- Opowiadanie: chalbarczyk - Podniebny byt

Podniebny byt

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Podniebny byt

Głęboki dźwięk klasztornych dzwonów rozszedł się po zielonych polach, odbił od tafli wody w rzece i nawet doleciał do granicy ciemniejącego na horyzoncie lasu, aby zginąć wśród uroczystych drzew. Misza i Jegor ostrożnie zajrzeli przez okno. Ojciec Artemij przepasany białym fartuchem piekł rogale nadziewane powidłami. Nad blachą, która miała iść do pieca, czynił znak krzyża, aby się dobrze upiekło i ostrożnie wsuwał wyrośnięte rogaliki do chlebowego pieca. Pachniało tak nieziemsko, że chłopcom od razu zakręciło się w głowie.

– Miszka, ty pójdź poproś.

– Jeszcze ścierą dostanę!

– Tchórz!

– Sam poproś, jak takiś mądry!

Nad nimi pokazała się głowa baciuszki Artemija.

– A cóż to synkowie? Nie w szkole?

– Eee… my właśnie…

Jegorowi trudno było się przyznać, że uciekli z ostatniej lekcji, więc spuściwszy głowę, coś zamruczał niewyraźnie.

– Żebyście głodni nie byli.

Baciuszka włożył im do ręki po jednym rogalu i uśmiechnął się szeroko.

Gdy po bułeczkach nie zostały nawet okruszki, wzięli tornistry i siedli na schodach, prowadzących do głównej cerkwi, bo nie bardzo wiedzieli, co mają ze sobą zrobić. Wszędzie było pusto i cicho. Pewnie wszyscy byli na obiedzie.

– Kiedyś wyjadę z Jabłecznej. Będę podróżować po całym świecie. Pomyśl tylko, całe życie siedzieć w jednej dziurze. Nigdy!

– A mnie tu dobrze.

Jegor popatrzył na kolegę dziwnie.

– Miszka, ty w ogóle nie znasz życia.

Majowe słońce rozlewało się po białych ścianach monasteru, zaglądało w okna i odbijało od złotych kopuł. Nagle coś ukłuło Jegora w oczy.

– Patrz, czy to nie wejście do piwniczki baciuszki Artemija? Kłódka odpadła. Założę się, że trzyma tam skarby! Chodźmy!

– Chyba nie chcesz niczego ukraść?

– Od razu – ukraść. Tylko rozejrzymy się.

Jegor zaraz przyniósł z cerkwi świeczki z zapałkami, bąknąwszy ku ścianom, że odda potem i z przyjacielem zeszli do piwnicy, w której pachniało wilgocią, kiszonkami i cebulą.

– Nic tu nie ma – Misza wzruszył ramionami. – Nic tu po nas.

– Ej, a co to jest?

Za rzędem beczek czerniały małe drzwiczki. Jegor z trudem odsunął ciężkie beczki i nacisnął na drzwi. Ustąpiły. Chłopcy ujrzeli wąski korytarz, który ginął w ciemnościach.

– A nie mówiłem? Skarb!

– Jegor, wracajmy. Tu jest trochę strasznie – zajęczał Misza.

– Nie możesz być takim tchórzem, jeśli chcesz być prawdziwym odkrywcą!

– Ale ja wcale nie chcę – mamrotał Misza, prawie biegnąc za Jegorem, byle tylko nie zostać samemu w tym przerażającym miejscu.

Ale korytarz niebawem się skończył i gdy otworzyli ze skrzypnięciem następne drzwi, znaleźli się w rozległej dolinie, przykrytej białą kołdrą śniegu. Chłopcy przez dłuższy czas zdziwieni milczeli.

– Gdzie jesteśmy?

– Może to Sybir?

– A może odbity świat?

– Odbity świat?

– Rozumiesz, to co u nas jest prawe, tutaj jest lewe, u nas jest wiosna, a tutaj zima.

– Ale tu powinna być w takim razie jesień…

Jegor niezadowolony spojrzał na przyjaciela.

Uderzył w nich mroźny podmuch, więc zamknęli oczy. Gdy je otworzyli, wokoło nich stali wojownicy w starożytnych zbrojach. Ozdobione piórami hełmy zakrywały im pół twarzy. Wypolerowane okrągłe tarcze trzymali w lewej, a miecze w prawej ręce.

Na plecach mieli złożone skrzydła.

Nagle jakieś ręce chwyciły chłopców i ktoś zawlókł ich do wielkiego namiotu, i rzucił na kolana. Misza miał cały czas oczy zaciśnięte i trząsł się ze strachu, ale Jegor rozglądał się ukradkiem.

– To duchy potępionych?

– Hm, to właśnie nie jest takie jasne.

Byli podobni do ludzi, ale majestatyczne skrzydła nadawały im wygląd tego odbitego świata. Pomimo chłodu nosili rzemieniami wiązane sandały, a ich zbroja przypominała tę, którą Jegor widział w książce od historii. Jeden z nich, o długich, kręconych włosach, które spadały mu na ramiona, zwrócił się do postaci, siedzącej pośrodku na rzeźbionym krześle.

– Generale, czy to nie szpiedzy? Meldunki donoszą o ruchach taborów na zachodzie. W naszą stronę już zmierza artyleria, a konnica kryje się w lesie. Nie wiemy, ilu ich dokładnie jest. – Długowłosy wojownik, który mógł być zapewne adiutantem, szybko zdawał raport, zerkając na jeńców.

Generał wstał i zbliżył się do chłopców.

– Jak ci na imię?

– Misza – lękliwie ten odpowiedział.

– Mój imiennik.

Czy przez usta generała przebiegł cień uśmiechu? Nie, chyba się Miszce wydawało.

– Jesteście szpiegami?

– Nie, proszę pana, przybyliśmy z odwróconego świata. Zresztą i tam też nie jesteśmy szpiegami.

– Odwróconego? – Generał uniósł brwi.

Jegor pokiwał energicznie głową.

– Właśnie! Tu żołnierze mają skrzydła i miecze, a u nas karabiny, tutaj jest zima, a u nas lato… eee… prawie lato.

– Ach, oni są z Ziemi.

– Co mamy z nimi zrobić? – Adiutant generała surowo popatrzył na chłopców.

– Teraz nie jest dobry czas, aby się nimi zajmować. Za najdalej godzinę nieprzyjaciel sformuje szyki. Jeszcze dociągną najemnicy i bitwa się rozpocznie. Demony nigdy wcześniej nie były tak silne. Musimy zacząć się przegrupowywać. Na stanowiska!

– Tak jest!

Wszyscy założywszy hełmy, wyszli, a Misza i Jegor zostali sami.

– Wiem, kim oni są!

– Skąd to możesz wiedzieć?

– To anioły. Zobacz! Wyglądają tak samo, jak te namalowane na ścianach w naszej cerkwi!

Jegor starał sobie przypomnieć malowidła. Rzeczywiście, zbroja, skrzydła.

– Ale jak to możliwe, że my je widzimy?

– Może już nie ma nas na ziemi? Nie żyjemy?

– Nie gadaj głupot. Oczywiście, że żyjemy.

– Myślisz, że ten generał będzie osądzał nasze grzechy?

Jegor pomyślał, że mógł bardziej uważać na religii. Teraz by wiedział, czy aniołowie sądzą ludzkie grzechy czy nie.

– Zanim wrócą, już nas nie będzie. Idziemy! – zakomenderował.

Ze wzgórza rozciągał się widok na dolinę. Z lewej, z nagiego, ciemnego lasu wyjeżdżały wozy zaprzężone w czarne, opięte pancerzem ogiery. Na wozach jechały olbrzymie działa armatnie, a obok maszerowały zgarbione postacie o wyciągniętych kończynach, trzymające różnego rodzaju topory, piki i maczugi. Chłopcy tak się zapatrzyli na ten pochód, że z początku nie spostrzegli, jak gęstnieje za nimi ciżba ciemnoskrzydłych ponurych wojowników i monstrów o dziwnych kształtach. Dopiero, gdy usłyszeli za plecami wrzawę, chcieli uskoczyć, ale było za późno. Tłum porwał Miszę i Jegora ze sobą.

Chłopcy trzymali się za ręce, aby się nie rozdzielić i nie zgubić. Wkoło kłębiły się potwory, które były pół-ludźmi pół-bestiami. Niektóre miały małpie ręce, ciągnące się po ziemi, a niektóre wężowate ciało, pokryte łuskami. Były też i w ludzkim kształcie, lecz oplecione łańcuchami, bez oczu i uszu.

– Jegor, ja chcę wracać do domu. Nie chcę na nich patrzeć.

– Wydostaniemy się z tłumu i wskoczymy w ten zagajnik z lewej, a potem wejdziemy na wzgórze. I już będziemy przy drzwiach. – Jegor uspokajająco poklepał przyjaciela po ramieniu, ale i jemu głos drżał.

Tłum doszedł na miejsce zbiórki i zatrzymał się z pomrukiem, a anioł z olbrzymimi szarymi skrzydłami stanął na podwyższeniu. Był większy i bardziej muskularny od generała i jego wojowników. Twarz pokrywały mu blizny, a usta wykrzywiał grymas pogardy.

– Kto to? – spytał Jegor zbielały ze strachu.

– To demon. Z demonami biją się anioły.

– Wywalczymy nowy ład – rozpoczął demon – krew, którą przeleję, posłuży wielkiej idei. Czas wreszcie ściągnąć łańcuchy i smycz, które nas wiążą. Nikt ani nic nas nie powstrzyma! Bóg chciał zrobić z nas służące psy! A jego świat się rozpada na naszych oczach! Dlatego weźmiecie broń i będziecie walczyć i zarzynać, i mordować, aż nie zostanie żaden syn światłości!

Niektóre z bestii chciały uciec, rzucały się na oślep, byle jak najdalej, ale w tym momencie jeden z demonów podrywał się i ślizgowym lotem dopadał ofiary. Ćma niewolników zbiła się w ciasną gromadę, a wojownicy brali broń ze stosu i rzucali w tłum. W tym momencie w górze rozległ się donośny dźwięk. Zadarli głowy. Wysoko, ponad pierwszą warstwą chmur ścierały się dwa wojska. Demony podnosiły się na swoich skrzydłach ciężko, ciągnąc za sobą na łańcuchach dusze im podległe i ustawiając w bojowym szyku. Anioły zaś powoziły lekkimi rydwanami, przemierzającymi nieboskłon w wyższych sferach nieba. Trąby zabrzmiały po raz drugi i anioły ruszyły. Napadały na demony, tnąc bezlitośnie po skrzydłach i wbijając miecze w czerepy. Na ziemię zaczęły spadać pióra, odcięte ręce, strzaskane wozy i trupy tych, którzy byli kiedyś ludźmi.

Jegor ścisnął rękę przyjaciela i krzyknął:

– Teraz!

Rzucili się do ucieczki. Jeszcze tylko trochę, zaraz dobiegną do zagajnika i skryją się wśród gałęzi. Mogą też zakopać się w śniegu, aby przeczekać. Jegor obejrzał się. Odetchnął z ulgą, bo na razie nikt ich nie gonił. Nagle coś pocięło mu nogi, a on runął na ziemię, pociągając za sobą Miszę. Bestia miała przerażającą twarz z wystającymi kłami i skarlałymi skrzydłami na plecach. Jej tors okrywał pancerz. Poruszała się na dwóch nogach, chybocząc się i rozglądając. Misza zesztywniał ze strachu. Nie mógł się ruszyć, chociaż Jegor wołał do niego, żeby wstawał i biegł. Bestia doskoczyła do Miszy, aż poczuł jej smrodliwy oddech i zobaczył pełne wściekłości oczy.

Dlaczego ona mnie tak nienawidzi? Przebiegło mu przez głowę. Pokonał strach i zmusił się do biegu, lecz monstrum było szybsze. Chwyciło go owłosionymi łapami i zaczęło dusić. Misza powoli tracił przytomność. Bies obnażył kły i zaczął je zatapiać w szyi chłopca. Jegor w przerażeniu cofał się, nie wiedząc, co ma robić.

Nie! Jeśli go nie pokonam, to i mnie dopadnie!

Podniósł kamień, podbiegł, zamachnął się i z całej siły uderzył w łeb. Bies poluzował uchwyt, a Misza osunął się na ziemię. W następnej chwili potwór odwrócił się i rycząc wściekle ruszył na Jegora. Drugi kamień. Zanim rzucił, szpony przeorały chłopcu ramię, a krew zaczęła powoli wsiąkać w śnieg.

Nagle z góry dał się słyszeć grom, a następnie brzęczenie. Błękitny piorun uderzył w demona, który odskoczył z piskiem i przekleństwami. Zaraz jednak podniósł się i dobył zakrwawionego miecza, mierząc gdzieś nad głowami chłopców. Obejrzeli się. To adiutant generała celował swoją kopią w demona. Wypuścił ją z ręki. Kopia przeszyła napierśnik i dosięgła serca. Bies wił się jeszcze trochę, ale zaraz znieruchomiał. Adiutant założył mu łańcuchy i zatrzasnął stalową obrożę.

– To powinno wystarczyć.

– Co z nim będzie?

– Zepchnę go do czeluści, tam, gdzie jego miejsce.

Misza spojrzał na truchło potwora i rozpłakał się. Adiutant podszedł do niego, objął ramionami i przytulił do siebie.

– Nie bój się. Ja ciebie obronię. – Wycierał mu łzy na twarzy, a pod wpływem ciepłego dotyku anioła goiła się rana na szyi.

– A ty, Jegor, nie zląkłeś się demonów? – Anioł dotknął zranionej ręki chłopca.

– Zląkłem. Ale powiedziałem sobie, że nie będę ryczeć. – Jegor speszony wbił wzrok w czubki swoich trzewików.

Adiutant uśmiechnął się, rozpościerając skrzydła.

– Chodźcie, zaprowadzę was do domu.

 

 

Znów znaleźli się przed piwniczką baciuszki Artemija. Z cerkwi dobiegał śpiew wieczernii. Chłopcy weszli do środka i zapatrzyli się na freski, które pokrywały sklepienie, filary i ściany. Namalowane anioły z rozpostartymi skrzydłami wzlatywały wysoko i spoglądały na ludzi, poważnie marszcząc brwi. Misza pomyślał, że ikonopisiec nie musiał przedstawiać ich tak surowo i uśmiechnął się do archanioła, który trzymał w ręku miecz i strącał diabłów do piekła.

Koniec

Komentarze

No to popatrzmy. Klimat jak w “U Pana Boga w ogródku”, tyle że prawosławny. Grzech się do czegoś przyczepić. I , po prawdzie, nie bardzo jest do czego. Coś tam wygrzebałem, żebyś widziała, że na prawdę czytałem: )

 

“aby zginąć wśród uroczystych drzew” – Obchodziły święto lasu?

 

“i siedli na schodach, prowadzących do głównej cerkwi” – myślę, że ten przecinek można by wyrzucić i wykorzystać przy innej okazji, ale pewności nie mam, bom słaby z przecinków.

 

“Uderzył w nich mroźny podmuch, więc zamknęli oczy. Gdy je otworzyli, wokoło nich stali wojownicy w starożytnych zbrojach” – i tu się zastanawiam, jak długo należałoby mieć zamknięte oczy, by dać się otoczyć wojownikom.

 

“Wypolerowane okrągłe tarcze trzymali w lewej, a miecze w prawej ręce”. – No to wiemy, że żaden nie był leworęczny, ale popracowałbym nieco nad tym zdaniem.

 

“ale majestatyczne skrzydła nadawały im wygląd tego odbitego świata.” – wyrzuciłbym “tego”.

 

“Na wozach jechały olbrzymie działa armatnie” – nie jestem ekspertem od militariów, ale raczej jednak nie. Albo działa, albo armaty. Chyba.

 

Potem mamy walkę Dobra ze Złem i wygrywamy.

 

Dostrzegam w Twoim języku trochę niezgrabności, prawdopodobnie jesteś jeszcze bardzo młodą pisarką.

Hospodi błagosłowi i do następnego poczytania!

 

 

Andyql

żebyś widziała, że na prawdę czytałem: )

naprawdę razem

“i siedli na schodach, prowadzących do głównej cerkwi” – myślę, że ten przecinek można by wyrzucić i wykorzystać przy innej okazji, ale pewności nie mam, bom słaby z przecinków.

Tak, ostatnie zasady interpunkcyjne każą stawiać przecinek, robiąc oddzielne pod-zdanie z imiesłowem.

 

i tu się zastanawiam, jak długo należałoby mieć zamknięte oczy, by dać się otoczyć wojownikom.

Raczej nie chodziło mi o to, aby ten drugi świat traktować, jakby był jakimś zamorskim nieznanym państwem, w którym obowiązują znane nam ludzkie zasady, a tytuł jest do tego aluzją.

 

Zawsze mam dylemat, czy tłumaczyć się ze stylu i sformułowań, które uważam za metaforyczne np. “drzewa uroczyste”. Po dyskusji z samą sobą, stwierdzam, że nie będę ;)

Co do militariów, wydawało mi się, że armata jest rodzajem działa, ale trzeba spytać jakiegoś eksperta.

 

Pozdrawiam!

 

Hej :) Przepraszam, że z telefonu, ale nie lubię zwlekać z komentarzem po przeczytaniu bo potem ulatują mi świeże spostrzeżenia. Za największy sukces tego tekstu uznaję fakt, że mimo, iż jestem uczulony na treści związane z aniołami i demonami, przeczytałem Twoje opowiadanie z przyjemnością. Jedynie stwierdzić muszę, że przejście przez drzwi do innego świata oraz walka skrzydlatych z rogatymi to trochę mało, hm, świeżości, jakiej oczekiwałbym w konkursie pt. Tajemnice Światów. Reasumując: Nic mnie tutaj w fotel nie wbiło, ale na tyle fajnie napisane, że przeczytałem z przyjemnością mimo własnych preferencji. Klik będzie wieczorem, pozdrawiam ;)

żebyś widziała, że na prawdę czytałem: )

naprawdę razem

 

Naprawdę tak napisałem! Czerwienię się ze wstydu. Za karę nie poprawię. A co do reszty, masz rację. To Twój świat.

Czytało mi się bardzo dobrze.

Jednak troszkę jestem rozczarowana, bo myślałam, że będzie Ruś piękna, a tu przeniosło nas na wojnę dobra i zła.

Czytałam kilka fantasy, które działy się na Rusi i wszystkie były plastikowe i amerykańskie. A tu kilka wersów i zrobiło się smakowicie jakbym pielmieni przepiła wódką;)

 

Ambush

bo myślałam, że będzie Ruś piękna

To mnie zaskoczyłaś! Zupełnie nie myślałam, aby w taką stronę poprowadzić podróż do innego świata :) Dzięki za komentarz!

 

Realuc

Za największy sukces tego tekstu uznaję fakt, że mimo, iż jestem uczulony na treści związane z aniołami i demonami, przeczytałem Twoje opowiadanie z przyjemnością.

Pozwól, że uznam Twoją wypowiedź za największy sukces tego opowiadania. Wiedziałam, że to kontrowersyjny temat, lecz świadomie na niego się porwałam. Chciałam sprawdzić, czy uda mi się pod ciężką scenografią zawrzeć proste i podstawowe uczucia.

Bardzo się cieszę, że się spodobało i pozdrawiam!

 

Wybacz, chalbarczyk. Musiałam. blush ;)

 

A teraz poważnie:

Sara

laugh

Ma to jakiś urok. Początek przed podróżą zdecydowanie najlepszy. Później nieco gorzej. Właściwie opisujesz tylko bitwę, która (jak każda walka) bez odpowiedniego kontekstu nie wywołuje zbytnio emocji. Poza tym zabrakło mi czegoś więcej – chłopcy są tylko pasywnymi obserwatorami wydarzeń, nic od nich nie zależy.

Taki rosyjski klimat zdecydowanie na plus, szkoda, że nie jest dłuższe, a opowieść pełniejsza.

Pozdrawiam

Zanais

szkoda, że nie jest dłuższe

To mój odwieczny problem. Opowiadanie często wychodzi za krótkie, bo wydaje mi się, że naprawdę wszystko już napisałam…

Dzięki za komentarz, pozdrawiam!

 

Cześć chalbarczyk ;)

Powiem podobnie jak przedpiścy – krótko, za krótko. Mam wrażenie, że pomysł mógł być rozpisany dłużej, poruszyć więcej wątków, bo tak naprawdę w opowiadaniu nie dzieje się za dużo. Największą część zajmuje walka dobra ze złem i poza tym jest niewiele.

Bardzo lubię klimat wschodni i fajnie tu został zobrazowany. :)

Co do hasła konkursowego – postrzegam ją jako odwieczną walką dobra ze złem w Twoim opowiadaniu.

Ogólnie, na plus. Pozdrawiam!

Sagitt

Och, teraz żałuję, że się nie rozpisałam!

Cieszy mnie takie odczytanie hasła konkursowego, dzięki za komentarz. Pozdrawiam!

 

To mój odwieczny problem. Opowiadanie często wychodzi za krótkie, bo wydaje mi się, że naprawdę wszystko już napisałam…

Ciekawe, bo ja, podobnie jak wielu innych ma odwrotny problem – rozpisuje się niemożebnie. Dowodem niech będzie przekroczony limit znaków w konkursie:)

Opowiadanie proste i faktycznie krótkie. Według moich kryteriów to prawie szort. Bohaterowie mknęli pędem przez opisane przez ciebie wydarzenia. Szczególnie było to odczuwalne przy pierwszym spotkaniu chłopców i generała. W zasadzie tylko ich przyniesiono a po chwili generał mówi, że zajmie się nimi później. Przydałoby się więcej interakcji bohaterów ze światem(to zawsze zajmuje trochę miejsca:).

Nie licząc tej prędkiej akcji, nie mam zastrzeżeń.

 

 

Ujęły mnie pierwsze zdania, pieczenie rogali i tajemne drzwiczki w piwnicy:). Wojna między aniołami i demonami ładnie się wpisuje w cerkiew, choć najmniej mnie zainteresowała. Natomiast wyczuwałam tu klimat. Daję klika :).

Konrad

Monique

Dziękuję za odwiedziny i komentarze. Cieszę się, że choć krótkie, trochę się spodobało.

Pozdrawiam czytelników!

Przepraszam, chalbarczyk, ale  pochwał nie będzie. :-(

Scenka, no dwie i pół. Fajnie, że osadzone gdzie indziej, acz niewiele tego. Jak może wiesz, nie mam do fantasy, sentymentu. Tu mamy anioły, demony i mieszkańców Ziemi i mini stylizację na prawosławie.

Zapisane sprawnie, ale powiedziałbym, że po łebkach. Bo o co, tu chodzi? Wolałabym, aby było napisane gorzej, lecz o coś rzeczywiście chodziło.

 

,uroczystych drzew.

,baciuszka

Batiuszka? ale nie wiem, bo może regionalne, też tak się mówi. 

 

Powodzenia w konkursie!

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Hej, Asylum

Ach, a mnie się wydawało, że wreszcie przyszedł mi do głowy fajny pomysł na Tajemnice, bo przez cały konkurs byłam przekonana, że nie ma światów, a w tych światach nie ma tajemnic, w związku z tym nic nie stworzę… Może na swoją obronę napiszę, że cytat z Sępa-Szarzyńskiego wydał mi się dobrym kluczem i umieściłam go w tytule, aby podkreślić dwa bytowania (ziemskie i podniebne). Może szkoda, że nie wytłumaczyłam tego bardziej :)

 

‘baciuszka’ to oczywiście regionalizm z Podlasia.

 

Dzięki za odwiedziny i pozdrawiam!

 

 

 

Właśnie zaczynało mi się podobać jak się skończyło ;-)

 

SaraWinter

Świnki śliczne-orgazmiczne.

 

Chalbarczyk

Cóż mogę napisać więcej niż przedpiścy? Obrazek ładny. Rogale pyszne. Opisy cudne. Tylko nie za bardzo do mnie dotarło po co to wszystko. Z jednej strony zabrakło mi trochę Rusi Pięknej – tak jak chciałaby Ambush – a z drugiej ten świat podniebny, niebiański, te zmagania aniołów z demonami ledwo się zaczęły zaraz się skończyły. Brakło też rozwinięcia wątków w stylu zbieżności imion Święty Michał – Misza itp.

Mimo to, uważam, że obrazek wpisuje się w konkurs. Choć to jest kolejny tekst, którego bym nie nazwał opowiadaniem, to przecież jurorzy zaznaczyli, że to nie muszą być opowiadania.

Traktuję więc jak literacki malunek, pozdrawiam i życzę powodzenia!

 

entropia nigdy nie maleje

Muszę zgodzić się z Jimem, że to bardziej literacki malunek. Bohaterom się przydarza, są raczej obserwatorami niż przyczynami wydarzeń. Weszli do świata, popatrzyli, pouciekali, pobili się z demonem i sobie poszli – ich obecność chyba nie wpłynęła za bardzo na ten świat? Mam wrażenie, że ta podróż nie zmieniła też ich samych. Mimo tego, że coś się w tym świecie dzieje, jest to świat statyczny. Ot, taki malunek właśnie :)

Tak jak Ambush miałem nadzieję na Ruś piękną – jeśli kiedyś napiszesz całe opowiadanie w klimatach Rusi to masz już czytelnika ;)

Jeszcze pierdółki:

Baciuszka włożył im do ręki po jednym rogalu i uśmiechnął się szeroko.

“Jednym” chyba zbędne.

– Od razu ukraść. Tylko rozejrzymy się.

To moje bardzo subiektywne odczucie, ale takie myślniki w środku wypowiedzi postaci trochę mnie zbijają z tropu.

Jim i Pan Domingo

Dziękuję za komentarze, będą dla mnie inspiracją, może już następnego, opowiadania :)

 

 

myślniki w środku wypowiedzi postaci trochę mnie zbijają z tropu.

Mnie również. Nie wiem, jak to zapisać, aby oddać lekkie oburzenie mówiącego.

 

Pozdrawiam!

 

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Całkiem ciekawa, lekka bajeczka, choć momentami akcja gna, jakby w trakcie pisania te wszystkie demony to za Tobą goniły. ;) Przydałoby się momentami nieco zwolnić, dodać więcej opisów, podbudować nieco napięcie. Niemniej, całość całkiem mi się podoba – masz tu fajnych bohaterów (zarówno dzieci jak i adiunkta), masz przygodę i tajemniczy świat. Interesuje mnie tylko, kim był ten Artemej – czy tylko duchownym, czy może kimś więcej? – że miał takie cuda w piwnicy.

Zostaw ten żyrandol.

Cześć, chalbarczyk,

akurat czytam Tekst Glukhovskiego, toteż siedzę w rosyjskich klimatach ;) Opowiadanie zaczyna się więc dobrze, szczególnie fajny jest fragment z rogalami. Niestety mam wrażenie, że jest o niczym. Akcja następuje zbyt szybko, zbyt szybko się kończy. Całkowicie rozumiem:

 

To mój odwieczny problem. Opowiadanie często wychodzi za krótkie, bo wydaje mi się, że naprawdę wszystko już napisałam…

 

Też tak mam. Ale mam wrażenie, że do takich krótkich opowieści musi być odpowiednia historia. Bo tutaj jest wielki potencjał na coś bardziej rozbudowanego. Inaczej wygląda to, jakbyś sama nie miała pomysłu na fabułę. Rozumiem cię doskonale, dlaczego uznałaś, że wszystko jest napisane, ale przekazuję swoje czytelnicze odczucie :) Główni bohaterowie fajni, jak to dzieci.

 

Powodzenia w konkursie!

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Verus

kim był ten Artemej – czy tylko duchownym, czy może kimś więcej? – że miał takie cuda w piwnicy.

smiley

No tak, widzę, że kilku postaci i wątków nie wykorzystałam tak, jakbym mogła.

Dziękuję za pozytywny komentarz!

 

LanaVallen

Klejny czytelnik, któremu mogłyby się spodobać wschodniosłowiańskie klimaty :)

 

Generalnie zagadzam się, rozbudowane opowiadanie byłoby lepsze.

Pozdrawiam!

Oryginalna nie będę, przydałoby się trochę rozpisać, bo na razie to tylko obrazy, które dobrze się czyta, ale na długo w głowie nie zostaną.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Kurczę, mam podobnie jak Jim i kilku innych przedpiśców – zaczęło mi się podobać, a tu już koniec :( Zaskoczyłaś mnie trochę kierunkiem, w którym poszła opowieść, spodziewałem się malowniczej Rusi, fantastycznego klimatu, który można chłonąć, ale nic takiego nie nastąpiło. Przenieśliśmy się na pole bitwy dobra ze złem. I takie zaskoczenie jest nawet dobre, ale opisy demonów i aniołów uznałem za stanowczo niewystarczające, nie pozwalały mi na pełne wyobrażenie wydarzeń.

Mam też wrażenie, że opisane wydarzenia nie prowadzą ku niczemu (może czegoś nie dostrzegłem?) :( Ot, zaledwie impresja, dobry pomysł na dłuższe opowiadanie, ale w takiej formie pozostawiający bolesny niedosyt.

Nil mógł wylać lepiej :P

Pozdrawiam,

Amon

Jegor popatrzył na kolegę dziwnie.

Ja z kolei dziwnie patrzę na tę składnię. ^^ Lepiej wyglądałoby “Jegor dziwnie popatrzył na kolegę”.

 

Nic tu nie ma – Misza wzruszył ramionami. – Nic tu po nas.

Łatwo możesz uniknąć tego powtórzenia, np. zamieniając drugie zdanie wypowiedzi na coś w stylu “Chodźmy już stąd”.

 

Nagle jakieś ręce chwyciły chłopców i ktoś zawlókł ich do wielkiego namiotu, i rzucił na kolana.

Znowu powtórzenie, pierwsze “i” można zamienić np. na “a”.

 

Pomimo chłodu nosili rzemieniami wiązane sandały,

Dziwna składnia, zapisałbym: nosili sandały wiązane rzemieniami.

 

Witaj! Opko króciutkie i, mam wrażenie, że nieskończone. Zapowiada się interesująco osadzeniem akcji na Rusi, później podbijasz zaciekawienie motywem niczym z Narnii. Ale później coś siada, akcja gna, ktoś się tłucze, ale nie znając kontekstu, niezbyt jest to zajmujące. Do limitu miałaś jeszcze mnóstwo znaków, stąd nie wiem, dlaczego zdecydowałaś się na takie rozwiązania.

Ciekawa próba, choć potencjał jest tu mocno niewykorzystany. Jeśli chciałabyś popracować jeszcze nad tą historią, zarysowałbym mocniej bohaterów (czy koniecznym jest, by było ich dwóch?) oraz zrównoważyłbym stosunek fabuły do ekspozycji świata, bo ta pierwsza obecnie została potraktowana po macoszemu.

Pozdrawiam!

Zgodzę się z przedpiścami, że po rosyjskim wstępie akcja leci na łeb, na szyję. I trochę mało świeżości – wszystkie elementy są dość dobrze znane.

Czasami mi styl zazgrzytał – “się” na końcu zdania i jeszcze coś. Być może to stylizacja na rosyjski.

Ale ogólnie czyta się przyjemnie.

Babska logika rządzi!

Wybaczcie, odpisuję zbiorczo z opóźnieniem:

MrBrightside

Zapowiada się interesująco osadzeniem akcji na Rusi

Miejsce akcji czyli klasztor w Jabłecznej na Lubelszczyźnie to tylko namiastka Rusi, ale dla mnie oczywiście bardziej znana i bliska. Tak jak napisałam wyżej, zgadzam się z uwagami Czytelników, że za krótko, ale rozbudowywanie tekstu to jeden z moich problemów :)

zarysowałbym mocniej bohaterów (czy koniecznym jest, by było ich dwóch?)

Dwóch bohaterów, bo jeden jest mało odważny, by nie rzec strachliwy, ale dzięki swoim doświadczeniom dociera do prawdy o świecie, a drugi, który marzy o wielkich rzeczach, może wziąć odpowiedzialność za przyjaciela, taką naprawdę odpowiedzialność. To był cel mojego opowiadanka, a reszta to dekoracja.

 

Amon

Mam też wrażenie, że opisane wydarzenia nie prowadzą ku niczemu

No nie! A metanoja bohaterów??? Jestem zdruzgotana! laugh

 

Finkla

Poszukałam ‘się’ na końcu zdania. Rzeczywiście są. Jakoś tak mi pasowały.

Dziękuję za odwiedziny i komentarze. Pozdrawiam!

 

Bardzo przyjemne opowiadanie. Krótkie, szybkie, fajnie śledziło mi się przygodę chłopców. Mógłbym napisać długi komentarz, ale niewiele poza tym przychodzi mi do głowy. No miłe :)

Wszędzie było pusto i cicho. Pewnie wszyscy byli na obiedzie.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

MaSkrol

Dzięki!!!

Wprowadzenie niepozorne, ale fajne. Niby nic szczególnego, niby ledwie parę zdań, ale aż się miało ochotę na te rogale z powidłami.

Bohaterów na szczęście nie ma wielu. Na szczęście, bo tekst nie jest zbyt długi, więc i nie ma sensu motać czytelnikowi w głowie nadmiarem postaci. Oczywiście, mamy tu trochę bohaterów drugoplanowych, tym nie mniej dostają oni jednak stosunkowo mało miejsca, dlatego skupię się wyłącznie na Jegorze i Miszy.

Obaj dostali parę cech, które nie tylko pasują do historii, ale pozwalają ją pchnąć do przodu. Jakaś młodzieńcza przekora, ciekawość, niesforność, która każe pchać się w różne dziwne miejsca i wpadać w kłopoty. Inna rzecz, że w tej kreacji bohaterów nie idziesz wiele dalej. Opowiadanie nie jest szczególnie długie, sporo miejsca poświęcasz ekspozycji świata, więc i siłą rzeczy brakuje już tej przestrzeni, by zbudować jakoś bardziej złożone charaktery postaci.

Ci bohaterowie tutaj, przeszedłszy „na drugą stronę”, giną gdzieś jednak na tle wydarzeń. A może lepiej napisać właśnie „są w tle”? Bo z jednej strony jesteśmy z nimi cały czas, to z ich perspektywy obserwujemy przecież tę historię. A jednak w większości przypadków oni po prostu wpadają w dany bieg zdarzeń. Są odrobinę bezwolni. Ich sprawczość nie jest zbyt wielka.

Świat. Kiedy widzimy anioły i demony, pierwsza myśl, jaka nam się nasuwa, to oczywiście „ile tego już było”. A jednak jest coś przyjemnego w kolejnym wariancie tego konceptu, tym razem militarnym. Żadnego certolenia się, niebiańskich mocy i diabelskich sztuczek. Normalny, bezpośredni konflikt zbrojny i nie ma przebacz. ;-)

Niby drobiazg, ale jakoś mnie to ujęło.

Natomiast tak, jak ujęła mnie koncepcja, tak jednak żałuję dwóch rzeczy. Obie właściwie sprowadzają się do tego, że nie chcesz w pełni wykorzystać tego świata.

Pierwsza uwaga jest taka, że chciałoby się jednak takiej pełnej historii zbudowanej wokół tego konfliktu. Tutaj dostajemy bardzo obiecujące sygnały, jak choćby z tą nadciągającą artylerią. Zanosi się na taki naprawdę fajny, gęsty klimat nietypowej wojny, w której chciałoby się na dłużej zatopić, który chciałoby się trochę „poprzeżywać”. A przy okazji przekonać się, na ile takie bitwy będą różne od tych klasycznych wojen, które znamy z naszego świata.

Tymczasem tutaj dostajemy to wszystko w takiej wersji uproszczonej. Niemalże na skróty. To ciut mniej niż można było oczekiwać.

Druga rzecz, to, że jesteśmy w tym świecie niejako z oddali. To, że ci bohaterowie, jak pisałem, nie są zbyt sprawczy, oznacza też, że nie czuje się do końca takiej pełnej bliskości ze światem i rozwojem zdarzeń. Bohaterowie ich nie współtworzą, ale wpadają raczej w coś, co już się dzieje. Sami z siebie nie są w stanie jakoś radykalniej wpływać na dzieje tego świata, więc i czytelnik nie czuje takiego zaangażowania w opowiadanie, jakie mógłby czuć.

Zostaje fabuła. Wprowadzenie, jak pisałem, bardzo fajne. Motyw przejścia do innego świata z kolei bardzo pretekstowy. Taki trochę po linii najmniejszego oporu. Byle przejść. Wiadomo, że tak pretekstowość pozostawia spory niedosyt, ponieważ jednak mocno stawiasz w tym tekście na ekspozycję świata, traktuję to jako wadę pomniejszą.

Kiedy trafiamy już jednak do drugiego świata, fabuła jakoś szczególnie skrzydeł nie rozwija. Jak pisałem wcześniej, bohaterowie wpadają w ów świat i raczej próbują się w nim odnaleźć niż jakoś mocniej kreują historię. Ich rola sprowadza się w zasadzie do tego, by przejść na drugą stronę i wpaść w kłopoty. A przy okazji umożliwić prezentację tego świata czytelnikowi. Z tej akurat roli wywiązują się dość dobrze. Na tyle, na ile pozwala im dostępna przestrzeń znaków. Natomiast, jeśli chodzi o stworzenie opowieści, udaje im się zaprezentować jakąś historię uproszczoną.

Podsumowując. Znalazłem tu kilka naprawdę fajnych elementów i w sumie bardzo żałuję, że to wszystko ne dostało jednak większej liczby znaków, które pozwoliłyby lepiej uwolnić drzemiący w opowiadaniu potencjał (zwłaszcza w przypadku świata).

Podziękował za udział w konkursie.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

CM

 

Jaki długi komentarz do tak krótkiego opowiadania!

Bardzo dziękuję za uwagi i rozpisanie się :)

Sami z siebie nie są w stanie jakoś radykalniej wpływać na dzieje tego świata, więc i czytelnik nie czuje takiego zaangażowania w opowiadanie, jakie mógłby czuć.

Przy pisaniu nie wzięłam tego pod uwagę, że bohaterowie są bardziej obserwatorami i z konieczności nie będą angażować czytelnika. Jakoś tak mi się wydawało, że ostanie jedna – dwie sceny powinny wystarczyć, aby polubić chłopców ;)

Przyznaję uczciwie, że zabrakło mi czasu. Długo nie miałam pomysłu, o jakim świecie chcę pisać. A potem, jak wreszcie mnie olśniło, zostało mi półtora dnia do końca konkursu… Wiem, że dla Ciebie i innych czytelników wadą opowiadania jest jego skrótowość i brak rozwinięcia fabularnego, ale ja się cieszę, że chociaż taki mały obraz bojowania podniebnego udało mi się nakreślić.

Zdziwiło mnie, że dużo osób umieszcza akcję “gdzieś w Rosji”, a przecież to klasztor w Jabłecznej, wprawdzie nad Bugiem, ale wciąż kresowa Lubelszczyzna.

 

Ogromnie dziękuję za zorganizowanie konkursu. To była ciekawa przygoda dowiedzieć się, o jakich światach myślą użytkownicy portalu fantastyka.pl

 

Pozdrawiam!

 

Nowa Fantastyka