- Opowiadanie: Shanti - Złodziejka Ciał

Złodziejka Ciał

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Złodziejka Ciał

Dwunastu mężczyzn, łudząco do siebie podobnych, wpatrywało się wyczekująco w osobnika siedzącego u szczytu stołu. Każdy z nich miał przylizaną fryzurę, gładko ogoloną brodę i krawat w stonowanym kolorze.

– Cze­ka­my, panie Mar­ti­nez – ode­zwał się jeden z nich.

– Tak, ekhm… – od­chrząk­nął je­go­mość.

Mimo ele­ganc­kie­go ubio­ru wy­raź­nie od­sta­wał wy­glą­dem od po­zo­sta­łych. Gar­ni­tur w kratę z do­pa­so­wa­ną ka­mi­zel­ką i ja­snym kra­wa­tem wy­da­wał się ogrom­nym faux pas w po­łą­cze­niu z kil­ku­dnio­wym za­ro­stem.

– Przej­rza­łem do­ku­men­ty, które pa­no­wie ła­ska­wie mi prze­ka­za­li do wglą­du. Pa­mię­tam oczy­wi­ście o ab­so­lut­nej po­uf­no­ści. – Po­now­nie od­chrząk­nął ner­wo­wo. – Nie do końca jed­nak ro­zu­miem, czego pań­stwo ode mnie ocze­ku­je­cie. Spra­wy, z któ­ry­mi się za­po­zna­łem, były w większości roz­wią­za­ne, zbrodni do­ko­na­ły różne osoby, w róż­nym cza­sie. Na­to­miast ja je­stem Pro­fi­la­to­rem, spe­cja­li­zu­ję się w psy­cho­lo­gii i okre­śla­niem po­żą­da­nych pro­fi­li oso­bo­wo­ścio­wym dla I.S.P.Z.A.

Po­zo­sta­li męż­czyź­ni wy­mie­ni­li spoj­rze­nia.

– Chce­my, aby okre­ślił pan oso­bo­wość, a do­ce­lo­wo po­ten­cjal­ną toż­sa­mość mor­der­cy. Mamy po­wo­dy, aby wie­rzyć, że stoi za tym jedna osoba.

Se­ba­stian Mar­ti­nez zmarsz­czył brwi i jesz­cze raz spoj­rzał na le­żą­ce przed nim pa­pie­ry. Po­krę­cił głową. 

– Nie ro­zu­miem – przy­znał. – Część z aresz­to­wa­nych zo­sta­ła ska­za­na na bazie nie­pod­wa­żal­nych do­wo­dów, je­że­li są nie­win­ni…

– Tego nie po­wie­dzia­łem – prze­rwał mu ten sam męż­czy­zna, który ode­zwał się wcze­śniej. Se­ba­stian na­zwał go w my­ślach Przy­wód­cą. – Nie cho­dzi też o to, że skło­ni­ła ich do zbrod­ni jedna osoba. Mor­der­ca był jeden, ale w róż­nych… cia­łach.

Mar­ti­nez otwo­rzył usta za­sko­czo­ny, ale zaraz je za­mknął. Opu­ścił wzrok na do­ku­men­ty, ale wcale ich nie wi­dział. Zbie­rał myśli i tra­wił to, co usły­szał.

– Je­że­li do­brze pana ro­zu­miem, mó­wi­my tutaj o Zło­dzie­ju Ciał. – Jego słowa wy­wo­ła­ły ewi­dent­nie po­ru­sze­nie wśród ze­bra­nych: ner­wo­we lu­zo­wa­nie kra­wa­tów, po­pra­wia­nie się na krze­słach czy gniew­ne szep­ty.

Prze­wod­ni­czą­cy uci­szył ich unie­sio­ną dło­nią.

– Zło­dziej Ciał – pod­jął Se­ba­stian, czer­piąc dziw­ną sa­tys­fak­cję z nadal wi­docz­ne­go dys­kom­for­tu biu­ro­kra­tów. – Cóż, nie są­dzi­łem, że jesz­cze jacyś ist­nie­ją. To zu­peł­nie zmie­nia po­stać rze­czy.

– Ro­zu­mie pan, że taka in­for­ma­cja mo­gła­by wy­wo­łać ogrom­ne po­ru­sze­nie w na­szym upo­rząd­ko­wa­nym sys­te­mie? Ocze­ku­je­my po­uf­no­ści i de­li­kat­no­ści w śledz­twie. Wy­bra­li­śmy pana ze wzglę­du na pań­ską pracę dok­tor­ską sprzed kilku lat, która sku­pia­ła się wła­śnie na tych­że.

– Och… – Nagle zro­bi­ło mu się go­rą­co. Po­czuł pot spływający mu po ple­cach. Ner­wo­wo prze­łknął ślinę. – Nie są­dzi­łem, że zo­sta­ły jesz­cze ja­kieś kopie po cenz… wy­co­fa­niu do­ku­men­tu – po­pra­wił się szyb­ko.

Prze­wod­ni­czą­cy po­chy­lił się i zło­żył ręce na stole.

– Pań­ska książ­ka nie zo­sta­ła ocen­zu­ro­wa­na. Uzna­li­śmy jed­nak, że prze­cięt­ny oby­wa­tel nie po­trze­bu­je do niej do­stę­pu. W każ­dym razie, posiadając taką eks­per­ty­zę, wie­rzy­my, że już teraz ma pan dla nas ja­kieś in­for­ma­cje.

Pro­fi­la­tor po­ki­wał głową, wziął głęb­szy od­dech w de­spe­rac­kiej pró­bie za­pa­no­wa­nia nad stre­sem.

– Cóż, same mor­derstwa są okrut­ne, szcze­gó­ło­wo za­pla­no­wa­ne, co widać po do­kład­niej­szych oglę­dzi­nach miejsc zbrod­ni. Wska­zu­je to na jed­nost­kę wy­szko­lo­ną i dys­funk­cyj­ną. Taką, która nie jest zdol­na funk­cjo­no­wać w na­szym spo­łe­czeń­stwie, a więc z pew­no­ścią zi­den­ty­fi­ko­wa­ła­by ją I.S.P.Z.A pod­czas co trzy­let­nich ska­nów oby­wa­te­li lub na gra­ni­cy. Musi po­cho­dzić więc z wy­klu­czo­nych, za­miesz­ku­ją­cych znisz­czo­ne te­re­ny post­in­du­strial­ne i ja­kimś spo­so­bem prze­do­sta­wać się na te­re­ny Asy­lium.

 

***

Kie­dyś

 

– Vanja, na co cze­kasz! – Oj­ciec sta­nął za nią i lekko się po­chy­lił. Ze zło­ścią dy­szał nad jej uchem. – Prze­ka­zu­ję ci wszyst­ko, co wiem. Całe moje dzie­dzic­two, wie­dzę o tym jak przej­mo­wać ciała, aby­śmy kie­dyś mogli wspól­nie oba­lić sys­tem Asy­lium i od­zy­skać ode­bra­ne nam miej­sce… A ty… Ty się wa­hasz? Po wszyst­kim, co dla cie­bie po­świę­ci­łem. – Zimny głos do­tarł do niej, a męż­czy­zna się wy­pro­sto­wał.

Ośmio­let­nia dziew­czyn­ka pła­ka­ła, a ręce, w któ­rych trzy­ma­ła na­są­czo­ny tru­ci­zną szty­let, drża­ły.

– Ojcze, pro­szę… nie jego – wy­szep­ta­ła, pa­trząc w piwne i prze­ra­żo­ne oczy sta­re­go kun­del­ka, któ­re­go przy­gar­nę­ła kilka dni wcze­śniej. – On mi ufa, ja… nie mogę.

– Vanja, ro­bi­my to dla two­je­go dobra. – Po­ło­żył ręce na jej ra­mio­nach i bo­le­śnie wbił kciu­ki w skórę. – Mu­sisz być go­to­wa do po­świę­ceń. Nie mo­żesz się przy­wią­zy­wać, bo wszy­scy i tak cię kie­dyś zdra­dzą.

 

***

– Tego do­my­śli­li­śmy się sami, panie Mar­ti­nez. – W gło­sie Prze­wod­ni­czą­ce­go wy­raź­nie wy­brzmia­ło znie­cier­pli­wie­nie.

– Tak, tak, oczy­wi­ście – od­chrząk­nął. – Jed­nost­ka prze­ja­wia wy­raź­ną nie­chęć do ko­biet, ich ciała były zde­cy­do­wa­nie bar­dziej oka­le­czo­ne, a śmierć bo­le­sna. Na­to­miast pa­no­wie wy­da­ją się wręcz po­trak­to­wa­ni ulgo­wo. Nie wszy­scy, ale widzę tutaj pe­wien wzo­rzec… Za­ry­zy­ko­wał­bym też stwier­dze­nie, choć nie mam stu­pro­cen­to­wej pew­no­ści, że nasz po­dej­rza­ny to ko­bie­ta. Wy­ko­rzy­sta­ne osoby, to w zde­cy­do­wa­nej prze­wa­dze płeć pięk­na. Choć zło­dziej może ukraść do­wol­ne ciało, na­tu­ral­niej czuje się w kształ­tach, które zna.

 

***

Kie­dyś

 

Dwu­na­sto­let­nia Vanja wpa­try­wa­ła się w nie­ru­cho­me ciało matki le­żą­ce na pod­ło­dze. Szturch­nę­ła stopą jej rękę, ale ko­bie­ta nie za­re­ago­wa­ła. Dziew­czyn­ka prze­mknę­ła wzro­kiem po pu­stych bu­tel­kach wa­la­ją­cych się wokół i wy­mio­ci­nach w kącie. Skrzy­wi­ła się, gdy do jej noz­drzy do­tarł, in­ten­syw­niej­szy niż zwy­kle, odór nie­my­te­go ciała, moczu i ta­nie­go al­ko­ho­lu. Za­ci­snę­ła pię­ści, gdy za­bur­cza­ło jej w brzu­chu.

– Obie­ca­łaś – wy­szep­ta­ła z furią, wpa­tru­jąc się w ko­bie­tę, wobec któ­rej, coraz czę­ściej od­czu­wa­ła już tylko nie­na­wiść wy­mie­sza­ną z po­gar­dą.

Od­wró­ci­ła się i sta­now­czym kro­kiem wy­szła z ubo­gie­go sa­lo­ni­ku, któ­re­go je­dy­ne wy­po­sa­że­nie sta­no­wi­ły dziu­ra­wa ka­na­pa i roz­kle­ko­ta­ny kre­dens. Po chwi­li wró­ci­ła z po­gię­tym wia­drem w ręku. Za­mach­nę­ła się i wy­la­ła jego za­war­tość na pi­jacz­kę.

– C-c-co… – jęk­nę­ła le­żą­ca, gdy nie­mra­wy­mi ru­cha­mi pró­bo­wa­ła wy­trzeć mętną wodę z twa­rzy. Błą­dzi­ła wzro­kiem na boki, ale do­pie­ro po chwi­li za­uwa­ży­ła córkę.

– Ooo… Va­niia… ko­ooanie… daaj… – Mu­riel nie mogąc w pełni wy­ar­ty­ku­ło­wać swo­jej proś­by, wy­cią­gnę­ła dłoń w kie­run­ku na­po­czę­tej bu­tel­ki sto­ją­cej nie­opo­dal.

Dziew­czyn­ka przez chwi­lę wpa­try­wa­ła się w matkę.

Nagle na­dep­nę­ła na jej wy­cią­gnię­tą rękę i mocno na­par­ła. Z gar­dła ko­bie­ty wy­do­był się wrzask bólu.

– Obie­ca­łaś, że pój­dziesz do pracy, aby­śmy miały co jeść – wy­szep­ta­ła Vanja, po­chy­la­jąc się nad nią – skoro nie chcesz po do­bro­ci, to cię zmu­szę.

Chwy­ci­ła ją dłoń­mi za czoło i mocno ści­snę­ła.

Zwy­mio­to­wa­ła, gdy le­d­wie kilka se­kund póź­niej spoj­rza­ła na świat ocza­mi ro­dzi­ciel­ki. Przej­mo­wa­nie czy­je­goś ciała za­wsze było czymś nie­przy­jem­nym – jakby ktoś za­mknął ją w szczel­nym, zbyt małym gu­mo­wym worku, w któ­rym bra­ko­wa­ło po­wie­trza. Do tego się jed­nak przy­zwy­cza­iła. Czego się nie spo­dzie­wa­ła, to pierw­sze­go w życiu upo­je­nia al­ko­ho­lo­we­go.

Po­tra­fi­ła za­cho­wać w miarę trzeź­wy umysł, ale świat wokół niej roz­ma­zy­wał się i wi­ro­wał. Ciało miało w sobie ogrom­ne ilo­ści używ­ki i prze­ję­cie tego nie zmie­ni­ło. Za­ta­cza­jąc się wy­pa­dła z ma­łe­go domku w slum­sach i zaraz za pro­giem upa­dła twa­rzą w błoto.

– Zmu­szę cię – wy­sy­cza­ła nadal tar­ga­na furią wie­dząc, że matka musi to sły­szeć. – Nie ma już ojca, który się nami opie­ko­wał. Mu­sisz się ogar­nąć albo na­stęp­nym razem zro­bię coś gor­sze­go… i każę ci pa­trzeć.

Przej­mu­jąc czy­jeś ciało, Vanja zwy­kle spy­cha­ła świa­do­mość wła­ści­cie­la bar­dzo głę­bo­ko, tak aby za­miast wspo­mnień z tego, co ro­bi­ła, w gło­wie zo­sta­ła tylko pust­ka. Mogła też po­zwo­lić na jego obec­ność i zmu­sić do pa­trze­nia na wszyst­ko, co robi, ba­wiąc się jego bez­sil­no­ścią.

 

***

– Co ma pan dzi­siaj dla nas?

– Przej­rza­łem jesz­cze raz do­star­czo­ne akta. Za­po­zna­łem się też z ostat­ni­mi do­wo­da­mi, jak mnie­mam z ubie­głej nocy? – Se­ba­stian po­lu­zo­wał ma­ho­nio­wy kra­wat, który tylko wzma­gał stres to­wa­rzy­szą­cy mu, odkąd Biuro Bez­pie­czeń­stwa za­pro­si­ło go do udzia­łu w śledz­twie. I choć w teo­rii była to proś­ba, tak na­praw­dę nie mógł od­mó­wić.

Skąpe ski­nie­nie mu­sia­ło mu wy­star­czyć za od­po­wiedź.

– Wiemy, że Zło­dziej­ka musi współ­pra­co­wać z re­be­lian­ta­mi. Ofia­ry zde­cy­do­wa­nie nie są przy­pad­ko­we, mamy tu jasny wzo­rzec. Co jed­nak mnie nur­to­wa­ło, to py­ta­nie dla­cze­go? – Spoj­rzał na po­zba­wio­ne emo­cji ogo­lo­ne twa­rze, szu­ka­jąc ja­kich­kol­wiek oznak za­in­te­re­so­wa­nia. – W końcu były to mor­der­stwa, któ­ry­mi Biuro mu­sia­ło się za­in­te­re­so­wać. Same akty prze­mo­cy… – Po­krę­cił głową, pod­no­sząc zdję­cie z ostat­nie­go miej­sca zbrod­ni. – Dzię­ki In­no­wa­cyj­nej Sztucz­nej Per­so­nie Za­rząd­czej Alfa udało nam się zmniej­szyć ich licz­bę nie­mal do zera. I.S.P.Z.A. wy­eli­mi­no­wa­ło nie­pa­su­ją­ce do na­sze­go pa­cy­fi­stycz­ne­go i po­ukła­da­ne­go sys­te­mu jed­nost­ki, które sta­no­wi­ły za­gro­że­nie. Tego typu zbrod­nie są więc bar­dzo ry­zy­kow­ne. W przy­pad­ku pierw­szych zgo­nów ktoś silił się na ostroż­ność i po­zo­ro­wa­nie wy­pad­ków. W kwe­stii ostat­nich… nasz za­bój­ca za­czy­na być aro­ganc­ki i prze­sta­je się ukry­wać.

– Mówił pan o tym, dla­cze­go współ­pra­cu­je z re­be­lian­ta­mi?

– Ach tak, prze­pra­szam, te dy­gre­sje – mruk­nął, ner­wo­wo ukła­da­jąc pa­pie­ry w zgrab­ny sto­sik – więc za­da­łem sobie py­ta­nie dla­cze­go? Pi­sząc pracę dok­tor­ską, nie mia­łem oczy­wi­ście moż­li­wo­ści ba­da­nia Zło­dziei Ciał. Zo­sta­li oni szyb­ko zneu­tra­li­zo­wa­ni jako jeden z głów­nych prio­ry­te­tów po po­wsta­niu I.S.P.Z.A. Dotarłem jed­nak do no­tat­ek sprzed kil­ku­na­stu lat, kiedy, udało się kil­ko­ro schwy­tać żyw­cem. Otóż więk­szość z nich, co w sumie nie dziwi, to sa­mot­ni­cy i od­lud­ki, by­naj­mniej nie z wy­bo­ru. Od­rzu­ce­ni przez spo­łe­czeń­stwo, rów­nież przez swych po­bra­tym­ców, pra­gnę­li po­czu­cia przy­na­leż­no­ści. Ich aro­gan­cja, która ro­dzi­ła się prę­dzej czy póź­niej ze wzglę­du na po­zor­ną nie­śmier­tel­ność, po­trze­bo­wa­ła po­dzi­wu, ad­mi­ra­cji… wi­dow­ni. Po­dej­rze­wam, że nasza Zło­dziej­ka zwró­ci­ła się do par­ty­zan­tów, ofe­ru­jąc swoje usłu­gi, po­nie­waż szu­ka­ła po­kla­sku i do­ce­nie­nia.

 

***

Obec­nie

 

Vanja mil­cza­ła dłuż­szą chwi­lę, świ­dru­jąc brą­zo­wy­mi ocza­mi męż­czy­znę sto­ją­ce­go przed nią. Ten, choć pró­bo­wał wal­czyć w tym po­je­dyn­ku na spoj­rze­nia, szyb­ko się pod­dał i od­wró­cił wzrok.

– Mu­sisz mnie zro­zu­mieć, Ro­ba­ku. Wiem, że ina­czej się uma­wia­li­śmy, ale wpusz­cze­nie w nasze sze­re­gi kogoś ta­kie­go jak ty…

– Kogoś ta­kie­go jak ja? Po­wiedz to, Ilia, do­kończ to, co chcia­łeś po­wie­dzieć – wy­sy­cza­ła Vanja, z tru­dem pa­nu­jąc nad sobą. Zwró­cił się do niej ksyw­ką, któ­rej szcze­rze nie zno­si­ła, choć sama wy­bra­ła ją do kon­tak­tów z re­be­lian­ta­mi.

– Krad­niesz ciała, Ro­ba­ku – po­wie­dział spo­koj­nie, choć czuł pot po­wo­li spły­wa­ją­cy po czole. Stą­pał po grzą­skim grun­cie i do­sko­na­le o tym wie­dział. – To zbyt duże ry­zy­ko dla na­szej spra­wy, w końcu mamy szan­sę oba­lić Asy­lium i ich chore rządy.

Vanja po­ki­wa­ła głową, uda­jąc, że ro­zu­mie i po­dra­pa­ła się po za­ro­śnię­tej bro­dzie. 

– Więc wy­ko­rzy­sta­li­ście mnie do brud­nej ro­bo­ty. Wy­eli­mi­no­wa­łem wa­szych wro­gów, waż­nych po­li­ty­ków lub tych, któ­rzy ewi­dent­nie byli na tro­pie spi­sku. – Za­śmia­ła się, ale nie było w tym ani odro­bi­ny we­so­ło­ści. Z za­do­wo­le­niem ob­ser­wo­wa­ła, jak roz­mów­ca wzdry­ga się pod wpły­wem wy­ćwi­czo­ne­go śmie­chu. – A gdy ro­bo­ta wy­ko­na­na, nie chce­cie wy­wią­zać się z umowy. Niby mogę z tym żyć, ale… – Po­de­szła bli­żej cie­sząc się, że na to spo­tka­nie wy­bra­ła ro­słe­go zbira, o twa­rzy po­ora­nej bli­zna­mi. – Ilia, po­wiedz mi, skoro teraz nie chce­cie, abym był jed­nym z was, to gdzie wi­dzi­cie dla mnie miej­sce po tej wa­szej re­wo­lu­cji?

Bun­tow­nik zbladł i dziew­czy­na wie­dzia­ła, że tra­fi­ła w samo sedno. Pa­lą­cy gniew, który tak sza­lał, aby wy­do­stać się na ze­wnątrz za­mie­nił się w lo­do­wą bryłę.

Ze­msta, tylko na zimno, Vanja. Taka sma­ku­je naj­le­piej, głos ojca roz­brzmiał jej w gło­wie, a ona po­wo­li wzię­ła głę­bo­ki od­dech. Opa­no­wa­ła chęć po­de­rżnię­cia gar­dła zdraj­cy tu i teraz.

– Ro­zu­miem. W takim razie to tro­chę głu­pie, że przy­sze­dłeś na spo­tka­nie sam.

Dzie­lił ich za­le­d­wie krok. Ilia ner­wo­wo prze­łknął ślinę i ob­li­zał wargi.

– Nie chcesz mieć wśród nas wro­gów, a tak bę­dzie, jeśli mnie za­bi­jesz – szep­nął. Od­chrząk­nął, pró­bu­jąc wyjść na pew­niej­sze­go sie­bie niż był. – Mo­żesz za­brać moje ciało, ale na to je­ste­śmy przy­go­to­wa­ni. Nie uda ci się ich oszu­kać.

Zło­dziej­ka przez chwi­lę mie­rzy­ła go wzro­kiem, a potem nagle po­sła­ła mu sze­ro­ki uśmiech.

– Niech bę­dzie. Bez urazy. – Cof­nę­ła się wzru­sza­jąc ra­mio­na­mi.

Ilia, nie ­do­wie­rza­jąc, przy­glą­dał się jej jesz­cze przez chwi­lę, ale wi­dząc, że fak­tycz­nie nie za­mie­rza ata­ko­wać, ski­nął głową na po­że­gna­nie i znik­nął w ciem­nej ulicz­ce.

Vanja przez kilka chwil stała nie­ru­cho­mo. W końcu po­de­szła do śmiet­ni­ka i spoj­rza­ła na mysz­ku­ją­ce w nim szczu­ry. Gdy jeden zna­lazł się w jej za­się­gu, chwy­ci­ła go i prze­ję­ła ciało.

To, czego wielu nie wie­dzia­ło o Zło­dzie­jach, to to, że mogli przej­mo­wać kon­tro­lę nad zwie­rzę­ta­mi. O wiele bar­dziej ry­zy­kow­ne niż w przy­pad­ku ży­ją­cych ludzi, ale do wy­ko­na­nia. Li­czył się czas, do­pó­ki nie za­miesz­ki­wa­ła tych po­włok zbyt długo, mogła wró­cić do swo­je­go głów­ne­go lub in­ne­go ciała. Za­cie­ra­ła w ten spo­sób po sobie ślady: prze­ska­ki­wa­nie mię­dzy ludź­mi, choć trud­ne, było moż­li­we do wy­śle­dze­nia, ale zwie­rzę­ta? Szcze­gól­nie upodo­ba­ła sobie szczu­ry – ma­łe, ob­śli­zgłe i prze­my­ka­ją­ce ka­na­ła­mi.

Na­iw­no­ścią z mojej stro­ny było wie­rze­nie, że za­ak­cep­to­wa­li­by­ście mnie taką jaką je­stem. Ale to ukry­wa­nie się jest takie mę­czą­ce. Są­dzi­łam, że przyj­mie­cie mnie jak jedną z was i razem ob­ró­ci­my wszyst­ko w pył my­śla­ła, ale skoro nie je­ste­ście za­in­te­re­so­wa­ni, to chyba nie zo­sta­wia­cie mi wy­bo­ru. Muszę na was do­nieść. Wolę stary i znany układ, niż waszą re­be­lię, je­że­li w żad­nej wer­sji nie ma miej­sca dla ta­kich jak ja.

 

***

– Za­kła­dam rów­nież, że nie ma zbyt­nie­go opar­cia w ro­dzi­nie. – Se­ba­stian za­bęb­nił pal­ca­mi o blat stołu, in­ten­syw­nie my­śląc. Od­chy­lił się na krze­śle i po­dra­pał po bro­dzie. – Ina­czej nie szu­ka­ła­by po­kla­sku wśród bun­tow­ni­ków. Bio­rąc pod uwagę, że ko­bie­tom za­da­wa­ła o wiele bo­le­śniej­szą śmierć, za­kła­dał­bym, że to matka w głów­nej mie­rze jest dys­funk­cyj­na. Nie zdaje sobie z tego spra­wy, ale praw­do­po­dob­nie prze­no­si trud­ne emo­cje wobec ro­dzi­ciel­ki na swoje ofia­ry.

 

***

Sie­dzia­ła przy stole na­bur­mu­szo­na i z za­ło­żo­ny­mi rę­ka­mi. Nie od­ry­wa­ła wzro­ku od matki, która ner­wo­wo krzą­ta­ła się po czy­stej, choć ubo­giej kuch­ni. Stara ku­chen­ka elek­trycz­na po uru­cho­mie­niu wy­da­wa­ła dziw­ne od­gło­sy, blat miał licz­ne wy­tar­cia i dziu­ry, a me­ta­lo­wy zlew był pra­wie w po­ło­wie prze­żar­ty rdzą.

– Już… już po­da­ję, ko­cha­nie – po­wie­dzia­ła Mu­riel, pró­bu­jąc jed­no­cze­śnie ope­ro­wać po­gię­tą pa­tel­nią z ja­jecz­ni­cą, pa­pie­ro­sem w ustach oraz gwiż­dżą­cym czaj­ni­kiem z wodą na skra­dzio­ną kawę. – Pro­szę. – Po­sta­wi­ła przed córką ta­lerz, a sama usia­dła obok.

Drżą­cą ręką chwy­ci­ła pa­pie­ro­sa i strze­pa­ła po­piół do po­piel­nicz­ki.

– Dzię­ki. Ty nie jesz?

– Tak, tak. – Wzię­ła wi­de­lec i wmu­si­ła w sie­bie dwa kęsy. Nie od­ry­wa­ła jed­nak wzro­ku od córki, ze­stre­so­wa­na fak­tem, że coś mo­gło­by się jej nie spodo­bać. – Wy­sprzą­ta­łam – za­czę­ła nie­pew­nie. – Spe­cjal­nie dla cie­bie. Jest tak, jak lu­bisz.

– Widzę – od­po­wie­dzia­ła chłod­no Vanja, od­kła­da­jąc sztućce.

Spoj­rza­ła wy­cze­ku­ją­co na matkę, wie­dząc, że ta cze­goś chce.

– Byłam ostat­nio grzecz­na. – Mu­riel po­sła­ła córce lekko prze­ra­żo­ny uśmiech. Za­cią­gnę­ła się po raz ostat­ni, po czym gwał­tow­nie zga­si­ła pa­pie­ro­sa. – Wy­sprzą­ta­łam, zro­bi­łam nawet śnia­da­nie z oka­zji two­ich uro­dzin.

– O któ­rych ci wczo­raj przy­po­mnia­łam.

– Więc po­my­śla­łam, że… że może i mi się coś na­le­ży – kon­ty­nu­owa­ła, nie re­agu­jąc na ostat­ni ko­men­tarz – bo wiesz, jest mi tak t… trud­no. Wiesz, że sta­ram się, jak mogę. – Jej noga za­czę­ła ner­wo­wo pod­ska­ki­wać pod sto­łem, a serce ko­ła­ta­ło się w pier­si tak bo­le­śnie jakby wła­śnie prze­bie­gła ma­ra­ton. Sku­li­ła ra­mio­na i spu­ści­ła wzrok, z tru­dem pa­nu­jąc nad sobą. Za­ci­snę­ła drżą­ce ręce na ko­la­nach i cze­ka­ła. Prze­łknę­ła ślinę.

Vanja przez chwi­lę przy­glą­da­ła się matce ze zmru­żo­ny­mi ocza­mi. W końcu wes­tchnę­ła, po czym wsta­ła od stołu i po­de­szła do drew­nia­ne­go kre­den­su sto­ją­ce­go po pra­wej. Otwo­rzy­ła drzwicz­ki i do­kład­nie przyj­rza­ła się za­war­to­ści. Prze­li­czy­ła bu­tel­ki, kilka nawet pod­nio­sła, spraw­dza­jąc, czy na pewno nie są puste, a jesz­cze inne otwo­rzy­ła i po­wą­cha­ła, upew­nia­jąc się, że nadal wy­peł­nia je al­ko­hol.

Zer­k­nę­ła na matkę, która po­tul­nie sie­dzia­ła na krze­śle. Jej ner­wo­we stu­ka­nie stopą za­czy­na­ło do­pro­wa­dzać ją do furii.

– Zga­dza się – po­wie­dzia­ła w końcu. – Cie­szę się, że ostat­nia kara po­dzia­ła­ła i nie pró­bu­jesz mnie już oszu­ki­wać.

Mu­riel wzdry­gnę­ła się na samo wspo­mnie­nie.

– Ależ skąd, ko­cha­nie, nie mo­gła­bym – wy­ją­ka­ła i za­czę­ła się trząść.

Vanja się­gnę­ła po jedną z bu­te­lek, po­de­szła do matki i wy­cią­gnę­ła al­ko­hol w jej stro­nę. Ko­bie­ta ze­rwa­ła się z pi­skiem krze­sła, chwy­ci­ła bu­tel­kę i ob­ję­ła córkę.

– Dz… dzię­ku­ję! Nie po­ża­łu­jesz tego, będę się dalej sta­rać!

Za­mar­ła, gdy po­czu­ła ręce ro­dzi­ciel­ki. Twarz Vanji stę­ża­ła, a przez maskę chło­du na mo­ment prze­bi­ła się burza emo­cji: tę­sk­no­ty, ra­do­ści i smut­ku. Te jed­nak szyb­ko ustą­pi­ły, gdy Mu­riel po krót­kiej chwi­li ode­rwa­ła się od niej i znik­nę­ła w są­sied­nim po­ko­ju, cał­ko­wi­cie od­da­jąc się swo­jej je­dy­nej mi­ło­ści – na­ło­go­wi.

Zło­dziej­ka przy­mknę­ła na mo­ment błysz­czą­ce oczy i za­ci­snę­ła zęby. Wzię­ła kilka głęb­szych od­de­chów.

– Dla­cze­go, dla­cze­go, nie mo­żesz po pro­stu… – wy­szep­ta­ła.

 

***

 

– Na po­cząt­ku była bar­dzo ostroż­na. – Pro­fi­la­tor wstał od stołu, zmę­czo­ny wie­lo­go­dzin­nym sie­dze­niem i wyj­rzał przez wy­so­kie okna na mia­sto w dole. Wy­so­kie prze­szklo­ne wie­żow­ce znaj­do­wa­ły się po jednej stro­nie, a z dru­giej można było do­strzec ni­skie domki jed­no­ro­dzin­ne. – Myślę, że ma ja­kieś ciała na po­do­rę­dziu. Takie, któ­rych nie można by w żaden spo­sób z nią po­wią­zać. Spraw­dza­li­ście znik­nię­cia wśród wy­klu­czo­nych? Takie, w któ­rych nigdy nie zna­le­zio­no zwłok?

 

***

 

– Jak się dzi­siaj mamy, Jack? – za­py­ta­ła we­so­ło ob­ro­śnię­te­go męż­czy­znę ły­pią­ce­go na nią z nie­na­wi­ścią zza krat.

Rzu­ci­ła w niego pa­pie­ro­wą torbą, w któ­rej znaj­do­wa­ła się skąpa racja żyw­no­ścio­wa. Ten chwy­cił ją, ale dalej śle­dził wzro­kiem ru­do­wło­są, pie­go­wa­tą dziew­czy­nę, która wię­zi­ła go od kilku mie­się­cy.

Vanja nie prze­ję­ła się bra­kiem od­po­wie­dzi i żwa­wym kro­kiem mi­nę­ła go, by za­trzy­mać się przed ko­lej­ną celą.

– Dzień dobry, Eve. – Otwo­rzy­ła dużym klu­czem kratę i we­szła do ma­łe­go po­miesz­cze­nia, które przez szare płyt­ki i ogól­ną ste­ryl­ność przy­po­mi­na­ło szpi­tal.

Po­de­szła do sie­dzą­cej na łóżku ład­nej blon­dyn­ki, która po­wo­li pod­nio­sła na nią wzrok. Choć jej spoj­rze­nie wy­da­wa­ło się puste, to wzdry­gnę­ła się, gdy Zło­dziej­ka do­tknę­ła jej wło­sów.

– Ach, roz­ma­wia­ły­śmy o tym. Nie lubię, gdy nie dbasz o sie­bie. Moje ulu­bio­ne ciała muszą być w jak naj­lep­szym po­rząd­ku. – Vanja po­krę­ci­ła głową. Się­gnę­ła po le­żą­cą nie­opo­dal szczot­kę i za­czę­ła roz­cze­sy­wać dłu­gie, zło­ci­ste pukle.

Więź­niar­ka znie­ru­cho­mia­ła i zmu­si­ła się do pa­trze­nia w stopy. Za­ci­snę­ła po­wie­ki i ledwo po­ru­sza­ją­cy­mi się usta­mi za­czę­ła coś mam­ro­tać do sie­bie.

– Hmm. Na­praw­dę Eve, nie mam na to czasu. Nie po to zo­sta­wi­łam cię przy życiu, aby tra­cić czas na dba­nie o to ciało. – Sta­nę­ła za nią i lekko się po­chy­li­ła. – Chyba nie chcesz, abym znów zło­ży­ła wi­zy­tę two­jej ro­dzi­nie? W końcu masz jesz­cze kilka sióstr.

Blon­dyn­ka gwał­tow­nie od­wró­ci­ła głowę i ob­rzu­ci­ła ją ni to obłą­ka­nym, ni to prze­ra­żo­nym spoj­rze­niem.

– Tak my­śla­łam – sko­men­to­wa­ła Vanja. Od­su­nę­ła się o krok, zlu­stro­wa­ła ją i za­do­wo­lo­na z sie­bie odło­ży­ła szczot­kę.

Nie oglą­da­jąc się na więź­niar­kę, opu­ści­ła i za­mknę­ła za sobą celę, po czym skie­ro­wa­ła się do drzwi na końcu dłu­gie­go ko­ry­ta­rza.

Miała jesz­cze dwa wolne miej­sca, ale przetrzy­ma­nie wię­cej osób oka­za­ło się po pro­stu nie­prak­tycz­ne. W prze­szło­ści po­peł­ni­ła też błąd, cał­ko­wi­cie nisz­cząc świa­do­mość w wy­bra­nej przez sie­bie po­wło­ce – niby jaźń pier­wot­ne­go wła­ści­cie­la wciąż gdzieś była obec­na, ale po­grą­ży­ła się w takim sza­leń­stwie, że nie do­cie­ra­ły do niej żadne bodź­ce.

Za­mknę­ła za sobą drzwi i wes­tchnę­ła z ulgą. Ro­zej­rza­ła się po swo­jej sa­mot­ni ukry­tej głę­bo­ko pod zie­mią. Do tej pory nie wie­dzia­ła, jak do sta­rych, pod­ziem­nych tu­ne­li zy­skał do­stęp jej oj­ciec, ale sta­no­wi­ły ide­al­ną kry­jów­kę. Za­sy­pał on rów­nież i od­ciął więk­szość ko­ry­ta­rzy, a te, które po­zo­sta­ły były do­brze ukry­te przed nie­wpraw­nym okiem.

Zanim zro­bi­ła choć krok, zlu­stro­wa­ła po­miesz­cze­nie. Spraw­dzi­ła, czy biur­ko nadal znaj­du­je się pod ide­al­nym kątem, dzię­ki któ­re­mu miała dobry widok na drzwi, ale i w razie po­trze­by mogła użyć go jako osło­ny. Prze­mknę­ła wzro­kiem po uło­żo­nych w równe kupki pa­pie­rach, broni bia­łej wi­szą­cej na ścia­nie, w tylko jej zna­nym ukła­dzie i znaj­du­ją­cej się po lewej od wej­ścia ścia­nie tro­fe­ów. Kiw­nę­ła głową, gdy uzy­ska­ła pew­ność, że nikt nie na­ru­szył jej pry­wat­no­ści i wy­cią­gnę­ła z torby prze­wie­szo­nej przez ramię lekko wy­mię­ty wy­ci­nek ga­ze­ty. Wy­pro­sto­wa­ła go pal­ca­mi i przy­kle­iła srebr­ną taśmą tuż obok kil­ku­na­stu in­nych. Z za­do­wo­le­niem prze­chy­li­ła głowę na bok i jesz­cze raz prze­czy­ta­ła krzy­kli­wy na­głó­wek: “No­żow­nik czy wolne pod­zie­mie? Nie żyje szef służb po­rząd­ko­wych wy­sła­nych przez Asy­lium”.

 

***

 

– W końcu udało mi się roz­gryźć, jak do­sta­je się do mia­sta!

Pod­eks­cy­to­wa­ny Se­ba­stian wpa­ro­wał do sali kon­fe­ren­cyj­nej z pli­kiem pa­pie­rów w ręce. Zi­gno­ro­wał zde­gu­sto­wa­ne spoj­rze­nia i rzu­cił na krze­sło skó­rza­ną ak­tów­kę, a po chwi­li także ma­ry­nar­kę.

– Zło­dzie­je zo­sta­wia­ją nikły, ale jed­nak ślad w mózgu ofia­ry. I.S.P.Z.A na­mie­rzy­ła­by ją pod­czas ska­no­wa­nia, gdyby prze­kra­cza­ła gra­ni­cę w ciele ro­bot­ni­ków. – Się­gnął po le­żą­cy na stole ta­blet i szyb­kim ru­chem wy­stu­kał po­szu­ki­wa­ną frazę. Po chwi­li, na po­łą­czo­nym z nim pro­jek­to­rze po­ja­wił się obraz szczu­ra. – Zwie­rzę­ta. Muszą być w sta­nie przej­mo­wać rów­nież ciała zwie­rząt. Po­cząt­ko­wo my­śla­łem, że cho­dzi o ptac­two, ale doszedłem do wniosku, że są zbyt trudne do schwytania. Wtedy mnie olśni­ło! Szczu­ry. Po­dró­żu­je ka­na­ła­mi i dzię­ki temu jest dla nas nie­mal nie­uchwyt­na…

 

***

 

Do Asy­lium prze­nik­nę­ła tak jak za­wsze – ka­na­ła­mi, w po­sta­ci szczu­ra. Swoją głów­ną po­wło­kę zo­sta­wi­ła ukry­tą w tu­ne­lach, które łą­czy­ły się bez­po­śred­nio z jej kry­jów­ką. Co praw­da, nawet gdyby ktoś je znisz­czył, to nic by się jej nie stało, ale była do niego przy­wią­za­na. Śmierć gro­zi­ła jej do­pie­ro w sy­tu­acji ob­umar­cia ak­tu­al­nie prze­ję­te­go ciała. Cięż­kie ob­ra­że­nia, krwo­tok czy to­nię­cie po­łą­czo­ne z bra­kiem innej ofia­ry w za­się­gu ręki, przy­nio­sło zgubę wielu jej po­bra­tym­com. Przy­naj­mniej tak ma­wiał jej oj­ciec. 

Gra­ni­cę prze­kra­cza­ło dzień w dzień kil­ka­set osób, głów­nie aspi­ru­ją­cych wy­klu­czo­nych, któ­rzy chcie­li się wy­ka­zać po­przez pracę dla rządu i zdo­być swoje miej­sce w sys­te­mie. Vanja nie była jed­nak pewna czy I.S.P.Z.A. ja­kimś cudem nie wy­kry­ła­by śla­dów jej obec­no­ści w fa­lach mó­zgo­wych danej osoby.

Nie­na­wi­dzi­ła, zresz­tą tak jak wielu, sztucz­nej in­te­li­gen­cji stwo­rzo­nej kil­ka­dzie­siąt lat temu, która w za­sa­dzie sa­mo­dziel­nie utrzy­my­wa­ła wy­wal­czo­ny krwią nowy po­rzą­dek. AI ska­no­wa­ła nie tylko wy­klu­czo­nych, ale też re­gu­lar­nie umy­sły uprzy­wi­le­jo­wa­nych oby­wa­te­li Asy­lium. Fil­tro­wa­ła ich wspo­mnie­nia, emo­cje, a w przy­pad­ku re­gu­lar­nych kon­tro­li rów­nież sny, aby okre­ślić czy dana jed­nost­ka nie jest za­gro­że­niem dla sys­te­mu. Ci, któ­rzy ja­kimś za­cho­wa­niem wy­kra­cza­li poza sche­mat lub zwró­ci­li uwagę I.S.P.Z.A., a więc i władz, tra­fia­li na listę wa­run­ko­wą oraz ści­słą ob­ser­wa­cję. Jedno złe słowo, jeden błąd i mogli stra­cić wszyst­ko: bo­gac­two, przy­wi­le­je i bez­pie­czeń­stwo.

Wsko­czy­ła w ciało sa­mot­nej spa­ce­ro­wicz­ki odpoczywającej na ławce i ru­szy­ła za­tło­czo­nym chod­ni­kiem, zdo­mi­no­wa­nym przez młode matki z wóz­ka­mi. Obok niej co jakiś czas prze­my­ka­ły do­mo­we ro­bo­ty, słu­żą­ce lu­dziom, a ona w końcu wy­pa­trzy­ła swoją ofia­rę. Blon­dyn­ka, którą ob­ser­wo­wa­ła od ja­kie­goś czasu, prze­cha­dza­ła się pod ramię ze star­szą i ele­ganc­ką ko­bie­tą.

 

***

 

– Za pana su­ge­stią spraw­dzi­li­śmy ostat­nie ślady i ka­na­ły. Miał pan rację, gu­bi­my trop w jed­nym, kon­kret­nym dys­tryk­cie, a ten z kolei tu­ne­la­mi łączy się z dziel­ni­cą wy­klu­czo­nych. Drony i ro­bo­ty czysz­czą­ce tę część wy­ła­pa­ły kilka ka­drów szczu­rów, które swoim za­cho­wa­niem od­sta­wa­ły od cha­rak­te­ry­sty­ki swo­je­go ga­tun­ku, co po­twier­dza też pań­ską teo­rię – rzekł Prze­wod­ni­czą­cy.

– Do­sko­na­le. Co z iden­ty­fi­ka­cją ewen­tu­al­nych po­dej­rza­nych?

– Mie­li­śmy wy­bra­ko­wa­ne dane, wy­klu­cze­ni mnożą się bez kon­tro­li, ale i na to mamy spo­so­by. Tak jak pan wska­zał, szu­ka­li­śmy mło­dej ko­bie­ty, mię­dzy lat pięt­na­ście a trzy­dzie­ści pięć… – biu­ro­kra­ta zer­k­nął w swoje no­tat­ki – z roz­bi­tej lub dys­funk­cyj­nej ro­dzi­ny…

– Na­ło­go­wej – od­ru­cho­wo po­pra­wił go Mar­ti­nez.

– Na­ło­go­wej… – po­wtó­rzył chłod­no Prze­wod­ni­czą­cy, lekko mru­żąc oczy. – Pro­sił pan, aby w szcze­gól­no­ści przyj­rzeć się ojcu, jako temu, który praw­do­po­dob­nie na­uczył ją za­bi­jać. We­dług stwo­rzo­ne­go pro­fi­lu matka z kolei mia­ła­by być uza­leż­nio­na lub wy­ka­zy­wać sil­nie agre­syw­ne za­cho­wa­nia.

– Ja­kieś tra­fie­nia?

– Kilka. Pro­szę zaj­rzeć do czar­nej tecz­ki.

– Hmm… Vanja So­lan­te – prze­czy­tał na głos, pa­trząc na pierw­sze z brzegu zdję­cie, przed­sta­wia­ją­ce młodą, pie­go­wa­tą ko­bie­tę z burzą ru­dych loków. Prze­biegł wzro­kiem po ry­so­pi­sie i ze­bra­nych przez szpie­gów in­for­ma­cjach. Po­ki­wał głową. – Córka Ha­lva­ra So­lan­te, nie­gdyś oby­wa­te­la Asy­lium. Ze­sła­ne­go za udo­wod­nio­ne dzia­ła­nie prze­ciw rzą­do­wi…

 

***

 

Si­li­ła się na spo­kój, choć roz­sa­dza­ła ją furia. Miała szczę­ście, gdyby wró­ci­ła choć tro­chę wcze­śniej, do­pa­dli­by i ją. Śle­dzi­ła szczu­rzy­mi ocza­mi, jak kil­ku­na­stu męż­czyzn ota­cza jej dom, by kilka minut póź­niej wy­nieść za­la­ną w trupa matkę.

A może jest mar­twa? Prze­mknę­ło jej przez myśl. Mu­riel, ty idiot­ko, wy­klę­ła ją w my­ślach. Za­ci­snę­ła zęby. Znaj­dą wszyst­ko, nie miała złu­dzeń. Od oszczęd­no­ści, po kry­jów­kę w tu­ne­lach i tro­fea po­twier­dza­ją­ce ostat­nie mor­der­stwa.

Od­wró­ci­ła się i po­mknę­ła na wło­cha­tych łap­kach z po­wro­tem do ka­na­łów. Nie była tu bez­piecz­na i choć brała taką ewen­tu­al­ność pod uwagę od dłuż­sze­go czasu, to mimo wszyst­ko za­sko­czy­li ją.

Głu­pia, zru­ga­ła samą sie­bie. Ty nic nie­war­ty śmie­ciu. Po­peł­ni­łaś naj­bar­dziej ba­nal­ny błąd, jaki tylko mo­głaś – prze­sta­łaś być ostroż­na. Oj­ciec prze­wra­ca się w gro­bie na twoją głu­po­tę. Wy­da­wa­ło ci się, że nie są w sta­nie cię zna­leźć, a tylko szczę­ście ura­to­wa­ło ci skórę…

Nad­szedł czas na plan awa­ryj­ny.

 

***

 

Se­ba­stian z ulgą wszedł do miesz­ka­nia i odło­żył ak­tów­kę obok butów. Po­lu­zo­wał kra­wat i upew­nił się, że zo­sta­wia wszyst­ko w na­le­ży­tym po­rząd­ku.

– Ko­cha­nie, je­stem – po­wie­dział dość gło­śno i ruszył w głąb mieszkania.

Sta­nął w przej­ściu do sta­ro­mod­nej kuch­ni, oparł się o fra­mu­gę i przez chwi­lę przy­glą­dał się żonie. Blond włosy miała upię­te w nie­na­gan­ny ko­czek. No­si­ła roz­klo­szo­wa­ną białą spód­ni­cę, na którą na­ło­ży­ła kwie­ci­sty far­tu­szek prze­wią­za­ny na wy­so­ko­ści zgrab­nej talii.

Zer­k­nę­ła na niego prze­lot­nie i po­sła­ła mu cie­pły uśmiech, by po chwi­li wró­cić do zmy­wa­nia na­czyń.

– Jak ska­no­wa­nie? Prze­pra­szam, że cię w to wplą­ta­łem, ale praca… – wes­tchnął i sta­nął za nią. Naj­pierw mu­snął usta­mi jej włosy, po czym oplótł ją ra­mio­na­mi i oparł czoło o czu­bek jej głowy. Za­pach jej wło­sów za­wsze przy­no­sił mu uko­je­nie.

– Nic się nie dzie­je, ko­cha­ny. Mam z głowy na ko­lej­ne trzy lata. O ile oczy­wi­ście znowu cze­goś nie prze­skro­biesz – za­śmia­ła się, nie prze­ry­wa­jąc zmy­wa­nia. – Jak śledz­two? Zna­leź­li­ście trop?

– Nie – mruk­nął. – Za­pa­dła się jak ka­mień w wodę. Ale znaj­dzie­my ją, wy­star­czy, że po­ja­wi się jesz­cze raz, a tym razem nam się nie wy­mknie. Zwłasz­cza że ktoś ano­ni­mo­wo do­star­czył do biura listę na­zwisk z informacją o rzekomej dzia­ła­lności prze­ciw rzą­do­wi. Zwy­kle takie do­no­sy są nie­wie­le warte, ale czę­ści wska­za­nych przy­glą­da­li­śmy się od ja­kie­goś czasu. Za­czę­li­śmy więc spraw­dzać resz­tę… Nie ma więc so­jusz­ni­ków, wśród któ­rych mo­gła­by się ukry­ć.

– Skąd wie­dzie­li­ście, że to wła­śnie ona?

– Nie wie­dzie­li­śmy – przy­znał. – Mie­li­śmy kilka po­dej­rza­nych, wy­sła­li­śmy ludzi po wszyst­kie w tym samym cza­sie. Zna­leź­li­śmy do­wo­dy w jej domu, a i matka wszyst­ko nam wy­śpie­wa­ła. Ale nie mówmy o pracy. Mam jej dość na dzi­siaj… A jak tobie minął dzień?

Ach tak jak zwy­kle… po­wiedz mu to.

– Ach, tak jak zwy­kle – po­wie­dzia­ła po­god­nym tonem Vanja, słu­cha­jąc in­struk­cji wła­ści­ciel­ki ciała, które prze­ję­ła za­le­d­wie kilka go­dzin wcze­śniej.

Po­dej­rze­wa­ła, że po jej znik­nię­ciu prze­ska­nu­ją wszyst­kich za­mie­sza­nych w śledz­two. Po spraw­dze­niu przez I.S.P.Z.A jej ofia­ra ide­al­nie nada­wa­ła się do prze­ję­cia. Zer­k­nę­ła na le­żą­cy obok nóż ku­chen­ny. Po­czu­ła, jak dziew­czy­na szar­pie się i wal­czy o od­zy­ska­nie kon­tro­li, ale nie miała szans.

Nie tak się uma­wia­ły­śmy. Po­now­nie spoj­rza­ła zna­czą­co na nóż. Współ­pra­cuj, a twój mąż prze­ży­je. Może nawet od­zy­skasz to ciało. Je­że­li on lub jego mo­co­daw­cy za­czną coś po­dej­rze­wać, zgi­nie­my obie. Po­mo­żesz mi prze­ko­nu­ją­co od­gry­wać samą sie­bie.

Dla­cze­go ja?

 – Ko­cham cię – szep­nął Se­ba­stian i cie­pły­mi usta­mi po­ca­ło­wał ją w kark. Od­chy­li­ła się do tyłu, ścią­gnę­ła rę­ka­wicz­ki do zmy­wa­nia i mu­snę­ła pal­ca­mi jego dło­nie.

– Ja cie­bie moc­niej – wy­szep­ta­ła, po czym przy­tu­li­ła po­li­czek do jego ra­mie­nia, od­wzo­ro­wu­jąc to, co za­uwa­ży­ła i przy­swo­iła sobie pod­czas dłu­gich ob­ser­wa­cji.

Po pro­stu chcia­łam mieć to, co ty. Chcia­łam, aby ktoś się o mnie trosz­czył i dbał bez­wa­run­ko­wo. Chcia­łam, aby ktoś mnie ko­chał. No i jak to mówią: przy­ja­ciół trzy­maj bli­sko, a wro­gów jesz­cze bli­żej. Nie­wie­lu wie o na­szym ist­nie­niu, jesz­cze mniej po­sia­da tak ob­szer­ną wie­dzę jak Se­ba­stian. Wie­dzia­łam, że zwró­cą się do niego, jeśli domyślą się czym jestem.

Głu­pia! On cię nie kocha, tylko mnie! Ty… ty tylko ukra­dłaś moje ciało. On nawet nie wie!

To wy­star­czy. Uśmiech­nę­ła się, pa­trząc na za­dba­ny ogró­dek do­sko­na­le wi­docz­ny z ku­chen­ne­go okna. Do­pó­ki nie wy­my­ślę co dalej, będę miała swoje małe szczę­śli­we za­koń­cze­nie, z kimś dla kogo je­stem całym świa­tem. Nawet jeśli tylko na mo­ment.

 

Koniec

Komentarze

Witaj.

Czytałam zafascynowana pomysłem i fabułą. Doskonale dozowałaś napięcie. Ogromnie żal mi dziewczynki. Ofiar także, to jasne, lecz nade wszystko jej – początkowo, przy piesku, widać, że miała jeszcze jakieś opory, wyrzuty sumienia, serce… Podczas rozmowy z matką także pojawiły się dziecinne emocje. Niestety, zgasły zaraz po wyjściu pijaczki z butelką.crying

Zwyrodnialcy i sadystyczni mordercy, ludzie obłąkani oraz chorzy psychicznie, mający bolesne dzieciństwo, znani także z historii (choćby Stalin czy Mussolini) to dość ciekawy temat, Piętno dzieciństwa, domu rodzinnego oraz samych rodziców/opiekunów ma odbicie w życiu każdego człowieka. Tutaj doskonale to ukazałaś. Vanja jest zła, lecz mimowolnie się nad nią litujemy i rozumiemy jej postępowanie, przynajmniej do pewnego stopnia.

 

Z technicznych:

Natomiast ja jestem Profilatorem, specjalizuje się w psychologii i określaniem pożądanych profili osobowościowym dla I.S.P.Z.A. – tu chyba brak części zdania 

w różnych…ciałach – po trzech kropkach – spacja (w innych podobnych miejscach też)

Poczuł pot wpływający mu po plecach – literówka

w niektórych miejscach wydaje mi się, że przecinki są zbędne, jak np. tutaj:

kiedy, udało się kilkoro schwytać żywcem

Ilia, niedowierzając, przyglądał się jej – osobno

ale trzymanie więcej ludzi okazało się po prostu niepraktyczne. – styl

były dobrze ukryte przez niewprawnym okiem. – literówka

że są byt trudne do schwytania – też

oparł się o framugę i przez chwilę przyglądał się żonie. – powtórzenie

 

Pozdrawiam. :)

 

 

Pecunia non olet

Happy end pełną gębą;)

Bardzo fajnie się czyta i bohaterka wielowymiarowa, budzi współczucie i odrazę.

Super.

 

Jednak uwaga:

Miała jeszcze dwa wolne miejsca, ale trzymanie więcej ludzi okazało się po prostu niepraktyczne.

 

Może lepiej

przetrzymywanie większej liczby…

 

Więcej ludzi mi się nie podoba

Bruce

bardzo dziękuję za czas i opinię (oraz łapankę – tym razem mocno skupiłam się wraz z betującymi na łapaniu błędów, a i tak coś mi umknęło). Bardzo się cieszę, czytając to:

 

piętno dzieciństwa, domu rodzinnego oraz samych rodziców/opiekunów ma odbicie w życiu każdego człowieka. Tutaj doskonale to ukazałaś. Vanja jest zła, lecz mimowolnie się nad nią litujemy i rozumiemy jej postępowanie, przynajmniej do pewnego stopnia.

Dokładnie to chciałam pokazać, na tym skupia się opowiadanie – oczywiście w pigułce, bo temat jest bardzo skomplikowany, ale chyba żaden człowiek nie rodzi się tak po prostu zły, coś musiało to zło w nim stworzyć/wykreować. Nie chciałam też Vanji wybielać i cieszę się, że nie ma takiego odbioru, ale ona sama jest i oprawcą, ale i w jakiejś części ofiarą.

 

Ambush,

nawet nie wiesz, jak się uśmiecham czytając “Bardzo fajnie się czyta i bohaterka wielowymiarowa, budzi współczucie i odrazę”. Stworzenie bohatera/ki, która nie będzie płaska jest niesamowicie trudne i ogromnie miło mi słyszeć, że choć w części mi się udało.

Nie byłam pewna, czy ten happy end nie jest za słaby, bo to jednak plan awaryjny ale widzę, że jednak jest zaliczany do szczęśliwego zakończenia. laugh

 

Cała przyjemność po mojej stronie. :)

Błędy sama popełniam dużo gorsze i zawsze dużo więcej, zatem naprawdę w przypadku Twojego tekstu to tylko sprawa marginalna. :)

 

Dokładnie to chciałam pokazać, na tym skupia się opowiadanie – oczywiście w pigułce, bo temat jest bardzo skomplikowany, ale chyba żaden człowiek nie rodzi się tak po prostu zły, coś musiało to zło w nim stworzyć/wykreować. Nie chciałam też Vanji wybielać i cieszę się, że nie ma takiego odbioru, ale ona sama jest i oprawcą, ale i w jakiejś części ofiarą.

 

Ja także wychodzę z założenia, że nikt nie rodzi się zły. Dlatego między innymi zostałam belfrem. :) Wystawienie oceny za tę samą klasówkę musi mieć na uwadze także problemy, z jakimi borykają się Młodzi Ludzie. Dla jednej osoby udzielenie odpowiedzi na te same pytania to przysłowiowa bułka z masłem, bo wykuł wszystko na blachę, inna osoba to dziecko, mające w domu sytuację nie do pozazdroszczenia, które jednak dało radę samodzielnie napisać sprawdzian. :)

 

Postać Vanji jest przez Ciebie zaprezentowana wzorcowo. Brawa! :)

 

Pozdrawiam. :)

 

 

Pecunia non olet

Podobała mi się fabuła i pomysł na element fantastyczny. Fajnie, że można zmieniać ciała, jeszcze fajniej, że społeczeństwo próbuje z tym walczyć.

Dlaczego w pierwszej scenie mężczyźni wyglądali tak podobnie? Myślałam, że są klonami, że to coś ciekawego, a pozostawiasz ten wątek bez kontynuacji.

Gorzej z wykonaniem – nie przypadło mi do gustu niemal notoryczne pomijanie spacji po wielokropku. Czemu tak?

odebrane nam miejsce…A ty…Ty się wahasz?

Na przykład tutaj.

A jak Tobie minął dzień?

W dialogach tu, twój, pan itp. piszemy małą literą. W listach dużą.

Babska logika rządzi!

Tytuł fajny. :-) Coś odkrywa, ale nie do końca, taki haczyk. Przelotnie skojarzył mi się z kronikami Anny Rice o wampirach, któryś z tomów chyba miał tytuł „Złodziej ciał”. Nie czytałam, kiedyś oglądałam jedynie film „Wywiad z wampirem” napisany na podstawie pierwszej książki cyklu.

 

Zajmująca opowieść i ciekawy świat. Naprawdę zgrabnie skonstruowałaś i zupełnie nie przeszkadzało mi operowanie kliszami odnośnie bohaterki. Dla mnie jej sytuacja była, niestety, realna. Przypomniało mi się opowiadanie GaPy z forum. Jedna ze scen przedstawiała sytuację córki lecz to ojciec był a.

Miejscami tekst wydawał mi się ciut chropowaty, głównie przez czasami niepotrzebne nadpowiadanie lub szyk.

 

Kilka rzeczy wypisałam:

To, czego wielu nie wiedziało o Złodziejach, to to, że mogli przejmować kontrolę nad zwierzętami.

Coś bym zrobiła z „to”. 

Liczył się czas, dopóki nie zamieszkiwała tych powłok zbyt długo, mogła wrócić do swojego głównego lub innego ciała. Zacierała w ten sposób po sobie ślady: przeskakiwanie między ludźmi, choć trudne, było możliwe do wyśledzenia, ale zwierzęta? Szczególnie upodobała sobie szczury – małe, obślizgłe i przemykające kanałami.

Na przykład tutaj spróbowałabym uporządkować.

Zwierzęta. Muszą być w stanie przejmować również ciała zwierząt. Początkowo myślałem, że chodzi o ptactwo, ale doszedłem do wniosku, że są zbyt trudne do schwytania. Wtedy mnie olśniło! Szczury. Podróżuje kanałami i dzięki temu jest dla nas niemal nieuchwytna…

Tu jw, na przykład usunęłabym podkreślenie.

Nie była tu bezpieczna i choć brała taką ewentualność pod uwagę od dłuższego czasu, to mimo wszystko zaskoczyli ją.

Chyba mogłoby być bez „to”.

Wydawało ci się, że nie są w stanie cię znaleźć, a tylko szczęście uratowało ci skórę…

Tu pokombinowałabym z usunięciem jednego „ci”.

 

Skarżę za historię. :-)

 

pzd srd :-)

a.

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Wątki psychologiczne lubię, więc opowiadanie przypadło mi do gustu, kojarzy mi się z serialem “Zabójcze umysły”. Główna bohaterka jest zła, ale jednocześnie budzi współczucie. Rozpaczliwie próbuje znaleźć dla siebie miejsce w świecie, nie bacząc na konsekwencje. Paradoksalnie Vanja zdaje się mieć więcej uczuć niż Sebastian i biurokraci. Sceny mocno się przeplatają, ale są skonstruowane na tyle sprawnie, że nie utrudnia to odbioru. 

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Bruce,

szanuję – to bardzo ciężki kawałek chleba. I twoje podejście jest niestety w mniejszości – sama pochodzę z rodziny określanej jako dysfunkcyjna i jedyne czego sama doświadczyłam jako bardzo zagubione dziecko, to odwracanie głowy w drugą stronę (w najlepszym przypadku) lub szykanowanie, bo w małych miejscowościach wszyscy doskonale wiedzą o takich rzeczach.

 

 

Finka,

dzięki za odwiedziny! błędy poprawione! Nie wiem czemu ubzdurałam sobie, że tej spacji ma nie być właśnie. 

Dlaczego w pierwszej scenie mężczyźni wyglądali tak podobnie?

Mieli oni być twarzą systemu – tacy sami, nie wyróżniający się, pasujący do określonego wzorca osobowości. Ale chyba nie do końca to podkreśliłam, jeżeli budzi to wątpliwość więc lekcja dla mnie.

 

Asylium,

bardzo dziękuję za odwiedziny i klik do biblioteki! Nad warsztatem cały czas pracuję, więc obawiam się, że tej chropowatości jeszcze jakiś czas się nie pozbędę.

Niemniej, skoro historia się broni to mogę spać spokojnie – luk w warsztacie nie przeskoczę z dnia na dzień, ale gdyby do tego dochodziła słaba historia to nie byłoby dla mnie ratunku.

Co do realności – rozumiem niestety zbyt dobrze. Pochodzę z rodziny z takimi problemami, więc jest to trochę tekst z elementami osobistymi, a z drugiej sama doświadczyłam tego, jaki wpływ mają rodzice na nasz charakter, niekoniecznie w ten pozytywny sposób. Stąd jest to dla mnie ważny wątek, choć wiadomo w przypadku Vanji pokazany w niesamowicie skrajny sposób.

 

Alicella,

dzięki za ponowne odwiedziny jeszcze raz za betę :) tak, Vanja się mota i próbuje znaleźć dla siebie miejsce – niestety w bardzo kiepski sposób. 

Zależało mi aby ukazać jej emocje, gdy Sebastian i biurokraci mieli pełnić rolę trochę tego szarego, bezosobowego systemu, który próbuje zgnieść tych, którzy się nie wpasowują w jego ramy.

 

Wysprzątałam, zrobiłam nawet śniadanie z okazji Twoich urodzin.

Z małej litery twoich, to nie list.

 

Shanti, bardzo ciekawy tekst. Dobrze zagrała tu poszatkowana chronologia i postać matki w retrospekcjach. Czytało się też w miarę gładko, a tylko zakończenie pojawiło się jakoś tak trochę za szybko z punktu widzenia proporcji w fabule. Niemniej to całkiem udany tekst, głównie ze względu na ogranie tytułowego motywu.

Pozdrawiam

 

 

Cześć :)

 

Masz tutaj całkiem ciekawy miks wielu ogranych motywów. Asylium skojarzyło mi się, przez tą kontrolę, z funkcjonującymi już dziś systemami oceny obywatela. Ale oczywiście to nie jest nowy pomysł, jeśli bowiem chodzi o literaturę i film, to oczywiste są skojarzenia z “Elysium” czy “Equilibrium”, zajdlowską “Paradyzją”, “Futu.re” Glukhovskyego albo z ostatnią powieścią Rafała Kosika “Różaniec”. Czyli brzydki rząd próbuje kontrolować obywateli, narzucać im pewne zachowania, kontrolować nawet sny, a jednostki nieprzystosowane usuwać poza margines, gdzieś na zewnątrz, do dystopijnych favel i slumsów. To motyw znany, ale również nośny, bo traktowanie obywateli jak bydło lub roboty zawsze budzi czytelniczy sprzeciw.

Do tego wplatasz postać dziewczynki, która ma pewną umiejętność. Umiejętność ciekawą, której posiadanie może rodzić wiele moralnych oraz psychologicznych dylematów, jednak nie udało Ci się tego wyeksponować na tyle, żeby ten motyw właściwie wybrzmiał. Sam pomysł skojarzył mi się z kolei z postacią Syd z “Legiona”, a także, a może nawet przede wszystkim, z zaprezentowaną przez Dana Simmonsa w powieści “Trupia otucha” koncepcją przejmowania kontroli jako formy wampiryzmu, żerowania na emocjach, karmienia się nimi i upajania się mocą. Tutaj niestety nie masz ani głębi psychologicznej Syd, ani ciekawego opisu mozliwości mocy bohaterki.

No i jest też profiler. Postać ciekawa, istniejąca w tym świecie, ale pokazana w taki sposób, że jednak nieco obok, lecz znów dla mnie niedostatecznie.

Zmiksowałaś te składniki w opowiadanie napisane w sposób w miare poprawny, ale sporo w nim zdań-potworków, takich z zaburzonym szykiem, powtórzeń i niewielkich potknięć. To są rzeczy do doszlifowania, takie, które da się z czasem wyeliminować, jednak teraz momentami mocno przeszkadzały mi w odbiorze. Co ciekawe, masz całe fragmenty, kiedy tych potknięć nie ma w ogóle, lub są nieliczne, a znowu momentami zdarzają się dłuższe bloki tekstu poprzetykane regularnie takimi potykaczami.

Poniżej kilka z tych zatrzymywaczy, żebyś wiedziała o co mi chodzi.

 

Każdy z nich miał przylizaną fryzurę, gładko ogoloną brodę i krawat w stonowanym kolorze.

– Czekamy, panie Martinez – odezwał się jeden z nich.

Sam początek opowiadania. Powtórzenie podkreślone. Co to jest stonowany kolor? Jaki to jest kolor? Ogolona broda, niby wszystko ok, ale “był gładko ogolony” nie wprowadziłoby konsternacji, że ktoś miał brodę. Mozna mieć gładko ogolone policzki, podbródek, ale broda sugeruje, że zarost jest i to wybija.

Natomiast ja jestem Profilatorem, specjalizuję się w psychologii i określaniem pożądanych profili osobowościowym dla I.S.P.Z.A.

Jest takie słowo jak Profilator? To celowy neologizm? Nazwa organizacji też wydała mi się nieco koślawa, zarówno skrót, jak i jego rozwinięcie.

Masz też błąd: specjalizuję się w psychologii i określaniu pożądanych profili osobowościowych

Część z aresztowanych została skazana na bazie niepodważalnych dowodów, jeżeli są niewinni…

Na bazie? Nie lepiej “na podstawie”?

 

Naiwnością z mojej strony było wierzenie, że zaakceptowalibyście mnie taką jaką jestem. Ale to ukrywanie się jest takie męczące. Sądziłam, że przyjmiecie mnie jak jedną z was i razem obrócimy wszystko w pył myślała, ale skoro nie jesteście zainteresowani, to chyba nie zostawiacie mi wyboru. Muszę na was donieść. Wolę stary i znany układ, niż waszą rebelię, jeżeli w żadnej wersji nie ma miejsca dla takich jak ja.

Sporo masz też takich infodumpów, kiedy nie pokazujesz, ale opowiadasz. Show not tell i takie tam :)

– Jak się dzisiaj mamy, Jack? – zapytała wesoło obrośniętego mężczyznę łypiącego na nią z nienawiścią zza krat.

Czyli ten mężczyzna był wesoło obrośnięty? I czym był obrośnięty? Czy może chodziło o to, że był “zarośnięty”, czyli miał wielodniowy zarost?

 

Nie mogę napisać, że mi się podobało, ale przykrości czytanie też mi nie sprawiło, więc nie jest najgorzej, a na pewno może być lepiej :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Hej, Shanti!

 

Ta zła nie taka do końca zła. Ostatecznie, z której strony byśmy nie spojrzeli, wszyscy chcą po prostu przeżyć. Jeśli miałbym wskazać antagonistę, to byłby to system, który jest na końcu wycyckany przez protagonistkę.

Fajnie splotły się wątki Seby i Vanji – niby od początku wiedziałem, że muszą się na końcu zetrzeć, to jednak nie było w tym nudy.

Powstało Ci wielowymiarowe opowiadanie i postacie, na które trudno spojrzeć obojętnie. Jest tu potencjał na znacznie bardziej rozbudowany tekst.

Na koniec coś osobistego. To oczywiście tylko moje zdanie, ale będę to powtarzał tak długo, aż się wszyscy oduczą! Uwaga: Nie zabijamy piesków! Już drugi raz w ostatnim czasie trafiam na ten motyw i za każdym razem pałam nieskrywaną nienawiścią do autora. Powtórzę jeszcze raz: Nie zabijamy piesków!

Jestem ciekaw co na to Mortecius?

 

Pozdrawiam!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Fajna bohaterka, ciekawy koncept zmiany ciał i świat zbudowany w dobry sposób: ma konkretne cechy, zaciekawia, ale jednak służy fabule i jej nie przysłania. Przeplatające się wątki wyszły okej, nie pogubiłem się ;) Całość napisana całkiem sprawnie i przyjemnie.

mortecius,

witam !

 

oidrin,

dzięki za odwiedziny i komentarz. Cieszę się z pozytywnej opinii i faktu, że retrospekcje dobrze zadziałały, bo bałam nieco chaosu, które mogłyby stworzyć.

 

Outta Sewer,

dzięki za odwiedziny i rozbudowany komentarz.

 

Do tego wplatasz postać dziewczynki, która ma pewną umiejętność. Umiejętność ciekawą, której posiadanie może rodzić wiele moralnych oraz psychologicznych dylematów, jednak nie udało Ci się tego wyeksponować na tyle, żeby ten motyw właściwie wybrzmiał.

Tutaj w sumie muszę się zgodzić – masz rację, nie skupiłam się na moralnym dylemacie odnośnie samej mocy, ale przyznam też, że od początku mój fokus był na innej części. Zależało mi na pokazaniu relacji z rodzicami, ich konkretnego wpływu na to kim stała się Vanja, dlaczego jest taka, a nie inna. Stąd rozumiem zarzut, ale skupiałam się na innych aspektach. Myślę, że mogłeś oczekiwać czegoś innego, lub takie podejście byłoby dla Ciebie ciekawsze, ale przyjmuję i tym bardziej dzięki za Twój czas.

 

 

Zmiksowałaś te składniki w opowiadanie napisane w sposób w miare poprawny, ale sporo w nim zdań-potworków, takich z zaburzonym szykiem, powtórzeń i niewielkich potknięć. To są rzeczy do doszlifowania, takie, które da się z czasem wyeliminować, jednak teraz momentami mocno przeszkadzały mi w odbiorze. Co ciekawe, masz całe fragmenty, kiedy tych potknięć nie ma w ogóle, lub są nieliczne, a znowu momentami zdarzają się dłuższe bloki tekstu poprzetykane regularnie takimi potykaczami.

Z tym w sumie dyskutować nie będę – nad warsztatem pracuję, ale cieszę się, że było kilka lepszych kawałków i że mimo wszystko, nie chciałeś sobie wydrapać oczu w trakcie laugh. Dzięki też za wypunktowanie konkretnych niedoróbek, przykładami zawsze łatwiej pracować.

 

Krokus,

dzięki za odwiedziny! Jesteś chyba jedyną osobą póki co, która nie nazwała bohaterki złą – w czarno-białym świecie kwalifikuje się jednak jako zła postać. Niemniej, nic nie jest tylko czarno-białe i uważam, że istnieje cała paleta szarości i tak jak piszesz każdy chce tylko przeżyć.

Cieszy mnie Twoja pozytywna opinia i mam nadzieję, że fragment o psie nie zniszczył Twojego wrażenia :( rozumiem, choć nie ukrywam, że celowo wybrałam to stworzenie biorąc pod uwagę, że może to wzbudzić opór osoby czytającej – zależało mi na podkreśleniu okrucieństwa sytuacji w opowiadaniu. 

 

PanDomingo,

dziękuję za odwiedziny i miłe słowa! Miałam obawy, czy ten świat nie jest za mało pokazany, ale fajnie, że wyszło to nieźle i służy opowiadaniu (zwykle ciężko mi znaleźć balans w tej kwestii).

 

Myślę, że mogłeś oczekiwać czegoś innego, lub takie podejście byłoby dla Ciebie ciekawsze

Oczekiwania często rozbijają się o ostre krawędzie rzeczywistości, więc chyba należałoby niczego nie oczekiwac i chłonąć świat takim, jaki jest. Niestety ludzie mają brzydką właściwość oczekiwania czegoś, co mogłoby się im podobać bardziej, brzmieć lepiej, wyglądać ładniej – a nie zawsze o to chodzi, bo zamysł zawsze jest po stronie autora, z kolei interpretacja już niekoniecznie. Więc nie martw się moim marudzeniem, bo właśnie brzydko oczekiwałem czegoś więcej, bazując na tym co już znam, co dostałem gdzieś indziej, u kogoś innego. Twój fokus nie jest zły, po prostu nie trafiłaś w moje gusta :)

 

nad warsztatem pracuję, ale cieszę się, że było kilka lepszych kawałków i że mimo wszystko, nie chciałeś sobie wydrapać oczu w trakcie 

Wszyscy – no, prawie – jesteśmy tutaj po to, by pracowac nad warsztatem. I to przynosi efekty, jeśli nie zamknie się człowiek w czterech ścianach własnego widzimisię, co widzę po sobie, ale również po wielu uzytkownikach, których czytam na forum. Mam więc nadzieję, że i Ty doszlifujesz kolejne swoje teksty tak, żeby taki malkontent jak ja nie mógł się czepiać. A potem i tak przyjdzie Tarnina i zrobi Ci fatality ;)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Shanti, nie zniszczył, przyjmij ten przytyk z przymrużeniem oka ;) Jest to motyw już ograny, ale skuteczny – ma swoje konkretne zadanie i daje sporo informacji, u Ciebie na przestrzeni 2-3 akapitów. Także luz – ja Cię rozumiem ;) Ale jak następnym razem przyjdzie Ci na myśl zabić bezbronnego psa… zapłaczę!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Vanja milczała dłuższą chwilę, świdrując brązowymi oczami mężczyznę

Świdrując spojrzeniem brązowych oczu? Wyobraziłem sobie, jak wyjmuje sobie te oczy i nimi świdruje. xD

 

To, czego wielu nie wiedziało o Złodziejach, to to, że mogli przejmować kontrolę

Ten fragment jest przesadnie skomplikowany; zaznaczone fragmenty myślę, że można bez szkody wywalić.

 

Liczył się czas, dopóki nie zamieszkiwała tych powłok zbyt długo, mogła wrócić do swojego głównego lub innego ciała.

Po “Liczył się czas” powinna być kropka albo średnik albo jakiś spójnik, np “bo”. Przecinek sprawia, że zdanie jest niejasne; musiałem się zatrzymać w tym miejscu.

 

– Ooo… Vaniia… koooanie… daaj… – Muriel nie mogąc w pełni wyartykułować

Nie nazywasz wcześniej matki z imienia, stąd użycie go w tych didaskaliach jest dezorientujące. Czy to mówi matka, czy jakaś kolejna postać?

 

Miała jeszcze dwa wolne miejsca, ale przetrzymanie więcej osób okazało się po prostu niepraktyczne.

Przetrzymywanie?

 

wyciągnęła z torby przewieszonej przez ramię lekko wymięty wycinek gazety. Wyprostowała go palcami i przykleiła srebrną taśmą tuż obok kilkunastu innych.

Czym innym miałaby go rozprostować? Wywaliłbym, ewentualnie zamienił na “w palcach”.

 

Ojciec przewraca się w grobie na twoją głupotę.

Przez?

 

 

Jest tutaj trochę mniejszych lub większych niedoróbek. Zwróciło moją uwagę, że nieco nadużywasz imiesłowów i dialogi, zwłaszcza początkowo, są mocno ekspozycyjne. Śledztwo raz fajnie się splata, a czasami kolejne wnioski śledczego odebrałem jako raczej ślepe strzały, które cudownie okazywały się trafione.

Jest tutaj natomiast całkiem interesująca główna bohaterka. Podobało mi się, jak odwróciłaś zależność córki i matki. To, co jednak przekonało mnie do tego tekstu, to zakończenie. Wszystko zmierzało do zemsty, można by myśleć, ale na szczęście nie poszłaś wydeptaną ścieżką i finał bardzo mnie usatysfakcjonował. Co za paskudny koniec zgotowałaś żonie detektywa… Ugh!

Klikam. Powodzenia w konkursie.

 

W becie nawytykałem palcami, to teraz wróciłem pokazać kciuka w górę.

Ciekawa kreacja świata, ale szczególnie błyszczy tu główna bohaterka. Jej przemiana z dziewczynki w bardzo groźną dla społeczeństwa kobietę, podparta doświadczeniami z okresu dorastania, bardzo mi się podoba i czyni z niej pełnokrwistą, wiarygodną postać.

Retrospekcje fajnie uzupełniają śledztwo Sebastiana i ani na moment nie poczułem się przez tą zaburzoną chronologię zagubiony.

skoro historia się broni to mogę spać spokojnie

Śpij nadzwyczaj spokojnie. :-)

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Outta,

każda konstruktywna opinia jest dobra – pokazałeś ciekawy kierunek jako alternatywę, której nie brałam pod uwagę bo skupiałam się na innym aspekcie. Niemniej, jest to zawsze rozwijające – nie wiem jak ty, ale mi bardzo ciężko zmienić kierunek opowiadania, jeżeli “ugruntował” się on w mojej głowie. Wszelkie zmiany wydają się wtedy złe, a to niekoniecznie dobry nawyk.

 

Krokus,

będę pamiętać! :)

 

MrBrightside,

dzięki za odwiedziny!

Jest tutaj trochę mniejszych lub większych niedoróbek. Zwróciło moją uwagę, że nieco nadużywasz imiesłowów i dialogi, zwłaszcza początkowo, są mocno ekspozycyjne. Śledztwo raz fajnie się splata, a czasami kolejne wnioski śledczego odebrałem jako raczej ślepe strzały, które cudownie okazywały się trafione.

Poprawki oczywiście przyjmuję – warsztat u mnie jeszcze kuleje, ale walczę i nie poddaję się. Co do śledztwa – tak, miałam takie obawy, że w pewnym momencie idzie im za łatwo. Tutaj niestety zjadł mnie trochę limit, bo musiałam wyciąć sporo scen :( 

 

jest tutaj natomiast całkiem interesująca główna bohaterka. Podobało mi się, jak odwróciłaś zależność córki i matki. To, co jednak przekonało mnie do tego tekstu, to zakończenie. Wszystko zmierzało do zemsty, można by myśleć, ale na szczęście nie poszłaś wydeptaną ścieżką i finał bardzo mnie usatysfakcjonował. Co za paskudny koniec zgotowałaś żonie detektywa… Ugh!

Bardzo zależało mi na uniknięciu zbyt wielu utartych schematów i cieszę się, że się udało :) wiadomo, nie wymyślimy koła na nowo, ale uważam i widziałam zresztą na portalu już conajmniej kilka opowiadań, które brały na warsztat dobrze “wysłużone” schematy i pokazywały je od nowej, ciekawej strony. 

Co do bohaterki – to też dobrze usłyszeć o niej dobre słowo. To był mój główny fokus, a stworzenie złego bohatera, który jest wiarygodny i nie oklepany, to dla mnie nadal wyzwanie.

 

bjkpsrz,

dzięki za odwiedziny i jeszcze raz za betę :) Twoje uwagi przyczyniły się do tego co piszesz – wskazaliście mi wszystkie luki logiczne, co sprawa opko pod tym kątem w miarę się broni.

 

Asylum,

dzięki! Zastanawiam się jednak nad obrazkiem, chyba nie jestem pewna co miał przekazać, ale może potrzebuje więcej kawy :p

 

 

Ja Ci niczego nie każę zmieniać, grl :) Co najwyżej mogę sugerować, ale Ty nie musisz się z moimi sugestiami zgadzać, bo to Twoje dzieło. A co do zmiany kierunku, może to nie jest dobry nawyk, ale mnie się już niejeden raz zdarzyło zmieniać kierunek pewnych motywów fabularnych, czy to pod wpływem sugestii innych, czy to za sprawą umiarkowanego zadowolenia ze swojego tekstu :)

Known some call is air am

Mam wrażenie, że tło działalności Wanji nie zostało przedstawione należycie i jasno, i pewnie dlatego nie wiem, co sprawiło, że mogła kraść ciała – czy urodziła się z tym talentem, czy wyszkolił ją ojciec?

Kiedy ujrzałam scenę z pieskiem i ośmioletnią dziewczynką ze sztyletem, miałam ochotę przerwać lekturę i już do niej nie wracać. Pewnie dlatego mogłam czegoś nie doczytać, może coś pominęła, a może coś umknęło mojej uwadze, ale nie wiem, dlaczego bohaterka zabijała – bo chyba nie chodziło o kontynuowanie rodzinnej tradycji

Wykonanie nadal pozostawia sporo do życzenia – szkoda że usterki wskazane przez wcześniej komentujących, nadal utrudniają czytanie.

 

czego pań­stwo ode mnie ocze­ku­je­cie. ―> Czy mówiący zwraca się do pań i panów? Nie, zwraca się do grona dwunastu mężczyzn, więc: …czego panowie ode mnie ocze­ku­je­cie.

 

Na­to­miast ja je­stem Pro­fi­la­to­rem… ―> Dlaczego wielka litera?

 

spe­cja­li­zu­ję się w psy­cho­lo­gii i okre­śla­niem po­żą­da­nych pro­fi­li oso­bo­wo­ścio­wym dla I.S.P.Z.A. ―> …spe­cja­li­zu­ję się w psy­cho­lo­gii i okre­śla­niu po­żą­da­nych pro­fi­li oso­bo­wo­ścio­wych dla I.S.P.Z.A.

Co oznacza ten skrót?

 

Po­czuł pot spły­wa­ją­cy mu po ple­cach. ―> Zbędny zaimek – czy poczułby pot spływający po plecach komuś innemu?

 

zi­den­ty­fi­ko­wa­ła­by ją I.S.P.Z.A pod­czas… ―> Brak kropki po A.

 

– Vanja, na co cze­kasz! – Oj­ciec sta­nął za nią i lekko się po­chy­lił. ―> To jest pytanie, więc: – Vanja, na co cze­kasz?

 

wyj­rzał przez wy­so­kie okna na mia­sto w dole. Wy­so­kie prze­szklo­ne wie­żow­ce… ―> Powtórzenie i zbędne dopowiedzenie – wieżowce są wysokie z definicji.

Przez ile okien mógł wyjrzeć jednocześnie? Aby móc wyjrzeć przez okno, trzeba je otworzyć i wychylić się zeń.

Proponuję: …przez wy­so­kie okna spoj­rzał na mia­sto w dole. Prze­szklo­ne wie­żow­ce…

Za SJP PWN: wyjrzeć, wyglądnąćwyglądać  1. «spojrzeć, wychyliwszy się zza czegoś, z czegoś, przez coś»

 

mu­snął usta­mi jej włosy, po czym oplótł ra­mio­na­mi i oparł czoło o czu­bek jej głowy. Za­pach jej wło­sów za­wsze przy­no­sił mu uko­je­nie. ―> Zaimkoza.

 

Po spraw­dze­niu przez I.S.P.Z.A jej ofia­ra… ―> Brak kropki po A.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej, hej, Shanti

Podobało mi się bardziej, niż powinno. Nie, że jest złe, ale trochę niedopracowane, część zdań niezgrabna, a wątki pourywane. Ale po prostu trafiłaś w mój gust. Narracja z wtrąceniami Profilera wyszła bardzo „filmowo”, scena z więzionymi ludźmi jako zapasowymi ciałami świetna, no i sama postać Vanji jest dopracowana i głęboka.

Początek był najsłabszy – luzują krawaty, prawie mdleją z nerwów – trochę za dużo emocji, jak na pierwsze akapity, ale potem im dalej, tym lepiej. Zakończenie świetne. Jednocześnie nietypowe, ale idealnie współgrające z postacią Vanji. 

Trochę brakowało mi rozwinięcia relacji z ojcem, ale to detal.

Klikam i pozdrawiam

 

PS

Naiwnością z mojej strony było wierzenie, że zaakceptowalibyście mnie taką jaką jestem. Ale to ukrywanie się jest takie męczące. Sądziłam, że przyjmiecie mnie jak jedną z was i razem obrócimy wszystko w pył myślała, ale skoro nie jesteście zainteresowani, to chyba nie zostawiacie mi wyboru.

To “myślała” jest niepotrzebne. Kursywa oznacza właśnie to.

Natomiast ja jestem Profilatorem

Spotkałam się raczej z określeniem: profiler.

 

Podoba mi się pomysł, a także świat, który stworzyłaś. Podoba mi się, że zauważasz, że nawet wykluczeni mają jeszcze swoich wykluczonych. Zakończenie – świetne.

Mam natomiast wrażenie, że Vanja jest trochę niedopisana. Na początku pokazujesz ją jako ośmioletnią dziewczynkę, którą ojciec zmusza do czegoś, czego ona nie chce. Ojca pokazujesz jako zimnego typa, dzieciak nie jest nim zafascynowany, nie patrzy w niego jak w święty obrazek. Nawet jeśli ją zmusił do zabicia psa, to złamał raczej jej opór w tym momencie, niż ją jako osobę. A to rodzi gniew i nienawiść.

Cztery lata później ojca już nie ma. To znaczy zostawił ją, porzucił. I nie ma znaczenia, że umarł, jego nie ma, zostawił ją z matką, która nie ogarnia życia. Co się stało w międzyczasie, jak ze zbuntowanego dziecka zmieniła się we wściekłą nastolatkę? Kiedy i jak ją złamał? Matka jest pijaczką, ale nie wiemy, czy zawsze taka była, czy rozpiła się po śmierci męża. Raczej zawsze, tak byłoby logiczniej, ale nie widać tego. Vanja wchodzi w nią, ale robi to ze złością. To nie jest tak: mamo, pomogę ci. Ona świadomie sprawia ból. I znowu, co się stało, że tak wybrała? Czegoś tu jeszcze brakuje, żeby był ciąg zdarzeń. A ponieważ mam wrażenie, że zależało Ci na pokazaniu, że sami sobie tworzymy potwory – ten brak jest mocno odczuwalny.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Outta,

jedyne co miałam na myśli, to że nie zamykam się na żadną opinię :) nawet jeśli nie zdecyduje się na jakieś zmiany w tym opowiadaniu, to cudze komenatrze często poszerzają horyzonty i wskazują np. inne spojrzenia, których nie wzięło się pod uwagę.

 

regulatorzy,

dzięki za wytknięcie błędów. Co do fabuły i powodów dla których Vanja zabijała, to wydawało mi się, że akurat to dość dobrze pokazałam. Vanja szukała zrozumienia i akceptacji, była wyrzutkiem wśród wyrzutków i robiła to w taki sposób, bo tego została nauczona. Ojciec nauczył ją zabijać i pozbawił empatii, niejako wraz z matką stworzyli potwora. Moim celem nie było oczywiście wybielenie Vanji, ale pokazanie, że to zło zwykle nie bierze się z niczego. 

Mam niestety poczucie, że dość szybko skreśliłaś opowiadanie i nie dałaś mu szansy, ale rozumiem, że nie wszystkim musi się podobać (to pewnie byłoby wręcz dziwne). Niemniej dzięki za Twój czas i odwiedziny.

 

Zanais,

dzięki za odwiedziny, już drugi raz piszesz pod moim opkiem, że podobało się bardziej niż powinno :D chyba więc jednak trafiam jakośćw twój gust, choć mam nadzieję, że kiedyś będzie bez tego “bardziej niż powinno”.

Cieszę się z ogólnego, pozytywnego odbioru, ale muszę się odnieść do “niedopracowane”, choć nie będę dyskutować z tym, że opko jest momentami niezgrabne, to przyjmuję :) przyznam szczerze, że duuużo czasu poświęciłam aby “wyglądało” tak jak teraz, o pomocy betujących nie mówiąc. Więc, jedyne co mogę powiedzieć to fakt, że dużo jeszcze nauki warsztatu przede mną bo na dzień dzisiejszy nie potrafię lepiej, ale z tego właśnie powodu mam problem ze słowem niedopracowane, bo jak na moje możliwości właśnie jest :)

 

Irka_Luz,

dzięki za opinię i bardzo się cieszę, że były elementy, które Ci się spodobały (szczególnie zakończenie, bo jego nie byłam do końca pewna, na ile się spodoba). 

Co do zastrzeżeń – tu mogę się tylko pokajać. Trochę zrzucę tu na limit, ale też pewnie na moje braki w warsztacie, bo pewnie mogłabym wiele z tych rzeczy wyjaśnić, upchnąć więcej w tej ilości znaków. 

Odnośnie jednak relacji z matką – była taka odkąd Vanja pamięta (mój błąd, że tego nie podkreśliłam), więc mamy tutaj relacje dziecka z alkoholiczką. Złość, poczucie zdrady, brak stałości i poczucia bezpieczeństwa dominują więc u bohaterki, a to w połączeniu z naukami ojca dało taką a nie inną mieszankę.

 

 

Shanti, dziękuję za wyjaśnienia, pomogły. :)

 

Mam nie­ste­ty po­czu­cie, że dość szyb­ko skre­śli­łaś opo­wia­da­nie i nie dałaś mu szan­sy…

Skoro masz takie poczucie, to trudno  będzie Cię przekonać, że nie mam zwyczaju skreślać żadnego opowiadania, a już zwłaszcza w trakcie lektury. Dodam, że jeśli opowiadanie nie podoba mi się, mówię to wprost, nie owijając niczego w bawełnę.

Życzę powodzenia w dalszej pracy twórczej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Shanti, nie miałem zamiaru umniejszać Twojej (ani betujących) pracy nad tym opowiadaniem. Użyłem może niefortunnie słowa “niedopracowane” jako synonimu “chropowate” czy właśnie “niezgrabne”.

A co do drugiego razu z “bardziej niż powinno”, to chyba lepiej niż jakby podobało się “mniej niż powinno”? ;) 

Świetne opowiadanie jak najwięcej takich :) 

regulatorzy,

jasne – to w takim razie odniosłam mylne wrażenie :) przyjmuję, że się nie podobało, ale tym bardziej dzięki za Twój czas!

 

Zanais,

jasne, domyślam się, ze nie taki miałeś zamiar ale daje znać, bo pewnie nie ja jedna mogę mieć taki odbiór, a sporo tutaj osób, które nadal się uczą tak jak ja.

I miałam na myśli, że będzie po prostu “podobało mi się “ ale absolutnie nie narzekam :)

 

miki212,

dzięki za komentarz i Twój czas, fajnie, że się podobało, ale chętnie dopytam co konkretnie, jakieś poszczególne fragmenty zapadały Ci w pamięć? To dla mnie bardzo cenna informacja i wskazuje najmocniejsze strony opowiadania.

…przyjmuję, że się nie podobało, ale tym bardziej dzięki za Twój czas!

Kolejne mylne wrażenie – nic takiego nie powiedziałam, ale bardzo proszę, Shanti. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Okiwałaś mnie na koniec. Szczerze spodziewałem się że przejmie Sebastiana, a potem , nie bedzie co zbierać z Rady. Ale fajnie, fajnie, czyli chodziło poprostu o sex :)

Hail Discordia

Nowa Fantastyka