- Opowiadanie: Lupus90Gno - Eliksir wszechmocy

Eliksir wszechmocy

Odszedłem od tematu od kamienia filozoficznego, tekst traktuje tylko o alchemii. Ciężko mi streścić tak krótkie opowiadanie. Sam jestem ciekaw, czy ten eksperyment mi wyszedł. :)

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Eliksir wszechmocy

Antonius szedł przez labirynt korytarzy jak burza. Nie zatrzymały go pułapki, nie powstrzymali strażnicy. Wielkie kamienne wrota roztopiły się od słów jego zaklęcia jak masło na rozgrzanej patelni. Czarodziej przeskoczył nad resztkami po odrzwiach. W końcu trafił do kryjówki alchemika Joannesa.

Gdy tylko zjawił się w pomieszczeniu, słudzy mistrza eliksirów zaatakowali go z trzech stron naraz. Jeden niedbały ruch ręki wystarczył, aby cała piątka halabardzistów została powalona przez magiczny podmuch wiatru. Antonius mógł teraz ze spokojem ruszyć w kierunku alchemika.

Joannes stał oparty o solidny dębowy regał wypełniony eliksirami. Drżał ze strachu i złości. Prawą dłoń kurczowo zaciskał na rękojeści noża. Czarodziej posłał gospodarzowi surowe spojrzenie.

– Obiecałeś mi jedną, dowolną miksturę. 

W oczach alchemika zapłonęła nienawiść.

– Czego chcesz? Siły tytana? Oddechu smoka? Znam cię! Powyrzynasz nas wszystkich!

Antonius pokręcił przecząco głową.

– Nie śmierci waszej pragnę. Chcę tylko, abyście stali się lepszymi ludźmi. Aby każdy na tym świecie był dobrym człowiekiem. Dlatego właśnie potrzebuję eliksiru wszechmocy.

Alchemik syknął przeciągle.

– Nie dasz rady zapanować nad taką magią!

Czarodziej nie przejął się przestrogą. Wyciągnął rękę przed siebie i wypowiedział zaklęcie. Fiolka ze złocistą miksturą popłynęła w powietrzu wprost do niego. 

– Tylko za pomocą omnipotencji mogę zmienić bieg historii.

Alchemik drżał jak osika.

– Nie podołasz… 

Arcymag odkorkował flakonik i wychylił miksturę duszkiem. Czuł się wspaniale, potężny jak nigdy wcześniej. Stał się panem dziejów. I doskonale wiedział, iż… 

– Tego nie da się czytać.

Antonius zamrugał kilka razy i spojrzał na Joannesa. Alchemik był ubrany inaczej niż jeszcze przed chwilą. Biała koszula i granatowy… mundur wyglądały, jakby zostały uszyte w obcym świecie. Pomieszczenie, w którym przebywali, również uległo zmianie. Na podłodze zagościły deski, ściany składały się ze stali i szkła, a na stole leżały jakieś… świecące przedmioty.

– Gdzie my jesteśmy?

Niecny uśmieszek wypełzł na twarz alchemika.

– Nie wie pan? – zapytał z rozbawieniem. – Znajdujemy się w siedzibie wydawnictwa Nowa Strona. Tydzień temu przyniósł pan maszynopis swojej powieści. Właśnie ją recenzuję.

Antonius rzucił okiem na stojących za gospodarzem ochroniarzy. Wszyscy byli ubrani w tak samo skrojone czarne mundury.

– Jakie znów wydawnictwo? Byliśmy w twojej twierdzy, zażyłem eliksir wszechmocy… 

Pomocnicy alchemika zarechotali głośno. Joannes uśmiechnął się z politowaniem.

– To urocze, że tak bardzo identyfikuje się pan z bohaterem własnej powieści. Powieści, która, nawiasem mówiąc, jest bardzo niedopracowana. 

– Jaka powieść? O czym ty mówisz? Wypiłem miksturę! Posiadam teraz absolutną kontrolę nad biegiem historii!

Alchemik pokiwał głową.

– Ma pan absolutną kontrolę nad biegiem historii. I nad bohaterami własnej powieści. Jest pan pisarzem. Albo przynajmniej chce nim być. Życzę powodzenia!

Cała ta sytuacja zirytowała Antoniusa niezmiernie.

– Dosyć tego! Zdejmę tę klątwę!

Czarodziej wypowiedział zaklęcie. Nic się nie stało. Antonius nawet nie poczuł, żeby moc przez niego przeszła. Ochroniarze znów wybuchnęli śmiechem. Mag w osłupieniu patrzył na chichoczącego alchemika.

– Chłopcy, proszę, pokażcie naszemu zaklinaczowi pióra, gdzie są drzwi. 

Chcieli wynieść go z pomieszczenia, ale wyszarpnął im się z rąk i sam opuścił pokój. W sercu czarodzieja wrzało jak w garnku, ale jego umysł już obmyślał plan zemsty.

Epilog

Zapadł wieczór, a Joannes nadal dyskutował ze swymi pomocnikami w siedzibie wydawnictwa.

– Niestety nie możemy wrócić. Musimy powstrzymywać Antoniusa tak długo, jak tylko się da.

– A czy powrót jest w ogóle możliwy?

– Nie działają tu eliksiry, więc nie wiadomo.

Zapadła cisza. Słudzy alchemika bali się o to zapytać. W końcu któryś z nich się przełamał.

– Mistrzu, a jeśli Antonius znajdzie sposób na sprowadzenie magii do tego świata? Co wówczas zrobimy? 

Na łagodnej twarzy staruszka pojawił się cień uśmiechu.

– Niepohamowana żądza władzy doprowadziła go do klęski. Następnym razem również wykorzystamy tę słabość.

Koniec

Komentarze

Zaskakujący twist, a właściwie nawet dwa. Fajny szort ;)

Tutaj trochę nie brzmi:

przeskoczył nad resztkami po odrzwiach

Chyba powinno być “nad resztkami odrzwi”, ale głowy sobie nie dam uciąć.

 

Pozdrawiam!

 

Hej

 

Nie śmierci waszej pragnę

Patrząc na to jak piszesz resztę tekstu daruj sobie stylizację dialogów.

 

Arcymag odkorkował flakonik i wychylił miksturę duszkiem.

Nie podoba mi się to. W sensie jest bardzo kolokwialne i nie pasuje do reszty.

 

Pomysł bardzo mi się podoba (nie licząc braku logiki w tym że najpotężniejszy eliksir świata był chroniony przez pięciu zwykłych halabardzistów)

 

Nie wiem czy jest też sens pisać “epilog”. W sensie jako samo słowo, zastąpiłbym je zwykłym “***”

 

Pozdrawiam

Pisz to co chciałbyś czytać, czytaj to o czym chcesz pisać

Fajna historyjka, fajny twist, tylko trochę poza konkursowym limitem znaków :P A tekst spokojnie dałoby się skrócić (polecam to zrobić nawet po konkursie, to znakomite ćwiczenie).

Witaj.

Przede wszystkim przeanalizowałbym szyk niektórych zdań i przecinki, których brakuje.

 

“ … przeskoczył nad resztkami po odrzwiach” – domyślam się, że chodziło Ci o drzwi. Odrzwia to przestarzałe określenie ościeżnicy, nazywanej przez niektórych futryną. Poza tym samo stwierdzenie – “resztki po odrzwiach”, jakoś nie pasuje.

Pięciu halabardzistów zaatakowało z trzech kierunków na raz… O ile matematycznie nie ma z tym problemu, to jakoś gryzie się ta asymetria ;-)

”…magiczny podmuch wiatru” – jeśli w zamkniętym pomieszczeniu nagle powstaje podmuch wiatru, który powala dorosłych facetów, to raczej jasne, że jest magiczny.

 

Kolejny problem – Antonius, Alchemik, Czarodziej, Arcymag – pogubiłem się w dialogach.

 

“Stał się panem dziejów” – dziwnie tu brzmi, podobnie jak – “omnipotencja”. Przede wszystkim jednak, nie mamy żadnej informacji, dlaczego czarodziej tak bardzo chce zmienić bieg historii, co nim kieruje. 

 

“Niecny uśmieszek wypełzł na twarz alchemika” – gdybym ja chciał kogoś przekonać do swojej wersji zdarzeń, nie uśmiechałbym się “niecnie”.

 

“Ochroniarze znów wybuchli śmiechem” – raczej wybuchnęli. Forma wybuchnęła właściwa jest dla istot żywych (np. publiczność wybuchnęła śmiechem), a krótsza – wybuchła – dla pozostałych rzeczowników (np. wybuchła bombawybuchła wojna).

 

“– Dosyć tego! Zdejmę tę klątwę!” – jaką klątwę..?

 

To że ochroniarze byli ubrani w mundury mogę zrozumieć, ale dlaczego recenzent książki miał na sobie taki sam mundur? I dlaczego ci panowie w taki bezceremonialny sposób wyprosili pisarza z biura…

 

Na koniec. Wychodzi na to, że alchemik posiadał jednak potężną moc, skoro przeniósł czarodzieja do innego świata i na dodatek świata, gdzie magia nie funkcjonuje (?). Dlaczego nie poradził sobie z nim wcześniej..? A dlaczego jako pisarza, a nie, na przykład, pensjonariusza szpitala psychiatrycznego?

To tyle, co mi się rzuciło.

Pozdrawiam.

Witaj.

Świat jest zbudowany na kłamstwie i perfidii, oszustwie i mataczeniu; nikomu nie można ufać, nikomu wierzyć – chciałoby się powiedzieć po lekturze tego tekstu. 

Mocno zaciekawił mnie Twój szort, na pewno chciałabym przeczytać poprzednie dzieje Antoniusa oraz jego dalsze działania. :)

Niewielkie skojarzenia z serialem “Siedem życzeń” oraz z “Sekretnym oknem” dodatkowo wzbogacają w moich oczach to zaskakujące opowiadanie.

 

Pozdrawiam. ;)

Pecunia non olet

Dobry podwójny twist. Oba mnie zaskoczyły i sprawiły, że początkowa opowiastka o przepakowanym magu, sztampowym jak jasna cholera, fajnie skręciła w stronę urojeń niedoszłego pisarza, i z powrotem wróciła na poprzednie tory, ale już w mniej sztampowym wydaniu. Fajny zabieg, bo dwukrotnie, w tak krótkim tekście, zdołałeś zmienić mój odbiór opowiadania.

Jedyny zarzut w kwestii fabularnej mogę mieć do tego, że to aż się prosi o kontynuację :)

 

Pozdrawiam

Q

Known some call is air am

Twist mi się spodobał :) Za to drobny problem mam z kompozycją – tekst pozostawia czasem wrażenie niedomkniętego. Poczynając od :

– Obiecałeś mi jedną, dowolną miksturę.

A na ogólnie rozumianym zakończeniu kończąc. Zostawiasz pytania bez odpowiedzi, ale nie czuję, żeby budowały one tekst w jakiś sposób.

O stylu i wszelkich innych błędach nie chcę się wypowiadać (bo i sam nie czuję się w tej sferze szczególnie kompetentny ;P) więc powiem tylko, że mi czytało się w miarę płynnie. Lekki zgrzyt miałem w sumie tu:

“Wielkie kamienne wrota roztopiły się od słów jego zaklęcia jak masło na rozgrzanej patelni.

Trochę nie pasuje chyba do klimatu pierwszej części tekstu.

 

Poza tym trochę rzeczy już wspomnianych (też zdarzyło mi się zgubić w dialogach), no i limit znaków, który dałoby się pewnie osiągnąć.

Nie spodziewałem się aż tylu komentarzy. :) Dziękuję za wszystkie opinie i za konkretne uwagi. Czuję się zobowiązany przybliżyć sposób powstawania opowiadania. Pierwotna wersja była dłuższa o kilka tysięcy znaków. Chciałem się zmieścić w limicie (w Wordzie mi to wyszło, natomiast licznik portalu był dla mnie bezwzględny), więc skracałem opowiadanie. Wypadła z tekstu walka z kryształowymi golemami, wypadły bogatsze opisy postaci, a ja nadal skracałem tekst i skracałem. Być może popełniłem błąd, może powinienem wrzucić swoje opowiadanie w pierwotnej wersji. Wtedy na pewno część Waszych zarzutów by mnie ominęła. ;)

Adler, ochroniarze i alchemik byli ubrani w garnitury, Antonius nie znał tego słowa, a pierwszy raz w życiu widział taki strój, więc nazwał go tak, jak mu podpowiadała wyobraźnia. 

Outta Sewer, pomyślę nad kontynuacją. Dziękuję za zachętę. :)

A co do limitu, siedziałem nad opowiadaniem do drugiej w nocy. Czułem, że jeszcze piętnaście minut i zamienię się miejscami z Antoniusem. ;)

Przekroczony limit. Fajne zwroty akcji. Nad warsztatem trzeba popracować.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Całkiem fajny pomysł, choć prosty i w sumie pasujący raczej do młodzieżowego fantasy, niż bardziej uniwersalnej wiekowo opowieści. Spodobał mi się, choć muszę pod kątem konkursowym zwrócić uwagę na przekroczony limit znaków.

Po­do­ba mi się po­mysł, za­sko­czy­ły zwro­ty akcji. Opo­wia­da­nie, choć krót­kie, za­cie­ka­wi­ło, więc czy­ta­ło się cał­kiem nie­źle. ;)

 

Ochro­nia­rze znów wy­bu­chli śmie­chem. ―> Ochro­nia­rze znów wy­buch­nę­li śmie­chem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dobre, dwa zwroty akcji w takim króciaku robią wrażenie :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Dziękuję za komplementy. Cieszę się, że udało mi się zaskoczyć Czytelników. :) 

 

Nowa Fantastyka