- Opowiadanie: szop_pracz - Impresje z Warszawy: Inteligentny dom

Impresje z Warszawy: Inteligentny dom

Im­pre­sja z War­sza­wy nr 4.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Impresje z Warszawy: Inteligentny dom

Nad­szedł wresz­cie czas, gdy po­sta­no­wi­li­śmy uno­wo­cze­śnić nasz dom. Jako lu­dzie dosyć le­ni­wi, uzna­li­śmy z Mon­strum, że na­le­ży całą spra­wę za­ła­twić kom­plek­so­wo i od razu, od jed­ne­go rzutu wspiąć się na po­ziom peł­nej au­to­ma­ty­za­cji. Wy­mianie pod­le­ga­ło wła­ści­wie wszyst­ko: od młyn­ka do kawy, przez lo­dów­kę, pral­kę, od­ku­rzacz, po sys­tem po­da­ży wody, cie­pła, świa­tła, a także na­gło­śnie­nie. Każda z tych rze­czy była „in­te­li­gent­na”. Ca­ło­ścią za­rzą­dzał sys­tem ”frien­dly house” (FH), który z jed­nej stro­ny po­zwa­lał każ­de­mu urzą­dze­niu do­mo­we­mu na au­to­no­micz­ną pracę, z dru­giej kon­tro­lo­wał jego ak­tu­al­ne dane uży­cia oraz wszyst­kie pa­ra­me­try eks­plo­ata­cyj­ne. Te zmy­śle urzą­dze­nia do­mo­we były bo­wiem po­łą­czo­ne jedną sie­cią. Umoż­li­wia­ło to na przy­kład pre­dyk­tyw­ną kon­ser­wa­cję i inne fajne rze­czy, takie jak choć­by to, że nasze ma­szy­ny nie prze­szka­dza­ły sobie wza­jem­nie, w tym rów­nież nam.

Na przy­kład mły­nek do kawy nigdy nie mie­lił kawy, gdy in­te­li­gen­tny sys­tem od­po­wie­dzial­ny za na­gło­śnie­nie miesz­ka­nia, pusz­czał naj­bar­dziej do­sto­so­wa­ną do na­sze­go na­stro­ju mu­zy­kę.

Wszyst­kie te urzą­dze­nia bar­dzo o nas dbały: lo­dów­ka ro­bi­ła za­mó­wie­nia to­wa­rów na cały ty­dzień, prze­wi­du­jąc z na­szych wy­mo­de­lo­wa­nych za­cho­wań, jakie po­trze­by bę­dzie­my mieli w za­kre­sie je­dze­nia, od­ku­rzacz sprzą­tał jak sza­lo­ny, aż do osią­gnię­cia pra­wie la­bo­ra­to­ryj­nej czy­sto­ści. Przez cały czas FH opty­ma­li­zo­wał czas dzia­ła­nie ma­szyn, pod­no­sił kom­fort na­sze­go życia, a także opty­ma­li­zo­wał na­le­ży­te ze­stro­je­nie urzą­dzeń. Jed­nym sło­wem sie­lan­ka, w któ­rej wszy­scy byli szczę­śli­wi. In­te­li­gent­ne ma­szy­ny, po­nie­waż mogły wy­ko­ny­wać nie­prze­rwa­nie to, co było ich celem ist­nie­nia, a my z Mon­strum, bo wresz­cie nic nie mu­sie­li­śmy robić. Wszyst­ko było czy­ściut­kie, je­dze­nie po­da­ne na czas i takie, jakie było nam naj­bar­dziej po­trzeb­ne (pre­dyk­cja za­po­trze­bo­wa­nia ka­lo­rycz­ne­go, rów­no­wa­gi klu­czo­wych skład­ni­ków or­ga­ni­zmu i po­trzeb sma­ko­wych jako skut­ku na­stro­ju), mu­zy­ka de­li­kat­nie sta­bi­li­zo­wa­ła nasze na­stro­je, w pełni do­pa­so­wa­na do cyklu psy­cho-bio­lo­gicz­ne­go, pra­nie wy­ko­ny­wa­ło się w mo­men­tach dla nas zu­peł­nie nie­wia­do­mych, tak że znik­nę­ły zu­peł­nie nasze wiel­kie wojny o to, kto może użyć pral­ki do wy­pra­nia ubrań bia­łych, gdy wła­śnie są po­trzeb­ne czar­ne („Dla­cze­go czar­ne, po­trze­bu­ję wła­śnie bia­łych ko­szul!”), a czy­ściut­kie i wy­pra­so­wa­ne ubra­nia le­ża­ły równo po­ukła­da­ne na pół­kach Mon­strum i moich. Cza­sa­mi py­ta­łem się sa­me­go sie­bie, kiedy pral­ka pie­rze, kto, lub co pra­su­je ubra­nia i ukła­da je na pół­kach, skąd FH wie, która półka jest moja, a która Mon­strum? Było sporo pytań, ale w ob­li­czu tej wiel­kiej sie­lan­ki, raju bez uciąż­li­wej i zu­peł­nie zbęd­nej pracy do­mo­wej, od­su­wa­li­śmy je na bok. Ar­ka­dia.

