w tym kryć drugie dno, może jednak za mało wyraziście to zaznaczyłam.

Najczęściej i najłatwiej produkujemy treści zbliżone do naszych przekonań. To nic złego. Natomiast w tym opowiadaniu kilka z nich przedstawiłaś bardzo wyraziście (teściowa, szpital, rzucenie pracy, przelotny romans ze współpracownikiem,  starość), co zwróciło moją uwagę. I teraz tak wszystko było ok, gdyby nie ich liczba, ale co ważniejsze – drugie dno. Masz rację, że ono zaważyło, ponieważ mogłoby diametralnie zmienić odbiór. Teraz, gdy o tym napisałaś, widzę je, a w tekście – niekoniecznie.

 

srd :-)

a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dla mnie Klarę budowałaś jako osobę “niewrażliwą”, tzn. silnie skoncentrowaną na sobie, słabo wchodzącą w kontakt ze światem tym ludzkim i, tym przyrodniczym. Jej przemiana w obliczu utraty – zdziwiła mnie, ponieważ była nagła, przewartościowująca, zmieniająca priorytety.

Myślę, że są dwa rodzaje przemian. Jedna powolna, kiedy człowiek rozwija się w oparciu doświadczenia i druga, szybka, wywoływana przez traumatyczne przeżycia. W przypadku Klary miała miejsce ta druga opcja.

 

Właśnie dokładnie o to mi chodziło. Po treści wypowiedzi czasem można poznać, choć niekoniecznie, bo samym głosie bardzo mało prawdopodobne. Uczestniczyłam kiedyś w pewnym eksperymencie dotyczącym słuchania głosów wypowiadających te same kwestie i prawdopodobieństwo trafienia było zbliżone do losowego. 

Zgadzam się, że głos to nie jest jednoznaczny wyznacznik wieku, ale skoro Klara tak założyła, to trzymałam się w tekście tej wersji.

Najczęściej i najłatwiej produkujemy treści zbliżone do naszych przekonań. To nic złego. Natomiast w tym opowiadaniu kilka z nich przedstawiłaś bardzo wyraziście (teściowa, szpital, rzucenie pracy, przelotny romans ze współpracownikiem,  starość), co zwróciło moją uwagę. I teraz tak wszystko było ok, gdyby nie ich liczba, ale co ważniejsze – drugie dno. Masz rację, że ono zaważyło, ponieważ mogłoby diametralnie zmienić odbiór. Teraz, gdy o tym napisałaś, widzę je, a w tekście – niekoniecznie.

Uważam, że nie należy utożsamiać przekonań autora z tekstem. Drugie dno być może ukryłam za bardzo, ale to nie jest łatwa spraw, więc mam nadzieje, że następnym razem będzie lepiej ;). 

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

W przypadku Klary miała miejsce ta druga opcja.

Traumatyczna musi mieć korzenie. Z nią w ogóle trudna sprawa, nie wierzę w takie przemiany. 

mam nadzieje, że następnym razem będzie lepiej ;). 

Trzymam kciuki. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Pisnęła przerażona nagłym kszykiem bażanta, którego wypłoszyli.

Popraw szybciutko.

 

„Czyli tak wygląda zapach miasta" – pomyślała i spojrzała w prawo, szukając zielni wody kolońskiej męża.

Literówka.

 

Czasem lubię napisać coś cieplutkiego, i czasem lubię poczytać coś cieplutkiego, a Twoje opko zdecydowanie jest cieplutkie ;) Myślę, że z ciepełkiem nie przesadziłaś, aczkolwiek jakaś wredniejsza część mnie już zaczyna szeptać, że nie wierzy w przemiany i za parę lat to małżeństwo albo się rozsypie, albo oboje będą w nim nieszczęśliwi. Ale odpycham te myśli, bo czasem fajnie jest wierzyć w drugą szansę ;)

Ładnie pograłaś kolorami i dźwiękami.

Kliczek :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Cześć, Irko!

 

Dzięki za komentarz i klika. Cieszę się, że opowiadanie okazało się cieplutkie. Losy bohaterów mogą być różne, ale ja też wolę wierzyć, że przetrwają i będą szczęśliwi. 

Popraw szybciutko.

