- Opowiadanie: Simeone - Granica wyobraźni

Granica wyobraźni

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

Finkla, katia72

Oceny

Granica wyobraźni

– Znasz plan, praw­da? – za­py­tał męż­czy­zna o zim­nym spoj­rze­niu.

 Osoba, do któ­rej ad­re­so­wa­ne było py­ta­nie po­ki­wa­ła głową na znak, że zna plan, po czym za­ło­ży­ła czap­kę z dasz­kiem z na­pi­sem: PO­LI­CJA.

– Znam, jed­nak wo­lał­bym zro­bić coś bar­dziej wi­do­wi­sko­we­go, Tryhj­ko­enb­ny – od­po­wie­dział bez za­jęk­nię­cia. – Nie wiem… Pu­ścić tą wieś z dymem albo na­słać ze sto me­chów wiel­ko­ści tam­te­go domu.

– Po pierw­sze, nie uży­wa­my tu praw­dzi­wych imion. Ja na­zy­wam się Mi­chał Ró­żal­ski, a ty… – Mi­chał zer­k­nął do no­tat­ni­ka. – A ty na­zy­wasz się Jakub Nowak. Po dru­gie, po­stę­pu­je­my zgod­nie z roz­ka­zem, za­bie­ra­my dziew­czyn­kę z po­wro­tem i nie wzbu­dza­my żad­nych po­dej­rzeń.

 Jakub opu­ścił ką­ci­ki ust, wy­krzy­wia­jąc twarz w gry­ma­sie nie­za­do­wo­le­nia.

 Pod­je­cha­li jesz­cze kil­ka­set me­trów, aż za­trzy­ma­li się przed śred­niej wiel­ko­ści domem, oto­czo­nym nie tylko pło­tem, ale rów­nież wy­so­ki­mi tu­ja­mi. Je­dy­nie brama uchy­la­ła rąbka ta­jem­ni­cy, co kryje się na te­re­nie po­se­sji. Dwój­ka męż­czyzn ubra­na w po­li­cyj­ne stro­je wy­szła z sa­mo­cho­du i za­dzwo­ni­ła do­mo­fo­nem.

– Kto tam? – za­py­tał ko­bie­cy głos zdra­dza­jąc, że do­mo­fon nie po­sia­da ka­me­ry.

– Po­li­cja – po­wie­dział gło­śno i wy­raź­nie Mi­chał.

– Mój Boże! Co się stało?

– Za chwi­lę od­po­wiem na te py­ta­nia, ale naj­pierw może pani ze­chcia­ła­by nas wpu­ścić?

 Do­mo­fon za­brzę­czał, a furt­ka otwo­rzy­ła się.

 Męż­czyź­ni wkro­czy­li na pod­jazd bacz­nie ob­ser­wu­jąc teren do­oko­ła nich, jed­nak nie zna­leź­li ni­ko­go, poza zwy­czaj­nym, czar­nym kotem. We­szli na we­ran­dę i za­pu­ka­li do drzwi, które uchy­li­ły się po chwi­li.

– Dzień dobry, star­szy aspi­rant po­li­cji Mi­chał Ró­żal­ski – po­wie­dział męż­czy­zna po­ma­chu­jąc le­gi­ty­ma­cją po­li­cyj­ną. – A to jest mój part­ner, młod­szy aspi­rant Jakub Nowak.

 Drugi po­li­cjant rów­nież po­ka­zał le­gi­ty­ma­cję.

– Dla­cze­go tu przy­cho­dzi­cie, pa­no­wie? – za­py­ta­ła ko­bie­ta. Wy­glą­da­ła na za­nie­po­ko­jo­ną.

– Cho­dzi o pani dzie­ci – po­wie­dział Jakub wolno, jakby miał pro­blem z mó­wie­niem.

– Oh! Czy coś się im stało?! – Ko­bie­ta prak­tycz­nie wy­krzy­cza­ła słowo „stało”. Po­li­cjan­ci za­uwa­ży­li rów­nież, że jej twarz po­bla­dła.

– Nie, nic się im nie stało – uspo­ko­ił ją Mi­chał. – Chcie­li­śmy je­dy­nie z nimi po­roz­ma­wiać.

– Dla­cze­go?

– Kilka dni temu w szko­le do­szło do na­pa­du. Jeden z uczniów gro­ził dru­gie­mu, do­szło do krwa­wej bójki. Szu­ka­my świad­ków.

– Moje dzie­ci po­wie­dzia­ły­by mi o czymś takim.

– Jest pani pewna?

 Ko­bie­ta nie od­po­wie­dzia­ła, je­dy­nie uśmiech­nę­ła się wsty­dli­wie, co ozna­cza­ło: „Nie, nie je­stem pewna”.

– Gdzie są dzie­ci? – za­py­tał Jakub.

– Bawią się na placu zabaw w szko­le. Mo­że­cie im po­wie­dzieć, żeby przy­szli. Na­zy­wa­ją się Adam i Maja. Zresz­tą… po pro­stu po­ka­żę wam, jak wy­glą­da­ją. – Ko­bie­ta wy­ję­ła z kie­sze­ni te­le­fon. – Wi­dzi­cie? To jest Adam, a to jest Maja.

– Jasne.

 Mi­chał zszedł z we­ran­dy i po­szedł w kie­run­ku szko­ły.

 Jakub po­sta­no­wił po­cze­kać w domu.

 

***

 

 Adam bujał się na huś­taw­ce, gdy jego sio­stra, Maja, po­wie­dzia­ła mu, że idzie do Wy­obraź­ni. Z per­spek­ty­wy Adama i in­nych osób, które na nią pa­trzy­ły, nie znik­nę­ła nawet na chwi­lę, cho­ciaż tak na­praw­dę spę­dzi­ła tam o wiele wię­cej czasu.

– Byłam tam dwie go­dzi­ny – po­wie­dzia­ła. – Chcesz już wra­cać?

 Chło­piec po­krę­cił prze­czą­co głową.

– Ehhh – wes­tchnę­ła dziew­czyn­ka.

 Na plac zabaw wszedł po­li­cjant, co zwró­ci­ło uwagę Mai. Co on tutaj robi? – po­my­śla­ła. Jesz­cze bar­dziej zdzi­wi­ła się, gdy męż­czy­zna pod­szedł nie do kogo in­ne­go, tylko do niej.

– Na­zy­wasz się Maja? – Po­li­cjant po­pa­trzył na chłop­ca. – A ty, Adam, tak?

– Tak – od­po­wie­dzia­ła dziew­czyn­ka, na jej twa­rzy od­ma­lo­wał się nie­po­kój. – Coś się stało?

 Ro­dzi­ce za­wsze uczy­li ją, aby nie roz­ma­wia­ła z ob­cy­mi, jed­nak tym razem uzna­ła, że może zro­bić wy­ją­tek. W końcu to po­li­cjant.

– Wasi ro­dzi­ce mó­wi­li, żebyś po­szła do domu razem z bra­tem. Poza tym, mu­si­my z wami o czymś po­roz­ma­wiać.

– D…do…do­brze – wy­du­ka­ła Maja, jesz­cze bar­dziej zdzi­wio­na.

 Ode­szła w stro­nę domu razem z Ada­mem, a Mi­chał ru­szył za nimi.

 

***

 

 Adam wbiegł na po­dwór­ko, jakby się gdzieś śpie­szył. Za nim po­wo­li, nieco ospa­le szła Maja, a jesz­cze wol­niej kro­czył Mi­chał. Kiedy dziew­czyn­ka i po­li­cjant prze­kro­czy­li furt­kę, chło­piec był już w domu i krzy­czał:

– Nie ma ro­dzi­ców!

 Za­nie­po­ko­jo­ny Mi­chał wbiegł do domu, a jesz­cze bar­dziej za­nie­po­ko­jo­na Maja stała, jakby była drze­wem i za­pu­ści­ła ko­rze­nie.

– Gdzieś ty ich za­brał?! – Usły­sza­ła dziew­czyn­ka.

 Ru­szy­ła znowu po­wol­nym, ele­ganc­kim i ci­chym kro­kiem zbli­ża­jąc się do skłó­co­nych part­ne­rów po­li­cyj­nych.

– Po pro­stu… Znik­nę­li! – powiedział Jaukb.

– Jak to znik­nę­li?

– Ode­szli, prze­mi­nę­li z wia­trem i ku­rzem… No dobra, tylko żar­tu­ję… zde­syn­chro­ni­zo­wa­łem ich.

– Zde­syn… To jest łatwa ro­bo­ta! Lu­dzie zo­rien­tu­ją się, że oni znik­nę­li bez śladu!

– O czym mó­wi­cie? – za­py­ta­ła dziew­czyn­ka z cie­ka­wo­ścią prze­bi­ja­ją­cą strach. – Gdzie są ro­dzi­ce?

– Wła­śnie – dodał Adam. – Gdzie?

 Ci po­li­cjan­ci nie wy­glą­da­ją do­brze, po­my­śla­ła Maja. To było nie tylko prze­rzu­cie, ale i praw­dzi­wy za­rzut. Miała do­pie­ro dwa­na­ście lat, jed­nak do­brze wie­dzia­ła, że służ­by mun­du­ro­we są o wiele bar­dziej pro­fe­sjo­nal­ne i od­po­wie­dzial­ne.

 No i co ozna­cza de­syn­chro­ni­za­cja?

 Mi­chał wziął głę­bo­ki od­dech i po­pra­wił swoje blond włosy, a Jakub za­śmiał się.

– Wra­ca­my, do­brze? – po­wie­dział blond włosy po­li­cjant pa­trząc na Maję.

– Dokąd? – za­py­tał Adam.

– Do domu.

 To wy­glą­da coraz go­rzej, po­my­śla­ła dziew­czyn­ka i w tej samej se­kun­dzie uzna­ła, że chce rzu­cić to wszyst­ko, prze­paść na za­wsze w nie­ogra­ni­czo­nym świe­cie, za­miast iść za tymi po­dej­rza­ny­mi oso­ba­mi. Prze­nio­sła się do Wy­obraź­ni, a Jakub z nie­zau­wa­żal­ną dla czło­wie­ka pręd­ko­ścią wyjął pi­sto­let i strze­lił w stro­nę Mai.

 Tylko, że to nie był pi­sto­let.

 

***

 

 Jakub zna­lazł się na roz­le­głym wzgó­rzu, z któ­re­go widać było się­ga­ją­ce ho­ry­zon­tu mia­sto. I nie było to opusz­czo­ne mia­sto, a tęt­nią­ca ży­ciem me­tro­po­lia za­miesz­ka­na przez wy­glą­da­ją­cych re­ali­stycz­nie ludzi. Ubra­ne ko­lo­ro­wo tłumy prze­cha­dza­ły się wiel­ki­mi chod­ni­ka­mi w cie­niu do­się­ga­ją­cych chmur wie­żow­ców. Mię­dzy dwoma ta­ki­mi bu­dyn­ka­mi męż­czy­zna doj­rzał targ.. Była tam osoba, na któ­rej w tam­tej chwi­li za­le­ża­ło mu naj­bar­dziej – Maja.

 Zbiegł po gład­kim pa­gór­ku na ulicę mia­sta. Miał ocho­tę po­znać ten świat, taki po­dob­ny do praw­dzi­we­go, a jed­no­cze­śnie inny w szcze­gó­łach, jed­nak bra­ko­wa­ło mu czasu. Ru­szył więc prze­py­cha­jąc się przez tłum ludzi w stro­nę targu.

Dziew­czę­cy kucyk ginął w masie róż­no­ra­kich po­sta­ci, cza­sa­mi po­ja­wiał się do­brze wi­docz­ny, jed­nak tylko cza­sa­mi.

 Jakub krą­żył po­mię­dzy ko­lo­ro­wy­mi stra­ga­na­mi oglą­da­jąc się we wszyst­kie stro­ny. Żaden z ludzi nie zwró­cił na niego uwagi, co do­pro­wa­dza­ło go do jed­ne­go wnio­sku – Maja umia­ła two­rzyć dobre atra­py i ilu­zje. Ale tylko atra­py i ilu­zje – po­zba­wio­ne in­te­li­gen­cji, nie umie­ją­ce roz­ma­wiać kukły.

 Szyb­ko uznał, że próba zna­le­zie­nia Mai jest jak szu­ka­nie igły w stogu siana. To mia­sto było zbyt ogrom­ne, aby tak po pro­stu kogoś zna­leźć.

 Męż­czy­zna usiadł na chod­ni­ku i za­czął my­śleć, co robić dalej.

 

***

 

 Maja wy­bie­gła z targu two­rząc wokół sie­bie tłumy ludzi, któ­rzy mieli ją za­sła­niać. My­śla­ła czy by nie wy­kre­ować wielu kopii samej sie­bie, ale uzna­ła, że nie ma to więk­sze­go sensu – nagłe po­ja­wie­nie się masy ta­kich sa­mych osób było mało sub­tel­ne i mogło zwró­cić uwagę męż­czy­zny, któ­re­mu nie za­mie­rza­ła ufać.

 Gdy od­da­li­ła się jesz­cze bar­dziej, wy­obra­zi­ła sobie sa­mo­chód (na tyle nie­wiel­ki, aby się­ga­ła do pe­da­łów) i ru­szy­ła jesz­cze szyb­szym tem­pem. Spę­dzi­ła w tym świe­cie masę czasu, więc miała dużo więk­szą wie­dzę niż prze­cięt­na dwu­na­sto­lat­ka.

Za­trzy­ma­ła się wiele ki­lo­me­trów dalej i scho­wa­ła w sza­fie jed­ne­go z setek bliź­nia­czych domów jed­no­ro­dzin­nych. Mam tutaj pe­wien se­kret, po­my­śla­ła, i nie za­wa­ham się go użyć.

 

***

 

 Jakub po­dą­żał chod­ni­kiem wzdłuż cią­gną­cej się przez ki­lo­me­try ga­le­rii han­dlo­wej. Po­dzi­wiał wy­ko­na­ne z roz­ma­chem obiek­ty – drze­wa z ty­sią­ca­mi po­je­dyn­czych list­ków, bu­dow­le pre­zen­tu­ją­ce style róż­nych epok czy mo­nu­men­tal­ne wie­żow­ce, któ­rych czub­ków nie było widać.

 A wokół niego lu­dzie – ko­bie­ta w leg­gin­sach i topie ze słu­chaw­ka­mi w uszach, męż­czy­zna w ko­szu­li, chi­no­sach i pół­bu­tach, chło­piec w krót­kich spoden­kach i bez­rę­kaw­ni­ku.

 Jakub do­tarł do ogrom­ne­go ronda, na któ­re­go środ­ku znaj­do­wał się ró­żo­wy domek. Li­czą­ca za­le­d­wie kilka me­trów wy­so­ko­ści bu­dow­la nieco przy­po­mi­na­ła mu więk­szą wer­sję domu dla lalek. Wszedł do środ­ka, choć nie wie­dział czemu. Po­czuł pewną cie­ka­wość, ale to mu­sia­ło być coś wię­cej. Może prze­czu­cie?

 Gdy otwo­rzył drzwi po­czuł silny, trud­ny do opi­sa­nia za­pach. Nie spo­dzie­wał się tego – w resz­cie świa­ta stwo­rzo­ne­go przez Maję nie czuł żad­nej woni, co mogło wy­ni­kać z nie­wy­star­cza­ją­cych umie­jęt­no­ści dziew­czyn­ki do stwo­rze­nia cze­goś nie­wi­docz­ne­go dla oczu i trud­ne­go do przy­wo­ła­nia w wy­obraź­ni.

 Dźwię­ki można usły­szeć w mózgu, jed­nak za­pa­chu nie można, ot tak przy­wo­łać.

Męż­czy­zna stał w prze­stron­nym holu, od któ­re­go od­cho­dzi­ły trzy ścież­ki otwie­ra­ne przez drzwi róż­nych ko­lo­rów. Jakub wy­brał zie­lo­ne i skie­ro­wał się na lewo.

 Zna­lazł się w innym świe­cie – za­miast nie­bie­skie­go nieba było ró­żo­we, wszech­obec­ne drze­wa wy­ra­sta­ją­ce na wy­so­kość kilku pię­ter miały li­ście ko­lo­ru fio­le­to­we­go, a peł­za­ją­ce tu i ów­dzie jasz­czur­ki nie przy­po­mi­na­ły ni­cze­go, co wcze­śniej wi­dział.

 I wszę­dzie czuł ten nie­ty­po­wy, trud­ny do okre­śle­nia za­pach.

– Im­po­nu­ją­ce – po­wie­dział.

 Ru­szył długą i krętą ścież­ką, za­zna­czo­ną nie­bie­ski­mi ka­my­ka­mi. Wziął jeden do ręki, ale nie był pe­wien, czy kie­dyś wi­dział coś ta­kie­go. Po­mi­mo nie­bie­skie­go ko­lo­ru ka­mień nie przy­po­mi­nał ani la­pi­su, ani azu­ry­tu, chal­kan­ty­tu, czy li­na­ry­tu.

 Jakub zdał sobie spra­wę, że ten świat na­praw­dę różni się od praw­dzi­we­go, nawet w de­ta­lach. A umie­jęt­ność wy­kre­owa­nia cał­ko­wi­cie fan­ta­stycz­nej, nie­ogra­ni­czo­nej rze­czy­wi­sto­ścią kra­iny jest bar­dzo rzad­ka, do­stęp­na je­dy­nie lu­dziom z naj­więk­szą wy­obraź­nią.

Po kilku mi­nu­tach chodu zna­lazł obiekt, który wy­da­wał się być koń­cem tego nie­wiel­kie­go świa­ta.

 Było to drze­wo, z licz­ny­mi ga­łę­zia­mi od­cho­dzą­cy­mi we wszyst­kie stro­ny świa­ta. Na każ­dym pniu i ko­na­rze znaj­do­wa­ły się nie tylko dziw­ne bro­daw­ki, ale rów­nież wiel­kie, pul­su­ją­ce ko­lo­ra­mi bąble.

 Przed Ja­ku­bem znaj­do­wa­ło się coś na kształt za­sło­nię­te­go przez pną­cze wej­ścia do tego dziw­ne­go drze­wa. Męż­czy­zna spró­bo­wał od­su­nąć ro­śli­ny blo­ku­ją­ce przej­ście, jed­nak nie mógł ich ru­szyć. Po­nad­to, gdy tylko ich do­tknął usły­szał, ale tylko przez jedną, kró­ciut­ką chwi­lę, coś jakby świst po­łą­czo­ny z mla­śnię­ciem. Od­su­nął się za­nie­po­ko­jo­ny.

 Spró­bo­wał jesz­cze raz, ale drze­wo już nie po­prze­sta­ło na ostrze­że­niu. W mgnie­niu oka z kory wy­ro­sły lep­kie, ni to ręce, ni to ga­łę­zie ude­rza­jąc Ja­ku­ba w klat­kę pier­sio­wą.

 Męż­czy­zna prze­le­ciał kilka me­trów i po­śpiesz­nie wy­obra­ził sobie ogrom­ną tram­po­li­nę, aby za­mor­ty­zo­wać wy­pa­dek. Przez lata wy­ćwi­czył swój mózg do stop­nia, w któ­rym stwo­rze­nie pro­ste­go przed­mio­tu nie zaj­mo­wa­ło mu wię­cej niż uła­mek se­kun­dy.

 Gdy tylko zszedł z tram­po­li­ny kil­ka­set bez­kształt­nych, nie­wiel­kich jasz­czu­rek ru­szy­ło pro­sto na niego. Oto­czy­ły go, ata­ko­wa­ły z każ­dej stro­ny, wy­ła­zi­ły z krza­ków, wy­so­kiej trawy, opusz­cza­ły drze­wa i ka­łu­że.

 Za­du­ma nad mi­ster­no­ścią stwo­rzo­ne­go świa­ta ule­gła za­mie­nie­niu na strach przed nie­zna­nym. Jakub za­czął ucie­kać. Jasz­czur­ki po­ru­sza­ły się za­ska­ku­ją­co szyb­ko, drep­ta­jąc po ka­my­kach swo­imi ma­ły­mi, le­d­wie wi­docz­ny­mi, bez­kształt­ny­mi łap­ka­mi.

 Po­wo­li za­czę­ły się na niego wspi­nać, do­ty­kać tłu­sty­mi łap­ka­mi ciała męż­czy­zny, jed­nak i na to był przy­go­to­wa­ny. Wy­obra­ził sobie szczel­ny, lekki kom­bi­ne­zon i w takim stro­ju do­biegł do drzwi za­my­ka­jąc je. Jasz­czur­ki nie chcia­ły albo nie umia­ły przejść dalej.

 Wresz­cie był bez­piecz­ny.

 

***

 

 Jakub nie wie­dział po co Maja wy­my­śli­ła ten świat, ale był pe­wien, że chcia­ła coś ukryć. Przez nie­dłu­gą chwi­lę po­czuł nawet strach przed tym pil­nie strze­żo­nym se­kre­tem, jed­nak szyb­ko go stłu­mił. Nie mógł się teraz wahać.

 Po kilku kro­kach prze­kro­czył drew­nia­ne, czer­wo­ne drzwi i po­now­nie tra­fił do in­ne­go świa­ta.

 

***

 

 Ude­rzy­ło go świa­tło, blade, białe, ośle­pia­ją­ce świa­tło. Nie od­czu­wał jed­nak go­rą­ca. To, co wpi­ja­ło się w jego gałki oczne było le­d­wie bły­skiem, a nie świe­cą­cym słoń­cem.

 Upadł na zie­mię i szyb­ko stwo­rzył gogle ochron­ne. Ledwo wi­dział, ale li­czył, że za chwi­lę mu przej­dzie. Po pięt­na­stu mi­nu­tach czę­ścio­wo od­zy­skał wzrok, więc ru­szył przed sie­bie.

 Świa­tło było wszę­dzie, pa­ra­dok­sal­nie zmniej­sza­jąc wi­docz­ność – za­miast po­ka­zy­wać wię­cej, zmniej­sza­ło kąt wi­dze­nia, bo żaden czło­wiek nie umiał wy­trzy­mać przy takim na­świe­tle­niu bez zmru­ża­nia oczu. Nawet w go­glach.

 Jakub zdu­miał się jesz­cze bar­dziej, niż wtedy, gdy pod­niósł ka­mień w świe­cie za zie­lo­ny­mi drzwia­mi. On sam stwo­rzył coś nie­ma­te­rial­ne­go – jak świa­tło – za­le­d­wie kilka razy. Po­my­ślał o uciecz­ce z tego nie­po­ko­ją­ce­go świa­ta, ale szyb­ko od­go­nił te myśli.

Chciał sobie coś udo­wod­nić, cho­ciaż nie do końca wie­dział co.

 Po kilku mi­nu­tach drogi na­ma­cał laską, którą rów­nież sobie wy­obra­ził, za­bu­do­wa­nie. Przyj­rzał się mu – było skraj­nie białe, cho­ciaż nie za­prze­czał, że mogło to wy­ni­kać z oświe­tle­nia. Wszedł po scho­dach na górę, po­dą­żył ko­ry­ta­rzem za­wie­szo­nym nad prze­pa­ścią, prze­szedł przez ko­lo­sal­nych roz­mia­rów drzwi, które zda­wa­ły się ważyć nie wię­cej niż piór­ko. A przy­naj­mniej tak to wy­glą­da­ło.

 Zna­lazł się w ogrom­nym po­miesz­cze­niu, które za­mknę­ło się za nim z nie­po­ko­ją­cym trza­skiem. W mgnie­niu oka zo­stał od­cię­ty od świa­tła, jego oczy tym razem nie wi­dzia­ły kom­plet­nie nic. Było ciem­no.

Spró­bo­wał wró­cić do rze­czy­wi­sto­ści, jed­nak z ja­kie­goś po­wo­du nie mógł. Czy ona przy­go­to­wa­ła świat w taki spo­sób, abym z niego nie wró­cił? – po­my­ślał.

 Jakub stwo­rzył przed sobą ogni­sko. Wy­obra­ża­nie sobie obiek­tów da­ją­cych świa­tło było dużo ła­twiej­sze i mniej cza­so­chłon­ne, niż stwo­rze­nie sa­me­go świa­tła.

 Po­my­ślał o po­chod­ni, która już chwi­lę póź­niej po­ja­wi­ła się w jego dłoni. Pod­pa­lił ją, a na­stęp­nie ob­szedł po­miesz­cze­nie, które nie pre­zen­to­wa­ło sobą ni­cze­go szcze­gól­ne­go. Wy­ko­na­ne było z ma­te­ria­łu przy­po­mi­na­ją­ce­go wy­bie­lo­ny wa­pień. Doj­rzał wgłę­bie­nie z me­ta­lo­wą krat­ką, po­ło­żo­ne na środ­ku po­ko­ju. Kop­nął w nią nogą, na­stęp­nie sie­kie­rą i to­po­rem. Po­trak­to­wał ją jesz­cze piłą łań­cu­cho­wą, piłą do me­ta­lu, aż wresz­cie dy­na­mi­tem, jed­nak krat­ka nie ustą­pi­ła.

 Męż­czy­zna usiadł na ziemi i wy­obra­ził sobie przy­tul­ny pokój, z łóż­kiem oraz lamp­ką. Zmę­czo­ny, roz­siadł się na po­sła­niu i chwi­lę póź­niej za­snął.

 Nie wie­dział, co robić dalej.

 

***

 

 Maja we­szła do ró­żo­we­go domku. Zna­la­zła się w nie­wiel­kim, pu­stym holu, od któ­re­go od­cho­dzi­ły troje drzwi. W ręku trzy­ma­ła rzeź­bio­ny, kil­ku­na­sto­cen­ty­me­tro­wy klucz. Scho­wa­ła go do torby, pod­czas prze­cho­dze­nia przez drzwi po lewej.

Po­śpiesz­nie oba­da­ła wzro­kiem świat o ró­żo­wym nie­bie i fio­le­to­wych li­ściach z peł­za­ją­cy­mi tu i ów­dzie bez­kształt­ny­mi jasz­czur­ka­mi. Za­gwiz­da­ła cicho i stwo­rze­nia znik­nę­ły bez­pow­rot­nie.

 Zbli­ży­ła się do drze­wa bez po­śpie­chu. Nie stą­pa­ła po ziemi, jak dama, a ra­czej ni­czym mała dziew­czyn­ka, którą zresz­tą była. Czuj­ny­mi ocza­mi wy­pa­try­wa­ła czy nikt nie kryje się w krza­kach.

 Od­dy­cha­ła, ura­do­wa­na z tej chwi­li, po­mi­mo nie­po­ko­ją­ce­go go­ścia w jej wła­snym ma­rze­niu. Pa­mię­ta­ła błysk i po­li­cjan­ta bie­ga­ją­ce­go po targu. Gdzie teraz był?

 Tego nie wie­dzia­ła.

 Do­szła do drze­wa, które cicho za­świ­sta­ło na jej widok, jakby chcia­ło się po­wi­tać. Maja od­gwiz­da­ła, a pną­cza tkwią­ce w pniu od­su­nę­ły się, uka­zu­jąc to, co było w środ­ku.

 A był tam klucz.

 Tak samo pięk­nie rzeź­bio­ny, jak ten, który dziew­czyn­ka za­bra­ła z po­ko­ju o ró­żo­wych drzwiach, wy­ko­na­ny z tego sa­me­go, tro­chę bla­de­go, iskrzą­ce­go się zło­tem ma­te­ria­łu. Wzię­ła klucz i scho­wa­ła go do torby. Wtedy drze­wo, niby alarm, ode­zwa­ło się, za­my­ka­jąc pną­czo­we wrota. Dziew­czyn­ka od­po­wie­dzia­ła ci­chym gwiz­dem, po któ­rym wej­ście po­now­nie sta­nę­ło otwo­rem.

 Wy­szła, a pną­cza za­su­nę­ły się za nią. Ru­szy­ła ścież­ką wy­ty­czo­ną nie­bie­ski­mi ka­mie­nia­mi, za­gwiz­da­ła jesz­cze raz, zaraz przy czer­wo­nych drzwiach, aby jasz­czur­ki po­wró­ci­ły.

Z holu udała się przez środ­ko­we drzwi. Tam ukry­ła ostat­ni klucz.

 

***

 

 Świa­tło ude­rzy­ło w oczy Mai, jed­nak była na to przy­go­to­wa­na – na twarz za­ło­ży­ła gogle ochron­ne. Wi­docz­ność nie była zbyt wiel­ka, ale zaraz miało się to zmie­nić. Po omac­ku, stą­pa­jąc po nie­mal­że bia­łym ma­te­ria­le przy­po­mi­na­ją­cym wa­pień, wresz­cie na­tra­fi­ła na ka­mien­ny, ogrom­ny przy­cisk. Pod ręką wy­czu­ła rzeź­bie­nia, które miały uła­twiać zna­le­zie­nie kla­wi­sza.

 Po na­ci­śnię­ciu świa­tło zmie­ni­ło się – ze skraj­nie ja­sne­go na takie, które można za­ob­ser­wo­wać w go­dzi­nach po­łu­dnio­wych latem. Czyli dalej było jasne, ale tro­chę mniej.

 Kra­jo­bra­zy, które wcze­śniej wy­da­wa­ły się nie­skoń­czo­ne, oka­za­ły się nie­wiel­kie, się­ga­ją­ce nie wię­cej kil­ka­na­ście me­trów wzdłuż i wszerz, a za­koń­czo­ne nie wia­do­mo jak głę­bo­ką prze­pa­ścią.

 Po kilku mi­nu­tach drogi do­tar­ła do drzwi za­mknię­te­go po­miesz­cze­nia.

– Czyli jed­nak tu był – po­wie­dzia­ła.

 Nie wie­dzia­ła, co z tym zro­bić. Otwie­rać czy nie? – za­sta­na­wia­ła się. Po­li­cjant może być nie­bez­piecz­ny, po­my­śla­ła, ale z dru­giej stro­ny, je­stem u sie­bie, praw­da?

 To była jej wy­obraź­nia, jej świat, w któ­rym pa­nu­ją jej za­sa­dy. Ni­czy­je inne. A poza tym cie­ka­wi­ło ją, skąd po­li­cjant przy­był. Nigdy wcze­śniej nie po­zna­ła osoby umie­ją­cej wcho­dzić do Wy­obraź­ni. Poza nią samą, oczy­wi­ście.

 Nagle wró­ci­ło wspo­mnie­nie – prze­kra­cza drzwi domu i nie ma tam ro­dzi­ców. Co się z nimi stało?

 Teraz nie chcia­ła o tym my­śleć. Teraz żyła w świe­cie, w któ­rym jest bez­piecz­na od ta­kich zmar­twień. Świe­cie bez wad, uto­pii.

 Świe­cie stwo­rzo­nym przez nią samą.

 W ogrom­nych drzwiach znaj­do­wał się naj­zwy­klej­szy w świe­cie przy­cisk. Na­ci­snę­ła go, na­stęp­nie od­po­wie­dzia­ła na wy­cho­dzą­ce zni­kąd py­ta­nie o hasło. Drzwi sta­nę­ły otwo­rem wraz z za­war­to­ścią po­miesz­cze­nia – praw­dzi­wym po­ko­jem.

 We­szła ostroż­nie, roz­glą­da­jąc się.

 Wtedy ze wście­kłym ry­kiem rzu­cił się na nią Jakub z… po­ły­sku­ją­cym czer­wie­nią mie­czem świetl­nym.

 Po­wa­lił dziew­czyn­kę na zie­mię, przy­gnia­ta­jąc ją cia­łem, ce­lo­wo ob­cią­żo­nym jesz­cze bar­dziej za po­mo­cą wa­żą­ce­go nie­ma­ło ubra­nia.

 Maja za­czę­ła za­czę­ła się szar­pać, ko­piąc męż­czy­znę po no­gach, jed­nak była zbyt słaba, aby co­kol­wiek mu zro­bić. Gdy wal­czy­ła pró­bo­wa­ła wy­obra­zić sobie ogrom­ny miecz, który wa­żył­by mniej niż tyle, na ile wy­glą­da. Two­rze­nie obiek­tów o nie­ty­po­wej wadze nie było ła­twym za­da­niem, ale zde­cy­do­wa­nie na­le­ża­ło do zadań wy­ko­nal­nych.

 Gdy broń nie­ubła­ga­nie zbli­ża­ła się do szyi Mai, w jej gło­wie wresz­cie po­wstał po­mysł.

 Mie­rzą­cy kilka me­trów wzwyż me­ta­lo­wy miecz, się­ga­ją­cy nie­mal­że su­fi­tu ogrom­ne­go po­miesz­cze­nia po­ja­wił się w jej ręce. Za­mach­nę­ła się, a męż­czy­zna uchy­lił głowę przed nad­cho­dzą­cą śmier­cią w ostat­niej se­kun­dzie, cudem uni­ka­jąc roz­pła­ta­nia ciała na pół.

 Wy­ko­nał wślizg za­mie­nia­jąc swój nie­wiel­ki miecz świetl­ny na po­tęż­niej­szy, z dwie­ma koń­ców­ka­mi. Dziew­czyn­ka unik­nę­ła ataku two­rząc pod sobą nie­wiel­ki murek. Sko­czy­ła na Ja­ku­ba.

 Stal ude­rzy­ła o zie­mię, gdy Jakub już znaj­do­wał się na dru­gim końcu kom­na­ty. Zmie­nił po­zy­cję za po­mo­cą jet packa. Maja rów­nież stwo­rzy­ła jet pack, pod­le­cia­ła do góry, a na­stęp­nie rzu­ci­ła mie­czem, ni­czym oszcze­pem, w stro­nę męż­czy­zny. Rzut oka­zał się zbyt słaby i Jakub bez pro­ble­mu omi­nął nad­la­tu­ją­cy przed­miot. Pod­le­ciał do prze­ciw­nicz­ki i ciął od góry. Ude­rze­nie nie przy­nio­sło ocze­ki­wa­ne­go re­zul­ta­tu, wy­ko­nał więc płyn­ny, drugi atak, który prze­ciął ka­mi­zel­kę ku­lo­od­por­ną dziew­czyn­ki.

 Maja po­pa­trzy­ła na męż­czy­znę i nie­spo­dzie­wa­nie za­ata­ko­wa­ła, rzu­ci­ła się w niego z roz­war­ty­mi rę­ko­ma, jakby chcia­ła go przy­tu­lić. La­ta­li pod ścia­ną, złą­cze­ni tym nie­ty­po­wym uści­skiem. Dziew­czyn­ka wy­obra­zi­ła sobie, jak ścia­na wy­bu­cha, ni­czym w fil­mach akcji.

 Po­le­cie­li w ni­cość, a po­ru­sza­ją­ca się już z po­mo­cą trzech jet pac­ków Maja ścią­ga­ła męż­czy­znę, który stra­cił jet pack, w dół.

 Pod nimi świe­ci­ła po­ma­rań­czo­wa czer­wień i bu­chał pie­czą­cy w oczy dym. Dziew­czyn­ka dalej biła się z my­śla­mi, o tym, co za­mie­rza zro­bić, ale już wtedy, gdy wkro­czy­ła do tego świa­ta pod­ję­ła de­cy­zję.

 Bę­dzie go bro­nić za wszel­ką cenę.

 Męż­czy­zna nie pusz­czał i nie wal­czył, na jego twa­rzy od­ma­lo­wa­ło się prze­ra­że­nie. Gdyby tylko za­czął wy­ry­wać się, spadł­by na sam dół, a nie wie­dział, co go tam czeka.

 Maja za­nur­ko­wa­ła, ledwo omi­ja­jąc lawę, jej oczy za­bły­sły. Upu­ści­ła męż­czy­znę, który od­ru­cho­wo, jakby mógł prze­wi­dzieć przy­szłość o se­kun­dę, stwo­rzył pod sobą ka­mien­ną plat­for­mę.

 Upadł na nią z chrzę­stem ła­ma­nych kości. Po­czuł ból, roz­sa­dza­ją­cy ciało.

 Pod­niósł głowę, spoj­rzał do góry przez pie­ką­ce go od dymu oczy szu­ka­jąc Mai.

 Ale jej tam nie było.

 

***

 

 Drżą­ce, po­ła­ma­ne ręce Ja­ku­ba roz­pa­la­ły jego układ ner­wo­wy, po­wo­du­jąc pie­ką­cy, prze­szy­wa­ją­cy ciało ból.

 Po­ru­szył prawą nogą i po­now­nie za­stygł w bez­ru­chu, a po chwi­li rów­nież przez nogę prze­szedł pul­su­ją­cy, okrop­ny ból.

 Go­rącz­ko­wo my­ślał, co dalej zro­bić, aż wpadł na pe­wien po­mysł. Po­sta­no­wił wy­obra­zić sobie he­li­kop­ter ste­ro­wa­ny przez au­to­pi­lo­ta. Przy­po­mniał sobie, że kie­dyś two­rzył takie he­li­kop­te­ry ma­so­wo, na po­trze­by jed­ne­go zle­ce­nia, więc ko­lej­ny nie po­wi­nien sta­no­wić pro­ble­mu.

 Na nie­wiel­kiej, ka­mien­nej plat­for­mie, tuż obok bez­wład­ne­go, po­ła­ma­ne­go ciała męż­czy­zny po­ja­wił się nowy, wy­glą­da­ją­cy jak z fa­bry­ki śmi­gło­wiec. Męż­czy­zna prze­czoł­gał się, roz­dzie­ra­jąc ciszę ję­ka­mi bólu i cier­pie­nia. Gdy do­tarł do wy­su­wa­nych schod­ków po­jaz­du (które spryt­nie za­pro­jek­to­wał), po­now­nie roz­bły­sło blade świa­tło.

 Ugo­dzo­ny w czułe oczy Jakub upadł, od­ru­cho­wo chciał za­sło­nić twarz rę­ko­ma, jed­nak z uwagi na zła­ma­nia, nie mógł.

– Znisz­czę cię, smar­ku­lo – wy­du­sił.

 Stwo­rzył gogle i prze­czoł­gał się po nie­zbyt stro­mych scho­dach. Upadł na zie­mię już w ka­bi­nie, po­now­nie ak­cen­tu­jąc to nie­szczę­śli­wym okrzy­kiem, i wy­po­wie­dział te słowa:

– Wyleć z tej czę­ści świa­ta.

 Li­czył, że ob­da­rzo­na sztucz­ną in­te­li­gen­cją ma­szy­na po­ra­dzi sobie.

 Jakub za­snął.

 Potem nie wie­dział czy to był sen, czy ze­mdlał z bólu.

 

***

 

 Męż­czy­zna znaj­do­wał się na ron­dzie przed domem.

– Jak tu do­tar­łaś?

– Prze­bi­łam się przez ścia­nę – od­po­wie­dzia­ła ko­bie­cym gło­sem sztucz­na in­te­li­gen­cja he­li­kop­te­ra.

