- Opowiadanie: Oluta - Co się kryje w książce

Co się kryje w książce

Wielkie podziękowania dla Zanais, Pendrive i ManeTakelFares za betę :D

hasła: w krainie wróżek – jaskiniowcy vs dinozaury

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Co się kryje w książce

Magda przeszła przez próg siedziby buntowników. Pomieszczenie było ciasne i śmierdziało papierosami. Większość podłogi zakrywały opakowania po czipsach. Przy niewielkim stole siedziała dwójka mężczyzn.

– Kim jesteś? Czego chcesz? – spytał młodszy, przegryzając chrupką.

– Ja… znalazłam ogłoszenie. Chcę do was dołączyć – powiedziała, mając nadzieję, że jej głos nie brzmi piskliwie.

– Że co?

– Ogłoszenie. Na takim słupie z ogłoszeniami. – Magda sięgnęła do torebki i po dłuższej chwili wygrzebała z niej zmięty świstek.

– A, to stare. – Starszy mężczyzna oderwał wzrok od komórki.

– Nieaktualne? W takim razie już pójdę, nie chcę panom przeszkadzać.

Magda skierowała się ku wyjściu. Policzki ją paliły, czuła, że się rumieni. Wielokrotnie wyobrażała sobie buntowników, ale nigdy nie myślała, że będą mieli cały bunt w nosie.

Na sekundę przed przestąpieniem progu zatrzymała się i głęboko wciągnęła powietrze. Wiedziała, że jeśli czegoś chce, musi o to zawalczyć. Zawsze tak było. Tylko dlaczego okazywało się to takie trudne?

– Zamierzam do was dołączyć, czy tego chcecie, czy nie.

– Z tym że tak właściwie, to już nie jest bunt. Towarzyskie spotkanie ojca z synem, nic więcej. Kiedyś się w to bawiliśmy dla zabicia czasu, już zdążyłem o tym zapomnieć. Przepraszamy panią za nieporozumienie.

– Czyli, że już nie zależy wam na „Magicznej Podróży”? A wiecie, co ostatnio twórcy dodali do tej książki? Dinozaury. Dinozaury ganiają wśród wróżek, żeby się lepiej sprzedawało! – Magda zmusiła się, by podejść do mężczyzn. – Chcecie pozwolić, by waszą ukochaną książkę spotykał taki brak poszanowania? Czy też może jesteście gotowi o nią zawalczyć?

Chwilę trwała cisza. W końcu odezwał się młodszy z nich.

– Tatku, ona jest chyba równie zakręcona co my. Dawaj, wchodzimy w to, będzie jazda.

Starszy mężczyzna wzruszył ramionami, a Magda westchnęła z ulgą, chociaż nie była pewna, czy chciała, żeby buntownicy buntowali się tylko dlatego, że będzie jazda.

*

Na dzień swojej pierwszej misji wybrali sobotę. Książkę przyniósł Filip, ten młodszy z mężczyzn. Adam, drugi z nich, tłumaczył, że nie miał czasu, żeby ją kupić, a Magdy nie było stać.

– Czyń honory, szefowo – uśmiechnął się Filip.

Magda z podekscytowaniem przejechała palcami po literach na okładce. Tytuł głosił „Magiczna Podróż”. Doskonale pamiętała, jak ta książka była jedyną towarzyszką podczas długich wieczorów, kiedy miała wrażenie, że cały świat właśnie się wali. Powody tych katastrof bywały różne. Koleżanki ze szkoły, kłótnie rodziców, albo babcia wściekająca się, bo Magda dostała ze sprawdzianu tylko czwórkę plus, a przecież mogła dostać piątkę. Później było tylko gorzej. Nie dostała się na studia, musiała podjąć pracę na kasie, co oczywiście zostało skrytykowane przez babcię, która postanowiła się od niej odciąć. Magda była dorosła i takie drobiazgi nie powinny jej obchodzić, ale i tak zabolało. Książka pomogła jej się pozbierać.

A później, akurat tego roku, kiedy straciła pracę i rzucił ją mąż, naukowcy wynaleźli sposób na to, by przedostawać się do światów książek i „Magiczna Wyprawa” z jej ukochanej powieści zamieniły się w coś w rodzaju tandetnej gry komputerowej.

Teraz była szansa, by to zmienić.

– Wchodzimy – zakomenderowała Magda. Chwycili się za ręce, po czym otworzyła książkę. Dookoła nich zawirowało i już po chwili stali pośrodku lasu.

– No dobrze. Zobaczmy, kim się staliśmy – mruknął pod nosem Adam, podnosząc ręce do oczu. – Rany Julek, chyba zostałem Damiansenem Piątym! Filip, ty jesteś, tym, no… Jak on się nazywał? Korallinem De Vąs?

Magda gwałtownie wciągnęła powietrze. Jak można nie znać imienia syna ciotki głównej bohaterki! Przecież on pojawiał się aż w dwóch rozdziałach!

– Karollinem De Vąs, do jasnej.

– No, typowa Tiptolemea Sabinell – uśmiechnął się Adam. – Chwilami myślę, że dobieranie postaci wcale nie odbywa się przypadkowo.

Magda natychmiast zapomniała o zniewadze, która dotknęła ją za sprawą pomylenia Karollina z Korallinem, ponieważ Adam stwierdził, że przypomina główną bohaterkę. Uśmiechnęła się i wyprostowała, po czym przejrzała się w kałuży. Nie tak wyobrażała sobie Tiptolemeę.

– Dobrze, panowie – przełknęła ślinę – mamy zadanie do wykonania. Po pierwsze…

– Zdobyć farbę. Znam ten plan na pamięć – burknął Adam.

Magda westchnęła i ruszyła przed siebie. W oryginale las był niebezpieczny, a ścieżki mylące, ale twórcy, aby ułatwić odwiedzającym zadanie, postanowili wytyczyć szlaki na terenie całej książki, byle wszyscy czuli się bezpiecznie. Łatwo było je rozpoznać, odróżniały się nienaturalnie jasnymi kolorami, jakby ktoś nałożył filtr na obiektyw. Zejście ze szlaku oznaczało automatyczne wyrzucenie z książki.

Szli długi czas i Magda w końcu musiała przyznać twórcom rację przynajmniej w jednym aspekcie. Dobrze zrobili, ubierając Tiptolemeę w spodnie zamiast w suknię i gorset, jak to zapisano w oryginale. Podróż stała się teraz dużo wygodniejsza, chociaż nie zmieniło to faktu, że jej serce cierpiało przeraźliwie, widząc szesnastoletnią dziewczynę w spodniach podróżującą na piechotę przez las. W średniowieczu! W dodatku po chwili odkryła, że na plecach niesie dwa miecze, a przy pasie zestaw sztyletów. Tego już było za wiele. Od razu wyrzuciła całe to żelastwo.

Po chwili na horyzoncie zamajaczyły pierwsze zabudowania. Magda znała na pamięć fragment opisujący to miejsce.

„Vólka Dolna była przepięknym miastem. Kamienice wznosiły się nad brukowanymi ulicami, a na wzgórzu stał zamek, zbudowany z białego marmuru, co sprawiało oszałamiające wrażenie”. No cóż, wrażenie może i oszołomiło Magdę, jednak nie za sprawą marmurowego pałacu, a spacerujących po ulicach dinozaurów, które przyprawiły ją o palpitację serca. Jednak dopiero, kiedy zauważyła jeżdżących na dinozaurach jaskiniowców, zaczęła odczuwać duszności, mimo że wcale nie miała na sobie gorsetu.

Na pierwszym straganie kupili kubeł farby. Nad nimi wisiał szyld z koślawą gazelą i dopiskiem, że farba jest najlepsza do tworzenia malowideł naściennych.

Ruszyli dalej. Po niedługim czasie dotarli do podnóża wzniesienia. Rozpoczęli mozolną wspinaczkę na szczyt, z zamiarem namalowania na pałacu hasła „idźcie precz, dinozaury”.

Kiedy dotarli na miejsce, pojawił się problem. Mury znajdowały się poza szlakami.

– I co robimy? – spytał Filip.

– Wracamy.

– Obawiam się, że…

Resztę słów zagłuszyło nadbiegające stado dinozaurów. Jadąca na jednym z nich dziewczyna w pędzie chwyciła Filipa i porwała.

Magda nie zdążyła nic zrobić, dinozaury były już daleko. Kierowały się prosto w Góry Wysokie.

– No i pięknie. Nikt nie wspominał, że będzie to wycieczka z atrakcjami – mruknęła i nagle pożałowała, że wyrzuciła miecz, bo chętnie by nim kogoś przecięła. – Wracamy, dołączy do nas.

Zrobiła krok w stronę ciemnego pola, jednak zamiast bezpiecznie wrócić do kwatery, odbiła się od niewidzialnej bariery i przewróciła na ścieżkę.

– Co jest? – mruknęła.

– Lepiej zobacz.

Tuż przed nią wyświetliły się hologramowe litery: „Nie wyjdziecie stąd, dopóki nie uratujecie Filipa”.

– To jakaś twoja sztuczka?

Adam pokręcił głową. Również spróbował zejść ze ścieżki i mu się nie udało. Magda rozejrzała się nerwowo i jeszcze raz weszła w ścianę. Z takim samym skutkiem.

– Mam tego dosyć, chcę wracać.

– Uspokój się. Też mi się to nie podoba, ale…

– Ale co? Nie mogę tu utknąć. Muszę odebrać synów z nocowania u kolegów. Nie mogę tak po prostu zniknąć. Złożę zażalenie! Reklamację! Gdzie tu jest jakiś strażnik?

– Wydaje mi się, że najłatwiej będzie po prostu znaleźć Filipa. Wiesz, ile czasu minie, zanim ktokolwiek odpowie na reklamację, a strażnicy w takiej sytuacji nic nie poradzą.

Magda z rezygnacją pokiwała głową.

– Myślę, że wyrocznia będzie wiedziała, gdzie go znaleźć – powiedziała w końcu.

Na szczęście wyrocznia również stacjonowała w Vólce Dolnej, więc czym prędzej ją odnaleźli. Przed jej domem ustawiła się spora kolejka. Magda doliczyła się dwóch postaci z oryginału i pięciu jaskiniowców.

W końcu nadeszła ich kolej. Adam stwierdził, że poczeka na zewnątrz, Magda tymczasem weszła do środka.

– Witaj, Tiptolemeo.

– Daj spokój. Powiedz tylko, gdzie znaleźć Filipa i się stąd zbieram.

– Czy na pewno tego chcesz? Chcesz tak po prostu wrócić do zwykłego życia? Do ciasnego mieszkania? Pustej lodówki? Chłopców, którzy mają problemy w szkole? Biedy?

Magda zrobiła krok w tył. Fioletowe ściany, różowe, tapicerowane fotele i złote zasłony ją przytłaczały.

– Skąd wiesz? To jakaś głupota. Nie możesz o tym wiedzieć. Jesteś tylko wymysłem twórców, i to nieudanym. W ogóle nie wyglądasz jak wyrocznia z książki. Ona nosiła tiulową suknię, nie dres!

Kobieta tylko się roześmiała. Jej śmiech brzmiał lekko drwiąco.

– Serio myślisz, że twórcy popełniliby aż taki błąd, ubierając mnie w dres?

Magda pokręciła głową, niepewna, w jakim kierunku zmierza rozmowa.

– Jaki stąd wniosek? – pytała dalej wyrocznia.

– Nie… – Magda znów czuła się niepewnie. Zrobiła krok w tył, ale zmusiła się, by nie wybiec z powrotem na ulicę. Tłumaczyła sobie, że to tylko dlatego, aby dowiedzieć się, co z Filipem. – Nie wiem.

– Nie jestem wymysłem twórców. Przedostaję się do książek, żeby pomagać ludziom.

– Czyli że co?

Wyrocznia znów się roześmiała.

– Musisz uratować siebie!

– Nie rozumiem.

– Przestań udawać – wyrocznia wstała i zaczęła przechadzać się po pomieszczeniu. – Doskonale wiesz, o co mi chodzi. Musisz uwierzyć w moc fikcji! W moc wyobraźni! Tydzień temu oferowano ci świetną pracę, a ty co?

– Nie mogłam jej przyjąć. Nie mogłabym dokładać cegiełki do czegoś, z czym absolutnie się nie zgadzam.

– Nie zgadzam, nie zgadzam – burknęła i dźgnęła Magdę paluchem w pierś. – Przestań żyć przeszłością! Nowe technologie nie są złe. Są nowe.

Chwilę stały w ciszy.

– Weź, przestań raczyć mnie tekstami godnymi podrzędnego coacha. Powiedz mi tylko, gdzie znajdę Filipa i zaraz stąd idę.

Wyrocznia tylko pokręciła głową i wcisnęła Magdzie w dłoń sakiewkę.

– Co to?

– Wróżkowy pył. Przyda ci się. Idź w Góry Wysokie. Pomóż pierwszemu napotkanemu mężczyźnie, a spotkasz Filipa.

Magda nawet nie podziękowała, tylko szybko wyszła na zewnątrz.

*

– I jak tam u ciebie? Karol przestał kłócić się z kolegami? – spytał Adam, kiedy wspinali się po skałach.

– Gdzie tam. Mówi, że nie będzie mnie słuchać, bo nie osiągnęłam nic w życiu i że wszystko wie lepiej.

– Nie martw się, przejdzie mu. Każdy dzieciak musi przeżyć bunt, wiem o tym aż za dobrze.

Magda uśmiechnęła się smutno.

– Tak sądzisz?

– Oczywiście. I to nie tylko dzieciak. Na przykład mój Filip. Pomyślałby kto, że razem z dorosłością powinien trochę zmądrzeć, a gdzie tam. Niby lubi te wróżki, a i tak wydaje mi się, że gada o tym całym buncie tylko po to, żeby jakoś spędzać ze mną czas. A jeszcze niby tak chce się do mnie zbliżyć, nawiązać relację jak na porządnego ojca i syna przystało, a nawet nie zdradził mi, gdzie pracuje.

Magda mruknęła coś niezrozumiałego w odpowiedzi. Miała zbyt dużo własnych problemów, by przejmować się cudzymi.

Tymczasem na ścieżce przed nimi zamajaczyła czyjaś sylwetka. Podeszli bliżej. Magda jęknęła. Miała nadzieję, że będzie musiała pomóc porządnej postaci z „Magicznej Wyprawy”, tymczasem mieli przed sobą kolejnego jaskiniowca.

Po chwili wypadł na niego dinozaur. Chyba tyranozaur, ale nie była pewna. Dość, że ryczał. I miał wielkie zęby, zauważyła. Bardzo wielkie. 

Magda wiedziała, że to wszystko na niby, ale mimo to aż podskoczyła. Szybko odegnała od siebie strach i podeszła bliżej.

Jaskiniowiec zaczął uciekać w jej stronę. Co chwilę oglądał się za siebie. Biegł zbyt wolno.

Zauważyła, że należał do tak zwanych tworów. Jarzył się takimi jaskrawymi kolorami co ścieżka. Oznaczało to, że nie jest to człowiek w ciele postaci z książki, tylko sama postać zaprogramowana przez twórców.

Magda podniosła z ziemi patyk i rzuciła nim w dinozaura.

– No, zmykaj – mruknęła pod nosem. „Magiczna Wyprawa” była książką przeznaczoną dla czytelników od dziewięciu lat, więc większość zagrożeń zaprogramowano, aby dało radę je rozwiązać właśnie w taki bezsensowny sposób.

Dinozaur jednak musiał być błędem programu, bo wcale nie uciekł z podkulonym ogonem, tylko zaszarżował prosto na jaskiniowca. Magda odruchowo się cofnęła.

Tymczasem jaskiniowiec potknął się i przewrócił. Dinozaur przyspieszył. Przerażenie malujące się na twarzy tworu wyglądało na prawdziwe i chociaż Magda wiedziała, że wszystko jest udawane, zaczęła naprawdę bać się o jego życie.

Przez chwilę stała w miejscu, w końcu się przemogła i podbiegła. Pomogła mu wstać. Zaczęli oboje uciekać, poganiani przez krzyczącego coś Adama, jednak Magda była tak zaaferowana, że nie rozróżniała pojedynczych słów. Twór utykał i ją spowalniał.

– Tam! – zawołał, wskazując podbródkiem ścieżkę oddzielającą się od głównej drogi i prowadzącą przez szczelinę w skalnej ścianie, na tyle wąską, że dinozaur by się tam nie zmieścił.

– Tutaj! – krzyknęła Magda do Adama. Po chwili dotarli w bezpieczne miejsce. Przeszli jeszcze kilka kroków, po czym odetchnęli z ulgą.

– Dziękować – powiedział Twór. – Moja jaskinia niedaleko. Zaprowadzić was.

Magda wcale nie miała ochoty na zwiedzanie jaskiń, ale, pomna słów przepowiedni, zgodziła się na propozycję.

*

Zrobiło się ciemno, więc postanowili, że przenocują w jaskini. Siedzieli z jaskiniowcami przy ognisku, które rzucało na ściany tańczące cienie. W powietrzu szybowały iskry.

– Ja gonić mamut, a mamut gonić ja. I bum! – opowiadał jeden z nich.

– E, moja historia lepsza. Polować na tygrysa i mieć jeść. Mniam. 

– Opowiem wam coś lepszego – przerwał Adam. – Spóźniłem się do pracy i byłem pewien, że czeka mnie opieprz od szefa, ale okazało się, że szef spóźnił się jeszcze bardziej niż ja. I wiecie, jak się tłumaczył? Że porwało go ufo. Ufo, czaicie?

Jaskiniowcy zmarszczyli czoła. Jeden z nich przekrzywił głowę i przez chwilę wpatrywał się w Adama.

– Mniam? – spytał w końcu.

Magda przysłuchiwała się opowieściom i, choć nie chciała tego przyznać, nawet ją ciekawiły. Poza tym jaskiniowcy zachowywali się, jakby byli jedną rodziną i od razu zaakceptowali Magdę i Adama. Pomyślała o swoim życiu i poczuła się samotna.

Wciąż pamiętała kłótnię z mężem, która doprowadziła do ich rozstania.

– Dla ciebie liczą się tylko wróżki i wróżki – krzyczał. – Nie masz dla mnie w ogóle czasu!

Magda zmusiła się, by nie podnosić głosu.

– Musiałam dokończyć moje fanfiction. Jutro ma wyjść nowa część książki. Muszę opublikować moją historię przed tym.

– O, widzisz? Właśnie o tym mówię. Nie dość, że nie potrafisz spędzać czasu z rodziną, to jeszcze zajmujesz się jakimiś infantylnymi głupotami, jak jakaś nastolatka.

– Daj spokój. Każdy ma swoją pasję.

Mąż rzucił na stół siatkę z zakupami i zaczął chodzić po kuchni.

– Ale ta pasja nie powinna tak wpływać na życie innych!

Teraz Magda przyglądała się twarzom jaskiniowców, wciąż wspominając tamto wydarzenie. Nie potrafiła stwierdzić, które z nich zawiniło. Zdawało jej się, że oboje, ale od razu wyobraziła sobie, że słyszy głos babci: powinnaś lepiej się zachować. Powinnaś zostawić te głupoty w spokoju i przeprosić.

Babcia z pewnością nie akceptowałaby też jaskiniowców. Ba, dostałaby zawału, gdyby tylko dowiedziała się, że jej wnuczka przeniosła się do świata książki.

Magda zmusiła się, by przestać o tym myśleć. Podobało jej się tu i nie chciała udawać, że jest inaczej.

Jednak w środku nocy owo szczęście zostało gwałtownie przerwane.

– Dinozaury! – ktoś wrzeszczał.

Magda od razu wstała.

– Welociraptory!

– Pomocy!

Nie widziała za wiele, ale zewsząd dobiegały krzyki wymieszane z skrzeczącym nawoływaniem welociraptorów. Wyglądało na to, że zaatakowały całym stadem. Otaczały ich niewielkie gady. Sięgały ludziom co najwyżej do pasa, posiadały jednak ostre szpony i zęby. Dość przerażające połączenie.

Ostatni ocalali schronili się w jednej z bocznych jaskiń i rzucając kamieniami próbowali powstrzymać ataki, jednak dinozaurów wciąż przybywało. Wszystko wskazywało na to, że nie mają szans, wtem Magda przypomniała sobie o wróżkowym pyle. Od razu wysypała zawartość sakiewki na dłoń i ją dmuchnęła. W powietrzu zawirowały drobinki brokatu, a po chwili z każdej z nich uformowała się maleńka wróżka. Jednak z wróżkami, pomimo ich niewielkich rozmiarów, trzeba się liczyć. Za pomocą czarów zamieniły wszystkie welociraptory w myszy.

Następnie wróżki pokłoniły się Magdzie, a ona w odpowiedzi pacnęła się w czoło. Przecież Tiptolemea była królową wróżek! Próbowała się usprawiedliwiać, że w końcu ten wątek pojawił się dopiero w piątym tomie, ale mimo wszystko, nie potrafiła sobie wybaczyć takiego zapominalstwa.

Gdzieś w jej głowie odezwał się cichy głosik: „to wszystko jest udawane. To wszystko sprawka twórców”. Uciszyła go. Obojętnie, udawane czy nie, wróżki się jej pokłoniły i tylko to się liczyło. Złapała się pod boki i rozejrzała dookoła. Jaskiniowcy wpatrywali się w wróżki z otwartymi ustami.

Każda z nich jarzyła się własnym blaskiem. Przypominały iskierki, tylko świeciły się na różowo. Niektóre nuciły jakąś uspokajającą melodię. Po chwili uleczyły rannych i wszyscy, mimo środka nocy, zgromadzili się przy ognisku. Wróżki zaczęły opowiadać baśnie.

Kiedy jeden z jaskiniowców wspomniał, że niedaleko stąd swój obóz rozbiło wrogie im plemię, które ostatnio zdobyło jakiegoś więźnia, Magda wręcz poczuła zawód. Do tej pory specjalnie nie pytała o Filipa, chciała, aby ta piękna chwila trwała jak najdłużej.

– Musimy uratować tego więźnia – powiedziała. – Poprowadzę was do boju.

Adam się roześmiał.

– Prawdziwa Tiptolemea – powiedział.

*

Z rana wyruszyli. Wróżki wyczarowały Magdzie prawdziwy miecz, jaskiniowcom też chciały, ale ci tylko zamaszyście pokręcili głowami.

– Będzie bum bum! – zawołali chórem, poklepując swoje maczugi.

Adam westchnął i spojrzał na Magdę.

– Jak już tak wszystkich zbroicie, to może dacie karabin maszynowy?

Jedna z wróżek podleciała bliżej.

– Historia od lat dziewięciu, nie pamiętasz? – fuknęła, sypiąc różowym brokatem. Zamachała różdżką i w ręce Adama znalazł się pistolet na wodę, również różowy i błyszczący. Magda się roześmiała.

Przed wyjściem wygłosiła mowę do swojej armii. Stała wyprostowana, pewna siebie, a jej głos docierał w najdalsze zakamarki jaskiń.

– Będziemy razem walczyć i zwyciężymy! – wołała. Doszła nawet do wniosku, że dinozaury pasują do książki. W końcu nie różnią się wcale od orków, prawda? No, może tylko troszeczkę.

Zaczynało świtać, kiedy dotarli na miejsce. Schowali się za skałami i obserwowali, jak obóz wroga budzi się do życia. Jaskiniowcy powoli wstawali. Pośrodku, przywiązany do skały, siedział Filip.

Magda dała znak i zaatakowali. Pierwsze wyleciały wróżki. Według planu, miały zamienić wszystkich w żaby, jaskiniowcy wyruszyli z Magdą tylko na wszelki wypadek.

Niestety, najwyraźniej nie słuchali, kiedy Magda dziesięć razy powtarzała im, że mają siedzieć cicho. Zanim wróżki zdążyły zamachać różdżkami, wyskoczyli, okrzykiem „bum! bum!” alarmując obóz wroga.

Magda, widząc, że stracili przewagę zaskoczenia, również wybiegła. Trochę nieporadnie trzymała miecz, ale nadrabiała determinacją. Wróżki otrząsnęły się z szoku i w powietrzu zawirował brokat. Jaskiniowcy ganiali z maczugami, wznosząc wojenne okrzyki. Magda też już po chwili walczyła, co prawda bez okrzyków, ale z takim samym zapałem.

Nie minęło wiele czasu a pokonali wrogów. Czym prędzej podbiegła do Filipa i przecięła więzy.

– Dziękuję – powiedział. – Wyjdźmy w końcu z tej książki.

Westchnęła. Chętnie by jeszcze została. Doszła do wniosku, że kiedy tylko będzie miała okazję, to wróci.

*

W domu wyciągnęła z torebki telefon i notes. Chwilę wertowała kartki, aż znalazła odpowiednią stronę. Już się bała, że go nie zapisała, ale numer telefonu wytwórni wciąż tam był.

– Halo? – spytała. – Mówi Magda Agnicka. Tydzień temu dostałam od państwa propozycję pracy. Czy jest ona wciąż aktualna? 

– Pani jest autorką tych fanfiction o Magicznej Wyprawie?

Magda pokiwała głową, ale szybko się zreflektowała.

– Tak, to ja.

– Propozycja jest jak najbardziej aktualna, pani Agnicka.

*

Wcześniej

 

Filip siedział, oparty o skałę. Na kolanach trzymał laptop i wstukiwał do niego kod. 

– Dzięki, że zgodziłaś się mi pomóc – zwrócił się do Kasi, koleżanki z pracy, występującej w ciele jaskiniowa.

– Żaden problem. Wiesz, jak lubię przy tym majstrować. Serio ta nowa jest taka dobra?

– Nikt jeszcze nie pisał o Magicznej Wyprawie jak ona. Poza tym Magda naprawdę czuje tę książkę. Potrzebujemy jej w naszej wytwórni – powiedział, a w myślach dodał, że przede wszystkim Magda nie lubi dinozaurów. I może dzięki niej uda się je usunąć z historii. – Jak tamten kod z tyranozaurem?

– Wszystko w porządku, właśnie przed nim uciekli.

– Świetnie. Byle tylko szef nie odkrył, że przemyciliśmy go do historii od dziewięciu lat.

Kasia się roześmiała.

– Spokojnie, wszystko robimy dla wyższych celów, prawda? Potrzebujemy nowych pracowników. Odkąd nikt nie czyta realnych książek, brakuje ludzi z wyobraźnią.

Filip pokiwał głową. Przez chwilę poczuł coś w rodzaju wyrzutów sumienia, ale szybko je stłumił. Powtórzył sobie w głowie tekst, który przed chwilą włożył w usta wyroczni. Przecież nowe technologie nie są złe. Są nowe.

Koniec

Komentarze

Witaj.

“Magiczna Wyprawa” i “Magiczna Podróż”. 

Fantastyczna bajka dla czytelników o bujnej wyobraźni. ;) Gratuluję jej i Tobie. ;)

Podoba mi się tyle oryginalnych baśniowych imion, ja tworzę je podobnie. 

W wielu miejscach miałam niewielkie skojarzenia z “Jumanji” (obiema nowymi częściami)

Z technicznych:

zamieniły się – zamiast y – a

we wróżki – e wykreślamy

Pozdrawiam. 

Pecunia non olet

Tak, smakowite. Przenoszenie się w świat literatury to jeden z moich ulubionych tematów: z dużym potencjałem i jeszcze nie bardzo wyeksploatowany. (Muszę kiedyś wreszcie dorwać w bibliotece cykl Fforde’a.) Wprawdzie przygoda przeżyta przez Magdę była, jak widzę, głównie efektem rozgrywek frakcyjnych w firmie prowadzącej warstwę wirtualną książki, ale dobrze, że udało jej się dzięki temu poukładać sobie priorytety. Obawiam się, że w rzeczywistości byłyby to rzadkie przypadki, dużo więcej zdarzałoby się takich, którzy przez zanurzanie się w takich światach traciliby z oczu prawdziwe życie.

Dobrze przemyślałaś wpływ, jaki na ten baśniowy świat wywarłby limit wiekowy (czy raczej: starania o przyznanie jak najniższego). Bardzo udana też scenka z dołączaniem Magdy do konspiracji – u nas Armia Krajowa bardzo dbała o ceremoniał, ale w pozostałych wspomnieniach rebeliantów takie uczucie rozczarowania wynikające z trywialności zaprzysiężenia jest prawie stałym punktem, o ile pamiętam.

Pozdrawiam,

Ślimak Zagłady

A, przyjemne, przyjemne. Zgrabnie wyszło połączenie dinozaurów z wróżkami, aż sam uznałem, że pasują do świata. Choć przyznam, że po opisie na betalistę spodziewałem się czegoś bardziej szalonego, skakania z książki do książki, nawiązań do istniejących tytułów, mrugnięć okiem i takich innych. Ale co ja tam będę narzekał. Dobrze jest.

Poza tym Magda naprawdę czuje książkę.

tę! 

Jedyny babol, który umiem zawsze wychwycić. Ktoś mi to kiedyś mocno wbił do głowy…

 

Sięgały ludziom co najwyżej do pasa, posiadały jednak ostre szpony i zęby.

Duży plus za odejście od niepoprawnych naukowo welociraptorów z “Parku Jurajskiego”. To się ceni:))

 

Ukłony 

 

 

[...] chleb [...] ~ Honoriusz Balzac

Witaj, bruce

Dzięki za komentarz. Akurat Jumanji nigdy nie oglądałam, więc podobieństwa muszą być przypadkowe. Dzięki za znalezienie literówek :)

 

Cześć, Ślimaku Zagłady

Obawiam się, że w rzeczywistości byłyby to rzadkie przypadki, dużo więcej zdarzałoby się takich, którzy przez zanurzanie się w takich światach traciliby z oczu prawdziwe życie.

W sumie ciekawy temat na opowiadane :) Poza tym, nie sądzę, żeby było aż tak źle, równie dobrze można stracić z oczy prawdziwe życie i przez zwykłe książki, i filmy, i gry komputerowe. Chociaż może rzeczywiście, gdyby można było całkowicie zanurzyć się w ten świat mogłoby to być trochę bardziej niebezpieczne niż taka zwykła książka.

Dobrze przemyślałaś wpływ, jaki na ten baśniowy świat wywarłby limit wiekowy (czy raczej: starania o przyznanie jak najniższego). Bardzo udana też scenka z dołączaniem Magdy do konspiracji

Dziękuję ^^

 

Hejka, TRYTANOTAN 3000

Choć przyznam, że po opisie na betalistę spodziewałem się czegoś bardziej szalonego, skakania z książki do książki, nawiązań do istniejących tytułów, mrugnięć okiem i takich innych

A widzisz, na to nie wpadłam. Ale się cieszę, że i tak jest dobrze :D

Dzięki za literówkę, zawsze mam problem z tą i tę, muszę się w końcu tego nauczyć. Fajnie, że zauważyłeś welociraptory.

 

Pozdrawiam całą trójkę :)

Witaj, Oluta, jasne, ja bardziej zawsze czytany tekst kojarzę z czymś przeze mnie samą obejrzanym czy przeczytanym w przeszłości, tak mam po prostu. :)

Pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Cześć Oluto!

 

Na początek taki drobiazg:

czuje tą książkę

tę książkę

Historia bardzo przyjemna i ciekawie poprowadzona. Służy Ci ta konwencja young adult pomieszana z odrobiną matriksa, hasła zostały zrealizowane i wyszło to całkiem przyjemnie. Konstrukcyjnie zastanowiłabym się, czy już we wstępie nie dać jakichś wskazówek, że to tylko rzeczywistość wirtualna, ale pasowało to zdecydowanie do reszty opowiadania, więc nie odbieram takiego twistu jako zgrzyt. 

Pozdrawiam

Dzień dobry, Oluta.

 

Co do dużo mówić opowiadanie jak dla mnie Prima Sort. Smutna wizja przyszłości, w której klasyczne książki spychane są na margines. No ale zawsze znajdzie się jakiś obrońca tak jak w twoim opowiadaniu. Ku chwale Książek! :D 

 

Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów. 

Cześć, Oluta,

przyjemne, milusie wręcz opowiadanie z ciekawym pomysłem. Szczególnie początek udany – buntownicy, którym nawet nie chce się buntować! Fabuła niestety leci trochę zbyt szybko dla mnie, ale generalnie dobrze się czytało. Bohaterka zdecydowanie na plus :)

 

Powodzenia w konkursie!

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Siema :)

 

Miałem zamiar się tutaj trochę wyżyć, bo historia jest typowo YA, z bohaterką, której wszytsko wychodzi, tekst biegnie, leci wręcz przez kolejne sceny, bardzo skrótowo traktując tło, ale ta końcówka, tak, ta końcówka robi świetną robotę.

Patrząc przez pryzmat epilogu, to ta opowieść, to co się dzieje w świecie wróżek, takie właśnie powinno być, skrótowe, momentami nieporadne fabularnie i dziejące się od czapy. W końcu to Magda świetnie pisze i tworzy, a Adam, to koleś, który wprowadził do ksiązki dinozaury, więc wiarygodne fabuły średnio mogą mu wychodzić. Możesz to uznać za przytyk, bo pamiętam Twoje inne opowiadania (Kopciuch i komiksowa konwencja na koniec oraz ten tekst o Róży na eklektyczny) i przeszkadzało mi w nich to, że są takie młodzieńcze, momentami lekko naiwne. Cały czas jednak uczysz się (bardziej szczegółowo o tym za moment), zresztą jak i ja, więc będzie coraz lepiej, na razie jednak u Ciebie widać jakiś, bo ja wiem, optymizm, który przebija nawet przez trudne tematy (vide historia na eklektyczny). Z jednej strony wydaje mi się to infantylne i przeszkadza, z drugiej jednak nieco zazdroszczę, bo ja zbyt cyniczny już jestem, żeby z siebie go wykrzesać. To jest ta cecha Twojego pisania, ktora jest dla Ciebie charakterystyczna, a która mi się lekko rozjeżdża z tym, czego szukam i co uważam za dobre. Czyli jednak się wyżywam i marudzę, ale nie bój się, teraz już będzie tylko lepiej :)

To co widzę, a co jest oczywiście moim subiektywnym zdaniem, to pewna nieporadność w tworzeniu światów. Ty je widzisz, ale czytelnikowi zbyt wiele nie pokazujesz. Taka własnie jest ta częśc, kiedy bohaterowie trafiają do książki. Jednak prolog (czyli to, co przed trafieniem do ksiązki) jest napisany o wiele ładniej, intryguje. A mnie zaintrygował nie tylko zaciekawieniem, jak rozwiniesz fabułę, ale również tym, że – znów moim zdaniem – zauważyłem, że jest napisany inaczej niż Twoje poprzednie teksty. Potem nieco się rozczarowałem tą środkową częścią. A epilog, proszę pani, jest napisany najlepiej i robi tutaj robotę. A to dlatego, że ta nieporadność w kreowaniu świata zdaje się być usprawiedliwiona tym, że ten świat stworzył koleś, który uważał za świetny pomysł wprowadzić dinozaury do magicznego świata wróżek. Chcę przez to powiedzieć, że te braki, które uważam, że jeszcze widzę w Twoim pisaniu, zostaja przeniesione na jedną z postaci, dając ciekawy efekt wyjścia poza fabułę i wpływania na samą strukturę opowiadania. Pewnie nie to było Twoim celem, ale i tak uważam, że to fajne i zaskakujące, kiedy nad tym pomyśleć ;)

W tej końcówce robisz jeszcze jedną fajną rzecz, a mianowicie pokazujesz Adama jako “wróżkę”, która uknuła plan, żeby zwabić Magdę do firmy. I choć ten plan miał przynieść korzyści osobiste Adamowi, to finalnie odczytuję też go, jako korzystny dla Magdy, której sytuacja powinna się poprawić, kiedy zamieni zwykłą pasję w coś, na czym jeszcze będzie mogła zarobić. No i morał: nowe technologie nie są złe. Sa nowe. Też fajny, bo żadna technologia nie jest zła. Złe może być to jak je wykorzystujemy wykorzystujemy i w jakim stopniu pozwalamy im wpływac na nasze życia. To jest ten fragment, który pokazał mi, że się uczysz i zmienia Ci się perspektywa.

No, to chyba wszystkie myśli, jakimi chciałem się z Tobą podzielić. Czyli pomarudził, ponarzekał, wbił szpilkę (wybacz, ale staram się być szczerym, jeśli Cię uraziłem, to nie to było moim zamiarem) a na koniec pochwalił ;)

 

Jest też kilka potknięć:

 

– Ja… znalazłam ogłoszenie. Chcę do was dołączyć – powiedziała, mając nadzieję, że jej głos nie brzmi piszcząco.

Piskliwie.

 

– Ogłoszenie. Na takim słupie z ogłoszeniami. – Magda sięgnęła do torebki i po dłuższej chwili wygrzebała z niej zmięty świstek papieru.

Przekreślone usunąłbym.

 

Wiedziała, że jeśli czegoś chce, musi o to zwalczyć.

Literówka.

 

Starszy mężczyzna wzruszył ramionami, a Magda westchnęła z ulgą, chociaż nie była pewna, czy chciała, żeby buntownicy buntowali się tylko dlatego, że będzie jazda.

Pogrubione źle brzmi. Takie masło maślane trochę.

 

Książkę przyniósł Filip, ten młodszy z mężczyzn, ponieważ Adam, drugi z nich, nie miał czasu, żeby ją kupić, a Magdy nie było stać.

Przebudowałbym to zdanie albo nawet rozbił na dwa, bo jest nieczytelne.

 

Magda była dorosła i takie drobiazgi nie powinny obchodzić, ale i tak zabolało.

Jej.

 

– No dobrze. Zobaczmy, kim się staliśmy – mruknął pod nosem Adam, podnosząc do oczu swoje ręce.

Do wywalenia, bo przecież nie podniósł czyichś rąk.

 

Podróż stała się teraz dużo wygodniejsza, chociaż nie zmieniło to faktu, że jej serce cierpiało przeraźliwie, widząc szesnastoletnią dziewczynę w spodniach podróżującą na piechotę przez las w średniowieczu. W dodatku po chwili odkryła, że na plecach niesie dwa miecze, a przy pasie zestaw sztyletów. Tego już było za wiele. Od razu wyrzuciła całe to żelastwo do lasu.

Dziwnie to brzmi: podróżować przez las w średniowieczu, tak jakby średniowiecze było jakims miejscem. Przekreślone usunąłbym.

 

Jadąca na jednym z nich dziewczyna chwyciła Filipa w pędzie i porwała.

To zdanie jakieś nie teges. Może by lekko przemodelować?

 

Również spróbował zejść ze ścieżki i również mu się nie udało.

Powtórzenie.

 

Tymczasem na ścieżce przed nimi zamajaczył czyjaś sylwetka.

Literówka.

 

Wyglądało na to, że zaatakowały całym stadem.

Welociraptory atakowały stadnie, bo były drapieżnikami stadnymi. Pojedynczy osobnik raczej by nie zaatakował. Ale i tak szacun za nie pomylenie Welociraptorów z Deinonychami.

 

Wysypała zawartość sakiewki na dłoń i zdmuchnęła.

Może lepiej “dmuchnęła”?

 

Wróżki wyczarowały Magdzie prawdziwy miecz, jaskiniowcom też chciały, ale ci tylko zamaszyście pokręcili głowami.

No, chyba, że prawdziwy. Przecież nie fałszywy.

 

Magda do nich dołączyła i już po chwili walczyła z okrzykiem „bum! bum!” na ustach.

Tutaj poleciałas nieco za daleko. Znaczy nie podoba mi się to, że Magda też się drze bum! bum!

 

Doszła do wniosku, że kiedy tylko będzie miała okazję, to tu wróci.

Niezgrabnie. Może przebudowac to zdanie?

 

Chwilę wertowała kartki, aż znalazła odpowiednią stronę. Chwilę bała się, że go nie zapisała, ale numer telefonu wytwórni wciąż tam był.

Powtórzenie.

 

Poza tym Magda naprawdę czujeksiążkę.

Tę.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Q

Known some call is air am

Cześć Oluta!

 

Przyjemne opowiadanie, niby banalne, ale jednak życiowe. Bardzo niekonwencjonalny sposób szukania zmotywowanych pracowników, ale w tym przypadku okazał się skuteczny. Z początku taka cicha woda, ale w końcówce dostajemy odpowiedzi i wszystko się spina.

Bardzo spodobało mi się zestawienie książkowej rzeczywistości (od 9 lat) z końcówką. Taki ludzki, choć również dające nadzieję. Pozwala mi to również – na swój sposób – dobrze wyobrazić sobie bohaterkę, jej sposób patrzenia na świat. Niepewną buntowniczkę nieco przygnieciona życiem, ale jednocześnie szukającą rozwiązań (na swój sposób). Sprytnie to wymyśliłaś i wyszło imho.

Pomysł z dinozaurami i jaskiniowcami też niezły. Słyszałem kiedyś takie powiedzenie, że każde dostatecznie popularne uniwersum albo leci w kosmos albo wjeżdżają dinozaury ;-) Tu dinusie wygrały.

3P dla Ciebie, za pomysł i całkiem niezłe wykonanie.

Pozdrawiam, Powodzenia w konkursie i Polecam do biblioteki!

 

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Cześć, Oidrin

Konstrukcyjnie zastanowiłabym się, czy już we wstępie nie dać jakichś wskazówek, że to tylko rzeczywistość wirtualna

A wiesz, nawet o tym myślałam, ale nie mogłam znaleźć miejsca, gdzie by to upchnąć. Dobrze, że pasowało.

 

Dzień dobry, Pendrive

Dzięki za komentarz. Rzeczywiście, ten świat jest trochę straszny, chociaż, z drugiej strony – gdyby nie te dinozaury to przenoszenie się do świata książek jest trochę kuszące :)

 

Cześć, LanaVallen

Rzeczywiście, akcja trochę pędzi, tutaj trochę przycisnął limit. Cieszę się, że mimo to dobrze się czytało.

 

Siema, Outta

Bardzo dziękuję za taki długi komentarz! 

 

Miałem zamiar się tutaj trochę wyżyć, bo historia jest typowo YA, z bohaterką, której wszytsko wychodzi, tekst biegnie, leci wręcz przez kolejne sceny, bardzo skrótowo traktując tło, ale ta końcówka, tak, ta końcówka robi świetną robotę.

Niestety, wygląda na to, że YA wychodzi mi najlepiej. Dobrze przynajmniej, że końcówka wyszła.

na razie jednak u Ciebie widać jakiś, bo ja wiem, optymizm, który przebija nawet przez trudne tematy

Tu mnie zaskoczyłeś, zawsze wydawało mi się, że wychodzą mi raczej takie pesymistyczne teksty. Nawet tutaj, w końcówce, kiedy Magda przystaje do wytwórni – jak dla mnie to raczej smutne. Chociaż, można to interpretować na różne sposoby. Swoją drogą, to ciekawe, jak różnie można tą końcówkę odebrać – albo jak Ty, z optymistycznym wydźwiękiem, albo jak Pendrive, który pisał o smutnym świecie.

Czyli jednak się wyżywam i marudzę, ale nie bój się, teraz już będzie tylko lepiej :)

Oj tam, od razu wyżywasz. Przynajmniej wiem, nad czym popracować w następnych opowiadaniach.

To co widzę, a co jest oczywiście moim subiektywnym zdaniem, to pewna nieporadność w tworzeniu światów. Ty je widzisz, ale czytelnikowi zbyt wiele nie pokazujesz.

Mógłbyś trochę rozwinąć?

Chcę przez to powiedzieć, że te braki, które uważam, że jeszcze widzę w Twoim pisaniu, zostaja przeniesione na jedną z postaci, dając ciekawy efekt wyjścia poza fabułę i wpływania na samą strukturę opowiadania. Pewnie nie to było Twoim celem, ale i tak uważam, że to fajne i zaskakujące, kiedy nad tym pomyśleć ;)

W sumie, pisząc opowiadanie właśnie coś takiego miałam na myśli (ta, wiem, po napisaniu zawsze tak można powiedzieć xD), ale nie sądziłam, że ktoś to zauważy. A tu proszę, udało się!

Bardzo dziękuję za literówki, już poprawiłam, z dwoma wyjątkami:

Starszy mężczyzna wzruszył ramionami, a Magda westchnęła z ulgą, chociaż nie była pewna, czy chciała, żeby buntownicy buntowali się tylko dlatego, że będzie jazda.

Pogrubione źle brzmi. Takie masło maślane trochę

Moim zdaniem brzmi całkiem zabawnie, trochę o to chodziło, żeby podkreślić taką sytuację bez sensu – niby buntownicy, a się nie buntują. Myślę, że gdyby zamienić jedno z tych słów, to straciłoby taki wydźwięk.

Wróżki wyczarowały Magdzie prawdziwy miecz, jaskiniowcom też chciały, ale ci tylko zamaszyście pokręcili głowami.

No, chyba, że prawdziwy. Przecież nie fałszywy.

I tutaj też zostawiłam, jak jest. Chodzi o to, że Magda jest podekscytowana, że ma miecz tak jak w jej ulubionej książce, stąd to podkreślenie – jakby chciała sobie uświadomić, że to dzieje się naprawdę.

 

Pozdrawiam wszystkich :)

O, a w międzyczasie, jeszcze krar85 napisał komentarz. Cześć :)

Niepewną buntowniczkę nieco przygnieciona życiem, ale jednocześnie szukającą rozwiązań (na swój sposób)

Fajnie, że zwróciłeś na to uwagę.

Słyszałem kiedyś takie powiedzenie, że każde dostatecznie popularne uniwersum albo leci w kosmos albo wjeżdżają dinozaury ;-)

O, ja tego nie słyszałam. Dobrze się wpasowało :)

Dziękuję za polecenie do biblioteki!

Pozdrawiam :)

 

Nawet tutaj, w końcówce, kiedy Magda przystaje do wytwórni – jak dla mnie to raczej smutne.

Dorosłość i odpowiedzialnośc za innych, a szczególnie za swoje dzieci, często wymaga poświęcenia pewnych rzeczy w imię zabezpieczenia ich przyszłości. To nie jest smutne, to jest normalne, prawdziwe. A optymistyczne dlatego, że bohaterka w końcu to zrozumiała, sprzedała się w jakimś stopniu, ale niestety ideałami i marzeniami nie nakarmisz dzieci, nie opłacisz rachunków, nie ogrzejesz mieszkania. Stąd optymizm z krzywym uśmiechem, który widzę – jej rodzinie będzie lepiej, ona też doceni po jakimś czasie komfort psychiczny wynikający ze stabilności finansowej i kiedyś pewnie będzie mogła powrócić do marzeń.

 

W sumie, pisząc opowiadanie właśnie coś takiego miałam na myśli (ta, wiem, po napisaniu zawsze tak można powiedzieć xD)

Stosowanie dupochronów w opowiadaniach jest na propsie :D A tak serio, to nie mam powodu, żeby nie wierzyć w Twoje zapewnienia, więc spoko :)

 

To co widzę, a co jest oczywiście moim subiektywnym zdaniem, to pewna nieporadność w tworzeniu światów. Ty je widzisz, ale czytelnikowi zbyt wiele nie pokazujesz.

Mógłbyś trochę rozwinąć?

 

Spróbuję. Światy, w których osadzasz akcję swoich tekstów są pewnie w Twojej głowie spójne i kompletne, a przynajmniej ja takie odnoszę wrażenie. Pokazujesz ich mały wycinek, ale do tego małego wycinka wrzucasz całkiem sporo, a w tym przypadku więcej znaczy mniej. Robi się taki trochę chaos, bo starasz się pokazać maksymalnie dużo, ale efekt jest odwrotny, ponieważ te kolejne obrazy są słabo umocowane fabularnie w tekście, czasem nie mają znaczenia, albo – tak jest u mnie – na wybudowanym fundamencie, na którym ja wyobrażam sobie jakiś zarys budowli poprzez analogię z tym co znam/widziałem/czytałem, Ty kładziesz cegły w miejscach, w których albo ja się ich nie spodziewam, albo spodziewam, jednak budujesz gdzieś we wnętrzu, kiedy najważniejsze są ściany zewnętrzne i to od nich powinna zaczynać się budowa. Ciężko mi to wyjaśnić inaczej, ale chodzi o to, że w dłuższej perspektywie taki zabieg miałby nawet jakiś sens, jednak w skondensowanych opowiadaniach, ograniczonych limitami, trzeba sobie pewne rzeczy odpuścić, pokazać kawałek świata w konkretny sposób, zamiast próbować pokazać całość za pomocą ogólników.

Jaśniej chyba nie potrafię :P

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Dziękuję, Outta!

Stąd optymizm z krzywym uśmiechem, który widzę – jej rodzinie będzie lepiej, ona też doceni po jakimś czasie komfort psychiczny wynikający ze stabilności finansowej i kiedyś pewnie będzie mogła powrócić do marzeń.

Ale wciąż będę obstawiać, że właśnie to, o czym piszesz, jest raczej pesymistyczne, chociaż nie zmienia to faktu, że prawdziwe.

Stosowanie dupochronów w opowiadaniach jest na propsie :D

Dupochrony, świetna nazwa xD

Ciężko mi to wyjaśnić inaczej, ale chodzi o to, że w dłuższej perspektywie taki zabieg miałby nawet jakiś sens, jednak w skondensowanych opowiadaniach, ograniczonych limitami, trzeba sobie pewne rzeczy odpuścić, pokazać kawałek świata w konkretny sposób, zamiast próbować pokazać całość za pomocą ogólników.

Rzeczywiście, coś w tym jest. Jeszcze raz bardzo dziękuję, sama bym na to nie wpadła.

Pozdrawiam :)

Hej, hej

Opowiadanie oparte na dość prostym pomyśle przeniesienia bohaterki do świata książki, ale podane w przyjemny sposób. O ile początek mi się podobał, miałem trochę zarzutów do dalszej części tekstu, na szczęście zostało to poprawione i wygląda o wiele lepiej. Szczególnie podobał mi się końcowy twist, którego się nie spodziewałem, a przecież sensownie wynika z fabuły i nadaje całemu tekstowi głębi.

Hasło konkursowe, według mnie, zrealizowane w bardzo dobry sposób.

Klikam i pozdrawiam :)

Hej, Zanais :)

Cieszę się, że teraz jest lepiej. Jeszcze raz bardzo dziękuję za betę i klika.

Pozdrawiam :)

Nie wiem, czy podoba mi się taka przyszłość książek, ale opko mi się podobało :) Z początku wydawało mi się bardzo bajkowe, a bohaterka lekko niedojrzała, ale zakończeniem zapunktowałaś. Jest wręcz cyniczne, bo oto firma manipuleje Magdą. I to na jaką skalę, nawet buntownicy okazali się częścią gry :)

Ciekawy sposób na pożenienie wróżek i jaskiniowców :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Cześć, Irka_Luz :)

Nie wiem, czy podoba mi się taka przyszłość książek,

Oj tak, zdecydowanie wolałabym, aby książki pozostały w takim stanie, jak jest teraz :)

Jest wręcz cyniczne, bo oto firma manipuleje Magdą

O, właśnie o coś takiego mi chodziło!

 

Pozdrawiam, dziękuję za klika :)

Trzeba przyznać, że całość tekstu – bardzo jumanjowego (to już inni pisali) – tak mnie średnio – ale – końcówka – miód.

Bajeczka, ale jak to bajeczka – z morałem, i fajnie, że te morały tu są… aż dwa – i to wprost wyartykułowane, do wyboru do koloru:

Odkąd nikt nie czyta realnych książek, brakuje ludzi z wyobraźnią

albo:

Nowe technologie nie są złe. Są nowe.

 

Wzorowo zrealizowane hasło konkursowe.

 

entropia nigdy nie maleje

Dzięki, Jim :) Fajnie, że przynajmniej końcówka  dobra :)

Pozdrawiam :)

Oluto, tekst jest odrobinę za długi (lub trochę za krótki). 

Limit od 7000 do 21000 znaków wg licznika portalowego. Dlaczego akurat tyle chyba nie trzeba tłumaczyć. Jednoosobowy komitet organizatorski wie jednak, że limity to największa konkursowa zmora, więc dopuszcza rozjazd o równo 700 znaków. Czyli tekst może mieć 6300 znaków, ale 6301 już nie; tak samo może mieć 21700 znaków, ale 21699 już nie. Dlatego każdy odstępca od limitu musi liczyć się z tym ryzykiem. :P

Za tak absurdalne zasady możesz winić tylko spaczony umysł organizatora. 

Przyjemna lektura, ale przyznam, że początkiem rozbudziłaś moje oczekiwania bardzo mocno, a potem – potem to, na co liczyłam najbardziej, całkowicie znikło. Mianowicie kwestia buntowników i buntu. Nie rozwijasz tego wątku ani go nie zamykasz, w zasadzie trochę nie wiadomo, co on ma oznaczać? W komentarzach czytam o buncie przeciwko dorosłości (no, tu jestem niezłą buntowniczką), ale jakkolwiek końcówka by się z tym jakoś tam łączyła, to brakło zamknięcia tego bardzo mocno na początku akcentowanego wątku jakąś bardziej wyraźną klamrą. Nie jestem fetyszystką tego, że każda strzelba ma wystrzelić, ale po prostu początek zapowiada zupełnie inną historię.

No i ogólnie mam wrażenie, że limit trochę zaszkodził, bo biegniesz po wydarzeniach bez oddechu, streszczając je i w związku z tym immersja siada. A szkoda, bo może gdyby było mniej scen z książkowymi realiami, a więcej o bohaterach, tekst by zyskał?

Przyznam też, że nie jest dla mnie jasne, dlaczego postacie raz są sobą i mają własne imiona, a raz używają tych “przypisanych” (o ile dobrze rozumiem) postaci. Ta mechanika życia w powieści i przedostawania się do niej też troszkę szwankuje.

Słowem: fajny pomysł, ale jak dla mnie niedopracowany.

http://altronapoleone.home.blog

Gekikara, już trochę skróciłam. Musiał trochę “przytyć” w trakcie poprawek.

Drakaina, dziękuję za komentarz. Szkoda, że ciąg dalszy nie wyszedł, następnym razem się poprawię :)

No i ogólnie mam wrażenie, że limit trochę zaszkodził, bo biegniesz po wydarzeniach bez oddechu, streszczając je i w związku z tym immersja siada. A szkoda, bo może gdyby było mniej scen z książkowymi realiami, a więcej o bohaterach, tekst by zyskał?

Masz rację, w następnym opowiadaniu postaram się bardziej opisać postaci.

Przyznam też, że nie jest dla mnie jasne, dlaczego postacie raz są sobą i mają własne imiona, a raz używają tych “przypisanych” (o ile dobrze rozumiem) postaci.

Swoimi normalnymi imionami zwracają się do siebie, a postaci, które nie są ludźmi przeniesionymi do książki, tylko tworami, np. wyrocznia, mówią do nich przypisanymi imionami.

 

Pozdrawiam :)

A później, akurat tego roku, kiedy straciła pracę i rzucił ją mąż, naukowcy wynaleźli sposób na to, by przedostawać się do światów książek i „Magiczna Wyprawa” z jej ukochanej powieści zamieniły się w coś w rodzaju tandetnej gry komputerowej.

Shiw, don't tell. 

Dostajemy informacje, ale nie przeżywamy tego. 

 

Magda natychmiast zapomniała o zniewadze, która dotknęła ją za sprawą pomylenia Karollina z Korallinem, ponieważ Adam stwierdził, że przypomina główną bohaterkę.

Jakoś bardzo to sztywne. 

 

Zejście ze szlaku oznaczało automatyczne wyrzucenie z książki.

Ale liniowa gra, ktoś by w ogóle chciał w to grać? 

 

Czarujesz nas melodią, którą każdemu miło jest słuchać – bo w końcu kto by nie chciał przenieść się do książki? To bardzo chwytliwy pomysł. Początek bardzo zachęcający. 

Niestety wydaje mi się, że chciałaś za wiele upchnąć w ten korki tekst. Mamy wątek obyczajowy, mamy walkę staroświeckości z nowoczesnością, mamy wreszcie quasi-wirtualne światy i jeszcze jaskiniowców wraz z wróżkami. W efekcie żaden z tych elementów nie dostał tyle czasu i uwagi, ile potrzebował. Mało było dinozaurów, mało jaskiniowców, a wróżek jak na lekarstwo. Nie przekonała mnie tal szybka zmiana bohaterki do jaskiniowców i dinozaurow, a choć twist pomysłowy i dobrze pomyślany, to plan Filipa był bardzo naciągany. 

 

Hej, Gekikara :)

Shiw, don't tell. 

Dostajemy informacje, ale nie przeżywamy tego. 

W tym miejscu to akurat miało być skrótowo, żeby szybko przedstawić, o co chodzi, dlatego sobie na to pozwoliłam. Ale ogólnie mam problem z show don’t tell, muszę nad tym popracować.

Ale liniowa gra, ktoś by w ogóle chciał w to grać? 

Ja to widzę bardziej tak, że owszem, są szlaki, ale jest ich naprawdę dużo – coś jak taka plątanina ścieżek, a nie wytyczona trasa, którą trzeba iść. Widać za mało to opisałam.

Dziękuję za komentarz. Wiem, za dużo elementów w za krótkim opowiadaniu. Trudno, następnym razem będzie lepiej :)

Pozdrawiam :)

Ale liniowa gra, ktoś by w ogóle chciał w to grać? 

 

Gekikara w ile grałeś współczesnych gier VR? :)

Rozbisurmaniłeś się, przez triple A na komputerze. A współczesne gry VR są przeraźliwie liniowe. Zresztą nawet “otwarte światy” są w większości otwarte tylko częściowo i tak czy inaczej, w różny sposób (może nie w tak oczywisty jak w opowiadaniu Oluta) programista prowadzi gracza za rękę. Może powiesz, że pewnie staruszek Jim coś bredzi o starych, starutkich grach? Włącz Cyberpunka 2077 i przejedź się autem z jednego konca miasta na drugi :D

 

 

entropia nigdy nie maleje

Najbardziej podobała mi się środkowa część opowiadania, gdzie bohaterowie zostają wplątani w ratowanie jaskiniowców, walkę z dinozaurami i odbijanie Filipa. Pospieszna narracja tutaj nie razi, wyczarowujesz nierzeczywisty, niepoważny i lekko ironiczny klimat. Mogę żałować, że i początek w ten sposób nie został potraktowany. Zestawiając ze sobą dwie części tekstu, muszę powiedzieć, że nie do końca do siebie pasują, tak jakby należały do dwóch różnych konwencji, dwóch różnych rzeczywistości.

Jeszcze inną kwestią jest “jednostajność emocjonalna”. Poznajemy myśli bohaterki, ale są one niczym obojętny strumień świadomości, nie poruszają, nie wzbudzają ani współczucia, ani chichotu. I tu jeszcze raz żałuję, że pozaksiążkowe fragmenty, te dotyczące rzeczywistego świata, nie zostały pokazane z ironią i lekką dozą absurdu.

Pozdrawiam!

Rzeczywiście zawarłaś w tym opowiadaniu masę rozmaitych wątków. Powiedziałbym, że na granicy przesytu, której jednak – moim zdaniem – nie przekroczyłaś :) Przyznaję, że sama przygoda Magdy w świecie książki niespecjalnie mnie porwała (choć miks ciekawy), ale jak najbardziej doceniam pomysł na wymyślną intrygę, w którą główna bohaterka została wplątana.

Pozdrawiam!

Nowa Fantastyka