- Opowiadanie: Silva - W wieży z ołowiu

W wieży z ołowiu

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

W wieży z ołowiu

We wnętrzu ołowianej wieży otaczały nas ze wszystkich stron chłód i ciemności. Istota, która nam przewodziła, jaśniała w mroku szarym blaskiem. Jej skóra fosforyzowała jak u fantastycznych ryb z dna oceanu – nie roztaczała wokół siebie poświaty, szliśmy więc niemal po omacku, ostrożnie stawiając krok za krokiem.

Nie padło ani jedno słowo, a mimo to zatrzymaliśmy się, choć nasza przewodniczka szła dalej. Jakbyśmy wszyscy zbiorowo wyczuli, że oto dotarliśmy na miejsce przeznaczenia, a to, co pozostało do zrobienia, nie należało już do nas. Cichł z wolna szelest stóp i tylko szmer dziesiątek oddechów zdradzał, że wieża nie była opustoszała. Że po raz pierwszy od tysiącleci dotarło tutaj życie.

Ta, która przyprowadziła nas do wieży z ołowiu, przystanęła; przed nią rozbłysła konstrukcja pnąca się wysoko ku niewidocznemu sklepieniu, podobna do muszli, konchy o odsłoniętym wnętrzu i powierzchni najeżonej kolcami. Urządzenie połyskiwało przygaszonym światłem, takim samym, jakim lśniła smukła istota.

Dwie pary rąk uniosły się, długie palce dotknęły pofalowanych brzegów konchy. Rozbrzmiał pierwszy dźwięk, bucząc i wibrując w naszych niedoskonałych uszach, wypełnił całą przestrzeń, zagłuszył bicie serc. Kolejne tony dołączały do muzyki istot innej rasy, a z każdym z nich instrument zza oceanu gwiazd błyszczał coraz mocniej, aż dojrzeliśmy ściany dookoła i siebie nawzajem.

Palce istoty sunęły zwinnie jak węgorze. Przez piszczałki konchy wypływały dźwięki, to ciche, to głośniejsze, układając się w melodię, której nie słyszeliśmy, ale którą czuliśmy całymi sobą, która przenikała nas do głębi, poznawała i rozkładała na czynniki pierwsze; a gdy na powrót stawaliśmy się całością, wiedzieliśmy już, że jesteśmy inni, niż wcześniej.

Ołowiane ściany falowały jak morze, topione siłą dźwięków, tak jak my zostaliśmy stopieni i przemienieni – szlachetniały i nabierały blasku, rozjarzone odbitym światłem konchy.

I usłyszeliśmy.

Muzykę przenikającą każdy atom materii, bardziej uniwersalną niż jakikolwiek język, symbole czy równania; muzykę istnienia, której podlegało każde życie, pieśń zharmonizowanych tonów wieczności, w której każdy byt trwał jak nie cichnąca nuta, trwała, nieśmiertelna.

Nowy dźwięk wplótł się w melodię, inny, a jednocześnie zgrany z pozostałymi, czysty, wysoki, pełen światła. Po raz pierwszy usłyszeliśmy głos istoty. I wiedzieliśmy, co chciała nam przekazać.

Zaproszenie.

Odpowiedzieliśmy jednym głosem, wpadając w nurt pieśni, któremu daliśmy się porwać. Posadzka zadrżała, a my chwyciliśmy się za ręce.

Muzyka przenikała nas, przenikała statek, który czekał tysiąclecia, aż powrócą istoty zdolne go ożywić. Z każdą nutą unosił się coraz wyżej.

Ruszaliśmy w podróż, z której nie było powrotu, ale do której byliśmy gotowi.

Koniec

Komentarze

Opowiadanie gra bardziej nastrojem niż fabułą czy bohaterami i to zależy od czytelniczego gustu, czy się spodoba, czy nie. Pewne nieścisłości nie dają mi spokoju:

otaczały nas z wszystkich stron chłód i ciemności

a zaraz potem:

jaśniała w mroku szarym blaskiem

Jeśli ciemności i do tego, co otaczały, to nie pasuje, żeby istota jaśniała, ponieważ automatycznie rozpraszałaby owe ciemności.

 

albo:

Rozbrzmiał pierwszy dźwięk, bucząc i wibrując w naszych niedoskonałych uszach

a potem:

układając się w melodię, której nie słyszeliśmy,

Więc nie wiem, co z tą melodią.

 

I podobało mi się:

jak węgorze

Gdyż są to, łącznie z moim opowiadaniem, już drugie węgorze w tym krótkim konkursie :)

Pozdrawiam!

Zgodzę się z chalbarczyk. Szort klimatem stoi. A mnie się ten klimat spodobał. :) 

 

Zimny, szary i poetycki szort. Miękki. Troszeczkę skojarzył mi się z japońską animacją Tenshi no tamago (Jajo anioła) Mamoru Oshiiego – podobne kolory i odcienie podszyte tajemnicą. Jestem zadowolona z lektury :-).

Dream big.

Dzięki za komentarz i wizytę, chalbarczyk. :)

Jeśli ciemności i do tego, co otaczały, to nie pasuje, żeby istota jaśniała, ponieważ automatycznie rozpraszałaby owe ciemności.

Szła z nimi, a ciemności dotyczyły tego, co było naokoło. Natomiast melodia, a buczenie, to jednak dwie różne rzeczy. No, tak przynajmniej sądzę. XD

 

Miło, że się spodobało, Saro. Fajnie, że wpadłaś!

 

dogsdumpling, nie widziałam tej animacji, ale brzmi bardzo ciekawie. Fajnie, że przypadło do gustu, i dzięki za komentarz. :)

Bo to dość stary film jest (chyba nawet nie wydany w Polsce) – z 1985 roku. Na YT można znaleźć z ang. napisami :-).

Dream big.

Tekst zdecydowanie inny niż pozostałe konkursowe, które czytałam, więc plus za oryginalność. Jak już tu zostało wspomniane, treść składa się właściwie z opisu, zresztą bardzo ładnego i zgrabnego. Chyba jednak wolę fabularne opowiadania, jakiś większy konkret, ale doceniam tę nietypową formę ;)

Pozdrawiam!

„Bóg jest Panem aniołów i ludzi, i elfów” – J.R.R. Tolkien

nati, dziękuję za lekturę i komentarz! Tak, przy okazji konkursów trochę sobie wypróbowuję różne podejścia, więc nawet jeśli nie przypadło do gustu – miło słyszeć, że doceniasz to moje eksperymentowanie. ;D

No, Silvo moja droga, ja niestety będę musiał ponarzekać. Impresja fajna, jednak czegoś mi tutaj zabrakło. Pamiętam bardzo dobrze Twojego Sir Rodrika i jego łopatę, opowiadanie na konkurs świąteczny też jeszcze pamiętam, choć czytałem dość dawno, a ten tekst w pamięci mi nie zostanie niestety.

W tamtych opowiadaniach było to co mi pasuje, bo i napisane dobrym językiem i fabularnie ciekawe, a Sir Rodrik zabawny był i ubawił mnie mocno. Tutaj potykałem się co i rusz na kolejnych zdaniach. Jako impresja jest spoko, jednak cięzko mi było momentami wyobrazić sobie to, co opisywałaś. Bo na przykład:

Dwie pary rąk uniosły się, długie palce dotknęły pofalowanych brzegów konchy.

Co to za dwie pary rąk? Że istota ma dwie pary rąk?

 

Albo tutaj:

 

Muzykę przenikającą każdy atom materii, bardziej uniwersalną niż jakikolwiek język, symbole czy równania; muzykę istnienia, której podlegało każde życie, pieśń zharmonizowanych tonów wieczności, w której każdy byt trwał jak nie cichnąca nuta, trwała, nieśmiertelna.

Powtórzenia przeszkadzały.

 

Reasumując: nie zapamiętam tego szorta, a jeśli za kilka dni ktoś mi o nim przypomni, pewnie będę pamiętał wrażenie poetyckości tekstu i nic więcej. Chyba nie mój klimat, ale skoro piszesz, że wypróbowujesz różne podejścia, to mogę tylko przyklasnąc i przybić pionę, bo robię tak samo – z różnymi, raz gorszymi, raz lepszymi efektami :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

 

Known some call is air am

WItaj, Silvo!

Z postaciami i fabułą tutaj niestety krucho, jednak moim zdaniem te bardzo ładne opisy i klimat bronią całe opowiadanie.

Z początku byłem sceptycznie nastawiony, ale po ponownym czytaniu (o ludzkiej porze) dostrzegłem tutaj dobrze zgrane opisy, które nadają całemu tekstu piękna i konkursowej świeżości, bo kamień zinterpretowany ładnie.

Tutaj będzie działać subiektywny odbiór, albo ktoś polubi, albo przejdzie obojętnie.

Mi się podobało, zgłoszę do klika, bo styl bardzo ładny i obrazowy ;)

Pozdrawiam!

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

We wnętrzu ołowianej wieży otaczały nas z wszystkich stron chłód i ciemności. Istota, która nam przewodziła, jaśniała w mroku szarym blaskiem. Jej skóra fosforyzowała jak u fantastycznych ryb z dna oceanu – nie roztaczała wokół siebie poświaty, szliśmy więc niemal po omacku, ostrożnie stawiając krok za krokiem.

Strasznie dla mnie pogmatwany ten początek jeśli chodzi o kwestię światła. Jest ciemność, ale istota jaśniała i fosforyzowała (fosforyzowała, znaczy świeciła w ciemności), ale w sumie to i tak idą po omacku. To niby coś jaśniało, ale w sumie niczego nie było widać…

 

Hej, Silvo.

Mnie się taka zagadkowo klimatyczna forma podoba. Zresztą sam napisałem na ten konkurs tekst w podobnym stylu, który niebawem pewnie wrzucę. Z końcową opinią jestem gdzieś między zadowolonymi a narzekającym Outtą, ponieważ z jednej strony klimat stworzyłaś ciekawy i czytało się to w pewiem sposób magicznie, z drugiej zaś zabrakło mi czegoś, co sprawiłoby, że tekst ten zostanie mi w pamięci na dłużej. Jakiegoś mocnego akcentu, który wybrzmiałby ponad tą zapisaną w jednej tonacji całość.

Pozdrówka ;)

Ładne stylistycznie, a klimat pierwszorzędny. Sama przyjemność z czytania :)

Witaj.

Mam przyjemność czytać drugi tekst Twojego Autorstwa i dostrzegam pewne charakterystyczne cechy: malowniczo i szczegółowo opisujesz – dosłowne lub symboliczne – ulatywanie, unoszenie się, przenikanie, doznania, porywanie, opadanie i znowu wznoszenie, towarzyszące temu emocje oraz konsekwencje. Dzięki temu roztaczasz wokół czytelnika niepowtarzalną atmosferę fantastycznych zjawisk.

Tekst jest ciekawy i dla mnie mocno nierzeczywisty, oderwany od realiów, stuprocentowo nieziemski. :) Uważam to za główne atuty opowiadania sf. :)

Gratuluję wyobraźni oraz talentu w tak obrazowym, plastycznym przekazaniu opisów niezwykłych wydarzeń. 

Wyjątkowe brawa także za bardzo treściwy tytuł.

Pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Hej Silvo.

Również uważam, że początek tyci zagmatwany, ale dokładnie rozumiem, co miałaś na myśli.

To tak, jakby w ciemności patrzyć w żarówkę (jak na przesłuchaniach). Niby jest źródło światła, ale wcale nie widzi się otoczenia, stąd ta wycieczka po omacku :)

 

Rzeczywiście niewiele się dzieje, dlatego też ocenię wyłącznie klimat – a ten jest bardzo zacny :)

Klimacik jest, pomysł fajny, ale ja bym go chyba wolała przeczytać w bardziej rozwiniętej formie. Ech, ten wilczy limit ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Bardzo to malownicze i poetyckie. Podoba mi się.

Ale się strasznie przysram do szczegółów :P

Dwie pary rąk uniosły się, długie palce dotknęły pofalowanych brzegów konchy. Rozbrzmiał pierwszy dźwięk, bucząc i wibrując w naszych niedoskonałych uszach, wypełnił całą przestrzeń, zagłuszył bicie serc.

Tu jest bardzo ładnie.

Kolejne tony dołączały do muzyki istot innej rasy, a z każdym z nich instrument zza oceanu gwiazd błyszczał coraz mocniej, aż dojrzeliśmy ściany dookoła i siebie nawzajem.

No i stop. Ja wiem, że powtórzenia, ale dźwięk i ton to niestety nie są synonimy. Dźwięki składają się z wielu składowych tonów prostych.

Palce istoty sunęły zwinnie jak węgorze. Przez piszczałki konchy wypływały dźwięki, to ciche, to głośniejsze, układając się w melodię

Melodia składa się z dźwięków, ale o różnej wysokości. Ich głośność (straszne słowo) czyli dynamika to już element interpretacji.

której nie słyszeliśmy, ale którą czuliśmy całymi sobą, która przenikała nas do głębi, poznawała i rozkładała na czynniki pierwsze; a gdy na powrót stawaliśmy się całością, wiedzieliśmy już, że jesteśmy inni, niż wcześniej.

To brzmi ładnie, trochę jak szereg alikwotów :)

Ołowiane ściany falowały jak morze, topione siłą dźwięków, tak jak my zostaliśmy stopieni i przemienieni – szlachetniały i nabierały blasku, rozjarzone odbitym światłem konchy.

Tu już trochę dla beki się dowalę, ale generalnie istoty żywe by nie przeżyły dźwięków o takim natężeniu :D

Nowy dźwięk wplótł się w melodię, inny, a jednocześnie zgrany z pozostałymi, czysty, wysoki, pełen światła.

Melodia to szereg dźwięków, ale dobra, rozumiem, co masz na myśli ;)

Nazbierało się komentarzy, a mi dopiero niedawno udało się usiąść do laptopa. Dziękuję wszystkim za lekturę i komentarze!

 

Outta, no patrz, a mi się wydawało, że na opko świąteczne narzekałeś, że tak sobie napisane. ;) Ogólnie w szorciakach pozwalam sobie na trochę eksperymentowania z formą i językiem. Po coś bardziej dla mnie “standardowego” musiałbyś sięgnąć po opko z konkursu eklektycznego (ze wszystkich, jakie wrzuciłam na portal, to jest najbardziej reprezentatywne). I fakt, ten tekścik jest specyficzny, ale czasem trzeba porwać się na coś innego. ;)

 

Danielu, o, fajnie, że wspominasz o tej interpretacji kamienia! No i miło, że znalazłeś chęć na powtórną lekturę. :D

 

Realucu, no to czekam, co tam przygotowałeś. Jakie to uczucie, nie wrzucać tekstu konkursowego jako pierwszy? XD

 

PanDomingo, cieszę się, że się spodobało!

 

bruce, o, naprawdę fajnie usłyszeć, że pomiędzy tekstami widać wspólne elementy. Co do s-f, to rzeczywiście takie “mistyczne” s-f dużo bardziej mi leży, niż hard s-f, które to jest dla mnie gatunkiem trudnym i wolę się na niego nie porywać. ;) Cieszę się, że tytuł przypadł do gustu, nie byłam go do końca pewna.

 

silvanie, właśnie, dobre porównanie. No i miło, że klimacik podpasował. :)

 

Irko, a nawet nie poczułam limitu, bo obliczyłam to jako taką krótką, enigmatyczną scenkę. Może trochę zbyt enigmatyczną. ;)

 

Morteciusie, nie mogę kłócić się ze znawcą tematu. :D Ale póki trwa konkurs, nie będę grzebać, więc napiszę tylko, że fajnie, że przypadło do gustu.

Tu już trochę dla beki się dowalę, ale generalnie istoty żywe by nie przeżyły dźwięków o takim natężeniu :D

Ej, ale oni już podrasowani byli! XD

Czuję się zagubiony i mam wrażenie, że trafiłem do innej rzeczywistości. A tak poza tym to wszystko ok :D A nawiązując jeszcze do Twojego komentarza. Ja również wykorzystuję krótkie formy do eksperymentowania (częściej niż przy normalych objętościowo opkach, bo ja to akurat eksperymentuję ogólnie dość często). Raz się lepiej uda, raz gorzej, wiadomo. Ale lepiej wtopić z 3k znakami niż z 30k :P Ale Ty nie wtopiłaś. Jeno zabrakło jakiegoś składnika w tym eksperymencie do bardziej zadowalającego efektu. Ale w zgłaszalni byłem, tak jakby ktoś pytał :P (sorry za ciąg ale jak do lapka dorwę się najwcześniej o 23).

Ale lepiej wtopić z 3k znakami niż z 30k :P

Akurat eksperymentalny tekst na te 30k też zdarzyło mi się tu popełnić, ale powstał pod mocnym wpływem Lovecrafta, “Draculi”, “Wywiadu z wampirem” i podobnych sążnistych klimatów, więc nie mógł być krótszy. XD

A co do odpisywania z komórki, znam ten ból, więc z reguły odpisuję dopiero, jak dorwę się do jakiegoś cywilizowanego urządzenia. ;)

Outta, no patrz, a mi się wydawało, że na opko świąteczne narzekałeś, że tak sobie napisane. ;)

Sucho, ale z perspektywy maszyny, więc stylizacja była OK. I widzisz jak to jest z tymi tekstami, człowiek niby narzeka, ale mijają trzy miesiące z hakiem i co? I nadal je pamiętam, więc mimo narzekactwa było w nim coś, co sprawiło, że je zapamiętałem :)

Known some call is air am

Bardzo ładna wizja, świetny styl i opisy. Bardzo wyraźnie sobie wszystko wyobraziłam, nawet dźwięki. Podobał mi się klimat, a z narracji płynie jakaś taka niewinność i zaufanie do tej obcej cywilizacji, intrygującej i na wyższym poziomie rozwoju, a przynajmniej tak to sobie zinterpretowałam.

Dziękuję, Silvo, pozdrawiam ciepło. :)

Pecunia non olet

@Silva:

Morteciusie, nie mogę kłócić się ze znawcą tematu. :D Ale póki trwa konkurs, nie będę grzebać, więc napiszę tylko, że fajnie, że przypadło do gustu.

Nie no, jakikolwiek ogarnięty fizyk w temacie/akustyk/nie chce mi się dalej wymieniać powinien mnie spokojnie zagiąć. I o wiele lepiej Ci to wytłumaczyć ;)

Tu już trochę dla beki się dowalę, ale generalnie istoty żywe by nie przeżyły dźwięków o takim natężeniu :D

Ej, ale oni już podrasowani byli! XD

Dobra, bronisz się. Nie podałaś żadnych wartości liczbowych :P

Bardzo dziękuję, Sonato. <3

Nie no, jakikolwiek ogarnięty fizyk w temacie/akustyk/nie chce mi się dalej wymieniać powinien mnie spokojnie zagiąć.

Dlatego nie lubię ekspertów. XD

Hmmm. Najwidoczniej nie jestem targetem. Jak dla mnie – za bardzo poetyckie i nastrojowe, a za mało fabularne. Alchemii i kamienia też tu nie widzę.

Nie czuję się przekonana, ale pochwalam eksperymentowanie.

Babska logika rządzi!

Mimo wszystko dzięki za wizytę, Finklo. :)

Cześć!

Bardzo ładny kawałek impresji… bez sternika. ;-)

Jak to rozumieć? Ano tak, że napisane masz to faktycznie bardzo przyjemnie i obrazowo, natomiast miałem też taki problem, że nie do końca wskazujesz jakiś kierunek, co z tymi obrazami zrobić. Czy to jest impresja typu: chcesz rozumieć, szukaj głębiej? A może: masz tu obraz, snuj refleksje (chociaż to akurat naciągane)? Ewentualnie: masz tu zarys, pozwól wyobraźni, poprzez skojarzenia i domysły, stworzyć resztę? Albo w końcu: oto szort interaktywny – tu masz ładny, obrazowy opis, wymyślenie fabuły należy do Ciebie?

W tym, co piszę, nie ma w żadnym razie ani krzty ironii. Zwyczajnie widzę, że tu coś jest (i to jest obrazowe), a z drugiej strony ni cholery nie wiem, jak się do tego zabrać, żeby wyciągnąć z tekstu to, co jest w nim zawarte. Trochę jednak w mojej ocenie za mało w tym tekście Twoich sugestii, a za dużo czytelniczej swobody. ;-)

A może zwyczajnie nie jestem targetem?

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Hej, CM-ie! Hmm, wydaje mi się, że czasem po prostu uważam tekst za w pełni zrozumiały i nie przeczuwam, że nie każdy odbierze go tak samo, jak ja podczas pisania. Więc może być to całkowicie moja wina. ;D Tym bardziej, że ten tekst jest jeszcze mniej jasny od opka z konkursu świątecznego, do którego miałeś podobny zarzut. A miałam jeszcze znaki w odwodzie, mogłam pokombinować… Tak czy siak, miło, że wpadłeś i skomentowałeś. <3

Ładne, obrazowe, poetyckie, trochę surrealistyczne :). Czasem fajnie i coś takiego przeczytać. Mam nadzieję, że wystarczy na klika :).

 

Nie wiem czemu, ale kiedy czytałam to opowiadanie to miała wrażenie, że opisujesz proces przemiany rtęci w złoto, a nasi bohaterowie to właśnie atomy :).

Hej, Monique.M! Dzięki za wizytę i kliczka, miło, że znalazłaś w tym coś dla siebie. :) No i – bardzo ciekawy odbiór!

Cześć Silva :)

Przeczytałem i mi się podobało. Tekst nie jest najłatwiejszy w odbiorze, jest natomiast bardzo efektowny i świetnie napisany. Także plus na to, że brak tu alchemików i klasycznego podejścia do tytułu konkursu. W sumie podczas czytania miałem silne skojarzenia ze stylem Tolkiena na początku "Upadku Gondolinu". Nie wiem czy jest jeszcze miejsce na mój klik, jeśli będzie to takowego dam.

Pozdrawiam! :)

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Podoba mi się taki kamień. :-) Muzyka ma dużą moc! Fajna wizja, szkoda, że nie było więcej  o muzyce. Trochę znaków jeszcze zostało. 

Musowo skarżę, ale sprawdzę, bo może masz już wystarczającą liczbę głosów.

A co do poprawek – może grzeb (może nie diametralnie), bo Wilk nie zastrzegł – chyba – lecz nie sprawdziłam, piszę z pamięci.

 

Drobiazgi:

,bucząc i wibrując w naszych niedoskonałych uszach, wypełnił całą przestrzeń, zagłuszył bicie serc.

Kurcze tu bym część skasowała, tę wyboldowaną i wibrowanie połączyłabym z sercem, ale to moje odczucie. Kiedy słuchasz, oddajesz się muzyce, całe ciało tańczy, a serce bierze czynny udział w tym spektaklu.

,każdy atom materii

Tu, zboczenie, cząstkę, cząsteczkę materii

,jakikolwiek język, symbole czy równania

"Jakikolwiek" – usunęłabym. Równanie jest w zasadzie rodzajem symbolu, ale w gruncie rzeczy okejka. 

,muzykę istnienia, której podlegało każde życie, pieśń zharmonizowanych tonów wieczności, w której każdy byt trwał jak nie cichnąca nuta, trwała, nieśmiertelna.

Do usunięcia jedno "której". Nie działa, niepotrzebnie zwiększa patos.

,ale do której byliśmy gotowi

Podkreślone, moim zdaniem niepotrzebne.

 

Powodzenia w konkursie!

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dzięki, Sagitcie, za wizytę! :) Co do kamienia i alchemików – oj tak, chciałam być oryginalna. ;) A jeśli chodzi o kliki, ten od Monique.M powinien być ostatni. Fajnie, że się spodobało. BTW, przymierzam się ostatnio do twojego opka z Lovecraftowego konkursu. Jak już się ogarnę z pisaniem tekstów, to wpadnę.

 

Asylum, dziękuję bardzo za wpadnięcie i komentarz. <3 I za sugestie, zwłaszcza te cząsteczki, faktycznie, napsociłam w tekście.

A co do poprawek – może grzeb (może nie diametralnie), bo Wilk nie zastrzegł – chyba – lecz nie sprawdziłam, piszę z pamięci.

Zasugerował, aby nie betować. A poprawki czytelnicze to trochę jak uwagi z bety, dlatego uznałam, by wstrzymać się do zakończenia konkursu… ale może jestem nadgorliwa. ;)

Edit: właśnie, co do kliczków, to już są, więc nie trzeba, ale miło. :)

Betowanie to beta, a poprawianie na widoku, co innego, tak mi się zdaje, choć może nie mam racji. ;-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

BTW, przymierzam się ostatnio do twojego opka z Lovecraftowego konkursu. Jak już się ogarnę z pisaniem tekstów, to wpadnę.

Zapraszam, jak czas pozwoli. Z Twoimi tekstami, tj. Imperatorem, mam tak samo. Ciągle gdzieś widnieje na liście do przeczytania. :D

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

Obrazowe, nawet bardzo.

Mało. Proszę o więcej.

Hej, Mane, fajnie Cię widzieć. Dzięki za wpadnięcie. :)

Cześć Silva!

 

Krótkie, tajemnicze i optymistyczne. Podniosły obraz drogi ku jakiemuś oświeceniu i pewnie jakiejś prawdzie. (Albo kolejny chwyt łowców nerek ;-) ). Przyjemne, choć zabrakło mi jakiejś głębszej interakcji. Wszystko dzieje się w niemal mistycznej atmosferze, bez słów czy zwątpienia. Motyw ze śpiewem przypomina trochę tolkienowskie stworzenie świata i dodaje fantastycnego nastroju.

Podsumowując, przyjemna lektura. Zgrabnie napisane, można poczuć atmosferę ołowianej wierzy.

 

Z rzeczy edycyjnych zastanawiam się na pierwszym zdaniem:

We wnętrzu ołowianej wieży otaczały nas z wszystkich stron chłód i ciemności.

Czy tu nie powinno być “ze”?

 

Pozdrawiam i powodzenia w konkursie!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Hejo, Silva. Kurczę, mam problem z Twoim tekstem, bo niby fajne, ciekawe, tajemnicze i nastrojowe, ale trochę nie wiem, co za tym stoi i jaki cel opku przyświecał. Może po prostu nie nadaję się do odbioru takich tekstów, ale dla mnie to po prostu wizja, jakiś początek czegoś większego i chętnie bym zobaczył tę wizję we właśnie dłuższej formie :) Wiem, że limit konkursu był bezlitosny, ale nie jestem przekonany, czy ten szorcik się samodzielnie broni. 

Doceniam jednak nietypowe, interesujące podejście do tematu konkursu, eksperyment i sprawne przekształcenie pomysłu w tekst ;)

Pozderki, buziaczki i takie tam. 

Amon

 

Cześć, Sliva!

Klimat rzeczywiście ciekawy i tak lovecraftowo niepokojący, co wyróżnia Twój tekst na tle innych. Niestety jak dla mnie zabrakło tu historii, bo pokazujesz sugestywny, plastyczny obrazek, wycinek świata, ale tak trochę przez uchylone drzwi. Czyli widzę wycinek, nie jestem w stanie w pełni w to wejść. Zastanowiłabym się jednak, czy to nie ma potencjału bycia wstępem do jakiejś dłuższej opowieści.

Pozdrawiam

Bardzo klimatyczny tekst, ładnie i obrazowo napisany, sceneria kojarzy się mocno z jakąś podwodną grotą. Klimat spodobał mi się bardzo, ale zdecydowanie brakło mi mocniejszej puenty (a aż się prosiło o wplecenie jakiegoś wątku). Swoją drogą w bardzo odległym skojarzeniu można by pomyśleć, że jeśli misja wysłana do zbadania zjawiska odchodzi w jakąś doskonałość innego wymiaru, to jest tu jakaś drobna inspiracja finałem Odysei.

 

Obawiam się, że do mnie nie trafiło, a jedyne skojarzenie, które się nasunęło to opuszczające miasto szczury, wiedzione dźwiękami fletu szczurołapa.

Chyba nie o to tu chodziło…

 

po­dob­na do musz­li, kon­chy o od­sło­nię­tym wnę­trzu… ―> Muszlakoncha to synonimy, znaczą to samo.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przepraszam za zwłokę z odpowiedziami na komentarze, ostatnie parę dni do niczego się nie nadawałam. Ale już się ogarniam.

Dziękuję zbiorczo za lekturę i pozostawienie po sobie śladu. <3

 

krarze,

Albo kolejny chwyt łowców nerek ;-)

To mnie bardzo rozbawiło :D

No i słusznie wychwycony babolek (też mi się wydaje, że powinno być “ze”), dzięki!

 

Amonie, promyczku, miło cię widzieć! Obiecuję, że następny tekst będzie już bardziej standardowy ;)

 

oidrin, czy ja wiem, czy takie lovecraftowe. Nie nazwałam niczego nieopisywalnym XD A tak serio, to fajnie, że dzięki temu tekścik jakoś się wyróżnia.

 

Dziękuję za komentarz, wilku! Może rzeczywiście mogłam coś jeszcze tam pokombinować.

 

Reg, jak zawsze cieszę się z Twojej wizyty i dziękuję za komentarz, nawet jeśli niezbyt przypadło do gustu :)

Silvo,

 

Jak już napisano, short wyszedł bardzo poetycko. W dłuższej formie raczej by mnie odrzuciło, ale w tym wypadku czytało się dobrze. Jest tajemniczo, lekko niepokojąco. Podoba mi się. Nietypowe podejście do motywu kamienia to duży plus. Jeśli czegoś mi zabrakło, to wyraźnej końcówki. Nie psuje to jednak ogólnego odbioru.

 

Pozdrawiam. :)

Czemu ja ciągle czytam “zapomniana pLeśń”?

Same here wilku :) nawet mi ta pomyłka pewien motyw na konkurs podsunęła

Known some call is air am

Adku, dziękuję :) Fajnie, że wpadłeś!

 

wilku, Outta – ja też XD Zdarzyło mi się parę razy, chyba będę musiała zmienić ten tytuł ;D “Zapomniana pleśń” to jak opowiadanie o kanapce w szkolnym tornistrze we wrześniu…

Cześć. Nie będę odkrywczy, szort bardzo nastrojowy i trudno nie docenić namalowanego przez ciebie obrazu :). Co prawda tego typu literatura to nie do końca moje klimaty, ale jako szort sprawdza się dobrze :). Pozdrawiam!

Nowa Fantastyka