- Opowiadanie: BasementKey - Uważaj czego sobie... no sami wiecie

Uważaj czego sobie... no sami wiecie

Oba­wiam się, że nawet nie zbli­ży­łem się do ga­tun­ku. Ca­łość po­wsta­ła dość szyb­ko i spon­ta­nicz­nie, za­koń­cze­nie z tzw. dupy – wzo­ro­wa­ne tro­chę na Gom­bro­wi­czu, ale sami wie­cie jak to jest z tymi in­spi­ra­cja­mi. Upra­sza się o nie­czy­ta­nie ludzi o sła­bych ner­wach ;)

 

Moje hasło: Flir­tu­ją­cy fi­la­te­li­sta.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Uważaj czego sobie... no sami wiecie

Kiedy za­ma­wiasz coś z Chin, mu­sisz się li­czyć z dłu­gim cza­sem ocze­ki­wa­nia na prze­sył­kę. Tak było i tym razem. Bie­głam na pocz­tę, pró­bu­jąc przy­po­mnieć sobie, co za­mó­wi­łam. Na­klej­ki z pie­ska­mi? Nie, to było w ze­szłym mie­sią­cu. Luźną ko­szul­kę w krop­ki? Tej chyba osta­tecz­nie nawet nie ku­pi­łam. Zdą­ży­łam do okien­ka tuż przed za­mknię­ciem urzę­du, przyjmując na siebie nienawistne spojrzenie pani z obsługi. Ode­bra­łam nie­wiel­ką pacz­ką i wol­niej­szym już kro­kiem wra­ca­łam do domu. Kształt prze­sył­ki czy chiń­skie znacz­ki na ety­kie­cie nie­wie­le mi mó­wi­ły o zawartości.

W Żabce na par­te­rze ku­pi­łam jesz­cze białe wino, po czym stu­ka­jąc ob­ca­sa­mi wdra­pa­łam się po schodach na dru­gie pię­tro, ignorując windę. Trochę dodatkowego wysiłku nie zaszkodzi, choć moje napięte łydki chyba były innego zdania. Otworzyłam drzwi do mieszkania, zdjęte buty wylądowały niemal natychmiast pod kanapą, a paczuszka na jej miękkim obiciu. Kieliszek już puszczał do mnie kryształowe oczko zza witryny kredensu. Wyjęłam go, obficie zalałam winem po czym wrzuciłam kilka kostek lodu z zamrażalnika. Z trunkiem w ręku zabrałam się za rozbebeszanie kartonika.

W środ­ku była lampa. Fak­tycz­nie kilka tygodni temu za­mówiłam ją, jed­nak to, co uka­za­ło się moim oczom, dra­stycz­nie róż­ni­ło się od in­ter­ne­to­wej ofer­ty. Pa­mię­tam, że zdję­cia przed­sta­wia­ły alu­mi­nio­we cacko z le­do­wą ża­rów­ką, a do­tarł do mnie jakiś za­rdze­wia­ły sta­roć, w któ­rym coś chlu­pa­ło, a z klo­sza wy­sta­wał knot. Knot, kurwa!

Odło­ży­łam przed­miot trzęsącymi się dłońmi. Nie wiedzieć kiedy wino zniknęło, więc po­szłam po do­lew­kę. Wró­ci­łam z peł­nym kie­lisz­kiem, nieco uspo­ko­jo­na. Zaraz na­pi­szę do sprze­daw­cy i pew­nie wszyst­ko się wy­ja­śni. Zresz­tą nie ma się co de­ner­wo­wać za tę parę zło­tych.

Wzię­łam raz jesz­cze lampę do ręki, z boku wid­niał ledwo wi­docz­ny napis, prze­tar­łam go chu­s­tecz­ką i od­czy­ta­łam: Ge­nies Inc. Z klo­sza unio­sła się nie­wiel­ka chmu­ra kurzu od tego po­cie­ra­nia.

– A żebym rok nie ru­cha­ła – po­wie­dzia­łam na głos. – Cóż to za obrzy­dli­stwo!

 

***

 

Czło­wiek myśli, że już nic go nie zdzi­wi. Żyje sobie już te kil­ka­dzie­siąt lat na świe­cie, ma wy­kształ­ce­nie, ota­cza się tech­ni­ką, cho­dzi do te­atru, nie oglą­da TVP. I nagle: jebs! Pan­de­mia ja­kie­goś w dupę ko­pa­ne­go wi­ru­sa.

Moje życie to­wa­rzy­skie legło w gru­zach. Jesz­cze do nie­daw­na wy­star­czy­ło po­ka­zać łydkę czy ramię, o de­kol­cie nie wspo­mi­na­jąc, a już tłumy absz­ty­fi­kan­tów wy­śpie­wy­wa­ło pod Żabką beł­ko­tli­we se­re­na­dy. A teraz? Wszy­scy się izo­lu­ją, bary i dys­ko­te­ki po­za­my­ka­ne, nawet do pracy nie można przyjść, bo re­ko­men­da­cja Dzia­łu Bez­pie­czeń­stwa jest taka, żeby zo­stać w domu. Rów­nież szko­le­nia i im­pre­zy fir­mo­we od­wo­ła­ne. Wszyst­kie oprócz tego jed­ne­go, ostat­nie­go w ka­len­da­rzu wy­da­rze­nia.

Po­nie­waż nasza firma w ostat­nim okre­sie pró­bo­wa­ła wal­czyć z opi­nią bez­wład­ne­go mo­lo­cha, ko­lo­sa na gli­nia­nych no­gach, za­fun­do­wa­li nam szko­le­nie z tech­nik zwin­nych. W tej całej zwin­no­ści (z an­giel­skie­go agile), jak ja to ro­zu­miem, w dużym skró­cie cho­dzi o to, żeby wię­cej się spo­ty­kać i wię­cej gadać, za­miast robić swoją, kon­kret­ną ro­bo­tę. Zresz­tą nie­waż­ne. Prze­cież nie o to mi cho­dzi­ło, żeby gadać, czy się kłó­cić, tylko o to, żeby wła­śnie się spo­tkać. Przy­cią­gać spoj­rze­nia, bu­dzić uśmie­chy, roz­nie­cać cie­pło w oko­li­cach kro­cza. Tak, oto ja, biz­ne­so­wa Afro­dy­ta, Julia z mor­do­ro­we­go bal­ko­nu, He­le­na kor­po­riań­ska.

Włożyłam moją ulu­bio­ną kiec­kę, tę ciem­ną, prze­ty­ka­ną srebr­ny­mi pa­secz­ka­mi, z ba­skin­ką i dużym de­kol­tem. Do tego oczy­wi­ście czer­wo­ne szpi­le i na ko­niec pa­znok­cie, hy­bry­da w srebr­nym ko­lo­rze, żeby do­brze się kom­po­no­wa­ła ze srebr­ny­mi ele­men­ta­mi su­kien­ki. Z kolei na ustach czer­wień w ko­lo­rze szpi­lek. Nor­mal­nie roz­pier­du­cha!

Szko­le­nie trwa­ło dwa dni i czu­łam się tak, jakby mnie po­wo­li za­bi­ja­no. Jakby stado śli­ma­ków jeź­dzi­ło mi po ciele i ślu­zem pró­bo­wa­ło mnie udu­sić. Te śli­ma­ki, to uczest­ni­cy szko­le­nia, a śluz, to te wszyst­kie okrą­głe zda­nia, które wy­do­by­wa­ją się z ich ni­ja­kich twa­rzy. Ich ciała ob­cią­gnię­te sza­ry­mi ubra­nia­mi, ni­czym sko­ru­pa­mi śli­ma­ków, ich brwi to marsz­czo­ne w sku­pie­niu, to uno­szo­ne w praw­dzi­wym lub po­zo­ro­wa­nym zdzi­wie­niu jak czuł­ka jak rogi wy­sta­wia­ne po przy­sło­wio­we mlecz­ne prze­two­ry. Dziś minął rok od kiedy nie upra­wia­łam seksu i wy­da­wa­ło mi się, że ta sy­tu­acja bę­dzie się nie­ste­ty dalej utrzy­my­wać. Tra­ge­dia.

Po­sta­no­wi­łam się jed­nak nie pod­da­wać, dru­gie­go dnia szko­le­nia ubra­łam moją drugą ulu­bio­ną kiec­kę, taką już jaw­nie wo­jen­ną. I nie była to zimna wojna, jeśli wie­cie, co mam na myśli. Po skoń­czo­nych warsz­ta­tach z ite­ra­cyj­ne­go po­dej­ścia w kie­ro­wa­niu pro­jek­ta­mi, jeden ze śli­ma­ków peł­znie w moją stro­nę. Nie­mal widzę rogi w jego spodniach, które ner­wo­wo się pokazują, w reakcji na mo­je­go pieroga. Po krót­kiej wy­mia­nie zdań, nie­śmia­ły ad­o­ra­tor prze­szedł wresz­cie do sedna:

– Mam w domu ko­lek­cję znacz­ków, może obej­rzy­my je razem po szko­le­niu.

– Pew­nie, dla­cze­go nie…

Od­szedł po chwi­li za­do­wo­lo­ny, nie­znacz­nie szu­ra­jąc no­ga­mi. Pa­trzy­łam na ka­fel­ki ko­ry­ta­rza, czy nie cią­gnie się za nim ślu­zo­wa­ta ścież­ka. Nie, to była tylko moja wy­obraź­nia. Nie zmie­nia to faktu, że byłam w tym mo­men­cie upa­dłą ko­bie­tą. W całym życiu, w moim pięk­nym, sza­lo­nym, in­ten­syw­nym życiu, nigdy jesz­cze tak nisko się nie zna­la­złam. Byłam bli­sko dna, z ma­ły­mi szan­sa­mi, żeby się od niego odbić. Po­trze­bo­wa­łam uwagi, ad­o­ra­cji, mę­skie­go ciała pod sobą i seksu do bia­łe­go rana. Byłam ko­bie­tą, a każda ko­bie­ta ma swoje pra­gnie­nia.

 

***

 

Ten zjeb na­praw­dę miał w domu znacz­ki. Du­uużo znacz­ków. Przez więk­szość wie­czo­ru ob­ser­wo­wa­łam, jak brał małą pę­se­tę w swoje grube pa­lu­chy i z otwar­te­go kla­se­ra de­li­kat­nie wyj­mo­wał zna­czek po znacz­ku, żeby je mi pre­zen­to­wać. I to było wszyst­ko. Wcze­śniej wa­ha­łam się czy dać mu w mordę, kiedy bę­dzie się do mnie przy­sta­wiał czy może jed­nak za­sza­leć, za­mknąć oczy i wy­obra­żać sobie, że to sam Tom Cru­ise, albo Brad Pitt. Osta­tecz­nie jed­nak sama po­czu­łam się, jak­bym do­sta­ła w twarz. Moje wspa­nia­ła uroda, mój sta­ran­ny ma­ki­jaż, moja hy­bry­da, utwar­dza­na w do­mo­wych wa­run­kach pra­wie pół go­dzi­ny dłu­żej niż wy­ma­ga tego pro­du­cent. Kurwa!

W końcu nie wy­trzy­ma­łam, pod­nio­słam się z eko skó­rza­nej ka­na­py, po­pra­wi­łam kiec­kę, chwy­ci­łam to­reb­kę i wy­szłam trza­snąw­szy drzwia­mi tak, aż echo się po­nio­sło po całym wiel­ko­pły­to­wym osie­dlu. Pe­ere­low­ską windą zje­cha­łam na par­ter a na­stęp­nie wy­szłam przed blok, żeby spo­koj­nie po­cze­kać na, za­mó­wio­ne­go przed chwi­lą, ubera. 

– Chcia­ła­bym być cho­ciaż jed­nym z tych oglą­da­nych przed chwi­lą znacz­ków – wy­szep­ta­łam do sie­bie ob­ser­wu­jąc sta­rusz­ków wy­pro­wa­dza­ją­cych swoje psy na osie­dlo­we­go or­li­ka. Aż łzy sta­nę­ły mi w oczach. – Naj­ład­niej­szym, naj­bar­dziej uko­cha­nym z jego znacz­ków.

Jesz­cze po­cią­gnę­łam smut­no kil­ku­krot­nie nosem, nim ogar­nę­ła mnie to­tal­na ciem­ność.

 

***

 

Otworzyłam oczy i dalej było ciem­no. Pomyślałam sobie, że jak nic, po­rwał mnie kie­row­ca ubera. Może już wy­wiózł na Ukra­inę, gdzie będę mu­sia­ła wal­czyć z Ro­sja­na­mi na Kry­mie, albo uczest­ni­czyć w roz­ru­chach w Ki­jo­wie. Ki­jo­wo!

Nie wiem jak długo było ciem­no, ale w końcu do­strze­głam świa­tło, wy­glą­da­ło jakby ktoś po­wo­li otwie­rał cięż­kie drzwi mojej celi. To chyba jed­nak nie był ba­gaż­nik ubera. Opraw­cą oka­zał się mój nie­do­szły aman­t, któ­re­go przed­wcze­śnie opu­ści­łam, zanim mnie za­nu­dził na śmierć. Jego twarz była dziw­nie duża, gdy po­chy­lał się nade mną; pa­rów­ko­wa­te palce dzier­ży­ły gi­gan­tycz­ną pę­se­tę. Le­ża­łam pod pa­skiem folii, pod który pę­se­ta wśli­zgnę­ła się ni­czym ta­jem­ni­czy ko­cha­nek. Zo­sta­łam bez­par­do­no­wo wy­wle­czo­na i pod­nie­sio­na w kie­run­ku twa­rzy męż­czy­zny, uzbro­jo­nej teraz do­dat­ko­wo w szkło po­więk­sza­ją­ce, w gru­bej opra­wie wci­śnię­tej w oczo­dół. Byłam pła­ska, pach­nia­łam kle­jem i pa­pie­rem i mia­łam po­strzę­pio­ne brze­gi. W tym mo­men­cie zda­łam sobie spra­wę, że je­stem pier­do­lo­nym znacz­kiem! Sta­ra­łam się nie wpaść w pa­ni­kę i chyba nie­źle mi to wy­szło. Koleś ob­ser­wo­wał mnie długą chwi­lę swo­imi za­czer­wie­nio­ny­mi ocza­mi, a potem de­li­kat­nie odło­żył na miej­sce. Wśli­zgnę­łam się na po­wrót pod fo­lio­wą koł­der­kę, a potem kla­ser się za­mknął.

Sy­tu­acja nie zmie­ni­ła się przez kilka ty­go­dni, le­ża­łam sobie w za­mknię­tym kla­se­rze, od czasu do czasu wy­cią­ga­na na świa­tło dzien­ne przez fi­la­te­li­stę, który oglą­dał mnie z coraz więk­szym po­żą­da­niem. Nie trze­ba było być Sher­loc­kiem Hol­me­sem, żeby stwier­dzić, że coś tutaj się zdro­wo po­je­ba­ło. Pew­nie bym krzy­cza­ła, ale nie mo­głam. Czy wi­dział ktoś zresz­tą kie­dyś krzy­czą­ce znacz­ki? Je­dy­ne co mi przy­cho­dzi­ło do głowy z pocz­to­wych pro­duk­tów, które wy­da­wa­ły dźwię­ki, to gra­ją­ce kart­ki z ży­cze­nia­mi; wo­la­ła­bym być w tym mo­men­cie taką kart­ką niż znacz­kiem, co świad­czy­ło do­bit­nie o tym, że to­tal­nie za­czę­ło mi od­bi­jać.

Mia­łam dużo czasu na roz­my­śla­nia tak, że w końcu połączyłam kropki i moje po­dej­rze­nia padły na tę pie­przo­ną lampę z Chin i ży­cze­nia, które nie­fra­so­bli­wie wy­po­wie­dzia­łam. Rze­czy za­ma­wia­ne z Azji, pro­sto od pro­du­cen­ta… Nigdy wię­cej! Nie­ste­ty nie mia­łam już ust, więc nie mo­głam wy­po­wie­dzieć ko­lej­ne­go ży­cze­nia. Zro­zu­mia­łam, że po­wrót do ludz­kiej formy może oka­zać się trud­ny czy wręcz nie­moż­li­wy. Kurwa! Kurwa! Kurwa!

Tym­cza­sem w bloku z wiel­kiej płyty ro­bi­ło się coraz cie­ka­wiej. Wy­glą­da­ło na to, że mój wła­ści­ciel pałał do mnie coraz więk­szym uczu­ciem. I słowa “pałał” uży­łam tutaj nie bez ko­ze­ry. Ostat­nim razem, kiedy wyj­mo­wał mnie z kla­se­ra był bez spodni, a jego śli­ma­czy czu­łek two­rzył nie­wiel­ki na­miot, wy­brzu­sza­jąc zbyt duże bok­ser­ki. Z jed­nej stro­ny było to obrzy­dli­we, z dru­giej lep­sze chyba to niż mo­no­to­nia za­mknię­te­go cią­gle kla­se­ra. Po­wo­li do mnie do­cie­ra­ło, że moje ży­cze­nie bycia uko­cha­nym znacz­kiem tego ża­ło­sne­go ku­ta­si­ny, speł­nia­ło się w nie­ocze­ki­wa­nie do­słow­ny spo­sób.

Po ty­go­dniu było jesz­cze go­rzej, mój spód, kle­ją­cą część znacz­ka, koleś za­czął przy­kle­jać sobie do przy­ro­dze­nia, żeby na­tych­miast ją ode­rwać z ci­chym ję­kiem roz­ko­szy. Gdy­bym nie była znacz­kiem, chyba bym się po­rzy­ga­ła. Nie zro­zum­cie mnie źle, zdaję sobie spra­wę, że są na świe­cie lu­dzie, któ­rych pod­nie­ca­ją różne przed­mio­ty, fe­ty­szy­ści re­ali­zu­ją­cy swoje po­trze­by sek­su­al­ne w inny spo­sób niż więk­szość spo­łe­czeń­stwa. Ale tak się zło­ży­ło, że w tym wszyst­kim byłam ja. Ja, która byłam znacz­kiem. Jest więc tak, jakby ten facet moje ciało przy­kle­jał sobie do fiuta, a potem od­kle­jał, więc to­le­ran­cja to­le­ran­cją, ale jed­nak mia­łam z tym spory pro­blem.

To jed­nak oka­za­ło się pi­ku­siem w po­rów­na­niu z tym jak ko­leż­ka za­czął się za­ba­wiać mną, czyli znacz­kiem, po upły­wie ko­lej­ne­go mie­sią­ca. Za­czął mnie sobie przy­kle­jać do swo­je­go owło­sio­ne­go anusa, od­kle­ja­jąc po chwi­li z ni­skim ję­kiem roz­ko­szy, pod­czas gdy drugą ręką ma­stur­bo­wał się do po­sta­wio­nej przed sobą miski. Tak, nie­wąt­pli­wie byłam jego naj­bar­dziej uko­cha­nym znacz­kiem. Z bar­dzo moc­nym kle­jem, wy­trzy­ma­łość tego kleju była dla mnie praw­dzi­wą za­gad­ką. Być może było to po­kło­siem mo­je­go ży­cze­nia. Ile bym dała, żeby móc cof­nąć czas i nie wy­po­wia­dać tych lek­ko­myśl­nych słów.

 

***

 

Nie wiem, jak wiele ty­go­dni spę­dzi­łam w kla­se­rze i na ciele fe­ty­szy­sty znacz­ków, przy­kle­ja­na do róż­nych jego części. Wiem na­to­miast, że przy­szedł dzień, który był inny niż po­zo­sta­łe i dzię­ki któ­re­mu udało mi się uwol­nić od mo­je­go opraw­cy.

Tego dnia facet za­pro­sił jakąś babkę do swo­je­go miesz­ka­nia. Raczej to była babka, bo strasznie się tarabanili w przedpokoju i słyszałam również odgłos całowania. Chyba po­ka­zy­wał jej później swoją ko­lek­cję pocztówek, jed­nak ona nie wy­szła ob­ra­żo­na trza­ska­jąc drzwia­mi jak kie­dyś ja. Z nie­do­mknię­te­go kla­se­ra starałam się obserwować ich wie­czór, bo nie miałam nic lepszego do wyboru. Cienka folia, pod którą leżałam nie pozwoliła mi rozróżnić szczegółów, ale wyglądało na to, że spotkanie skończyło się łóż­ko­wymi za­pa­sami, upra­wia­nymi w dość dziw­nych oko­licz­no­ściach. Mia­no­wi­cie koleś był zu­peł­nie nagi, a laska po­zo­sta­ła w swoim czer­wo­nym ko­stiu­mie. Babka miała ra­czej po­są­go­we kształ­ty, co pew­nie wy­ja­śnia­ło dla­cze­go moje wdzię­ki nie zro­bi­ły na fi­la­te­li­ście od­po­wied­nie­go wra­że­nia – po pro­stu nie byłam w jego typie. Pod­czas sto­sun­ku z ko­bie­tą w czer­wie­ni sły­chać było rów­nież nie­zwy­kłe me­ta­lo­we dźwię­ki, jakby ktoś bił drew­nia­ną łyżką o bla­sza­ny gar­nek. Po­my­śla­łam, że to dziw­ne, choć prze­cież mó­wi­my o go­ściu, który przy­kle­jał sobie zna­czek do tyłka, więc może jed­nak jest w tym jakaś, jeśli nie nor­mal­ność, to przy­naj­mniej kon­se­kwen­cja.

Wcze­snym ran­kiem do miesz­ka­nia za­wi­ta­ła po­li­cja. Wśród nie­zbyt kul­tu­ral­nych za­wo­łań w stylu: “na glebę”, “na zie­mię, kurwa, bo cię za­je­bię” i in­nych tego ro­dza­ju, wła­ści­ciel kla­se­ra zo­stał skuty i wy­wle­czo­ny z po­miesz­cze­nia. Ko­bie­ta, le­żą­ca bez ruchu na łóżku zo­sta­ła prze­nie­sio­na w kie­run­ku okna, gdzie po od­sło­nię­ciu za­słon dała się po­znać jako czer­wo­na skrzyn­ka pocz­to­wa, na­zna­czo­na bia­ły­mi pla­ma­mi w miej­scu, gdzie zwy­kło wkła­dać się listy. Ob­ser­wu­jąc z uchy­lo­ne­go kla­se­ra całą sy­tu­ację, zda­łam sobie spra­wę, że nigdy nie mia­łam naj­mniej­szych szans u tego ko­le­sia w swo­jej ko­bie­cej po­sta­ci. Od po­cząt­ku aż do smut­ne­go końca cho­dzi­ło za­wsze o listy i znacz­ki. No cóż…

– Ty, zo­bacz, coś tu leży – za­wo­łał nagle nade mną jeden z po­li­cjan­tów.

– Uhm – od­po­wie­dział nie­zo­bo­wią­zu­ją­co inny.

– Wła­śnie ta­kie­go znacz­ka po­trze­bu­ję, no i patrz leży sobie.

– Uhm.

– Nie­ostem­plo­wa­ny, zo­bacz, leży.

– Uhm.

Ko­niec koń­ców, znalazłam się w kie­sze­ni po­li­cjan­ta, zanim zja­wi­li się tech­ni­cy są­do­wi czy pani pro­ku­ra­tor. Sły­sza­łam ich głosy przez cien­ką, śmierdzącą tytoniem, ba­weł­nę spodni. Przez mo­ment mia­łam na­dzie­ję, że może po­li­cja mi po­mo­że, lecz nawet i ta nikła szan­sa zo­sta­ła zni­we­czo­na. Tra­fi­łam na pocz­tę, gdzie po­li­cjant kupił ko­per­tę, w któ­rej umie­ścił kilka kar­tek pa­pie­ru. List dokładnie za­kle­ił, a potem starannie po­li­zał zna­czek przed umieszczeniem go na kopercie, mam­ro­cząc coś o kleju, który może być stary. Na­stęp­nie wrzu­cił mnie wraz z li­stem do skrzyn­ki. Sły­sza­łam jesz­cze jak spluwał na chod­nik, od­cho­dząc i zło­rze­cząc na jakiś wło­sek, który przyczepił mu się do ję­zy­ka.

 

***

 

Tak oto po­wo­li koń­czy się moja hi­sto­ria. Jako zna­czek spę­dzi­łam wiele lat, przy­kle­ja­na do li­stów, okrą­ża­jąc cały świat, prze­cho­dząc z rąk do rąk, a kil­ku­krot­nie lą­du­jąc także w kla­se­rach. Z nie­zro­zu­mia­łe­go po­wo­du tusz ze stem­pla nie utrzy­my­wał się na mojej po­wierzch­ni, przez co byłam czę­sto w ruchu, wy­ko­rzy­sty­wa­na do prze­sy­ła­nia li­stów i pa­czek. 

Aż pew­ne­go dnia mój kosz­mar się skoń­czył. Przy­cze­pi­łam się do futra wil­ko­ła­ka w trak­cie pełni księ­ży­ca (ach, ten nie­za­wod­ny klej!), w cza­sie jego prze­mia­ny. W swo­jej po­twor­nej od­sło­nie, sza­lał ni­czym mi­tycz­ny Ajaks, sie­jąc spu­sto­sze­nie wśród stad krów i owiec gdzieś u pod­nó­ża Kar­ko­no­szy. Na­stęp­ne­go ranka wil­ko­łak obu­dził się pół­na­gi i długo pła­kał leżąc na kupce gnoju w ja­kimś pod­nisz­czo­nym go­spo­dar­stwie. Z kie­sze­ni po­rwa­nych spodni wyjął dłu­go­pis, długo roz­glą­dał się za kart­ką pa­pie­ru, w końcu chwy­cił przy­kle­jo­ny do brody zna­czek, aby na nim na­pi­sać: “Chcę być zwy­kłym czło­wie­kiem”.

Ktoś tam w de­par­ta­men­cie speł­nia­nia ży­czeń firmy Ge­nies Inc. po­trak­to­wał to za­pew­ne jako moje trze­cie ży­cze­nie. Wy­lą­do­wa­łam zatem na kupce gnoju, w mojej dru­giej ulu­bio­nej su­kien­ce, na szpil­kach i ze srebr­ny­mi, hy­bry­do­wy­mi pa­znok­cia­mi, które z ucie­chy wbi­łam de­li­kat­nie w kark i klat­kę pier­sio­wą mo­je­go zbaw­cy, rzu­ca­jąc mu się na szyję. Wil­ko­łak, czy to z po­wo­du szoku wy­wo­ła­ne­go moim po­ja­wie­niem się, czy może z po­wo­du tego nie­szczę­sne­go sre­bra w hy­bry­dzie, wy­zio­nął nie­ste­ty ducha, ja na­to­miast od­da­li­łam się nie­spiesz­nie, w stro­nę wscho­dzą­ce­go słoń­ca, gdyż o po­ran­ku za­cho­dzą­ce­go słoń­ca było jak na le­kar­stwo.

Wy­na­ję­łam chat­kę nie­da­le­ko miej­sca mojej trans­for­ma­cji i za­bra­łam się za spi­sa­nie tej całej zwa­rio­wa­nej hi­sto­rii. Pew­nie gówno z tego wy­szło a nie bi­zar­ro, ale w sumie w dupie mam tę całą fan­ta­sty­kę.

Koniec

Komentarze

xD

 

Nie no, mnie się tam to opowiadanie podoba. Narracja jest płynna, lekka i zabawna. Pomysł, żeby z kobiety zrobić… nie spojleruję, bardzo fajny. Sceny absurdalne, ale ten filatelista to bardzo kolorowy człowiek, trzeba przyznać. xD

Kilka zdań trafnych w punkt. 

Już późno i oczy mi się kleją, więc Ci teraz nie wyłapię, ale masz tam kilka literówek i pożartych przecinków. Ufam, że to naprawisz, bo biegnę do biblio. 

Zakończenie może i jest trochę z dupy, ale tylko trochę. :) 

Najpierw satyra, potem groteska, potem bizarro, trochę obrzydliwe (to plus), trochę komiczne i przegięte. Biedną bohaterkę ewidentnie ominęła w dzieciństwie bajka o lampie :D

Cześć.

 

Co rzuca mi się w oczy z drobnostek:

 

Przypomniałam sobie, że faktycznie zamawiałam ją, jednak to co ukazało się moim oczom drastycznie różniło się od internetowej oferty.

Odnoszę wrażenie, że gęsto u Ciebie od czasowników.

Może to “Przypomniałam sobie” jest zupełnie zbędne?

Faktycznie, zamawiałam ją. Jednak to co ukazało się moim oczom drastycznie różniło się od internetowej oferty.

 

 

Zdążyłam do okienka tuż przed zamknięciem urzędu, odebrałam niewielką paczką i wolniejszym już krokiem wracałam do domu.

Zdążyłam, odebrałam, wracałam.

 

W Żabce na parterze kupiłam jeszcze białe wino, po czym stukając obcasami wdrapałam się na drugie piętro, otworzyłam drzwi do mieszkania, zdjęłam buty i rzuciłam paczuszkę na miękką kanapę.

Kupiłam, wdrapałam, otworzyłam, zdjęłam i rzuciłam.

 

Przypomniałam sobie, że faktycznie zamawiałam ją,

Przypomniałam, zamawiałam.

 

 

Odłożyłam przedmiot, wypiłam duszkiem wino i poszłam po dolewkę.

Odłożyłam, wypiłam, poszłam.

 

Tu się gęsto od rymów robi, ale jak już wiemy, rap jest Twoją mocną stroną :D

 

 

To co widzę, dotyczy głównie pierwszej części. Zdania wydają się być, hm, zbyt proste, suche. Jakbyś nie Ty je pisał, a już kilka Twoich rzeczy czytałem.

 

Cała reszta jest już ok (choć jeszcze gdzieniegdzie trafiają się podobne konstrukcje z rymującymi się czasownikami). Może to jakieś subiektywne wrażenie:

 

Miałam dużo czasu na rozmyślania i w końcu dodałam dwa do dwóch i moje podejrzenia padły na pieprzoną lampę i życzenia, które niefrasobliwie wypowiedziałam.

 

Tu jeszcze nikłe powtórzonko:

 

Koniec końców, trafiłam do kieszeni policjanta, zanim zjawili się technicy sądowi czy pani prokurator. Słyszałam ich głosy przez cienką bawełnę spodni. Przez moment miałam nadzieję, że może policja mi pomoże, lecz nawet i ta nikła szansa została zniweczona. Trafiłam na pocztę, gdzie policjant kupił kopertę, w której umieścił kilka kartek papieru.

 

Jeszcze dorzucę, że jako psychofan walk (o czym wielokrotnie ględzę) jestem pod wrażeniem choreografii z przedostatniego akapitu :D

 

A dodam również, że scena seksualna bardzo przypadła mi do gustu :D

 

Całościowo pozytywnie odbieram Twoje podejście do tematu bizarro.

Zaczynam odbierać bizarro, jako zawody w zrobieniu obrzydliwego opka w sposób najmniej obrzydliwy.

Zajmujesz wysoką lokatę – gratulacje.

Witam wszystkich, ale fajnie, że jesteście :)

 

@Saro

 

Nie no, mnie się tam to opowiadanie podoba. Narracja jest płynna, lekka i zabawna. Pomysł, żeby z kobiety zrobić… nie spojleruję, bardzo fajny.

Dziękuję, cieszę się :) Inspirowałem się trochę tym.

 

Sceny absurdalne, ale ten filatelista to bardzo kolorowy człowiek, trzeba przyznać. xD

Oj tak, wierny swojej pasji :D

 

Kilka zdań trafnych w punkt. 

Wspaniale! Obawiałem się, że jako facet nie wczuję się odpowiednio w kobiecą narratorkę, może jednak nie jest tak źle ;)

 

Już późno i oczy mi się kleją, więc Ci teraz nie wyłapię, ale masz tam kilka literówek i pożartych przecinków. Ufam, że to naprawisz, bo biegnę do biblio.

Naprawię, co jeszcze mi się w oczy rzuci, lub dobrzy ludzie wskażą…

 

Zakończenie może i jest trochę z dupy, ale tylko trochę. :) 

Dzięki! Siedziałem cały dzień nad tym opkiem i już nie miałem siły.

 

@ninedin

 

Najpierw satyra, potem groteska, potem bizarro, trochę obrzydliwe (to plus), trochę komiczne i przegięte.

Mam nadzieję, że wszystko razem, ten swoisty fabularny bigos jakoś się trzyma (było nie było) kupy ;)

 

Biedną bohaterkę ewidentnie ominęła w dzieciństwie bajka o lampie :D

Hehe, pewnie Vogue’a czytała w tym czasie, albo chodziła na angielski :)

 

 

@silvanie

 

Ratujesz mi tyłek swoimi uwagami :)

 

Może to “Przypomniałam sobie” jest zupełnie zbędne?

Faktycznie, zamawiałam ją. Jednak to co ukazało się moim oczom drastycznie różniło się od internetowej oferty.

Oczywiście, wyrzucam.

 

Zdążyłam do okienka tuż przed zamknięciem urzędu, odebrałam niewielką paczką i wolniejszym już krokiem wracałam do domu.

Zdążyłam, odebrałam, wracałam.

Nie mam na ten moment pomysłu jak to rozbić, zostawiam.

 

W Żabce na parterze kupiłam jeszcze białe wino, po czym stukając obcasami wdrapałam się na drugie piętro, otworzyłam drzwi do mieszkania, zdjęłam buty i rzuciłam paczuszkę na miękką kanapę.

Kupiłam, wdrapałam, otworzyłam, zdjęłam i rzuciłam.

Uhm, rozbiłem to dodatkowym zdaniem potrzebie ruchu u napiętych łydkach.

 

Odłożyłam przedmiot, wypiłam duszkiem wino i poszłam po dolewkę.

Odłożyłam, wypiłam, poszłam.

Tia, zmieniłem, może będzie lepiej :)

 

To co widzę, dotyczy głównie pierwszej części. Zdania wydają się być, hm, zbyt proste, suche. Jakbyś nie Ty je pisał, a już kilka Twoich rzeczy czytałem.

Okej, popatrzę spróbuję podciągnąć gdzieniegdzie.

Chyba taki zawoalowany komplement mi strzeliłeś – więc dzięki! :)

 

Cała reszta jest już ok (choć jeszcze gdzieniegdzie trafiają się podobne konstrukcje z rymującymi się czasownikami).

Ach te polskie czasowniki, popatrzę…

 

Może to jakieś subiektywne wrażenie:

Miałam dużo czasu na rozmyślania i w końcu dodałam dwa do dwóch i moje podejrzenia padły na pieprzoną lampę i życzenia, które niefrasobliwie wypowiedziałam.

Zmieniłem na “połączyłam kropki”.

 

 

Tu jeszcze nikłe powtórzonko:

Koniec końców, trafiłam do kieszeni policjanta, zanim zjawili się technicy sądowi czy pani prokurator. Słyszałam ich głosy przez cienką bawełnę spodni. Przez moment miałam nadzieję, że może policja mi pomoże, lecz nawet i ta nikła szansa została zniweczona. Trafiłam na pocztę, gdzie policjant kupił kopertę, w której umieścił kilka kartek papieru.

Nie takie nikłe, zmieniłem. Dzięki raz jeszcze!

 

Jeszcze dorzucę, że jako psychofan walk (o czym wielokrotnie ględzę) jestem pod wrażeniem choreografii z przedostatniego akapitu :D

Dziękuję :)

 

A dodam również, że scena seksualna bardzo przypadła mi do gustu :D

Nie ciągnijmy może tego tematu xD

 

Całościowo pozytywnie odbieram Twoje podejście do tematu bizarro.

Zaczynam odbierać bizarro, jako zawody w zrobieniu obrzydliwego opka w sposób najmniej obrzydliwy.

Zajmujesz wysoką lokatę – gratulacje.

Wielkie dzięki! Zobaczymy jeszcze, czy znawcy bizarro nie będą psioczyć na to ;)

 

Pozdrawiam serdecznie!

Martwe liście i brudna ziemia

Niezmiernie mi miło, że ktoś wiele bardziej doświadczony uznaje moje uwagi za pomocne :)

Miło mi, że Ci miło :)

 

A z tym doświadczeniem bym nie przesadzał ;)

Martwe liście i brudna ziemia

BK, jak dla mnie to radosne bizarro pełną gębą :)

 

Na koniec zaśmiałam się głośno i homerycko, a z tym ostatnimi czasy u mnie słabo, więc masz dużego plusa. Końcówka wymiata. Podobnie jak wykorzystanie hasła i legendarnego “oglądania znaczków”. Miodzio.

 

Drobiazgi (nie pełna łapanka, tylko to, co się w oczy rzuciło, bo przez tekst płynęłam). Jest ich mało, więc klikam nie czekając na to, aż poprawisz ;)

 

Kiedy zamawiasz coś z Chin[+,] musisz się liczyć z długim czasem oczekiwania na przesyłkę.

 

Zdążyłam do okienka tuż przed zamknięciem urzędu, przyjmując na siebie nienawistne spojrzenie pani z obsługi.

Jak dobrze to znam! Zawsze tak robię, bo wtedy one dostają przyspieszenia w obsłudze i nie muszę stać w godzinnej kolejce ;) Skądinąd ta poczta na początku robi ładną klamrę całości, celowo?

 

jeden ze “ślimaków” pełznie w moją stronę. Niemal widzę czułka

W bizarro darowałabym sobie cudzysłów. I nie jestem pewna tego biernika od “czułek”.

 

W całym moim życiu, w moim pięknym, szalonym, intensywnym życiu

Wywaliłabym pierwszy zaimek, wtedy zdanie będzie ładniej brzmiało.

 

Gdybym nie była znaczkiem[+,] chyba bym się porzygała.

 

Jest więc tak, jakby ten facet moje ciało przyklejał sobie do fiuta[+,] a potem odklejał[+,] i tolerancja tolerancją, ale jednak miałam z tym spory problem.

“i” zamieniłabym na “więc”

 

Twego dnia

literówka

http://altronapoleone.home.blog

Świetny tekst, taki w sam raz pod bizarro. Silvan nie tyle ważna jest obrzydliwość w tekście co dziwaczność i absurdalność pomysłów

Witam kolejnych czytelników i komentujących :)

 

@drakaino

BK, jak dla mnie to radosne bizarro pełną gębą :)

Cieszę się, dla mnie jest to dość nieznany obszar wciąż.

 

Na koniec zaśmiałam się głośno i homerycko, a z tym ostatnimi czasy u mnie słabo, więc masz dużego plusa. Końcówka wymiata. Podobnie jak wykorzystanie hasła i legendarnego “oglądania znaczków”. Miodzio.

Miód to lejesz na moje serce, takimi uwagami. Bardzo dziękuję :)

 

Dzięki za uwagi techniczne – wszystko już poprawione.

Jak dobrze to znam! Zawsze tak robię, bo wtedy one dostają przyspieszenia w obsłudze i nie muszę stać w godzinnej kolejce ;) Skądinąd ta poczta na początku robi ładną klamrę całości, celowo?

Poczta to stan umysłu ;) Ja raczej staram się być wcześniej, bo zdarza się, że zamykają np. pięć minut przed czasem.

O pocztowej klamrze nie myślałem, raczej chciałem stworzyć coś na zasadzie motywu poczty – stąd m. in. też ta kradzież pocztowej skrzynki i spółkowanie z nią :)

 

jeden ze “ślimaków” pełznie w moją stronę. Niemal widzę czułka

W bizarro darowałabym sobie cudzysłów. I nie jestem pewna tego biernika od “czułek”.

Wywaliłem cudzysłów i trochę zaszalałem z czułkami – zmieniłem na rogi i dodałem dwa słowa o pierogu.

 

Dzięki za wizytę i komentarz! :)

 

@fanthomasie

 

Świetny tekst, taki w sam raz pod bizarro.

Cieszy mnie Twoja opinia i spełnienie wymogów formalnych :)

 

Silvan nie tyle ważna jest obrzydliwość w tekście co dziwaczność i absurdalność pomysłów

Często to idzie w parze. Mi łatwiej było ukazać tę dziwaczność właśnie w takim, nieco obrzydliwym ujęciu. Zresztą temat również mnie trochę ukierunkował.

 

Pozdrawiam!

Martwe liście i brudna ziemia

I jeszcze dziękuję za kliki: saro, ninedin, drakaino

 

Martwe liście i brudna ziemia

Bardzo dobre :)

Przeczytałem na jeden raz, a w przypadku bizzarro trudno, abym nawet zabrał się za czytanie. Na szczęście nie było obrzydliwie, narracja fajna, humor świetny, no i te nieprzewidziane zwroty akcji :D Hasło według mnie idealnie zrealizowane :)

Klikam do biblioteki!

@Zanaisie, wdzięczny jestem za tak miłe słowa heart

Miło mi, że czytało się płynnie i wszystko zagrało – zgodnie z wybranym hasłem smiley

 

Dziękuję za klika!

Martwe liście i brudna ziemia

No, BK, dałeś radę, mate :) Świetne opowiadanie. Początkowo miałem pewne wątpliwości, jak sobie poradzisz z pierwszoosobową, kiedy bohaterką jest kobieta, ale dałeś ładny koncert płynnego pisania. Czytało się świetnie, humor przypadł do gustu, obrzydlistw nie stwierdziłem, za to absurd w spójnej, nienachalnej formie zrobił Ci największą robotę.

I tylko jedno mnie zastanawia:

Tego dnia facet zaprosił jakąś babkę do swojego mieszkania. Chyba pokazywał jej również swoją kolekcję znaczków, jednak ona nie wyszła obrażona trzaskając drzwiami jak kiedyś ja. Z niedomkniętego klasera obserwowałam ich wieczór, który skończył się na łóżkowych zapasach, uprawianych w dość dziwnych okolicznościach. Mianowicie koleś był zupełnie nagi, a laska pozostała w swoim czerwonym kostiumie. Babka miała raczej posągowe kształty, co pewnie wyjaśniało dlaczego moje wdzięki nie zrobiły na filateliście odpowiedniego wrażenia – po prostu nie byłam w jego typie. Podczas stosunku z kobietą w czerwieni słychać było również niezwykłe metalowe dźwięki, jakby ktoś bił drewnianą łyżką o blaszany garnek.

Bohaterka stwierdza, że obserwowała wieczór filatelisty z jakąś babką o posągowych kształtach. A potem dowiadujemy się, że kolo ruchał skrzynkę na listy. To kolejny element absurdu – ten nielogiczny – czy może ja czegoś nie kumam. Ta babka zamieniła się w skrzynkę? Ona cały czas była skrzynką, ale bohaterka jej nie widziała i tylko jej się zdawało, że filatelista spotyka się z kimś? No, ale przecież bohaterka musiała widzieć, bo obserwowała z niedomkniętego klasera i nawet oceniła kostium oraz posągowe kształty. Kurde, nie wiem o co loto :)

Wyjaśnisz?

A tymczasem idę do kikarni, bo to opowiadanie zrobiło mi wieczór :)

 

Pozdrawiam

Q

Known some call is air am

Ho, ho, aleś Pan dał czadu! Niby w bizarro trudno mieć jakąś konkretną linię wydarzeń, ale u Ciebie kolejne króliki z kapelusza wyskakują w miarę z sensem. I jest przy tym bardzo dowcipnie i ciekawie, mimo ryjących czerep ekscesów filatelistycznych. Zaklikałabym, ale widzę, że Q mnie ubiegł. Powiem więc tylko, że mi się. :)

Pozdrawiam

Hej, Outta Sewerze, dzięki za wizytę i komentarz :)

 

Cieszę się z Twojej pozytywnej opinii, miło mi :)

 

Początkowo miałem pewne wątpliwości, jak sobie poradzisz z pierwszoosobową, kiedy bohaterką jest kobieta, ale dałeś ładny koncert płynnego pisania.

Ja też miałem wątpliwości, no widzisz :)

 

Czytało się świetnie, humor przypadł do gustu, obrzydlistw nie stwierdziłem, za to absurd w spójnej, nienachalnej formie zrobił Ci największą robotę.

Świetnie :) Tak miało być. Tzn. z tą obrzydliwością się starałem, żeby też była, ale jako, że nie przepadam za nią to wyszło jak wyszło.

 

Bohaterka stwierdza, że obserwowała wieczór filatelisty z jakąś babką o posągowych kształtach. A potem dowiadujemy się, że kolo ruchał skrzynkę na listy. To kolejny element absurdu – ten nielogiczny – czy może ja czegoś nie kumam. Ta babka zamieniła się w skrzynkę? Ona cały czas była skrzynką, ale bohaterka jej nie widziała i tylko jej się zdawało, że filatelista spotyka się z kimś? No, ale przecież bohaterka musiała widzieć, bo obserwowała z niedomkniętego klasera i nawet oceniła kostium oraz posągowe kształty. Kurde, nie wiem o co loto :)

Zamysł był taki, że koleś przytargał do mieszkania skrzynkę na listy, a z niedomkniętego klasera nie było widać dokładnie i bohaterka myślała, że to kobieta w czerwieni o posągowych kształtach. Pomyślę jak to lepiej ubrać w słowa :)

 

A tymczasem idę do kikarni, bo to opowiadanie zrobiło mi wieczór :)

Haha, cudownie, dzięki!

Martwe liście i brudna ziemia

Oidrin, siema :)

 

Ho, ho, aleś Pan dał czadu! Niby w bizarro trudno mieć jakąś konkretną linię wydarzeń, ale u Ciebie kolejne króliki z kapelusza wyskakują w miarę z sensem.

 

Dzięki, takie zboczenie moje , że tego sensu szukam :)

 

I jest przy tym bardzo dowcipnie i ciekawie, mimo ryjących czerep ekscesów filatelistycznych.

No, fajnie, że doceniłaś. Napociłem się przy tym fragmencie (jakkolwiek to brzmi xD).

 

Zaklikałabym, ale widzę, że Q mnie ubiegł. Powiem więc tylko, że mi się. :)

Cudownie! :)

 

Ps. Męczyłbym Cię o betę, ale czasu nie stykło…

 

 

Martwe liście i brudna ziemia

Witaj.

Opowiadanie jest dla mnie tak niesamowite, że jestem przekonana, iż to wzór bizarro, serio.

Czyta się z ciekawością, pomysł jest świetny, humor również.

Gratuluję nieograniczonej wyobraźni. 

Fragment z włoskiem – massssakra! :)))

Pozdrawiam. 

Pecunia non olet

Cześć, Bruce :)

 

Opowiadanie jest dla mnie tak niesamowite, że jestem przekonana, iż to wzór bizarro, serio.

Cieszę się, że tak uważasz :) Kurde, pierwszy raz w takim klimacie coś napisałem, niezwykle mnie raduje tak pozytywny odzew.

 

Czyta się z ciekawością, pomysł jest świetny, humor również.

Gratuluję nieograniczonej wyobraźni.

Dziękuję za docenienie. Jakieś tam ograniczenia są… ;) Ale muszę przyznać, że trochę wodze wyobraźni popuściłem.

 

Fragment z włoskiem – massssakra! :)))

Haha, no trochę. Dla każdego coś obrzydliwego, znam ludzi, którzy nienawidzą takich akcji i jak znajdą włos w jedzeniu, to najchętniej by dezynfekowali całe mieszkanie.

 

Pozdrawiam i dzięki za wizytę!

Martwe liście i brudna ziemia

BasementKey, dziękuję za wrażenia, gratuluję raz jeszcze. :)

Pecunia non olet

Tzn. z tą obrzydliwością się starałem, żeby też była, ale jako, że nie przepadam za nią to wyszło jak wyszło.

Wyszło bardzo dobrze, bo ja też nie przepadam :)

 

Z tą skrzynką byś coś wymyślił, bo mylące to jest strasznie. A jeśli chodzi o sam konkurs, to Cię jeszcze połechtam, bo uważam, że to najlepszy z tekstów, w których zawarto zarówno absurd, humor, pokrętną logikę i rasowe bizarro. For real, for real.

 

Znasz ICP? Klik!

 

Pozdro :)

Q

Known some call is air am

Geniusz po prostu ;) Świetne. W czasie czytania zaznaczyłem sobie fragment, który mi się spodobał szczególnie, ale potem uzbierało ich się tyle, że dałem sobie spokój. Naprawdę, serio, super.

 

Pozdrawiam !

 

I rozumiem, czemu bohaterką twojego opowiadania jest kobieta ;-) Jak najdalej od utożsamienia się z takim bohaterem ;>

Hej,

 

Outta,

 

Z tą skrzynką byś coś wymyślił, bo mylące to jest strasznie.

No trochę przerobiłem.

 

A jeśli chodzi o sam konkurs, to Cię jeszcze połechtam, bo uważam, że to najlepszy z tekstów, w których zawarto zarówno absurd, humor, pokrętną logikę i rasowe bizarro. For real, for real.

Dzięki! Cenię sobie Twoje zdanie, miło mi, jak tak mnie łechtasz :)

Rasowe bizarro brzmi jak jakiś bardzo niepolityczny gatunek :D 

 

Edit:

Znasz ICP? Klik!

Nie znałem, taki trochę Big Cyc ;)

 

ExperymentatorzeWielki,

 

Miło mi, że wpadłeś i zostawiłeś tak pozytywny komentarz :)

Geniusz po prostu ;) Świetne. W czasie czytania zaznaczyłem sobie fragment, który mi się spodobał szczególnie, ale potem uzbierało ich się tyle, że dałem sobie spokój. Naprawdę, serio, super.

Wyśmienicie, uśmiech nie schodzi mi z twarzy po takim komentarzu :)

 

I rozumiem, czemu bohaterką twojego opowiadania jest kobieta ;-) Jak najdalej od utożsamienia się z takim bohaterem ;>

Ale, że główna bohaterka coś nie teges, czy filatelista? Człowiek z pasją po prostu ;)

 

Pozdrawiam!

 

 

Martwe liście i brudna ziemia

Witaj!

Fajne, lekkie i przyjemne ;D Moim zdaniem dobre bizarro, pasuje do tematyki konkursu.

Zabawnie, czasem wulgarnie i dziwacznie.

Oryginalne i ciekawe podejście do hasła, warsztatowo też dobrze, choć od poprawiania znajdą się inni (o ile w ogóle trzeba). Dla mnie udany tekst ;)

Pozdrawiam!

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Cześć, DanieluKurowski1,

 

Fajne, lekkie i przyjemne ;D Moim zdaniem dobre bizarro, pasuje do tematyki konkursu.

Zabawnie, czasem wulgarnie i dziwacznie.

Dzięki, tak miało być. I nieco obrzydliwie jeszcze ;)

 

Oryginalne i ciekawe podejście do hasła, warsztatowo też dobrze, choć od poprawiania znajdą się inni (o ile w ogóle trzeba). Dla mnie udany tekst ;)

Dzięki raz jeszcze ;) No, dopóki Reg czy Tarnina nie wpadną z wizytą, to nie będziemy wiedzieć czy jest poprawnie :D

 

Dzięki, że wpadłeś i zostawiłeś komentarz pod tekstem!

 

3x dzięki :)

 

Pozdrawiam!

Martwe liście i brudna ziemia

Tak, tak, zacne bizarro, aż szkoda że się nie zmieściło na podium. Ale tak czy inaczej czekam na kolejne twoje absurdalne i dziwaczne teksty :)

Hej, Bas! Piszę w biegu i z telefonu, wybacz, ale chciałem zostawić jakiś ślad, że przeczytałem. No i powiem panu, że się uśmiałem i z lektury zadowolony jestem! Jak mi się uda to skrobnę coś więcej wieczorem, a tymczasem: gratki za udany tekst! Zarówno mój jak i Twój tekst były ponoć blisko podium, więc zaszyjmy się wspólnie w kącie i urońmy kilka łez nad tym faktem :( :p Pozdrówka

fanthomasie,

 

Tak, tak, zacne bizarro, aż szkoda że się nie zmieściło na podium. Ale tak czy inaczej czekam na kolejne twoje absurdalne i dziwaczne teksty :)

Kto wiem, tak pozytywny odzew aż się prosi o kontynuację :D

 

Realucu, cześć :)

Piszę w biegu i z telefonu, wybacz, ale chciałem zostawić jakiś ślad, że przeczytałem. No i powiem panu, że się uśmiałem i z lektury zadowolony jestem! Jak mi się uda to skrobnę coś więcej wieczorem, a tymczasem: gratki za udany tekst!

Pięknie dziękuję, obiecuję zajrzeć również do Ciebie. Spodziewam się udanej lektury, bo pamiętam choćby, legendarnych w niektórych kręgach, Krasnodupków :)

 

Zarówno mój jak i Twój tekst były ponoć blisko podium, więc zaszyjmy się wspólnie w kącie i urońmy kilka łez nad tym faktem :( :p

Jeszcze mamy szansę na piórko :D

 

Pozdrawiam!

 

Martwe liście i brudna ziemia

cześć BasementKey! Ale mi się podobało!:-)

Pisałeś w przedmowie, że pisane na szybko i spontaniczne, ale wyszło Ci świetnie! Urzekła mnie nie tylko narratorka, którą przedstawiłeś w zabawny i absurdalny sposób, ale przede wszystkich filatelista! Jego hobby znacznie wykracza poza zwykłe zainteresowanie znaczkami, wyszło świetnie! Zaskoczyłeś mnie:-) Scena ze skrzynką na listy absurdalna i zapadająca w pamięć.

Fajnie wymyśliłeś końcową scenę z wilkołakiem i powrót bohaterki do dawnej postaci. Czytało się świetnie, brawo BasementKey!:-)

pozdrawiam serdecznie

Olciatko, dziękuję za wizytę i komentarz :)

 

Pisałeś w przedmowie, że pisane na szybko i spontaniczne, ale wyszło Ci świetnie! 

 

Tak było, efekty przerosły moje oczekiwania :)

 

 

Urzekła mnie nie tylko narratorka, którą przedstawiłeś w zabawny i absurdalny sposób, ale przede wszystkich filatelista! Jego hobby znacznie wykracza poza zwykłe zainteresowanie znaczkami, wyszło świetnie! Zaskoczyłeś mnie:-) Scena ze skrzynką na listy absurdalna i zapadająca w pamięć.

Haha, cieszę się bardzo, taki był cel :)

 

Fajnie wymyśliłeś końcową scenę z wilkołakiem i powrót bohaterki do dawnej postaci.

Milo mi, że się spodobała końcówka. Już nie będę się biczował zatem, miałem obawy, że nie zagra to ;)

 

Pozdrawiam ciepło <3

 

Martwe liście i brudna ziemia

Uch, od dłuższego czasu miałam ten tekst otwarty w zakładce, ale zasypiałam, zanim dotarłam do tego punktu programu…

Sympatyczny i wesoły tekst.

Jeśli miałabym się czepiać, to mało prawdopodobne, że przez prawie rok bohaterka nie wypowiedziałaby ani jednego życzenia – “Niech on wreszcie skończy ględzić”, “Żeby durnego szefa/klienta spotkało coś niemiłego”, “Niech wreszcie zapali się zielone”… Ale nie jest to jakiś zdecydowany czep. Ot, zaznaczam obecność.

Brawurowa interpretacja hasła.

Ubrałam moją ulubioną kieckę, tę ciemną,

Ej! Ubrań się nie ubiera. Popraw, zanim tu wparuje Reg, bo kary są straszne.

Babska logika rządzi!

Hej, hej, 

 

Finklo, dzięki za odwiedziny :)

 

Uch, od dłuższego czasu miałam ten tekst otwarty w zakładce, ale zasypiałam, zanim dotarłam do tego punktu programu…

Sen ważna rzecz ;) Aż widzę, że około południa postanowiłaś zajrzeć.

 

Sympatyczny i wesoły tekst.

Dzięki!

 

Jeśli miałabym się czepiać, to mało prawdopodobne, że przez prawie rok bohaterka nie wypowiedziałaby ani jednego życzenia.

Tia, no cóż… wiesz, kluczowe jest właśnie wypowiedzenie, w myślach się nie liczy :P

 

Brawurowa interpretacja hasła.

Dziękuję raz jeszcze :)

 

Ej! Ubrań się nie ubiera. Popraw, zanim tu wparuje Reg, bo kary są straszne.

Senkju, poprawione. Przecież wiedziałem o tym :)

 

Pozdrawiam serdecznie!

 

Martwe liście i brudna ziemia

 

Ej! Ubrań się nie ubiera. Popraw, zanim tu wparuje Reg, bo kary są straszne.

:DDD

 

Nieźle.

Pamiętam, jak w podstawówce, prawdopodobnie w trzeciej lub w czwartej klasie, moja wychowawczyni wydawała gazetkę szkolną. Jednym ze stałych punktów była historyjka:

“Pan Słówko ma głos”.

 

Opowiadanie było o dziewczynce, u której pod łóżkiem mieszkał skrzat (lub do cholery, coś w tym stylu!) – pan Słówko. Uczył on poprawnej polszczyzny (mowa o dziewczynce ofc).

Jedynym konkretem, który zapamiętałem, było to, gdy matka dziewczynki weszła do niej do pokoju i rzekła coś w stylu:

– Ubierz buty, zaraz idziemy na dwór, na śnieg.

I wyszła.

 

Dziewczynka zaczęła “ubierać” buty, a pan Słówko zaczął śmieszkować pod łóżkiem :D

Dziewucha pyta go, czemu on się śmieje, a on:

– Czy buty to choinka, że chcecie je ubierać?

 

:D

Takie tam.

Wychyliłem się niepytany.

 

 

 

EDIT:

Właśnie na wszelki wrzuciłem w najbardziej znanego wujka to hasło.

 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/63723/pan-slowko-ma-glos

 

Czyli moja wychowawczyni tego nie pisała (takie odnosiłem wrażenie kiedyś).

Ona przytaczała fragmenty.

 

Haha, niezła historia :)

 

Widzisz, dzięki temu zapamiętałeś.

Martwe liście i brudna ziemia

Wyglądało na to, że mój właściciel pałał do mnie coraz większym uczuciem. I słowa “pałał” użyłam tutaj nie bez kozery.

 

Po prostu XD. No po prostu XD. Mentalny 10-latek, którym jestem, turla się po podłodze.

 

Słyszałam jeszcze jak spluwał na chodnik, odchodząc i złorzecząc na jakiś włosek, który przyczepił mu się do języka.

 

Będę miał koszmary tej nocy…

 

Pewnie gówno z tego wyszło a nie bizarro, ale w sumie w dupie mam tę całą fantastykę.

 

Nie potrafię wyobrazić sobie lepszego zakończenia.

 

Prześmieszne, przedziwne, przeobrzydliwe. Oto wszystko, co jeszcze mam siłę napisać.

Precz z sygnaturkami.

Cześc, Niebieski_kosmito :)

 

Po prostu XD. No po prostu XD. Mentalny 10-latek, którym jestem, turla się po podłodze.

A mój mentalny 10-latek to pisał, więc piąteczka :)

 

Będę miał koszmary tej nocy…

Taki był plan, sooorry ;)

 

Nie potrafię wyobrazić sobie lepszego zakończenia.

Dzięki!

 

Prześmieszne, przedziwne, przeobrzydliwe. Oto wszystko, co jeszcze mam siłę napisać.

Nooo, piękne podsumowanie :D Bardzo mi miło!

 

Pozdrawiam i dobrej nocy!

Martwe liście i brudna ziemia

Cześć, BK.

Świetne opowiadanie, naprawdę udane. Czytało się miodnie, ale to historia odwala robotę. Jestem kiepska w wymyślaniu seksualnych obrzydliwości, więc tym bardziej gratulacje za pomysł. Nie wiem, czy ktoś zwrócił uwagę na bohaterkę – niby niczym niewyróżniająca się lalunia, ale całkiem nieźle znosiła swój los. Mimo mojej sympatii wolałabym jednak, żeby pozostała znaczkiem, bo zakończenie faktycznie trochę jakby spod psiego ogona ;)

 

Umiliłeś mi dzień, dzięki! Szkoda, że twój tekst nie dostał się na podium. Powodzenia jednak w dalszym pisaniu :)

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Cześć LanoVallen :)

 

Świetne opowiadanie, naprawdę udane. Czytało się miodnie, ale to historia odwala robotę.

Świetnie, że tak uważasz, dziękuję :)

 

Jestem kiepska w wymyślaniu seksualnych obrzydliwości, więc tym bardziej gratulacje za pomysł.

Jestem początkujący w tej tematyce ;)

 

. Nie wiem, czy ktoś zwrócił uwagę na bohaterkę – niby niczym niewyróżniająca się lalunia, ale całkiem nieźle znosiła swój los. Mimo mojej sympatii wolałabym jednak, żeby pozostała znaczkiem, bo zakończenie faktycznie trochę jakby spod psiego ogona ;)

No trochę, ale nie miałem serca pozostawić jej w postaci znaczka:)

 

Umiliłeś mi dzień, dzięki! Szkoda, że twój tekst nie dostał się na podium. Powodzenia jednak w dalszym pisaniu :)

Dziękuję, Ty umiliłaś mi dzień swoim miłym komentarzem.

 

Pozdrawiam!

Martwe liście i brudna ziemia

– A żebym rok nie ruchała – powiedziałam na głos. – Cóż to za obrzydlistwo!

Czyli już mamy winnego pandemii. Tylko czemu u licha jeszcze się ta zaraza nie skończyła? W końcu rok minął ;)

 

Fajny pomysł, filatelista i seks ze skrzynką pocztową – rewelacyjne. Dawka obrzydliwości w sam raz, nie za dużo i nie za mało. Uśmiechało mi się podczas czytania. Zakończenie bardzo mi się spodobało.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Cześć, Irko_Luz :)

Dzięki za wizytę i komentarz, miło Cię widzieć pod moim opkiem :)

 

Czyli już mamy winnego pandemii. Tylko czemu u licha jeszcze się ta zaraza nie skończyła? W końcu rok minął ;)

Chyba Morawiecki już ogłosił koniec pandemii, nawet więcej niż raz ;)

 

Fajny pomysł, filatelista i seks ze skrzynką pocztową – rewelacyjne.

Bardzo dziękuję :)

 

Dawka obrzydliwości w sam raz, nie za dużo i nie za mało.

Nie lubię obrzydliwości, więc cieszę się, że udało mi się to wyważyć.

 

Uśmiechało mi się podczas czytania. Zakończenie bardzo mi się spodobało.

Wspaniale!

 

Pozdrawiam!

Martwe liście i brudna ziemia

Ubawiłem się :) Postać upiornego filatelisty zapadnie mi w pamięć, motyw ze skrzynką na listy przedni. Zastanawiałem się, jak narratorka wybrnie ze swojego beznadziejnego położenia i przyznaję, że nieźle to wykombinowałeś. Zakończenie, przełamujące czwartą ścianę, zdecydowanie na plus. Ogólnie rzecz biorąc, bardzo udany tekst. Pozdrawiam!

Cześć, adamie_c4,

 

bardzo mnie cieszy Twoja opinia. Świetnie, że miałeś trochę radości i nawet “czarny charakter” zapadł w pamięć :) Skoro nawet końcówka nie zburzyła tego dobrego odbioru, to już w ogóle jestem bardzo szczęśliwy.

 

Dzięki za wizytę i komentarz.

 

Pozdrawiam!

Martwe liście i brudna ziemia

Wesołe to bardzo! Nadal jest trochę błędów, typu:

Wyjęłam go, obficie zalewając winem i dorzucając kilka kostek lodu z zamrażalnika.

Coś z czasem nie pasuje, powinno być chyba:

Wyjęłam go, obficie zalałam winem i dorzuciłam kilka kostek lodu z zamrażalnika.

Potknięcia nie przeszkadzały jednak w czytaniu.

 

Generalnie ubawiłem się setnie. Dziękuję Ci za to ;)

 

Dzień dobry, morteciusie :)

 

Dzięki za wskazówkę, zmieniłem tak:

 

“Wyjęłam go, obficie zalałam winem po czym wrzuciłam kilka kostek lodu z zamrażalnika.”

 

Generalnie ubawiłem się setnie. Dziękuję Ci za to ;)

A ja Ci dziękuję za pozostawienie tej radosnej uwagi heart

 

Dzięki za wizytę!

 

Pozdrawiam!

Martwe liście i brudna ziemia

Tekst mnie zafascynował lekką narracją, bardzo ciekawą akcją, a przede wszystkim dużą dawką abstrakcyjnego humoru.

 

Za jakiś czas na pewno wrócę, by znowu przeczytać.

 

 

Pozdrawiam – Goch.:)))

Cześć, Gochaw :)

 

Dzięki za lekturę i podzielenie się komentarzem. Miło mi, że akcja i humor Ci się spodobały. A jeżeli chcesz jeszcze wrócić za jakiś czas, to już w ogóle niezwykłe, cieszę się bardzo :)

 

Pozdrawiam!

Martwe liście i brudna ziemia

Wybacz BK, uwaga morteciusa chyba odnosila sie do jednej z moich sugestii ;(

Haha, nie ma czego wybaczać, wieczne polerowanie tekstu, tak już jest :)

Martwe liście i brudna ziemia

Nowa Fantastyka