- Opowiadanie: Irka_Luz - Magiczna formuła

Magiczna formuła

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Magiczna formuła

– Złoto, złoto, zło-o-to!

Rhys wędrował, podśpiewując ulubioną pieśń krasnoludów i wywijając młyńce ogromnym toporem. Droga była mało uczęszczana, na dodatek zmierzchało, więc omal nie odrąbał sobie nosa, gdy nagle usłyszał:

– Wybaczcie, panie, minąć bym was chciał żywy, a ścieżka wąska.

Z mroku wyłonił się człowiek spowity w szary, postrzępiony i miejscami nadpalony płaszcz. Broda nieznajomego też nosiła ślady kontaktu z ogniem.

„Alchemik” – pomyślał Rhys i skrzywił się.

Krasnoludy nie przepadały za przedstawicielami tej profesji. Zbyt lubiły złoto i nie miały cierpliwości, by przeczekiwać żałosne próby jego uzyskania.

– Witajcie – odparł jednak przyjaźnie. – Dokąd zmierzacie o tak późnej porze? Czasy mamy niebezpieczne.

– A, prawda to, niestety, ale nie mogłem czekać. Chcę mojej kochanej Darsłowie powiedzieć, że wreszcie mi się udało. Po tylu latach znalazłem!

– Coście znaleźli, kamień filozoficzny? – zaśmiał się krasnolud.

Mina mu zrzedła, gdy alchemik wyciągnął osmoloną bryłkę.

– Tynktura! – wykrzykiwał, machając przed nosem Rhysa lśniącym kawałkiem metalu.

– Bujda – mruknął krasnolud, ale w jego głosie nie było pewności. – Pokażcie – zażądał.

Chwycił kamień i jął drapać paznokciem, sprawdzając, czy pozłota nie schodzi. Potem ścisnął go zębami, by zbadać twardość. Wreszcie z niechęcią oddał bryłkę.

– Wygląda na to, że faktycznie wam się poszczęściło – przyznał.

– Może być wasze – powiedział wędrowiec, obracając złoto w palcach. – Nawet formułę zdradzę, jeśli tylko mnie bezpiecznie do domu doprowadzicie.

Rhys zjeżył się.

– Ot tak mi złoto proponujcie? – zapytał nieufnie.

– A, bo rację macie, czasy niebezpieczne, szkoda by teraz umrzeć i tajemnicę do grobu zabrać. Na dodatek po drodze muszę minąć leże smoka. Ochrona mi się przyda.

Nieufność do alchemików tkwiła głęboko w mentalności krasnoludów, ale Rhys miał dowód przed nosem. Odwrócił się i ruszył w stronę, z której właśnie przyszedł.

– Idziecie? – zapytał, spoglądając przez ramię.

 

*

 

– Odpocznijmy chwilę – zaproponował alchemik, gdy dotarli w pobliże smoczej groty. – Ja i tak zawsze w tym miejscu muszę na stronę, żeby później wstydu nie było – dodał i nie czekając na odpowiedź zniknął w krzakach. Długo nie wracał.

„Musi mieć naprawdę dużego stracha” – pomyślał Rhys i zarechotał. Bać się właściwie nie było czego, bo bestia przez większość czasu spała.

Wreszcie jego towarzysz wyłonił się z chaszczy. Zaczerwieniony, jakby słyszał myśli krasnoluda. Ruszyli nie zwlekając.

– O, kurwa! – zaklął Rhys, gdy minęli zakręt i ujrzeli wejście do groty.

Tym razem smok nie spał. Coś go obudziło. Albo ktoś. Bestia już dostrzegła wędrowców i rzuciła się ku nim. Alchemik dał nura w rzadki lasek porastający obie strony drogi, a Rhys chwycił mocniej topór, gotując się do walki.

 

*

 

Był to długi i krwawy bój, w którym zwyciężył krasnolud.

Wyczerpany, skąpany w swojej i smoczej posoce Rhys dowlókł się do olbrzymiego głazu, klapnął na ziemię i oparł o kamień. Nie wiedział, że smocza krew jest trucizną, a on miał jej na sobie wiele, przez rany przenikała do ciała i siała spustoszenie. Krasnolud umierał, choć wciąż nie był tego świadomy.

– Oto wasza zapłata.

Alchemik pojawił się znienacka i wręczył mu bryłkę złota.

– A formuła? – wychrypiał Rhys.

– A, oczywiście. Jakby to powiedzieć najprościej… Znajdź chciwego głupca, pokaż mu trochę złota, przekonaj, że może je mieć bez ograniczeń, a zrobi dla ciebie wszystko.

 

 

Koniec

Komentarze

Bardzo fajna puenta, przy której szczerze się uśmiechnąłem ;D

Całość napisana dobrze, nie zauważyłem błędów logicznych czy potknięć. Ciekawa historia, interpretacja kamienia dosyć zwykła, jednak niesie dobre przesłanie.

Podobało mi się ;)

Nie wiem czy mogę jeszcze zgłosić, bo mam tam w kolejce w Hyde Parku bardzo dużo, ale trzymam rękę na pulsie, bo opowiadanie na to zasługuje.

Pozdrawiam!

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Droga była mało uczęszczana, na dodatek zmierzchało, więc mało nie odrąbał sobie nosa, gdy nagle usłyszał:

Troszkę blisko siebie te maluchy :)

 

Hej, Irko.

Lubię krasnoludy, a jeszcze Irkową ręką prowadzone, to już w ogóle, więc Twój tekst dobrze mi zrobił (literacko) ;) Fajnie napisane, luźno, jak na tekst o krasnoludach przystało. Choć czasami można było nieco bardziej poszarżować, jedna kurwa i jeden żart to jak na tekst o kurduplach trochę mało. Z drugiej strony, na tę liczbę znaków to może i w sam raz.

Końcówka zgrabna, jednak niestety bardzo do przewidzenia. W sensie, wiedziałem, że alchemik pewnikiem krasnala wykiwa, w ten czy inny sposób. Liczyłem więc jednak, że gdzieś tam odbijesz i ten smok trochę namiesza. No i namieszał, ale w mało zaskakujący sposób. 

Tak czy owak, do biblioteki krasnoludowi drogę wskażę :D

Pozdrówka

 

Danielu, dzięki. Dla puenty pisane :)

 

Realucu, witaj, obawiam się, że więcej żartów by się zwwyczajnie nie zmieściło, ach, ten wilkowy limit ;) Wiem, że nieco przewidywalne, ale za to z morałem :)

Maluchy na razie zostają, bo… limit. Poprawię jak już nie wygram ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

O, kolejne fantasy w konkursie, jak miło. :)

 

Krasnolud bardzo krasnoludzki, a alchemik jaki cwaniaczek. Dobrze wykreowane postacie, w tak krótkim tekście. Brawka! I fabuła jest ludzka i puenta się znalazła Lekko napisane, z humorem. 

No nie mam się do czego przyczepić.

 

Powodzenia w konkursie!

 

Witaj. 

Okrucieństwo i moralizatorstwo. :)

Żal naiwnego krasnoludka, szczególnie że wygrał bohaterską, nierówną walkę. :)

Pozdrawiam. 

Pecunia non olet

Hej, Saro, cieszę się, że wpadłaś i że Ci się podobało :) Szczerze mówiąc od puety się zaczęło :)

 

Witaj, Bruce, oj tam, zaraz okrucieństwo ;) Krasnolud wędrował z toporem, więc bitka to dla niego nie pierwszyzna, a że tym razem się nie udało… Bywa ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

:)) Taki lajf. 

Pecunia non olet

Dobra lektura. Rzeczywiście pouczające, z niewydumanym, prawdziwym morałem. Czy to przypadkiem nie alchemik obudził smoka, aby potem pobrać z zewłoku jakieś ingrediencje? A to przecież był smoczy osesek, którego należałoby pocieszyć i odprowadzić do mamusi, a nie – toporem. (Wyrośnięty smok nie stoczyłby walki z krasnoludem, tylko co najwyżej go niechcący nadepnął.) Obmierzły typ z tego alchemika.

Chwileczkę, przepraszam, coś we mnie wzbiera… myślałem, że to odraza, ale to jednak będzie łapanka błędów.

Rhys wędrował, podśpiewując ulubioną pieśń krasnoludów, i wywijając młyńca ogromnym toporem.

Tutaj nie ma wtrącenia, przecinek przed “i” nieuzasadniony.

Chcę mojej kochnej Dorosłowie powiedzieć, że wreszcie mi się udało.

“Kochanej”, zjadło literkę. Czy na pewno miała się nazywać “Dorosłowa” (a nie “Dorosława” czy wręcz “Dobrosława”)?

– Idziecie? – zapytał spoglądając przez ramię.

Odczuwam tutaj brak przecinka przed imiesłowowym równoważnikiem zdania, chociaż raczej nie jest on w ścisłym sensie wymagany.

Alchemik dał nura w rzadki lasek, porastający obie strony drogi

Tutaj zaś usunięcie przecinka wydałoby mi się stosunkowo nieszkodliwe (jeżeli walczymy o zmieszczenie się w limicie).

Była to długa i krwawa bitwa, którą zwyciężył krasnolud.

Zwycięża się przeciwnika, ale zwycięża się w bitwie (nie: bitwę).

Rhys dowlokł się do olbrzymiego głazu

Dowlókł.

 

I chyba tyle. Dziękuję za ciekawą lekturę. Punkcika nie będzie, bo wciąż jeszcze brakuje mi komentarzy do uzyskania uprawnień.

Pozdrawiam!

Bruce, otóż to ;)

 

Witaj, Ślimaku, miło, że Ci się podobało :)

Czy to przypadkiem nie alchemik obudził smoka, aby potem pobrać z zewłoku jakieś ingrediencje?

O, to, to, choć nie wiem, czy chodziło o ingrediencje, czy może o złoto, na którym rzeczona bestia spała ;)

 

Wyrośnięty smok nie stoczyłby walki z krasnoludem, tylko co najwyżej go niechcący nadepnął.

Nie doceniasz krasnoludów ;)

 

Obmierzły typ z tego alchemika.

Pełna zgoda.

 

Czy na pewno miała się nazywać “Dorosłowa” (a nie “Dorosława” czy wręcz “Dobrosława”)?

Hi, hi, a tu się wkradła literówka, ale tak mi się spodobała, że zostawię.

 

Zwycięża się przeciwnika, ale zwycięża się w bitwie (nie: bitwę).

Ech, ja głupia, myślałam, że nikt nie zauważy ;) Limit. Ale wpadłam na pomysł, żeby zmienić bitwę na bój i “w” też się zmieściło.

Reszta poprawiona :)

 

 

 

 

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Cześć Irko :)

 

Drobnostki:

 

Rhys wędrował, podśpiewując ulubioną pieśń krasnoludów i wywijając młyńca ogromnym toporem. Droga była mało uczęszczana, na dodatek zmierzchało, więc mało nie odrąbał sobie nosa, gdy nagle usłyszał:

Gdzieś zdarzyło mi się słyszeć, żeby w miarę możliwości unikać takich określeń – lepiej pokazać to “nagle”. Może więc warto usunąć to słowo?

 

Krasnoludy nie przepadały za przedstawicielami tej profesji. Zbyt lubiły złoto i nie miały cierpliwości, by przeczekiwać żałosne próby jego uzyskania.

Nie jestem pewien, co ma jedno do drugiego. Coś mi tu lekko nie gra i nie jest jasne. Lubią złoto – ok. Nie lubią alchemików – dlaczego? Dlatego, że ci im naobiecywali góry złota, a teraz czekają i czekają i nie mogą się doczekać?

 

– Coście znaleźli, kamień filozoficzny? – zaśmiał się krasnolud.

Mina mu zrzedła, gdy alchemik wyciągnął osmoloną bryłkę.

– Tynktura! – wykrzykiwał, machając przed nosem Rhysa lśniącym kawałkiem metalu.

– Bujda – mruknął krasnolud, ale w jego głosie nie było pewności. – Pokażcie – zarządził.

Chwycił kamień i jął drapać paznokciem, sprawdzając, czy pozłota nie schodzi. Potem ścisnął go zębami, by zbadać twardość. Wreszcie z niechęcią oddał bryłkę.

– Wygląda na to, że faktycznie wam się poszczęściło – przyznał.

– Może być wasze – powiedział wędrowiec, obracając złoto w palcach.

Hm. Co krasnoludowi dał Alchemik? Lśniące (choć osmolone)? Badane zębami? To złoto.

Dlaczego więc “tynktura”? Czy tynktura to nie kamień filozoficzny sam w sobie?

 

Nieufność do alchemików tkwiła głęboko w mentalności krasnoludów, ale Rhys miał dowód przed nosem.

Dowód na co? ;) Zdaje się, że brakuje tu kilku słów więcej.

 

„Musi mieć naprawdę duuży strach” – pomyślał Rhys i zarechotał. Bać się właściwie nie było czego, bo bestia przez większość czasu spała.

Z tego co mnie się o uszęta obiło: albo “duży”, albo “duuuży”. A nie wiem, czy dobrze słyszałem.

 

 

To jakieś pierdółki. Ogólnie mega plus za klasykę, której fanem jestem :)

Bardzo mi się podobało. Puenta rzeczywiście do przewidzenia, choć, że to przez smoczą krew – to nie :)

Podobało mi się i to pierwsza taka niemal chamska klasyka w Kamieniu Filozoficznym :)

Biblioteczka :)

Cześć!

Zacne, choć trochę zbyt wprost i nieco stereotypowe imho, ale limit znaków nie rozpieszcza. Ot tak spotyka na trakcie gościa z wielkim toporem, zdradza mu “sekret” i bierze go do roboty. Trochę ten alchemik śmierdział od początku, ale jak widać miało to swój dalszy ciąg.

Morał i intryga ze smokiem pomysłowe, zakończenie krótkie i treściwe. Prostego krasnala szkoda.

Był to długi i krwawy bój, w którym zwyciężył krasnolud.

Klasyczne, książkowe, ale trochę nieprawdziwe imho. Pojedynki z ostrą bronią są zazwyczaj szybkie. Zabijesz albo zabiją ciebie. To nie boks.

(-) A bo rację macie, czasy niebezpieczne, szkoda by teraz umrzeć i tajemnicę do grobu zabrać.

O jedną spację za dużo.

 

Pozdrawiam!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Hej, Silvanie, miło, że się podobało i dziękuję za klika :)

 

Lubią złoto – ok. Nie lubią alchemików – dlaczego?

Krasnoludy lubią mieć złoto, a nie czekać na złoto :)

 

To złoto.

Dlaczego więc “tynktura”? Czy tynktura to nie kamień filozoficzny sam w sobie?

Bo potrzebna, żeby coś tam w złoto zmienić. Tak mi się przynajmniej wydaje.

 

Dowód na co? ;) Zdaje się, że brakuje tu kilku słów więcej.

Na skuteczność poczynań alchemika. Fakt, przydałoby się wpisać, ale… limit :)

 

Podobało mi się i to pierwsza taka niemal chamska klasyka w Kamieniu Filozoficznym :)

I moja pierwsza taka niemal chamska klasyka w ogóle ;) I muszę powiedzieć, że czuję niedosyt, coś bym jeszcze z krasnoludami napisała ;)

 

Cześć, Krarze, cieszę się, że zacne i zgadzam się, że nieco stereotypowe, ale rozwinąć przy wilczym limicie się nie da ;)

Morał i intryga ze smokiem pomysłowe, zakończenie krótkie i treściwe.

Dziękuję :)

Prostego krasnala szkoda.

No, szkoda.

Klasyczne, książkowe, ale trochę nieprawdziwe imho. Pojedynki z ostrą bronią są zazwyczaj szybkie. Zabijesz albo zabiją ciebie. To nie boks.

Oj tam, broń ostrą to miał krasnolud, smok mógł jedynie zionąć ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Przyjemna w czytaniu klasyczna fantasy. I to z morałem. Tylko Rhysa szkoda. Niby chciwy, ale co biedak temu alchemikowi zrobił ;p Czy krasnoludzka brać w tym świecie praktykuje jakiś rodzaj vendetty czy wróżdy?

Witaj, PanieDomingo, fajnie, że się spodobało. Rhysa też mi szkoda i to bardzo. Już żałuję, że go uśmierciłam, bo fajny z niego bohater na inne opka. Ale może pójdę tropem, który mi właśnie podsunąłeś ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Cześć,

 

Na miejscu Rhysa bym się nie zastanawiał i od razu alchemika chlast przez łeb, a bryłka moja ;) Jak już być pazernym, to na maksa.

Ogólnie fajna bajka z morałem, a kamień filozoficzny okazał się działać jak (czasem) gra na giełdzie – zmienia złoto w więcej złota.

Tutaj coś mi zgrzyta:

wywijając młyńca ogromnym toporem

Wywijał jednego młyńca? Nie lepiej pasowałaby liczba mnoga?

 

Pozdrawiam!

Witaj, Helmucie, cieszę się, że się spodobało :)

 

Na miejscu Rhysa bym się nie zastanawiał i od razu alchemika chlast przez łeb, a bryłka moja

Ale bez formuły :)

 

Wywijał jednego młyńca? Nie lepiej pasowałaby liczba mnoga?

No nie wiem, mnie pasuje. Mówiąc inaczej – wprawił topór w ruch obrotowy ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Tak sobie po przeczytaniu pomyślałam, że w sumie nie wiadomo po co alchemik wykorzystał krasnoluda. Gdyby np. smocza krew czy inna część ciała była mu potrzebna do stworzenia kamienia filozoficznego, to miałoby to sens. Tylko, że nie ma o tym wzmianki i tak trochę wychodzi, że tekst i zachowania bohaterów zostały napisane pod morał.

Czytało się dobrze :-)

Dream big.

Głębokie;)

Tylko króciutkie.

Bardzo żałuję, że smok nie spał, wtedy mogłoby się to ciekawie potoczyć.

Cześć!

To teraz już tak będzie, że będziesz mnie rzucać naprzemiennie od chwalenia do marudzenia? :D

Ostatnio było marudzenia, więc teraz najwyraźniej wypada “tekst pochwał”. ;)

Ale najpierw czepy. Drobne. W końcu czym byłby komentarz bez czepów? Cóż, zapewne nadal komentarzem, ale jakimś takim wybrakowanym. ;-)

Droga była mało uczęszczana, na dodatek zmierzchało, więc mało nie odrąbał sobie nosa, gdy nagle usłyszał:

Powtórzenie.

– O, kurwa! – zaklął Rhys, gdy minęli zakręt i ujrzeli wejście do groty.

Taaa…. :D

Ja wiem, że mam nie narzekać na wulgaryzmy. Że to moja fanaberia i tak dalej… Ale w tym konkretnym tekście chciałbym, żebyś zwróciła uwagę na jedną rzecz:

Tekst ma w sobie coś z bajki (a także kilka zbędnych enterów na końcu ;)). Jest taka fajna, ciut bajkowa sceneria, przede wszystkim jest coś w rodzaju morału. Jasne, nie nazwę tego bajką jeden do jednego. Myślę, że pisząc nie myślałaś też zapewne o tym tekście jak o bajce. Raczej o czymś w rodzaju zgranego szorta -życiowej prawdy. Natomiast, ma on w sobie tę końcową refleksję, niejako wniosek podsumowujący scenkę. Wniosek uniwersalny, który może trafić do każdego. Który może być w pewien sposób pouczający tak dla dziecka, jak i dla dorosłego.

Masz więc uniwersalny tekst i tym jednym wulgaryzmem ową uniwersalność przekreślasz. I teraz moje pytanie brzmi: po co? Przecież na upartego można to przeczytać i dziecku. Jasne, nie najmłodszemu, ale jednak jest to tekst w jakiś sposób pouczający. I tak, wiem, że wśród użytkowników portalu pewnie dzieci nie ma, ale przecież nasze opowiadania można czytać i bez rejestracji na NF. Są dostępne. Czy nie można w takim wypadku sięgnąć po Twojego króciaka, żeby przeczytać takiemu dziecku coś pouczającego? Ano nie można, bo przekreśliłaś to jednym słowem. Jednym słowem niejako ograniczasz sobie, że tak to ujmę, zasięg odbiorców.

I nie piszę tego po to, żeby krytykować wulgaryzm. Raczej żeby zwrócić uwagę na to, że czasem warto spojrzeć na tekst i od tej strony.

A sam tekst, jak pisałem, fajny. Podobało mi się. Zgrabnie i zmyślnie napisana mądra scenka z bardzo fajną, niby znajomą, ale pouczającą puentą. Tekst jest lekki, samo zakończenie wywołuje na twarzy taki szalenie przyjemny, refleksyjny uśmiech. Niby Twój szort nic szczególnego (czy jakoś bardzo odkrywczego) nie zawiera, a na końcu i tak dochodzę do wniosku, że ma dokładnie wszystko to, czego bym sobie od niego życzył. ;)

Naprawdę fajna mikroopowiastka. :-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Cześć, Irko!

Bardzo udany i dowcipny tekst. Taka szczypta klasyki gatunku, która uśmiechnie i zadowoli mimo małej dawki literek. W kwestii wulgaryzmów, hm, nie wiem, czy były niezbędne, aczkolwiek nie czułam wielkiego zgrzytu czyli pasowały do konwencji. 

Powiem, że jak dla odkryłaś chyba przepis na kamień humorystyczny… filozoficzny znaczy się.wink

Pozdrawiam

Cześć Irko :)

Klasyczne motywy pracujące na fabułę i hasło konkursowe ujęte w fajny sposób. Końcówka robi robotę, bardzo przyjemny szort, tylko szkoda, że ma typową cechę szorta – jest za krótki. ;) No i szkoda krasnoluda, że miał negatywne nastawienie względem alchemików i go ostatecznie to nie zawiodło.

 

Czy Rhys to celowe imię postaci, inspirowane człowiekiem, który z jednym krasnoludem jest szczególnie powiązywany? :)

 

Pozdrawiam i idę zgłaszać, gdzie trzeba. ;)

Hej, Dogs

Tak sobie po przeczytaniu pomyślałam, że w sumie nie wiadomo po co alchemik wykorzystał krasnoluda.

Do pozbycia się smoka. Ech, było jeszcze jedno zdanie, ale wyleciało.

 

CMie :)

Powtórzenie.

Wiem, ale póki co zostaje. Ja już tam naprawdę nie mam możliwości grzebania. Limit.

 

Taaa…. :D

Wiem, że nie lubisz :) Prawdę powiedziawszy początkowo przekleństwa nie było, ale… kurwa jest po prostu krótsza niż to, co było. Ja naprawdę walczyłam z limitem niemal jak krasnolud ze smokiem.

Poza tym krasnoludy tak mają ;)

 

Cieszę się, że mimo wszystko się spodobało :)

 

Oidrin, piękne dzięki. Kamień humorystyczny bardzo mi się spodobał :)

 

Hej, Sagitt, dzięki za wizytę, fajnie, że się podobało.

ma typową cechę szorta – jest za krótki

A to już pretensje do Wilka proszę mieć ;)

Czy Rhys to celowe imię postaci, inspirowane człowiekiem, który z jednym krasnoludem jest szczególnie powiązywany?

Potrzebowałam konsultacji z wujciem Guglem, żeby się zorientować, kogo masz na myśli ;) Jak się więc domyślasz, odpowiedź brzmi nie :) Rhys to krasnoludzkie imię, które występuje u Pratchetta.

 

 

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Irko,

wiem, że do pozbycia się smoka :-) Ale dlaczego chciał się go pozbyć? Ze słów krasnoluda wynika, że ten smok nie był jakoś szczególnie groźny – większość czasu spał i można było bez problemu przejść obok smoczej jamy. A alchemik aż tak nie mógł się smoka bać, bo, jak zrozumiałam z tekstu, sam poszedł go obudzić, żeby krasnolud był zmuszony go zabić. Trochę mi tej motywacji alchemika zabrakło ;-) Bo zabijać smoka, tylko dlatego, że jest smokiem. No, nie godzi się!

Dream big.

Dogs,

Na koniec alchemik daje krasnoludowi złotto i formułę. Krasnolud jest bliski śmierci, już nic z tą formułą nie zrobi, po co alchemik miałby go jeszcze okłamywać. Ergo formuła jest prawdziwa. Nie da się zmienić czegoś tam w złoto. A na czym śpią smoki?

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Na koniec alchemik daje krasnoludowi złotto i formułę. Krasnolud jest bliski śmierci, już nic z tą formułą nie zrobi, po co alchemik miałby go jeszcze okłamywać. Ergo formuła jest prawdziwa. Nie da się zmienić czegoś tam w złoto.

Nie no, to zrozumiałam.

 

A na czym śpią smoki?

 

Czyli alchemik był nie tylko zły, ale i chciwy. Nie lubię twoich bohaterów XD Biedny smok.

Dream big.

Rozumiem. To w sumie i tak ciekawie wyszło, że Rhys to krasnoludzkie imię, a John Rhys-Davies grał krasnoluda. ;)

Czyli alchemik był nie tylko zły, ale i chciwy. Nie lubię twoich bohaterów XD Biedny smok.

:D

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Sagitt, a ja dowiedziałam się, jak się nazywa odtwórca Gimlego :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

A jak się nazywała kryjówka Vilgefortza, gdzie ekipa magiczek wpadla, ale go nie zastali? Rysh Run? Jakoś tak ;)

Wiem, że nie lubisz :) Prawdę powiedziawszy początkowo przekleństwa nie było, ale… kurwa jest po prostu krótsza niż to, co było. Ja naprawdę walczyłam z limitem niemal jak krasnolud ze smokiem.

Szlag jest krótkie. ;-)

Cieszę się, że mimo wszystko się spodobało :)

Ej, dlaczego mimo wszystko? ;-)

Przecież ja tu żadnych krytycznych uwag go samego tekstu nie miałem. ;)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Silvan, Rhys-Rhun. Cholera nie wiedziałam, że z tym imieniem wiąże się tyle skojarzeń. Było krótkie i pratchettowe, a ja mam słabość do Pratchetta :)

 

CM,

Szlag jest krótkie. ;-)

A to mi do głowy nie przyszło. Ale brzmi jakoś tak słabo :)

 

Ej, dlaczego mimo wszystko? ;-)

Ups, przeepraszam :) Fajnie, że się po prostu podobało.

Hmm, ciekawam, co powiesz na moje limeryki :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Mnie się bardzo podobało. Lekkie, niewymuszone. Przyjemna puenta.

Mam też w sumie pytanie do @CMa:

Masz więc uniwersalny tekst i tym jednym wulgaryzmem ową uniwersalność przekreślasz. I teraz moje pytanie brzmi: po co? Przecież na upartego można to przeczytać i dziecku. Jasne, nie najmłodszemu, ale jednak jest to tekst w jakiś sposób pouczający. I tak, wiem, że wśród użytkowników portalu pewnie dzieci nie ma, ale przecież nasze opowiadania można czytać i bez rejestracji na NF. Są dostępne. Czy nie można w takim wypadku sięgnąć po Twojego króciaka, żeby przeczytać takiemu dziecku coś pouczającego? Ano nie można, bo przekreśliłaś to jednym słowem. Jednym słowem niejako ograniczasz sobie, że tak to ujmę, zasięg odbiorców.

Jestem tu w miarę nowy, więc być może to jakiś element szerszej, dłużej trwającej dyskusji (trochę tak to odbieram). Ale kompletnie nie rozumiem Twojej uwagi. Czyli co, jako autorzy wszyscy mamy się powstrzymywać, bo dziecko może coś przeczytać? ;)

Dodatkowo niezbyt rozumiem: posoka, krew i przemoc są w porządku, ale krótka, elegancka, jednorazowa kurwa już nie? Przecież jeśli czytasz coś dziecku i przekleństwo bardzo Cię boli, to możesz je na coś zmienić. Na coś wielowymiarowego, mrocznego, posępnego. Naprawdę groźnego. Na przykład tak:

– O, Zakład Ubezpieczeń Społecznych! – zaklął Rhys, gdy minęli zakręt i ujrzeli wejście do groty.

Albo:

– O, bliski kolega mamy, o którym miałem nigdy nie mówić! – zaklął Rhys, gdy minęli zakręt i ujrzeli wejście do groty.

Trochę kpię, ale nie odbierz mnie źle – jestem po prostu ciekawy Twojego zdania i tego, co Tobą kieruje.

Fajne fantasy z puentą. Niby nic odkrywczego, ale podane w bardzo przyjemnej i lekkiej formie. Tylko krasnoluda mi żal, bo jeśli jest jakaś rasa w fantasy, do której odczuwam sympatię, to rasą tą są krasnoludy. Niech biedak spoczywa w spokoju :(

 

Pozdrawiam

Q

Known some call is air am

Mało. Chcę dłuższe. :-)

Hej, Mortecjuszu (dobrze odmieniam?), o i takie komentrze lubię :) Dziękuję :)

Co do CMa, ma po prostu alergię na przekleństwa ;) Dyskusji na temat przekleństw właściwie na portalu nie ma, choć jedni znoszę je lepiej, inni gorzej ;)

 

Outta, fajnie, że fajne. Stwierdziłam, że w takim limicie nic odkrywczego nie wymyślę, więc niech się przynajmniej czytelnikom uśmiechnie ;)

Tylko krasnoluda mi żal

Mnie też, ale cóż zrobić, takie życie.

 

MTF, miło Cię widzieć :)

Mało. Chcę dłuższe. :-)

A to już pretensje proszę do Wilka mieć ;) Mnie też ta historia narobiła apetytu na więcej ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Smutne, dobra puenta.

 

Drobiazgi:

'wywijając młyńca

Chyba dałabym mnogą, bo nie mógł wędrować wywijając jednego młyńca, chyba że to jakiś jeden konkretny, powtarzalny młyniec?

,człowiek spowity

Spowity w płaszcz? Może i był, aż tak otulony, ale nie wiem? Zerknij.

 

Powodzenia w konkursie!

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Hej, Asylum, no, smutne, ale cieszę się, że doceniasz puentę :)

 

Chyba dałabym mnogą, bo nie mógł wędrować wywijając jednego młyńca, chyba że to jakiś jeden konkretny, powtarzalny młyniec?

A o walkach jeszcze nie pisałam, to i pewna nie jestem, ale w Wojnie i pokoju stoi na przykład:

wrzeszczał Denissow na całe gardło, pieniąc się ze złości bezsilnej i wywijając młyńca pałaszem, z pochwy wyciągniętym. – To ty, Waśka?

 

Spowity w płaszcz?

Spowity, czyli owinięty czymś dokładnie. Jakoś tak go sobie właśnie wyobraziłam.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

wrzeszczał Denissow na całe gardło, pieniąc się ze złości bezsilnej i wywijając młyńca pałaszem, z pochwy wyciągniętym. – To ty, Waśka?

No tak, w przykładzie ok, ale u Ciebie jest dłuższa ciągłość – wędrując, przynajmniej tak można założyć. ;-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

A to już pretensje proszę do Wilka mieć ;)

Ok. Mam pretensje do Wilka. Obawiam się jednak, że już przywykł. ;p

Sympatyczny tekst, rodem z Pratchetta.

Świetny pomysł na formułę.

Jasne, krasnoluda szkoda, ale mógł się nie połaszczyć…

Babska logika rządzi!

Dobry wieczór!

 

Historię opowiadasz w trzech scenach. Najbardziej podobała mi się pierwsza. Jest rozpoczęta, rozwinięta i zakończona – widać to jak na dłoni. Bez trudu wyobraziłem sobie krasnoluda, rzucającego za siebie ostatnią kwestię.

Druga, w moim odbierze, jest łącznikiem. Ta scena stoi dowcipem i nie sądziłem, że będę kiedyś bronił wulgaryzmu, ale rzeczywiście się przy nim uśmiechnąłem. Zarzuty CMa są uzasadnione, ja jednak dodam, że urok krasnoludów (mało wiem o krasnoludach) polega na tym, że to takie swojaki-prostaki. I choć można wulgaryzm złagodzić, to jednak są ludzie, którzy właśnie tak reagują w podobnych sytuacjach. A szlag – mało kto tak dzisiaj powie. EDIT. Oczywiście, tekst nie nadaje się do czytania dla dzieci (właśnie przez wulgaryzm), ale – chyba świadomie – zostało poświęcone coś za coś.

W trzeciej scence przeżyłem lekki zawód. W jednym zdaniu ominął mnie wielki i krwawy bój. Wprawdzie nie jestem miłośnikiem krwawych walk, ale zabicie smoka – i to przez krasnoluda – jest nie lada wyczynem. Zadziałał mechanizm psychologiczny i pierwszą, emocjonalną reakcją był właśnie zawód. Jednak rozumiem, limit. Trochę nadrabiasz w następnym akapicie, ale puenta wynagradza mi niezbyt dotkliwe cierpienia. Przecież większość alchemików było hochsztaplerami świadomie żerującymi na głupich panach.

Co mi zgrzytnęło:

Smok w opowiadaniu jest traktowany jako zjawisko normalne – tam jest smok, rzecz oczywista. Ale krasnolud ma skąpą wiedzę na temat niesamowitej istoty, która blokuje na tyle ważny szlak, że nie idzie go ominąć. No i teraz mam problem. Muszę założyć, że smok śpi i śpi długo, licząc w latach, a co najmniej w miesiącach. Można założyć, że magiczna istota nie musi często jeść i załatwiać swoich smoczych spraw, ale w trakcie snu byłaby bezbronna.

 

Pozdrawiam, Pop Lab.

Akurat o smokach mam sporo wiedzy, więc pozwolę sobie tutaj wyręczyć Autorkę i nieco wyjaśnić:

No i teraz mam problem. Muszę założyć, że smok śpi i śpi długo, licząc w latach, a co najmniej w miesiącach. Można założyć, że magiczna istota nie musi często jeść i załatwiać swoich smoczych spraw, ale w trakcie snu byłaby bezbronna.

To zupełnie nie tak działa. Istotnie, smok po upolowaniu stada owiec zaszywałby się w grocie i przebywał miesiącami w stanie podobnym do letargu (tu nawet nie potrzeba magii, wiemy to chociażby z obserwacji najbliższego zbadanego przez naukę odpowiednika, czyli warana z Komodo), ale to absolutnie nie znaczy, że byłby bezbronny (próbowałeś kiedyś niepokoić trawiącego posiłek warana?).

Zresztą nie trzeba odwoływać się do tak egzotycznych stworzeń; nawet w Polsce mamy niedźwiedzie brunatne, które zapadają w sen zimowy (chociaż niektóre osobniki, zwłaszcza stare samce, stwierdzają, że już im się nie chce gromadzić zapasów tłuszczu i wolą pozostać przez zimę na nogach). Analogia pomiędzy niedźwiedziem a smokiem jest bardzo odległa, ale jedno można powiedzieć na pewno – napastowanie śpiącego niedźwiedzia w gawrze to wybitnie zły pomysł. Parę lat temu był głośny przypadek jakiegoś oddziału rebeliantów w Afganistanie, który próbował sobie upolować takiego niedźwiedzia, aby uzupełnić dietę. I miś rozmazał czterech bojowników z kałasznikowami po ścianach gawry tak dokładnie, że nie było nawet jak urządzić pochówku. Smoka (stworzenie magiczne) jest jeszcze dużo trudniej zaskoczyć, już nie mówiąc o upolowaniu.

Pozdrawiam,

Ślimak Zagłady

Trochę mi przybliżyłeś, Ślimaku Zagłady, postać smoka. Jednak, wciąż uważam, że smok na szlaku byłby częstym celem dla śmiałków i choć większość mogłaby nie przeżyć (dlatego wycofuję się z bezbronna), to raczej znaleźliby się tacy, którzy rozwagą i przygotowaniem przewyższyliby wspomniany oddział rebeliantów. EDIT. Przecież smok okazał się do pokonania.

 

Pozdrawiam.

PL

Oczywiście, rozumiem Twój punkt widzenia, Pop Labie. Ze swojej strony zawsze wyobrażałem sobie taką przydrożną smoczą jaskinię jako średniowieczno-fantastyczny odpowiednik współczesnego banku. Na pewno nie jest tak, że co drugi przechodzień próbuje napadu na bank. Od czasu do czasu, raczej rzadko, ktoś próbuje i na ogół zostaje przykładnie ukarany. Z tym, że w przypadku smoczego skarbca szanse powodzenia byłyby jeszcze dużo mniejsze, a wymiar kary – maksymalny i egzekwowany natychmiast.

Chociaż… po namyśle… tutaj piszę o naprawdę potężnych smokach, które mogą mierzyć się w pojedynkę z dużą drużyną wojskową. Niewinny smoczek, którego może bestialsko zaszlachtować pojedynczy krasnolud, rzeczywiście powinien bardziej uważać i nie pchać się przed oczy różnym wykolejeńcom…

Pozdrawiam!

@Irka (jak mam nie skracać, to daj znać :P):

Hej, Mortecjuszu (dobrze odmieniam?), o i takie komentrze lubię :) Dziękuję :)

Co do CMa, ma po prostu alergię na przekleństwa ;) Dyskusji na temat przekleństw właściwie na portalu nie ma, choć jedni znoszę je lepiej, inni gorzej ;)

mortecjuszu, morteciusie, Morcie, nie robi mi to różnicy, ale miło patrzeć, jak świat płonie podczas prób odmiany :P

Wydaje mi się, że to mogłaby być ciekawa dyskusja, o ile nie skończyłaby się na okopaniu się obydwu stron na swoim stanowiskach i okazjonalnym flame’em. Jak pewnie zauważyłaś, ja stoję na stanowisku, że przekleństwa są w porządku; nie wyobrażam sobie, żeby krasnolud po tym, kiedy wyskakuje na niego smok, powiedział coś w stylu ojej, jeśli to nie parodia. CM napisał

Ja wiem, że mam nie narzekać na wulgaryzmy. Że to moja fanaberia i tak dalej…

stąd moja myśl, że może był jakiś dyskurs, no nie wiem. W każdym razie, dzięki za odpowiedź ;)

Asylum,

No tak, w przykładzie ok, ale u Ciebie jest dłuższa ciągłość – wędrując, przynajmniej tak można założyć. ;-)

Psiakostka, sama już nie wiem :/

 

MTF,

Ok. Mam pretensje do Wilka. Obawiam się jednak, że już przywykł. ;p

A, to fakt :)

 

Finkla, dziękuję :) Krasnolud faktycznie rodem z Pratchetta, te tolkienowe za sztywne jak dla mnie ;)

 

Hej, Pop Lab, cieszę się, że się spodobało i puenta wynagrodziła brak krwawej bitwy ;) Obawiam się, że z bitwą nie miałabym szans zmieścić się w wilkowym limicie i tak już sporo z szorcika wyleciało.

Smok jest, bo jest, od czasu do czasu zapoluje, pewnie poleci gdzieś dalej, póki nikt go nie niepokoi i nie jest wściekle głodny, problemu nie ma. Ale jak go ktoś wybudzi, to się wkurzy. Przykład Ślimaka z niedźwiedziem dobrze oddaje w czym rzecz.

Coś tam krasnolud pewnie o smokach wiedział, ale tyle samo, co przeciętny Kowalski o niedźwiedziach, czyli nie musiał wiedzieć o tym, że krew smoka jest trucizną.

Jednak, wciąż uważam, że smok na szlaku byłby częstym celem dla śmiałków

A kto mówi, że inni nie próbowali. Pewnie sam alchemik już niejednego tam zaciągnął. A że krasnoludowi się udało – szczęście miał i sam smok pewnie nie docenił malucha ;)

 

Ślimaku, podziękowania za smocze wyjaśnienia :)

 

Morcie (podoba mi się i z Pratchettem kojarzy :)), mnie możesz spokojnie skracać ;)

Wydaje mi się, że to mogłaby być ciekawa dyskusja

W sumie mogłaby. Zawsze można założyć wątek w hyde parku :)

 

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Trochę kpię, ale nie odbierz mnie źle – jestem po prostu ciekawy Twojego zdania i tego, co Tobą kieruje.

To ja dziś bardzo krótko. Wiedz, że nie przeoczyłem tego pytania, ani go nie ignoruję. Postaram się do końca tygodnia machnąć jakąś zwięzłą odpowiedź, ale jeszcze chwilę trzeba zaczekać, bo czas mi nie sprzyja. ;)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Coś tam krasnolud pewnie o smokach wiedział, ale tyle samo, co przeciętny Kowalski o niedźwiedziach, czyli nie musiał wiedzieć o tym, że krew smoka jest trucizną.

A wspominałem już, że wątroba niedźwiedzia polarnego jest śmiertelnie trująca? Sporo polarników zginęło w ten sposób, zanim się zorientowano.

Dzięki, Irka! To nie od Pratchetta, ale nie śmiem dementować takiego wspomnienia :P

CM, jasna sprawa, bez problemu ;)

A wspominałem już, że wątroba niedźwiedzia polarnego jest śmiertelnie trująca? Sporo polarników zginęło w ten sposób, zanim się zorientowano.

O, nie wiedziałam, człowiek uczy się przez całe życie :)

 

To nie od Pratchetta, ale nie śmiem dementować takiego wspomnienia :P

Wiem, że nie. U Pratchetta był po prostu Mort :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

W moim guście :). Podobało mi się. Co prawda nie od razu załapałam, że przecież smok pilnuje skarbu, ale to ma rzeczywiście sens:). Od razu wyczuwało się tu jakiś przekręt “alchemika” (bo przecież nie musiał pokazać mu prawdziwego kamienia filozoficznego tylko złoto gdzieś znalezione/zrabowane/wykopane). Fajnie tu też zagrałaś trucizną.

Dziękuję, Monique :) Było jeszcze zdanka, że bryłka sturlała się ze smoczej jaskini, ale… limit ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

– Złoto, złoto, zło-o-to!

Wokalista Terry’s Boys? XD

 wywijając młyńca

Młyńce. Bo chyba na jednym się nie skończyło ;)

Droga była mało uczęszczana, na dodatek zmierzchało, więc mało nie odrąbał sobie nosa, gdy nagle usłyszał:

– Wybaczcie, panie, minąć bym was chciał żywy, a ścieżka wąska.

Kurka, fajne jak nie wiem, ale coś mi nie brzmi. Argh. Może zamień drugie "mało" na "omal"?

 „Alchemik” – pomyślał Rhys i skrzywił się.

Po co myślnik?

 Krasnoludy nie przepadały za przedstawicielami tej profesji. Zbyt lubiły złoto i nie miały cierpliwości, by przeczekiwać żałosne próby jego uzyskania.

Nie do końca rozumiem, o co chodzi?

 wyciągnął osmoloną bryłkę. – Tynktura! – wykrzykiwał, machając przed nosem Rhysa lśniącym kawałkiem metalu.

To czym w końcu wymachiwał, osmoloną bryłką, czy błyszczącą? I – machając Rhysowi przed nosem.

 w jego głosie nie było pewności

 Pokażcie – zarządził.

Zażądał, tak. Ale nie zarządził. Szefem alchemika nie jest.

 jął drapać paznokciem, sprawdzając

Czy ja już nie tłumaczyłam, że to anglicyzm? Ponadto tynktura (w tym kontekście) to sam kamień filozoficzny, a nie skutek jego użycia. "Jął" jest tu dziwnie wysokie w tonie.

Ot tak mi złoto proponujcie?

Ot, tak mi złoto proponujecie? W jaki ton celujesz?

 A bo rację macie

A, bo rację macie.

 Nieufność do alchemików tkwiła głęboko w mentalności krasnoludów

Nie dość, że ości, to ton ciągle niezdecydowany.

 Ja i tak zawsze w tym miejscu muszę na stronę, żeby później wstydu nie było – dodał i nie czekając na odpowiedź zniknął w krzakach. Długo nie wracał.

Przyjmujemy zakłady, że "alchemik" jest smokiem i żywi się krasnoludami. Ja daję orena.

 „Musi mieć naprawdę duuży strach”

… po polsku można mieć stracha, ale zobaczyłam tu hiszpańskie "tener miedo". Jak to człowiek głupieje od nauki języków…

 bestia przez większość czasu spała

Hmm.

 Coś go obudziło. Albo ktoś.

Łopata…

 chwycił mocniej topór, gotując się do walki.

Klisza, anglicyzm.

 Wyczerpany, skąpany

Rym.

 swojej i smoczej posoce

To archaizujesz, czy nie?

 Nie wiedział, że smocza krew jest trucizną, a on miał jej na sobie wiele, przez rany przenikała do ciała i siała spustoszenie. Krasnolud umierał, choć wciąż nie był tego świadomy.

Ciut pretensjonalne, ale przede wszystkim – to trzeba pokazać. Show, don't tell.

 Znajdź chciwego głupca, pokaż mu trochę złota, przekonaj, że może je mieć bez ograniczeń, a zrobi dla ciebie wszystko.

Anglicyzm: "może je mieć bez ograniczeń".

 

Hmm. I tyle pisania obok morału, żeby postawić na nim ten morał? Nie, żeby nie był prawdziwy (pamiętasz kolegów drakainy sposób na zarobienie dużych pieniędzy?) ale czy jest oparty w tekście?

No, i – miało być zabawnie, czy niekoniecznie? To za krótki tekścik, żeby się bawić w emocjonalne subtelności.

A to przecież był smoczy osesek, którego należałoby pocieszyć i odprowadzić do mamusi, a nie – toporem. (Wyrośnięty smok nie stoczyłby walki z krasnoludem, tylko co najwyżej go niechcący nadepnął.) Obmierzły typ z tego alchemika.

heart

Łapankę tę poświęcam marasowi.

Dobra, obiecałem tę odpowiedź, to jestem. Musisz mi darować, ale będzie zwięzła, bo mam jeszcze betę do obskoczenia.

Najpierw przypomnijmy pytanie… :P

Ale kompletnie nie rozumiem Twojej uwagi. Czyli co, jako autorzy wszyscy mamy się powstrzymywać, bo dziecko może coś przeczytać? ;)

Tu nie chodzi o powstrzymywanie się, ale skalkulowanie, czy jest sens ograniczać sobie potencjalną grupę odbiorców. Jeżeli widzę tekst, który przynajmniej sugeruje jakiś żartobliwy wydźwięk, który ma fajną uniwersalną puentę, który samym imieniem Rhys nawiązuje do Pratchetta i siłą rzeczy budzi skojarzenia z jego twórczością i stylem (który akurat uważam za dość uniwersalny, bo może trafiać do różnych grup odbiorców bez względu na wiek), to tym bardziej nasuwa się myśl, żeby to napisać mniej więcej w taki sposób. Żeby nie ograniczać sobie potencjalnej grupy odbiorców paroma słowami, bez których tekst może się obejść (albo które można było zastąpić jakimś zgrabnym zawijasem słownym, niejako sugerującym właśnie te słowa). I jasne, można napisać tak, jak jest teraz. Tak samo, jak właściciel warzywniaka może (przynajmniej teoretycznie) wywiesić informację “Młodzieży do lat 18 warzyw nie sprzedajemy”, ale jeśli spojrzeć na to szerzej, to korzyści z takiego zabiegu są niewielkie (jeśli jakieś), a straty z tego tytułu mogą się pojawić.

I chodzi tutaj o ogólną kalkulację, pewne szersze podejście do pisania i ocenę tego, co jest korzystne, a co niekoniecznie. Jasne, to tylko mój pogląd, ale komentarz też jest mój, pisany w oparciu o moje spojrzenie na literaturę (zgodnie z którym literatura oznacza dla mnie pewną kulturę słowa), więc i nie widzę powodu, by tego nie zaakcentować. ;-)

Irce pewnie trochę łatwiej to zrozumieć, bo ona dość dobrze zna mój pogląd na temat wulgaryzmów w literaturze. Dobra informacja z kolei jest taka, że jest on raczej odosobniony, więc zwykle autor czy autorka ryzykuje najwyżej jeden komentarz pod swoim tekstem mniej. ;)

Pewnie można by to było szerzej rozwinąć, bo to w sumie i tak już mocno zahacza o to, jak kto postrzega literaturę i jaki każdy z nas ma pomysł na pisanie komentarzy do tekstów, ale szerzej rozwinąć tej wypowiedzi nie jestem w stanie, bo i tak już się na portalu ledwie obrabiam. ;)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Ciekawe opowiadanie, zakończone zabawną, a jednocześnie smutną puentą. Kolejny Twój tekst, jednocześnie fantastyczny i bliski realiom zwykłego życia. Mi się. Dobrze zbudowane postacie, co w tak krótkim opowiadaniu wydaje się trudne.

Hej, Tarnino :)

Młyńce. Bo chyba na jednym się nie skończyło ;)

A jednak, cały czas nie byłam pewna.

 

Może zamień drugie "mało" na "omal"?

O, dziękuję, ładnie i bezproblemowo :)

 

Po co myślnik?

Jeden z dopuszczalnych sposobów zapisu monologów. Przyzwyczajenie do tego ;)

 

Nie do końca rozumiem, o co chodzi?

Chciały już, a nie kiedyś tam, jak się w końcu uda ;)

 

To czym w końcu wymachiwał, osmoloną bryłką, czy błyszczącą? I – machając Rhysowi przed nosem.

Lekko osmolona wciąż może błyszczeć. Piekielny limit.

 

Zażądał, tak. Ale nie zarządził. Szefem alchemika nie jest.

Bym się kłóciła, ale nie będę, bo zażądał krótsze, a ty mi w cholerę brakujących przecinków znalazłaś :)

A, bo rację macie.

No właśnie :)

… po polsku można mieć stracha

I na dodatek dużego. Wiesz ile to znaków?! Dobra, zmieniłam, choć przy okazji musiałam wyrzucić jedną literkę z imienia szacownej małżonki alchemika ;)

 

Łopata…

Bo króciak ;)

 

No, i – miało być zabawnie, czy niekoniecznie? To za krótki tekścik, żeby się bawić w emocjonalne subtelności.

Ale ja tak mam ;)

 

Coś bym tam jeszcze pozmieniała, ale… limit :/

No, już się nie gniewaj. Obiecuję więcej nie uśmiercać smoków, a nawet tego jednego postaram się jakoś pomścić ;)

 

Witaj, ANDO :) Dziękuję i cieszę się, że się spodobało.

Kolejny Twój tekst, jednocześnie fantastyczny i bliski realiom zwykłego życia.

heart bo tak bym właśnie chciała pisać :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Bardzo dobry szorcik. I do tego z morałem :D

Ładnie nakreślasz bohaterów i samą akcję, by doprowadzić do konkluzji.

Humor też w porządku, choć mocno standardowy. Ale to kwestia tego, czy się trafi w gusta ;)

Tak więc niezły koncert fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Hej, NWM, witaj :) Cieszę się, że koncert fajerwerków się spodobał :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Dzięki za odpowiedź, CM!

Tu nie chodzi o powstrzymywanie się, ale skalkulowanie, czy jest sens ograniczać sobie potencjalną grupę odbiorców. Jeżeli widzę tekst, który przynajmniej sugeruje jakiś żartobliwy wydźwięk, który ma fajną uniwersalną puentę, który samym imieniem Rhys nawiązuje do Pratchetta i siłą rzeczy budzi skojarzenia z jego twórczością i stylem (który akurat uważam za dość uniwersalny, bo może trafiać do różnych grup odbiorców bez względu na wiek), to tym bardziej nasuwa się myśl, żeby to napisać mniej więcej w taki sposób. Żeby nie ograniczać sobie potencjalnej grupy odbiorców paroma słowami, bez których tekst może się obejść (albo które można było zastąpić jakimś zgrabnym zawijasem słownym, niejako sugerującym właśnie te słowa). I jasne, można napisać tak, jak jest teraz. Tak samo, jak właściciel warzywniaka może (przynajmniej teoretycznie) wywiesić informację “Młodzieży do lat 18 warzyw nie sprzedajemy”, ale jeśli spojrzeć na to szerzej, to korzyści z takiego zabiegu są niewielkie (jeśli jakieś), a straty z tego tytułu mogą się pojawić.

W sumie rozumiem Twoje podejście, co nie oznacza, że się z nim zgadzam. Jak każdy (no dobrze, pewnie nie każdy, ale nie chce mi się tu wrzucać gwiazdki. Chociaż właśnie dałem nawias, gwiazdka pewnie byłaby szybsza. Już kończę :P) autor chciałbym, żeby mnie czytano. Pytanie jednak, na ile jestem się w stanie nagiąć do preferencji odbiorcy/odbiorców? Czy w ogóle chcę się naginać? Może wolę, żeby moje teksty trafiały do nielicznych, ale jeśli już się spodobają, to całkowicie?

Na początku Twój komentarz odczułem nawet nieco negatywnie, bo kojarzył mi się nieco z autocenzurą. Teraz rozumiem, że to inna sytuacja. Z jednej strony wycięcie jednego słowa (bo piszę tu w odniesieniu do tekstu Irki, pod którym dyskutujemy) to niewielka zmiana, a z drugiej może prowadzić do coraz dalszych i dalszych kompromisów, miejscami wypaczając pierwotną ideę. Ale nie mamy też po dwanaście lat, więc na spokojnie – mam świadomość, że w życiu ogółem, pisaniu, graniu muzyki (bo tym się zajmuję) i innych rzeczach kompromisów nie da się uniknąć. Pytanie po prostu, co jest dla nas ważne i na ile jesteśmy w stanie się zgodzić ;)

I chodzi tutaj o ogólną kalkulację, pewne szersze podejście do pisania i ocenę tego, co jest korzystne, a co niekoniecznie. Jasne, to tylko mój pogląd, ale komentarz też jest mój, pisany w oparciu o moje spojrzenie na literaturę (zgodnie z którym literatura oznacza dla mnie pewną kulturę słowa), więc i nie widzę powodu, by tego nie zaakcentować. ;-)

No i bardzo dobrze, inaczej byśmy nie rozmawiali ;)

Irce pewnie trochę łatwiej to zrozumieć, bo ona dość dobrze zna mój pogląd na temat wulgaryzmów w literaturze. Dobra informacja z kolei jest taka, że jest on raczej odosobniony, więc zwykle autor czy autorka ryzykuje najwyżej jeden komentarz pod swoim tekstem mniej. ;)

Tak z ciekawości, jak widzisz content warning o wulgaryzmach albo pierwszą dupę w tekście to faktycznie omijasz/przestajesz czytać i wyłączasz? Serio nie chcę się śmiać, ale jeśli rzeczywiście tak jest, to nie zazdroszczę, bo chyba ciężko w codziennym życiu w ten sposób funkcjonować.

Pewnie można by to było szerzej rozwinąć, bo to w sumie i tak już mocno zahacza o to, jak kto postrzega literaturę i jaki każdy z nas ma pomysł na pisanie komentarzy do tekstów, ale szerzej rozwinąć tej wypowiedzi nie jestem w stanie, bo i tak już się na portalu ledwie obrabiam. ;)

Aj, miałem tu się rozwinąć, ale mnie też czas ściga nieubłaganie. Może innym razem? ;)

Zabawne. Nie zaskoczyło jakoś bardzo, ale czytało się przyjemnie, przede wszystkim dlatego, że na tych paru tysiącach znaków stworzyłaś przekonujące postacie, odwołujące się, owszem, do archetypów, ale własne i zabawne. Udany szort.

Dziękuję, Ninedin :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

A jednak, cały czas nie byłam pewna.

Zdarza się ^^

 O, dziękuję, ładnie i bezproblemowo :)

Nie ma za co :)

 Chciały już, a nie kiedyś tam, jak się w końcu uda ;)

Hmm. Można i tak.

 Lekko osmolona wciąż może błyszczeć. Piekielny limit.

<ostentacyjnie czyści paznokcie> XD

 Bym się kłóciła, ale nie będę, bo zażądał krótsze, a ty mi w cholerę brakujących przecinków znalazłaś :)

 Dobra, zmieniłam, choć przy okazji musiałam wyrzucić jedną literkę z imienia szacownej małżonki alchemika ;)

Oj tam, nie ma jej tu, więc nie będzie protestować :)

 Ale ja tak mam ;)

I co ja mam na to odpowiedzieć? XD

 No, już się nie gniewaj. Obiecuję więcej nie uśmiercać smoków, a nawet tego jednego postaram się jakoś pomścić ;)

A czy ja się gniewam? Wcale się nie gniewam. Na smoka już się cieszę, o:

 Tak z ciekawości, jak widzisz content warning o wulgaryzmach albo pierwszą dupę w tekście to faktycznie omijasz/przestajesz czytać i wyłączasz?

Ja czasem tak. A czasem nie. Zależy. Ulubiona_emotka_Baila.

Łapankę tę poświęcam marasowi.

A czy ja się gniewam? Wcale się nie gniewam. Na smoka już się cieszę, o:

Po takim cudnym gifie to już nie mam wyboru, muszę coś napisać ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Tak z ciekawości, jak widzisz content warning o wulgaryzmach albo pierwszą dupę w tekście to faktycznie omijasz/przestajesz czytać i wyłączasz?

Ja czasem tak. A czasem nie. Zależy. Ulubiona_emotka_Baila.

Znaczy się zależność występuje, ale nie została jeszcze dokładnie zbadana? :D

Znaczy się zależność występuje, ale nie została jeszcze dokładnie zbadana? :D

No, w punkt trafiłeś, no :D

Łapankę tę poświęcam marasowi.

"zło-o-to"

Czego to ludzie nie zrobią, żeby dodać liczbę znaków do wypełnienia limitu pod korek XD

 

No też kurde. Wszystko gra. Ładnie, szybko, zgrabnie, a zaraz opisane tyle, że czuje się człowiek, jakby przeczytał historię dłuższą. I nawet wniosek jak w przypowieści, choć przypowieścią to przecież nie jest, choć opisuje sprawę tak, jak gdyby to była krótka scenka, szort animacyjny. No, fajne!

Witam jurka! Podziwiam tempo, w jakim udało Ci się zakończyć konkurs i wrzucić komcie :)

 

Czego to ludzie nie zrobią, żeby dodać liczbę znaków do wypełnienia limitu pod korek XD

Wierz albo nie, ale to “pod korek” było przypadkiem. A już zupełnie nie wiem, jakim cudem się ta liczba ostała po poprawkach. Kamień pewnie zadziałał ;)

 

Ależ mi się ten Twój komentarz podoba :) Miód na moje serduszko :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Podoba mi się i pomysł i wykonanie. Alchemika-cwaniaczka nie lubię, a krasnoluda mi żal.  

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

O, Reg, dziękuję :) Z alchemikiem i krasnoludem mam tak samo ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

No, ale jak to? Przecież sama zgotowałaś krasnoludowi ten los… ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ale z bólem serca ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

To wiele tłumaczy. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć, Irko!

 

Przyjemnie skrojony tekst (ten limit jest iście zabójczy), oprawiony w miłą memu sercu konwencję klasycznej fantasy. Celna puenta, choć krasnoluda mi szkoda. Niemniej nie jest to pierwszy przedstawiciel tej rasy, którego zgubiła chciwość, prawda? Minuta ciszy dla Thorina Dębowej Tarczy.

Podobało mi się, mówiąc w skrócie. :)

 

Pozdrawiam!

Krasnoludy nie kochają złota, tak tylko mówią, żeby je zaciągnąć do łóżka XD

Łapankę tę poświęcam marasowi.

 

Hej, Adku, cieszę się, że trafiłam w gusta :) Rhys faktycznie nie pierwszy i pewnie też nie ostatni dał żywot z chciwości :)

 

Tarnino XD

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Miło poczytać w tym konkursie fantasy, nawet jeśli o krasnoludzie, za którymi średnio przepadam. Jak to u ciebie, technicznie dopracowane, no i standardowo – podoba mi się język opowieści. Puenta też zgrabna, ujęcie kamienia filozoficznego jako ściemy dla naiwnych też dobre. Ciutkę tylko mi zgrzyta ogólna logika. Krasnolud na widok zbudzonego smoka rzuca się do walki, zamiast uciekać, a tak w ogóle to godzi się na eskortę bez zaliczki… nie tak się prowadzi interesy XD Ale to już takie czepialstwo. Fajne, ogólnie.

Hej, Silva, miło Cię tu widzieć i miło, że się spodobało :)

A czemu nie lubisz krasnoludów?

Rzucił się do walki, bo to waleczny ludek ;) A że bez zaliczki… eee… hmm… myśl o bogactwie sprawiła, że się zafiksował?

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Chyba po prostu przejadły mi się już elfy i krasnoludy, przynajmniej te w najbardziej standardowo-tolkienowskim wydaniu. Ogólnie zauważyłam, że dużo bardziej podoba mi się fantastyka typowo “ludzka”. Ale raz na jakiś czas trochę odmiany nie zaszkodzi ;)

Chyba po prostu przejadły mi się już elfy i krasnoludy, przynajmniej te w najbardziej standardowo-tolkienowskim wydaniu.

A we mnie się właśnie obudził apetyt na krasnoludy ;) Ale zaawsze mi bliżej było do Pratchetta niż Tolkiena.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Nowa Fantastyka