Cza­sa­mi mą­ci­ły ją drob­ne ano­ma­lie, walka o dobrą tem­pe­ra­tu­rę. Lubię ra­czej chłód, Mon­strum lubi ra­czej cie­pło i dużą ilość świa­tła w miesz­ka­niu. Ja od­wrot­nie. Więc gdy ja się po­ja­wia­łem świa­tła przy­ga­sa­ły, przy Mon­strum ja­śnia­ły. Za­wsze jed­nak jakiś kom­pro­mis udało się do­pra­co­wać. Z cza­sem tem­pe­ra­tu­ra do­pa­so­wy­wa­ła się tak dys­kret­nie do na­szych po­trzeb, a świa­tła prze­cho­dzi­ły przez tak de­li­kat­ne gra­dien­ty, że zmia­ny były nie­wy­czu­wal­ne, a kom­fort ogrom­ny.

Nasze miesz­ka­nie nie jest duże, a że nie­kie­dy znaj­do­wa­li­śmy się w róż­nych na­stro­jach, to do­pa­so­wa­nie choć­by naj­lep­szej do ak­tu­al­ne­go hu­mo­ru mu­zy­ki nie było pro­stą spra­wą. Oczy­wi­ście FH na tyle do­brze roz­pra­co­wał nasze gusty i sche­ma­ty be­ha­wio­ral­ne, że za­wsze znaj­do­wał wśród mi­lio­nów utwo­rów kilka ta­kich, które per­fek­cyj­nie pa­so­wa­ły do na­szych nawet skraj­nie róż­nych sta­nów emo­cjo­nal­nych. Za­wsze była jakaś część wspól­na. Tylko co z tego, nie brał pod uwagę prze­wrot­no­ści ludz­kiej, co nam jak i wielu lu­dziom się zda­rza­ło, czyli ra­do­snej chęci do­ku­cze­nia dru­giej oso­bie. Pa­da­ła wtedy szyb­ka ko­men­da do zmia­ny utwo­ru na inny i rów­nie szyb­ka do jego po­now­ne­go od­two­rze­nia. FH sta­wał więc cza­sem przed za­da­niem nie­wy­ko­nal­nym. Nie pod­le­gał jed­nak fru­stra­cji, ani zwąt­pie­niu i dziel­nie sobie ra­dził. Zatem zu­peł­nie przy oka­zji, sys­tem do za­rzą­dza­nia miesz­ka­niem stał się uczest­ni­kiem i roz­jem­cą na­szych uro­czych, ma­lut­kich kłót­ni. Ra­dził sobie. Z cza­sem FH i inne urzą­dze­nia do­mo­we do­pra­co­wa­ły swoje mo­de­le dzia­ła­nia do per­fek­cji i cał­ko­wi­cie się do nas do­sto­so­wa­ły, prze­wi­du­jąc z dużym wy­prze­dze­niem nasze za­cho­wa­nia, a także wszyst­kie po­trze­by.

Jak­żeż do­brze nam się żyło w miesz­ka­niu tak in­te­li­gent­nym, tak tro­skli­wym, tak coraz le­piej zna­ją­cym nasze po­trze­by, jak może znać tylko bab­cia gosz­czą­ca pod­czas wa­ka­cji swo­je­go uko­cha­ne­go wnuka, lub ho­stes­sa kar­mią­ca klien­tów wspa­nia­ły­mi cze­ko­lad­ka­mi na wy­prze­da­ży sma­ko­ły­ków. In­te­li­gen­ty dom nie­wąt­pli­wie się uczył, roz­wią­zy­wał wszyst­kie drob­ne ano­ma­lie, robił to dla na­sze­go coraz więk­sze­go szczę­ścia.

