- Opowiadanie: DanielKurowski1 - Cena magii

Cena magii

Humorystyczne opowiadanie, trochę satyra. Napadła mnie wena, by napisać coś, co ma zakończenie i nie jest wypełnione nadmuchaną filozofią.

Opis: tajemnicza kobieta składa niezapowiedzianą wizytę stereotypowemu Wybrańcowi, którego los zacznie leżeć w jej rękach.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Cena magii

Ken Lin Sautoro była ostatnią osobą, którą mieszkańcy Królestwa chcieli widzieć w swoich drzwiach. Zdążyła się już do tego przyzwyczaić, w końcu branie pod uwagę opinii innych nie leżało w jej naturze. Co więcej, ową cnotę bardzo ceniono w wykonywanym przez nią zawodzie i często hojnie nagradzano.

Nie mogła więc narzekać. Nigdy zresztą tego nie robiła.

Gdy tylko wysiadła z powozu, jej nozdrza wypełnił siarczysty smród gnoju, a nowe buty zanurzyły się w gęstym błocie. Podniosła nogawki spodni i westchnęła. To również nie było jej obce. Nieraz lądowała w nim twarzą, zwłaszcza na początku swojej kariery, niemal dwadzieścia lat temu.

To już tyle lat, jak ten czas leci. Ze zdziwieniem stwierdziła, że wspomnienie to napawało ją ciepłym uczuciem nostalgii, otuliło niczym wełniany koc w zimowy wieczór.

Zapłaciła woźnicy najczystszymi złotówkami, nie czekając na resztę, co i tak nie oszczędziło jej nieprzyjemnego spojrzenia, a także splunięcia – na szczęście w przeciwną stronę. Od razu odjechał, a jego koń zostawił po sobie nieprzyjemny ślad, jakby na pożegnanie.

Może również gościła w domu tego mężczyzny? Nie pamiętała, było ich już tak wielu, zwłaszcza po obaleniu starego króla oraz wprowadzeniu nowych, sprawiedliwszych praw.

Ken Lin wyciągnęła kwiatowe perfumy i rozpyliła je wokół siebie, choć nawet ich silna woń nie była w stanie przezwyciężyć naturalnych zapachów wsi. Następnie rozejrzała się dookoła i ujrzała zwyczajną, małą osadę o pospolitej nazwie, jedną z wielu przez nią odwiedzonych. Starsi ludzie siedzieli przed swoimi domami, pili, rozmawiali. Dzieci bawiły się w „milicjantów i złodziei”, krzyczały, biegały, pewnie miały wolne od pracy.

Ktoś prowadził osła ciągnącego wóz ze zbożem, inny karmił miniaturowe smoki, nucąc coś pod nosem. Kilka burych kundli błąkało się bez celu po okolicy, jeden z nich podniósł nogę i załatwił się. Nawet one patrzyły na nią z niechęcią.

– Nie chcemy tu takich jak ty, to porządna wieś – rzucił męski głos za jej plecami.

Oczywiście go zignorowała.

Ken Lin ruszyła z podniesioną głową, a bordowy kapelusz z rondem i pawim piórem chronił jej twarz przed bezwzględnymi promieniami słońca. Niebo było dziś ładne, bezchmurne, wbrew temu co zapowiadali wróżbici. Lubiła taką pogodę.

Wyciągnęła z paczki cienkiego papierosa i zacisnęła na nim pomalowane na fioletowo wargi. Zapaliła go pstryknięciem palców, po czym zaciągnęła się, aż dym wypełnił jej płuca. Dzień stał się jeszcze lepszy.

Szukała teraz, jak to ujął jej pracodawca, „ładnego domu na rogu, z zadbanym ogródkiem i niebieskimi drzwiami”. Był oszczędnym człowiekiem, ale Ken Lin więcej nie potrzebowała. W prawej dłoni ściskała czarną teczkę, podstawę jej pracy, na którą ludzie patrzyli z jeszcze większym strachem, niż na samą kobietę.

Kiedyś słyszała, jak mieszkańcy Stolicy przyrównywali ją do pospolitych Diabłów zamieszkujących Przeklęte Góry, pod których stopami gniła trawa, a wszelkie życie uciekało w amoku, gdzie popadnie. Oczywiście mijało się z to prawdą, podręczniki demonologii, czytane przez nią z uwagą prawiły coś innego, trochę gorszego. Ludzie jednak zawsze lubili tak gadać.

Uznała to za dosyć niesympatyczne, ale do tego również przywykła. Nie winiła ich.

W końcu dotarła do celu swej podróży i stwierdziła, że opis domu był niezwykle trafny. Budynek wyróżniał się spośród innych wiejskich domostw, jego białe ściany zdobiły kolorowe rysunki i pnący się bluszcz przypominający zieloną tarczę. Na dodatek ogródek mógł poszczycić się prawdziwym urokiem, kwiaty promieniowały witalnością i pięknem, a owocowe drzewa rodziły obfite plony, proszące wręcz, by ich skosztować.

Ken Lin przez chwilę poczuła, jakby opuściła tę brudną, zamkniętą w czasie wieś i przeniosła się do bajkowej krainy, o której czytano jej w dzieciństwie.

Zapewne w środku pachnie świeżym ciastem i bezwarunkową miłością, pomyślała uśmiechając się pod nosem, po czym rzuciła niedopałek papierosa na ziemię. Następnie weszła pod zadaszony ganek, odczekała chwilę i zapukała stanowczo trzy razy. Pod wiklinowym krzesłem leżał stary pies, który zaczął ziewać i mlaskać.

Nie zwrócił na nią uwagi, jakby nie była jej godna.

Po krótkim czasie, drzwi otworzyła śliczna, młoda blondynka, której niebieskie oczy przypominały strumień najczystszej rzeki. Wyglądała ładnie, lecz pospolicie, jak każda cicha i posłuszna żona, gatunek często przez nią spotykany.

Gdy ujrzała Ken Lin, w jej wzroku od razu pojawiła się iskra niepewności. Dotknęła dłonią dużego, ciężarnego brzucha i odruchowo spojrzała w głąb domu.

– Nazywam się Ken Lin Sautoro, jestem komornikiem magicznym i reprezentuję interesy Kontynentalnego Związku Czarowników i Czarownic. – Mówiąc to, kobieta wyciągnęła z teczki nakaz sądowy i wręczyła go dziewczynie, która pewnie i tak nie umiała go przeczytać. – Czy zastałam pana Jah Kerida, tak zwanego Zbawcę Królestwa i Obrońcę Ludzkości?

Blondynka patrzyła z niedowierzaniem to na kartkę, to na kobietę, jakby nic nie rozumiejąc. Typowe zachowanie, z którym Ken Lin spotkała się już setki razy.

Teraz przynajmniej obyło się bez wstępnego dramatu i przemocy.

– Jah? – zawoła dziewczyna, gapiąc się ciągle w nakaz. – Chodź no tu.

Ken Lin stała w przedsionku i cierpliwie czekała, w dość niezręcznej ciszy. Oswoiła się z nią. Siedzące na drzewach sikory ćwierkały rytmicznie, a w powietrzu unosił się słodki zapach wanilii i twarogu.

Czyżby to z ciastem też było prawdą?

W końcu pojawił się i on, Złoty Chłopiec, Ulubieniec Ludu, Wybraniec Bogów. Ten, który ocalił królestwo przed zagładą i pomógł w obaleniu szalonego króla. Ken Lin od razu stwierdziła, że podania o jego atrakcyjnej urodzie nie mijały się z prawdą. Wysoki, silny, umięśniony, o włosach złotych jak tutejsze zboże, a oczach równie pięknych, jak u żony.

Wyglądał jak młody półbóg, mitologiczny heros ze starożytnych opowieści.

Kobieta od razu odrzuciła swe pożądliwe myśli na bok, nie tylko ze względu na sporą różnicę wieku, ale i również nieprzyjemną relację, bezwarunkowo ich teraz łączącą.

Nie mogła sobie pozwolić na tak nieprofesjonalne podejście.

– Co się stało, Marlin? – Miał ciepły i niski głos. Pasował do niego.

– Jah Kerid? – Kobieta zdobyła się na delikatny uśmiech, i wyciągnęła na powitanie rękę, którą ten od razu uścisnął. – Jestem Ken Lin Sautoro, komornik magiczny, a tu jest mój nakaz. – Wskazała drugą dłonią na kartkę, trzymaną przez otępiałą dziewczynę. – Mogę wejść?

Młodzieniec zmarszczył brwi i spojrzał na żonę. Ta tylko wzruszyła ramionami.

– Eeee proszę… – odparł Jah, dosyć niezręcznie.

– Uprzejmie dziękuję. – Uśmiechnęła się i weszła do ich małego, lecz przytulnego domu, zdejmując przy okazji kapelusz. Szukając dobrego miejsca, by usiąść, skierowała się w stronę dużego pokoju, gdyż to tam lubiła prowadzić swoje rozmowy ze względu na komfort i ciszę, który ów zwykle gwarantował.

Wyciągnęła fiolkę perfum i psiknęła kilka razy, bardziej z przyzwyczajenia, aniżeli potrzeby.

Ze zdziwieniem przyznała, że nigdy jeszcze żadnego nie spotkała, lecz właśnie tak ich sobie wyobrażała. Wybrańców, rzecz jasna. Wszyscy zwykli kończyć w takich domach, otoczeni ciepłem, zapachem ciasta, dziećmi, przyjaciółmi. Wybranką serca i wieczną chwałą.

Oczywiście ci, którzy na końcu przeżyli i nie okazali się zaginionymi dziedzicami tronu. Spodziewała się spotkać na swojej drodze jakiegoś bardziej oryginalnego Wybrańca, choć matka mówiła, by brać to, co dają. Historia świata uwielbiała karmić się takimi legendami. Ken Lin wydawały się już zbyt oklepane, ale co mogła na to poradzić?

Jah Kerid był jeszcze młodym, świeżo upieczonym bohaterem, więc cała rodzinna przygoda dopiero na niego czekała. Ken Lin sama nie miała się ani męża, ani dzieci i nie mogła zrozumieć tej magicznej otoczki snutej przez wielu ludzi.

Jednak czy narzekała? Niekoniecznie.

– Wyczuwam jakieś ciasto – rzuciła, by choć trochę rozluźnić spiętych małżonków. – Prawda?

– T-tak – odparła Marlin i podała mężowi kartkę. – Sernik z budyniem. Rano żem piekła.

– Na pewno wyborny. – Uśmiechnęła się i usiadła przy zastawionym do obiadu stole, wyjmując z teczki papiery, pióro oraz kałamarz. Jah wraz z żoną zajęli miejsce naprzeciw niej, bladzi i przerażeni.

Dopiero teraz Ken Lin spostrzegła czarny miecz ze złotą rękojeścią wiszący dumnie nad kominkiem. Zapewne pamiątka z podróży młodzieńca. Wydawał się drogi.

Nada się, jeśli zajdzie taka potrzeba.

– Więc – zaczęła, porządkując papiery na stole. – Sytuacja może wydawać się państwu dziwna…

– Co najmniej – wszedł jej w słowo Jah, lecz go zignorowała.

– …Niemniej jednak pewne sytuacje z przeszłości dają o sobie znać, wraz z prawami panującymi w królestwie, wprowadzonymi przez nowego króla. – Zamoczyła pióro w kałamarzu i zaczęła sporządzać notatkę, od razu przechodząc do rzeczy. – Czy postać czarodzieja Gantelliego jest panu znana?

Jah Kerid zmarszczył brwi.

– Tak – odparł zmieszany. – Był moim mentorem, do czasu, kiedy zginął…

– Rozumiem – przerwała mu, ciągle skrobiąc piórem i ruszając po cichu ustami. – Czy Gantelli wspominał panu, że magia ma swoją cenę? Że należy używać jej z rozwagą i wyczuciem? Czy ów czarodziej kazał panu coś podpisać?

– Chyba, ale… – Jah spojrzał na żonę, a ta tylko pokiwała głową.

– Przeczytał to pan?

Jah spojrzał na nią zdziwiony. Bardzo wymownie. Oczywiście, że nic nie czytał.

Nigdy się nie nauczą.

– Czy kiedykolwiek korzystał pan z usług Kontynentalnego Związku Czarowników i Czarownic, Wiedźm z Aramoru lub Stowarzyszenia Magów Mniejszych?

Chłopak pobladł, a jego twarz świadczyła o coraz większej dezorientacji, na swój sposób uroczej, choć bardzo naiwnej.

– Aż tak, to nie pamiętam, ale raczej tak…

– Czy dostał pan listy z żądaniem zapłaty?

– Co? – spytał ze szczerym zdziwieniem. – Nie wiem nic o żadnych listach.

– Otóż to. – Ken Lin postawiła kropkę przy ostatnim zdaniu. Następnie sięgnęła po listę, złożoną na kilka razy. Rozłożyła ją, prostując wszelkie zagięcia, odchrząknęła i zaczęła czytać. – Użył pan do teleportacji rzadkiego kryształu, który był własnością Związku. Niestety ów artefakt przepadł, przez co czarodzieje są stratni. Ponadto trzy łaski uzdrowienia, dwa woreczki wybuchającego proszku, rozstąpienie się rzeki, wizja przyszłości trwająca dłużej niż pięć minut, oraz jedno, dosyć potężne błogosławieństwo siły i odwagi…

– Chwileczkę! – przerwała jej Marlin, silnym i ostrym tonem, burzącym wizję przestraszonej i posłusznej myszki. Ken Lin zawiesiła się i spojrzała w jej stronę. – Mąż mój dostał to wszystko jako dar. O łaski się modlił, my pobożni. Błogosławieństwo dali same bogi. Jah to wyjątkowy człek jest!

„Tak właśnie mówią’’ ostrzegali ją koledzy z pracy. Każdy, bez wyjątku, a czasem ktoś z rodziny, jeśli ich ego nie jest tak wielkie. Nie można się na to nabrać.

– Spójrzmy – powiedziała spokojnie Ken Lin, wyciągając kolejną kartkę. – Jah Kerid, młody sierota wychowywany przez krewnych w cichej wiosce na krańcu królestwa. Z czasem odwiedzony przez wędrownego czarodzieja, w tym przypadku mało uczciwego muszę przyznać. Następnie dowiadujący się, że jest przeznaczony do wielkich rzeczy… bla, bla, bla… do obalenia króla oraz zabicia jego przybocznych demonów. – Kobieta rozłożyła ręce, jakby w wyrazie bezradności. – Przykro mi, ale nasz kraj wyznaczył ten trend już dawno temu. Trudno mówić tu o wyjątkowości.

– Wiecie, przez co on przeszedł? – Nie uginała się młoda dziewczyna. – Jak ktokolwiek śmie upraszać się o zapłatę?! Przecież mu wszystko darowali!

Ken Lin nie była zaskoczona tym uporem i miała na to formułkę, której nauczyła się na studiach.

– Ja tylko wykonuję swoją pracę.

– Rozumiemy, tylko… – odparł Jah starając się załagodzić sytuację, lecz jego żona wciąż pozostawała bardzo niespokojna i weszła mu w słowo.

– Kim ty w ogóle, do cholery, jesteś, co? – wybuchnęła, a jej twarz poczerwieniała jeszcze bardziej. – Jakim popieprzonym głupcem trzeba być, by w ogóle tu przychodzić? My porządni. Nie macie za grosz godności i serca?!

O tak, zaczyna się, pomyślała Ken Lin i odłożyła listę na bok. Jah zaczął uspokajać żonę, wspominając coś o ciąży i dziecku. Ta złapała się za brzuch i usiadła wygodniej, nie patrząc w jej stronę i mrucząc coś pod nosem o długach i tajemnicach.

Ken Lin ułożyła dłonie w piramidkę. Uznała, że sytuacja tego wymaga. Nie wyciągnęła jednak różdżki, nie chciała ich bardziej straszyć. Westchnęła tylko i spojrzała na wciąż niespokojnych małżonków.

– Jak dobrze państwo wiecie, król Rothgaar został zastąpionym królem Rothgenem – zaczęła, jak najbardziej przyjaznym tonem. – W kraju nastał czas prawa. Wprowadzono nowe podatki, które nie ominęły ludzi magii, zmuszonych do zarejestrowania swoich działalności. Utworzono związki zawodowe, ustalono płacę minimalną. Trzeba skądś brać pieniądze, magia nie jest przecież napędzana wodą. Ceny poszły w górę, a wszystkie podmioty magiczne pragną zwrotu wartości swoich usług, zawartych w umowie. W dzisiejszych czasach nie opłaca się być tak rozrzutnym i darować tak drogich usług.

– Ja myślał, że sprawiedliwe prawo powinno działać inaczej – powiedział Jah z nutą naiwności w głosie.

– Gdzie indziej tak, jednak nowe prawa musiały głównie objąć zwolenników dawnego króla, dopuszczających się w przeszłości wielu zbrodni, co oczywiście odbiło się na wszystkich. – Ken Lin spojrzała młodzieńcowi w oczy. – Nowy król ma bardzo rozbudowaną politykę surowych praw i wysokich podatków, co zapewne państwo sami czujecie. Następnym razem radzę zapoznać się z poglądami pretendenta, kiedy staje się do walki u jego boku.

– Nie mielim przecież wyboru…

– Rozumiem – odparła Ken Lin i rzuciła formułką, od której ludzi zawsze mdliło. Młodzieńca też. – Ja tylko wykonuje swoją pracę.

Jah westchnął i położył dłonie na stole. Ken Lin w tym czasie sięgnęła po kopię umowy, jaką chłopak podpisał z Gantellim. To cwany lis z tego czarodzieja, nawet mu nie wytłumaczył, co to jest. Każdy urok był płatny i to niemało.

– Moja żona ma rację, wszyscy magowie odpuścili mi zapłaty, po tym, jak uratowałem kraj – zaczął się tłumaczyć. – Nawet darowano mnie ten kryształ, co się zepsuł. Nie powinienem być nic dłużny!

– Nic się samo nie psuje, tak mawiała moja matka – odparła srogo Ken Lin i podsunęła mu umowę zwartą z czarodziejem. – Poza tym, czy owe deklaracje były słowne?

– No tak…

– Czy ma pan na to świadków?

– No nie… ale ja nie wiedział, że chodzi o taką cenę za magię! – Wzburzył się młodzieniec. – Ja żem się zmienił po tej podróży, stracił bliskich, nawet część siebie. Myślałem, że to jest tego ceną…

Ken Lin pokiwała głową.

– Będzie trudno to udowodnić, czarodzieje zwykli mieć silną linię obrony i dobrych adwokatów. Umowa mówi jasno o kosztach korzystania z magii. Pieniężnych kosztach. Przykro mi, ale nieznajomość prawa szkodzi.

Jah westchnął z bezradności i zaczął masować skronie.

– Dobrze, przejdźmy do rzeczy – powiedział w końcu, a Ken Lin ucieszyła się. Nie miała ochoty spędzać kolejnych minut na tłumaczeniu prawa, komuś, kto może i tak go nie zrozumieć. – Ile jestem winien?

– Całość to pięć tysięcy złotych – odparła beznamiętnie, patrząc obojgu w oczy. – W tym podatek.

– Że co?! – oburzył się chłopak, a jego żona niemal wybuchnęła płaczem. – To dla nas ogromna suma! Skąd mam niby wziąć te pieniądze?!

Ken Lin słyszała to pytanie za każdym razem, jednak nigdy nie potrafiła na nie odpowiedzieć tak, by kogokolwiek zadowolić. Nie wiedziała nawet, czy jest to możliwe.

– Przykro mi, ale nie wiem – powiedziała ostrożnie. – Jeżeli nie posiada pan tej gotówki, będę zmuszona zarekwirować państwa rzeczy.

– Tylko nie to! – krzyknęła Marlin, już bardziej pokorna. – My uczciwie pracowalim. Oboje! Wszystko tu nam potrzebne, co do jednego garnka!

– Ja żem ocalił to przeklęte królestwo! – rzucił jeszcze głośniej Jah, jednak po chwili zniżył ton, widząc, że kobieta odsłoniła różdżkę trzymaną za pasem. – Czy nie da się tego odwlec w czasie? – dodał ze skruchą w głosie. – Spłacić w ratach? My dobre ludzie.

Jah przytulił trzęsącą się żonę. Wyglądał jak zagubione, niezręczne dziecko i Ken Lin zdziwiła się, że ktoś taki został wybrany do ocalenia królestwa. Liczyła, że ten zdejmie miecz i rzuci się na nią, każąc opuścić ich beztroski dom, jednak myliła się.

W przeszłości kilku próbowało. Marnie skończyli. Zwykle łamali kości i miecze.

Właśnie. Miecz.

Rozejrzała się po małym domku i nie dostrzegła niczego wartościowego, za co można wziąć dobrą cenę. Jedynie on mógł być coś wart. Zwykle się nie myliła.

– Wydaje mi się, że wisząca tam broń z czarnej stali może się nadać. – Ken Lin wstała od stołu. – Drogi materiał, pozłacana rękojeść. Miecz dobrej jakości. Czy posiada pan do niego futerał? Cena na pewno wzrośnie.

– Dostałem go od Pani Jeziora – wycedził przez zęby. – Nie mam żadnego głupiego futerału.

Ken Lin pokiwała głową ze zrozumieniem.

– Na szczęście ona nie żąda zapłaty. – Jeszcze raz spojrzała do umowy. – Nasza Pani zdaje się unikać urzędu skarbowego, siedząc w co rusz to innym jeziorze. Do czasu, oczywiście, jeszcze nikt im nie uciekł, nawet ktoś taki jak ona.

Jah wciąż przytulał swoją płaczącą żonę, a Ken Lin zamilkła. Czy wszystkie jego wyczyny wydarzyły się naprawdę? Czy faktycznie przyczynił się do ocalenia królestwa? Kobieta uznała, że niepotrzebnie się tak starał. Cholerny idealista, jak wielu młodych. Wydawał się dobrym człowiekiem, raczej nie lubił wypić, czy bawić w hazard.

Nie był jednak pierwszym i zapewne nie ostatnim, którego coś takiego spotyka. Którego ona spotyka.

Świat to okrutne miejsce, ale co mogła na to poradzić? Do tego również się przyzwyczaiła.

– Istnieje pewna opcja… – odparła po chwili, patrząc na załamaną parę. – Jednak nie zawsze wydaje się korzystniejsza.

– Jaka? – spytali jednocześnie i jakby ocknęli się z amoku.

Ken Lin obeszła stół i spojrzała nad kominek.

– Wezmę sam miecz, a resztę odłożymy w czasie. Jednakże…

– Zawsze jest jakieś „ale”– wtrącił Jah niechętnie.

– …Jednakże będę zmuszona rzucić na pana kilka klątw. Nie śmiertelnych, w żadnym wypadku, ale uciążliwych i tylko na czas zbierania reszty pieniędzy. Związek nie jest aż tak nadgorliwy, zwłaszcza, że czeka cierpliwie już ponad pół roku. Na pewno się dogadamy.

Młodzieniec nie wiedział co zrobić, ale kobieta wyczuła u niego ulgę. Mogła przysiąc, że usłyszała, jak kamień spadł z jego serca. Nawet jego żona przestała płakać i spojrzała na nią z rumieńcami na twarzy, jednak wciąż pogardliwie.

Wyglądali teraz jak zwyczajna para, jedna z wielu, które Ken Lin spotkała na swojej drodze. Nie było tu żadnej otoczki bohaterstwa, wyższości i szczęśliwego zakończenia. Zdawali się po prostu ludzcy, uginający się pod ciężarem otaczającego ich świata. Ken Lin też taka niegdyś była.

– Co to za klątwy? – spytał ostrożnie Jah.

Ken Lin sięgnęła po małą książeczkę z czerwoną okładką, trzymaną w teczce.

– Zobaczmy. – Zaczęła wertować jej pożółkłe strony. – Mogę sprawić, że będzie pan widział świat do góry nogami. Gazy będą częstsze i bardziej uciążliwe, a zapach wanilii zawsze spowoduje obfite wymioty. – Dotarła do końca książeczki i zamknęła ją. – Tak, to chyba wystarczy.

Małżonkowie spojrzeli na siebie z niepewnością w oczach. To i tak była hojność ze strony Ken Lin. Na ich miejscu, nawet by się nie zastanawiała.

– Muszę chwilę pomyśleć – powiedział Jah i zmarszczył brwi.

– Możemy zorganizować zbiórkę pieniędzy – rzuciła po chwili Marlin, głosem pełnym nadziei. – Tu dobrzy ludzie są, na pewno coś dadzą. – Po czym ostrzej dodała: – Są nam to winni, do cholery!

– Czy umowa stoi? – spytała Ken Lin słodkim głosem i wyciągnęła rękę. – Będzie miał pan dodatkowy miesiąc na uzbieranie reszty sumy. W przeciwnym razie zajmiemy pański dom.

Jah spojrzał na nią wciąż mętnym wzrokiem, jednak w końcu uległ i zgodził się.

– Pysznie. – Uśmiechnęła się Ken Lin i zaczęła sporządzać umowę oraz jej kopię. Gdy tylko skończyła, przeczytała wszystko na głos, by upewnić się, że tym razem młodzieniec wszystko zrozumie i nie podpisze czegoś bez wiedzy o konsekwencjach.

– Tutaj proszę o pana podpis, imię i nazwisko oraz datę – powiedziała, podsuwając mu kartkę oraz pióro. – Dziś mamy trzynasty dzień trzeciego miesiąca.

Jah przyjął niechętnie pióro i nabazgrał coś, co przypominało jego podpis. Żona w ciszy wszystko obserwowała i masowała swój brzuch. Chłopak oddał kobiecie jedną kartkę, a drugą zachował dla siebie.

– Wspaniale – powiedziała Ken Lin i jeszcze raz ścisnęła jego dłoń.

– Kiedy klątwy zaczną działać? – spytał.

– Zwykle kilka minut po podpisaniu umowy. Znikną od razu po spłaceniu długu. Nie ma się czym martwić.

Jah uśmiechnął się niezręcznie i spojrzał na żonę.

Ken Lin w ciszy spakowała swoje rzeczy, zasunęła krzesło i podeszła do kominka. Następnie zdjęła długi, czarny miecz z pozłacaną rękojeścią. Był cięższy, niż się spodziewała. Magiczne przedmioty zwykły mieć zawyżoną wagę, czego nikt nie umiał wyjaśnić, nawet najlepsi rzeczoznawcy.

Chłopak jęknął i uderzył pięścią w stół. Nie dziwiła mu się, ale z drugiej strony, to nie była jej wina. Nie ona narobiła długów u magów.

– W takim razie, na mnie już czas. – Odwróciła się na pięcie i skierowała w stronę drzwi, nakładając przy tym kapelusz. – Życzę miłego dnia, oraz smacznego obiadu, jak mniemam. Niedługo znów się spotkamy.

Usłyszała za sobą coś na wzór pożegnania zmieszanego z żalem oraz kilka wyzwisk, rzuconych przez młodą dziewczynę.

Nie przejęła się tym, zresztą jak zwykle.

Nim doszła do drzwi, młodzi wszczęli gwałtowną kłótnię.

– Przeklęci dranie w głupich szatach! Ja żem wiedział, by im nie ufać, ale nikt mnie nie słuchał!

– A żeś musiał tak napieprzać magią na lewo i prawo? Aż tak źle ci szło? Miałeś przecież całą kompanię ze sobą!

– Nie wiń mnie za to teraz. To ja wyruszałem na tę niebezpieczną misję, gdy ty grzałaś dupsko u ojca w domu. Miałem zostać pieprzonym bohaterem, do cholery!

– Tak będziem rozmawiać? Ja w ciąży jestem, jakbyś zapomniał!

– Nie zasłaniaj się teraz dzieckiem!

Ktoś rzucił talerzem, ktoś zwymiotował.

No tak, waniliowy budyń, pomyślała. Klątwa już działa.

Ken Lin zostawiła kłócących się małżonków za sobą i opuściła ich przytulne gniazdko. Szybko poszło. Sikory wciąż ćwierkały, a na niebie pojawiły się samotne obłoki, chcąc przykryć sobą słońce. Pies dalej leżał pod krzesłem, ignorując otaczający go świat.

Kobieta poczuła swego rodzaju ulgę, jednak zmieszaną z rzadko spotykanym u niej żalem. Wydało się jej to takie zwyczajne, ludzkie. Dawno tego nie czuła, prawie zapomniała, jak to jest.

Niestety, było już za późno. Zapaliła kolejnego papierosa i zaciągnęła się.

To ciasto naprawdę ładnie pachniało. Żałowała, że nie poprosiła nawet o małą porcję.

 

Koniec

Komentarze

Danielu, ponad 21000 znaków to już nie szort, Bądź uprzejmy zmienić oznaczenie na OPOWIADANIE.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję, już poprawione ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Danielu, to jest świetne opowiadanie!

Wykonanie staranne, pomysły błyskotliwe, humor na plus (klątwy!). Opisy każdej z postaci są wystarczające, żeby te “ożyły”, ale nie przytłaczają zbędnymi informacjami. Jak dla mnie nic tu nie zgrzyta, wszystko jest równe od początku do końca. Czytałem z rosnącym zainteresowaniem i nie zawiodłem się. 

 

Kilka drobiazgów można by poprawić:

co i tak nie oszczędziło jej nieprzyjemnego wzroku

 

– nieprzyjemnego spojrzenia

 

podręczniki od demonologii

 

– “do” demonologii raczej. Ale jeszcze lepiej byłoby po prostu "podręczniki demonologii"

 

rosnący bluszcz przypominający zieloną tarczę

 

“pnący bluszcz” brzmi sensowniej i od razu widzi się oczami wyobraźni, w którą strone rośnie ;)

 

proszące wręcz, by je skosztować.

 

– by ich skosztować

 

a oczach równie pięknych, co jego żony.

 

To brzmi, jakby miał kilka żon i oczy piękne tak jak one ;)

 

Jah wraz z żoną zajęli miejsce naprzeciw niej, z bladą skórą i grozą w oczach.

 

To zdanie też wymaga poprawy

 

O łaski się modlił, my żem pobożni ludzie.

 

Ja żem, a "my są" pobożni (a może nawet “pobożne”!) ludzie. 

 

To oczywiście drobiazgi, gratuluję świetnego opowiadania!

K.

www.popetersburgu.pl

Krzysztofie, bardzo dziękuję za tak pozytywny komentarz, to wiele dla mnie znaczy! Błędy poprawiłem, a nad tym jednym zdaniem jeszcze pomyślę. Jest to chyba moje pierwsze opowiadanie napisane z przyjemności, aniżeli chęci udowodnienia czegoś.

Jeszcze raz dziękuję za ślad i życzę powodzenia!

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Co wię­cej, ów cnotę bar­dzo ce­nio­no w wy­ko­ny­wa­nym przez nią za­wo­dzie i czę­sto na­gra­dza­no.

ową cnotę

To jest ona, cnota, nie on, cnot.

Roz­glą­da­ła się teraz za, jak to ujął jej pra­co­daw­ca, ‘ład­nym domem na rogu, z za­dba­nym ogród­kiem i nie­bie­ski­mi drzwia­mi’. Był oszczęd­nym czło­wie­kiem, ale Ken Lin wię­cej nie po­trze­bo­wa­ła.

Czemu nie nor­mal­ny cu­dzy­słów?

I uwa­żaj na pod­miot.

Do­tknę­ła dło­nią swój duży, cię­żar­ny brzuch i od­ru­cho­wo spoj­rza­ła w głąb domu.

Na­pi­sa­ła­bym, że do­tknę­ła brzu­cha. I wy­da­je mi się oczy­wi­ste, że nie cu­dze­go ;)

Ko­bie­ta od razu od­rzu­ci­ła swe nie­po­żą­da­ne myśli na bok, nie tylko ze wzglę­du na sporą róż­ni­cę wieku, ale i rów­nież nie­przy­jem­ną re­la­cję, bez­wa­run­ko­wo ich teraz łą­czą­cą.

Albo i, albo rów­nież.

–Jah Kerid? – Ko­bie­ta zdo­by­ła się na de­li­kat­ny uśmiech, i wy­cią­gnę­ła rękę na po­wi­ta­nie, którą ten od razu ści­snął.

Zmie­ni­ła­bym szyk: wy­cią­gnę­ła na po­wi­ta­nie rękę, którą…

Poza tym, czy ów deklaracje były słowne?

owe deklaracje

– Czy nie da się tego odwieźć w czasie?

Podejrzewam że nie miałeś na myśli odwożenia ;)

– Nasza Pani zdaje się unikać urzędu skarbowego[+,] siedząc[-,] w co rusz to innym jeziorze.

Kobieta uznała, że nie potrzebnie się tak starał.

niepotrzebnie

– Zawsze jest jakieś ‘ale’

Użyłabym cudzysłowu.

Wyglądali teraz jak zwyczajna para, którą zwykła spotykać na swojej drodze.

Taka konstrukcja sugeruje, że Ken Lin regularnie spotyka jakąś konkretną parę.

– Bedzie miał pan dodatkowy miesiąc na uzbieranie reszty sumy.

Będzie

Nie długo znów się spotkamy.

Niedługo

To ja wyruszałem na te niebezpieczną misję, gdy ty grzałaś dupsko u ojca w domu.

tę niebezpieczną misję

Dawno tego nie czuła, prawie zapomniała[+,] jak to jest.

 

Nie podoba mi się sposób, w jaki wypowiadają się wybraniec i jego żona. Zatrzymywał mnie, a wszystko, co mnie zatrzymuje, jest złe.

Nie bardzo też wiem, co właściwie chciałeś opowiedzieć. Przychodzi komornik do dłużnika, odbiera część należności i idzie sobie. No i co? Trochę za mało.

Ale poza tym czytało mi się całkiem przyjemnie :)

Przynoszę radość :)

Anet, dzięki, już poprawione ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Edytowałam, bo za wcześnie mi się kliknęło “gotowe”.

Przynoszę radość :)

Co do wypowiedzi bohaterów, chciałem, by pasowali do czasów, świata i miejsca – być może, nie wyszło, ale zastanowię się na tym. Zmodyfikowałem je trochę po fakcie.

Co do opowiadania, chciałem pokazać coś po prostu innego, jak ’’i żyli długo i szczęśliwie’’ zmienia się, gdy przychodzi komornik (coś współczesnego), że nie wszystko jest takie kolorowe i baśniowe, i że życie potrafi Cię przygnieść, nie ważne kim jesteś i co robisz. Chciałem napisać coś humorystycznego, wykpić pewien rodzaj motywów, historii, ale pewnie nie wyszło, w sumie jak zwykle, trudno.

W każdym razie bardzo dziękuję za przeczytanie, czas i komentarz ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Mi się bodobają bohaterowie. I sposób, w jaki się wypowiadają jest moim zdaniem jak najbardziej na miejscu. Właśnie dlatego, że ten, kto niby jest wielkim bohaterem i dokonywał czynów, które, jak się okazało, były kluczowymi dla historii królestwa, okazuje się wcale nie być jakimś nadczłowiekiem. To zwykły, nawet nie bardzo rozgarnięty koleżka. 

Żona też jest sensowna, prosta wieśniaczka, dość narowista, która pewnie trzyma w ryzach całe gospodarstwo :)

 

www.popetersburgu.pl

Ej, to, że ja marudzę, nie znaczy, że jest źle ;)

Przynoszę radość :)

No właśnie chciałem też pokazać, że prawdziwi bohaterowie to nie są Gary/Mary Sue, tylko właśnie racy zwykle ludzie pasujący do czasów. Jeśli jest to złe gramatycznie, to postaram się poprawić, jeśli nie, to chyba w tym przypadku postawię na swoim.

Jah jest wiejskim synem, sierotą, przeznaczoną to wielkich celów od urodzenia (Luke Skywalker, Harry potter, Rand al’Thor etc.) Niezbyt bystrym, ale o dobrym sercu i czystych motywach.

Żona miała być taką porywistą, choć prostą, wychowaną na oddalonej od Stolicy wsi kobietą, która rządzi w rodzinie i chlubi się sławą męża.

Ken Lin natomiast miała być znudzoną rutyną kobietą, szukającą czegoś nowego, jednak wpadającą w najbardziej stereotypowy przykład w literaturze fantasy, jaki chyba jest.

Świat miał być trochę prześmiewczy, w pewnym sensie zmieszany z naszym – całe opowiadanie miało mieć gorzki posmak realności, z jaką bohater musiałby się zmierzyć, gdyby tu żył (komornicy i sądy nie mają litości).

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Anet, może tak się nie powinno pytać, ale co byś dodała do historii, by miała więcej sensu i celu? Pytam, bo czasem sam tego nie widzę, może nie mam do tego nosa czy wprawy.

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Nie mam pojęcia :(

Przynoszę radość :)

Nie zmienia to faktu, że jestem Ci bardzo wdzięczny za czas i przeczytanie, Anet ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Wiesz, ja się nie znam za bardzo na pisaniu po prostu :(

Przynoszę radość :)

Masz dwa szorty w bibliotece, więc się znasz, na pewno bardziej niż ja. Mi jeszcze ewidentnie tam daleko ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Czasem się każdemu przyfarci ;)

Przynoszę radość :)

Napadła mnie wena…

Wena wiedziała, kiedy Cię napaść, Danielu. ;)

 

Cena magii, jak się okazuje, może nie tylko przytłoczyć, ale i doprowadzić ludzi do ruiny. Podoba mi się pomysł na panią komornik, egzekwującą należności na rzecz związku czarowników i czarownic, a także sposób w jaki pokazałeś, że przed nowym prawem nie ustrzeże się nikt, nawet Wybraniec, któremu królestwo zawdzięcza tak wiele, a może nawet wszystko.

Historia została nieźle opowiedziana, bawi zawarty w niej humor. Natomiast usiłowanie stylizowania wypowiedzi małżonków raczej nie zachwyciło – wszak z treści i opisów wynika, jakimi ludźmi są Marlin i Jah. Jednakowoż Cena magii na tyle przypadła mi do gustu, że widziałabym opowiadanie w Bibliotece. Niestety, powstrzymuje mnie przed tym wykonanie, pozostawiające sporo do życzenia. Mam nadzieję, że dokonasz poprawek, a wtedy będą mogła udać się do klikarni. ;)

 

a bor­do­wy ka­pe­lusz z ron­dlem i pawim pió­rem… ―> Rondel na kapeluszu musiał doskonale komponować się z pawim piórem. ;)

Pewnie miało być: …a bor­do­wy ka­pe­lusz z ron­dem i pawim pió­rem

 

Do­tknę­ła dło­nią duży, cię­żar­ny brzuch… ―> Raczej: Do­tknę­ła dło­nią dużego, cię­żar­nego brzucha

 

i wrę­czy­ła go dziew­czy­nie, która pew­nie i tak nie umia­ła go prze­czy­tać. ―> Czy oba zaimki są konieczne?

 

mi­to­lo­gicz­ny Heros ze sta­ro­żyt­nych opo­wie­ści. ―> …mi­to­lo­gicz­ny heros ze sta­ro­żyt­nych opo­wie­ści.

 

Ko­bie­ta od razu od­rzu­ci­ła swe nie­po­żą­da­ne myśli na bok… ―> A może: Ko­bie­ta od razu od­rzu­ci­ła pożądliwe myśli na bok…

 

–Jah Kerid? ―> Brak spacji po półpauzie.

 

wy­cią­gnę­ła na po­wi­ta­nie rękę, którą ten od razu ści­snął. ―> Raczej: …od razu uści­snął.

 

skie­ro­wa­ła się w stro­nę sa­lo­nu… ―> Jakoś nie umiem zobaczyć salonu w wiejskim domu.

 

Li­czy­ła spo­tkać na swo­jej dro­dze… ―> Li­czy­ła, że spo­tka na swo­jej dro­dze… Lub: Spodziewała się spo­tkać na swo­jej dro­dze…

 

do­pie­ro na niego cze­ka­ła. Ken Lin sama nie do­cze­ka­ła się… ―> Nie brzmi to najlepiej.

 

i usia­dła przy drew­nia­nym, za­sta­wio­nym do obia­du stole… ―> Zbędne dookreślenie – czy stół mógł być inny, nie drewniany?

 

wyj­mu­jąc pa­pie­ry z tecz­ki, pióro oraz ka­ła­marz. ―> Raczej: …wyj­mu­jąc z teczki pa­pie­ry, pióro oraz ka­ła­marz.

 

wszedł jej w słowo Jah, lecz ta go zi­gno­ro­wa­ła. ―> …wszedł jej w słowo Jah, lecz go zi­gno­ro­wa­ła.

 

– … Nie­mniej jed­nak pewne sy­tu­acje… ―> Zbędna spacja po wielokropku.

 

a jego twarz przy­ję­ła jesz­cze więk­szy obraz zdez­o­rien­to­wa­nia… ―> A może: …a jego twarz świadczyła o coraz większej dezorientacji

 

– Użył pan krysz­ta­łu do te­le­por­ta­cji, który był wła­sno­ścią Związ­ku. ―> Raczej: – Użył pan do teleportacji krysz­ta­łu, który był wła­sno­ścią Związ­ku.

 

Ko­bie­ta roz­ło­ży­ła ręce, jakby w bez­rad­no­ści. ―> Chyba miało być: Ko­bie­ta roz­ło­ży­ła ręce, jakby w wyrazie bez­rad­no­ści.

 

– Kim ty w ogóle, do cho­le­ry, je­steś, co? – wy­bu­chła… ―> – Kim ty w ogóle, do cho­le­ry, je­steś, co? – wy­bu­chnęła

Bomba wybuchła, ale kobieta wybuchnęła.

 

Jah za­czął uspo­ka­jać swoją żonę… ―> Zbędny zaimek.

 

co za pewne pań­stwo sami czu­je­cie. ―> …co zapewne pań­stwo sami czu­je­cie.

 

Każdy urok był płat­ny i to nie mało. ―> Każdy urok był płat­ny i to niemało.

 

– Bę­dzie cięż­ko to udo­wod­nić… ―> – Bę­dzie trudno to udo­wod­nić

 

od­par­ła bez­na­mięt­nie, pa­trząc obu w oczy. ―> Patrzyła w oczy Marlin i Jaha, więc: …od­par­ła bez­na­mięt­nie, pa­trząc obojgu w oczy.

Obu – gdyby patrzyła w oczy mężczyzn.

 

a jego żona nie­mal wy­bu­chła pła­czem. ―> …a jego żona nie­mal wy­bu­chnęła pła­czem.

 

Czy nie da się tego od­wieźć w cza­sie? ―> Chyba miało być: Czy nie da się tego odwlec/ odsunąć w cza­sie?

 

Czy wszyst­kie jego wy­czy­ny wy­da­rzy­ły się na praw­dę? ―> Czy wszyst­kie jego wy­czy­ny wy­da­rzy­ły się napraw­dę?

 

Wy­glą­da­li teraz jak zwy­czaj­na para, jed­nak z wielu… ―> Literówka.

 

– Zo­bacz­my – za­czę­ła wer­to­wać jej po­żół­kłe stro­ny. ―> – Zo­bacz­my.Za­czę­ła wer­to­wać jej po­żół­kłe stro­ny.

 

Po czym ostrzej do­da­ła – Są nam to winni, do cho­le­ry! ―> Po czym ostrzej do­da­ła: – Są nam to winni, do cho­le­ry!

 

na nie­bie po­ja­wi­ły się sa­mot­ne ob­ło­ki chmur… ―> Masło maślane – obłoki to chmury.

Wystarczy: …na nie­bie po­ja­wi­ły się sa­mot­ne ob­ło­ki

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję Reg za dobre słowo i wszystkie uwagi – błędy już poprawiłem, wielu dla mnie wcześniej niewidocznych, co przyznam trochę ze wstydem.

Wypowiedzi bohaterów przemyślę, może uda mi się znaleźć jakiś kompromis.

Jeszcze raz bardzo dziękuję! ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Bardzo proszę, Danielu. Cieszę się, że uznałeś uwagi za przydatne. ;)

Życzę powodzenia w dalszej pracy twórczej, ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć!

Świetny pomysł na opowiadanie. Trochę smutny i dołujący, ale oryginalności nie można mu odmówić. I przy okazji całkiem śmieszny, ukazujący pewne prawidła rządzące nie tylko naszym widać światem. W niełatwych czasach system upomina się o należności, na bacząc na zasługi.

Jak na “bohatera” to bohater jest strasznie naiwny, ale cóż, w obliczu komornika ludzie potrafią się różnie zachowywać. A magiczny komornik to już pewnie ho ho… Scena z kłótnią małżonków celna, i z tego co słyszałem częsta, bo pieniądze – zwłaszcza długi – to trudny temat, który potrafi obrócić w niwecz prawie każdą sielankę.

Z pomysłem, z humorem, i mocno życiowe.

Pozdrawiam i polecam do biblioteki.

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Dziękuję Krar za przeczytanie oraz tak pozytywną ocenę, jest mi niezmiernie miło i z wielką ochotą usiądę do kolejnej pracy. Ciesze się, że opowiada można uznać za życiowe (ale też zabawne) i oryginalne, właśnie to chciałem pokazać, zmienić bardzo już utarty schemat w coś nowego, innego.

Niestety magia kosztuje, jak widać niemało. Trzeba uważać co się podpisuje, co się robi i czy faktycznie warto.

Wielkie dzięki za polecenie biblioteki, to dużo dla mnie znaczy.

Pozdrawiam i jeszcze raz super, że wpadłeś ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

No hej, Danielu, przeczytałam opowiadanie :)

Z plusów: pomysł, postać Wybrańca, główna bohaterka, tu i ówdzie powplatane fajne wstawki humorystyczne (jak wyliczanka czarów, z których korzystał nieszczęsny dłużnik). Ponadto coś jest w tym, jak piszesz za bohaterkę, bo aż widziałam ją oczami wyobraźni. Brakowało jej tylko ciemnych okularów do pełni wizerunku ;)

Z rzeczy do przemyślenia: zatrzymałam się na fragmencie, w którym bohaterka szuka dłużnika, kierując się opisem jego domu. Dlaczego tak? Przecież zna nazwisko osoby, do której przyjechała. Logiczniej byłoby, gdyby po prostu zapytała kogoś w wiosce, jak tam trafić. Skąd jej szef wie, jak wygląda dom herosa? Jej firma ma wszędzie szpicli, nawet w takiej mieścince, czy jak? Ponadto imię i nazwisko bohaterki brzmią japońsko, wybijało mnie to z immersji w quasi-średniowiecznym świecie fantasy.

Ogólnie całkiem fajny pomysł, napisane może bez fajerwerków, ale w porządku. Gdzieś mi mignęło w komentarzach, że chciałeś pokazać herosa jako zwykłego człowieka – i to jest okej, choć mam wrażenie, że zabrakło w tekście subtelności. W przemyśleniach bohaterki mamy jak kawa na ławę wyłożone, co powinniśmy myśleć na temat dłużnika i jego żony. I, zasadniczo, na wykorzystanie tego pomysłu starczyłoby mniej znaków, bo też w pewnym momencie odczułam, że akcja się nieco przedłuża – niepotrzebnie. Nie zawsze więcej znaczy lepiej. ;)

które nie ominęły ludzi magii, muszących zarejestrować swoje działalności.

Niezgrabne, proponowałabym: “…które nie ominęły ludzi magii, zmuszonych do rejestrowania swojej działalności”.

Witaj Silva!

Dziękuję za przeczytanie i ocenę. Cieszę się, że postać Ken Lin mogła przypaść do gustu ;) Co do jej postaci, chciałem by nie pasowała do tego świata, symbolizowała jakieś oderwanie, wprowadzenie współczesnego ducha do opowiadania.

Czy mogła pytać ludzi o dom herosa? Pewnie mogła, ale jaka byłaby odpowiedź mieszkańców gardzących komornikami? Pomyślałem coś o wiejskiej solidarności, na pewno nie obyłoby się bez kłótni i wyzwisk. Powiedzmy, że sądownictwo ma magiczny rejestr mieszkańców i lokacji ich domostw. Subtelność – tego też się uczę, na razie sukcesem jest staranie się, by coś pokazać, a nie powiedzieć. No i pomijam infodumpy.

Co do fajerwerków – też widzę, że brakuje mi jeszcze pisarskiego uroku, wyszukanego stylu i fachowych, klimatycznych opisów. Mam nadzieję, że to jeszcze dopiero przede mną, a fajerwerki stoją kupione, czekając na zakup czegoś, co je odpali ;)

Jeszcze raz wielkie dzięki za przybycie i komentarz!

Pozdrawiam

 

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Jestem pod wrażeniem, Danielu. :) To zupełnie inne pisanie, jakie pamiętam. Zrobiłeś duży progres. Aż jestem zdziwiony. :)

Fajna bohaterka, całkiem ciekawy świat, wszystko podane z humorem, czego wcale nie ma tak dużo w literaturze. Nie przesadzasz z natłokiem informacji, budujesz pełnych bohaterów, bo każdy jakiś jest, a kwestia samego pomysłu – to kwestia gustu. Sam ostatnio nie sięgam po fantasty, mam przesyt, ale doceniam płynnie poprowadzoną historię z dobrą, główną bohaterką. To kobieta z krwi i kości, i przede wszystkim, charakterystyczna. Dobra robota.

Ale na drugim portalu już tylko przekopiuję komentarz. :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Bardzo dziękuję, Darcon, cieszę się, że widać jakiś progres. Czytanie lepszych od siebie, oglądanie poradników na YouTube oraz pisanie, pisanie i jeszcze raz pisanie na coś się zdały ;)

Pomysł to oczywiście kwestia gustu, nawet humor nie każdemu może podpaść. Jak dla mnie jest nawet dobrze, na początek coś prostszego, potem można myśleć o głębszych opowiadaniach. Również ostatnio skupiam się na czymś innym niż fantasy, bardziej myślę o zatopieniu się w świat science-fiction – zobaczymy co czas i wena przyniosą.

Dziękuję za czas, bibliotekę oraz tak miłe słowa ;)

Pozdrawiam

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Hej :)

No, jak Darcon Cię chwali, to wiedz, że coś się dzieje :)

 

Co tu dużo komentować? Repo Man w wersji kobiecej, magicznej, zabawnej i zaskakującej.

Myślałem na samym początku, że pójdziesz w coś sztampowego z tą ceną. Że, no wiesz, with great power comes great responsibility i tego typu rzeczy. A Ty wyskoczyłeś z satyrą, celnie punktującą bezduszność i pazerność instytucji usługowych, które małym druczkiem na przedostatniej stronie wpędzają klienta w najgorszy możliwy syf finansowy. Świetne, nieoczywiste, zabawne.

Bohaterka jest bardzo fajna, o czym już wspominano wcześniej. Oczyma wyobraźni widziałem zmęczoną windykatorkę, wykonującą swoje obowiązki bez entuzjazmu i odczuwającą ulgę zamiast satysfakcji z wykonania kolejnego niewdzięcznego zadania. Pozostałe postacie trochę słabsze ibliższe sztampy, a jednak na tyle wyraźne, że zrobiło mi się ich autentycznie żal, w taki sam sposób, w jaki żal mi jest ludzi wykiwanych przez banki/ZUS/inne złodziejskie instytucje.

Motyw klątw, jako zabezpieczenia, również mi się spodobał.

Całość jest napisana w miarę poprawnie, chociaż masz momenty do których bym się przyczepił, jak tutaj:

po czym rzuciła resztkę papierosa na ziemię.

Niedopałek brzmi lepiej.

 

Albo literówka, jak tutaj:

Na dodatek ogródek mógł poszczyć się prawdziwym urokiem, kwiaty promieniowały witalnością i pięknem, a owocowe drzewa rodziły obfite plony, proszące wręcz, by ich skosztować.

Albo to:

Nie zwrócił na nią nawet uwagi, jakby ta nie była jej godna.

Przekreślone usunąłbym.

 

Masz jeszcze kilka takich miejsc, ale bardziej niż na łapaniu błędów i uchybień, skupiałem się na fabule, więc nie znalazłem ich wiele. Czepiał się więc dalej nie będę, tym bardziej, że to nie są jakieś rażące błędy, a bardziej przeoczone przez Ciebie pierdółki techniczne.

 

Reasumując, podobała mi się bohaterka i pomysł. Warsztat nie najgorszy, do doszlifowania. I na tym zakończę to wymądrzanie się, bo nie jestem osobą, która ma jakiekolwiek kwalifikacje do wygłaszania autorytatywnych uwag pod czyimkolwiek adresem :)

 

Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia w dalszym pisaniu :)

Q

 

 

Known some call is air am

Bardzo dziękuję za komentarz, błędy poprawię, gdy tylko siądę do komputera.

 

Właśnie słyszałem o Repo Man, który jest na Netflix, jednak dopiero później skojarzyłem podobny motyw. Cieszę się również, że coś z tego wyszło i da się przeczytać bez zażenowania lub nudy – jak to było w poprzednich moich pracach, na początku pisarskiej przygody. 

 

Ken Lin też prezentuje się nienajgorzej, więc mój kolejny mały sukces. Na warsztat na pewno przyjdzie jeszcze czas i będę kiedyś w stanie odpalić te fajerwerki dla Silvy. Wystarczy tylko więcej pracy, a takie oceny bez wątpienia zachęcają.

 

Jeszcze raz wielki dzięki za czas i przeczytanie! ;)

 

Pozdrawiam i również życzę powodzenia

 

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Oj, wychodzę na tę złą. ;) Nie no, Danielu, naprawdę jest całkiem w porządku. Ale ja maruda jestem ;) kliczków już trochę nazbierałeś, a sądzę, że brakujące też niedługo wpadną.

Ojej, to nie miało zabrzmieć źle, sam widzę braki w warsztacie i barwności. Nie winię bardziej krytycznego spojrzenia. To miało być jedynie przyjacielskim puszczeniem oka w Twoją stronę ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Cześć Danielu:-)

Dzieci w coś się bawiły, krzyczały, biegały, pewnie miały wolne od pracy.

w co się bawiły? Ja bym proponowała tutaj opisać tę czynność, bo coś niewiele mówi

 

Nie zwrócił na nią nawet uwagi, jakby nie była jej godna.

nawet wydaje mi się zbędne

 

Bardzo dobre opowiadanie, Danielu! Aż szkoda, że tak szybko się skończyło! Humor świetny, chociaż opowiadanie ma wydźwięk raczej słodko-gorzki moim zdaniem. Magiczny komornik bardzo wyrazisty, bez skrupułów robi robotę. Bardzo podoba mi się stwierdzenie, że magia wymaga funduszy. Nie ważne, że mężczyzna uratował świat, musi płacić jak każdy:-)

Wybacz, Danielu, ale nie mam się do czego przyczepić. No może do tej pierwszej klątwy, dlaczego ma widzieć świat do góry nogami? Gazy i wanilię rozumiem:-)

polecam do biblioteki i pozdrawiam

Dziękuję za przeczytanie i komentarz – cieszę się, że przypadło Ci do gustu ;)

Faktycznie, coś jest mało obrazowe, postaram się wymyślić im jakąś ciekawą zabawę.

Klątwy miały być uciążliwe, a widzenie świata do góry nogami właśnie takie mi się wydaje – działa to jako mało przyjemna alternatywa, ale na tyle, by zmusić dłużnika do oddania długu. Czy im się to uda? To już zależy od pracy i potencjalnej zbiórki pieniędzy ;)

Opowiadanie faktycznie miało mieć słodko-gorzki wydźwięk. Wpadłem na takie określenie – i żyli długo i nieszczęśliwie spłacając długi przeszłości. Dodałem tutaj taki nasz, ludzki motyw, trochę brutalny, ale z drugiej strony bezduszny jak prawa fizyki, w końcu umowy zobowiązują.

Bardzo dziękuję za polecenie, już tylko jeden głos będzie mnie dzielić od mojego bibliotekarskiego debiutu ;)

Pozdrawiam

D.

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

W moim odczuciu widzenie świata do góry nogami sprawia, że wtedy właśnie wydaje się nam normalny:-) :-) pozdrawiam

No hej, Danielu.

Zajrzałam do ciebie, czy aby nie czytałam innego twojego tekstu i faktycznie – od poprzedniego zauważyłam niezły postęp. Ponieważ to było całkiem niedawno, odnoszę wrażenie, że tutaj zdecydowanie bardziej się postarałeś (to skończone opowiadanie, więc może pomógł fakt posiadania pomysłu od początku do końca) lub/i tamten fragment nie był najświeższej jakości ;)

Ale co do Ceny magii. Po pierwsze: taki sam tytuł ma jedna z moich ulubionych książek fantasy autorstwa Mercedes Lackey. Łączę z nią wspaniałe chwile i co prawda twoje opko jest kompletnie inne, tytuł przywołał miłe wspomnienia :) Po drugie: bardzo fajny tekst! Przyjemnie się czyta (mam uwagę do stylu, ale to zaraz), świetnie odmalowałeś główną bohaterkę (ale jej nie lubię), choć trochę gorzej małżeństwo, no i bardzo oryginalny pomysł, a to zawsze w cenie (he he).

Więc tak, sam pomysł super, ale zastanawiam się nad konsekwencjami. Czy takie świństwo nie sprawiałoby, że nikt nie stawałby w obronie królestwa? Nie byłoby bohaterów, bo ludzie baliby się naliczanych nie wiadomo za co opłat i z wściekłości, że poświęcali życie, a później przysłowiowy “kop w tyłek”. Jakby to był pierwszy raz to ok, ale zdarzało się to już mnóstwo razy. Ja takiego królestwa ratować bym nie chciała :P

Dużo bardziej podobałoby mi się, gdyby do domu Wybrańca zawitał ten mag, co mu naliczał opłaty, a nie komorniczka. Lepiej bym to zniosła. Szczególnie że nienawidzę wymówek “ja tylko wykonuję swoją pracę”, choć ewidentnie Ken jest z tym ciężko (a przynajmniej było aż się nie uodporniła). Nie jest to zarzut stricte do ciebie, a raczej do wymyślonego świata, bo ja się zawsze wczuwam ;) Bo sam pomysł niezły.

 

 

Typowe zachowanie, Ken Lin to nie dziwiło, spotkała się z nim już setki razy.

Lepiej: “Typowe zachowanie, z którym Ken Lin spotkała się już setki razy” albo “Typowe zachowanie, które nie dziwiło Ken Lin”, bo nie potrzeba tych dwóch informacji – wynikają same z siebie.

 

–Jah Kerid?

Brak spacji po półpauzie.

 

– Eeee proszę… – odparł Jah, dosyć niezręcznie, a w jego tonie można było wyczuć nierozumienie całej sytuacji.

Tutaj mam ten zarzut do stylu. Jak dla mnie piszesz zbyt obszernie, za wiele chcesz przekazać, za bardzo się “rozgadujesz” w niepotrzebnych momentach. Dałam to zdanie jako przykład, ale tak jest w całym tekście. Często przystawałam. Brakuje ci lekkości, którą być może z czasem nabierzesz. Tutaj na przykład mogłeś napisać po prostu: “Nic nie rozumiał”, chociaż i to byłoby niepotrzebne, bo z kontekstu wynika, że nie rozumiał, co się dzieje. Już to zobrazowałeś ;)

 

 

Tak czy siak, świetne opowiadanie. Czasem tak jest, że czytasz jakiś tekst i choć czegoś mu brakuje, wiesz, że z czasem będzie lepiej.

 

Powodzenia w dalszym pisaniu!

 

Ps. Jeśli nazwałeś tekst Cena magii, czekam teraz na Obietnicę magii i Sługę magii. Ach, jak ja kocham tę trylogię! :D

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Bardzo dziękuję za komentarz, cieszę się, że coś z tego wyszło. Tutaj miałem zamkniętą (w końcu) opowieść, wena dodała mi skrzydeł ;)

Wskazałaś trafnie mój problem ze stylem – zbyt długie opisy, które potrafią zaburzyć płynność. Zgadzam, choć sam jako autor nie zawsze to widzę (ba, nawet mi to nie przeszkadza, gdy czytam książkę i natrafiam na szczegółowy opis architektury jakiegoś tam pałacu). Oczywiście nie zawsze to pasuje, tutaj zapewne niekoniecznie. Czasem jednak wydaje mi się, że dodaję tym jakąś barwność, szczegółowość – choć znawcą nie jestem – dopiero uczę się, jak ten tekst ma być zbudowany i opisany, by sprawić jak największą frajdę czytającemu. Dobrze, że tutaj mogę się o tym przekonać i przeczytać komentarze czytelników.

Co do poprzedniego fragmentu, to tak, dzieli go kilka-kilkanaście miesięcy od Ceny Magii. Rzuciłem się z motyką na słońce budując ogromny świat z fabułą większą, niż ta Gry o Tron (skromnie pisząc) i teraz to wszystko łączę, łatam i zamartwiam się, co z tego wyjdzie (i czy w ogóle wyjdzie). Dobrze by było, gdybym to właśnie takimi tekstami ćwiczył swój styl, pisanie, wyobraźnię. Mam tu jeszcze Dzieło Umysłu oraz Błogosławieni, ale to moja pisarska prahistoria :)

Mag natomiast zginął w opowieści – miałem dla niego taki plan, że wykorzystuje naiwnego młodzieńca, a potem znika, ucieka i urywa całkiem kontakt, jak to czasem w życiu bywa ;)

Trylogii tej niestety nie znam (choć w najbliższym czasie poznam). Nawet Google postanowiło mi pokazać, jaka jest cena przyprawy Maggi, aniżeli jakie są książki o takiej nazwie.

W każdym razie dziękuję za odwiedziny, komentarz i ocenę. Bardzo się cieszę.

Pozdrawiam i również życzę dalszych sukcesów pisarskich! ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Pomysł zaiste doskonały, podobała mi się pani komornik i magia, za którą trzeba płacić w dosłownym znaczeniu :) Nieźle napisane, z humorem, choć miejscami to trochę gorzki humor. Fajne postacie, szczególnie kobiece, ale nawet Jah, taki trochę wycofany safanduła, mi się podobał.

Kliczek ode mnie :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Bardzo dziękuję za komentarz i kliczek! Cieszę się, że opowiadanie przypadło do gustu, a humor był widoczny ;)

Pozdrawiam,

D.

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

EDIT:

 

Cześć. Jak obiecałem, tak edytuję.

Na serio niezłe opowiadanie. Może nie do końca wszystko mnie przekonało, minimalnie czegoś mi brakło, ale to drobnostki. Dobra robota.

Co mi się nie podobało?

Klątwy.

Po pierwsze rozumiem, że mają być wredne i zmuszać do oddania kasy, ale widzenie do góry nogami bardziej utrudni zbieranie złocisz, niż w tym pomoże.

Dwa: nie podobało mi się, że klątwy rzuciły się same, po podpisaniu papierka.

Trzy: minuty. No nie lubię sekund, minut czy metrów w fantasy. Nie i już!

Cztery. Do cholery, nie mogłem się doczekać, aż zobaczę komornik w akcji z tą różdżką!!! Zawiodłeś mnie, admirale <oddech Vadera>. Napisz koniecznie jakiś szort o pani komornik, o tym, jak ktoś jej się stawia. Może być ciekawie ;)

Pięć: stylizacja również mnie nie powaliła, ale to najmniej istotna kwestia.

 

To wszystko to drobnostki.

Jak pisałem, dobra robota!

 

Dziękuję za komentarz ;)

Faktycznie, mogę jakoś wyraźniej zaznaczyć, jak te klątwy zostały rzucone. Postaram się dodać coś specjalnego do tej umowy.

Tak, pierwsza klątwa faktycznie może utrudniać oddanie pieniędzy – ale w końcu nie była obowiązkowa, nie musiał jej brać. Może to być również haczyk, którym bezduszne instytucje niewolą ludzi, trochę przerysowane, ale czasem prawdziwe. Takie – no, chcesz zdobyć te pieniadze i każesz komuś czekać jeszcze dłużej? Spoko, zobaczymy czy poradzisz sobie z czymś takim. Ma to trochę odstraszac przed takimi wykrętami – przynajmniej w moim odczuciu.

Co do stylu – mógłbyś jakoś wyjaśnić czego brakuje? Sam też to czuje, choć jeszcze nie widzę i nie jestem w stanie tego zmienić (na razie).

Ken Lin może się kiedyś pojawić w jakimś opowiadaniu, nie przeczę – wtedy może jej się uda użyć różdżki  ;)

Jeszcze raz dziękuję za czas i przeczytanie ;)

Pozdrawiam 

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Czego brakło? Również mam problem z dokładnym określeniem tego, ale już mówię, co mi świta.

Brakło mi tyci pokazania tej fantastyki w jakiś ciut większy sposób, bo ona jest tak tylko obok, w opisach przeszłości. Że tak powiem – podczas opowiadania nic fantasy się nie dzieje. Może właśnie jakby co nieco więcej o tych klątwach? Albo jakby tak różdżka cokolwiek uczyniła?

Dwa – odnoszę wrażenie, że wszystko tak poszło, łagodnie, jak po masełku. Zbyt łagodnie, bez przeszkód.

Czyli plan / zamiary pani komornik po prostu jej wyszły i nic szczególnego się nie wydarzyło. Tylko wejść i wyjść.

Więc weszła, zrobiła swoje i wyszła.

 

Chyba lepiej tego nie określę.

Racja, pomyślę o tym. Fantasy jest tutaj bardziej tłem, ale pewnie da się z tego wycisnąć coś więcej. Ta różdżka (Chechowa) faktycznie powinna zostać użyta.

Ken Lin również może napotkać jakąś przeszkodę, by nie było zbyt łatwo – pomyślę też o tym w następnym opowiadaniach, by bohaterom nie szło tak z górki, bez emocji. Sam miałem z tyłu głowy, że brak tutaj poczucia zagrożenia, niepewności czy się jej uda, co z tego będzie, i jak to zwycięży.

Mam teraz plan na moje drugie opowiadanie (science-fiction, PRL, lata 80-te), więc takie uwagi są mi bardzo potrzebne, by stworzyć coś jeszcze lepszego i bardziej profesjonalnego.

Dzięki za opinię ;)

Pozdrawiam

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Cieszę się, że uznałeś moje odczucia za przydatne :)

Dla mnie to też ważne – ale ja jestem solidnie początkujący, więc bierz poprawkę ;)

 

Ktoś pisał wcześniej, że skąd komornik wiedziała, gdzie mieszka bohater?

Może rzeczywiście, za pomocą różdżki mogłaby od kogoś miejscowego wydusić taką informację? ;)

Bardzo mi się podobało. Czytałam z dużą przyjemnością, zwłaszcza ze względu na obecne w tekście poczucie humoru. Świetne dialogi, stylizacja językowa wypowiedzi mnie ubawiła, interesujący pomysł. Rzeczywiście niewiele jest akcji samej w sobie, ale akurat w tym tekście mi to zupełnie nie przeszkadzało. Może dlatego, że bohaterowie wydali mi się sympatyczni. Chętnie bym poczytała więcej.

Dziękuję za komentarz Kitty, cieszę się, że opowiadanie przypadło Ci do gustu ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Początek barwny, ale przykułeś mnie mocno tytułem pracy bohaterki. No a potem poszło.

Całkiem udany pastisz na to, co się dzieje po wygraniu fantasy-rewolucji :) Bohaterka barwna, podobnie Jah i jego żona wyraźni. Tempo odpowiednie. Humor niewymuszony, ale nie zawsze trafi – a jak nie trafi, może spowodować czepianie się o szczegóły tekstu. Jednak jako humoreska, nie musi on moim zdaniem tego spełniać.

Technicznie też nie jest źle. Czytałem płynnie, bez większych grud.

Nie powiem, bardzo przyjemny koncert fajerwerków do obejrzenia :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dziękuję bardzo za miłe słowa! Cieszę się, że opowiadanie się spodobało ;) Też uważam, że nie jest źle, choć mam nadzieję, że kiedyś będzie jeszcze lepiej.

Pozdrawiam ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Hej. Opowiadanie bardzo dobre moim zdaniem: zręcznie budujesz napięcie, z początku tajemnicą jest co w ogóle robi bohaterka (choć być może trochę za długo każesz czekać na rozwiązanie tej zagadki). Później tylko lepiej: naprawdę zaangażowałem się emocjonalnie, po stronie rodziny oczywiście. Bohaterowie zręcznie zarysowani.

Drobne zarzuty:

  1. Mocno sugerujesz, że rodzinka zbyt inteligentna nie jest. Herosa wpisujesz trochę w stereotyp tępego osiłka, jego ukochaną w archetyp głupiej, pięknej blondynki. Nie jest to oczywiście błąd, ale ja mam wrażenie, że takie demontowanie bohaterów stało się podobnie wyświechtanym motywem jak ich wychwalanie pod niebiosa. Wiem, że to satyra, ale gwoli poszukiwania trzeciej drogi można by poeksperymentować.
  2. Mocno to opowiadanie przypomina spotkanie z urzędnikiem podatkowym z trzeciego Wieśka. Oj, bardzo mocno…

A tak poza tym, to chciałbym dowiedzieć się czy wszystko się w końcu dobrze skończyło i żyli długo i szczęśliwie.

Swoją drogą, uniknięcie otwartego zakończenia i brak filozofii ci nie wyszły, moim skromnym zdaniem. Ale zarzut to nie jest.

Pgujda, dziękuję za komentarz oraz tak miłe słowa.

Tak, wprowadziłem tutaj dość mocny stereotyp rodziny, jednak mogłem też z tym przesadzić – ale to w końcu moje pierwsze opowiadanie na poważnie, wyciągnę z tego lekcję ;)

Co do wiedźmina, pamiętam, że był tam jakiś urzędnik (chyba nawet z filmiku o ciętych ripostach Geralta), jednak grałem w to dawno temu i nie pamiętam aż tak dobrze. Jeśli jest bardzo podobnie, to na pewno niechcący.

Jeśli chodzi o otwarte zakończenia – ja osobiście stoję przy optymistycznej wersji ;)

Jeszcze raz dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam!

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Fajnie się czyta. Brak większych zastrzeżeń. Jak na szorta bardziej niż ok. Jak opowiadanie, czegoś brak, więc podzielam opinie wyżej. Jeśli małżeństwo takie pipapapy to może z burka zrobić mistrza drugiego planu? Oj, na wsi taki śpioch dawno wylądowałby na półmisku, a smalczyk posłużyłby za lekarstwo ;-) Toć to ma bronić domostwo, a na obcego w perfumach nie reaguje? Fakt, dla listonosza na plus ;-) A tak na poważnie (a może nie), aż się prosi o jakieś czary mary. Przezorna zawsze ubezpieczona. Przed wejściem rzuca czar. Nic niw wyszukanego. Taka jednorazówka zapobiegająca naruszeniu nietykalności cielesne urzędnika państwowego. Równie skuteczne zaklęcie na pociski miotające, co ugryzienie kundla (w tej branży nader często spotykane)…. Ot takie luźne pomysły. Reasumując. Tak trzymać. 

PS Jak mawiał Terry Pratchett mając bezwzględną rację, że tylko głupi pisarz nie słucha tego, co mówią fani, ale że tylko supergłupi pisarz robi to, czego oni chcą.

Witaj Puller, bardzo dziękuję za komentarz! Cieszę się, że czytało się w porządku, dziękuję za miłe słowa ;)

Przed wejściem rzuca czar. Nic niw wyszukanego. Taka jednorazówka zapobiegająca naruszeniu nietykalności cielesne urzędnika państwowego.

Fajny pomysł, szkoda, że sam na niego nie wpadłem. Faktycznie ta różdżka mogła być użyta, jednak przyznam się bez bicia, nie miałem na to pomysłu (w chwili pisania). Następnym razem przy opowiadaniach będę pamiętać o jakiejś ciekawszej akcji.

PS Jak mawiał Terry Pratchett mając bezwzględną rację, że tylko głupi pisarz nie słucha tego, co mówią fani, ale że tylko supergłupi pisarz robi to, czego oni chcą.

Cytat warty zapamiętania, dzięki!

 

Pozdrawiam,

D.

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Sympatyczna opowieść. Odebrałam ją jako satyrę na typowych bohaterów fantasy – koniecznie sierota, o szlachetnym sercu…

Ciekawy wybór zawodu bohaterki.

No i tytuł fajny. Sama kiedyś napisałam opko pod tym samym tytułem, więc musi być super. ;-)

Zapłaciła woźnicy najczystszymi złotówkami,

To mi dziwnie zabrzmiało. Nasza złotówka nie uchodzi za specjalnie mocną walutę, więc to żadne cudo. Ale może to zamierzony żarcik.

Trzy: minuty. No nie lubię sekund, minut czy metrów w fantasy. Nie i już!

Nie, dlaczego? Wydaje mi się, że minuty i sekundy stanowią wynalazek Sumerów (a przynajmniej oni używali systemu bliskiego sześćdziesiątkowemu). Fakt, w starożytności trudno było mierzyć czas tak precyzyjnie, ale może da się odżałować odrobinę magii na wypasiony zegarek?

Babska logika rządzi!

Witaj, Finklo! Cieszę się, że do mnie zawitałaś ;)

Tak, od początku planowałem to opowiadanie, jako satyrę pewnych utartych schematów. Z tymi złotówkami zastanowię się, chodziło mi o to, że pieniądz ten nie jest zmieszany z innymi, mniej wartościowymi metalami dla „powiększenia” skarbca.  

Bardzo dziękuję za komentarz i odwiedziny!

Pozdrawiam ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Domyślam się, że albo żarcik, albo miałeś na myśli czyste złoto. Ale złoto i złotówka to nie to samo. Oj, bardzo nie…

Babska logika rządzi!

Naszą jednostką monetarna nie jest złotówka, jest nią złoty.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Też do końca tego nie przemyślałem, miała to być po prostu osobna waluta tego świata, ale z odniesieniem do naszych realiów. 

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Reg, a tak dokładniej, to nowy złoty, międzynarodowy skrót PLN. Ale “złotówka” nadal funkcjonuje.

Babska logika rządzi!

Złotówka jest potoczną nazwą złotego.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No i jeszcze coś takiego: moneta o nominale 5 złotych to pięciozłotówka. A o nominale 1 zł…

Babska logika rządzi!

to złocisz ;P

Known some call is air am

Nie twierdzę, żeby nie używać określeń złotówka czy pięciozłotówka, a także stówka, bo wszyscy tak mówią. Zauważyłam tylko, że naszym pieniądzem jest złoty.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

W końcu tutaj dotarłem.

Bardzo dobry kawał opowiadania. Jest tu humor, jest klimat, trochę brudu, odniesienia do bezwzględności instytucjonalnych aparatów – cały bukiet ciekawych motywów. I oczywiście rozładowanie patosu, przywrócenie do rzeczywistości mitów o fantastycznych wybrańcach. Pani Jeziora chowa się po akwenach, jeden król zostaje zastąpiony innym o niemal takim samym nazwisku. To wszystko buduje obraz ciekawego, oryginalnego świata, którego ukazywanie śledzi się z przyjemnością. :)

Cześć, Crucis!

Dzięki, że wpadłeś ;) Wszystkie Twoje spostrzeżenia są trafne, cieszę się, że zarówno klimat, jak i całe opowiadanie przypadło Ci do gustu :D

Pozdrawiam!

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Nowa Fantastyka