- Opowiadanie: bruce - Biała kokarda

Biała kokarda

Witam serdecznie.

Chciałabym podzielić się z Wami wspomnieniami. Czułam taką wewnętrzną potrzebę. :) To takie moje pożegnanie, także z Osobami, jakie znałam tylko z opowieści Bliskich. 

No i z Mamą. Zmarłą w grudniu.  :((

Przepraszam bardzo, jeśli opowiadanie nie spodoba się. 

Dziękuję tym z Was, którzy zechcą poświęcić czas na lekturę. 

Pozdrawiam serdecznie. 

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Biała kokarda

Pamięci moich Bliskich

 

 

– Nadlatują! Do piwnicy! – Rozpaczliwy głos Tadeusza słychać było na całym podwórku.

Jednostajny warkot zbliżających się samolotów brzmiał złowrogo. Rozpoczynał się kolejny nalot na Dobieszyce. Od ponad miesiąca Rosjanie codziennie zrzucali bomby, choć Niemcy już dwa tygodnie temu uciekli na zachód, zostawiając splądrowane domy.

Pacierze, szeptane po cichu w piwnicach oraz głośne oddechy strwożonych ludzi i płacz dzieci, to jedyne, co zakłócało przerażającą ciszę umysłów, kiedy czekano na wyrok. Bomba spadła plac dalej. Nie wybuchła. Tkwiła w ziemi. Inne jednak słychać było z oddali.

Na pewno będą ofiary – pomyślał Tadeusz, po czym dołączył do modlących.

Po pewnym czasie od uciszenia się wojennego nieba, zaczęli wychodzić. Oglądając zniszczenia i gruzy, płakali, załamywali ręce, ale i ściskali się z radością, szczęśliwi, że przeżyli.

– Hela! – padł nagle przeraźliwy głos.

– Siostro! – Helena rzuciła się z płaczem w ramiona Stefanii. Uściskały się, lecz Stenia płakała jakoś dziwnie…

– Siostro… – zaczęła znowu. Nie mogła mówić dalej.

– Lećcie do Weroni! – Wrzeszczał któryś z sąsiadów.

Helena dopiero teraz spojrzała uważniej w zapłakane oczy siostry.

– Dom Weroni zbombardowano – powiedziała Stenia.

– Ale… przecież to najmocniejszy dom we wsi! W piwnicach chronili się tyle razy i oni, i sąsiedzi… – wyszeptała z nadzieją Hela, jakby szukała jeszcze ratunku.

Stefania potrząsnęła głową i zaczęła płakać.

Zdruzgotany Tadeusz przytulił żonę.

– Biegnijcie do Weroni! Wszyscy zabici! – krzyczała mieszkająca naprzeciwko Haźbita, która zdążyła już obiec część ulic i usłyszeć nowiny o skutkach dzisiejszego nalotu radzieckiego.

Pod Heleną ugięły się nogi, zemdlała i upadła.

Weronika, ich siostra, jedyna jasnowłosa spośród pięciu dziewcząt, była wdową, jej mąż zginął podczas kampanii wrześniowej i odtąd w dużym, murowanym domu mieszkała z dwojgiem dzieci – dwudziestoletnią Anną i piętnastoletnim kalekim Edziem, którym się opiekowała. Ich dom był solidnie zbudowany, miał wysokie i murowane piwnice, uchodził za najlepsze schronienie w całych Dobieszycach, zatem podczas każdego nalotu Weronia przyjmowała również mieszkańców sąsiednich domostw, by tam bezpiecznie przeczekali bombardowanie. Zawsze dotąd się udawało.

Helena mało pamiętała z tego, co działo się potem, kiedy wreszcie dotarli na odległą ulicę, przy której mieszkała Weronika. Przybiegli ich bracia, Piotr oraz Wawrzyniec. Wraz z narzeczonymi, Tosią i Manią, a także przybyłą teraz siostrą Walerią i jej mężem, Pawłem, opłakiwali bliskich. Z gruzów całą rodziną wydobywali części ich garderoby, pamiątki, ciała… Sędziwy Stanisław, ojciec siedmiorga dzieci, osiem lat temu pochował chorą na gruźlicę córkę Elżbietkę. Teraz patrzył na doszczętnie zniszczony dom drugiej, Weroniki. Trzymał w trzęsących się dłoniach dwa urwane jasne warkocze wnuczki Anny i, siedząc na ziemi, rzewnie płakał. Łzy spływały po sumiastych wąsach. Nie potrafił wydobyć ze zgliszczy niczego więcej.

Przybiegli inni sąsiedzi z tej ulicy, pomagali szukać ciał. Narzeczony Anny, Janek, nie umiał podejść bliżej, gdy zobaczył warkocze. Wykrzykiwał coś do nieba, jakby w przekonaniu, że Bóg usłyszy i cofnie czas.

O dziwo, większość zdjęć zachowała się w stanie wręcz nienaruszonym.

Pogrzeb wszystkich ofiar tego bombardowania trwał kilka godzin, bo nalot przyniósł śmierć ponad kilkudziesięciu dobieszyczanom.

Mała Lila szła za jasną trumną, trzymając za ręką tatusia, Tadeusza. Jej mamusia, Helena, niosła na rękach becik z małym Leszusiem, płacząc wniebogłosy.

– Moja Anna… Moja ukochana Anna – powtarzała cichutko dziewczynka, łkając i nie mogąc do końca zrozumieć, czemu jedyna kuzynka już nigdy nie przytuli jej, nie zaśpiewa ulubionej piosenki ani nie zawiąże na głowie wielkiej kokardy.

 

***

– Tadek, znowu śniła mi się Weronia! I białe kwiaty. Całe pole białych kwiatów. – Helena obudziła się w środku nocy i przerażona potrząsała ramieniem męża. Od pogrzebu minął rok. Mimo tego, nadal nie otrząsnęli się po tragedii.

– Śpij, to nic… – Próbował ją uspokoić. Nadaremnie.

Wstała niespokojna, tłumiąc łzy. Podeszła do kołyski synka. Leszuś nie oddychał. Porwała go na ręce, zaczęła potrząsać. Przerażony Tadeusz podbiegł, próbował ratować synka. Obudzona ich krzykami sześcioletnia Lila zobaczyła w nikłym świetle świecy braciszka prawie sinego. Cała pościel w kołysce mocno cuchnęła. Rodzice pobiegli z dziećmi do stajni, Tadeusz zaprzągł konia, na wozie w czwórkę pojechali do pobliskiej wsi, do lekarki. Stwierdziła zgon, dziecko nie żyło od co najmniej kilku godzin. 

– Dałem mu przedwczoraj trochę soku z winogron… – powiedział załamującym głosem Tadeusz, kiedy wracali do domu. – To pewnie moja wina. 

I zaczął rozpaczliwie płakać.

– Ja podałam mu śliwki. Kilka, na spróbowanie. Ja go zabiłam. Musiały mu zaszkodzić… – rozpamiętywała Helena, rwąc włosy z głowy, którą uderzała w kant deski wozu, aż polała się krew.

Po kilku dniach Lila maszerowała za kolejną trumienką, znacznie mniejszą i jaśniejszą od tamtej z imieniem Anny.

 

***

 

– Liluniu… – Alicja usłyszała słodki głos.

Liluniu? Nikt mnie tak nie nazywa – pomyślała, zapominając o straszliwym bólu. W oddali słyszała rozpaczliwe krzyki. Osiemdziesięcioletnia staruszka leżała w kałuży krwi i nie potrafiła się poruszyć.

– Kto tak krzyczy? – zapytała zaniepokojona.

– Ania – odpowiedział ten sam słodki głos. – Twoja córka.

– Czemu? – strwożona pytała nadal.

– Wzywa pomocy, Liluniu.

– Pomocy? – Nagle oczy Alicji rozjaśniły się, a usta uśmiechnęły. – Liluniu? Powiedziałaś Liluniu? Anno? Czy to ty? Tylko ty tak mnie nazywałaś. To było tak dawno… Tyle lat temu… Moja kochana Anno! – Poczuła obejmujące ją ręce i wydało jej się, że znowu ma pięć latek, kończy się właśnie druga wojna światowa, a ona rozmawia ze śliczną kuzynką.

Wokół zamajaczyły twarze zmarłych przed laty krewnych, mamusi Heleny, tatusia Tadeusza, wujków, cioteczek, kuzynów… Małe rączki Leszusia wyciągnęły się w proszącym geście.

– Czy ja umarłam? – zapytała niepewnie Alicja.

– Nie – odpowiedział głos Anny.

– Będziecie tak ględzić bez sensu, zamiast tu przyjechać karetką i ratować moją mamę?! – Z oddali dobiegał głos zapłakanej Ani. – Tak, wiem, że jest epidemia. Dobrze, czekam. – Zrezygnowała odłożyła słuchawkę i podeszła do leżącej staruszki.

– Anno, co teraz? – zapytała Alicja.

– Nic, Liluniu, zabiorą cię do szpitala.

– Czy umrę? – Alicja wyszeptała to z przerażeniem, uzmysławiając sobie, że nagle widzi córkę gdzieś w dole, znowu daleko od siebie, nie słyszy jej głosu ani nie czuje dotyku dłoni na czole.

– Nikt nie umiera, Liluniu. – Jasna twarz Anny ukazała się nagle przed oczami Alicji. Uśmiechnięta dwudziestolatka pogłaskała po głowie kuzynkę. – Przechodzimy tylko w inny świat. Teraz i ty do nas dołączysz.

Staruszka milcząco czekała, myśląc o usłyszanych słowach.

– Zobacz, co dla ciebie mam. – To powiedziawszy, dwudziestolatka pokazała szeroką, białą wstążkę. – Zawiążę ci znów kokardę, chcesz, Liluniu? – zapytała serdecznie, całując ją w czoło.

Alicja kiwnęła głową i ze spokojem zamknęła oczy.

 

 

KONIEC

 

Siedzą od lewej:

Wujek Wawrzek, Prababcia Marysia, Mama Alicja-Lila, Pradziadek Staś, Wujek Pietrek, Ciocia Weronia.

Stoją w środkowym rzędzie od lewej:

Wujek Paweł, Dziadek Tadek, Babcia Hela, Ciocia Tosia, Ciocia Walerka, Ciocia Anna, Ciocia Mania, Ciocia Stenia, Wujek Władek.

Stoją w górnym rzędzie od lewej:

Wujek Heniek, Wujek Daniel. Wujek Edziu.

Imiona autentyczne, zdjęcie pochodzi z prywatnych zbiorów rodzinnych

 

Koniec

Komentarze

Hej Bruce. Łącze sie z wyrazami wspolczucia. Moja zona rowniez niedawno pozegnala matke. W marcu 2020 dowiedzielismy sie o chorobie, w listopadzie bylo po wszystkim. Ojca pozegnala w 2014 r. Zycie bywa okrutne i niesprawiedliwe. Tylko od nas zalezy, czy troche sie temu przeciwstawimy i wydobedziemy dobro i usmiech, aby pod koniec mnostwo cieplych wspomniej pomoglo nam przejsc na drugi swiat z podniesiona glowa.

To są bardzo osobiste wynurzenia, Bruce, i jakkolwiek rozumiem Twoją potrzebę podzielenia się wspomnieniami i przemyśleniami o najbliższych, to nie odważę się ocenić tekstu.

 

– Leć­cie do We­ro­ni! – ktoś z są­sia­dów wrzesz­czał do nich. ―> Albo: – Leć­cie do We­ro­ni! – Któryś z są­sia­dów wrzesz­czał do nich. Albo: – Leć­cie do We­ro­ni! – wrzesz­czał do nich któryś z są­sia­dów.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/

 

He­le­na do­pie­ro teraz spoj­rza­ła uważ­niej w za­pła­ka­ne oczy sio­stry.

– Dom We­ro­ni zbom­bar­do­wa­no! – po­wie­dzia­ła z pła­czem Ste­nia. ―> Nie brzmi to najlepiej, a w poprzednim zdaniu już powiedziałaś, że Stenia płacze.

 

jakby szu­ka­ła jesz­cze ra­tun­ku, szan­sy po­zy­tyw­nej wia­do­mo­ści. ―> Raczej: …jakby szu­ka­ła jesz­cze ra­tun­ku, szan­sy dobrej wia­do­mo­ści.

 

i odtąd sama wy­cho­wy­wa­ła w dużym, mu­ro­wa­nym domu dwoje dzie­ci – ja­sno­wło­są, dwu­dzie­sto­let­nią Annę i pięt­na­sto­let­nie­go, nie­peł­no­spraw­ne­go Edzia. ―> Obawiam się, że opisywanych czasach nie używano określenia niepełnosprawny.

Czy można mówić o wychowywaniu dwudziestoletniej dziewczyny? Czy kolor włosów Anny ma tutaj znaczenie?

Proponuję: …i odtąd w dużym, mu­ro­wa­nym domu mieszkała z dwojgiem dzie­ci – dwu­dzie­sto­let­nią Anną i pięt­na­sto­let­nim, chorym/ kalekim Edziem, którym się opiekowała.

 

pod­czas każ­de­go na­lo­tu ja­sno­wło­sa We­ro­nia przyj­mo­wa­ła… ―> Czy kolor włosów Weroni ma jakiekolwiek znaczenie?

 

Nie po­tra­fił wy­do­być ze zglisz­czy ni­cze­go wię­cej. Przy­bie­gli inni są­sie­dzi z tej ulicy, po­ma­ga­li szu­kać zwłok. Na­rze­czo­ny Anny, Janek, nie po­tra­fił po­dejść… ―> Czy to celowe powtórzenie?

 

bo nalot przy­niósł śmierć ponad kil­ku­dzie­się­ciu do­bie­szy­czan. ―> …bo nalot przy­niósł śmierć ponad kil­ku­dzie­się­ciu do­bie­szy­czanom.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@Silvan, dziękuję Ci bardzo za odwiedziny i komentarz.

Także składam wyrazy współczucia.

Pozdrawiam serdecznie.

 

@Regulatorzy, serdeczne dzięki za wyrozumiałość oraz cierpliwość. 

Pozdrawiam. 

 

Pecunia non olet

Pragnę Cię uspokoić, Bruce – moja cierpliwość nie została nadwerężona. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy:

Pragnę Cię uspokoić, Bruce – moja cierpliwość nie została nadwerężona. :)

 

Jesteś Wielka! heart

Raz jeszcze bardzo dziękuję. :)

Pozdrawiam ciepło. :)

Pecunia non olet

Miło mi, że tak myślisz, jednak muszę wyprowadzić Cie z błędu – owszem, jest mnie trochę, ale z pewnością nie jestem wielka. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ciekawy pomysł i dobre wykonanie…. Przez chwilę myślałem, że będzie to kolejna opowieść wojenna. których wiele, ale nie.

Interesujące przedstawienie ludzkich losów w panoramie wielu lat. Pewnie do pewnych szczegółów można byłoby się przyczepić, ale klimat wynagradza wszystko.

Ciekawa opowieść, w dodatku krótka, a to nie jest łatwe. Dla mnie biblioteczna.

Pozdrówka.

@Regulatorzy, rozumiem :)); swoją wiedzą językową dosłownie mnie zachwycasz. :)

Pozdrawiam. :)

 

@RogerRedeye

Dziękuję za odwiedziny, ale jestem tu tak krótko. Czując potrzebę tego wspomnienia, zamieściłam, nie bardzo nawet pewna, czy powinnam. Walczyłam z potrzebą kilka tygodni. Mam świadomość bardzo słabej wartości moich tekstów (:wstyd:). Nadal jeszcze uczę się pisać. :)

Jest dla mnie wystarczającą nagrodą i zaszczytem już sam fakt, że zechcieliście tutaj wstąpić, odwiedzić, skomentować, za co raz jeszcze bardzo Wam dziękuję. :)

Pozdrawiam serdecznie. 

Pecunia non olet

Bruce, tu piszą ludzie piszący od lat. A później inni piszący (rownież od lat) komentują ich teksty i wyłapują cale sciany babolków, ktorych ja nawet nie dostrzegam. Te łapanki są nawet, jeśli ktoś betowal. Wniosek? Uczyc się pisać mozna bez konca.

Klimatem opko stoi!

Trochę może zbyt dużo postaci, język momentami zbyt ckliwy (te wszystkie zdrobnienia), ale w niewielu słowach widzimy i stratę, i rozpacz, i nadzieję…

Choć pewnie tekst będzie miał równie wielu przeciwników, jak i zwolenników. Bo jednak porusza niezwykle trudne tematy w skrótowej formie. Można by z tej historii stworzyć wielotomową sagę.

Podsumowując – bardzo mi się!

 

Jedną literówkę znalazłem: “zaprząg”. Zabrakło “ł” na końcu.

Częścią tolerancji jest uwolnienie się od kompulsywnej potrzeby słuszności - JeRzy

Bardzo ładne, bo osobiste, można by rzec intymne opowiadanie, napisane z realnymi uczuciami, które przez nie przebijają.

Na pewno stwierdzę, że jest to inne opowiadanie, nie tylko pod względem fantastyki, ale ogólnie, było tutaj zastosowane inne podejście.

Tak jak pisali inni użytkownicy, widać tutaj wyraźnie ból, rozpacz, stratę czy poczucie winy. Postaci faktycznie sporo, jednak mimo krótkiej formy można się tutaj odnaleźć.

Klimatem doprawdy stoi.

Zgłoszę do biblioteki.

Pozdrawiam!

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

@Silvan, dziękuję za wsparcie, rozumiem, jednakże pewien poziom winnam zachować, wszak nauka po coś jest. :) Zatem staram się chłonąć Portal i wyciągać wnioski. :)

Pozdrawiam serdecznie. :)

 

Witaj, @Staruch, bardzo mi miło, że znalazłeś czas na odwiedziny i komentarz. O, tak, zaraz poprawię, dziękuję, literówki są moją zmorą (:wstyd:).

Pozdrawiam serdecznie. :) 

 

@DanielKurowski1, dziękuję raz jeszcze za tak wiele życzliwych słów. :)

Naprawdę cieszy mnie sam fakt możliwości zamieszczenia tak skromnego tekstu na tym Forum. :)

Usterki poprawiłam dzięki pomocy @Regulatorzy, to nie moja zasługa. 

Pozdrawiam serdecznie. :)

Pecunia non olet

usterki poprawiłam dzięki pomocy @Regulatorzy, to nie moja zasługa. 

Tak chyba może powiedzieć prawie każdy na tym portalu :)

 

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Wiem, wiem, dzięki za te słowa, lecz ja zdaję sobie sprawę, że jakość i ilość jest w moim przypadku powalająca. :)

Pecunia non olet

bruce, i misie! Znaczy podoba, choć to słowo za mało znaczy. Współczuję.

Zdjęcie jest czarodziejskie, magiczne, jak ten kamień filozoficzno-alchemiczny. Kocham zdjęcia, zwłaszcza czarno-białe.

Dzisiaj słuchałam pewnego podcastu ekonomistki, o książce innej ekonomistki, Brytyjki, o samotności. Wygląda na kompletne studium, bomba, wreszcie nie piszą tylko psycho i socjo.  Chyba przetłumaczą ją na język polski, to konieczne. W GB i Japonii zauważono ten problem. Pięknie relacjonowała tę książkę. Ciekawa rozmowa i wymiana myśli. 

 

Biała kokarda. Po przeczytaniu tytułu miałam skojarzenie z filmem „Biała wstążka” Handkego, ale po pierwszych zdaniach zrozumiałam, że pudło. Naprawdę dobrze oddany koszmar wojny i życie. A i warsztat, IMHO dobry. Zamknęłaś opowieść prawdziwą w niewielu znakach, to naprawdę dobrze.

Skarżę, znaczy zgłaszam do biblio. Nie mogę  kliknąć od razu i już, ale pewnie to wiesz! :-)

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

W tym tekście, bardzo słusznie piorunem zyskującym uznanie, jest bardzo ciekawy szczegół, który odebrałem bardzo pozytywnie. Drobny, ale niezwykle ciekawy, a jest nim użycie przymiotnika “radziecki” miast nagminnie obecnie stosowanego przymiotnika “sowiecki”. To prawda, że Rydz-Śmigły na wieść o wkroczeniu bolszewików 17 września pamiętnego roku 1939 powiedział “Sowieci ruszyli” i mianem “Sowietów” określano wtedy i później komunistyczną Rosję, tyle, że przymiotnik “radziecki” był w Polsce już wtedy od dawna znany i stosowany, a, całkiem po prostu, po stworzeniu państwa komunistycznego zyskał nowe i też szeroko stosowane znaczenie.

Doskonale wyjaśnia to Doroszewski: stare znaczenie w części trzeciej hasła → http://doroszewski.pwn.pl/haslo/radziecki/

Brawo za dbałość językową!

Pozdrówka.

@Asylum, dziękuję za ten wpis. heart

Mama przywoziła mi mnóstwo zdjęć, wydobytych wówczas spod gruzów. 

W sumie śmierć to naturalny proces/zdarzenie, trzeba to zrozumieć, oczywiście, że się staramy, ale czasem jest potwornie trudno. :( Opowieści tu opisane są wspomnieniami rodzinnymi, jakie słyszałam często od Bliskich.

Zdjęcie zdecydowałam się zamieścić, ponieważ w moim odczuciu podkreślało tytuł. Z kolei zamieszczając je zdałam sobie sprawę, że powinnam w opowiadaniu zaprezentować pewnych członków Rodziny, początkowo nie wymienionych. Niestety, w sposób naturalny nastąpił pewien chaos, bo bohaterów jest rzeczywiście nieco przydużo

Pozdrawiam ciepło. :)

 

@RogerRedeye

Miło mi bardzo, dziękuję za te słowa. :)

Jakkolwiek jestem historykiem, jednak przyznaję, że – z racji wieku – jestem również dzieckiem komunizmu, w dodatku studiowałam w dość trudnym czasie przechodzenia z ustroju do ustroju (lata: 1989-1994), kiedy jeszcze nikt nie był pewien, co nastąpi w naszym kraju później, stąd też pewne treści nie zostały na mojej uczelni zbyt mocno czy też wyraziście zaakcentowane. :)

Pozdrawiam serdecznie. :)

 

 

 

 

 

Pecunia non olet

Bruce, na początek chciałam Ci podziękować, że podzieliłaś się tym tekstem, ważną częścią siebie. Trudno jest jakkolwiek oceniać tę historię, właściwie można odnieść się tylko do formy, w jakiej ją przedstawiasz. I powiem szczerze, że do mnie ta forma bardzo trafiła – krótkie wycinki z historii, przeskoki czasowe i końcowa scena, którą dałam się zaskoczyć i która w prosty sposób mnie poruszyła. 

Składam wyrazy współczucia, a także podziwu i szacunku. W końcu rodzina jest najważniejsza :) 

„Bóg jest Panem aniołów i ludzi, i elfów” – J.R.R. Tolkien

@Nati-13-98

Dziękuję. heart :cry: 

Pecunia non olet

Hej, Bruce.

Ja również nie podejmę się oceny tekstu, który odbieram jako bardzo intymny i osobisty. Napiszę jedynie, że bardzo dobrze podzieliłaś się przy jego pomocy uczuciami. Przypadło mi do gustu wykonanie. Uważam także, że podjęłaś dobrą decyzję, dzieląc się z nami tym utworem. 

Jest mi bardzo przykro z powodu Twojej straty :( Mam nadzieję, że mimo fizycznej przecież tylko nieobecności tak bliskiej Ci osoby znajdziesz w sobie dużo, dużo siły, żeby iść naprzód heart

Przesyłam najszczersze uściski,

Amon

Witaj, AmonRa, dziękuję bardzo; cieszę się, że tekst przypadł Ci do gustu; pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Bruce, przykro mi z powodu Twojej straty.

Ja też nie podejmę się oceny tekstu – to jakbym właziła z buciorami w coś bardzo osobistego.

Mam nadzieję, że jego napisanie i opublikowanie Ci pomogło. :-)

Babska logika rządzi!

Witaj, @Finkla, dziękuję, ogromnieheart

Pecunia non olet

Mam podobnie jak Finkla – nie podejmuję się oceny tekstu tak mocno osobistego dla Ciebie, Autorze. Przykro mi także z powodu Twej straty.

Mam też nadzieję przeczytać kolejne Twe opowiadania.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzień dobry, NoWhereMan, serdecznie dziękuję za tak miły komentarz i pozdrawiam; udanego dnia. :)

Pecunia non olet

Ponieważ nie można poprzez pw, dziękuję serdecznie w tym miejscu @Nowej Fantastyce za tak miłą i niespodziewaną wiadomość o nominacji do Biblioteki oraz Wszystkim Wam, którzy życzliwością mi w tym pomogliście. Uważam to za prawdziwy zaszczyt. :) Pozdrawiam serdecznie. :)heart

Pecunia non olet

Tekst porusza we mnie mnóstwo osobistych strun – o części wiesz, bo korespondowałyśmy. Moja Mama odeszła – z powodu Covida – w listopadzie 2020. Bardzo mi jej brakuje. Ale przypomniałaś mi jedno jej wspomnienie z dzieciństwa: moi dziadkowie wraz z rodziną oczywiście mieszkali w jedynej kamienicy w Krakowie, która została trafiona bombą, choć Kraków uniknął zniszczeń wojennych. Mama opowiadała mi, że po prostu nagle zniknęło mieszkanie sąsiadów. Ich ocalało, nikomu z mojej rodziny nic się nie stało. Ale to wspomnienie, które mi opisała: pustki w miejscu, gdzie wcześniej był kawałek domu, tkwi we mnie i przypomniało się przy lekturze.

Co do samego tekstu: to taki subtelny realizm magiczny. I dobrze. Pasuje do tematu. Troszkę gubiłam się początkowo w imionach, ale potem uznałam, że nie chodzi o to, żeby śledzić koligacje, tylko żeby odczuć tę dużą rodzinę. Wyszło, choć trzeba sobie odkreślić czytanie “fabularne”.

Co do strony technicznej – mogłoby być lepiej. Rozumiem przedpiśców, że nie chcą oceniać, ale wydaje mi się, że tekst zyska, jeśli go podkręcisz stylistycznie, zwłaszcza że wylądował w Bibliotece, więc wypadałoby go dopieścić.

Poniżej sporo miejsc, na których się potknęłam.

 

Po pewnym czasie od uciszenia się wojennego nieba[-,] zaczęli wychodzić.

 

– Hela! – usłyszeli nagle przeraźliwy głos.

To jest bardzo ryzykowna forma disaskalium, takie zaczynane od “usłyszał” w dowolnej formie. Sugerowałabym przeredagowanie, aczkolwiek nie mam w tej chwili pomysłu jak.

 

– Lećcie do Weroni! – Któryś z sąsiadów wrzeszczał do nich.

Tu bym zmieniła na proste: – Lećcie do Weroni! – wrzeszczał któryś z sąsiadów.

Wiadomo, do kogo wrzeszczy, a takie didaskalium jest naturalniejsze.

 

– Dom Weroni zbombardowano! – powiedziała Stenia.

Jak powiedziała, to raczej nie z wykrzyknikiem.

 

– Ale… przecież to najmocniejszy dom we wsi! W piwnicach chronił zawsze i ich, i sąsiadów… – wyszeptała z nadzieją Hela, jakby szukała jeszcze ratunku, szansy dobrej wiadomości.

Troszeczkę to niezgrabne z tym “chronił w piwnicach”. Nie wiem, czy celowo ożywiasz, wręcz antropomorfizujesz dom? Może “W piwnicach chronili się tyle razy i oni, i sąsiedzi” by wystarczyło?

Oraz: szansy na dobrą wiadomość

 

– Biegnijcie do Weroni! Wszyscy zabici! – krzyczała Haźbita z domu naprzeciwko, która zdążyła już obiec część ulic

Tu się troszkę sypie, ale wystarczy przeredagować: “krzyczała mieszkająca naprzeciwko Haźbita, która zdążyła już obiec część ulic

 

Weronika, ich siostra, jedyna jasnowłosa spośród pięciu dziewcząt,

To jest tekst literacki, więc to zwrócenie uwagi na wyjątkowość blond włosów, bardzo przykuwa uwagę (a nic z tego nie wynika fabularnie). Z drugiej strony jest to tekst terapeutyczno-wspomnieniowy, więc może zostać.

 

dwudziestoletnią Anną i piętnastoletnim[-,] kalekim Edziem,

To nie jest wyliczanie cech, ale określenie wieku kalekiego Edzia

 

czarnowłosą córkę[-,] Elżbietkę.

Trzymał w trzęsących się dłoniach dwa jasne warkocze wnuczki Anny

Tu się zawiesiłam – troszkę to makabryczne, bo wygląda tak, jakby te warkocze zostały odcięte, urwane? Wyczuwam tu jakiś skrót w opisie/relacji, ale nie wyszło to najlepiej.

 

Przybiegli inni sąsiedzi z tej ulicy, pomagali szukać zwłok.

Chyba zastąpiłabym zwłoki – ciałami. Zwłoki są takie strasznie techniczne.

 

Narzeczony Anny, Janek, nie umiał podejść bliżej, gdy zobaczył warkocze, wykrzykiwał coś do nieba,

Tu się sypią związki między czynnościami: czy Janek nie potrafił (raczej niż umiał) podejść bliżej, gdy zobaczył warkocze – czy też Janek wykrzykiwał coś do nieba, gdy zobaczył warkocze?

Mam wrażenie, że chodzi o coś takiego: “Narzeczony Anny, Janek, zobaczył warkocze i nie potrafił/zdołał podejść bliżej. Wykrzykiwał coś do nieba…”

 

Mimo tego[-,] rany po tragedii ciągle krwawiły.

Cała pościel w kołysce zalana była cuchnącymi płynami.

Płyn w liczbie pojedynczej byłby lepszy.

 

na wozie w czwórkę wyjechali do pobliskiej wsi

Raczej: pojechali

 

Stwierdziła zgon, dziecko nie żyło od co najmniej kilku godzin. Nie można było go uratować.

Tu bym wycięła ostatnie zdanie. Po pierwsze ma niewłaściwą modalność, bo raczej “nie dało się go uratować”, a po drugie jeśli urwiesz na poprzednim, to będzie mocniejszy obraz.

 

uderzała w kant wozu

Coś mi ten kant nie pasuje. Kant jest deski, z której zrobiony jest wóz, ale nie samego wozu, na moje wyczucie.

 

– Dałem mu przedwczoraj trochę soku z winogron… – powiedział załamanym głosem Tadeusz, kiedy wracali do domu. – To pewnie moja wina. – I zaczął rozpaczliwie płakać.

Raczej załamującym się głosem, załamany może być człowiek. Oraz dałabym ostatnie didaskalium do osobnego akapitu.

 

Moja kochana Anno! – pPoczuła przytulenie i zdawało jej się, że znowu ma pięć latek i kończy się właśnie druga wojna światowa, a ona rozmawia ze śliczną kuzynką.

Troszkę się to ogólnie stylistycznie sypie. Może tak: – Poczuła obejmujące ją ręce i wydało jej się, że znowu ma pięć latek, kończy się właśnie druga wojna światowa, a ona rozmawia ze śliczną kuzynką.

 

– Będziecie tak ględzić bez sensu, zamiast tu przyjechać karetką i ratować moją mamę?! – Słychać było w oddali głos płaczącej Ani. – Tak, wiem, że jest epidemia. Dobrze, czekam. – Zrezygnowała kobieta odłożyła słuchawkę i podeszła do leżącej staruszki.

Znowu didaskalium ze słyszeniem, hardkor. Może “Z oddali dobiegał głos zapłakanej Ani.”?

W drugim użycie tego obojętnego “kobieta” sprawiło, że myślałam z początku, że to o dyspozytorce. Wykreśliłabym, podmiot jest tu wiadomy i domyślny wystarczy.

 

nie czuje dotykówu dłoni na czole

 

– Nikt nie umiera, Liluniu – cCała jasna twarz Anny ukazała się nagle naprzeciwko oczu Alicji.

 

A tak w ogóle to wykreśliłabym to “cała”, bo jeśli będzie, że twarz, to będzie oczywiste, że raczej cała, no i “przed oczami Alicji”, a nie naprzeciwko.

http://altronapoleone.home.blog

@Drakaina, dziękuję serdecznie i za pw, i za osobiste wspomnienie, i za komentarz oraz nieocenioną pomoc. 

Moja Mama opowiadała mi wielokrotnie, że to ona wymodliła fakt, że jedna z bomb spadła do ogrodu sąsiedniego, gdy tymczasem Ona wraz Dziadkami przebywali w piwnicy domu, który potem stał się moim rodzinnym. 

Oczywiście zaraz poprawiam wszystko. 

Pozdrawiam ciepło i raz jeszcze bardzo dziękuję. heart

Pecunia non olet

Drakaina, wyrazy wspolczucia… Paskudny rok 2020, w ktorym chyba każdy stracil kogoś bliskiego… 2021, jakoś wiele latwiej nie jest. Życzę Wszystkim pogody ducha i wytchnienia. Pozdrawiam. PS. Bruce, gratuluje Biblioteki.

Silvan:

 

Paskudny rok 2020, w którym chyba każdy stracił kogoś bliskiego… 2021, jakoś wiele łatwiej nie jest. Życzę Wszystkim pogody ducha i wytchnienia. Pozdrawiam. PS. Bruce, gratuluje Biblioteki.

Witaj, Silvan.

Dziękuję bardzo. :)

To prawda, rok miniony był straszny, obecny także nie należy do łatwych. :(

O ile Męża spotykam w prawie każdym śnie, a życie wtedy toczy się, jakby nigdy nie dopadł Go ten przeklęty rak, o tyle czułam podświadomie, że z Mamą muszę pożegnać się w nieco inny sposób. :((

Cóż, życie… :(((

 

 

Raz jeszcze bardzo Wam dziękuję.heart

Wszystkim nam dużo zdrowia. heart

 

 

Pecunia non olet

Hej! 

Dopiero natknąłem się na Twój tekst. Czytając przedmowę mogę tylko współczuć, ale też życzyć wiele sił na przyszłość – co też szczerze z całego serducha robię! 

Też odczuwam pewną niezręczność z ocenianiem tekstu, który jest dla autora mocno osobisty, więc wypowiem się tym razem krócej, że podobało mi się. Tak jak wyżej zostało powiedziane, opko klimatem stoi, to fakt. Technicznie – bez większych zarzutów… no może z jednym, bo już uczepić się muszę jak zawsze ;) Do biblio bym nominował, gdyby nie fakt, że już w biblio – spóźniony. 

– Nikt nie umiera, Liluniu(kropka) – Jasna twarz Anny ukazała się nagle przed oczami Alicji. Uśmiechnięta dwudziestolatka pogłaskała po głowie kuzynkę.

Tak więc jeszcze raz wszystkiego dobrego, Bruce! Bardzo dobrze, że postanowiłaś opublikować tak osobisty tekst, jeśli czułaś taką potrzebę. 

 

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Witaj, NearDeath

Widzieć Cię tu, Pokrewną Duszę Uwielbiającą Horrory, jest dla mnie wielkim zaszczytem. :)

Dziękuję za każde słowo, błąd oczywiście zaraz poprawiam, pozdrawiam serdecznie. heart

Pecunia non olet

Wyrazy współczucia, bruce.

Z czerpaniem ze swoich wspomnień, własnej / rodzinnej biografii to zawsze mam ten problem, że zawsze się czuję za cienki w uszach by to zrobić, zbyt emocjonalnie z tym wszystkim związany, zbyt mocno zanurzony, niezdolny do obiektywizmu. Że brakuje mi dystansu. Że nie potrafię opisać rzeczy, które mnie samego spotkały, które spotkały moich bliskich, bez jakiegoś taniego sentymentalizmu, bez takiego “łez wyciskania”. Ale może inaczej się nie da? Ty podchodzisz do sprawy zupełnie inaczej, niż ja bym próbował – Ty właśnie jesteś, tuż, tuż, bardzo blisko, nie boisz się sentymentalizmu, nie zastanawiając się czy jest tani czy drogi, malujesz wszystko emocjonalnie i nie starasz się o obiektywizm czy dystans. Przyznam się, że pod wieloma względami mi się ten krótki utwór nie podobał, ale o wiele ważniejsze są powody przeciwne: dla których mi się podobał i dla których uznaję go za ważny.

Po pierwsze: trudno pisać o tak bliskich osobach – Tobie się udało. Z potknięciami, które tu przedpiścy wytknęli, ale te potknięcia nie zaburzają na tyle odbioru, by go mocno utrudniały czy uniemożliwiały.

Po drugie: gratuluję odwagi. Czym innym jest wystawienie pod cudze oko przynajmniej częściowo zmyślonej historii, a czym innym czegoś, co jest okruchem własnego życia. Mi ciągle tej odwagi brak, by to uczynić, więc nieustannie piszę o osobach spotkanych, poznanych przelotnie, a nie o tych bliskich, najbliższych. Może dzięki Tobie sam kiedyś pokonam własny lęk? Lęk, że moje pióro zbyt słabe, zbyt małe na takie tragedie? No ale gdy umrę, nikt już ich nie opisze… czyż warto więc bać się, że opiszę je kiepsko? Chyba lepiej kiepsko niż wcale?

Po trzecie: czułem emocje, jakie chciałaś przekazać. Nawet jeśli czasem mnie irytowały, bo nie lubię takiego “naganiania” bólu – to jednak nie były tak nachalne, były tak właśnie podane, jak sądzę, że to odczuwasz, bez ściemy i bez opakowań zastępczych.

Po czwarte: autentyczność – ta historia jest bardzo autentyczna i nie chodzi mi o to, że jest oparta na faktach. Mogłaby nie być. To zdjęcie mogłoby być losowym zdjęciem znalezionym w necie, a nie Twojej rodziny, a rzeczy tu opisane mogłyby się nigdy nie wydarzyć. Ale i tak pozostałaby autentyczna. Ze względu na pewną psychologiczną prawdę tych postaci. Owszem – tekst jest krótki, prawda jest powierzchowna, nie ma wniknięcia głęboko – ale nie czyni to jej mniej wartościową.

Dlatego, za to wszystko – chciałbym Ci podziękować. Tekst może nie jest idealny, może wymaga dopracowania, ale… wiesz co?

W utworach (własnych i cudzych) najważniejsze jest, jeśli coś zmienią w czytelniku.

Lubię fabuły. Lubię zaskoczenia. Lubię fantastykę. Ale tego wszystkiego może nie być w tekście, a i tak, jeśli utwór mnie w najmniejszym choćby stopniu zmieni – uznam go za dobry. Twoje opowiadanie odłamało jakiś okruszek u mnie w wewnętrznym murze. Jeszcze nie wiem, czy mur ten zwali się lawiną, czy też po prostu go załatam – ale dało mi to do myślenia.

Dzięki, że to napisałaś.

 

entropia nigdy nie maleje

Jimie, chyba nie można sobie wymarzyć wspanialszego komentarza. I chociaż piszę to, płacząc :((, jestem mega szczęśliwa. 

Dziękuję bardzo. heartsmiley

Pecunia non olet

To bardzo smutny tekst, mocno nacechowany śmiercią. Rozumiem, dlaczego go napisałaś. Jako urywki wspomnień sprawdza się dobrze, choć można by było popracować nieco nad poprawnością, co wskazywano już w komentarzach wyżej.

Jako opowiadania ocenić tekstu nie umiem – jest bardzo osobisty i ciężko patrzyć na niego inaczej. Pozwolę sobie więc tego nie robić i życzyć Ci wiele sił. To dobrze, że pisanie pomaga Ci w przejściu trudnego czasu. :)

Zostaw ten żyrandol.

Bardzo dziękuję, Verus, za odwiedziny oraz za komentarz. Dość długo zmagałam się z pewnymi sprawami sama w domu, tylko z Najbliższymi (Dziećmi). W obecnym czasie pandemii to jednak ogromnie trudne. Pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Mam wrażenie, że pewne tematy się oswaja przez mówienie o nich. ;)

Zostaw ten żyrandol.

Verus:

 

Mam wrażenie, że pewne tematy się oswaja przez mówienie o nich. ;)

Wiele w tym racji. 

Pecunia non olet

Nowa Fantastyka