- Opowiadanie: Drozd - Co się dzieje z SI, gdy umiera

Co się dzieje z SI, gdy umiera

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Co się dzieje z SI, gdy umiera

Obudziło go jasne, kolorowe światło. Początkowo nie chciał otwierać oczu, by sen całkowicie się nie ulotnił. Obrócił się na drugi bok, a jasność rozbłysła ze zdwojoną siłą. Uchylił powieki, a to, co zobaczył wprawiło go w osłupienie. Leżał na trawie pośrodku leśnej polany. Nie była to jednak zwykła łąka. Wszystko co się na niej znajdowało emanowało światłem tak jasnym, że aż sprawiającym ból. Trawa jarzyła się jaskrawym odcieniem zieleni, pnie drzew brązowym, a owady z daleka wyglądały jak małe żaróweczki unoszące się w powietrzu i przysiadające na kolorowych kwiatach świecących jak reflektory. Nie było widać słońca, a mimo to było jasno. Niebo miało kolor jasnego, fosforyzującego błękitu, po którym przesuwały się stroboskopowe chmury posyłające we wszystkich kierunkach groźne błyski. Całości towarzyszył szum wiatru, przypominający bardziej buczenie transformatora.

Oślepiony feerią jaskrawych barw i ogłuszony nieustającym szumem, zamknął oczy, skulił się na nibytrawie i trwał tak przez jakiś czas. Sytuacja ta była tak niecodzienna i zaskakująca, że nie wiedział co ma robić. Starał sobie przypomnieć kim jest i skąd się tam wziął. Z czasem przyzwyczaił się do buczenia, a gdy uznał, że jest gotowy, otworzył oczy. Ponownie ogarnął wzrokiem całą polanę. Nic się w niej nie zmieniło, ale wydała mu się już mniej straszna i obca niż wcześniej. Zerwał kilka źdźbeł trawy i przysunął je sobie przed oczy. Przypominały neony, ale nie takie reklamowe w mieście. Te nie były mieszaniną gazów zamkniętych w szklanych rurkach, były miękkie i giętkie, o chropowatej fakturze. Odkształcały się pod jego dotykiem i wyginały w rytm podmuchów wiatru. A każdy, nawet najmniejszy ruch powodował u nich rozbłysk zieleni. Gdy tak im się przyglądał, zobaczył, że wewnątrz łodyg, małymi kanalikami coś się porusza. Były to ciągi zielonych liczb. Zero, jeden, zero, jeden, jeden… i tak bez końca. Niekończący się ciąg zero-jedynkowy poruszał się wewnątrz roślin jak krew. W miejscu gdzie rośliny były uszkodzone liczby wyciekały i rozpadały się na jeszcze mniejsze elementy.

Wstał i ruszył w kierunku najbliższego drzewa. Każdy jego krok powodował rozbłysk kolorowego, jaskrawego światła rozchodzącego się koncentrycznie wokół jego nóg po wszystkich roślinach. Jak kręgi na wodzie po wrzuceniu doń kamienia.

Pień drzewa był tak samo zbudowany jak źdźbła trawy, ale był twardszy i emanował innym kolorem światła, a liczby krążące w jego wnętrzu były większe i łatwiej było je dostrzec.

Przywykł do tych dziwactw bardzo szybko. Na początku był zdziwiony, lecz teraz przechadzał się wokół tych niecodziennych roślin jak po ulicach znanego mu miasta. Wiedział, że coś musi zrobić, czuł, że został tak zaprogramowany i podążał za tym wewnętrznym głosem. W oddali nad drzewami zobaczył jaśniejącą łunę. Zwrócił się w tamtym kierunku i ruszył przed siebie.

Zagłębił się w las neonowych drzew i krzewów, usłyszał odgłosy wydawane przez zwierzęta. Nie były one jednak takie same jak te, które wygrzebał ze swojej bazy danych. Te tutaj były zmienione, jakby zdeformowane. Brzmiały jak gdyby dobiegały z jakiegoś uszkodzonego megafonu, wcześniej przemielone przez equalizer. Przyjmował to bez większego zdziwienia, wiedział, że tak ma być i nic mu nie grozi. Był tego pewien. Szedł przed siebie pewnym krokiem podziwiając otaczające go nowości. Wiedział dokąd zmierza, a to było dla niego najważniejsze. Z czasem zaczął odczuwać dziwne mrowienie w całym ciele, co go bardzo zdziwiło, ponieważ nigdy nie odczuwał podobnych sensacji. Wydawało mu się, że trudniej mu się poruszać, jakby ktoś nasypał piasku w jego stawy i tryby. Czuł opór podczas poruszania. Przyjrzał się swoim dłoniom i dostrzegł, że jego skóra zrobiła się delikatnie przezroczysta, a z wewnątrz jego ciała emanuje blade, pulsujące co chwilę inną barwą światło. Mimo tych wszystkich zmian, czuł jak w jego wnętrzu narasta energia, która rozchodzi się wzdłuż jego przewodów.

Usiadł na kamieniu, który wyglądał jak pokryta sadzą żarówka o nieregularnym kształcie. Emanowała nawet taką samą barwą: przytłumioną żółcią i szarością. Przygotowywał się do dalszej drogi. Obserwował owady wyglądające jak lampki choinkowe, które krążyły wokół drzew i krzaków. Po chwili, wstał i ruszył przed siebie nawet nie zastanawiając się, czy idzie w dobrym kierunku.

Las zaczął się przerzedzać, a między pniami, z miejsca, do którego zmierzał, emanowała silna, różnokolorowa poświata. Wyłapywał czujnikami energię bijącą z tamtego miejsca. Otulała jego ciało, wnikała w głąb i przyspiesza jego przemianę. Ogarniało go dziwne, nieznane wcześniej uczucie.

Nie mógł już poruszać dłońmi, jego palce kompletnie zesztywniały, za to emanowały silnym, zmieniającym się falami kolorowym światłem. Wyszedł wprost na nieporośnięte drzewami, wysokie wzniesienie. Jego szczyt niknął w jasnym, oślepiającym blasku. Zbocza usianie były zastygłymi w bezruchu postaciami. Miały one przezroczystą powierzchnię, a wewnątrz nich kotłowało się kolorowe światło. Emanowały również czystą energią. SKED 8 ruszył pod górę, z każdym krokiem coraz bardziej upodabniając się do innych robotów. Nie mógł już zginać kolan, więc ledwo poruszał nogami. Wszechogarniająca energia otulała jego ciało, zaś rdzeń powoli zaczął przygasać.

Zidentyfikował w końcu uczucie, które wcześniej zrodziło się w jego obwodach. To było spełnienie. Spełnienie i spokój. Coś, co nigdy nie było mu dane, a teraz przyszło tak niespodziewanie. Po kolejnym kroku znieruchomiał na dobre, zdołał się tylko uśmiechnąć. Jego przemiana dobiegła końca. SKED 8 był szczęśliwy, mógł w końcu odpocząć, przestać być.  Zamarł jak inni, którzy po ponad dwustu latach pracy zasłużyli na spokój. Na śmierć. Zawieszeni w niebycie jednostki centralnej.

Koniec

Komentarze

Droździe, niespełna sześć tysięcy znaków to jeszcze nie opowiadanie. Bądź uprzejmy zmienić oznaczenie na SZORT.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo plastyczne. Dobrze się czyta.

Masz literówkę “Zbocza usianie”.

Dopiero po przeczytaniu zorientowałam się, że tytuł to właściwie spoiler ;P (drobna korekta: Co się dzieje z SI, gdy umiera). Ładna wizja, niczego więcej tu nie trzeba.

 

Otulała jego ciało, wnikała w głąb i przyspiesza jego przemianę.

Otulała jego ciało, wnikała w głąb i przyspieszała przemianę. 

 

W kilku innych miejscach zauważyłam też powtarzające się zaimki. 

 

Pozdrawiam! 

„Bóg jest Panem aniołów i ludzi, i elfów” – J.R.R. Tolkien

Ładna wizja, niczego więcej tu nie trzeba.

Zgadzam się. :)

Rzecz wydała mi się snem, śnionym we śnie. Czekałam, kiedy bohater się obudzi, a on umarł. Barwne i osobliwe wizje miał przed zejściem.

Miejscami nadużywasz zaimków, pojawia się też siękoza.

 

Jak kręgi na wo­dzie po wrzu­ce­niu doń ka­mie­nia. ―> Doń znaczy tyle, co do niego, a Ty piszesz o wodzie, która jest rodzaju żeńskiego, więc: Jak kręgi na wo­dzie po wrzu­ce­niu do niej ka­mie­nia.

 

nic mu nie grozi. Był tego pe­wien. Szedł przed sie­bie pew­nym kro­kiem po­dzi­wia­jąc ota­cza­ją­ce go no­wo­ści. Wie­dział dokąd zmie­rza, a to było dla niego naj­waż­niej­sze. Z cza­sem za­czął od­czu­wać dziw­ne mro­wie­nie w całym ciele, co go bar­dzo zdzi­wi­ło, po­nie­waż nigdy nie od­czu­wał po­dob­nych sen­sa­cji. Wy­da­wa­ło mu się, że trud­niej mu się po­ru­szać, jakby ktoś na­sy­pał pia­sku w jego stawy i tryby.  Czuł opór pod­czas po­ru­sza­nia. Przyj­rzał się swoim dło­niom i do­strzegł, że jego skóra zro­bi­ła się de­li­kat­nie prze­zro­czy­sta, a z we­wnątrz jego ciała ema­nu­je blade, pul­su­ją­ce co chwi­lę inną barwą świa­tło. Mimo tych wszyst­kich zmian, czuł jak w jego wnę­trzu na­ra­sta ener­gia, która roz­cho­dzi się wzdłuż jego prze­wo­dów. ―> Nadmiar zaimków. Lekka siękoza.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie było widać słońca, a mimo to było jasno.

Powtórzenia

 

Sytuacja ta była tak niecodzienna i zaskakująca, że nie wiedział co ma robić. Starał sobie przypomnieć kim jest i skąd się tam wziął.

Przekreślone niepotrzebne. Dałabym raczej tu niż tam.

 

Zerwał kilka źdźbeł trawy i przysunął je sobie przed oczy.

Przekreślone niepotrzebne

 

Te nie były mieszaniną gazów zamkniętych w szklanych rurkach, były miękkie i giętkie, o chropowatej fakturze.

Powtórzenia

 

Pień drzewa był tak samo zbudowany jak źdźbła trawy, ale był twardszy i emanował innym kolorem światła, a liczby krążące w jego wnętrzu były większe i łatwiej było je dostrzec.

I tu też

 

Do siękozy wskazanej przez Reg dodałabym byłozę. Zaimków stanowczo za dużo.

Poza tym ładna wizja :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Zgadzam się, że ładna wizja i że za dużo zaimków.

 

W jakim kontekście użyłeś słowa sensacja? 

 

Jakiś czas temu widziałem film dokumentalny o tym, jak wyglądają wysypiska odpadów elektronicznych w Afryce i niestety w niczym nie przypominało to wizji SKED 8 : (.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Napisane jest w miarę ładnie, ale brakuje mi tu jakiejkolwiek puenty. Gdyby nie tytuł to byłby chociaż jakiś twist na końcu, a tak to jest malowanie dla malowania, które od początku wiadomo co oznacza, ale nie wiadomo jakie wnioski z tego wyciągnąć, a przynajmniej mnie niespecjalnie te opisy zainspirowały, bo ani nie przedstawiały rzeczywistości, ani niczego o co mógłbym zaczepić jakiś proces analityczny.

Łukasz Zaroda

Plastyczne opisy, niestety wymagają dopracowania językowego – szczególnie kłują w oczy liczne powtórzenia, np.:

Obudziło go jasne, kolorowe światło. Początkowo nie chciał otwierać oczu, by sen całkowicie się nie ulotnił. Obrócił się na drugi bok, a jasność rozbłysła ze zdwojoną siłą. Uchylił powieki, a to, co zobaczył wprawiło go w osłupienie. Leżał na trawie pośrodku leśnej polany. Nie była to jednak zwykła łąka. Wszystko co się na niej znajdowało emanowało światłem tak jasnym, że aż sprawiającym ból. Trawa jarzyła się jaskrawym odcieniem zieleni, pnie drzew brązowym, a owady z daleka wyglądały jak małe żaróweczki unoszące się w powietrzu i przysiadające na kolorowych kwiatach świecących jak reflektory. Nie było widać słońca, a mimo to było jasno. Niebo miało kolor jasnego, fosforyzującego błękitu,

Do byłozy, zaimkozy i sięozy dochodzi zatem jasnoza :)

 

Pozdrawiam!

 

Witaj.

Opis fantastycznego świata, krótki, ale taki był – jak rozumiem – w zamierzeniu. 

Szczególnie w pamięci utkwił mi ten zaskakujący pomysłowością fragment:

Niekończący się ciąg zero-jedynkowy poruszał się wewnątrz roślin jak krew.

Wyobraźnia ma tu szerokie pole do popisu. :)

 

Warto zwrócić uwagę na wspomniane już powtórzenia. Np. wyraz emanować, odmieniany i stosowany w tak niewielkim szorcie dość często. 

 

Pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Nowa Fantastyka