- Opowiadanie: Outta Sewer - Reguła 34

Reguła 34

Uwaga na żaluzje.

 

Serdeczne podziękowania dla niezawodnej trójki betujących: BasementKey, NearDeath, oidrin.

 

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Reguła 34

Silniki manewrowe mełły rzadką, marsjańską atmosferę, kiedy walcowaty pojazd opuszczał się gładko ku powierzchni planety. Ryk z rozgrzanych do czerwoności dysz przechodził stopniowo w odgłosy przypominające jęki i posapywania, by ostatecznie zamilknąć. Maszyna doszła do pułapu, na którym jednostki napędowe zostały dezaktywowane, zaś z górnej części lądownika wystrzeliły białe smugi, które po chwili rozłożyły się w czasze spadochronów.

Łapy pojazdu uderzyły w pylistą marsjańską ziemię, wzniecając tumany kurzu i przesłaniając obraz z zewnętrznych kamer. Oślepione przez chwilę czujniki spowodowały wahnięcia wskazówek na tarczach liczników oraz ledwie zauważalne mrugnięcie wyświetlaczy. Pilot zerknął na siedzącego obok towarzysza, zadowolony potwierdził działanie wszystkich systemów, po czym skinął głową z aprobatą.

– No to jesteśmy, panie kapitanie. – Uśmiechnął się zza poliwęglanowej przyłbicy. – Mówiłem, że nie ma strachu, to nie mój pierwszy raz.

– Dobra robota, Blow – odparł postawny mężczyzna, nazwany przez pilota kapitanem. – Wysiadka, ludzie.

Wypiął się z pasów, obrócił razem z fotelem i wstał, pokazując siedzącym dotąd za jego plecami pasażerom, że już wszystko w porządku, więc można bezpiecznie rozprostować kości. Szóstka ludzi zaczęła niepewnie gramolić się ze swoich miejsc, jakby w obawie, że za chwilę coś wybuchnie lub ulegnie rozszczelnieniu pod wpływem gwałtowniejszego ruchu. Zmniejszona grawitacja nie robiła na kapitanie żadnego wrażenia, reszcie sprawiała jednak trudności, zależne od masy ciała oraz kilku innych czynników.

– Dalej, dalej – ponaglał kapitan. – Nie ma się czego bać, przecież to ćwiczyliśmy.

– Fajnie ci się gada, Johnny – rzuciła z pretensją jedyna w towarzystwie kobieta. – Ty nie masz cycków wypchanych silikonem. Ja pierdzielę, co za gówniane uczucie… jakby się pod skórą coś przelewało. Na dodatek tak samo mam z tyłkiem!

– Ej, wiecie co? – przerwał kobiecie inny pasażer. Z powodu tuszy jeszcze kilka lat temu podróż na Marsa nie byłaby dla niego możliwa, ale najnowsze technologie sprawiły, że wiek, nadwaga oraz nie najlepszy stan zdrowia przestały być przeszkodą. – Dawno nie podniosłem dupy z fotela z taką łatwością. Chyba tu zostanę.

Uradowany, przypominający pogniecioną kulkę folii aluminiowej mężczyzna w kombinezonie rozmiaru XXL odbił się delikatnie, a następnie gładko śmignął pomiędzy kapitanem i kobietą, prezentując grację zupełnie nienaturalną dla amatorów zestawów powiększonych.

– Ron, nie wydurniaj się, tylko bierz do roboty. Firma wybuliła kupę forsy na ten event, nie możemy niczego zawalić. Została nam doba. Transmisja musi pójść planowo, inaczej będzie kwas. A ty, Blow, rozpocznij procedurę transformacji. – Dowódca rzucił przez ramię do pilota. – Natomiast ja i Aletta rozejrzymy się za najlepszym miejscem na moduł JimmyHAT.

Kapitan pociągnął dziewczynę do śluzy. Po odczekaniu pięciu sekund potrzebnych do wyrównania ciśnień oboje stanęli na rdzawej powierzchni planety. Przed nimi łagodnie pięło się zbocze Olympus Mons, gęsto usiane skalnymi odłamkami i poprzecinane ścianami tytanicznych uskoków. Po odejściu zaledwie paru kroków od pojazdu dwójka ludzi zatrzymała się, pełna podziwu dla majestatu otaczającego ich krajobrazu.

– Jizz! Niesamowite! – zachwyciła się kobieta.

– Będzie piękna sceneria, taaak – rozmarzył się Johnny. – I będziemy pierwsi.

Odsłonił zęby w szerokim, szczerym uśmiechu, a w jego oczach zatańczyły iskierki zachwytu, ożywione wyobrażeniem przedsięwzięcia, którego wspólnie będą częścią. Aletta odwzajemniła uśmiech, lecz wzdrygnęła się na głośne, metalowe szczęknięcia dobiegające od strony lądownika.

– To tylko początek wysuwania podzespołów habitatu – uspokoił dziewczynę Johnny, spoglądając na srebrny kadłub oznaczony ogromnym logo SpaseX. – Za jakieś trzy godziny będziemy mieli więcej przestrzeni, a także pomieszczenia z atmosferą, wtedy odpoczniemy chwilkę. Potem trzeba będzie się zabrać za ustawienie JimmyHATa.

Kapitan obserwował przez chwilę, jak kolejne elementy szkieletu ich schronienia wysuwają się, łączą, gną oraz spajają, zwiększając rozmiary pojazdu o ponad sto procent. Czwórka inżynierów doglądała całego procesu, co jakiś czas tu coś doczepiając, tam dokładając, a gdzie indziej rozciągając. Kręcący się w pobliżu mężczyzn Ron w swoim srebrnym kombinezonie wyglądał jak natrętny księżyc w pełni. Raz po raz podskakiwał radośnie, wykrzykując do interkomu:

– Jestem jak piórko, Johnny! Jak załatwimy temat, ja nie wracam! Poproszę o azyl!

– Rób co chcesz, Ron. Habitat badawczy Musk Echo jest sto dwadzieścia mil stąd. Może uda ci się dokicać – odparł rozbawiony kapitan. – Tylko poinformuj naszych na pISS, że masz również ambicje stać się pierwszym człowiekiem, który zginął na Marsie.

 

***

 

Dwadzieścia trzy godziny później Ron siedział wewnątrz powstałego habitatu, rozparty w głębokim fotelu, bez niewygodnego kombinezonu, w ręce trzymając hermetycznie zamknięty woreczek whisky, z którego pociągał co jakiś czas przez słomkę. Fotel obok zajmował Blow, emerytowany pilot NASA, wynajęty przez firmę organizującą marsjańskie przedsięwzięcie. Na jednym z kilkunastu rozciągniętych przed nimi ekranów odtwarzali najwybitniejsze dzieło Rona. A przynajmniej on sam je za takie uważał.

Syk śluzy próżniowej oraz odgłosy mocowania się z zapięciem hełmu nie skłoniły mężczyzn do zmiany obiektu zainteresowania.

– Ron? – zagadnął dopiero co przybyły inżynier. – Johnny z Alettą są w module JimmyHATa. Mówią, że możemy zaczynać.

Gruby mężczyzna nacisnął ikonkę STOP.

– Dzięki, Gonzo. Plugi podłączone? Sprzęt macie już gotowy?

– Plug Can.AL już jest na swoim miejscu, sprzęt ustawiony, na chodzie. Plug Cor.AL zacznie działać w momencie rozpoczęcia transmisji. Przesył przez satelitę w punkcie libracyjnym Ziemia-Słońce L5 da nam opóźnienie wartości około dwudziestu siedmiu minut. Załoga pISS przed chwilą zgłosiła gotowość odbioru danych, czyli czekają na nas od pół godziny. – Inżynier nie mógł sobie odmówić rzucenia Ronowi w twarz garścią technikaliów.

– Dobra, Gonzo, skoro mamy tak ciężko z czasem, to nie wiem, co tu jeszcze robisz. Mogłeś mi powiedzieć przez interkom, że jesteśmy gotowi – zganił mężczyznę Ron.

– Ale przez interkom bym się nie odlał – odparował inżynier.

Ron nie skomentował jego słów, tylko odwrócił w stronę ekranów, wywołując obraz z rozmieszczonych wokół modułu kamer.

Nazywany JimmyHATem człon był ni mniej, ni więcej, jak kryształowoprzejrzystą, wykonaną z wytrzymałego polimeru bańką o średnicy dziesięciu metrów, częściowo zakopaną w marsjańskiej glebie. Do poziomu gruntu wypełniona była naniesionym z okolicy piachem, by wnętrze nie różniło się od otaczającego ją krajobrazu, a podłączone od spodu rury doprowadzały powietrze, tworząc w jej obrębie zdatną do oddychania atmosferę. Ulokowane w środku oraz na zewnątrz kamery, zarówno te statyczne, jak i te zainstalowane na dronach, skupiały obiektywy na centrum modułu, w którym gotowa do akcji para oczekiwała sygnału rozpoczęcia nagrania.

 

***

 

Mariusz wparował do domu z prędkością niewiele ustępującą światłu. Trzasnął drzwiami, ściągnął buty, zostawiając je niedbale porzucone na wycieraczce i pędem ruszył ku schodom na piętro, po drodze ściągając kurtkę oraz mocując się z plecakiem. Kiedy mijał drzwi prowadzące do kuchni, przystanął na chwilę, zatrzymany słowami matki.

– Ej! A ty co się tak śpieszysz? Ciocia u nas jest, przywitałbyś się chociaż.

– Cześć ciociu, sorka, ale muszę do swojego pokoju, bo zaraz się zacznie transmisja – rzucił przepraszająco, pomachał energicznie siedzącej przy kuchennym stole ciotce, a następnie czmychnął do swojego pokoju, przeskakując po dwa stopnie naraz.

– Co to za transmisja? – zaciekawiła się ciotka.

– A, wiesz, odkąd zaczął się ten cały podbój kosmosu, te kolonie na Marsie, to go nic innego nie interesuje. Pewnie znowu jakiś ten, no, habitat otwierają, czy co oni tam z nimi robią – wyjaśniła matka. – Czasem się Mariuszek zamyka w swojej gawrze i nikomu nie pozwala wejść. Bo kosmos, bo jakieś ważne rzeczy, a on musi mieć spokój. Ma swoje fiu-bździu, jak to nastolatek. Pewnie z wiekiem mu przejdzie.

Mariusz w tym czasie dotarł do pokoju, zamknął drzwi i przysunął do nich krzesło. Marna blokada, ale jedyna dostępna, jako że drzwi nie posiadały zamka ani nawet rygielka, nad czym chłopak szczerze ubolewał. Poruszył myszką, wybudzając nieustannie pracujący komputer, po czym zalogował się na stronie transmisji live z wydarzenia, na które czekał od kilku tygodni. Z plecaka wyciągnął puszkę coli, chipsy, a także napoczętą rolkę papierowego ręcznika. Ustawił swój niezbędnik, jak sam go określał, na biurku, obok klawiatury.

Okienko odtwarzacza skończyło zapętlać informację o ładowaniu się transmisji. Mariusz nacisnął PLAY.

Na ekranie pojawiło się logo firmy, lecz już po chwili zastąpione zostało obrazem częściowo obnażonego, łysego mężczyzny. Stał w rdzaworudym pyle, z opierającym się na biodrach, zsuniętym do połowy kombinezonie. Obraz z kamery przesunął się nieznacznie i spoczął na pomalowanej zieloną, fluorescencyjną farbą nagiej kobiecie, siedzącej kilka metrów dalej na prawdziwym marsjańskim kawałku skały. Długie, zielone włosy miała spięte w kucyk, a z jej czoła wystawało coś, co można by uznać za czułki. Wyprężyła się przed astronautą w niedwuznacznej pozie.

Mężczyzna odbił się lekko, co przy słabszej niż ziemska grawitacji poskutkowało zbliżeniem się do kobiety na wyciągnięcie ramienia:

– Przybywam w pokoju.

Kosmitka odmruknęła coś niezrozumiale, jednocześnie przeciągając językiem po seledynowych wargach. Następnie wygięła się w łuk, eksponując kusząco swoje niewątpliwie kształtne, lecz dyskusyjnie naturalne walory. Astronauta złapał kciukami za brzegi skafandra i pociągnął, zrzucając go do reszty. W zmniejszonej grawitacji kombinezon bardziej spłynął, niż opadł, odsłaniając widok, na który fałszywa kosmitka uśmiechnęła się rzędem równych, zielonych jak reszta ciała, zębów. Zachęcony mężczyzna doskoczył do niej, łapiąc ją w talii.

– A teraz czas, żebym zadokował swój wahadłowiec.

Licznik w prawym górnym rogu okienka odtwarzacza informował, że ten live ogląda jednocześnie ponad pięćdziesiąt milionów widzów. A Mariusz jest jednym z nich. Zapowiadało się, że „Stosunki międzyplanetarne” na długie lata zostaną liderem rankingu największej liczby odtworzeń w jednym czasie.

Kilka minut później Mariusz został zmuszony – a raczej sam się zmusił – do użycia papierowego ręcznika i wytarcia ściekającego mu po palcach białego płynu. Transmisja miała trwać pół godziny, co oznaczało, że zostało mu jeszcze ponad dwadzieścia minut do happy endu. Gdy regenerował siły, popijając colą paprykowe chipsy, pomyślał, że warto było wykupić konto premium na PornHubble’u.

Koniec

Komentarze

Cześć!

Johnny & Aletta invade Mars! Niezłe, mówiąc krótko. Ciekawy pomysł nieźle zrealizowany. Nareszcie wiem, kto i po co poleci na marsa (oraz kto za to zapłaci w imię własnych zysków). Dodałbym taga humor, bo tego tu nie brakuje. Subtelnie budujesz atmosferę ciekawości przeplatając ją z opisem lądowania. Jęki i posapywanie silników, intrygujące… (oraz zwiastujące, jak się okazało). I co tam robi dziewczyna, uskarżająca się na implanty… Pachnie jakąś niezłą szopką, ale tego co się stało nie przewidziałem ;-) I uśmiałem się, że hej!

Jest zaskoczenie, jest śmiech. Mariusz, kobiety dyskutujące o jego pasji oraz PornHubble to już takie wisienki humorystyczne, ale dobrze wpasowują się w klimat zorganizowanego eventu. A całość stanowi dobre preludium do rozprawy, czego pragniemy i dokąd zmierzamy jako ludzie.

Z kwestii technicznych (opis lądowania przykładowo) trochę rzeczy budzi wątpliwości, ale to takie moje zwichrowanie. Za bardzo szukam science w s-f. Mogę coś o tym napisać, jeżeli chcesz, ale raczej nie są to rzeczy mocno wpływające na ogólny odbiór opowiadania.

Z kwestii edycyjnych wyłapałem tylko jedną rzecz (to raczej nie moja mocna strona ;-)):

Jeżeli wszystko dobrze rozumiem, to w tekście używasz zamiennie słów inżynier i technik, a to nie synonimy, zwłaszcza w świecie astronautycznym.

Podsumowując, niezły tekst, z czystym sumieniem zgłaszam do biblioteki.

Pozdrawiam! (i siadam do bety, która mi wczoraj napisałeś)

 

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Hej

 

Mam tylko jedną uwagę. (może bardziej pytanie)

Mariusz nacisnął play.

“Play” nie powinno być w cudzysłowie? Albo chociaż kursywą?

 

Przez bardzo długą część tekstu zastanawiałem się czemu nazwałeś to “JimmyHAT” dopiero końcówka wszystko rozjaśniła.

(Jak wcześniej nie mogłem połączyć faktów z tytułem! *facepalm*)

Świetnie przedstawione.

Uwielbiam (czujcie ten sarkazm) jak w każdym filmie/grze/tekście okazuje się że przedstawicielki innych ras są “kompatybilne” z nami i dziwnym trafem wyjątkowo smukłe, chude i w każdym aspekcie są idealnymi kandydatkami na gwiazdy “PornHubble’u”. (Nie nie mam ci tego za złe Outta Sewer po prostu przyprawia mnie to o uśmiech politowania)

 

A całość stanowi dobre preludium do rozprawy, czego pragniemy i dokąd zmierzamy jako ludzie.

To nie jest preludium to jest już chyba definicja…

 

Pozdrawiam serdecznie

Pisz to co chciałbyś czytać, czytaj to o czym chcesz pisać

Och wielbię, 

dokładnie tego spodziewam się po ludziach, gdy wylądują na Marsie. Ubawiło. No i oczywiście napisane bardzo dobrze!

 

Ukłony

[...] chleb [...] ~ Honoriusz Balzac

Hej,

 

Po tytule już podejrzewałem co się będzie działo. Do tego elegancko nawrzucałeś wskazówek aluzji, wyszło spójnie. A z PornHubble’a nawet śmiechłem :) 

 

Pozdrawiam

Yo :)

 

Na szybko, zanim jestem w domu, bo potem będę odcięty trochu od neta przez tydzień.

Dzięki wielkie za przeczytanie i skomentowanie :)

 

@Krar

Z kwestii technicznych (opis lądowania przykładowo) trochę rzeczy budzi wątpliwości, ale to takie moje zwichrowanie. Za bardzo szukam science w s-f. Mogę coś o tym napisać, jeżeli chcesz, ale raczej nie są to rzeczy mocno wpływające na ogólny odbiór opowiadania.

Ja się na tych technikaliach zupełnie nie znam, ale rozumiem skrzywienie ;) Opis lądowania pełni formę aluzji do sami wiecie czego :)

 

Jeżeli wszystko dobrze rozumiem, to w tekście używasz zamiennie słów inżynier i technik, a to nie synonimy, zwłaszcza w świecie astronautycznym.

Kurde, nie pierwszy raz takiego babola robię, muszę to sobie zapamiętać. Już ogarnąłem i zmieniłem – powinno być teraz git :)

 

@Kuba

 

To PLAY już też wyodrębniłem, bo chyba masz rację.

 

(Jak wcześniej nie mogłem połączyć faktów z tytułem! *facepalm*)

Hah! Nie wszyscy chyba znają tę regułę :) A wcześniej w tagach była erotyka, ale za radą betaczytaczy usunąłem, żeby nie spoilerować za bardzo :)

 

@TT3000

 

dokładnie tego spodziewam się po ludziach, gdy wylądują na Marsie.

Reguła 34 pełną gębą ;)

 

@Helmut

 

Świetnie, że tytuł już Cię naprowadził :) A od PornHubble’a zaczął się cały pomysł.

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Hej,

 

to i ja dodam swoje trzy grosze ;) Sprawnie napisane – i to zarówno jeżeli chodzi o technikalia związane z lądowaniem na Marsie jak i “żaluzje” nawiązujące do szeroko rozumianej erotyki.

Zabawny i lekki tekst, z końcówką, która może zaskoczyć, zwłaszcza osoby, nieobeznane z pornhubble’m :)

Exit light

Hej!

No i tak jak w becie – mnie rozbawiło, tekst ma swoje momenty, ja już je cytowałem ale to o wahadłowcu zapadnie w pamięć na dłużej xD 

Taki akurat pomysł pod szorta. Nie za długo, nie za krótko, a w sam raz. Z początku nie wiedziałem, że pójdzie to w takim kierunku, więc zakończenie można by uznać, że udane :p 

No nic, resztę już wspomniałem wcześniej, więc bez łapaneczki pod komciem, ale tu nie mam na co narzekać. Ode mnie klik będzie. 

Pozdro! 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O

O regule 34 nigdy nie słyszałam, więc zdołałeś mnie zaskoczyć. No dobra, parsknęłam śmiechem, kiedy w końcu zorientowałam się, do czego zmierzasz. Zastanawiam się tylko skąd młody miał kasę, na taki show, bo kręcenie na Marsie byłoby raczej kosztowne i nie wyobrażam sobie, żeby dali to za darmochę ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Wykupił konto premium na PotnHubble'u, więc miał dostęp :)

Known some call is air am

Silniki manewrowe mieliły

Właściwą formą jest jednak ciągle "mełły", jak w "zmełł przekleństwo"; “mieliły” dopuszczalne tylko potocznie:

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/mlec-i-mielic;7041.html

spowodowały wahnięcia wskazówek na tarczach liczników, oraz ledwie zauważalne mrugnięcie

Po co przecinek?

 

trudności, których natura najwyraźniej była zależna od masy, oraz kilku innych czynników.

Znowu: bez przecinka przed "oraz".

 

Na dodatek, tak samo mam z tyłkiem!

Bez przecinka.

 

Uradowany, przypominający pogniecioną kulkę folii aluminiowej mężczyzna w kombinezonie rozmiaru XXL, odbił się delikatnie

Bez drugiego przecinka.

 

gładko śmignął pomiędzy kapitan i kobietą

Kapitan zmienił płeć? A myślałem, że to będzie straight ;)

 

– Ron, nie wydurniaj się, tylko bierz za nadzorowanie prac

"Brać się za coś" jako "zaczynać coś" jest w zasadzie niepoprawne. Prawidłowe połączenie to "brać się do czegoś".

 

rozciągała się jałowa pustynia, na której końcu wyrastał niebosiężny masyw Olympus Mons

Właściwie cała powierzchnia Marsa jest jałową pustynią. Niby wiem, o co chodzi, ale – tak czy inaczej – dziwny ten koniec pustyni.

 

Po odejściu kilkunastu metrów od pojazdu, zatrzymali się

Bez przecinka.

 

– Będzie piękna sceneria, taaak. – Rozmarzył się Johnny.

Albo bez kropki przed półpauzą i od małej po, albo: Johnny się rozmarzył.

 

Kręcący się w pobliżu mężczyzn Ron, w swoim srebrnym kombinezonie wyglądał jak

Bez przecinka po "Ron".

 

– Rób co chcesz Ron, habitat

Przecinek przed “co” i przed "Ron".

 

zacznie działać w momencie wszczęcia transmisji

Nie no, co to za dziwactwo. Napisz normalnie: rozpoczęcia transmisji.

 

Przesył do satelity w punkcie libracyjnym L5 da nam opóźnienie wartości około pięćdziesięciu trzech minut

Nie opisałeś drogi sygnału przed i po L5 (L5 którego układu?), więc nikt dokładnie nie policzy, jak długo transmisja biegnie na Ziemię. Pięćdziesiąt trzy minuty to się jednak wydaje za dużo. 

 

to nie wiem co tu jeszcze robisz

Przecinek przed "co".

 

Kiedy mijał drzwi prowadzące do kuchni przystanął na chwilę

Przecinek przed "przystanął".

 

rolkę papierowego ręcznika, które postawił na biurku

Literówka (które -> którą).

 

*

Mam wrażenie, że niektóre zdania mogłyby być lepsze ze względu na szyk czy dobór słów, ale takie rzeczy zawsze są subiektywne.

Na przykład tutaj:

trudności, których natura najwyraźniej była zależna od masy, oraz kilku innych czynników

była zależna -> zależała, masy -> masy ciała (zaczyna się zbyt natrętnie rymować, więc należałoby zmienić coś więcej)

Może nie idealne, ale lepsze by było imo np.:

“trudności zależne najwyraźniej od masy ciała oraz kilku innych czynników”

(bez "natury", która komplikuje zdanie, a w dodatku zaraz pojawia się w tekście znowu).

 

Albo tutaj:

Z powodu tuszy jeszcze kilka lat temu podróż na Marsa nie byłaby dla niego możliwa, ale najnowocześniejsze technologie sprawiły

Chyba lepiej: “Jeszcze kilka lat temu podróż na Marsa nie byłaby dla niego możliwa z powodu tuszy, ale najnowocześniejsze [najnowocześniejsze → nowe? – gładziej by się czytało] technologie sprawiły”.

 

*

Oh my, też nie wiedziałem, co to reguła 34, mam braki w edukacji internetowej 0_o Sprawdziłem (taa, łatwo w nią uwierzyć) przed lekturą, więc szybko się zorientowałem, dokąd szorciak zmierza. Dowcipny pomysł, uśmiechnąłem się. PornHubble XD

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Thx jeroh za poprawki, wprowadzę jak będę miał dostęp do komputera. Czyli jakoś w okolicach weekendu :)

Known some call is air am

XD Lol, rozbroiło mnie to opowiadanie :D W sumie mogłoby być nieco przycięte, sądzę, że dla takiej puenty wystarczyłaby i krótsza forma. Tytuł, co prawda, wszystko zdradza, ale i tak urzekł mnie ogrom i powaga przygotowań do transmisji… ;)

Troszkę usterek rzuciło mi się po drodze w oczy, widzę, że jeroh sporo wymienił, dorzucę parę:

wzbudzając tumany kurzu

Chyba miało być “wzniecając”? Wzbudzić można, nomen omen, pożądanie ;)

– No to jesteśmy, panie kapitanie. – Uśmiechnął się zza poliwęglanowej przyłbicy. – Mówiłem, że nie ma strachu, to nie mój pierwszy raz.

– Dobra robota, Blow – odparł postawny mężczyzna, nazwany przez pilota kapitanem.

To “nazwany przez pilota kapitanem” uważam za zbędne. W tym momencie tekstu wiemy tylko o dwóch osobach biorących udział w rozmowie, więc to oczywiste, że postawny mężczyzna jest kapitanem.

gładko śmignął pomiędzy kapitan i kobietą

Zapewne miało być “kapitanem”… chyba, że kapitan była kobietą ;)

Natomiast ja, z Alettą, rozejrzymy się

Czy nie lepiej brzmiałoby “Natomiast ja i Aletta rozejrzymy się”?

Przyznaję, że regułę 34 musiałam sobie wyguglać.

Ale cóż, coś w tym jest. I w regule, i w szorciaku. Obawiam się, że może tak być. Albo nie, zrobią to w studio i będą tylko udawać…

Babska logika rządzi!

To sobie sympatyczny kawałek wybrałem na zmartwychwstaniowy komentarz :-)

Co prawda pierwszy akapit wrażenia nie zrobił. Dziwnie niezgrabny wydał mi się ten opis lądowania, niby bez błędów, ale dobór porównań wprowadzał jakąś taką siermiężność, jak u początkującego autora. Potem było już lepiej, choć nie bez drobnych uchybień ( Jeroh zrobił znakomitą robotę, większość moich zastrzeżeń się pokrywa z jego sugestiami poprawek, więc nie będę powtarzał), czytało się całkiem nieźle. I już chciałem się ponabijać z klasycznej literówki ("Jizz!") gdy dotarło do mnie, że to wcale nie literówka, a cała scena lądowania wygląda jak wygląda zupełnie celowo.

Żeby nie było – i tak mi się nie podoba ów pierwszy akapit, świadomość seksualnych odniesień tegoż nie zmazuje wrażenia toporności opisu. Dałoby się lżej i subtelniej.

Ale nie będę mędził o drobiazgach technicznych, gdy smażę pierwszy komentarz od pół roku prawie. Skupię się więc na pozytywach. Otóż znajduję ten tekst wielce pozytywnym i optymistycznym. Niekoniecznie zabawnym, ale właśnie optymistycznym. Dlaczego?

Otóż w dobie niemal nieograniczonego i darmowego dostępu do porno, w czasie dominacji krótkich scenek z samą biologią i bez erotycznej otoczki, kompilacji jedynie najmocniejszych momentów, wszechobecnego homemade'u i tandetnej amatorki, taniości i ilości, przy których produkcje z czasów oryginalnego Rona wypadają jak niemal dzieła kinematografii, sugerujesz, że w niedalekiej przyszłości wciąż będzie miejsce na wysokobudżetową erotykę, wymagającą pracy, zaangażowania, pomysłu, oryginalnego settingu, konkretnej ekipy, tabunu techników i tak dalej, a ludzie wciąż chętnie będą za to płacić. A jeśli będzie profesjonalne porno, to będzie i profesjonalna muzyka, której nie można zrobić w domu na własnym pececie, tym bardziej będzie literatura, sztuki plastyczne, film… Ha, właśnie ukułem teorię – poziom pornografii odnosi się wprost do poziomu kultury społeczeństwa ;-)

No dobra, teraz bardziej serio. 

Rzecz jest nieźle napisana, dość pomysłowa, choć bez odkrywczych fajerwerków (seks z kosmitką? Była już porn-parodia Gwiezdnych Wojen, żeby przytoczyć najbardziej znane "dzieło") i uroczo nostalgiczna (nawiązania do czasów, gdy kręcenie porno było naprawdę kręceniem filmu, imiona postaci, nadmiar silikonu – ach te lata dziewięćdziesiąte!) i całkiem miła do czytania. Oraz, jak pisałem wcześniej, pozytywna. 

I to wystarczy, dzięki za parę chwil niezłej zabawy.

Pozdrawiam!

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Cześć.

Opowiadanie mi podobało, puenta wielce zaskakująca :)

 

Jeśli chodzi o czepialstwo do detali, to było kilka brakujących przecinków.

 

Co do techniczno-fizycznych rzeczy (mam podobny schiz, jak krar85 ;)) to:

 

Ryk z rozgrzanych do czerwoności dysz przechodził stopniowo w odgłosy przypominające jęki i posapywania

W bardzo rzadkiej atmosferze Marsa ciężko osiągnąć wysokie natężenia dźwięków – to bardzo trudne. Coś, co jest tam rykiem, u nas rozsadzałoby szkło (i bębenki) w promieniu kilku kilometrów.

Podobnie rzecz ma się w kwestii wszelkich innych dźwięków, syków i odgłosów. Jeśli na Ziemi słyszelibyśmy syk siłownika, to na Marsie usłyszenie tego byłoby praktycznie niemożliwe.

 

Druga rzecz:

Nazywany JimmyHATem człon był ni mniej, ni więcej, jak kryształowoprzejrzystą błoną, rozciągniętą okręgiem o średnicy dziesięciu metrów na surowej marsjańskiej glebie. Podłączone do niego rury doprowadzały powietrze, tworząc wewnątrz zdatną do oddychania atmosferę.

Czy nieistniejące słowo “kryszałowoprzejrzystą” nie brzmiałoby lepiej jako: kryształowo-przejrzystą?

 

I kwestia tego rozciągnięcia na tej surowej, marsjańskiej glebie…. A jak ze szczelnością tego na tej nierównej, surowej glebie? Zakładam, że tam i ciśnienie bliskie naszemu się pojawia. Tak więc to miejsce, ten styk z marsjańską glebą mi się technicznie nie widzi :)

Podobnie też zwrot “rozciągniętą okręgiem”. Nie lepiej brzmiałoby: kryształowo-przejrzystą, kulistą błoną, o średnicy dziesięciu metrów…

 

Abstrahując od tych drobnostek – przyznaję, że całość bardzo pomysłowa i dobrze wykonana :)

Gratuluję :) I klikałbym, gdybym mógł.

Dziękuję Wam bardzo za czas poświęcony na przeczytanie szorta i podzielenie się uwagami jakie macie do tekstu. Poprawki naniosę w weekend i wówczas bardziej szczegółowo odpowiem na Wasze komentarze. Niestety z komórki źle mi się pisze, a do kompa na razie nie mam dostępu. Tutaj tylko do uwagi thargone o niezgrabnym wstępie, jak u początkującego autora się odniosę. Dopisałem go na końcu, dlatego może być trochę nie teges, ale poza tym, to jestem właśnie początkującym autorem, a Wasze uwagi i komentarze, zastrzeżenia oraz feedback są dla mnie cenną nauką, która, mam nadzieję, pozwoli mi się rozwijać i pisać coraz lepiej. Pozdrawiam serdecznie z górskiego podziemia hotelarskiego :) Q

Known some call is air am

Zgadłam niestety przez tytuł trochę za szybko, o czym będzie (ale to są efekty bycia nolajfem mieszkającym w sieci), ale czytało się zabawnie.

Tutaj tylko do uwagi thargone o niezgrabnym wstępie, jak u początkującego autora się odniosę.

Nie chodziło mi oczywiście o to, że niezgrabnie piszesz, tylko o to, że celowe napakowanie akapitu podtekstami sprawia, że brzmi on niezgrabnie, bo podteksty owe nie są czytelne. Dopiero kiedy już wiadomo o co chodzi w tekście, wszystko wskakuje na swoje miejsce. Ale pierwsze wrażenie to pierwsze wrażenie, rozumiesz. Może lepiej byłoby bez tych stęków i białych smug, strzelających z górnej części. 

Ale to w sumie pierdółka, więc się nie przejmuj :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Nie, no. Ja się muszę przejmować, bo Wasze uwagi są dla mnie nauką. Każdy komentarz zawierający konstruktywną krytykę pokazuje mi, co muszę jeszcze doszlifować, czego się nauczyć, co zapamiętać i stosować. A w temacie starego porno, tego z fabułą, Umberto Eco napisał w którychś "Zapiskach na pudełku od zapałek" co różni zwykły film od filmu porno, biorąc pod uwagę konstrukcję obrazu. Jak wrócę do domu, to poszukam tego fragmentu. A Twoja teoria jest wielce trafna i dała mi do myślenia :)

Known some call is air am

– A teraz czas, żebym zadokował swój wahadłowiec.

dobre, Outta:-) takie nawet trochę bizarrowo obleśne, ale wydaje mi się, że mogłeś bardziej podkręcić z papierowym ręcznikiem i białym płynem;-)

Podoba mi się scena lądowanie na marsie, a także ta w której matka jest przekonana o ambitnych zainteresowaniach syna. Fajnie to wyszło. Tytuł wszystko wyjaśnia. Podoba mi się humor, nawet te silikonowe cycki mogą być:-)

polecam do biblioteki i pozdrawiam

 

Hej :)

 

Wróciłem z górskiego podziemia hotelarskiego. Aż dziw bierze, ilu ludzi wyjechało, olewając nakazy jaśnie nam panującej, jedynej słusznej partii ;)

 

Za chwileczkę zacznę wprowadzać poprawki do tekstu, które mi podrzuciliście. Raz jeszcze dzięki wielkie za feedback :)

 

@jeroh

Nie opisałeś drogi sygnału przed i po L5 (L5 którego układu?), więc nikt dokładnie nie policzy, jak długo transmisja biegnie na Ziemię. Pięćdziesiąt trzy minuty to się jednak wydaje za dużo. 

Raczej nie doprecyzowałem, ale zaraz to zrobię. Te 53 minuty nie wzięły się z czapy, tylko z materiałów jakie można znaleźć na stronie SpaceX. Sygnał podróżujący przez satelitę w punkcie libracyjnym Ziemia-Słońce L5 – link.

 

@Silva

 

Czy nie lepiej brzmiałoby “Natomiast ja i Aletta rozejrzymy się”?

Zaraz to pozmieniam. Zaś ta dziwna konstrukcja jest wynikiem mojej walki ze spójnikiem “I”, którego – jak się ostatnio kazało – nadużywam ;)

 

@thargone

 

Ha, właśnie ukułem teorię – poziom pornografii odnosi się wprost do poziomu kultury społeczeństwa ;-)

Powiem Ci, thargone, że pomimo nie pisania tego na serio, to sporo w tym prawdy. Teraz każdy w domu może sobie zrobić muzę albo porno; internet to nieograniczone niczym pole do grafomańskich popisów, komiksy w formie stripów pojawiają się w zastraszającej wręcz ilości i są słabe. YouTube już dawno przestał być miejscem, do którego chętnie zaglądam, bo raz, że reklamy, a dwa – bandy małolatów tworzą sobie kanały na których brak sensownych treści, a mimo to mają dziesiątki, jeśli nie setki subów. Niegoraniczony dostęp powoduje przesyt, zalew treści miałkich i robionych na jedno kopyto, bo to się sprzedaje i jest klikalne. Równanie do dołu, bo łatwiej jest niskim kosztem wrzucić coś co i tak chwyci, a zrobienie czegoś dobrego wymaga większych nakładów pracy i często zwiększa koszty a efekt pozostaje ten sam co przy gorszych treściach, albo nawet efekt jest słabszy, bo przyswojenie czegoś lepszego wymaga też skupienia i docenienia tego. Sprawdzałem podczas pisania tego szorta statystyki za 2019 rok, jakie PornHub udostępnia i okazuje się, że pojedyncza sesja użytkownika wynosi średnio 10 minut i 28 sekund. Widzisz więc, że produkcje pełnometrażowe nie mogą się przy tej tendencji dobrze sprzedawać.

Ciekawostka – za 2019 rok, Polska była krajem, w którym największą popularnością cieszyła się na PornHubie kategoria MILF. Czyżby nostalgia za klasycznymi ślizgaczami i za gwiazdkami kina szarpanego sprzed lat? ;)

PS. Ciekawostka numer dwa – drugą, najczęściej wyszukiwaną frazą w 2019 (worldwide) roku było słowo “alien” :D

 

@silvan

W bardzo rzadkiej atmosferze Marsa ciężko osiągnąć wysokie natężenia dźwięków – to bardzo trudne. Coś, co jest tam rykiem, u nas rozsadzałoby szkło (i bębenki) w promieniu kilku kilometrów.

Podobnie rzecz ma się w kwestii wszelkich innych dźwięków, syków i odgłosów. Jeśli na Ziemi słyszelibyśmy syk siłownika, to na Marsie usłyszenie tego byłoby praktycznie niemożliwe.

Zakładałem, że ów ryk jest słyszalny dla załogi wewnątrz lądownika :) Z kolei syk siłownika to już większy problem, hmmm. Postaram się coś z tym zrobić.

 

I kwestia tego rozciągnięcia na tej surowej, marsjańskiej glebie…. A jak ze szczelnością tego na tej nierównej, surowej glebie? Zakładam, że tam i ciśnienie bliskie naszemu się pojawia. Tak więc to miejsce, ten styk z marsjańską glebą mi się technicznie nie widzi :)

Tutaj zakładałem kotwienie w taki sposób, by na zewnątrz wyglądało to tak jakby bąbel JimmyHATa był tylko położony na glebie. Nie chciałem się tutaj zagłębiać w technikalia, bo nie to było celem tego opowiadania. Pozwoliłem więc sobie na zostawienie pewnych, bardziej technicznych rzeczy, w domyśle.

 

@ninedin

 

Tak, tytuł to potężna podpowiedź. Oczywiście dla tych, którzy o Regule 34 słyszeli :) W sumie można potraktować to opowiadanie tak, jak to kiedyś Tarnina napisała pod innym moim szortem – edutainment ;)

 

@olciatko

 

takie nawet trochę bizarrowo obleśne, ale wydaje mi się, że mogłeś bardziej podkręcić z papierowym ręcznikiem i białym płynem;-)

To już wiesz dlaczego pytałem ostatnio o to, czym jest bizzaro :)Uznałem jednak, po zapoznaniu się z podesłanymi przez Ciebie materiałami, że za mało bizzaro w tym tekście jest, żebym dodał temu takiego taga.

 

Reasumując: Raz jeszcze dziękuję za czas poświęcony na przeczytanie mojego tekstu i za pozostawienie po sobie śladu :)

 

Pozdrawiam serdecznie już z domu

Q

 

Known some call is air am

Te 53 minuty nie wzięły się z czapy, tylko z materiałów jakie można znaleźć na stronie SpaceX. Sygnał podróżujący przez satelitę w punkcie libracyjnym Ziemia-Słońce L5 – link

Aha, widzę. To jest czas podróży sygnału tam i z powrotem – podziel przez dwa.  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Aha, widzę. To jest czas podróży sygnału tam i z powrotem – podziel przez dwa.  

Qrde, ale ja jezdem gupi. Nie doczytałem tego, ale już poprawiam :)

 

Known some call is air am

Hej,

Szort jest super, błyskotliwy, bardzo zabawny i w pewnym sensie prawdziwy – ludzka kreatywność, zwłaszcza w tym biznesie chyba nie za sobie równych. Tytuł faktycznie trochę zdradza, ale chyba lepszego nie dało się wymyślić, by wpasować się tak idealnie w treść.

O stylu można pisać wiele (ja ekspertem nie jestem), ale od siebie dodam, że jest na prawdę świetny, zazdroszczę. Lekki, płynny, obrazowy, czytałem do końca z wielką przyjemnością i zabawą.

Gratuluję tak udanego szorta, biblioteka tutaj nie dziwi, gdybym mógł, sam bym dał ;)

Pozdrawiam i powodzenia, postaram się zajrzeć do Twoich innych prac, czuję, że się nie zawiodę.

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Hej. Technicznie nieźle (choć mam wrażenie, że miejscami nadużywasz przymiotników). Aha, no i dzięki Tobie dowiedziałam się, co to jest reguła 34. W sumie szkoda, że taki nadałeś tytuł, bo jak ktoś wie, to wie też, czego spodziewać się na końcu… Cóż, ja nie wiedziałam, więc zakończenie mnie rozbawiło. Na szczęście, bo przyznam, że te opisu rozwijania habitatu itp. zaczęły mnie nużyć… A tu nagle szast-prast, i zaskakujący koniec. Nurtuje mnie tylko pytanie: skoro chłopak wbiegł na górę w kurtce, to co z nią zrobił po drodze? Rzucił na schodach? ; p

 

„A ty, Blow, rozpocznij procedurę transformacji – rzucił przez ramię do pilota.” – Brak dookreślenia podmiotu. Bo zgaduję, że mówi to kapitan, a ostatnim podmiotem był „mężczyzna w kombinezonie rozmiaru XXL”.

 

„Przed nimi rozciągała się jałowa pustynia, pnąca się łagodnie coraz wyżej, by po kilkuset kilometrach wyrosnąć niebosiężnym masywem Olympus Mons.”

Wybacz, że psuję koncepcję, ale Olympus Mons jest o wiele za duży, żeby go zobaczyć, jeśli stoi się na powierzchni Marsa. Poczytaj o tym ;) O widnokręgu i odległości, na jaką może spojrzeć przeciętnie wysoki człowiek na Ziemi. A Mars jest mniejszy od Ziemi.

 

„SpaseX” – Spase a nie Space?

 

„– Ale przez interkom bym się nie odlał – odparował inżynier.” – Astronauci są świetnie nauczeni lać w skafander. A czas i trud związane z rozebraniem się ze skafandra, wysikaniem, a potem ubraniem na powrót stanowczo nie usprawiedliwiają chęci własnoręcznego złapania pitoka.

 

Moduł z atmosferą bezpośrednio na podłożu? Nie wierzę.

 

„W tle swoje gargantuiczne rozmiary prezentował widzom Olympus Mons.” – Nadal nie.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Yo!

 

Dzięki za odwiedziny i komentarze :)

 

@jose

 

Technicznie nieźle (choć mam wrażenie, że miejscami nadużywasz przymiotników)

Cenna uwaga, przyjrzę się temu przy okazji kolejnego tekstu.

 

Nurtuje mnie tylko pytanie: skoro chłopak wbiegł na górę w kurtce, to co z nią zrobił po drodze? Rzucił na schodach? ; p

Serio, to takie ważne? Załóżmy, że powiesił na krześle, którym blokował drzwi :P

 

Wybacz, że psuję koncepcję, ale Olympus Mons jest o wiele za duży, żeby go zobaczyć, jeśli stoi się na powierzchni Marsa. Poczytaj o tym ;) O widnokręgu i odległości, na jaką może spojrzeć przeciętnie wysoki człowiek na Ziemi. A Mars jest mniejszy od Ziemi.

O! Tego nie sprawdziłem. Zaraz postaram się to ogarnąć.

 

„SpaseX” – Spase a nie Space?

Damn, jose :( Tam jest mnóstwo – znaczy w tekście – odniesień do przemysłu porno. I to jedno z nich. Poprawnie to SpaceX, ale tutaj to specjalnie jest tak, bo: SpaceseX. Wyłapałaś plugi? Cor.AL i Can.AL? To samo się tyczy nazwy stacji pISS. I mnóstwa innych rzeczy, jak JimmyHAT, zachwyt Aletty (Jizz!), opis lądowania a nawet ksywa pilota: Dobra robota, Blow → Good job, Blow → Blowjob.

 

Astronauci są świetnie nauczeni lać w skafander. A czas i trud związane z rozebraniem się ze skafandra, wysikaniem, a potem ubraniem na powrót stanowczo nie usprawiedliwiają chęci własnoręcznego złapania pitoka.

To nowoczesne skafandry, jose :) Nie takie ludziki Michelin, tylko bardziej wygodne i nie posiadające systemu magazynowania uryny. Po co miałyby, skoro można łatwo stworzyć sobie habitat, w którym da radę załatwić wszystkie potrzeby ;)

 

Moduł z atmosferą bezpośrednio na podłożu? Nie wierzę.

A to jest ten element fiction :P Zresztą jeden z kilku. Serio będziesz się czepiać nieistniejących technologii? Czytając s-f uznanych autorów też przeszkadzają Ci wymyślane przez nich nowinki technologiczne, których nie ma i długo nie będzie, albo nie będzie ich nigdy?

 

Pozdrawiam

Q

Known some call is air am

OuttaSewer, tak, czepiam się wszystkiego, co wydaje mi się niewiarygodne, nieważne, czy na portalu NF, czy w wydrukowanej przez duże wydawnictwo książce. To, że coś jest “SF” nie tłumaczy łamania praw fizyki bez wyjaśnienia. O ile mogłabym przełknąć nowoczesny skafander, to nie przełknę nieszczelnego, niezaizolowanego habitatu postawionego prosto na Marsie. To jest tylko F, a nie SF.

Ale to tylko moje zdanie.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Hmm, nie piszę, że nie masz racji, a jedynie, że nie uznałem za stosowne wyjaśniania wszystkiego w szorcie, który miał na celu bardziej ubawić czytelnika, niż dać mu jakieś zagwozdki technicznej natury. Owszem, mógłbym napisać, że moduł tylko wydawał się stać na gołej marsjańskiej ziemi, a w rzeczywistości był szczelnym bąblem, zakotwionym i wypełnionym do pewnego poziomu marsjańskim piachem, by tylko sprawiać wrażenie bycia rozciągniętym bez izolacji. Ale, jak już pisałaś w poprzednim komentarzu, czułaś się znużona rozwijaniem habitatu, więc kolejna garść nieistotnych dla fabuły technikaliów pewnie znużyłaby Cię jeszcze bardziej ;) I żebyśmy mieli jasność, nie wyzłośliwiam się w tym miejscu, tylko chcę zakomunikować, że mam spory dystans do swoich, niewielkich jeszcze, umiejętności pisarskich i biorę sobie do serca Twoje uwagi (oraz uwagi innych czytelników) :) Więc zapytam zupełnie serio teraz: lepiej, żebym przemodelował to zdanie opisujące moduł? Jeśli odpowiesz, że tak, to to zrobi(bo nie jesteś pierwszą osobą, która zwróciła na to uwagę).

Lekko przemodelowałem też pierwszy wtręt o Olympus Mons, drugi usunąłem. Zerknęłabyś na ten pierwszy fragment? Bo nie wiem czy znów nie walnąłem jakiegoś astrofizycznego babola.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Q

Known some call is air am

Żeby nie było, ze mnie żaden specjalista od SF czy fizyki i techniki, ale w ostatnim roku akurat przeczytałam kilka książek w tym zakresie, żeby się dokształcić. Na przykład na ten Olympus Mons bym nie zwróciła uwagi, gdybym nie czytała artykułu o najwyższych szczytach w Układzie Słonecznym ;) Jakby co, teraz wygląda w porządku, nie mam się do czego przyczepić.

Przyznam, że mnie ten habitat na gołej glebie ugryzł bardzo mocno. Rozumiem, że opowiadanie ogólnie ma być humorystyczne, a nie techniczne, jednak jeśli coś zwraca uwagę więcej niż jednego czytelnika, warto się nad tym zastanowić, nie? Po prostu wydaje się, że nawet laik zrozumie, że w obcym środowisku, dla utrzymania ciśnienia i atmosfery, habitat musi być megaszczelny. No, wystarczy że ktoś Marsjanina oglądał (a tym bardziej jeśli czytał) ;p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dzięki, jose, za rzucenie okiem :)

Z tym modułem coś postaram się zaraz wymyślić.

 

EDYTA: zrobione :)

Known some call is air am

Eh, czasem wstyd się przyznać, że człowiek rozpoznaje odniesienia ;)

Podobało mi się. Zresztą kto wie, może wkrótce nas czeka coś takiego. Ludzie wciąż szukają nowych doznań. 

Pozdrawiam

Cześć, Zanais :)

 

Fajnie, że wpadłeś z wizytą i poświęciłeś chwilę na przeczytanie. A to, że się rozpoznaje odniesienia to nie wstyd, tylko chyba już znak czasów, bo żyjemy w świecie, w którym porno włazi z butami w nasze życia za sprawą nie tylko internetów :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Nowa Fantastyka