- Opowiadanie: Helmut - Trzy wykrzykniki

Trzy wykrzykniki

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Trzy wykrzykniki

Maszynka do golenia powoli przejechała po podbródku widniejącej w lustrze twarzy, wydając ledwie słyszalny odgłos tarcia o kilkudniowy zarost. Ostrze pozostawiło za sobą nagi pas skóry, odcinający się wyraźnie żywym kolorem od białej pianki, pokrywającej niby śnieg pozostałą część szyi, żuchwy i policzków. Axel czerpał pewną satysfakcję z tego rytuału. Prosta, stalowa maszynka na żyletki dawała mu poczucie staroświeckiej męskości. Jedynym problemem była podrażniona, czerwona skóra tworząca później drobne, wypełnione żółtą ropą grudki, dlatego na koniec posmarował się obficie maścią z antybiotykiem. Ostatnie z czym chciał się dziś obudzić, to zapalenie mieszków włosowych.

Z fizjonomią gładką niczym z lateksu, co było zasługą nie tylko maszynki, ale też licznych leków na trądzik i zabiegów u kosmetyczki, zaczął wybierać ubranie, a było z czego. Szafa pękała w szwach od koszul i marynarek, których subtelne desenie i barwy odróżnić mogło jedynie wprawne oko, ale przecież każde kobiece oko jest wprawne, a Axel wybierał się właśnie na randkę. W dodatku randkę niezwyczajną, przez co ze zdenerwowania zapomniał zaaplikować perfumy w sposób, którego nauczyła go matka, to znaczy rozpylić je w powietrzu i przejść przez powstałą w ten sposób chmurę woni. Tym razem po chamsku wypsikał pół butelki na szyję.

– Choroba – zaklął.

Ta randka już teraz przyprawiała go o szybsze bicie serca z dwóch powodów. Przede wszystkim, chyba pierwszy raz w życiu umówił się z kimś nie przez Aplikację, tylko przypadkiem, w realnym świecie. Nie pamiętał jak do tego dokładnie doszło, po prostu do pracy przyszła nowa dziewczyna i jakoś wywiązała się rozmowa, na koniec której Rose zaprosiła go na kolację. Normalnie pewnie by odmówił, ale, co jest zarazem drugą przyczyną ekscytacji Axela, Rose była naprawdę piękna. Może nie aż tak jak internetowe celebrytki, ale miała w sobie to coś – łagodne rysy twarzy, podkreślone przez subtelny makijaż, długie, lśniące włosy, nienaganną, wysportowaną sylwetkę. Poza tym ostatnio Aplikacja nie była dla naszego bohatera zbyt łaskawa i minęły tygodnie od ostatniej udanej randki. Axel musiał spojrzeć prawdzie w oczy – był tak zdesperowany, że umówiłby się nawet z orangutanem, gdyby ten włożył ołówkową sukienkę i szpilki.

Rozmyślania nad wyborem krawata przerwał charakterystyczny dźwięk powiadomienia drugiego stopnia, brzmiący jak dwa krótkie gwizdy nauczyciela wychowania fizycznego. Mężczyzna spojrzał na ekran telefonu. Aplikacja informowała: „Wzmożony ruch na drogach. Wyjdź w ciągu dwóch minut lub spóźnisz się na wydarzenie: randka z Rose. Zamówić taxi?”

– Choroba – znów zaklął.

 

Kiedy dotarł na miejsce, Rose już siedziała przy stoliku. Ubrana w karmazynowy kostium, sączyła przez karminowe usta aperitif. Axel podszedł pewnym krokiem i wręczył jej wyciągniętą zza pleców różę.

– Piękny kwiat dla pięknej kobiety – powiedział.

– Och, róża dla róży, pomysłowo. – Rose się uśmiechnęła, unosząc wyskubane brwi niby w zdziwieniu, choć tak naprawdę zawsze dostawała róże. Za każdym razem.

Dalej randka przebiegała standardowo: na przystawkę – kilka wyuczonych żartów, żeby przełamać lody, później swobodna konwersacja na wspólne tematy (to znaczy praca, seriale i jedzenie), a na deser uprzejmy spór o to, kto zapłaci rachunek.

– Może odprowadzisz mnie do domu? Mieszkam niedaleko – zaproponowała kobieta.

A Axel już wiedział, że los się w końcu uśmiechnął.

 

– Czuj się jak u siebie. Wina? – Rose zdjęła płaszczyk z futerkiem i zapaliła światło.

– Chętnie.

Kawalerka była niewielka i właściwie tyle można o niej powiedzieć. Większą jej część zajmowała spora, rozłożona kanapa pełniąca funkcję łóżka. Do tego stolik, dwa krzesła, szafa i aneks kuchenny, wszystko utrzymane w odcieniach bieli i kawy z mlekiem.

Axel usiadł z kieliszkiem wina na krześle. Nie lubił tego niezręcznego momentu, bo nigdy nie wiedział jak zgrabnie przejść do rzeczy. Na szczęście tym razem wyręczyła go kobieta. Podeszła z kocim wdziękiem, usiadła mu na kolanach. Axel poczuł tętniące ciepło jej ciała, intensywną woń perfum, dotyk miękkich rąk na swojej szyi. Ich usta zbliżały się do siebie jak na romantycznym filmie, z prędkością dryfujących kontynentów…

– Gwiii! Gwiii! Gwiii! – Rozbrzmiał alarmujący dźwięk powiadomienia trzeciego stopnia. 

Z tak wysokim priorytetem nie ma żartów, życie nauczyło Axela, że jeżeli komuś można zaufać w pełni, to tylko Aplikacji. Delikatnie odsunął więc twarz kobiety i spojrzał na telefon: „Wykryto bliski kontakt z nosicielem wirusa HIV. Pamiętaj o zabezpieczeniu! Więcej informacji”.

To prawda, był zdesperowany, ale nie aż tak. Stanowczo wydostał się z uścisku dziewczyny, wybąkał niezbyt szczere słowa przeprosin i chwytając płaszcz nieomal wybiegł z mieszkania. W drodze do domu zrobiło mu się niedobrze, kiedy uzmysłowił sobie, o co się otarł. O nie, od tej pory tylko sprawdzone randki. Trudno, będzie musiał zapłacić za dodatkowe promowanie, ale lepiej tak, niż zdać się na ślepy los. To zbyt niebezpieczne.

 

Tymczasem w swoim mieszkaniu Rose dopijała butelkę wina. Z jej oczu leciały łzy, ale nie miała siły łkać. Myślała tylko, jak mogła być tak głupia i podczas tamtego spotkania, kilka lat temu, zignorować alarm trzeciego stopnia. Nikt inny się na to nie odważy i dlatego już zawsze będzie sama. Już zawsze będzie nosicielem wirusa HIV na ekranie telefonu. Ostatnia ofiara eradykowanej dzięki Aplikacji zarazy…

 

Materiały promocyjne AppCorp, prosimy kopiować. Pamiętaj, dla swojego bezpieczeństwa nigdy nie ignoruj powiadomień Aplikacji!!!

Koniec

Komentarze

Podoba mi się. Opisujesz sytuację z początku zwyczajną, sprawiającą wrażenie wręcz codziennej. Wszystko to po to, by ukazać tragedię, wynikłą z zupełnie ludzkiego błędu, powodowanego ludzkimi słabościami.

Ostatecznie jednak najmocniej wybrzmiewa tutaj kwestia Aplikacji – fakt, że wszystko stanowi jedynie “materiały promocyjny”… rzuca na całą sprawę nowe światło. Ostatecznie nie wiemy, czy sytuacja wydarzyła się rzeczywiście, czy to tylko straszak AppCorp, mający na celu przykucie użytkownika do Aplikacji – a po co, to już można się tylko domyślać. Widzę to jako całkiem udaną krytykę obserwowanej rzeczywistości, a forma jest przystępna z dobrze zarysowanym zakończeniem.

 

Fajny pomysł z Aplikacją, podobał mi się.

Acz nie rozumiem, jak bardzo trzeba być napalonym, żeby zlekceważyć taki alarm.

gdyby ten ubrał ołówkową sukienkę i szpilki.

Ubrań się nie ubiera… Weź, popraw, zanim tu wpadnie Reg i wyznaczy Ci surową karę.

Babska logika rządzi!

Hej :)

 

Całkiem fajne opowiadanie. Miałem na początku oczekiwania, według których miało to być bardziej f niż s, natomiast okazało się, że dostałem coś, co chyba mógłbym określić mianem sf krótkiego zasięgu. Ostatnio sporo się naczytałem opowiadań na temat tego, jak to nasze życie jest kontrolowane, więc Twoja historia jakoś specjalnie świeża dla mnie nie była, jednak dobre wykonanie i brak wodolejstwa sprawiły, że była to przyjemna lektura.

 

Poniżej kilka uwag:

 

Nie pamiętał jak do tego dokładnie doszło, po prostu do pracy przyszła nowa dziewczyna i jakoś wywiązała się rozmowa, na koniec której Rose (bo tak miała na imię) zaprosiła go na kolację.

Wywaliłbym to w cholerę, bo z kontekstu wynika, że Rose to imię tej dziewczyny.

 

PS. Podoba mi się to puszczanie oczka do czytelnika, poprzez “przekleństwa” bohatera, jakie rzuca tuż przed randką (Choroba! – heh).

 

Pozdrawiam

Q

Known some call is air am

Cześć. Całkiem mi się podobalo :) Ten nawias, co Outta wskazał, rownież uważam za zbędny. Forma i warsztatowo calkiem przyjemnie, zwięźle i na temat.

Hej, fajny pomysł. Czytanie trochę utrudniały mi dość długie zdania. Już na samym początku masz dwa zdania które się ciągną na cztery linijki. Mnie to trochę męczyło przy czytaniu, ale to moje prywatne zdanie, może inni tak nie mają.

Danka

Cześć wszystkim i dzięki za opinię :)

 

Crucis, bardzo trafne spostrzeżenia. Cieszę się, udało mi się to wszystko przedstawić w sposób poddający się interpretacji ;)

 

Finkla, dzięki za aprobatę i przestrogę, zaraz poprawiam, aby uniknąć gniewu Reg.

 

Outta Sewer, pomysł sam mi wpadł do głowy (inspirację przemilczę ;)), więc nawet się nie zastanawiałem co to za gatunek. A że nie jest to jakiś super świeży rodzaj s-f, to nie rozwlekałem go do pełnego opowiadania, tylko napisałem szorta. Mam nadzieję, że właśnie dzięki temu Ci się podobało :)

 

Silvan, dzięki, nawias rzeczywiście do wywalenia

 

Danka, rzeczywiście niektóre zdania są dość długie, ale to też pewnie kwestia upodobania. Dodam tylko, że najpierw był jeszcze dłuższe, ale potem się zreflektowałem i powstawiałem “kropki miłosierdzia”.

 

Pozdrawiam!

Dobry szort z niezłym twistem. Rozwija się dość stereotypowo, a pomysł na zakończenie jest prosty, ale mocny. Napisane bez fajerwerków, ale solidnie, choć trochę nie możesz się zdecydować na typ narracji (w zasadzie z punktu widzenia bohatera/ów, ale czasem włącza się taki subtelny i lekko ironiczny komentator). Klika dałam leciutko na wyrost, bo w zasadzie powinieneś najpierw poprawić babolki, ale mogłabym potem zapomnieć, a babolki wielkie nie są.

 

Maszynka do golenia powoli przejechała po podbródku widniejącej w lustrze twarzy

Twarz widniejąca w lustrze nie ma zarostu, a zgrzyt brzytwy o szkło – brr! Podejrzewam, co miałeś na myśli, ale trochę przesadziłeś i z logiki oraz składni wyszło, że bohater goli lustro.

Jedynym problemem była podrażniona, czerwona skóra[+,] tworząca później

Ostatnie[+,] z czym chciał się dziś obudzić, to zapalenie mieszków włosowych.

Nie pamiętał[+,] jak do tego dokładnie doszło

co jest zarazem drugą przyczyną ekscytacji Axela

Raczej: było. Nigdzie nie masz czasu teraźniejszego.

 

Poza tym ostatnio Aplikacja nie była dla mężczyzny zbyt łaskawa

Tu mi zgrzyta “mężczyzny”, rozumiem, że dla uniknięcia powtórzeń, ale im ogólniej, tym dalej się powinno znajdować. Czyli wcześniej imię, potem ogólne określenia, jeśli konieczne. Tu skądinąd ten pobrzmiewający czasem ironista mógłby napisać “dla naszego bohatera” ;)

 

że umówiły się

→ że umówiłby się (literówka)

 

– Och, róża dla róży, pomysłowo. – Rose się uśmiechnęła, unosząc wyskubane brwi niby w zdziwieniu, choć tak naprawdę zawsze dostawała róże. Za każdym razem.

Dalej randka przebiegała standardowo: na przystawkę – kilka wyuczonych żartów, żeby przełamać lody, później swobodna konwersacja na wspólne tematy (to znaczy praca, seriale i jedzenie), a na deser uprzejmy spór o to, kto zapłaci za rachunek.

– Może odprowadzisz mnie do domu? Mieszkam niedaleko – zaproponowała kobieta.

A Axel już wiedział, że los się w końcu uśmiechnął.

Tu skaczesz między punktami widzenia, co nie jest najlepsze, choć w tym opku stosunkowo mało przeszkadza.

 

Kawalerka była niewielka i właściwie tyle można o niej powiedzieć. Większą jej część zajmowała spora, rozłożona kanapa pełniąca funkcję łóżka. Do tego stolik, dwa krzesła, szafa i aneks kuchenny. Kolorystyka utrzymana była w odcieniach bieli i kawy z mlekiem.

Alex usiadł

W całym akapicie Alex zamiast Axel

bo nigdy nie wiedział[+,] jak zgrabnie przejść do rzeczy.

Rozbrzmiał alarmujący dźwięk powiadomienia trzeciego stopnia.

To chyba lepiej o linijkę wyżej, jako normalne didaskalium, bo takie zdanie od czasownika wybija z rytmu, nie jest dobre

 

 

I już nie babolkowo, ale zastanowiło mnie:

każde kobiece oko jest wprawne

Hmm.

 

http://altronapoleone.home.blog

Mam nadzieję, że właśnie dzięki temu Ci się podobało :)

Głównie to mi się podobało, bo jest całkiem nieźle napisane i czytanie mnie nie męczyło, ale sprawiało frajdę ;)

Known some call is air am

Mnie także się spodobało, a finał zaskoczył. ;)

Przeczytałam z przyjemnością, która byłaby większa, gdyby nie usterki.

 

za­czął wy­bie­rać ubra­nia, a było z czego. ―> Przypuszczam, że Alex wybierał odzież, w którą miał zamiar się ubrać, więc: …za­czął wy­bie­rać ubra­nie, a było z czego.

Ubrania wiszą w szafie, leżą na półkach i w szufladach. Odzież, którą nosimy i ta, którą mamy zamiar włożyć to ubranie.

 

Po pierw­sze, chyba pierw­szy raz w życiu… ―> Czy to celowe powtórzenie?

 

był tak zde­spe­ro­wa­ny, że umó­wi­ły się nawet z oran­gu­ta­nem… ―> Pewnie miało być: …był tak zde­spe­ro­wa­ny, że umó­wi­łby się nawet z oran­gu­ta­nem

 

uprzej­my spór o to, kto za­pła­ci za ra­chu­nek. ―> Płacimy nie za rachunek, a za to, co zjedliśmy, więc: …uprzej­my spór o to, kto za­pła­ci ra­chu­nek.

 

Po­de­szła kocim ru­chem… ―> Chodzimy ruchem czy raczej krokami?

Proponuję: Po­de­szła z kocim wdziękiem

 

i chwy­ta­jąc za płaszcz nie­omal wy­biegł z miesz­ka­nia. ―> …i chwy­ta­jąc płaszcz nie­omal wy­biegł z miesz­ka­nia.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Masz dobre pióro! Czytając o przygotowaniach do randki czułem się, jakbym sam miał na nią iść. Ostatnie zdanie zaskakuje i zmienia odbiór całej sytuacji, więc wielki plus dla tekstu. Niedociągnięcia językowe są, lecz nie na tyle poważne, by zakłócić odbiór utworu. Brawo, dobra robota!

Witaj!

Ciekawe opowiadanie z fajnym pomysłem – na początku, gdy przedstawiłeś Aplikację, pomyślałem odcinku Black Mirror: Hang the DJ, jednak później zeszło na inne tory. Fajny twist, nie spodziewałem się.

Pióro masz doprawdy lekkie, czytało mi się z przyjemnością, bez jakiś usterek czy problemów.

Dobra robota! ;)

Pozdrawiam.

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Witajcie :)

 

drakaino, dzięki za wypunktowanie babolków, już poprawiam. Z tym lustrem to trochę celowo namieszałem, żeby zaangażować czytelnika. Może przesadziłem, ale jeżeli zrozumiałaś o co chodzi, to chyba nie aż tak źle :) Z tym “naszym bohaterem” bardzo dobry pomysł, dzięki!

Hmm, żeby udowodnić, że nie każda kobieta ma wprawne oko wystarczy przejść się na pierwszą lepszą dyskotekę. Aczkolwiek występujące tam stroje to już raczej kwestia gustu niż oka.

 

regulatorzy, dzięki za uwagi, już poprawiam wszystko. Cieszę się, że udało mi się Cię zaskoczyć nie tylko błędami ;)

 

AmonRa, mam banana na twarzy od tych pochwał ;)

 

Daniel, to był dobry odcinek, ale chyba jeszcze lepszy był ten z aplikacją do wystawiania ludziom ocen – “Nosedive”. Dzięki za pozytywną opinię :)

 

Pozdrawiam!

Z lustrem zrozumiałam, ale i tak zgrzyta. Swój zamiar narracyjny mógłbyś lepiej napisać, nawet jeśli chcesz namieszać :)

http://altronapoleone.home.blog

Cześć Helmut!

 

Zabrałem się za pierwszy akapit i od razu pierwsza myśl: “ Łomatkobosko, znowu obyczajowe kino moralnego niepokoju” ;]. Chop goli lustro, zara pydzie na szychta itd. Tyle, że … język płynny, sformułowania zgrabne, fabuła się powoli rozkręca, atmosfera zagęszcza. Jak zobaczyłem :

Axela, Rose była naprawdę piękna

to zacząłem nucić: 

Take me down 

to the Paradise City.

Where the grass is green,

and the girls are pretty.

i już mnie kupiłeś ;]. Sience-Fiction tutaj jak na lekarstwo, ale to nie zmienia faktu, że mi się podobało:D. Plot-twist na poziomie. Dobra robota :] 

 

pozdrawiam 

M

kalumnieikomunaly.blogspot.com/

Witaj Morderco!

 

Wreszcie ktoś zauważył ;) 

 

Dziękuję i również pozdrawiam!

Nie no, zestawienie Rose z Axelem rzuca się w oczy.

Babska logika rządzi!

Jak komu.

http://altronapoleone.home.blog

Ja też nie ogarnąłem. Ale nigdy nie lubiłem gunsów, więc pewnie dlatego.

Known some call is air am

Hmmm. A ja myślałam, że trudno nie znać się na muzyce bardziej niż ja…

Babska logika rządzi!

Ja się znam bardzo dobrze, ale na klasycznej XD

http://altronapoleone.home.blog

Guns'n'Roses to klasyka!

kalumnieikomunaly.blogspot.com/

devil Nie taką miałam na myśli :/

http://altronapoleone.home.blog

Hej,

 

Ciekawy i trudny temat poruszasz. To info o materiałach promocyjnych na końcu jest takim swoistym twistem, wytłumaczeniem formy, uproszczeń dokonanych w fabule. Czegoś mi tutaj brakuje, zastanawia mnie jaki cel ma ten promocyjny materiał, zakładając, że Aplikacja jest produktem, jak ta reklama ma działać, na czym zarobią jej twórcy? Czy ignorowanie powiadomień lub ich przestrzeganie wiąże się z zarabianiem na produkcie? Z drugiej strony – jeżeli miałaby to być kampania społeczna, to brakuje społecznego, pozytywnego wydźwięku, jest za to taki negatywny – izolowanie osób zarażonych wirusem HIV.

I na koniec, nawiązując nieco do powyższych przemyśleń, HIV to nie koniec świata, nie wiem, co poczułaby osoba zarażona tym wirusem, która przeczytałaby Twój tekst.

 

Jeszcze kilka uwag:

 

Maszynka do golenia powoli przejechała po podbródku widniejącej w lustrze twarzy

No, nie pasuje mi to golenie lustra ;) Maszynka też przecież odbija się w lustrze…

 

Haha, Axel Rose, nie wierzę :) Fajne!

 

Może nie aż tak jak internetowe celebrytki, ale miała w sobie to coś – łagodne rysy twarzy, podkreślone przez subtelny makijaż, długie, lśniące włosy, nienaganną, wysportowaną sylwetkę. Poza tym ostatnio Aplikacja nie była dla naszego bohatera zbyt łaskawa i minęły tygodnie od ostatniej udanej randki. Axel musiał spojrzeć prawdzie w oczy – był tak zdesperowany, że umówiłby się nawet z orangutanem, gdyby ten włożył ołówkową sukienkę i szpilki.

To jedno zdanie jest z perspektywy narratora wszechwiedzącego, do rozważenia, czy by nie zamienić na perspektywę Axela jak w reszcie akapitu.

 

dźwięk powiadomienia drugiego stopnia

Bliskie powiadomienie drugiego stopnia? ;)

 

– Choroba – znów zaklął.

Co on taki , cholibka, staroświecki z tym przeklinaniem?

 

Pozdrawiam!

 

 

 

Che mi sento di morir

Cześć Basement! Myślę, że może niekoniecznie zarabia bezposrednio na powiadomieniach, ale jeżeli wszyscy będa na nich polegać, da to Aplikacji całkowita władzę nad uzytkownikami. Czy chodzi tylko o zysk, czy o coś wiecej, mozna się tylko domyślać… Jezeli chodzi o HIV, to tekst miał tez właśnie ukazać stygmatyzację osob będacych nosicielami. Mógłbym dodać zdanie, w którym Rose tłumaczy, że prezerwatywy w znacznym stopniu chronią przed zakażeniem, ale trochę by to nie pasowało do formy tego szorta. Trzeba pamiętać, że to tylko materiał promocyjny korporacji. Pozdrawiam!

Cześć, Helmut!

 Udany szorcik, spędziłam mile czas, bo i pomysł, i napisane zgrabnie. Dobry tytuł, co zaznaczam, bo sama nie wiedziałabym, jaki nadać, a ty fajnie wybrnąłeś ;)

Jednak trochę nie podoba mi się to nagłe urwanie – rozumiem pomysł na materiał promocyjny (obiektywnie dobrze wyszedł, bo jest bardzo bezstronny), ale za mało tej treści dla mnie :( Nie czuję nic w związku z tym, że bohater dostał to powiadomienie. “Czegoś mi tutaj brakuje”, jak zauważył BK. Jakiejś głębi.

Trochę to staroświeckie przeklinanie mnie nie przekonuje, bo jednak to sf, a bohater zdaje się być “człowiekiem nowoczesnym”, jakoś skojarzył mi się z typem millenialsa. Sama wybrałabym więc “fuck” albo, żeby pójść w coś bardziej oryginalnego, jakieś “kur zapiał” czy “matko naturo” – no może niezbyt pasują, ale wiesz, o co chodzi :P To taki detal, ale pozwoliłby mi się wczuć w przyszłość, aniżeli myśleć o przeszłości.

 

Ale to tak czepiam się, bo dyżur. Naprawdę fajne opowiadanie. Powodzenia więc w dalszym pisaniu! :)

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Witaj Lana, dzięki za odwiedziny!

 

To tylko taki szorcik napisany pod wpływem nagłego pomysłu, jakiejś wybitnej głębi nie planowałem. Jeżeli jednak takowej szukasz, zapraszam Cię do przeczytanie mojego poprzedniego opka – “Złoty smok” ;) Może bardziej Ci podpasuje

Jeżeli chodzi o to przeklinanie, to może rzeczywiście nie pasuje do przyszłości, ale fajnie się zgrywało z końcówką, no i samo “choroba” ma dla mnie jakiś taki zabawny wydźwięk :) Ale przyznaję, trochę nierealistyczne.

Dziękuję i Tobie również życzę powodzenia, pozdrawiam!

 

Zostaw tę chorobę w spokoju, choroba. Przecież to taki wink w kierunku czytelnika, bo przecież o AIDS, czyli chorobę, koniec końców chodzi w tym opowiadaniu. Mnie się podoba nierealistyczna choroba :P

Known some call is air am

Mnie bardzo te przekleństwa w takiej formie pasowały. Nie znoszę nadużywania w literaturze wulgaryzmów i mocnych przekleństw, a Axel przecież stara się wypaść jak najlepiej, być elegancki.

http://altronapoleone.home.blog

Wiem, że o chorobę chodzi, no ale, choroba, nie podoba mnie się to! ;P Jak już tak bardzo chciał być elegancki, to lepsze byłoby “a niech to” albo “do licha”. Jakoś tak źle mi ta “choroba” brzmi w ustach/głowie i tyle ;) 

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

#teamLanaVallen, mnie również rażą te “przekleństwa”.

 

Jak widać zdanie są podzielone :)

 

 

Che mi sento di morir

I bądź tu autorze mądry ;)

 

Ode mnie kolejny biblioteczny kliczek. Fajny tekst oparty na dobrym pomyśle, w porządku napisany, a poza tym z zaskakującym zakończeniem. Dodatkowo dobrze rozłożyłeś proporcje – treści do długości tekstu. Dobrze się czytało :)

Wielkie dzięki Katia! Polecam się na przyszłość ;)

Przepraszam za offtop: Katio, zmartwychwstałaś heart

http://altronapoleone.home.blog

Ciekawy pomysł i wykonanie, choć zabrakło mi trochę większego tąpnięcia w końcówce. W zarysie ledwie przedstawiłeś świat, który może być nasza przyszłością. Całe życie sterowane przez wszelkie aplikacje.

No i duży props za nawiązanie do Guns&Roses :)

Drakaina – powoli zmartwychwstaję heart :):):) Najpierw trochę poczytam i może w końcu uda mi się coś napisać :)

Fajny, sprawnie napisany tekst. Pomysł z aplikacją ciekawy. Istnienie takiego oprogramowania byłoby błogosławieństwem (realna szansa na zdziesiątkowanie wirusa) ale i przekleństwem. Dla zakażonych. Skoro możliwym jest wykrycie ,,bliskiego kontaktu” z nosicielem, równie dobrze użytkownicy apki mogą dążyć do tego, aby, w myśl zbyt daleko idącej profilaktyki, nawet się do zakażonych nie zbliżać.

Wielkim fanem Gunsów nie jestem, ale smaczek wyłapałem. A skoro przy muzyce jesteśmy, skojarzyło mi się (być może znasz):

https://www.youtube.com/watch?v=pEDlO-jRNZo 

 

Polecam do biblioteki, pozdrawiam!

Cześć belhaj, myślę że aplikacje czy tam inne algorytmy już w dużej części sterują naszym życiem, niestety. A nawiązanie wyszło mi podświadomie, dopiero po fakcie się zorientowałem ;)

 

Witaj Adam,

Dzięki za opinię i klika! Z takimi aplikacjami ciekawa sprawa, jest ta do zwalczania koronawirusa, ale mało osób ją instaluje, bo kontakt z chorym skutkuje powiadomieniem do sanepidu i kwarantanną ;) A przynajmniej tak słyszałem. 

Nie uwierzysz, ale właśnie wczoraj słuchałem Escape Dillinger Plan :) Ale wcześniej mi się nie skojarzyło.

 

Pozdrawiam!

 

Witaj.

Bardzo fajny tekst, czyta się go z przyjemnością, masz świetny kontakt z czytelnikiem. 

Osobne brawa za orangutana – moja wyobraźnia przy nim padła! :D

Pozdrawiam. 

Pecunia non olet

Dzięki Bruce,

 

Chciałbym żeby orangutan w sukience był wyłącznie wymysłem mojej wyobraźni, ale inspirowałem się sprawą orangutanów wykorzystywanych w domach publicznych w Indonezji :’(

 

Pozdrawiam!

Helmut

Chciałbym żeby orangutan w sukience był wyłącznie wymysłem mojej wyobraźni, ale inspirowałem się sprawą orangutanów wykorzystywanych w domach publicznych w Indonezji :’(

 

Makabra… surprise

Pecunia non olet

Ciekawy pomysł na jeszcze jedną aplikację. Tym razem pożyteczną. A może ktoś opracuje podobną na koronawirusa? :D

Chyba już nawet są…

Nowa Fantastyka