- Opowiadanie: Ulisses - BREGO

BREGO

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

wilk-zimowy

Oceny

BREGO

 Pochylony nad ciałem psa, które leżało na szerokim metalowym stole sekcyjnym, mężczyzna mruczał do siebie:

 -Pieprzeni ignorancji. Złoto?! -chrząknął z niesmakiem.

Wczoraj, kiedy włamał się do Najwyższej Katedry Gildy Alchemii na Uniwersytecie Londyńskim, spodziewał się, że złapią go. Był mocno zdziwiony, kiedy wszedł, bezkarnie przemknął do wieży północnej i tam w zupełnie niezamkniętym pokoju pod szklanym kloszem znalazł go.

Kamień filozoficzny.

Nic specjalnego. Kolorem przypominał bursztyn, w dotyku cały czas ciepły, co dziwniejsze miał zapach a nawet smak. Swój niepowtarzalny, zapach i smak.

Niewielki tygielek już był czerwony od spodu. Kamień w środku  się stopił i swoją konsystencją przypominał karmel.

Mężczyzna spokojnie czekał. Wszystko było przygotowane, dodatki należało dosypać przy ośmiuset stopniach. Potem szybko wlać w zwierzę.

-Teraz! Działaj!

Krzyknął na siebie. Szybkimi, zwinnymi ruchami dosypał dodatki. Złapał wielkimi szczypcami, kowalskimi, tygiel i ruszył w stronę psa. Stanął w rozkroku i z teatralnym skupieniem, przechylił naczynie a magiczny budyń wlał się w rozciętą czaszkę zwierzęcia.

Kamień wypełnił puszkę mózgową. Nie spalił miękkiej tkanki, ale zachował się jak, żywy organizm. Łapczywie wpełzł w każdy zakamarek i połączył się z nerwami, oczu, kręgosłupa. Zastygając wyglądał jak bursztynowo, przeźroczysty mózg.

Mag odłożył, narzędzia. Dotknął psa. Pod dłonią czuł, że zimne do tej pory ciało rozgrzewa się. Oczy się otwarły. Uszy wykonały minimalny ruch. A wargi drgnęły.

Serce nie będzie działać, podobnie jak wątroba czy jelita, ale mięśnie, układ nerwowy powinny. Jego ukochany pies znowu będzie mu towarzyszył. Jego przyjaciel!

Spojrzał na termometr. Wskazywał trzydzieści cztery stopnie. Alchemik zabrał się za składanie czaszki i zaszywanie skóry. Miał wprawę w tym, po zakończonej pracy nie można było dostrzec, że bernardyn przeszedł tak ogromny zabieg chirurgiczny.

Kiedy zakończył, zmył krew z dłoni. Nalał sobie do szklanki wina i usiadł wpatrując się w leżące zwierzę. Wziął łyk. Był zmęczony. Włamanie, kradzież, operacja, to nawet młodego, wykończyłoby.

Oparł głowę o oparcie wysokiego fotela uszaka i zasnął.

Obudziło go ciepło na jego kolanach. To Brego swoim zwyczajem opierał głowę o jego kolana. Czekał na spacer.

Wsunął palce w sierść psa.

-Brego, nie wiesz, jak się cieszę. Jutro pójdziemy na uniwersytet i pokażemy tym prymitywnym idiotom. Kamień filozoficzny to nie szansa na zdobywanie złota, ale tworzenie życia!

Pies przekrzywił głowę jakby przyglądał mu się z zaciekawieniem.  Mogłoby się wydawać, że dotyk dłoni na swojej głowie, swojego pana sprawiał mu przyjemność tak samo jak za życia. Chciał szczeknąć, ale zamiast tego z gardła wydobył się tylko chrzęst. Spróbował ponownie i jeszcze raz. Widać było, że frustracja rośnie.

Pies zrobił trzy kroki w tył i miotając się drapał się po głowie i szyi. Każda próba szczeknięcia, nieudana wzmagała złość. Uczucie szybko ewoluowało do wściekłości i furii.

Mężczyzna patrzył na to z niedowierzaniem. Wszystko było sprawdzone, zmierzone.

Głowa psa stanęła w płomieniach, zaczęła się topić. Po chwili całe psie ciało płonęło.

-Brego!

Klęcząc płakał, teraz to już stracił go na zawsze. Teraz już został sam. Serce go bolało, głowa pękała z żalu i wściekłości.

Wzniósł ręce do nieba i krzyknął:

-Nie masz monopolu na życie i śmierć, starcze!

Zwrócił się do Boga.

Koniec

Komentarze

Kiedy zakończył, zmył krew z dłoni. Nalał sobie do szklanki wina i usiadł wpatrując się w leżące zwierzę. Zrobił łyk. Był zmęczony. Włamanie, kradzież, operacja, to nawet młodego, wykończyłoby.

Ekspertem nie jestem, ale to chyba nie jest poprawne. Lepiej ‘wziął’.

 

Poza tym możesz usunąć tytuł z początku i ‘koniec’ z końca, bo system sam to dodaje, a Ty zaoszczędzisz na znakach – które będziesz mógł wykorzystać do interpunkcji.

 

Dwa błędy rzucają się oczy, przecinki i myślniki.

Do dialogów nie dajemy (-) tylko to dłuższe (–).

 

Wczoraj(,) kiedy włamał się do Najwyższej Katedry Gildy Alchemii na Uniwersytecie Londyńskim, spodziewał się, że złapią go.

 

Tutaj chyba brakuje jednego.

 

i tam(,) w zupełnie nie zamkniętym pokoju pod szklanym kloszem(,) znalazł go.

Z tym uważaj, bo nie jestem pewien, więc poczekaj na kogoś bardziej doświadczonego niż ja.

 

Niewielki tygielek już był czerwony od spodu. Kamień w środku już się stopił i swoją konsystencją przypominał gorący budyń.

Lekkie powtórzenie.

 

Stanął w rozkroku i z teatralnym skupieniem, przechylił naczynie(,) a magiczny budyń wlał się w rozciętą czaszkę zwierzęcia.

Tutaj brakuje.

 

Każda próba szczeknięcia, nieudana wzmagała złość.

Może zmienić szyk, bo dziwnie brzmi – Każda nieudana próba szczeknięcia wzmagała złość.

 

Osobiście nie wiem, czy to wszystko, ale tyle zauważyłem.

 

Jest to historia o psie, więc podejdę do niej zupełnie inaczej, bo psy tak na mnie działają.

Czytało się miło, bo historia o wskrzeszaniu najlepszego przyjaciela zawsze jest dla mnie wzruszająca, zwłaszcza gdy chodzi o zwierzę. Jest kilka potknięć i błędów interpunkcyjnych, ale pomysł był w porządku. Jeszcze ten ‘magiczny budyń’ mi nie podszedł, rozumiem o co chodzi, ale trochę to zepsuło odbiór.

Powodzenia i pozdrawiam!

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Cześć.

 

-Pieprzeni ignorancji. Złoto! -chrząknął z niesmakiem.

Źle zapisujesz dialogi.

Poradnik:

https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/

 

Był mocno zdziwiony kiedy wszedł, bezkarnie przemknął do wieży północnej i tam w zupełnie nie zamkniętym pokoju pod szklanym kloszem znalazł go.

Niezamkniętym :]

I co to jest “zupełnie niezamknięty pokój”? Nie brzmi to najlepiej.

 

Swój niepowtarzalny, zapach i smak.

Mag odłożył, narzędzia.

Zbędne przecinki. Interpunkcja również do przejrzenia w całym szorcie.

Aha.

3300 znaków, to nie opowiadanie, tylko szort – zmień proszę.

 

 

Niewielki tygielek już był czerwony od spodu. Kamień w środku już się stopił i swoją konsystencją przypominał gorący budyń.

Czy tu jest jakiś skrót myślowy? Przeskok?

Jesteś w wieży, nagle – bez żadnej wzmianki, ani nawet przerwy – lądujesz w jakimś laboratorium z innymi.

 

 

Mężczyzna spokojnie czekał. Wszystko było przygotowane, dodatki należało dosypać przy ośmiuset stopniach.

Spojrzał na termometr. Wskazywał trzydzieści cztery stopnie.

 

W jakich czasach się to dzieje? Ośmiuset stopniach czego? Jakiej skali? Celsjusz to XVIII wiek. Czy mag z innego świata mógł znać skalę Celsjusza?

EDIT: dopiero zauważyłem “U. Londyński”. Ale i tak zastanów się nad skalą.

 

Kiedy zakończył, zmył krew z dłoni. Nalał sobie do szklanki wina i usiadł wpatrując się w leżące zwierzę. Zrobił łyk. Był zmęczony.

To brzmi nieco jak sprawozdanie.

 

 

Każda próba szczeknięcia, nieudana wzmagała złość.

Każda nieudana próba szczeknięcia wzmagała złość.

Dlaczego pies zapalił się? Ze złości? Z frustracji, bo nie mógł szczekać?

 

Klęcząc płakał, teraz to już stracił go na zawsze. Teraz już został sam.

Powtórzenie. Sprawozdanie. Brak emocji. Spróbuj:

 

Padł na podłogę, szlochając. Tym razem stracił go już na zawsze. Został sam.

 

Koniec.

 

Nie trzeba wstawać tego słowa. Edytor sam to robi. Podobnie z tytułem.

 

 

Ciekawie podszedłeś do tematu.

Ale przyznaję, że wolałbym, gdyby piesek przeżył i zmienił się jakoś. Tyci, jak w Smentarzu dla Zwierzaków ;)

Choć uciekłby wtedy morał, jaki chciałeś zawrzeć.

 

Wykonanie, niestety, do solidnej poprawy.

Poza rzeczami, które wypisałem, jest mnóstwo źle brzmiących zdań, problemów składniowych, itd.

Przyjdą mądrzejsi ode mnie, to pewnie więcej wskażą.

 

Pzdr. 600.

DanielKurowski1 i silvan. Bardzo dziękuję Wam za ocenę i konstruktywną krytykę (naukę). To mój pierwszy tekst, więc proszę miejcie mnie za wytłumaczonego. Obiecuję poprawę w następnych. Oczywiście licząc na Wasza cenna dla mnie opinię.

Dziękuję

Nie przejmuj się, każdy tutaj się uczy ;)

Ja to rozumiem i zawsze podchodzę to pierwszych tekstów łagodnie i ze zrozumieniem.

Portal dla żółtodziobów – poczytaj sobie, by zrozumieć jak działa portal.

Pozdrawiam i czekam na kolejne Twoje prace :D

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Cóż mam Ci powiedzieć, drogi Autorze.

Nie da się ukryć, że to początki Twojej przygody z pisaniem i styl masz niedoszlifowany. O kwestiach technicznych wspomniano już wcześniej. Jak dla mnie całość tekstu jest do poważnej redakcji, bo konstrukcja niektórych zdań nie wygląda jak polska składnia. Za bardzo komplikujesz.

Weźmy na przykład to:

Wczoraj kiedy włamał się do Najwyższej Katedry Gildy Alchemii na Uniwersytecie Londyńskim, spodziewał się, że złapią go.

 

A można np. tak:

Spodziewał się że go złapią, kiedy wczoraj włamał się do Najwyższej Katedry Gildy Alchemii na Uniwersytecie Londyńskim.

Nie lepiej?

 

Zanim coś opublikujesz, odłóż tekst na kilka dni do szuflady a potem przeczytaj go na głos. Od razu zrozumiesz co zgrzyta. A poza tym czytać, czytać jeszcze raz czytać.

Z.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Zalth dziekuje. Nastepnym razem zastosuję sie do Twojej rady :-)

Byłem, przeczytałem, treść intrygująca. Szkoda, że kamień jest tylko do jednorazowego użytku.

Pomysł fajny, ale pracuj nad warsztatem.

 

Parę przykładów:

 

Pochylony nad ciałem psa, które leżało na szerokim metalowym stole sekcyjnym, mężczyzna mruczał do siebie:

Brzmi to trochę niezręcznie. Lepiej zamienić to na “leżącym”. Albo przeformułować ten fragment na coś w stylu “Mężczyzna pochylił się nad ciałem psa na szerokim metalowym stole sekcyjnym”. W następnej wypowiedzi piszesz, że mężczyzna chrzaknął, więc to mruczenie do siebie chyba jest już zbędne.

 

Pieprzeni ignorancji. Złoto?! -chrząknął z niesmakiem.

  1. Chyba chodziło o ignorantów?
  2. Wydaje mi się, że lepiej by to wyglądało tak: “– Pieprzeni ignoranci – chrząknął z niesmakiem. – Złoto?!”

Wczoraj, kiedy włamał się do Najwyższej Katedry Gildy Alchemii na Uniwersytecie Londyńskim, spodziewał się, że złapią go. Był mocno zdziwiony, kiedy wszedł, bezkarnie przemknął do wieży północnej i tam w zupełnie niezamkniętym pokoju pod szklanym kloszem znalazł go.

Powtórzenia.

 

Do tego widziałem jakieś podwójne spacje. Warto przy pisaniu sprawdzić to za pomocą “znajdź i zamień” w dowolnym programie do pisania.

 

Gratuluję debiutu i życzę powodzenia :)

Bardzo ciekawe opowiadanie i do tego w tak małej ilości znaków! Widać oczywiście brak wprawy, potknięcia stylistyczne i przecinki. Właśnie, przecinki. Czytając miałam wrażenie, że przecinki w tym tekście to jakiś nowy kult, pojawiały się dosłownie po każdym słowie, szatkując zdania jak kapustę. Wychodzę jednak z założenia, że zawsze warsztat można poprawić, a tam, gdzie nie ma treści, to i warsztat nie pomoże. A tutaj treść jest, przesłanie jest, emocje są. Podobało mi się!

Popraw interpunkcję i szyk zdań, a czytelnik będzie miał dużo przyjemności z Twojego opowiadania.

Pozdrawiam!

Witaj.

Dość dołujący tekst, wstrząsająca opowieść o makabrycznej operacji, przeprowadzonej w imię nauki i miłości do ukochanego, czworonożnego przyjaciela.

Zakończenie zaskakujące, bo większość tekstu jednak napawała optymizmem, dając nadzieję na sukces. 

Gratuluję pomysłowości i pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Niestety, Ulissesie, nie spodobało mi się.  

Jednak nie jest to wina sposobu opowiadania czy tekstu, lecz przed wszystkim tego, o czym on traktuje. Tak jak pewien użyszkodnik portalu (CM ) ma awersję do wulgaryzmów w tekstach, tak ja mam podobnie, jeśli chodzi o zwierzęta. Już na samym początku bardzo zaniepokoił mnie stół przeznaczony do sekcji i martwe ciało psa. Potem pomyślałam sobie: "Dobra nasza, rozumiem, chciał go przywrócić do życie". Jednak zakończenie bardzo zasmuciło. Wiem, że bohater nie wiedział i dobrze chciał, przynajmniej dla siebie, lecz…

Dla mnie ludzie w opowiadaniach mogą siebie krzywdzić, ale gdy robi się to istotom uzależnionym, “ciężko”.

W kwestiach dialogowych brakuje spacji przed pierwszym słowem.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

No a ja nie mam problemu ze zwierzętami i ich krzywdą, z ludźmi też nie, chyba, że chodzi o dzieci. Ale niezaleznie od jakichś uprzedzeń czy sympatii, tekst mnie jakoś nie przekonał. Pomysł jest OK, ani zły ani dobry, wykonanie jest jednak nie najlepsze. Piszesz, że to Twój pierwszy tekst, więc w pełni rozumiem braki warsztatowe i toporny styl. Jeśli zdecydujesz się tu z nami zostać i uczyć się, to na pewno będzie lepiej :) Polecam mechanizm betowania, bo to z niego nie tylko wiele się nauczysz, ale też pozwoli Ci doszlifować tekst do poziomu, który dopiero przed Tobą.

Trzymam kciuki za kolejne próby i nie zniechęcaj się krytyką :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

homar, chalbarczyk, PanDomingo, bruce, Asylum, Outta Sewer. Dziękuję Wam za cenne uwagi. W kwestii warsztatu pokrywają się z wcześniejszymi komentarzami. W takim razie nie pozostaje mi nic innego jak nad nim pracować. Wrócić do tekstów z szuflady, przeczytać je i reedytować. A w kwestii przecinków, przypomnieć sobie zasady.

bruce– przepraszam, jeśli poczułeś się dotknięty. Cieszę się jednak, że od strony przekazu i historii jaką starałem się opowiedzieć nastąpiło poruszenie i reakcja. Chyba największą porażką byłby brak odpowiedzi albo gdybyście powiedzieli, że treść jest oklepana , nie zrozumiała i mało interesująca. 

Osobiście lubię zwierzęta i naturę, w tym tekście starałem się złamać zasadę z HudsonHawk czy Harrego Pottera i pokazać, że kamień filozoficzny może być czymś co może służyć do celów “wyższych” niż złoto. A kiedy wchodzimy na wyższy poziom to zaczynają nam się problemy moralne/etyczne/filozoficzne/egzystencjalne.

3500 znaków to nie lotnisko ale spodobał mi się short. Ciekawe wyzwanie. 

I na koniec w kwestii krytyki, Wasze uwagi odbieram jako lekcję bardziej doświadczonych Użytkowników a poza tym “ per aspera ad astra”  wink

Ulisses:

 

bruce– przepraszam, jeśli poczułeś się dotknięty. Cieszę się jednak, że od strony przekazu i historii jaką starałem się opowiedzieć nastąpiło poruszenie i reakcja. Chyba największą porażką byłby brak odpowiedzi albo gdybyście powiedzieli, że treść jest oklepana , nie zrozumiała i mało interesująca. 

Witaj.

Ja w żadnym wypadku nie czuję się dotknięta. Opis jest makabryczny, lecz przecież takie rzeczy się zdarzają, jest przepotwornym dla mnie czytać o bólu, zadawanym ludziom czy zwierzakom (tu podzielam zdanie Asylum, którą przy okazji serdecznie pozdrawiam za Jej wrażliwość heart), jednakże, jako wielbicielka horrorów, spotykałam się z takimi scenami często. Nie chciałam Ci tu nawet zaśmiecać komentarzy moim wspomnieniem, ale mimowolnie podczas czytania oczywiście nasuwały mi się filmy z serii “…żywych trupów…”, bo zwierzaki niemalże tak samo ożywiane występowały w nich właśnie. 

Co do doświadczenia, to w moim wypadku (niczym w sztuce o Napoleonie, kiedy był on pytany o coś “niemożliwego”, odpowiem jego maksymą:) – “taki wyraz nie figuruje w moim słowniku”. :) Sama się uczę, piszę fatalnie (:wstyd:), jeszcze bardzo daleka droga przede mną, ale na tym Portalu są Wspaniali Ludzie, którzy mądrze radzą i nakierowują, jakie wnioski wyciągać z błędów. :)

Życzę Ci powodzenia, gratuluję pomysłu i pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

W zapisie dialogów po myślniku powinna być spacja.

Pomysł ciekawy. Podobało mi się nastawienie bohatera. Miał kamień filozoficzny, mógł mieć wszystko, a chciał tylko odzyskać przyjaciela. Tym smutniejsze jest zakończenie.

Styl trochę chropowaty, ale czyta się w miarę płynnie. Może powinieneś spróbować betawania, wszystko na ten temat znajdziesz tutaj.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Cześć,

gratuluję przede wykonania tego pierwszego kroku – opublikowania opowiadania. Sama niedawno zadebiutowałam i wiem, że odwagi wymaga zmierzenie się z komentarzami użytkowników. Krytyczne komentarze tylko Ci pomogą, wszyscy (no może większość z nas) się tutaj uczą.

Co do tekstu, nie będę się wypowiadała o warsztacie, bo już wytknięto Ci błędy i wiesz, nad czym musisz popracować – praktyka czyni mistrza. Napiszę natomiast, czego mi zabrakło, bo mam pewien niedosyt, jeśli chodzi o treść. Widać tu duże emocje u Twojego bohatera, ale w zasadzie nie wiemy dlaczego tak desperacko pragnął ożywić tego psa. Dlaczego był dla niego tak ważny? Dlaczego ma żal do Boga, o co tak wielki? Dlaczego tak łatwo poszła kradzież kamienia?

Rzuciłeś czytelnika w środek bardzo emocjonalnej sceny, w której tak naprawdę nie wiemy co się dzieje. To odczucia tego opowiadania mi zabrakło motywacji bohatera.

Pisz dalej, początki są trudne.

Cześć, Ulissesie!

Jakoś mimowolnie skojarzyło mi się z “Psim sercem” Bułhakowa, chociaż u Ciebie akcja toczy się troszeczkę w innym kierunku. Historia smutna jak każda o stracie i tym, że rzeczy raz utracone nigdy nie wrócą do nas w oczekiwanej postaci. To, co mogę poradzić na przyszłość, to skupienie się na motywacji głównego bohatera, która powinna być tu osią i jednocześnie kręgosłupem wszystkiego. Pisz, komentuj i korzystaj z dobrych rad.

Pozdrawiam

Irka_Luz, Żywy_Jaszczomp, oidrin. Dziękuję za Wasze uwagi i słowa otuchy. Tak, pierwszy krok wymagał trochę desperacji i odwagi. laugh

Żywy_Jaszczomp, short sprawił, że nie mogłem do końca napisać o emocjach i motywacjach. Pierwowzór był znaaacznie dłuższy. Z drugiej strony czytając Twój komentarz cieszę się, że dałem Ci powód do zastanowienia się i nie popadłem w przesyt i bizancjum. Teraz mogę poza shortem i konkursem napisać, że pies jest tu tylko symbolem, mogłem ożywiać człowieka ale wydawało mi się to zbyt przewidywalne. Każdy z nas coś traci, sama utrata jest bolesna. A kiedy jesteśmy bezsilni to mamy pretensje do Wszechmocnego. I jego obarczamy o wszystko. Po wcześniejszych i Waszych komentarzach pomyślałem że kiedyś wrócę to tej sceny i rozwinę to może w opowiadanie (oczywiście z lepszym warsztatem). oidrin i Irka , dziekuję za Wasze refleksje. Bardzo mnie to cieszy.

Czytając książki nie lubię kiedy wszystko jest powiedziane w 100% i nie ma szans na swoje przemyślenia.

Dziękuję Wam

Poprzednicy wspomnieli o warsztacie, choć według mnie jak na początek nie jest tak źle :). Historia smutna, ale ciekawa.

Styl niestety zabija radość z czytania. Sama historia to Frankenweenie, ale ze smutnym zakończeniem. Kocham psy, więc pod tym względem tekst nieco na mnie zadziałał.

Zdania są budowane dziwnie, jest problem z brakiem spacji po myślnikach i przeciwnie – w kilku miejscach nadmiarowymi spacjami, ogólnie widać, że jesteś początkujący w pisaniu, ale… Ale opowiadanie jest fajne.

Znalazłeś pomysł idealnie nadający się na szorta tej długości. Opisałeś dokładnie tyle, ile trzeba, by oddać nastrój, a jednocześnie nie nudzić. Podobało mi się. I jakkolwiek od strony technicznej tu jest bardzo dużo elementów nawet nie tyle przeszkadzających, co zupełnie wybijających z lektury, to muszę oddać, że historię jako taką „widzisz”. Mam nadzieję, że za jakiś czas nabierzesz warsztatu i wrzucisz na portal coś z lepszymi technikaliami.

A, nie wiem czemu w tytule BREGO kapitalikami, a nie zwyczajnie Brego, skoro to przecież imię.

 

Mnie się w ogóle to imię skojarzyło z “Cujo” i myślałem, że będzie krwawo :)

Known some call is air am

Przykre to, ale cóż, nie wszystkie eksperymenty się udają.

Miałeś pomysł, Ulissesie, ale zamordowałeś go fatalnym wykonaniem – źle zapisane dialogi, nieczytelnie złożone zdania i zlekceważona interpunkcja sprawiły, że to nie była satysfakcjonująca lektura. :(

 

Alchemik zabrał się za składanie czaszki… ―> Alchemik zabrał się do składania czaszki

 

Nalał sobie do szklanki wina i usiadł wpatrując się w leżące zwierzę. Wziął łyk. ―> Wypił łyk.

Łyków się nie bierze.

 

Obudziło go ciepło na jego kolanach. To Brego swoim zwyczajem opierał głowę o jego kolana. ―> Powtórzenie.

 

dotyk dłoni na swojej głowie, swojego pana sprawiał mu przyjemność… ―> Brzmi to fatalnie.

Proponuję: …dotyk dłoni pana na głowie, sprawiał mu przyjemność

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka