- Opowiadanie: dawidiq150 - Odrodzenie Tachaxala

Odrodzenie Tachaxala

Fajnie, że są takie konkursy, pomyślałem, że spróbuję swoich sił :) Zapraszam do czytania!!!

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Odrodzenie Tachaxala

Dwie doby do końca dwutysięcznego roku.

 

Osiemdziesięciodwuletni starzec czując, że zbliża się już kres jego życia, jeszcze raz spojrzał na nagie ciała dwóch tancerek erotycznych. Dziewczyny były zdyszane i spocone z wysiłku. Tańczyły na jego polecenie już ponad pół godziny. Mężczyzna patrząc na ich duże piersi podskakujące w rytm skocznej muzyki rozmyślał.

Gdy poczuł, że zostało mu już naprawdę tylko kilka chwil wyłączył pilotem wieżę stereo i sięgnął po portfel. Wyciągnął z niego całą gotówkę. Gruby plik banknotów, o wiele za dużo niż należało się dziewczynom.

– Dla ciebie sześćdziesiąt procent, a dla ciebie czterdzieści – powiedział, kładąc pieniądze na stole. – Bardzo wam dziękuję. Możecie iść.

Potem z wysiłkiem wstał i podpierając się laską pokuśtykał w stronę drzwi balkonu. Nie zważając na przenikliwe zimno wyszedł na balkon nie zakładając nawet kurtki. Znajdował się na czterdziestym drugim piętrze wieżowca DC Towers w Wiedniu. Stąd widział jasną łunę unoszącą się nad miastem.

Starzec miał dar, widział białe światło nad głowami ludzi, których miała spotkać jakaś duża radość. Zawsze przed Sylwestrem ta łuna była bardzo widoczna. To działało też w drugą stronę, ciemny fiolet wisiał nad ludźmi, których miało spotkać coś bardzo złego.

Starał się ingerować, gdy tylko mógł, fatum bowiem było odwracalne. Chociaż często musiał wyjść na idiotę. Na przykład widząc fioletowy kolor nad człowiekiem wsiadającym do samochodu podchodził i mówił:

– Przepraszam, ale niech pan uważa na drodze, bo może się dzisiaj stać panu coś złego.

Patrzyli na niego jak na wariata, ale on cieszył się, gdy czarny znak unoszący się nad głową tego człowieka znikał.

Od kilku dni czuł nadchodzącą śmierć. Ktoś mógłby powiedzieć, że w tym wieku to nic dziwnego, lecz on dokładnie wiedział kiedy ona nastąpi. Czy ta wiedza to nagroda za to że wykorzystywał swój dar, że nie zignorował go? – zastanawiał się. – Dzięki temu mógł przecież tuż przed śmiercią pojednać się z Bogiem.

Trzęsący z zimna, żarliwie się modlił odczuwał bowiem strach, z każdą sekundą mocniejszy. Nagle jasna łuna utworzona z tysięcy łun, zamieniła się na ciemną. To zszokowało starca. Pomyślał jednak „To już nie mój problem”. Potem ogarnęło go ciepło i jasność.

 

&&&

 

Dokładnie w momencie, kiedy ludzkość obchodziła rozpoczęcie nowego, dwutysięcznego roku po narodzeniu wielkiego proroka, w Jaskini Postojnej na Słowenii otwarły się bramy piekła.

Do świata żywych powróciła dusza najbardziej złego człowieka, który kiedykolwiek żył. Był to wódz indiańskiego plemienia żyjący dwa i pół tysiąca lat p.n.e. w Ameryce Południowej.

Korzystając ze swojej nieograniczonej władzy zabijał dla zabawy. Na jego rozkaz, po kilka osób dziennie konało w mękach. Najbardziej lubił krzywdzić młode, ładne dziewczyny. Gdyby porównać ilość zła, którego się dopuścił i ilość cierpienia, które wyrządził do dorobku na przykład Hitlera było jej mniej, lecz tylko z powodu, że nie miał on po prostu większych możliwości czynienia go.

Wódz ten, o imieniu Tachaxal nigdy nikogo nie kochał, nigdy nikomu nie współczuł, te uczucia były mu całkowicie obce, był zepsuty do szpiku kości.

Żyjące w piekle diabły i potwory były tak zachwycone Tachaxalem, że nie skazały go na męki w ogniu, dla niego jedynego zrobiły wyjątek. Był wzorem dla nowo narodzonych diabłów. Przyuczał je do czynienia zła i cieszył się szczęśliwą egzystencją w piekle.

Teraz, po otwarciu bramy między wymiarami, a działo się to co pięć tysięcy lat, Tachaxal przyjął potworne ciało przygotowywane dla niego przez czarty. I odrodził się. Wrócił z zaświatów na ziemię. Pojawił się w miejscu, gdzie mógł spokojnie mieszkać, wychodzić na żer a potem wracać niezauważony.

 

&&&

 

Prawie rok później. Polska.

 

Skrótem przez łąkę, gdzie firma budowlana rozpoczęła już zwozić materiały przygotowując się do budowy bloków mieszkaniowych, szło pięcioro roześmianych nastolatków.

Ściemniło się już. Przyjaciele szli wolno, spacerem, rozmawiając i żartując.

Ich celem była odbywającą się co sobotę dyskoteka. Nie mieli jeszcze osiemnastu lat ale z powodu, że większość chętnych była właśnie w podobnym wieku, przymykano na to oko. Dla właściciela po prostu liczyły się bardziej pieniądze niż przestrzeganie prawa.

Nagle jedna z dziewcząt zaniemówiła i zatrzymała się patrząc na coś w oddali po ich prawej stronie.

– Patrzcie! – wskazała ręką a w jej głosie słychać było przerażenie.

Przyjaciele zwrócili tam wzrok. Ujrzeli stojącą nieruchomo postać. Była bardzo wysoka i to właśnie jej wzrost sprawił, że wszyscy czworo przestraszyli się nie na żarty. Przyglądała się im, stała przez trzy sekundy a potem pierzchła do lasu, który znajdował się niedaleko.

– Boże, co to było? – spytała dziewczyna drżącym głosem.

– Wyglądało jak wielki goryl. – odezwał się jeden z jej kolegów i wszyscy zaczęli dyskutować.

– To musiał być niedźwiedź, ale nie chce mi się wierzyć, że niedźwiedzie żyją w tym niewielkim lesie.

– Może jakieś zwierze uciekło z Zoo, ale.. nieee, to niemożliwe.

I idąc dalej prowadzili rozmowę zastanawiając się nad tym co zobaczyli. Nie wiedzieli, że coś co uciekło do lasu szło tam gdzie oni.

 

&&&

 

O godzinie drugiej w dyskotece skończono sprzedawać bilety. Można było już wejść za darmo. Przed budynkiem cały czas ktoś stał, chłopcy i dziewczyny wychodzili zaczerpnąć świeżego powietrza, zapalić papierosa i pogadać.

Nagle, gdy na zewnątrz była jedynie dwójka rozmawiających chłopaków z dachu jednopiętrowego budynku skoczyły na nich dwie, przyczajone do tej pory bestie. Tak ogromne, że jedna z nich po rozwarciu paszczy, niemal połknęła całą głowę nastolatka. Następnie zmiażdżyła ją szczękami. Po trzech sekundach, przed dyskoteką w kałużach krwi leżały dwa zmasakrowane ciała.

Jedna z koszmarnych bestii chwyciła za klamkę wejściowych drzwi i otwarła je. W krótkim korytarzu nikt nie stał. Słychać tu było bardzo głośną muzykę, dochodząca z sali za rogiem. Jeden olbrzymi potwór zagrodził wejście, a drugi wpadł do głównego pomieszczenia rozpoczynając rzeź.

Jego pazury przebijały na wylot ciała przerażonych, młodych ludzi. Krew lała się strumieniami. Ci co mogli, pochowali się gdzie tylko się dało. Drogi ucieczki nie było, zrozumieli to wszyscy, którzy wybiegli do wyjścia. Ktoś zadzwonił telefonem komórkowym po policję. Po zabiciu pierwszych trzech osób na parkiecie, zwierz zaczął wyciągać nieszczęśników pochowanych pod stołami.

Bestie miały świetne wyczucie czasu, uciekły bowiem dwie minuty przed przyjazdem policji.

 

&&&

 

Następnego dnia w porannych wiadomościach, wyświetlony został mrożący krew w żyłach materiał, który obiegł cały świat. W dyskotece, z powodu ataku dziwnych zwierząt śmierć poniosło czternaście osób. Wszystkie zostały zmasakrowane. Lekko i ciężko rannych było drugie tyle. Naoczni świadkowie tak samo opisali wygląd agresywnych zwierząt. „Niezwykle wysokie, obrośnięte sierścią. Łapy wyposażone w bardzo długie pazury. Na głowie wielkie kręcone rogi”. Kilka osób zobaczyło ich oczy, były to czerwone ślepia, w których widać było szaleństwo, ale też inteligencję. Ocalałe osoby, których spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem bestii, zostały zabrane do szpitala psychiatrycznego na obserwację z uwagi na symptomy ciężkiej depresji.

 

&&&

 

W przeciągu czterdziestu ośmiu godzin podobne tragiczne incydenty zdarzyły się również w Niemczech, Francji i na Ukrainie. Wśród ludzi zapanowała panika. Wszyscy bali się wychodzić po zmroku i nikt nie rozumiał co się dzieje.

 

&&&

 

W pewnym odludnym miejscu w Rosji, od zarania dziejów, żyło dwunastu kapłanów. Pół ludzi, pół aniołów. Celem ich życia, było zabijać demony dostające się na ziemię z piekielnych czeluści. Oprócz tego, że co pięć tysięcy lat wrota piekła otwierały się, przeklęte bestie przybywały na ziemię również za sprawą „czarnych mszy” odprawianych przez satanistów.

Kapłani idąc z duchem czasu unowocześniali swoją pustelnię. Mieszkali więc w normalnych domach wyposażonych w prąd, wodę i gaz. Mieli telewizję i byli zmotoryzowani.

Po obejrzeniu wiadomości w przeciwieństwie do ludzi, zrozumieli co się stało. Odezwał się jeden z nich, o imieniu Robert, który jedyny był w połowie archaniołem, i pozostali musieli słuchać jego rozkazów:

– Długo nie mieliśmy nic do roboty, lecz teraz nadszedł czas byśmy zadziałali. Znacie swoje obowiązki. Nie ma czasu! Niech każdy robi to do czego został przyuczony!

– Potrzebuję najnowszych map – odrzekł Krystian, który zajmował się lokalizacją potworów i posiadał potrzebne ku temu zdolności.

Dawid, Szymon i Bartłomiej niezwłocznie udali się do piwnicy jednego z domów, gdzie znajdowała się zbrojownia.

Broń przeciw demonom, była systematycznie ulepszana przez różne specjalistyczne firmy na zamówienie kapłanów. Dawniej do walki z potępionymi używano jedynie poświęconych krucyfiksów, zaostrzonych osikowych kołków, a także srebrnych noży. Teraz w dwudziestym wieku mieli całą masę różnych przyrządów, niektóre służyły do zabijania, inne wyłącznie do torturowania.

– Tym razem mamy do czynienia z wilkołakopodobnymi – powiedział Dawid, który pierwszy wszedł do zbrojowni. Następnie otworzył jedną z czterech wielkich szaf i wyjął dziesięć identycznych karabinów na srebrne kule. Standardową broń przeciw tego rodzaju bestiom.

Do unicestwiania tych olbrzymich potworów świetnie nadawały się też kusze miotające bełty połączone z granatem, który eksplodował wewnątrz ciała.

– Gdy Robert pojedzie po mapy dla Krystiana – dalej mówił Dawid – my musimy trochę poćwiczyć, jestem przekonany, że wyszliśmy z wprawy.

– Masz rację i nie ma czasu do stracenia – dodał Szymon.

 

&&&

 

Trwały pospieszne przygotowania. Krystian natomiast zjadł bardzo obfity posiłek popijając szklanką wódki. Zawsze pomagało mu to w tym co teraz miał zamiar zrobić. Usiadł w fotelu i zamknął oczy. Po chwili zapadł w letarg, podczas którego jego umysł wędrował. Widział miejsca i ludzi, widział krew, niedawne morderstwa a także słyszał rozmowy tych, którzy byli świadkami strasznych zdarzeń. Działo się to niezwykle szybko i gdy po niecałym kwadransie ocknął się, wiedział już, gdzie dokładnie należy szukać bestii. Dla lokalizacji zostawił tam część swojej świadomości.

Każdy z pół ludzi, pół aniołów miał co robić przed czekającą ich konfrontacją, ale w południe zebrali się, by obejrzeć najnowsze wiadomości w telewizji. Nowe przypadki mordów zdarzyły się w Austrii, w Hiszpanii i Czechach. Poczuli wielki żal, gdyż darzyli ludzi miłością.

 

&&&

 

Kapłan imieniem Łukasz przygotował nieopodal ich domów niewielki ołtarz, w którym powyrywał trawę i przekopał ziemię. Następnie poświęcił miejsce odmawiając modlitwę. Gdy wszyscy byli już uzbrojeni i psychicznie gotowi na spotkanie z bestiami zgromadzili się tam i chwycili za ręce.

Po chwili nastąpił błysk a oni znaleźli się w ciemnym, gęstym lesie, dokładnie w miejscu, gdzie Krystian zostawił fragment swojej świadomości.

– Są blisko – powiedział Mateusz, który miał niezwykle wyczulony węch.

Bestie również miały doskonały węch, ale ciała łowców nie wydzielały zapachu. Zostali jednak zauważeni. Zorientowali się, gdy usłyszeli hałas trzaskających gałęzi. W ich stronę z niezwykłą szybkością biegły dwa olbrzymie wilkołakopodobne. Kapłani momentalnie otworzyli ogień celując w kolana. Dziesiątki srebrnych kul porozrywały dolne kończyny piekielnych stworów, uniemożliwiając im sprawne poruszanie się.

– Myślałem, że będzie ich więcej – stwierdził Dawid patrząc z nienawiścią na niezdolne chodzić bestie. Następnie podszedł do jednej i wpakował cały magazynek w czarny, rogaty łeb.

Drugi potwór musiał na razie zostać żywy. Szymon wyciągnął z pochwy bardzo ostry miecz przy pomocy którego zamaszystymi ruchami pozbawił czarta rąk czyniąc go całkowicie bezbronnym.

– Pospieszmy się, nie może się wykrwawić. – Niecierpliwił się Bartłomiej.

Łukasz ponownie przeniósł wszystkich, zabierając również okaleczonego demona w miejsce, skąd przybyli parę chwil temu.

 

&&&

 

Do tortur mieli specjalny, osobny pokój. Znajdował się w nim fotel umieszczony na środku, dwanaście krzeseł i stół, gdzie leżały narzędzia tortur. Na fotelu umieścili okaleczonego wilkołakopodobnego, którego czerwone ślepia straciły całą swoją poprzednią pewność siebie.

Dla swojej wygody unieruchomili go pasami i usiedli na krzesłach z wyjątkiem Jacka, który miał zdolność nazywaną przez braci „tchnieniem człowieczeństwa”. Jacek stanął naprzeciwko okaleczonej bestii i wysunął ręce przed siebie. Jego dłonie zaczęła otaczać powiększająca się czerwona poświata. Trwało to kilkadziesiąt sekund. Z wysiłku kapłan zaczął głośno dyszeć. Nagle, gdy czerwone światło objęło ręce Jacka aż do łokci wystrzelił z niego promień, który poraził więźnia wywołując u niego drgawki. Mnich usiadł zmęczony na jednym z krzeseł i wszyscy wpatrywali się teraz w unieruchomionego, okaleczonego mordercę.

Potwór zaczął się zmieniać, pierwsze przekształciły się jego czerwone ślepia. Zastąpiły je ludzkie oczy piwnego koloru. Łeb zmniejszył się. Zniknęła sierść zastąpiona przez czerwoną skórę, która wyglądała jakby była poparzona. Przekształcił się nos oraz pojawiły usta. Po chwili transformacja zakończyła się, widok był przerażający i osobliwy. Na ubrudzonym od krwi fotelu znajdował się unieruchomiony wielki zwierz ze zmasakrowanymi nogami i uciętymi rękami, który od połowy klatki piersiowej w górę był człowiekiem. Jego łysa głowa była czerwonego koloru. Na twarzy malowało się cierpienie i pogarda.

Robert wstał i zwrócił się do więźnia:

– Nie jesteśmy sadystami, nie zależy nam byś cierpiał. Jednak czeka cię długie umieranie w mękach o wiele większych niż te, które odczuwasz teraz, jeśli nie będziesz chciał powiedzieć nam tego co chcemy wiedzieć. A uwierz mi i tak wyciągniemy to z ciebie.

– Tak – teraz odezwał się Dawid – jak pewnie zauważyłeś mamy różne zdolności, które połączone razem są postrachem dla podobnych tobie. Ja akurat wiem kiedy ktoś kłamie. Tak więc nie myśl, że nas oszukasz.

– Gdzie otwarły się bramy piekła? Kto dostał się do świata ludzi? Ile spłodził dzieci? Mów wszystko co wiesz! – kontynuował Robert.

Trzeba tu dodać, że Krystian miał moc lokalizacji jedynie pomniejszych sług. Główna bestia była poza jego zasięgiem.

Potwór zamiast mówić to czego od niego żądano, zaczął ostro bluźnić obrażając największe świętości.

Robert kiwnął głową na Mateusza, bo on zajmował się torturami. Ten wziął ze stołu półlitrową butelkę z wodą święconą i zbliżył się do potwora, który zaczął go wyzywać. Mateusz bez ceregieli wylał zawartość butelki na jego głowę. Woda święcona w połączeniu z przeklętą skórą zadziałała jak kwas. Na głowie potwora momentalnie pojawiły się bąble a sam torturowany zaczął krzyczeć wniebogłosy.

– I co, teraz nam powiesz? – ponownie spytał Robert.

Demon przytaknął i zaczął odpowiadać na wcześniej postawione pytania. Dawid jednak od razu oznajmił, że więzień łże.

– Naprawdę myślisz, że torturowanie cię to dla nas przyjemność? – spytał Mateusz i podszedł do stołu, by wziąć wielką strzykawkę. – Ale jestem ciekawy czy teraz zaczniesz gadać. W tym preparacie znajdują się wyhodowane żyjątka zawierające w swojej skórze drobinki srebra. Taaak… naprawdę jestem ciekawy jak zadziałają.

Kapłan wbił igłę w kudłaty brzuch, który nie przeszedł transformacji w człowieka i nadal był wrażliwy na srebro. Następnie wcisnął tłoczek.

Więzień prawie natychmiast zaczął głośno wrzeszczeć. Mateusz wziął w dłoń pistolet i powiedział:

– Grzecznie odpowiedz na nasze pytania a ja skrócę twoje męki.

I kwiczący z bólu potwór zaczął pospiesznie sypać informacjami a Dawid skinął, że mówi prawdę.

– Brama piekła otwarła się w jaskini Postojnej na Słowenii. W przygotowane przez diabły hermafrodytyczne ciało wcielił się potępiony człowiek zwany Tachaxal, spłodził kilkanaście takich jak ja. Rozpierzchnęliśmy się na całą Europę, gdy osiągnęliśmy dorosłość mogliśmy zacząć zabijać. Tachaxal cały czas jest zdolny do rozrodu. Nie wiem ile jest takich jak ja. Co jeszcze chcecie wiedzieć? – zajęczał.

– Na co jest wrażliwy? – padło pytanie

– Nie wiem, pewnie na to co ja. Proszę zabijcie mnie. – błagał potwór.

Robert dał znać Mateuszowi a ten wpakował pięć kul w czaszkę więźnia.

 

&&&

 

Mnisi zdawali sobie sprawę, że każda minuta jest na wagę złota i nie zwlekając wzięli najbardziej potężne bronie przeciw wilkołakopodobnym. Uzbrojeni po zęby, czym prędzej wsiedli do samochodów i ruszyli na lotnisko.

Nie posiadali ani żadnych paszportów ani dokumentów, jednak to było bez znaczenia bo każdy z nich potrafił wejść w umysł człowieka i sterować nim w dowolny sposób. Nie minęły raptem trzy godziny a oni siedzieli już w samolocie lecącym do Słowenii.

Na miejscu wynajęli dwie taksówki, które zawiozły ich prosto do miejscowości Postojna, gdzie znajdowała się znana na cały świat jaskinia.

Gdy dotarli okazało się, że została zamknięta co ich bynajmniej nie zdziwiło. Dowiedzieli się, że dwa tygodnie temu grupa turystów razem z przewodnikiem weszła i nie wróciła. Trzy ekipy poszukiwawcze również przepadły jak kamień w wodę.

Po zdobyciu najważniejszych informacji o jaskini kapłani weszli do wnętrza i rozpoczęły się poszukiwania Tachaxala. To, że korytarze miały ponad dwadzieścia kilometrów długości nie napawało ich optymizmem. W środku zaparło im dech w piersiach, ujrzeli bowiem olbrzymie stalaktyty i stalagmity a także piękne formacje krasowe.

Cztery godziny kluczyli bez skutku. I nagle Mateusz odezwał się.

– Czuję jego zapach. Jestem pewny, że idziemy w dobrą stronę.

Wszyscy przygotowali swoją broń i dzierżąc ją w dłoniach odważnie ruszyli za Mateuszem.

– Popatrzcie! – podniecony kapłan wskazał coś ręką.

Ujrzeli jakieś piętnaście metrów dalej w korytarzu, który tutaj zaczął się powiększać cztery wielkie wysokie na dwa metry jaja. Miały czarny kolor a gdzieniegdzie pokrywał je żółty stwardniały śluz.

– Zniszczymy je później – rozkazał Robert – musimy być cicho, by zaatakować Tachaxala z zaskoczenia.

Szli dalej mijając jaja.

– Jesteśmy już blisko, jego zapach jest bardzo mocny. – poinformował Mateusz a pozostali kapłani powiedzieli, że również go czują.

Weszli do dużej, największej jak do tej pory jaskini. Znajdowało się tu kilkadziesiąt zniesionych przez bestię jaj, lecz większość było już rozłupanych i pustych. Wtedy go ujrzeli. Gigantycznego potwora, który gdyby stanął wyprostowany miałby ponad pięć metrów wysokości. Na głowie miał kręcone, długie na metr, czerwone rogi. Jego ślepia wielkości arbuzów, były żółte i nie posiadały ani źrenic ani powiek. Niezwykle muskularne ciało pokryte miał czarną sierścią.

Tachaxal zgodnie z planem został zaskoczony, był właśnie w czasie znoszenia kolejnego jaja. Jednak gdy ich zobaczył zareagował błyskawicznie. Otworzył paszczę i wydał przerażający niezwykle głośny ryk.

– KHAGA LET MASAB PADA!

Stało się coś, czego pół ludzie, pół aniołowie nie przewidzieli. Miejsce otwarcia bramy piekła było bowiem niezwykle starannie przemyślane. W górze znajdowały się półki skalne na których potworne dzieci Tachaxala tylko czekały na jego rozkaz. Momentalnie zaatakowały rzucając się z góry na kapłanów. Miały przewagę liczebną i zaskoczyły ich skutkiem czego wojownicy nie mieli żadnych szans. Obficie polała się anielska krew. Tą walkę wygrały siły zła.

Ludzie stracili niezwykle ważnych sprzymierzeńców i od teraz mogli liczyć jedynie na siebie.

Koniec

Komentarze

Fajne opowiadanie. Nieco szablonowe ale czyta się dobrze.

Nie podoba mi się to zdanie, według mnie do przeredagowania:

 

“Nie mieli jeszcze osiemnastu lat ale z powodu, że większość chętnych była właśnie w podobnym wieku, przymykano na to oko. Dla właściciela po prostu liczyły się bardziej pieniądze niż przestrzeganie prawa.”

 

Ambush dziękuję :))))))))) 

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

Witaj.

Rzeczywiście, makabryczne opowiadanie. Zło wygrało. Miałeś świetny pomysł na fabułę, którą można dalej kontynuować. 

Interpunkcja wymaga jeszcze dopracowania.

Nie jestem pewna, czy dobrze zrozumiałam, że na początku napisałeś, iż tylko jeden z kapłanów był na pół aniołem, zaś potem pisałeś, że oni wszyscy. 

Pogubiłam się też nieco jeśli chodzi o tego staruszka z początku. Czy on potem jeszcze występował w tekście i odegrał jakąś ważną rolę? 

 

Pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

bruce staruszek nie grał już potem żadnej roli, ale za to to co się przydarzyło tuż przed jego śmiercią było taką zapowiedzią tego co się potem stanie na samym końcu. Kiedyś jedna z osób tutaj napisała mi, żeby zdradzać po trochu finał/twist (który może tu nie był zbyt oryginalny). Wiesz ja może jeszcze tego tak nie czuję jak powinno fachowo być. To był po prostu taki wstęp, starałem się by w miarę był ciekawy :)

 

Dzięki za przeczytanie i komentarz!!! Również pozdrawiam.

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

Cześć!

 

Przeczytałem i powiem w skrócie, że przydałby się beta. Sam pomysł, choć klasyczny i przewidywalny, całkiem ciekawie przedstawiasz, ale wykonanie warto by dopracować. Do deadline’u jest jeszcze ponad miesiąc, może warto to jednak zbetować. Osobiście, gdybym nie miał dyżuru, to w połowie zaprzestałbym lektury, bo co chwila coś mnie zatrzymywało i nie pozwalało cieszyć się tekstem.

 

Przykłady:

Mężczyzna patrząc na ich duże piersi podskakujące w rytm skocznej muzyki rozmyślał.

Szyk; zdanie do przebudowy.

Trzęsący z zimna, żarliwie się modlił odczuwał bowiem strach, z każdą sekundą mocniejszy.

JW Może lepiej: Drżąc z zimna, żarliwie się modlił. Odczuwał strach, z każdą sekundą mocniejszy.

Nie mieli jeszcze osiemnastu lat ale z powodu, że większość chętnych była właśnie w podobnym wieku, przymykano na to oko.

JW Może lepiej: Nie mieli jeszcze osiemnastu lat. Jak większość chętnych, ale przymykano na to oko.

I idąc dalej prowadzili rozmowę zastanawiając się nad tym co zobaczyli. → Idąc dalej zastanawiali się nad tym, co zobaczyli.

Tak brzmi to lepiej imho.

 

Tego jest więcej, początek w miarę ok, ale im dalej w tekstem tym więcej tego typu zdań, w których albo szyk wymaga poprawy, albo samo zdanie wymaga rozbicia na dwa. Nie będę wypisywał wszystkiego (skoro ja sporo widzę, to jest tego więcej)

 

Pozdrawiam!

 

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Witam !

 

Ciekawe opowiadanie, choć nie obraź się proszę, ale osobiście odebrałem je jako scenariusz, ponieważ brakuje mi tu dokładniejszych opisów postaci, lokacji i czynności. Jest to jednak moje zdanie i wiem, że każdy pisze inaczej. Rozumiem więc, że skupiłeś się bardziej na historii i jak już napisałem jest ona dobra a jeśli to debiut to zachęcam do dalszego pisania. 

 

Na koniec jeszcze raz przepraszam za moje marudzenie i nie bierz go do siebie. Dokładne opisy lokacji i postaci nigdy nie były obowiązkowe, właściwie to bardziej od nich brakowało mi większej aury tajemniczości i grozy wokół tych strasznych wydarzeń mających miejsce w fabule.

 

Master of masters : J.R.R.Tolkien

A … jeszcze taka myśl. Myślę, że koniec byłby lepszy, gdyby pokazać na końcu śmierć tych półaniołów, choćby i w skrótowej wersji a ostatnie napisane przez ciebie zdanie byłoby idealne jako skomentowanie zwycięstwa przez głównego złego po walce. Oczywiście zrobisz jak uznasz za stosowne ale taka mnie naszła wizja po kilku godzinach od przeczytania :)

Master of masters : J.R.R.Tolkien

krar85 ja tyle myślałem nad tymi zdaniami i coś mi nie pasowało, nie potrafiłem wymyślić, żeby było dobrze, a jednak się da! Bardzo ci jestem wdzięczny, że mi to pokazałeś. Naprawdę dużo mi dał twój komentarz!!!

 

Dziękuję i pozdrawiam!!!

 

PS.

I proszę się niczym nie przejmować :) Ja lubię wszystko na klatę brać.

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

Iluvathar spoko, proszę się nie przejmować tylko śmiało krytykować!!! Chcę wiedzieć co robię źle.

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

Rozumiem :D Tak więc przemyśl moją propozycję, bo coś mi się wydaje, że to by dało dużego “kopa” tej powieści. Zapraszam serdecznie do lektury mojego opowiadania “Upadek” :)

Master of masters : J.R.R.Tolkien

Przykro mi, ale choć początek był obiecujący, to im dalej w las, tym gorzej. Nie ze względu na fabułę, lecz liczne błędy, które nawet ciężko wymienić, ponieważ występują na przestrzeni całego tekstu. Polecam skorzystanie z betowania, to da dużo więcej samemu opowiadaniu jak i tobie jako autorowi – wyciągniesz dużo lepszą naukę z naprawiania błędów wskazanych przez bardziej doświadczone osoby niż ze zwykłego odczytywania komentarzy.

Podobało mi się to, że każdy z mnichów miał inną moc, jeśli dobrze ogarnąłem, to było to tak:

Łukasz – teleportacja

Krystian – tropienie

Mateusz – węch, tortury

Dawid – wykrywanie kłamstw

Jacek – tchnienie człowieczeństwa

Szymon – walka mieczem?

Robert – moc: bycie szefem?

Bartłomiej – ???

 

Mam pytanie – co z ostatnią trójką? Przeoczyłem coś na ich temat?

Masz jeszcze 10.000 znaków, na Twoim miejscu wykorzystałbym je na opisanie finałowej walki z wykorzystaniem tych mocy. Mnisi mogliby początkowo wygrywać, a wtedy Tachaxal wyciągnąłby swojego asa z rękawa i dopiero wtedy nastąpiłby koniec. 

 

bjkpsrz jak jest tak strasznie to chyba rzeczywiście następne opowiadania dam do bety. Czy możesz mi chociaż ogólnie nakreślić jakiego rodzaju to były błędy? Chodzi mi właściwie błąd najbardziej się powtarzający. Będę wiedział na co zwracać uwagę czytając cokolwiek innego. 

 

Dziękuję i pozdrawiam!!! :)))

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

Mordoc hahaha jeden mi karze betować a inny dopisywać :)))

 

Dzięki!!! Pozdrawiam.

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

Dawidiq150, dziękuję za rozwianie moich wątpliwości, pozdrawiam serdecznie. :)

Pecunia non olet

Główne problemy to źle umiejscowione przecinki i bardzo dziwny szyk w wielu zdaniach, na co już ci zwracano uwagę. Styl sprawia przez to wrażenie zbyt kolokwialnego, nie do końca pasuje mi do opowiadania. Nie przytoczę tu konkretnego przykładu, ponieważ te błędy występują licznie i wybrany przypadek nie odda dobrze całości problemu.

Jeśli będziesz chciał wrzucić jakiś tekst do bety, to możesz dać znać – chociaż sam dopiero zaczynam przygodę z pisaniem, to chętnie pomogę. Warto popracować nad aspektami stylistycznymi, zwłaszcza że widać u ciebie pomysł, ale wykonanie staje mu na drodze do rozwinięcia skrzydeł.

Hej, dawidiq150!

 

Podłączam się pod sugestie: betuj ;) Jeśli uda Ci się znaleźć kogoś, kto przepracuje z Tobą ten, czy inny, nawet krótszy tekst, to wyciągniesz z tego znacznie więcej niż z komentarzy.

 

jeden mi karze betować a inny dopisywać :)))

Jedno nie wyklucza drugiego ;) Finałowa walka, to akurat scena, którą można wiele ugrać – czytelnik zawsze liczy na satysfakcjonujące zakończenie, nawet jeśli wygrywa zły (w końcu o to chodzi w tym konkursie). Jeśli wprowadzisz tu napięcie, niepewność, a jeśli chcesz, to może nawet patos, wtedy czytelnik skończy czytać z zupełnie innym bagażem emocji.

 

Trochę szkoda staruszka ze wstępu. To chyba najbardziej udana cześć Twojego opowiadania, wszedł fajny setting i został żal, że pozostał niewykorzystany.

 

Żeby nie powtarzać wcześniej wypisanych rzeczy do poprawy, to zwrócę uwagę na to co określa się “bylicą i miałkozą”, czyli używania w opisach słów “był” i “miał”. Jasne – nie wszystkie da się zastąpić, ale opisy “wizytówkowe” są nudne i ciężkie do spamiętania przez czytelników.

 

Sporo pracy przed Tobą, ale to jest wszystko do ogarnięcia. Wierzę w Ciebie i życzę powodzenia!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

A tak w ogóle, to widać, że zbierasz inspiracje na wielu płaszczyznach. Są różne kultury, różne źródła archetypów – to mi się podobało.

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Krokus ach przyjemnie czytać, że coś jest dobrze. Nie jestem tu do tego przyzwyczajony :)

 

Piszę sobie teraz całkiem nowy tekst i myślę, że na pewno dam do bety. :)))

 

Dzięki i pozdrawiam!!! :)

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

Cześć :)

 

No, Dawidzie, nie jest to Twój najlepszy tekst. Nie jest też najgorszy, ale nie stey nie mogę tym razem Cię pochwalić :(

Zaczynasz nawet ciekawie, tą postacią z prekognicją, ale już po chwili ją porzucasz, więc mam problem, bo nie wiem czemu miało służyć jej wprowadzenie.

Potem poszedłeś dalej ciekawie, z tą otwartą bramą do piekła, niestety od tego momentu jest coraz słabiej. Bo przedstawiona przez Ciebie grupka łowców jest z lekka nijaka, ledwo co zarysowana. Złola też nie przedstawiasz należycie IMHO, bardziej skupiając się na jego pomiocie. Mało tego złego ktosia, który tryumfuje na końcu.

Gdzieś tam w środku trochę przegadałeś, gdzieś niedopowiedziałeś, ogólnie warsztatowo bywało u Ciebie lepiej.

Najsłabsza jest końcówka, bo, jak pisałem wcześniej, z akapitu na akapit coraz gorzej mi się Twoje opowiadanie czytało. Ci bohaterowie, sprzymierzeńcy ludzkości, giną tak po prostu, w zasadzce, bez żadnej dramaturgii, bez dynamiki – zamiast pokazać czytelnikowi ich śmierć, Ty ją opowiedziałeś, w dodatku bardzo lakonicznie.

Pomysł może nie był świetny, może nie był oryginalny, ale jakiś był i dałoby się go może przekuć w coś ciekawego, niestety tym razem zawiodło wykonanie.

Ale pisz dalej. Może to przez narzucony temat tym razem poszło słabiej < ulubiona_emotka_baila >

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Outta Sewer dzięki!

 

Uwagi zapamiętam i na pewno wykorzystam :)

 

Pozdr.

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

 

Hej, mam podobne odczucia co poprzednicy. Przydałoby się bardziej rozwinąć końcówkę bo sam triumf zła jest sprowadzony do raptem jednego akapitu. Limit pozwalał na zmiany, więc nie trzeba się spieszyć.

 

Sama narracja poprowadzona jest lepiej niż w poprzednim opowiadaniu, które miałem okazję czytać. Tutaj prawie wszystko ma swój konkretny cel i nie zaburza odbioru, chociaż brak jakiegoś większego zaskoczenia, wyjścia poza standardową procedurę. Postać starca z pierwszej części opowiadania wydawała mi się interesująca, ale niestety nie rozumiem, jak miała się do reszty.

 

Że kapłani niewiele zrobią przeciw opisanemu złu było wiadomo, bo takie jest założenie konkursu, ale że dadzą się zaskoczyć jak małe dzieci, tego nie przewidziałam.

Opowiadanie, jak na mój gust, raczej takie sobie, skupione na paskudnym charakterze i takimż wyglądzie zła, i opisaniu krwawych scen. Mimo wszystko pewne nadzieje pokładałam w praktykach kapłanów, ale i oni zawiedli.

Wykonanie mogłoby być lepsze.

 

Trzę­są­cy z zimna, żar­li­wie się mo­dlił… ―> Powinno być Trzęsąc się z zimna… ale widać chciałeś uniknąć powtórzenia.

Proponuję: Drżąc/ Dygocząc z zimna, żar­li­wie się mo­dlił

 

– Wy­glą­da­ło jak wiel­ki goryl. – ode­zwał się jeden z jej ko­le­gów… ―> Zbędna kropka po wypowiedzi.

 

– Może ja­kieś zwie­rze ucie­kło z Zoo, ale.. nieee, to nie­moż­li­we. ―> – Może ja­kieś zwie­rzę ucie­kło z zoo, ale nieee, to nie­moż­li­we.

 

Łapy wy­po­sa­żo­ne w bar­dzo dłu­gie pa­zu­ry. ―> Łapy z bardzo długimi pazurami.

Za SJP PWN: wyposażyć – 1. «zaopatrzyć w przedmioty potrzebne do prawidłowego funkcjonowania czegoś lub do wykonywania czegoś» 2. daw. «dać posag»

 

Kilka osób zo­ba­czy­ło ich oczy, były to czer­wo­ne śle­pia, w któ­rych widać było sza­leń­stwo, ale też in­te­li­gen­cję. ―> Czy przerażona młodzież zastanawiałaby się, co widzi w oczach zwierząt?

 

Ka­płan imie­niem Łu­kasz przy­go­to­wał nie­opo­dal ich domów nie­wiel­ki oł­tarz, w któ­rym po­wy­ry­wał trawę i prze­ko­pał zie­mię. ―> Czy dobrze rozumiem, że Łukasz przygotował ołtarz z trawy i ziemi, po czym trawę powyrywał a ziemię przekopał?

 

stra­ci­ły całą swoją po­przed­nią pew­ność sie­bie.

Dla swo­jej wy­go­dy… ―> Nadmiar zaimków.

 

Z wy­sił­ku ka­płan za­czął gło­śno dy­szeć. ―> Zbędne dopowiedzenie – dyszenie jest głośne z definicji.

 

wpa­try­wa­li się teraz w unie­ru­cho­mio­ne­go, oka­le­czo­ne­go mor­der­cę. Po­twór za­czął się zmie­niać, pierw­sze prze­kształ­ci­ły się jego czer­wo­ne śle­pia. Za­stą­pi­ły je ludz­kie oczy piw­ne­go ko­lo­ru. Łeb zmniej­szył się. Znik­nę­ła sierść za­stą­pio­na przez czer­wo­ną skórę, która wy­glą­da­ła jakby była po­pa­rzo­na. Prze­kształ­cił się nos oraz po­ja­wi­ły usta. Po chwi­li trans­for­ma­cja za­koń­czy­ła się, widok był prze­ra­ża­ją­cy i oso­bli­wy. Na ubru­dzo­nym od krwi fo­te­lu znaj­do­wał się unieruchomiony… ―> Siękoza, powtórzenia.

 

Wię­zień pra­wie na­tych­miast za­czął gło­śno wrzesz­czeć. ―> Zbędne dopowiedzenie – wrzask jest głośny z definicji.

 

a Dawid ski­nął, że mówi praw­dę. ―> Raczej: …a Dawid przyznał, że mówi praw­dę.

 

– Na co jest wraż­li­wy? – padło py­ta­nie ―> Brak kropki po didaskaliach.

 

– Nie wiem, pew­nie na to co ja. Pro­szę za­bij­cie mnie. – bła­gał po­twór. ―> Zbędna kropka po wypowiedzi.

 

 – Po­pa­trz­cie! – pod­nie­co­ny ka­płan wska­zał coś ręką. ―> – Po­pa­trz­cie! – Pod­nie­co­ny ka­płan wska­zał coś ręką.

 

– Je­ste­śmy już bli­sko, jego za­pach jest bar­dzo mocny. – po­in­for­mo­wał Ma­te­usz… ―> Zbędna kropka po wypowiedzi.

 

Otwo­rzył pasz­czę i wydał prze­ra­ża­ją­cy nie­zwy­kle gło­śny ryk.

– KHAGA LET MASAB PADA! ―> Czy ryczał wielkimi literami?

 

walkę wy­gra­ły siły zła. ―> walkę wy­gra­ły siły zła.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy chyba zacznę się odchudzać

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

Dawidzie, skoro, jak kiedyś wyznałeś, zmagasz się z nadwagą, to jest to słuszne postanowienie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy nie doprowadzę się do czegoś takiego jak kiedyś :) Dużo m pomogło, że trzymałaś za mnie kciuki jak byłem na turnieju. To się nazywa karma :)))

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

Hail Discordia

Nowa Fantastyka