Bardzo bym chciała, ale organizator konkursu zabronił, więc…

 

 

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Bardzo bym chciała, ale organizator konkursu zabronił, więc…

Ale żeby ortografy zabraniać poprawiać surprise

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

No właśnie. Parę komentarzy wyżej, Kameleon napisał, że błąd ma na razie zostać, więc ja się teraz muszę kajać, ale za to jaką będę miała nauczkę.

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Ależ to nieludzkie! ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Ech, gdyby tak można zmienić bieg wypadków, kiedy do człowieka dotrze, że źle wybrał, że podąża złą drogą…

Ładnie pomalowałaś zapachy. :)

 

jakiś męż­czy­zna wy­kłó­ca­ła się… ―> Literówka.

 

Szarp­nę­ła za drzwi… ―> Szarp­nę­ła drzwi

 

Od­wró­ci­ła się na pię­cie i za­czę­ła od­da­lać lek­kim kro­kiem. ―> Co oddalała lekkim krokiem?

A może: Od­wró­ci­ła się na pię­cie i za­czę­ła odchodzić lek­kim kro­kiem.

 

zde­cy­do­wa­ła się w ro­mans z pełną pre­me­dy­ta­cją. ―> Pewnie miało być: …zde­cy­do­wa­ła się na ro­mans z pełną pre­me­dy­ta­cją. Lub: …zde­cy­do­wa­ła wdać się w ro­mans z pełną pre­me­dy­ta­cją.

 

Za­brzmiał dzwo­nek do drzwi. ―> Wystarczy: Za­brzmiał dzwo­nek. Lub: Zabrzmiał dzwonek u drzwi.

Dzwonek nie brzmi do drzwi.

 

oprócz ro­dzi­ców przy­by­ła też sio­stra i szwa­gier Mar­ci­na. ―> …oprócz ro­dzi­ców przy­by­li też sio­stra i szwa­gier Mar­ci­na. Lub: …oprócz ro­dzi­ców przy­by­ła też sio­stra Mar­ci­na z mężem i dziećmi.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć, Reg!

Dzięki za uwagi, wszystko poprawię po zakończeniu konkursu. 

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Bardzo proszę, Alicello.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Demon-Kameleon o nieludzkich cechach pod wpływem yantri nieco złagodniał :P – i oto przedstawia małą nowelizację zasad, skomponowaną przez już wymienioną członkinię Żyri (Ale o kajaniu to mówiłem, że nie trzeba przecież ;)

 

“ Dobre wieści :)

Zdecydowaliśmy się zmienić trochę regulamin i pozwolić Wam na wprowadzanie poprawek do tekstów. Ale… jedynie po przeczytaniu opka przez Żyri i wyłącznie błędów językowych. Skoro i tak czytamy tekst tylko raz, to nie ma sensu pozbawiać uczestników możliwości usprawnienia tekstów już po naszej ocenie, choćby dla lepszego i łatwiejszego ich odbioru przez kolejnych czytelników.

Poprawki nie będą miały wpływu na ocenę, mogą natomiast zostać przez Was uwzględnione w tekście, gdy będziecie nam wysyłać opowiadanie do przeczytania.

A to wszystko dzięki Alicelli, która swój tekst wrzuciła jako pierwsza – oraz yantri, która zwróciła na to zapotrzebowanie szczególną uwagę :)

http://facebook.com/Oczytany-Kameleon-101203018551720/ /// Przybierz odpowiednie barwy i obserwuj - tylko tak uda Ci się przetrwać do następnego posiłku...

Cudownie, czyli moje kajanie się zmiękczyło serca Żyri. 

Dzięki Yantri :)

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Nie ma za co :)

Postawiłam się na Twoim miejscu jako autorka i aż mi się głupio zrobiło, że przeoczyliśmy coś tak oczywistego.

Poprawiaj to, co chcesz poprawić. :-)

Brakujące końcówki

Suczka natychmiast zawróciła i podbiegł do nich

 

Klara powstrzymała się od dalszych komentarz

Czytało się dobrze. Bohaterka jest przekonująco irytująca.

Pozdrawiam

Cześć, Nikolzollern, dzięki za komentarz.

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Dobry wieczór, Alicello!

Przyszło nam wziąć udział w zupełnie niezwykłym konkusie. Raz dlatego, że tematyka jest naprawdę super fajna, a dwa – że jest nas tu tylko dwoje. To tak, jak gdyby już na starcie wiedziało się, że ma się zapewnione miejsce w ścisłym finale. Miłe uczucie, naprawdę:). A gdy jeszcze się wie, że towarzystwo jest wyborne – to czegóż chcieć więcej. 

Zajrzałem tu do Ciebie, przynosząc pozdrowienia i życzenia sukcesu w konkursie. 

Dobrej nocy i wszystkiego miłego:)

Cześć, Cornelius!

Cieszę się, że zajrzałeś i też uważam, że temat konkursu jest świetny, dlatego mam nadzieję, że grono uczestników szybko się powiększy, żeby można było poczytać więcej opowiadań dotyczących synestezji. 

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Dzień dobry, Alicello!

Jesteśmy tu tak jakby trochę po sąsiedzku. No i do naszego “bloku” nikt inny się jeszcze nie wprowadził. Jakże więc zrezygnować z tradycyjnych sąsiedzkich odwiedzin. 

 

Zostałem zaskoczony: rzeczywiście zmieniono czas zakończenia konkursu. Jeszcze trochę poczekamy i po kolejnych zmianach okaże się, że tu chodziło jednak o opowiadanie z cyklu: życie średniowiecznych mieszczan. 

 

Serdeczności:)

Cornelius,

 

Jeszcze trochę poczekamy i po kolejnych zmianach okaże się, że tu chodziło jednak o opowiadanie z cyklu: życie średniowiecznych mieszczan.

Dobre :). I będzie lipa, bo nie mamy średniowiecznych mieszczan. Ale tak na poważnie, to zasady konkursu się nie zmienią, ale termin może się przesuwać. 

 

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Alicello!

Chciałbym dokonać krytycznej analizy Twojego tekstu. Ale się nie da. W komentarzach najczęściej pojawiającym się słowem jest “fajne” – i taka jest prawda. Ale mam parę ogólniejszych refleksji:

  1. gdyby Ciebie tu nie było, nie napisałbym żadnego opowiadania, bo – w życiu – nie wyobrażałbym sobie, że mógłbym napisać coś jako pierwszy.
  2. gdy przeczytałem Twoje opowiadanie, pomyślałem, że zajmujesz się pisaniem profesjonalnie. Znaczy – tak naprawdę myślę – możesz żyć z pisania romantycznych powieści dla kobiet. 

Wiem, wiem, już późno. Ale ja tylko tak zajrzałem po sąsiedzku. 

Dużo słońca, Alicello:)

Cześć, Corneliusie!

To cieszę się, że w jakiś sposób przyczyniłam się do powstania Twojego opowiadania :). Powiem Ci, że też rozważałam, czy nie poczekać, aż ktoś inny wrzuci pierwszy, ale zaczęłam już ten tekst pogarszać, poprawiając w nieskończoność, więc nie było wyjścia. Właściwie to jest drugie opowiadanie jakie napisałam na konkurs synestezyjny, ale pierwsze okazało się za długie, więc wrzuciłam je bez tagu konkursowego i zaczęłam szukać nowej inspiracji muzycznej. 

Bardzo mi miło, że mój tekst sprawia wrażenie profesjonalnie napisanego, ale z romantyzmem mógłby być kłopot, bo już to opowiadanie wyczerpało moje pokłady romantyczności ;).

“Fajne” wyraża tak wiele emocji i ma taką głębię, że uznaję to za kompletną analizę teksu. 

 

 

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Ode mnie kolejny biblioteczny kliczek, bo kocham kolory :) jakkolwiek myślę, ok – jestem odrobinę nadwrażliwa na barwy naszego świata, ale jeśli chodzi o węch, to chyba nadwrażliwość na kolory mi go odebrała wink Tak czy inaczej, Ty wyśmienicie zapach z kolorem ze sobą zbratałaś.

Ale wracając do tekstu – bardzo dobrze mi się czytało. Słodko, romantycznie i kolorowo napisane yes

Cześć, Katia!

 

Bardzo dziękuję za komentarz i klika :). Cieszę się, że opowiadanie Ci się spodobało. 

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Cześć :D

 

Zgrabne opisy, a ja takie lubię, oj lubię :D. Marudnie pomarudzę tylko na jeden fragment:

Marcin zaproponował wyjazd i kontemplowanie natury, twierdząc, że to pomaga odzyskać spokój. Klara nie widziała w tym sensu, ale ustąpiła, nie mając ochoty na kłótnię. Więc leżała teraz na ziemi, czując drobne kamienie uwierające w plecy.

Ostatnio mam alergię na imiesłowy – kląskają mi w uszach. Ale to subiektyw i do tego uperdliwy ;], więc się proszę nie przejmować. 

 

Motyw przewodni też na plus – ciekawy, do tego troszkę ztajemniczony siłami nadprzyrodzonymi. Fantastyki niedużo, ale czuć klimat.

 

Bohaterka, a zwłaszcza dialogi tak na plus/minus. Trochę sucho i skrótowo, jak na mój gust. Np. tutaj:

– Twoją dobrodziejką – odparła dziewczynka i zachichotała.

– Że co? – Klara nie mogła uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszała. 

– To dzięki mnie masz dar. – Dziewczynka wskazała na oczy.

– Przez ciebie oślepłam? – Klara zacisnęła dłonie w pięści.

– Mogło być gorzej. Ochroniłam cię.

– Odbiło ci! Cofnij to, chcę widzieć!

Uch, jakbym dostał łopatą w czoło :/. Aż się prosiło, żeby choć troszeczkę rozprowadzić ten dialog, doprawić odrobiną tajemnicy, podbudować postać dziewczynki, a tak…? No nie jest to poziom W-11, ale można było lepiej :P.

I te dłonie zaciśnięte w pięści. ;] 

 

Zbiblioteczyli już Przedpiśćy, więc się nie wyrywam. Gratuluję i powodzenia w konkursie :D.

 

Pozdro

M.

 

kalumnieikomunaly.blogspot.com/

Cześć, M.

 

Ostatnio mam alergię na imiesłowy – kląskają mi w uszach. Ale to subiektyw i do tego uperdliwy ;], więc się proszę nie przejmować.

Nie taki upierdliwy ;), postaram się to poprawić co by Ci w uszach nie klaskało.

 

Uch, jakbym dostał łopatą w czoło :/. Aż się prosiło, żeby choć troszeczkę rozprowadzić ten dialog, doprawić odrobiną tajemnicy, podbudować postać dziewczynki, a tak…? No nie jest to poziom W-11, ale można było lepiej :P.

A widzisz, a ja właśnie taki minimalistyczny dialog uznałam za tajemniczy. Nie chciałam tu dawać więcej opisów, bo dziewczynka jest trochę szurnięta i przeprowadzenie z nią składnej rozmowy graniczy z cudem. Wydawało mi się, że dodatkowe informacje zrobią z tego infodump.

 

I te dłonie zaciśnięte w pięści. ;] 

I tu to masz rację, bo już mi wcześniej Sagitt “zaciskozę” zdiagnozował, muszę się oduczyć nadużywać tego opisu.

 

Zbiblioteczyli już Przedpiśćy, więc się nie wyrywam. Gratuluję i powodzenia w konkursie :D.

No właśnie nie zbiblioteczyli :(, troszeczkę brakuje. 

 

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

No właśnie nie zbiblioteczyli :(, troszeczkę brakuje. 

Mówisz i masz :D.

 

A widzisz, a ja właśnie taki minimalistyczny dialog uznałam za tajemniczy. Nie chciałam tu dawać więcej opisów, bo dziewczynka jest trochę szurnięta i przeprowadzenie z nią składnej rozmowy graniczy z cudem. Wydawało mi się, że dodatkowe informacje zrobią z tego infodump.

Taka rozmowa mogłaby ustawić punkt ciężkości całego opowiadania. Być takim gwoździem, który zostaje w głowie na długo, długo. Niekoniecznie musi być to od razu infodump. Zobacz, jak to rozwiązali np. Strugaccy w “Końcu eksperymentu Arka”. Tam “Mały” nie dość, że jest odklejony od rzeczywistości, to jeszcze posługuje się ciągle dziwnymi zwrotami. Do tej pory mi w głowie siedzą te wszystkie szarady i szczygiełki, powodujące frustrację naukowców ;].

Tak umiejętnie poprowadzony dialog po prostu przybija czytelnika do tekstu. W jego głowie zaczynają się kłębić domysły, hipotezy, teorie. Zaczyna kombinować, jak sam by się zachował w sytuacji, gdy rozmówca nie ma pełnego kontaktu z rzeczywistością. Kiedy trzeba najpierw wypracować płaszczyznę porozumienia. 

Rozmowa z “wariatem”, “dziwakiem”, czy w ogóle “kimś odmiennym” ma ogromny potencjał i aż żal tego nie wykorzystać :]. 

 

pozdro

M.

kalumnieikomunaly.blogspot.com/

Mówisz i masz :D.

Dzięki, M., ty to masz jednak dobre serce :).

 

Rozmowa z “wariatem”, “dziwakiem”, czy w ogóle “kimś odmiennym” ma ogromny potencjał i aż żal tego nie wykorzystać :]. 

Pomyślę nad tym, jeśli ten konkurs kiedykolwiek się zakończy ;), to zmienię dialog z dziewczynką, żeby był bardziej odjechany. Chyba trochę się bałam zaryzykować, żeby nie przedobrzyć.

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Świetnie napisane, bardzo podobały mi się fragmenty synestezyjne. Głowna bohaterka jest taka normalna – nie wspaniała, mądra i idealna, tylko zwykła, popełniająca błędy. Może i zakończenie było przewidywalne, ale u mnie wywołało emocje. I to duże!

 

Pozdrawiam serdecznie!

Cześć, Kitty!

 

Dzięki za komentarz :), cieszę się, że mój pomysł na synestezję przypadł Ci do gustu, a zakończenie wywołało emocje.

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Przeczytałem

Nawet jeśli morał z lekka banalny, to jednak mam słabość do takich tekstów. Utwór odpowiednio nastroił, opisy stworzyły klimat. Ładnie opisane są te barwy, aż zazdroszczę.

Tekst definitywnie nie każdemu przypadnie do gustu, ale tak to jest ze specyficznymi schematami.

Technicznie ok.

Pobsumowując: dobry koncert fajerwerków, nawet jeśli z lekka przesłodzony.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Cześć!

 

Koala, dzięki za przeczytanie :).

 

NoWhereMan, dziękuję za komentarz. Zdaję sobie sprawę, że tekst jest przesłodzony, ale nie miałam wyboru, bo taką historię zobaczyłam pod wpływem utworu muzycznego. Cieszę się, że opis kolorów przypadł Ci do gustu :).

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Cześć, Alicello:)

Wstąpiłem po sąsiedzku, bo fajnie tu u Ciebie. No ale czemu się dziwić, sympatyczna osoba to i sympatyczne ma lokum. 

Gratuluję bibliotecznego tekstu i zmykam, bo już późno i pewnie chcesz spać. Dobranoc. I udanego wszystkiego. Powodzenia:)

Na początek taki głupi drobiazg – Klara w pracy piła z filiżanki? Spodziewałabym się raczej prozaicznego kubka lub szklanki, ale może nic nie wiem o wykształconej w korpo kulturze picia herbaty. 

Tekst czytało mi się przez większość czasu bardzo przyjemnie, jeśli miałabym go opisać jednym słowem, to byłoby to “uroczy”. Trochę wyszła z tego współczesna baśń, a przynajmniej ja miałam takie skojarzenie. Podobały mi się opisy, zarówno te synestezyjne, jak zwyklejsze wzmianki o dźwiękach, mimo że w tekście było dość mało tych najczęstszych opisów zwykłych widoków, to nie miałam poczucia, by czegoś z tego powodu zabrakło. 

Nie do końca przekonuje mnie końcówka. Zaczyna się od sceny z kochankiem Klary – w której Marcin domyśla się, że mieli romans. Z tego, że Klara jest zdenerwowana? Z tego, jak ją przedstawiłaś w opowiadaniu to osoba, która właśnie tak mogłaby zareagować na litowanie się nad nią i próby pomocy. A Robert mógł być zwyczajnie miły dla znajomej w trudnej sytuacji. Naprawdę nie potrafię się dopatrzeć w tej scenie czegoś, co byłoby jasnym sygnałem o zdradzie, trochę wydaje mi się to rozwiązanie naciągane. 

Właściwie, chwilę wcześniej akcja mocno przyspieszyła. O ile jeszcze przy wejściu dziewczynki krótka scena mnie przekonała (dzięki temu postać mogła zachować tajemniczość), tak od wyniknięcia zdrady fabuła zaczyna się toczyć bardzo szybko, dla mnie trochę za szybko. Najpierw jest śmierć Marcina, która zupełnie nie ma czasu wybrzmieć, później wniosek Klary, że śmierć męża to cena za wzrok, który też wydaje się pospieszny, może dlatego, że nie mamy okazji zobaczyć choć trochę rozważań kobiety na ten temat. A zaraz potem jest zakończenie, w którym też Klara bardzo szybko godzi się ze stratą wzroku, nie ma nawet momentu zawahania. Możliwe, że to ja nie jestem przyzwyczajona do opowiadaniowego, a nie powieściowego tempa narracji, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że dobrze by temu opowiadaniu zrobiło rozwinięcie choć trochę drugiej połowy. 

Z rzeczy, które jeszcze mi się spodobały – intrygująco wypadła tajemnicza dziewczynka, szczególnie spodobał mi się motyw z łapaczami snów na końcu. Fajnie wypadło też ujawnienie prawdziwego (a przynajmniej dokumentowego) imienia Klary. 

 

Cześć!

 

Cornelius, dzięki za sąsiedzkie odwiedziny :).

 

Mariseida, dzięki za komentarz.

Klara w pracy piła z filiżanki? Spodziewałabym się raczej prozaicznego kubka lub szklanki, ale może nic nie wiem o wykształconej w korpo kulturze picia herbaty. 

Raczej piła kawę, a nie herbatę. 

Tekst czytało mi się przez większość czasu bardzo przyjemnie, jeśli miałabym go opisać jednym słowem, to byłoby to “uroczy”.

Cieszę się. Biorąc pod uwagę utwór muzyczny, który był inspiracją, chyba nie mogło być inaczej niż uroczo.

Naprawdę nie potrafię się dopatrzeć w tej scenie czegoś, co byłoby jasnym sygnałem o zdradzie, trochę wydaje mi się to rozwiązanie naciągane. 

Pierwszym sygnałem był sam fakt, że kolega z pracy pojawił się w ich domu, bo Klara towarzyska nie była. Do tego nigdy o Robercie nie wspominała. Bezpośrednią wskazówką był zdecydowanie zbyt czuły uścisk dłoni. 

Najpierw jest śmierć Marcina, która zupełnie nie ma czasu wybrzmieć, później wniosek Klary, że śmierć męża to cena za wzrok, który też wydaje się pospieszny, może dlatego, że nie mamy okazji zobaczyć choć trochę rozważań kobiety na ten temat.

Uznałam, że szybka akcja wywoła mocniejszy efekt, niż opisywanie np. przygotowań do pogrzebu, ale może faktycznie mogłam to trochę rozciągnąć. 

 

A zaraz potem jest zakończenie, w którym też Klara bardzo szybko godzi się ze stratą wzroku, nie ma nawet momentu zawahania.

Dziewczynka nie daje jej czasu do namysłu, a wizja, wstrząsnęła nią tak bardzo, że nie miała wątpliwości. 

Z rzeczy, które jeszcze mi się spodobały – intrygująco wypadła tajemnicza dziewczynka, szczególnie spodobał mi się motyw z łapaczami snów na końcu. Fajnie wypadło też ujawnienie prawdziwego (a przynajmniej dokumentowego) imienia Klary. 

Bardzo mi miło. Akurat do łapaczy snów mam sentyment.

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Hej. Fajnie sie czytało, dziewczyna zmądrzała i postanowiła się zmienić. Miałem jednak nadzieję, że przy drugim wyborze, zwiesi głowe i ze wstydem ponownie wybierze wzrok. Nie wiem dla czego, niepolubilem chyba Marcina.:)

Cześć, Vrchamps!

 

Dzięki za komentarz. Nawet mi się podoba Twój pomysł na zakończenie ociekające czarnym humorem. Dziewczynka się wysila na zesłanie wizji, wierząc w triumf miłości, a Klara wybiera wzrok i Marcin ginie, czyli cała robota na nic.

 

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Cześć! Przeczytałem, końcówka zaskakująca ale oczekiwałem czegoś innego :) Z początku naprawdę mnie wciągnęło tak jak pozostałe twoje opowiadania. Wszystko fajnie tylko motyw oklepany ze snem. Ja miałem też jedno opowiadanie takie i mnie skrytykowano. Ale to nie ma znaczenia bo opowiadanie naprawdę dobre. Pisz dalej bo chętnie przeczytam jeśli stworzysz coś nowego. Widzę, że twoje opowiadania się różnią a nie są “na jednio kopyto”.

 

Pozdrówki!!!

 

PS.

Czekam na nowe opowiadania :)

 

 

Jestem niepełnosprawny...

Cześć, Dawid!

Dzięki za komentarz. Zgadzam się, że motyw ze snem jest oklepany, ale jednocześnie trudny do opisania. Poza tym uważam, że nie ma nic złego w wykorzystywaniu znanych motywów.

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Hej,

bardzo sprawnie napisane opowiadanie. Szczególnie postać głównej bohaterki dobrze zarysowana. Sam pomysł nie jest jakiś najoryginalniejszy, motyw ze snem to oczywiście totalna sztampa i pójście na skróty, ale jakość samego pisania jak najbardziej zasługuje na pochwałę. Niech świadczy o tym to, że pomimo wcześniej wymienionych wad nie uważam, żebym stracił czas czytając, towarzyszyły mi pozytywne odczucia.

Powodzenia w dalszym pisaniu.

Pozdrawiam.

Cześć, Mcraptorking!

 Dzięki za komentarz. Grunt, że się podobało, a że trochę ;) sztampowe to przecież nie koniec świata. Fajnie, że lektura nie okazała się stratą czasu :).

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Hm, konstrukcja bajki dla dzieci (to nie jest zarzut) połączona z treścią dla jak najbardziej dorosłych. Nie zaskoczyło mi, choć nie z powodu treści, taką treść można by opakować, większy nacisk dając na zmysły, ale też emocje. Nie te głębokie, raczej te “wierzchnie”, jak złość, irytacja… One tu są, ilościowo wypada to idealnie, ale sporo można by było ugrać, gdyby przedstawić je w sposób bardziej “współodczuwalny” przez czytelnika.

Za to charakter Klary całkiem nieźle wyszedł, nawet jeśli przemiana na końcu jakaś taka bajkowa. Ogólnie jej postać jakoś tak ciekawie miesza głębsze i płytsze części osobowości, łamiąc taki standardowy obraz.

Sposób opisywania zmysłów – tak po prawdzie trochę to przypomina wersję “light” tego, co się dzieje przy sensory overload :) 

 

" – Podobno psy widzą zapachy"

" Pestka zakończyła kopanie w kretowisku"

" „Jestem żałosna, tłumaczę się"

Nadmiarowe spacje przed akapitem.

 

"Nie wysłała ani jednego CV, choć wiedziała, że oszczędności na koncie nie wystarczą na długo"

– osoba do niedawna na wysokim stanowisku dużej firmy bez oszczędności na więcej niż miesiąc? Dość hulasznie musiała żyć.

 

Cześć, Wilku!

 

Dziękuję za komentarz :). Nie do końca rozumiem, co miałeś na myśli, pisząc o emocjach bardziej współodczuwalnych przez czytelnika. Chodziło Ci o opisanie ich w inny sposób?

Cieszę się, że charakter Klary dobrze wyszedł, starałam się, żeby nie była płaska. 

"Nie wysłała ani jednego CV, choć wiedziała, że oszczędności na koncie nie wystarczą na długo" 

– osoba do niedawna na wysokim stanowisku dużej firmy bez oszczędności na więcej niż miesiąc? Dość hulasznie musiała żyć.

Niekoniecznie na miesiąc, może na trochę dłużej, ale jej wysokie stanowisko nie musiało oznaczać bardzo dużych zarobków, a poza tym Marcin zarabiał kiepsko, więc oszczędności dużych nie mieli. 

 

 

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Nowa Fantastyka