- Opowiadanie: MPJ 78 - Anioł Manianiel

Anioł Manianiel

Z życia wzięte.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Anioł Manianiel

 Znowu zaliczyłem wtopę. Podrywając dziewczynę, chciałem wykazać się romantycznością i rano wysłałem jej esemesa na dzień dobry. Dobry pomysł? Być może, o ile w tej wiadomości nie znajdzie się imię dawnej dobrej znajomej. Cały dzień upłynął mi potem na wahaniu się pomiędzy biblijnym płaczem i zgrzytaniem zębów, a twardym stwierdzeniem, że chłopaki nie płaczą. Wieczorem, siedziałem na kanapie, ze zwieszoną głową i podczas kolejnego wahnięcia w fazę „biblijną” wyrwało mi się:

– Boże mój Boże, co żeś mi uczynił.

– Weź facet nie przesadzaj. – Usłyszałem.

Podniosłem wzrok i ku swojemu zdziwieniu ujrzałem siedzącego na krześle przed biurkiem młodego mężczyznę w śnieżnobiałym garniturze i z okazałymi skrzydłami za plecami.

– Kim ty jesteś i jak się tu dostałeś?

– Zawsze jestem koło ciebie, albowiem jestem twoim aniołem stróżem. Na imię mam Manianiel.

– Kiepski z ciebie stróż – powiedziałem z goryczą.

– Jestem świetny – skromnie odrzekł Manianiel. – Zasadniczo to mógłbym być nawet serafinem, ale sam wybrałem służbę ludziom.

– Serafini, to zdaje się góra waszej hierarchii?

– To prawda. Stróże zaś stoją zaledwie oczko wyżej od chórzystów.

– Coś kręcisz.

– My nie umiemy kłamać, to domena upadłych. Zresztą pokażę ci co i jak.

 

Nagle znalazłem się wśród anielskich szyków ustawiających się do bitwy. Nie tyle widziałem, co czułem, że to starcie podczas buntu Lucyfera. Manianiel był wśród lojalistów zwykłym szeregowym. Buntownicy rozstawili się w linii, Archanioł Michał zaś kazał swoim zastępom uderzać klinami, by przebić się przez szyk podkomendnych Lucyfera. Mój anioł stróż bez strachu szedł za swoim setnikiem, cherubinem. Uderzyli rozrywając mur tarcz. Wtem stanęła przed nimi istota utkana z ognia, o sześciu skrzydłach. Jednym ciosem płonącego miecza roztrzaskała tarczę setnika, arcydzieło niebiańskiego płatnerstwa, drugim złamała miecz cherubina, trzecim cięła dowódcę Manianiela. Anioły są nieśmiertelne, więc cios który zabiłby człowieka jedynie sprawił, że cherubin zwinął się z bólu w kłębek. Szpica klina zaczęła się sypać, kiedy inne anioły uciekały z zasięgu płonącego miecza Lucyferowego serafina. Manianiel stanął jednak oko w oko z potężnym wrogiem.

– Ześlę cię w ciemną dolinę bólu! – wrzeszczał tamten.

– Możliwe, ale najpierw popraw rzemienie, bo sandał ci się rozwiązał – odrzekł spokojnie mój anioł stróż.

Gdy serafin spojrzał w dół. Manianiel zaś ciął go mieczem, strącając do otchłani. Wśród szeregów podkomendnych Lucyfera wybuchła panika, ponieważ nigdy wcześniej żaden anioł tak niskiej rangi nie był w stanie pokonać serafina.

 

Znów byliśmy w pokoju, ja i mój anioł stróż.

– Widziałeś, wygrałem z serafinem przejmując bożą moc, która w nim tkwiła, więc sam mógłbym zostać serafinem.

– Mówiłeś, że anioły nie mogą kłamać, a sam go oszukałeś.

– Nie kłamałem, tylko żartowałem. – Manianielowi z oburzenia aż zjeżyły się pióra na skrzydłach.

– Powiedzmy. – Nie byłem przekonany. – Skoro więc jesteś taki dobry, to czemu nie powstrzymałeś mnie przed błędem dziś rano?

– Albowiem, jestem ulubionym aniołem stróżem Pana Zastępów.

– Nie rozumiem.

– Dzielę się z nim wszelkimi iskierkami humoru, które zdarzają się w życiu moich podopiecznych. Inni przez wieki nie potrafią zwrócić na siebie Jego uwagi, a ja wystarczy, że zawołam „Szefie, szef zobaczy jakie jaja się szykują”, a już jest przy mnie.

– Ale dlaczego?

– Bo Pan, wbrew temu co mówią, ma poczucie humoru. Zrozumiałem to, gdy kazał nam klęknąć przed człowiekiem. Żebyś widział miny tych wszystkich aniołów, które uważały się niemal za równych Panu, po prostu boki zrywać.

– Niech ci będzie, ale co w mojej pomyłce było zabawnego?

– Spójrz na to szerzej. Starasz się, nawet bardzo i nagle zrobiłeś bezmyślnie taki błąd. Zastanów się, co by Freud o tym powiedział.

– Nic. Freud nie miał komórki.

– Ależ miał. – Manianiel spoglądał na mnie z uśmieszkiem.

– Chyba, że na węgiel.

– Wreszcie łapiesz.

– O Boże. – Zwiesiłem głowę, gdy zrozumiałem, kto się mną opiekuje.

– Zawsze możesz złożyć podanie o zmianę anioła stróża. – W powietrzu zmaterializowały się stosowny dokument. – Choć naszej biurokracji może chwilę zająć jego rozpatrzenie.

– Czy dla Boga dziesięć tysięcy lat jest chwilą? – zapytałem, bo przypomniał mi się stary żydowski kawał o pożyczaniu.

– Tak.

– To złożę je za chwilę.

– Wiedziałem, że się dogadamy. – Manianiel uśmiechnął się szeroko.

– Tylko co ze mną będzie? – westchnąłem ciężko.

– Będzie dobrze – odrzekł mój anioł stróż i znikł.

 

No cóż wypada mi wierzyć, że tym razem nie żartował.

Koniec

Komentarze

Cześć.

Kilka uwag:

 

Podrywając dziewczynę chciałem wykazać się romantycznością i rano wysłałem jej esemesa na dzień dobry.

Przecinek po “dziewczynę”?

 

 

Cały dzień upłyną mi potem na wahaniu się od biblijnego płaczu i zgrzytania zębów, po twarde stwierdzenie, że chłopaki nie płaczą.

Upłynął ;)

I chyba na wahaniu się pomiędzy a nie “od”.

 

 

Nagle znalazłem się wśród anielskich szyków szykujących się do bitwy.

Nie brzmi to najlepiej.

 

 

Buntownicy rozstawili się w linie, Archanioł Michał zaś kazał swoim zastępom uderzać klinami by przebić się przez szyk podkomendnych Lucyfera.

Przecinek po “klinami”?

I nie “rozstawili się w linii”?

 

 

Rozerwali mur tarcz,

Coś ci się zjadło. Pewnie miało być tarczę, ale to zdanie w ogóle się nie kończy.

 

 

Jednym ciosem płonącego miecza roztrzaskała tarczę setnika, arcydzieło niebiańskiego płatnerstwa, drugim złamała miecz cherubina, trzecim ciął dowódcę Manianiela.

Chyba powinno być “cięła”, skoro wcześniej “roztrzaskała” i “złamała”.

 

 

Manianiel ciął go swoim mieczem strącając do otchłani.

Przecinek po “mieczem”? I tak po prostu go ciął i już go strącił?

A dlaczego dowódca Manianiela, cięty, nie został nigdzie strącony, jedynie zwinął się w kłębek?

 

 

– Powiedzmy. – Nie byłem przekonany. – Skoro więc jesteś taki dobry, to czemu nie powstrzymałeś przed błędem dziś rano?

Wbrew obawom przed zaimkozą, tu chyba zdecydowanie brakuje “…powstrzymałeś mnie przed błędem…”

 

 

„Szefie, szef zobaczy jaki jaja się szykują”

…jakie jaja. Literka się zjadła.

 

 

– O Boże. – Zwisłem głowę, gdy zrozumiałem, kto się mną opiekuje.

Zwisłem głowę? :)

 

 

– Czy dla Boga dziesięć tysięcy lat jest chwilą? – zapytałem bo przypomniał mi się stary żydowski kawał o pożyczaniu.

Przecinek po “zapytałem”?

 

 

Cóż. Mi najbardziej podobał się wniosek, że Bóg także ma poczucie humoru.

Natomiast chyba jestem zbyt prosty i nie zakumałem, kim okazał się anioł stróż bohatera.

 

Taka sobie opowiastka. Niestety, ani poruszona sprawa, ani wzbogacenie historyjki krótką sceną bitwy zastępów anielskich, nie zrobiły szczególnego wrażenia.

Wykonanie, jak na tak krótki tekst, pozostawia wiele do życzenia.

 

Wie­czo­rem sie­dzia­łem na ka­na­pie ze zwie­szo­ną głową… ―> Czy dobrze rozumiem, że kanapa miała zwieszoną głowę?

A może miało być: Wie­czo­rem, ze zwieszoną głową, sie­dzia­łem na ka­na­pie

 

męż­czy­znę w śnież­no­bia­łym gar­ni­tu­rze, oraz oka­za­ły­mi skrzy­dła­mi za ple­ca­mi. ―> …męż­czy­znę w śnież­no­bia­łym gar­ni­tu­rze i z oka­za­ły­mi skrzy­dła­mi na plecach.

 

Na­zy­wam się Ma­nia­niel. ―> Na imię mam Ma­nia­niel.

 

wśród aniel­skich szy­ków szy­ku­ją­cych się do bitwy. ―> Brzmi to fatalnie.

Proponuję: …wśród aniel­skich szy­ków, gotujących się do bitwy.

 

Ro­ze­rwa­li mur tarcz, Wtem… ―> Dlaczego pierwsze zdanie kończy przecinek?

 

Wtem sta­nę­ła przed nimi isto­ta utka­na z ognia o sze­ściu skrzy­dłach. ―> Czy dobrze rozumiem, że ogień miał sześć skrzydeł?

A może miało być: Wtem sta­nę­ła przed nimi utka­na z ognia istota o sze­ściu skrzy­dłach.

 

ucie­ka­ły z za­się­gu pło­ną­ce­go mie­cza lu­cy­fe­ro­we­go se­ra­fi­na. ―> …ucie­ka­ły z za­się­gu pło­ną­ce­go mie­cza Lu­cy­fe­ro­we­go se­ra­fi­na.

 

Ma­nia­niel ciął go swoim mie­czem strą­ca­jąc do ot­chła­ni. ―> Ma­nia­niel ciął go mie­czem, strą­ca­jąc do ot­chła­ni.

 

Wśród sze­re­gów pod­ko­mend­ny Lu­cy­fe­ra wy­bu­chła pa­ni­ka… ―> W sze­re­gach pod­ko­mend­nych Lu­cy­fe­ra wy­bu­chła pa­ni­ka

 

Inni przez wieki nie po­tra­fią zwró­cić na sie­bie jego uwagi, a ja wy­star­czy, że za­wo­łam „Sze­fie, szef zo­ba­czy jaki jaja się szy­ku­ją”… ―> Inni przez wieki nie po­tra­fią zwró­cić na sie­bie Jego uwagi, a ja, wy­star­czy że za­wo­łam: „Sze­fie, szef zo­ba­czy jakie jaja się szy­ku­ją”…

 

Sta­rasz się, nawet bar­dzo i nagle zro­bi­łeś sam z sie­bie taki błąd. ―> Raczej: Sta­rasz się, nawet bar­dzo i nagle zro­bi­łeś niechcący taki błąd.

 

Zwi­słem głowę, gdy zro­zu­mia­łem… ―> Co zrobił z głową???

Pewnie miało być: Zwiesiłem głowę, gdy zro­zu­mia­łem

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Sympatyczna pogawędka. Liczyłam po cichu, że “Manianel” to od odkładania rzeczy na później. Od maniany też może być, jest wesoło. Tylko zabrakło mi mocniejszego akcentu na zakończenie. Ot, porozmawiali sobie, jeden wyjaśnił drugiemu, co i jak, po czym rozstali się w pokoju.

Babska logika rządzi!

Znalazłem dwie literówki, jedna podążała tuż za szeregami, a druga przybrała postać tybetańskich wołów : ).

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Raczej od zanikającego dziś zwrotu “patrz jaką manianę odwala…” ;)  Może na koniec brak mocnego akcentu, ale obiecał że będzie dobrze i tego chciałbym się trzymać . ;)

 

 

ps zaraz wezmę się za literówki i przecinki  :D

 

silvan twoje uwagi naniosłem. 

 

Manianiel to typ w stylu kumpla jajcarza, ktoś kto podczas męskich rozmów z wódeczką w tle, gdy mówisz,

– Ja już nie mogę.

Odpowiada 

– Co ostatniego ze mną nie wypijesz???

Tylko po to, by gdy przyśniesz, robić ci fotkę z wąsami, które domalował trzeci kumpel, którego wódka zamienia z szanowanego ojca dzieciom, w dziesięciolatka. 

 

 

reg melduję korektę wskazanych błędów ;)

 

 

Meldunek przyjęłam. Spocznij. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@MPJ 78

 

Miło, że uznałeś je za przydatne :)

 

Niezły ten kumpel :P

 

Hm, doceniam humor, ale nie widzę tu wyraźnej puenty. Zatem uśmiechnęło, tylko nie dało rady wybrzmieć.

Anioł stróż ze specyficznym poczuciem humorru, jak mieć pecha to już na całego ;) Ale skoro powiedział, że będzie dobrze, to masz przynajmniej anielskie słowo. Chyba, że znowu żartował ;)

Uśmiechnęło mi się, choć na dłiżej pewnie nie zostanie, to i za ten uśmiech wdzięcznam :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Nowa Fantastyka