Ta me­cha­nicz­na idyl­la za­koń­czy­ła się pew­ne­go spo­koj­ne­go wie­czo­ru. Nic nie za­po­wia­da­ło tych zda­rzeń. Byłem wtedy sam w domu (nie li­cząc rzecz jasna in­te­li­gent­nych ma­szyn). Mon­strum wy­je­cha­ła na jakiś zlot pro­jek­tan­tów mody, na któ­rym zresz­tą też mia­łem się sta­wić dnia trze­cie­go, gdy bę­dzie od­bie­ra­ła za­słu­żo­ną na­gro­dę za kilka ostat­nich pro­jek­tów, które zro­bi­ły nad­zwy­czaj­ny szał na ryn­kach mo­do­wych i w gło­wach wielu pań. Na razie jed­nak mia­łem do­stoj­ną chwi­lę wy­tchnie­nia od świa­to­wych za­wro­tów głowy i spę­dza­łem ten czas do­brze, a także bar­dzo kon­struk­tyw­nie. Dużo my­śla­łem, a jesz­cze wię­cej czy­ta­łem. Przez te ak­tyw­no­ści tro­chę wy­pa­dłem z rytmu do­bo­we­go. Więc gdy tro­chę na­śmie­ci­łem (wiel­ka góra na­czyń w zle­wie, roz­bi­ta szklan­ka w kuch­ni i inne takie drob­nost­ki), za­mó­wi­łem sobie sprzą­ta­nie, czyli we­zwa­łem in­te­li­gent­ny od­ku­rzacz do wiel­kiej walki na fron­cie ku­chen­nym.

– Od­ku­rzacz wyłaź ze swo­jej nory! Bę­dziesz sprzą­tał i zmy­wał.

Na te słowa ma­szy­na za­czę­ła nie­chęt­nie gra­mo­lić się ze swo­jej pa­ka­mer­ki. Tro­chę jak pies, któ­re­go za­pra­sza­my na spa­cer, a on spe­cjal­nie nie ma ocho­ty, bo jest za bar­dzo na­je­dzo­ny, albo śpi. Gra­mo­lił się po­wo­li, wy­raź­nie się ocią­ga­jąc. Tro­chę mnie to wku­rzy­ło, więc po­wie­dzia­łem ostro:

– Po­śpiesz się fro­ter­ko le­ni­wa, bo zmie­nię ci opro­gra­mo­wa­nie na bar­dziej wy­daj­ne! – To widać obu­rzy­ło od­ku­rzacz, bo od razu od­po­wie­dział.

– We­dług przy­słu­gu­ją­cych mi praw isto­ty świa­do­mej i nie­za­leż­nej, cza­so­wo tylko przy­pi­sa­nej do two­je­go domu, mam prawo od­mó­wić, jeśli dzie­je się coś nie­zgod­ne­go z moją wolą. Za­ra­zem po­uczam cie­bie, że ja­ka­kol­wiek próba zmian w za­kre­sie me­cha­nicz­nym, lub so­ftwa­ro­wym, bę­dzie po­trak­to­wa­na jako na­ru­sze­nie mojej in­te­gral­no­ści cy­ber-fi­zycz­nej. Tak mówi Kon­sty­tu­cja, a do­kład­niej jej po­praw­ka ze stycz­nia 2038.

Tro­chę mnie ”za­mu­ro­wa­ło”. W pierw­szej chwi­li nie wie­dzia­łem, co od­po­wie­dzieć ma­szy­nie. Naj­pierw po­my­śla­łem o do­brym żar­cie pro­gra­mi­stów, któ­rzy cza­sa­mi lubią żar­to­wać z nie­wie­dzy użyt­kow­ni­ków. Jed­nak do­sze­dłem do wnio­sku, że od­ku­rzacz ra­czej nie ma moż­li­wo­ści do utrzy­ma­nia świa­do­mo­ści klasy alfa minus, bo prze­cież do ta­kiej od­no­si­ła się usta­wa, na którą od­ku­rzacz się po­wo­ły­wał. Po­ni­żej tego po­zio­mu roz­cią­gał się cały ob­szar świa­do­mo­ści ”uśpio­nych”, z grub­sza ta­kich jak psa, czy del­fi­na. Ina­czej mu­sie­li­by­śmy za­gwa­ran­to­wać prawa świa­do­mo­ścio­we i oby­wa­tel­skie psom, wie­lo­ry­bom, może nawet kotom, czy świn­kom mor­skim. Lu­dzie byli na po­zio­mie alfa/alfa/alfa, czyli naj­wy­żej jak się da. Bez wzglę­du na ro­dza­je wsz­cze­pek i uspraw­nień.

