- Opowiadanie: Finkla - Świąteczna gorączka

Świąteczna gorączka

Trzeba było delikatnie popryskać tekst wodą, żeby dobić do dolnego limitu. Mam nadzieję, że to nie pogorszy smaku. Zapraszam do lektury. :-)

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Świąteczna gorączka

Jake najpierw zajrzał do swojej ulubienicy. Pierwszy case, nad którym pracował, osiem lat temu, jako żółtodziób prosto po Wyższej Szkole Marketingu. Niewiarygodne, ale wszystko poszło jak w podręczniku. Ciągle zerkał, co robi Amanda, kiedy potrzebował zebrać siły przed trudniejszym taskiem.

Bez trudu zlokalizował chip Amandy. Kobieta przebywała na podziemnym parkingu centrum handlowego. Jake uznał to za dobry omen. Po kilkudziesięciu sekundach klikania i przełączania miał na ekranie widok z kamer monitoringu. Niska, pulchna blondynka właśnie upychała w bagażniku zielonego forda liczne torby, kiedy do stojącej dwa stanowiska dalej hondy podeszła jakaś szatynka z wózkiem wyładowanym zakupami.

– Amanda, to ty?

– Klara! Jak miło cię zobaczyć!

– Co u ciebie słychać?

– A co może być słychać w grudniu? Świąteczne zakupy, oczywiście!

– Ach, ten szał! Cały rok na niego czekam. Masz już wszystkie prezenty?

– Tak. Dla rodziny kupiłam już miesiąc temu, leżą zapakowane i ukryte przed dziećmi, ale dzisiaj przyjechałam po ostatnią rzecz: roślinki dla rybek. Sama rozumiesz, że z tym trzeba czekać do ostatniej chwili. Te wodorosty nie wytrzymają długo poza akwarium…

– Jasna sprawa. Ja swoim kotom kupiłam zabawki już ze dwa tygodnie temu. Dzisiaj już tylko prezenty dla domu. Zobacz, jakie piękne ręczniki dla łazienki wypatrzyłam! Muszę się komuś pochwalić, bo pęknę! – Klara, szeleszcząc papierem, zaczęła wyciągać z torby z firmowym logo zestaw białych ręczników frotte z granatowym haftem. Wyglądały na miękkie, aż chciało się do nich przytulić.

Czoło Amandy przeszyła zmarszczka, ale kobieta bohatersko próbowała się uśmiechnąć. Grymas wyszedł mało przekonujący.

– Jakie puszyste! Piękne. Na pewno od razu waszej łazience poprawi się humor, a i wy wtedy poczujecie się lepiej.

– Mam też ekspres do kawy dla kuchni. Stary fatalnie gryzie się z kafelkami, które sprawiliśmy jej w zeszłym roku.

Koleżanki przerzuciły się jeszcze kilkoma frazesami, po czym serdecznie pożegnały, stykając policzkami w symulowanych pocałunkach. Klara wsiadła do hondy i odjechała. Amanda niespiesznie podeszła do swojego forda. Poprawiła ułożenie sprawunków. Kiedy upewniła się, że auto przyjaciółki na dobre zniknęło z horyzontu, ze złością zatrzasnęła bagażnik i potruchtała dokupić podarunki dla każdego pomieszczenia w domu.

 

Jake z uznaniem pokiwał głową i przyznał obu kobietom po kilka punktów. Modelowe klientki! Oby więcej takich!

Teraz czekało go bardziej niewdzięczne zadanie. Nie ekscytujący challenge, tylko przykry obowiązek. Vaclav miał pomarańczowy marker, co oznaczało bardzo opornego klienta.

No, oczywiście! Zamiast robić świąteczne zakupy, siedział w uniwersyteckiej czytelni. Nie dosyć, że czytał, a nie wydawał pieniądze, to jeszcze pożyczone książki! Jake nawet nie fatygował się szukaniem podglądu w bibliotece. Co klient mógł tam kupić? Kawę? Albo i to nie. Marketingowiec nie pamiętał, czy w uczelnianych bibliotekach umieszcza się automaty z napojami. Papierowe nośniki danych chyba źle znosiły oblewanie gorącymi płynami.

Przejrzał wykaz bezgotówkowych transakcji Vaclava z ostatniego tygodnia. Same drobiazgi – kanapki, kawy (a jednak!), w piątek trzy piwa i pizza… Jedyne, co mogło nadawać się na podarunek, to krem dla kobiet powyżej czterdziestki. Prawdopodobnie dla matki. Kupiony za grosze w jakiejś podrzędnej drogerii. Żenada! Zdarzały się ośmiolatki, które na prezenty dla najbliższej rodziny wydawały więcej ze swojego dziecięcego kieszonkowego.

Jake wykrzywił się pogardliwie, dołożył komentarz do konta klienta. Przeanalizował jeszcze kilkunastu podopiecznych, ale żaden nie wydawał się tak beznadziejny jak Vaclav. Marketingowiec dopisał jeszcze kilka okrągłych zdań podsumowania, przeczytał całość, po czym przesłał raport do leadera teamu, Ricka.

 

Brzęknięcie komunikatora podpowiedziało Rickowi, że któryś z podwładnych czegoś od niego chce. Aha! Jake wreszcie spłodził długo wyczekiwany raport na temat trudnych klientów. A wśród nich najgorszy ze wszystkich – Vaclav. No tak, można się było tego spodziewać… Klient już wcześniej znajdował się w pomarańczowej grupie, a po ostatnim miesiącu nawet tego marnego miejsca może nie utrzymać.

Zgadza się – kilka ujemnych punktów wlepionych przez Jake'a zepchnęło obiekt do strefy czerwonej. A tu już wiadomo…

Rick upewnił się, że Vaclav miał dwukrotny kontakt z wirusem. Wszystko było w bazie danych – pierwsze zarażenie po osiągnięciu pełnoletności, drugie rok temu. I żadnych skutków!

Teraz cały team czekało mnóstwo niewdzięcznej roboty. Należało regularnie inwigilować klienta, udaremniać wszelkie próby poznania dziewczyny i zaciągnięcia jej do łóżka. Zazwyczaj wieczorami, w ramach kiepsko płatnych nadgodzin. A wszystko to bez szans na zyski.

Ale tak trzeba. Niektóre geny są niekorzystne dla społeczeństwa i nie wolno dopuszczać do ich rozprzestrzeniania. Rick nie mógł się doczekać, kiedy projekt nowej ustawy przejdzie przez Kongres. Wtedy wreszcie będzie można zrezygnować z całego upierdliwego śledzenia klientów i po prostu eliminować obiekty odporne na wirusa Ch-r15tM45.

Koniec

Komentarze

Cześć Finklo!

Co za plot-twist! Czyli to znaczy, że jak przed koncem roku nie wyrobi się targetów, to człowiek od razu do odstrzału? XD Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że podsłuchałam rozmowę podobną do tej o prezentach dla kuchni i łazienki w ten weekend. Przyszłość zbliża się wielkimi krokami, także w święta.

Pozdrawiam

Uśmiechnęło. A i jakieś przemyślenia tu widać.

Fajna nazwa wirusa ;)

Gdyby przełożyć treść na naszą rzeczywistość, Jake i Rick to nic innego jak sztuczna inteligencja Google, która przetwarza nasze dane i usilnie próbuje nakłaniać do zakupów. Wystarczyło, że wczoraj kilka minut pogadałem o zakupie kawy, żeby połowa aplikacji raczyła mnie reklamami pysznej arabiki ;D

Dzięki, Oidrin. :-)

To nie tyle kwestia targetów, co człowieka odpornego na wszystkie sztuczki marketingowców. No, przecież nie można pozwolić, żeby takie mutanty chodziły po ziemi.

Prezenty dla kuchni i łazienki. O kurczę. A wydawało mi się, że tu ściemniam, ile wlezie. Życie jednak potrafi zaskoczyć.

Babska logika rządzi!

Dzięki, Perruksie. :-)

Cieszę się, że nazwa wirusa przypadła do gustu. W moim zamierzeniu Jake i Rick to po prostu korpoludki, ale kimże jestem, żeby narzucać swoje interpretacje. Tym bardziej, że Twoja też interesująca.

No, to prawda. Podglądają nas, podsłuchują, a potem próbują sprzedać wyniki szpiegowania…

Babska logika rządzi!

Z interpretacją to może za dużo powiedziane – w bohaterah oczywiście widzę korpoludków, bo kto inny mówiłby o kejsach, taskach, i czelendżach? ;D

Bardziej miałem na myśli, że wbrew pozorom Twój świat coś tam ma wspólnego z naszą rzeczywistością, i to nie jest wyłącznie przedświąteczny szał ;)

Czyli moja imitacja korpogadki się sprawdza. To dobrze. :-)

No, coś tam wspólnego ma. Firmy manipulują nami, jak chcą. Póki co raczej nie potrafią stworzyć wirusa na zamówienie, ale reszta się zgadza.

Babska logika rządzi!

Fajny tekst, jak to u Finkli – porządnie napisany, a poza tym oparty na dobrym pomyśle i z udanym twistem. I no cóż, do tego całkiem dobrze, jakkolwiek niezbyt kolorowo, oddający rzeczywistość. bardzo podoba mi się rozmowa dwóch klientek :)

Oczywiście klikam bibliotekę i powodzenia w konkursie :)

Dziękuję, Katiu. :-)

Miło mi, że znalazłaś tyle zalet.

Na powodzenie w konkursie za bardzo nie liczę – to króciątko, pomysł długo nie chciał przyjść, dopiero niedawno pojawił się, ale z oporami…

Babska logika rządzi!

Hmm, zastanawiam się jakim cudem ja jeszcze żyję, poza spożywką to nie pamiętam, kiedy coś kupiłam :)

 A, tak to przecież przyszłość, całe szczęście nie dożyję tego, bo nienawidzę robienia zakupów :)

Fajny tekścik. Faktycznie firmy nami manipulują i lecą równo po emocjach, szczególnie w okolicy świąt. Wystarczy pooglądać reklamy.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Dzięki, Irko. :-)

Przyszłość, a akcja rozgrywa się w Stanach. Może do nas za naszego życia już nie dotrze…

A spożywka nie jest taka beznadziejna – pierniczkami można kogoś obdarować. Albo jakąś wyjątkową herbatą… ;-)

Że manipulują, to się nie da ukryć.

Babska logika rządzi!

Cześć!

Niezłe, he he, naprawdę niezła. Jest pomysł, jest spisek, jest impreza. Krótko i na temat. Jake marketingowiec walczący z opornymi klientami, przypadkowe spotkanie przyjaciółek, prezenty dla łazienki… niezłe. I jeszcze ta ustawa na koniec, by w prawie zapisać obronę kapitalizmu przed zdrowym rozsądkiem.

Świetne opko i 3P dla Ciebie Finkla!

Pozdrawiam, polecam do biblioteki i powodzenia w konkursie!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Dziękuję, Krarze. :-)

Cieszę się, że tak pozytywnie odbierasz opko.

Aż zaczyna mnie niepokoić, że tak wszyscy chwalą… Nic to, prędzej czy później wpadnie jakiś niezadowolony klient odporny na wirusa F1nk14.

Babska logika rządzi!

Jakoś szczególnie marudzić nie mam o co, ale jakoś szczególnie chwalić, w moim odczuciu, też nie. Przyjemny tekścik, ale na długo w pamięci nie zostanie. 

Kupowanie prezentów dla pomieszczeń mogłabym zinterpretować tak, że w przyszłości wszyscy żyją w samotności i nie mają ludzi do obdarowywania, jednak dalej narrator mówi, żeby opornego klienta odciągać od rozmnażania, czyli jednak panie Klara i Amanda mogły mieć rodzinę, a nie tylko mieszkania? Tak sobie głośno rokminiam. 

Jedyne, strasznie naciągane czepialstwo z mojej strony: 

 

Zdarzały się ośmiolatki, które na prezenty dla najbliższej rodziny wydawały więcej ze swojego dziecinnego kieszonkowego.

 

Idąc za sjp, nie jest to błąd, ale słowo “dziecinny” kojarzy mi się z zachowaniem właściwym dziecku. Określenie “dziecięcy” bardziej by mi tu pasowało. 

Dziękuję, Saro. :-)

OK, jest pierwszy ambiwalentny Czytelnik. Wszystko jeszcze przede mną. ;-)

Mają bliskich do obdarowywania (na ogół, jak i teraz). Słowa Amandy:

Dla rodziny kupiłam już miesiąc temu, leżą zapakowane i ukryte przed dziećmi

Ale kilka prezentów dla członków rodziny to przecież za mało, trzeba zachęcić ludzi, żeby kupowali jeszcze więcej, co nie?

OK, zmienię na dziecięcy.

Babska logika rządzi!

A, jest rodzina! A to, mea culpa. :)

Ależ nic się nie stało. :-)

Babska logika rządzi!

ale dzisiaj dodałam ostatnią rzecz; roślinki dla rybek.

Miast średnika, dwukropka się spodziewałem.

“dodałam”, bardziej “dostałam” lub synonim tegoż byłby na miejscu.

 

A co do pomysłu: prawie dokument. Zakupoholizm w wersji podkręconej, aby kafelki się nie uskarżały na towarzystwo byle czego, a kuchnia w sieci społecznościowej mogła zamieszczać posty o guście właściciela, choć czy aby właściciela? Może już tylko użytkownika i w pewnym sensie dostawcy nowych elementów.

Zabrakło mi kilku słów więcej emocji, podczas i tuż po spotkaniu koleżanek. Jedna dumna z siebie, że kupiła więcej, druga nadrabiała miną. Zazdrość, poczucie winy i przegranej – dopowiedziałem sobie sam. 

Pomysł z utrudnieniem życia Vaclavowi fajny, ale dorzuciłbym coś: nienachalną zachętę, pokazanie, że wystarczy mały zakup i już coś ci się lepiej ułoży. Wyjdziesz do kawiarni: obsługa szepnie coś miłego, masz nowe buty, jakieś dziecko powie do swojej mamy: “kupmy takie same buty tacie!”. 

Algorytm powinien w miarę oporu konsumenta stosować malutkie zachęty, a nie bombardować. Bo wiadomo: jak się zaczyna nawałnica, trzeba zwiewać do schronu.

Świat ludzi pokazałaś nowoczesny, ale marketing tu stosowany oparty jest na brutalności, eliminacji, nachalności. A tymczasem marketing cały czas się rozwija i dzięki psychologii oraz nam, konsumentom, jest coraz lepszy. Pardon, skuteczniejszy.

 

 

 

 

Dziękuję, PanKratzku. :-)

Masz rację, dwukropek będzie lepszy. Co do dodawnia/dostawania… No, nie wiem. Wiadomo, że ona te wodorosty kupiła, ale kupowania w tym dialogu już chyba wystarczy. To nie jest komunizm, żeby się ludzie chwalili, co udało im się upolować w sklepie. Masz kasę, to kupujesz, co sobie wymarzysz.

Sieć społecznościowa kuchni. Nie wypowiadam się jednoznacznie, czy to faktycznie inteligentne domy i zrobi im się przyjemnie, jak dostaną prezent, czy tylko newage-owe brednie, że jak pogłaszczesz kuchnię w ścianę, to karma do Ciebie wróci, a kuchnia odwdzięczy się niewysypywaniem soli w piątek…

Nigdy nie umiałam dobrze w emocje. To i tak cud, że oddało się oddać uczucia zdeklasowanej Amandy.

Marketing. W moim zamierzeniu wirusa należy traktować dosłownie. I Vaclav wydaje się beznadziejnym przypadkiem. Spójrz na to w ten sposób: jeśli ktoś po dwukrotnym kontakcie z wirusem grypy nie wykazuje żadnych objawów, to po prostu jest odporny. I szkoda marnować czas na hipnotyzowanie go i powtarzanie: “Chce ci się kasłać, ciało robi się coraz gorętsze”.

Kobiety dostały jakieś tam punkty; jedna za podatność, druga za namówienie koleżanki na kolejne zakupy. Dla idealnych klientów marketing może być miły.

Babska logika rządzi!

Hmm, ciekawe jaką strategię przyjąłbym team przy czelejndżowaniu kejsów w roku pandemii koronawirusa. Z jednej strony konsumenci chcą wynagrodzić sobie trudny czas zakupami, ale działanie Ch-r15tM45 może być osłabione przez naturalne, skuteczne lekarstwo – zdroworozsądkowe obcięcie wydatków na niepotrzebne rzeczy :)

Polecał do biblioteki już nie będę, bo masz zebrany komplet :)

Pozdrawiam!

Dziękuję, Adamie. :-)

Kto wie, może teraz mamy do czynienia z prototypem, nie do końca udanym? W końcu pogłoski, że to cholerstwo wymknęło się z jakiegoś laboratorium, są liczne.

Przede wszystkim spory challenge stanowiłoby zarażenie klientów wirusem. Ale jeśli już uda się tego dokonać, to hulaj dusza, piszcz portfelu! Sprzedaż wysyłkowa rulz.

O, to już komplet się nazbierał? Dziękuję wszystkim. :-)

Babska logika rządzi!

O, to już komplet się nazbierał?

Uch, dwoi mi się w oczach :) Ostatnia polecajka jednak ode mnie.

No i teraz będzie na mnie, że wymuszam kliki…

<chowa pistolet i policyjną pałę> ;-)

Babska logika rządzi!

Wirus świątecznej gorączki w natarciu :) Gdybym nie miał żony i dzieci, miałbym dużą szansę zostać Vaclavem.

Podobało mi się.

 

Pozdrawiam

Q

Known some call is air am

Dziękuję, Outta. :-)

Miło, że Ci się podobało.

Nie mów, że nie kupiłeś dzieciom prezentów! Albo że przynajmniej nie oddelegowałeś żony do tego ważnego zadania. Bo jeśli kasa poszła ze wspólnego konta, to luzik, nikt by się nie czepiał. ;-)

Babska logika rządzi!

Nie no, dzieciom i żonie kupiłem – a także siostrzeńcom :) Z rodzicami i rodzeństwem nie robimy sobie prezentów (odgórna decyzja Frau Matki;)). Niestety moja żona musi mieć asystę podczas przedświątecznych zakupów i jestem zmuszony jej towarzyszyć w tej ważnej misji. Jedyne co wynika z tego dobrego, to fakt, że mogę sobie pogrzebać w koszach z książkami w marketach i za grosze kupić jakieś perełki, podczas gdy szanowna małżonka buszuje po butikach, w których moje towarzystwo jest jej zbędne. No i właśnie się zastanawiam, bo ona ma chyba tego wirusa, czy to jest uleczalne?

Known some call is air am

A widzisz – siostrzeńcom coś kupiłeś, czyli do Vaclava Ci daleko.

My też zazwyczaj się umawiamy, że dorosłym nie dajemy prezentów, ale zawsze ktoś się wyłamuje. W tym roku ja – mam z rodziną taki słaby kontakt przez tego cholernego covida, że chociaż książki będą im o mnie przypominać.

Ale tego wirusa jeszcze nie wyprodukowano. Póki co marketingowcy są za ciency w uszach z biologii i chemii. Ale pilnuj szanownej małżonki, żeby jej nie wykorzystali do jakichś badań… To może tylko przyspieszyć proces. ;-)

Babska logika rządzi!

Fajnie się czytało, ale początkowo wydawało się zabawne, ale zarazem skłoniło mnie do głębszych przemyśleń. Kim jesteśmy, jak bardzo już dziś śledzi nas sztuczna inteligencja algorytmów sieci społecznościowych. Czy opowiadanie to duch przyszłych świąt czy może już obecnych? 

 

Ogólnie za te przemyślenia jestem na tak . 

Dzięki, MPJ. :-)

Jak to u mnie – humor obowiązkowy.

Bardzo nas śledzi. Nie zdarzyło Ci się nigdy, że rozmawiałeś o czymś, a po chwili zza węgła wyskoczyła reklama właśnie tego czegoś? A kliknięcia to już zostają w internetach po wsze czasy.

Bo ja tutaj rzucam dowcipy o lodówce, a Lubimy Czytać ad mortum defecatum wyświetla mi reklamę lodówki właśnie. Pszipadek? Nie sądzę.

Ale wirusa, który wywoływałby przymus zakupów jeszcze nie ma. O ile mi wiadomo.

Babska logika rządzi!

Cześć.

To wcale nie jest dalekie od obecnej rzeczywistości…

Już teraz są algorytmy, skanujące twarze ludzi, odczytujące emocje. Reklamy na ekranach próbują rzeczywiście dopasować się do odczytanych wzorców.

Są całe tony nauk, mówiących o tym, gdzie wyłożyć towar, jak nęcić zapachem, obrazem, nawet światłem.

Pewnie w coś takiego świat pójdzie.

Tekst z jednej strony prosty, z drugiej dający do myślenia.

I przyjemnie się czyta :)

Pozdrawiam!

@Finkla Wirus już jest. Są nim reklamy. Jak czasem widzę, jak moje dzieci siedzą jak zahipnotyzowane podczas oglądania bajek (na szczęście rzadko się to zdarza, bo staramy się to z żona kontrolować) to odnoszę wrażenie, że jakaś część ich świadomości jest im w ten sposób odbierana i zastępowana bezrefleksyjną potrzebą posiadania. (Pamiętam też, ja sam jako dzieciak wgapiałem się w telewizor).

@Outta Sewer Ja bym nawet raz na jakiś czas został takim Vaclavem. Ile by czlowiek wtedy przeczytał, a ile napisał…

Pozdrawiam!

 

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Dziękuję, Silvanie. :-)

No, niestety nie jest dalekie. Takie SF bliskiego zasięgu. Tylko ten wirus wybiega w przyszłość.

Tak, firmy nami manipulują. Robiły to od stuleci, teraz uczą się jeszcze szybciej i mają do dyspozycji potężne narzędzia.

 

Krarze, to jeszcze nie wirus. Z reklamami możesz walczyć, a przynajmniej próbować. Telewizor da się wyłączyć lub w ogóle wyrzucić.

A jak nam idzie uciekanie przed wirusem, to wszędzie widać. ;-/

Babska logika rządzi!

Fajny szorcik, zgrabna scenka. Napisana jak zwykle z humorem i nawet mi ta korpomowa nie przeszkadzała :) Podobało mi się też, że w świecie przyszłości są jeszcze takie Vaclavy co się nie dały, czyli jest jeszcze nadzieja.

 

Dziękuję, Edwardzie. :-)

Korpogadka miała od razu pokazywać, z kim mamy do czynienia, jakoś dookreślić Jake’a, bo niewiele miejsca dostał. Ot, trybik bez znaczenia.

Nadzieja jeszcze jest. Ale tylko, dopóki ustawa nie przejdzie przez kongres. Potem już Vaclavy nie będą mogły nawet umrzeć śmiercią naturalną. :-(

Babska logika rządzi!

@Finkla Nie mam telewizora, ale to tylko częściowo pomaga, bo reklamy są dosłownie wszędzie. Internet, prasa, radio w samochodzie, nawigacja, bilbordy, telewizory u znajomych czy dziadków, i to nawet na płatnych kanałach. Na Netflix’ie nie ma – i chwała mu za to. Wystarczy, że dzieciaki przez 30 sec. popatrzą, i czasem jeszcze 3 m-c później nucą coś o jakimś sklepie. Mam świadomość, że reklama dźwignią handlu i wolę agresywny kapitalizm od wojny czy biedy, ale reklamy ryją psychę jak kret grządkę i czasem wręcz sterują naszymi wyborami.

Dobra, już nie offtopuję. Ciekawy i ważny temat poruszyłaś.

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Ależ jaki offtop? Ty chyba prawdziwego offtopu nie widziałeś. :-)

To prawda, problem jest większy niż telewizor. Ale (jak wierzę) ciągle jeszcze mamy jakieś szanse, żeby to olać. Te w internetach są tak nieudolnie dobrane do mnie, że aż śmieszne (jak ta lodówka na LC), Jak kiedyś w grudniu oglądałam czapki w jakimś sklepie internetowym, to później mi czapki wyskakiwały aż do lata. :-) Z tym łatwo walczyć – żadnej z nich nie kupiłam.

Ale z wirusem masz takie same szanse jak na zbicie gorączki siłą woli.

Cieszę się, że temat wywołuje odzew. Uważam, że myślący obiekt trudniej zmanipulować.

Babska logika rządzi!

Z tym można walczyć skuteczniej. Trochę się temu poświęcam.

Wystarczy zablokować na amen pliki cookis w przeglądarce, zwłaszcza w telefonie, a ponadto regularnie to czyścić. Jest to trochę problematyczne, gdyż część stron nie chce wtedy działać prawidłowo, a na świetnej większości trzeba za każdym wejściem ponownie akceptować ciasteczka. Niektórzy tego nie wytrzymują. Dla mnie nie ma problemu. Jeśli jakaś strona mi nie działa – trudno, żegnam. I da się żyć.

Ale to nie koniec. Większość ciągnie na androidzie. Trzeba również wejść głęboko w ustawienia swojego googlowskiego konta i porządnie przetrzepać ustawienia prywatności. To już ciut trudniejsze. Ale też się da.

I wiecie co? Uwielbiam, gdy w jakiejś grupie gadamy powiedzmy o oponach samochodowych, a już po godzinie wszyscy mają reklamy opon. Wszyscy poza mną. Ja albo reklam nie dostaję, albo dostanę powiedzmy reklamę wazonu na kwiaty :] Z dwojga złego wolę to.

Czyli można się bronić, ale trzeba znać tę sztukę walki. I wymaga to lekkich ofiar. W takim razie jeszcze bardziej się cieszę, że napisałam ten tekst. :-)

Pewnie, że wazonik jest lepszy od opon. ;-)

Babska logika rządzi!

Przykro mi, ale nihil novi. Temat nadmiaru i agresywności reklam zagościł w twórczości fantastów bardzo dawno – chyba nawet około dziewięćdziesiąt – lat temu. Natomiast forma – na plus.

Kogóż to widzą moje oczęta?!

Dzięki, Adamie. :-)

Będę pyskować – to nie jest o reklamie. To o stworzeniu wirusa zmuszającego ludzi do nieopanowanych zakupów.

Dobrze, że chociaż forma na plus.

Babska logika rządzi!

A mnie przeraziła wizja marketingowców, którzy w dowolnej chwili mogą mi wejść do głowy i podglądać, co robię. No, biorąc pod uwagę to, jak smartfony nas “szpiegują”, nie jest to tak odrealniona wizja, ale jednak komputer beznamiętnie zbierający setki danych to co innego, niż korposzczurek z trybem incognito ;)

Nazwa wirusa uśmiechnęła. Trochę na niego cierpię, ale zawsze bardzo późno się uaktywnia, wręcz na ostatnią chwilę. Też bym pewnie daleko w tym systemie nie zaszła.

Ciekawy motyw z kupowaniem prezentów dla pomieszczeń. A rozmowa psiapsiółeczek aż groteskowa. Najgorzej, że niektórzy/niektóre podobnie się komunikują… ;)

Dziękuję, Silvo. :-)

Przerażenie to też ciekawa reakcja, ale trochę możesz się uspokoić – Jake nie włazi Amandzie do głowy, tylko podgląda przez kamery monitorujące parking. No, chipy wszyscy mają – jak w “Seksmisji” – inaczej by tak łatwo nie zlokalizował celów.

Może być i na ostatnią chwilę – Vaclav już na początku sezonu był pomarańczowy. Gdyby w ubiegłym roku zrobił większe zakupy, choćby i 24 grudnia, nie wypadłby tak źle.

Taaak, podobno przechwalanie się przed sąsiadami i chęć ich przelicytowania to popularne podejście. Jakby ludzie nie mieli dosyć własnych problemów.

Babska logika rządzi!

Zawirusowani, a jakby to się jeszcze utrwalało, taki przystosowawczy symbiont do sztucznego środowiska. Marketingowcy tego nie wymyślą, ale mają swoje budżety i, niestety, strategie biznesowe opierają się na nich.

Ciekawa myśl, fabuła/koncepcja jz dobra. Szkoda, że: a/ krótkie i b/ chyba ten dialog pomiędzy dziewczynami jest zbyt groteskowy.

Dobry tekst, skarżyłabym, ale nie ma po co, już i tak będzie zaklepane w biblio. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dzięki, Asylum. :-)

Dla kogo symbiont, dla tego symbiont. Dla mnie raczej pasożyt działający na rzecz producentów. No, ale przez nich stworzony…

Znowu narzekasz, że krótkie. Powiedziałam wszystko, co miałam do powiedzenia. Co tu można jeszcze dodać?

Zbyt groteskowy, powiadasz? Może i masz rację, ale nie widzę tego. Mogłabyś rzucić więcej szczegółów?

Babska logika rządzi!

Jake nie włazi Amandzie do głowy, tylko podgląda przez kamery monitorujące parking. No, chipy wszyscy mają – jak w “Seksmisji”

Ale jednak może mnie w każdej chwili znaleźć i obserwować kamerami bez mojej wiedzy. A kto wie, co jeszcze, bo wielkie korporacje na palcu nie poprzestaną, kiedy mogą mieć całą rękę. ;)

Taaak, podobno przechwalanie się przed sąsiadami i chęć ich przelicytowania to popularne podejście. Jakby ludzie nie mieli dosyć własnych problemów.

Tak, ale też chodzi o sam język przyjaciółeczek, pełen kwików i zachwytów rodem z reklam. Może to to, co Asylum określiła jako zbyt groteskowe?

Swoją drogą, czytałam jeszcze przed poprawką fragmentu z rybkami i chciałam powiedzieć, że podziwiam ludzi zdolnych do wymawiania średników ;) Jakoś tak niezbyt to sobie wyobrażam w mowie… dwukropki, jasne, ale średnik już gorzej.

Ha, dużo, opowiedzieć ten świat! Pokazałaś jego wycinek i kulminację w trzech scenkach. Te dzieweczki, gdzieś żyją, coś robią, podobnie jak nasz Jake i jego teamleader Rick. 

Trochę one zachowują się jak ciocie-klocie, za bardzo sformalizowany – jak dla mnie – jest ten dialog. Wyobraziłam je sobie jako kobiety pi razy drzwi po trzydziestce (żeby nie nastolatki, bo sądzę, że w tę stronę idzie, znaczy przedłużamy ten czas). Nie chodzi o zachowania lecz słowa, którymi zwracają się do siebie, no i potem komentarz narratora o frazesach, niejako pieczętujący możliwe przemyślenia czytelnika.

Dla mnie interesującym wątkiem był też Vaclaw i jego dwukrotne zakażenie i cały czas nurtowało mnie też: “A oni”, ci którzy śledzą, jak sobie radzą ci, którzy posiadają wiedzę o tajemnicy. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Silvo, podglądać to już teraz każdy może – na ulicach, w sklepach, w windach, widziałam kamery w parku… Uśmiechnij się, jesteś w ukrytej kamerze. I ciesz się, że póki co anonimowo. Ale już nad tym pracują… Maseczki to – oprócz upierdliwości – także krok w stronę anonimowości. Tak mi się wydaje.

Aaaa, że zachwyty… Hmmm. Ale przecież Amanda nie może powiedzieć: “Ty suko! Przechwalasz się swoimi szmatławymi ręcznikami, że wydałaś na święta więcej niż ja”.

Oj tam. Ludzie, nawet bohaterowie literaccy, wcale nie mają takiej doskonałej dykcji. To biedny pisarz musi odwalać robotę za nich. ;-)

OK. Mnie by tam najbardziej pasował myślnik, ale to by mieszało w odczytywaniu dialogu, więc musiałam szukać znaku zastępczego.

Babska logika rządzi!

Asylum, kulminacja była? Była.

Wyobrażenie wieku zbieżne z moimi planami – mają już dzieci, ale na tyle małe, że jeszcze próbują przed czasem podejrzeć, co dostaną.

Frazesy to jakiś small talk w stylu: “A co u twojego męża?”, “Ach, doskonale, Bob wreszcie dostał awans“ (z podskórną myślą: skurwiel zdradza mnie z sekretarką), “Gratuluję, kochana, musisz się bardzo cieszyć”, “Oczywiście, jestem bardzo szczęśliwa” (kużwa, z tego szczęścia zapomniałam kupić wino, żeby się uchlać, jeśli jutro znowu nie wróci na wieczór)…

Dwukrotne zakażenie Vaclava. No, organizuje się dosyć prosto – sprawdzasz, co klient lubi najbardziej i zapraszasz do degustacji soku pomidorowego, jogurtu, paróweczek z rożna, stawiasz darmowe piwo podczas festynu… Dwa razy, jeśli pierwszy nie zadziała, bo mógł akurat mieć jelitówkę i zaraz wyrzygać albo popić gorzałą, która wybiła wirusa…

Jak sobie radzą z tajemnicą? A ilu pracowników w tej chwili wie o klientach różne dziwne rzeczy? Zwykły ochroniarz widzi filmiki z kamer, urząd miasta wie, jakie masz nieruchomości i lepiej pamięta, kiedy je kupiłaś, niż ty sama… Podpisuje się lojalkę z zakazem zdradzania informacji i tyle.

Babska logika rządzi!

kulminacja była? Była.

Była! xd

Frazesy to jakiś small talk w stylu

Tak, teraz ujawniasz. ;-) Zamieszanie – dla mnie – narobiły słowa: "kochana, jestem bardzo szczęśliwa", bo są z insta, fb (może też innych, portalowych formatów). Druga rzecz to model społeczeństwa w opisywanym okresie, znaczy co, kobitki na zakupach?

Dwukrotne zakażenie Vaclava. No, organizuje się dosyć prosto

Sposób zakażenia był dla mnie domyślny i łatwy, ale czemu nie rozwinęło się – już nie. ;-)

Jak sobie radzą z tajemnicą? A ilu pracowników w tej chwili wie o klientach różne dziwne rzeczy?

Tak, lecz ta wiedza nie podlega agregowaniu i decyzjom, idących za nimi w ślad, w sposób, o którym piszesz.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Rozmówki psiapsiółek nie wydawały mi się istotne dla fabuły. A już na pewno nie były istotne dla Jake’a. Dlaczego miałby się im intensywnie przysłuchiwać?

Model społeczeństwa. Wydaje mi się, że kobitki jednak bardziej lubią zakupy. Na ogół one zdobywają prezenty dla całej rodziny, a faceci zabijają karpie. I pewnie żadna strona nie chciałaby się zamieniać. Tak mi się wydaje, ale mogę się mylić.

Dwóch panów w tej roli sprawdziłoby się słabiej – jak na ogół nie narzekam na wyobraźnię, tak z facetem zachwycającym się ręcznikami mam problem. A gdybym opisała, jak to gospodarz kupił trambambulę dla salonu, wyszłoby śmiesznie. Ulubiona emotka Baila.

Czemu u Vaclava się nie rozwinęło? Albo miał (nie)farta i dwa razy przypadkiem zneutralizował wirusa, albo jest odporny (w końcu nawet dżuma czy ospa wietrzna nie zabijają absolutnie każdego). Rick zakłada drugą wersję.

Agregacja wiedzy. Ależ podlega. Urząd gminy na pewno gdzieś w podsumowaniu wyszczególnia, ile dostał kasy z podatku od gruntów. A jeśli ktoś notorycznie go nie płaci, to wysyła się do niego upomnienia, a w końcu zajmuje konto. Różnica polega na tym, że większość ludzi zgadza się, że podatki jednak należy płacić. Natomiast nie ma takiego konsensusu co do konsumpcjonizmu.

Babska logika rządzi!

Wybacz, zdania swego nie zmienię. To jest o reklamie, tyle że krypto – zmuszającego do rozbuchanej konsumpcji wirusa nie widać, nie słychać, nieprzeparta chęć do zakupów wydaje się “własną i naturalną”.

Nie mam czego wybaczać – Twoje zdanie, Twoja sprawa. :-)

Babska logika rządzi!

Ciekawa wizja. I w dodatku wygląda na niepokojąco prawdziwą. Niektórzy naprawdę zachowują się przed świętami, jakby byli zarażeni tym wirusem. Rozrywkowo się czytało. Dałabym klika, ale widzę w wątku już komplet :)

Dziękuję, Sonato. :-)

Fajnie, że wizja zaciekawiła. I chyba cieszę się, że zaniepokoiła.

Ale powtarzam: o ile mi wiadomo, tego wirusa jeszcze nie ma. Póki co sami się w to wpędzamy. Przez osmozę, hipnozę albo diabli wiedzą jak. ;-)

Babska logika rządzi!

Natomiast nie ma takiego konsensusu co do konsumpcjonizmu.

To ciekawe! Masz rację. :-)

 

Co do reszty, pewności u mnie nie, raczej wątpliwości. ;-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Kwestia umowy społecznej – jakie obszary ona obejmuje, jakich nie. I to ciągle ewoluuje.

Babska logika rządzi!

Gdybym miał skomentować opowiadanie jednym zdanie, to napisałbym: solidnie, ale bez błysku. ;)

Po części ma na taką opinię wpływ fakt, że nie do końca jestem odbiorcą docelowym takich historii.

Zacznę od plusów. Na pewno plusem jest humor. Tekst jest lekki, o żartobliwym wydźwięku, solidnie napisany. Trudno powiedzieć, że nie ma pomysłu, bo jest. Historia krótka, ale zamknięta.

Co mi nie podeszło? Po pierwsze, jak już pisano, że to jednak nic nowego. A druga rzecz…

Druga rzecz jest taka, że to nie do końca jest szczyt Finklowego potencjału. ;) Tekst sprawia raczej wrażenie takiej wersji: solidny szort na miarę możliwości czasowych. Może się mylę. Tym nie mniej, brakuje mi tu czegoś, co już nieraz znajdowałem w Twoich opowiadaniach.

Na przykład tu:

https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/56843163

Albo tu:

https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/22029

W pewnej mierze również tu:

https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/23883

 

Chodzi mi o taką próbę znalezienia i pełnego wykorzystania pomysłu, który może zostać na dłużej w pamięci czytelnika. W pierwszym przypadku poprzez fajne połączenie pomysłu, wiedzy, zabawy tematem “pierwszego kontaktu”, humoru.

W drugim przypadku opowiedzenie pełniejszej historii połączone z zastosowaniem nieoczywistych na pierwszy rzut oka połączeń oraz pewnej lekkości (bo to nie był tekst humorystyczny, ale z drugiej strony jeśli nawet miał się gdzieś humor pojawić, to chyba nie miało się poczucia, że wpadł nie proszony i nie pasuje).

W trzecim przypadku bardziej potencjał historii, która, rozwinięta w pełniejsze opowiadanie, dałaby bez wątpienia bardzo ciekawe opowiadanie.

W tym przypadku takiego pomysłu brakuje. Te obrazy wydają się w pewien sposób powszechne, nawet, jeśli nie pokazują rzeczywistości jeden do jednego. A ponieważ podałem trzy konkretne przykłady, mogę z całym przekonaniem napisać, że stać Finklów na więcej. :-)

Ale też na pewno jestem wdzięczny, że w tekście o świętach nie było tym razem smęcenia i ponurości. ;)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Dzięki, CM. :-)

Nie będę udawać, że to szczyt moich możliwości. Pierwsze primo jest takie, że pomysł był wymuszony. Terminy się zbliżały, a tu żaden pomysł nie chciał przyjść, w końcu wydoiłam coś z notesiku z pomysłami. Drugie primo jest bardziej creepy: po napisaniu początku (scenka z kobietami) dopadła mnie gorączka (a razem z nią atak wątpliwości, czy to koronacja). W rezultacie reszta tekstu na pewno nie była pisana z chłodną głową.

Że nie widać smęcenia, to dobrze. Ale wesołym bym tego tekstu nie nazwała.

Edytka: Czyżby pierwszy w karierze własnoręczny klik? Zaszczyconam, dziękuję. :-)

Babska logika rządzi!

Nie będę udawać, że to szczyt moich możliwości.

I całe szczęście, inaczej bym był srogo rozczarowany. ;)

Drugie primo jest bardziej creepy: po napisaniu początku (scenka z kobietami) dopadła mnie gorączka (a razem z nią atak wątpliwości, czy to koronacja).

Ale już lepiej, co?

Edytka: Czyżby pierwszy w karierze własnoręczny klik? Zaszczyconam, dziękuję. :-)

Drugi. Pierwszym wyręczyłem wstrętnych Użytkowników i wysłałem tekst do biblioteki. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Lepiej, dzięki.

No, drugie miejsce to też ładny wynik. Czyżby w takim razie Irka? Nie pamiętam, ile wcześniej miała klików…

Babska logika rządzi!

Irka. W sumie tak się jakoś fajnie złożyło, że najpierw wpadam z klikami do tych, którzy mi te prawo klikania zapewnili. :D

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Nie od dziś Drakaina głosi, że portal działa na zasadzie wzajemności. ;-)

O Dyżurnych nie zapomnij, to oni przesądzili sprawę. ;-)

Babska logika rządzi!

Przyjemne opowiadanie. Może nie ma w nim nic odkrywczego, ale uważam, że poruszony przez Ciebie, Finklo, temat i tak zasługuje na więcej uwagi. Fajny pomysł z produktami dla jakiegoś pomieszczenia, a nie do, np. dla łazienki, dla domu. Początkowy dialog wydał mi się trochę nienaturalny z tym podkreślonym przez wykrzyknik “no nie wierzę” i “ach, ten szał”. Ale to w sumie tyle jeśli chodzi o wady.

Pozdrawiam

'Cause nothin' lasts forever even cold november rain

Dziękuję, Simeone. :-)

Wygląda na to, że czytaliśmy swoje teksty równocześnie.

Hmmm. W takim razie wywalę to “nie wierzę”. Za bardzo afektowane. Ale szał na razie zostawię. Dzięki.

Babska logika rządzi!

Przyjemny szort, choć niepokojąco bliska wizja przyszłości. U ciebie wirus zakupowy na każdą okazję, u nas modele i algorytmy, często bezbłędnie podsuwające nam odpowiednie oferty zakupowe. Coś, co miało ułatwić życie, stało się narzędziem wspierającym sprzedaż. Jeszcze nieidealnym, zwłaszcza gdy trafi na obserwację odstającą, ale powoli się doskonalącym. Eh, szybko fantastyka dogania prawdziwe życie ;)

Wirus Ch-r15tM45 – Cudo!

 

Dziękuję, Kasjo. :-)

Bezbłędnie, pojawiasz? No, mnie te algorytmowe propozycje raczej bawią. A i rozrzut mają spory – czasem wózki dla niemowląt, czasem coś dla emerytów. ;-)

Kiedyś (dla tekstu oczywiście) szukałam w necie informacji, ile waży świnia w jakimś tam wieku. Potem przez jakiś czas dostawałam propozycje pasz, nawozów itp.

Od kiedy reklamy mają ułatwiać życie?

Dla kogo cudo, dla tego cudo. ;-)

Babska logika rządzi!

Bezbłędnie, pojawiasz? No, mnie te algorytmowe propozycje raczej bawią. A i rozrzut mają spory – czasem wózki dla niemowląt, czasem coś dla emerytów. ;-)

Kiedyś (dla tekstu oczywiście) szukałam w necie informacji, ile waży świnia w jakimś tam wieku. Potem przez jakiś czas dostawałam propozycje pasz, nawozów itp.

Bo one się jeszcze muszą nauczyć, że człowiek może mieć różne zainteresowania nawet w obrębie jednej grupy. Przykładem są książki – jeżeli nasze zainteresowania skupią się na dwóch, trzech gatunkach, algorytm z dużym prawdopodobieństwem zaproponuje coś, co może nas zainteresować. Ale wystarczy (tak jak w moim przypadku) wybierać z wielu gatunków, a także kupować książki związane z pracą i algorytm głupiej.

A tu miałam też na myśli algorytmy śledzące, np. aktywność na stronach, a także to, co mówimy (ile to razy gadałam z kimś, a potem dostaje artykuły/reklamy na ten właśnie temat). Inna sprawa, że szukając informacji w internecie np. do opowiadania, ogłupiamy algorytm :)

Od kiedy reklamy mają ułatwiać życie?

Z początku chyba nie takie było przeznaczenie tych algorytmów (ale tu się najlepiej sprawdziły, czytać. dużo pieniążków generowały). Z tego, co kojarzę (ale nie trzymaj mnie za słowo), ich pierwotnym zadaniem było skrócenie czasu wyszukiwania pożądanej informacji i zwrócenie takiej, która w możliwie najpełniejszy sposób odpowiedziała na nasze pytania. No, ale skoro okazało się, że to działa i to dobrze, zaraz się znalazł jakiś marketingowiec, który wyczuł piniądz ;)

Wydaje mi się, że te algorytmy podsłuchujące, o czym rozmawiamy, są sprytniejsze. Albo może nie rozmawiamy ze znajomymi o poszukiwaniach.

No, fakt. Algorytmy wyszukiwarek przed google, to dopiero była porażka. Tę zmianę nawet ja doceniam.

Babska logika rządzi!

Wydaje mi się, że te algorytmy podsłuchujące, o czym rozmawiamy, są sprytniejsze. Albo może nie rozmawiamy ze znajomymi o poszukiwaniach.

Problem w tym, że zwykła rozmowa w towarzystwie leżącego obok telefonu wystarczy :/ Przyszłość ;)

No, wystarcza. Straszne, jeśli nad tym dłużej pomyśleć. I jeszcze płacimy za urządzenia do podsłuchu niezłą kasę…

Babska logika rządzi!

Przeczytałem, zachęcony informacjąo opowiadaniu na stronie głównej…

Słabe opowiadanie. Co prawda, ma jedną zaletę – jest krótkie. Ale na tym zalety się kończą. Historia się ciągnie, opowiadanie bez emocji, myk na końcu tekstu spodziewany i oczywisty i takoż słabowity. Sprawnie napisane, to też prawda, ale nic ponadto.

Tekst zdecydowanie do przepracowania, ale i tak końcowy efekt wątpliwy.

Pozdrówka.

Dziękuję, że zajrzałeś, Roger. :-)

Fajnie, że znalazłeś chociaż jedną zaletę. A że historia przy tym się ciągnie… Pewnie można skrócić, ale jestem tuż nad dolnym limitem konkursowym.

Babska logika rządzi!

Piszesz tu od lat. To było sprawne. To tylko rzemieślnictwo. Jak struganie po raz setny patyka (tego samego, po maluteńkim skrawku). 

Żenada. 

Możesz więcej. 

 

Ignorancja to cnota.

Dziękuję, Katastrofie. :-)

W dużej części się z Tobą zgadzam. Ale patyk za każdym razem jest inny, inaczej już dawno nie zostałaby z niego nawet wykałaczka. ;-)

Babska logika rządzi!

Nie ma za dziękować, to fałszywa uprzejmość z Twojej strony. 

Ta, możesz kwestionować słówka. A idea, która za nimi stoi?

O tobie: rzemieślnik, powielacz, zawsze dobrze, ale… 

Pisz wiecznie tutaj. Zawsze. Tak samo (lub podobnie). 

 

Ignorancja to cnota.

Nudaaaa.

Ignorancja to cnota.

A skąd pewność, że fałszywa? Zróżnicowanie opinii jest dobre, przyczyniasz się do niego.

Nie kwestionuję idei, napisałam, że się zgadzam. Moim tekstom zdarza się trafiać również gdzieś indziej, ale ostatnio to utrudnione. Uważam, że na powieści mam ciągle za mało umiejętności, więc szlifuję je tutaj.

Babska logika rządzi!

A więc jestem potrzebny! Genialne w swej prostocie. 

Wiem, w zasadzie jesteś świetna, a to tutaj, to taki trening.

Od lat wielu. 

Ja wiem, masz czas…

W końcu powieść, taaa. Będzie. Jedyna. Ostateczna. 

A tymczasem? Nuuuuda. 

 

Ignorancja to cnota.

Może, może… No nie wiem. 

To nie może być. Nie. To na pewno nie: grafomania (straszne słowo). Nie, nie. Przecież definicja słownikowa będzie inna? 

Ale, gdy ktoś umie pisać i pisze byle co, dla poklasku, dla szlifu, dla … Nie, to na pewno NIE jest GRAFOMANIA. No chyba, że ktoś się nudzi, albo szlifuje formę? To wtedy jest ok. Może pisać. Tak sobie. A potem zręcznie pisać swoje odpowiedzi pod ocenami swojego pisarstwa. Żeby się DZIAŁO. 

 

Prośba: powstrzymaj się od odpisywania. Daj trzykropek, że przeczytałaś. Dasz radę?

 

 

 

 

  1.  

 

 

Ignorancja to cnota.

Babska logika rządzi!

Ignorancja to cnota.

Katastrofie, pierwsze i ostatnie przypomnienie: edytuj komentarz zamiast dodawać nowy,. jeśli między wypowiedziami mija niewiele czasu.

Wesołych!

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dobra reporterska robota, która wiele wyjaśnia;) Fajny koncept

Dziękuję, Mirosławie. :-)

Cieszę się, że coś wyjaśniłam.

Babska logika rządzi!

Napisane, jak to u Finkli, porządnie. Przewrotny finał wydaje mi się trochę skrótowy i pospieszny.

 

Plot twist mnie nie zaskoczył specjalnie, ale może to ze względu na znajomość tematu.

Odniosłem wrażenie, że ekspozycja przyjaciółek-zakupoholiczek jest nieco za długa w stosunku do reszty tekstu LUB brakuje mocniejszego wybrzmienia pointy, marketingowej zemsty na puli genetycznej świata. Bo trochę zabrakło mi takiego szkicu, konsekwencji takiej eugeniki, pardą, segmentacji klientów. Znaków jeszcze miałaś :-)

 

Dziękuję za lekturę!

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dzięki, Psycho. :-)

Powiadasz, że struktura zaburzona? Możesz mieć rację. Nie bardzo widzę, gdzie mogłabym skracać psiapsiółki, więc pewnie raczej druga opcja. Ale konsekwencje marketingowej eugeniki to już inna historia i ona nie ma wiele wspólnego ze świątecznym nastrojem…

Znaków mi nie brakowało, ale z czasem czułam się cienko. A potem dostałam gorączki (podczas pisania tego tekstu ;-) ) i szefowa kazała mi spadać do domu…

Babska logika rządzi!

O, ANDO się zwizualizowała.

Powitać Jurorkę. :-)

Babska logika rządzi!

Przeczytałam.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Dziękuję, Jurorko Morgiano. :-)

A ja napisałam! ;-)

Babska logika rządzi!

;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Pierwszy case

 prosto po Wyższej Szkole Marketingu

Prosto ze szkoły, albo zaraz po szkole.

 Ciągle zerkał, co robi Amanda, kiedy potrzebował zebrać siły przed trudniejszym taskiem.

Przypuszczam, ba, jestem pewna, że robisz to specjalnie, że budujesz postać narratora jako galernika korporacji i tak dalej. This said:

 Kobieta przebywała na podziemnym parkingu centrum handlowego.

Hmm.

 klikania i przełączania miał na ekranie

Coś mi to nie brzmi.

 podeszła jakaś szatynka

"Jakaś" zbędne.

 Na pewno od razu waszej łazience poprawi się humor

Trochę kolokwialny ten szyk. Z drugiej strony, to dialog…

 bardziej niewdzięczne zadanie

Ale to nie było niewdzięczne, i nawet nie było za bardzo zadaniem?

 ekscytujący challenge

 Vaclav miał pomarańczowy marker

Wyobraziłam sobie gostka biegającego po mieście z wielkim pisakiem…

 Nie dosyć, że czytał, a nie wydawał pieniądze, to jeszcze pożyczone książki!

Szyk trochę utrudnia parsowanie.

 nośniki danych chyba źle znosiły

Znoszą, to fakt o książkach, nie o przeszłości.

 kawy (a jednak!)

W zasadzie kawa jest niepoliczalna. Niby dwie kawy i dwie wuzetki stanowią zestaw obowiązkowy, ale jednak.

 swojego dziecięcego kieszonkowego

A jest inne kieszonkowe?

 wykrzywił się pogardliwie

Hmm.

 dołożył komentarz do konta klienta

Aliteracja.

 ale żaden nie wydawał się tak beznadziejny jak Vaclav

Hmm.

 leadera teamu

XD

 Brzęknięcie komunikatora podpowiedziało Rickowi, że któryś z podwładnych czegoś od niego chce.

Jakże subtelne to brzęknięcie :P

 Klient już wcześniej znajdował się w pomarańczowej grupie

Znajdowanie jest materialne, a nie figuratywne.

 po ostatnim miesiącu nawet tego marnego miejsca może nie utrzymać

Hmm.

 

Ho, ho, ho, cyniczny tłiścik na zakończenie. Chyba jestem w grupie pomarańczowej (nie czerwonej, bo dajcie mi dwie stówy i księgarnię…)

https://www.youtube.com/watch?v=QmvwWxzg3lc :)

 kuchnia w sieci społecznościowej mogła zamieszczać posty o guście właściciela

Pomyślałam przez chwilę, że te kuchnie i łazienki to SI w "inteligentnym" domu… chociaż czemu nie?

Telewizor da się wyłączyć lub w ogóle wyrzucić.

Jeśli się mieszka samemu… ja niestety mam regularne 451 stopni Fahrenheita, tylko ze strony heterozygotycznych członków rodziny.

 chyba ten dialog pomiędzy dziewczynami jest zbyt groteskowy

Raczej wyprany z treści i skonwencjonalizownay, niż groteskowy – ale też co te niunie mają do powiedzenia?

 stać Finklów na więcej

Normalnie stać, ale musieli kupić prezenty na Święta XD

 Od kiedy reklamy mają ułatwiać życie?

I komu?

(Zostało mi pół przeglądarki morderczych gifów.)

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Dzięki, Tarnino. :-)

Widzę, że będę musiała się przed Tobą ukrywać… I co tu zrobić z tekstem na konkurs eklektyczny, którego mam już jakieś 2/3? Bo jeszcze przyznasz mi jakąś nagrodę specjalnie po to, żebym musiała podać adres, a wtedy…

Poprawki wprowadzę po zakończeniu konkursu, ale dziękuję już teraz. :-)

No, dobra, nie wszystkie.

Tradycyjnie – wyjaśnij hmmm. I niebrzmienia. Może rozwiń?

Jakaś szatynka. A według mnie “jakaś” się przydaje. Bez tego Czytelnik mógłby się zacząć zastanawiać, skąd ta baba się wzięła i co przegapił.

Z szykiem i parsowaniem marudzisz. Trzeba szybciej czytać, a nie rozbierać każde zdanko logicznie i wyszukiwać w nim aliteracji. ;-p

Kieszonkowe można dawać także dużym dzieciom, a nawet dorosłym. Taki licealista pewnie wyciąga od rodziców więcej kasy niż kilkulatek na lizaki i gumy do żucia (nie, lodów nie możesz sobie kupować, bo się przeziębisz). I o takie malutkie kieszonkowe mi chodziło.

Kuchnia i społeczność. Może być i AI (wcześniej wyjaśniałam, że bzdury z newage rodem w zupełności wystarczą), to nie ma znaczenia dla tekstu. Chociaż powszechne inteligencje w domach pewnie wymagałyby bardziej zaawansowanej technologii również na innych polach.

Członkowie rodziny. Oj. Ale mam nadzieję, że przynajmniej nie palą Ci książek?

Niunie. Pamiętajmy, że one zareagowały na wirusa, aż miło. Co one mogą mieć do powiedzenia?

Racja, Finklowie musieli kupić stertę książek w prezencie, żeby nie stracić dobrej, pomarańczowej lokaty. ;-) Chociaż, póki żył kundelek moich rodziców, chyba tylko ja kupowałam mu jakąś zabawkę na gwiazdkę, więc może załapałabym się na żółtą grupę.

Przybij piątkę w kwestii reklam. :-)

Babska logika rządzi!

Bo jeszcze przyznasz mi jakąś nagrodę specjalnie po to, żebym musiała podać adres, a wtedy…

Curses! devil

Tradycyjnie – wyjaśnij hmmm. I niebrzmienia. Może rozwiń?

Staram się (noworoczne postanowienie, ha), ale czasami po prostu nie umiem wyjaśnić, czemu coś mi nie brzmi. Traktuj to jako subiektywne dąsy.

A według mnie “jakaś” się przydaje. Bez tego Czytelnik mógłby się zacząć zastanawiać, skąd ta baba się wzięła i co przegapił.

Skąd się wzięła, przylazła. Ulubiona_emotka_Baila.

Z szykiem i parsowaniem marudzisz. Trzeba szybciej czytać, a nie rozbierać każde zdanko logicznie i wyszukiwać w nim aliteracji. ;-p

Jak Ty gładko napiszesz, to ja szybko przeczytam :P

I o takie malutkie kieszonkowe mi chodziło

Aha.

Może być i AI (wcześniej wyjaśniałam, że bzdury z newage rodem w zupełności wystarczą), to nie ma znaczenia dla tekstu.

Nie ma, ale skojarzenie jest. Czy to źle? Chyba nie.

Ale mam nadzieję, że przynajmniej nie palą Ci książek?

Spróbowaliby…

Przybij piątkę w kwestii reklam. :-)

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Nie odpowiedziałaś, co z tekstem eklektycznym… A mam tam smoka ze skarbem.

No, niby przylazła. Ale mnie naprawdę z jakąś to lepiej wygląda.

Jak Ty gładko napiszesz, to ja szybko przeczytam :P

Ale ja nie widzę tych aliteracji. Nie przeszkadzają mi; czuję gładki tekst. To Ty marudzisz. ;-)

Skojarzenie z AI w łazience jest dozwolone.

Babska logika rządzi!

Nie odpowiedziałaś, co z tekstem eklektycznym… A mam tam smoka ze skarbem.

Pracuj, pracuj. I podeślij mi Arnubisa, bo ja nie mogę, arrrgh, arrrgh, @#$%%^^&!! wrr. Chyba faktycznie pójdę w warzywa. (Am I fishing?)

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Arnubis!!! Tarnina Cię woła.

Hmmm. Ewidentnie migasz się od odpowiedzi. Dobra, skończę tekst, opublikuję, a później się zobaczy.

Babska logika rządzi!

Ej, żyj niebezpiecznie. Co z tego, że zginiesz? Ważne, że w blasku chwały! (I chałwy.)

Lody chałwowo-kawowe, I kid you not.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Żyj szybko, umrzyj młodo, zostaw atrakcyjne zwłoki? Too late. ;-)

A lody wyglądają apetycznie. ;-q

Babska logika rządzi!

Możesz żyć szybko, jedząc lody ^^

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

O nie, kochana! Dobre lody wymagają delektowania się nimi, a nie pośpiechu jak przy kanapce z pasztetową.

Babska logika rządzi!

Ale one ziiimne są, brrrrrr…

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

No to tym bardziej – dla gardła gorzej, dla kubków smakowych mniej radochy… Tylko powolutku. :-)

Babska logika rządzi!

Powolutku umiem…

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Nie mieszajmy do dobrych lodów robota z depresją…

Babska logika rządzi!

Lody z robotem chrzęściłyby w zębach.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

A deprecha odbijałaby się czkawką albo czymś jeszcze gorszym. ;-)

Babska logika rządzi!

Huśtawka nastrojów bąbelkuje w nosie?

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Podejrzewam, że jedzenie depresji skutkuje przeciwnymi zmianami niż jedzenie czekolady. ;-)

Babska logika rządzi!

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Patronusem w deprechę? To może być interesująca metoda… ;-)

Babska logika rządzi!

Dementorzy byli personifikacją depresji. Ulubiona_emotka_Baila.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

No, niby tak.

A gdyby tak wysmarować Marvina czekoladą – czy to by coś pomogło? ;-)

Babska logika rządzi!

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

A jak działa popcorn na deprechę i roboty?

Babska logika rządzi!

Robotom włazi w tryby. I czekolada w sumie też by mogła. Popcorn niby zawiera witaminę B2, ale to chyba nic nie da na deprechę.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Czekolada pewnie mogłaby posłużyć jako smar. :-)

Babska logika rządzi!

Olej schnący, a przynajmniej krzepnący. Nieeee…

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Oj tam, wystarczy odrobina ciepełka i się rozpływa.

Babska logika rządzi!

Około 36 stopni Celsjusza. W maszynie trochę mało prawdopodobne.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Jak nie? Mój lapek nagrzewa się bardziej. ;-)

Babska logika rządzi!

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

W maszynie mechanicznej, nie elektronicznej. Albowiem:

Q = I^2 · R · t

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Bardziej przemawia do mnie obrazek Psycho. Mniam!

Babska logika rządzi!

Jakiez tu wzory sie pojawiaja :) Az od tego Q na sercu cieplej ;)

Hmmm. Pewnie byłoby fajniej, gdybym wiedziała, co podstawić pod literki…

Babska logika rządzi!

I – wartosc natezenia pradu, R – opor przewodnika i t – czas. Ogolnie to I^2*R to moc, a moc w czasie "t" to energia ;)

A Q to ciepełko ^^

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Się wie ;)

 

Pozdrawiam

Q

Known some call is air am

Dzięki. Prąd to ten kawałek fizyki, za którym nigdy nie przepadałam. Ale tak mi się jakoś wydawało, że I to natężenie, a U napięcie. Za to R bardziej mi się kojarzy z promieniem, więc tu trochę wpadka.

Babska logika rządzi!

E tam, ja też nic nie pomnę. Wzór wzięłam z Międzysieci XD a literki są kwestią konwencji. Wprawdzie ta koleżanka, której tłumaczyłam logikę, chciała koniecznie p i q jak w podręczniku, zamiast moich a, b, a niekiedy m, ale to tylko świadczy o paraliżującej fobii lub myśleniu na poziomie przedoperacyjnym.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Zawsze to jakieś pocieszenie…

Babska logika rządzi!

Dziękuję, Jurorze Arnubisie. :-)

Nie chcesz się zarazić wirusem – wyślij cyborga. Zawsze to jakaś metoda… ;-)

Babska logika rządzi!

Opowiadanie do mnie nie przemówiło, a zwłaszcza dialogami, które opornie mi się czytało. A wizja Świąt przyszłości też nie zainteresowała.

Pozdrawiam!

 

Dziękuję, Chalbarczyk. :-)

OK, nie przemówiło, to nie przemówiło. Mam wrażenie, że nasze gusty się rozjeżdżają.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka