- Opowiadanie: oidrin - Rtęci trzy ćwierci

Rtęci trzy ćwierci

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Rtęci trzy ćwierci

Przepis był prosty: kamień ognisty i rtęci trzy ćwierci. 

– Też mi tajemnica. – Król obrócił w palcach fiolkę tynktury i zakaszlał. W jego głosie pobrzmiewał zawód podszyty mimowolną drwiną. Od lat pił swój napój nieśmiertelnych, do innych specyfików odnosił się ze szczyptą rezerwy. 

– Zgodnie z przepisem – odrzekłem. 

Przywiozłem to z kolonii zesłańców. Starzec, który dał mi fiolkę, mieszkał na zboczu wulkanu. Z krateru nieopodal swojej chatki odłupał kawałek skały, z wierzchu czarnej jak smoła, w środku czerwonej jak krew. Starzec był zmęczony życiem, oglądał wiosny i jesienie sześćset osiemdziesiąt razy. Mówił, że to zasługa nalewki na bazie okruchów skalnych; codziennie doprawiał nią kleik i napar z korzonków. Mówił też, że nieśmiertelność to nie wybór dla żądnych sławy. I że lepiej nie mieć na nią przesadnego apetytu, głód ponad miarę rodzi potwory.

Króla nie zajmowała historia mojej wyprawy. Staliśmy na postumencie, wokół uwijali się niewolnicy. Od lat budowali grobowiec temu, który nie kwapił się umrzeć – kurhan sklepiony wysoko, wsparty na drewnianym szkielecie i wielu innych ludzkich. Wypełniały go pawilony i uliczki imitujące stolicę królestwa, brak ogrodów wynagradzały kopce klejnotów i złota. Było to miasto pełne figur doskonale ludzkich, choć ulepionych z gliny. Król bał się samotnej śmierci, bał się jedności z dziesięcioma tysiącami rzeczy. Przed tak pojętą przeciętnością uciekał całe swoje życie. 

– Spróbujmy – wycharczał i zmieszał tynkturę z rtęcią. Lubił żelazisty posmak na języku. Szkoda, że podupadł na zdrowiu, odkąd się w nim rozsmakował. Pił rtęć na czczo i po każdym posiłku. Topił w niej najdrobniejsze kęsy, srebrzyła krawędzie pucharów wraz z winem, które drażniło krwawiące dziąsła. Dieta przyprawiała króla o wymioty i biegunki, ale doradcy polecali by nie zarzucał rutyny.

Mikstura zabulgotała. Nie byłem alchemikiem, lecz zrozumiałem, że starzec musiał coś źle wyliczyć. Król upuścił czarkę, jakby parzyła palce. Spośród odłamków wypełzł srebnoskóry stwór podobny do ślimaka. Rósł i pęczniał szybciej niż pijawka przyssana do rany. Wyrosły mu psie łapy i tułów, na pysku zaś ludzka twarz. Pełne furii oczy błyszczały po bokach muskularnego cielska stworzenia.

– Precz, maszkaro! – wrzasnął król, gdy w podgardlu stwora, pod nieruchomą jak maska twarzą, otworzyła się paszcza. Ryk niósł się po sklepienie kurhanu, aż drżał szkielet rusztowania. 

Z paszczy potwora wylała się fontanna parującej rtęci. Srebrzysty strumień płynął ulicami miasta, płynął jak lawa, niosąc z nurtem skarby, których strzegli poddani wypaleni w piecu. Król drżał w konwulsjach i toczył pianę z ust; sklepienie kruszyło się, spadając odłamkami na ramiona. Ratowałem się ucieczką popędzany echem wrzasków – to niewolnicy tonęli w rzece rtęci wraz z kawałkami złota i glinianych skorup. Stwór odgryzł głowę króla zanim dopadłem drabiny. Resztę jego ciała jadł już powoli i ze smakiem.

Przepis na sławę był prosty: kamień ognisty i rtęci trzy ćwierci. 

Starzec miał rację, głód ponad miarę rodzi potwory. Król był głodny życia, starzec zemsty za zesłanie. A to, co się z tego urodziło, zwyczaje miało szkaradniejsze od pyska. Kiedy nażarło się do syta i dało prowadzać na smyczy, wstydziłem się z nim chodzić na spacer. Potwór słuchał mnie jak pies. Szczułem nim więc na przemian wrogów i sprzymierzeńców, bo nie tak łatwo utrzymać świeżo zdobytą władzę. 

Koniec

Komentarze

Przyjemne opowiadanie, choć końcówki można było się łatwo domyślić. Historia prosta, aczkolwiek napisana bardzo ładnie. Jedno z ciekawszych, moim zdaniem, szortów konkursowych.

Mam jednak problem z jednym fragmentem:

Starzec, który dał mi fiolkę, mieszkał na zboczu wulkanu. Z krateru nieopodal swojej chatki odłupał kawałek skały, z wierzchu czarnej jak smoła, w środku czerwonej jak krew. Starzec był zmęczony życiem, oglądał wiosny i jesienie sześćset osiemdziesiąt razy.

Pierwszy starzec dał mu fiolkę. Natomiast drugi ‘starzec’ odnosi się do króla, czy do tego samego mężczyzny. Bo w późniejszej części mamy podane, że król jest obeznany z piciem tych płynów, więc ten wiek chyba odnosi się do niego:

Od lat budowali grobowiec temu, który nie kwapił się umrzeć

Mogłem jednak źle zrozumieć.

Niemniej ciekawa przygoda :D

Pozdrawiam!

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Mam jednak problem z jednym fragmentem\

To cały czas jeden i ten sam starzec, który żyje na zesłaniu. Król z piciem rtęci jest za pan brat, ale innych mieszanek jeszcze nie próbował, dlatego też… Wyszło jak wyszło.

Pozdrawiam

Witaj.

Prosty przepis, proste działanie – zemsta zawsze jest słodka (szczególnie dla żądnego zemsty). :)

Zaskakujący pomysł na temat kamienia filozoficznego. 

Pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Dziękuję Oidrin za odpowiedź ;)

Tak, domyśliłem się, że z piciem był mimo wszystko za pan brat, tylko ten wiek od razu skojarzyłem z nim, a nie ze starcem :D

Pozdrawiam i polecam.

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Prosta, lecz ciekawa historia, przyjemnie się czyta i jeszcze ten zapadający w pamięć tytuł. Podobało mi się.

Pozdrawiam :) 

Fajna historia, oidrin. Daniel pisze, że końcówki można się było domyślić, jednak ja się nie domyśliłem. Chyba mniej przenikliwy jestem :) No i ta końcówka, której się nie domyśliłem, bardzo mi się spodobała. Ciekaw jestem, czy to było zamiarem narratora od początku, czy po prostu przyjął rolę władcy, ponieważ taką narzucił mu los? Tak czy owak, ciekawy szort.

Jak zwykle, poniżej kilka drobnych uwag ;)

 

Oczy pełne furii błyszczały stworzeniu po bokach muskularnego cielska. 

Zmieniłbym tutaj szyk → Pełne furii oczy błyszczały po bokach muskularnego cielska stworzenia.

 

Ryk niósł siępo sklepienie kurhanu, drżał szkielet rusztowania. 

Tutaj masz powtórzenie. Może po przecinku dać tak: wstrząsając szkieletem rusztowania.

?

 

Król drżał w konwulsjach i toczył pianę z ust; sklepienie kruszyło się, spadając mu odłamkami na ramiona.

A tutaj wywaliłbym to “mu”.

 

Pozdrawiam i powodzenia w konkursie :)

Q

Known some call is air am

Hej, oidrin!

Opko przeczytałam wczoraj, wciąż je pamiętam, więc nie poszło w zapomnienie, a z szortami bywa różnie. ;)

Wymyśliłaś fajną, ciekawą historyjkę, którą udało Ci się zmieścić w tym okropnym limicie. To bardzo duży plus. Wykreowałaś ciekawych bohaterów, a zakończenie było dla mnie nieco zaskakujące, podobało mi się. Podczas lektury nie zastanawiałam się nad finałem, po prostu cieszyłam się tą opowiastką. 

To już któreś Twoje opowiadanie, które czytam. Masz taki charakterystyczny styl, bardzo ciekawy. Nie nazwałabym go super lekkim, ale też nie super ciężkim. W każdym razie, ja już bym chyba powoli w ciemno potrafiła rozpoznać, co wyszło spod Twojego pióra. Chociaż jest jeszcze jedna użytkowniczka, która pisze podobnie, ale ma jeszcze inne cechy charakterystyczne, więc nie sposób was pomylić. 

Podsumowując: udany szort. 

 

PS.

Oczy pełne furii błyszczały stworzeniu po bokach muskularnego cielska. 

Zmieniłbym tutaj szyk → Pełne furii oczy błyszczały po bokach muskularnego cielska stworzenia.

 

Outta dobrze radzi.

 

Powodzenia w konkursie!

Zaskakujący pomysł na temat kamienia filozoficznego. 

Dzięki, bo wydawało mi się, że ta historia jest mocno przewidywalna.

 

przyjemnie się czyta i jeszcze ten zapadający w pamięć tytuł.

O to mi chodziło, cieszę się.

 

Chyba mniej przenikliwy jestem :) No i ta końcówka, której się nie domyśliłem, bardzo mi się spodobała. Ciekaw jestem, czy to było zamiarem narratora od początku, czy po prostu przyjął rolę władcy, ponieważ taką narzucił mu los?

Hm, no to historia alternatywna śmierci pewnego zdrowo kopniętego człowieka, więc to już zależy od tego, jak oceniasz naturę ludzką. Albo Daniel oszukiwał, bo zna oryginał. XD W każdym razie, żeby nie spojlerować otwarcie masz tu historię, która była inspiracją. A czy los czy zamiar? W życiu chyba jest zawsze tak pół na pół. 

 

Jak zwykle, poniżej kilka drobnych uwag ;)

Dzięki, tak mnie opętało cięcie pod limit, że trochę tego umknęło, więc wrzucę w tekst. 

 

wciąż je pamiętam, więc nie poszło w zapomnienie,

Miło mi, chociaż to może też być tak, że masz dobrą pamięć. XD

 

Masz taki charakterystyczny styl, bardzo ciekawy. Nie nazwałabym go super lekkim, ale też nie super ciężkim. W każdym razie, ja już bym chyba powoli w ciemno potrafiła rozpoznać, co wyszło spod Twojego pióra. Chociaż jest jeszcze jedna użytkowniczka, która pisze podobnie, ale ma jeszcze inne cechy charakterystyczne, więc nie sposób was pomylić. 

Hm, to chyba dobrze, ale nie wiem, czy to nie dyskwalifikuje w anonimowych konkursach. I jestem ciekawa tej “bliźniaczki” zaginionej w akcji, może czas zapytać rodziców. XD A tak serio to jakoś to wszystko samo z siebie ewoluuje, więc dobrze, że przynajmniej ma swój charakter. 

 

Outta dobrze radzi.

No, on jest dobry w te sprawy.

 

Pozdrawiam

Ja zacząłem podejrzewać, że coś się stanie, kiedy przeczytałem, że król dostanie coś od kogoś, kogo prawdopodobnie zesłał do kolonii karnej, a takie coś nie może się dobrze skończyć ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Hej 

 

Zgadzam się z Outta Sewer i PanDomingo.

 

Krótki tekst, fajny morał i jedno pytanie. Wszytsko było zaplanowane?

 

Pozdrawiam

Pisz to co chciałbyś czytać, czytaj to o czym chcesz pisać

Cześć, oidrin. Bardzo fajny tekst. Morał historyjki i przesłanie, jakie niesie tekst, może nieco wyeksploatowane, ale nie przeszkadziło mi to bardzo, aby wrażenia z lektury mieć jak najbardziej pozytywne. Jedna techniczna uwaga (sorry, że z telefonu). W ostatnim akapicie piszesz o stworze cały czas TO. I jest zdanie, w którym piszesz: Kiedy NAŻARŁO się… to poszedłem z NIM na spacer. I tutaj zgrzyta trochę. Reasumując: podobało się :)

zesłał do kolonii karnej, a takie coś nie może się dobrze skończyć

No, niestety, nie były to kolonie nad morzem.wink

 

Wszytsko było zaplanowane?

Okazja czyni złodzieja.

 

I tutaj zgrzyta trochę.

W sensie wolałbyś, żeby było prosto z mostu, że stwór? Bo jak ono to powinno chyba być z nim, ale teraz mam zagwozdkę.

 

Pozdrawiam

I właśnie dla tego ja doskonale rozumiem tych, którzy piją tylko i wyłącznie czystą wódę…. znaczy wodę. Żadnych prywatnych wynalazków.

Hej oidrin!

Krótkie i z pomysłem. Napisane porządnie, scena z królem nieco się rozwlekała, ale gdy pupil zaczął rosnąć zrobiło się ciekawie. Bardzo zgrabnie napisałaś zakończenie. Niby kilka zdań, a ile w nich treści. Przyjemny akcent z budową grobowca, i królem tak bardzo bojącym się śmierci.

3P dla Ciebie: Pozdrawiam, Polecam do biblioteki oraz Powodzenia w konkursie!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Ciekawe, czy przejęcie tronu nie było przejawem nadmiernego apetytu;)

Mnie zaskoczyło i podobało mi się bardzo.

Śliczna puenta i końcówka, niejako ciut podwójna. Podobała misię przypowieść i prowadzenie narracji z punktu widzenia sługi! :-)

 

Miejscami lekkuchno chropowate i nadmiarowe. Trzy momenty wypisałam:

,Srebrzysty strumień płynął ulicami miasta, płynął jak lawa, niosąc wraz z nurtem skarby

Tu, na czuja bez „wraz” bo chodzi o nurt strumienia=lawa. Wraz sugeruje, że w strumieniu są przykładowo skarby i śmiecie.

,sklepienie kruszyło się, spadając mu odłamkami na ramiona.

Spadały odłamki, a nie sklepienie, więc przeformułowalabym?

,Ratowałem się ucieczką pędzony echem niewolniczych wrzasków. Porwała ich rzeka rtęci wraz z kawałkami złota i glinianych skorup.

Tu, chyba też lekko przeformułowalabym. 

Podkreślenie – może „popędzany” (?) i połączyłabym oba zdania, np. przez „które”, a resztę dopasowałabym. Chyba że to niewolników porwała, wtedy trzeba byłoby „ wrzasków niewolników, których…”

 

Gdy opowiadałaś o grobowcu przypomniał mi się pierwszy chiński cesarz, który już będąc chłopcem zaczął budować sobie grobowiec i w końcu nie skończył. ;-)

 

Powodzenia w konkursie!

Sprawdzę, czy konieczne poskarżenie. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Cześć.

Przeczytałam.

Opis grobowca przypomniał mi opis grobowca Pierwszego Cesarza Quin., gdzie też były rzeki z rtęci i terakotowa armia.

Sama historyjka prosta o jasnym przekazie. Podobało mi się. ^^

Niebezpiecznie być władcą. Jeszcze niebezpieczniej – nie pamiętać, komu się podpadło…

Czyli kamień nie zawsze wychodzi na zdrowie. Że też ta rtęć nie wykończyła go wcześniej.

Czytało się przyjemnie.

Babska logika rządzi!

Cześć oidrin:-)

zawsze masz ciekawe pomysły:-) bardzo przyjemny szorciak. Podoba mi pomysł na napój nieśmiertelności. Potwór na smyczy cudny!. I ta puenta o władzy:-)

polecam do biblioteki i pozdrawiam serdecznie

Żadnych prywatnych wynalazków.

No, lepiej nie szaleć, bo kto wie, co z kieliszka wyskoczy.

 

Ciekawe, czy przejęcie tronu nie było przejawem nadmiernego apetytu;)

Ponoć rośnie w miarę jedzenia.

Gdy opowiadałaś o grobowcu przypomniał mi się pierwszy chiński cesarz, który już będąc chłopcem zaczął budować sobie grobowiec i w końcu nie skończył. ;-)

przypomniał mi opis grobowca Pierwszego Cesarza Quin., gdzie też były rzeki z rtęci i terakotowa armia.

O, ciepło, coraz cieplej.

 

Miejscami lekkuchno chropowate i nadmiarowe.

(bierze szpachle)

Że też ta rtęć nie wykończyła go wcześniej.

Ponoć działa jak arszenik, chyba że siorbie się prosto z termometru.

 

Potwór na smyczy cudny

No, piękny nie jest, ale ma charakter. XD

 

Pozdrawiam

Przyjemne to bardzo. W pewnym momencie myślałem, że król będzie wyleczony z kiły już na zawsze, ale poszło to w zupełnie innym kierunku. Ja również nie spodziewałem się końcówki i dzięki temu bardzo mi się podobała ;) Moim zdaniem to bardzo udany szort. Powodzenia w konkursie! :)

do innych specyfików odnosił się ze szczyptą rezerwy.

Hmm.

 Przywiozłem to z kolonii zesłańców.

Ale co? Przepis?

Z krateru nieopodal swojej chatki odłupał kawałek skały

Hmm.

 nalewki na bazie okruchów skalnych

Anglicyzm: "na bazie". I w sumie “skalnych” też.

 I że lepiej nie mieć na nią przesadnego apetytu, głód ponad miarę rodzi potwory.

Hmm…

 Staliśmy na postumencie, wokół uwijali się niewolnicy.

Ej, ale już zobaczyłam ciemny loch! Dlatego z opisami lepiej nie czekać.

kurhan sklepiony wysoko, wsparty na drewnianym szkielecie i wielu innych ludzkich.

"Innych" zaburza tu rytm. I – nie znam się na kurhanach, ale nie jestem pewna, czy to tak działa.

 Było to miasto pełne figur doskonale ludzkich, choć ulepionych z gliny.

Ooo, terakotowa armia!

 Przed tak pojętą przeciętnością uciekał całe swoje życie.

Brzmi trochę nie teges, ale myśl przednia.

 Lubił żelazisty posmak na języku.

Nie wiem, jak smakuje rtęć, ale wątpię, czy żelaziście.

 Pił rtęć na czczo i po każdym posiłku.

Nie pamiętam, czy metaliczna rtęć reaguje z kwasem solnym (spytałam eksperta – mówi, że się pasywuje), bo w wodzie nie rozpuszcza się na pewno. Ale Ty przyjmujesz, że przedostaje się do organizmu króla – nie wiem, ile by przeżył, opisujesz dość intensywne objawy. Skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

 srebrzyła krawędzie pucharów wraz z winem

Czyli wino też srebrzyło?

doradcy polecali by nie zarzucał rutyny.

Mocno angielskawe, zwłaszcza "rutyna" w tym kontekście.

starzec musiał coś źle wyliczyć

Anglicyzm.

 drżał szkielet rusztowania

Rusztowanie to chyba szkielet?

 Ratowałem się ucieczką popędzany echem wrzasków, to niewolnicy tonęli

Ratowałem się ucieczką, popędzany echem wrzasków – to niewolnicy tonęli.

 rzece z rtęci

Możesz skasować "z".

 Stwór odgryzł głowę króla zanim dopadłem drabiny.

Stwór odgryzł królowi głowę, zanim dopadłem drabiny.

 Resztę jego ciała jadł już powoli i ze smakiem.

A narrator stał i się temu przyglądał?

 wstydziłem się chodzić z nim na spacer

Może lepiej: na spacery?

 Potwór słuchał się mnie jak pies.

"Się" zbędne.

 bo nie tak łatwo utrzymać świeżo zdobytą władzę

Na pewno, ale czy zabójca króla automatycznie by ją otrzymał?

 

Jest tu niewątpliwie atmosfera. Ale zakończenie troszkę spadło na mnie z sufitu. Limit?

 śmierci pewnego zdrowo kopniętego człowieka

Rtęć jest neurotoksyczna, więc może to nie tylko jego wina… Choć picie jej tak z termometru chyba byłoby mniej szkodliwe, niż picie roztworów jej soli.

 Kiedy NAŻARŁO się… to poszedłem z NIM na spacer.

Nie widzę tu niezgodności? Chyba, że wolałbyś "z tym"? Ale "z nim" nie sugeruje bytu osobowego.

 Ponoć rośnie w miarę jedzenia.

A potem przyjdzie facet z jeszcze innej wsi ;)

 król będzie wyleczony z kiły już na zawsze, ale poszło to w zupełnie innym kierunku

No, martwi kiły nie mają ;)

Łapankę tę poświęcam marasowi.

myślałem, że król będzie wyleczony z kiły już na zawsze

A nie wiedziałam, że rtęć i na to pomaga. XD

Anglicyzm

No, niestety u mnie bywa dość duży problem. sad

Skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Ponoć można nią podtruwać jak arszenikiem, jeśli znasz się na rzeczy, ale nie znam szczegółów logistycznych.

A narrator stał i się temu przyglądał?

Uciekał, ale zerkał przez ramię. XD

Na pewno, ale czy zabójca króla automatycznie by ją otrzymał?

Z pomocą nowego pupilka mógłby zdeklasować rywali. Chyba.

Jest tu niewątpliwie atmosfera. Ale zakończenie troszkę spadło na mnie z sufitu. Limit?

Trochę tak, a trochę chęć zabawy w lekki weird.

A potem przyjdzie facet z jeszcze innej wsi ;)

I poprosi o przepis na sukces. XD

No, martwi kiły nie mają ;)

No, po Leninie nie widać, ale to może być zasługa odpowiednich zabiegów.

 

Pozdrawiam

A nie wiedziałam, że rtęć i na to pomaga. XD

Wedle średniowiecznych pojęć o medycynie – tak. Ale też – pacjent martwy chory nie jest. Ulubiona_emotka_Baila.

Ponoć można nią podtruwać jak arszenikiem, jeśli znasz się na rzeczy, ale nie znam szczegółów logistycznych.

Też nie znam, ale wiem, że w przypadku pierwiastkowej rtęci najniebezpieczniejsze są pary. Trucizna musi się jakoś dostać do ustroju, i jej metaliczna forma nie bardzo się do tego nadaje.

Z pomocą nowego pupilka mógłby zdeklasować rywali. Chyba.

Tyż fakt.

No, po Leninie nie widać, ale to może być zasługa odpowiednich zabiegów.

Oni tam mają cały instytut tylko dla Lenina, więc to na pewno kosmetyka.

Pozdrawiam

heart

Łapankę tę poświęcam marasowi.

Też nie znam, ale wiem, że w przypadku pierwiastkowej rtęci najniebezpieczniejsze są pary.

Uch, ci chińscy szachraje! Nawet alchemię muszą przekłamywać. XD

Oni tam mają cały instytut tylko dla Lenina, więc to na pewno kosmetyka.

Wizażystka Lenina to musi być ciekawa fucha ;)

Known some call is air am

Uch, ci chińscy szachraje! Nawet alchemię muszą przekłamywać. XD

Nie no, jak się dostatecznie długo wdycha, to skutki są… wesołe. Tylko, że nie. A rtęć jest fajna do zabawy, dopóki nie zaczniesz widzieć królików z zegarkami kieszonkowymi.

Wizażystka Lenina to musi być ciekawa fucha ;)

Serio mają!

Łapankę tę poświęcam marasowi.

Serio mają!

Widziałam o tym raz dokument i w sumie niejeden faraon mógłby pozazdrościć tych zabiegów. XD A Mao zdecydowanie, bo jego wizażyści inspirują się chyba wczesnym Jelcynem.

Też widziałam. Czy to nie zadziwiające, na co ludzie wymieniają swoje pieniądze?

Łapankę tę poświęcam marasowi.

A kto bogatemu zabroni? Zwłaszcza, że liczy się bardziej legenda niż sens tego wszystkiego.

Ładnie napisana, ciekawa historia. Plastycznie opisujesz miejsce akcji i potwora.

Zakończenia się nie domyśliłam.

Fajny szorciak, bardzo pomysłowy. Czytało się cudnie, bo i styl miodny.

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

myślałem, że król będzie wyleczony z kiły już na zawsze

A nie wiedziałam, że rtęć i na to pomaga. XD

Tarnina Ci już napisała, w jaki sposób pomagała xP

Wedle średniowiecznych pojęć o medycynie – tak. Ale też – pacjent martwy chory nie jest. Ulubiona_emotka_Baila.

Mogę się mylić, ale o ile pamiętam, to rtęci używano jako lekarstwa jeszcze w XX wieku. Specyfik nazywał się kalomel ;)

Cóż, powtórzę się.

Mało.

Specyfik nazywał się kalomel ;)

A, tak, tylko nie pamiętam, na co. Tak czy owak, każde lekarstwo jest trucizną – to zależy od dawki.

Łapankę tę poświęcam marasowi.

Podobało mi się :). W trakcie czytała również pomyślałam o tym grobowcu, tylko trochę mylił mnie “król”. A link o alchemiku bardzo ciekawy. Lubię takie smaczki :).

Plastycznie opisujesz miejsce akcji i potwora.

Cieszę się, że udało mi się wypromować taotie i jego cudownie paskudny pyszczek.

 

Tarnina Ci już napisała, w jaki sposób pomagała xP

Hm, to chyba dopiero teraz zrozumiałam pewne sceny z The Libertine. XD

 

Cóż, po­wtó­rzę się.

Mało.

Ale tekstu, stworka czy rtęci? Bo w alchemii liczą się proporcje.

 

Specyfik nazywał się kalomel ;)

Normalni ludzie: hm, ciekawe. Ja: dobry motyw, ciekawe, czy to można gdzieś dostać. XD

 

każde lekarstwo jest trucizną – to zależy od dawki.

Oby nie kapuczyna!

 

trochę mylił mnie “król”.

Król od cesarza krótszy, a w tamtych czasach i kontekście to nieco poszaleć z tłumaczeniem. Ten pan końcu został cesarzem, ale królem swojego państewka być nie przestał. XD

Lubię takie smaczki

Chinczycy wzorem radzieckich naukowców wymyślili kiedyś, że to on był pierwszym cesarzem Japonii i ta teoria, co najśmieszniejsze… Zaskakująco trzymała się kupy. XD

 

Czytało się cudnie, bo i styl miodny.

Image result for winnie the pooh

Ale tekstu, stworka czy rtęci? Bo w alchemii liczą się proporcje.

Ja prosty chłopak jestem. Treści.

Ja prosty chłopak jestem. Treści.

No, ja też prosta jestem, nie umiem w gęste piętrowe metafory. XD

No, ja też prosta jestem, nie umiem w gęste piętrowe metafory. XD

oidrinsmiley

Specyfik nazywał się kalomel ;)

Normalni ludzie: hm, ciekawe. Ja: dobry motyw, ciekawe, czy to można gdzieś dostać. XD

Finkla: OMG, na co jest chora Oidrin?! ;-)

Babska logika rządzi!

Finkla: OMG, na co jest chora Oidrin?! ;-)

Haha, na głowę, bo po tej wzmiance zaczął mi się wykluwać pomysł na opko z motywem kryminalnym. ;-)

Wsadzą mnie za współudział… tu masz, jak zrobić kalomel (same wzory, bez praktyki, może w książkach coś znajdę, ale mam tylko o chemii analitycznej). Wg tego artykułu używano go na trądzik, więc wystarczy osadzić tekst w odpowiednim momencie historii devil

Jak już pisałam, sama rtęć w kwasie solnym się pasywuje, stąd takie obejścia.

Łapankę tę poświęcam marasowi.

Dzięki, Tarnino za przepis na sukces.heartdevil

A teraz czas oddalić się na zakupy…

 

A teraz czas oddalić się na zakupy…

Ubóstwiam ten serial.

O. Proste, a wymowne. Trochę brakło jakiegoś uzasadnienia zdobycia władzy zamiast trafienia pod topór, ale to jest do obrony faktem posłuchu ze strony bestii. Problemem jest jednak brak informacji skąd rtęć płynąca ulicami – aż tyle jej? Co jednak do samego opowiadania– fajnie się to czyta, jest „z pazurem”, jest z dynamiką odpowiednią do krótkiej formy.

 

BTW, zaskoczyłaś. Zwykle styl oidrinowy jest bardziej antropologiczny i refleksyjny, a tu rach, ciach, przewrót pałacowy :D

 

Ubóstwiam ten serial.

No, świetny jest, ale jednak filmu nie przebije.

 

Problemem jest jednak brak informacji skąd rtęć płynąca ulicami – aż tyle jej?

Ano, z królewskich żył, bo głód ponad miarę rodzi potwory. To miała być taka weirdowa przesada, ale może wyszło jak zwykle. wink

 

BTW, zaskoczyłaś.

Hm, to ciekawe, bo nigdy tak nie patrzyłam na to, co piszę. Ale mam nadzieję, że zaskoczenie było pozytywne. I oczywiście dzięki za sprawne zorganizowanie konkursu i możliwość zabawy w małego (al)chemika.

Niezły pomysł, dobrze się czytało. A rtęć, no cóż, nie mogła przysłużyć się królowi. ;)

 

Pełne furii oczy błyszczały po bokach muskularnego cielska stworzenia. – Czy dobrze rozumiem, że stwór nie miał oczu na pysku?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Czy dobrze rozumiem, że stwór nie miał oczu na pysku?

Tak, dokładnie tak jest. Obrazek poglądowy wrzuciłam we wstępie.

 

A rtęć, no cóż, nie mogła przysłużyć się królowi.

Dokładnie, a parę lat temu archeolodzy odkryli, że w miejscu rzekomego grobowca nadal jest poważne skażenie gleby rtęcią. Dobrze, że na piasku niewiele siłą rzeczy rośnie. XD

Istotnie, Oidrin, dobrze opisałaś położenie oczu. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

już świta

więc by skomentować pora znakomita

a że jest dynamicznie i magicznie,

niech więc będzie i lirycznie

 

wiem, że to nie ten konkurs rymowany,

i choć król, za głód, został pożarty przez psinę,

mam wątłej nadziei odrobinę,

że nie zostanę za rymy ukamienowany

 

 

 

entropia nigdy nie maleje

Cześć, Jimie! 

Niestety nie odpowiem rymem, bo do tego trzeba mi nieco więcej płynnej odwagi niż jedna kapuczyna. XD Tak czy inaczej, miło Cię tu widzieć.

Bardzo obrazowy i klimatyczny szorciak. Zasadniczo wszystko zagrało mi tak, jak trzeba, a jednocześnie mam jakiś niedosyt, jakby czegoś zabrakło. Może dlatego, że historia potoczyła się dość spodziewanymi torami. Co jednak nie zmienia faktu, że to dobry, fajny językowo tekst. Mi się!

Zasadniczo wszystko zagrało mi tak, jak trzeba, a jednocześnie mam jakiś niedosyt, jakby czegoś zabrakło.

Czyli że mało się król rtęci nałykał? XD Oj, trzeba było mu wymyślić bardziej wybuchowy koktajl witamin i minerałów.

Pioruniany. Pioruniany są wybuchowe XD

Łapankę tę poświęcam marasowi.

Inspirujesz, Tarnino, i to są szalone inspiracje. XD

Cześć, Oidrin!

Faja historia, podobał mi się ten lekki i prześmiewczy styl szorta. Król miał wyjątkową krzepę skoro wytrzymał taką dietę cud i dopiero stwór go ukatrupił. Zakończenie zabawne i ironicznie czyli takie, jak lubię. 

 

 

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Cześć, Alicello! 

Dzięki za miły komentarz! 

Pozdrawiam

Perfidna bajeczka z morałem dobrze napisana. 

Nowa Fantastyka