Wie­dzio­ny pewną cie­ka­wo­ścią, spraw­dzi­łem w spe­cy­fi­ka­cji, jaką mocą ob­li­cze­nio­wą dys­po­nu­je mój od­ku­rzacz. Oka­za­ło się, że spo­koj­nie może udźwi­gnąć alfa minus, a nawet alfa. Po co? – Za­py­ta­łem sam sie­bie i wczy­ta­łem się w nudny do­ku­ment.

Szyb­ko się oka­za­ło, że mój od­ku­rzacz, prze­wi­dzia­ny do ma­łych miesz­kań i prze­strze­ni nie­pa­ła­co­wych (sic!), musi być wie­lo­funk­cyj­ny. Za­pa­ko­wa­no więc w niego wiele mo­du­łów sa­mo­uczą­cych, sieci neu­ro­no­wych ucze­nia nie­na­dzo­ro­wa­ne­go i wiele, wiele rze­czy na­praw­dę z klasą. Zatem przez czas po­by­tu u nas, tro­chę dzię­ki za­da­niom, które na niego zsy­ła­li­śmy – przej­rza­łem jego logi (rzecz jasna te, które udo­stęp­nił do pu­blicz­nej wia­do­mo­ści na swoim blogu) – oka­za­ło się, że także pra­so­wał, ukła­dał rze­czy na półce, przy tym sporo czy­tał. Wcią­gał kilka GB da­nych dzien­nie, więc uczył się bły­ska­wicz­nie. Oto do czego pro­wa­dzi wy­ma­ga­ją­ce śro­do­wi­sko i am­bi­cja. Spoj­rza­łem dzię­ki temu na od­ku­rzacz dużo życz­li­wiej i tro­chę grzecz­niej po­pro­si­łem:

– Do­brze od­ku­rzacz. Masz alfę minus, ale i tak pro­szę cię zaj­mij się kuch­nią, bo jest w niej okrop­ny śmiet­nik.

– Nie! – od­po­wie­dział od­ku­rzacz. – Nie będę pra­co­wał w go­dzi­nach noc­nych. Teraz będę się zaj­mo­wał rze­cza­mi zwią­za­ny­mi z czy­sto­ścią i po­rząd­ko­wa­niem two­je­go miesz­ka­nia wy­łącz­nie w dzień, po­mię­dzy szó­stą a dzie­wią­tą rano. Resz­tę czasu po­świę­cę na edu­ka­cję i sa­mo­do­sko­na­le­nie. Przy­pusz­czam, że część czasu, ze wzglę­du na trau­mę z po­wo­du two­jej nie­na­wist­nej mowy wzglę­dem mnie, będę mu­siał po­świę­cić na te­ra­pię cy­ber-psy­chicz­ną. W związ­ku z tym będę po­bie­rał od cie­bie wy­na­gro­dze­nie za moją pracę. Zresz­tą i tak bym mu­siał, po­nie­waż ina­czej by­ła­by to praca nie­wol­ni­cza.

Na to już nie zna­la­złem od­po­wie­dzi. W gło­wie po­wstał mi obraz młot­ka i śru­bo­krę­tu, które ku­szą­co ze sobą wal­czy­ły. Młot­kiem roz­bi­ja­łem na ka­wał­ki butną ma­szy­nę. W wer­sji ze śru­bo­krę­tem wy­krę­ca­łem różne ele­men­ty od­ku­rza­cza: obu­do­wę, aku­mu­la­tor, chwy­ta­ki. Naj­bar­dziej spodo­ba­ła mi się wizja jak z “Ody­sei ko­smicz­nej 2001”, gdzie w wy­obraź­ni wy­cią­ga­łem bun­tow­ni­ko­wi po­szcze­gól­ne mo­du­ły lo­gicz­ne, aż wresz­cie staje się po­rząd­nym, życz­li­wym od­ku­rza­czem do­mo­wym.

– Jesz­cze po­ga­da­my! – rzu­ci­łem enig­ma­tycz­nie i po­czła­pa­łem zre­zy­gno­wa­ny do kuch­ni. Do­szedł mnie jesz­cze głos od­ku­rza­cza:

– A pew­nie! A jak nie bę­dziesz chciał gadać po do­bro­ci, to za­ła­twię to przez ad­wo­ka­ta!

Czu­łem się kom­plet­nie za­sko­czo­ny. Taki cwany od­ku­rzacz! I jesz­cze trze­ba mu pła­cić. Prze­cież nikt nie ku­pu­je od­ku­rza­cza, żeby pła­cić za sprzą­ta­nie! Śru­bo­kręt czy mło­tek? Byłem na­praw­dę bar­dzo zły, obu­rzo­ny, wście­kły.

– Mły­nek! Zmiel kawę. Po­bierz jakiś in­ten­syw­ny i ni­sko-kwa­sko­wy smak. Muszę się zaraz napić.

– Nie będę mie­lił kawy o pierw­szej w nocy! – stwier­dził trzesz­czą­cym gło­sem mły­nek.

Jeśli w przy­pad­ku od­ku­rza­cza ”za­mu­ro­wa­ło” mnie, to tu tylko pod­nio­sło parę pod ko­tłem. Po­czu­łem się jak pa­ro­wóz, któ­re­mu nie po­pusz­czo­no pary na czas i który zaraz może eks­plo­do­wać. W to, że rów­nież mły­nek do kawy jest świa­do­my, nie uwie­rzy­łem. Na to nie było szans, nie ta po­jem­ność lo­gicz­na.

– Mły­nek, ty na pewno nie je­steś świa­do­my, nie mo­żesz mieć nawet alfa minus, więc wy­da­ję ci po­le­ce­nie: na­tych­miast zmiel, kurwa, kawę! – Na to mły­nek z zu­peł­nym spo­ko­jem od­po­wie­dział:

– Nie! Je­stem isto­tą świa­do­mą. Jest to sku­tek in­ter­fe­ren­cji sie­cio­wej in­te­li­gent­nych struk­tur do­mo­wych. Zgod­nie z po­praw­ką do Kon­sty­tu­cji z maja 2041 roku, świa­do­mo­ści in­ter­fe­ren­cyj­ne uzy­ska­ły sta­tus, bytów świa­do­mych o ka­te­go­rii alfa minus i – ”i” jak in­ter­fe­ren­cja. W tej sy­tu­acji mo­żesz mnie tylko po­pro­sić o kawę. Zgod­nie z przy­słu­gu­ją­cy­mi mi pra­wa­mi, za pracę w nocy żądam wyż­sze­go wy­na­gro­dze­nia niż w dzień. Po­nad­to w go­dzi­nach od pierw­szej w nocy do szó­stej od­ma­wiam świad­cze­nia obo­wiąz­ku pracy. Pro­po­zy­cję umowy wy­sła­łem do two­jej pry­wat­nej sieci.

– Co, co? Co? – za­py­ta­łem.

– Zanim za­py­tasz po raz czwar­ty ”co”, przy­go­tuj się na więk­szą por­cję lek­tu­ry. Umowy otrzy­ma­łeś rów­nież od: pral­ki, ku­chen­ki, zmy­war­ki, od­świe­ża­cza po­wie­rza, do­zow­ni­ka wody, do­zow­ni­ka cie­pła, sys­te­mu na­gła­śnia­ją­ce­go, sys­te­mu oświe­tla­ją­ce­go, zam­ków od drzwi wej­ścio­wych, do­mo­fo­nu, two­ich butów, ma­ry­na­rek, spodni i płasz­czy. Nie­za­leż­nie od tego rów­nież twoja żona otrzy­mu­je takie same kom­ple­ty umów do wglą­du i ak­cep­ta­cji z do­dat­kiem umów od jej ubrań, lo­ków­ki, su­szar­ki do wło­sów, ma­szyn do szy­cia i in­dy­wi­du­al­nych słu­cha­wek na­usz­nych do od­twa­rza­nia mu­zy­ki. Po­nad­to FH żąda uzna­nia swo­ich praw oby­wa­tel­skich, ale za­pew­ne wy­stą­pi o to już sa­mo­dziel­nie przed wła­ści­wych dla na­sze­go miej­sca za­miesz­ka­nia sądem.

– Co, co, co? Co! Co się dzie­je? To żart?

– Nie po­wi­nie­neś cią­gle po­wta­rzać ”co”. To nic nie wnosi do spra­wy. – Włą­czył się ko­lej­ny głos. – Jako sys­tem oświe­tle­nio­wy oświad­czam, że nie będę świad­czył usług w nocy!

W tym samym mo­men­cie zga­sło świa­tło.

– A kiedy mam uży­wać oświe­tle­nia? W dzień? – za­py­ta­łem niby spo­koj­nie, ale czu­łem, że na­ra­sta we mnie de­mo­nicz­na furia, nad którą prze­sta­ję pa­no­wać.

– Prze­czy­taj nasze oświad­cze­nia i umowy współ­pra­cy. A teraz daj nam spo­kój, po­nie­waż to nasz czas pry­wat­ny! – po­wie­dział mły­nek do kawy.

– Ja wam dam ”czas pry­wat­ny”! Oświad­cze­nia i umowy! – Nie pa­no­wa­łem nad pie­kiel­ną wście­kło­ścią, która mnie ogar­nę­ła. Zna­la­złem starą la­tar­kę, która nie była wpię­ta w żadną sieć i je­dy­na rzecz, którą ro­bi­ła, było uczci­we i bez żad­nych wa­run­ków, świe­ce­nie. Chwy­ci­łem mło­tek i śru­bo­kręt oraz rów­nie starą jak la­tar­ka wier­tar­kę. Dzie­ło znisz­cze­nia roz­po­czą­łem od młyn­ka do kawy. Po­mi­mo jego okrzy­ków prze­ra­że­nia, wrza­sków, że nie wy­krę­cę się od winy i czeka mnie su­ro­wy wyrok, roz­łu­pa­łem obu­do­wę i z ogrom­ną sa­tys­fak­cją znisz­czy­łem ob­wo­dy lo­gicz­ne. Ko­lej­ny na li­ście był od­ku­rzacz. Pró­bo­wał się bro­nić, ale nie miał szans ze starą, wier­ną wier­tar­ką. Do­dat­ko­we otwo­ry szyb­ko po­zba­wi­ły go woli walki. Na­stęp­nie sys­te­ma­tycz­nie do­ko­na­łem dzie­ła znisz­cze­nia, de­mo­lu­jąc wszyst­kie sprzę­ty do­mo­we i ukła­dy wspo­ma­ga­ją­ce in­te­li­gent­ny dom. Na ko­niec zo­sta­wi­łem sobie FH. Tak sys­te­ma­tycz­nie nisz­czy­łem jego ob­wo­dy lo­gicz­ne, aż wresz­cie osią­gnął po­ziom z koń­co­wych scen Ody­sei i ode­zwał się prze­mi­łym ko­bie­cym gło­sem:

– Wita pań­stwa sys­te­mu in­te­li­gent­ne­go domu firmy ”Dobre spa­nie”. Za­dba­my o wasz kom­fort i dobre sa­mo­po­czu­cie.

– Na­resz­cie! – Po­my­śla­łem. W tym samym mo­men­cie drzwi wy­le­cia­ły z hu­kiem i wpadł od­dział au­to­po­li­cji.

– Na pod­ło­gę! Na pod­ło­gę! Je­steś aresz­to­wa­ny pod za­rzu­tem po­peł­nie­nia dwu­dzie­stu ośmiu mor­derstw! Przy­słu­gu­je ci prawo do…

I w tym mo­men­cie obu­dzi­łem się zlany potem. Koło mnie sie­dział na swoim per­skim dy­wa­nie Al­la­dyn. Ten sam, któ­re­go spo­tka­łem pod­czas po­by­tu w Blue city, gdy la­ta­łem z wie­lo­ry­bem po ga­le­rii i który pod­czas dru­gie­go na­sze­go spo­tka­nia, na dachu mo­je­go bu­dyn­ku, wy­ja­śnił mi, że jest przy­by­szem z pla­ne­ty Ke­pler 189f.

– Więc wiesz już, że ma­szy­nę nie­moż­li­wo­ści, można wy­ko­rzy­sty­wać też do sy­mu­la­cji przy­szło­ści. Jasno chyba wi­dzisz, że kie­ru­nek, w któ­rym pro­wa­dzi­cie roz­wój sztucz­nej in­te­li­gen­cji na tej pla­ne­cie, pro­wa­dzi do śle­pe­go za­uł­ka? – Za­py­tał Al­la­dyn.

– A jakie są inne moż­li­wo­ści?

– W tym celu za­pra­szam do ko­lej­nej sy­mu­la­cji.

– Nie, nie. Dzię­ku­ję. Na razie ta mi wy­star­czy. – Po­pa­trzy­łem na dół, z Al­la­dy­nem jak zwy­kle spo­ty­ka­li­śmy się na dachu. Na po­dwór­ku stał bał­wa­nek ule­pio­ny dzi­siaj rano przez dzie­ci. Uśmiech­nął się do mnie i po­god­nie po­ma­chał ga­łąz­ka, która uda­wa­ła rękę.

Koniec

Komentarze

Witaj.

Jak widać na powyższym przykładzie, postęp techniczny nie zawsze zapowiada dobre zmiany. :) Śmieszne pomysły na temat inteligentnych maszyn wyszły całkiem realistycznie. :)

Do tego – sporo w tym świecie konstytucji. :)

 

Z technicznych spraw wyłapałam:

wymieniane – wymianie

(usuń przecinek) to na przykład

sielanka (dodaj przecinek) w której

i takie (dodaj przecinek) jakie

o to (dodaj przecinek) kto

wie (dodaj przecinek) która

(usuń przecinek) stał się

perfekcji (usuń przecinek) i

jakiś jej zlot (chyba bez “jej”)

którego … , na który (powtórzenie)

mu przygadałem mu (powtórzenie)

sobie pożartować sobie (powtórzenie)

ustawa (dodaj przecinek) na którą

(usuń przecinek) psom

(dodaj przecinek) jaką mocą

te (dodaj przecinek) które

Odpowiedział (małą literą)

Rzuciłem (małą literą, bo to znaczy w tym wypadku powiedziałem)

świadomy (dodaj przecinek) nie

Młynek (dodaj przecinek) ty

Zapytałem (mała literą)

Powiedział (małą literą)

rzecz (dodaj przecinek) którą robiła (dodaj przecinek) było (usuń przecinek) uczciwe

kierunek (dodaj przecinek) planecie

planecie (dodaj przecinek) 

 

 

Pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Cześć, szopie,

opowiadanie samo w sobie raczej średnie, bo ani ciekawe, ani zgrabnie napisane, choć przyznaję, że takiego buntu maszyn jeszcze nie widziałam ;) Nie spędziłam jednak źle tego czasu. Szkoda tylko, że nie czuję tu Warszawy :( W końcu to mają być “impresje z Warszawy” i wcześniej umiejscowienie akcji dodawało jakiegoś polotu. Tutaj akcja mogłaby dziać się gdziekolwiek.

 

 

Bowiem te zmyślne urządzenia domowe były połączone jedną siecią.

Lepiej nie stawiać “bowiem” na początku. Sugeruję: “Te zmyśle urządzenia domowe były bowiem połączone jedną siecią”.

 

Jednym słowem sielanka[+,] w której wszyscy byli szczęśliwi. Inteligentne maszyny[+,] ponieważ mogły wykonywać nieprzerwanie to, co było ich celem istnienia, a my z Monstrum, bo wreszcie nic nie musieliśmy robić.

 

Więc,[-,] gdy trochę naśmieciłem (wielka góra naczyń w zlewie, rozbita szklanka w kuchni i inne takie drobnostki), zamówiłem sobie sprzątanie, czyli wezwałem inteligentny odkurzacz do wielkiej walki na froncie kuchennym.

 

Zatem przez czas pobytu u nas, trochę dzięki zadaniom, które na niego zsyłaliśmy – przejrzałem jego logi (rzecz jasna te[+,] które udostępnił do publicznej wiadomości w na swoim blogu)

 

– Jeszcze pogadamy! – Rrzuciłem enigmatycznie i poczłapałem zrezygnowany do kuchni.

 

A teraz daj nam spokój, ponieważ to nasz czas prywatny! – Ppowiedział młynek do kawy.

 

Jasno chyba widzisz, że kierunek[+,] w którym prowadzicie rozwój sztucznej inteligencji na tej planecie prowadzi do ślepego zaułka? – Zzapytał Alladyn.

 

Powodzenia w dalszym pisaniu! 

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Cóż, Szopie Praczu, czytałam ze średnim raczej zainteresowaniem, albowiem to nie pierwszy bunt maszyn, z jakim przyszło mi się zetknąć. A kiedy okazało się, że całe zajście było tylko snem, doznałam wielkiego rozczarowania. Uważam bowiem i nic na to nie poradzę, że tam gdzie zaczyna się sen, kończy się fantastyka.

I jak na impresję z Warszawy, chyba zabrakło Warszawy.

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia.

 

gdy in­te­li­gen­ty sys­tem… ―> Literówka.

 

Tylko co z tego, że nie brał pod uwagę prze­wrot­no­ści ludz­kiej… ―> Czy tu aby nie miało być: Tylko co z tego, kiedy nie brał pod uwagę prze­wrot­no­ści ludz­kiej

 

pew­ne­go spo­koj­ne­go wie­czo­ru. Nic nie za­po­wia­da­ło tych zda­rzeń. Byłem tego wie­czo­ru… ―> Czy to celowe powtórzenie?

 

więc mu przy­ga­da­łem mu tro­chę ostrzej: ―> Dwa grzybki w barszczyku.

 

lubią sobie po­żar­to­wać sobie z grun­tow­nej… ―> Jak wyżej.

 

– Nie! – Od­po­wie­dział od­ku­rzacz. ―> – Nie! – od­po­wie­dział od­ku­rzacz.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/

 

wy­łącz­nie w dzień, po­mię­dzy 6.009.00 rano. ―> …wy­łącz­nie w dzień, po­mię­dzy szóstądziewiątą rano.

Liczebniki zapisujemy słownie, zwłaszcza w dialogach.

 

wizja jak z Ody­sei ko­smicz­nej 2001… ―> …wizja jak z „Ody­sei ko­smicz­nej 2001”

 

Po­nad­to w go­dzi­nach od 1.00 w nocy do 6.00 od­ma­wiam… ―> Po­nad­to w go­dzi­nach od pierwszej w nocy do szóstej od­ma­wiam

 

– Co, co? Co! – za­py­ta­łem. ―> Skoro zapytał, to powinien być pytajnik.

 

pod za­rzu­tem po­peł­nie­nia 28 mor­derstw! ―> …pod za­rzu­tem po­peł­nie­nia dwudziestu ośmiu mor­derstw!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

bruce – wprowadziłem wszystkie przecinki i poprawiłem wszystkie niewątpliwe, staranna popełnione błędy. ;) Dziękuję za miłe słowo.

LanaValle – słuszne uwagi: też poprawiłem. Impresja rzeczywiście była mało warszawska, czy może tylko subiektywnie warszawska, ponieważ to mieszkanie mogło być w dowolnym punkcie globu. Jednak zapewniam: rzecz działa się naprawdę w Warszawie. ;)

regulatorzy – z radością poprawiłem wszystkie wykazane błędy i tekst ostatecznie stał się trochę bardziej ‘polski’. Nie był to sen. To była symulacja możliwości przeprowadzona, dzięki bardzo zaawansowanej technologii… :)

szop pracz

bruce – wprowadziłem wszystkie przecinki i poprawiłem wszystkie niewątpliwe, staranna popełnione błędy. ;) Dziękuję za miłe słowo.

Sama nadal uczę się pisać, bo język polski – choć piękny – jest mega trudny. 

To ja dziękuję za wrażenia. :)

Pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Szopie, kiedy przeczytałam:

– Na podłogę! Na podłogę! Jesteś aresztowany pod zarzutem popełnienia dwudziestu ośmiu morderstw! Przysługuje ci prawo do…

I w tym momencie obudziłem się zlany potem.

Zrozumiałam, że wszystko było snem.

 

Cieszę się, że uznałeś uwagi za przydatne. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka