- Opowiadanie: Wilk który jest - Porządki na Pasterniku

Porządki na Pasterniku

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

Użytkownicy II, Użytkownicy V

Oceny

Porządki na Pasterniku

– Tato, masz zapałki?

Ojciec oderwał wzrok od stosu „Perspektyw”. W niektórych czasopismach z epoki gierkowskiej były notatki dziadka, które odkładał dla babci. Resztę wrzucał na taczkę.

– Nie mam, a po co ci?

– Znalazłem świece.

– Czołówka ci nie wystarcza?

– Nie bardzo. Mam wrażenie, że z ciemności coś się na mnie gapi. Drażni mnie to.

– Może myszki?

– Nie sądzę. Zapalniczki też pewnie nie masz?

– Poszukaj w szafie. Dziadek palił. Miał też tu jakiś palnik. Widywałem wieczorami fioletową łunę.

Skrzypnęły drzwi. Z wnętrza mebla wydobył się intensywny zapach naftaliny.

– Tato.

– Co?

– Dlaczego dziadek nie podłączył tu prądu?

Ojciec nie zareagował, bo właśnie oglądał kartkę z cyframi ułożonymi w kwadrat i zastanawiał się, czy ją zostawić, czy nie.

– Nie pytałeś? – nie ustępował syn.

– Pytałem.

– Tato, weź, rozwijaj te odpowiedzi, bo oszaleć można!

– Stwierdził, że gdyby miał światło, to by za dużo pracował, a tak to kończył o zmroku.

– Ciekawe uzasadnienie – mruknął syn.

Nagle krzyknął:

– Mam!

– Zapałki? – spytał ojciec.

– Nie. Lampę naftową! – triumfalnie obwieścił nastolatek. – Niestety ognia wciąż nie znalazłem – dodał.

Pracowali dalej w milczeniu. Syn, wyciągając z szafy coraz dziwniejsze przyrządy niewiadomego przeznaczenia, postanowił dowiedzieć się czegoś o ich właścicielu: – Jaki był pradziadek?

Ojciec rzucił kilka czasopism na taczkę i odparł:

– Pogodny. Ręce miał nad podziw sprawne. Kiedyś wystrugał takie małe samoloty i ustawił na podwórku. Gdy się do nich podchodziło, śmigła zaczynały się kręcić. Któregoś dnia zauważyliśmy z kuzynem, że nie poruszał ich wiatr. Zapytaliśmy o to dziadka. Powiedział, że musiało nam się przywidzieć. Gdy przyjechaliśmy następnym razem, samolotów już nie było. Co roku dawał babci złoty pierścionek. Nikt wówczas takimi w okolicy nie handlował. Wyglądały jak splecione z drutu. Wzornictwo wyprzedzające epokę – zaśmiał się. – Dziadek układał też dla siebie zagadki. Wyciągał je po latach i rozwiązywał. W końcu trafił na taką, której nie dał rady…

– Zapalniczka! – krzyknął syn. – Ale bez kamienia…

– Poszukajmy razem, bo inaczej nigdy nie skończymy tych porządków.

W dolnej szufladzie szafy leżały bibułki i gilzy. Znalezione pudełko na kamyki do zapalniczki było puste. Szperali dalej. W końcu ojciec dostrzegł drobny, grafitowy sześcian. Podał go synowi, mówiąc:

– Czyń honory!

Kamień znalazł się na właściwym miejscu. Po draśnięciu błysnął fioletowym światłem. Płomień w mig objął zapalniczkę. Ojciec wyrwał ją z rąk syna, wrzucił do pierwszego z brzegu naczynia i przykrył pokrywką.

– Oparzyłeś się? – zapytał zdenerwowany.

– Nie – odparł zagadnięty, oglądając uważnie dłoń. Wskazując na kociołek, dodał: – Patrz, dalej się jara!

Filetowy blask jaśniał między brzegiem naczynia a powichrowaną pokrywką. Sagan wyglądał na pochodzący z dawnej epoki, albo nie z tego świata.

– Wypali się – zawyrokował ojciec. – Już starożytni Grecy mówili, że ogień rodzi się, zjada swoje pożywienie i umiera.

Po chwili niesamowite światło przygasło. Zajrzeli do naczynia. Zapalniczka leżała na samym środku.

– Dziwne – powiedział syn. – Wydawało mi się, że jest srebrna, a ma wyraźnie złoty kolor.

– Może od ognia wierzchnia warstwa zeszła? – zastanowił się ojciec.

– Tato, mogę ją zatrzymać?

– Myślę, że o popsutą zapalniczkę babcia się nie pogniewa.

I tak oto w Suchedniowie na ulicy Pasternik wypalił się ostatni kamień filozoficzny.

Koniec

Komentarze

Cześć ;) Czytało się dobrze, bo i fajnie napisane, ale dialogi są tutaj słabym punktem (ze strony technicznej. Sama wymiana zdań wiarygodna). Wstawiasz kilka razy małą literę tam, gdzie powinieneś zaczynać od dużej. Jest też kwestia suchych wtrąceń narratora po kwestiach dialogowych, typy: powiedział syn, zawyrokował ojciec, zastanowił się ojciec, odparł ojciec, krzyknął syn itd. Itp. Kilka razy ok, ale na dłuższą metę nie wyglada to zgrabnie, a szkoda, bo reszta zgrabna jest jak najbardziej. Ciekawy pomysł na wypalenie ostatniego kamyka w zapalniczce ;) Tutaj mamy zamianę w złoto, choć czuję, że dziadek znał też inne zastosowania :P Scena wzbudzała ciekawość i czułem nastrój tajemnicy, który nieźle zbudowałeś. Tyle ode mnie, sorki, że z telefonu. Pozdrawiam!

Cześć Wilku, który jest! :)

Podobało mi się. Co mi się podobało? 

 

W niektórych czasopismach z epoki gierkowskiej były notatki dziadka, które odkładał dla babci.

To jak takimi drobnostkami pokazujesz emocje. Bardzo ładne zdanie. 

 

– Stwierdził, że gdyby miał światło, to by za dużo pracował, a tak to kończył o zmroku.

To fajne! :D Aczkolwiek, jako osoba ze skrajnie nocnym chronotypem, mam wysoki szacunek do prądu ;) 

 

Dziadek układał też dla siebie zagadki. Wyciągał je po latach i rozwiązywał. W końcu trafił na taką, której nie dał rady…

Zastanawiam się czy rozumiem to zawieszenie na końcu i czy jest tu coś do rozumienia więcej: to nawiązanie do kamienia? Ja tu wyczułam metaforę śmierci, ale to ja. I podoba mi się dziadek układający zagadki dla samego siebie na przyszłość, ładne. 

 

W ogóle fajny pomysł na ugryzienie tematu kamienia, takie proste, prozaiczne to… ot, zapalniczka w Suchedniowie. 

I nie zgadzam się z Realuciem, mi didaskalia dialogowe bardzo pasują, sama ich dużo używam (wg niektórych nadużywam ;)). Lubię je, bo rozszerzają dialog, tak że nie jest istotna tylko treść wypowiadana, ale i sposób, dźwięki itd. 

 

Pozdrawiam i powodzenia! :) 

Koi, ależ rozszerzanie dialogów jest jak najbardziej dobre, jeno robienie tego w sposób monotematyczny, szybko daje wrażenie monotonii. Zamiast po dialogu pisać enty raz: powiedział Franek, można chociażby napisać, co Franek wtedy robił, gdzie się gapił, o czym myślał itd. Przykład:

– A idź do diabła – powiedział Franek

wersja druga:

– A idź do diabła – Rąbnął pięścią w stół.

Rozumiesz, o co mi chodzi? ;)

Pewnie, że rozumiem i takie didaskalia, o jakich piszesz, są o wiele fajniejszą opcją :) Tylko tutaj nie widzę monotonii, jest że “mruknął”, “zawyrokował” itd. i wg mnie to jest ok.

Bardzo fajna scenka, taka swojska, normalna, bo kto nie ogarniał rupeciarni po dziadku/ojcu/wujku niech pierwszy rzuci kamieniem (filozoficznym ;)).

Podobało mi się, bo napisane sprawnie i wiarygodnie, a na końcu okraszone spodziewanym, bo spodziewanym, ale i tak ciekawym motywem dziadkowych eksperymentów alchemicznych.

I tak jak Koimeoda, też zastanawiam się, czy to zdanie nie niesie ze sobą jakiejś głębszej treści:

Wyciągał je po latach i rozwiązywał. W końcu trafił na taką, której nie dał rady…

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Koi, to są tylko zamienniki, ale sposób pozostaje ten sam. Tak jakbym jadł wciąż to samo danie, zmieniając w nim za każdym razem tylko jeden składnik. A wolałbym jeść całkowicie inne, jak tylko często to możliwe. Co innego też w dłuższym tekście, ale w krótkim taka skąpa różnorodność rzuca się w oczy. Ale już tu wilkowi nie spamujmy o indywidualnych upodobaniach dialogowych. Ten jeden aspekcik dlatego mnie dotknął w tym tekście, gdyż całość jest naprawdę napisana lekką niczym pióro, sprawną wilczą dłonią, więc ujrzałem pewien kontrast. Ale opowiadanie jest fajne i, jak to nazwała Outta, swojskie, więc kończę marudzenie :)

Bardzo sprawnie napisane! Nostalgiczne. Porządkowanie miejsc należących do przodków. :-)

 

Fajny też Pasternik. :-)

Powodzenia w konkursie!

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Proste, sprawnie napisane, ale w sumie nie bardzo ruszyło. Natomiast co muszę przyznać – bardzo sprawnie napisane, tak idealnie w długość tekstu, lekko, naturalnie, zachęca, żeby zaglądać w inne teksty. Sam pomysł o tym, jak magia przemija niezauważona tez sam w sobie dobry – choć trudny do uchwycenia w sposób interesujący. Ale mimo „nie bycia ruszonym” muszę przyznać, ze scena jest bardzo realistycznie napisana. W sensie – prawdziwa.

 

Witaj.

Świetny pomysł, długo czytelnik nie jest pewien, skąd złoto i misternie wykonana biżuteria na palcach prababci Syna, w końcu tajemnica zostaje odkryta. 

Gratuluję, bardzo mi się podobała Twoja opowieść. :)

Pozdrawiam. 

Pecunia non olet

Potwierdzam dobre wrażenia przedpiściów. Tekst jest kompaktowy i skończony, ale nadałby się na prolog do jakiejś bajecznej powieści.

Wilku, bardzo mi się podoba, głównie dlatego, że opisujesz zdarzenie szalenie zwyczajne i jedynie wspomnienie o dziadku wnosi nieco szczególnego, niemal magicznego klimatu.

Nietypowe też okazało się tutaj poszukiwanie i znalezienie kamienia – kto by przypuszczał, że filozoficznego…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@Realuc – dzięki za uwagi! Cieszę się, że Koimeoda sprowokowała Cię do rozwinięcia wątku, bo za pierwszym razem nie bardzo zrozumiałem, co konkretnie miałeś na myśli. Dzięki raz jeszcze za obszerne rozwinięcie! :-)

 

@Koimeoda – bardzo miły komentarz i cieszę się, że zechciałaś poszukać w zdaniach czegoś więcej. Krótkie tekst już tak mają, że czasem i słowa mają znaczenie.

 

@Outta Sewer – piękne dzięki za dobre słowo! :-) Rozważania nad zdaniem szczerze mnie wzruszają! :-)

 

@Asylum – dziękuję! :-) Pasternik bardzo się zmienił. Gdy tam wróciłem po latach, musiałem pytać o drogę. :-) Nawet nie wiem, czy ten warsztat jeszcze istnieje, ale w pamięci pozostał.

 

@Wilk-zimowy – Wilku, dziękuję Ci za tę podnietę do napisania tekstu! :-) A co do oceny – to przecież Twój konkurs i najlepiej wiedziałeś, co chciałbyś dostać. Trochę jak z urodzinami, albo gwiazdką. Raz jeszcze dzięki! :-)

 

@Bruce – zastanawiając się, czy wolisz: „Wejście smoka”, czy „Drogę smoka”, serdecznie Ci dziękuję za dobre słowo! :-)

 

@Nikolzollerne – dziękuję! :-) Tekst faktycznie udało się zamknąć, ale ile wątków musiałem wyrzucić z braku wolnych znaków, to tylko dysk twardy wie! :-)

 

@Regulatorzy – Bogini, dziękuję za dobre słowo! :-) „Zdarzenie szalenie zwyczajne” – ma to chyba podłoże, nad którym się dotąd nie zastanawiałem. Pisałem ostatnio artykuł o twórczości Stefana Grabińskiego („Stefan Grabiński i heavy metal”), a on tak właśnie pisał: o zwykłych sprawach z magicznym tłem.

 

Serdecznie Wam dziękuję za czas poświęcony na lekturę i wszystkie uwagi! Biorę je sobie do serca i do każdej z Waszych myśli jeszcze wrócę!

 

A korzystając z okazji – fantastycznych Świąt Wam życzę! :-)

 

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

 

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Wilku, pisz więcej artykułów o twórczości innych, a wtedy Twoja nabierze nowego wyrazu.

Niech Twoje ś=Święta będą spokojne i radosne. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję, Bogini (za radę również!) :-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Kolejny tekst będzie o Józefie Relidzyńskim. Dokładnie o tomiku: „Czarna dama. Historje groteskowe” z 1927 roku. Ale to dopiero jesienią. ;-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

No to trzeba będzie trochę poczekać. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zgodnie z zasadą Schopenhauera o subiektywnym przyspieszeniu upływu czasu, zleci, zanim się obejrzymy! :-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Wiem, Wilku, ale bardzo bym chciała, żeby wiosna i lato trwały jak najdłużej. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Marzenie Muminka! :-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka