- Opowiadanie: Natende - Potwór Spod Łóżka

Potwór Spod Łóżka

Moje drugie poważne opowiadanie pisane za jednym razem.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Potwór Spod Łóżka

Noc 1/3

 

Puk… Puk…

Stukanie dobiegało spod łóżka i rozeszło się echem po pokoju, w którym ciemność zdecydowanie dominowała tej nocy. Za oknem, ze świstem na końcu, wiał wiatr, brzmiący tak, jakby chory na płuca człowiek wykonywał oddechy, jeden po drugim, ze znaczną przerwą pomiędzy.

Pukanie, trzaskanie, wianie. Nieodłączni towarzysze strachu i grozy. Chęć ucieczki w nieznane, byleby tylko nie zasypiać przy tych dźwiękach, narastała z każdą kolejną złamaną gałęzią, czy z kolejnymi rąbnięciami piorunów gdzieś z oddali. Tej nocy padało. I to mocno.

Puk… Puk…

Chłopak obudził się, lekko uchylając oczy. Czuł, jakby ktoś (a może coś) w nocy wlał mu między powieki klej szybkoschnący. Leżał przykryty po sam nos, z nogami ugiętymi pod kolana i rękoma mocno ściskającymi pluszowego misia z bajki, którą co wieczór oglądał na dobranoc, lecz nie mógł przypomnieć sobie jej nazwy. Miał tylko osiem lat.

Kołdra w motywie Super Mana opatuliła w kokon jego całe ciało. Rozbudził się już zupełnie. Akurat teraz. Akurat podczas deszczu z piorunami i wycia wiatru za oknem, przerażającego do szpiku kości. Akurat teraz…

Puk… Puk…

Dźwięk delikatnego pukania wydobył się spod łóżka. Naraz chłopca oblał zimny pot, ciało pokryła gęsia skórka, a oczy wytrzeszczyły się, jakby chciały uciekać. Pod jego łóżkiem właśnie coś stukało.

Puk… Puk…

Ponowny odgłos. Tym razem upewnił się stuprocentowo, że to, co słyszy, znajduje się pod nim. Teraz nie potrafił nawet wyjąkać żadnego wyrazu. Czuł wręcz, jakby jego gardło obwiązała jakaś niewidzialna lina. Lina, na której siłę ucisku nie miał wpływu. Zaczął odpływać…

Zamknąwszy oczy, znalazł się w wyobraźni. W miejscu najbardziej niezbadanym przez niego dotychczas. Wyobraził sobie rodziców. Kochaną, piękną, mamusię o kasztanowych oczach i jeszcze ciemniejszym niż kasztany kolorze, włosów siedzącą nad nim i opowiadającą mu bajkę na dobranoc. O Boże. Ile by oddał, żeby ta scena właśnie stała się rzeczywistością.

Wiatr przybrał na sile i napierał na okno jeszcze mocniej, tak jakby chciał się tam dostać i porwać dziecko ze sobą. Jednak kapryśna wichura nie miałaby jak tego zrobić. Potwór Spod Łóżka by je obronił. Stanąłby niczym ceglany mur, zasłaniając ciało chłopca i przyjąłby na siebie wszystkie ciosy ostrego jak katana wiatru, tylko po to, by móc pobawić się z nim do czasu, gdy zacznie dojrzewać i uświadomi sobie, że potwora nie ma.

I pukanie zniknęło. Zasnął…

 

Noc 2/3

 

Hrrr… Ghrrrr…

To warczenie słyszał we śnie. Ochrypły, przerażający i dochodzący z bardzo bliska dźwięk przeszedł z jednego ucha, do drugiego, po drodze zahaczając o mózg.

Hrrum! Rhhhh!

Obudził się zlany zimnym potem i tętnem zdecydowanie przekraczającym normę. Tej nocy za oknem panowała cisza. Zupełna, głucha cisza spowijająca okolicę. Każdy spał. Oprócz niego, a raczej nich.

HARHHHH!

(O nie on znów tu jest o mamo o proszę mamusiu ja chce do ciebie proszę)

To, co nawiedzało go we śnie, okazało się rzeczywistością. Okropne chrapanie wydobyło się spod łóżka, tak jak pukanie poprzedniej nocy. Chrapanie tak donośne, że słyszał je nawet po zatkaniu uszu drobniutkimi dłońmi.

Przez moment nie wiedział, gdzie się znajduje. Mimo że jego rodzice nie byli katolikami, to postanowił złożyć dłonie w geście modlitwy i wymamrotać coś pod nosem. Póki mógł.

(Boże proszę zabierz to ja się boję Boże proszę…)

Rozbolała go głowa. Pot zaczął gromadzić się w okolicy jego klatki piersiowej i pod pachami, na których nie wyrósł jeszcze żaden młodzieńczy włos.

W pewnej chwili usłyszał to ponownie i tym razem popuścił. Starał się wytrzymać z napierającym moczem, ale nie mógł. To go przerosło. Ciemnożółta, ciepła i ohydnie cuchnąca ciecz w sekundę zabarwiła pościel i już nie wyglądała, jak ta sprzed paru minut. Przynajmniej nie w kolorze, w jakim była na początku.

Wiedział, że mama się wścieknie, bo już kiedyś tak robił. Szczególnie kiedy śniła mu się toaleta i miał mocną chęć opróżnienia pęcherza. Wtedy budził się w smrodzie własnych szczyn kujących w nozdrza z okropną siłą.

Powrócił jednak do rzeczywistości. Chrapanie ustało. Przez moment wstrzymał oddech i w pokoju zapanowała taka cisza, że był w stanie usłyszeć bicie własnego serca. Mięsień walił w klatkę piersiową z namacalną siłą, o mało z niej nie wyskakując.

Cisza.

Chłopiec przełknął ślinę, a czynność ta wydawała się być nadzwyczajnie głośna. Za oknem nic: żadnej muzyki puszczanej na imprezie, żadnych karetek, policji, straży. Zupełna cisza.

Pogrążony w ciemności czekał na niego… Na Potwora Spod Łóżka.

GHRRR! GHRR! HRRRR!

I doczekał się. Czuł, jak jego ciało nagle zaczyna się wzdrygać, tak jakby ktoś w środku niego odpalił młot pneumatyczny i zaczął wiercić nim narządy. Chciał krzyknąć, ale nie mógł. Jego szyję pokrywał niewidzialny węzeł próbujący wypluć z niego jabłko Adama.

Ucichło.

Ponownie.

ŁUP… ŁUP… ŁUP…

Jego serce wciąż bije. To znak, że żyje.

Tym razem jednak Potwór nie zacharczał, do momentu, aż chłopak zasnął. Nie wiedział jakim cudem, ale zasnął.

 

Noc 3/3

 

Uderzył piorun. Gdzieś w oddali niezwykle głośny trzask wybudził chłopca ze snu w środku nocy. Na zewnątrz lało jak z cebra. Słyszał kropelki deszczu uderzające z ogromną siłą o dach domu. W pewnym stopniu koiło go to i usypiało, lecz teraz wiedział, że gdy już się obudził, nie zaśnie ponownie. Wiedział, co go czeka… Kolejna noc zabawy z kolegą, w której ubaw ma tylko jedna ze stron.

Puk… Puk… Hrrr! Ghrrr!

Siły się połączyły. Stukanie i warczenie przybrało na mocy łącząc się w jedność. Chłopiec był na to gotowy. Postanowił, że tym razem…

(to jest tylko w twojej głowie).

… nie przestraszy się. Tym razem zmężnieje jak tatuś i pójdzie dalej spać. Powoli uświadamiał to sobie, podnosząc się na duchu, gdy nagle poczuł na ręce lodowaty, delikatny i przerażający dotyk czegoś, co dotąd nie było mu znane. Nieznajoma dłoń, na której palce wydłużały się na kilkanaście centymetrów więcej od jego, spoczęła na nadgarstku.

Przeszył go zimny dreszcz i trafiwszy w kark z impetem pocisku karabinu maszynowego chłopak znieruchomiał. Kołdra w pewnym momencie wydawała się szorstka, jak papier ścierny. Jego skronie pulsowały, wargi mimowolnie drgały, a lśniące, niebieskie oczy otworzyły się z niezwykłą łatwością. Powieki drętwe na tyle, że nie sposób było ich zamknąć, doprowadzały go do szaleństwa. Poczuł na twarzy spływające leniwie kropelki potu.

Kołdra odsunęła się na bok, odsłaniając dolne części ciała chłopaka. Włosy, wciąż krótkie, jeżyły się na całą długość nóg, a spodenki, w których spał, już dawno zafarbowane były na żółto, podobnie jak prześcieradło i materac. Palce u nóg, wykrzywione w przerażającym afekcie, wyglądały jak połamane.

Widział to, co sprawiało, że czuł chłód. Widział dłoń Potwora.

Palce miał wydłużone, jakby nienaturalnie blade. Paznokcie na wykończeniu przypominały bardziej szpiczaste igły, niż właśnie paznokcie. Sama dłoń była w kolorze węgla, wręcz spalona, pomarszczona i złuszczona bez żadnych włosów.

Teraz cię mam, chłopcze…

Usłyszał go. To on. Ten sam głos, który jeszcze zeszłej nocy chrapał przerażająco pod jego łóżkiem. Ten głos, lecz w jego głowie doprowadzał go do skrajnej paranoi.

Nagle mocno osadzona dłoń zaczęła się ruszać. Chłopak, wciąż drętwy od stóp do głów, jakimś cudem spojrzał na nią, a następnie w prawo, gdzie znajdowała się podłoga, a także kraniec łóżka. Zza jego rogu zaczęła wysuwać się głowa. Głowa bardziej spalona, niż spalone były ręce. Przerażenie chłopaka sięgało zenitu.

Krzyczał. A przynajmniej w swojej głowie. O wydobyciu dźwięku w pokoju nie było mowy. Aktualnie jego marzeniem nie była nowa konsola, lecz moment, kiedy rodzice wchodzą do pokoju i zapalają światło.

Byt wysunął się jeszcze bardziej, na tyle, by chłopak mógł dojrzeć łysą, złuszczoną do granic możliwości głowę. Po chwili wysunęła się wyżej, dając widok przerażonemu chłopcu na oczy – zapadnięte, czarne ślepia wyglądające niczym dwie czarne dziury chcące pochłonąć wszystko, co się da. Pod nimi rzekomo znajdować miał się nos, lecz tego tam nie było.

Sekundę później chłopiec widział już całą twarz. Pokryta była zmarszczkami i płatami złuszczającej się skóry. Brak uszu i nosa rekompensowały usta Potwora. Na szczęście (lub nie), je akurat posiadał.

Potwór uśmiechnął się szeroko, odsłaniając tym samym ogromne, pożółkłe i krzywe zęby. Pomiędzy górną a dolną wargą wysunął się lepiący, ohydny jęzor dłuższy od jęzora kameleona i spoczął bezwładnie w powietrzu. Byt wypuścił oddech, przyprawiając tym samym chłopaka o mdłości. Fetor zgnilizny i rozkładającego się ciała uderzył w jego nozdrza z nierealnym impetem.

Uścisk dłoni przybrał na sile, a Potwór zbliżył się do przodu, doprowadzając chłopca do stanu, którego człowiek nie jest w stanie sobie wyobrazić – stanu, w którym twe mięśnie stają się napięte i jednocześnie zwiotczałe. Stanu, w którym brak kontroli nad własnym ciałem staje się najgorszym koszmarem, a sparaliżowane ciało odmawia jakiegokolwiek posłuszeństwa.

Zaraz cię dopadnę…

Potwór przemówił chrapliwym głosem. Serce chłopaka w tym momencie dochodziło do maksymalnych granic wytrzymałości, praktycznie przekraczając stan krytyczny. Poczuł, jak kołuje w klatce, a moment później ściska, wywołując ostry ból. Miał wrażenie, jakby narząd zatrzymał się w miejscu, niezdolny do pracy ani chwili dłużej. I rzeczywiście tak było. Chłopiec przestał oddychać.

Gdy Potwór zbliżył się do niego na odległość kilkunastu centymetrów, ten już nie żył. Serce przestało bić, a Potwór, widząc to zajście, uśmiechnął się jeszcze szerzej i oblizał wargi. Dopiął swego. Dzieciak umarł z otwartymi oczyma, a mięśnie w chwili śmierci poluzowały się i wyglądały, jakby spuściły z siebie powietrze. Jakby odetchnęły po piętnastokilometrowym maratonie biegu. Uścisk Potwora znacznie zelżał i powoli zaczął opuszczać rękę chłopaka, która będzie już zimna, gdy mama obudzi go rano do szkoły.

Potwór po chwili wpełzł z powrotem pod łóżko, jednocześnie śmiejąc się pod nosem. Chichotał jak psychopata, widzący swoje odbicie w lustrze. Chichotał dopóty, dopóki nie zniknął w otchłani własnego szaleństwa.

 

 

 

Koniec

Komentarze

Witaj.

Opowiadanie (wraz z zakończeniem) mocno szokujące, zważywszy na Twój wiek. 

Świetne potęgowanie grozy, czytelnik mimowolnie utożsamia się w pewnym stopniu z chłopakiem i przeżywa jego strach. Napisałeś o wstrząsających odczuciach ośmiolatka mocno i dosadnie.

Z technicznych spraw wpisałam sobie:

boję (na końcu ę)

na ciele znajdował się pot – trzeba zmienić

kujących – brak ł

delikatny, – przecinek usuwamy

Jakaś dłoń…. – zdanie całe do poprawy

głów, – ma być przecinek

w stuprocentowo – bez w

z ust – usunąć

ucisku, nie – bez przecinka

włosach – zmienić

proszę” – brak na końcu zdania kropki

 

Gratuluję tak dojrzałego tekstu jak na szesnastolatka. Na podstawie Twego tekstu mógłby powstać wspaniały horror. 

 

Pozdrawiam. 

 

Pecunia non olet

Dziękuję za opinię i poprawki oraz za miłe słowa. Staram się robić co w mojej mocy, by tekst wyszedł jak najlepiej :)

Cała przyjemność po mojej stronie, sama nadal uczę się poprawnie pisać, język polski jest wspaniały, lecz nader trudny. :)

Powodzenia, pozdrawiam. ;)

Pecunia non olet

hm…. opowiadanie (a nie fragment), 10k znaków, więc malutko… i tylko bruce to przeczytała? oj, nieładnie!

 

Dodam kilka słów od siebie.

 

Stukanie dobiegało spod łóżka i rozeszło się echem po pokoju,

Jeśli dobiegało, to rozchodziło. Jeśli rozeszło, to dobiegło :)

 

Kołdra w motywie Super Mana

To znaczy… Supermana?

 

przeszedł z jednego ucha, do drugiego – przecinka być tu nie powinno

 

Ciemnożółta, ciepła i ohydnie cuchnąca ciecz w sekundę zabarwiła pościel i już nie wyglądała, jak ta sprzed paru minut. Przynajmniej nie w kolorze, w jakim była na początku.

Ciecz nie wyglądała czy pościel? Ciecz nie była w kolorze czy pościel?

 

Nieznajoma dłoń, na której palce wydłużały się

Palce raczej tego nie robią. Nie wydłużają się. Tzn. chodzi Ci o to, że palce nieznajomej dłoni były o kilkanaście centymetrów dłuższe niż dłoni chłopca, więc po prostu tak napisz :)

 

Przeszył go zimny dreszcz i trafiwszy w kark z impetem pocisku karabinu maszynowego chłopak znieruchomiał.

Ale co trafiło w kark? I czyj kark?

 

Usłyszał go. To on. Ten sam głos, który jeszcze zeszłej nocy chrapał przerażająco pod jego łóżkiem. Ten głos, lecz w jego głowie doprowadzał go do skrajnej paranoi.

Silna zaimkoza. (zaimki pogrubiłem, zdecydowanie za dużo ich :P)

 

Pod nimi rzekomo znajdować miał się nos,

Słowo “rzekomo” tu raczej nie pasuje. Raczej “pod nimi powinien znajdować się nos”

 

stanu, w którym twe mięśnie stają się napięte i jednocześnie zwiotczałe.

Mówienie do czytelnika (”twe”) generalnie nie jest dobrym pomysłem, jeśli nie jesteś doświadczony w tym temacie.

 

piętnastokilometrowym maratonie biegu.

Dwa błędy w trzech słowach. Skoro maratonie, to wiadomo, że biegu, i wiadomo też, że nie piętnastokilometrowym, bo maraton to 42 kilometry :)

 

Będę dość brutalny – nie jest za dobrze. Te rzeczy, które wypisałem, to w żadnym razie nie były wszystkie błędy, cierpliwsi i staranniejsi ode mnie znaleźliby ich jeszcze dużo więcej. Ponadto opowiadanie jest po prostu mało ciekawe.

Żeby jednak nie kończyć tak negatywnie, dodam, że widzę pewien potencjał w Tobie, autorze. Masz dopiero 16 lat i jeśli będziesz pisał więcej (i czytał – czytanie bardzo pomaga!), na pewno Twoje opowiadania staną się lepsze :)

 

Pozdrawiam.

Precz z sygnaturkami.

Ok, dzięki za opinie :)

Nowa Fantastyka