 Jakub spoj­rzał i fak­tycz­nie, domek był zde­mo­lo­wa­ny, deski le­ża­ły wszę­dzie, jed­nak ni­g­dzie nie było widać ukry­tych świa­tów.

– Te drzwi… to były por­ta­le – po­wie­dział z za­in­te­re­so­wa­niem w gło­sie.

 Jed­nak Maja oka­za­ła się kimś z dużo więk­szą wy­obraź­nią, niż się spo­dzie­wał. W końcu z ja­kie­goś po­wo­du Za­rząd­ca chciał ją spro­wa­dzić z po­wro­tem, po­my­ślał.

 Jakub po­czuł prze­moż­ną chęć nisz­cze­nia. Jego umysł pod­świa­do­mie wró­cił do od­le­głe­go, nie­do­stęp­ne­go dla świa­do­mo­ści wspo­mnie­nia. Wspo­mnie­nia z cza­sów, gdy nie był jesz­cze sta­rym czło­wie­kiem. Wspo­mnie­nia, sprzed trzy­stu lat.

 Wtedy pierw­szy raz znisz­czył coś w wy­obraź­ni. Zde­ner­wo­wał się i stwo­rzo­ny przez niego po wielu go­dzi­nach obiekt, legł w gru­zach.

 Teraz po­now­nie, trzy­sta lat od tam­te­go wy­da­rze­nia po­czuł chęć znisz­cze­nia wszyst­kie­go, po­zby­cia się wy­obraź­ni osoby, która mu za­szko­dzi­ła.

 Nie zro­bił ani jed­ne­go kroku, a wszyst­kie bu­dyn­ki wokół niego po pro­stu roz­pa­dły się. Na zie­mię ru­nę­ły ścia­ny, okna wy­pa­dły z okien­nic, na ulicy po­wsta­ło głę­bo­kie wcię­cie, jakby ka­nion, dzie­lą­ce drogę na pół.

 Wokół sły­chać było świ­sty i huki, wa­żą­ce tony ele­men­ty domów, miesz­kań i wie­żow­ców spa­da­ły na zie­mię. Bruk, z któ­re­go wy­ko­na­ne były chod­ni­ki wy­strze­lił do góry, jakby ktoś na niego na­pie­rał od we­wnątrz. Ele­wa­cja roz­le­wa­ła się, gdy tylko upa­da­ła na pod­ło­że, uka­zu­jąc brzyd­ko wy­glą­da­ją­ce cegły. Bez­mó­zgie kukły imi­tu­ją­ce ludzi nawet nie ucie­ka­ły, gi­nę­ły bez okrzy­ków prze­ra­że­nia przy­gnie­co­ne przez spa­da­ją­ce obiek­ty.

 Nad­cho­dził ko­niec.

 Jakub wyj­rzał z okna he­li­kop­te­ra i za­uwa­żył, że wokół niego są same gruzy, szcząt­ki daw­nych, ma­je­sta­tycz­nych, pięk­nych i bu­dzą­cych re­spekt bu­dow­li, które sam po­dzi­wiał jesz­cze kilka go­dzin temu. A także nie ru­sza­ją­ce się, za­la­ne krwią ciała. Taki widok roz­cią­gał się aż po ho­ry­zont.

Po­bladł, gdy zo­ba­czył, co zro­bił. Po­czuł, że na­praw­dę ma moc, która może nie tylko two­rzyć, ale rów­nież bu­rzyć świa­ty. Na po­cząt­ku był tym prze­ra­żo­ny, ale potem po­czuł za­in­te­re­so­wa­nie.

 Na­ka­zał he­li­kop­te­ro­wi wzle­cieć na wy­so­kość pię­ciu­set me­trów. Po­jazd wy­ko­nał za­da­nie uka­zu­jąc coraz bar­dziej za­cie­ka­wio­nym oczom Ja­ku­ba znisz­czo­ne mia­sto.

 Zda­wa­ło się, że wokół nie ma nic, jed­nak męż­czy­zna po do­kład­niej­szym przyj­rze­niu się, za­uwa­żył ledwo wi­docz­ny domek, nie­znisz­czo­ny, ni­czym maszt na to­ną­cym stat­ku.

– Wi­dzisz? – po­wie­dział wska­zu­jąc na dom. – Poleć tam.

 He­li­kop­ter skie­ro­wał się w stro­nę ostat­niej nie­znisz­czo­nej bu­dow­li w tym świe­cie.

 

***

 

 Me­cha­nicz­ne ręce znisz­czy­ły drzwi fron­to­we i ka­wa­łek ścia­ny. Oczy Ja­ku­ba osa­dzo­ne­go w drob­nym kok­pi­cie ner­wo­wo spo­glą­da­ły po po­ko­jach. Ni­ko­go nie było.

 Męż­czy­zna nisz­czył ścia­ny i roz­no­sił w drob­ny pył meble. Robił tak, do­pó­ki każda szaf­ka, każdy sto­lik, każda półka nie zmie­ni­ły swo­jej formy na nieco bar­dziej roz­człon­ko­wa­ną. Drew­no chrzę­ści­ło pod jego nie­zgrab­nie, ner­wo­wo po­ru­sza­ją­cy­mi się no­ga­mi. Wie­dział, że Maja musi być na tym świe­cie, bo gdyby po­wró­ci­ła do rze­czy­wi­sto­ści, męż­czy­zna już by nie żył.

 W jego gło­wie po­ja­wi­ła się tchórz­li­wa myśl, myśl o tym, aby uciec, wró­cić z wy­obraź­ni dziew­czyn­ki, jed­nak szyb­ko znik­nę­ła w od­mę­tach po­zo­sta­łych re­flek­sji prze­wi­ja­ją­cych się przez neu­ro­ny.

 Męż­czy­zna po­now­nie ob­szedł domek i za­uwa­żył, że nie znisz­czył tylko jed­ne­go obiek­tu – nie­wiel­kiej, wy­ko­na­nej z brą­zo­we­go drew­na, rzeź­bio­nej szafy. Jed­nym, szyb­kim ude­rze­niem pię­ści ste­ro­wa­ne­go przez niego mecha zła­mał drzwi na pół. Drew­no z hu­kiem upa­dło na zie­mię.

 W sza­fie znaj­do­wał się nie­wiel­ki pokój oświe­tlo­ny tylko jedną lamp­ką. Cie­płe świa­tło pa­da­ło na twarz Mai ak­cen­tu­jąc jej ła­god­ne rysy twa­rzy. Pa­trzy­ła spod war­ko­cza na przy­by­sza. Nie wy­glą­da­ła na prze­stra­szo­ną.

 Jakub usły­szał w swo­jej gło­wie gło­śną, wy­raź­ną i kon­kret­ną myśl „wy­co­faj się póki mo­żesz”. Po jego ciele prze­biegł dreszcz, jed­nak nie za­wró­cił ani o krok. Pod­szedł do dziew­czyn­ki po­wo­li i ostroż­nie. Teraz trak­to­wał ją ina­czej, jakby z więk­szym sza­cun­kiem. Ich wzrok na chwi­lę skrzy­żo­wał się i wtedy, na nie­zau­wa­żal­ną dla czło­wie­ka se­kun­dę Maja prze­pa­dła w Wy­obraź­ni.

 Męż­czy­zna wy­co­fał się, pra­wie upa­da­jąc. Nie spo­dzie­wał się tego.

 Spoj­rzał na pokój jesz­cze raz i za­uwa­żył, że na każ­dej z trzech ścian znaj­do­wał się zamek. A w każ­dym zamku był pięk­ny, błysz­czą­cy zło­tem klucz. To nie­moż­li­we, po­my­ślał.

– Czy ty… – wy­du­sił z sie­bie. W jego gło­wie po­wsta­wał plan broni, która po­zwo­li­ła­by mu prze­nieść się razem z dziew­czyn­ką. – …stwo­rzy­łaś por­tal?

 Por­ta­le, z któ­ry­mi spo­tkał się w ró­żo­wym domku prze­nio­sły go do innej czę­ści świa­ta. Na­to­miast Maja te­le­por­to­wa­ła się do świa­ta ist­nie­ją­ce­go tylko w jej gło­wie, po­mi­mo, że była w Wy­obraź­ni.

 Jakub nie zwró­cił­by na to uwagi, gdyby była je­dy­nie go­ściem w czy­imś świe­cie, jed­nak Maja prze­nio­sła się będąc we wła­snej Wy­obraź­ni. I jesz­cze wpa­dła na znany od wielu lat po­mysł z klu­cza­mi, który za­stę­po­wał bar­dzo trud­ne wpły­wa­nie na za­sa­dy świa­ta.

– Tak – od­po­wie­dzia­ła. Nie po­wie­dzia­ła nic wię­cej, po pro­stu „tak”, jakby chcia­ła skryć swoje jak naj­bar­dziej nor­mal­ne obawy.

– Ile… ile czasu tam spę­dzi­łaś?

 Maja świ­dro­wa­ła męż­czy­znę wzro­kiem, wy­glą­da­ła na kogoś, kto pró­bo­wał go prze­stra­szyć.

– Ile? Czasu? Tam? Spę­dzi­łaś?! – wy­krzyk­nął.

– Nie wiem ile do­kład­nie, ale na pewno dużo. Bar­dzo dużo.

– Dni, ty­go­dnie, mie­sią­ce?

– Lata – od­po­wie­dzia­ła Maja. – Z pew­no­ścią lata. Zbu­do­wa­łam tam świat więk­szy, niż mo­żesz sobie wy­obra­zić, więk­szy, niż to, co zdo­ła­łam wy­kre­ować w tym świe­cie, więk­szy, niż kto­kol­wiek po­tra­fi stwo­rzyć. Poza mną.

 Męż­czy­zna zdzi­wił się od­wa­gą, bez­czel­no­ścią i, przede wszyst­kim, in­te­li­gen­cją, bądź co bądź, dwu­na­sto­let­niej dziew­czyn­ki.

 A może ona jed­nak pa­mię­ta? – po­my­ślał.

– Czy ty… pa­mię­tasz, co było kie­dyś? Setki lat temu?

 Jakub za­uwa­żył, że roz­mów­czy­ni za­sta­na­wia się nad od­po­wie­dzią.

– Nie, mam prze­cież tylko dwa­na­ście lat. – Tym razem unik­nę­ła kon­tak­tu wzro­ko­we­go. – Ale… cza­sa­mi… wy­da­je mi się, że wiem coś wię­cej. Coś o od­le­głych cza­sach…

 Męż­czy­zna już nie za­py­tał o jakie czasy cho­dzi. Pod­niósł stwo­rzo­ną niby broń i, jakby czu­jąc ma­lut­ki, łatwy do prze­ocze­nia im­puls, na­ci­snął spust.

 Zna­lazł się w naj­więk­szym świe­cie, jaki dotąd wi­dział.

 

***

 

 Stał na ogrom­nym, li­czą­cym przy­naj­mniej kilka ki­lo­me­trów wzdłuż i wszerz placu. Do­oko­ła niego znaj­do­wa­li się żoł­nie­rze. Maja, nie­wi­docz­na, scho­wa­na gdzieś w tłu­mie ubra­nych w mun­du­ry osób, wy­da­ła roz­kaz ataku.

 I wszy­scy za­ata­ko­wa­li Ja­ku­ba.

 Setki ty­się­cy kul po­sła­nych w tym samym mo­men­cie ude­rzy­ły w pan­cerz mecha. Męż­czy­zna w me­cha­nicz­nym stro­ju upadł na ko­la­na.

 Z tłumu wy­sko­czy­ło na niego kilka ro­bo­tów, które bez zwło­ki przy­stą­pi­ły do ataku. Zanim zdą­żył wy­ko­nać unik sta­lo­wa dłoń już od­le­cia­ła w po­wie­trze. Jeden z nich objął go w pasie, a trze­ci roz­po­czął serię ude­rzeń w pę­ka­ją­ce, me­ta­lo­we ciało.

 Pró­bo­wał, ale nie mógł wy­swo­bo­dzić się z moc­ne­go uści­sku. Sztucz­na in­te­li­gen­cja ro­bo­ta ob­wie­ści­ła mu, że za chwi­lę doj­dzie do znisz­cze­nia mecha. W akcie de­spe­ra­cji za­czął się mio­tać po klau­stro­fo­bicz­nej ka­bi­nie, jed­nak takie dzia­ła­nie nie po­mo­gło mu.

 Się­gnął do wy­obraź­ni, do naj­bar­dziej sza­lo­nych po­my­słów, jakie można mieć.

 Nagle z po­kry­te­go bru­kiem chod­ni­ka wy­strze­li­ły setki nie­wiel­kich bomb miaż­dżąc i wy­sa­dza­jąc żoł­nie­rzy. Ciała la­ta­ły, a po­zo­sta­łe przy życiu osoby po­ru­sza­ły się, nie­skład­nie pró­bu­jąc unik­nąć za­gro­że­nia.

 Wresz­cie, pod wpły­wem wy­ska­ku­ją­cej z ziemi bomby robot pu­ścił Ja­ku­ba, który sko­kiem do przo­du uchro­nił się przed upo­ka­rza­ją­cą śmier­cią od wła­snej pu­łap­ki.

 Stwo­rzył przed sobą mecha dużo więk­sze­go, się­ga­ją­ce­go wiele pię­ter wzwyż, gó­ru­ją­ce­go i pa­trzą­ce­go z wyż­szo­ścią na wszyst­kie mniej­sze kre­atu­ry znaj­du­ją­ce się na placu.

 Męż­czy­zna dalej ko­rzy­sta­jąc z me­cha­nicz­ne­go ciała wszedł do środ­ka przez wej­ście umiej­sco­wio­ne w nodze. Po­biegł na górę, gdzie znaj­do­wał się kok­pit.

 Poza nim w kok­pi­cie była rów­nież Maja.

 

***

 

– Kim je­steś? – za­py­ta­ła dziew­czyn­ka. – Kim je­steś?! – po­wtó­rzy­ła tym razem krzy­cząc.

 Dla Ja­ku­ba to było zbyt wiele, nie umiał pojąć, co się dzie­je. Od­po­wie­dział tylko:

– Ja… Ja je­stem agen­tem.

 Po jego ciele prze­biegł dreszcz.

– Czyim agen­tem?

– Ja… ja… ja… ja je­stem agen­tem Za­rząd­cy.

– Za­rząd­cy? – Dziew­czyn­ka pod­nio­sła brwi.

– Tak. Je­stem Straż­ni­kiem Świa­tów. Nie je­stem zwy­kłym agen­tem. Je­stem… jakby to ująć? – Męż­czy­zna za­my­ślił się. – Je­stem żoł­nie­rzem.

– I po co tu przy­by­łeś?

 Jakub prze­łknął ślinę. I tak by się do­wie­dzia­ła, po­my­ślał. Więc po­wie­dział jej całą praw­dę.

– Do­sta­łem misję… aby spro­wa­dzić cię z po­wro­tem. Ten świat, w któ­rym ży­jesz… Ten świat, w któ­rym ży­jesz z bra­tem, mamą i tatą… to jest fik­cja. To wy­mysł, wy­obraź­nia skry­ta w umy­śle tej osoby, od któ­rej do­sta­łem roz­kaz – po­wie­dział.

 Maja za­nie­mó­wi­ła. Wy­glą­da­ła, jak kil­ku­let­nie dziec­ko, które upu­ści­ło loda na pod­ło­gę.

– Wiesz, że mo­żesz two­rzyć świa­ty, praw­da? Tak samo, inni lu­dzie z rze­czy­wi­sto­ści mogą two­rzyć wła­sne świa­ty. A ty ucie­kłaś do wy­obraź­ni na­sze­go przy­wód­cy. Nie wiem dla­cze­go, ale kazał cie­bie spro­wa­dzić z po­wro­tem. Po­dob­no nic nie pa­mię­tasz. Przez ten cały czas… Przez ten cały czas żyłaś w ilu­zji, moja droga – po­wie­dział Jakub. – Skąd wie­dzia­łaś, jak stwo­rzyć por­tal do in­ne­go świa­ta?

– Nie wiem – wy­szep­ta­ła. – Czy nie le­piej by­ło­by na mnie po­cze­kać? Prze­cież w praw­dzi­wym świe­cie nie mi­nę­ła­by nawet se­kun­da.

– Mi­nę­ło­by o wiele wię­cej niż se­kun­da – od­po­wie­dział męż­czy­zna. – Nie pa­mię­tasz, jakie za­sa­dy rzą­dzą praw­dzi­wym świa­tem.

 Dziew­czyn­ka po­pa­trzy­ła jesz­cze raz, tymi swo­imi zie­lo­ny­mi, skry­ty­mi za ko­smy­kiem wło­sów ocza­mi, pro­sto na twarz Ja­ku­ba.

– Mam w gło­wie takie wspo­mnie­nie, w któ­rym ktoś był w mojej gło­wie. I ja wró­ci­łam z Wy­obraź­ni do rze­czy­wi­sto­ści, a ta osoba już się nie obu­dzi­ła – po­wie­dzia­ła i wy­tar­ła łzę. – Umar­ła. Czy to praw­da?

– Nie, ty chyba…

 Maja wró­ci­ła z ukry­tej Wy­obraź­ni. Gdy ro­zej­rza­ła się po oświe­tlo­nym jedną lamp­ką po­ko­ju zna­la­zła męż­czy­znę. Nie żył.

 

***

 

 Nie chcia­ła wra­cać do rze­czy­wi­sto­ści. Po­sta­no­wi­ła od­bu­do­wać wła­sny świat, jej bez­piecz­ną ilu­zję i żyć tam.

 Ze­sta­rzeć się w oto­cze­niu wy­my­ślo­ne­go przez nią świa­ta.

 Uzna­ła, że cza­sa­mi ilu­zja jest lep­sza od rze­czy­wi­sto­ści.

Koniec

Komentarze

Witaj

Opowiadanie wspaniałe, poruszające, świetnie oddające temat konkursowy i rozwijające wyobraźnię. 

Mam wrażenie, że można by z powodzeniem stworzyć jeszcze kontynuację. :)

 

Z technicznych spraw:

Myśli chyba powinno się zapisywać jako słowa/zdania wyodrębnione (może kursywą?)

dzieci przyszły

pokażę wam, jak

Jakub z niewyobrażalną dla człowieka, niezauważalną prędkością wyjął pistolet i strzelił. – zdanie do przerobienia

tysiącami (usuwamy przecinek)

słuchająca muzyki na słuchawkach – też do zmiany

Kilka minut szybkiego chodu później – podobnie

i Wyobraził – małą literą

Nie niczyje inne – do zmiany

Gdy walczyła próbowała wyobrazić sobie ogromny miecz, który ważyłbym mniej niż tyle, na ile wygląda – do zmiany

dwoma końcówkami – ma być dwiema

wykonał (bez przecinka) więc

rozciągał się (bez przecinka)

 

Pozdrawiam. :)

 

 

Pecunia non olet

Dzięki za przeczytanie SaraWinter i Bruce!

Myśli chyba powinno się zapisywać jako słowa/zdania wyodrębnione (może kursywą?)

W odróżnieniu od dialogów, które mają jasno określony sposób zapisywania, myśli można zapisywać w dowolny sposób. Niektórzy używają kursywy, inni zwykłego “pomyślał”, a jeszcze inni korzystają z półpauzy/pauzy. Ja używam właśnie sposobu ze zwykłym “pomyślał”, dodaję jedynie półpauzę, gdy na końcu myśli jest “?”, aby nie stawiać przecinka po znaku zapytania.

słuchająca muzyki na słuchawkach – też do zmiany

Ale tu jest jakiś błąd czy, według Ciebie, ta część zdania po prostu “nie brzmi”. Bo jak chyba nie widzę nic do zmiany…

Nie niczyje inne – do zmiany

Ponownie nie rozumiem, z jakiego powodu mam to zmieniać.

Pozdrawiam ;)

'Cause nothin' lasts forever even cold november rain

Witaj.

Jako osoba starej daty byłam nieco inaczej uczona reguł językowych, stąd moje rady (jedynie rady, podkreślam, bo też oczywiście mogę się mylić); wiem, że SJP zaleca raczej sformułowania: “słuchać muzyki w słuchawkach”, nie niczyje inne dla mnie również dziwnie brzmi, podobnie jak zaproponowany zapis przemyśleń w tekście. Wiem jednakże, że komentarze mają jedynie radzić i wyrażać zdanie ich autora, jakie podaje on na podstawie reguł, poznanych wcześniej przez siebie samego; sama czytam na tym Portalu zasady poprawnego zapisywania opowiadań i uczę się ich mozolnie. Język polski ciągle rozwija się i pamiętam, że np. ja byłam uczona całkiem innych zasad zapisywania imiesłowów niż praktykuje się to dziś. 

Cieszy mnie, że mogłam pomóc przy innych sprawach technicznych.

Pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Ok, dzięki za wyjaśnienie.

'Cause nothin' lasts forever even cold november rain

I ja dziękuję za życzliwość.

Pozdrawiam. ;)

Pecunia non olet

Hej, Simeone ;)

Doceniam pomysł, jaki stoi za opowiadaniem. Całkiem przypadła mi do gustu wizja światów powstających w wyobraźni i obraz rzeczywistości na tyle zagmatwany, że koniec końców nie wiadomo, co jest naprawdę, a co nie. Bardzo inspirująca i ciekawa idea. 

Mam jednak duże zastrzeżenia co do wykonania :( W mojej opinii zawiodła kreacja bohaterów, których w ogóle nie czuję. Dwaj obcy faceci podający się za policjantów, znikający rodzice, a ja w ogóle nie doświadczam strachu czy choćby cienia niepokoju ze strony 12-letniej dziewczynki. Gdybyś wzbogacił bohaterów o emocje, jakieś ślady osobowości, opowiadanie bardziej przemawiałoby do czytelnika.

W warstwie językowej kuleje dużo rzeczy. Nadużywasz sformułowania znajdować się, odmieniając je na wszelkie możliwe sposoby. Spróbuj użyć opcji ctrl+f, wpisz znaj i sam zobacz, ile tego jest :P Bardzo przeszkadzało mi to w trakcie lektury i na Twoim miejscu spróbowałbym 2/3 tych momentów przeredagować, wzbogacając przy okazji język. Zdania nie zawsze były złożone czytelnie i potykałem się w wielu miejscach. Zdarzała się siękoza. Powtórzenia nie poprawiały sytuacji.

Nie zrobiłem solidnej łapanki, tylko kilka kulejących – moim zdaniem – momentów, które można byłoby poprawić.

 

Podjechali jeszcze kilkaset metrów, aż zatrzymali się przed średniej wielkości domem,

Może Podjechali jeszcze kilkaset metrów. Zatrzymali się przed średniej wielkości domem… Wydaje mi się, że “aż” w tak skonstruowanym zdaniu nie jest do końca uzasadnione.

 

Adam huśtał się na huśtawce,

Powtórzenie, którego łatwo można było uniknąć. Może Adam bujał się na huśtawce? 

 

Chłopiec pokiwał przecząco głową.

Pokiwać można twierdząco, a przecząco można pokręcić :P

 

Policjant popatrzył się na chłopca.

Niepotrzebny zaimek.

 

Ubrane kolorowo tłumy przechadzały się wielkimi chodnikami w cieniu dosięgających chmur wieżowców. Między dwoma takimi wieżowcami rozciągał się targ. A na targu znajdowała się osoba, na której Jakubowi w tej chwili zależało najbardziej. Maja.

Przykład siękozy oraz powtórzeń, dla których nie znajduję uzasadnienia. To samo można napisać zgrabniej, na przykład: Kolorowo ubrani ludzie przechadzali się wielkimi chodnikami w cieniu dosięgających chmur wieżowców. Pomiędzy dwoma takimi budynkami mężczyzna dojrzał targ. Była tam osoba, na której Jakubowi w tamtej chwili zależało najbardziej – Maja. 

 

Prowadzenie samochodu wydało się jej ciekawą umiejętnością do zdobycia.

Niby nie ma błędu, ale brzmi to kulawo. Napisałbym raczej coś w stylu: Prowadzenie samochodu zawsze uważała za użyteczną umiejętność.

 

Podziwiał z pomysłem zaprojektowane i z rozmachem wykonane obiekty –

Dziwny szyk, plus moim zdaniem niepotrzebnie aż tyle określeń. Zdanie nie brzmi w konsekwencji dobrze. Może wystarczy Podziwiał wykonane z rozmachem obiekty…?

 

A wokół niego ludzie – kobieta w legginsach i topie słuchająca muzyki w słuchawkach,

Niezbyt ładne powtórzenie. Może kobieta w legginsach i topie, ze słuchawkami w uszach

 

dostępna jedynie dla ludzi z największą wyobraźnią

Sprawdziłem w Poradni Językowej i nie jest to błąd, ale zgrabniej zabrzmi dostępna jedynie ludziom z największą wyobraźnią :P

 

Na każdym pniu i konarze znajdowały się nie tylko dziwne brodawki, ale również wielkie, pulsujące kolorami bąble. Przed Jakubem znajdowało się coś na kształt zasłoniętego przez pnącze wejścia do tego dziwnego drzewa.

Niewielka poprawka wystarczy, żeby ten fragment wybrzmiał lepiej :) Dziwne brodawki i wielkie, pulsujące kolorami bąble znaczyły każdy pień i konar. Jakub dostrzegł coś na kształt zasłoniętego przez pnącze…

 

Zaduma nad misternością stworzonego świata uległa zamienieniu na strach przed nieznanym.

Niepotrzebnie skomplikowane zdanie, czytelnik tu utknie. Respekt dla stworzonego świata ustąpił lękowi przed nieznanym, albo coś w tym guście ;)

 

Powoli zaczęły się na niego wspinać, dotykać swoimi tłustymi łapkami ciała mężczyzny, jednak i na to był przygotowany.

Zaimek jest zbędny, bo przecież wiadomo, że nie chodzi o tłuste łapki kogoś innego.

Ciała mężczyzny – to też jest w mojej opinii zbędne.

Może: Powoli zaczęły wspinać się na jego ciało, dotykać je tłustymi łapkami, jednak i na to był przygotowany. 

 

Znalazł się w ogromnym pomieszczeniu, które zamknęło się za nim z niepokojącym trzaskiem.

Krajobrazy, które wcześniej wydawały się nieskończone, okazały się niewielkie, rozciągające się na nie więcej kilkanaście metrów wzdłuż i wszerz, a kończące się nie wiadomo jak głęboką przepaścią.

I jeszcze wpadła na znany od wielu lat temu pomysł z kluczami

Tutaj chyba coś modyfikowałeś i poprawiałeś, a potem nie posprzątałeś :D

 

Spojrzał na pokój jeszcze raz i zauważył, że na każdej z trzech ścian znajduje się zamek. A w każdym zamku znajduje się piękny, błyszczący złotem klucz. To niemożliwe, pomyślał.

Będę mocno trzymał kciuki za Twoją twórczość, mam nadzieję, że popracujesz jeszcze nad tym tekstem, bo szkoda pomysłu :) Spróbuj popracować nad warstwą językową (regulamin konkursy chyba tego nie zabrania), może kolejne osoby uznają tekst za bardziej przystępny. 

Z chęcią przeczytam też kolejne Twoje opowiadania, a jeśli będziesz potrzebował pomocy w trakcie bety, możesz do mnie napisać :)

Pozdro,

Amon

Dzięki za komentarz, AmonRa!

Cieszę się, że pomysł się Tobie spodobał, jednak rozumiem (uzasadnione) zastrzeżenia do wykonania. Postaram się dzisiaj przeredagować tekst i co nieco poprawić. Charakterów bohaterów oczywiście nie napiszę lepiej, ale może uda mi się coś zdziałać z warstwą językową.

Z chęcią przeczytam też kolejne Twoje opowiadania, a jeśli będziesz potrzebował pomocy w trakcie bety, możesz do mnie napisać :)

Bardzo dziękuję, jak będę potrzebował bety, to wiem, do kogo się odezwać. :)

'Cause nothin' lasts forever even cold november rain

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Dzięki za przeczytanie, CM!

'Cause nothin' lasts forever even cold november rain

Hej!

Bardzo spodobał mi się pomysł na świat, kreowanie własnych rzeczywistości. Ciekawy, nie wytarty, tutaj duży plus. 

 

Niestety sporo rzeczy mi zgrzytało w samym tekście, m.in. styl i gramatyka (ale o tym już ktoś mądrzejszy pisał, więc nie będę się powtarzać).

Najbardziej jednak zgrzytały mi luki w logice – od takich rzeczy jak: policja chce przepytać małe dzieci i matka pozwala im de facto przesłuchiwać je be nadzoru (niby może i się zdarza, ale nie jest to przekonujące).

Również, była mowa o sprowadzeniu dziewczynki, a potem de facto Jakub próbował ją zabić. A. ona walczyła z nim mieczem – ja wiem, że wyobraźnia, ale… jednak nie znalazłam w tekście uzasadnienia dlaczego dwunastolatka walczy z dorosłym mężczyzną i to skutecznie. 

Trochę kuje mnie w oczy logika tworzenia rzeczy przez innych, albo tego nie załapałam po prostu, niby jej świat i reguły (potem okazuje się, że nie, ale tak uważa na początku czytelnik) i niby może niszczyć rzeczy w jej świecie, ale nie dał rady kracie w pokoju? Tego nie zrozumiałam do końca.

 

Ogólnie fajny pomysł, ale dla mnie troszkę zbyt zagmatwany – akcja jest jednak ciut za szybka i ja się osobiście zgubiłam. Myślę, że jest tu też winny limit ale mam poczucie, że opowiadanie byłoby lepsze gdybyś miał więcej czasu na wprowadzenie czytelnika.

 

Nie przekonała mnie również bohaterka – zachowywała się jak de facto dorosła osoba, przynajmniej w moim odczuciu. Może można by ją postarzeć o te 2-3 lata (mam bratanicę w tym wieku i jest duuuuży przeskok pomiędzy 12 a 15 lat). 

I ostatnie – zdecydowanie zbyt dużo uwag/myśli Jakuba o tym jak niezwykła jest dziewczynka. Było kilka wzmianek i już po ostatniej to miałam takie “tak tak, wiem, ona jest super niezwykła/uzdolniona, move on”. Przesunęłabym ujawnianie/podkreślanie tego faktu na drugą część opowiadania. 

Pomysł na opowiadanie miałeś niezły, ale z wykonaniem trochę gorzej. Problem stanowiła dla mnie chaotyczność akcji i wydarzeń, a na koniec doczekałem się odpowiedzi rodzących jedynie więcej pytań. 

Tym co oceniłbym na plus, to ciekawość, jaką rodziły plany dziewczynki i na czym one mogły polegać. Spodziewałem się jakiegoś przytłaczającego zwroty akcji, ale i tu się trochę zawiodłem.

Końcówka była największym problemem, jak już wspomniałem – dużo pytań bez odpowiedzi, do tego stopnia, że zadawałem sobie pytanie “co się tam właściwie działo?”.

 

Fajnie szalona historia. Mnóstwo się dzieje, spodobały mi się walki ograniczone wyłącznie wyobraźnią. Ciekawa sprawa.

Z zarzutów: technicznie mogło być lepiej (czy tekst leżakował wystarczająco długo?) i jest trochę chaotycznie – przydałoby się więcej spokojnych wyjaśnień. Na przykład nie wiem, na czym polegał trik z kluczami i dlaczego bez niego trudniej się przenosić. Takich pytanek pozostaje więcej.

Dziewczynka popatrzyła jeszcze raz, tymi swoimi zielonymi, skrytymi za blond warkoczem oczami, prosto na twarz Jakuba.

Na ogół warkocze nosi się gdzieś z tyłu głowy, ewentualnie po bokach, ale nie na twarzy.

Babska logika rządzi!

Bardzo podoba mi się pomysł, chociaż światy, w których jedynie wyobraźnia jest ograniczeniem wiążą się z niebezpieczeństwem łatwych rozwiązań i “popłynięcia” w szaloną akcję, która nie mówi nic (nowego) o świecie i bohaterach. Ale o problemach z psychologią postaci pisali już przede mną inni.

Z mankamentów pozostałych miałem dwa problemy:

Zaniepokojony Michał wbiegł do domu, a jeszcze bardziej zaniepokojona Maja stała, jakby była drzewem i zapuściła korzenie.

– Gdzieś ty ich zabrał?! – Usłyszała dziewczynka.

 Ruszyła znowu powolnym, eleganckim i cichym krokiem zbliżając się do skłóconych partnerów policyjnych.

– Po prostu… Zniknęli!

– Jak to zniknęli?

– Odeszli, przeminęli z wiatrem i kurzem… No dobra, tylko żartuję… zdesynchronizowałem ich.

– Zdesyn… To jest łatwa robota! Ludzie zorientują się, że oni zniknęli bez śladu!

– O czym mówicie? – zapytała dziewczynka z ciekawością przebijającą strach. – Gdzie są rodzice?

– Właśnie – dodał Adam. – Gdzie?

W powyższym dialogu trochę nie wiedziałem, kto co mówi. Wiem, że ta wymiana zdań miała być dynamiczna, ale myślę, że warto jakoś oznaczyć rozmówców.

Przeniosła się do Wyobraźni, a Jakub z niezauważalną dla człowieka prędkością wyjął pistolet i strzelił.

A tu się trochę zastanawiałem, w co/kogo Jakub strzelił.

 

Ogólnie wrażenie pozytywne :)

Dzięki za wszystkie komentarze i opinie (zarówno pozytywne jak i negatywne).

 

Shanti

Trochę kuje mnie w oczy logika tworzenia rzeczy przez innych, albo tego nie załapałam po prostu, niby jej świat i reguły (potem okazuje się, że nie, ale tak uważa na początku czytelnik) i niby może niszczyć rzeczy w jej świecie, ale nie dał rady kracie w pokoju? Tego nie zrozumiałam do końca.

Nie przekonała mnie również bohaterka – zachowywała się jak de facto dorosła osoba, przynajmniej w moim odczuciu. Może można by ją postarzeć o te 2-3 lata (mam bratanicę w tym wieku i jest duuuuży przeskok pomiędzy 12 a 15 lat). 

Wiem, poszedłem na łatwiznę, ale właśnie taki, nieograniczony i skrępowany jedynie wyobraźnią świat stworzyłem. Logika tego świata tłumaczy, dlaczego stworzenie niezniszczalnej kratki jest możliwe. Bo można sobie coś takiego po prostu wyobrazić.

Co do wieku bohaterki i jej inteligencji z tym związanej. Kojarzysz Opowieści z Narnii: Lew, Czarownica i stara szafa? Wykorzystałem tu podobny motyw świata równoległego, który znajduje się tak właściwie w innym czasie. Zresztą w moim opowiadaniu znajduje się taki fragment:

Adam bujał się na huśtawce, gdy jego siostra, Maja, powiedziała mu, że idzie do Wyobraźni. Z perspektywy Adama i innych osób, które na nią patrzyły, nie zniknęła nawet na chwilę, chociaż tak naprawdę spędziła tam o wiele więcej czasu.

– Byłam tam dwie godziny – powiedziała.

Pomimo, że Maja jest w ciele dwunastolatki, nie wiadomo, na ile lat się czuje i jaką ma wiedzę, w porównaniu do przeciętnej dwunastolatki. Równie dobrze mogła spędzić w Wyobraźni dziesiątki lat, tak samo jak bohaterowie Opowieści z Narnii, którzy zestarzeli się w tym innym świecie, jednak po powrocie dalej byli w ciele dzieci.

 

Konrad 1399

Pomysł na opowiadanie miałeś niezły, ale z wykonaniem trochę gorzej. Problem stanowiła dla mnie chaotyczność akcji i wydarzeń, a na koniec doczekałem się odpowiedzi rodzących jedynie więcej pytań. 

Mogę wiedzieć, jakie są to pytania?

 

Finkla

Na przykład nie wiem, na czym polegał trik z kluczami i dlaczego bez niego trudniej się przenosić. Takich pytanek pozostaje więcej.

No właśnie z powodu limitu trochę zabrakło mi miejsca na ekspozycję :/ Będę musiał to następnym razem trochę lepiej wyważyć.

 

PanDomingo

Dzięki za komentarz!

 

Pozdrawiam :)

'Cause nothin' lasts forever even cold november rain

Wiem, poszedłem na łatwiznę,

 

Ja akurat tak nie uważam, bohaterkę odbieram jako nadwrażliwą i nadinteligentną.

Jej świat to jej azyl, królestwo, bezpieczna przystań. 

Miałam tu skojarzenia z “Opowieściami…”, lecz nie tylko. Np. “Ania z Zielonego Wzgórza” również często przychodziła mi na myśl. Nawet ciut obu części magicznej i tajemniczej “Alicji…” (oczywiście książkowej, bo o filmie wolę nie wspominać) dostrzegłam.

Jeszcze edycja. Niekoniecznie zresztą tylko dziewczynki z literatury nasuwały mi się przy lekturze tego tekstu. Nie pamiętam teraz, w jakim był wieku (wydaje mi się, że był młodszy) bohater pierwszej części “Dekalogu” Kieślowskiego, ale chłopak ten był absolutnie wybitnym dzieckiem. 

Mnie ta opowieść ogromnie się podoba.

Jak wspomniałam, kontynuacje stworzyłyby świetny cykl. :)

 

Pozdrawiam. :)

 

Pecunia non olet

No dobrze, w kwestii moich pytań. Pozwól mi najpierw coś powiedzieć.

Czytanie tej opowieści przypomina mi rozkładanie ruskich babek. Otwieram jedną – kolejna, otwieram – kolejna. I tak dalej, ileśtam razy.

W końcu dotarłem do ostatniej, a na niej widnieje wiadomość “by poznać odpowiedź, przeczytaj ukrytą wiadomość cofając się o 3 babki”.

Ok, znalazłem tę wiadomość na rzeczonej babce “już prawie, cofnij się jeszcze o 2 babki”,

2 babki później – “odpowiedź znajdziesz na 2 babce od końca”,

2 babka od końca – “wynik twojego równania to x=87p421/90*321ox”

???

Moje pytania – “o co tu właściwie chodzi?”, “to w końcu jaki jest ten prawdziwy świat?”, “aaa… to ona go zabiła cofając się do poprzedniej wyobraźni?”, “co to znowu za zarządca?” 

– Minęłoby o wiele więcej niż sekunda – odpowiedział mężczyzna. – Nie pamiętasz, jakie zasady rządzą prawdziwym światem.

“to jak płynie ten czas w wyobraźni?”.

Generalnie chodzi o to, że nie wiedziałem, co tak naprawdę się dzieje.

 

Ogranicza nas tylko wyobraźnia… Moim zdaniem tekst świetnie wpisuje się w konkursowy temat. Światy oparte na wyobraźni, jeden wychodzący z drugiego, przenikające się rzeczywistości i nigdy nie wiadomo, co tak naprawdę jest prawdziwe… Podoba mi się taka wizja i podoba mi się rozmach, z jakim wszystko opisujesz :)

Klikam bibliotekę i życzę powodzenia w konkursie.

Nowa Fantastyka