- Opowiadanie: Golodh - Pasożyt

Pasożyt

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Pasożyt

– Gustav… – słyszał cichy szept. Wołali go? Chyba z oddali. Nie wiedział kto.

Bał się.

Gdzie był? Co się z nim stało? Ostatnie wydarzenia wydawały się takie rozmyte. Pamiętał tylko jak podłączają go do jakiejś maszyny i jak traci przytomność. Potem to nieprzyjemne uczucie spadania. Czuł, że coś się dzieje w jego głowie, że odpływa wraz ze wszystkimi wspomnieniami. A potem trafił tu, w to miejsce, o którym myślał jak o pustce. Bo wokół nie było nic: niczego nie widział, niczego nie czuł, a jedyne co słyszał, to wołanie:

– Gustav… Słyszysz mnie?

Próbował wzywać pomocy na różne sposoby. Nie było odpowiedzi. A w głowie majaczyła mu tylko jedna nazwa…

N-MED.

* * *

Conrad obudził się z krionicznego snu. Otworzył właz i wyszedł z wanny. Strugami spływała po nim lodowata woda. Ciarki przeszły mu po plecach, trząsł się. Otaczała go nieprzenikniona ciemność. W czasie ubierania przypadkiem coś trącił, choć nie był pewien co. Zamarł w bezruchu, starając się nasłuchiwać. Cisza.

– Światła – rozkazał w myślach komputerowi pokładowemu.

Sufit rozbłysnął zieloną poświatą. Rozejrzał się. Wokół rzędami stały setki urządzeń hibernacyjnych, jedno przy drugim. Na nic innego nie było miejsca. Dalsze niknęły w mroku, ale fragmenty wspomnień mówiły Conradowi, że ciągną się jeszcze daleko. Były ich tysiące… Setki tysięcy. Chcieli zabrać tylu, ilu się dało.

To jedno z nich uderzył, przemknęło mu przez myśl. Teraz nachylił się nad nim i spojrzał do środka, przez przezroczystą osłonę. Spał w nim obcy mężczyzna. Blondyn, z lekkim zarostem, niezadbany i niezbyt przystojny. Leżał nieruchomy, niby posąg. Conrad ostrożnie przeszedł do kolejnej wanny. Zauważył tylko, że tam też ktoś leżał. W następnym też. I w kolejnym…

– Wstałem… sam?

„Aktywnych jest jeszcze dwóch członków załogi” zabębnił w głowie mechaniczny głos. Conrad odetchnął z ulgą.

– Czemu tylko my?

„Brak danych”.

– Gdzie oni są?

„Lilith Tirtsh i Ray Bolton znajdują się w pomieszczeniu medycznym numer sześć”.

Świetnie, pomyślał.

– Pokaż mi, jak tam dojść.

* * *

– Delikatne zmiany w płacie skroniowym. Możesz mieć przejściowe problemy z pamięcią długotrwałą i łatwiej wpadać w rozkojarzenie. Ale to standardowe objawy gorączki pohibernacynej – rozbrzmiewał w jego głowie głos doktor Tirtsh. – Poza tym wszystko w porządku.

Komunikatory telepatyczne doskonale imitowały prawdziwą mowę, a nawet powiększały jej zakres, pozwalając bezpośrednio przekazywać emocje. Conrad przyzwyczaił się do nich do tego stopnia, że gdyby musiał coś powiedzieć swoim prawdziwym głosem, nie potrafiłby.

– Obudziliśmy się kilka godzin temu – dodała po chwili Lilith Tirtsh. – Ray wyszedł do centrum sterowania po protokół. Sprawdzi co się stało. Do Keplera jeszcze setki parseków, zdecydowanie zbyt daleko na standardowy tryb.

Droga na miejsce była długa i męcząca. Jego organizm potrzebował wciąż regeneracji po śnie. I wszędzie panowały ten okropny półmrok i cisza. Najcichszy dźwięk zdawał się być potworem, czającym się w ciemności i wyczekującym dobrego momentu do ataku. A gabinet był znacznie lepiej oświetlony. Gdy wszedł do środka, gęsto upakowane ledy niemalże go oślepiły. Tu było znacznie przyjemniej: w świetle i z towarzystwem.

Odpiął elektrody od głowy i odłożył na obramowanie białej maszyny z wymalowaną na wierzchu wielką, czerwoną literą „N”. Nie wiedział czemu, ale nagle poczuł się jakoś… nieswojo. Bez powodu. Spojrzał na doktor Tirtsh.

– To na pewno nic wielkiego, jakaś usterka. Sprawdzimy i pójdziemy spać. – Uśmiechnęła się. – Conrad, dobrze pamiętam?

– Tak. Z inżynieryjnego. Pracowałem przy konstrukcji arki. Najpierw napęd, potem osłony.

– Ja jestem Lilith. Słuchaj… Też jestem zaskoczona, ale naszej misji nic nie zagraża. Na pewno. Wszyscy jesteśmy bezpieczni.

– To nie to – przerwał jej. – Po prostu zobaczyłem coś… – Pokręcił głową. Co miał powiedzieć? Że przestraszył go sprzęt medyczny?

– W porządku – pomogła, widząc jego zakłopotanie. – Ale jeśli będziesz potrzebował o tym porozmawiać, to wiesz…

– Jasne.

– Mam sygnał. Ray wraca.

Doktor Bolton był jednym z informatyków, którzy pracowali przy sztucznej inteligencji sterującej statkiem. Conrad pamiętał go, choć mgliście, z czasów studenckich – chodzili na tę samą uczelnię w Leicester i ze dwa, może trzy razy wyszli razem na piwo. Potem widywali się kilkakrotnie na konferencjach. Ray nadzorował proces uczenia sztucznej inteligencji, która kierowała statkiem. Tak czy inaczej – była to raczej przelotna znajomość.

Wszedł do gabinetu i ostrożnie zamknął za sobą drzwi. Lilith szybko zapoznała panów ze sobą, po czym Ray Bolton mógł przejść do rzeczy.

– Żadnej usterki nie ma – wyjaśnił w końcu. – Sprawdziłem ostatnią aktywność, ktoś wymusił dehibernację ręcznie. Identyfikator jest zaszyfrowany. Wydobyłem jedynie informację, że ma pięć znaków. Czyli to nikt z nas.

Conrad w zamyśleniu kiwnął głową. Identyfikatory pochodziły od nazwisk; to nie mogli być oni. A z drugiej strony…

– Wszyscy inni śpią, sprawdzałem.

Też sprawdzili.

– Powinniśmy kogoś zawiadomić – stwierdził Ray. – Najlepiej kapitana Coopera. Mam odpowiednie uprawnienia, żeby go obudzić.

* * *

„Odmowa dostępu.”

Kapitan leżał nieruchomo w swojej wannie. Blondyn, z lekkim zarostem, niezadbany i niezbyt przystojny. Choć Conrad widział go po raz pierwszy, twarz wydawała się znajoma. Spał niespokojnie. Musiało śnić się mu coś nieprzyjemnego, pomyślał, spoglądając na jego nerwowo ruszającą się twarz i mocno zaciśnięte oczy.

– Obudź go – rozkazał Ray raz jeszcze, czerwony na twarzy.

„Odmowa dostępu. Brak uprawnień.”

– Jak mogę ich nie mieć, do cholery?! Sam pisałem ten program!

„Uprawnienia zostały cofnięte.”

– Przez kogo?

„Brak danych.”

Ray buzował ze złości do tego stopnia, że pozostali musieli wyciszyć odbiorniki telepatyczne. Uderzył w szklaną obudowę wanny i od razu zawył z bólu. Lilith podbiegła i uważnie obejrzała jego dłoń z każdej strony.

– Nic ci nie jest. Jak wrócimy do medycznego, zrobię ci zimny okład. Ale hamuj się następnym razem, ta obudowa jest bardzo twarda.

Zmarszczył nerwowo brwi.

– I… Co teraz?

Odpowiedzią była niezręczna, niemiłosiernie dłużąca się cisza. Nikt nie wiedział co robić, wszyscy byli tak samo zagubieni, a być może wszystkim w głowie krążyły tak samo ponure myśli jak Conradowi.

Rozejrzał się. Mostek kapitański nie wyglądał imponująco. Centralne miejsce na mostku zajmowało posłanie kapitana Coopera. Poza tym pełno było wszelkiej maści urządzeń, służących do kontroli pracy arki. Wszystko skąpane w trupiozielonej poświacie. Przeszedł go dreszcz.

– Może… Moglibyśmy wrócić do gabinetu? – spytał.

* * *

Po drodze zaszli do spiżarni. Conrad otworzył drzwi i ostrożnie wszedł do środka. Tysiące ciągnących się w mroku półek, na których ustawiono dziesiątki tysięcy pakunków, jeden na drugim. Imponujące pokłady jedzenia w proszku. Zatrzymał się na chwilę i nasłuchiwał.

– Nikogo nie ma. Chyba.

– Weźmiemy jedną ze sobą – stwierdził Ray, zatrzymując się przy jednej z półek i podnosząc worek. – Musimy też coś jeść, prawda? Lil, mamy jakieś naczynia?

– Na pewno coś znajdziemy.

Dał po jednej paczce Lilith i Conradowi, trzecią przewiesił przez ramię. Wrócili do gabinetu medycznego. Otworzyli je, napełnili miski proszkiem i zalali ciepłą wodą. Wyszła z tego płynna, szara papka; coś na kształt kaszy na mleku. Nie było to może najsmaczniejsze, ale skutecznie zaspokajało głód. Każdy wziął po jednej i usiadł w swoim kącie. Jedli w ciszy, dopóki nie przerwała jej Lilith:

– Jak myślicie? Co to może być? Kosmici?

– Nie, na pewno coś z Ziemi. Jesteśmy w kosmosie, na zewnątrz niczego nie ma – stwierdził Conrad. – Czyli któryś z pasażerów. Choć nie wyobrażam sobie, kto i po co miałby robić coś takiego.

– Niezależnie od pobudek musimy go znaleźć i zatrzymać. – stwierdził Bolton. – Póki może sabotować naszą misję. I do tego czasu nie wrócimy do wanien.

– Jasne – skwitował Conrad. – Ale co chcesz zrobić? Będziemy chodzić po statku i go szukać?

– Spróbuję złamać zabezpieczenia. Albo obudzić kapitana. Na pewno możemy coś zrobić.

– Zbadam stan śpiących – zaproponowała Lilith. – I zobaczę czy system podtrzymywania życia wciąż działa poprawnie.

– A ty sprawdź stan techniczny – zwrócił się do Conrada. – Czy osłony działają? Silniki? Może jakieś ślady włamania?

– Czyjego? – Nawet się uśmiechnął. – Mogę spróbować się rozejrzeć. Albo włączyć kamery.

– Świetnie. Teraz się ogarnijmy. Wy umyjcie się jako pierwsi, a ja w tym czasie zabezpieczę drzwi gabinetu. A potem się prześpimy. Powinniśmy odpocząć po hibernacji, prawda Lil?

Kiwnęła głową.

– A jutro przystąpimy do poszukiwań.

* * *

Conrad wyszedł z kąpieli, pierwszej od przebudzenia. Wytarł się, założył kombinezon i podszedł do lustra ułożyć włosy. Uniósł wzrok…

Blondyn, z lekkim zarostem, niezadbany i niezbyt przystojny. Odbicie nie należało do niego. Miało zbyt jasną karnację, kolor włosów, mniejszy nos, zupełnie inne rysy twarzy. Zielone oczy? Conrad całe życie miał przecież piwne. I na pewno nie miał blizny na lewym policzku.

Uniósł dłoń. Drugi mężczyzna uniósł swoją.

Przyglądał się mu z dziwną mieszanką grozy i fascynacji. Sam nie wiedział, co o tym sądzić. To było tak dziwnie hipnotyzujące. Chciał sięgnąć do lustra, złapać odbicie za rękę. Wydawał mu się smutny, zagubiony, potrzebował pomocy…

– Conrad! – krzyknął Ray. – Wychodzisz wreszcie?

Mrugnął.

Wszystko wróciło do normy, odbicie znowu należało do niego. Co to było? Nie wiedział. Zwalił to na karb zmęczenia.

* * *

Drugi dzień poszukiwań również spełzł na niczym. Nie było żadnego podejrzanego sygnału, kamery niczego nie znalazły, a Ray nawet nie zbliżył się do złamania zabezpieczeń. Conrad cały dzień doglądał silników i miał dość. Chciał się tylko umyć i położyć. Po wszystkim legł na jednym z foteli, założył ręce za głowę i zamknął oczy.

– Nic nie mamy – stwierdził. – To nie ma sensu.

– A masz lepszy plan? – spytał Ray, spoglądając znad ekranu komputera. – Proszę, oświeć nas.

– Nie wiem… – Wypuścił powietrze. – Po prostu… Męczy mnie już to, że nic nie wiemy. Po co w ogóle nas obudził? Dla zabawy?

– Dlaczego akurat nas? – spytała Lil.

– A jeśli to tylko usterka? – spytał Conrad. – Jeśli szukamy go na darmo?

– Wszyscy sprawdzaliśmy systemy i nic nie ma. – Irytacja Raya buzowała również w ich głowach. – Póki nie wykluczymy, że ktoś celowo chce nam zaszkodzić, musimy zostać na nogach.

– A może to ty? – wypalił nagle. – Może ty nas sabotujesz, co?

– Conrad… – mruknęła Lil.

– Tylko ty znasz się na programowaniu i tylko ty miałeś dostęp do kodu. Z łatwością byś nas oszukał.

– Po cholerę?! Noż… – Pokręcił głową. – Odbiło ci? Po co? Po co miałbym to robić? I jeszcze harować całą dobę nad złamaniem tego programu. Chcesz zobaczyć jak pracuję? Żaden problem… A może zaraz powiesz, że to Lil miesza nam w głowie, co?

– Panowie, musimy współpracować…

– Słuchaj, Conrad. Lepiej zamknij się i idź spać. Trzymamy się razem i lepiej, żeby tak zostało.

– Przepraszam. Masz rację. Absolutnie. Nie wiem, czemu to powiedziałem. Jestem… Chyba jestem po prostu zbyt zmęczony.

* * *

Kolejnego dnia Lilith postanowiła zabrać go do biobiblioteki i pomóc pozbyć się napięcia. W drodze poganiała go, gdy stawał co kilka kroków i łapał oddech. Z dnia na dzień zdawało mu się, że czuje się coraz gorzej. I chyba miał migrenę, nie był pewien.

– Nie przejmuj się – uspokajała Lil. – To standardowe objawy choroby pohibernacyjnej, musisz się zregenerować.

– Ale wszystko inne… Cała ta sytuacja…  – Próbował patrzeć jej prosto w oczy, ale wzrok sam mu się rozjeżdżał.

Otworzył drzwi; ze środka zawiał chłodny wiatr. Weszli. W zasadzie był to niewielki magazyn. W ciemności dostrzegł tylko półki z rozstawionymi pudłami z nasionami lub glebą. Lilith zabrała się do ich przeszukiwania, a Conrad usiadł na krześle i podparł głowę. Tak bolała go mniej.

Błyskawicznie zapalił się ekran, a na nim cały katalog wiezionych nasion, głównie kwiatów. Na obrazkach wyglądały pięknie. Czerwone tulipany skąpane w ciepłych promieniach słońca, razem z wymienionymi pod spodem orchideami.

– Cudowne.

– Prawda? – Stanęła za plecami i oparła się o jego ramię.

Przewinął palcem po ekranie. Pojawiły się nań czerwone róże i okazałe słoneczniki. Na tle zielonej łąki. Tęsknił za takimi krajobrazami. Zastanawiał się, czy kiedyś ich nowy dom na Keplerze też będzie tak piękny jak Ziemia.

Przeglądał dalej: przebiśniegi, tulipany, chryzantemy… Przypadkiem przeniósł wzrok na dół strony. Wszystko było opisane w katalogu firmy N-MED.

Czy nagle w pomieszczeniu zrobiło się gorąco?

– Wiesz co? Powinienem się jednak położyć.

* * *

– Słyszysz mnie? Gustav?

Kobieta wyglądała na lekarkę, miała na sobie charakterystyczny biały kitel. W jednej ręce trzymała latarkę. Wokół zgromadziło się sporo ludzi; głównie z obsługi medycznej, ale było też paru ubranych mniej formalnie. Na ich widok przeszły go dreszcze. Na białych koszulach mieli wymalowaną szkarłatem literę N.

Popatrzyła na niego.

– Gustav, pamiętasz mnie?

Pokręcił lekko głową, pozbawiony sił.

– Podajcie narkozę – powiedziała do kogoś z tyłu. – Próbujemy jeszcze raz. Do skutku.

* * *

Był okropnie zmęczony. Całą noc nie mógł spać; budził się co kilkanaście minut przez koszmary. Nie pamiętał, co mu się śniło, zostawało tylko uczucie niepokoju. W końcu nie wytrzymał – nie położył się znowu; postanowił poczekać dwie godziny do rana na jawie. Nie chciał nikogo budzić.

Leżał na wznak, oglądając zawieszone na suficie ledy. Jeden z nich wyglądał na zepsuty – nie zauważył tego wcześniej. Świecił na przemian ostrzejszym i łagodniejszym światłem, jakby mrugał. Teraz Conrad wpatrywał się w niego jak zahipnotyzowany.

W końcu Lil się obudziła. Ledwo się podniosła, a już zmusił ją, żeby go zbadała. Szybka tomografia, EMG i diagnoza:

– To standardowe objawy gorączki pohibernacyjnej – mówiła. Słyszał to już.

Cały dzień był na wpół martwy. Na nic nie miał sił. Uznali, że zostanie w bazie i spróbuje się zdrzemnąć. Być może trochę mu to pomogło, bo gdy Lilith i Ray wrócili, wydawał się być mniej zjadliwy. Przygotował im nawet ciepłą kaszkę i próbował robić dobrą minę do złej gry, gdy znowu niczego nie znaleźli.

Kolejnej nocy Conrada obudziło bolesne i uporczywe walenie w środku głowy. Wezwanie pomocy.

Podniósł się, przetarł oczy. To był pierwszy warty uwagi trop, jaki mieli. Tym bardziej wkurzyło go, że Ray i Lilith spali w najlepsze.

– Ej – nadał w ich stronę komunikat. – Jest alarm czerwony.

Ray przewrócił się tylko na drugi bok, Lilith spojrzała na niego zdziwiona.

– Jaki alarm? Nic nie ma.

Zmrużył oczy. Wciąż czuł w głowie wibracje. Sprawdził protokół; wezwanie zostało nadane z komunikacji. Przez chwilę rozważał, czy nie sprawdzić źródła sygnału samemu, w końcu jednak wizja samotnej podróży okazała się zbyt przerażająca.

– Wstawajcie, musimy to sprawdzić – mówił, wręcz błagał. – Hej!

Lil podniosła się, dość niemrawo, i szarpnęła Raya.

– Wstawaj, Conrad coś ma – Ziewnęła. – Chodź.

Niechętnie przewrócił się na plecy i wziął głęboki oddech.

– Jeśli to na darmo, uduszę cię.

* * *

Z radia wydobywał się z pozoru niezrozumiały szum, bardzo krótkie piknięcia. Sygnał regularnie się powtarzał. „Bip, bip, bip, bip… bip… bip… bip, bip, bip.” Przerwa. „Bip, bip, bip, bip… bip… bip… bip, bip, bip.” Przerwa… „Bip, bip, bip, bip… bip… bip… bip, bip, bip.” Przerwa…

Co jakiś czas zamiast powtarzanego wzorca pojawiało się krótkie: „Bip… bip… bip.”

– Alfabet Morse’a – stwierdził Conrad. Nie widząc zrozumienia u towarzyszy, dodał: – W ten sposób komunikowano się w przeszłości na duże odległości. Dwa proste sygnały, krótki i długi…

– Co znaczą? – ponaglił Ray.

– SOS. Skrót od „Save our souls” – ratujcie nasze dusze. A ta krótka wstawka, to pojedyncze “G”. Odwrócenie sygnału jest całkiem proste. Powinniśmy móc się z nim skontaktować.

Usiadł przy radiu, przekręcił pokrętło. Musi odwrócić sygnał. Wystarczyło odwrócić sygnał. Odwrócić sygnał. Odwrócić sygnał…

Siedział jak ten osioł i nie wiedział co zrobić. Cholera. Całe życie zajmował się inżynierią, a nagle nie potrafił nadać prostej wiadomości przez radio.

– I?

Przecież umiał; pamiętał, jak uczył się tego w szkole inżynieryjnej. Sięgnął dłonią do radia. Trzęsła się jak cholera. Kompletna pustka. Na pewien dziwny sposób był przerażony.

– Odsuń się. – Ray odepchnął go i przejął słuchawki. – Jak chcesz się przydać, to wypisz mi ten swój alfabet.

Chwilę męczył się z regulacją odbiornika, rozkładając go i grzebiąc w wewnętrznym okablowaniu, zanim w końcu skalibrował go ze swoim komunikatorem telepatycznym. Napisał też prosty algorytm, tłumaczący alfabet Morse’a na zwykły i odwrotnie. Następnie zaczął nadawać w przeciwnym kierunku prosty sygnał „Halo”, oczekując jakiejś reakcji.

„Słyszysz mnie?” nadeszła odpowiedź.

„Tak” odpowiedział szybko Ray. „Kim jesteś?”

„Jestem Gustav”

„Co się stało?”

„Zostałem uwięziony”

„Przez kogo?”

„N-MED”

– Wracam do bazy – oznajmił Conrad słabym głosem.

* * *

Leżał, bezmyślnie wpatrując się w ścianę. Nie chciał spać, ale też nie miał ochoty na nic innego. Czuł się jak śmieć. Co mu dolegało? To nie mogło być zmęczenie. Wszystko było nie tak: powtarzające się słowa i obrazy, zwidy, koszmary… Czy naprawdę było z nim tak źle?

– Hej. – Lilith weszła do pokoju i usiadła obok niego. – Raya trochę poniosło, wiesz jaki jest. A jeszcze w środku nocy. Rano wszystko sobie wyjaśnicie.

– Nie o to chodzi. – Obrócił głowę. – Coś jest nie tak. Ze mną. Od wyjścia z wanny. Wiesz o tym.

– To typowe…

– NIE! – Skuliła się, jego wściekłość musiała mocno wybrzmieć w jej głowie. – Jestem rozkojarzony, mam koszmary, boli mnie głowa, boję się nieznanych i przypadkowych słów… A teraz to! Przecież pamiętam, że uczyłem się pół roku o regulowaniu radia! Coś się ze mną dzieje, rozumiesz?! Ale… Ale nie wiem co… – Schował twarz w dłoniach. – Czemu ja? Czemu tobie i Rayowi nic nie dolega, co?

– Słuchaj… – Ten sam uspokajający ton. – Słyszysz mnie?

– Słyszę! – krzyknął zdenerwowany. Chciała go wkurzyć jeszcze bardziej?!

– Gustav… Słyszysz mnie?

Błysk.

Podniósł się, spojrzał na nią.

– Jak mnie nazwałaś?

– Gustav…

– Lil…

Wyglądała jak robot. Jej twarz zastygła w jednym grymasie, bezmyślnie powtarzając te same słowa.

– Gustav, słyszysz mnie?

Błysk. Zauważył.

– Widziałaś to?

– Gustav…

– Cicho.

Podniósł głowę. Ledy stały się wyraźnie jaśniejsze. O wiele jaśniejsze. Kolejny zaiskrzył, ten mrugający.

– Słyszysz mnie?

Z każdym mignięciem oślepiały go coraz bardziej. Wszystko inne zniknęło w ich żarze. Oczy bolały niemiłosiernie, nawet gdy je zamknął, ale nie mógł poruszyć głową, oderwać wzroku. Czuł, jak gorąco przenika do środka głowy; jak mózg pali mu się i rozpływa, trawiony przez ogień piekielny. Przestał widzieć, przestał czuć, przestał myśleć.

* * *

– Gustav… Gustav, słyszysz mnie?

To była kobieta, poznał po głosie. Nie Lilith, zupełnie obca. Ale imię też nie należało do niego. Nazywał się Conrad. Chciał to wyjaśnić, uruchomić mostek telepatyczny, ale… Z przerażeniem odkrył, że jego łącze mózg-komputer nie odpowiada. Jakby się dusił.

Na skroniach czuł dotyk palców. Widział dłoń, w której trzymała latarkę i raziła po oczach. Poruszył się, ona cofnęła.

Chyba dostrzegła, jak się męczy. Kazała odejść tym, którzy – jak dopiero zauważył Conrad – stali wokół i przypatrywali się całej scenie. Lekarzom i innym, w garniturach albo zwykłych T-shirtach. Byli w jakimś gabinecie lekarskim, ale innym niż ten pokładowy. Zdecydowanie ciaśniejszym, mniejszym i pełnym wielu urządzeń medycznych, których w dodatku nie poznawał. Leżał w łóżku, które określiłby jako szpitalne. Zauważył też anturium na parapecie, pod oknem, przez które wpadało… światło słoneczne?

W końcu zostali sami. Kobieta wzięła plik kartek, długopis i położyła przy jego dłoni. Usiadła w nogach łóżka.

– Słyszysz mnie?

Kiwnął głową.

– Wiesz, kim jestem?

Zawahał się. Zdawało mu się, że widział jej twarz przynajmniej kilka razy, ale nie potrafił powiedzieć gdzie i kiedy. To było bardzo mgliste wspomnienie, schowane z tyłu jego głowy. Dlatego nie odpowiedział. Zamiast tego wziął kartkę i, bazgrząc przy tym koszmarnie, napisał:

„Wyjaśnij mi wszystko”.

Kiwnęła głową.

– Napiszesz, jak się nazywasz? – Widząc jego krzywe spojrzenie, dodała: – Proszę, muszę to wiedzieć. Potem opowiem ci wszystko.

Zgodził się i zaczął kreślić swoje imię. C-O-N-R-A-D. Przeczytała i kiwnęła głową. Odgarnęła włosy do tyłu. Wyglądała na zamyśloną.

– Znalazłeś się w laboratorium N-MED.

Już w tym momencie poczuł się słabiej. Na tę nazwę reagował już alergicznie. Zobaczył mroczki przed oczami, żołądek podszedł mu pod gardło, ledwo powstrzymał się przed zemdleniem. Ona nic sobie z tego nie robiła i kontynuowała:

– Prowadzimy badania nad technologią, powiedzmy, rozrywkową. Chodzi o pewien głębszy rodzaj filmu lub gry, w której zanurzasz się w wirtualnej rzeczywistości. Nowością miała być jednak pełna, całkowita immersja. Na czas gry zablokowane zostają twoje prawdziwe wspomnienia, a zamiast tego zaaplikowane specjalnie sceny, nagrane we współpracującym studiu filmowym i z obmyśloną przez nich historią. Co więcej, dzięki nowatorskiemu programowi możemy na żywo zaprząc twój mózg do symulacji. Jak komputer, ale w oparciu o twoje wyobrażenia świata. Duża część projektu była ze strony technicznej już przygotowana, dlatego chcieliśmy zacząć ją testować.

Gustava zgarnęliśmy z ulicy, był zwykłym kierowcą taksówki. Miał dostać niezłe pieniądze za parę godzin symulacji. Nie wszystko było gotowe, postacie w grze tylko dwie, tekstury się powtarzały. Ale to detale. – Machnęła ręką. – Podłączyliśmy go i… I wtedy pojawił się problem. Program posypał się, chociaż… Poprawniej byłoby powiedzieć, że był za dobry. – Westchnęła. – Inwazyjny. Gdy nadpisywał stan psychiczny Gustava, zapędził się. Zmieniał go coraz bardziej, zdecydowanie wykraczając poza nasze założenia. Gdy się zorientowaliśmy, szkody były już olbrzymie. Próbowaliśmy go odłączyć, zrestartować program albo ręcznie przywrócić pierwotny stan psychiczny, ale wszystko póki co zawiodło. Cyfrowy pasożyt przeżarł jego mózg, wgryzł się i całkowicie przejął nad nim kontrolę.

Rzecz w tym Conradzie, że to ty jesteś tym pasożytem. Cyfrowym wspomnieniem; elementem gry, który zyskał własne życie. A teraz trafił do realnego, prawdziwego świata.

 

Prawie się zakrztusił.

To było jak cios w podbrzusze, taki zapierający dech w piersiach. Czuł się, jakby całe jego życie, ta wątła nić Mojr, nagle zmieniło się w piasek i rozsypało po podłodze. Przecież wszystko pamiętał: arkę kosmiczną; całe dwadzieścia lat, które nad nią pracował; szkolenie w akademii kosmicznej, Lilith i Raya. Całe dzieciństwo, pierwszą miłość, imprezy… Cholera, przecież to wszystko było tak prawdziwe!

I w jednej chwili okazało się kłamstwem albo snem, który nigdy nie miał miejsca. Ułudą. Był dzieckiem, które właśnie przyszło na świat. Samotnym i przestraszonym, które nie wiedziało niczego i panicznie potrzebowało pomocy. A nikt nie był w stanie mu jej udzielić.

Przypadkiem spojrzał na dłoń i zaintrygowany zatrzymał wzrok. To nie mogła być jego ręka, nie poznawał jej. Ale w takim razie czyja? Była Gustava, to wiedział. Ale czy to znaczyło, że nie był Gustavem? Tak sądził – choć dzielił z nim ciało, to był kimś innym. Conradem. – Przymknął oczy. – To nie powłoka czyniła go osobą, zrozumiał. To myśli i wspomnienia. A ich wszczepienie było momentem jego narodzin.

– Spróbujemy jeszcze raz. Twoje prawdziwe ja jest schowane głęboko, odsunięte w nieświadomość. Na wierzch przebijać się może bardzo rzadko. – Odwróciła głowę, dała znak ręką. – Ale w końcu się do niego dogrzebiemy.

Wstała. Złapał ją za nadgarstek.

Jak zahipnotyzowany spoglądał na swoją… na Gustava dłoń. Czuł jak jego oczy wilgotne i… ciężkie. Zasypiał. „Zatrzymajcie to” próbował krzyknąć. „Ja nie chcę umierać”.

Nie potrafił.

Koniec

Komentarze

Umarł Gustav – narodził się Conrad. Ciekawe opowiadanie, końcówka satysfakcjonująca, styl konkretny, bez zbędnych ozdobników. Podtrzymywałeś tajemnicę do samego finału, przerywniki z Gustavem i N-MEDem w odpowiedni sposób dawkowały informacje, nie psując ostatecznego plot twistu. Podobało mi się.

Polecę do biblioteki :)

Coś strasznego! Dowiedzieć się, że jesteś pasożytem w umyśle wyższego bytu.

Poruszyło mnie.

Ciekawe. Propsy za nawiązanie do Dziadów – od początku mi ta para imion coś nasunęła, ale jednak nie do końca to, co przedstawiłeś w zakończeniu, więc nadal było zaskoczenie.

Styl wartki, jakieś tam drobne potknięcia, które mi osobiście nie przeszkadzały w lekturze – przyjdą tacy co lubią łapać za słówka – to wyłapią :)

Dobry tekst, niby temat nienowy, ale podany w nowy, intrygujący sposób, skłania do myślenia.

Ujęcie hasła konkursowego bardzo zgrabne. Całość – bardzo na plus.

 

Powodzenia w konkursie!

entropia nigdy nie maleje

Może powiedzenie, że jest to “bardzo dobre opowiadanie” będzie przesadą, ale zdecydowanie coś w sobie ma, coś, co wciąga od początku i nie pozwala się od niego oderwać. Świetnie kreujesz atmosferę tajemnicy. Trochę nie podobało mi się zakończenie (niezbyt lubię motyw symulacji), jednak to czysto subiektywna kwestia.

Parę zdań zgrzyta, ale nie umiem ich teraz przywołać z pamięci, więc chyba piszesz całkiem nieźle.

Pozdrawiam :)

'Cause nothin' lasts forever even cold november rain

Panie Domingo

Cieszę się, że i konstrukcja (nad którą długo dłubałem, żeby doprowadzić do odpowiedniego stanu), i samo zakończenie, i styl przypadły Ci do gustu ^^ Dziękuję za przeczytanie, komentarz i polecenie :)

Ambush

Istotnie, aż ciężko dobrze ubrać to w słowa. Nawiasem mówiąc (choć to trochę inny problem) zastanawiałem się jeszcze nad tym jak nieswojo musiałby się czuć w (nie)swoim ciele, z cudzymi ograniczeniami i rozwalonym życiem, nawet gdyby ostatecznie został w świecie żywych. Może kiedyś i do tego wrócę…

Tak czy inaczej pomysł od dawna chodził mi po głowie, więc niezmiernie się cieszę, że udało się go skutecznie zrealizować i skłonić do refleksji.

Jim

Miałem wątpliwości dotyczące tych Dziadów, ale skoro już druga osoba docenia, to może dobrze, że zostawiłem :P Dziękuję i również życzę powodzenia w konkursie (o ile w końcu skończysz swoją sławną betę xP )

Simeone

Sądziłem, że największą robotę zrobi właśnie zakończenie, więc skoro tekst podoba się mimo zakończenia i wciąga to… mimo wszystko chyba całkiem dobry komplement :) Dziękuję i też pozdrawiam

Hej

 

Po samym początku spodziewałem się mixu “Obcy” oraz “Pasażerowie” (chyb tak miał ten film) jednak się myliłem.

 

Koncepcja gry tak imersywnej że nie da się odróżnić od rzeczywistości? Z jednej strony marzenie z drugiej strony problem opisany powyżej.

Zastanawia mnie tylko czy jeśli to miała być gra nie powinna mieć bardziej nacisku na fabułę?

 

Całe opowiadanie bardzo na plus.

 

Pozdrawiam

Pisz to co chciałbyś czytać, czytaj to o czym chcesz pisać

Hej,

w wyjaśnieniu lekarki pada kilka zdań: że dopiero środowisko jest skończone, że fabuła, aktorzy – jeszcze nie są “nagrani”. I pisząc wyobrażałem sobie to jako test samego środowiska, ale być może niewystarczająco wyraźnie to ująłem.

Dzięki za przeczytanie i komentarz; i cieszę się, że pomysł i sam tekst przypadły do gustu :)

Również pozdrawiam

Dziękuję jurorce za lekturę i tak cudownie pasującą grafikę ^^

Cześć, Golodh. Właśnie zakończyłem lekturę.

Muszę napisać, że pierwsza połowa tekstu wypada blado na tle drugiej. Na początku jest akcja, która w żaden sposób nie wydaje się nadzwyczajna czy oryginalna – ot, załoga statku kosmicznego odkryła usterkę, którą próbuje naprawić. Jednak druga połowa, a zwłaszcza końcowe fragmenty całkowicie zmieniły moją opinię o opowiadaniu i nabrałem respektu do Twojego pomysłu :P Odkrycie bohatera, który zdaje sobie sprawę, że jest tylko sztucznym wytworem i pasożytem to naprawdę ciekawa idea. Opowiadanie mnie zaintrygowało. 

Mam jednak wrażenie, że z tematu można było wycisnąć znacznie, znacznie więcej. Gdybyś bardziej skupił się na odczuciach bohatera, jego rozmaitych stanach psychicznych, stopniowym gubieniu własnej tożsamości – tekst byłby o wiele ciekawszy, a Czytelnik miałby szansę, przy dopieszczonej narracji, przeżywać to wszystko z bohaterem. 

Mimo tego niedosytu i poczucia, że “można było więcej”, mam zamiar polecić tekst do biblioteki.

 

Na koniec kilka propozycji, jak ulepszyć opowiadanie. Mam nadzieję, że coś z listy uznasz za użyteczne ;)

 

Pamiętał tylko(+,) jak podłączają go do jakiejś maszyny i jak traci przytomność.

Pokaż mi(+,) jak tam dojść.

Sprawdzi(+,) co się stało

I wszędzie panował ten okropny półmrok i cisza.

Skoro półmrok i cisza, to chyba panowały.

 

Odpiął elektrody ze swojej głowy i odłożył na obramowanie białej maszyny z wymalowaną na wierzchu wielką, czerwoną literą „N”.

Kontekst nie wskazuje, że mógłby je odpijać z czyjejś innej głowy, wiec zaimek jest zbędny. Dodatkowo nie wiem, czy nie powinno być odpiął od. A najlepiej wcale bym wywalił ze swojej głowy xd

 

Conrad pamiętał go, choć mgliście, z czasów studenckich – chodzili na tą samą uczelnię w Leicester i z dwa, może trzy razy wyszli razem na piwo. Potem widywali się kilka razy na konferencjach.

z dwa → ze dwa (?)

widywali się kilka razy na konferencjach → widzieli się kilkakrotnie na konferencjach

 

Nikt nie wiedział(+,) co robić, wszyscy byli tak samo zagubieni,

Ciasne pomieszczenie centralnie zajęło posłanie kapitana Coopera.

Ani trochę nie zrozumiałem tego zdania xd

 

Dał po jednej paczce Lilith i Conradowi, trzecią sam przewiesił sobie przez ramię.

Wywaliłbym te słowa, bo są całkowicie zbędne.

 

Choć nie wyobrażam sobie(+,) kto i po co miałby robić coś takiego.

Niezależnie od jego pobudek musimy go znaleźć i zatrzymać.

Może wywalić słowo jego? Poddaję pod rozwagę.

 

Sam nie wiedział(+,) co o tym sądzić.

– Dlaczego akurat nas? – podpowiedziała Lil.

Chyba raczej zapytała, skoro zdanie nie jest oznajmujące ;)

 

Błyskawicznie przed nim zapalił się ekran, a na nim cały katalog wiezionych nasion, głównie kwietnych.

Ponieważ jest powtórzenie, sugerowałbym skasować przed nim.

 

Popatrzyła się na niego.

 

Nie pamiętał(+,) co mu się śniło, zostawało tylko uczucie niepokoju.

 

Zrobił im nawet ciepłą kaszkę i próbował robić dobrą minę do złej gry, gdy znowu niczego nie znaleźli.

Może Przygotował im nawet ciepłą kaszkę…

 

To był pierwszy warty uwagi trop(+,) jaki mieli.

Siedział jak ten osioł i nie wiedział (+,)co zrobić. Cholera. Całe życie zajmował się inżynierią, a teraz nie wiedział (+,) jak nadać prostą wiadomość przez radio.

Może: Siedział jak ten osioł i nie miał pomysłu, co zrobić. Cholera.

 

Oczy bolały go niemiłosiernie, nawet gdy je zamknął, ale nie mógł poruszyć głową, oderwać wzroku. Czuł(+,) jak gorąco przenika do środka jego głowy; jak mózg pali mu się i rozpływa, trawiony przez ogień piekielny.

 

Na skroniach czuł dotyk jej palców. Widział jej dłoń, w której trzymała latarkę i raziła po oczach.

Lekka jejoza, tak na dobrą sprawę można byłoby z obu jej zrezygnować :D

 

Lekarzom i innym, w garniturach albo zwykłych T-shirtach

Dlaczego t-shirty z wielkiej litery?

 

Wiesz(+,) kim jestem

Był pewien, że widział jej twarz przynajmniej kilka razy, ale nie był w stanie powiedzieć gdzie i kiedy. To było bardzo mgliste wspomnienie, schowane z tyłu jego głowy.

Byłoza. Był pewien → Miał pewność, sądził; nie był w stanie → nie potrafił

 

Napiszesz(+,) jak się nazywasz?

Na nazwę reagował już alergicznie.

 

Co więcej(+,) dzięki nowatorskiemu programowi możemy na żywo zaprząc twój mózg do symulacji.

Czuł się(+,) jakby całe jego życie, ta wątła nić Mojr, nagle zmieniła się w piasek i rozsypała po podłodze.

Przypadkiem spojrzał na dłoń i zaintrygowany zatrzymał na niej wzrok.

Może wcale nie jest potrzebne to na niej? 

 

Pozdrawiam :)

Cześć Amonie i dzięki za lekturę :)

Trochę taki był zamysł (czy udany, to inna kwestia :P), by zacząć powoli i typowo, a z czasem budować napięcie i przygotować na koniec zaskoczenie. Postaram się zwrócić w przyszłości więcej uwagi na wartkość akcji i zaciekawić czytelnika od początku.

Natomiast zgadzam się w pełni, że pod względem przeżyć można i warto było tekst rozbudować i dodać więcej przeżyć bohaterem kosztem “akcji”. I choć na pewno będzie to wymagało popracowania nad stylem, to w przyszłości na pewno będę starał się dążyć w tym kierunku. Albo przynajmniej postaram się popełnić tekst bardziej świadomie.

 

Za klika dziękuję z góry, a za poprawki jeszcze bardziej ^^ Większość wprowadziłem w Twojej wersji, w paru przypadkach w bardziej mi pasującej. No i:

Dlaczego t-shirty z wielkiej litery?

Za PWN: https://sjp.pwn.pl/slowniki/T-shirt.html

 

Dziękuję jeszcze raz za cenne rady i cieszę się, że sama idea Ci się spodobała,

pozdrawiam :)

Ano widzisz, sam się przy okazji czegoś nauczyłem :P Z tym T-shirtem nie miałem nawet pojęcia. 

Trzymam kciuki za Twoją dalszą twórczość! Pozdrawiam :)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Amonie, cieszę się w takim razie :) Dziękuję i wzajemnie.

 

Witam również jurora i dziękuję za wizytę :D

Bardzo mi się podoba, że przedstawiłeś sztuczną inteligencję – bo w ten sposób właśnie odbieram Conrada – jako wiarygodny twór bez użycia zwrotu “sztuczna inteligencja” choć raz w tym kontekście. Dobry jest również ten konflikt moralny na końcu, taki delikatny, nienachalny, a jednak wyraźny. Mamy tu dwie świadomości, jedno ciało i walkę o życie.

Szwankowały nieco aspekty techniczne – czasami dialogów nie zapisywałeś od nowego akapitu, brakowało garści przecinków i zdarzyło się kilka powtórzeń, więc możesz przejrzeć tekst jeszcze raz pod tym kątem. Niemniej, opowiadanie przypadło mi do gustu.

Zostaw ten żyrandol.

Przy pisaniu tekstu myślałem o nim trochę inaczej niż sztucznej inteligencji, a raczej jak o paczce wspomnień i przeżyć. Ponieważ do działania potrzebuje jednak człowieka i nie jest samodzielny, a jego własne oprogramowanie służy przede wszystkim do przeprowadzenia “przejęcia” i nie ma samo w sobie pierwiastka życia, to miałbym wątpliwości czy to już jest pełnoprawna sztuczna inteligencja czy jakaś, powiedzmy, forma pośrednia. Ale, pomijając te aspekty techniczno-filozoficzne, rozumiem, co miałaś na myśli i cieszę się, że tak wyszło, bo i taki był tego zamiar. Podobnie z konfliktem, który stał u podstawy napisania tego tekstu.

Co do aspektów technicznych – póki co poprawiłem dialogi, a dziś/najpóźniej jutro przeczytam cały tekst jeszcze raz i postaram się jeszcze raz powyłapywał błędy.

Dziękuję za poświęcony czas i lekturę :)

Ale, pomijając te aspekty techniczno-filozoficzne, rozumiem, co miałaś na myśli i cieszę się, że tak wyszło, bo i taki był tego zamiar. Podobnie z konfliktem, który stał u podstawy napisania tego tekstu.

To dobrze, że mimo rozbieżności naszego spojrzenia jesteś zadowolony z efektu. :D Dzięki za wyjaśnienie swojego spojrzenia!

Zostaw ten żyrandol.

Interesujący punkt widzenia.

Opowiadanie cały czas trzyma czytelnika w niepewności i ze świadomością, że coś jest nie tak. Taki triller z tajemnicą. Do fabuły uważam, że nie ma się czego ani jak czepić, gdyż zaprezentowałeś dość specyficzny motyw.

Od strony technicznej – specem nie jestem, ale nic mi nie zgrzytało.

Jako miłośnik fantasy, jestem bardziej nastawiony na akcję i przygodę, ale nawet jeśli miałem przed sobą Sci-fi, to nie czytało się tego ciężko. I dzięki temu opowiadaniu mogłem sobie postawić i odpowiedzieć na pytanie „Co bym zrobił, gdybym był na miejscu Conrada” :)

Konradzie, dziękuję za poświęcony czas i cieszę się, że opowiadanie przypadło Ci do gustu, szczególnie wobec tak związanego z opowieścią imienia :)

Zwrot akcji ciekawy. Akcję poprowadziłeś sprawnie, ale sam motyw wydaje mi się trochę ograny. Zaczyna mnie lekko nudzić to eksploatowanie rzeczywistości wirtualnej.

Dla mnie najbardziej interesujące byłoby przybliżenie i próba ujęcia tematu (tego) przez ujęcia postaci Konrada i Gustawa w zdarzeniach i większe ich zróżnicowanie, np. przez motywację i rodzaj kontaktu.

Pewnie można byłoby trochę dopracować warsztatowo.

 

Kilka drobiazgów:

,Pamiętał tylko(+,) jak podłączają go do jakiejś maszyny i jak traci przytomność.

,Ociekając lodowatą wodą otworzył właz i wyszedł z wanny.

,Sprawdzi(+,) co się stało.

,Ray nadzorował pisanie sztucznej inteligencji,

Może proces uczenia?

Hmm, bardziej skroń niż płaty czołowe, choć cały OUN bierze w tym udział w zależności od modalności. Reaserch się kłania uniżenie. ;-)

https://neurologia-praktyczna.pl/a5078/Pamiec--funkcja--podzial-i-znaczenie-.html

 

Powodzenia w konkursie!

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

No, podobało mi się. Ostatnio wiele tekstów niezbyt mnie wciągało, a tu – pomimo drobnych potknięć technicznych – zaciekawiło. Nieźle balansujesz pomiędzy sygnalizowaniem czytelnikowi rozwiązania, a mimo wszystko podtrzymywaniem pewnej niepewności. I wprowadzaniu pewnych elementów typowych dla snów, np. słów powtarzanych w ten sam sposób w różnych momentach.

 

" – Nie, na pewno coś z Ziemi"

Nadmiarowa spacja na początku.

 

Asylum faktycznie temat często wykorzystywany, ale mimo wszystko dość nośny. Pisać tylko o tym na pewno byłoby przesadą, ale zupełnie z nim zerwać też byłoby ciężko ;)

Pogłębić obie postacie na pewno by się dało, choć nie wiem czy nie powstałby z tego trochę inny tekst. Szczególnie w kontekście Gustawa zbyt duże dawkowanie o nim informacji trochę zburzyło by napięcie… Ale jest to na pewno jeden z aspektów, w którym można byłoby nad tekstem popracować. A nad Konradem już na pewno trzeba by się pochylić i pogłębić.

Z warsztatem niestety wiem, że trochę kuleję. Pocieszam się tylko tym, że to początek mojej literackiej podróży i może kiedyś zdołam go poprawić.

No i rzeczywiście wpadłem z tą budową mózgu, choć niby pobieżny reaserch robiłem. Jak widać zbyt pobieżny. Poprawiłem, podobnie jak resztę.

Naprawdę dziękuję za poświęcony czas i wszystkie uwagi, na pewno przydadzą mi się w przyszłości ^^

I również powodzenia w konkursie :)

 

Wilku

Niezmiernie cieszy mnie Twoja wizyta i tym bardziej odbiór tekstu :D Szczególnie jeśli wyszły te wszystkie elementy budujące napięcie i lekko oniryczny charakter. Będę się starał szlifować to jeszcze w przyszłości.

Spacja usunięta.

Dziękuję za przeczytanie i ostatecznego klika. Mam nadzieję, że jeszcze będzie mi dane stworzyć tekst, który Cię zaciekawi :)

Pogłębić obie postacie na pewno by się dało, choć nie wiem czy nie powstałby z tego trochę inny tekst. Szczególnie w kontekście Gustawa zbyt duże dawkowanie o nim informacji trochę zburzyło by napięcie… Ale jest to na pewno jeden z aspektów, w którym można byłoby nad tekstem popracować. A nad Konradem już na pewno trzeba by się pochylić i pogłębić.

Widzisz, dla mnie jeśli nadaję imię, przytaczam strofę wiersza musi być silne nawiązanie, nie tylko skojarzenie, błysk po wierzchu. 

Z warsztatem niestety wiem, że trochę kuleję. Pocieszam się tylko tym, że to początek mojej literackiej podróży i może kiedyś zdołam go poprawić.

Z interpunkcją wielu kuleje. Ja, trochę się tutaj podszkoliłam. Dobrzy uczyciele. :-) 

pobieżny reaserch robiłem. Jak widać zbyt pobieżny.

Z riserczem często może być kłopot. Trzeba wyważyć, dlatego pewnie łatwiej pisać fantasy. Nie przejmuj się. Większość nawet nie zauważy. 

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Widzisz, dla mnie jeśli nadaję imię, przytaczam strofę wiersza musi być silne nawiązanie, nie tylko skojarzenie, błysk po wierzchu. 

Ach, rozumiem. To w takim razie różnice w podejściu do literatury. Ja pewnie jeszcze wpisuję nawiązania trochę przypadkowo, ale docelowo wolę traktować to bardziej użytkowo. Tu chciałem zasugerować finał, czy udanie to inna sprawa, ale w potrzebie raczej krępować się nie będę w ich używaniu.

Z interpunkcją wielu kuleje. Ja, trochę się tutaj podszkoliłam. Dobrzy uczyciele. :-) 

Oj widać, i pewnie nie tylko z interpunkcją :D

Z riserczem często może być kłopot. Trzeba wyważyć, dlatego pewnie łatwiej pisać fantasy. Nie przejmuj się. Większość nawet nie zauważy. 

Czy ja wiem? :P Znałem kogoś, kto mi przez teksty przechodził i punktował wszystkie niedociągnięcia związane z uzbrojeniem. Że ktoś w hełmie za dużo widzi, że łuki średniowieczne miały większy naciąg, a w ogóle walki rycerzy kończyły się zwykle zapasami w parterze. I tak do wielu rzeczy da się pewnie przyczepić :P A że za pisaniem fantasy mniej przepadam, to pewnie póki co zostanę gdzie jestem i będę się bardziej męczył tym reaserchem.

No niezłe, podobało mi się. Motyw zagubienia się w wirtualnej rzeczywistości jest mocno eksploatowany, ale tu jakoś świeżością powiało. Może dlatego, że do końca nie odkrywasz kart. Niby są wskazówki, ale na końcu i tak byłam zaskoczona. Bardzo fajnie opisałeś zagubienie Conrada, gdy dowiedział się prawdy.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Bardzo mi miło :) Sam z tego ostatniego fragmentu byłem bardzo zadowolony. Dziękuję za tą chwilę poświęconą na przeczytanie ^^

A że za pisaniem fantasy mniej przepadam, to pewnie póki co zostanę gdzie jestem i będę się bardziej męczył tym reaserchem.

Męcz się bo dobre. :-)

Co do czepialstwa i punktowania, nie mam odnośnie pisania jednoznacznej opinii. Czasem szczegół, detal jest naprawdę istotny, a czasem nie. 

pzd :-)

a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Czytałam z zaciekawieniem, bo opowiedziałeś, Golodhu, intrygującą historię. I choć wszystko to, co dotyczy wszelkich gier i symulacji, z reguły jest dla mnie, delikatnie mówiąc, mało zajmujące i mało zrozumiałe, to Pasożyt, napisany niezwykle przystępnie, okazał się chlubnym wyjątkiem. ;)

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia.

 

Czuł, że coś się dzie­je w jego gło­wie, że od­pły­wa on i wszyst­kie jego wspo­mnie­nia. ―> Czy wszystkie zaimki są konieczne?

 

Sufit roz­bły­snął słabą, zie­lo­ną po­świa­tą. ―> Sprzeczność – skoro poświata była słaba, to nie mogła rozbłysnąć.

Za SJP PWN: rozbłysnąć 1. «zalśnić blaskiem, światłem»

 

Zer­k­nął tylko, że tam też ktoś leżał. ―> Zauważył/ Zobaczył tylko, że tam też ktoś leżał.

Zerkamy na coś, nie że coś.

 

Con­rad ode­tchnął z ulgi. ―> Con­rad ode­tchnął z ulgą.

 

„Brak da­nych.” ―> „Brak da­nych”.

Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu. Ten błąd pojawia się w opowiadaniu wielokrotnie.

 

Świet­nie, po­my­ślał. – Pokaż mi, jak tam dojść. ―> Wypowiedź zapisujemy w nowym wierszu.

Świet­nie, po­my­ślał.

– Pokaż mi, jak tam dojść.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/ I jak zapisywać myśli: Zapis myśli bohaterów

 

do­da­ła po chwi­li Li­lith Tirtsh. – Do­słow­nie przed chwi­lą Ray… ―> Nie brzmi to najlepiej.

 

cho­dzi­li na samą uczel­nię… ―> …cho­dzi­li na samą uczel­nię

 

Mo­stek ka­pi­tań­ski nie wy­glą­dał mo­nu­men­tal­nie. Cen­tral­ne miej­sce na most­ku zaj­mo­wa­ło po­sła­nie ka­pi­ta­na Co­ope­ra. ―> Nie brzmi to najlepiej. A dlaczego mostek miałby być monumentalny?

Może: Mo­stek nie wy­glą­dał imponująco. Cen­tral­ne miej­sce zaj­mo­wa­ło po­sła­nie ka­pi­ta­na Co­ope­ra.

 

Ty­sią­ce cią­gną­cych się w mrok półek… ―> Ty­sią­ce cią­gną­cych się w mroku półek

 

Li­lith za­bra­ła się za ich prze­szu­ki­wa­nie… ―> Li­lith za­bra­ła się do ich prze­szu­ki­wa­nia

 

cały ka­ta­log wie­zio­nych na­sion, głów­nie kwiet­nych. ―> …cały ka­ta­log wie­zio­nych na­sion, głów­nie kwiatowych/ kwiatów.

Za SJP PWN: kwietny poet. «pokryty rosnącymi kwiatami; też: przybrany kwiatami»

 

Po­ja­wi­ły się nań su­ro­we róże i let­nie sło­necz­ni­ki. ―> Na czym polega surowość róż? Czy bywają też słoneczniki zimowe?

 

Prze­glą­dał dalej: prze­bi­śnie­gi, stor­czy­ki, chry­zan­te­my… ―> Storczyki wymieniłeś już wcześniej – storczyk i orchidea to synonimy, znaczą to samo.

 

Zgo­dził się zo­stać w bazie i spró­bo­wać się zdrzem­nąć. ―> Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: Uznał, że zostanie w bazie i spró­buje się zdrzem­nąć.

 

– Wra­cam do bazy – oznaj­mił sła­bym gło­sem Con­rad. ―> – Wra­cam do bazy – oznaj­mił Conrad sła­bym gło­sem.

 

po­ło­ży­ła koło jego dłoni. Usia­dła na łóżku, koło jego nóg. ―> Brzmi to fatalnie.

Proponuję: …po­ło­ży­ła przy jego dłoni. Usia­dła w nogach łóżka.

 

„Wy­ja­śnij mi wszyst­ko.” ―> „Wy­ja­śnij mi wszyst­ko”.

 

No­wo­ścią miało być jed­nak pełna, cał­ko­wi­ta im­mer­sja. ―> Literówka.

 

Czuł się, jakby całe jego życie, ta wątła nić Mojr, nagle zmie­ni­ła się w pia­sek i roz­sy­pa­ła po pod­ło­dze. ―> Piszesz o życiu, które jest rodzaju nijakiego, więc: Czuł się, jakby całe jego życie, ta wątła nić Mojr, nagle zmie­ni­ło się w pia­sek i roz­sy­pa­ło po pod­ło­dze.

 

„Ja nie chcę umie­rać.” ―> „Ja nie chcę umie­rać”.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cieszę się regulatorko, że, zgodnie z wyrażonym pod poprzednim tekstem życzeniem, udało mi się napisać coś, co Ci się spodobało :)

Nad wykonaniem będę w przyszłości pracować, a za uwagi bardzo dziękuję ^^ Postaram się je oczywiście zapamiętać i nie powtórzyć tych błędów. Muszę przyznać, że o zasadzie stawiania kropek za cudzysłowem nie wiedziałem i jestem szczerze zszokowany.

Natomiast korekty do tekstu wprowadzę po ogłoszeniu wyników konkursu, bo jak słyszałem po zakończeniu terminu nie wolno tego robić. Albo jest to przynajmniej niestosowne.

I ja się cieszę, że lektura Pasozyta dostarczyła mi przyjemności. Cieszę się też, jeśli w czymkowiek pomogłam. ;)

 

…o zasadzie stawiania kropek za cudzysłowem nie wiedziałem i jestem szczerze zszokowany.

To nie cudzysłów ani nawias są znakami końca tekstu, tylko kropka. Gdy na końcu zdania zbiegną się znaki interpunkcyjne, np. cudzysłów i kropka lub nawias i kropka, to zawsze na końcu stawiamy kropkę. https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zbieg-znakow-interpunkcyjnych;6463.html

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Szybko się czytało, nawet bardzo szybko. Niewiele jest tutaj do przyczepienia się, a jeśli już jest, to bardziej od strony zaintrygowanego czytelnika, który chciał się dowiedzieć co z tym statkiem i kiedy pójdą znów spać. Nie spodziewałem się oczywiście podobnego zakończenia. Najpierw byłem zły, ale bardzo podoba mi się to zagranie, z wypchnięciem osobowości. Bardzo dobry tekst.

I… czytałbym dalej, gdyby dalej coś było. ;)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Hm, osobiście od strony technicznej opowiadanie średnio mi podeszło. Napisane prosto, czasem zahaczając o mowę potoczną (dla przykładu “zwalił to na karb zmęczenia”), momentami brzmiało jak sucha relacja (choćby pierwszy akapit, gdy Conrad/Gustav wychodził ze zbiornika). Koncepcyjnie się spodobało – obudzeni z hibernacji podróżnicy na arce pełnej zahibernowanych współpasażerów, możliwość sabotażu, próba rozwikłania tajemnicy… Naprawdę niezły klimacik. Gdyby jeszcze styl nadążał za pomysłem, to byłoby super.

Konkluzja jakoś wielkiego wrażenia, przyznam, na mnie nie wywarła. Spodziewałam się czegoś w tym stylu, no i motyw symulacji tak realnej, że jest mylona z prawdziwym życiem, też już szczególnie oryginalny nie jest. Chyba nie do końca jestem przekonana, że sztuczną osobowość można nazwać pasożytem, bo ona nie istnieje jako odrębny byt (w końcu to był tylko program komputerowy). Dla mnie to wciąż Gustav, tylko wydaje mu się, że jest kimś innym.

Ogólnie czytałam z dużym zainteresowaniem i po lekturze mam wrażenia pozytywne.

MaSkrol, cieszę się, że tekst się spodobał, nawet jeżeli dopiero po czasie :) Nad tym zaintrygowaniem na pewno jeszcze pomyślę, bo w tej chwili nie wiem co można by z tym zrobić.

A co do części dalszej… Akurat ta końcówka pasowała mi w pewnym sensie do podkreślenia tej treści tekstu i problemu z programami komputerowymi. A i trochę chciałem napisać tekst właśnie z takim “twistem” na końcu. Natomiast trochę się zastanawiałem nad tym, co mogłoby być dalej, o zagubieniu Gustava w prawdziwym świecie, gdyby przeżył. I, być może, wrócę do tego tematu jeszcze, choć niekoniecznie w bezpośrednim nawiązaniu do tego tekstu.

Aby do tego tu wrzucić to myślę, że by raczej nie pasowało. Inny klimat, treść, myśl przewodnia…

Tak czy inaczej, dziękuję za lekturę :D

 

Silvo, niestety zdaję sobie sprawę, że strona techniczna pozostaje póki co moim najsłabszym elementem. Na pewno zamierzam nad tym w najbliższym czasie szczególnie pracować i przynajmniej trochę ten styl wygładzić.

Co do konkluzji – w pewnym sensie na bazie podobnych rozważań miał powstać ten tekst, choć właśnie skłaniających się w drugą stronę. To znaczy, że ogólnie rozumiane życie i jestestwo jest określone przez całość informacji/wspomnień/przeżyć. Czego odbicie pojawiają się w tekście. W trakcie pisania, zmieniania koncepcji, kolejnego pisania itd. ten sens chyba się rozmył i ukrył, dlatego właśnie tak cieszy mnie, że zwróciłaś na to uwagę; nawet jeżeli jest masz opinię przeciwną. I zapewne to jest temat do dłuższej, filozoficznej dyskusji.

Ale oczywiście źle, jeśli obniża odbiór tekstu :/

A tak po czasie, to może i bardziej trafionym określeniem od pasożyta byłby wirus, który właśnie tak działa –– nie jest osobnym bytem, a wykorzystuje organizm ofiary do reprodukcji, trwania.

Ale miło mi, że mimo tych wad miałaś pozytywne wrażenia :) I dziękuję za komentarz, dobrze wskazujący nad czym pracować ^^

Co do konkluzji – w pewnym sensie na bazie podobnych rozważań miał powstać ten tekst, choć właśnie skłaniających się w drugą stronę. To znaczy, że ogólnie rozumiane życie i jestestwo jest określone przez całość informacji/wspomnień/przeżyć.

Aha, w ten sposób. To rzeczywiście mogłyby być ciekawe rozważania – czy wpisana sztuczna osobowość “czuje” się równie albo i bardziej prawdziwa, co ta oryginalna. Właściwie prowadziłoby to chyba do rozdwojenia jaźni, hm… Wyobrażam sobie, że to byłby intrygujący wątek, gdyby Conrad walczył o pozostanie Conradem, i stawiał opór próbie przywrócenia wspomnień Gustava.

Ale miło mi, że mimo tych wad miałaś pozytywne wrażenia :) I dziękuję za komentarz, dobrze wskazujący nad czym pracować ^^

Proszę bardzo, miło mi, że mogłam się przydać :)

Jeden z lepszych tekstów, jakie ostatnio czytałem. Po pierwszych scenach myślałem, że to nic oryginalnego, ale jednocześnie umiejętnie budowałeś atmosferę zagubienia i poczucia, że “coś jest nie tak”. Końcówka świetna. Pomysł na wirtualną rzeczywistość nadpisującą psychiką użytkownika jednocześnie fascynujący, ale i nieco przerażający, bo kto wie… firmy na pewno będą chciały wynaleźć jak najlepsze oprogramowanie, i nie wiadomo, czy nie przedobrzą.

Bardzo mi się podobało.

Silvo, ostatnio się coraz bardziej przekonuję i odgrażam, żeby taki właśnie tekst napisać i to wyraźniejszy w swoim temacie. Ale mam już kilka innych w głowie, więc będzie musiał pewnie trochę poczekać.

 

Zanaisie, a mi w takim razie bardzo miło :D

Oczywiście struktury mózgu są bardzo skomplikowane, nasza wiedza znikoma i potrzeba jeszcze wielu badań, więc do tej przerażającej wizji na pewno jeszcze czas mamy. Ale kiedyś takie programy mogą być kuszące, a z programowaniem ludzkiego umysłu pewnie trzeba będzie szczególnie zachować bardzo dużą ostrożność. Choć i to pewnie nie nowy temat.

Regulatorko, jako, że konkurs dobiegł końca, wprowadziłem poprawki – zgodnie z zapowiedzią. Jeszcze raz dziękuję, Twoje uwagi są dużą pomocą i na pewno pozwolą uniknąć takich wpadek w przyszłości ^^

Golodhy, ogromnie się cieszę, ze mogłam się przydać. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka