- Opowiadanie: JH - 30 000 ANNO DOMINI

30 000 ANNO DOMINI

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

30 000 ANNO DOMINI

 

30.000 A.D.

 1

Do tej pory za największego zbrodniarza w historii ludzkości uważany był Adolf Hitler. Po nadchodzących wydarzeniach miało się to zmienić.

 Rok 2045. Światem wstrząsnęła dziwna, nigdy dotąd niespotykana zbrodnia. W niewielkiej miejscowości północnej Polski, dwudziestego dziewiątego lipca o godzinie 7: 45 matkę półrocznej Natalii, Agnieszkę, obudziły ostre promienie słońca padające na twarz. Odwróciła szybko głowę w stronę dziecięcego łóżeczka stojącego tuż przy łóżku, aby uniknąć ich oślepiającego blasku. Poczuła, że coś jest nie tak. Skierowała wzrok na dużą, stojącą naprzeciw łóżka, trzydrzwiową szafę. Ogromne lustro na środkowych drzwiach było popękane. Wyglądało to tak, jakby ktoś uderzył w jego środek, a siła tego uderzenia rozeszła się po całym lustrze, zostawiając koliste pęknięcia, aż po wszystkie jego krawędzie. – Jakby ktoś rzucił kamień w wodę– pomyślała Agnieszka i zerwała się na równe nogi. W tym momencie dotarło do niej, że lustro nie mogło samo popękać. Że ktoś tu musiał być, kiedy spała. – Nati!- krzyknęła i pochyliła się nad łóżeczkiem jej jedynego dziecka. Po tym co zobaczyła, jej mózg odmówił współpracy. W łóżeczku niby wszystko było w porządku. Głowa jej córeczki spoczywała na poduszce. Oczy miała zamknięte jakby smacznie spała. Kciuk lewej ręki spoczywał w ustach. Pewnie go ssała przed snem. Prawa ręka znajdowała się na poduszce w geście „poddaję się”. Nogi lekko podkurczone, kolanami do zewnątrz. Typowa pozycja półrocznego dziecka. Do lewego policzka przytulał się ulubiony, biały, pluszowy miś Natalii. Jego biel dawno przestała być biała. I tylko jedna rzecz nie pasowała w tym obrazku. Dziecko nie miało tułowia. Wyglądało to tak, jakby zniknęło ono w jakiś magiczny sposób. Nigdzie nie było śladu krwi. Odcięta głowa, ręce i nogi nie krwawiły. Jakby jakaś niewidzialna siła powstrzymała krwawienie z amputowanych kończyn i głowy. Jakby ktoś przyłożył do ran szybę. Widać było przełyk, naczynia krwionośne, tkanki i mięśnie. I białe jak śnieg kości, z których powinien wypłynąć szpik, ale tak się nie stało. Wszystko było na miejscu, jakby tułów dziecka też tam był. Ale go nie było.

 O czternastej trzydzieści mąż Agnieszki wrócił z pracy. Znalazł żonę stojącą obok łóżeczka ich nieżyjącej pociechy. Zamglonymi oczami wpatrywała się w zamknięte oczy córeczki. Wezwał policję po czym powiesił się na pasku od spodni. Agnieszka poszła w jego ślady miesiąc później w szpitalu dla psychicznie chorych.

2

 Trzydziesty lipiec. Godzina siedemnasta siedemnaście. Soczi. Największy letni kurort w Rosji. Dwoje turystów z Niemiec, Markus i Amy, wsiadają do taksówki. Jako, że w roku 2037 język angielski stał się językiem urzędowym na całym świecie, obecnie trudno było znaleźć kogoś, kto nim nie władał choćby w stopniu podstawowym. Turyści mieli więc ułatwione zadanie w porozumiewaniu się z tubylcami. Niemcy kazali się zawieźć do największej gruzińskiej restauracji w Rosji. Pojechali więc do Pirosmani. Soczi, pół roku wcześniej, wraz z Moskwą, Londynem i Liverpoolem zaczęło testować autonomiczne taksówki. Jako że wspólne testy Jaguara i Kamaza wypadły znakomicie, kierowca taksówki miał tylko kontrolować przebieg trasy, interweniując w razie konieczności. Taka sytuacja w fazie testów na ulicach miast nie miała miejsca ani razu. 

 Widać było, że młodzi Niemcy świata poza sobą nie widzą. Jej zamglone, wpatrzone w partnera oczy i jego ręka pod jej sukienką dobitnie o tym świadczyły.– Pewnie świeżo po ślubie– pomyślał kierowca i odwrócił się w ich stronę, żeby o to zapytać. W tym momencie wewnętrzne, wsteczne lusterko pojazdu zaczęło pękać. Na środku pojawiło się kilkaset mikropęknięć. Większe, koliste, rozchodzące się równo od środkowych, pojawiły się sekundę później. Turyści z zaciekawieniem spojrzeli na pękające lusterko. I nagle stało się coś, czego nie gwarantowało im biuro podróży. Głowa kierowcy zniknęła. Bez żadnego dźwięku ani efektu specjalnego. Teraz jest, a ułamek sekundy już jej nie ma. Jakby ktoś odciął tę głowę szklaną, idealnie przezroczystą gilotyną i jej ostrze pozostało przyklejone do rany. Widać było, że serce jeszcze przez chwilę biło, bo krew jakby pulsowała, ale nie mogła popłynąć dalej gdyż blokowała ją niewidzialna gilotyna. Po chwili serce, nie otrzymując sygnałów z mózgu, zatrzymało się. Kierowca taksówki osunął się na fotel pasażera. 

 Markus z rozdziawioną gębą siedział jak wryty. Amy natomiast z krzykiem wyskoczyła na ulicę. Taksówka natychmiast zjechała na pas awaryjny. System sterujący samochodem powiadomił służbę drogową, że pasażer wysiadł z samochodu w trakcie jazdy. Siedem minut później na miejscu była policja. Funkcjonariusze zakuli zszokowanych turystów w kajdanki, oskarżając ich o morderstwo. Jednak po przejrzeniu materiału z wewnętrznej kamery taksówki, byli tak samo zdziwieni jak zakochana para turystów z Niemiec.

 3

 Trzydziesty pierwszy lipiec. Godzina dwunasta. Louis Trichardt. Republika Południowej Afryki. Biedna, opanowana przez kartel narkotykowy, dzielnica miasta. Awotwi, miejscowy diler wyczekuje przed miejscową szkołą podstawową na potencjalnych klientów. Po kieszeniach ma pochowane kilka rodzajów narkotyków. Stara dobra marycha dla małolatów, amfa dla kujonów, LSD dla świrów i nowość: Wizjoner dla twardzieli. Po tym trzy dni się lata. Full wypas. Awotwi z handlu dragami utrzymuje sparaliżowaną matkę i trójkę rodzeństwa. Piętnaście po dwunastej ze szkoły wybiegły najmłodsze roczniki. Starsi uczyli się dłużej. Wiedział, że teraz raczej nie zarobi, ale spróbować warto. Upatrzył sobie samotnego, na oko dziesięcioletniego chłopaka. – Cześć– zagadał.

– Cześć– odparł chłopak z niepewnością.

– Jak lekcje? Pewnie nudne?

– Jak cholera.

– Mam coś, co pozwoli ci się lepiej uczyć.

– Jesteś dilerem?

– Tak.– Awotwi wiedział, że dziesięciolatek go nie sprzeda. Raczej będzie pod wrażeniem jego profesji.

– Super. Mama mówi, że w tym kraju nie da się legalnie dorobić. Mogę z tobą handlować?– Z błyskiem w oku zapytał mały Tamirat.

– Jasne– Awotwi zwietrzył swoją ofiarę na innym polu. Odezwał się jego instynkt pedofilski.– Chodźmy za garaże. Tam ci pokażę towar i jak się handluje. Będziesz bogaty, mały.

– Super.– Powtórzył Tamirat.

 Za garażami spotykali się miejscowi menele i ćpuny. Przeważnie po zmroku. Za dnia nikogo tam nie było. Diler, jak tylko weszli za garaże, przestał ukrywać prawdziwy powód ściągnięcia tam chłopca. Uderzył malca w twarz pięścią, aż ten o mało nie stracił przytomności.– A teraz ściągaj gacie– wysyczał podniecony Awotwi. Tamirat wiedział co go czeka. Jego ojczym, zanim zdechł naćpany pod kołami tira, zdążył kilka razy go wykorzystać. Ze łzami w oczach zaczął się rozbierać. Lustro na skrzyżowaniu dróg pękło w dziwny sposób. Pęknięcia były zaokrąglone jak fale po wrzuconym do wody kamieniu. Ani kat, ani ofiara tego nie zauważyli.

– Szybciej!- Ponaglił chłopca zboczeniec, jednocześnie ściągając spodnie. Jego potężnych rozmiarów penis prężył się, gotów zrobić krzywdę niewinnemu chłopcu. Wyjął z kieszeni nóż i grożąc Tamiratowi zażądał– Teraz się odwróć i pochyl. Inaczej cię zarżnę jak świnię. Aaauuuu– zaczął się drzeć w chwili kiedy jego penis zniknął razem z jajami. Mały Tamirat, nie oglądając się za siebie, zaczął uciekać. Biegł z całych sił, aż do oddalonego o dwa kilometry domu.

 Awotwi nigdy się nie przyznał do tego co mu się stało. Jego rana nie krwawiła. Nie wdało się żadne zakażenie. Mimo, że wyglądała ona na wiecznie otwartą, nie bolała. Diler zaczął wypychać spodnie szmatami i dalej handlował dragami. I tylko trochę głos mu się zmienił. Na wyższy.

 4

 Światowe media zaczęły donosić o podobnych, niewyjaśnionych zbrodniach, coraz częściej. Najdziwniejsze było to, że ofiary nie miały ze sobą nic wspólnego. Pojawiały się na całym świecie, w różnych środowiskach. Nie miała znaczenia religia, status społeczny, czy położenie geograficzne. Nie miał też znaczenia kolor skóry. A to komuś nagle zniknęły nogi, ręce bądź głowa. Bywało, że komuś zniknął tylko palec. Albo na przykład pewnemu czterdziestolatkowi z Czech wyparowały oczy. Nikt nie wiedział co się dzieje.

 Ogłoszono międzynarodowy stan wojenny. Kilka organizacji terrorystycznych przyznało się do zamachów, ale media je wyśmiały. Nie istniała broń, zadająca obrażenia w taki sposób. Nikt nie wiedział co się dzieje. Największe organizacje szpiegowskie i terrorystyczne obwiniały się nawzajem, dopóki nawet w ich szeregach nie zaczęły się „ ubytki’. Tak świat zaczął nazywać te dziwne zniknięcia części ciała. Ubytki. Ludzi ogarnął strach. W telewizji zaczęto mówić o już udokumentowanych przypadkach. Internet zawrzał od tego typu wieści. Mimo światowej paniki, tylko kilkanaście najbogatszych ludzi na planecie schroniło się w swoich twierdzach. Wszyscy inni żyli i pracowali normalnie. Każdy musi z czegoś żyć. Czasami komuś wyparowała noga, bądź oko. Ludzie do wszystkiego są w stanie się przyzwyczaić, ale bez przesady. Kiedy w roku 2050 prezydent USA stracił nogę, a zaraz potem jego zastępca obie gałki oczne, światem wstrząsnęło. Do tego zniknęła głowa Elona Muska, który był zabunkrowany w najlepiej strzeżonym schronie na ziemi. ONZ, NATO i inne organizacje na świecie próbowały dojść do tego jak to jest możliwe. Najtęższe umysły nie dawały rady…

 5

 Polska. Mała wieś Rudnik w województwie śląskim. Rok 2052. Pod sklepem sieci „Lewiatan” codziennie zbierała się miejscowa „elita”. Czasami jeden skacowany pijak siedział na ławce i czekał aż ktoś znajomy przyjdzie do sklepu i poratuje go piwem, a czasem siedziało tam kilku rozbawionych alkoholem młodych ludzi. Amatorzy piwka o poranku musieli się wynieść spod sklepu, kiedy jego właściciel i kilku miejscowych zapłaciło karę za spożywanie alkoholu w miejscu publicznym. Jakieś sto metrów od sklepu był nieczynny od kilkunastu lat bar. W trawie przed budynkiem stały jeszcze ławki i stoły, które kiedyś, w latach świetności baru, podarował jakiś browar jako reklamę swojego trunku. Teraz nie sposób było odczytać reklamowych napisów bo farba oblazła, ale usiąść jeszcze można było. I to właśnie w to miejsce przenieśli się miejscowi pijacy. 

 

 6

 Dwunasty wrzesień. Rudnik. Okolice nieczynnego baru. Godzina 17:30.

– Wypierdalaj bo ci przyjebie!- Trzydziestoletni Michał o ksywie „Bandi” stał chwiejnie koło drzewa i usiłował rozpiąć zamek w spodniach, żeby się odlać.

– Sam wypierdalaj, Rumunie. Nawet odlać się nie umiesz, cioto.– Śmiał się z niego, mocno pod wpływem, stały bywalec, Rudy. Bandi nie wytrzymał i ruszył na kolegę z pięściami. Rudy otrzymał cios i razem z leciwą ławką runął na ziemię. Bandi stał i z uśmiechem rozpiął w końcu rozporek, i oddał mocz na oszołomionego kumpla. Ten w mgnieniu oka doszedł do siebie, wstał, złapał butelkę po piwie i z całej siły uderzył w głowę Bandigo. Ten upadł nieprzytomny. Rudy przekonany, że zabił kolegę, uciekł i tydzień z domu nie wychodził. Bandi ocknął się koło pierwszej w nocy. Głowa bolała go podwójnie. Kac i butelka rozbita na łbie to złe połączenie. Trząsł się z zimna. Czuć już było jesień. Suszyło go niemiłosiernie, więc posprawdzał wszystkie butelki i puszki, które stały na stole. W jednej było trzy czwarte piwa. Wypił to łapczywie. Lekko popuściło. Wyjął z kieszeni pomiętą paczkę papierosów. Zapalił, odlał się i poszedł w stronę domu. Czekała go półtorakilometrowa przechadzka. Łeb niemiłosiernie go napierdalał. Po wypiciu prawie całego piwa kac zelżał, ale potężny guz po uderzeniu nadal mocno dawał się we znaki. Minął miejscową strażnicę Ochotniczej Straży Pożarnej w Rudniku. Na jej widok pomyślał rozbawiony:– Tak kurwa ochotnicza straż. Ciekawe kto pojedzie w razie pożaru, jak wszyscy najebani.– Ta myśl tak go rozbawiła, że parsknął śmiechem. Papieros wypadł mu z gęby– Kurwa!- skomentował głośno i poszedł dalej. Sto metrów przed domem mijał skrzyżowanie. Bandi znajdował się na drodze z pierwszeństwem, która prowadziła prosto. Z boku dołączała podporządkowana. Naprzeciw niej stało lustro, gdyż z prawej strony praktycznie do samego skrzyżowania ktoś miał sad i w dupie bezpieczeństwo na drodze obok. Nie obcinał gałęzi od dobrych kilku lat. Bandi mijał to skrzyżowanie tysiące razy. Teraz przechodząc przez nie soczyście przeklinał, szukając papierosów. Nagle kątem oka dostrzegł błysk z miejsca gdzie znajdowało się lustro. Odwrócił się w tę stronę, ale niczego dziwnego tam nie było. – Nie pij więcej– szepnął sam do siebie i poszedł dalej. W domu jeszcze raz się odlał, jak to po piwie, i wyszedł z łazienki. Nie zdążył dostrzec, że lustro nad umywalką rozbłysło. Obudził się w południe, niczego nie pamiętając. -Kurwa ale mnie łeb napierdala– stwierdził Bandi dotykając miejsca na czaszce gdzie otrzymał cios od Rudego. Wstał i powlókł się do łazienki. Zanim zamknął za sobą drzwi usłyszał jeszcze komentarz matki:– Wstałeś już pijaku?

– Tak, kurwa, wstałem.– odparł i zamknął za sobą drzwi. Podszedł do umywalki i spojrzał w lustro. Zobaczył zarośniętego, brudnego menela z tępym wzrokiem. – Na mister universe wystartuję w przyszłym roku.– Roześmiał się ukazując zepsute zęby.– Zapuszczę wąsa i nikt nie zobaczy.– Pomyślał zadowolony i usiadł na kibelku. Zrobił co trzeba, wyjął spod szafki zachomikowaną puszkę piwa. Otworzył ją i z namaszczeniem zaczął opróżniać. „– Jesteś tam?”– Usłyszał. Co, kurwa?– Pomyślał. Odłożył w połowie opróżnioną puszkę na szafkę, podtarł się i podszedł do szafki z lustrem. Oparł ręce o umywalkę, spojrzał w lustro przekonany, że przed chwilą się przesłyszał. – Co kurwa?– Rzucił rozbawiony w lustro. Cisza. Dopił piwo i poszedł do kuchni coś zjeść. Po obiedzie zaczęło go suszyć. O piętnastej był już pod sklepem. O szesnastej sączył piwo pod zamkniętym barem, które postawił mu stary kumpel. A najlepsze było to, że dostał od tego kumpla na następne piwo. – To jest kolega, a nie jak ten Rudy– pomyślał.– Jak go spotkam to mu łeb rozbiję. Dopił piwo i jako, że nie było nikogo znajomego, kupił kolejne i poszedł do domu. Wiedział, że później będzie go suszyć, ale teraz miał to gdzieś. W końcu miał piwo w kieszeni. Położy się wypije i zaśnie. A potem jakoś to będzie. Mijając lustro na znajomym skrzyżowaniu nie dostrzegł jego nienaturalnego wybrzuszenia i blasku. W domu wszedł do łazienki się odlać i… znieruchomiał. Lustro nad umywalką tak się wybrzuszyło, że wystawało przed umywalkę. Trójwymiarowa głowa, którą zobaczył w tym lustrze, odwróciła się w jego stronę.– No w końcu. Usiądź, musimy pogadać. Michał popuścił w spodnie. Zamknął toaletę na zasuwkę, usiadł posłusznie na zamkniętym kibelku i słuchał. Twarz wystająca z lustra odwróciła się w jego stronę.– Cześć Bandi.

– Cześć.– Wyszeptał Michał.

– Rozumiem, że jesteś wystraszony. Mamy mało czasu.– Głowa nerwowo się odwróciła i z powrotem spojrzała na Michała. – Te zniknięcia waszych kawałków ciał, to nasza robota. Rozbijcie wszystkie lustra!- Michał usłyszał głuche łupnięcie i głowa zniknęła a lustro powoli się wypłaszczyło.

7

 Michał do północy rozmyślał o tym co wydarzyło się w łazience jego domu. Właściwie to nie jego, lecz jego matki. Dom przeszedł na jej własność po śmierci męża dwa lata temu. Byli biednymi ludźmi, z najniższą krajową spływającą co miesiąc na konto, ale nie narzekali. Zawsze powtarzali, że są tacy co mają gorzej. Dom wymagał remontu, ale na głowę jeszcze im się nie lało. Było biednie, ale czysto i schludnie. Niestety Bandi miał głęboko w… poważaniu to, że matka często odejmowała sobie od ust, żeby jemu niczego nie brakowało. Wpadł w sieć alkoholizmu tuż po szkole średniej. Nie wiadomo dokładnie kiedy, bo nie da się tego ustalić. Alkohol to bardzo podstępny nałóg. Najpierw daje przyjemność, później złudną przyjemność, potem staje się towarzyszem życia, a następnie koszmarem, którego nie można się pozbyć. Paradoksem jest to, że jest koszmarem, kiedy go brakuje. Kiedy jest, jest dobrze.

 Michał Śmieszek był jedynakiem. Rodzice, mimo biedy, zapewniali mu wszystko czego potrzebował. Nie grał na najnowszych konsolach, nie chodził w markowych ciuchach, ani nie miał smartfona osiemdziesiątej generacji. Strasznie go to frustrowało. Jak każdego nastolatka. Pewnie dlatego zawsze starał się udowodnić jakim jest kozakiem i trzymał z tą „ złą” częścią rówieśników. W wieku czternastu lat spotkało go coś, co być może odmieniło jego życie. Wtedy zobaczył, że świat może być zły. I to bez powodu. Tak po prostu.

 Był wtedy w siódmej klasie podstawówki. Po szkole poszedł z kumplami zapalić do pobliskiego lasku. Był już wtedy nałogowym palaczem. Jako, że posiadał całą paczkę papierosów, w tym dniu był królem budy. Rozsiadł się z czterema kumplami na niewielkiej polanie, otworzył paczkę Marlboro, poczęstował kumpli i odpalił każdemu papierosa jedną zapałką.

– Może być?– spytał.

 Kumple z aprobatą pokiwali głowami, namiętnie się zaciągając. Trzech z nich wyszło na ludzi i żyło całkiem przyzwoicie ze swoich pensji. Papierosy w młodym wieku to jednak nie wyrok skazujący na nędzę i raka płuc. Bandimu jednak się nie udało.

 Wypalili po dwa papierosy rozmawiając o tym, która aktorka jest najbardziej seksowna, która drużyna zdobędzie piłkarski puchar Polski i na jaki film warto pójść do kina, a jaki lepiej ściągnąć z neta. 

 … jest zajebisty– kłócił się Patryk.

– A chuja prawda. – Rzucił Kamil– lepszy jest… -urwał wpatrując się w kępkę trawy.

– No?– Patryk nie dawał za wygraną.– Który?

– Patrzcie– Kamil wskazał poruszający się kształt wyłaniający się z suchej trawy. To był jeż. Chłopcy chwilę obserwowali to małe zwierzątko, po czym Andrzej, ich nieformalny, ale realny przywódca rzucił wesoło: – Spalmy go! Wszyscy oprócz Michała zaakceptowali ten pomysł. Nie mógł jednak głośno zaprotestować, bo zostałby uznany za ciotę. Bezsilnie przyglądał się jak koledzy na szybko zbudowali stos jak dla średniowiecznych czarownic. Sam dorzucił parę gałęzi. Podpalili suchą trawę i gałęzie. Ogień buchnął na metr wysoko.– Dawać go!- Krzyknął Andrzej. Kamil zerwał dwa liście łopianu i dzięki tej osłonie złapał jeża. Podszedł do ogniska. W ostatniej chwili zwątpił. Wiedział, że robi źle, ale nie mógł teraz się wycofać. Koledzy patrzyli. Zamknął oczy i wrzucił kulę kolców w ogień. Michał patrzył jak zahipnotyzowany. Jeż przez sekundę leżał w płomieniach nieruchomo. Potem rozwinął się gwałtownie ukazując łapki i pyszczek. Michał mógłby przysiąc, że zwierzę wtedy spojrzało mu w oczy błagalnie, pytając: Za co? Oczywiście tak się nie stało bo jeż chwilę się miotał, po czym skonał. Chłopak szedł do domu jak zombi. Nie pamiętał o czym mówili kumple. Wrócił do domu, zamknął się w pokoju i płakał. Długo płakał. W tym dniu poznał czyste zło. Zło, które nie chce nic w zamian. Zło, które jest złe dla samego zła.

8

A wystarczyło żeby jeden zaprotestował…

9

 Bandi obudził się o siódmej rano. Nie pamiętał jak znalazł się w łóżku. Spokojnie wstał, chciał się ubrać, ale uświadomił sobie, że jest w ubraniu. Poszedł do kuchni.

– Cześć mamo– rzucił i otworzył lodówkę. Była prawie pusta. Miał wrażenie, że od śmierci ojca lodówka zrobiła się dwa razy większa. Kiedyś zawsze było tam coś pysznego: kawałek żółtego sera, albo piętnaście deko kabanosów. Teraz tylko sztanga mortadeli.

– Cześć.

– Czemu nie ma nic do żarcia?

– Sama na to nie narobię– odparła matka, po czym rzuciła już bardziej ożywiona, jakby sobie o czymś przypomniała– Michał co ty wczoraj piłeś?– I nie czekając na odpowiedź dodała– Tak się rzucałeś, że nie mogłam cię utrzymać. I majaczyłeś coś o złu, które nadchodzi… Michał ?

– Mamo nie wiem o czym mówisz. Po czym uciekł do łazienki; sen był bardzo realny. Wspomnienia wróciły. Spojrzał w lustro.

 Wygląd menela się nie zmienił. Guz po rozbitej na głowie butelce też już przestał doskwierać. Bandi zaczął się sobie przyglądać w dużym lustrze, które pochodziło z lepszych czasów. Patrząc na swoje brązowe oczy, słabo uwydatnione wargi, duży zakrzywiony nos, i powiększające się zakola pomyślał: Kurwa wyglądam na pięć dych – i stanął bokiem, wciągając brzuch.– Już lepiej. 

10

 -Co jest?– krzyknął Bandi widząc jak lustro zaczyna się zmieniać. Najpierw usłyszał głuchy dźwięk. Jakby ktoś z dużą siłą rozbił butelkę po piwie o ścianę. Wiedział też, że ten dźwięk wydobył się z lustra i przeszedł wprost do jego głowy. Nikt inny nie mógł go usłyszeć. 

 Lustro zaczęło się wybrzuszać. Michał ze strachu cofnął się, poczuł, że prawą łydką opiera się o kibelek. Usiadł na zamkniętym sedesie i wpatrywał się w lustro jak zahipnotyzowany. Lustro najpierw delikatnie się wybrzuszyło. Twarz z drugiej strony nabrała nienaturalnych kształtów. Sekundę później z lustra wychynęła bańka wielkości głowy dorosłego człowieka. Była ona połączona z właściwym, realnym lustrem cienką, przezroczystą nitką. Głowa powoli odwróciła się w stronę Michała.– Cześć Bandi. 

 11

 -Dzień dobry. Jest Michał?– Dawid niepewnie stał na najwyższym schodku domu, w którym mieszkał Michał. Wiedział, że jego mama nie darzy go– delikatnie mówiąc– szacunkiem.

– Jest– niechętnie odparła Michalina. Wiedziała, że znowu pójdą pić.– Michał kolega do ciebie!- Krzyknęła. A do Dawida rzekła– Zaraz będzie.– I zamknęła drzwi.

12

 Michał słyszał krzyk matki, ale nie mógł się ruszyć. Czekał aż głowa z lustra skończy swój monolog:

– Żyjemy w roku 30000. Wbrew waszym przypuszczeniom, ziemia dalej istnieje i ma się dobrze.

 Nazywam się Wiktor Majkowski i jako jedyny Polak biorę udział w projekcie „ Towarzysz”. Projekt ten został stworzony przez korporację „ Global Industries „. Korporacja ta kontroluje cały przemysł na planecie. Jej dział robotyki stworzył roboty przypominające ludzi. Niestety perfidnie bogatym ludziom to nie wystarczyło. Chcieli mieć towarzyszy nie przypominających ludzi, ale ludzi. Odpowiednio skonstruowanych i zaprogramowanych. Po intensywnych badaniach stworzyliśmy coś na kształt wirtualnego skalpela, który można cofnąć w czasie maksymalnie o dwadzieścia siedem tysięcy dziewięćset czterdzieści siedem lat.– Głowa w lustrze dała chwilę czasu do namysłu Bandimu, żeby skojarzył fakty. Widząc, że ten siedzi na kiblu z otwartymi szeroko ustami i oczami, wznowiła swój monolog.

 – Jak już pewnie się domyślasz możemy wysłać nasze urządzenie nie dalej niż do twoich czasów.

– Czuję się, kurwa, zaszczycony– Bandi lekko oprzytomniał. Nie wiedział czy traci rozum, czy ma do czynienia z pojebem z przyszłości. Skłaniał się ku tej pierwszej opcji. Zdecydowanie.– Tylko co ja mam z tym wspólnego? Usłyszał pukanie do drzwi łazienki i głos matki:

– Długo jeszcze będziesz tam siedział? Znowu rzygasz?

– Nie rzygam. Sram.– Odparł rzeczowo Michał. Matka machnęła ręką i poszła sobie zaparzyć kolejną kawę do kuchni. Piła jej zdecydowanie za dużo. I zupełnie nie przejmowała się Dawidem, czekającym przed drzwiami wejściowymi.

– Co jeszcze masz mi do powiedzenia? Ostatnio sporo piłem, więc pewnie jesteś moim odpowiednikiem białej myszki– rzekł Michał i skoczył do przodu. Wykonał niewielki zamach prawą ręką, żeby uderzyć wystającą z lustra głowę. Był pewien, że po tym geście głowa zniknie a on pójdzie pod sklep, napije się i wszystko wróci do normy. Tak się jednak nie stało. Jego dłoń zaciśnięta w pięść na początku zaczęła przyśpieszać i cios okazałby się dość silny, jednak kiedy zetknęła się ze skórą twarzy niecodziennego przybysza z przyszłości, zdecydowanie zwolniła. Pięść Bandigo przeszło ukłucie zimna, a rozmach tego ciosu zdecydowanie zmalał. W momencie kiedy jego dłoń zaczęła przenikać przez twarz gościa, miał wrażenie, że wyprowadził cios w gęsty, mroźny kisiel. Głowa Wiktora zmieniła się w srebrną, falującą masę. Po przejściu przez nią pięści Michała, wróciła do kształtu i koloru ludzkiej twarzy. Kiedy zaciśnięta dłoń przestała mieć kontakt z głową z lustra, znowu przyspieszyła. Jakby wcale nie zwalniała. Rozmach okazał się tak duży, że ręka pociągnęła go za sobą i upadł na kafelki.

 – Nie rób tego więcej– uśmiechnął się Wiktor– i słuchaj.

– Dobra mów– Bandi wgramolił się z powrotem na sedes. Ręka paliła go, jakby przed chwilą ją odmroził.

– Wirtualny skalpel– ciągnął Wiktor– to bardzo skomplikowane urządzenie. Porusza się niewidocznie. Tnie z szybkością dźwięku. Dzięki technologii opracowanej przez mój zespół rany nie krwawią. Zostają zaślepione zaraz po jego przejściu.

– Gratuluję skurwysynu.– Rzucił Bandi, widząc, że gość się tym chełpi.

– Stworzyliśmy skalpel by szybko i sprawnie przeprowadzać operacje. Nie chcieliśmy by był wykorzystywany w złych intencjach.

– Tak, kurwa. Już to gdzieś słyszałem.

– Jak już wspomniałem skalpel możemy cofnąć do twoich czasów– kontynuował Wiktor.– Jedynym problemem było to, że mogliśmy nim operować na oślep. Jest to tylko urządzenie, które potrzebuje operatora. W końcu opracowaliśmy technologię, która wykorzystuje wasze lustra. Są one naszymi oczami. Niestety prawie zawsze pękają. Po testach z przełomu lipca i sierpnia zaczęliśmy masową produkcję ludzi do towarzystwa.

– Jezu…– jęknął Bandi.

– Z pierwszego testu otrzymaliśmy korpus niemowlaka. Po dodaniu kończyn i zaprogramowanej odpowiednio sztucznej głowy, rokowania były obiecujące.

– Bydlaki…– znowu jęknął Michał i zacisnął obie pięści. Wiedział już, że cios nic nie da, ale z trudem się powstrzymywał.

– Zaczęliśmy więc pozwalać sobie na więcej. Zaspokajaliśmy najbardziej obrzydliwe zachcianki bogaczy. Tworzyliśmy ludzi na zamówienie. Dostawaliśmy zamówienia na konkretnie wyglądających ludzi. Czasami trzeba było ściągnąć nawet czterdzieści sztuk różnych części, żeby zaspokoić wygórowane wymagania klientów. Oficjalnie tworzyliśmy ludzi do towarzystwa, dla samotnych. Kiedy dowiedziałem się, że są oni wykorzystywani seksualnie, torturowani a nawet niektórzy pozwalali sobie raz w miesiącu zamówić człowieka, żeby na niego zapolować w dżungli, zaświeciła mi się czerwona lampka, ale byłem tak dobrze opłacany, że nie chciałem ryzykować utraty pracy. Robiłem dalej swoje. Ostatnie moje zamówienie nie różniło się zbytnio od innych. Wy jeszcze nie znacie tej technologii, ale dostałem obraz zamówionego składaka; bo tak się u nas mówi na ludzi stworzonych w ramach programu „Towarzysz”, prosto do mojego mózgu. Była to pięcioletnia dziewczynka. Miała czarne włosy, niebieskie oczy i była mulatką. Na życzenie klienta miała mieć wyraźnie zarysowane piersi trzynastolatki. Żeby spełnić jego zachciankę, musieliśmy ściągnąć aż czterdzieści osiem różnych części. Piersi, skalp, nogi, ręce. Osobno oczy i głowę. I jeszcze parę detali.

 13

 Bandi nie mógł tego znieść. Przypomniał mu się ten nieszczęsny jeż. Wiedział, że mógł go wtedy uratować, gdyby się tylko postawił. Może i dostałby wpierdol od towarzyszy, ale jeż zdążyłby odejść w chaszcze niezauważony. Odwrócił się, podniósł deskę i obficie zwymiotował. Nie z powodu kaca. Powodem było to co usłyszał i to o czym sobie przypomniał. Zło, które jest złe dla samego zła. 

 Wytarł twarz papierem toaletowym i spojrzał prosto w oczy Wiktorowi.

– Mów bydlaku.

– Kiedy dowiedziałem się do czego ma służyć nasz najnowszy produkt, nabrałem wątpliwości.

– Co ty nie powiesz, kutasie?

– Zrozum, że teraz jestem po twojej stronie.

– Nie obchodzi mnie to. Ty stworzyłeś tą technologię i ty za to odpowiadasz.

– To prawda, ale chcę naprawić ile się da. A wracając do tematu. Otóż ten najnowszy produkt miał służyć pedofilom. Pedofilia w naszych czasach jest akceptowalnym zboczeniem. Roboty produkowane na użytek tego niegroźnego zboczenia sprzedawały się całkiem nieźle. Kiedy opinia publiczna dowiedziała się o możliwościach firmy „ Global Industries” i projekcie „Towarzysz”, musieliśmy sprostać oczekiwaniom ogółu.

– Zrobiliście zabawkę z czterdziestu ośmiu naszych dzieci, żeby zaspokoić zachciankę pedofila? Jakim wy społeczeństwem jesteście? Jak możesz patrzeć w lustro ty jebany skurwysynu?

– No właśnie nie mogę. Musicie zbić wszystkie lustra na planecie. Wtedy nie damy rady sterować naszym skalpelem.

– Jak mam do tego przekonać tylu ludzi??

– Daj smartfon. Nagram oświadczenie. Wyślesz go do telewizji.

– Czemu ja?

– Jesteś jednym z czterdziestu tysięcy ludzi z twojego czasu, wykluczonym z projektu. Nikt nie chce cię na części– zaśmiał się Wiktor.

– A te pozostałe trzydzieści dziewięć tysięcy dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć ludzi?

– Nie nadają się do komunikacji. Są tak odurzeni, pijani lub biedni, że nie mają dostępu do lustra w chwili obecnej.

– Ale szczęściarz ze mnie, kurwa. 

14

 Tydzień później Michałowi udało się stanąć przed kamerą lokalnej telewizji. Stał z lustrem wielkości dużej dyni. Dziennikarz amator, zapytał co ważnego ma do przekazania. Michał wskazał na lustro i czekał. Już myślał, że zrobił z siebie debila, kiedy z lustra wyłoniła się twarz Wiktora Majkowskiego.

 15

 Tydzień później nie było całego lustra na ziemi. Ludzie niszczyli je na potęgę. Kruszyli je w drobny mak. Zaczęło się od regionalnej telewizji, a skończyło na globalnej. Po kilku miesiącach znowu zanotowano ubytek w Meksyku. Rodzinę w której to się wydarzyło szybko spacyfikowano. I rozbito ostatnie zachowane na ziemi lustro.

 16

 Rok 30 000. Ludzie odetchnęli, kiedy ich przodkowie prawie trzydzieści tysięcy lat wcześniej rozbili wszystkie lustra. Rodziny były bezpieczne. Okazało się, że zabijając pra pra pra przodka można uśmiercić samego siebie. Po odkryciu, jak operować skalpelem w przeszłości, zaczęli znikać ludzie. 

 17

 Kwatera główna „ Global Industries”. Rok 30 000.

– Wiktorze, wypełniłeś zadanie?

– Tak.

– Wszystkie lustra rozbili?

– Dziewięćdziesiąt dziewięć procent.

– Wystarczy. Naszej technologii operacji skalpelem przez dwudziestopierwszowieczne smartfony nikt nie przebije. Fotel prezesa odwrócił się i zniknął. Po chwili pojawił się ponownie.

– I przed każdym ściągnięciem części zamiennych analizujcie drzewo genealogiczne. Bierzemy tylko tych, którzy nie mieli wpływu na nasze czasy.

 KONIEC

Koniec

Komentarze

Chciałem zacząć od jakichś pozytywów tego tekstu. Ale ich niestety nie znalazłem. Przykro mi.

 

Brak tu pewnej podstawowej wiedzy medycznej czy też biologicznej.

Po chwili serce, nie otrzymując sygnałów z mózgu, zatrzymało się.

Serce nie potrzebuje żadnych sygnałów z zewnątrz by bić.

Awotwi skoro zniknął odcięty "szklaną gilotyną" penis – nie mógłby się pozbyć moczu i umarłby w męczarniach itp. Nie chce mi się wszystkiego opisywać, ale po prostu przydałby Ci się jakiś minimalny research przed sięgnięciem po klawiaturę. To są, jak mi się wydaje, wiadomości na poziomie podstawówki.

Mnóstwo infodumpów i po prostu przeraźliwie, strasznie, niepomiernie nuuuudne.

Sama historia niczym nie zachwyca, niczym nie zaskakuje, jedynie co – irytuje naiwnością i nielogicznościami.

Pomijając te zupełne idiotyzmy i brak logiki, całość nie porywa, końcówka rozczarowuje (a już to zalecenie prezesa a raczej jego nierealność – była jedynym momentem gdy się zaśmiałem – gorzko – z samego siebie – co ja tu robię i dlaczego tracę czas to czytając?) i jak dla mnie ogólnie jest niestety słaba.

Mam nadzieję, że moja surowa (pewnie bardzo surowa) ocena tego tekstu, nie zostanie odebrana jako krytyka Ciebie jako autora i skłoni Cię do pracy nad przyszłymi utworami.

Pozdrawiam i życzę powodzenia!

entropia nigdy nie maleje

Dzięki za komentarz. Pozdrawiam.

Cześć.

 

 Rok 2045.

Rozbij ten akapit na 2 – 3. Sprawdź pozostałe pod tym kątem. Długie akapity są męczące.

 

 

Wyglądało to tak, jakby ktoś uderzył w jego środek, a siła tego uderzenia rozeszła się po całym lustrze, zostawiając koliste pęknięcia, aż po wszystkie jego krawędzie. – Jakby ktoś rzucił kamień w wodę– pomyślała Agnieszka i zerwała się na równe nogi. W tym momencie dotarło do niej, że lustro nie mogło samo popękać. Że ktoś tu musiał być, kiedy spała. – Nati!- krzyknęła i pochyliła się nad łóżeczkiem jej jedynego dziecka.

– Szybciej!- Ponaglił chłopca zboczeniec, jednocześnie ściągając spodnie. Jego potężnych rozmiarów penis prężył się, gotów zrobić krzywdę niewinnemu chłopcu. Wyjął z kieszeni nóż i grożąc Tamiratowi zażądał– Teraz się odwróć i pochyl. Inaczej cię zarżnę jak świnię. Aaauuuu– zaczął się drzeć w chwili kiedy jego penis zniknął razem z jajami.

 

Mocno szwankuje zapis dialogów / myśli. Poniżej poradnik:

 

https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/

 

 

W niewielkiej miejscowości północnej Polski

A nie: W niewielkiej miejscowości w północnej Polsce?

 

 

Awotwi nigdy się nie przyznał do tego co mu się stało. Jego rana nie krwawiła. Nie wdało się żadne zakażenie. Mimo, że wyglądała ona na wiecznie otwartą, nie bolała. Diler zaczął wypychać spodnie szmatami i dalej handlował dragami. I tylko trochę głos mu się zmienił. Na wyższy.

 

obudziły ostre promienie słońca padające na twarz. Odwróciła szybko głowę w stronę dziecięcego łóżeczka stojącego tuż przy łóżku, aby uniknąć ich oślepiającego blasku. Poczuła, że coś jest nie tak. Skierowała wzrok na dużą, stojącą naprzeciw łóżka, trzydrzwiową szafę.

Powtórzenie i zastanów się, czy wszystko jest ok z podmiotem w drugim zdaniu.

 

 Trzydziesty lipiec.

Raczej trzydziesty lipca.

 

 

Awotwi nigdy się nie przyznał do tego co mu się stało. Jego rana nie krwawiła. Nie wdało się żadne zakażenie. Mimo, że wyglądała ona na wiecznie otwartą, nie bolała. Diler zaczął wypychać spodnie szmatami i dalej handlował dragami. I tylko trochę głos mu się zmienił. Na wyższy.

Nooo, tu się z mocno z Jimem zgadzam.

 

Za garażami spotykali się miejscowi menele i ćpuny.

I Jim z Silvanem :D

 

 

Światowe media zaczęły donosić o podobnych, niewyjaśnionych zbrodniach, coraz częściej. Najdziwniejsze było to, że ofiary nie miały ze sobą nic wspólnego.

Serio? Akurat to było najdziwniejsze?

 

 

A to komuś nagle zniknęły nogi, ręce bądź głowa. Bywało, że komuś zniknął tylko palec. Albo na przykład pewnemu czterdziestolatkowi z Czech wyparowały oczy. Nikt nie wiedział co się dzieje.

 Ogłoszono międzynarodowy stan wojenny. Kilka organizacji terrorystycznych przyznało się do zamachów, ale media je wyśmiały. Nie istniała broń, zadająca obrażenia w taki sposób. Nikt nie wiedział co się dzieje.

Powtórzenie.

Podkreślone zdanie nie brzmi dobrze.

 

 

Mimo światowej paniki, tylko kilkanaście najbogatszych ludzi na planecie schroniło się w swoich twierdzach.

Kilkunastu.

 

– Wypierdalaj[+,] bo ci przyjebie!- Trzydziestoletni Michał o ksywie „Bandi” stał chwiejnie koło drzewa i usiłował rozpiąć zamek w spodniach, żeby się odlać.

Przecinek.

 

 

– Sam wypierdalaj, Rumunie. Nawet odlać się nie umiesz, cioto.– Śmiał się z niego, mocno pod wpływem, stały bywalec, Rudy. Bandi nie wytrzymał i ruszył na kolegę z pięściami.

To zdanie nie brzmi. A od podkreślonego powinien być nowy akapit.

Zobacz, jaka ściana tekstu zaczyna się od tego dialogu.

 

Wypił to łapczywie. Lekko popuściło.

Co lekko popuściło?

 

Łeb niemiłosiernie go napierdalał.

Serio…?

Mnóstwo zbędnych wulgaryzmów, zwłaszcza w wykonaniu narratora.

 

Paradoksem jest to, że jest koszmarem, kiedy go brakuje. Kiedy jest, jest dobrze.

To nie paradoks. Uzależnienia właśnie tak działają.

 

– Żyjemy w roku 30000. Wbrew waszym przypuszczeniom, ziemia dalej istnieje i ma się dobrze.

 Nazywam się Wiktor Majkowski i jako jedyny Polak biorę udział w projekcie „ Towarzysz”. Projekt ten został stworzony przez korporację „ Global Industries „. Korporacja ta kontroluje cały przemysł na planecie.

Zdaje się, że powinna być “Ziemia”.

Dlaczego “Nazywam…” to nowy akapit, skoro to ta sama wypowiedź?

Zwróć uwagę na zbędne spacje i nieprawidłowe „”.

No i jakie swojskie imię i nazwisko, jak na rok 30000 ;)

 

Niestety perfidnie bogatym ludziom to nie wystarczyło. Chcieli mieć towarzyszy nie przypominających ludzi, ale ludzi.

Powtórzenia.

I brak logiki. Skoro chcieli ludzi, a nie robotów ich przypominających, to po co kombinować? Wystarczy zachować naturalny sposób rozmnażania ;)

 

Po intensywnych badaniach stworzyliśmy coś na kształt wirtualnego skalpela, który można cofnąć w czasie maksymalnie o dwadzieścia siedem tysięcy dziewięćset czterdzieści siedem lat.

A dlaczego akurat o tyle? Dlaczego nie o dwadzieścia siedem tysięcy dziewięćset czterdzieści osiem lat?

 

Porusza się niewidocznie. Tnie z szybkością dźwięku. Dzięki technologii opracowanej przez mój zespół rany nie krwawią. Zostają zaślepione zaraz po jego przejściu.

Technologiczny bełkot. Prędkość dźwięku nie sprawia, że coś jest niewidoczne. Dlaczego więc jest niewidoczny? I to zaślepienie. I jak ta technologia ma się do tego, że “teleportuje” poodcinane części ciała w przyszłość?

 

 

Nigdzie nie było śladu krwi. Odcięta głowa, ręce i nogi nie krwawiły. Jakby jakaś niewidzialna siła powstrzymała krwawienie z amputowanych kończyn i głowy. Jakby ktoś przyłożył do ran szybę. Widać było przełyk, naczynia krwionośne, tkanki i mięśnie. I białe jak śnieg kości, z których powinien wypłynąć szpik, ale tak się nie stało. Wszystko było na miejscu, jakby tułów dziecka też tam był. Ale go nie było.

Przykład byłozy.

Zwróć też uwagę na siękozę, zaimkozę oraz “i”ozę ;)

 

 

KONIEC

Zbędny napis – system sam dodaje taki na końcu opowiadania.

 

 

Wielu baboli nawet nie ruszałem, próbując przebrnąć przez Twój tekst.

Było mi trudno. Już tłumaczę.

Infodump jeden na drugim. Długie akapity, zła stylistyka, interpunkcja, fatalny zapis dialogów, nadmiar bezsensownych wulgaryzmów, brak realizmu techniczno – biologicznego, itd.

 

Nie można odmówić Ci wyobraźni. Nie było to może niezwykle odkrywcze (fabuła i finał), ale jakąś wizję miałeś. Potrafisz też oddać w jakiś niepokojący sposób brudne rzeczy (jak choćby to spalenie jeża). Jest we wszystkim też pewna spójność. To daje nadzieję, że Twoje następne teksty będą dużo lepsze.

 

Podrzucam poradnik dla początkujących:

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842842

 

Próbuj, nie poddawaj się.

Nawet spodobał mi się pomysł ze skalpelem z przyszłości. Tyle dobrego.

Części opowiadania są praktycznie ze sobą nie powiązane, jakbyś próbował dać sobie upust do napisania jak najwięcej scen obrzydliwości i przemocy. Niestety, nie widzę tu żadnego celu dla takiego epatowania okrucieństwem. Historia ma dziury logiczne, napisana jest baaardzo topornie i z błędami. Przykro mi, ale zupełnie mi się nie podobało.

Początki są trudne, spróbuj napisać coś krótszego i prześledź po napisaniu, czy każda informacja jest naprawdę potrzebna w tekście.

Pozdrawiam

Sa­ra­Win­ter świetny ten obrazek i kryjący się za źródłem cały ich strumień, szczególnie te wiszące ogrody i bajkowe krainy – warto zajrzeć – polecam ;) No i tych dwóch hailujących panów skądś kojarzę, reszta też budzi w głowie jakieś echa ;-)

Sama rysowałaś? ;-)

entropia nigdy nie maleje

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Cześć! Powiem Ci, że dość trudno brnęło się przez tekst, pomijając błędy to wiele zwrotów było tak dość nieszczęśliwie ułożonych. Najprzyjemniej wspominam fragment z sierpem wymierzanym gadającej głowie z przyszłości. Zgodzę się też z jednym z wcześniejszych komentatorów, że widać w tekście pewną spójność dotyczącą ponurego klimatu, co fajnie rokuje na przyszłość. Sam główny pomysł skojarzył mi się z horrorem o lustrach oraz ze zwiastunem jakiegoś filmu na podstawie prozy Kinga o czymś w stylu niewidzialnych tnących ścian ;)

Generalnie opowiadanie mocno chaotyczne, momentami sceny które miały wywołać moją grozę mnie bawiły, ale na pewno był tu jakiś pomysł i wizja. Nie zniechęcaj się tylko pisz więcej jeśli tylko masz ochotę :)

Hej!

Zgodzę się z przedmówcami – niestety błędy, b. dużo wulgaryzmów (nie jestem im całkiem przeciwna, ale trzeba je dobrze wyważyć), luki w logice sprawiły, że czytałam to na raty.

 

Pomysł ma potencjał więc tutaj plus. Ale np. takie luki jak, diler, który molestuje dziecko na swoim terenie (tj. dla mnie bardzo ryzykowne?). Sam bohater odpycha, pewnie tak miało być ale sam fragment z bójką tak naprawdę był nie potrzebny i niewiele wnosił do opowiadania.

 

Nie poddawaj się i pracuj nad swoimi tekstami, będzie lepiej.

Pomysł na ludzi z przyszłości, którzy wracają w czasie, aby pozyskiwać części do towarzyszy uważam za całkiem interesujący. Zakończenie niezłe i nawet zaskakujące. Niestety jest to jedyna zaleta tego tekstu.

Po pierwsze, brak tu wiarygodności – podstawowa wiedza medyczna leży, brak mi jakichś zdecydowanych działań wszelkich rządów czy policji. Ciężko mi przyjąć, że skoro wszystkie te morderstwa łączyła jedna rzecz – lustra – to ludzkość nie zaczęła pozbywać się ich wcześniej.

Po drugie, język i styl. Musisz nad tym mocno popracować. Za dużo przekleństw i fragmentów “toaletowych”, zupełnie niepotrzebnych i nic nie wnoszących do opowiadania. Momentami przez tekst trzeba było brnąć.

Po trzecie, poprawność. Ortografia, interpunkcja i poprawność językowa leżą – wyżej już ktoś robił konkretną łapankę, ja ze swojej strony dodam, że następnym razem warto byłoby skorzystać z opcji betowania oraz poczytać to i owo chociażby o stosowaniu przecinków. Tutaj możesz znaleźć też poradniki odnośnie poprawnego zapisu dialogów.

Zostaw ten żyrandol.

Niestety nie podobało mi się. Sam motyw z lustrem i końcowym twistem ok, ale cała reszta tak mało finezyjna, że trochę zęby bolą. Można upchać wiele rzeczy do tekstu, tylko po co? Nie chce się czytać tekstu, w którym zarzucasz czytelnika sprawami trudnymi, przykrymi, bolesnymi, tragicznymi, wystarczy mi przejrzeć światowe newsy. Koncept jest za slaby jak na mieszankę, którą serwujesz. I jeszcze ten jeż na dokładkę. Nie dajesz nic w zamian.

Warsztatowo jest chyba nie najgorzej, choć trudno to ocenić przy takim natężeniu wykładanych treści.Konstrukcyjnie opko szwankuje. Nie rozumiem, dlaczego podzieliłeś je na 1,2, 3…

 

Tytuł skojarzył mi się z 20 000 mil podmorskiej podróży, Verne, miało być przygodowo. Tytuł też jest ważny, bo buduje oczekiwania czytelnika.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Mnie pomysł się nawet spodobał, ale wykonanie go skrzywdziło.

Dlaczego części do towarzyszy biorą z przeszłości? Nie prościej i taniej byłoby z ówczesnych slumsów? Ale za to nieźle sprawdziłoby się jako metoda ograniczania populacji. Zabijasz jednego dziadka, znikają miliony potomków… Albo i miliardy. Już to pierwsze niemowlę powinno wstrząsnąć całą przyszłością. Mam wrażenie, że tych liczb nie dopracowałeś.

Interpunkcja kuleje, zapis dialogów do dopracowania.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka