- Opowiadanie: kasjopejatales - Członkostwo klubu „Galaretka Miesiąca”

Członkostwo klubu „Galaretka Miesiąca”

Tekst zawiera dużą dawkę humoru, dziwności, dwuznaczności, niepoprawności, a i nawet rym się tu zaplątał. Po przeczytaniu gorąco zachęcam do wysłuchania utworu autorstwa Voltaire Aurelio, który był inspiracją dla tekstu – wraz z fanowską animacją. No po prostu nie mogłam się powstrzymać ;)

Serdeczne podziękowania dla ManeTekelFares, Fajrom i ANDO – bez was na pewno nie zdążyłabym poprawić i wrzucić tego tekstu na czas.

Hasło: nietypowa kochanka

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Członkostwo klubu „Galaretka Miesiąca”

Volt spojrzał na adres zapisany w komórce, a potem jeszcze raz na szyld klubu: „Moon Trance”. Czyli był we właściwym miejscu. Tylko że ten niski budynek kompletnie nie wyglądał na „miejsce spełnienia wszystkich marzeń”, jak zapewniał go przyjaciel. Mężczyzna ufał jednak, że Adam nie kierowałby go tu bez potrzeby. Poza tym i tak nie mógł zawrócić. Prawda była bowiem taka, że Volt miał ogromny problem z seksem. Nie, w sumie nie miał problemu – to wszędzie można było dostać. Raczej z Voltem było coś nie tak. Zbyt szybko się nudził, chciał coraz więcej i więcej, przez to nic go nie cieszyło, nie umiało zaspokoić.

Właśnie dlatego śmiało zapukał do drzwi, gdzie po podaniu hasła został wpuszczony do środka. Tam przeżył pierwsze, ale nie ostatnie tego dnia zaskoczenie. Kumpel zapomniał mu chyba wspomnieć, że był to klub przebierańców. Po wejściu do głównej sali Volt mógł więc zobaczyć, jak na kanapie gżą się krasnal z walkirią, na parkiecie wywija całe stado elfów do zbyt głośnego bitu zapodawanego przez orka, a przy barze gawędzą wilkołak z ufoludkiem.

Mężczyzna westchnął cicho, czując, jak ulatuje z niego cała nadzieja na udany wieczór. I to nie tak, że miał coś do ogrywania ról. Różne są potrzeby i kto, jak kto, ale on nie miał prawa oceniać niczyich preferencji. Sam zdobył dyplom z rżnięcia, kilka medali i pucharów za poziom deprawacji oraz przerobił całą Kamasutrę, samemu dopisując cenne uwagi na marginesach. Robił już wszystko i jemu robiono wiele. Nie miał żadnych ograniczeń czy zahamowań. Pieprzył się z każdym, nie zwracając uwagi na płeć, wyznanie czy gatunek. Zwykły seks, udziwniony, prosty, skomplikowany, wiązany czy podwieszany, za zgodą i bez niej. Przerobił wszystko. Miał nawet kochankę, która ciągle beczała i taką, co meczała. I choć musiał przyznać, że zoofilia nie była szczytem jego możliwości, to z pewnością okazała się największym zawodem. Jedyne co Volt na tym zyskał, to permanentny zakaz wstępu do Zoo, trzydzieści godzin prac społecznych i przymusową konsultację ze specjalistą. Czy było warto? W sumie tak, choć od tamtej pory cały czas miał wrażenie, że kopytne dziwnie na niego patrzą.

Wymijając coraz to barwniejszych przebierańców, Volt przepchnął się do kontuaru.

– Co podać? – zapytał barman o bladej cerze i długich kłach.

– Szukam… – Volt szybko wyjął kartkę z kieszeni spodni i pod czujnym spojrzeniem wampira, rozłożył ją na blacie. – Pameli.

– Jesteś pewien?

– Co? – Mężczyzna pochylił głowę, nieświadomie nadstawiając kark wprost pod zęby barmana.

– Na tyłach w lewo, kwatera 5a – oświadczył wampir, zaciskając dłoń na trzymanej butelce. Drobne pęknięcia rozeszły się po szkle.

– Dzięki.

Volt dość szybko zorientował się, że klub był znacznie większy od środka, niż to na wyglądało z zewnątrz. Na tyłach rzędy drzwi ciągnęły się w trzech kierunkach, a skąpe światło stwarzało wrażenie, jakby korytarze nie miały końca. Skręcając w lewo, próbował znaleźć odpowiedni pokój. Jednak słabe, czerwone oświetlenie tej części budynku nie ułatwiało mu zadania. Co więcej, wilgotne powietrze rozpraszało zapachem świeżej ziemi i…

– Grzyby? – mruknął, mijając dorodną kolonię boczniaków na ścianie, akurat obok pokoju, którego szukał.

Zapukał więc, a wewnątrz rozległ się stłumiony trzask. Potem coś mlasnęło, strzyknęło, aż w końcu drzwi się otworzyły. I trudno powiedzieć, kto był bardziej zdziwiony: Pamela widząc klienta, czy Volt widząc prostytutkę.

„Naprawdę musiała się nieźle namęczyć nad tym makijażem zombie” – pomyślał zaskoczony. Pamela była bowiem ucharakteryzowana od stóp do głów i nie miała na sobie zbyt wiele ubrań, czy choćby skóry. Ot, czarny stanik zakrywający duże piersi, szorty, spod których wystawały stringi i główka kości udowej oraz kozaczki, utrzymujące nieokryte skórą piszczele na miejscu.

– Jestem Volt – przedstawił się, aby przerwać niezręczną ciszę.

– Pamela – jęknęła, również się uśmiechając. Gestem zaprosiła gościa do środka.

Pokój nie był przesadnie duży. Coś na kształt rodzinnego grobowca w rozmiarze XXL z rozszerzonym pakietem TrupExclusive, czyli dodatkowym miejscem na telewizor i duże łóżko. Do tego wszystkiego dodano też chyba odświeżacz powietrza o zapachu świeżo wzruszonej, wilgotnej ziemi z dziwną nutą rozkładu w tle.

– Napijeszz się czzegośś? – zapytała, lekko sepleniąc.

Miała śliczne białe zęby, które wyraźnie widać było po jednej stronie szczęki – głównie dlatego, że brakowało w tym miejscu policzka. Volt utkwił tam wzrok, sprawiając, że kobieta przeczesała nerwowo czarne włosy, zakrywając nimi tę część twarzy.

– Nie, dzięki.

– Och.

Pamela wyglądała na zdenerwowaną, czego Volt nie spodziewał się po prostytutce. Przyjaciel, który dał mu adres, zapewniał, że seksu z nią nigdy nie zapomni. Liczył więc na coś spektakularnego. Na razie czuł jednak delikatnie zagubienie. Zamyślony podszedł bliżej kobiety, uważnie przesuwając wzrokiem po jej bladym ciele. Skóra i mięśnie w okolicach brzucha były mocno wybrakowane i odsłaniały żebra, żołądek oraz część jelit. Organy lśniły od śluzu i miały dziwnie szary kolor.

– Hm… – mruknął w końcu, po czym lekko dźgnął Pamelę w odsłonięty organ.

Kobieta pisnęła, po czym niewiele myśląc, strzeliła Volta z liścia. Zaraz jednak zakryła dłonią usta i wymamrotała cicho: – Przepraszam.

Rozmasowując policzek, mężczyzna zmarszczył brwi i ostatni raz rzucił okiem na lekko falujące wnętrze Pameli.

– Jesteś trupem – stwierdził mało odkrywczo.

– No, tak. A czzego ssię sspodzziewałeśś? Króliczzzka wielkanoccnego?

– W sumie to nie wiem, czego się spodziewałem. Adam polecił mi ciebie, ale nie zdradził szczegółów.

– Adam? – Kobieta wyraźnie się uspokoiła, ale nadal widać było na jej twarzy zażenowanie. No i strużkę śliny ściekającej po szczęce, w miejscu, gdzie brakowało policzka. – Cco u niego?

– Zmarł w zeszłym tygodniu.

– Ojej, co ssię ssstało?

– Stracił jaja w zębach Laponki. Wykrwawił się.

– Przzykro mi.

– Mnie też. Ale, cóż. – Volt wzruszył ramionami. – Przynajmniej zginął, robiąc to, co kochał.

Niezręczna cisza wypełniła pokój, walcząc o miejsce z zapachem ziemi i grzybów.

– To… pewnie chceszz jusz iść. – Pamela spuściła wzrok, jednocześnie nawijając luźne ścięgno uda wokół palca.

– Dlaczego?

– No bo… – Nie mogąc znaleźć słów, wskazała na siebie, po czym chwyciła dłonią śluzowate jelito i podsunęła je mężczyźnie. – … jessstem taka.

– Nie przeszkadza mi to – zapewnił szybko, zaskakując tym Pamelę. – To…. nie mój pierwszy raz z trupem. Tylko że wcześniej żaden z nich się nie ruszał – dodał, nerwowo drapiąc się za uchem.

Volt naprawdę nie przypuszczał, że będzie kiedyś opowiadał o swoich nekrofilskich doświadczeniach nowo poznanej kobiecie. Było to zaskakująco miłe, a i w jakiś sposób nawet go podniecało. Szczególnie że to wyznanie wywołało przesłodki uśmiech na wybrakowanej twarzy Pameli.

– Nie jestem odsstręczzająca? – zapytała, jednocześnie próbując upchać wyjęte jelito na miejsce.

– Oczywiście, że nie – zapewnił w takt mlaszczących dźwięków. – Byłem tylko zaskoczony. W sumie moja wina, że nie dopytałem Adama, co miał na myśli.

– To, od czzego chciałbyśś zaczząć?

– Nie wiem. A co mogę?

