- Opowiadanie: Jim - Tatuś

Tatuś

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Tatuś

Coraz trudniej mi było chodzić po schodach. Zaniosłam ojcu zupę. Poklepał mnie czule po ręce.

– A co to za ludzie tam u ciebie? – spytał.

– To Johan, mój syn, a twój wnuk. I jego dzieci, twoje prawnuki. I ich dzieci.

– Johan?

– Johan.

Zamyślił się. Posprzątałam koperty, jakie miał na stole.

– Ja go znam?

– Tak, tato. Może przyjść tu się przywitać?

– Nie, nie, niech siedzi u ciebie. Boję się go.

– To mój syn, nie ma czego się bać, tatusiu.

Chwilę wpatrywał się w stół poruszając szczęką, jakby coś przeżuwał. Odwrócił się do okna.

– Nie znam go.

– Znasz, tato. To twój najstarszy wnuk.

– Ile on ma lat?

– Pięćdziesiąt dziewięć.

– A ile ja mam lat?

– Sto szesnaście.

– Aż tyle?

– Tak.

Dotknął drżącą ręką swojej twarzy, jakby badał ją.

– A jak twój mąż? Czemu tu nie przyszedł?

– Jest ciężko chory.

– Co mu jest?

Spróbowałam wytłumaczyć. Nie słuchał.

– Znalazłem zdjęcia, wiesz? Patrz, pokażę ci.

Z krzesła obok podniósł album. Ledwo zdążyłam odsunąć talerz.

– Zobacz. Co to za ludzie?

– To nasza rodzina, tato. Twoi rodzice. Mama i tata.

– Mama?

– Tak, babka Klara. Twoja matka.

– A tu? Ta dziewczynka? Ładna, prawda?

– To twoja starsza siostra, Angela.

– Czemu jej tu nie ma z nami?

– Umarła sześćdziesiąt lat temu.

– Umarła?

– Tak.

– Czemu?

Wzruszyłam ramionami. Nie miałam ochoty znów na tę rozmowę.

– Ludzie umierają, tato.

– A tu? Kto to? Ten chłopczyk. I ten.

– To reszta twojego rodzeństwa.

– A to niemowlę?

– To ty.

– A tu na następnej stronie?

– Też ty, tylko starszy i ciotka…

– A to?

Przeglądaliśmy dalej album, wracał do zdjęć, które już obejrzeliśmy, rozpoznawał je i mówił:

– Widzisz? To ja. A tu moja matka Klara, a twoja babka.

Potem zmyślał jakieś historie na ich temat.

Wstał i podszedł do okna. Wskazał na robotników w oddali, przy posiadłości Hoferów:

– Nie podoba mi się, co oni tam robią.

– Co ci się nie podoba, tatusiu?

– Dawniej tu był taki piękny las. Szkodzą. Psują.

Nigdy tu nie było żadnego lasu, ale nie powiedziałam mu tego. Nie miało sensu.

– Pozdrów Johana ode mnie.

– Może przyjść?

– Tak, tak, niech przyjdzie. Ale reszta niech zostanie u ciebie.

– Tak, tato.

Kolacji nie chciał. Tym razem mu nie wmuszałam. Wezwałam do męża pielęgniarkę, bo znów się gorzej poczuł. Nawet nie wiem jak zasnęłam.

Nie nastawiłam budzika i obudziłam się spanikowana. Na szczęście było przed świtem.

Zrobiłam sobie zastrzyk, przygotowałam śniadanie. Zaniosłam posiłek ojcu.

– Zobacz, znalazłem zdjęcia. Pokażę ci. Ciekawe co to za ludzie?

– To nasza rodzina, tato.

– Rodzina?

– Tak.

– Kto to?

– Babka Klara. Twoja matka.

– A tu?

– To ty.

– A ta ładna dziewczynka?

Przeglądaliśmy. Obracał strony, wracał. Uczył się rozpoznawać twarze. Po chwili mi tłumaczył:

– Widzisz? To moja matka Klara. Twoja babka.

Wskazał na robotników za oknem:

– Paskudzą. Tam było śliczne jezioro.

– Jezioro?

– Zobacz co jeszcze znalazłem. Jaki śliczny.

Czerwone oczy patrzyły na mnie z czarnego kamienia o kształcie czaszki. Wyryte były na nim jasne wzory liści dębu, płomieni i mieczy.

– Nie wiesz skąd go mam? Wydaje się ważny.

Uśmiechnął się przepraszająco. Zawsze tak robił, gdy czegoś zapomniał.

– Nie wiem – skłamałam.

Przecież mu nie powiem, że ta czaszka wygrała przegraną wojnę.

Zacząłby wypytywać.

Potem by płakał.

Nie, już nigdy.

Nigdy mu nie przypomnę o obozach.

O krematoriach.

I rytuale.

O palonych żywcem, by zdobyć kamień filozoficzny.

Że spopielił siedem milionów Żydów, by pokonać aliantów.

Koniec

Komentarze

Cześć Jim!

 

Na początek kilka niuansów:

 

Coraz trudniej mi było chodzić po schodach.

Nie brzmiałoby ładniej: Coraz trudniej było mi chodzić po schodach?

 

 

Dałam sobie zastrzyk, przygotowałam śniadanie.

Wolałbym chyba: Zrobiłam sobie zastrzyk…

 

 

– Nie wiem – skłamałam.

Tu raczej “Skłamałam” zapisałbym wielką.

 

Jim, wkurzyłeś mnie.

Rozczuliłeś nieco, wzruszyłeś, a na koniec takie coś!

Chyba musimy się umówić po lekcjach, za szkołą!

Nie no, nawet niezłe to było ;)

 

Dzięki silvan za odwiedziny i łapankę – naniosę Twoje poprawki późnym popołudniem / wieczorem, bo teraz nie mam czasu.

Jak coś to jestem gotowy spotkać się za szkołą! ;-)

 

entropia nigdy nie maleje

Nie porwało mnie. Na początku dialog z ojcem wydaje się dokądś prowadzić, ale rozmywa się i nic z niego nie wynika. Nie pomaga również powtórzenie nazajutrz całego rytuału. Nie do końca wiem, co tekst miał przekazać. Czy końcowe wyjaśnienie ma jakikolwiek związek z dialogiem?

Pozdrawiam!

Dzięki, chalbarczyk, za odwiedziny. Zastanawiałem się, czy taki sposób budowania sceny za gra czy nie. Jak widać – nie zagrało – dzięki za komentarz i również pozdrawiam!

entropia nigdy nie maleje

Za szkołą to na szluga albo blanta ;)

A co do Twojego tekstu, to mnie zaskoczyłeś. Gdzieś tak przy Angeli zacząłem podejrzewać, że to o wujku Adolfie będzie, jednak i tak końcówka trzepnęła mnie w dekiel. Mocne, dobrze się czytało.

 

Pozdrawiam

Q

Known some call is air am

Dzięki, Outta Sewer, jak widać zdania są mocno podzielone. Fajnie, że Tobie przypadło do gustu :)

Na usprawiedliwienie pewnych niedoskonałości nadmienię tylko, że pisałem to na szybcika w środku nocy, w ramach oderwania się od mojego niszczonego rozwijanego przez już sześcioro betujących, dużo dłuższego utworu. Ale po prostu musiałem to napisać.

Swoją drogą mam pomysł na jeszcze jeden tekst na ten konkurs, ciekawe, czy można? Zresztą – dopytam w wątku konkursowym :)

entropia nigdy nie maleje

Ja też napisałem coś na ten konkurs dzisiaj w nocy, ale nie wiem czy to wrzucać, bo jest wtórne względem innego szorta, którego przeczytałem dziś rano. Poczekam, pomedytuję nad tym i zastanowię się jeszcze, ewentualnie coś zmieniając.

Known some call is air am

Outta Sewer

Ja też napisałem coś na ten konkurs dzisiaj w nocy, ale nie wiem czy to wrzucać, bo jest wtórne względem innego szorta

 

Ja bym się tym nie przejmował, czy wtórne czy nie, dziś wszystko jest wtórne. Niektóre opowieści wymagają wielokrotnego opowiedzenia.

entropia nigdy nie maleje

Witaj, Jimie!

 

Zgrzytnął mi jeden fragment:

Czerwone oczy patrzyły na mnie z kamienia o kształcie czarnej czaszki.

Bardziej by mi pasowało: …patrzyły na mnie z czarnego kamienia o/w kształcie czaszki.

Tu mi teraz brzmi tak, jakby ten kształt był czarny, ale mogę się mylić, bo znawcą nie jestem.

 

Co do odczuć, z jednej strony mam jak chalbarczyk, bo niestety mnie to zbytnio nie porwało. Jednak z drugiej, zakończenie jest fajne, zmienia klimat całości, która jest przede wszystkim dobrze napisana, jednak raczej nie w moim guście.

Tak więc, ciężko mi tutaj jednoznacznie podać swoje odczucia ;/

Mimo wszystko jest to dobrze napisane.

Pozdrawiam!

 

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

SilvanDanielKurowski1 – jednak znalazłem moment, by wprowadzić Wasze poprawki, dziękuję bardzo!

DanielKurowski1: rozumiem, że odczucia mogą mocno nie trafiać – cóż – to tekst wrzucony na szybko i niestety nieprzemyślany, do tego chyba taki mocno “na dwoje babka wróżyła”

Jak się bardzo będzie nie podobał, to go wycofam i wrzucę do konkursu inny mój pomysł, pewnie o wiele bardziej przystający do wilkowej tematyki.

 

entropia nigdy nie maleje

Ciekawy pomysł, kiedy już liczyłem na jakąś smutną refleksję na temat nieśmiertelności połączonej z demencją, dostałem puentę o panu H. Moim zdaniem jak na tak krótką formę nawet to zagrało.

Pozdrawiam :)

PanDomingo dziękuję za odwiedziny, cieszę się, że dla Ciebie zagrało. A refleksja nad nieśmiertelnością i demencją może być mimo, że to o panu H.

Również podrawiam :)

entropia nigdy nie maleje

rozumiem, że odczucia mogą mocno nie trafiać – cóż – to tekst wrzucony na szybko i niestety nieprzemyślany, do tego chyba taki mocno “na dwoje babka wróżyła”

Oj Jimie, musisz podreperować umiejętności aktorskie xD A jak przyjdą inni i stwierdzą, że ten szort jest niesamowity, idealny, z tysiącem ukrytych przesłań? Że to dzieło, które wszyscy potrzebujemy, ale na które nie zasługujemy? Co wtedy?

Nawet jak nie jesteś czegoś pewien i masz różne opinie, to musisz grać, jakbyś był geniuszem, którego ludzie jeszcze nie rozumieją xD

A co do podobania, to kwestia subiektywna, nie usuwaj, bo jedna osoba napisała, że nie do końca trafiło ;) Poczekaj na innych, a przede wszystkim to Tobie ma się podobać.

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

 

Nawet jak nie jesteś czegoś pewien i masz różne opinie, to musisz grać, jakbyś był geniuszem, którego ludzie jeszcze nie rozumieją xD

 

Wezmę sobie to do serca :)

 

A z tym usuwaniem – to tylko po to, by zrobić miejsce dla tekstu, który mam w głowie. A nieludzki wilk, nie dość, że dał absurdalne limity, to jeszcze nie można dwóch (trzech, pięciu) utworów wysłać! Podłość w wilczej skórze!

entropia nigdy nie maleje

Oj Jimie, musisz podreperować umiejętności aktorskie xD A jak przyjdą inni i stwierdzą, że ten szort jest niesamowity, idealny, z tysiącem ukrytych przesłań? Że to dzieło, które wszyscy potrzebujemy, ale na które nie zasługujemy? Co wtedy?

Danielu, bardzo celnie :D

Skoro obaj tak twierdzicie, to pora mi się zapisać na warsztaty aktorskie ;-)

entropia nigdy nie maleje

Ja również spodziewałam się, że puenta zatrzyma się na długowieczności, a tu bach! Dałam się zaskoczyć, bo nie za bardzo kojarzę imiona krewnych głównego bohatera – czasem lepiej wiedzieć za mało, żeby mieć większą przyjemność z czytania ;)

Podoba mi się też dialogiczna forma tego tekstu, dłuższe opisy zepsułyby efekt.

Pozdrawiam!

„Bóg jest Panem aniołów i ludzi, i elfów” – J.R.R. Tolkien

Dzięki, nati-13-98, za odwiedziny i opinię. Ten tekst dialogiem stoi i trochę się bałem, że będzie go za dużo, a za mało didaskaliów, ale to dobrze, że jednak utrafiłem i niektórym (jak Tobie) ta forma i treść przypadła do gustu :)

Mogę spytać co oznacza “13-tka” w Twoim nicku? 98 pasuje do roku urodzenia, skoro masz 22 lata, a 13? Dzien urodzin w jakimś miesiącu? Numer w dzienniku? Szczęśliwy numerek? Odniesienie do książki o tym tytule (właśnie leży u mnie taka na biurku). Czy całkiem coś innego?

entropia nigdy nie maleje

Nie spodziewałam się takiego pytania :P Prawdę mówiąc, ten nick pochodzi z zamierzchłych czasów, kiedy zakładałam tutaj konto (z tego, co mi się wyświetla, to 2016 rok) i cóż, tak sobie został. Niestety chyba nie ma w tym szczególnej głębi – bardziej utożsamiam się z trójką (dzień urodzenia), a 13 zawsze wiązała się u mnie z czymś pozytywnym. Po prostu lubię tę liczbę ;)

„Bóg jest Panem aniołów i ludzi, i elfów” – J.R.R. Tolkien

O widzisz, ja też ją lubię, więc mam nadzieję Cię częściej zobaczyć pod moimi tekstami, bym mógł sobie na trzynastkę przynajmniej popatrzeć ;-)

entropia nigdy nie maleje

Przybij trzynastkę! Z pewnością będę do Ciebie zaglądać ;)

„Bóg jest Panem aniołów i ludzi, i elfów” – J.R.R. Tolkien

Przybijam :)

entropia nigdy nie maleje

Hej, Jimie

Dobra puenta, nadaje inny obraz całości. Niestety, początek rozwleczony ponad potrzebę i no, nieciekawy. Dużo dobrego trzeba sobie dopisać w wyobraźni, np. jak tatuś zdobył ten kamień i jak wygląda teraz świat. Ogólnie niezłe, ale mogłoby być lepsze :)

Pozdrawiam

Dzięki, Zanais, lepsze może być zawsze, dobrze, że nie wyszło gorsze :)

Nieskromnie powiem, że moim zdaniem jak na coś napisane o czwartej w nocy i wrzucone o 04:39, to nie jest takie najfatalniejsze.

Również pozdrawiam :)

entropia nigdy nie maleje

Nieskromnie powiem, że moim zdaniem jak na coś napisane o czwartej w nocy i wrzucone o 04:39, to nie jest takie najfatalniejsze.

Uwzględniając takie okoliczności, to ja ci nawet powiem, że jest bardzo dobre :D

Uwzględniając takie okoliczności, to ja ci nawet powiem, że jest bardzo dobre :D

 

Nie popadajmy w przesadę ;-)

 

 

entropia nigdy nie maleje

Cześć, Jimie!

 

Tekst z gatunku jajka niespodzianki, bo nie spodziewałam się, co znajdę na końcu. Szorciak jest napisany sprawnie, ale proporcje w fabule troszeczkę mnie nie przekonały. Dialog płynie tu meandrami jak rwąca rzeka do morza, a tu nagle bach! Bobry postawiły tamę. I o ile lubię takie zaskakujące puenty, ta wybrzmiałaby mi mocniej przy bardziej przemyślanej strukturze. Doceniam jednak odwagę i sam pomysł na ujęcie tematu, jest to naprawdę ciekawe ujęcie kamienia filozoficznego. Trochę kojarzy mi się z Full Metal Alchemist poza oczywistym kontekstem historycznym.

 

Pozdrawiam

Oidrin dzięki za Twój komentarz o wiele lepszy od komentowanego utworu. Rzeczywiście nie przemyślałem jego struktury, w sumie to nic w nim nie przemyślałem, bo po prostu go napisałem na szybko i wrzuciłem, wbrew wszelkiej sztuce.

Pozdrawiam!

entropia nigdy nie maleje

Czytam sobie, czytam, myślę: kurczę, smutne, kupił sobie nieśmiertelność, ale za jaką cenę? Tysiące myśli, ważne pytania w rodzaju czy warto być nieśmiertelnym, jeśli przestaje się być sobą? Jaka jest cena, jaką warto byłoby zapłacić za życie wieczne? 

A potem dotarłem do zakończenia :P 

Fajne, zaskakujące ;) Podobaomisię. 

 

Rzeczywiście, ten początek, zapewne służący kreowaniu atmosfery, wyszedł jednak trochę sucho. A szkoda, bo puenta wtedy wybrzmiałaby jeszcze mocniej. Podobał mi się opisik kamienia (te liście, płomienie…). Ogólnie – całkiem, całkiem. :)

Cieszę się, że cokolwiek się spodobało “opisik kamienia (te liście, płomienie…)” i że “Ogólnie – całkiem, całkiem. :)”.

Dzięki, Silvo, za odwiedziny i pozostawiony komentarz :)

entropia nigdy nie maleje

Ślepnę na starość, AmonRa, jak mogłem nie zauważyć Twojej boskiej obecności pod tekstem (pewnie Silva ją przyćmiła swą urodą). Czyżby mój ponuracki umysł wybiórczo omijał pozytywne komentarze? Dziękuję za ten odbiór, to było właśnie wrażenie, które próbowałem uzyskać (co oczywiście nie znaczy, że inne odczucia są mniej uprawnione – po prostu o tym co napisałeś, pisałem podczas tworzenia).

entropia nigdy nie maleje

Jakie to szczęście, Silva, że tym razem nie pomylono nas i Jim nie pieje nad moją urodą (:

Poczułbym się wtedy wyszydzony, a tak wyszło zupełnie naturalnie :D

Śmiechłam srogo! :D

Silvan – bez obaw, nie pomylę – literka “n” na końcu Twojego nicku sugeruje mocno rodzaj nijaki ;-)

entropia nigdy nie maleje

Uuuu. To już było poniżej pasa.

Ból przeogromny. Wiesz, jaki rodzaj ten ból sugeruje?

BTW: Ty na serio chcesz spotkać się za tą szkołą? :D

 

BTW2: Pomylono nas już chyba trzykrotnie ;)

Za szkołą, na garażach ;-)

 

Widzisz, żeby uniknąć takiego bólu zmieniłem nick z Jin na Jim. Teraz nikt już nie ma wątpliwości ;)

 

BTW: Przy mojej zaćmie patrzę na awatary, nie na nicki – na Twoim jest coś niewyraźnego, na awatarze Silvy jest z pewnością kobieta ;-)

 

BTW2: Jesteście małżeństwem? Jak Gajus i Gaja? ;-) A Amon to “ten trzeci”? ;-)

entropia nigdy nie maleje

BTW2: Jesteście małżeństwem?

Silva, coś Ci o tym wiadomo? :D

 

 

Na moim avatarze, wykutwiam salto otwarte w tył, podczas pokazu dla dzieciaków! :D

Capoeira, jedna z wielu sztuk walk, jakim się poświęciłem :D

To co, ten transformator za szkołą nadal aktualny? :D

 

Silva, coś Ci o tym wiadomo? :D

Stanowczo dementuję, jeden Amon mi wystarczy. ;)

A poza tym to, panowie, spóźniliście się na zapisy na ustawkę!

Amon­Ra? Czyżby i ten Bóg miał udział w tym wielokącie? :D

Capoeira, jedna z wielu sztuk walk, jakim się poświęciłem :D

To co, ten transformator za szkołą nadal aktualny? :D

 

Aktualny :) Jak myślisz, jak ja sobie nogę załatwiłem? W czasie walki właśnie w takim sporcie, gdzie wszelkie techniki są dozwolone :D (przeciwnik miał zaprawę głównie po judo, trzeba przyznać, że dobry był drań, by mi połamać nogę w siedmiu miejscach i zerwać wszystkie więzadła kolana :) )

 

AmonRa? Czyżby i ten Bóg miał udział w tym wielokącie? :D

 

To wielokąt magiczny, wręcz ezoteryczny ;-)

 

A poza tym to, panowie, spóźniliście się na zapisy na ustawkę!

 

To się w…my poza kolejnością ;-)

entropia nigdy nie maleje

Widzita, rozumita, jednak w dialogi umita. :DDD 

Taki wstrząsający ten kamień. Pierwsza część ciut przewleczona. Do rana nie mogła poczekać. wink

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Do rana nie mogła poczekać. 

 

Do rana nie mogła poczekać bo wiedziałem, że rano pewnie znajdę Wasze uwagi pod betą :)

Potraktowałem więc rzecz rozrywkowo bardzo i bardzo z marszu, podobnie jak Cezara, którego napisałem przed chwilą :)

entropia nigdy nie maleje

Ty potrzebowałeś sztuk walk, aby nogi łamać? Mi wystarczyła pilka nozna – jedno zderzonko i kuzynowi złamalem jednoczesnie kosc piszczelowa i strzalkowa. Pamietam ten przyjemny trzask :p Kurczaki, ale się offtop zrobil ;p

Kurczaki, ale się offtop zrobil ;p

 

Od nieśmiertelności do łamania kości ;-)

entropia nigdy nie maleje

Witaj.

No, Jimie… 

Tym tekstem powaliłeś mnie na kolana. 

Sama nie wiem, czemu, ale od samego początku czytania płakałam. 

Nieprawdopodobnie uwrażliwiony tekst. Taki “z duszą”. Do tego – nieustannie łkającą. Ja takie teksty (lub filmy) określam jako nadwrażliwe. :)

Na sześć maksymalnie: 100 punktów ode mnie.

Dziękuję za wrażenia. heart

Pozdrawiam. 

Pecunia non olet

Nie ma milszej nagrody dla twórcy, niż świadomość, że tekst kogoś wzruszył.

To ja dziękuję Ci Bruce za tak empatyczne i pełne współczucia odczytanie. Nieraz podkreślam, że utwór, to taki potwór-współtwór – który się tworzy w pełni, nie w chwili zapisania, a dopiero przez odczytanie przez czytelnika. I u Ciebie stworzył się najpiękniej :)

Dziękuję i życzę wielu wzruszeń i wrażeń.

I również pozdrawiam!

 

P.S.

to

Nieprawdopodobnie uwrażliwiony tekst. Taki “z duszą”. Do tego – nieustannie łkającą. Ja takie teksty (lub filmy) określam jako nadwrażliwe. :)

sobie wydrukuję i powieszę nad łóżkiem, albo jeszcze lepiej – każę wyszyć na poduszce :)

Nie byłem pewien, czy ten tekst warto pisać i tu zamieszczać, ale skoro dla jednej osoby na trzydzieści był okazją do wzruszeń – to tak, warto było. Było warto!

 

entropia nigdy nie maleje

Tak tato –> Tak, tato.

 

Hmmm, a ja w sumie nie wiem, co o tym tekście myśleć. Nie przepadam za wykorzystywaniem motywów holocaustowych w literaturze rozrywkowej. Nie moje klimaty, ale czytało się dobrze.

Dream big.

Dzięki, dogsdumpling, już poprawiam.

Z takimi tekstami widocznie już tak jest, że nie do każdego trafiają. W sumie to się obawiałem czegoś aż tak osobistego tu publikować (moja bliższa i dalsza rodzina dość mocno dostała od obu totalitaryzmów), pomijając już motywy stricte holocaustowe. Ale świadomie to robię i często uderzam w tę i podobne struny – tak jak w hibakuszy – bo o tym trzeba przypominać, nie można o tym zapomnieć, a forma martyrologiczna już się w moim odczuciu wyczerpała i nie trafia do współczesnego odbiorcy.

Może to też dlatego, że ja jeszcze jestem z tej wymierającej (pewnie na szczęście), szkoły, że fantastykę się czyta (i pisze) nie tylko dla rozrywki? Nie wiem.

Dziękuję za odczytanie.

entropia nigdy nie maleje

Witaj.

Nie każdy przyznaje się do wzruszenia.

Przekonana jestem, że nie ja jedna uroniłam łzę. :)

Pozdrawiam. 

Pecunia non olet

By się przyznać do wzruszeń, trzeba odwagi.

Której Tobie gratuluję!

Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję!

entropia nigdy nie maleje

:))) heart

Pecunia non olet

 heart

entropia nigdy nie maleje

Ma to swój niepokojący klimat. Czujemy ten ciężar naszej wiedzy, w obliczu niewiedzy starca, ponurą grozę faktów znanych nam i narratorce, a ukrywanych przed bohaterem (dosyć ironicznie nazwanym w tytule, ale ironią dosyć toporną). Szort miał pewnie lekko zbulwersować w finale, ale nie takie historie czytaliśmy.

Wrażenia z lektury? Dobrze rozpisane, suche, proste dialogi z oszczędnymi didaskaliami i powracającym zestawem tych samych słów i czynności, robią tutaj całą robotę. No może jeszcze obranie perspektywy wiekowej już córki-narratorki do opowiedzenia tej historii. Spokojna starość Hitlera z Alzheimerem (lub po prostu starczą demencją), głowy licznego rodu, który nie pamięta zbyt dobrze członków swojej rodziny, a o swojej ponurej przeszłości nie pamięta wcale. Od początku czekamy więc na twista, który nam wyjawi tożsamość bohatera, ale niestety dla osób, którym obiły się o uszy imiona członków rodziny Adolfa, zaskoczenia nie ma.

W zasadzie domyślając się jakiejś fantastyki w szorcie i biorąc pod uwagę pierwsze skojarzenie, gdy czytamy o staruchu w niemieckich (austriackich) okolicznościach, dosyć szybko odszyfrują zagadkę również ci, którzy o Angeli czy Klarze nie słyszeli. To chyba już intuicyjnie przychodzi każdemu do głowy Adolf. Szczególnie oryginalne to zatem nie jest.

Najciekawszy element to właściwie sposób, w jaki w tekście objawia się fantastyka. I to nawet bez tego kamienia filozoficznego jako wunderwaffe (znamy okultystyczne ciągotki wierchuszki Rzeszy), makabrycznego rytuału i faktu, że Hitler w tej historii dożył tylu lat i tylu potomków. Otóż sam już fakt, że on nadal żyje świadczy o innym przebiegu wojny i nakierowuje nas na trop historii alternatywnej (tematycznie zaraz kojarzymy więc i „Człowieka z wysokiego zamku” Dicka czy chociażby „Vaterland” Harrisa). Tutaj mamy jeszcze pewną „gloryfikację” (z perspektywy bohaterów z tej strony konfliktu) ludobójstwa, które „pomogło wygrać przegraną wojnę". I mamy zarazem pewien rozdźwięk w psychologii narratorki. Ona nie chce mu opowiadać o tym, że wymordował 7 milionów Żydów (tak naprawdę wywołując wojnę zgładził znacznie więcej istnień), bo to było Zło i mogłoby źle na niego podziałać (choćby na zdrowie i samopoczucie „poczciwego” staruszka, jak się domyślam. Niektórym czytelnikom może być nawet w pewien sposób żal dziada i będą mu współczuć, że poczciwiec nie ma pojęcia o bestii, jaka w nim siedzi ukryta za zasłoną niepamięci).

A zarazem i sama narratorka mówi o tym, co zrobił z pewną wdzięcznością (w ostatnich zdaniach), że pokonał aliantów, wygrał wojnę, zapewnił obiecaną Niemcom Tysiącletnią Rzeszę, ona ma rodzinę, dzieci, wnuki itd. Kojarzy mi się to trochę ze skandalizującą i obrazoburczą powieścią (zdaje się jakiegoś australijskiego pisarza), o której tylko słyszałem (i nie pamiętam tytułu), w której Holocaust i II wojna przedstawione są jako heroiczna wojna Hitlera w obronie ludzkości przed agresją z kosmosu.

Warsztatowo jest dobrze, ta asceza (środków wyrazu) służy tekstowi. Wiem, że to świadomy zabieg. Zarazem historia opowiedziana głównie dialogami dwóch postaci nie ma szans zachwycić stylem, bogactwem języka, wodotryskami w opisach itd. Robi więc wrażenie doborem obrazów, scen, elementów tej układanki – widok za oknem, gdzie Hitler we wspomnieniach pamięta inną rzeczywistość (to w sumie ciekawy trop, który mógłby posłużyć do iście dickowskiej zabawy tymi alternacjami rzeczywistości, gdzieś tam mogą przecież istnieć wymiary, w których historia wciąż toczy się inaczej), album ze zdjęciami, zastrzyk, jaki robi sobie córka rano. Drobiazgi proste, ale cieszące oko.

Warsztatowo jest w porządku, chociaż w kilku miejscach nieco zgrzytało. Poniżej przykłady.

Posprzątałam koperty, jakie miał na stole.

– brzydkie to „jakie miał na stole". „Koperty, jakie miał na stole". Wolałbym koperty, które leżały na stole. Jakie w tym kontekście to kolokwializm.

Nie miałam ochoty znów na tę rozmowę.

– szyk albo czegoś zabrakło. „…ochoty znów na tę rozmowę". To brzmi słabo.

– Widzisz? To ja. A tu moja matka Klara, a twoja babka.

Potem zmyślał jakieś historie na ich temat.

Wstał i podszedł do okna.

 

– nie podoba mi się to gwałtowne przejście od zmyślał historię do wstał i podszedł do okna. Jakby to zmyślanie i wstanie z podchodzeniem do okna to był ciąg równorzędnych czynności. Zmyślanie i wstawanie.

– Tak, tato.

Kolacji nie chciał. Tym razem mu nie wmuszałam. Wezwałam do męża pielęgniarkę, bo znów się gorzej poczuł.

– Mamy tutaj narrację dotyczącą ojca, potem wyskakuje mąż i w sumie bez namysłu można pomyśleć, że wcześniej też chodziło o męża. Ja tu widzę niezręczność.

Pokażę ci. Ciekawe co to za ludzie?

– ci i ciekawe. Troszkę przypadkowa aliteracja cici.

 

O palonych żywcem, by zdobyć kamień filozoficzny.

– coś mi tu nie gra w takim sformułowaniu. „Palenie, by zdobyć” kamień filozoficzny brzmi niepoprawnie. Sugeruje bezpośredni wpływ palenia na dosłowne zdobycie kamienia. A pewnie chodziło o ofiary we wspomnianym rytuale. Niezgrabny skrót myślowy.

 

Kliczka dam.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Fajny pomysł na kamień.

Mnie puenta zaskoczyła, czyli zadziałało.

Ciekawe, czy Twój bohater uważa, że było warto.

Babska logika rządzi!

mr.maras muszę przyznać, że Twój komentarz ma swój niepokojący klimat i ciężar, ale przeczytałem go z dużą przyjemnością, choć mnie niczym nie zaskoczył, bo się spodziewałem takiej puenty… ;-) No dobra, bez żartów:

Chyba jako jedyny wyczytałeś tu prawie wszystko, co było do wyczytania (a może inaczej: jako jedyny napisałeś o tym w komentarzu) – utwór – w sensie zapisu – powstał co prawda bardzo szybko, w gorączce nocy, gdy musiałem odpocząć od tekstu, którym męczę garstkę niewinnych betujących – jednak to nie znaczy, że zapis ten był aktem niedbałym, spontanicznym, bezbolesnym, a samą fabułę i potrzebę wydestylowania z niej tej historii nosiłem w sobie już od bardzo dawna.

Najpierw odniosę się do uwag technicznych – rzeczywiście, to co Ci zgrzyta, zgrzyta. Co do fabuły i obecności w niej męża – zdawałem sobie sprawę z pewnego rodzaju zamieszania, jakie nim wprowadzam – ale jednocześnie potrzebowałem go. Córka, jest nie tylko córką ale i żoną i matką i babcią. Na jej głowie spoczywa cały ten świat – dwóch starców, z których jeden – wygrał dla nich wojnę, jednak z jakiegoś powodu żyje długo (w domyśle kamień poza byciem wunderwaffe wydłuża życie, jest to zarazem miecz Notung, jak i pierścień Nibelungów, jak i trochę – nie wprost już odniesienie – jedyny pierścień noszony przez Bilba). Małżonek natomiast jest śmiertelny, schorowany, umierający, choć przecież o wiele młodszy od Adolfa. Miało to w moim założeniu pokazać zarówno nienaturalność tego długiego życia (to nie jest świat, gdzie wszyscy żyją po lat sto z okładem), a także to, że wojna jest rzeczą już dawno minioną i teraz troski mieszkańców domu są skupione wokół prozy życia, a raczej umierania. Zastanawiająca miała być też pewnego rodzaju obojętność świata wobec Hitlera – córka okazuje mu troskę, wdzięczność, za wygranie wojny, ale jednocześnie, poza samym kamieniem nie ma tu żadnych zewnętrznych oznak i trofeów zwycięstwa, nie ma kultu fuhrera. Kto wie, może współczesne Niemcy przetrawiły już koncepcję “Tysiącletniej Rzeszy” i jak Ameryka z naszego świata – zbudowana na szkieletach czerwonoskórych i grzbietach czarnoskórych – okazują pokonanym współczucie, a nawet swego rodzaju wyrzuty sumienia? Może Hitler jest w tym przypadku bohaterem już mocno niewygodnym, tak samo jak niewygodnym byłby generał George Custer, dla Amerykanów, gdyby żył jeszcze, czy dla nas książę Jeremi Wiśniowiecki? Pewnie nie do końca mi się to niestety udało oddać, a było to jedną z myśli przewodnich tego utworu, poza tymi, które trafnie wyczytałeś.

 

Kojarzy mi się to trochę ze skandalizującą i obrazoburczą powieścią (zdaje się jakiegoś australijskiego pisarza), o której tylko słyszałem (i nie pamiętam tytułu), w której Holocaust i II wojna przedstawione są jako heroiczna wojna Hitlera w obronie ludzkości przed agresją z kosmosu.

 

Niestety nie czytałem.

 

wymordował 7 milionów Żydów (tak naprawdę wywołując wojnę zgładził znacznie więcej istnień)

 

Tak, ale tylko oni mieli charakter ofiary całopalnej – tu biję trochę do mitu założycielskiego państwa Izrael – podobnie jak my mamy swój mesjanizm, tak Żydzi od zarania dziejów czują się narodem wybranym i wielu twierdzi, że Shoah zostało wprost zapowiedziane, przewidziane, przepowiedziane, że holokaust był swego rodzaju świętą ofiarą, po której dopiero odrodzić się mogło państwo narodu wybranego. W samym środowisku żydowskim są podskórne spory i polemiki w tej sprawie, bo istnieje też grupa bardzo ortodoksyjnych Żydów, którzy wprost krytykują państwo Izrael (i samo jego istnienie), jako nie ten Izrael, który został zapowiedziany i miał zostać przywrócony. Nie wydaje mi się (przynajmniej ja do tego nie dotarłem), by gdziekolwiek było zapowiedziane, jaka miała być konkretna liczba ofiar, która miała zagwarantować Nowe Jeruzalem, na pewno numerolodzy wyczytują tam cyfrę sześć (każda litera alfabetu żydowskiego ma swój odpowiednik liczbowy, więc jest to zazwyczaj dość proste, ale oczywiście trochę się potem odbywa na zasadzie – dlaczego IBM to firma szatana? bo jak podstawisz za I – 6, B – 6 i M – 6 to masz 666). Dlaczego więc u mnie jest siedem milionów Żydów, a nie sześć, skoro to jest tak utrwalone (w Izraelu jest nawet kara za to, że się podważa liczbę ofiar, równoważna z “kłamstwem Oświęcimskim” – swoją drogą jest to o tyle ciekawe, że tych ofiar tak naprawdę nigdy dokładnie nie policzono, podobnie jak polskich ofiar – jedno i drugie jest charakterem deklaracji politycznej, ale to jest temat na inne rozważania – w każdym razie często cytowana liczba Polaków zabitych przez Niemców – w wysokości 6,8 miliona – to twór propagandy komunistycznej, próba ukrycia liczby naszych rodaków zabitych przez Rosjan i efekt swoistego “współzawodnictwa” na liczbę ofiar – w sensie, kto był poszkodowany bardziej)?

Chodziło mi o pewnego rodzaju wybicie z tej symboliki – to raz – i przejście do symboliki liczby siedem.

Siódemka jest symbolem szczęścia, siedmiu jest archaniołów i siedem dni tygodnia, Pitagorejczycy uważali ją za najważniejszą liczbę całkowitą, o siedmiu planetach wiedzieli starożytni, Piramida Djesera (Dżesera) i Ziggurat Etemenanki miały po siedem kondygnacji, Sumerski bóg Anu miał siedmioro potomstwa (najważniejszych bogów), nasz rodzimy Weles – władca świata podziemnego – miał siedmioro pomocników, Set pokroił ciało Ozyrysa na 14 części (a więc dwa razy siedem), siedem było wzgórz, na których zbudowano Rzym – słowem – siódemka daje władzę nad światem.

Ale to nie tylko o to chodziło – miałem w głowie też, by czytelnik odczuł, że nas świat, jedynie “o włos” się rozminął z tą wizją z opowiadania. Niemcy do samego końca wojny, w coraz większym pośpiechu mordowali Żydów, nawet wtedy, a wręcz: zwłaszcza wtedy, gdy było już wiadomo, że wojnę przegrają. A przecież licząc na zwycięstwo, można było te ogromne zasoby, które przeznaczono na holokaust ukierunkować inaczej, poza tym, mówiąc całkiem cynicznie, Żydowscy niewolnicy dla militarnej maszyny Rzeszy, mogli okazać się o wiele bardziej przydatni żywi, niż martwi. Wierząc, że Tysiącletnia Rzesza wygra i musi zostać z Żydów oczyszczona przez ich zgładzenie – można było to odroczyć na czas PO WYGRANIU WOJNY. Jednak Niemcy z jakiegoś powodu tego nie zrobili, co więcej, do praktycznie ostatnich dni szukali metod, coraz skuteczniejszego zabijania Żydów. Czemu? Może ich zabicie, złożona ofiara z dzieci narodu wybranego, była do wygrania wojny niezbędna? Szort stawia tezę, że konkretna ich liczba – siedem milionów – była wymagana do utworzenia kamienia filozoficznego. I że Niemcy byli o włos od tej liczby i niewiele im zabrakło, by w ten sposób wygrać.

 

Drobiazgi proste, ale cieszące oko.

 

Cieszę się, że zostały dostrzeżone i że ucieszyły oko. Nie będę się rozwodził, bo komentarz mój do Twojego komentarza już jest chyba dłuższy od komentarza i utworu w sumie :) Miałem nadzieję, że ktoś to dostrzeże.

 

 

Finkla

Fajny pomysł na kamień.

Dziękuję

 

Mnie puenta zaskoczyła, czyli zadziałało.

 

Cieszy mnie to niepomiernie :)

 

Ciekawe, czy Twój bohater uważa, że było warto.

 

Też się nad tym zastanawiam. Na ile on samemu sobie jest obcy? Do napisania tego w ten sposób, natchnęło mnie wyobrażenie nazistów, poszukiwanych po latach, za ich zbrodnie, które się nie przedawniają. Gdy już schorowani, niedołężni, stają przed trybunałem. Większość naszych komórek odnawia się w cyklu siedmioletnim, niektóre żyją bardzo krótko (komórki wyściółki jelit – około pięciu dni, komórki naskórka 2 tygodnie), prawie żadne powyżej lat dziesięciu, kiedyś uważano za długowieczne komórki nerwowe, ale okazało się to nieprawdą, wyjątkiem są niektóre (bądź wszystkie – nie mamy jeszcze dokładnej odpowiedzi) – komórki kory mózgowej. Na ile więc jesteśmy nadal tą samą osobą? Czy czasem nie tylko pamięć biograficzna czyni nas tym samym człowiekiem co przed laty? Czy to, że pamiętam, że mając lat cztery, jadąc na nartosankach produkcji ZSRR, z kuzynką na tylnym siodełku wpadliśmy do lodowatej rzeki i oboje niemal zginęliśmy, bo nie mogliśmy dojść do porozumienia, czy skręcić w lewo czy prawo, dowodzi, że jestem tym samym chłopcem, tyle że w ciele starca? Czy rzeczywiście to pamiętam, czy tylko jest to efekt późniejszego “uzgodnienia” wspomnień? Nasza pamięć ma charakter odTWÓRCZY – większość z tego, co “pamiętamy” nigdy się nie zdarzyło. W latach siedemdziesiątych robiono w USA badanie nad odtwarzaniem faktów z pamięci. Między innymi przebadano grupę żonatych mężczyzn w różnym wieku z prośbą o przypomnienie sobie, jak była ubrana ich przyszła żona, gdy ją pierwszy raz zobaczyli. Zdecydowana większość odpowiedziała, że miała na sobie błękitną sukienkę w kwiatki – przy czym potrafili ją dokładnie opisać a nawet narysować. To wspomnienie było oczywiście fałszywe – ale wiązało się z pewnego rodzaju wzorcem kulturowym, który wtedy obowiązywał. Zalepiamy dziury w naszej pamięci tym, co pasuje, dokonujemy kompresji. A skoro tak, czy Adolf nie pamiętający już niczego jest nadal tym Adolfem, który nakazał wymordować te siedem milionów? Skoro tak, to czemu płacze, gdy mu się o tym przypomni? Czy czuje się winny? Czy uważa, że “ofiara” była konieczna. A może samego siebie spostrzega tu, jako ofiarę? Męczennika? Kogoś, kto musiał wziąć na swe barki potworne brzemię?

Nie wiem – liczyłem, że czytelnik sobie takie pytania zada i spróbuje na nie odpowiedzieć. Nie lubię dawać odpowiedzi. Wolę pytać.

 

 

entropia nigdy nie maleje

Interesujące ujęcie kamienia filozoficznego. Czytając końcówkę, można się ucieszyć, że kamień jednak pozostaje w sferze legend, bo jakby dostał się w niektóre ręce… Pomysłowo to wszystko opisane, dialogi brzmią prawdziwie. W tym tekście pokazane jest też coś więcej – dramat, jaki się czuje, gdy bliski traci pamięć. 

W tym tekście pokazane jest też coś więcej – dramat, jaki się czuje, gdy bliski traci pamięć. 

 

Sonata zwróciłaś uwagę na ważny aspekt tego tekstu.

Pisząc o wymyślonym, alternatywnym świecie, zawsze mam gdzieś w głowie by zwrócić uwagę na problem istniejący w świecie rzeczywistym. Czasem te problemy wydają się mniej, czasem bardziej ważkie – mam szeroką skalę – od nastoletniego trądziku do poczucia wyobcowania i egzystencjalnego lęku. Cieszę się, że o tym wspomniałaś.

 

Pomysłowo to wszystko opisane, dialogi brzmią prawdziwie.

 

Rad jestem, bo choć czuję się mocnym w dialogach, to nabierałem ostatnio co do tego wątpliwości podczas prac nad betą, czy moje przekonanie o sprawności w tej mierze, nie jest przypadkiem mocno na wyrost.

 

Czytając końcówkę, można się ucieszyć, że kamień jednak pozostaje w sferze legend, bo jakby dostał się w niektóre ręce…

 

Mam to samo zdanie. Dobrze, że kamień filozoficzny, Graal czy Arka Przymierza to tylko legendy – gdyby naprawdę istniały, świat mógłby być jeszcze gorszym miejscem, niż jest :)

 

Dzięki za odwiedziny i czas poświęcony na lekturę!

entropia nigdy nie maleje

Tekst z głębią. Początkowo rzeczywiście widzimy dramat rodziny i osoby z demencją/ Alzheimerem, głównie poprzez właśnie suche dialogi i tą powtarzalną codzienność. I tu nagle przechodzimy w dramat zupełnie innego rodzaju. Właściwie mr.maras napisał wszystko. Daję klika.

Monique.M

 

Tekst z głębią

 

Betujesz mój inny tekst z głębią nieco bardziej dosłowną i dzięki, że tam jesteś, bo nie chcę by wyszedł płasko :)

 

Dziękuję bardzo – zarówno za klika, jak i wkład w betę tego innego utworu :)

 

Właściwie mr.maras napisał wszystko

No fakt, pozamiatał mocno swoim komentarzem :)

Pozdrawiam serdecznie, jeszcze raz dziękuję za klika, odwiedziny, przeczytanie i udział w becie :)

entropia nigdy nie maleje

Gra słów niezamierzona :).

Zamierzona, czy nie, dobrze wyszła heart :)

entropia nigdy nie maleje

Szczerze mówiąc, nie doszukiwałem się w tym szorcie takiej symboliki liczb, chociaż akurat na te siedem milionów zamiast powszechnie podawanych 6 milionów zwróciłem uwagę. Tylko nie poszedłem dalej w takie odległe rozważania. Za mało tych tropów “liczbowych” w tekście po prostu i zbyt słabe skojarzenie siódemki jako “liczby szczęśliwej” z opisaną w tekście “sytuacją” Żydów. W porządku, według Starego Testamentu ona oznacza całość, domknięcie, jakiś zamknięty cykl, po którym następuje nowa epoka. Ale jednak miała to być raczej liczba święta i szczęśliwa dla… Żydów.

Z drugiej strony jest to również liczba ściśle powiązana z Apokalipsą, w wielu jej aspektach. Zbyt wiele tych znaczeń, by je wymieniać i snuć z jednej wzmianki w opowiadaniu ze zmienioną liczbą ofiar. Tym bardziej, że niewielu czytelników zwróciłoby na to uwagę. Powszechnie wiadomo po prostu, że tych ofiar Holocaustu było bardzo dużo, miliony istnień. Ta różnica (7 zamiast 6), której jak widzę nadajesz spore znaczenie dla interpretacji szorta, jest dla większości odbiorców niezauważalna (a mówimy przecież o milionie zamordowanych!). To przykre i ponure stwierdzenie, ale chyba niestety prawdziwe. 

Dlatego takich tropów w powyższym szorcie nawet nie szukałem. To już chyba byłaby nadinterpretacja.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Jedna śmierć to tragedia, milion to statystyka.

Mam jak Maras – zauważyłam, że ofiar jest więcej, ale nie wiązałam tego z numerologią ani kabałą.

Babska logika rządzi!

mr.maras

Dlatego takich tropów w powyższym szorcie nawet nie szukałem. To już chyba byłaby nadinterpretacja.

 

Finkla

nie wiązałam tego z numerologią ani kabałą.

 

Niestety wśród moich rozlicznych wad jest i taka, że przywiązuję zbytnią wagę do symboli, klimatu i z pozoru nieistotnych detali. Zbyt głęboko różne rzeczy zaszywam w moich utworach, przez co stają się one zrozumiałe tylko dla mnie. Bo kogoś innego nie obchodzi zupełnie, co ma przywodzić na myśl krój czy kolor podbicia płaszcza bohatera. A ja jeszcze zazwyczaj jednym słowem chcę się odnosić na raz do sensów dziesięciu – przez co słusznie ktoś mnie kiedyś zganił, że miast jajek tworzę wydmuszki. Staram się z tym walczyć, zostawiać tropy bardziej na wierzchu, robić bardzo bliskie paralele i dosłowne cytaty, tylko znikomą część tego lukru ukrywając we wnętrzu ciastka…

Zresztą może teraz przeginam wręcz w drugą stronę? Przez betujących zostałem ostatnio zbesztany, że to, że prorokini miała uczennic nie mniej ni więcej tylko dwanaście, jest analogią zbyt oczywistą. Muszę to jeszcze odrobinę doregulować, choć wolę być zrozumianym i banalnym niż niezrozumianym, ba, wręcz niezrozumiałym i zadufanym w sobie (z jakimś wewętrznym nastawieniem w stylu, że ja tu “perły przed wieprze” ;-) ). Bardzo długą miałem przerwę w pisaniu i muszę się w tym nowym świecie nauczyć, że teraz pisze się zupełnie inaczej.

Dziękuję Wam obojgu za ponowne odwiedziny i pozdrawiam!

entropia nigdy nie maleje

Jim, po namyśle klikam do za szkołą. A za szkołą jest… biblioteka :)

Dziękuję Silvanie :) Myślałem, że za szkołą są garaże, bo tak trochę bez sensu się chlastać po mordach w bibliotece ;-)

entropia nigdy nie maleje

W bibliotece chlastamy się po buźkach ;)

policzkujemy* ;-)

entropia nigdy nie maleje

A nie okładamy szacownymi tomiszczami po facjatach?

Babska logika rządzi!

Jak można tak książek nie szanować! Finkla wstydź się! Jak mówi stare porzekadło: Kobiety nawet kwiatkiem, ale książki to nawet dmuchnięciem ;-)

entropia nigdy nie maleje

Przepraszam, poniosło mnie. ;-)

Babska logika rządzi!

No, no, żeby mi to było przedostatni raz, moja panno! ;-)

entropia nigdy nie maleje

Cześć, Jimie,

całkiem ciekawy szort, a ponieważ ja to ja, aż do końcówki nie skumałam o kogo chodzi, więc przyjemność miałam tym większą. Nieźle to odegrałeś. Hm, chyba każdemu z tego konkursu tak piszę, ale to dlatego że ja sama kompletnie nie mam pomysłu i nie biorę udziału.

Co prawda ja nie lubię jak są same dialogi, ale rozumiem konwencję i w tym przypadku zadziałało, bo końcówka wybrzmiewa mocniej. Warto czasem postawić na prostotę.

 

– Nie wiem – Skłamałam.

“skłamałam”

 

Powodzenia w konkursie! :)

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

silvan:

 

– Nie wiem – skłamałam.

Tu raczej “Skłamałam” zapisałbym wielką.

 

LanaVallen

– Nie wiem – Skłamałam.

“skłamałam”

 

Zdecydujcie się moi drodzy :)

I oczywiście dziękuję Lano za odwiedziny i opinię. Prostota tu miała być kluczem. Niestety jest ona bardzo obca mojemu zwykłemu sposobowi pisania i wyrażania się, więc się bałem, że wyjdzie strasznie słabo, stąd cieszy mnie, że jednak moje obawy się okazały nieuzasadnione.

Dzięki za życzenia powodzenia :)

entropia nigdy nie maleje

Ja bym pisała małą – kłamanie to raczej odgłos paszczą. Tak samo, jak “powiedziałam”, “zaprzeczyłam”, “ogłosiłam”…

A jeśli już dużą (co na upartego dałoby się uzasadnić), to kropka przed myślnikiem.

Babska logika rządzi!

A to poprawiam do pierwotnej wersji. Czyli jednak miałem dobrego “czuja” (o dziwo) – bo interpunkcja dla mnie to jeszcze bardziej mistyczna dziedzina alchemii niż ortografia ;-)

entropia nigdy nie maleje

No, no, to żeś rozkminił. Ja bym i tak nie złapała, bom niewrażliwa na alt, podobnie jak mitologię, za mała wiedza. Przeszłość interesuje mnie, gdy coś transponuje na przyszłość.

Ale jak żeś tak wyłożył, to jestem pod wrażeniem.

Też poskarżę, co by zachowało się dla potomności, ale jeszcze sprawdzę, czy aby nie masz już wystarczająco! :-)

 

Co wy z tymi pyskami i gębami?  W biblio  najlepiej wali się po łbie encyklopediami, ostatecznie dzieła zbiorowe też się nadają. Szkoda, że komputry i terminale nie puchną od liczby tekstów i są uwiązane, no i szkoda. <3

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Jim, Ty chyba czytaleś poradnik łowcow komentarzy F :D

No, no, to żeś rozkminił.

 

Nie lubię “wykładać” swoich utworów, bo to świadczy o ich słabości, jeśli są niezrozumiałe i jeśli przynajmniej części zawartych w nich sensów nie widać za pierwszym przeczytaniem. Bo skoro nie widać, to znaczy, że nie przeczyta się po raz drugi, by do tych bardziej ukrytych dojść.

 

Też poskarżę, co by zachowało się dla potomności, ale jeszcze sprawdzę, czy aby nie masz już wystarczająco! :-)

Dzięki za klika, jeśli dobrze liczę, to jeszcze dwóch mi tam brakuje czy jakoś tak :)

 

 najlepiej wali się po łbie encyklopediami

 

w sumie przy współczesnym tempie przyrostu wiedzy i cyklu wydawniczym encyklopedii rzeczywiście do niczego innego się nie nadają… choć czasem kusi mnie, by kupić sobie jakąś współczesną i pośmiać się jak bardzo jest przestarzała. Mam w domu czterotomówkę z lat 70-tych z suplementem (oznaczonym cyfrą 5) – i czasem mnie najdzie by sobie coś tam w niej odnaleźć i głupkowato zarechotać. Podobnie jak mam książki dotyczące “maszyn cyfrowych” z lat sześćdziesiątych, niektóre z nich próbują prognozować dalszy rozwój, co jest bardzo podobne do…

 

==> teraźniejszość okiem przeszłości <==

entropia nigdy nie maleje

A Ty znowu dwa w jednym, choć tym razem chyba nieświadomie. Pytanko: czy kolega coś poczytał o demencji, zanim siadł i napisał?

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

A Ty znowu dwa w jednym, choć tym razem chyba nieświadomie. Pytanko: czy kolega coś poczytał o demencji, zanim siadł i napisał?

 

A koleżance po co wiedza o tym, czy i jaką wiedzę (i w jaki sposób zdobytą) na ten temat posiadam?

Może koleżanka rozwinąć, co ma na myśli i do czego dąży, że ten akurat aspekt drąży?

 

entropia nigdy nie maleje

W biblio miałeś  już komplecik, a nie chcę  użytkownikom roboty dokładać, acz będę monitorowała sprawę. :-)

Cieżko jest z tym rozkminianiem i wspólnotą wiedzy, bo dochodzą też doświadczenia, a one silnie „ryją” pamięć. Zaczynają być nieprzystające, choć niektóre sprawy pozostają niezmienne. 

Te stare encyklopedie nie są tak bardzo przestarzałe, ale sam to wiesz i znowu padnie znienawidzone  przeze mnie słowo – „to zależy”. ;-) Chyba jest – dla mnie – najbardziej idiotycznym i jednocześnie kochanym słowem. 

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

to zależy ;-)

entropia nigdy nie maleje

Hej! Uwielbiam dialogi, zazwyczaj nie przeszkadza mi również, jeśli nie są rozbijane didaskaliami. Miałem tu jednak wrażenie pewnej niedoskonałości, być może pośpiechu. Wydaje mi się, że gdybyś nieco dopracował całość, to mogłaby prezentować się o wiele lepiej.

Rozumiem też zamysł powtórzeń, ale niestety mi nie robi.

Pomysł z Hitlerem, który przez swoje działania zyskuje nieśmiertelność już mi gdzieś mignął, chyba nawet parę razy, nie jestem jednak pewien, w jakich tekstach/innych wytworach kultury to było. Nie podejrzewam o plagiat, aczkolwiek gdyby to było dla mnie coś świeżego, to na pewno Twój szort działałby na mnie nieco mocniej :)

Mortecius, z pewnością masz rację, że pewnie utworów tego typu jest multum. Nie poczuwam się tu do bycia zbyt odkrywczym – światów alternatywnych, w których Niemcy wygrali wojnę jest całe mnóstwo, takich, w których zdobyli jakieś cudowne moce też, pewnie by się znalazły i takie, w których jest kamień filozoficzny itp. Uzyskanie tego przez ofiarę z ludzi – też nie jest nowe. Więc oczywiście wtórność i wtórność nad wtórnościami, choć myślę, że jeśli to plagiat to nieświadomy (skleiłem jakieś rzeczy, które gdzieś tam w głowie miałem, ja z reguły nie umiem wymyślić niczego nowego, bo za dużo w życiu przeczytałem i wszystko już przecież było ;-) )

Nie wiem, czy niedoskonałości utworu wynikły z pośpiechu (pisałem w nocy, rzeczywiście na szybko), czy z niedostatków warsztatowych twórcy.

W sumie też mocno mi po głowie dał limit, choć pewnie dla Twojego odbioru to lepiej, bo powtórzeń miało być… więcej. Więcej też budowania sceny. Ale to już było minęło, nie chcę szukać usprawiedliwień.

Bez względu na te wszystkie wytknięte przez Ciebie niedociągnięcia (z których zdaję sobie sprawę) – utworu już – przynajmniej chwilowo – nie dotykam – wydaje mi się skończoną całością, zapisem jakiejś chwili, choć nosiłem go w głowie bardzo długo.

Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam serdecznie!

entropia nigdy nie maleje

Jasne, rozumiem – niestety naprawdę mnóstwo rzeczy już napisano i wymyślono. Dowodem na to dwa inne teksty w tym konkursie, gdzie dwaj autorzy niezależnie od siebie wpadli na podobny pomysł. Także sprawa zrozumiała, po prostu jeśli zalążek tekstu jest świeży i dobrze siada, to łatwiej wybaczyć pewne niedociągnięcia.

Natomiast:

Bez względu na te wszystkie wytknięte przez Ciebie niedociągnięcia (z których zdaję sobie sprawę) – utworu już – przynajmniej chwilowo – nie dotykam – wydaje mi się skończoną całością, zapisem jakiejś chwili, choć nosiłem go w głowie bardzo długo.

Myślę, że to rozsądne postawienie sprawy. Dzięki za odpowiedź i również pozdrawiam ;)

Dowodem na to dwa inne teksty w tym konkursie, gdzie dwaj autorzy niezależnie od siebie wpadli na podobny pomysł.

 

Wiele wynalazków dokonało się w podobny sposób, gdy dwie osoby prawie jednocześnie wpadły na tę samą ideę. Jesteśmy niewolnikami czasów w jakich żyjemy i informacji, jakimi się żywimy.

Nigdy nie lubiłem koncepcji snowflake’ów (zwykle prześmiewczo piszę o cornflake’ach) – jesteśmy o wiele bardziej do siebie podobni, niż nam się wydaje. Nie ma zresztą innego wyboru – jesteśmy produktami pewnej kultury i pewnego stopnia rozwoju cywilizacji. To będzie się zdarzać coraz częściej, w miarę jak po prostu ludzi będzie przybywać (a globalnie, nadal ich przybywa). Każdy z nas ma gdzieś sobowtóra. Każdy z nas ma gdzieś również sobowtóra mentalnego. Jesteśmy maszynkami do przetwarzania informacji o rzeczywistości w jak najdłuższy ciąg przetrwania. Uboczny produkt kulturowy, który tworzymy jest niczym innym jak tylko właśnie produktem ubocznym – i stąd MUSIMY być powtarzalni. Gdybyśmy powtarzalni nie byli, to nie dość, że skończyłoby się to naszą klęską genetyczną, to również klęską w dziedzinie przekazu treści. Niemożnością komunikacyjno-poznawczą. Ja w każdej chwili jestem w stanie wymyślić opowiadanie, które będzie zupełnie “do niczego nie podobne”, ale będzie ono również zupełnie niezrozumiałe.

entropia nigdy nie maleje

Podobało mi się, Jimie. Złapałem mikrozachwyt nad minimalizmem tekstu. Poprowadzenie dialogów w taki sposób, by uzyskać ciekawość czytelnika, to chyba niełatwa sztuka. Tutaj się udało. Końcówka zaskoczyła. Podziwiam głębie symboliki, którą tłumaczyłeś w komentarzu powyżej, bo choć numerologiczne i mityczne znaczenie siódemki znam, to jakoś nie zaglądałem w tekst aż tak głęboko.

 

Pozdrawiam. :)

Forma jak forma, pomimo małej liczby znaków przydługa i można odpaść po drodze. Za to puenta… puenta przerażająca. Szokująca. Z prostej historyjki robisz coś mrocznego i wydobywasz na wierzch to, jak niedaleko może być od prostej rodzinnej scenki do mrocznych zakątków osobowości. Ale pewnie byłoby to mocniejsze, gdyby nie ta przydługa forma. Skądinąd – jeśli to sytuacja odbywająca się po raz któryś, to czemu kobieta opiekująca się starcem nie pozbyła się tego jednego zdjęcia? Pierwszy raz byłby uzasadniony, a kolejne?

 

Adek_W

Złapałem mikrozachwyt nad minimalizmem tekstu.

Dziękuję :) Choć Twój “post-piśca”, wilku, twierdzi, że tekst jest przegadany.

 

Podziwiam głębie symboliki

to moje zboczenie niestety, że do każdego tekstu wpakowuję mnóstwo nierozpoznawalnych dla nikogo poza mną symboli, w moim odczuciu fantastyka nie polega na oszałamiającej, wirtuozerskiej formalnie, zabawie z czytelnikiem, sondującej nieznane obszary, a wręcz przeciwnie – na gadaniu w tej warstwie powszechnie znanej, na nowo opowiadaniu baśni z czasów paleolitu, rozmawianiu z człowiekiem w sosie własnym.

W opowiadaniu, które teraz przygotowuję staram się jak najwięcej sensów umieścić na wierzchu, a nie jak do tego pory – głęboko – ciekaw jestem jak to wyjdzie i czy rzeczywiście zostaną one tu, przez czytających – odnalezione.

 

 

wilk-zimowy

Forma jak forma, pomimo małej liczby znaków przydługa i można odpaść po drodze

 

Mógłbym zwalać to na jakąś swoją niewprawność (może częściowo tak jest, kiedyś potrafiłem być lakoniczny, dawno utraciłem ten umiejętność), ale w zamierzeniu jest to jednak zabieg celowy. Początek ma być powolny, wręcz zniechęcający, swoją monotonią, powtarzalnością, zwykłością. Bylejakością wręcz. Ot kolejny odcinek telenoweli, w której aktorzy już dawno przestali się starać, a scenarzysta się nie popisał. Mimo to jestem przekonany, że ten początek nie jest po prostu nudny – wciąga czytelnika w pewną grę. Nie sądzę, by ktokolwiek na nim rzeczywiście poległ.

Mam wrażenie, że moich dłuższych form zupełnie nie polubisz, bo wiele moich tekstów ma taką strukturę, że zaczyna się powoli, ociężale, w bardzo sennym tempie – by na koniec przyspieszyć.

 

czemu kobieta opiekująca się starcem nie pozbyła się tego jednego zdjęcia?

To jego córka (to chyba jasno wynika z tekstu), a nie obca kobieta i to nie jedno zdjęcie, a cały album. Czemu miałaby się go pozbywać? Dla niej to rytuał. Pierwotnie opowiadanie miało się zaczynać nie od “Coraz trudniej mi było chodzić po schodach” ale od “Tego dnia mnie rozpoznał”. Przy takim stadium plastyczność pamięci się mocno obniża, nie pamięta się świeżych informacji, nie rozpoznaje się osób bliskich – czasem nie dlatego, że się nie zdaje sprawy z ich istnienia, a dlatego, że się pamięta je jako o wiele młodsze – często następuje już utrata pamięci biograficznej, postępujące zagubienie, kłopoty z własną tożsamością. Pytanie “kim jestem?” powoli wypiera pytanie “kim ty jesteś?”, rośnie poczucie wyobcowania, zagrożenia, braku łączności – nie tylko z własnymi wspomnieniami czy ze światem, ale też z własnym “ja”. Osoby wokół i otoczenie – stają się obce. Zagrażające. W tym przypadku zabieranie albumu, jedynego (lub jednego z niewielu) łączników z przeszłością – byłoby czymś, na co kochająca córka na pewno by się nie zdobyła. Podobnie nie zabrałaby (nawet jeśli mogłaby, nawet jeśli nie jest w jakiś sposób to fizycznie niemożliwe) – kamienia, który przedłuża życie ojca.

entropia nigdy nie maleje

Tak, ze córka widać. Ale jeśli to jedno zdjęcie budzi przykrość i sprawia ból, mogła je ukryć. Wyciąć stronę i umieścić ją gdzie indziej, zasłonić zdjęcie wczepiając/wklejając (zależy od rodzaju albumu) inne na nie?

wilk-zimowy

Chyba sam swojego utworu nie rozumiem, albo bardzo go źle napisałem, bo nie wiem o które zdjęcie Ci chodzi :)

Jak mi się wydaje, nie napisałem, ani nie zasugerowałem, że któreś zdjęcie sprawia staruszkowi przykrość.

Być może tu mr.maras uchwycił sedno i rzeczywiście coś źle / niejasno napisałem:

– nie podoba mi się to gwałtowne przejście od zmyślał historię do wstał i podszedł do okna. Jakby to zmyślanie i wstanie z podchodzeniem do okna to był ciąg równorzędnych czynności. Zmyślanie i wstawanie.

To, co staruszkowi sprawia przykrość to nie zdjęcia, a z jakiegoś nieznanego (czy naprawdę nieznanego?) powodu robotnicy pracujący u sąsiadów.

Ogólnie osoby w takim stanie bardzo nie lubią jakichkolwiek zmian w otoczeniu i reagują na nie zazwyczaj mocno emocjonalnie: agresją, żalem, płaczem. Ale oczywiście w tym przypadku, ja jak to ja, zawarłem w tym coś więcej, pewną symbolikę i pewne tropy – częściowo już znalezione w poprzednich komentarzach – reszta, niech zostanie do znalezienia dla hipotetycznego przyszłego komentatora, który “rozczyta” co ja właściwie chciałem powiedzieć tym zdaniem. Nie będę zdradzał interpretacji tego wersu – jak nikt nigdy nie “rozczyta” to niech będzie na zawsze jako miejsce hańby dla mnie, że nie potrafiłem przekazać tego co chciałem :)

entropia nigdy nie maleje

Choć dość wcześnie nabrałam podejrzeń, co do tożsamości staruszka, to finał i tak walnął mocno.

Pomysł osobliwy, ale zacny, tak jak i wykonanie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy

 

Dziękuję. Z takich ust usłyszeć, że wykonanie zacne z takiej ręki przeczytać… cholera no dziękuję po prostu!

entropia nigdy nie maleje

Bardzo proszę, Jimie, i wiedz, że niezmiernie miłe znalazłam Twoje „dziękuję po prostu”.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Raduje me serce, że tym razem cała przyjemność nie tylko po mojej stronie ;-)

entropia nigdy nie maleje

Radości cieszące więcej niż jedną osobę, stają się o wiele radośniejsze. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Radości się przedziwnie wymykają prawidłom matematyki, bo gdy się je z kimś dzieli, to się mnoży ;D

entropia nigdy nie maleje

Nic dodać, nic odjąć. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Można spróbować scałkować ;D

entropia nigdy nie maleje

Ale to już wybiega poza moje matematyczne umiejętności. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

w szkołach pokazują całki jako rzecz magiczną i mglistą,

ale staną się jaśniejsze nawet zatwardziałym humanistom

jeśli się wprost powie, że całkowanie,

to pola pod wykresem zliczanie

 

jeśli dodam, że całkowanie

jest różniczki odwrotnością

w metaforze się całka stanie

matematyczną miłością

 

jeśli jednak ni w ząb nie zrozumiesz

bo przeceniłem swe wyjaśniania umiejętności,

nic nie szkodzi dopóki umiesz,

dobrą być, w uwspólnianiu radości

;)

 

entropia nigdy nie maleje

Jimie, kończyłam siedmioklasową szkołę podstawową. W tamtych czasach nie uczono opisanych mądrości. I tak jak nie wiem nic o całkach, tak nie wiem nic również o różniczkach. Ale wiem to i owo o różyczkach. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Lepszych porządnych klas siedem

niż byle dyplom niejeden ;-)

entropia nigdy nie maleje

Podoba mi się :) Przede wszystkim doceniam atmosferę i emocje, które czuć w Twoim tekście. Świetnie tu pasują oszczędne dialogi, doskonale oddają klimat i od początku wywoływały we mnie uczucie niepokoju.

Sam przekaz opowiadania w pewnym sensie mocno przerażający…

Nowa Fantastyka