- Opowiadanie: Jagiellon - Waga intencji

Waga intencji

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Waga intencji

Weszli pod baldachim utworzony z koron sosen i świerków. Gustaw odetchnął z ulgą. Cień powitał z prawdziwą wdzięcznością, miał dosyć rozgrzanych hal.

Wielkie ciągniki jechały wolno, sycząc, skrzypiąc i wypuszczając kłęby pary. Każdy z nich miał swoją naczepę. Pierwszą wypełniał węgiel, z której umorusani sadzą robotnicy dokładali do kotłów toczących się ślamazarnie maszyn. Pozostałe były czymś na wzór stalowych skrzyń na kołach. Duże, podłużne o grubych ścianach i z drzwiami zamkniętymi na kłódkę.

Stromy podjazd dawał się wszystkim we znaki. Żołnierze, zwykle roześmiani i gadatliwi, teraz oddychali ciężko, spoglądając niepewnie na skarpy wznoszące się po dwóch stronach drogi.

Pokonali stromiznę i wyjechali na płaską drogę. Wąwóz wydawał się ciągnąć bez końca. Gustaw poprawił kaburę wiszącą u pasa. Szeregowcy ściskali strzelby niczym lampy w ciemnej jaskini. Byli podenerwowani. Rozumiał dlaczego. Wszyscy słyszeli pogłoski o grasujących w okolicy partyzantach. Co prawda dowództwo zwiększyło obstawę transportu o kilku kadetów, ale Gustaw uważał, że to nie wystarczy. Choć, po prawdzie, to co on mógł wiedzieć? Stopień kaprala uzyskał, nie oddawszy nawet strzału. Jego narzeczoną była córka generała, więc mógł liczyć na specjalne traktowanie. Szczęście jednak wyczerpało się, gdy wybranka przyłapała go z inną. Niedługo po tym zajściu otrzymał rozkaz poprowadzenia konwoju. I tak miał dużo szczęścia, spodziewał się, że generał pośle go gdzieś, skąd nie będzie szansy na powrót.

Nagle cały korowód stanął. Nim Gustaw zdążył się zdziwić, wybrzmiał huk. Ze szczytów skarp sypnęły świszczące kule. Pociski uderzały z brzękiem w stal, przeszywały ciała żołnierzy. Trafieni padali z jękiem.

Kapral zanurkował pod jedną z naczep. Wyjął pistolet z kabury i obserwował plątaninę nóg wokół.

Strzały mieszały się z krzykami. Ktoś upadł naprzeciw niego. Martwa twarz kadeta patrzyła z wyrzutem. Ginęli i inni. Gustaw ukrył twarz w ramionach. Niedługo wszystko ustało.

– No, panowie, otwieramy puszki – krzyknął ktoś po chwili ciszy.

Kapral uniósł głowę i zaczął się rozglądać. Widział poobdzierane buty depczące trupy. Ktoś coś mówił, ktoś się śmiał.

– Tu jest jeden! – usłyszał za sobą.

W jednej chwili ogarnął go chłód. Zacisnął powieki, jak gdyby miało to sprawić, że stanie się niewidzialny.

Silna dłoń chwyciła go za stopę i przeciągnęła w tył. Gustaw otworzył oczy. Stało przed nim dwóch mężczyzn. Ludzie lasu, pomyślał, partyzanci. Jeden był niewysoki, miał wąską twarz i bliznę na głowie, drugi, zdecydowanie wyższy, mógł pochwalić się gęstą, czarną brodą.

Gustaw nie stawiał oporu. Podniósł się powoli i wyjął pistolet z kabury. Upuścił go na piaszczystą drogę.

– Co z nim zrobić? – mruknął partyzant o wąskiej twarzy.

– Jak to co? – odparł pytaniem brodacz. – Zlikwidować.

Gustaw chciał krzyczeć, uciekać, walczyć. Nie zdołał. Ciało odmówiło posłuszeństwa.

Szedł wpatrzony w drogę, prowadzony pod ramię przez partyzanta. Minęli naczepę, którą za pomocą łomu próbowała otworzyć dwójka chłopaków. Zostawili ich za sobą, gdy nagle rozległ się szczęk metalu.

– O kurwa, patrzcie – pisnął jeden z dzieciaków.

Partyzant zwolnił, szarpnął jeńca za ramię. Stanęli. Gdy Gustaw się odwrócił, zobaczył, że wszyscy wlepiają wzrok w otwartą naczepę.

– Więzień – rzucił drugi chłopak. – Nieprzytomny. Może to jeden z naszych?

– Zabieramy go! – krzyknął brodacz, wychodząc zza wozu. – A ty, Cichy – dodał, patrząc w stronę Gustawa – pośpiesz się! Zabieramy co nasze i znikamy!

Kapral poczuł na czole zimną lufę pistoletu. Zaraz było po wszystkim.

 

***

 

Gdy się obudził, czuł przyjemne ciepło. Płomienie ogniska szumiały cicho, tworząc wyspę światła wśród czarnej toni nocy.

Zastanawiał się, gdzie jest. Pamiętał czyjeś głosy i śmiechy. Odnosił wrażenie, że wrócił do świata, który opuścił dawno temu.

Bał się, że to sen, a w rzeczywistości leży na podłodze wilgotnej celi.

– Odpoczywaj – szepnął uspokajająco ktoś siedzący obok. 

Słysząc obcy głos, przestraszył się, że znów zabierają go na badania. Chciał uciec przed kolejną dawką bólu, ale ciało odmówiło posłuszeństwa. 

– Śpij… – powtórzył nieznajomy. Miał wąską twarz i ciemne oczy. – Jak ci na imię?

– Aleks – padła ledwo słyszalna odpowiedź.

– Śpij, Aleks. Jesteś już wolny.

 

* * *

 

– Przez lata byłeś przetrzymywany w zamknięciu i prowadzono na tobie badania. Nie masz jednak pojęcia dokąd i dlaczego chcieli cię przewieść. Dobrze rozumiem?

Mężczyzna o bujnej brodzie świdrował Aleksa wzrokiem.

– Dobrze pan rozumie – odparł chłopak, trąc bliznę nad lewym okiem.

– Dobrze rozumie pan dowódca Brodaty – poprawił mężczyzna. – I cóż teraz poczniesz, chłopcze?

Aleks sam się nad tym zastanawiał, ale najwyraźniej decyzja nie do końca należała do niego. Pozwolił sobie jednak na ostrożną sugestię.

– Może proszę przyjąć mnie do oddziału, panie dowódco Brodaty.

– A co jeśli, psiamać, jesteś cesarskim szpiclem?

Chłopak wzruszył bezradnie ramionami, bo i nic nie przychodziło mu do głowy. Rozumiał dowódcę i nie dziwił się jego podejrzeniom.

– Mówię prawdę – odparł. – Pamiętam, że miałem bliskich, ale nie wiem kim byli i gdzie teraz przebywają. Nie mam więc dokąd wracać. Zemsty na Cesarstwie też nie szukam, ale chciałbym wesprzeć waszą sprawę. Choćby z wdzięczności za ratunek.

– My walczymy o naszą ojczyznę. Ryzykujemy życiem, psiamać. Mogą nas ubić w każdej chwili, rozumiesz?

– Więc w najgorszym razie zostanę martwym bohaterem – uśmiechnął się Aleks.

Brodaty ściągnął brwi. Po chwili odwzajemnił uśmiech.

– A niech tam – stwierdził. – Przyjmuję cię. Warunkowo. Jak się spiszesz, zostaniesz na stałe. Umiesz chociaż strzelać?

– Tak jest, panie dowódco!

 

* * *

 

Brodaty słuchał sprawozdania niewysokiego partyzanta o chudej twarzy. 

– Podsumowując, stwierdzam, że nasz nowy nabytek nie wygląda podejrzanie. Mimo wszystko zalecam ostrożność. Trzymali go w jednostce sześćset siedemnaście, a tam raczej nie przywożą ludzi… zwyczajnych.

– W naszym fachu nie ma miejsca na ostrożność – mruknął dowódca. – Zresztą obserwowałeś go przez ostatnie dwa tygodnie. Gdyby coś kombinował, to już byśmy wiedzieli.

– Jeśli mogę – odchrząknął partyzant, masując bliznę z prawej strony głowy. – Dlaczego zdecydowałeś się go przyjąć?

– Jest nas coraz mniej. Muszę skądś brać ludzi.

– Ale czy można zaufać akurat jemu? To może być agent.

– Komuś, psiamać, trzeba zaufać. O tobie też różnie mówili, po… Sam wiesz po czym. Ale ja cię nie skreśliłem.

– Tyle że mnie znasz od lat.

– To niczego nie zmienia. A tak w ogóle, czego ty ode mnie chcesz?

– Żebyś dał mi wolną rękę. Chcę mieć chłopaka blisko siebie. Na wszelki wypadek.

Brodaty przyglądał się rozmówcy z zaciekawieniem. Nie zdołał jednak niczego wyczytać w jego beznamiętnym spojrzeniu.

– Zgoda – odparł wreszcie. – Byle nie przeszkodziło ci to w wykonywaniu rozkazów.

 

* * *

 

Maszerowali halą, z dala od większych dróg. Perć wydeptana przez pasterzy wiła się ku szczytom. Wiał wiatr.

Pomimo początkowych trudności Aleks już bez trudu dotrzymywał kroku partyzantom. Gawędził wesoło z innymi, chłonąc widoki, które wciąż mu się nie opatrzyły.

– Stop! – krzyknął dowódca, wyciągając zza pazuchy mapę. – Chwila przerwy.

Zanim Aleks usiadł, dostrzegł mężczyznę o wąskiej twarzy, na którego głowie znajdował się pozbawiony włosów pas skóry – najwyraźniej pamiątka po ranie. Chłopak bez zastanowienia podszedł bliżej.

– Można? – zapytał.

Partyzant nie odpowiedział. Wzruszył tylko ramionami. Siedział, koncentrując całą swoją uwagę na źdźble trawy. Aleks spoczął obok.

– Nie wiem, czy mnie pamiętasz, ale chciałem podziękować za to, że czuwałeś przy mnie, kiedy mnie odbiliście. Później cię z nami nie było, więc nie miałem okazji.

– Yhm.

– Może przeszkadzam? – bąknął chłopak z irytacją.

– Lepiej nie gadaj z nim, młody – odezwał się ktoś znad ich głów.

Aleks uniósł wzrok i ujrzał wielkoluda o szarych włosach. Za nim z założonymi rękami stał wysoki chudzielec. Dużego wołali Siwy, drugiego Gawron.

– Tak. Lepiej posłuchaj starszego kolegi, Siwego – potwierdził Gawron.

– No – dodał wielkolud. – Znajomość z nim nie prowadzi do niczego dobrego.

Partyzant o wąskiej twarzy nawet nie drgnął. Można by pomyśleć, że śpi z otwartymi oczami. Aleks zezłościł się, ale tym razem na Siwego i Gawrona. Bo co to za bohaterstwo dwóch na jednego?

– Odwalcie się – warknął. – Tacy jesteście mocni, to…

– Stul mordę – przerwał mu Gawron. – Gówno wiesz. A ten tu podobno łazi gdzieś po nocach, nic nikomu nie mówi. A Brodaty ufa mu jak głupi, tak dał się omotać.

– A ty najwyraźniej jesteś kretynem, skoro podważasz decyzję dowódcy!

Aleks zerknął w stronę dowódcy. Ten wraz z dwoma partyzantami stał tyłem do nich, wpatrując się w mapę. Siwy i Gawron zbliżali się z niebezpiecznym błyskiem w oczach.

– Spokój – mruknął milczący dotąd partyzant. – Nie ma o co się kłócić.

Nim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć, z ust Brodatego padł rozkaz o przygotowaniu do wymarszu.

– Nie spuszczę cię z oka – warknął Siwy, odwracając się do towarzysza Aleksa. – Będę za tobą chodził jak cień.

Chłopak odetchnął z ulgą, widząc jak dwójka natrętów oddala się po swoje rzeczy.

– Narobiłeś sobie wrogów, młody – odezwał się partyzant, narzucając plecak na ramiona. – I po co?

– Jak to po co? Zachowali się jak ostatni durnie.

Po chwili dowódca dał sygnał do wymarszu. Ruszyli w luźnym szyku.

– A jak w ogóle masz na imię? – zapytał Aleks, zrównując się z partyzantem.

– My nie mamy imion, tylko pseudonimy.

– A to czemu?

– Dla bezpieczeństwa. Jak cię złapią, nikogo nie wydasz.

– Ha. A ja zachodziłem w głowę, skąd te dziwaczne imiona. To jak cię nazywać?

– Cichy.

– No tak – prychnął chłopak. – Mogłem się domyślić. A o co ci tam – wskazał na Siwego i Gawrona – mają do ciebie pretensje?

– Zginął ktoś im bliski. Uważają, że to moja wina.

Zza skalnych szczytów wychynęły ciemne chmury. Nad halą rozległ się głuchy pomruk.

 

* * *

 

Stawiali ostrożne kroki. Deszcz zacinał w twarze, wiatr pchał ku zboczu. Szli wąską półką, śliską od spływającego z góry błota. Aleks próbował trzymać się jak najbliżej skalistej ściany. Wstęgi błyskawic co raz przeszywały niebo przy akompaniamencie głośnego huku.

Od czarnego zarysu lasu dzieliło ich nie więcej niż dwieście kroków. Jednak w tej chwili odległość ta wydawała się znacznie większa.

Ktoś za Aleksem wrzasnął rozpaczliwie. Zaraz zagłuszył go grzmot. Chłopak widział tylko, jak ciemna sylwetka spada na piarg i znika za zasłoną deszczu. Wtedy poczuł, że stopa ześlizguje mu się i trafia na pustkę. Stracił równowagę. Z całych sił ścisnął skalny wyrostek przed sobą. Palce zsunęły się jednak z mokrej powierzchni. Serce podeszło mu do gardła.

Poczuł jak ktoś chwyta go za rękę i przyciąga do siebie. Aleks na powrót przywarł do skały. Nogi mu drżały. Ruszył jednak dalej. Nie mógł czekać, wszyscy chcieli czym prędzej znaleźć się na stabilnym gruncie.

 

* * *

 

– Dzięki za to tam, na urwisku – odezwał się Aleks, pociągając długi łyk z kubka.

Cichy skinął głową, wpatrując się w ognisko.

Milczeli. Płonące polana trzaskały co chwilę. Z lasu dobiegały ciche szmery. Na ich głowy od czasu do czasu spadały krople.

– Opowiesz mi co się stało? Z tym, kto rzekomo przez ciebie nie żyje?

Cichy westchnął. Podrapał się w bliznę i zaczął mówić.

– Gawron i Siwy to bracia, wiedziałeś? Mieli jeszcze siostrę, która w przeciwieństwie do nich była kompetentna i zdyscyplinowana. Brodaty przydzielił mi ją do pomocy przy zwiadzie. Nie chciałem, ale się uparł.

Aleks przechylił kubek, wytrząsając do gardła ostatnie krople piwa. Cichy kontynuował.

– Podczas zwiadu nie wszystko poszło po naszej myśli. Trafiliśmy na osadę. Tam jakiś cesarski dobierał się do dziewczyny. Oczywiście wbrew jej woli. Nie potrafiliśmy przejść obok. Przymierzyłem i pociągnąłem za spust. Skurwiel dostał. Zaraz z chałup wypadli kolejni i ruszyli w naszą stronę.

Zrobił pauzę i na chwilę przymknął oczy. Ból po tamtych wydarzeniach najwyraźniej wciąż był świeży.

– Biegliśmy – podjął na nowo. – Niestety Ala, bo tak miała na imię siostra Siwego i Gawrona, dostała. Chciałem jej pomóc, jednak było ich zbyt wielu. Wciąż do mnie strzelali. Musiałem uciekać. Na pamiątkę została mi tylko ta swędząca blizna.

Rozgrzane polano strzeliło głośno iskrami.

– Ocknąłem się w lesie. Wiedziałem dokąd wyruszył mój oddział, więc po kilku dniach udało mi się go dogonić. Gawron z Siwym uznali mnie winnym. Twierdzą, że posłużyłem się ich siostrą, by ratować własną skórę, podejrzewają mnie o zdradę. Ech, powinienem był zginąć razem z nią. Gdyby wiedzieli…

Głos uwiązł mu w gardle. Cichy splunął w ogień.

– Nie twoja wina – powiedział Aleks, bo tylko to przyszło mu do głowy. – Chciałeś dobrze.

– Intencje gówno znaczą. Liczy się efekt, każdy ci to powie. Masz szczęście, jeśli możesz naprawić, co schrzaniłeś, ale zwykle jest za późno. Trzeba z tym żyć.

Cichy zamilkł. Aleks również się nie odezwał, bo i co mógłby powiedzieć? Siedzieli wpatrzeni w płomienie i wsłuchani w ciszę.

 

* * *

 

– Mam człowieka, który sprzeda nam prowiant i drugiego, który zapewni transport – powiedział Brodaty do zgromadzonych przed nim partyzantów. – Potrzebuję jeszcze tylko ochotników.

– Ja pójdę – bez wahania odparł Cichy, wysuwając się z grupy.

– W porządku. Ktoś jeszcze?

– Ja! – krzyknął Siwy, ku zdumieniu wszystkich.

– I ja! – zawtórował mu Gawron.

– W porządku. Trzech wystarczy – powiedział dowódca.

– Też chcę iść – wyrwał się Aleks. – Silny jestem, przydam się.

– Niech będzie – odrzekł Brodaty. – Ochotnicy, przejdźcie ze mną do namiotu, dam wam pieniądze i wszystko objaśnię. Reszta, rozejść się.

 

* * *

 

Wieś Wachen była upstrzonym domkami górali wzniesieniem, na szczycie którego znajdował się drewniany kościółek. W promieniu wielu mil nie rosło ani jedno drzewo.

– Uff, ależ grzeje. Nawet wiatr nie pomaga – marudził Aleks.

– Sam zgłosiłeś się na ochotnika – odparł Cichy, poprawiając kaburę z pistoletem wiszącą u pasa. – Nie narzekaj.

Szli piaszczystą ścieżką, mijając stada pasących się owiec. U podnóża wzniesienia, między pierwszymi zabudowaniami przemknęły dziecięce sylwetki. Wyglądało na to, że nie stacjonuje tu żaden oddział cesarskich.

– Ech, znowu będziemy żreć sery i suszoną baraninę. – Głos Siwego dobiegał zza pleców Cichego i Aleksa.

– Może będą mieli gorzałkę – zasugerował Gawron.

– Aha, już ci tam dadzą. Pazerne kutasiny, zawsze chowają co najlepsze.

Bracia ostentacyjnie kroczyli kilka kroków z tyłu. Obaj wzięli strzelby, które teraz wisiały na ich ramionach. Chłopak odruchowo namacał rękojeść swojej broni wetkniętej za pasek. Pamiętał o podejrzeniach Siwego względem Cichego. Kto wie, do czego mogło dojść?

Cała czwórka minęła pierwsze domy. Dzieciaki gapiły się na partyzantów z rozdziawionymi buziami, ich rodzice i dziadkowie wyglądali zza płotów.

Cichy poprowadził pozostałą trójkę do jednego z większych gospodarstw we wsi, tuż przy kościółku. Tam przywitał ich mężczyzna o kręconych rudych włosach. Usłyszawszy, że partyzanci chcieliby prosić go o pomoc w przetransportowaniu zapasów, rozpoczął negocjacje. Porozumienie nastąpiło dość szybko. Cichy zapłacił, mężczyzna zaprzągł konia do wozu i niebawem wszyscy wyruszyli po prowiant.

Zatrzymali się naprzeciw starego ogrodzenia na samym końcu wsi. Za spróchniałymi sztachetami znajdował się niewielki dom kryty strzechą, taki jak większość w Wachen. Na zewnątrz nie było nikogo.

Partyzanci zeskoczyli z wozu, rudowłosy woźnica został na miejscu. Cichy zawołał:

– Halo, gospodarzu!

Po chwili zza drzwi wyszedł przygarbiony starszy mężczyzna. Przypatrywał się podejrzliwie przybyszom, mieląc coś w ustach.

– Partyzanty – stwierdził. – Czego tu szukają, a?

– Prowiantu nam trzeba – odparł Cichy. – Podobno macie coś do sprzedania?

– Ano mam cosik w spiżarce. Sera trochę, suszone mięso się znajdzie i warzywa.

– A gorzałka? – zapytał Siwy z nadzieją.

– A gorzałki ni mo.

– Noż kurwa, wiedziałem.

– Jak wam źle, to idźta gdzie indziej.

– Dobra, już – wtrącił się Cichy. – Pokaż co masz.

– Zgoda. Chodźta do środka.

– Aleks, poczekaj. – Cichy zatrzymał chłopaka przy wejściu. – Skocz powiedz woźnicy, żeby czekał cierpliwie, bo negocjacje mogą chwilę potrwać.

Chłopak przytaknął i pobiegł w stronę rudowłosego chłopa. Pozostali partyzanci zniknęli wewnątrz chałupy.

Gdy Aleks zmierzał z powrotem ku drzwiom, rozległ się kobiecy wrzask. Padły dwa strzały.

Chłopak stanął jak wryty. Słyszał, że woźnica poruszył się niespokojnie. Nagle z wejścia wypadł Cichy. W dłoni ściskał pistolet.

– Kurwa, zwariowali – rzucił zdyszany.

Zaraz wybiegli bracia. Na ich twarzach malowała się wściekłość. Mierzyli strzelbami w Cichego.

Przerażony Aleks rozpaczliwie myślał, jak zażegnać konflikt. Nagle wszystko wokół przyoblekła czerwień. Świat zaczął wirować, rozmywając się w plamę krwi.

 

* * *

 

Aleks czuł na sobie ciężkie spojrzenie dowódcy. Cichy tymczasem zdawał relację.

– Weszliśmy do środka z gospodarzem: ja, Siwy i Gawron. Aleks, na mój rozkaz, miał przekazać woźnicy, że negocjacje mogą się przeciągnąć. Siwy zobaczył gorzałkę na stole i wpadł w szał. Powiedział, że "skurwysyny żałują nam wódki, a my tu za ojczyznę własne dupy nadstawiamy". Uderzył gospodarza kolbą strzelby i, gdy ten leżał, strzelił mu w twarz. Wtedy z drugiej izby wypadła kobieta, pewnie żona chłopa. Wrzasnęła, a Gawron wypalił do niej bez zastanowienia. Uciekłem na zewnątrz. Myślałem, że będzie po nas.

Krzaczaste brwi Brodatego ściągnęły się. Milczał.

– Nie było rady – kontynuował Cichy. – Musieliśmy się ratować. Siwy i Gawron nie słuchali, wpadli w szał. Zresztą, woźnica poświadczy.

Wywołany chłop potrząsnął rudymi lokami, potakując. Dowódca chrząknął.

– I wtedy ich zabiliście – podsumował. – W samoobronie. Masz coś do dodania? – zwrócił się do Aleksa.

– Nie.

– Psiamać, źle się stało. Chłopi mogą wysłać za nami cesarskich. Jedyna pociecha w tym, że mamy prowiant.

Brodaty zawiesił głos. Podrapał swą czarną szczecinę. Westchnął.

– Dobra – powiedział. – Znikajcie mi z oczu, muszę pomyśleć. Na razie nikomu nie gadać o tym, co zaszło.

Cichy i Aleks skinęli głowami, a następnie odeszli zgodnie z rozkazem. Woźnica został z Brodatym.

– Woźnica nic nie powie? – zapytał Aleks.

– Bądź spokojny. Zająłem się tym.

Weszli między drzewa. Kolczaste gałęzie sosen zwisały między brązowymi pniami.

– Naprawdę zabiłem Siwego i Gawrona? – zapytał chłopak, gdy wystarczająco oddalili się od dowódcy.

Na jego twarzy malowała się troska.

– Niczego nie pamiętasz? – odparł pytaniem Cichy.

– Tylko tyle, że wybiegłeś z domu, a potem wszystko zrobiło się czerwone. Więcej nic.

Partyzant uchylił się przed zwisającą gałęzią.

– Straciłeś panowanie nad sobą. Niektórzy mają taką przypadłość. Spokojnie, to nic takiego, jak już wiem, czego się spodziewać. Mimo wszystko lepiej, żeby Brodaty nie wiedział.

– Cholera, nie chciałem ich zabić.

– Nieistotne czy chciałeś, czy nie. Efektu nie zmienisz. A efekt jest przede wszystkim taki, że uratowałeś mi skórę.

Aleks pokiwał głową, ale minę miał nietęgą.

– Rozchmurz się. Naprawdę, odbiło im. Bóg jeden wie, co by z nami było, gdyby nie ty. Mogliby zdemolować całą wieś.

– Dziękuję, przyjacielu – odrzekł Aleks, patrząc Cichemu w oczy.

Ten odpowiedział uśmiechem. Choć dziwnie smutnym.

 

* * *

 

Ciężar w pęcherzu wyrwał Aleksa ze snu. Zaczynało świtać. Ku swojemu zdziwieniu chłopak zauważył, że Cichego nie ma na swoim materacu. Ognisko dogasało.

Aleks odszedł w las za potrzebą, a gdy wrócił, ułożył kilka szczap na gorącym żarze. Jego przyjaciel nadal się nie zjawił. Chłopak uznał jednak, że nie ma o co się martwić i opadł na plecy z westchnieniem. Patrzył między korony drzew, gdy nagle wszystko zaczęła spowijać czerwień.

 

***

 

Krzyk pełen bólu wyrwał Brodatego ze snu. W porannej szarówce nie było wiele widać. Gęsta mgła dodatkowo utrudniała rozeznanie się w sytuacji.

Dowódca chwycił strzelbę i wstał, rozglądając się czujnie. W pobliżu nie było nikogo. Gdzieś na skraju widoczności przemknął niewyraźny cień. Cisza pozostawała jednak niezmącona.

Naraz huknęło. Dźwięk spłoszył stado wron. Ptaki odleciały ponad wierzchołki drzew, trzepocząc skrzydłami i kracząc. Brodaty aż się skulił.

Trwał w bezruchu dłuższą chwilę. Gęsta zasłona wilgoci nie pozwalała mu dostrzec wiele. Po chwili zauważył dwie rozmazane sylwetki kroczące ostrożnie jedna za drugą, które przywodziły na myśl bociany szukające przysmaków na podmokłej łące. Wartownicy, pomyślał.

Wciąż panowała cisza. Chciał krzyknąć, zebrać wszystkich przy sobie, ale usłyszał kolejny wrzask. Odwrócił się. Coś przebiegło na skraju widoczności. Mocniej ścisnął broń.

Rozglądał się gwałtownie. Wartownicy, których wcześniej widział gdzieś zniknęli.

– Oddział, do mnie!

Pełen rozpaczy krzyk rozniósł się wokół. Brodaty w napięciu czekał na swoich ludzi.

Nikt nie przyszedł.

– Psiamać, jest tu kto?!

Z szarej zasłony, spomiędzy pni wyłoniła się postać. Zbliżała się wolno. Przerażony Brodaty uniósł lufę strzelby. Palec spoczął na spuście.

– Kto tam?!

Brak odpowiedzi.

– Kto idzie?! Stój!

Postać była coraz bliżej. Brodaty dostrzegł demoniczną twarz. Małe oczka o poziomych źrenicach, płaskie szerokie zęby szczerzące się spomiędzy warg oraz zakrzywiony kostny szpikulec w miejscu prawej dłoni. I blizna nad lewym okiem.

– Aleks? – szepnął Brodaty.

Nie uzyskał odpowiedzi.

Chłopak, a raczej to, w co się zmienił przykucnęło i skoczyło wprost na dowódcę. Ten strzelił. Kula przemknęła obok nacierającej maszkary. Ponownie pociągnął za spust. Aleks nie zwolnił. Był coraz bliżej.

Szpikulec przebił pierś Brodatego. Krew skapywała z ramienia Aleksa. Dowódca rozpaczliwie spróbował nabrać tchu.

Gdy ostrze wysunęło się z jego ciała, Brodaty upadł twarzą na wilgotny mech.

Rana pulsowała bólem. Ciało ogarnął chłód.

Powieki zaczęły mu opadać.

 

***

 

Aleks ocknął się. Zmrużył porażone słońcem oczy. Przed nim, na kamieniu siedział Cichy. Szmer strumyka mieszał się z szelestem poruszanych wiatrem gałęzi.

– Co się stało? – wydukał chłopak.

– Znów urwał ci się film – odparł partyzant.

W dłoni ściskał niewielki kamień.

– Co się stało?! – powtórzył Aleks.

Nie uzyskawszy odpowiedzi, wstał. Z niepokojem obserwował nieruchome oblicze Cichego.

– Wszyscy są martwi. Zabiłem ich – odrzekł wreszcie partyzant.

– Ty?

– Ja. Twoimi rękoma.

Myśli chłopaka rozpierzchły się, jak kury uciekające przed lisem.

– Nie rozumiem…

Cichy westchnął. Cisnął kamień do potoku i zaczął mówić:

– To – palcem wskazał bezwłosy pasek na głowie – nie jest rana postrzałowa. Cesarscy wszczepili mi magiczny przekaźnik, dzięki któremu mogłem cię kontrolować.

– Co?

– Tak, Aleks. Pamiętasz skąd masz swoją bliznę? Pewnie nie, więc ci powiem. W tym miejscu wszczepili ci odbiornik myśli, czy jak oni to tam zwą.

Zagubienie chłopaka tylko się pogłębiało. Nie był w stanie pojąć, o czym Cichy mówi.

– Jak to? Po co to wszystko? – wyszeptał.

– Zacznę od tego, że nie jesteś zwyczajną osobą. Zmieniasz swoją postać. Nie wiem, skąd to potrafisz i dlaczego. Ja dzięki wszczepowi wnikam w twój umysł, mogę wywołać przemianę i cię kontrolować. To wszystko co mi powiedzieli.

– Jestem potworem…

– Pamiętasz, co mówiłem ci o siostrze Gawrona i Siwego? – Cichy zignorował słowa Aleksa. – Historia, którą ode mnie usłyszałeś to w większości prawda, ale nie do końca. Ona żyje, jest w cesarskiej niewoli. Złapali nas wtedy. W zamian za jej wolność rozkazali mi zniszczyć nasz oddział.

Aleks milczał. Powinien czuć wściekłość, ale serce wypełniał mu tylko smutek.

– Konwój, w którym cię wieziono był podstawiony. Badali twój umysł, więc znali cię doskonale. Wiedzieli, że będziesz chciał przystać do partyzantów. Ja natomiast nie miałem wątpliwości, że Brodaty się nad tobą zlituje. Miał dobre serce, biedny idiota.

– Po co mi o tym mówisz? – zapytał Aleks.

– Uważam, że zasługujesz na prawdę. Chociaż tyle mogłem dla ciebie zrobić, zanim znów cię zamkną. Może z tą wiedzą uda ci się kiedyś uciec.

Chłopak wyglądał, jakby zaraz miał się rozpłakać.

– Czyli zabiłeś również Gawrona i Siwego – stwierdził ponuro. – W samoobronie? Czy miałeś inny powód?

– Siwy ciągle mnie obserwował. To było kłopotliwe. Ostatniej nocy miałem odebrać rozkaz od Cesarskich, nie mogłem ryzykować, że coś pójdzie nie tak. Gospodarza i jego żonę wykorzystałem jako pretekst. Nie wpadłem na inne rozwiązanie.

– To po jaką cholerę tyle zwlekałeś. Nie mogłeś wykończyć wszystkich od razu?

– Realizowałem tylko rozkazy. Nie wiem, dlaczego kazali mi czekać. Sądzę, że chcieli poznać sposoby naszych działań. W końcu na obszarze Cesarstwa istnieją jeszcze inne partyzanckie bojówki.

Za Cichym plusnął srebrzysty pstrąg.

– Pamiętasz, jak mówiłeś, że liczy się tylko skutek? – zapytał Aleks. – Bez względu na intencje stałeś się mordercą. Czy uważasz, że dzięki temu odzyskasz Alę? Nie! Straciłeś ją tak czy siak. Ona nie wybaczy ci tego, co zrobiłeś. Zabiłeś jej braci, do cholery!

– Wiesz, spaliłbym dla niej cały świat – odparł smutno. – Jeśli mnie przeklnie, trudno. Jej życie jest najważniejsze.

W lesie rozległ się warkot silników.

– Nadjeżdżają – mruknął Cichy. – Bywaj, Aleks. Wiedz, że mi przykro.

Zasłona czerwieni zakryła oczy chłopaka.

– Oby pozwolili wam żyć – zdążył szepnąć nim stracił przytomność.

Koniec

Komentarze

Cześć!

Opowiadanie przeczytałem, i całkiem mi się spodobało, choć to zdecydowanie nie moje klimaty. Świat i bohaterów pokazujesz wystarczająco, ot jedna z wielu bojówek walczących o kraj z carskim najeźdźcą, tułająca się wśród górali. Są wśród nich łatwowierni patrioci, zbiry i szpiedzy, kupuję to.

Fabuła spójna i logiczna, od początku dozujesz niepewność sytuacji – więzień bez wspomnień, Cichy i bracia widzący w nim szpicla. Nie przynudza i dłuży się. Jeżeli do czegoś miałbym się przyczepić, to do wątku miłosnego. Trochę nie kupuję motywacji Cichego, który w imię Ali, która jest przetrzymywana, sprzedaje oddział. On robi wrażenie ogarniętego, pozbawionego złudzeń i nie do końca rozumiem, na co liczy. Ale to tylko takie czepianie się (jakbym miał się do czegoś przyczepić, to do tego).

Z kwestii edycyjnych tyle rzuciło mi się w oczy (ale ja nie jestem dobry w łapankach):

Trzymali go w jednostce 617, a tam raczej nie przywożą ludzi… zwyczajnych.

To powinno być zapisane słownie.

 

Pozdrawiam!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Cześć, Krar.

Jeśli chodzi o wątek miłosny, to wyszedłem z założenia, że nawet największy racjonalizm zawodzi, kiedy w grę wchodzi dobro ukochanej osoby. Myślę, że ludzie są w stanie zrobić wiele podłości w imię miłości. I nie mam tutaj na myśli tylko zagrożenia życia obiektu westchnień. 

Dobrze, że wyjaśniłeś mi kwestię zapisu numeru jednostki, bo właśnie tutaj zatrzymałem się w momencie ostatnich poprawek. Miałem zmienić, ale obiegowy zapis np. “Jednostka 731” zbił mnie z tropu :).

Dziękuję za przeczytanie i komentarz.

Pozdrawiam!

 

Ten rodzaj militarnej fantastyki to nie do końca “mój” gatunek, więc czytałam może bez zachwytu, ale z poczuciem, że czytam rzetelną, solidną literacką robotę. Tekst jest kompetentny, dobrze napisany zarówno kompozycyjnie, jak i od strony językowej, wątek fantastyczny ma znaczący, a nie – dołożony na doczepkę (czego się na początku obawiałam). Porządny, dobry tekst, z przekonaniem klikam bibliotekę.

Cześć, ninedin.

Bardzo dziękuję za miły komentarz i klika :).

Pozdrawiam!

Myślę, że ludzie są w stanie zrobić wiele podłości w imię miłości. I nie mam tutaj na myśli tylko zagrożenia życia obiektu westchnień. 

To prawda, i to się broni, bo historia w sumie nie raz już takie rzeczy pokazała. Chociaż ja osobiście zmieniłbym w tym stwierdzeniu słowo “miłości” na “mieszanki pożądania z fascynacją”, bo z miłością to raczej wiele wspólnego wtedy nie ma imho… Ale to tylko taki offtop. Tak czy owak, punkt dla Ciebie.

 

Pozdrawiam!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Ja też muszę się z tobą zgodzić. Słowa “miłość” faktycznie nie można odnieść do każdego przypadku ;).

Cześć Jagiellon:-)

czytałam z zainteresowaniem, choć muszę przyznać, że w trakcie lektury momentami miałam wątpliwości który to jest Cichy a który Aleks. Trochę mi się mieszali, niestety. 

Pomysł na kontrolowanie umysłu dzięki wszczepowi bardzo fajny. Przemieniają Aleksa w bestię i posługują się nim, by wybić oddział. Dobrze budujesz napięcie, “zalewanie” Aleksa czerwienią zaciekawia. 

Wątek miłosny świetny, jeśli odnieść go do stwierdzenia, że nie liczą się intencje, tylko skutek, konkretne działania. Tak jak powiedział Aleks, w ten sposób i tak jej nie uratuje i tak. A dopuścił się zdrady. Stwierdzenie to możemy odnieść do całego opowiadania i motywacji każdego bohatera, nawet Aleksa, chociaż nie zabijał świadomie, ale przecież zabijał. I to jest fajne:-) Mogłabym się posunąć o krok dalej i zapytać kto jest potworem tak właściwie? 

polecam do biblioteki i pozdrawiam:-)

Cześć, Olciatka.

Bardzo dziękuję za miły komentarz. Przysporzył mi dużo radości :).

Jeśli chodzi o niejasność względem który bohater jest który, to muszę wolną chwilą przysiąść do opowiadania i zerknąć, co tam nie zagrało.

Tak czy siak jeszcze raz dziękuję za opinię i klika :).

Również pozdrawiam!

Olciatka, Jagiellon

Początkowo nie zwróciłem zbytniej uwagę na motyw “wagi intencji” w tekście, a teraz widzę, że to bardzo podnosi wartość tekstu, bo prowadzi do ciekawych rozważań.

Klikam więc bibliotekę.

Pozdrawiam!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

krar:

Początkowo nie zwróciłem zbytniej uwagę na motyw “wagi intencji” w tekście, a teraz widzę, że to bardzo podnosi wartość tekstu, bo prowadzi do ciekawych rozważań.

Klikam więc bibliotekę.

Świetnie! Tytuł musi współgrać z opowiadaniem, no bo jak inaczej!:-) 

pozdrawiam

krar85, dzięki, bardzo się cieszę ;).

Wątek fantastycznie zupełnie mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się czegoś takiego. Nie wiem, czy zaskoczenie nie było zbyt duże, bo z jednej strony masz strzelby i przedpotopowy pociąg, a z drugiej technika z następnych wieków. Przydało by się pomiędzy tym trochę wprowadzenia do tego świata.

Trochę się dziwię, że Cichy uwierzył w zapewnienia cesarskich, jakoś nie wierzę, że odzyska Alę. Poza tym opko wydaje mi się spójne, motywacja (poza powyższym zastrzeżeniem) też jest OK. Sprawnie napisane. Klikam :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Irka_Luz, bardzo dziękuję za komentarz i klika :).

Jeśli chodzi o twoje wątpliwości, to faktycznie, może zbyt słabo zarysowałem element magiczny w pierwszej części historii (bo z punktu widzenia bohaterów to bez wątpienia magia, bez względu na moje intencje :D), albo w ogóle świat. Będę musiał to przemyśleć.

Jeśli chodzi o postępowanie Cichego, to tak jak pisałem we wcześniejszych komentarzach. Uważam, że są ludzie, którzy chwycą się brzytwy, byle tylko uratować ukochaną osobę. Tak naprawdę bohater miał wybór między pomóc i nie pomóc. A, jak sam mówi, dla ukochanej spaliłby cały świat. Ale to tylko mój punkt widzenia, nie twierdzę, że słuszny :).

Jeszcze raz dzięki i pozdrawiam!

Cześć.

 

Z rzeczy, które rzuciły mi się w oczy, to:

 

Partyzant o wąskiej twarzy nawet nie drgnął. Można by pomyśleć, że śpi z otwartymi oczami. Aleks zezłościł się, ale tym razem na Siwego i Gawrona. Bo co to za bohaterstwo dwóch na jednego?

– Odwalcie się – warknął. – Tacy jesteście mocni, to…

Trochę sztuczny wydaje mi się ten napad gniewu Aleksa za te kilka słów, które wcześniej wypowiedzieli Siwy i Gawron. Praktycznie ledwie się odezwali, a młody już do nich warczy. Nie wiem też, czy słowo “bohaterstwo” tu pasuje, nawet, jako szydera. Siwy z Gawronem nie zaczęli Cichemu ubliżać, jechać po nim, żeby stwierdzić, że “bohaterstwo” czy “dwóch na jednego”.

 

Bracia ostentacyjnie kroczyli kilka kroków z tyłu. Obaj wzięli strzelby, które teraz wisiały na ich ramionach. Chłopak odruchowo namacał rękojeść swojej broni wetkniętej za pasek.

Tu może dobrze byłoby wspomnieć, który chłopak. Z narracji nie wynika to jasno.

 

 

– Aleks, poczekaj. – Cichy zatrzymał chłopaka przy wejściu. – Skocz powiedz woźnicy,…

Może samo “Powiedz woźnicy” wystarczy?

 

 

!!! SPOILERY !!!

 

– Nieistotne czy chciałeś, czy nie. Efektu nie zmienisz. A efekt jest przede wszystkim taki, że uratowałeś mi skórę.

Aleks pokiwał głową, ale minę miał nietęgą.

– Rozchmurz się. Naprawdę, odbiło im. Bóg jeden wie, co by z nami było, gdyby nie ty. Mogliby zdemolować całą wieś.

– Dziękuję, przyjacielu – odrzekł Aleks, patrząc Cichemu w oczy.

Ten odpowiedział uśmiechem. Choć dziwnie smutnym.

Przez chwilę liczyłem, że okaże się, że to jednak Cichy nabroił, chłopaki słusznie wzięli go na cel, a Aleks (nie wiedząc o tym, co się rzeczywiście stało) pozabijał ich.

EDIT: po doczytaniu do końca ta uwaga traci znacznie :D

 

– Zacznę od tego, że nie jesteś zwyczajną osobą. Zmieniasz swoją postać. Nie wiem, skąd to potrafisz i dlaczego. Ja dzięki wszczepowi wnikam w twój umysł, mogę wywołać przemianę i cię kontrolować. To wszystko co mi powiedzieli.

– Jestem potworem…

Jakby ciut za szybko Aleks godzi się z myślą, że jest potworem. Tyci nienaturalnie. Raczej spodziewałbym się czegoś w stylu: “– Co ty bredzisz? Przemieniam się? To niemożliwe!”.

 

 

 

To drobnostki.

Ogólnie opowiadanie bardzo mi podeszło. Kilka wątpliwości, jakie miałem, rozwiane / wypowiedziane zostały już w komentarzach, więc nie będę się powtarzać.

 

PS.

Dodam coś, co podobało mi się chyba najbardziej.

Przyznaję że “znikający” Gustaw mega trafił w moje gusta ;)

Do końca spodziewałem się, że jednak wyskoczy z krzaków i gromko zakrzyknie: “Haaa, jednak żyję i za sznureczki pociągam!”

A jednak nie :)

On po prostu zginął i tyle. Dobre i całkiem mocne. Zaczynasz od niego – a on błyskawicznie kończy swoją rolę. Z jednaj strony jest całkowicie nieistotny dla opowiadania (ofc. poz tym, że potwierdza się, że został wysłany na śmierć przez generała) i mogłoby go nie być, ale z drugiej to – jak dla mnie – mega celny “smaczek”.

Pozdro!

 

Cześć, silvan.

Przede wszystkim dziękuję za ciekawe uwagi ;).

Co do Gustawa, to bohater nie był istotny dla fabuły, ale scena już owszem. Uznałem, że początek ciekawiej wypadnie, jeśli napiszę go z innej perspektywy niż partyzantów czekających na nadjeżdżający konwój. No i historią cesarskiego chciałem zasugerować też, że nie do końca wszystko tu gra. Cieszę się, że taki pomysł przypadł ci do gustu :).

Pozdrawiam.

Spodobała mi się, Jagiellonie, Twoja Waga intencji, bo jak na opowiadanie traktujące o aktywnie działającym oddziale partyzantów, więcej tu spraw ludzkich niż walki i potyczek, a i element fantastyczny okazał się całkiem satysfakcjonujący.

Mam nadzieję, że poprawisz usterki, bo chciałabym, aby opowiadanie trafiło do Bibloteki. ;)

 

Mi­nę­li na­cze­pę, którą za po­mo­cą łomu pró­bo­wa­ła otwo­rzyć dwój­ka mło­dych chło­pa­ków. ―> Zbędne dookreślenie – chłopak jest młody z definicji.

 

A co jeśli, psia mać, je­steś ce­sar­skim szpic­lem? ―> A co jeśli, psiamać, je­steś ce­sar­skim szpic­lem?

Za SJP PWN: psiakość, psiakrew, psiamać euf. «przekleństwo»

 

Ry­zy­ku­je­my ży­ciem, psia mać. ―> Ry­zy­ku­je­my ży­ciem, psiamać.

 

– Komuś, psia mać, trze­ba za­ufać. ―> – Komuś, psiamać, trze­ba za­ufać.

 

Tam jakiś ce­sar­ski za­bie­rał się za młodą dziew­czy­nę. ―> Zbędne dookreślenie – dziewczyna jest młoda z definicji.

Raczej: Tam jakiś ce­sar­ski za­bie­rał się/ dobierał się do dziewczyny.

 

Wtedy z dru­gie­go po­ko­ju wy­pa­dła ko­bie­ta… ―> Rzecz dzieje się wiejskiej czhacie. Więc raczej: Wtedy z drugiej izby wy­pa­dła ko­bie­ta

 

Psia mać, źle się stało. ―> Psiamać, źle się stało.

 

Dźwięk spło­szył stado wron. Ptaki od­le­cia­ły ponad wierz­choł­ki drzew, trze­po­cząc skrzy­dła­mi i skrze­cząc. ―> Wrony nie skrzeczą, wrony kraczą, więc: …trze­po­cząc skrzy­dła­mi i kracząc.

 

Psia mać, jest tu kto?! ―> Psiamać, jest tu kto?!

 

Po­wie­ki za­czę­ły mu opa­dać . ―> Zbędna spacja przed kropką.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć, regulatorzy.

Poprawki naniesione. Dziękuję za jak zwykle przydatne uwagi techniczne ;).

No i bardzo mi miło, że tekst przypadł ci do gustu :). 

Pozdrawiam!

I ja się cieszę, że mogłam pomóc, a teraz udaję się do klikarni. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej, Jagiellonie!

Hm, twój konkursowy tekst z Z(a)miany podszedł mi bardziej. Tutaj opowiadanie wydało mi się zbyt skąpe w opisy, skutkiem czego – w moim wyobrażeniu – postaci przez większość czasu poruszały się jakby w pustce. Bardzo przypadł mi do gustu zabieg z Gustawem, jednak samych partyzantów odebrałam jako mniej interesujących. Że Cichy nie jest do końca szczery, było wiadomo, ale całkiem podobało mi się rozwiązanie fabuły.

Trochę jednak mało dowiedziałam się o świecie i panujących w nim zasadach. :(

Cześć, Silva.

Dziękuję za przeczytanie tekstu i opinię. Faktycznie świata za dużo nie pokazałem, bo bardziej skupiłem się na historii. Następnym razem postaram się bardziej rozwinąć ten aspekt :).

Pozdrawiam :).

Solidna opowieść. Odbiegasz od przewidywalnego schematu (sugestia supermocy, intryga wymagająca ich wykorzystania, wyjaśnienie, czym są), wprowadzając dodatkową pętelkę. To na plus.

Trochę wydaje mi się dziwne, że Cichy uwierzył w wypuszczenie dziewczyny. Mam cichutką nadzieję, że końcu chłopaka zalała czerwień, bo miał pozabijać żołnierzy.

Babska logika rządzi!

Dziękuję za przeczytanie i komentarz, Finklo. Cieszę się, że uznałaś historię za “solidną” ;). Co do Cichego i jego motywacji, to nie będę się powtarzał. Tak czy siak widocznie trochę nieczytelnie to przedstawiłem i stąd pojawiające się w komentarzach wątpliwości. Przyjmuję i spróbuję się poprawić przy okazji następnego opowiadania :).

Pozdrawiam.

Nowa Fantastyka