- Opowiadanie: Outta Sewer - Wrogie przejęcie

Wrogie przejęcie

Poniższy tekst jest trzecim opowiadaniem, w którym rolę głównego bohatera (antybohatera?) obsadziłem pewnym bardzo specyficznym magikiem. W tekście znajdują się dwie lub trzy wzmianki, nawiązujące do poprzednich opowiadań (Wiara wartości, Transsfer), jednak ich znajomość nie jest konieczna, ponieważ każdy z tych tekstów jest zamkniętą całością.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Wrogie przejęcie

Męż­czy­zna w stro­ju ma­gi­ka przy­sta­nął przed miej­scem, w któ­rym pu­sty­nia ustę­po­wa­ła pola za­ska­ku­ją­co buj­ne­mu dy­wa­no­wi traw. Oaza wy­glą­da­ła jak na­ma­lo­wa­na przez dziec­ko, z gra­ni­cą ostro za­zna­czo­ną na­głym przej­ściem od brą­zów do zie­le­ni, bez śla­dów wdzie­ra­nia się pu­sty­ni w głąb ro­ślin­nej en­kla­wy.

Gdyby tra­fił tutaj jakiś bio­log, w osłu­pie­nie wpra­wi­ła­by go prze­czą­ca lo­gi­ce róż­no­rod­ność wy­stę­pu­ją­cej na te­re­nie oazy flory, po­cho­dzą­cej z róż­nych bio­mów. W tym miej­scu pnie po­tęż­nych se­kwoi są­sia­do­wa­ły z pal­ma­mi dak­ty­lo­wy­mi oraz dę­ba­mi, świer­ki i sosny trwa­ły w śmier­tel­nym uści­sku ba­nia­nów, a bli­żej grun­tu pa­pro­cie wal­czy­ły o miej­sce do we­ge­ta­cji z wy­so­ki­mi, ste­po­wy­mi tra­wa­mi.

Jed­nak to, co za­chwy­ci­ło­by każ­de­go przy­rod­ni­ka, na ma­gi­ku nie ro­bi­ło żad­ne­go wra­że­nia. Przy­bysz rzu­cił okiem na ślady kół cięż­kich po­jaz­dów, które wdar­ły się do tego nie­wiel­kie­go raju. Jak nie­pro­szo­ny gość w za­bru­dzo­nych bu­tach, na­nio­sły z ze­wnątrz rdza­we­go pyłu, za­le­ga­ją­ce­go na li­ściach wzdłuż zni­ka­ją­cej w gę­stwi­nie ścież­ki prze­jaz­du. Magik zro­bił krok i nie­zno­śny pu­styn­ny skwar za­mie­nił się w przy­jem­ną rześ­kość wil­got­ne­go lasu.

Kil­ka­dzie­siąt me­trów dalej, po­śród gę­ste­go buszu, stały za­par­ko­wa­ne trzy białe to­yo­ty land­cru­iser. Nikt nie pil­no­wał po­jaz­dów. We­wnątrz jed­ne­go z sa­mo­cho­dów grało radio. Oprócz pytań Tiny Tur­ner “What’s love got to do with it?” nie sły­chać było żad­nych in­nych dźwię­ków. Nic nie szu­ra­ło w za­ro­ślach, żaden owad nie bzy­czał wśród liści, a z koron drzew nie do­bie­gał choć­by naj­cich­szy ptasi trel.

Nie było tutaj życia in­ne­go, niż ro­ślin­ne.

Za sa­mo­cho­da­mi wy­ra­sta­ła wy­so­ka kępa, spod któ­rej gdzie­nie­gdzie prze­świ­ty­wał szary ka­mień, świad­czą­cy o tym, że pod splo­ta­mi blusz­czu i po­du­szecz­ka­mi mchu leży ukry­ta bu­dow­la. Gdy magik ob­szedł ostat­ni po­jazd, doj­rzał sze­ro­ką, pro­sto­kąt­ną wyrwę zie­ją­cą po­śród ma­la­chi­to­wych liści. Wej­ście pul­so­wa­ło dusz­nym mro­kiem, roz­ma­zy­wa­ło kon­tu­ry oka­la­ją­cych je ro­ślin. Męż­czy­zna bez stra­chu sta­nął na progu. W noz­drza ude­rzy­ła go fala stę­chli­zny do­pra­wio­na śwież­szym za­pa­chem, że­la­zi­stym, przy­wo­dzą­cym na myśl za­rdze­wia­łe wspo­mnie­nie wzgó­rza nie­opo­dal Je­ro­zo­li­my.

Stuk­nął w nad­pro­że wy­ję­tą spod płasz­cza la­secz­ką, a wień­czą­ca ją gałka za­pło­nę­ła zim­nym bla­skiem, wy­do­by­wa­jąc z mroku długi, su­ro­wy ko­ry­tarz. Po­zba­wio­ne zdo­bień ścia­ny uma­za­ne były świe­żą krwią. Na całej dłu­go­ści przej­ścia le­ża­ły zma­sa­kro­wa­ne zwło­ki kil­ku­na­stu uzbro­jo­nych męż­czyzn w tur­ba­nach. Ich białe do nie­daw­na szaty na­siąk­nię­te były teraz lepką czer­wie­nią, wy­pły­wa­ją­cą z ode­rwa­nych ki­ku­tów rąk, po­zba­wio­nych głów karków i roz­po­ło­wio­nych tu­ło­wi.

Przy­bysz uśmiech­nął się pod nosem i mruk­nął:

– Był Hamas, jest hum­mus.

Oba­wia­jąc się ubru­dze­nia wy­so­kich butów prze­le­wi­to­wał nad roz­człon­ko­wa­ny­mi cia­ła­mi. Prze­kro­czył umiesz­czo­ne na końcu ko­ry­ta­rza drzwi. Zna­lazł się w okrą­głej sali, któ­rej mrok roz­świe­tla­ły po­je­dyn­cze smugi świa­tła, wpa­da­ją­ce do wnętrza przez wy­ku­te w skle­pie­niu świe­tli­ki. Śro­dek kom­na­ty zaj­mo­wał niski ka­ta­falk.

Na gra­ni­to­wej pły­cie pod­wyż­sze­nia roz­cią­gnię­ty był czło­wiek. Nie wię­zi­ły go żadne sznu­ry, pasy czy klam­ry, a mimo to po­ru­szał się nie­mra­wo, za­ci­ska­jąc pię­ści, jak gdyby pró­bo­wał ze­rwać z sie­bie nie­wi­dzial­ne pęta. Magik zbli­żył się do więź­nia. Za­uwa­żył, że nie­szczę­śni­ko­wi wy­łu­pio­no oczy, a ode­rwa­na żu­chwa od­sła­nia­ła ru­chli­wy strzęp ję­zy­ka. Głę­bo­ka, po­szar­pa­na wyrwa w brzu­chu po­zwa­la­ła zajrzeć w głąb bio­lo­gicz­nej ma­szy­ne­rii ciała, a jed­nak bie­dak wciąż żył.

Z końca la­secz­ki z ci­chym klik­nię­ciem wy­su­nę­ło się trzy­dzie­sto­cen­ty­me­tro­we ostrze. Magik przy­ło­żył je do szyi uwię­zio­ne­go męż­czy­zny.

– Sorry, Jaf­far, jed­nak dzie­wic żad­nych nie bę­dzie. Mia­łeś dać znać i po­cze­kać na moje przy­by­cie, cym­ba­le. Ale wiesz co? Po­wiem moim pod­wład­nym, żeby ci tro­chę od­pu­ści­li. Po­wiedz­my, że za­miast sie­dem­dzie­się­ciu wy­głod­nia­łych de­mo­nów za­ba­wiać się tobą bę­dzie sześć­dzie­się­ciu dzie­wię­ciu. Swoją drogą, fajna licz­ba, co nie?

Magik pchnął głęboko, aż ostrze za­chrzę­ści­ło o krę­go­słup. Zrzu­cił znie­ru­cho­mia­łe ciało Jaf­fa­ra na pod­ło­gę, po czym sam roz­siadł się na ka­ta­fal­ku. Zma­te­ria­li­zo­wał pa­pie­ro­śni­cę, wyjął cien­ką cy­ga­ret­kę i zapa­lił, przy­kła­da­jąc do niej opusz­kę palca.

– Dobra, sło­necz­ko, wiem, że się gdzieś cho­wasz – po­wie­dział gło­śno magik i za­cią­gnął się śmier­dzą­cym siar­ką pa­pie­ro­sem.

Wpa­da­jąc w smugę świa­tła, bły­snę­ło ostrze. Ze świ­stem cięło w głowę ma­gi­ka, lecz nie na­po­tka­ło oporu. Opa­dło na wskroś i ude­rzy­ło w ka­mień, wy­peł­nia­jąc całą salę gło­śnym brzdę­kiem. Syl­wet­ka ma­gi­ka roz­wia­ła się jak pa­pie­ro­so­wy dym.

Przy ka­ta­fal­ku, roz­ga­nia­jąc opar trzy­ma­ny­mi w obu rę­kach dłu­gi­mi no­ża­mi, stała naga pięk­ność. Na jej od­sło­nię­tych pier­siach per­li­ły się kro­ple świe­żej krwi, a całą twarz uma­za­ną miała czer­wie­nią, jak dra­pież­nik ucztu­ją­cy na świe­żym tru­chle upo­lo­wa­nej zdo­by­czy. Ko­bie­cie za całe odzie­nie słu­żył złoty, wspar­ty na sze­ro­kich bio­drach, pas, który naj­wy­raź­niej był je­dy­nie ozdo­bą, bo­wiem ni­cze­go nie za­kry­wał.

– Ilu­zja! – krzyk­nę­ła kobieta. – Nie je­steś czło­wie­kiem. Ale zgi­niesz tak, jak ci, któ­rzy za­kłó­ci­li mój sen. Nikt nie bę­dzie na mnie po­lo­wał!

– No, już, już. Dość tej pre­ten­sjo­nal­nej dramy. Zlu­zuj kształt­ne po­ślad­ki, scho­waj noże, przy­wal kilka razy tą pięk­ną głów­ką w ścia­nę i przy­wi­taj się ze sta­rym kum­plem.

Ko­bie­ta od­wró­ci­ła się po­wo­li na dźwięk do­cho­dzą­ce­go zza jej ple­ców głosu. Wark­nę­ła i ru­szy­ła na opar­te­go o ko­lum­nę męż­czy­znę. Magik wes­tchnął. Pstryk­nął pal­ca­mi i w eks­plo­zji dymu zmie­nił swoją formę. W miej­sce mło­de­go męż­czy­zny z cy­lin­drem, pe­le­ryn­ką oraz la­secz­ką, po­ja­wił się wy­so­ki, czer­wo­no­skó­ry diabeł. Wy­ra­sta­ją­ce z jego czoła rogi dra­pa­ły skle­pie­nie, a skó­rza­ste, po­szar­pa­ne skrzy­dła omia­ta­ły prze­ciw­le­głe ścia­ny kom­na­ty.

– Nie chcę nic gadać, ale te dwa eony snu tro­chę cię przy­tę­pi­ły – po­wie­działo monstrum war­kli­wie i z nie­sma­kiem przyj­rzało się swo­je­mu ciału. – Głu­pia forma. Ani w tym po­ru­chać, ani iść do re­stau­ra­cji albo kina. Tylko do ko­ścio­ła pa­su­je, żeby stra­szyć dur­nych kle­chów i ich na­iw­ne du­szycz­ki.

– Lu­cy­fer! – W okrzy­ku ko­bie­ty mie­sza­ły się ze sobą ra­dość i nie­do­wie­rza­nie. Upu­ści­ła ostrza i przy­pa­dła do de­mo­na, który w mię­dzy­cza­sie zdą­żył wró­cić do ludz­kiej po­sta­ci. Wpiła się w jego usta, po­ca­ło­wa­ła na­mięt­nie, po czym zro­bi­ła krok w tył i strze­li­ła sza­ta­na pię­ścią w szczę­kę.

– Dobra, na­le­ża­ło mi się. A teraz może wróć­my do bu­ziacz­ków, co? – Lu­cy­fer się uśmiech­nął.

– Dla­cze­go mnie obu­dzi­łeś? Czyż­by tam, w świe­cie ludzi, było już dla nas le­piej? – Zmie­ni­ła temat ko­bie­ta.

– Dużo le­piej, Anat. A może być cu­dow­nie, tylko po­trze­bu­ję two­jej po­mo­cy. Wi­dzisz, od wie­ków szu­kam bo­skich nie­do­bit­ków z pan­te­onów wy­mor­do­wa­nych przez skrzy­dla­te szczu­ry ojca. Zna­la­złem He­im­dal­la i Cha­ro­na, ale nasza współ­pra­ca była krót­ka…

– O! A to dla­cze­go? – Z nieszczerym zdziwieniem za­in­te­re­so­wa­ła się Anat.

– Róż­ni­ca zdań. A kon­kret­niej: ja żyję i mogę for­mu­ło­wać zda­nia, a oni już nie bar­dzo.

– Mam tam wró­cić i dać się zabić? Albo znów ucie­kać przed sie­pa­cza­mi Boga? Osza­la­łeś, Lu­cy­fe­rze!

– Nikt już na ni­ko­go nie po­lu­je. Oj­ciec traci wy­znaw­ców. Coraz ich mniej, mimo, że ludzi coraz wię­cej. Po­wie­dzia­łem ci o tam­tej dwój­ce by­łych wspól­ni­ków, a nie mu­sia­łem. Doceń to. Chcę być z tobą szcze­ry.

– Haha! – Śmiech Anat wy­peł­nił salę. – Szcze­ry Lu­cy­fer, a to dobre! Je­dy­na szcze­rość w twoim przy­pad­ku, to szcze­ra nie­chęć do wszyst­kich i wszyst­kie­go poza sobą samym.

– De­mo­ni­zu­jesz, wiesz? Chodź ze mną, a po­ka­żę ci, jakim pier­dol­ni­kiem stał się świat. Jest nawet le­piej niż za cza­sów dzi­kich im­prez w So­do­mie. Z wieku na wiek ludz­kość wy­ka­zu­je się sporą kre­atyw­no­ścią w ze­szma­ca­niu się i upa­dla­niu. Zo­ba­czysz. – Sza­tan za­chę­ca­ją­co wy­cią­gnął dłoń.

– Niech bę­dzie, Lu­cy­fe­rze. Ale jeśli kła­miesz, za­bi­ję cię.

– Po pierw­sze, ja za­wsze kła­mię. Nie pa­mię­tasz? A po dru­gie, serio? Takim tan­det­nym tek­stem znów za­su­wasz? Och, Anat, myślę, że bę­dziesz za­chwy­co­na współ­cze­sną li­te­ra­tu­rą. A jak już wspo­mnie­li­śmy o So­do­mie, to pa­mię­tasz z or­gie­tek tę za­ba­wę, którą na­zwa­li­śmy “czer­pa­kiem”?

– Na samo wspo­mnie­nie boli mnie tyłek. Czemu py­tasz?

– Zo­ba­czysz.

***

Drzwi ho­te­lo­we­go apar­ta­men­tu uchy­li­ły się nie­znacz­nie i za­trzy­ma­ły, przy­blo­ko­wa­ne czymś od środ­ka. Lu­cy­fer na­parł nieco moc­niej. Le­żą­ce na pod­ło­dze zmasakrowane ciało prze­su­nę­ło się pod na­po­rem i za­le­gło na ple­cach. Był też drugi trup. Leżał w kilku miej­scach jed­no­cze­śnie, całkiem kreatywnie zde­frag­men­to­wa­ny.

Sza­tan wes­tchnął i pod­szedł do sie­dzą­cej w ob­ro­to­wym fo­te­lu Anat. Ubra­na w dres bo­gi­ni na ko­la­nach trzy­ma­ła ma­łe­go lwa. Za­krwa­wio­ną dło­nią gła­dzi­ła jego żółte fu­ter­ko, wzrok miała wbity w ekran kom­pu­te­ra. Nawet się nie od­wró­ci­ła, kiedy dia­beł sta­nął za jej ple­ca­mi.

– Widzę, że znu­dzi­ła cię już nauka o tym, jak zmie­nił się świat? – Sza­tan bar­dziej stwier­dził, niż za­py­tał.

– Tak… – Bo­gin­ka była za­ab­sor­bo­wa­na oglą­da­nym fil­mem. – To jest to porno, o któ­rym mi opo­wia­da­łeś, tak? Przy­znam, że nie do końca ro­zu­miem całą tę tech­no­lo­gię, ale ten zapis i to, co oni robią… Za nie­któ­re z tych rze­czy nawet w So­do­mie można by zo­stać zlin­czo­wa­nym.

– Cie­szę się, że ci się po­do­ba. Cie­szył­bym się bar­dziej, gdy­byś hur­to­wo nie mor­do­wa­ła moich ludz­kich przy­du­pa­sów. – Lu­cy­fer zer­k­nął na ciała. – W tych cza­sach trudno zna­leźć do­brych i dys­kret­nych. Wszyst­ko przez te cho­ler­ne media spo­łecz­no­ścio­we. Przyj­miesz ta­kie­go na służ­bę, nawet mu wy­kla­ru­jesz, co się z nim sta­nie, jeśli bę­dzie pa­plał, a dureń i tak po ja­kimś cza­sie opu­bli­ku­je tłita albo wrzu­ci na fejsa posta, bo myśli, że Lu­cy­fer nie umie w tech­no­lo­gie. Jeden nawet usta­wił sobie sta­tus “W związ­ku” ze mną. A jak się nim za­ją­łem to się oka­za­ło, że mu nasz zwią­zek nie pa­su­je. Krzy­czał długo i na­mięt­nie. Z cie­ka­wo­ści za­py­tam: czemu za­bi­łaś tych tutaj?

– My­śle­li, że nie usły­szę, kiedy szep­ta­li o tym, że chęt­nie zje­dli­by mo­je­go kotka.

– Im nie o kotka cho­dzi­ło… Mu­sisz się jesz­cze pod­szko­lić, jak się dzi­siaj mówi.

– Aha. Faj­nie. – Anat naj­wy­raź­niej nie słu­cha­ła uważ­nie, zbyt za­fa­scy­no­wa­na per­wer­syj­ną ekwi­li­bry­sty­ką, jaką w oglą­da­nym fil­mie pre­zen­to­wa­ła do­świad­czo­na ob­sa­da płci oboj­ga. A nawet wię­cej niż oboj­ga.

– Przy­sze­dłem ci po­wie­dzieć, że jutro za­czy­na­my zdję­cia. Mamy go­to­wą sce­no­gra­fię, za­ła­twio­ne re­kwi­zy­ty, ak­to­rów do­bra­nych do ról, nawet zwie­rzę­ta. Sce­na­riusz jest tak ob­ra­zo­bur­czy, tak prze­siąk­nię­ty per­wer­sją, jak tylko się da. Lu­dzie od Di­sneya zro­bi­li kawał do­brej ro­bo­ty.

– Je­steś pe­wien, że się uda? – Anat za­pau­zo­wa­ła na­gra­nie. – Moja umie­jęt­ność, jak ją na­zwa­łeś, po­zba­wia­nia ha­lu­nów dzia­ła, kiedy mnie widzą i sły­szą. Skąd mamy pew­ność, że za­dzia­ła przez za­pi­sa­ny obraz?

– Po­zba­wia­nia ha­mul­ców, a nie ha­lu­nów, sło­necz­ko. To krót­kie na­gra­nie, które zro­bi­li­śmy ty­dzień temu, pa­mię­tasz je? Te­sto­we, z uży­ciem two­je­go daru. – Lu­cy­fer ob­ró­cił bo­gi­nię przo­dem do sie­bie. – Wy­sła­li­śmy je dwu­dzie­stu lo­so­wym kle­chom. Efekt jest za­do­wa­la­ją­cy. Tylko jeden się oparł.

– A co z resz­tą? – Za­cie­ka­wi­ła się Anat.

– Sie­dem­na­stu jest w trak­cie prze­no­sze­nia do in­nych pa­ra­fii, dwóch zo­sta­ło oso­bi­sty­mi asy­sten­ta­mi lo­kal­nych ar­cy­bi­sku­pów. Mo­żesz nie ro­zu­mieć pew­nych za­leż­no­ści, ale to ozna­cza suk­ces. A kiedy wy­pu­ści­my film, bę­dzie jesz­cze le­piej.

– Ci, któ­rzy głę­bo­ko wie­rzą, zdo­ła­ją się oprzeć. Poza tym, jak chcesz zmu­sić wszyst­kich do obej­rze­nia na­sze­go fejmu?

– Filmu, nie fejmu. – Lucyfer znów poprawił boginię. – Tym się nie martw. Ta­kich, co głę­bo­ko wie­rzą, jest za­le­d­wie garst­ka. No i ni­ko­go do ni­cze­go zmu­szać nie bę­dzie­my. Ma­chi­na pro­mo­cyj­na zrobi szum, który spra­wi, że każdy zechce obej­rzeć to ar­cy­dzie­ło. Choć­by tylko dla­te­go, żeby spraw­dzić, czy rze­czy­wi­ście jest o co pod­no­sić larum. A jak wia­do­mo, ko­cha­na, cie­ka­wość to pierw­szy sto­pień do pie­kła.

Anat przy­ję­ła za­pew­nie­nia Lu­cy­fe­ra za dobrą mo­ne­tę i stra­ci­ła za­in­te­re­so­wa­nie roz­mo­wą. Od­wró­ci­ła się z po­wro­tem do mo­ni­to­ra. Wci­snę­ła przy­cisk play na od­twa­rza­czu, po czym skwi­to­wa­ła wy­ja­śnie­nia Lu­cy­fe­ra krót­kim:

– Faj­nie.

***

Ilość spły­wa­ją­cych do pie­kła dusz pra­wie się po­dwo­iła, a od premiery mi­nę­ły do­pie­ro dwa mie­sią­ce.

Jesz­cze nie­daw­no każdy po­tę­pio­ny go­to­wał się we wła­snym kotle, miał dia­bła pro­wa­dzą­ce­go, in­dy­wi­du­al­ny pro­gram cier­pie­nia i inne luk­su­sy. Ale teraz… Teraz było źle. Ko­tłów bra­ko­wa­ło, dia­bły upy­cha­ły w jed­nym po pięć, sześć osób, czę­sto naj­pierw na­sma­ro­wu­jąc de­li­kwen­tów lu­bry­kan­tem. Do prę­gie­rzy stały ko­lej­ki, sprzęt do ukrzy­żo­wań wy­po­ży­cza­no na za­pi­sy, po­mniej­sze de­mo­ny były zmu­sza­ne do pracy w nad­go­dzi­nach. Mo­ra­le za­ło­gi pie­kła spa­da­ło z dnia na dzień. Wielu stra­ci­ło zapał, wy­pa­li­ło się za­wo­do­wo i po­szło na cho­ro­bo­we. Han­del wo­da­mi Styk­su kwitł w naj­lep­sze, nikt się już nawet nie krył z kon­tra­ban­dą, więc nie­je­den demon się roz­pił i rzu­cił ro­bo­tę w anio­ły.

Te czarty, które mimo wszyst­ko wy­ko­ny­wa­ły swoją pracę, coraz czę­ściej szep­ta­ły o nie­udol­no­ści ad­mi­ni­stra­cji, klęły na dział pla­no­wa­nia, nie po­tra­fią­cy prze­wi­dzieć dłu­go­fa­lo­wych skut­ków pod­ję­tych de­cy­zji, oraz na­rze­ka­ły na ledwo zi­pią­cy, przy­tło­czo­ny pro­ble­ma­mi ka­dro­wy­mi de­par­ta­ment za­so­bów dia­blich.

Na do­miar złego, han­dlu­ją­cy bro­nią oraz sprzę­tem AGD zna­jo­my demon z hin­du­skie­go pan­te­onu nie przy­słał obie­ca­nych na­rzę­dzi tor­tur, a po­zba­wie­ni nad­zo­ru po­tę­pie­ni wa­łę­sa­li się po całym pie­kle, tak jakby było ja­kimś So­snow­cem, albo inną miej­sco­wo­ścią tu­ry­stycz­ną.

To zaś, co dzia­ło się w świe­cie ludzi prze­cho­dzi­ło już wszel­kie po­ję­cie. Nawet de­mo­nicz­ne. Ma­so­we orgie, ma­so­we mordy, ma­so­we ofia­ry, ma­so­wa pa­ni­ka. Dwoma sło­wa­mi: ma­so­wa roz­pier­du­cha. A naj­dziw­niej­sze w tym wszyst­kim było to, że Bóg i jego aniel­skie za­stę­py jesz­cze się nie wtrą­ci­ły.

Po­iry­to­wa­ny Lu­cy­fer kro­czył w kie­run­ku pa­ła­cu, nie zwra­ca­jąc uwagi na ukradkowe, pełne dez­apro­ba­ty spoj­rze­nia mi­ja­nych pod­wład­nych. Grupka ła­żą­cych sa­mo­pas po­tę­pień­ców o azja­tyc­kim ro­do­wo­dzie nawet do niego po­de­szła i po­trak­to­wa­ła jak punkt in­for­ma­cji. Mieli czel­ność za­da­wać ja­kieś py­ta­nia! Tylko im apa­ra­tów fo­to­gra­ficz­nych bra­ko­wa­ło! Sza­tan obie­cał sobie, że gdy wszyst­ko wróci do normy, wy­my­śli kilka no­wych, wy­jąt­ko­wo okrut­nych tor­tur, bo to już za­kra­wa­ło na skan­dal!

Prze­kro­czył wrota pa­ła­cu i sze­ro­ki­mi ko­ry­ta­rza­mi do­tarł do sali głów­nej, któ­rej śro­dek zaj­mo­wał im­po­nu­ją­cy, ko­ścia­ny tron wład­cy. Sie­dzia­ła na nim Anat, oto­czo­na wia­nusz­kiem naj­waż­niej­szych dia­błów. U jej stóp le­ża­ło lwiąt­ko. Uśmiech­nę­ła się sze­ro­ko na widok Lu­cy­fe­ra. Naj­wy­raź­niej cze­ka­ła na jego przy­by­cie.

– Nie będę uda­wał za­sko­czo­ne­go tym, co się zaraz sta­nie, bo aż tak głupi nie je­stem. Tylko strasz­nie to tan­det­ne, Anat – za­czął Lu­cy­fer. – Za­ję­cie mo­je­go tronu, te­atral­ne ocze­ki­wa­nie, żeby mnie po­in­for­mo­wać, że teraz ty je­steś kró­lo­wą pie­kieł…

– Ce­sa­rzo­wą – wtrą­ci­ła Anat.

– Wy­bacz. Ce­sa­rzo­wą pie­kieł. Do tego to kó­łecz­ko wza­jem­nej ma­stur­ba­cji, zło­żo­ne ze zdra­dziec­kich mord moich ge­ne­ra­łów i cała ta ża­ło­sna dra­ma­tur­gia, która ująć mo­gła­by tylko spragnione sensacji gospodynie domowe… My­śla­łem, że stać cię na wię­cej.

– Wszyst­ko umiesz ze­psuć, Lu­cy­fe­rze – od­par­ła zde­gu­sto­wa­na Anat. – Dla­te­go nie będę z tobą dys­ku­to­wać. To dzię­ki tobie mogę znów roz­ko­szo­wać się uwiel­bie­niem, więc znaj moją wspa­nia­ło­myśl­ność: da­ru­ję ci życie. A teraz wy­pa­daj.

– Pra­wi­dło­wo mówi się: spa­daj – po­pra­wił bo­gi­nię sza­tan.

– Be­lia­lu, od­pro­wadź Lu­cy­fe­ra do gra­nic Pie­kła i do­pil­nuj, żeby do­tar­ło do niego, czego po­wi­nien ocze­ki­wać, jeśli znów wej­dzie do mo­je­go pa­ła­cu – wy­ce­dzi­ła bo­gi­ni, zwra­ca­jąc się do sto­ją­ce­go po jej pra­wej pa­ty­ko­wa­te­go de­mo­na o tępym wy­ra­zie pyska.

Be­lial pod­szedł do Lu­cy­fe­ra, zła­pał go za ramię i po­cią­gnął ku wyj­ściu. Zde­tro­ni­zo­wa­ny wład­ca pie­kła o dziwo nie opo­no­wał. Ce­sa­rzo­wa Anat miała z kolei na­dzie­ję, że Lu­cy­fer choć raz się od­wró­ci, by mogła mu rzu­cić po­gar­dli­wy uśmie­szek i oka­zać swoją wyż­szość.

Ku jej nie­po­mier­nej iry­ta­cji sza­tan nie zer­k­nął za sie­bie. Umiał ze­psuć wszyst­ko.

***

Gdy tylko opu­ści­li salę tro­no­wą, zni­ka­jąc Anat z oczu, Lu­cy­fer wy­szar­pał rękę z uści­sku Be­lia­la i zdzie­lił go w głowę la­secz­ką.

– Be­lial, dur­niu, nie wczu­łeś się przy­pad­kiem za bar­dzo w po­wie­rzo­ną ci rolę? Że też tobie ka­za­ła mnie wy­pro­wa­dzić, głu­pia pinda. Li­czy­łem na kogoś in­te­li­gent­niej­sze­go, jak Asmo­de­usz albo Mam­mon, ale jak się nie ma, co się lubi… choć lubi to za mocne słowo.

– Co teraz, Lu­cy­fe­rze? – za­py­tał skar­co­ny demon, ma­su­jąc czu­bek łysej głowy.

– Je­dzie­my w górę.

– Windą do nieba? – Na ga­dzim pysku de­mo­na po­ja­wił się wyraz, który mie­wa­ją na twa­rzach dzie­ci, za­chwy­co­ne czymś nie­spo­dzie­wa­nym. Czymś, co uwa­ża­ją za ma­gicz­ne. Tyle, że dzie­ci nie mają kil­ku­cen­ty­me­tro­wych zę­bisk, pio­no­wych źre­nic i błysz­czą­cych, po­kry­tych łuską łbów. Widok był więc dość gro­te­sko­wy.

– Be­lia­lu, pro­szę nie uży­waj tego okre­śle­nia. Nie cier­pię go od czasu, gdy za­li­czy­łem kilka pol­skich wesel.

Sza­tan po­pro­wa­dził ko­ry­ta­rzem do naj­bliż­szej windy, a gdy za­mknę­ły się drzwi, na­ci­snął na pa­ne­lu ste­ru­ją­cym guzik opa­trzo­ny ide­ogra­mem oka wpi­sa­ne­go w trój­kąt. Nucąc jakąś me­lo­dię, któ­rej Be­lial nie znał, po­iry­to­wa­ny Lu­cy­fer wy­stu­kał na kla­wia­tu­rze tajną kom­bi­na­cję kla­wi­szy: dwa, plus, jeden.

Z gło­śnicz­ka pod su­fi­tem po­pły­nę­ły pierw­sze dźwię­ki “Sta­ir­way to haven” Led Zep­pe­lin, co Lu­cy­fer przy­jął z wy­raź­ną ulgą. Szarp­nę­ło i winda ru­szy­ła ku kró­le­stwu nie­bie­skie­mu.

***

Głowa Świę­te­go Pio­tra raz po raz ude­rza­ła w złotą bramę nie­bios. Nie­licz­ne, ocze­ku­ją­ce na wej­ście dusze, prze­ra­żo­ne roz­pierz­chły się po oko­licz­nych chmur­kach.

– Z ży­ciem! Moc­niej, bo chyba nie sły­szą na­sze­go ko­ła­ta­nia – za­ko­men­de­ro­wał Lu­cy­fer.

Be­lial ocho­czo speł­nił po­le­ce­nie, tłu­kąc głową klucz­ni­ka tak mocno, że z au­re­oli aż iskrzy­ło. Nie mi­nę­ły dwie zdro­waś­ki, kiedy DIE­pho­ne w kie­sze­ni Lu­cy­fe­ra za­wi­bro­wał, a z gło­śni­ka po­pły­nął re­fren “Hit me baby one more time” Brit­ney Spe­ars. Sza­tan od­cze­kał, aż za­pę­tlo­ny frag­ment pio­sen­ki wróci do po­cząt­ku i do­pie­ro wtedy ode­brał.

– Mu­si­my po­ga­dać. Tylko każ Pio­tru­sio­wi nas wpu­ścić – ode­zwał się sza­tan pierw­szy.

– Ra­czysz żar­to­wać, Lu­cy­fe­rze – parsknął Bóg. – Wie­dzia­łem, że się zja­wisz, po raz ko­lej­ny po­ko­na­ny przez wła­sne ma­chi­na­cje. Wy­star­czy­ło po­cze­kać.

– To dla­te­go nie in­ter­we­nio­wa­łeś ze swo­imi za­stę­pa­mi na Ziemi, kiedy zrobiliśmy… To znaczy, kiedy Anat zro­bi­ła z niej strasz­ny baj­zel? Żeby móc mi po­wie­dzieć, że znów mia­łeś rację? – za­py­tał z wy­rzu­tem Lu­cy­fer i kon­ty­nu­ował ura­żo­nym tonem. – Czyli co? Koń­czy­my? Apo­ka­lip­sa, tak? Tylko po­zwól, że gdzieś sobie przy­cup­nę na boku i będę wy­łącz­nie wi­dzem tego dra­ma­tycz­ne­go i dra­ma­tycz­nie pre­ten­sjo­nal­ne­go spek­ta­klu. Pie­kłem do­wo­dzi teraz Anat, jej na głowę spuszczaj za­stę­py nie­bie­skie.

– Nie dra­ma­ty­zuj, Lu­cy­fe­rze. Mógł­bym to skoń­czyć Apo­ka­lip­są, lecz jesz­cze nie pora. Mogę cof­nąć czas, lecz wiesz, że ta zmia­na obej­mie tylko ludzi – wy­ja­śnił Stwór­ca. – Na Anat i sytuację w piekle nie za­dzia­ła. Twoja rola w tym, by się nią zająć.

– Jak niby? Sam? Z tym dur­niem Be­lia­lem?

Na dźwięk swo­je­go imie­nia, to­wa­rzy­szą­cy Lu­cy­fe­ro­wi demon spoj­rzał na swo­je­go pryn­cy­pa­ła, dając mal­tre­to­wa­ne­mu Pio­tro­wi mo­ment wy­tchnie­nia.

Wtem roz­chy­li­ły się wrota nie­bios, za pro­giem któ­rych stała armia skrzy­dla­tych wo­jow­ni­ków, z ar­cha­nio­ła­mi Mi­cha­łem i Ga­brie­lem na czele. Im­po­nu­ją­cy widok anio­łów w peł­nym rynsz­tun­ku wo­jen­nym zro­bił na Be­lia­lu pio­ru­nu­ją­ce wra­że­nie. Demon za­marł z roz­dzia­wio­nym py­skiem, po­zwa­la­jąc świę­te­mu wy­śli­zgnąć się z miaż­dżą­ce­go uści­sku.

Za­sko­czo­ny Lu­cy­fer od­su­nął słu­chaw­kę od ucha, bez­wied­nie na­ci­ska­jąc ikon­kę trybu gło­śno­zło­rze­czą­ce­go.

– Wy­po­ży­czam ci ich do czasu, gdy po­zbę­dziesz się bo­gin­ki. Są na twoje roz­ka­zy. – Z gło­śni­ka po­pły­nę­ły ostat­nie słowa Stwór­cy, po czym roz­legł się sy­gnał za­koń­czo­ne­go po­łą­cze­nia.

***

– Mamy cze­kać na gra­ni­cy świa­tów? A ty spró­bu­jesz za­ła­twić spra­wę bez na­sze­go udzia­łu? Nie po to Bóg oddał nas pod twoją ko­men­dę, Lu­cy­fe­rze.

– A no, wła­śnie, Mi­cha­le. Oddał pod ko­men­dę, więc po­cze­ka­cie tutaj, kiedy ja spró­bu­ję zmi­ni­ma­li­zo­wać stra­ty. – Lu­cy­fer czuł się wy­jąt­ko­wo pew­nie, nawet sto­jąc przed sro­gim ob­li­czem po­nu­re­go ar­cha­nio­ła. – Wiem, że je­ste­ście na mnie źli za tę akcję z He­im­dal­lem. Swoją drogą, Bóg wy­ka­zał się szcze­gól­nym okru­cień­stwem, za­bra­nia­jąc wam do­stę­pu do netu i po­zba­wia­jąc moż­li­wo­ści ob­ser­wo­wa­nia świa­ta ludzi. Oni, czło­wie­cze ro­bac­two, mogą robić co chcą, a wy, naj­bar­dziej od­da­ni boscy słu­dzy, je­ste­ście trak­to­wa­ni jak banda opie­rzo­nych przed­szko­la­ków, co to nie może nawet por­no­sów poo­glą­dać bez kon­tro­li ro­dzi­ciel­skiej. Do­brze mówię, Ar­nol­die­lu?

Ad­re­sat py­ta­nia, sto­ją­cy za Mi­cha­łem bar­czy­sty anioł o kwa­dra­to­wej szczę­ce, za­ci­snął usta w wąską kre­skę i zgro­mił Lu­cy­fe­ra wzro­kiem.

– Pa­mię­tam, że byłeś bli­ski odej­ścia razem ze mną. Praw­da, przy­ja­cie­lu? – na­ga­by­wał dalej Lu­cy­fer.

– Prze­gi­nasz – wark­nął Ga­briel.

– Wy­bacz, na wspo­min­ki mi przy­szło. Dawno was nie wi­dzia­łem i się stę­sk­ni­łem. Pa­mię­tam prze­cież do­brze, że i ty mia­łeś kie­dyś pewne wąt­pli­wo­ści, Ga­brie­lu… Już, już, skoń­czy­łem – zmi­ty­go­wał się Lu­cy­fer na widok roz­pa­la­ją­cej się ja­snym świa­tłem au­re­oli ar­cha­nio­ła Mi­cha­ła. – Uspo­kój się i zgaś to coś nad głową, dobra? Jak mó­wi­łem, idę solo, wy je­ste­ście pla­nem awa­ryj­nym. Jak mój spo­sób za­wie­dzie, dam wam znać. Wtedy wkra­cza­cie, w glo­rii i chwa­le, tak jak lu­bi­cie. A tym­cza­sem dam wam moż­li­wość po­zna­nia wroga. Be­lial zaraz to za­ła­twi.

I rze­czy­wi­ście, z mgieł kłę­bią­cych się na gra­ni­cy świa­tów wy­chy­nę­ła po chwi­li zgar­bio­na po­stać wy­so­kie­go dia­bła. Be­lial, stę­ka­jąc z wy­sił­ku, cią­gnął za sobą wózek z ogrom­nym te­le­bi­mem. W ślad za nim z mlecz­nych opa­rów wy­szło kilka po­mniej­szych de­mo­nów, tasz­cząc kom­plet gło­śni­ków sys­te­mu dolby sur­ro­und oraz agre­gat prą­do­twór­czy.

– Chyba do resz­ty ci od­bi­ło, skoro my­ślisz, że bę­dzie­my oglą­dać he­re­zję, z po­wo­du któ­rej tutaj je­ste­śmy! – obu­rzył się Mi­chał świę­cie, poj­mu­jąc za­mysł sza­ta­na.

– A ja, głupi, za­wsze my­śla­łem, że roz­sąd­ny ge­ne­rał wie o klu­czo­wej roli, jaką od­gry­wa po­zna­nie prze­ciw­ni­ka przed przy­stą­pie­niem do walki. Zro­bisz jak ze­chcesz, twoja wola. Ponoć wolna. – Lu­cy­fer pu­ścił oczko do ar­cha­nio­ła. – W każ­dym razie, masz tutaj pi­lo­ta. Jak­byś nie ogar­nął, to Be­lial zo­sta­je i po­mo­że ci go ob­słu­żyć – za­szy­dził Lu­cy­fer i rzu­cił urzą­dze­nie Mi­cha­ło­wi.

Na­stęp­nie szatan skło­nił się, za­wi­nął pe­le­ryn­ką i znik­nął w tan­det­nej, pre­sti­di­gi­ta­tor­skiej eks­plo­zji gę­ste­go dymu.

***

Lu­cy­fer w postaci magika bez prze­szkód wkro­czył do głów­nej sali pa­ła­cu, non­sza­lanc­ko po­stu­ku­jąc la­secz­ką o gład­ką po­sadz­kę, wy­bru­ko­wa­ną naj­lep­szy­mi chę­cia­mi. W cen­trum, na tro­nie, pół­le­ża­ła Anat, za­ba­wia­jąc się z demonami i stre­amin­gu­jąc dla swo­ich wier­nych coś w ro­dza­ju mszy, tyle że bez li­tur­gii, za to z dużą ilo­ścią seksu. Takie po­dej­ście do ob­co­wa­nia z bó­stwem, o dziwo, cie­szy­ło się wiele więk­szym za­in­te­re­so­wa­niem niż po­dej­ście tra­dy­cyj­ne, z mo­dła­mi, śpie­wa­mi i stra­sze­niem gnie­wem bożym. U stóp sie­dzi­ska le­ża­ło jej zwie­rząt­ko, łapczywie zli­zu­jąc krew z trzy­ma­nej mię­dzy ła­pka­mi ludz­kiej nogi.

Lu­cy­fer skon­sta­to­wał, że plan wy­pa­lił aż za do­brze. Moc Anat po­zba­wi­ła ludzi ha­mul­ców, dając im moż­li­wość po­ka­za­nia praw­dzi­wej na­tu­ry, do­tych­czas skry­wa­nej pod fa­sa­dą mo­ral­no­ści, kul­tu­ro­wych uwa­run­ko­wań oraz stra­chu przed pra­wem i spo­łecz­nym ostra­cy­zmem. No i teraz ich świat nie pre­zen­to­wał się wiele le­piej od pie­kła. Wła­dza w roz­syp­ce, brak ja­kiej­kol­wiek kon­tro­li, wojny, gwał­ty, mordy, konwenty fantasy, ofia­ry z ludzi, orgie i każde z moż­li­wych zbo­czeń, stały się czymś nor­mal­nym. Tak, jakby łódzkie Bałuty rozlały się na cały świat. I to w za­le­d­wie dwa mie­sią­ce.

– Bądź po­zdro­wio­na, ce­sa­rzo­wo pie­kła! – krzyk­nął Lu­cy­fer, zwra­ca­jąc na sie­bie uwagę bo­gi­ni.

Ko­tłu­ją­ce się przy wład­czy­ni de­mo­ny sko­czy­ły na równe nogi, złapały za broń. Anat unio­sła się na łok­ciach i wy­krzy­wi­ła twarz w gry­ma­sie wście­kło­ści. Ge­stem roz­ka­za­ła na­gry­wa­ją­ce­mu ją słudze prze­rwać trans­mi­sję.

– Lu­cy­fe­rze, czyż­by Belial nie wy­ja­śni­ł ci do­sta­tecz­nie zro­zu­mia­le, czym za­koń­czy się twoja ko­lej­na wi­zy­ta w moim pa­ła­cu? – Bo­gi­ni wyciągnęła przed siebie dłoń, spoj­rza­ła wy­mow­nie na sza­ta­na i pstryk­nę­ła pal­ca­mi, go­to­wa na­pa­wać się wi­do­kiem ota­cza­ją­cych ją de­mo­nów, ru­sza­ją­cych, by z furią roz­szar­pać in­tru­za na strzę­py.

– Strasz­nie pre­ten­sjo­nal­na je­steś, Anat. Te te­atral­ne gesty. Okrop­ne to i sztucz­ne – wy­gło­sił swoją opi­nię Lu­cy­fer i na­śla­du­jąc bo­gin­kę rów­nież uniósł rękę. De­mo­ny ani drgnę­ły.

Zdez­o­rien­to­wa­na Anat prze­bie­gła wzro­kiem po demonicznych sługach. Rozchyliła usta, aby krzy­kiem po­na­glić ich do wy­ko­na­nia roz­ka­zu.

Nie zdą­ży­ła.

Lu­cy­fer wystawił skierowany w dół kciuk. Kil­ka­na­ście szty­le­tów, mie­czy, włócz­ni, wideł, a nawet jeden scy­zo­ryk, prze­bi­ło ciało sa­mo­zwań­czej wład­czy­ni pie­kła, przy­gważ­dża­jąc ją do tronu. Jej to­tum­fac­kie lwiąt­ko zdą­ży­ło je­dy­nie syk­nąć, zanim znik­nęło w pasz­czy dłu­go­py­skie­go Mel­meka – de­mo­na, dla któ­re­go ko­to­wa­te sta­no­wi­ły naj­więk­szy przy­smak.

– Jak po­du­szecz­ka na igły – za­drwił sza­tan, ciesząc wzrok widokiem konającej bogini. – I wreszcie ktoś zjadł twojego kotka. Ja­kieś ostat­nie przed­śmiert­ne słowa, godne ce­sa­rzo­wej?

– Lu… cy­fe­rze… – Imię szatana wybulgotało razem ze spienioną krwią spomiędzy warg Anat.

– Cze­kaj, cze­kaj. Po­mo­gę ci. – Prawowity władca piekła pod­szedł do umie­ra­ją­cej. – I ty…

– Lu… cy­fe­rze…

– …prze­ciw­ko mnie? No i mamy to. – Lucyfer klasnął w dłonie. – Tro­chę ci po­mo­głem, w za­sa­dzie to pla­giat pew­ne­go Ce­za­ra, ale nigdy nie byłaś zbyt lotna, więc ni­cze­go bły­sko­tli­we­go nie można się było spodziewać. Do­bij­cie ją i po­zbądź­cie się ścier­wa – rzu­cił do ocze­ku­ją­cych na roz­ka­zy de­mo­nów, a następnie zmaterializował telefon. Wy­brał kon­takt i na­ci­snął ikon­kę po­łą­cze­nia. Bóg ode­brał pra­wie na­tych­miast.

– Mów – na­ka­zał Lu­cy­fe­ro­wi Stwór­ca.

– Za­ła­twio­ne. Mo­żesz cofać czas.

***

– Wy­pro­stuj się, mu­si­my wyglądać godnie! I prze­stań­że prze­stę­po­wać z nogi na nogę, bo każę ci szo­ro­wać to­a­le­ty w feast fo­odach na pią­tym po­zio­mie.

Upo­mnia­ny Be­lial wyciągnął się jak stru­na, prze­ra­żo­ny na­kre­ślo­ną per­spek­ty­wą czysz­cze­nia chle­wu, jaki zo­sta­wia­ły ghoule, że­ru­ją­ce na po­tę­pień­cach ska­za­nych na cier­pie­nie za grzech ła­kom­stwa. Po­zo­sta­łe de­mo­ny ota­cza­ją­ce tron Lu­cy­fe­ra rów­nież się wy­prę­ży­ły. Nie chciały głupio pod­paść sze­fo­wi w tej pod­nio­słej chwi­li.

Wtem do sali wpadł zzia­ja­ny po­mniej­szy dia­beł, po­tknął się i prze­szo­ro­wał na brzu­chu przez całą dłu­gość po­sadz­ki, aż pod sam tron. Po­śpiesz­nie przy­klęk­nął i, nie śmie­jąc spoj­rzeć swo­je­mu wład­cy w twarz, wy­beł­ko­tał w stro­nę pod­ło­gi:

– Są już w pa­ła­co­wych ko­ry­ta­rzach, panie.

Sza­tan od­pra­wił diabła, ge­stem roz­chy­la­jąc płyty po­sadz­ki i dla za­ba­wy po­sy­ła­jąc nie­zdar­ne­go sługę na samo dno dzie­wią­te­go po­zio­mu, pomiędzy umarłych dewotów i pseudoekspertów z telewizji śniadaniowych. Krzy­ki spadającego nie­szczę­śni­ka zo­sta­ły za­głu­szo­ne chrzę­stem pan­ce­rzy, w które odzia­ni byli wkra­cza­ją­cy do sali go­ście.

Lu­cy­fer wstał z tronu i ru­szył na­prze­ciw pro­wa­dzą­ce­mu czoło ko­lum­ny ar­cha­nio­ło­wi Ga­brie­lo­wi.

– Cie­szy mnie, że tylu z was zmą­drza­ło, bra­cia! Aku­rat nie mamy bra­ków ka­dro­wych, jed­nak na pewno znaj­dzie­my wam ja­kieś cie­ka­we za­ję­cia! – Niekłamane radość i en­tu­zjazm aż wy­le­wały się z sza­ta­na.

– Na razie nie mieliśmy się gdzie podziać, ale to, że po­rzu­ci­li­śmy Boga, nie ozna­cza, że bę­dzie­my służyć tobie – odpowiedział Gabriel, biorąc na siebie rolę rzecznika nowoupadłych aniołów.

– Nie, no, jasne, że nie! U nas jest swo­bo­da dzia­łań! Mniej wię­cej taka jak w Korei Pół­noc­nej, ale to i tak le­piej, niż tam, na górze. Na razie się roz­gość­cie, po­roz­glą­daj­cie, na­wiąż­cie zna­jo­mo­ści, a kiedy któ­ryś bę­dzie go­to­wy, to pod­pi­sze­my sto­sow­ne umowy i okre­śli­my za­kres obo­wiąz­ków. Bez po­śpie­chu!

Lu­cy­fer zbliżył się do ar­cha­nio­ła, fa­mi­liar­nie objął go za ramię i wy­szcze­rzył równe, białe zęby w szczerym – jak przystało na Pana Kłamstw – uśmiechu.

– Szko­da, że Mi­chał z wami nie przy­szedł. Chcia­łem mu po­dzię­ko­wać za ge­ne­ral­ski zmysł tak­tycz­ny, który nam za­pre­zen­to­wał. Mam na­dzie­ję, że film się wam po­do­bał. – Sza­tan po­cią­gnął de­li­kat­nie ar­cha­nio­ła w stro­nę tronu. – No, to część ofi­cjal­ną mamy chyba już za sobą. Teraz czas na za­ba­wę! Spe­cjal­nie dla cie­bie, Gabrielu, spro­wa­dzi­łem kilka dzie­wic. Wiem, że masz takie jedno nie­speł­nio­ne ma­rze­nie… Bę­dziesz mógł im ostro pozwia­sto­wać! I tym razem oso­bi­ście, bez żad­nych wy­na­tu­rzo­nych bo­skich in vitro.

Koniec

Komentarze

Witaj.

Na razie tylko pokrótce, bo muszę sporo spraw załatwić, jak to rankiem bywa, ale powrócę, by rozwinąć.

Jak zawsze: doskonałe opisy, lekki język, plastyczność genialna, do tego delikatny humor i zaskoczenie. Wszystko zasługuje na pochwałę. :)

Pozdrawiam. :)

 

Ok, przybywam z obiecanym rozwinięciem:

Z kwiecistych sformułowań najbardziej przypadło mi do gustu: rzucić robotę w anioły!laugh

Sosnowiec też niczego sobie. :))

Oczywiście – jak to ja – miałam liczne skojarzenia z „Igraszkami z Diabłem”. :)

Nieustanne poprawianie języka bogini – rewelacja! :)) Prawie jak przez Szykulską w „Panu Samochodziku” (No to kotlet! Klops, papciu!). :)

Nawiązania do słynnego przeboju znanego polskiego tercetu nieegzotycznego – także doskonałe! :)

Archaniołowie wypożyczeni przez Boga Lucyferowi! Hahahaha! :D

Wysłanie nieszczęśnika pomiędzy umarłych dewotów i pseudoekspertów z telewizji śniadaniowych – cudo! :)

 

Z technicznych dostrzegłam:

mimo, że – bez przecinka,

raz jest przed oraz przecinek

Grupka łażących samopas potępieńców o azjatyckim rodowodzie nawet do niego podeszło i potraktowało jak punkt informacji.

 

Pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Jako katolik jestem przeciwko … ale napisane genialnie :D

Master of masters : J.R.R.Tolkien

Faktycznie mało kanoniczne.

Chyba również dość wzruszające, bo już przy windzie do nieba troszkę szlochałam, a przy Sosnowcu to już bardzo;)

Siema :)

 

@bruce

 

Cieszę się, że opowiadanie przypadło Ci do gustu :)

Z kwiecistych sformułowań najbardziej przypadło mi do gustu: rzucić robotę w anioły!

To akurat zostało dopisane podczas ostatnich szlifów. Fajnie, że siadło :)

 

Oczywiście – jak to ja – miałam liczne skojarzenia z „Igraszkami z Diabłem”. :)

Niestety nie znam, ale nigdy specjalnie nie interesowałem się teatrem.

 

Zasugerowane zmiany wprowadziłem, dzięki za ich wyłapanie.

 

@Iluvathar

 

Nie przesadzajmy z tym “genialnie”, ale cieszę się, że Ci siadło pomimo heretyckiego wydźwięku. Myślę, że poprzednie dwie części przygód Magika przypadłyby Ci bardziej do gustu, bo tam Lucyfer dostaje nauczkę, choć też oba opowiadania trącą herezją.

 

@Ambush

 

Chyba również dość wzruszające, bo już przy windzie do nieba troszkę szlochałam, a przy Sosnowcu to już bardzo;)

Wzruszające? Dammit, na to nie wpadłbym :D A Sosnowiec rzeczywiście może wywoływać łzy, szczególnie nocą, kiedy komunikacja miejska nie pozwala się z niego wydostać na bardziej cywilizowane tereny ;)

 

Dziękuję Wam wszystkim za odwiedziny, czas poświęcony na lekturę i pozostawienie po sobie komentarzy.

 

Pozdrawiamy serdecznie

Q i Lucek

Known some call is air am

Witaj. :)

Igraszki polecam gorąco. Mocne, dosadne, z plejadą aktorską. Co ciekawe, gra tam aż dwóch Kociniaków. :)

Kondrat, Rewiński i Gajos są diabłami. Delicje! :)

Pecunia non olet

Cześć Outta Sewer !!! Dla mnie to opowiadanie jest trochę jak teoria względności dla przeciętnego profesora :) Część rozumiałem potem w trakcie czytania trochę przestałem rozumieć, potem znowu rozumiałem. Dużo ciekawego humoru. Ucieszyły mnie krwawe fragmenty bo sam takie sceny opisuję i martwiłem się, że to jest niepożądane. Naprawdę fajne pomysły na przedstawienie piekła i nieba, bardzo humorystyczne :)

 

Pozdrawiam!

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

Cześć!

Opowiadanie napisane bardzo dobrze, ale niestety nie moje klimaty humorystyczne. Jedyne przy czym, pomyślałam o uśmiechnięciu się to tryb głośnozłorzeczącący, bo czasami naprawdę przydałaby się taka funkcja w telefonie. Bardzo podobał mi się za to opis oazy.

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Jak dla mnie świetne opowiadanie. Mam podobne poczucie humoru, zatem czytając było mi bardzo wesoło. Do tego świetny początek z pięknym opisem przyrody!

 

Całość dla mnie na jedno słowo: wowdevil.

 

 

Pozdrawiam ciepło – Goch.

 

Lubię Twój cykl. :-)

Początek tekstu mi się podobał, a uśmiech wywołało zabezpieczenie forumowe z biomem. ;-)

Konsekwentnie i logicznie prowadzisz fabułę. Zabawne dialogi. Ups, trochę „pojechałeś”, ale balansujesz, dla mnie granica nie została przekroczona. ;-) Jest sporo nawiązań do współczesności, co może być odebrane jako obrazoburcze, ale dla mnie takim nie jest, ponieważ warto trzymać rękę na pulsie teraźniejszości. Muzyka wprowadzana do opka zawsze mnie raduje!

Szczególnie podobały mi się różne frazy i słówka, jest ich wiele, np. posadzka wybrukowana dobrymi chęciami, rzucić robotę w anioły, to o woli i wiele innych. Innym plusem jest duże zróżnicowanie opków o Lucku, no i wspomniana już współczesność. 

Zło bezapelacyjnie wygrywa. Założenia konkursu spełnione.

Za zalety, będzie skarżypyctwo. :-)

 

Czy będzie coś z czepialstwa? Niekiedy lekkie przegadanie w dialogach, czasem czegoś za mało i idziesz po łebkach, ale wiem – limit ogranicza. Bardzo ciekawą relacją była drugoplanowa z Michałem i z „własnymi” demonami, z Anat też nie dość rozwinięta. Anat nie znałam – bo niekumatam w te klocki, więc wygooglowałam. Czasami z tym limitem – zastanawiam się i generalnie dochodzę do wniosku, że jest dobry, ponieważ pozwala wypreparować zdarzenia z określonej historii, te kluczowe dla postaci. Fajna łamigłówka. ^^

 

Kilka zauważonych drobiazgów:

,Głęboka, poszarpana wyrwa w brzuchu pozwalała na dojrzenie pracującej biologicznej maszynerii ciała,

Lekko niezgrabne, moż bezokolicznik, albo inny czasownik?

,a całą twarz umazana miała czerwienią,

Literówka.

,Chodź ze mną, a pokażę ci(+,) jakim pierdolnikiem stał się świat.

,nawet mu wyklarujesz(+,) co się z nim stanie

,Anat zapauzowała nagranie

Tu, zerknij, czy nie spauzować? Nie mam pewności, odruchowo napisałabym tak jak Ty, bo to inne czynności: przestać oglądać i zatrzymać, ale nie wiem?

https://sjp.pwn.pl/sjp/;2522699

,często najpierw nasmarowując delikwentów lubrykantem

Smarując?

,jesteście traktowani jak banda opierzonych przedszkolaków,

Nieopierzonych?

,Takie podejście do obcowania z bóstwem(+,) o dziwo(+,) cieszyło się wiele większym zainteresowaniem

Tu, chyba trzeba byłoby wyróżnić przecinkami, zerknij.

 

Pzd srd

a.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Siemano :)

 

@bruce – przekonałaś mnie :) Ale będę musiał to wpisać na liste rzeczy do obejrzenia, na której mam spore zaległości, więc pewnie w jakiejś przyszłości obejrzę.

 

@Dawid

 

Fajnie, że Ci się podoba. A co do tych krwawych momentów, to rzeczywiście, pamiętam Twoje opowiadania, w których stosowałeś dość krwawe opisy. Nie jest to niepożądane, tylko musi pasować do przyjętej konwencji.

Cieszy mnie również, że nie było dla Ceibie zbyt obrazoburcze, bo kilka razy wspominałeś o swoim przywiązaniu do wiary. Pisząc teksty tego typu zahaczam o herezję i zawsze mam obawy, że ktoś odbierze to jako obrazę. Z jednej strony, powiedzmy, że może to tak odebrać, z drugiej jednak, uważam, że skoro używanie greckich, norweskich czy innych postaci/rekwizytów/krain mitologicznych nie jest źle odbierane, czemu więc używanie tych motywów z mitologii katolickiej miało by być? Chyba więc nie przegiąłem :)

 

@Alicella

 

Rozumiem, humor to rzecz szczególnie indywidualna. Ale cieszę się, że opis oazy przypadł Ci do gustu, bowiem miałem wątpliwości, czy nie za bardzo rozwlekłem wstęp do opowieści. Ten opis był pierwotnie obszerniejszy, ale go przyciąłem w kilku miejscach :)

 

@GOCHAW

 

A Tobie z kolei podobał się i opis oazy, i humor. To cieszy podwójnie :)

 

@Asylum

 

Wiesz, że jesteś matką chrzestną Lucyfera? Pamiętasz tę betę którą mi robiłaś, a które ostatecznie przepisałem od nowa, dodając pierwszoplanową postać magika? To dzięki Twoim radom i uwagom ta postać w ogóle zaistniała, bo nie chciałem usuwać tamtego opowiadania, a głupio mi było Twoją pomoc zaprzepaścić, więc przepisałem całość :) Nie wyprzesz się: Lucek to Twój chrześniak :D

 

Jest sporo nawiązań do współczesności, co może być odebrane jako obrazoburcze, ale dla mnie takim nie jest, ponieważ warto trzymać rękę na pulsie teraźniejszości.

No i super :) Cieszę się, że Ty również uważasz, że nie przegiąłem.

 

Szczególnie podobały mi się różne frazy i słówka, jest ich wiele, np. posadzka wybrukowana dobrymi chęciami, rzucić robotę w anioły, to o woli i wiele innych.

Prawda jest taka, że przy tekstach humorystycznych konstruuję środek opowiadań, całą scenerię i relacje postaci w oparciu o kilka fraz, które wymyślam by pasowały pod motyw główny fabuły, a które uważam za zabawne i że muszą się gdzieś w tekście pojawić. I tak motyw z windą pojawił się jako konsekwencja chęci zawarcia żartu z polskimi weselami i piosenką, a nie na odwrót.

 

Anat nie znałam – bo niekumatam w te klocki, więc wygooglowałam.

Moja Anat jest mocno niekanoniczna względem swojego pierwowzoru. Ale potrzebowałem postać z jakiejś mitologii i Anat wydała się odpowiednia, jako bogini i miłości i bezwzględna wojowniczka.

Dzięki Anat wrzuciłem też forumowy injoke, bo jej imię kojarzy się z pewną znaną użytkowniczką ;) Hint: druga scena, z Anat przed monitorem :D

 

Czasami z tym limitem – zastanawiam się i generalnie dochodzę do wniosku, że jest dobry, ponieważ pozwala wypreparować zdarzenia z określonej historii, te kluczowe dla postaci.

Wiesz, limit to… wiemy kto :) Ale tutaj akurat te wymienione przez Ciebie mankamenty z przegadaniem lub leceniem po lebkach, to akurat mea culpa, bo nie kroiłem tekstu pod limit. Zacząłem pisać i kiedy byłem w połowie zerknąłem na licznik portalowy i okazało się, że mam 14k znaków, więc spokojnie, bez stresu doprowadziłem całość do końca, tak jak chciałem, w dodatku z zapasem. Więc jesli coś tutaj się nie skleja, gdzieś nadbywa, lub jest czegoś niedostatek, to wina lezy po stronie moich braków warsztatowych, które staram się nadrabiać, słuchając rad mądrzejszych i bardziej doświadczonych :)

Wskazane uchybienia poprawię jutro.

 

Dziękuję Wam wszystkim za czas poświęcony na czytanie, miłe słowa oraz pozostawienie po sobie śladu :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Siemaszsmiley

@bruce – przekonałaś mnie :) Ale będę musiał to wpisać na liste rzeczy do obejrzenia, na której mam spore zaległości, więc pewnie w jakiejś przyszłości obejrzę.

O sobie nawet nie wspominam. blushWstyd! Moje zaległości są nie do odrobienia. blush

Co zaś tyczy się Twojego powyższego tekstu, naprawdę doskonały pomysł i do tego – co też ważne – idealnie wykonany! :)

Pozdrawiam. ;)

Pecunia non olet

Przy pozyskiwaniu wykwalifikowanych pracowników wszystkie chwyty są dozwolone ;)

Podobało mi się, lubię taki humor. Widać, że i Ty dobrze się bawiłeś przy pisaniu :) Parę perełek się znalazło, choćby wspomniany wcześniej tryb głośnozłorzeczący. Uśmiechałam się prawie przez cały czas. Nie wiem tylko, czy to Cię nie dyskwalifikuje, bo mimo ogromu zbrodni Lucyfera nie sposób go nie lubić :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Yo!

 

@bruce – raz jeszcze dziękuję za tak miłe słowa :)

 

@Irka

 

Bardzo cieszy mnie to, że trafiłem z humorem w Twoje gusta. I masz rację, teksty humorystyczne mnie nie bolą podczas pisania ;)

 

Nie wiem tylko, czy to Cię nie dyskwalifikuje, bo mimo ogromu zbrodni Lucyfera nie sposób go nie lubić :)

Ale, jak to? Przecież temat konkursu to “Dobrze być złym”, więc skoro zły, pomimo tego, że jest antybohaterem, i tak wzbudza sympatię to tym lepiej :) Bo jemu na dobre bycie złym wychodzi, a jeszcze się jego postępki innym podobają ;)

 

Dzięki za czas poświęcony na przeczytanie tekstu, komentarz i klika :)

 

Pozdrawiam

Q

Known some call is air am

Powitać jurora :)

Known some call is air am

To jest “Siewca wiatru” napisany jak należy. I to ma być komplement, żeby nie było wątpliwości.

 

Toyoty Landcruiser napisałbym tylko dużą literą, bo to w końcu nazwy własne.

 

te dwa eony

EONY, Krokusie, EONY – nie mElONY… uff, puff….

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Dzięki, Krokusie, za odwiedziny i komplement :) Siewcę wiatru czytałem daaawno temu i, prawdę powiedziawszy, nie pamiętam prawie w ogóle tej książki, tylko że coś tam o aniołach jest. Wiem, że toyota landcruiser to nazwa własną, ale jeśli dobrze kojarzę, to w opowiadaniach piszemy marki samochodów małą literą. Pozdrawiam serdecznie – Q

Known some call is air am

Outta,

fajne ;-)

 

Widać, że pisanie sprawiło ci frajdę. Z tego tekstu wybrzmiewa taki luz i pewna frywolność. Humor co prawda nie mój (oprócz paru żartów), ale nie trzeba się koniecznie śmiać, żeby dobrze spędzić czas. Yoł.

Czasem niestety troszkę przegadane, lecz zrzucę to na karb gadatliwości głównego bohatera, bo Anat za to jest boska. Złol jest, więc to na pewno spełniasz, ale liczyłabym bardziej w tym konkursie na wygraną złego nad dobrym. Poza tym uczynienie głównym złolem Lucyfera to trochę pójście po linii najmniejszego oporu, ale ja tam zawsze lubiłam diabłów wszelakich.

Także bardzo przypadło mi do gustu.

 

 

Nic nie szurało w zaroślach, żaden owad nie bzyczał wśród liści[+,] a z koron drzew nie dobiegał choćby najcichszy ptasi trel.

 

Takich, co głęboko wierzą[+,] jest zaledwie garstka.

 

W centrum, na tronie, półleżała Anat, zabawiając się z demonami i streamingując dla swoich wiernych coś w rodzaju mszy, tyle,[-,] że bez liturgii, za to z dużą ilością seksu.

W tym przypadku tej konstrukcji nie oddziela się przecinkiem.

 

Niekłamane radość i entuzjazm aż wylewały się z szatana.

Literówka?

 

 

Powodzenia!

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Nie wyprzesz się: Lucek to Twój chrześniak :D

Jakże bym mogła zapomnieć! xd W tamtych opowiadaniach było coś, z czego teraz nie korzystasz, a szkoda. Pewien rodzaj poetyczności (nie przesadzonej i nie purpurowej – nie denerwuj się, czasami:p). Teraz pewne elementy z tamtych klimatów pojawiły się w tym letkim horrorze, co mnie bardzo ucieszyło. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Siema :)

 

@Lana

 

Czasem niestety troszkę przegadane, lecz zrzucę to na karb gadatliwości głównego bohatera, bo Anat za to jest boska.

I tak właśnie ma być, Lucyfer jest bardzo gadatliwą postacią, która lubi manierę z która się obnosi. Ta gadatliwość, połączona z frywolnością wypowiedzi, to cechy, które przeniosłem na postać, wzorując się trochę na sobie i moim zamiłowaniu do gadania ;)

 

Złol jest, więc to na pewno spełniasz, ale liczyłabym bardziej w tym konkursie na wygraną złego nad dobrym.

No, przecież jest wygrana złego nad dobrym. Owszem, Anat jawi się tutaj jako ta zła, ale hej! Przecież Lucyfer to też zła postać. I jedna zła postać triumfuje nad drugą, tylko po to, by w wyniku uknutej intrygi podebrać Bogu trochę zasobów anielich :D I tak też się dzieje – zło wygrywa.

 

Poza tym uczynienie głównym złolem Lucyfera to trochę pójście po linii najmniejszego oporu, ale ja tam zawsze lubiłam diabłów wszelakich.

Niby tak, ale od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem napisania kolejnej części przygód Lucyfera. A skoro już miałem dwa opowiadania ze złolem w roli głównej, to po co – pomyślałem sobie – wymyślac koło od nowa, kiedy mogę wziąć stworzoną już niegdyś postać i dopisać kolejny epizod jej pokręconych przygód. Tak, że, tego, no, na łatwiznę, ale po mojemu :D

 

Dzięki za odwiedziny, komentarz i polecajkę :)

 

@Asylum

 

W tamtych opowiadaniach było coś, z czego teraz nie korzystasz, a szkoda.

Ciśniesz mnie, grl :) Wtedy szedłem w impresje, ale mnie z tego wyleczyliście. Chociaż czasem trochu udaje mi się tego przemycić do niektórych opowiadań. Ale obiecuję Ci, że jeszcze się doczekasz opowiadania z tą poetyckością, bo pomysł jest, tylko musi dojrzeć :)

 

Dzięki za wizytę, grl :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

 

Known some call is air am

Nie cisnę, nie cisnę. Już mnie nie ma, szybko uciekam. xd

Jarosław Kukowski, Bez tytułu

 

źródło

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Wyjątkowo dowcipne opowiadanie, chociaż pewnie nie wszystkie żarty wyłapałem (Windą do nieba musiałem sprawdzać i teraz żałuję). Podoba mi się humor, lekkość narracji i przede wszystkim charakter Lucyfera – niewyparzony język i charakterystyczny, bezczelny sposób bycia. Kwintesencją jest chyba rozmowa z Anat po tym, jak została mianowana “cesarzową”. Lucyfer jest tak zły, że niszczy wszystkie klisze. Nierozgarniętość Anat daje Lucyferowi pole do kilku naprawdę dobrych kwestii, a scena ze świętym Piotrem walącym głową w bramę – przepiękna.

@Asylum – ładne to, ale ta kolumna w centrum przypomniała mi konstrukcje mojego syna w minecraft XD

 

@Fladriff

 

Windą do nieba musiałem sprawdzać i teraz żałuję

Złoooo!

A co wszystkich żartów, to ciężko, bo bagaż doświadczeń i wiedza z zakresu popkultury różna. Jest nawet żart typowo forumowy, hermetyczny, a także pewne wypowiadane kwestie, które drugiego dna nabierają dopiero, gdyby je przetłumaczyć na angielski. Ale ważne, że coś humoru znalazłeś :) Poprzednie opowiadania z Lucyferem-magikiem też są zabawne, podobno ;)

 

charakter Lucyfera – niewyparzony język i charakterystyczny, bezczelny sposób bycia. Kwintesencją jest chyba rozmowa z Anat po tym, jak została mianowana “cesarzową”. Lucyfer jest tak zły, że niszczy wszystkie klisze.

Taki zmanierowany doktor House, z zamiłowaniem do robienia dram. I dzięki wielkie za to, że zauwazyłeś zamysł, który leżał za rozmową z Anat, po tym jak ogłosiła się władczynią :) Bo on jest tak zły, że nawet smak tryumfu potrafi zepsuć ;)

 

Dzięki wielkie za odwiedziny, czas, który poświęciłes na przeczytanie i pozostawienie po sobie komentarza, oraz oczywiście za poskarżenie do biblio :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Ładne. Zwabiło mnie najpierw pysznym opisem oazy, a potem już kreacja Anat – urocza i nieco oryginalna. Chociaż samą boginię musiałem sprawdzić, chyba łatwiej poszłoby z jej towarzyszką Astarte, równie uwodzicielska i krwiożercza, a przy tym już u nas trochę osadzona kulturowo (w Weselu: “Znam ja, znam tę starą kartę, / życie nasze nic niewarte, / kult Bachusa i Astarte”, są też jakieś obrazy). Pierwsze wrażenie mocne, dobrze Ci wyszła “naga piękność” (zbyt wielu skądinąd dobrych autorów zawodzi pióro w takich miejscach i potem się czyta o “niebrzydkiej golasce”, względnie całkiem się wycofują i przyodziewają bóstwo płodności w tunikę i sandały), a także “wsparty na szerokich biodrach pas” (migawkowo ująłeś stały aspekt przedstawień z tamtych czasów).

Czy obrazoburcze? Może nie jestem najwłaściwszą osobą do rozważania tej wątpliwości, ale nie powiedziałbym. Wprawdzie wprowadzasz tutaj pewne koncepcje, które mogą budzić kontrowersje (jak anielscy siepacze fizycznie eliminujący dawne panteony, zamiast pozwolić im zetleć w braku wyznawców), ale ostatecznie służy to opowiedzeniu ciekawej, dającej do myślenia historii, a nie pustemu szokowaniu. Kiedy ktoś umie się wczytać dostatecznie głęboko – zdaje mi się, że na marginesie stawiasz pytanie o istotę i sens wolnej woli w świecie, w którym wyższe, umykające poznaniu byty mogą dowolnie manipulować zmysłami danego podmiotu.

Z bardziej smakowitych cytatów:

– Różnica zdań. A konkretniej: ja żyję i mogę formułować zdania, a oni już nie bardzo.

A tutaj się na dobrą chwilę zatrzymałem:

– Myśleli, że nie usłyszę, kiedy szeptali o tym, że chętnie zjedliby mojego kotka.

– Im nie o kotka chodziło… Musisz się jeszcze podszkolić, jak się dzisiaj mówi.

Gdybym wiedział, że czytam przekład z angielskiego i muszę się spodziewać niezręcznie oddanych frazeologizmów, wyłapałbym to pewnie od razu, ale w tym kontekście było trudniej. Przy okazji – gdybym rzeczywiście tłumaczył taką anglojęzyczną grę słów, pewnie dałbym bohaterce zamiast (lub oprócz) kota naszyjnik z muszlą i “rozłupaliby moją muszelkę”. Ewentualnie mogłaby mieć udomowioną ostrygę (”wyssaliby”)… Są różne warianty. Dobrze Ci natomiast wyszedł powrót do tego wątku:

Jej totumfackie lwiątko zdążyło jedynie syknąć, zanim zniknęło w paszczy długopyskiego Melmeka – demona, dla którego kotowate stanowiły największy przysmak.

Przy okazji, jakoś nie mogę nic znaleźć o tym Melmeku. Czy słusznie wyobrażam go sobie jako krokodyla absurdalnych rozmiarów?

Zdziwiłem się także tutaj:

– Pozbawiania hamulców, a nie halunów, słoneczko.

Być może w czasach Anat możliwości kontroli prędkości wozu sprowadzały się do zjeżdżania z góry możliwie najwolniej, podkładania pod koła co popadnie i wznoszenia gorliwych modłów, niemniej nie powinna mieć kłopotu z koncepcją hamowania i abstrakcyjnym przełożeniem jej na postępowanie ludzkie.

Nie robiłem solidnej łapanki, ale w jednym miejscu akurat przypadkowo zwróciłem uwagę na dwa błędy interpunkcyjne:

W centrum, na tronie, półleżała Anat, zabawiając się z demonami i streamingując dla swoich wiernych coś w rodzaju mszy, tyle, że bez liturgii, za to z dużą ilością seksu. Takie podejście do obcowania z bóstwem o dziwo cieszyło się wiele większym zainteresowaniem, niż podejście tradycyjne, z modłami, śpiewami i straszeniem gniewem bożym.

Grup “mimo że, chyba że, zwłaszcza gdyby, szczególnie kiedy” i podobnych nie dzieli się przecinkiem. Przecinek przed “niż” tylko wówczas, gdy oddzielany fragment zdania ma odrębne orzeczenie.

 

Ciekawa lektura, wciągająca, sprawnie napisana. Chętnie polecam do Biblioteki (to chyba już będzie komplet).

Pozdrawiam serdecznie,

Ś

Cześć Ślimaku :)

 

Chociaż samą boginię musiałem sprawdzić, chyba łatwiej poszłoby z jej towarzyszką Astarte, równie uwodzicielska i krwiożercza, a przy tym już u nas trochę osadzona kulturowo

Rozważałem Astarte, ale Anat przypasowała mi bardziej ze względu na imię, brzmiące podobnie do nicka jednej znanej użytkowniczki, co podsunęło mi hermetyczny żart, który zawarłem w opowiadaniu :)

 

 potem się czyta o “niebrzydkiej golasce”

Jeszcze nie trafiłem na takie, ugrzecznione i nieoddające w pełni wyglądu określenie nagiej piękności.

 

zdaje mi się, że na marginesie stawiasz pytanie o istotę i sens wolnej woli w świecie

Chodzi mi o to, że przecież Bóg ustalił, że będzie Apokalipsa i Szatan przegra. Lucyfer ma tego świadomość, dlatego nie spina się za bardzo z czynieniem zła, bo i tak wie, że przegra. Zamiast czynienia zła dla samego zła, po prostu stara się jak najbardziej po drodze dokuczyć Bogu i przeżyć dany mu czas tak, jak on chce. Więc tak, masz rację, że podważam tutaj sens istnienia wolnej woli, tylko dość głęboko to jest schowane, zakamuflowane pod płaszczem rozrywki. Cieszę się, że to wyłapałeś.

 

Gdybym wiedział, że czytam przekład z angielskiego i muszę się spodziewać niezręcznie oddanych frazeologizmów, wyłapałbym to pewnie od razu, ale w tym kontekście było trudniej.

To akurat należy zrzucić na karb mojego zboczenia, wynikającego z muzyki, jakiej słucham. Uwielbiam te wszystkie nieoczywiste konstrukcje, które wyłapuję z tekstów i sprawdzam ich znaczenie w urban dictionary. Ale to akurat dość powszechny kolokwializm “to eat pussy”, miałem jednak świadomość tego, że nie każdy wyłapie zawarty w tym sformułowaniu żart.

 

gdybym rzeczywiście tłumaczył taką anglojęzyczną grę słów, pewnie dałbym bohaterce zamiast (lub oprócz) kota naszyjnik z muszlą i “rozłupaliby moją muszelkę”

No i dlatego wybrałem Anat, która była utożsamiana z fenicką Asztarte, o której wspominałeś. Bo Asztarte była przedstawiana na grzbiecie lwa, czyli kota. W zasadzie to zrobiłem sobie taki miks postaci Anat i Astarte, biorąc to co mi pasuje i dodając jeszcze trochę od siebie. Muszelka miałaby sens w przypadku Afrodyty, ale jej już uzyć nie mogłem, bo w pierwszym opowiadaniu z udziałem Lucyfera (Wiara wartości) napisałem, że z greckiego panteonu tylko Charon przetrwał.

 

Przy okazji, jakoś nie mogę nic znaleźć o tym Melmeku. Czy słusznie wyobrażam go sobie jako krokodyla absurdalnych rozmiarów?

A to jest srogi żart, którego najwyraźniej nie wyłapałeś. Potrzebowałem imienia demona, który zje kota Anat. Wyguglałem imiona znanych demonów i kiedy trafiłęm na Meleka, wiedziałem, że to jest właśnie ten, ponieważ…

Podejrzewam że jesteś ode mnie starszy, albo jesteśmy w podobnym wieku, więc powinieneś pamiętać postać Alfa, włochatego kosmity z planety, na której koty są przysmakiem. A ta planeta nazywała się Melmac. Melek + Melmac = Melmek :) Ot, i cała zagadka.

 

Być może w czasach Anat możliwości kontroli prędkości wozu sprowadzały się do zjeżdżania z góry możliwie najwolniej, podkładania pod koła co popadnie i wznoszenia gorliwych modłów, niemniej nie powinna mieć kłopotu z koncepcją hamowania i abstrakcyjnym przełożeniem jej na postępowanie ludzkie.

Masz całkowitą rację, Ślimaku. Ale potrzebowałem w kilku miejcach kiksów językowych Anat, żeby Lucek mógł ją poprawiać. I kiedy miałem już ich kilka i tekst był w zasadzie gotowy, pomyślałem, że jeszcze jeden błąd nie zawadzi i dodałem te haluny → hamulce. Rzeczywiście, może trochę poleciałem, ale teraz już tego zmieniać nie będę.

 

Dzięki za podpowiedzi a propos przecinków, bo z nimi nieco na bakier jestem. I dziękuję również za czas, który poświęciłeś na przeczytanie i skomentowanie mojej pisaniny. No i za klika do biblio też :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

 

Known some call is air am

Hej, hej

Niezła historia z Lucyferem i ciekawy pomysł fabularny na odebranie władzy w piekle. Rozwiązanie sprawy z aniołami zaskoczyło. Humor też w porządku (prócz jednej rzeczy, o czym za chwilę) i dobrze wkomponowany w test. W ogóle czytało się przyjemnie, nie przynudzasz, akcja toczy się wartko. 

Nie podpasowały mi humorystyczne nawiązania do Polski. Wiem, że na memach jest dość popularny Sosnowiec, czy Bałuty, ale żeby na świecie nie było większej dziury? To subiektywne, ale taki “lokalny” humor trochę mi się kłócił z resztą tekstu. Kwestia gustu.

Może czegoś nie wyłapałem, ale czemu po przejęciu władzy przez Anat, Lucyfer po prostu jej nie zabił, tak jak to uczynił później? W ogóle zabił ją tak po prostu, bez wysiłku, co było niejakim zaskoczeniem.

Klikam i znikam ;)

Sympatyczny tekst, czytało się przyjemnie. Humor na plus, żarty siadły.

skwitowała wyjaśnienia Lucyfera krótkim:

– Fajnie.

Kto by pomyślał, że Anet ma takie starodawne korzenie… ;-) I wyłapałam to podczas lektury tekstu, nie komentarzy.

Muszelka miałaby sens w przypadku Afrodyty, ale jej już uzyć nie mogłem, bo w pierwszym opowiadaniu z udziałem Lucyfera (Wiara wartości) napisałem, że z greckiego panteonu tylko Charon przetrwał.

Ej, a co Ci szkodzi napisać prequel? Albo odrobineczkę zmodyfikować tekst z Charonem i wstawić tam garstkę?

Babska logika rządzi!

 

– Dobra, słoneczko, wiem, że się gdzieś chowasz – powiedział głośno intruz i zaciągnął się śmierdzącym siarką papierosem.

Się potknąłem – jaki intruz? 

 

perliły się krople świeżej krwi,

Krew się raczej nie perli tylko spływa po skórze. Ale to już takie moje marudzenie :]. 

 

Dość tej zgrywania pretensjonalnej dramy

Tak bym nieśmiało zaproponował :]. 

 

 

więc niejeden demon się rozpił i rzucił robotę w anioły.

– Windą do nieba?

Ha! Dobre, śmiechłem :D. 

 

białe zęby w szczerym – jak przystało na Pana Kłamstw – uśmiechu.

tak bym doprecyzował :]

 

Całość smakowita. Trochę “Komornik” Gołkowskiego, ale z ciekawszym humorem [ DIEphone rządzi :D].

Gratuluje Q! Diabe… ehm; Anielsko dobra robota :D

 

pozdro

M.

kalumnieikomunaly.blogspot.com/

Hej, OS!

 

Chociaż to nie do końca moje klimaty, bawiłem się świetnie. W czasie lektury towarzyszyły mi skojarzenia z cyklem pewnej znanej polskiej pisarki. Opisy serwujesz bardzo obrazowe, językiem bawisz się z wprawą i lekkością. Mnóstwo fajnych nawiązań, odwołań do kultury, kilka razy parsknąłem śmiechem. :D Dla mnie tekst to też swoisty komentarz do kondycji dzisiejszego świata, nawet jeśli sam nie zamierzałeś niczego komentować. :) Chyba takie prawo czytelnika, rezonować z dziełem na swój sposób i czasem wbrew intencjom autora. ;)

Polecam gdzie trzeba. 

 

Pozdrawiam. :)

A, zapomniałam wspomnieć, że ujęła mnie wzmianka o Łodzi. Chociaż mamy bardziej reprezentacyjne rejony niż Bałuty. ;-)

Babska logika rządzi!

Było już mnóstwo opowiadań o wzajemnych relacjach piekła i nieba, a i Lucyferowi zdarzyło się być bohaterem wielu z nich. Tym razem niezwykle udanie opisałeś sianie zła i zarażanie nim także aniołów. Bardzo zacna lektura.

Szczególny plusik za wzmiankę o Bałutach!

Pozostaję z nadzieją, że poprawisz usterki, bo właśnie udaję się do klikarni. ;)

 

wpa­da­ją­ce do środ­ka przez wy­ku­te w skle­pie­niu świe­tli­ki. Śro­dek kom­na­ty… ―> Nie brzmi to najlepiej.

Może: …wpa­da­ją­ce do wnętrza przez wy­ku­te w skle­pie­niu świe­tli­ki. Śro­dek kom­na­ty

 

wyjął cien­ką cy­ga­ret­kę i od­pa­lił, przy­kła­da­jąc do niej opusz­kę palca. ―> Raczej: …wyjął cien­ką cy­ga­ret­kę i za­pa­lił, przy­kła­da­jąc do niej opusz­kę palca.

 

– W tych cza­sach cięż­ko zna­leźć do­brych i dys­kret­nych. ―> – W tych cza­sach trudno zna­leźć do­brych i dys­kret­nych.

 

zmu­szać nie bę­dzie­my. Ma­chi­na pro­mo­cyj­na zrobi szum, który spra­wi, że każdy bę­dzie chciał… ―> Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję w drugim zdaniu: Ma­chi­na pro­mo­cyj­na zrobi szum, który spra­wi, że każdy zechce

 

Głowa Świę­te­go Pio­tra raz po raz ude­rza­ła w złote bramy nie­bios. ―> Czy głowa uderzała w więcej niż jedną bramę?

 

– … prze­ciw­ko mnie? ―> Zbędna spacja po wielokropku.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hail Discordia

Hej :)

 

@Zanais

 

Nie podpasowały mi humorystyczne nawiązania do Polski. Wiem, że na memach jest dość popularny Sosnowiec, czy Bałuty, ale żeby na świecie nie było większej dziury? To subiektywne, ale taki “lokalny” humor trochę mi się kłócił z resztą tekstu. Kwestia gustu.

Tak, zdawałem sobie z tego sprawę i zamiast Bałut wcześniej były slumsy LA, potem favele, ale ostatecznie postawiłem na coś swojskiego, skoro już miałem “Winda do nieba” :)

 

Może czegoś nie wyłapałem, ale czemu po przejęciu władzy przez Anat, Lucyfer po prostu jej nie zabił, tak jak to uczynił później? W ogóle zabił ją tak po prostu, bez wysiłku, co było niejakim zaskoczeniem.

Bo to była jedna wielka intryga. Lucyfer potrzebował Anat, żeby przejęła tron piekieł, aby uzyskać pomoc Boga. Szatan przewidział co się wydarzy i że ostatecznie będzie miał okazję zwerbować część aniołów, które nadal służą Stwórcy. Anat była tylko pionkiem, któremu Lucek pozwolił myśleć, że jest królową. A demony cały czas służyły Luckowi, ponieważ były wtajemniczone, stąd taka reakcja i szybkie uśmiercenie bogini.

Dzięki za klika i czas poświęcony na przeczytanie :)

 

@Silva, japkiewicz

 

Dzięki za odwiedziny i pozdro dla jurorów :)

 

@Finkla

 

Kto by pomyślał, że Anet ma takie starodawne korzenie… ;-) I wyłapałam to podczas lektury tekstu, nie komentarzy.

No, wiedziałem, że któryś ze starszych użytkowników to łapnie, bo to hermetyczne jest :D:D

 

Ej, a co Ci szkodzi napisać prequel? Albo odrobineczkę zmodyfikować tekst z Charonem i wstawić tam garstkę?

Masz rację oczywiście. Ale jakoś na to nie wpadłem i zamiast prequelu wyszła kontynuacja. I w sumie dobrze, bo bogowie greccy są zbyt ograni, mieli już swój moment w przygodach Lucka, teraz czas na inne panteony ;)

 

A, zapomniałam wspomnieć, że ujęła mnie wzmianka o Łodzi. Chociaż mamy bardziej reprezentacyjne rejony niż Bałuty. ;-)

Dzięki :D I wiem, że macie, byłem u Was dwa razy – raz na koncercie w Atlas Arenie, raz na wystawie komiksów w tych budynkach niedaleko dworca Łódź Fabryczna, nie pamiętam jak toto się nazywało.

 

Dzięki za wizytę i klika :)

 

@MbS

 

Krew się raczej nie perli tylko spływa po skórze.

Pojedyncze krople krwi, które mogą bryznąć po odcięciu lub oderwaniu kończyny mogą się chyba perlić? Przynajmniej definicja z SJP za tym przemawia.

 

Całość smakowita. Trochę “Komornik” Gołkowskiego, ale z ciekawszym humorem [ DIEphone rządzi :D].

Niestety nie czytałem, więc nie wiem, czy humor ciekawszy.

 

Dzięki za wizytę i komentarz :)

 

@Adek

 

Dla mnie tekst to też swoisty komentarz do kondycji dzisiejszego świata, nawet jeśli sam nie zamierzałeś niczego komentować. :) Chyba takie prawo czytelnika, rezonować z dziełem na swój sposób i czasem wbrew intencjom autora. ;)

Ja, co zauważyłęm ostatnio, nie potrafię inaczej i zawsze gdzieś tam wplotę jakieś elementy, kóre moga być uważane za komentarz do dzisiejszego świata. Ale tym razem nie zrobiłem tego nieświadomie – to w pewnym zakresie celowe, więc tak wbrew intencjom Twoja interpretacja nie jest :)

 

Dzięki za wizytę i polecenie :)

 

@Reg

 

Szczególny plusik za wzmiankę o Bałutach!

Pozostaję z nadzieją, że poprawisz usterki, bo właśnie udaję się do klikarni. ;)

Czyli te Bałuty to była dobra decyzja :)

Fajnie, że wpadłaś Reg, Twój komentarz pod tekstem zawsze cieszy. Usterki poprawię w okolicach weekendu, bo życie i sprawy z nim związane :)

 

Dziękuję za wizytę, łapankę i klika :)

 

Pozdrawiam serdecznie i wybaczcie, że musieliście czekać na moją odpowiedź :)

Q

 

 

Known some call is air am

Bardzo proszę, Outto, i miło mi, że komentarzyk Cię ucieszył. ;)

 

Czyli te Ba­łu­ty to była dobra de­cy­zja :)

Dobra w tym sensie, że cieszy, kiedy mieszkaniec innego miasta zna dzielnicę tego, w którym mieszkam. I mogę tylko żałować, że Bałuty są rozpoznawalne z powodu dawnej, zgoła nie najlepszej opinii. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Świetne opowiadanie. Wartka akcja i wyśmienity język. Być może można natrafić na miejsca, gdzie coś nieco zgrzyta, ale całość płynie jak górski potok i dostarcza konkretnej rozrywki. Żarty nie do końca w moim klimacie, ale nie psuje to odbioru. Z kilku przeczytanych na stronie opowiadań (natrafiając na kolejne zupełnie przypadkowo), to najbardziej przypadło mi do gustu.

"Kozy mają mnie w nosie, a psy na ogonie." T. Rałowski

raz na wystawie komiksów w tych budynkach niedaleko dworca Łódź Fabryczna, nie pamiętam jak toto się nazywało.

Tam są różne budynki w okolicach, z moją alma mater włącznie, więc Ci nie powiem. Hmmm, może EC1?

Babska logika rządzi!

Plusik za zdradzieckie mordy i kilka innych smaczków :)

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Hej :)

 

@Reg

 

I mogę tylko żałować, że Bałuty są rozpoznawalne z powodu dawnej, zgoła nie najlepszej opinii. ;)

No, chyba głównie z tego, tak jak krakowska Nowa Huta ;)

 

@Finkla

 

Dokładnie, to było EC1. Byłem w styczniu zeszłego roku, fajna wystawa :)

 

@Filip

 

Bardzo ucieszył mnie Twój komentarz :) Fajnie, że Ci się podobało i dziękuję za przeczytanie :)

 

@Dj Jajko

 

Kilka smaczków upchnąłem, ale te zdradzieckie mordy jakoś tak naturalnie przyszły i dopiero przy korekcie zorientowałem się, skąd ja znam to określenie :) I pomyślałem, że baaardzo pasuje do klimatu opowiadania ;)

Dzięki za przeczytanie i pozostawienie śladu po sobie :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Sympatyczny tekst. Pewnie można było mieć obawy, czy o Lucyferze można jeszcze coś ciekawego napisać, ale opowiadanie w odbiorze wypada przyjemnie. Na pewno służy mu lekkość i humor, fajny też ten pomysł z wrogim przejęciem, chociaż odnoszę wrażenie, że ten element dostał tu trochę za mało miejsca, bo nie do wszystko zostało w pełni wyjaśnione. Tutaj mamy taki uproszczony schemat “Był Lucyfer” – “Jest Anat” – “Wraca Lucyfer”, ale wyjaśnień jednak trochę brakuje, co wskazał już Zanais, więc nie będę się tutaj dłużej rozwodził.

Ponieważ bohaterów masz tu dostosowanych do humorystycznego tekstu, Lucyfer, mimo wszystkich swoich przywar wypada dość… sympatycznie. I tak, sympatycznie jest głównym sponsorem tego komentarza. ;-)

Podobał mi się też ten fragment omawiający problemy piekła – fajna ta zabawa znanymi nam z życia motywami (nadgodziny, chorobowe i tak dalej) odpowiednio dostosowane do piekielnej scenerii.

Ogólnie przyjemne opowiadanie.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Cześć, CM :)

 

fajny też ten pomysł z wrogim przejęciem, chociaż odnoszę wrażenie, że ten element dostał tu trochę za mało miejsca, bo nie do wszystko zostało w pełni wyjaśnione.

Bo i wyjaśnione w pełni nie miało być. Choć, może masz rację, że te dwie ostatnie sceny można by rozbudować, lub dodać pomiędzy nimi jeszcze jedną, która rzuciłaby nieco więcej światła na to przejęcie.

 

Ponieważ bohaterów masz tu dostosowanych do humorystycznego tekstu, Lucyfer, mimo wszystkich swoich przywar wypada dość… sympatycznie.

Bo to sympatyczny Lucyfer ;) A tak serio, to on nie jest wcale sympatyczny, tylko Wy go tak postrzegacie. Zło podane w odpowiedniej formie może być uznane za interesujące i ciekawe, a nawet godne sympatii – taka wariacja syndromu sztokholmskiego :P

 

Dzięki za odwiedziny i zostawienie komentarza :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Bo to była jedna wielka intryga. Lucyfer potrzebował Anat, żeby przejęła tron piekieł, aby uzyskać pomoc Boga. Szatan przewidział co się wydarzy i że ostatecznie będzie miał okazję zwerbować część aniołów, które nadal służą Stwórcy. Anat była tylko pionkiem, któremu Lucek pozwolił myśleć, że jest królową. A demony cały czas służyły Luckowi, ponieważ były wtajemniczone, stąd taka reakcja i szybkie uśmiercenie bogini.

Tak przypuszczałem, choć trochę wydawało mi się dziwne, że tak mu zależy grupce aniołów, ale równie dobrze mógł chcieć zabawić się z Anat jak kot z myszą. 

Co do faveli i Bałut, to lepiej już swojskie nazwy, ton opowiadania jest pastiszowy i przynajmniej każdy słyszał o tych nazwach.

Cześć!

Pojechałeś, i to nie tylko po klerze, ale i po aniołach, i po… W zasadzie po bardzo wielu tematach. Herezja! Dobrze napisana, z pomysłem i dużą dawką niezłego humoru.

Diabeł elokwentny, pomysłowy i elegancki. Dawna boginka gniewna i chętna. To się musiało ciekawie (albo „fajnie”) skończyć. Anat powiadasz. Od początku jest nieźle, choć trochę się akcja rozkręca. Budujesz scenę, gdzie bohaterowie zaszaleją. Z wielu nawiązań szczególnie to przypadło mi do gustu:

– Siedemnastu jest w trakcie przenoszenia do innych parafii, dwóch zostało osobistymi asystentami lokalnych arcybiskupów. Możesz nie rozumieć pewnych zależności, ale to oznacza sukces.

Nie do końca zrozumiałem dlaczego Bóg dał się wciągnąć i użyczył złemu anielski zastęp do pomocy. Miał przerost zatrudnienia i szukał okazji? Bo jak telebim wyłonił się z mgły to już złapałem, co też chyba rogaty kombinuje. I – o dziwo – te kombinacje całkiem się mu udały. Braki uzupełnił, tron odzyskał. Tylko lwiątka szkoda, ale pomysł z Melmekiem niezły. Kot, kot, kotlet jak mawiał pewien kosmita :D

Wjazdy i drwiny z chrześcijaństwa niezbyt mi przypadły do gustu. Nie mylić z wjazdami na kler średniego i wyższego szczebla, który zapracował sobie takie traktowanie i który rozumiem. Jestem wierzący i praktykujący (w jakimś tam stopniu) i niezbyt mnie pociąga „ostro pozwiastować!”. Ale to tylko mój punkt widzenia. Kolejny tekst o „Magiku” z chęcią przeczytam. Ta ludzka ciekawość…

 

Z kwestii edycyjnych jedno rzucił mi się w oczy:

Z wieku na wiek ludzkość wykazuje się sporą kreatywnością w zeszmacaniu się i upadlaniu.

Zbędne imho.

 

3P dla Ciebie: Pozdrawiam i Powodzenia w konkursie! (do Biblioteki też bym polecił, ale już nie trzeba widzę)

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Lekka i przyjemna lektura, niby nie do końca moje klimaty, ale siadło ;) Ciekawe, że „pojedynek” odbył się tu właściwie między złym a złą – oryginalność w tym względzie bardzo na plus.

Zdaje się, że ktoś już tu pisał o przecinkach przed „niż”, ale wyłapałam jeszcze dwa zbędne:

Nie było tutaj życia innego, niż roślinne.

Mniej więcej taka jak w Korei Północnej, ale to i tak lepiej, niż tam, na górze.

 

Pozdrawiam!

„Bóg jest Panem aniołów i ludzi, i elfów” – J.R.R. Tolkien

YO!

 

@krar

 

Nie do końca zrozumiałem dlaczego Bóg dał się wciągnąć i użyczył złemu anielski zastęp do pomocy. Miał przerost zatrudnienia i szukał okazji?

Niezbadane są ścieżki i tak dalej ;) W sumie to nie wiem, może to część boskiego planu? A może bóg wcale taki wszechmogący nie jest i dał się diabłu wyprowadzić w pole tym razem? A może po prostu to gra i bóg nie chce jej jeszcze kończyć? 

 

Kot, kot, kotlet jak mawiał pewien kosmita :D

Kiedy skończyłem pisać i wrzuciłem na portal, to mi jeszcze kilka żartów związanych z ALFem przyszło do głowy, ale nie chciałem wrzucać do już gotowego tekstu. Zachowam na następny raz ;)

 

Wjazdy i drwiny z chrześcijaństwa niezbyt mi przypadły do gustu.

Rozumiem. Widzisz, to nie jest tak, że ja pałam jakąś szczególną niechęcią do chrześcijaństwa. Ja po prostu nie lubię żadnej religii, ale nie przeszkadza mi to, że ktoś w coś tam sobie wierzy. Jednak wychowywałem się w rodzinie katolików, więc wiedzę o chrześcijaństwie mam nieco większą, niż o innych religiach i tę wiedzę wykorzystuję. Jak pisałem gdzieś wyżej: skoro nikt nie oponuje, kiedy ktoś robi niesmaczne żarty z religii starożytnych greków, galów, słowian albo egipcjan, to nie powinien tez oponować, kiedy żart jest o jakimkolwiek innym systemie wierzeń. Wiem, że ten pogląd nie przystaje trochę do rzeczywistości, ale zmieniać go na razie nie będę ;)

 

@nati

 

Ciekawe, że „pojedynek” odbył się tu właściwie między złym a złą – oryginalność w tym względzie bardzo na plus.

Czy ja wiem, czy to oryginalne? Po prostu założenia konkursu pasowały do fabuły kolejnego opowiadania o magiku, więc trzeba było wykorzystać :)

 

Dzięki za wizytę i pozostawienie po sobie śladu :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Hej!

 

Ja po prostu nie lubię żadnej religii, ale nie przeszkadza mi to, że ktoś w coś tam sobie wierzy.

Wiem, trochę już poznałem twoje poglądy (przynajmniej w oparciu o posty i opowiadania) i szanuję to. Każdy ma prawo do własnej drogi. Na portalu ogólnie też mnie urzekło, że w większości są tu osoby o różnym światopoglądzie i nikt nikogo (zazwyczaj) nie próbuje nawracać na jakąś “jedyną słuszną wersję”

Jak pisałem gdzieś wyżej: skoro nikt nie oponuje, kiedy ktoś robi niesmaczne żarty z religii starożytnych greków, galów, słowian albo egipcjan, to nie powinien tez oponować, kiedy żart jest o jakimkolwiek innym systemie wierzeń.

Ciekawy punkt widzenia. Zdecydowanie wart refleksji. 

 

Pozdrawiam!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Jakoś nie rozbawiło. IMO nastąpiło wrogie przegięcie.

@Koala Dzieki za odwiedziny tutaj, oraz pod pozostałymi dwoma opowiadaniami o Lucku. Jak rozumiem to przegięcie z powodu zbyt mocnego wejścia w pewne aspekty katolicyzmu? W poprzednich tekstach skupiałem się raczej na bogach z martwych panteonów, tym razem więcej jest chrześcijańskiej mitologii, przez co tekst wydaje się być bardziej obrazoburczy. Może kolejna część przygód Lucyfera – jeśli taka powstanie – bardziej Ci siądzie. Dzięki raz jeszcze i pozdrawiam – Q

Known some call is air am

Jestem bardzo na tak. Generalnie podobają mi się Twoje teksty. Dobry pomysł, świetne wykonanie.

Jestem nikim, będę nikim.

@Spitygniew2 – Dzięki wielkie za miłe słowa :) Cieszę się, że podobają Ci się moje teksty. Mam nadzieję, że kolejne, kiedy powstaną i zostaną opublikowane, też Ci siądą. Pozdrawiam serdecznie – Q

Known some call is air am

Już pierwszy akapit porywa opisem . Ten tekst jak najbardziej. Nad głową zaćmienie słońca, a tu dobre opowiadanie.:)

Nowa Fantastyka