- Opowiadanie: Gekikara - Miłość ciał niebieskich

Miłość ciał niebieskich

Pierwsze moje podejście (takie bardziej na poważnie) do napisania tekstu na ten konkurs okazało się klapą – co udowodniło mi przy okazji, że gatunku kompletnie nie znam i trudno mi się w nim poruszać, nie posiadam wyczucia, co jest w nim jakościowe, a co nie.

Ale nie zwykłem rzucać słów na wiatr, więc jeśli napisałem, że udział wezmę, to udział biorę. Postanowiłem jednak... zmienić podejście.

Nim przystąpiłem do pisania tego tekstu, sprawdziłem, czym właściwie to bizarro jest (co obrazuje jak niewielką miałem o nim wiedzę) i wyczytałem w najpopularniejszej na świecie encyklopedii, że:

 

“Bizarro-fiction jest zbliżone do szeroko pojmowanej fantastyki [...] Podstawową różnicą jest występowanie w pozycjach bizarro-fiction nieodłącznego pierwiastka „dziwności”, osiąganego takimi środkami jak absurdalne zestawienia postaci i sytuacji, czarny humor, elementy pastiszu”

 

I właśnie z czymś takim macie tu do czynienia, choć może odpowiedniejszym słowem byłaby parodia. Do napisania jej zainspirowała mnie pewna rozmowa na shoutboxie, a więc jest to parodia pewnego popularnego opowiadania – a właściwie to filmu powstałego na podstawie pewnego popularnego opowiadania.

Mam nadzieję, że mr.maras tego nie przeczyta.

 

Hasło konkursowe: potworny otwór

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Miłość ciał niebieskich

Wydmy Sahary, obserwowane z odpowiedniej wysokości, wyglądały jak złoty dywan rozciągający się od horyzontu po horyzont. Konstantinos Karagounis miał okazję przekonać się o tym, kiedy, lecąc na pokładzie wojskowego śmigłowca, wyjrzał na zewnątrz i zerknął w dół.

Pobladł i zaraz cofnął głowę do środka, przeklinając się w duchu za to, że przystał na ofertę pułkownika Johansena – choć, szczerze powiedziawszy, nie miał większego wyboru, kiedy śmigłowiec wylądował w jego ogródku, a wraz z nim pojawił się oddział żołnierzy, by złożyć mu propozycję nie do odrzucenia. Ledwie Konstantinos zdążył zerwać się z łóżka i poprawić foliową czapeczkę, której nigdy nie zdejmował, gdy potężnie zbudowany, ostrzyżony w kwadrat mężczyzna stanął w progu sypialni.

– Profesor pseudonauk stosowanych, Konstantinos Karagounis – bardziej oznajmił niż zapytał. – Proszę ze mną.

Trzy minuty później pilot już podrywał maszynę do lotu.

Profesor nie miał czasu nawet na to, by założyć coś stosownego – wpakowali go na pokład w piżamie. Johansen uspokajał go jednak, że wszystkie potrzebne rzeczy już czekają na miejscu.

Okazało się, że tym miejscem była tajna baza wojskowa oddalona o pół świata od domu Karagounisa, ulokowana gdzieś pośród piaszczystych pustkowi Maghrebu.

Śmigłowiec zbierał się do lądowania, wzbijając w powietrze chmurę pustynnego pyłu, który wciskał się profesorowi do oczu, uszu i ust – słowem wszędzie. Poza pyłem było coś jeszcze. Specyficzny, nieprzyjemny zapach.

– Twardziel z pana – stwierdził z uznaniem Johansen. – Większość zwymiotowała.

– Jaka większość? – zapytał Konstantinos, tłumiąc napad kaszlu.

– Wszystko w swoim czasie. Najpierw musi pan coś zobaczyć.

Pułkownik, w towarzystwie dwóch uzbrojonych w karabiny żołnierzy, poprowadził go przez miasto namiotów, aż do samego centrum, gdzie znajdowała się pokaźnych rozmiarów kopuła. To z jej wnętrza wydobywał się smród. Najpierw założyli kombinezony ochronne, a potem – na znak profesora, że jest już gotów – weszli do środka.

Większość miejsca wewnątrz zajmowała ogromna dziura w ziemi. Krater musiał mieć ponad sto metrów średnicy. Przeszli przez szklane drzwi i stanęli nad krawędzią otworu. Daleko w dole Konstantinos dostrzegł ciemnobrązową, bulgoczącą maź. To ona wydzielała przykrą woń, która była tak intensywna, że przedostawała się nawet to wnętrza skafandrów.

– Co to jest?

– Właśnie miałem zadać panu to pytanie, profesorze.

– Potrzebuję próbki.

Jakby na rozkaz, z sufitu kopuły na grubej stalowej linie opuścił się próbnik i zniknął w brei. Wrócił po kilku sekundach, wypełniony brązową substancją. Profesor Karagounis, marszcząc czoło, przypatrywał się próbce, ale obserwację wizualną uważał za dalece niewystarczającą. Ignorując ostrzeżenia pułkownika, zdjął hełm i lewą rękawiczkę. Zanurzył dwa palce w tajemniczej substancji, by dokonać oceny organoleptycznej. Smród dosłownie wyciskał mu łzy z oczu, ale przecież nie takich poświęceń dokonywał podczas badań prawo– i lewoskrętnej witaminy C, które przyniosły mu nagrodę Jobla będącą odpowiednikiem Nobla w pseudonaukowym środowisku.

Kiedy zakończył badanie konsystencji, zbliżył koniuszek palca do ust i delikatnie musnął go językiem, wprawiając tym pułkownika w osłupienie.

Profesor pocmokał chwilę, spojrzał gdzieś w górę, przywołał wszystkie pokłady swojej pseudowiedzy, pseudodoświadczenia i całkiem prawdziwej wyobraźni, by wydać opinię:

– Konieczne będzie skorygowanie wszystkich podręczników opisujących źródła życia – zawyrokował, robiąc mądrą minę. – Wedle mojej opinii, to jest kupa pierwotna. Odchody świata, mówiąc językiem teorii żywej Ziemi… Mam rację?

Johansen nie odpowiadał. Nie było jasne czy z powodu zachwytu nad wielkością geniuszu Karagounisa, czy też dlatego, że walczył z odruchem wymiotnym wywołanym widokiem przeprowadzonej przez profesora ekspertyzy.

– Proszę za mną – rzucił wreszcie zdawkowo i nie czekając na reakcję profesora, wyszedł z komory odgradzającej krater od reszty kompleksu i ruszył korytarzem w prawo, a profesor postąpił za nim.

Po kilkunastu metrach marszu natrafili na przeszkloną ścianę, która zapewniała widok na przestronną salę znajdującą się po jej drugiej stronie. Kobiety i mężczyźni wewnątrz bili czołami o blaty biurek, obgryzali paznokcie i rwali włosy z głowy.

– Kto to? – Konstantinos zwolnił tempo i zagadnął pułkownika.

– To? Nobliści. Im pierwszym zleciliśmy rozwiązanie tej zagadki. Po kilku tygodniach podali taką samą odpowiedź. Niestety, sformułowanie równie absurdalnej teorii odbiło się na ich zdrowiu psychicznym.

– Bez obaw – uspokajał go profesor. – Mnie już nic nie zaszkodzi.

– Właśnie na to liczymy – odparł żołnierz, kontynuując marsz wgłąb korytarza zakończonego pancerną śluzą. Gdy tam dotarli, zatrzymał się i odwrócił, posyłając Konstantinosowi spojrzenie jeszcze poważniejsze niż wcześniej.

– To, co zobaczy pan po drugiej stronie, jest…

– Ściśle tajne? – dopowiedział profesor, sprawdzając, czy folia aluminiowa szczelnie przylegała do jego mózgoczaszki.

Pułkownik mruknął i wprowadził kod dostępu. Śluza otwierała się powoli, ukazując pomieszczenie z ogromnym akwarium wypełnionym do połowy tą samą brązową mazią, która zalegała w głębi krateru. Gdy profesor zbliżył się do szklanej tafli, z kupy pierwotnej wynurzyły się dwa osobliwe stworzenia.

– To proktokefale – wyjaśnił Johansen. – Tak je nazwali naukowcy.

– To greka? Nie znam – odparł Konstantinos, który przecież pochodził z Kentucky.

– „Prokto” odbyt, „kefali” głowa. Proktokefale – wyjaśnił pułkownik. – Znaleźliśmy je na dnie otworu. Chociaż właściwie wyglądało to tak, jakby one na nas czekały.

– Powiedzieli coś? To znaczy… Rozumie pan… Udało się z nimi jakoś porozumieć?

Pułkownik Johansen uśmiechnął się i poklepał Karagounisa po plecach.

– To, profesorze, będzie pańskie zadanie.

 

*

 

W ciągu następnych dni profesor Konstantinos Karagounis na przemian zajmował się bezskutecznymi próbami nawiązania kontaktu z dwoma proktokefalami i był dręczony przez wspomnienia, które nic nie wniosły do sprawy.

Zdawało się, że wypróbował już wszystko. Zaczął od symboli, potem próbował świateł, dźwięków i zapachów – proktokefale pozostawały jednak niewzruszone. Pływały w mazi, ukazując raz po raz swoje częściowo humanoidalne, częściowo przypominające ośmiornice sylwetki, ale nic ponad to. Jednakże nie po to Konstantinos był profesorem pseudonauk stosowanych, by poprzestać na metodach z głównego nurtu. Gdy te zawiodły, sięgnął po różdżkarstwo, tablicę ouija, promieniowanie minerałów, wpływ technologii 5G a nawet pamięć wody, z którą wiązał wielkie nadzieje – wszystkie przyniosły skutek nie lepszy (ale i nie gorszy! co skrzętnie odnotował) niż te uzasadnione naukowo.

– Jak idą prace? Czy mamy już jakieś wyniki? Jeśli nie posuniemy się do przodu, będę zmuszony odsunąć pana od projektu – odgrażał się pułkownik Johansen.

– Skąd w ogóle pomysł, że te istoty są inteligentne? – westchnął Karagounis ślęczący przed dokumentacją, z której nie wypływały żadne wnioski.

Żołnierz przysiadł na skraju biurka profesora i skrzyżował ramiona.

– Tego jestem pewien. Gdy umieściliśmy je w akwarium, jeden z wartowników użył projektora do oglądania filmów z Netflixa. Wtedy proktokefale stały się niespokojne i zaczęły ostrzeliwać akwarium mazią z głowoodbytów. Na filmy nagrodzone w Cannes już tak nie reagowały.

Profesor zdjął okulary, wstał i zrównał się spojrzeniem z pułkownikiem.

– Dlaczego dowiaduję się o tym dopiero teraz?!

 

*

 

To był przełom.

Okazało się, że proktokefale reagują na wszystko, co można określić jako gówno w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu. Ożywiały się na widok koreańskich oper mydlanych, słysząc dźwięki nowoczesnego popu, albo gdy Konstantinos wyświetlał obrazy postmodernistów, ale szczególną aktywność przejawiały, oglądając internetowe memy.

Profesor analizował ich zachowania i szybko doszedł do wniosku, że wystrzeliwana przez nie maź układa się na szybach akwarium w charakterystyczne, powtarzające się wzory.

– Czy myśli pan, że to język? One do nas mówią? Co chcą nam przekazać? Może pan je o to zapytać? – Pułkownik Johanes nie należał do ludzi cierpliwych, a pracę oceniał wedle jej wyników, a nie włożonych sił.

– Jeśli wszystko się powiedzie, zaraz będzie miał pan odpowiedź – odparł Konstantinos, podłączając do komputera armatkę wycelowaną w szybę akwarium. Proktokefale po drugiej stronie z zainteresowaniem obserwowały jego poczynania.

Kiedy wszystko było już gotowe, profesor uruchomił translator i wprowadził do systemu mem z wyginającą dłoń skonfundowaną Afroamerykanką, zdjęcie pośladków Kim Kardashian i utwór „What the hell” autorstwa Avril Lavigne, co w wolnym tłumaczeniu miało oznaczać: Jaki jest cel waszej obecności?

Gdy pytanie było już gotowe, Konstantinos zainicjował procedurę translacyjną, a program przełożył dane na proktokefalski i uruchomił armatkę, która zapaskudziła breją zewnętrzną stronę akwarium.

Odpowiedź przyszła szybko. Istoty z wnętrza krateru wystrzeliły z głowoodbytów kilka szybkich serii, brązowa maź rozpłynęła się po szkle, a zintegrowane z oprogramowaniem profesora kamery przekazały materiał do przetłumaczenia.

– Co jest? Co mówią?! – dopytywał pułkownik Johansen, obserwując jak program dokonuje konwersji z języka proktokefalian.

– Zaraz się przekonany. Jeszcze trzy… dwa… jeden…

Kiedy translator zakończył swoją pracę, oczom mężczyzn ukazało się zdjęcie Willema Dafoe z obłędem w oczach, opatrzone komentarzem, radą, bądź też – zależnie od interpretacji – ostrzeżeniem brzmiącym:

 

Tymczasem krążący po orbicie Marsa satelita badawczy odnotował niespotykaną na tej planecie aktywność geologiczną w okolicach góry Olympus Mons. Z wnętrza dawno wygasłego wulkanu zaczął wyłaniać się masywny, falliczny kształt.

 

Koniec

Komentarze

Witaj!

Wow xD Tego się nie spodziewałem, choć wyszło bardzo dobrze. Super nawiązanie do Nowego początku i puszczanie Proktofekalom różnych ‘gówien’, jakie wykształciło społeczeństwo. Do tego występowanie pseudonauki i foliarzy. Świetna parodia! Humor zabawny i trafny, dobrze, że obyło się bez niepotrzebnych wulgaryzmów.

Kiedy wszystko było już gotowe, profesor uruchomił translator i wprowadził do systemu mem z wyginającą dłoń skonfundowaną Afroamerykanką, zdjęcie pośladków Kim Kardashian i utwór „What the hell” autorstwa Avril Lavigne, co w wolnym tłumaczeniu miało oznaczać: Jaki jest cel waszej obecności?

Mój ulubiony fragment ;)

Moim zdaniem bardzo dobrze sobie poradziłeś zarówno z konkursem, jak i hasłem, choć tendencja fekalna pozostała niezmienna.

Pozdrawiam i gratuluję, trzymam kciuki w konkursie!

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Dobry pomysł z tymi proktokefalami. Zabawnie, z absurdem. Podobało mi się.

Dobre opowiadanie. Humor, absurd i mazie są odpowiednio wyważone, dialogi naturalne, bohaterowie barwni, a proktokefale są… urocze. :> 

Miałeś dobry pomysł i dobrze go przedstawiłeś. Świetnie wpisałeś się w konkursowe hasło. Potworny otwór. Spodziewałam się, że to będzie mieć coś wspólnego z anusem. ;)

A zakończenie to jest wisieńka na torcie. xD

 

Powodzenia w konkursie! :)

Cześć.

 

Konstantinos Karagounis miał okazję przekonać się o tym, kiedy, lecąc na pokładzie wojskowego śmigłowca, wyjrzał na zewnątrz i zerknął w dół.

Nieco dziwnie brzmi to zestawienie.

 

 

– Profesor pseudonauk stosowanych, Konstantinos Karagounis – bardziej oznajmił niż zapytał – Proszę ze mną.

Kropeczka się zapodziała.

 

 

Zanurzył dwa palce z tajemniczej substancji, by dokonać oceny organoleptycznej.

 

W tajemniczej…

 

 

 

 

 

 

Teraz, gdzie śmiechłem :D :

 

przyniosły mu nagrodę Jobla

Okazało się, że tym miejscem była tajna baza wojskowa oddalona o pół świata od domu Karagounisa

Krater musiał mieć ponad sto metrów średnicy.

Jakby na rozkaz, z sufitu kopuły na grubej stalowej linie opuścił się próbnik i zniknął w brei.

filmów z Netflixa. Wtedy proktokefale stały się niespokojne i zaczęły ostrzeliwać akwarium mazią z głowoodbytów.

zdjęcie Willema Dafoe z obłędem w oczach, opatrzone komentarzem, radą, bądź też – zależnie od interpretacji – ostrzeżeniem brzmiącym:

 

No cóż, powtórzę, że nie lubię bizarro :P

Nadeszła wielka prakupa i wstępna radość zniknęła :D

Niemniej jednak nie było przeginek, a humor na niezłym poziomie sprawił, że kilka razy się uśmiałem :) A końcówka z memem – wysoka poprzeczka :D

 

PS. Tak się zastanawiam, czy ktoś byłby w stanie przeczytać taką książkę (bizarro), tak – dajmy – 700 tyś. znaków ze spacjami :D

 

 

 

 

 

Podejrzewam że byłbym w stanie przeczytać, ale dużo zależy od tematyki. Trzeba to po prostu lubić :) Nieprzypadkowo jednak bizarro to głównie opowiadania lub krótkie powieści

Daniel, dzięki za wizytę i cieszę się, że tekst przypadł ci do gustu. :) 

 

Super nawiązanie do Nowego początku i puszczanie Proktofekalom różnych ‘gówien’, jakie wykształciło społeczeństwo.

Obawiam się, że dla niektórych to może być obrazoburstwo. :P

A co do motywów fekalnych… no, coś z bizarro musiało się pojawić. :) 

 

fanthomas, witam zacnego jurora. :) 

 

SaraWinter, dzięki za odwiedziny 

Dobre opowiadanie. Humor, absurd i mazie są odpowiednio wyważone, dialogi naturalne, bohaterowie barwni, a proktokefale są… urocze. :> 

Dziwne rzeczy są dla ciebie urocze. xD

 

Miałeś dobry pomysł i dobrze go przedstawiłeś. Świetnie wpisałeś się w konkursowe hasło. Potworny otwór. Spodziewałam się, że to będzie mieć coś wspólnego z anusem. ;)

To skojarzenie było nieuniknione. 

 

silvanie, bizarro to też nie mój konik, raczej omijam szerokim łukiem, więc książki takiej bym nie zmęczył. Cieszę się, że humor przypadł do gustu. :) 

Oj, Geki, miałeś dać czadu i co?:-)

bardzo ciekawa realizacja hasła konkursowego. Podoba mi się zarówno postać profesora jak i niełatwe zadanie, które mu powierzono. 

Humor mi przypasował, kupa pierwotna oraz proktokefale bardzo fajne. Tak samo jak motyw z noblistami czy odwołania do kultury masowej. 

Cieszę się, że pojechałeś ze śmierdzącym akcentem. Tylko odczuwam pewien niedosyt, Geki:-( akcja zmierzała w ciekawym kierunku, w stronę fallicznego kształtu. Punkt kulminacyjny, a tu nagle koniec:-( myślałam, że bardziej przyciśniesz w tej końcówce, a to było jednak zachowawcze.

Niemniej jestem zadowolona z lektury, bo pomysł przedni.

polecam do biblioteki, pozdrawiam

powodzenia w konkursie;-)

Czasem, jak czytam bizarro, niezwykle mnie zadowala, że Autor w pewnym momencie rzekł: STOP! :D

Olciatko, a kto mówił, że miałem dać czadu? Wydaje mi się, że dałem tyle czadu, ile trzeba. :P

 

Tylko odczuwam pewien niedosyt, Geki:-( akcja zmierzała w ciekawym kierunku, w stronę fallicznego kształtu. Punkt kulminacyjny, a tu nagle koniec:-( myślałam, że bardziej przyciśniesz w tej końcówce, a to było jednak zachowawcze.

Nie, puenta już padła, opisywanie tego, co byłoby dalej, nie byłoby ani zabawne, ani smaczne – lepiej niech to pozostanie w wyobraźni każdego czytelnika z osobna, bo przecież wiadomo, co się wydarzyło po zakończeniu. :) 

 

Czasem, jak czytam bizarro, niezwykle mnie zadowala, że Autor w pewnym momencie rzekł: STOP! :D

Dokładnie. ;) 

 

 

Czyli stało się to, co stać się musiało, bo inaczej Regule 34 nie stałoby się zadość – analiza wykazała, że zrobiłeś z Arrivals wstęp do pornosa :)

Co ja się będę rozpisywał, skoro ponarzekać zbytnio nie mogę, a jak nie ma na co narzekać, to i palce po klawiaturze jakoś tak oporniej śmigają. Bardzo fajnie Ci to wyszło, chociaż żadnej głębszej myśli nie zawarłeś w tym opowiadaniu, skupiając się na humorze, grotesce, analu, bizarro i analu. W tych tekstach konkursowych jednak nie doszukuję się większego sensu, bo z tego co widzę, większość ludzi nie bardzo wie co to jest to bizarro (w tym ja, ofkors) i mocniej eksperymentuje jak tutaj skleić absurdalną fabułę w logiczną całość, niż jak skleić fabułę z jakąś myślą przewodnią.

Większość żartów złapała, nawet te kilka suchych. Są złośliwe i – nie wiem jak to nazwać inaczej – takie mocno stand-upowe. Szczególnie nawiązania do foliarzy i ludzi wierzących w cudowną moc lewoskrętnej witaminy C (czemu nie nazwałeś bohtera Jerry? ;)) mi się spodobały. Proktokefale i ich sposób porozumiewania bazuje na Arrivals, ale jest przerobiony odpowiednio: żeby być rozpoznawalnym jako zrzynka, a jednocześnie mieć swój bizarrowy charakter, dostosowany do opowiadania. Fajne.

Puenta po jotpegu trochę z czapy mi się wydawała względem reszty opowiadania, ale przecież tytuł, co sobie uświadomiłem poniewczasie, ten tytuł powinien mnie przygotować na ten motyw. Miłość ciał niebieskich. Ale dzieci z tego nie będzie ;)

 

Pozdrawiam

Q

Known some call is air am

Czyli stało się to, co stać się musiało, bo inaczej Regule 34 nie stałoby się zadość – analiza wykazała, że zrobiłeś z Arrivals wstęp do pornosa :)

Oj, jakby dobrze poszukać, to na pewno jest porno z heptapodami. 

 

Co ja się będę rozpisywał, skoro ponarzekać zbytnio nie mogę, a jak nie ma na co narzekać, to i palce po klawiaturze jakoś tak oporniej śmigają

Ej, ostatnio dałem ci okazję do narzekania! 

Swoją drogą nadal liczę, że przeczytasz Księciuniów razem z fragmentami wierszowanymi i zamiast patrzeć przez soczewkę tekstu o Benie. :P

 

Bardzo fajnie Ci to wyszło, chociaż żadnej głębszej myśli nie zawarłeś w tym opowiadaniu

Już wyrobiłem normę głębszych myśli w tym miesiącu. :) 

 

Większość żartów złapała, nawet te kilka suchych

Nie podobało się, że Grek nie zna greki? :P

 

Puenta po jotpegu trochę z czapy mi się wydawała względem reszty opowiadania, ale przecież tytuł, co sobie uświadomiłem poniewczasie, ten tytuł powinien mnie przygotować na ten motyw. Miłość ciał niebieskich. Ale dzieci z tego nie będzie ;)

Jak to mówią, najlepszy środek antykoncepcji, to środek… 

 

 

Księciuniów przeczytałem trzy razy, na razie więc dam sobie spokoj:) Grek nie znający greki akurat ubawił, mnie o nagrodę Jobla bardziej chodzi. Co zaś do tego co mówią, to ja nie wiem, bo nie słyszałem chyba tego powiedzonka.

Known some call is air am

Cześć!

A fuj, paskudztwo!

Mocno fekalne klimaty. Profesor pseudonauki, niezłe… Kupa pierwotna. Całkiem przyjemnie się czytało, napisane porządnie, z pomysłem. Zakładam, że warstw znaczeniowych nie ma zbyt wiele, więc szukać nie będę zbyt głęboko, bo jeszcze coś znajdę, i się pobrudzę, a nie ma we mnie pasji profesora ;-)

Do uczucia dyskomfortu (lub wręcz braku apetytu) trochę mi jednak zabrakło. Ani się w tej kupie nie rozsmakował, ani zbyt kwieciście nie opisał jej smaku żołnierzom. Dziwnie to zabrzmi może, ale trochę za mało kupy jak na tekst z dużą ilością kupy imho.

 

W końcówce zraził mnie kardynalny błąd logiczny:

Tymczasem krążący po orbicie Marsa satelita badawczy

Przecież wszyscy wiemy, że Mars, podobnie jak ziemia, jest płaski. Po co te brednie o jakiś orbitach!? Tylko mącą w głowie ;-)

 

3P dla Ciebie: Pozdrawiam, powodzenia w konkursie i polecam do biblioteki!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Fajny tekst. Dużo elementów mi siadło: żarty z pseudonauki, zabawy słowami (kupa pierwotna jest miodna). Głowodupki super. Puenta też niczego sobie. :-)

Nie podobało się, że Grek nie zna greki? :P

Pewnie on tylko udawał Greka.

Babska logika rządzi!

Cześć Finkla, cieszę się, że humor przypasował. Czyli jednak jeszcze coś zabawnego umiem napisać.

Udawał Greka – dobre, dwuznaczne. :) 

Krar! Byłem przekonany, że odpisywałem na Twój komentarz… w każdym razie grzebać w tym tekście nie polecam, bo można się ubrudzić. :P

 

Do uczucia dyskomfortu (lub wręcz braku apetytu) trochę mi jednak zabrakło. Ani się w tej kupie nie rozsmakował, ani zbyt kwieciście nie opisał jej smaku żołnierzom. Dziwnie to zabrzmi może, ale trochę za mało kupy jak na tekst z dużą ilością kupy imho

No właśnie też tak postrzegałem bizarro, ale potem poczytałem czy to bizarro w ogóle jest i wyszło na to, że akurat na forum taka forma jest mocno eksponowana, ale samo bizarro nie musi być takie. I postanowiłem nie dawać kupy więcej, niż to było konieczne. :) 

Olciatko, a kto mówił, że miałem dać czadu? Wydaje mi się, że dałem tyle czadu, ile trzeba. :P

Ty jesteś Autorem, Geki, ja tylko napisałam swoje zdanie, nie musisz się zgadzać-)

pozdrawiam

Ten tekst wcale nie jest tak gówniany, na jaki wygląda!

Powiem więcej, to jak brylant z lekka tylko unurzany w gównie.

 

Uśmiechnąłem się parę razy – a to jest naprawdę wyczyn – trochę też mi się zrobiło melancholijnie, gdy sobie przypomniałem, że Jan Tadeusz Stanisławski, już niestety nie żyje i nie ma kto prowadzić wykładów z „mniemanologii stosowanej” pt. „O wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia”.

Olciatko, to takie usprawiedliwianie się, bo bardziej w fekalia nue byłbym w stanie się zanurzyć. :) 

 

Jimie, jaki tam brylant, cyrkonia. :P

Ale na pewno dużo lepszy niż tekst, który wrzucałem na betę. 

 

Wielkanoc rządzi! Lepszy z jajkiem żur niż prezentów wór! 

Bardzo przyjemne opowiadanie bizarro (choć nie do czytania przy jedzeniu). Zabawne, ale nieprzesadzone, z zaskakującą puentą i aktualnymi w obecnych czasach nawiązaniami do foliarstwa. Mi się podoba

Są ludzie, którzy zdążają do ideału, atraktora pragnienia. Chcą zrobić coś dobrze i pięknie. Są też ci drudzy, którzy za cel uznają unikanie błędów. Ma to swoje odbicie w zagadnieniach metodologicznych, a więc konflikcie między holizmem a redukcjonizmem, m. in. w nauce.

W badaniach nad pochodzeniem bezinteresowności wśród zwierząt pojawia się problem: w którym momencie powinniśmy zrezygnować bądź zawiesić wytłumaczenia redukcjonistyczne (czyli te, w których zwierzęta są kierowane doborem grupowym; grupa w której zwierzęta sobie pomagają łatwiej wygrywa wyścig ewolucyjny), a w jakim momencie powinniśmy zaangażować do badań metodologię socjologiczną, psychologiczną. Jeżeli zadajemy pytania o protospołeczeństwo u zwierząt, o protowspólnoty u zwierząt, musimy zwierzęta "doczłowieczyć". I tu zaczyna się pole i dla mądrych rozważań, i dla pseudonauki. 

Reakcją na pseudonaukę i jej ślepe uliczki jest syndrom oblężonej twierdzy wielbicieli nauki. Scjentyści mówią tylko o doborze tego lub owego, podobnie jak spora część naukowców, a pytania “głębsze” są oddalane (dawkinsowe reductio ad absurdum: po co zadawać pytanie o to, czy emocje są niebieskie). W tejże oblężonej twierdzy, zdawałoby się, powinny dominować ideały naukowości i piśmienności. Zamiast tego “ideały” ustępują gromadnym sprzeciwom wobec “błędów i wypaczeń” pseudonauki, co ułatwia podleganie uniwersalnej, memowej obrabiarce dusz. Stąd mental scjentystów jest w opłakanym stanie.

W powyższym opowiadaniu podoba mi się nie to, jak zhiperbolizowano świat “rzeczywisty” pseudonauki, ale to w jak pośredni sposób zobrazowano mental “nałukowców”, czyli to, w jaki sposób widzą współczesny świat. Opowiadanie jest skowytem bezradności utajonego podmiotu “nauki” (czyli scjentystów) w obliczu zagrożeń pseudonauki. Poza hiperbolizowaniem foliarstwa nie ma pozytywnej propozycji. 

W opowiadaniu brakuje tylko postaci, która by wspomniany dziwny sen o rzeczywistości śniła, żeby moja interpretacja miała więcej sensu (a może czegoś nie doczytałem, coś przeoczyłem). Ten paradygmat schizo-kartezjańskiego “Ja”, to cecha wyróżniająca Gegikare. W związku z tym nawet tam, gdzie ciężej sie go dopatrywać, można się go dopatrywać. Nasuwa się pytanie: czy to dobrze, czy to źle? Nie lepiej postawić na dziwny świat po prostu, a nie dziwny świat “śniony” jakby przez kogoś? Strumień świadomości jakim Gegikara miał stworzyć “bizzare fiction” jest osadzony w kartezjańskim “Ja”, tymczasem istnieje w literaturze także strumień świadomości uchylającej się przed centralną funkcją “Ja”. A w tym tekście ewidentnie, ktoś ten dziwny świat śni, a przynajmniej “forma” tak to nam sugeruje. Stąd wnioskuje, że demiurdzy “nauki” ustawiają maszynę memującą, które dostarczają wrażeń złudnych wielbicielom nauki, tym, którzy chcieliby być “ponad” maszyną memującą z samej racji przeczytania “Samolubnego genu” Dawkinsa.

Przyjemne :)

Przynoszę radość :)

No, jak czytałam o mocnym skręceniu tekstu w rejony fekalne, to nie byłam pewna, czy ryzykować lekturę, ale nie było tak źle. Podobała mi się postać profesorka, tak daleko odjechanego w swoich teoriach, że nic już nie jest w stanie mu zaszkodzić. No i doceniam nawiązanie do Nowego początku. :D Ogólnie naprawdę zabawny tekst, zwłaszcza gdy okazało się, na co reagują, ee, istoty bytujące w kupie pierwotnej. Aczkolwiek ich wiadomość mogła wyglądać inaczej… ;)

Paradoksalnie wydaje mi się, że jak na bizarro, tekst za bardzo się trzyma – nomen omen – kupy. Ale nie mnie to sądzić, bo na gatunku się, na szczęście, nie znam. Ograniczę się do stwierdzenia, że bardzo udane opko. :D

 

Cześć,

 

Dopiero co założyłem konto, wskoczyłem na pierwsze opowiadanie, na dodatek czytam Twój tekst kilka minut przed położeniem się do łóżka – niezłe combo :P

Twoje proktokefale zaraz będą mi się śnić. Pewnie nie tylko dzisiaj. Chociaż wolę nadal je, niż ujrzeć oczami wyobraźni fallusa analogicznego do rozmiarów Olympus Mons… odrzucam szybko tę myśl.

A tak na poważnie – tekst czyta się bardzo przyjemnie pod kątem techniki. Może tematyka nie w moim guście ale staram się zrozumieć i poprzeć (poprzeć!) wszelkie upodobania autorów….:D 

Końcówka zabawna, nie spodziewałem się. Atmosfera skandalu zaliczona. 

Ainvellin

Gabinko, cieszę się, że opowiadanie przypadło ci do gustu. :) 

 

Rebusie, twój komentarz jest tak samo zawiły, co twój nick i nie wiem, czy uda mi się udzielić satysfakcjonującej odpowiedzi. 

Ale spróbuję. 

Są ludzie, którzy zdążają do ideału, atraktora pragnienia. Chcą zrobić coś dobrze i pięknie. Są też ci drudzy, którzy za cel uznają unikanie błędów. Ma to swoje odbicie w zagadnieniach metodologicznych, a więc konflikcie między holizmem a redukcjonizmem, m. in. w nauce 

Doskonałość równa się śmierć, w doskonałym wszechświecie, w którym wszystkie czasteczki miałyby taką samą masę i znalazłyby się w takich samych odstępach od siebie, nigdy nic by nie powstało. Dlatego do doskonałości trzeba dążyć, a nie ją osiągać. 

Jeżeli zadajemy pytania o protospołeczeństwo u zwierząt, o protowspólnoty u zwierząt, musimy zwierzęta "doczłowieczyć"

A może to człowieka należy odczłowieczyć, by okazało się, że nieprzewidywalne czynniki są przewidywalne? Tak działa habitus społeczny – sorawia, że łatwiej przewidzieć zachowanie grupy jednostek o indywidualnych cechach niż pojedynczych jednostek. 

 

Reakcją na pseudonaukę i jej ślepe uliczki jest syndrom oblężonej twierdzy wielbicieli nauki.

Nie. 

Pseudonauka jest bardziej elastyczna i może zmieniać się szybciej, ponieważ nie podlega zasadom rygoru naukowego. Tak samo nauka może rozwijać się szybciej niż religia, ponieważ nie podlega dogmatom. 

Ten różny "opór materii" jest uzasadniony, ponieważ kazda z tych dziedzin służy czemu innemu. 

 

Zamiast tego “ideały” ustępują gromadnym sprzeciwom wobec “błędów i wypaczeń” pseudonauki, co ułatwia podleganie uniwersalnej, memowej obrabiarce dusz. 

Dla przykładu: wiesz jak nazywa się medycyna alternatywna, której działanie udowodniono naukowo? 

Medycyna. 

 

Opowiadanie jest skowytem bezradności utajonego podmiotu “nauki” (czyli scjentystów) w obliczu zagrożeń pseudonauki. Poza hiperbolizowaniem foliarstwa nie ma pozytywnej propozycji. 

Ciekawa i błyskotliwa interpretacja. Rzeczywiście, opowiadanie na pewnym poziomie ukazuje wyższość pseudonauki, która nie jest tak skostniala jak nauka i może dostarczać odpowiedzi (abstrahując od tego, czy właściwych) tam, gdzke nauka rozklada ręce. 

 

A w tym tekście ewidentnie, ktoś ten dziwny świat śni, a przynajmniej “forma” tak to nam sugeruje. Stąd wnioskuje, że demiurdzy “nauki” ustawiają maszynę memującą,

Forma wynika z bizarro, a jeśli mowa o subiektywnym postrzeganiu. To tak, każden jeden mój tekst (no, na pewno zdecydowana ich większość) jest skrajnie subiektywnym postrzeganiem najczęściej jednego bihatera, dlatego, że nie wierzę w arbitralnosc i obiektywność doświadczeń, wrażeń czy wspomnień. Nie mówiąc o samej rzeczywistości. 

 

 

Anet :) 

 

naprawdę zabawny tekst, zwłaszcza gdy okazało się, na co reagują, ee, istoty bytujące w kupie pierwotnej. Aczkolwiek ich wiadomość mogła wyglądać inaczej… ;)

Jestem zrickrollowany. :P

Paradoksalnie wydaje mi się, że jak na bizarro, tekst za bardzo się trzyma – nomen omen – kupy. Ale nie mnie to sądzić, bo na gatunku się, na szczęście, nie znam. Ograniczę się do stwierdzenia, że bardzo udane opko. :D

Poczytam za olus, że w swój gówniany sposób opki trzyma się logiki. :) 

 

A tak na poważnie – tekst czyta się bardzo przyjemnie pod kątem techniki. Może tematyka nie w moim guście ale staram się zrozumieć i poprzeć (poprzeć!) wszelkie upodobania autorów….:D 

Ainvellin, wybrałeś szczególny okres (ponieważ trwa konkurs bizarro) i trafiłeś na wysoce niereprezentatywny przykład mojej twórczości. :P

Czyta się dobrze i szybko, humor i żarty nie przekraczają rażąco granicy dobrego smaku, może oprócz samego zakończenia. Które nota bene jest zaskakujące, ale wyjaśnia tytuł i jest bizarrycznie absurdalne. Nie wiem tylko, co na to Wilem Dafoe smiley

Weźmy taki przykład. Fandom wielbicieli gruszek. X uważa, że gruszki nie są wybierane ze względu na ich jakość, a Y dodaje, że są wybierane ze względu na ich walory estetyczne. Teraz pytanie jest następujące: czy walory estetyczne w tym przypadku są przedmiotem badań dla filozofów od Estetyki, czy też badaczy rynkowych sprawdzających jak uzyskuje się kolor gruszek, wielkość itd. Wnioskuje, że w przypadku gruszek można mówić o wyborze konsumenckim a) zwracającym na jakość b) nie zwracającym na jakość. Natomiast nie byłbym w stanie powiedzieć, że konsument wybiera przedmiot ze względu na Estetykę przez duże E. 

W fandomie naukowców jest podobnie: jest a) nauka i b) pseudonauka. Ale coś może być także: c) humanistyką z ścisłą (przynajmniej do pewnego momentu) metodologią. Kiedy b) pseudonauka będzie mówiła o kupie pierwotnej, to c) humanistyka w kontekście odkryć naukowych będzie starała się porównywać świat zwierząt i ludzi w oparciu o zdobyte narzędzia z związane z pojęciem “kultury”. Np. 

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC387823/

 W artykule „Emergence Peacefull culture in wild baboons”, opierajającym się na badaniach Sapolsky’ego, jest wyrażona hipoteza, że agresywne zachowanie pawianów ma podłoże kulturowe: "Primatologists characterize these behavioral differences as “cultural” traits, since they arise independent of genetic or environmental factors and are not only shared by a population (though not necessarily a species) but are also passed on to succeeding generations."

Naukowcy widzą tymczasem tylko kościół nauki i heretyków względem niego – kościół pseudonauki. 

A może to człowieka należy odczłowieczyć, by okazało się, że nieprzewidywalne czynniki są przewidywalne? Tak działa habitus społeczny – sorawia, że łatwiej przewidzieć zachowanie grupy jednostek o ind ywidualnych cechach niż pojedynczych jednostek. 

Nie tkwi tutaj paradoks? Ewolucja stwarza nowe gatunki, różnorodne formy istnienia, a z drugiej strony należy człowieka i zwierzęta odczłowieczać, patrząc jedynie na dzisiejsze dane i z nich wnioskować na przyszłość, bez humanistycznego wizjonerstwa wypatrującego: “co w tych danych może się zmienić”? Świetną książką jest “Fantastyka i futurologia” Lema, gdzie krytykuje owe podejście. Różni scjentyści polegli w przewidywaniu przyszłości ludzi stosując tę metodę. Nie tyle bym ją odrzucił, co traktował jako… narzędzie, nie jedyne. 

Wiec precyzując, opowiadanie parodiuje mental naukowców i ich manię względem siły pseudonauki, być może przy okazji pokazuje jej “wyższość”, ale to w majaczeniu podmiotu śniącego. Chodzi o bezradność scjentystów, a nie wielkość pseudonauki.

 

Pseudonauka jest bardziej elastyczna i może zmieniać się szybciej, ponieważ nie podlega zasadom rygoru naukowego. Tak samo nauka może rozwijać się szybciej niż religia, ponieważ nie podlega dogmatom. 

To nie jest największy problem dla nauki, tylko problemem nauki są naukowcy i ich wielbiciele. Antypatyczne cyborgi pouczające z mediów, z drugiej upupiający swoją dziedzinę prezenterzy “yeah science” z diskawery, bez odpowiedniej godności Carla Sagana w wyrażaniu się i bez stylu.

Popper, który krytykował Koło Wiedeńskie walczył nie z nauką, lecz scjentystami. 

Niezły rebus z tego Rebusa. Niestety takie rebusy nie na moją głowę

Rany, to już drugi tekst traktujący o pseudonaukowych teoriach, jaki czytam na portalu. Okazuje się, że mam mocne braki w najnowszych teoriach ;)

Podobało mi się. Profesor jest rewelacyjny, jego metody również. Bardzo mi się spodobał sposób komunikacji z proktokefalami (nazwa też niczego sobie). Kupa pierwotna Ci wyszła cudnie :) Uchichrałam się :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Rany, to już drugi tekst traktujący o pseudonaukowych teoriach, jaki czytam na portalu. Okazuje się, że mam mocne braki w najnowszych teoriach ;)

Musisz je stanowczo nadrobić! 

 

Podobało mi się. Profesor jest rewelacyjny, jego metody również. Bardzo mi się spodobał sposób komunikacji z proktokefalami (nazwa też niczego sobie). Kupa pierwotna Ci wyszła cudnie :) Uchichrałam się :)

Profesor to jedna z bardziej wyrazistych postaci w moich tekstach i, kurcze, chyba jeszcze do niego wrócę! 

Jeśli uśmiech wywołało, to dobrze, bo taki był cel. :) 

Musisz je stanowczo nadrobić!

Pewnie nadrobię, czy chcę, czy nie :)

 

Profesor to jedna z bardziej wyrazistych postaci w moich tekstach i, kurcze, chyba jeszcze do niego wrócę!

I to jest dobry pomysł :)

 

 

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Ubawiłam się, i to nie tylko tematami, ale przede wszystkim twoją autorską pomysłowością. Akuratnie i odpowiednio wulgarne, napisane z takim rodzajem dzikiej i pozbawionej tzw. przyzwoitości fantazji, jaka mnie bawi i w dawnej literaturze (jak w komediach greckich) i dzisiaj, jeśli jest zrobiona z odpowiednią dawką pomysłowości. Misię, znaczy :D 

Czasem trzeba napisać coś lekkiego, żeby nas ten ból istnienia nie przytłoczył. :) 

Starałem się, żeby było mało wulgarnie, bo to nie mój styl (już o wiele bardziej lubię patos :P), ale w końcu bizarro. 

Witaj.

Świetny dowcip, bardzo bujna wyobraźnia oraz pomysłowość, doskonałe przedstawienie tematu, aby było lekko, łatwo i przyjemnie. :)))

Pozdrawiam. 

Pecunia non olet

O.

 

“O” jak otwór

“O” jak o, to dobre 

“O” jak o nie, to fuj. 

 

Krótko mówiąc: Geki, przede wszystkim cieszę się, że się nie zniechęciłeś i nie wycofałeś po naszej becie i mojej czułej masakracji poprzedniego tekstu.

Ten jest o wiele oryginalniejszy :) Może nie wszystkie humorki moje, ale sama scenka przedstawiona z pomysłem i postać profesorka śmieszna, taka przerysowana i przegadana, to wyszło dobrze. Absurd (greka i Kentucky ;)) zadziałał. Dobrze włożyłeś tak dużo barwnych i wyrazistych elementów w króciutkim tekście. No i ogranie hasła konkursowego ciekawe, choć końcówka nie dla mnie.

 

(…) wzbijając w powietrze chmurę pustynnego pyłu, który wciskał się profesorowi oczu, uszu i ust

→ zabrakło “do” 

 

Powodzenia w konkursie :)

Krótko mówiąc: Geki, przede wszystkim cieszę się, że się nie zniechęciłeś i nie wycofałeś po naszej becie i mojej czułej masakracji poprzedniego tekstu.

Koi, zawsze powtarzam, że Twoje masakracje są nieocenione. :) 

 

No i ogranie hasła konkursowego ciekawe, choć końcówka nie dla mnie.

Ta z memem, czy ta z wulkanem? 

 

 

Podzielam zdanie @Koi i jestem pod wrażeniem, że nie odpuściłeś. :DDD 

@Koi, gdzie jest to nawiązanie do Kentucky, bo czytam i widzę, a bardzo chciałabym?

 

Jest naprawdę ok, pomysł i realizacja! Naprawdę dobrze i czepiać się nie będę. xd

Proktokefale są ciekawym pomysłem, całość ujęcia też!

Dla mnie końcówka ok, choć wsparłeś się memem. :-) Jednak przy bizzaro zaczynam sądzić, ze można. Nowy gatunek i mix.

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

@Geki Dzięki, cieszę się, że się przydało i tym razem :)

A końcówka – po prostu estetycznie mi nie leży, bo mam bardzo poetycki stosunek (notabene) do kosmosu, planet, przez co mi ten Ziemsko-Mariański anal się nie widzi ;)

 

@Asylum: 

– To greka? Nie znam – odparł Konstantinos, który przecież pochodził z Kentucky

→ no absurd tego mnie rozwalił :D 

(a tu mały offtop z kategorii ciekawostek lingwistycznych ;)) 

 

Absurd jest i ciekawostka lingwistyczna, ale ja tam tego nie słyszałam, ale nie byłam, to prawda, wyczulona wtedy i chyba w ogóle nie jestem na odmiany/gwary. Kentucky to specyficzny, raczej południowy stan. Greków jak na lekarstwo, więcej Hispanów, Węgrów, Arabów i imigrantów z różnych części świata, plus naturalnie tubylców. :-) Campus super.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Nowa Fantastyka