– Wszzysstko.

– Jesteś pewna? Bo przed chwilą…

– Po prostu mnie zasskoczyłeśśś – przerwała mu stanowczo, ale Volt wyczuł w jej głosie fałszywą nutę.

– Od dawna to robisz?

– Nie – westchnęła w końcu. – Sssłuchaj, zanim umarłam byłam dośść pruderyjna i nie miałam wiele dośświadczzenia. Ale odkąd powssstałam, moje libido wysstrzeliło w górę. Tylko że mało kto ma ochotę na ssseks z trupem, szczzególnie w tym ssstadium rozkładu – przyznała, wyraźnie zmieszana. – Pozzza tym, ludzzie boją sssię, że ich pożrę w trakcie. Jakbym nie miała cco innego do roboty – pożaliła się, a gdy mężczyzna zaśmiał się, zrobiła nadąsaną minę. – Nie zzrobię ci krzywdy. Chce tylko… – umilkła, jakby nie umiała wypowiedzieć tych słów.

Volt uśmiechnął się delikatnie, po czym złapał kobietę za pierś. Dźwięk dartego materiału rozszedł się po pokoju, mimo że stanik pozostał nienaruszony.

– Oj, wybaczz. Ciągle tak robi. – Drżącą dłonią Pamela wyjęła pierś z dłoni zaskoczonego mężczyzny i przyłożyła ją z powrotem do klatki piersiowej. Jednocześnie zrzuciła stanik, czekając, aż pierś się zrośnie. – Terazz jusz będzie ssię trzzymać – zapewniła, ale zanim zdążyła coś więcej dodać, Volt chwycił ją w ramiona. Agresywnie wpił się w uszkodzone usta, głęboko wsuwając w nie język. Pamela jęknęła zaskoczona, a potem jęknęła jeszcze raz, gdy złamała się wpół. Volt błyskawicznie zamarł, a chwilę później zesztywniał.

– Czzyli jednak cię to kręci – zaśmiała się, kładąc rękę na twardym przyrodzeniu mężczyzny.

– No – zdołał wydyszeć przez ściśnięte gardło. – Jak cię puszczę to się rozpadniesz?

– Poczzekaj – poprosiła i drugą dłonią sięgnęła do tyłu, na ślepo próbując połączyć przerwany krąg. On w tym czasie zachłannie całował jej szarą, lekko ziemistą w smaku skórę, korzystając z tego, że Pamela nadal trzymała go za krocze.

W pokoju rozległ się trzask nastawianego kręgu, a zaraz potem skrzypienie łóżka oraz Pameli. Mimo dość wilgotnego wyglądu, kobieta okazała się niezwykle sucha. Oczywiście nie wszędzie, bo penetracja poszła jak z płatka. Jednak przy każdym gwałtowniejszym ruchu coś Pameli odpadało, a Volt musiał się nieźle napocić, aby utrzymać kochankę w jednym kawałku. Co nie było takie proste. Zamiast skupiać się na przyjemności, co chwilę poprawiał wypadający żołądek czy oddawał kobiecie język, który zostawiała mu w ustach po każdym pocałunku. Najczęściej jednak wojował z niesfornymi jelitami, które nie umiały pozostać na miejscu. Volt zaplątywał się w nie przy każdym ruchu i nijak nie mógł się uwolnić. Z drugiej też strony, nie bardzo chciał.

Wszystko to jednak nie miało znaczenia. Szczególnie w momencie, gdy Pamela ścisnęła kochanka udami w pasie i dochodząc, wrzasnęła Voltowi wprost do ucha. Mężczyzna poczuł, jakby mózg mu się topił, ale ból błyskawicznie przerodził się w czystą przyjemność, gdy tylko sam doszedł. Nie był jedynie przekonany co do samej końcówki… bo ta, przebijając wysuszone mięśnie i skórę kobiety, posłała spermę prosto na jego własną twarz.

„Nad tym trzeba będzie jeszcze popracować. Może srebrna taśma by pomogła?” – pomyślał, przecierając dłonią twarz. Wzdychając głęboko, położył się obok kobiety, nie mając nawet siły wyplątać się z jej jelit.

– To było… – zaczął, ale widząc zaniepokojony wzrok Pameli, uśmiechnął się i pocałował ją delikatnie tuż pod okiem. Przy okazji wsunął je z powrotem w oczodół. – Niesamowite.

– To zznaczy, że będzieszz chciał to kiedyś powtórzyćć?

– Gdybym miał więcej czasu, powtórzylibyśmy to już teraz – zapewnił, jednocześnie próbując rozsupłać uparty, jelitowy węzeł zaciśnięty wokół kostki. – Niestety, muszę spadać. Acha! – Volt triumfalnie uniósł śliskie pęto i dopiero zobaczył, że kobieta posmutniała. – Hej, to nie wymówka. Naprawdę mam robotę, ale jak chcesz, to mogę wrócić, gdy skończę.

– Chhhcę – szepnęła, obserwując ubierającego się Volta.

– Ok. No już, nie smutaj – mruknął, znowu ją całując i sięgając po portfel.

Gdy przeliczał pieniądze, Pamela zauważyła znajomo wyglądający prostokącik. Szybko wyciągnęła złotą wizytówkę.

– No proszzę – zawołała, śmiejąc się i uciekając przed dłonią Volta, próbującego zabrać jej kartę stałego klienta klubu „Galaretka miesiąca”. – To w tym też maczaszzz palce?

– Tak – burknął, nagle czerwieniąc się jak dorodny burak.

– Nie ma się czzego wssstydzić – zapewniła, oddając wizytówkę. Z uśmiechem poprawiła włosy, ukazując ucho i wnętrze czaszki.

– Proszę. – Próbując opanować zażenowanie, Volt podał Pameli pieniądze. Następnie wstał i na miękkich nogach ruszył do wyjścia. W połowie drogi zatrzymał się jednak, przypominając sobie, że miał o coś zapytać. – Masz może zniżki dla stałych klientów?

Kobieta nie kryła radości, podobne jak swoich wnętrzności.

Koniec

Komentarze

Dziwne. Bardzo dobrze mi pasuje do definicji “bizarro”, jakoś tam kojarzy się z tym, co ja sama z tego gatunku znam. Trochę obrzydziło, trochę intrygowało, a chyba o to w tej konwencji chodzi. 

Czarnego humoru i tematyki nekro jeszcze więcej niż w historii o zakonniku. Przypomniało mi się opowiadanie o zombie apokalipsie, gdzie żywe trupy musiały uciekać przed nekrofilami. No, założenia bizaro spełnione. Jednym słowem: łobrzydliwe.

ninedin, fanthomas bardzo wam dziękuję za przeczytanie! Cieszę się, że udało mi się tak dobrze wpasować w gatunek :)

Przypomniało mi się opowiadanie o zombie apokalipsie, gdzie żywe trupy musiały uciekać przed nekrofilami.

Pamiętasz może tytuł? Bo czuję się zachęcona :D

Niestety autorem jest na razie niewydany w Polsce Cameron Pierce, spec od bizarro, ale liczę że za parę lat już będzie go można po polsku poczytać

No, trudno – ale może uda mi się kiedyś dorwać angielską wersję książek jego autorstwa :)

Cechy gatunku są, obrzydza prawidłowo, ale czułam niedosyt, bo to w zasadzie tylko scenka, z której niewiele wynika. Wiem, że w bizarro tak bywa, a napisane jest sprawnie i nie ma się czego czepiać, ale po przeczytaniu pozostaję całkowicie obojętna :(

http://altronapoleone.home.blog

drakaina – oczywiście szkoda, że wywołało głównie obojętność, ale dzięki za przeczytanie :)

Okej, doprezyzuję: czytało się spoko, ale nie jest to coś, co mi zapadnie w pamięć :)

http://altronapoleone.home.blog

Dość obrzydliwe opowiadanie, ale za to intrygujące :) Rzeczywiście, ilość nekrofilii wywaliło poza skalę, tylko nie załapałem o co chodzi z tą galaretką i klubem :-/

Zajmująca lektura, całkiem fajna na czwartą rano :)

Aha, śmierć Adama zabawna i jednocześnie, ała, zabolało, heh

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Interesujące. Zgadzam się, że mogło być więcej fabuły, bo na razie mamy epizodzik. Ot, przyszedł klient, zrobił co swoje, zapłacił, wyszedł. Wystarczająco zamknięte, żeby uznać za całość, ale mogło być lepiej.

No i ja też jestem ciekawa, co z tą galaretką.

Babska logika rządzi!

Outta Sewer, Finkla – dzięki za przeczytanie i cieszę się, że coś tam się jednak podobało ;)

 

A co do Klubu, to może po prostu podam fragment odpowiedzi z bety:

W sumie to chyba nawet zdziwiłabym się, gdyby, ktoś to ogarnął o co chodzi z tą galaretką – ale nie w tym rzecz. Dla mnie to z jednej strony personalny żart (stary film, stary lektor), z drugiej miało być to coś bardzo dziwnego. Chodziło mi raczej o stworzenie wrażenia. Żeby czytelnik zadał sobie odpowiednie pytanie: bo mamy tu bohatera, który nie ma żadnych zahamowań, a tu nagle zawstydza się na wspomnienie tego klubu. Pytanie: w takim razie co tam się wyprawia, skoro zoofilia i nekrofilia (jedna i druga) go nie rusza, a tu nagle robi się czerwony ze wstydu?!” – reasumując, chyba średnio mi to wyszło ;D

Hmmm. Człowieka mogą zawstydzać różne rzeczy. Może oni w tym klubie dyskutują o poezji węgierskiej i głupio się do tego przyznać przed martwą prostytutką?

Babska logika rządzi!

Dokąd jej nie całował to mi się podobało, potem to już jak po zjedzeniu Skorpiona z Trynidadu. Nie pomaga ani picie, ani mycie jezyka;) ale na pewno szybko nie zapomnę.

@Kasjo – nie, no, wyszło dobrze, tylko się zastanawiałem czym jest ten klub, bo skoro nekrofilia i inne filie nie wzbudziły w nim takiego zmieszania, to “galaretka miesiąca” musi być czymś tak przehardkorowym, że nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić. Dlatego chciałem, żebyś moją wyobraźnię nakarmiła tą galaretką miesiąca, z wyjaśnieniem czym jest ;)

Known some call is air am

cześć Kasjo:-)

Volt dość szybko zorientował się, że klub był znacznie większy od środka, niż to na wyglądało z zewnątrz.

tu się coś posypało

 

W połowie drogi zatrzymał się jednak, przypominając sobie, że miał o coś.

coś Ci ucięło, Kasjo.

 

Kasjo! Ale jazda!:-) Bardzo nietypowa ta Twoja kochanka:-) jestem zszokowana, bo nie spodziewałam się takich wrażeń. Ale podobało mi się. Martwa kochanka w pewnym stadium rozkładu, której wystają wnętrzności– świetne! Sam stosunek obrzydliwy, nie tylko zaplątywanie się w jelita (matko jedyna), co ta sperma chlapiąca mu na twarz! (matko, matko jedyna!)

Bardzo absurdalne i obrzydliwe!;-) 

Też ciekawi mnie ta galaretka:-)

polecam do biblioteki i pozdrawiam

Cześć!

Zaiste nietypowa kochanka. Opis stosunku intrygujący, trochę odrażający i zdecydowanie wpisujący się w konwencję bizarro. Jest dziwnie, jest obrzydliwe, zboczeń dostatek, choć szczerze mówiąc punkt kulminacyjny został opisany dosyć szybko i bez specjalnych fanfar. Nic nie wybuchło, nikt nie umarł, czy cos podobnego ;-) Trochę tego zabrakło imho, takiego uderzenia, albo chociaż podkreślenia “wzniosłej chwili”.

Punkt za zakończenie ze złota kartą, czyżby zapowiedź kolejnych przygód Volta… ?

Pozdrawiam!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Coś tam jednak wybuchło, krar:-)

Tak, ale to taka klasyczna petarda, że tak to nazwę. A z racji bizarro spotykałem się przynajmniej przebitego stropy, ściany, albo i dziury w nieboskłonie. Bo z końcu to niecodzienna kochanka była.

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Cześć, kasjo!

Kurczę, podobało mi się, choć nie jestem fanką erotyków. Generalnie nie lubię obrazowych scen seksu, ale opko było bardzo ciekawe, pewnie z powodu nietypowej kochanki. Fajnie ci wyszła ta Pamela, nie miałam problemu, żeby ją sobie wyobrazić dzięki plastycznym opisom.

Mnie tekst nie obrzydził, nawet za bardzo nie zdziwił, co dla ciebie może być wadą, bo w to celowałaś, ale ja nie lubię czuć obrzydzenia. Więc na plus ;) Nie przeszkadza mi też, że to w zasadzie scena. Lubię proste historie.

 

Powodzenia w dalszym pisaniu! :)

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Czy było warto? W sumie tak, choć od tamtej pory cały czas miał wrażenie, że kopytne dziwnie na niego patrzą.

 

Wyraz mojej twarzy – bezcenny.

 

lekko dźgnął Pamelę w odsłonięty organ.

 

Twarz zaczyna mi spływać z czaszki na podłogę.

 

To…. nie mój pierwszy raz z trupem. Tylko że wcześniej żaden z nich się nie ruszał

 

Rozpuszczona twarz zaczyna przeżerać podłogę.

 

Jednak przy każdym gwałtowniejszym ruchu coś Pameli odpadało

 

Twarz przebiła się do sąsiada z dołu. Wrzaski sąsiada niosą się po całym bloku.

 

Napisane sprawnie, kochanka rzeczywiście… nietypowa…

Masz bujną wyobraźnię, to trzeba przyznać, a “spora” dawka dziwności to poważne niedopowiedzenie :) Dodatkowe plusy za odniesienie do Griswoldów, chociaż nie za bardzo zrozumiałem, co ta galaretka ma wspólnego z resztą opowiadania :)

 

Pozdrawiam serdecznie!

Precz z sygnaturkami.

Wybaczcie tak późne odpowiedzi, ale obecnie dysponuję ujemnym czasem ;)

 

Finkla,

„Może oni w tym klubie dyskutują o poezji węgierskiej i głupio się do tego przyznać przed martwą prostytutką?”

W sumie racja – w końcu każdy ma swoją granicę ;) Choć wydawało się akurat, że ona dobrze wie, co się tam wyprawia – bo rozpoznała nazwę klubu.

 

Outta Sewer

Dlatego chciałem, żebyś moją wyobraźnię nakarmiła tą galaretką miesiąca, z wyjaśnieniem czym jest ;)

Całkiem rozumiem, choć wolę to pozostawić w sferze domysłów :) W mojej opinii tak jest zabawniej.

 

Ambush dzięki ci za wizytę i cieszę, że pozostawia ślad na pamięci ;)

 

Witaj, Olciatka :)

Bardzo absurdalne i obrzydliwe!;-)

Właśnie na to liczyłam! Pomysł już dawno miałam, tylko nigdy nie zebrałam się do pisania, bo jakoś nie wierzyłam, że ktoś chciałby coś takiego przeczytać. Więc ten konkurs spadł mi z nieba… choć w okresie, w którym występuje u mnie ogromny deficyt czasu.

 

krar85 – dzięki za przeczytanie :D

Jest dziwnie, jest obrzydliwe, zboczeń dostatek, choć szczerze mówiąc, punkt kulminacyjny został opisany dosyć szybko i bez specjalnych fanfar.

Olciatka ma rację. Coś tam jednak „wybuchło”, choć faktycznie ten fragment przyspieszyłam, bo jakoś opisywanie seksu nie jest czymś, na czym chciałam się… dogłębnie ;) skupić. A co do rozstąpienia się ziemi czy innego rozerwania rzeczywistości, to chyba by tu nie pasowało. Choć rozważałam, to że Volt zajuma prostytutce jakiś fragment na pamiątkę :D

 

Punkt za zakończenie ze złota kartą, czyżby zapowiedź kolejnych przygód Volta… ?

Bardziej, moje zamiłowanie do koszmarnych niedopowiedzeń.

 

LanaVallen  :)

Kurczę, podobało mi się, choć nie jestem fanką erotyków.

W sumie to właśnie nie chciałam, żeby scena seksu była zbyt dosadna.

Powodzenia w dalszym pisaniu! :)

Dzięki i tobie również :)

 

Niebieski_kosmita, dzieje twojej twarzy zrobiły mi dzień! Cieszę się, że niektóre zdania były porządnie dziwne.

Dodatkowe plusy za odniesienie do Griswoldów, chociaż nie za bardzo zrozumiałem, co ta galaretka ma wspólnego z resztą opowiadania :)

Proszę dać temu Panu roczny zapas galaretki! Uwielbiam ten film i właśnie z stamtąd wzięłam tytuł i nazwę klubu. Fakt: wiele to wspólnego z filmem nie ma, choć w mojej pokrętnej logice był jakiś sens ;D Głównie dlatego, że wyrwane z kontekstu i wstawione w środowisko tego opowiadania samo w sobie staje się dziwacznym, wypaczonym tworem (szczególnie w kontekście pierwowzoru, który w sumie niczym specjalnym nie był – ot esencją zawodu i rozczarowania).

Blee, ależ to było łobrzydliwe. Ale fajne. Podobało mi się. Opisy seksu zwykle mnie irytują, ale tu partnerka była na tyle nietypowa, że przeczytałam z niezdrową ciekawością.

Podobała mi się końcówka, teraz pewnie będę pół nocy dumała, co się takiego dzieje w klubie z galaretką, że taki stary wyjadacz zmieszał się i nie chciał powiedzieć :)

Kop prosto do Biblio :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Kurczę, podobało mi się, choć nie jestem fanką erotyków. Generalnie nie lubię obrazowych scen seksu

 

Opisy seksu zwykle mnie irytują

 

a u mnie wręcz przeciwnie – lubię, a irytują mnie tylko te słabe (czyli niestety większość)

 

Urzekła mnie ta konstrukcja, w której nie wiadomo, czym właściwie ta galaretka jest – ale wiadomo, że to dla bohatera to coś gorszego / bardziej wstydliwego niż nekrofilia i zoofilia. To, że tego nie wyjaśniasz – jest moim zdaniem rewelacyjnym zabiegiem. Zobacz, ile komentarzy masz na ten temat – każdy by chciał wiedzieć – co to. I dobrze, że tego nie zdradzasz! Niech czytelnicy główkują, czemu autor ma odwalać całą robotę? Tekst staje się dziełem literackim w umyśle odbiorcy – i to zawsze jest tandem – autor / czytelnik – czemu tylko autorka miałaby pedałować, a czytelnik przyjść na gotowe?

Lubię Twój sposób prowadzenia narracji i tę urwaną fabułę, filmik, który podałaś w przedmowie obejrzę sobie na spokojnie w łikęd i może wtedy jeszcze wrócę z kolejnym komentarzem, choć nie obiecuję :)

 

entropia nigdy nie maleje

Irka_Luz wdzięcznam jestem za ostatniego kopa, ale przede wszystkim cieszę się, że tekst się ci się podobał! A Galaretka… pozostanie moją słodko-gorzką tajemnicą!

 

Witaj, Jim :)

Lubię Twój sposób prowadzenia narracji i tę urwaną fabułę,

Bardzo mi miło :) Ja mam niestety (lub stety) chorobliwą skłonność do niedopowiedzeń. Staram się znaleźć w tym złoty środek – czasem mi to wychodzi a czasem nie.

filmik, który podałaś w przedmowie obejrzę sobie na spokojnie w łikęd i może wtedy jeszcze wrócę z kolejnym komentarzem, choć nie obiecuję :)

Filmik polecam, bo jest przecudowny, a muzyka Voltaire Aurelio jest i owszem bardzo specyficzna, ale ma coś takiego w sobie, co mnie hipnotyzuje (zwłaszcza przy wystarczająco dobrej znajomości angielskiego, bo tam jest wiele smaczków). Co więcej, Daria Cohen, robi do jego piosenek niesamowite animacje, które układa we własną fabułę.

 

Hej, Kasjo! 

Ależ to ciekawie turpistyczne i niesmaczne, w sam raz na przystawkę. Z drugiej strony to miałam bardziej nadzieję na danie główne, w sensie historię z twistem nieco większym niż postępujący rozkład Pameli. Niemniej czytało się bardzo lekko i zdecydowanie wpisało w klimaty bizarro.

Pozdrawiam

Hej, oidrin :)

Zapasu znaków trochę miałam, ale zdecydowałam się na trochę mniejszą opowieść. Jakoś takie syntetyczne podejście mi tym razem pod pasowało, choć pewnie i większe by się dobrze trawiło ;)

Hej!

Komentarzy nie czytałem, więc wybacz, jeśli nie napiszę nic odkrywczego. Co do zgodności z bizarro się nie wypowiem, bo to nie moja bajka. Opowiadanie nie napełniło mnie obrzydzeniem, tylko smutkiem. Zamieniłabyś Pamelę w żywą i (pomijając wtedy brak fantastyki) dostalibyśmy całkiem realny obraz faceta-seksoholika odwiedzającego burdel. Uczucie wypalenia, braku podniety, szukania wciąż więcej i więcej. Tak powszechny dostęp w Sieci do każdego zboczenia powoduje rosnącą liczbę zaburzeń seksualnych.

Można tylko przypuszczać, że bohaterowi w końcu Pamela też się znudzi. Aż strach pomyśleć, gdzie znajdzie kolejne “podniety”.

Ładnie napisane, ale zdecydowanie za krótkie. Czekałem na jakieś rozwinięcie, twist, a tu koniec tekstu. Więc sam poruszony problem na plus, groteskowa scena seksu też ciekawa, natomiast objętość i zakończenie tak nie do końca przypasowało ;)

Pozdrawiam

Cześć, Zanais :)

Po pierwsze dzięki za przeczytanie. Po drugie – w gruncie rzeczy to się zgadzam, że można byłoby się tu pokusić o troszkę więcej fabuły i jakiś większy twist. Trochę z braku czasu, a trochę z tego, że nie chciałam zbyt komplikować tego tekstu i skupić się raczej na zobrazowaniu deprawacji głównego bohatera, nie kombinowałam zbyt wiele. Takim delikatnym twistem miał być tajemniczy klub i w sumie tyle :)

Zamieniłabyś Pamelę w żywą i (pomijając wtedy brak fantastyki) dostalibyśmy całkiem realny obraz faceta-seksoholika odwiedzającego burdel.

Niby tak, ale wtedy na bank by do niej nie przyszedł, bo i po co ;D Do takiej zwykłej prostytutki? Nie.

Ach, fragment reprezentacyjny przykuł moją uwagę, bo… Jednym z "najzabawniejszych" żarcików na moim kierunku (zootechnika) jest mówienie, że studiujemy zoofilię, cóż xD W każdym razie było mocno dziwnie, czyli super, dość odrażająco, czyli jeszcze lepiej, a przy tym lekko i zabawnie – czyli idealna krótka lektura na odmóżdżenie (tudzież pozbawienie innych ważnych organów, czemu nie?) :D "Nie zzrobię ci krzywdy. CHCE tylko…" – ogonek się zjadł ;) Pozdrawiam!

Spodziewaj się niespodziewanego

Dzięki NaNa za przeczytanie i cieszę się, że wyszło dziwnie, ale i zabawnie. W sumie o to mi chodziło ;D

Tekst jest bardzo zabawny, można było pójść o wiele głębiej w obrzydliwość, ale ledwie ją skrobnęłaś ;) Podobał mi się dość plastyczny opis seksu. Natomiast muszę zapytać, bo wyczuwam pokrewną duszę: lubisz też strzały typu Caravan of Thieves albo Stolen Babies? ;)

Kurczaki i nie obejrzałem tego teledysku :/

Zapisać sobie:

– jakieś tabletki na pamięć

– chusteczki do wiązania supełków

– obejrzeć to wreszcie! (teraz po nocy nie będę bo zbudzę sąsiadów)

 

A taka jeszcze jedna rzecz mi przyszła do głowy jak zerkałem dziś kaprawym, niedowidzącym okiem na to opko.

Czy Volt jest imieniem znaczącym?

entropia nigdy nie maleje

mortecius, witaj!

Chyba bardziej zależało mi na zabawnej stronie tekstu i obrzydliwości niż na skupianiu się na niej. Ot świadomy wybór, bo dla mnie osobiście tekst nawet nie zahacza o moją granicę tego, co mogłoby mnie obrzydzić ;)

Natomiast muszę zapytać, bo wyczuwam pokrewną duszę: lubisz też strzały typu Caravan of Thieves albo Stolen Babies? ;)

Przyznaję, że zespołów nie znałam, aczkolwiek na szybko przesłuchałam je sobie i choć oba zespoły mają swój urok, to podoba mi się zwłaszcza Stolen Babies :) Ale ja to bardziej rockowo-metalowa dziewucha jestem.

 

Jimie :)

Kurczaki i nie obejrzałem tego teledysku :/

Warto, naprawdę warto – zabawny jest.

Czy Volt jest imieniem znaczącym?

U mnie te imiona (lub inne nazwy użyte w opowiadaniach) zwykle w jakiś pokrętny sposób odnoszą się do czegoś (zwykle dla mnie ważnego lub inspirującego). Przykładowo “Moon Trance” – nazwa klubu, do którego Volt wchodzi, jest tytułem piosenki, którą zapętloną słuchałam w trakcie czytania (często tak robię). Za to Volt był nawiązaniem do autora piosenki, która mnie zainspirowała, ale miałam też tekst o tytule Theremin (taki specyficzny instrument muzyczny), w którym bohaterem był Terin. Głuchy mężczyzna, który miał z tym instrumentem wiele wspólnego ;)

mortecius, witaj!

Chyba bardziej zależało mi na zabawnej stronie tekstu i obrzydliwości niż na skupianiu się na niej. Ot świadomy wybór, bo dla mnie osobiście tekst nawet nie zahacza o moją granicę tego, co mogłoby mnie obrzydzić ;)

Masz w takim razie gdzieś mocniejsze teksty? Albo przynajmniej w zanadrzu? :)

Natomiast muszę zapytać, bo wyczuwam pokrewną duszę: lubisz też strzały typu Caravan of Thieves albo Stolen Babies? ;)

Przyznaję, że zespołów nie znałam, aczkolwiek na szybko przesłuchałam je sobie i choć oba zespoły mają swój urok, to podoba mi się zwłaszcza Stolen Babies :) Ale ja to bardziej rockowo-metalowa dziewucha jestem.

To Stolen Babies powinno Ci wejść, chociaż to bardziej awangardowy metal. Fantastyczna sprawa. Diablo Swing Orchestra jest też okej, chociaż nieco mniej niż SB ;)

Masz w takim razie gdzieś mocniejsze teksty? Albo przynajmniej w zanadrzu? :)

W sumie to “Śpij dziecino, śpij” na moim profilu zahaczało o takie tematy, choć opko jest nadal dość stonowane w mojej opinii. No i mam jeszcze jedno opowiadanie (”Przyjaźń nie do zdarcia”), ale tam się tylko krew leje i też jest raczej humorystyczne, niż dziwne i obrzydliwe ;)

Diablo Swing Orchestra jest też okej

Puściłam sobie playlistę i świetnie się przy tym siedzi. Trochę przypomina mi Nightwish z początków ich kariery, tylko jest bardziej stonowane i bardziej melodyjne (przynajmniej album The Butcher's Ballroom, który właśnie słucham).

W sumie to “Śpij dziecino, śpij” na moim profilu zahaczało o takie tematy, choć opko jest nadal dość stonowane w mojej opinii. No i mam jeszcze jedno opowiadanie (”Przyjaźń nie do zdarcia”), ale tam się tylko krew leje i też jest raczej humorystyczne, niż dziwne i obrzydliwe ;)

Faktycznie, raczej stonowane. Postaram się śledzić, może uda Ci się przemycić jakąś pełnokrwistą oblechę, czekam na to :P

Diablo Swing Orchestra jest też okej

Puściłam sobie playlistę i świetnie się przy tym siedzi. Trochę przypomina mi Nightwish z początków ich kariery, tylko jest bardziej stonowane i bardziej melodyjne (przynajmniej album The Butcher's Ballroom, który właśnie słucham).

Chyba już starczy tych polecajek, ale dużo ludzi z tego klimatu jara się też strasznie Sleepytime Gorilla Museum ;)

Postaram się śledzić, może uda Ci się przemycić jakąś pełnokrwistą oblechę, czekam na to :P

Może, może ;)

kasjopejatales Wreszcie obejrzałem polecany przez Ciebie teledysk :)

Trzeba przyznać, że teledysk jest prawie tak dobry jak opowiadanie ;-)

entropia nigdy nie maleje

Jim, cieszę się, że tak myślisz :)

Nowa Fantastyka