- Opowiadanie: Olciatka - Tam, gdzie psy szczekają dupami

Tam, gdzie psy szczekają dupami

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Tam, gdzie psy szczekają dupami

Suchy jesienny liść sunął po niebie, myśląc o tym, jak piękny jest ten świat. Promienie słoneczne ogrzewały blaszki, wiatr muskał ogonek. Wtem silniejszy podmuch skierował go w stronę uniwersytetu. Drzwi stały przed nim otworem, wystarczyło dyskretnie wślizgnąć się do środka. Plany pokrzyżował mu woźny porządkujący trawnik. Niespodziane uderzenie pęku rózeg sprowadziło go na ziemię, wmiatając na sam dół wielkiej sterty identycznych liści. Suchy jesienny liść poczuł się bezwartościowy. Z rozczarowaniem spojrzał na zamykające się za woźnym drzwi. Nic to, pomyślał. Z trudem wygramolił się na pas zieleni, po czym wzbił w powietrze.

Przeleciał koło okna na pierwszym piętrze i obserwując senne wyrazy twarzy studentów, poczuł zew wolności.

W auli panował zaduch. Pomimo tego, że minął dopiero miesiąc nauki, na zajęciach u profesora Bąkiewicza została już tylko garstka najbardziej wytrwałych i zdeterminowanych słuchaczy. Studenci mający słabsze organizmy popadali jak muchy. Jednak przyczyna nie leżała w trudnym do opanowania materiale. Problem tkwił w samym profesorze. A właściwie nie tkwił, tylko ku rozpaczy otoczenia, wydostawał się na zewnątrz.

Profesor wiercił się na krześle, a to oznaczało tylko jedno. Nadchodziła kolejna fala.

– Moi drodzy, jutro zaczynacie praktyki w Bajzlu Publicznym na miejskiej. – Bąkiewicz rozejrzał się po sali. W ostatnim rzędzie dojrzał blondynkę w zapiętej pod szyję białej bluzce. – Wszyscy, oprócz Joli.

– Nie rozumiem – żachnęła się dziewczyna.

– Podejdź do mnie. Wszystko ci wyjaśnię.

Jola zbladła. Spakowała swoje rzeczy i pożegnała się z kolegami, wiedząc, że po tak bliskim kontakcie z profesorem, wrócić do swojej ławki już nie zdoła.

Po drodze minęła niezniszczalną Gosię, która wykazywała się niebywałą odpornością jak na tak małe stężenie tlenu w powietrzu. Nie tylko siedziała w pierwszym rzędzie, ale także podjadała cukierki. Właśnie wkładała do ust krówkę, gdy Jola zmierzyła ją wzrokiem.

– Dajesz, szmato! – Blondynka zasłoniła usta dłonią. Mimowolny okrzyk uaktywniał się w najmniej odpowiednim momencie, tak jak wtedy, gdy przyłapała matkę na obciąganiu sąsiadowi. Innym razem do niekontrolowanego zawołania doszło podczas niedzielnej mszy, gdy Monika schowała piątaka do kieszeni, zamiast rzucić go na tacę.

Gosia posłusznie wypluła krówkę, po czym wysunęła dłoń w stronę Joli.

– Dzięki, rozmyśliłam się. – Zdołała wydusić.

Jola podeszła do biurka. Profesor wiercił się coraz bardziej.

– Zanim dostaniesz się do Bajzlu Publicznego, musisz odbyć praktyki w Wydymanych. Pozostali studenci zaliczyli je już w zeszłym roku. Nie patrz tak na mnie, mówiłem, że cię to nie ominie. Musisz opanować podstawowe umiejętności, bez tego nie pójdziesz wyżej.

– Rozumiem. Gdzie znajdują się Wydymani?

– Koło biblioteki.

– Nie znam miasta… – Jola wytarła pot z czoła. Perspektywa praktyki nie przerażała jej tak bardzo jak coraz intensywniejsze wiercenie profesora.

– Jak to nie znasz? Tam, gdzie psy szczekają dupami.

– Ale nie mam auta. To na obrzeżach?

– Nie, w centrum. Seba cię pokieruje, dorabia tam wieczorami.

Jola dygnęła, unosząc brzeg granatowej spódniczki, po czym odwróciła się w stronę drzwi, gotowa do ucieczki. Kilku zapobiegliwych studentów rzuciło się do okien. Nie zdążyli. Fala uderzeniowa wstrząsnęła całym budynkiem, wbijając uczniów w ścianę, a Jolę zmiatając pod same drzwi. Podmuch niewyobrażalnego smrodu nie tylko poprzewracał ławki, ale także rozprostował loki siedzącej w pierwszym rzędzie Gosi.

 

 

Jola umówiła się z Sebastianem o dwudziestej przy fontannie w centrum. Minęli bibliotekę miejską oraz wielki billboard reklamujący Wydymanych. Weszli na posesję i stanęli na wprost różowego budynku, nad drzwiami którego świecił neonowy napis: Wydymani.

– Jesteś pewny, że dobrze trafiliśmy? Nie widzę psów szczekających dupami. – Jola rozglądała się dookoła, gdy nagle zza budynku wybiegły dwie chihuahua.

– Ale wielkie szczury! – krzyknęła przerażona, chowając się za ramieniem kolegi.

– To nie szczury, tylko psy – wyjaśnił Seba z powagą.

– Żartujesz?!

Gdy Jola zaintrygowana nietypowym zjawiskiem, zrobiła kilka kroków w stronę szczurów, to znaczy psów, rozległo się szczekanie.

– To rzeczywiście psy – stwierdziła, a Seba potakująco kiwnął głową.

Jednak pewna kwestia nie dawała Joli spokoju. Słyszała szczekanie, ale szczury, to znaczy psy, nie poruszały pyskami. Dziewczyna przyklęknęła na chodniku, nasłuchując skąd dochodzą piszczące dźwięki. W końcu przyłożyła ucho do dupy szczura, to znaczy psa, czując wydobywające się ze środka wibracje.

– Nie radzę tego robić. Zdarza się, że między kolejnymi szczęknięciami stawiają klocka.

– Jak to? To srają i szczekają tym samym otworem? To co robią pyskiem? Jedzą?

– Nie, jedzą też dupą.

– To po co im pysk?

Seba podrapał się po głowie, próbując rozwikłać tę filozoficzną zagwozdkę.

– Zębami obciągają – wyjaśnił mężczyzna, który nagle pojawił się w drzwiach. Wyglądał całkiem zwyczajnie, poza tym, że miał na sobie niebieskie polo. – Czasami zabieramy je do pokoju tortur.

Seba instynktownie zasłonił krocze ręką.

– Dzień dobry. – Jola przywitała się dygnięciem, połączonym z uniesieniem brzegu granatowej spódniczki.

– Cześć, jestem Wiesiek, właściciel tego przybytku. Przyszłaś na praktyki? Wchodźcie do środka, robota czeka.

Tymczasem suchy jesienny liść niesiony podmuchem wiatru, myślał jak to pięknie dryfować w przestworzach. Gdy minął bibliotekę miejską, nagle oślepił go wielki, świecący billboard. Wpadł w turbulencje. Silniejszy podmuch z prawej zniósł go w stronę różowego budynku. Próbował manewrować ogonkiem i modlił się o miękkie lądowanie. Było miękkie. Wpadł prosto w gówno szczekającego dupą psa.

Suchy jesienny liść próbował się wydostać, lecz ciepła, parująca breja sprawiała, że im mocniej wierzgał ogonkiem, tym głębiej się w gównie zanurzał. Poczuł niewyobrażalny smród i na chwilę go zamroczyło. Gdy w końcu odzyskał przytomność, uniósł powieki. Ujrzał ciemność, nie wiedząc czy nastała już noc, czy czarna maź w dalszym ciągu zalepiała mu oczy.

Tonął w gównie, aż sięgnął dna. Nic to, pomyślał, po czym wybił się ogonkiem od podłoża i wystrzelił w górę. Wytoczył się na chodnik i ponownie zemdlał.

Gdy się ocknął, silny podmuch wiatru uniósł go nad fontannę. Woda obmyła blaszki. Znowu dryfował wśród przestworzy. Znowu świat wydawał się piękny.

 

 

Jola rozglądała się z zaciekawieniem po holu: ślady paznokci na ścianach, świeża krew kapiąca z sufitu i kilka odciętych palców walających się po podłodze.

– Przytulnie tu macie – stwierdziła.

– Sam urządzałem. Jolu, jak myślisz, co my tu robimy?

– Pozwalacie, by klienci was dymali.

– Nie. To my ich dymamy, a oni nam za to płacą. Na praktykach nauczymy cię dymać.

– Ekstra!

W holu minęła ich ubrana na czarno postać. Wysunęła spod płaszcza kropidło i bryznęła wodą po ścianie.

– Szczęść, Bracie. – Wiesiek pozdrowił znikającą za zakrętem postać.

– Dokąd poszedł? – zapytała zaciekawiona Jola.

– Do kącika malucha. To nasz stały klient. Po każdej wizycie zostawia nam różne obrazki z wizerunkiem małego dzieciątka. Uzbieraliśmy ich tyle, że udało się nam obkleić cały pokój zabaw. Brat daje nam też zniżki na egzorcyzmy, gdy któraś z dziewczyn za mocno zassie demona.

– Macie pokoje tematyczne?

– Tak. Wychodzimy naprzeciw klientowi. Jesteśmy elastyczni. Najbardziej rozchwytywany jest pokój tortur. Szaleństwo zaczęło się po ekranizacji tej książki no, o pięćdziesięciu cieniach posuwających dziewicę. Wiesz jak to jest, niby nikt nie ogląda, bo to chała, a prawda wygląda tak, że terminy mamy zarezerwowane na trzy lata do przodu.

W oczach rozmarzonej Joli pojawił się żar.

– Zgaś to, bo uruchomisz alarm.

Jola zatrzepotała rzęsami, wracając do rzeczywistości.

– Chodź, coś ci pokażę.

Wiesiek uchylił drzwi, tak by Jola mogła zajrzeć do pokoju stylizowanego na klatkę dla gryzonia. Po ogromnym kołowrotku kicał królik. Zaraz za nim na czworaka w lateksowych stringach i z kolczatką na szyi biegał czerwony z wysiłku mężczyzna.

– To idealne miejsce dla tych, którzy po prostu lubią gonić króliczka – wyjaśnił Wiesiek. – A dla nas to także sposób na oszczędności. Wytwarzana w ten sposób energia pozwala oświetlić neonową reklamę. Inaczej byśmy nie wydoili po ostatnich podwyżkach prądu.

Jola zamarła. Zza drzwi, na których widniał napis: Nieupoważnionym wstęp wzbroniony, dobiegało walenie, przypominające uderzenia kopyt o betonowe podłoże. Odgłosy stawały się coraz głośniejsze, aż w końcu drzwi otworzyły się z impetem. Z kłębów dymu wyłoniła się bestia z rogami. Usmolona twarz i płomienie buchające z oczu przywodziły na myśl tylko jedną osobę. Do tego unoszący się w powietrzu zapach siarki.

– Lucek? – wyszeptała.

– Nie, Rysiek z kotłowni.

– To dlaczego ma rogi? – Z trudem łapała oddech.

– A, o to musiałabyś zapytać jego żonę.

Gdy Rysiek zniknął za drzwiami stołówki, Wiesiek spoważniał:

– Jola, posłuchaj mnie teraz uważnie. Wybrałem ci na dzisiaj kilku klientów. Prosta sprawa, poradzisz sobie. Pamiętaj o zasadzie GMO: głębokie gardło, mocne ssanie, odpowiednie tempo przełykania. Daj im to, czego pragną, a wtedy będą na ciebie głosować co pięć lat.

– Rozumiem.

– W takim razie wchodź do pokoju i czekaj. Zaraz do ciebie przyjdzie.

Jola dygnęła, unosząc brzeg granatowej spódniczki, po czym zniknęła za drzwiami. Po kilku minutach wszedł chłopak w bluzie i dżinsach, trzymając w dłoniach telefon. Sprawiał wrażenie jakby nic nie było w stanie odwrócić jego wzroku od wyświetlacza.

Wiesiek zacierał ręce, gdy przez kolejne czterdzieści minut słyszał dobiegające zza drzwi nieziemskie piski, okrzyki i wrzaski.

W końcu nastolatek wyszedł z pokoju, poprawił zmierzwione włosy, uiścił należność w recepcji i wyszedł.

– Brawo! Bułka z masłem, co? – Wiesiek poprawił kołnierzyk niebieskiego polo.

– Nie do końca. Na czwartym poziomie miałam drobne komplikacje, ale ostatecznie udało mi się zdobyć mistrzostwo. Dawno nie grałam w Brawl Stars.

– Graliście? Miałaś mu obciągnąć!

– Miałam mu dać to, czego pragnie, więc dałam. Czuł się sfrustrowany, przestał rozmawiać z matką, szukał zrozumienia i wsparcia. Naprawdę miał problem z tym czwartym poziomem.

– Świetnie, tylko, że skoro wygrałaś, to on już więcej do nas nie przyjdzie, bo nie ma po co.

Jola spuściła wzrok.

– Dobra, kolejna szansa. Mumia Faraona. Trochę zakurzona, ale przynajmniej nie będziesz musiała połykać.

Jola dygnęła, unosząc brzeg granatowej spódniczki, po czym ponownie zniknęła za drzwiami. Po czterdziestu minutach niespokojnego dreptania w miejscu, Wiesiek wszedł do pokoju. To, co zobaczył sprawiło, że przyklęknął na oba kolana.

Mumia z kokardą na głowie, malowała powieki Joli cieniami w kolorze piasku pustyni. W powietrzu unosił się smród lakieru do paznokci.

– Jola, coś ty narobiła?! Miałaś obciągać!

– No i obciągnęłam. Na jej plecach podwinął się bandaż, więc przyszyłam lamówkę. Gratisowo na ramieniu wyhaftowałam zieloną nicią skarabeusza, zobacz jaki śliczny.

– Nie, wszystko robisz nie tak! Jola, skup się, jeśli chcesz dostać się na praktyki na miejską. Tam wymagają pełnych umiejętności. Nikt nie będzie cię prowadził za rączkę.

Jola ponownie spuściła wzrok.

– Zrozum, nie możemy przejść do dymania, jeśli w dalszym ciągu nie opanowałaś obciągania. Dobra, obsłużysz ośmiornicę. Ma osiem macek, będziesz miała na czym ćwiczyć.

– Aż osiem? – Joli zakręciło się w głowie.

– To twój ostatni klient, ostatnia szansa, jasne?

– Jasne. Dajesz, szmato – wykrzyknęła, ale tym razem nie zasłoniła ust. Tym razem nie dygnęła, unosząc brzeg granatowej spódniczki. Plasnęła otwartą dłonią raz jeden, raz drugi policzek, dodając sobie animuszu. Rozpięła dwa górne guziki białej bluzki. Czas na półśrodki minął.

– Pamiętaj o GMO – rzucił Wiesiek.

Jola wparowała do pokoju. Kilkunastokilogramowa ośmiornica już na nią czekała.

– Dobra, wysuwaj co tam masz.  

Oblizała wargi, chociaż oślizgła skóra ośmiornicy zapewniała odpowiednie nawilżenie. Chwyciła jedną z macek i wsunęła do ust. Lizała ją zachłannie jak pierwsze lody truskawkowe. Zasysała niczym makaron spaghetti we włoskiej knajpce. Siorbała, za nic mając savoir vivre.

Kończyny ośmiornicy naprężały się w ekstazie i jedne po drugiej wybuchały wulkanami spermy, którą Jola dzielnie połykała zgodzie z zasadą GMO udzieloną przez Wieśka. Tylko jedną mackę, tę największą, zostawiła sobie na koniec, po to by móc jej dosiąść. Skakała, wywijała młynka, bawiąc się lepiej niż w Kinderplanecie.

Ośmiornica czuła, że nadchodzi największy wytrysk, jakiego do tej pory jeszcze nie doświadczyła. Jola wyczuła moment. Tuż przed eksplozją nasienia zeskoczyła na podłogę i otworzyła szeroko buzię.

Wiesiek przez cały ten czas czekał pod drzwiami. Towarzyszyła mu Mumia, poprawiająca kokardę na głowie, a także Rysiek z kotłowni, wykonujący co kilka minut kontrolny telefon do żony. W ostatniej chwili dołączył do nich także Sebastian, bezskutecznie próbując zsunąć kajdanki z nadgarstków.

W końcu drzwi od pokoju stanęły otworem. Wszyscy zamarli, gdy zamiast kilkunastokilogramowej ośmiornicy w progu stanął mały, wysuszony mięczak.

– Ładnie go wyssała! – krzyknął Wiesiek.

Po chwili pojawiła się także Jola. Rozległy się brawa i wiwaty. Gratulacjom nie było końca. Jednak blondynka nie wyglądała najlepiej. Stanęła w rozkroku, nie mogą złączyć nóg. Czuła, jak w napęczniałym od nasienia brzuchu zaczęło bulgotać.

– Spisałaś się na medal. Teraz możesz zacząć praktyki na miejskiej. – Wiesiek uścisnął rękę Joli, po czym wręczył jej odpowiednie zaświadczenia.

 

 

Suchy jesienny liść dryfował w przestworzach, zachwycając się pięknem wschodzącego słońca. Nagle zorientował się, że los skierował go nad miejską. Silniejszy podmuch wiatru z lewej pchnął go w stronę schodów, prowadzących do siedziby Bajzlu Publicznego. Gdy tak rozmyślał, że nic gorszego od nurkowania w gównie szczekającego dupą psa przytrafić mu się nie może, zobaczył Jolę. Wspinała się po stopniach, zgięta w pół. Blada na twarzy, trzymała się za wzdęty brzuch. Wyglądała jakby chciała coś z siebie wyrzucić.

Suchy jesienny liść miał złe przeczucia. Podskakiwał na ogonku, próbując wzbić się w powietrze.

– Dajesz, szmato! – Niekontrolowany doping wydobył się z ust Joli.

Liść nie zdążył. Jola głośno beknęła raz i drugi. Trzeciego beknięcia nie było. Zamiast niego chlusnęła zalegająca w żołądku sperma ośmiornicy. Rzeka nasienia spływała po schodach i zalewała miejskie podwórko niczym Mleczną Krainę.

Gdy torsje ustały, Jola poczuła się znacznie lepiej. Wyprostowała się i wzięła głęboki wdech. Dokuczał jej już tylko posmak krewetek i plastiku.

Jola postanowiła rzucić politologię. Doszła do wniosku, że długotrwałe rzyganie spermą może doprowadzić do odwodnienia. Przeskoczyła wszystkie stopnie i poszła do domu.

Suchy jesienny liść leżał sponiewierany na schodach. Nie mógł się ruszyć, gdyż biała, zaschnięta maź utworzyła na jego blaszkach nietypowy rodzaj klajstru. Trzeba było siedzieć w gównie, pomyślał.

Koniec

Komentarze

Olciatko, opowiadanie jest:

Wulgarne,

Chamskie,

Miejscami obrzydliwe,

Wspaniałe.

 

Jedno z najlepszych opowiadań konkursowych, jakie do tej pory przeczytałem, o ile nie najlepsze. Humor właściwie za każdym razem do mnie trafił, podobał mi się motyw ze szczurami, to znaczy psami chichuachua.

Postać Joli jest zabawna, od razu ją polubiłem.

Bajzel okazał się niezwykle ciekawym miejscem, bardzo fajnie go opisałaś. Pomysł wykorzystany w 100%.

Mimo wszystko trochę biedny ten listek w historii :/

 

Kilka ulubionych fragmentów:

 

W oczach rozmarzonej Joli pojawił się żar.

– Zgaś to, bo uruchomisz alarm.

Jola zatrzepotała rzęsami, wracając do rzeczywistości.

 

Lucek? – wyszeptała.

– Nie, Rysiek z kotłowni.

– To dlaczego ma rogi? – Z trudem łapała oddech.

– A, o to musiałabyś zapytać jego żonę.

W każdym razie gratuluję. Świetne opowiadania, czytałem ze szczerą przyjemnością. Od razu idę zgłosić do biblioteki ;)

 

Pozdrawiam i powodzenia w konkursie! Trzymam kciuki!

Również do dodania otuchy:

– Dajesz, szmato! – Niekontrolowany doping wydobył się z ust Joli.

 

 

 

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Historia twojego liścia to sztuka wysoka, prawdziwa alegoria życia.

 

Jola postanowiła rzucić politologię.

Ten punchline jest doskonały.

Hail Discordia

Bardzo fajny tekst, choć podejrzewam że sporej liczbie osób może się nie spodobać. Tematyką od razu skojarzyło mi się z Diabelskim nasieniem Edwarda Lee, choć tu na szczęście jest mniejsze zagęszczenie jeśli chodzi o wykonywanie pewnych czynności seksualnych. Kolejny tekst i znów nieco inne podejście do bizarro. Super.

Witam pierwszych czytaczy i dziękuję za przychylne opinie, których się nie spodziewałam:-) 

Danielu,

Jedno z najlepszych opowiadań konkursowych, jakie do tej pory przeczytałem, o ile nie najlepsze.

Dziękuję, jest mi bardzo miło:-)

 

Kilka ulubionych fragmentów:

muszę przyznać, że scena z Luckiem też jest moją ulubioną:-)

dzięki za polecenie do biblioteki.

 

japkiewicz,

Historia twojego liścia to sztuka wysoka, prawdziwa alegoria życia.

o to właśnie chodziło, dzięki!

 

Ten punchline jest doskonały.

:-)

 

fanthomas,

Tematyką od razu skojarzyło mi się z Diabelskim nasieniem Edwarda Lee

Nie czytałam, wypadałoby nadrobić:-)

 

Bardzo fajny tekst, 

Jak się jurorowi podoba, to ja się mogę tylko cieszyć:-)

 

pozdrawiam serdecznie, dzięki za lekturę!

Tekst uznaję za skandaliczny :p Od początku zastanawiałem się, jaki kierunek obrali studenci profesora Bąkiewicza, odpowiedź przyszła mniej więcej w połowie opowiadania, gdy Jola zaczynała swoje praktyki, a końcówka tylko moje przypuszczenia potwierdziła. Nota bene, zastanawiam się, na ile wybór nazwiska profesora jest przypadkowy – nie mówię tutaj tylko o przykrej przypadłości wykładowcy ;)

Elementy, które wywołały mój uśmiech to sama bohaterka z zespołem tourette’a, której wyskoki zgrabnie i przekonująco przedstawiłaś w tekście, nawiązanie do 50 Twarzy Grey’a (Chrystusie, jak ja się na tym wynudziłem w walentynki 2015 – nie jestem pewny, co do roku). Nie wszystkie żarty siadły, jak np. ten o rogach, ale generalnie wyszło w porządku.

Wykonanie naprawdę solidne, niedostrzegalne są potknięcia językowe i niezręczności. 

O samym gatunku nie wiem, co myśleć. Przeczytałem kilka tekstów w ramach tej całej Inwazji i nie jestem pewny, czy jest to do końca coś, co lubię ;p Twój tekst spośród wszystkich jest chyba najbardziej sprośny, a filozoficzny wątek z latającym sobie po świecie przedstawionym liściem pasuje do wydarzeń jak skarpetki do sandałów, co moim zdaniem wzbogaca tekst utrzymany w takiej, a nie innej konwencji. 

Hej :)

 

Pytałaś na becie jak wrażenia, ale obiecałem, że napiszę tutaj dopiero. Ale już wcześniej wspomniałem, że uważam o opowiadanie za najbardziej miejscami obrzydliwe z tych, jakie się dotychczas w konkursie pojawiły. Oczywiście to dość subiektywna sprawa, ale mnie wizja wysysania spermy z ośmiornicy jako brzydzi, za to wszelcy fani hentaiów powinni być zadowoleni ;)

Kilka żartów wyjątkowo udanych (podpisuję się pod słowami japkiewicza), kilka niezłych (te rogi, niby ograne, ale jakoś pasują do całości) i parę suchych (psy dupami szczekają, nazwy burdeli). Ale całość nie pozwala się miejscami nie uśmiechnąć, więc uważam ten tekst za dostatecznie rozrywkowy, by mi sie podobał jako lekka lektura z jednym czy dwoma ciężkostrawnymi motywami.

A tak w ogóle, to nie spodziewałem się aż tak dosłownego potraktowania hasła konkursowego, czym mnie zaskoczyłaś. Poszłaś całkiem mocno po bandzie z pornografią, którą okrasiłaś przerysowanymi i przeszarżowanymi motywami, jakich spodziewałbym się w ślizganych produkcjach lat dziewięćdziesiątych, czyli takimi z brodą. Ale to naprawdę ciekawie współgra ze sobą, bo pozwala co jakiś czas na chwilę odetchnąć od tych fragmentów mocnej dosłowności dzisiejszego porno i skupić się na wesołym pastiszu tła.

Komentarzy nadal jestem równie ciekaw, jak byłem. Komentujcie więc, ludziska :)

 

Pozdrawiam i powodzenia w konkursie :)

Q

Known some call is air am

Cześć AmonRa:-)

Tekst uznaję za skandaliczny :p

:-)

 

Nota bene, zastanawiam się, na ile wybór nazwiska profesora jest przypadkowy – nie mówię tutaj tylko o przykrej przypadłości wykładowcy ;)

Nazwisko ma związek tylko z jego przypadłością:-)

 

a filozoficzny wątek z latającym sobie po świecie przedstawionym liściem pasuje do wydarzeń jak skarpetki do sandałów, co moim zdaniem wzbogaca tekst utrzymany w takiej, a nie innej konwencji. 

jak fajnie, że zwróciłeś na to uwagę:-) 

 

dzięki wielkie za lekturę i komentarz,

pozdrawiam

 

no cześć Outta;-)

ale mnie wizja wysysania spermy z ośmiornicy jako brzydzi, za to wszelcy fani hentaiów powinni być zadowoleni ;)

rozumiem :-)

 

 Ale całość nie pozwala się miejscami nie uśmiechnąć, więc uważam ten tekst za dostatecznie rozrywkowy, by mi sie podobał jako lekka lektura z jednym czy dwoma ciężkostrawnymi motywami.

cieszę się z tych uśmiechnięć i że ostatecznie się podobało:-)

 

A tak w ogóle, to nie spodziewałem się aż tak dosłownego potraktowania hasła konkursowego, czym mnie zaskoczyłaś. Poszłaś całkiem mocno po bandzie z pornografią, którą okrasiłaś przerysowanymi i przeszarżowanymi motywami,

Bizarro to jazda bez trzymanki, więc właśnie taki efekt chciałam osiągnąć. Liczę się z tym, że pewnie nie każdy będzie zadowolony z lektury, nie każdy też pewnie doczyta do końca. Rozumiem to i nie będę mieć żalu.

Ja bizarro polubiłam. Świetnie się bawiłam pisząc to opowiadanie, przełamywałam też trochę swoje ograniczenia i jestem zadowolona z efektu końcowego:-) 

 

Dzięki za komentarz:-)

pozdrawiam serdecznie

Podobało mi się przygotowanie studentów politologii do zawodu. Coś w tym jest.

Motyw z liściem też fajny. To chyba najpozytywniejszy bohater tekstu.

Są elementy obrzydliwe, ale w bizarro nie wypada na nie marudzić.

Babska logika rządzi!

Olciatko, odważny tekst! Nie znam się na bizzaro, co więcej zaczynam podejrzewać, że niewielu się zna, że jest rodzajem współczesnego pogranicza jeszcze nie zdefiniowanego i opisanego.

Czy mi się podoba Twój tekst? I tak, i nie. Na zdecydowany tak: liść, zamysł odnośnie kierunku studiów, kompozycja całości, podstawowy warsztat i zmieszanie dosłowności z poezją liścia.  W karb minusa wchodzą: przedobrzenie z bąkami i ssanie. Rozmyślałam o trzech rzeczach.

Warstwa kulturowa w naszej części świata czyli tabu, inaczej jest w określonych mangach japońskich, o których wspomniał Q. Mamy określone podejście do seksu głęboko skorelowane z chrześcijaństwem, które nie uznaje ciała i fizjologii, zmiksowane z pornografią opisu. A w dodatku w języku polskim nie znajduję finezji, bądź niewiele w tym względzie, może brak doświadczeń (nie tych w realu, ale pisarskich, polskie słownictwo literackie jest w tym względzie dużo uboższe niż anglosaskie czy franco). 

Druga myśl dotyczyła tego, jak poprowadzić gradację (w końcu jest dopuszczeniem do kolejnego kursu, na którym adeptce zależało, odfajkowanie), aby nie była li tylko fizycznością, jak zagotowanie wody w czajniku i zalaniem torebki herbaty czy garstki liści. O ile odstręczającą studentów fizjologię profesora uznaję to, jego nazwisko (nie ksywa) i wałkowanie tematu zdawało mi się “przegięciem”.  Podobnie było z “głębokim gardłem”, tj. o ile nazwa mi się wpisywała w konwencję i efekty dwóch pierwszych prób – zabawne, w przypadku ośmiornicy już nie zagrało. Trochę czytałam ostatnio o ośmiornicach i się zbuntowałam, bo do zapłodnienia u ośmiornic dochodzi przez umieszczanie trzeciej macki w otworze gębowym samicy, jednej nie wszystkich.

Trzecia myśl – zatrzymanie było na:  “Dajesz szmato” – w gruncie rzeczy tego nie rozumiałam. Pewnie, że mogę sobie coś pod to podstawić, ale chciałabym aby podrzucił to Autor.  Oparłaś oko na braku dylematu bohatera, tekst ma tylko rezonować w czytającym, o Joli wiemy że jest ambitna, czyli wie co ma robić – pierwsza scena, a potem zachowuje się tak, jak by nie wiedziała. Słowem czegoś tu brakuje.

Opowiadanie jest na poważnie, wielopoziomowe, ciekawe, choć mnie silniej zainteresował potencjalny dylemat i bohater, a nie zabawa i pastisz.

Skarżę. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Nie znam się na bizzaro, co więcej zaczynam podejrzewać, że niewielu się zna, że jest rodzajem współczesnego pogranicza jeszcze nie zdefiniowanego i opisanego

 

 

Asylum Po części tak jest, bo to bardzo młody gatunek. Nawet Mellick, jeden z jego twórców powiedział, że bizarro to taki powrót do czasów, gdy nie patrzyło się na sztywne ramy gatunkowe, tylko po prostu pisało się, nie zwracając uwagi, czy to pasuje do konkretnej konwencji, czy nie. Najważniejsze w bizarro to by dostarczyć odpowiedniej dawki dziwności i rozrywki.

Najważniejsze w bizarro to by dostarczyć odpowiedniej dawki dziwności i rozrywki.

I dla mnie Olciatka spisała się tutaj na medal ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Cześć dziewczyny!;-)

Finkla,

Są elementy obrzydliwe, ale w bizarro nie wypada na nie marudzić.

też tak uważam:-)

 

Motyw z liściem też fajny.

cieszę się, że go doceniłaś:-)

 

dzięki za lekturę, komentarz i klika:-)

 

Asylum,

Na zdecydowany tak: liść, zamysł odnośnie kierunku studiów, kompozycja całości, podstawowy warsztat i zmieszanie dosłowności z poezją liścia.

jak ja się cieszę, że doceniacie liścia!:-)

 

W karb minusa wchodzą: przedobrzenie z bąkami i ssanie.

tak myślałam:-)

 

Mamy określone podejście do seksu głęboko skorelowane z chrześcijaństwem, które nie uznaje ciała i fizjologii, zmiksowane z pornografią opisu

W tym rzecz Asylum, nasze podejście do seksu jest takie, że powinniśmy się go wstydzić. Wiem, że moje opowiadanie jest odważne, ale chciałam poruszyć ten temat, by pokazać, że nie powinniśmy się bać opisywać również tej sfery, niezależnie czy pisze to kobieta czy mężczyzna.

 

O ile odstręczającą studentów fizjologię profesora uznaję to, jego nazwisko (nie ksywa) i wałkowanie tematu zdawało mi się “przegięciem”.  Podobnie było z “głębokim gardłem”, tj. o ile nazwa mi się wpisywała w konwencję i efekty dwóch pierwszych prób – zabawne, w przypadku ośmiornicy już nie zagrało.

rozumiem Asylum. Dwie pierwsze próby miały być zabawne, nie chciałam przez czas trwania praktyk walić czytelnika dosłownym obciąganiem, bo to by było przesadzone i niesmaczne i bez sensu. Ale rozumiem, że ta jedna kulminacyjna scena też mogła wywołać niesmak swoją dosłownością.

 

Trzecia myśl – zatrzymanie było na:  “Dajesz szmato” – w gruncie rzeczy tego nie rozumiałam. Pewnie, że mogę sobie coś pod to podstawić, ale chciałabym aby podrzucił to Autor.  

Chodzi o zespół tourette’a (co zauważył m.in. AmonRa) czyli zespół niekontrolowanych tików głosowych i ruchowych (ruchowych u Joli akurat nie ma). Wykrzykuje te słowa bezwiednie. W tekście akurat przytoczyłam sytuacje, w których ten okrzyk powinien w zabawny sposób pasować do sytuacji.

 

o Joli wiemy że jest ambitna, czyli wie co ma robić – pierwsza scena, a potem zachowuje się tak, jak by nie wiedziała. Słowem czegoś tu brakuje.

Tu się zgadzam. Rzeczywiście nie zbudowałam tego odpowiednio. Bo jak rozmawia z Wieśkiem to wie o co chodzi a przy dwóch próbach już nie kuma. Powinnam to lepiej wyjaśnić.

Opowiadanie jest na poważnie, wielopoziomowe, ciekawe, choć mnie silniej zainteresował potencjalny dylemat i bohater, a nie zabawa i pastisz.

Chciałam zestawić ze sobą przygody liścia (coś bardziej poważnego) właśnie z zabawą, humorem i wulgarnością. Byłam ciekawa jak to wyjdzie.

Dziękuję za lekturę i klika:-)

 

Najważniejsze w bizarro to by dostarczyć odpowiedniej dawki dziwności i rozrywki.

I dla mnie Olciatka spisała się tutaj na medal ;)

dzięki Daniel!:-)

 

pozdrawiam serdecznie

jak ja się cieszę, że doceniacie liścia!:-)

Jakoś tak jest, że w mroźny i śnieżny luty człowiek zaczyna doceniać liście. ;-)

Babska logika rządzi!

Hmm, mam mieszane uczucia, Olciatko.

Zaczyna się naprawdę fajnie – narrator śledzi podróż liścia, który podziwia sobie świat. Już od pierwszego zdania jest dziwnie i surrealistycznie, to odpowiednio nastraja. Scena na uczelni – dobra. Robi się coraz dziwniej i obrzydliwie.

Potem zaczynają się praktyki w burdelu i… jest super aż do momentu, w którym Jola zostaje oddelegowana do ośmiornicy. Sceny, w których dziewczyna zamiast się łajdaczyć ,,obsługuje” klientów w opaczny sposób, naprawdę bawią. To zgrana i lubiana klisza (żółtodziób pod okiem nadzorcy dostaje do wykonania zadanie lecz partaczy je w przedziwny sposób). I ta klisza pasuje mi do tego opowiadania. Kiedy Jola idzie do pokoju ośmiornicy, miałem nadzieję, że znów wyniknie z tego coś nieoczywistego. Niestety. Choć, co też zauważam, przełamanie schematu w tak ostry, wulgarny sposób ma swój bizarny ,,urok”.

Podsumowując: solidnie napisany, zasługujący na bibliotekę tekst, z którego (moim zdaniem) można było wycisnąć więcej.

Tak czy siak, dobra lektura :) 

– Jak to? To srają i szczekają tym samym otworem? To co robią pyskiem? Jedzą?

– Nie, jedzą też dupą.

Ten dialog z pewnością nie jest najdowcipniejszą rzeczą w tym opowiadaniu, a jednak tutaj parsknąłem :)

Pozdrawiam!

jak ja się cieszę, że doceniacie liścia!:-)

Jakoś tak jest, że w mroźny i śnieżny luty człowiek zaczyna doceniać liście. ;-)

to prawda, Finkla;-)

 

Cześć adamie:-)

Kiedy Jola idzie do pokoju ośmiornicy, miałem nadzieję, że znów wyniknie z tego coś nieoczywistego. Niestety. Choć, co też zauważam, przełamanie schematu w tak ostry, wulgarny sposób ma swój bizarny ,,urok”.

Rozumiem, choć chciałam pokazać, że Jola, będąc pod presją, ostatecznie przełamuje się i robi to, czego od niej wymagają, by dostać się wyżej, a następnie sama rezygnuje, wiedząc z czym się te praktyki wiążą:-) Jola jest bardziej kumata niż mogłoby się to wydawać:-)

 

Ten dialog z pewnością nie jest najdowcipniejszą rzeczą w tym opowiadaniu, a jednak tutaj parsknąłem :)

bardzo mnie to cieszy:-) dzięki za lekturę, komentarz i klika.

pozdrawiam serdecznie

Cześć, Olciatko! 

Uważam, że to opowiadanie jest fenomenalne. 

Stworzyłaś fajny świat i ciekawych, pełnokrwistych bohaterów. Przeplotłaś tu poniekąd dwie historie – liścia i Joli, które ostatecznie się zazębiają, tworząc idealne zakończenie z mocną puentą. Są nawet psy szczekające dupami, które odgrywają w tekście bardzo ważną rolę. A nazwanie ich szczurami… No cóż. Sama tak właśnie nazywam te wszystkie małe pieski. ;) Dlatego celnie trafiłaś w mój gust.

Humor jest wyważony i subtelny. Nie uśmiałam się, ale brnęłam przez tekst z uśmiechem na ustach, głównie podziwiając przy tym nieprzesadzoną trafność pewnych stwierdzeń, sceny i postaci (mumia z kokardą na głowie, macki). Ja osobiście jestem tym tekstem oczarowana.

 

“Dajesz, szmato!” Uwielbiam. ;)

 

Powodzenia w konkursie!

Przede wszystkim nie załapałem alegorii z liściem. Mam też mieszane wrażenia, co do jego „poczynań”. Najpierw chce wlecieć do hali uniwerku, by kilka zdań dalej cieszyć się „spokojnym lotem i wolnością”, gdy studenci siedzą i duszą się w sali. Nie zrozumiałem. To chciał być w środku czy nie? I jego rola w ostatnim fragmencie też mi umyka.

 

Co do całej reszty. Nie wiem, skąd wziął się pogląd, bo spotkałem się z niejednym takim opowiadaniem, że bizarro to sperma i fekalia. Przeczytałem jeszcze raz definicję i nic takiego w bizarro nie widzę. Można podciągnąć tu temat tabu, który często towarzyszy bizarro, ale właśnie. Jeśli napiszę opowiadanie typu:

Zamiast pomnika Chrystusa w Rio, stoi 38 metrowy pomnik żywego Fallusa, który często ma wzwody i raz do roku, w święto Wielkiej Nocy, tryska spermą jak wulkan, a plemniki posiadają głowy kobiet, które z szeroko otwartymi ustami wykonują ruchy do złudzenia przypominające obciąganie, to czy to jest wystarczająco dziwne? Czy jest wulgarnie? Czy jest szokujące? Miałbym wątpliwości. Bowiem co wnosiłoby takie opowiadanie oprócz chęci obrażenia uczuć religijnych katolików i nieudolnej próby sprowadzenia kobiet do roli przedmiotów w tej najgorszej postaci? Co czytelnik miałby z niego wynieść? Jakich refleksji doznać? To nie byłoby szokujące, ale obleśne i niesmaczne. A to nie to samo.

Choć u Ciebie nie jest tak źle, to rola Joli, jej obciąganie i połykanie spermy, chociażby ośmiornicy, nie pokazuje roli pornografii, sutenerstwa i korzystania z takich usług w jakiś ciekawy i budzący zastanowienie czy refleksję sposób. Owszem, jest absurdalnie, ale mężczyzna/mężczyźni jest/są tu nieszczęsną ośmiornicą, która (oczywiście) po fakcie cudzołóstwa została ukarana pod postacią marnego wymoczka. Tyle, że Jola z tej lekcji żadnej nauki nie wynosi, i choć nie musi, to ja, jako czytelnik, jakąś refleksję chciałbym wyciągnąć. Dlatego – to nie jest szokujące, jest raczej niesmaczne. A ja znacznie bardziej wolałbym zostać zszokowany, niż zniesmaczony.

 

Fragment z profesorem Bąkiewiczem pomijam, nie widzę związku z burdelami i puszczającymi się studentkami. To chyba nie jest wina nudnych wykładów. Za to dobra scenka z księdzem. Krótka, treściwa, pokazuje tyle ile trzeba. Tak samo jak gonitwa za króliczkiem. To zdecydowanie najlepsze fragmenty opowiadania, aż chciałoby się prosić o więcej.

 

Pokazujesz nam, Olciatko, że masz fantazję, nie boisz się jechać po bandzie, ale ostatecznie, niewiele z tej jazdy wynika. Dobrze jeździsz, tylko co dalej?

 

Bizarro to wcale nie jest prosty gatunek. Nie przychodzi mi do głowy nic w 100% mieszczącego się w granicach gatunku, ale polecam zajrzeć do opowiadań Akanira89, to nie bizarro, ale naprawdę niezły absurd. A jeśli chodzi o szokowanie, napisz, Olciato, do Katii72, może podeśle Ci swoje opowiadanie Mea Culpa. To jest coś mocnego. I tak, byłem zszokowany.

 

Pozdrawiam serdecznie.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Cześć Saro:-)

Ja osobiście jestem tym tekstem oczarowana.

Cieszę się, że tekst Ci się spodobał, i że z humorem też zagrało:-)

dziękuję za komentarz i klika

 

pozdrawiam serdecznie

 

Cześć Darcon:-)

Przede wszystkim nie załapałem alegorii z liściem

a tu wielka szkoda:-(

 

Co do całej reszty. Nie wiem, skąd wziął się pogląd, bo spotkałem się z niejednym takim opowiadaniem, że bizarro to sperma i fekalia.

bizarro to nie tylko sperma i fekalia. To moje trzecie opowiadanie napisane w tej konwencji, i akurat w tym chciałam spróbować, jak sam to określiłeś, jazdy po bandzie. 

 

Tyle, że Jola z tej lekcji żadnej nauki nie wynosi, i choć nie musi, to ja, jako czytelnik, jakąś refleksję chciałbym wyciągnąć.

A tu się nie zgodzę. Jola przemogła się, zaliczyła ośmiornicę, a tym samym praktyki, po do by dostać się na miejską, zgodnie z kierunkiem studiów, jednak doświadczenie z dymaniem i połykaniem okazało się dla niej zbyt ciężkostrawne, zdała sobie sprawę, że ona wcale robić tego nie chce. Dlatego zwymiotowała i zawróciła z tych schodów. Ona wyciągnęła lekcję, Darconie, dlatego rzuciła studia. Wydawało mi się to czytelne.

 

Za to dobra scenka z księdzem. Krótka, treściwa, pokazuje tyle ile trzeba. Tak samo jak gonitwa za króliczkiem. To zdecydowanie najlepsze fragmenty opowiadania, aż chciałoby się prosić o więcej.

Cieszę się, że znalazłeś coś dobrego:-) 

 

Pokazujesz nam, Olciatko, że masz fantazję, nie boisz się jechać po bandzie, ale ostatecznie, niewiele z tej jazdy wynika. Dobrze jeździsz, tylko co dalej?

Darconie, wiem, że scena z ośmiornicą była obleśna, wiem. Chciałam puścić wodze fantazji właśnie, trochę poszaleć:-) To nie jest opowiadanie z drugim dnem, umówmy się. Wielkich przesłań nie zawiera. Ale absurd polubiłam, popracuję nad tym, by było bardziej absurdalnie a mniej obleśnie.

Dziękuje, że znalazłeś czas i wpadłeś;-)

pozdrawiam serdecznie

Darcon po przeczytaniu komentarza z niecierpliwością czekam na twój tekst, bo wygląda na to, że masz niezłą wyobraźnię, a do tego szukasz w bizarro czegoś więcej.

Darcon po przeczytaniu komentarza z niecierpliwością czekam na twój tekst, bo wygląda na to, że masz niezłą wyobraźnię, a do tego szukasz w bizarro czegoś więcej.

;-) może się skusisz, Darconie?:-)

Dlatego zwymiotowała i zawróciła z tych schodów. Ona wyciągnęła lekcję, Darconie, dlatego rzuciła studia. Wydawało mi się to czytelne.

Faktycznie, jest. Schody gdzieś mi umknęły. Pewnie przez dużą ilość absurdu, co jest akurat zaletą, ale też niełatwo jest dokładnie się wtedy we wszystkim rozeznać.

 

Chciałam puścić wodze fantazji właśnie, trochę poszaleć:-)

Strach pomyśleć, co by się działo po kielichu, czy małym joincie. :) Chyba musiałaby wrócić cenzura. :)

 

Ale absurd polubiłam, popracuję nad tym

Gdy myślę o absurdzie, to mam w głowie takie zdanie: “To jest absurdalne! Ale wszystko zrozumiałem.” Myślę, że właśnie to jest najtrudniej w absurdzie osiągnąć. By było absurdalne jak cholera, ale jednocześnie wszyscy Cię zrozumieli.

Pozdrawiam.

 

Raczej nie planuję startu w konkursie, w ogóle jakiegoś pisania.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Szkoda, bo mnie zaintrygowałeś i podejrzewam że byłoby to niestandardowe podejście do tematyki bizarro fiction. :(

Też byłbym ciekawy, jak by to wyglądało na tle naszych ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Strach pomyśleć, co by się działo po kielichu, czy małym joincie. :) Chyba musiałaby wrócić cenzura. :)

Możliwe:-)

Cześć!

Niezłe, naprawdę niezłe opko. Jest Jola, jest liść, psy szczekają a i ośmiornica traci na wadze. Bizarro pełna gębą. Scena z profesorem prawie zwaliła mnie z krzesła, wręcz poczułem ten podmuch, i ten smród. Motyw liścia tworzy intrygującą, i jakże głęboką odskocznię, a filozoficzne wtręty dobrze współgrają z przygodami bohaterów.

Jeżeli czegoś mi tu zabrakło, to wykorzystania potencjały drzemiącego w Sebie.

Świetny tekst.

3P dla ciebie! Pozdrawiam i powodzenia w konkursie! (Poleciłbym też do biblioteki, ale mnie ubiegli…)

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Cześć, Olciatko!

Opowiadanie mocno niesmaczne, więc chyba dlatego tak dobrze mi weszło. Bardzo fajnie bawisz się nie tylko konwencją, ale i językiem, przez co ten tekst z pewnością zapadnie w pamięć czytelników. I brawo za odwagę, bo wrzucenie tego wszystkiego do jednego worka jej wymaga. No, i oczywiście opłaciło się, bo stworzyłaś coś tak złego, że aż świetnego.

Pozdrawiam

cześć krar:-) 

Scena z profesorem prawie zwaliła mnie z krzesła, wręcz poczułem ten podmuch, i ten smród

:-)

Jeżeli czegoś mi tu zabrakło, to wykorzystania potencjały drzemiącego w Sebie.

a nie przyszło mi to do głowy, to Jola miała grać pierwsze skrzypce:-)

fajnie, że wpadłeś:-)

pozdrawiam również

 

cześć oidrin:-)

Opowiadanie mocno niesmaczne, więc chyba dlatego tak dobrze mi weszło.

:-)

I brawo za odwagę, bo wrzucenie tego wszystkiego do jednego worka jej wymaga.

dziękuję Ci moja droga, to była fajna zabawa:-) czekam na Twój tekst.

pozdrawiam serdecznie

Hej!

Nie lubię bizarro i to opowiadanie tego nie zmieni. Ma w sobie wszystko to, co słyszałem o tym gatunku i mi się nie podobało, ale jednocześnie opisałaś przygody Joli bardzo lekko i sprawnie. Czytałem jednocześnie z rozbawieniem i zażenowaniem, więc chyba tak, jak to zaplanowałaś. Ładnie napisałaś te obrzydliwości, motyw z liściem świetny, parę żartów naprawdę udanych. Lektury nie żałuję :)

 

Zgadzam się z przedpiścami, że miejscami obrzydliwe. Cóż, bizarro. Humor lekki, choć nieco unurzany w tym i owym. ;) Uśmiałam się z psów i z rogów, ale najlepsza jest puenta. Podobał mi się też pomysł na liść-bohatera, spajającego całą historię.

hasło: praktyki w burdelu

No, będzie grubo!

Bo będzie, nie?

.

.

.

…było. Aż za grubo.

 

Suchy jesienny liść sunął po niebie, myśląc o tym, jak piękny jest ten świat.

Myślące liście, no, od pierwszych zdań fantastyka!

 

– Jak to nie znasz? Tam, gdzie psy szczekają dupami.

– Ale nie mam auta. To na obrzeżach?

– Nie, w centrum. Seba cię pokieruje, dorabia tam wieczorami.

Profesor dorabia jako raper?

 

Zrozum, nie możemy przejść do dymania, jeśli w dalszym ciągu nie opanowałaś obciągania

[w tym miejscu był szowinistyczny komentarz, ale zdjęła go autocenzura]

 

Olciatko, nie znałem cię od tej strony.

Gdybym znał, to nasze opowiadanie walentynkowe wyglądałoby zupełnie inaczej. xD

 

Co więcej? Tekst jest wulgarny i wulgarnie zabawny. To mogę docenić. Tak samo jak poziom absurdu.

Niestety, prezentuje on ten rodzaj bizarro, który po prostu do mnie nie trafia. Może jestem starym piernikiem, może zblazowanym bubkiem, ale nie dla mnie teksty o zadowalaniu ośmiornicy. :(

 

Jednak zainspirowałaś mnie do tego, by (chyba) wziąć udział w tym konkursie w ramach zabawy, bo widzę, że setnie bawiłaś się pisząc to opowiadanie.

 

Pozdrawiam i życzę powodzenia w konkursie.

Cześć Zanais:-)

Lektury nie żałuję :)

I to najważniejsze:-) dzięki, że wpadłeś:-)

 

cześć ANDO,

fajnie, że uśmiechnęłaś się pomimo obrzydliwości:-)

fajnie, że wpadłaś:-)

 

Geki,

[w tym miejscu był szowinistyczny komentarz, ale zdjęła go autocenzura]

przy takim opowiadaniu hamowałeś się z szowinistycznym komentarzem?! tak nie wypada;-)

 

Olciatko, nie znałem cię od tej strony.

Gdybym znał, to nasze opowiadanie walentynkowe wyglądałoby zupełnie inaczej. xD

Widzisz, mogliśmy się zdecydować na temat mistrza i ucznia, od razu mi się skojarzyło:-)

 

Może jestem starym piernikiem, może zblazowanym bubkiem, ale nie dla mnie teksty o zadowalaniu ośmiornicy. :(

jasne, rozumiem:-)

 

Jednak zainspirowałaś mnie do tego, by (chyba) wziąć udział w tym konkursie w ramach zabawy, bo widzę, że setnie bawiłaś się pisząc to opowiadanie.

Nie spodziewałam się, że ośmiornica będzie tak inspirująca:-) czekam na Twój tekst, daj czadu, Geki:-)

 

pozdrawiam serdecznie

Odpowiem tutaj na pytanie, które zadałaś mi pod opowiadaniem Darcona, żeby mu tam nie śmiecić ;)

Twoja ośmiornica to zwierzę i dlatego mnie zniesmaczyła. Zoofila jest dla mnie odrażająca, chyba nawet bardziej niż nekrofilia. A tamta dziewczyna, ta od straponu, była człowiekiem, w dodatku urodziwym. Choć cały ten show, który robiła znudził mnie po kilku minutach i sobie poszedłem pogadać z kilkoma znajomymi. Wróciłem na ostatnie pięć minut, w trakcie których dziewczyna zrobiła coś takiego, że nie uwierzyłabyś. Sam bym nie uwierzył, gdybym tam wtedy nie był i nie widział. Ale co zrobiła, to już nie jest temat na rozmowę pod opowiadaniem :)

Known some call is air am

To napisz na priv, Outta:-)

Wiem, że tekst jest ogólnie o dojeniu i wydojeniu, ale w tym przypadku chyba chodziło bardziej o wydolenie, czyli "wydolili" albo "wydołali"

 

Olciatka, cóż tu mogę dużo mówić, jak wszyscy już wszystko tak pięknie napisali :)

 

Jak dla mnie najmocniejsze zdanie w opowiadaniu to:

 

Daj im to, czego pragną, a wtedy będą na ciebie głosować co pięć lat.

 

Lucek, znaczy Rysiek, też mnie ubawił tymi kontrolnymi telefonami do żony :)

 

Outta Sewer – do mnie też poproszę priva. Co prawda nie wierzę, by zrobiła coś, w co bym nie uwierzył (bo za wiele rzeczy już tego typu widziałem ;-) ), ale jestem ciekaw co to.

 

Co do samej zoofili, dosłowności itp. i tego co było wytykane – mi osobiście bardzo się podobał ten motyw z ośmiornicą. Przede wszystkim przez wielość swych odniesień…

 

Tako to ama retouched.jpg

 

To “Sen żony rybaka” – drzworyt z 1814 roku  => wikipedia na ten temat <=

do tego jak już jesteśmy przy Japonii to oczywiście cała kategoria anime, zwana “shokushu goukan” albo z angielska po prostu “tentacle”

 

Poza tym… Ph'nglui mglw'nafh Cthulhu R'lyeh wgah'nagl fhtagn!

 

No i skoro zacząłem od polityki to na polityce ciąg skojarzeń zakończę – oczywiście ośmiorniczki Sikorskiego…

 

I jak to się może komuś nie podobać? ;-)

(no jak widać może, ale jak dla mnie – bardzo ciekawe)…

 

No i ta politowania godna politologia (pewien człowiek, którego swego czasu znałem, prezes jednej z firm zwykł często używać frazy “te rzesze bezrobotnych absolwentów politologii”)… choć może dla kontrastu teologia by tu była ciekawsza? ;-)

 

Choć trochę smutno, że po zmianie kierunku nie zobaczymy już dalszego (ob-)ciągu praktyk ;-)

 

Ogólnie: pozytywne wrażenia. Brawo!

 

 

 

Cześć Jim:-)

Co do samej zoofili, dosłowności itp. i tego co było wytykane – mi osobiście bardzo się podobał ten motyw z ośmiornicą. Przede wszystkim przez wielość swych odniesień…

tak, drzeworyt bardzo ciekawy;-)

 

No i skoro zacząłem od polityki to na polityce ciąg skojarzeń zakończę – oczywiście ośmiorniczki Sikorskiego…

:-)

 

choć może dla kontrastu teologia by tu była ciekawsza? ;-)

tylko wtedy większość akcji działaby się w kąciku malucha… a to byłoby gorsze niż ośmiornica:-(

 

Choć trochę smutno, że po zmianie kierunku nie zobaczymy już dalszego (ob-)ciągu praktyk ;-)

Jola zrezygnowała z praktyk, to ewentualnie dalsza część musiałaby być z Sebą:-)

 

Ogólnie: pozytywne wrażenia. Brawo!

Dzięki:-) fajnie, że wpadłeś:-)

pozdrawiam

Dawno się tak nie uśmiałam :) Kiedy przeczytałam początek i zerknęłam na hasło konkursowe, pomyślałam, że mi się nie będzie podobać, a tu pacz :)

Jola jest rewelacyjna, to jej dygnięcie – no, cudeńko. Praktyki – zajebiste. Choć ona chyba idealistką było i dlatego jej nie wyszło ;) Zniesmaczona chyba nie byłam. Już się też nauczyłam, że bizzaro nie jest lekturą do obiadu, więc i tego typu problemów nie było.

Ach, i ten biedny liść :)

Gratki za odwagę, cieszę się, że ją miałaś :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Cześć Irka:-)

Jola jest rewelacyjna, to jej dygnięcie – no, cudeńko. Praktyki – zajebiste.

miód na moje serce:-)

 

Gratki za odwagę, cieszę się, że ją miałaś :)

bardzo się cieszę, że odbierasz to opowiadanie tak pozytywnie.

pozdrawiam serdecznie:-)

Hejka, przeczytałam już jakiś czas temu, ale z komórki, więc teraz nadrabiam komentarz. Może to i dobrze, bo ocena trochę na tym zyskała.

Plus dodatni bowiem jest taki, że nawet po tych kilku dniach pamiętam opko dość dobrze.

Bo ogólnie jest to całkiem spoko opko, choć pozostawiło mnie z pewnym uczuciem niedosytu – i tu zła wiadomość, bo niedosytu również nie zapomniałam ;)

 

A w większych szczegółach.

Liść. Niby fajny pomysł, ale tak naprawdę dopiero sama końcówka ten pomysł nadrabia, wcześniej motyw wydawał mi się przyklejony trochę na siłę. Mocne zakończenie oczywiście robi tu dobrą robotę.

Bohaterka – dobrze wykreowana, piszesz ją takimi wyrazistymi kreskami jej natręctw, powtarzasz to, nie dajesz czytelnikowi zapomnieć, że to taka panienka jak z mangi, w szkolnym mundurku niemalże. Kontrast tego wyglądu z tourettem i kierunkiem studiów (czy raczej ich praktycznym wymiarem) bardzo dobry. Moje życiowe doświadczenia pewnie uczyniłyby takim bizarrowym kierunkiem socjologię, ale to pewnie dlatego, że największy odsetek wśród ludzi autentycznie głupich mimo wyższego wykształcenia, jakich spotkałam, to byli właśnie socjologowie. Co oczywiście nie wyklucza istnienia mądrych socjologów – jeśli są jacyś na tej sali, to zapewne są mądrzy ;)

Pozostali bohaterowie – okej, typy, w oczy rzuca się głównie profesor, ponieważ w jego przypadku też obsesyjnie powtarzasz element ograny bizarrowo. W ogóle atmosfera na sali wykładowej fajnie zrobiona.

Paradoksalnie najmniej ujęłaś mnie głównym wątkiem czyli praktykami. W momencie, kiedy orientujemy się, na czym polegają, stajesz przed cholernie trudnym zadaniem, jak nas zaskoczyć. I z początku naprawdę pozytywnie zaskakujesz: tym gonieniem króliczka i paroma innymi dobrymi grepsami. Tym, jak rozkosznie wręcz Jola oszukuje system. Spodziewałam się, że tak będzie do końca, a że w bizarro logikę można sobie darować, dostanie zaliczenie. Przecież zdarzają się zaliczenia, a nawet zdane egzaminy, przy większych “przekrętach”. Niestety dosłowność sceny z ośmiornicą psuje efekt.

Zakończenie – jest dobre, aczkolwiek mogłoby wybrzmieć mocniej.

Całość bardzo sprawnie napisana, żaden babol nie rzucił mi się w oczy na tyle, żeby zostać zapamiętanym, ładnie balansujesz między obrzydliwością a humorem i groteską (której, nawiasem mówiąc, widzę tu więcej niż bizarro, może przez to, że w tym, co kreujesz, jesteś bardzo konsekwentna i opowiadasz jasną, klarowną historyjkę).

 

Ogólnie – satysfakcjonująca lektura, ale z lekkim niedosytem, że mogło być jeszcze lepiej.

http://altronapoleone.home.blog

cześć drakaina:-)

 

Liść. Niby fajny pomysł, ale tak naprawdę dopiero sama końcówka ten pomysł nadrabia, wcześniej motyw wydawał mi się przyklejony trochę na siłę. Mocne zakończenie oczywiście robi tu dobrą robotę.

Taki był zamiar, żeby ten liść wydawał się nie pasować do tekstu;-)

 

Bohaterka – dobrze wykreowana, piszesz ją takimi wyrazistymi kreskami jej natręctw, powtarzasz to, nie dajesz czytelnikowi zapomnieć,

bardzo się cieszę, że Jola wyszła charakterystyczna

 

Moje życiowe doświadczenia pewnie uczyniłyby takim bizarrowym kierunkiem socjologię,

:-)

a mi burdel jakoś tak od razu skojarzył się z polityką:-)

 

Tym, jak rozkosznie wręcz Jola oszukuje system. Spodziewałam się, że tak będzie do końca, a że w bizarro logikę można sobie darować, dostanie zaliczenie. Przecież zdarzają się zaliczenia, a nawet zdane egzaminy, przy większych “przekrętach”. Niestety dosłowność sceny z ośmiornicą psuje efekt.

Szkoda, Drakaino;-( 

W moim zamyśle Jola miała się ostatecznie ugiąć pod naciskiem i zrobić to, czego od niej wymagają. Szkoda, że nie scena z ośmiornicą psuje efekt.

 

ładnie balansujesz między obrzydliwością a humorem i groteską (której, nawiasem mówiąc, widzę tu więcej niż bizarro, może przez to, że w tym, co kreujesz, jesteś bardzo konsekwentna i opowiadasz jasną, klarowną historyjkę).

dziękuję Ci bardzo za lekturę i komentarz

pozdrawiam:-)

a mi burdel jakoś tak od razu skojarzył się z polityką:-)

A tu pełna zgoda devil

 

A co do ośmiornicy – nie zadowolisz wszystkich czytelników. Dla mnie akurat to rozwiązanie było czytelniczo gorsze, aczkolwiek rozumiem intencję, że ona ma się ugiąć. Może gdyby to było mocniej pokazane w samym tekście?

http://altronapoleone.home.blog

a mi burdel jakoś tak od razu skojarzył się z polityką:-)

Jeden dziwny minister finansów i od razu… ;-)

Babska logika rządzi!

Dlaczego pieprzyłem do tej poru głupoty, że nie lubię bizarro? :D (to po pierwszym fragmencie).

Aha, już wiem :P

 

Przyznaję, że podchodziłem, jak szczupak do robaka.

Pierwsza część natchnęła mnie nadzieją.

Oczywiście “podmuch smrodu” sprowadził wszystko do wspólnego mianownika.

Muszę się nauczyć, że nie ma sensu mówienie rolnikowi, że rozrzutniki do gnoju nie są fajne, bo śmierdzą.

Oni ich po prostu potrzebują. Ktoś też potrzebuje tego smrodu w bizarro.

 

– Szczęść, Bracie. – Wiesiek pozdrowił znikającą za zakrętem postać.

– Dokąd poszedł? – zapytała zaciekawiona Jola.

– Do kącika malucha. To nasz stały klient. Po każdej wizycie zostawia nam różne obrazki z wizerunkiem małego dzieciątka.

:D

 

Było sporo grubych tekstów, które ogólnie podeszły mi do gustu, być więc może prawdopodobnie chyba jest to jedno z leppszychch bizzarroo jjaakiiee czytałem.

Kurdę, no. Napisałem to.

 

 

Silvan mam nadzieję że to nie ostatnie bizarro jakie przeczytałeś :)

Nie ;) Raczej uznałbym je za nienajgorsze :p

drakaina

A co do ośmiornicy – nie zadowolisz wszystkich czytelników. Dla mnie akurat to rozwiązanie było czytelniczo gorsze, aczkolwiek rozumiem intencję, że ona ma się ugiąć. Może gdyby to było mocniej pokazane w samym tekście?

hmm, mogłoby być mocniej zaakcentowane, ale wtedy wydaje mi się, że jej podchody z nastolatkiem i z mumią byłyby trochę bez sensu.

Dzięki za komentarz

 

Finkla

Jeden dziwny minister finansów i od razu… ;-)

:D

 

cześć silvan:-)

Oni ich po prostu potrzebują. Ktoś też potrzebuje tego smrodu w bizarro.

tak, w tym tekście smród był mi potrzebny:-)

 

Było sporo grubych tekstów, które ogólnie podeszły mi do gustu, być więc może prawdopodobnie chyba jest to jedno z leppszychch bizzarroo jjaakiiee czytałem.

Kurdę, no. Napisałem to.

cieszę się, że podszedł Ci humor i absurd:-) 

 

Nie ;) Raczej uznałbym je za nienajgorsze :p

:D

dzięki za lekturę i komentarz.

 

Dobrze się czytało :)

Przynoszę radość :)

Cześć Anet:-)

dzięki, że wpadłaś;-) kiedy w końcu coś wrzucisz, żebym mogła poczytać?:-)

Ej, ja już swoje powrzucałam, dawno, co prawda, no ale ten… ;)

Przynoszę radość :)

No cóż, Olciatko, przeczytałam i upewniłam się, że bizarro to jednak nie to, co Regulatorzy lubią najbardziej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka