- Opowiadanie: dantes - Niech żyje król, niech umrze magia

Niech żyje król, niech umrze magia

Polecam się do czytania ;)

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

mr.maras, Finkla

Oceny

Niech żyje król, niech umrze magia

Niech żyje król, niech umrze magia

 

Szedł pustymi, ciemnymi korytarzami. Rękę położył na rękojeści miecza, opuścił wzrok. Za oknem szumiało, kroki dudniły i odbijały się od ścian.

Mijał podobizny dawnych monarchów. Jednego za drugim, na obrazach dawno zakurzonych, albo innych – wykutych w granicie. Spod posągu wyskoczył kot, zjeżył się na widok ciemnej postaci. Zapachniało kocimi szczynami. Monarchia musi trwać – pomyślał mężczyzna i westchnął.

Podniósł oczy. Można było mieć wrażenie, że martwi królowie wiodą za nim wzrokiem, jakby czekali czy zobaczą potwierdzenie tego, co już niedługo musi się stać. Spojrzał na pierwszego z brzegu, brodatego, a jakże i groźnego, o którym pisano w kronikach, że wyrżnął miasto za odmowę płacenia podatku i szukanie pomocy u sąsiadów. Nazwany został „Wielkim”. Monarchia musi trwać.

Pokiwał głową, bo całe życie poświęcił tej myśli. Na pooranej zmarszczkami i bliznami, choć przecież jeszcze nie starej twarzy, widać było niejeden grzech, który popełnił, tłumacząc się właśnie tak. Nigdy nie szukał przebaczenia. Wystarczyło mu, że służył.

Teraz miał przed sobą kolejne zadanie. Przystanął, wciągnął powietrze, pachnące wilgocią, świecami i starym drewnem. To na pewno stanie się najbliższej nocy, trzeba napiąć mięśnie.

Wyjrzał przez okno, straże były na murach, księżyc na niebie. Nic nie zapowiadało końca i nowego początku, ale zanim świt nadejdzie, zanim zakręci się historia i zatańczą sztylety, jeszcze trzeba wykonać kilka czynności. Czy wszystko jest gotowe? Czy na pewno nad ranem ujrzą konnych pod murami? Skoro świat ma wirować, niech to to robi zgodnie z jego wolą i dla dobra królestwa. Monarchia musi trwać.

Nie spodziewał się towarzystwa, ale w ciemnościach korytarza spotkał kanclerza, który przemykał pod ścianami.

– Pieczęcie zabezpieczone? – Spytał. Kanclerz skinął głową.

– I klejnoty też bezpieczne. Można zaczynać. – Powiedział królewski urzędnik, minął Siwego i niemal pobiegł w stronę komnat królewskich.

Siwy patrzył za nim. Widział jak Kanclerz pędził, by zdążyć zająć jak najlepsze miejsce. Do załatwienia zostało Siwemu jeszcze kilka spraw.

………..

Stanął przed komnatą, straże nawet nie drgnęły. Żołnierze znali go doskonale, a poza tym on, Siwy jak o nim mówili, mógł wchodzić wszędzie. Zapukał, a ponieważ nikt mu nie odpowiedział, pchnął drzwi. W migotliwym świetle zobaczył wielkie łoże, a na nim dwie postaci. Twarz następcy tronu mignęła i zniknęła, a dalej dostrzegł innego mężczyznę.

Siwy odwrócił wzrok, skrzywił usta. Ciągle nie mógł się przyzwyczaić do upodobań księcia, mimo upływu wielu lat i wielu okazji, w których mógł wszystko dokładnie obserwować.

– Już czas, wasza wysokość. – Szepnął. – Już czas. – Powtórzył. Książę spojrzał na niego, westchnął i gestem dał znać, by wyszedł. Siwy skłonił się i zniknął za drzwiami. Następca tronu odepchnął kochanka, wstał, zaczął się ubierać. Przypiął do boku krótką szpadę, odgarnął długie włosy.

– Będziesz ze mną?

– Do końca, wasza miłość. – Powiedział młody mężczyzna, zakładając strój gwardzisty. Miał twarz anioła, bez zarostu, na głowie jasne loki. Błękitne oczy, rozmarzone jak u poety patrzyły, jakby chciały zajrzeć w duszę każdemu, kogo spotkał. I zaglądały. Dzieciak, z twarzy tak śliczny, że dziewczyna prawie, ale niejednego, który się na jego wygląd nabrał, ten aniołek wyprawił prosto do Boga.

Siwy musiał odwiedzić jeszcze jedną komnatę. Musiał i chciał. Tyle tam było wspomnień, tyle westchnień, pocałunków, miłości. Jedyne miejsce na świecie, gdzie mógł odetchnąć, na chwilę odpiąć szpadę, usnąć z uśmiechem. Wszedł. Królowa siedziała przy oknie, patrzyła w gwiazdy. Nawet nie drgnęła, słysząc kroki i skrzypienie drzwi. Podszedł, ukląkł, ucałował jej dłoń. Oparł czoło na poręczy krzesła. Mimo wszystkich chwil, które pamiętali razem, ona ciągle była jego panią, a on – tylko sługą. Tak sobie obiecali, że tak będzie, bo tak jest prościej, nawet gdy byli sami. Królowa pogładziła go po włosach.

– Przyjedzie?

– Wysłałem po niego najlepszych ludzi – powiedział Siwy.

– Obiecaj mi, że dzisiaj w nocy nikt nie będzie długo cierpiał.

– Nie mogę tego obiecać, ale zrobię wszystko, pani.

…..

Zbliżał się czas napięcia mięśni, zaległa nad zamkiem noc nienawiści i skradała się jutrzenka nagłej śmierci. Trzeba się było przygotować, wyostrzyć zmysły. Zszedł do kuchni. Potrzebował samotności. Przymknął oczy, wciągnął powietrze, oparł ręce na kolanach. Długie, siwe włosy zakryły mu twarz. Sięgnął do kieszeni i wyjął małą buteleczkę. Przez chwilę bawił się nią w palcach – znał dobrze ten smak, który kojarzył się ze śmiercią, a potem wziął szybki łyk.

Zawsze było tak samo. Widział płomień, przez który się przedzierał. Czuł zapach krwi i końskich odchodów. Słyszał krzyki mordowanych mężczyzn, którzy rzucali broń i prosili o litość, ale nikt ich nie słuchał. Widział kobietę w poszarpanej sukni, którą przyprowadzili mu żołnierze. Pamiętał nienawiść w jej oczach i zaciśnięte usta. Mieczem nie był w stanie przeciąć jej gniewu.

To wszystko go nie przerażało. Tak musiało być na wojnie, ale z jednym wspomnieniem walczył. Zawsze, kiedy próbowało się wedrzeć do jego mózgu, zamykał oczy, poruszał ustami. Co mówił? Nie modlił się, nie wierzył w żadnego boga, ani tym bardziej w wielu bogów, ani w szczęśliwy los, ani w magię. Nic ani nikt nie mogło mu pomóc. Zostawał z nim tylko strach i wspomnienia. Bał się, że znów zobaczy tamte dzieci.

– Pa…pa…pa…panie..ee…

Spojrzał na Jąkałę, który wynurzył się z ciemności – to był młody chłopak, pomocnik kucharza. Nie powinno go tu być. Na szczęście to był niewidomy niedojda, więc nikt nie dowie się, że dowódca królewskiej gwardii zażywa narkotyki.

– Czy kró-ó-ó..ól dzisiaj…siaj u-umrze?

– Skąd wiesz, kim jestem?

– Bo-o-oję się… Sta.. stary król by… był do-o-o-bry… Mło-o-dy ksią..ksią…żę nie jeeest.

– Nowy król też będzie dobry.

……………

Pod bramą było cicho. Żołnierze stali na murach, wiał chłodny wiatr. Siwy szedł przez dziedziniec i po raz pierwszy od dawna zadrżał. Coś się czaiło.

W komnacie, w której leżał konający monarcha, było cicho. Nawet teraz ten człowiek budził lęk wielu ludzi, choć przykryty szkarłatnym prześcieradłem, miał zamknięte oczy i lada chwila miał przejść na tamten świat. Potężna pierś unosiła się i opadała, unosiła i opadała, a ten ruch śledziło kilkunastu ludzi. Kiedy pierś opadnie po raz ostatni, zaczną się nowe czasy i trzeba będzie działać szybko, żeby jak najlepiej się w nich urządzić.

W rogu sali, w najciemniejszym kącie, stał wysoki mężczyzna. Ubrany na czarno, ze srebrną szpadą przy boku, z czarną brodą i prostymi, długimi włosami, wyglądał jak jeden z tych, którym się wręcza pieniądze nocą w lesie i w milczeniu, bo ich uczynki muszą zostać w ciemnościach.

Młodszy syn króla bawił się złotą spinką i nucił pod nosem:

 

Hej, hej śpiewajmy póki czas,

Hej, hej śmierć nie złapie nas,

Hej, hej jedzmy tłusto, pijmy wino,

Hej, hej nim niech uciechy nas nie miną.

 

„Stary wreszcie sczeźnie, jedna śmierć przybliży marzenia o koronie”.

Młodszy książę patrzył na ojca, leżącego na łóżku.

„Między życiem w cieniu a tronem już niedługo zostanie tylko jeden człowiek, a przecież tragedie się zdarzają. Raczył się urodzić wcześniej i to wystarczyło, by zostać następcą ojca, mieć jego miłość, uznanie i… nawet tym wzgardzić. Kto on jest? Fircyk, zboczeniec i utracjusz. Ma wszystko i zmienia to w proch. Zniszczy królestwo”.

Młodszy książę zacisnął zęby, ale zaraz potem się uśmiechnął. Śmierć wszystko uprości. Spojrzał na swojego przybocznego, który udawał, że drzemie, oparty o stół. Potem nadstawił ucha i zdawało mu się, że za drzwiami usłyszał chrzęst broni i kroki. Uśmiechnął się jeszcze raz i nalał sobie wina, czekając na śmierć ojca. Wszystko było przygotowane.

Następca tronu wszedł do komnaty bez pukania. Rzucił okiem na leżącego na łożu króla i siadł na krześle. Za jego plecami stanął Dzieciak, a trochę dalej, w cieniu miejsce zajął dawny kochanek księcia, jego przyboczny i przyjaciel z lat dziecinnych. Trzymał się z dala od światła, ale gdy drzwi komnaty się otworzyły, drgnął. Następnie zrobił krok do przodu i zajął miejsce za prawą ręką księcia.

– Jak długo musimy jeszcze czekać? – Spytał następca tronu, patrząc po twarzach obecnych. Szambelanowie, ministrowie, lokaje milczeli.

– Już niedługo – słaby głos króla słyszeli tylko ci, którzy stali blisko łóżka. Książę przestał bawić się rękawiczkami. – Podejdźcie do mnie, wszyscy…

Siwy, który siedział blisko króla widział, jak synowie stanęli po przeciwnych stronach łoża. Widział, jak podeszli radcy i ministrowie. Widział, jak się między sobą przepychają. Zrobił się tłok. Kilku postaci nie mógł jednak rozpoznać, bo cały czas kryły się w cieniu. Kto to był? Czy to ci, których tutaj ściągnął? Czy ukradkiem wszedł ktoś jeszcze? Nie było już czasu, żeby sprawdzać.

Król oddychał z trudem, ale widocznie zioła uśmierzające ból przestały działać, skoro odzyskał świadomość. Zakażona rana jątrzyła się i ropiała. Kilku delikatnych, bardziej wrażliwych, oddychało przez perfumowane chusteczki.

– Mój czas się kończy – wyszeptał. – Zawsze go było za mało, nawet na uciechy. Całe życie oddałem królestwu. Grzeszyłem w jego imię. Boże, przebacz mi… Teraz, zanim umrę, chcę… muszę zrobić jeszcze jedną rzecz dla dobra mojej monarchii. Wierzę, że Bóg nie zdąży się dowiedzieć, zanim stanę na sądzie, albo… pokiwa głową na znak, że i tak niczego innego się nie spodziewał. I pominie tę zbrodnię…

Przerwał, oddychał, zamknął oczy, a kiedy je otworzył, znów przez chwilę był starym królem, twardym królem, który zgniatał opornych i łamał sumienia.

– Kochałem was, ale od zawsze byliście dla mnie bólem, wrzodem na królewskiej dupie. Ty – spojrzał na następcę tronu – Joresinie wolałeś bawić się z chłopcami niż zajmować się sprawami królestwa. Trwoniłeś pieniądze, a dzieci mieć nie będziesz. Myślisz, że nie wiem, jakiej choroby się nabawiłeś, grzebiąc w dupach gwardzistów? Przez twoją lekkomyślność straciliśmy tysiące ludzi, najlepszej szlachty. Nigdy ci tego nie zapomnę, oni – tu pokazał na zginających się w ukłonach ministrów – też nie.

Przez salę przeszedł szmer. Siwy zacisnął pięści. Wzrokiem szukał swoich ludzi. Krew pulsowała, zmysły były wyostrzone.

– A ty Zentaro jesteś okrutnikiem i sadystą. – Powiedział do młodszego syna. Wiem, że utopisz królestwo we krwi, rozpętasz szalone wojny. Kiedy wyrżnąłeś buntowników, z którymi przegrał twój brat, żołnierze wiwatowali. Ale pragnąłeś więcej chwały, więc wyrżnąłeś jeszcze jedno miasto. Czego chciałeś? Mojego uznania? Złota? Morduje się tylko tyle, ile trzeba, głupcze. Ja każdą ofiarę mam dobrze policzoną.

Król zamilkł, oddychał, przymknął oczy.

– Żaden z was nie może zostać królem. Żaden nim nie zostanie. Na szczęście mam jeszcze jednego syna i to jego ustanawiam następcą. Już niedługo tu przybędzie, wezwałem go, by zrzucił kapłańskie szaty. A wy… skoro prawo daje wam pierwszeństwo, a nie możecie panować… to pójdziecie ze mną do piekła.

To były ostatnie słowa króla.

Siwy podniósł się, wyprostował. Teraz wydawał się wręcz ogromny i w ręku trzymał szpadę. Za oknem świtało, budziło się miasto, słychać było ruch i tętent koni. To, co się potem stało w komnacie umierającego króla, kroniki pisane na zamówienie panujących, zawsze starają się przemilczeć.

Zawirowało. Siwy wszystko widział jak przez mgłę. Ruszył na książąt, a z tyłu wyskoczyli jego trzej pomocnicy. Następca tronu pchnął stojącego najbliżej szambelana i skoczył do ucieczki, wrzeszcząc.

– Teraz!

Dzieciak skoczył, Siwy zasłonił się rękawem kaftana, odbił cios. Zamachnął się szpadą, uskoczył. Z rogów komnaty ruszyli czterej gwardziści, najlepsi do zabijania, jakich znał. Zrobił się tłok i zamieszanie. Ministrowie uciekli pod ściany.

Młodszy książę skoczył do drzwi, otworzył je na oścież. Wpadło kilku zbrojnych. Ktoś, coś krzyczał, ktoś inny złapał się za twarz. Minister skarbu płakał, trzymając się za brzuch i starając zatrzymać krwawienie. W zamieszaniu Siwy skoczył na młodszego księcia, pchnął go sztyletem w biodro, zamachnął się drugi raz, ale ktoś uderzył go tak, że upadł. Spojrzał, zasłaniając się mieczem. Stał nad nim przyboczny księcia. Już unosił miecz, kiedy z ust chlusnęła mu krew i padł na wznak. Za nim Siwy zobaczył Dzieciaka, uśmiechniętego od ucha do ucha i z dwoma sztyletami w rękach.

Skoczyli na niego dwaj ludzie Siwego, sczepili się, odskoczyli. Jeden osunął się na podłogę. Siwy skorzystał z zamieszania i ruszył szukać książąt. Na korytarzu panowało zamieszanie grupka żołnierzy biegła w stronę komnaty króla, inni ludzie wybiegli z bocznego korytarza, ubrani na purpurowo, w barwy młodszego syna króla – ruszyli za tamtymi. Pod ścianą leżał kucharz, z nożem w ręku, z przebitym gardłem, pustymi oczami patrząc w okno.

– Skąd u licha wziął się tutaj kucharz? – pomyślał Siwy, biegnąc tam, gdzie spodziewał się znaleźć książąt. Jeśli wszystko idzie jak trzeba, to już zaraz jego zaufani ludzie powinni otwierać bramy.

Młodszego księcia znalazł za zakrętem. Stał oparty o ścianę, krwawił.

– Wasza wysokość… – Szepnął, a potem pchnął w samo serce. Wyjął sztylet, poprawił celując w wątrobę.

Jedna, konieczna śmierć już za nim. Na szczęście poszło szybko. Następcę tronu znalazł w jego pokojach, ubranego w pancerz. Zaskoczył go, gdy wybiegał na korytarz. Niemal wpadli na siebie.

– Puść mnie… Ojciec zmarł, jestem królem!

– Nie jesteś i nigdy nie będziesz.

– Puść mnie, a obsypię cię złotem.

Siwy już nie słuchał, ruszył na Joresina. Oddychał ciężko, ale musiał dokończyć sprawę. Książę był świetnym szermierzem. Uchylił się od pierwszego ciosu, drugi sparował, a następnie sam zaatakował fintą. Obrócił się, spróbował cięcia szerokim łukiem. Siwy uskoczył, ale potknął się o zwisającą z łoża kołdrę. Wystarczyło. Ktoś pchnął go w plecy, a książę ciął go w pierś. Mężczyzna osunął się na kolana i widział, jak następca tronu wybiega. Słyszał, jak woła do siebie gwardzistów.

Siwy widział jak za księciem wyszedł kanclerz. Na progu jeszcze się obejrzał, poprawił koronki, a potem zniknął w ciemnościach.

Ile czasu minęło? Czy już można czekać na śmierć, czy jeszcze można wstać i ratować królestwo? Mężczyzna podniósł się, oparł o ścianę, nasłuchiwał. Na dziedzińcu coś się kotłowało. Chwiał się na nogach, ale ruszył dokończyć zadanie, albo zginąć. Ruszył w stronę bramy.

Słońce już wstało, mgły się podnosiły. Z drugiej strony murów słychać było tłum zbrojnych, na który czekał. Brama powinna być już otwarta. Co się dzieje? Widział walczących i ginących pod ciosami swoich żołnierzy, którym nakazał otworzyć bramę i zabronił słuchać rozkazów książąt. Widział, jak do następcy tronu dobiegają coraz to nowi gwardziści. Książę stał w połyskującej zbroi, odbijającej pierwsze promienie słońca. Gdyby umiał być takim królem, można byłoby zostawić go przy życiu.

Z drugiej strony rąbano bramę. Po kolei odpadały drzazgi, a łomot siekier budził zdziwienie i przerażenie mieszkańców. Kto atakuje zamek? Jedni uciekali, inni zatrzaskiwali okiennice. Ktoś chlusnął pomyjami z góry, oblewając żołnierzy. Ci, którzy przybyli na targ, biegali we wszystkie strony. Jakiś koń stanął dęba i zaczął galopować, rozbijając stragany.

Siwy zaczął się przedzierać przez tłum, chciał dostać się do księcia, wykorzystać zamieszanie. Brama musi zostać otwarta za wszelką cenę. Był już blisko, ścisnął mocniej miecz, kiedy powietrze zawirowało i stało się szafirowe. Zapachniało bzem i deszczem. Padł na kolana, spróbował wstać. Jakaś dziwna siła osadzała go w miejscu. Spojrzał, co się dzieje. Ludzie wokół niego też nie byli w stanie ustać na nogach. Ktoś się czołgał, inny trzymał się za czaszkę, która po chwili eksplodowała. Gdzieś płakało dziecko. Zapach bzu był coraz intensywniejszy, powietrze wirowało i odpychało Siwego od bramy. Balon, chroniący następcę tronu, stopniowo się rozszerzał.

Książę walczył z ludźmi Siwego pod bramą i wydawał rozkazy, osłaniany jakąś niewidzialną tarczą. Źródłem tej siły była zakapturzona postać, która stała obok niego. Nie było widać jej twarzy, nie wykonywała żadnych gestów, stała z opuszczonymi rękami, patrzyła w ziemię, ale nie ulegało wątpliwości, że to ona panuje nad tym wirem, który rzucał ludźmi na zamkowym dziedzińcu.

– Magia… kurwa, niemożliwe… – Wyszeptał Siwy. Nigdy jej nie widział. Wydawało się, że zginęła na dobre, że to stara legenda, która ożywia zakurzone umysły, podnieca starców, głupców i dzieci. Król całe życie poświęcił na usunięcie magii z królestwa. Kazał palić księgi, wyrzynać zielarzy, gwałcić driady, które ślubowały dziewictwo. Zamknął szkołę czarnoksiężników. Podburzył ludzi przeciwko magom, którzy za bardzo rośli w siłę i za bardzo myśleli o wpływach politycznych, zamiast służyć ludziom. I teraz jeden z nich pomagał następcy tronu. Kim był? Przetrwał czy skądś przybył? Był magiem Ziemi czy Powietrza? To i tak nie było istotne. Ważne było to, że miał Moc. Jak z nim walczyć? Siepacze Siwego wyrżnęli wszystkich w zamku, a teraz kulili się za załomami muru przed wirującym od magii powietrzem. Siwy sam się przed nim uginał. Był bezsilny. Na murach pojawili się łucznicy księcia. Z drugiej strony słychać było krzyki rebeliantów, próbujących przebić się prze bramę.

Świetlista kula rosła i rosła, zasłaniając powoli bramę. Książę położył rękę na ramieniu maga i przymknął oczy. Ludzie wokół próbowali się czołgać, było coraz więcej krwi. Słońce zniknęło z nieba, pojawił się na nim księżyc, a jednak ciągle było jasno. Zaczął wiać lodowaty wiatr i sypać śnieg, chociaż był środek lata. Z otwartych okien zamkowej biblioteki wyfrunęły księgi i po chwili spadły do rynsztoka. Matka rzuciła na ziemię małego chłopca i usiadła pod murem, a jego siostra, która jeszcze przed chwilą trzymała się matczynej spódnicy wyrwała sztylet z rąk gwardzisty i pobiegła przed siebie. Z burdelu po drugiej stronie ulicy wybiegła gromada nagich mężczyzn ściganych przez roznegliżowane kobiety.

– Co tu się, kurwa, dzieje?

Łucznicy zaczęli okrążać gwardzistów. Kiedy Siwy zobaczył konia biegnącego tyłem, podjął decyzję. Ruszy na księcia i niech się dzieje wola nieba. Jeśli stal nie przebije tej bańki, to on przynajmniej zginie. Lepiej umrzeć niż patrzeć na hańbę i ten chaos. Poprawił rękawice, chwycił miecz, uniósł się, zrobił krok… i wtedy usłyszał śpiew. Z początku cichy i jakby nieśmiały, jakby dziecko nuciło sobie pod nosem w czasie zabawy.

Zatrzymał się, chociaż strzały świstały wokół niego. Skąd dochodzi ten dźwięk? Co się dzieje? Kto śpiewa? A dźwięk rósł i rósł, nabierał siły, potężniał z każdą chwilą. Tony były coraz wyższe. Nie mógł rozpoznać słów i stał jak skamieniały. Czy tylko on to słyszy?

Książę otworzył oczy. Zakapturzony uniósł głowę, rozłożył ręce. Coś tu nie grało, coś zakłócało magię. Coś porządkowało chaos. Ten śpiew miał moc niszczenia i tworzenia, zabijania i ożywiania. Był pierwotną siłą, której nie da się w żaden sposób opanować. A jednocześnie był porządkiem, który może uspokoić rodzący się chaos. Wtedy Siwy zobaczył Jąkałę, idącego powoli przez zalany krwią dziedziniec.

Chłopiec szedł i śpiewał, a jego głos był czysty, mocny i pewny. Pod wpływem tych dźwięków bańka otaczająca księcia i maga zaczęła się kurczyć, zmieniać barwę. Pojawiły się na niej zarysowania. Postać w kapturze złożyła ręce, zebrała w nich świetlistą kulę, a potem pchnęła ją w stronę Jąkały. Nic to nie dało. Magia śpiewu była silniejsza. Kula rozprysła się na miliardy świetlistych kropel i zniknęła w powietrzu, rozsiewając zapach bzu. Siwy przypomniał sobie, że niektórzy upośledzeni, niedojdy, mają w sobie Moc.

Bańka wokół następcy tronu też pękała. Nie było sensu dłużej czekać. Skoczył. Był już blisko, niemal na odległość pchnięcia, kiedy trafiła go strzała. Osunął się na kolana, za chwilę spadło drugie uderzenie. Patrzył na stojącego nad nim księcia. Tracił przytomność, ale zobaczył jeszcze jak jego dawny kochanek wyciągnął sztylet i wbił go księciu w szyję. Książę padł na ziemię, a Siwy usłyszał jak zabójca nachyla się nad umierającym księciem i mówi:

– Nie będę patrzył, jak jesteś szczęśliwy z kimś innym.

Potem zapadła ciemność.

………

Kiedy się obudził, zobaczył klęczącego nad nim młodego księcia, na którego przybycie czekał i obok niego królową. Żołnierze biegali w różne strony, dorzynali tych, którzy nie chcieli się poddać. Siwy próbował się podnieść, ale nie dał rady. Nie wiedział, czy już umarł, czy wszystko mu się śni, czy za chwilę spadnie cios. Patrzył tylko i patrzył. A w końcu zaczął się śmiać.

– Mamo… tato… udało się – powiedział książę, ściskając Siwego za rękę.

– Udało się, synku – wyszeptał, a z zamkniętych oczu popłynęły mu łzy. – Udało się… monarchia będzie trwać.

Siwy rozejrzał się wokół. Wszystko wracało do normy. Ludzie wysuwali nosy z bram i drzwi. Zaczynali się gromadzić wokół księcia. Patrzyli też na Jąkałę, który znów był małym, skurczonym chłopcem i siedział pod murem, pilnowany przez żołnierzy. Mieszkańcy stolicy pokazywali go sobie palcami, coś szeptali.

– Co się wydarzyło?

– Trafiły cię dwie strzały, mój kochany. – Powiedziała królowa. – Joresin nie żyje, zabił go jego… przyjaciel.

– To wiem. A co się stało potem?

– Bańka pękła, gwardziści wyrżnęli ludzi księcia i otworzyli bramę. Reszta była już bardzo prosta. – Książę się uśmiechnął.

– A ten, tutaj? – Siwy wskazał ręką na Jąkałę. – Co z nim?

Książę popatrzył na gromadzących się mieszkańców stolicy, którzy podchodzili coraz bliżej do chłopaka. Zmarszczył brwi i popatrzył gdzieś w bok.

– Magia musi zginąć. Ludzie nie są nią gotowi.

Koniec

Komentarze

Cześć,

 

całkiem fajny tekst, nieźle się czytało.

 

Choć nie była to do końca płynna lektura, trochę usterek poniżej. Jakaś mała betunia pewnie by większość wygładziła – nie wiem czy wiesz jak betować, info znajdziesz tutaj.

 

Fabularnie jak dla mnie nieco zbyt gęsto – no bo mamy romanse Siwego z księciem i jego matką, zabójstwo książąt, twist z dzieckiem Siwego no i jeszcze Jąkała i starcie magów + jeszcze twist z Jąkałą na samym końcu. Nie wiem też czy dobrze zrozumiałem, ale gdzieś po drodze jeszcze zdrada kanclerza, który częstuje Siwego sztyletem w pokoju księcia, nie? Panie kochany, toż to materiał na niezłych rozmiarów powieść, A chciałoby się więcej info, bo historia jest dla mnie interesująca :)

 

Jeszcze kilka uwag:

Niech żyje król, niech umrze magia

 

na obrazach dawno zakurzonych, albo innych – wykutych w granicie.

Propozycja: “od dawna zakurzonych”.

Wykutych – to, moim zdaniem, jakaś płaskorzeźba, a nie obraz.

 

Spod posągu wyskoczył kot

Nagle posąg się pojawia – warto byłoby to uporządkować. Obrazy i posągi tam stoją, tak?

 

martwi królowie wiodą za nim wzrokiem

“Wodzą”.

 

 

– I klejnoty też bezpieczne. Można zaczynać. – Powiedział królewski urzędnik, minął Siwego i niemal pobiegł w stronę komnat królewskich.

W moim przekonaniu lepiej, żeby imię bohatera objawiło się w dialogu, niż we wstawce narratora. Albo dopiero poniżej, w następnym paragrafie fajnie je wprowadzasz: “Stanął przed komnatą, straże nawet nie drgnęły. Żołnierze znali go doskonale, a poza tym on, Siwy jak o nim mówili, mógł wchodzić wszędzie”.

Tak poza tym ta ksywka jest dla mnie nieco przaśna, jak spod budki z piwem. W fantasy bardziej by mi pasowało, “srebrny”, albo “biały”.

 

– Już czas, wasza wysokość. – Szepnął. – Już czas. – Powtórzył.

 

Mimo wszystkich chwil, które pamiętali razem,

Coś mi tu nie pasuje. Może “wspominali”? Bo razem pamiętać raczej nie można.

 

Tak sobie obiecali, że tak będzie, bo tak jest prościej, nawet gdy byli sami

Sporo tych taków ;)

 

– Czy kró-ó-ó..ól dzisiaj…siaj u-umrze?

Mam sporo jąkających się kolegów, po wypowiedzeniu danego słowa nie powtarzają już kolejnych sylab tego słowa – jąkała zacina się w środku słowa. 

 

Nawet teraz ten człowiek budził lęk wielu ludzi, choć [+był] przykryty szkarłatnym prześcieradłem, miał zamknięte oczy i lada chwila miał przejść na tamten świat.

 

Hej, hej nim niech uciechy nas nie miną.

Chyba coś tutaj się popsuło.

 

a trochę dalej, w cieniu miejsce zajął dawny kochanek księcia, jego przyboczny i przyjaciel z lat dziecinnych.

Chodzi o Siwego? Romansował z księciem i z jego matką, królową? Nieźle :)

 

Myślisz, że nie wiem, jakiej choroby się nabawiłeś, grzebiąc w dupach gwardzistów?

Konkretnie przemówił monarcha :D

 

Zapach bzu był coraz intensywniejszy,

A agrestu nie było czuć? Bo jeśli tak, to ani chybi Yennefer ich poniewiera ;)

 

– Mamo… tato… udało się – powiedział książę, ściskając Siwego za rękę.

 

 

Ludzie nie są nią gotowi.

“Na nią”.

 

Pozdrawiam!

Martwe liście i brudna ziemia, kiedy Ciebie obok mnie nie ma

Cześć.

Mam mieszane uczucia. Historia sama w sobie ciekawa, choć klasyczna – ale to dla mnie akurat żaden problem.

Jak napisał BasementKey – jest zbyt gęsto. Przez to panuje chaos, a i narracja jest tak prowadzona, że nie ułatwia zorientowania się w tym, kto co robi, kto kogo pchnął / ciął, kto z kim wygrał, czego kto chciał.

Jako, że jestem psychofanem magii (w każdym RPG grałem magiem ;)) dość podoba mi się motyw magiczny. Fajnie dałeś poczuć potęgę człeka w kapturze, że wszyscy latali jak liście na wietrze. Gdy przeczytałem w komentarzu BasementKey o pojedynku magów, aż zatarłem ręce – ale samym pojedynkiem minimalnie się rozczarowałem – mógł być ciut bardziej widowiskowy :) Pomysł ze śpiewem ok, z końcowym załatwieniem sprawy magów – też smutne zaskoczenie na plus.

Za to językowo myślę, że jest sporo do poprawki. I żeby nie było – taki mądry jestem od wczoraj / przedwczoraj, gdy Regulatorzy wytknęła mi mnóstwo moich błędów.

Przede wszystkim źle zapisujesz dialogi (też dowiedziałem się tego ostatnio o sobie).

Masz też rodzaj maniery budowania zdań z brakującym spójnikiem.

 

Spod posągu wyskoczył kot, zjeżył się na widok ciemnej postaci

Wyjrzał przez okno, straże były na murach, księżyc na niebie.

Jedyne miejsce na świecie, gdzie mógł odetchnąć, na chwilę odpiąć szpadę, usnąć z uśmiechem.

Przymknął oczy, wciągnął powietrze, oparł ręce na kolanach.

Młodszy książę skoczył do drzwi, otworzył je na oścież.

 

To tylko kilka z nich. W większości tych zdań – w mojej opinii – przydałoby się “i” lub ewentualnie inne opcje.

 

Językowo ogólnie sporo do poprawy, ale sama historia nawet wciągająca i przyzwoity zalążek magii. Myślę, że jak włożysz w to jeszcze nieco pracy, to będzie to bardzo przyzwoite opowiadanie :)

Powodzenia!

 

Bardzo dziękuję za wszelkie uwagi :) Z tą "gęstością" sprawa wygląda tak, że opowiadanie powstało na potrzeby grupy, wktórej sobie pisuję. W opowiadaniu miały być pokazane trzy/cztery dowolne uczucia, a objętość nie za duża. Wymyśliłem, że najwięcej uczuć można skoncentrować na pogrzebie/łożu śmierci, a jeśli jeszcze umiera król… :) . Nie lubię, kiedy opowiadania, powieści polegają na snuciu się i rozterkach wewnętrznych, stąd pewnie upchnąłem u siebie tak dużo wydarzeń, jak tylko się dało. A z tymi switchami, to miałem trochę radochy. Ten z Jąkałą wydał mi się logiczny dla hasła "monarchia musi trwać" – książę, który był nadzieją na zmianę okazał się po zdobyciu władzy taki sam, jak umierający król. Rzeczywiście, kiedy przeczytałem Wasze komentarze, to zacząłem o tym myśleć jako o fragmencie większej całości. Jak dużej? Pewnie, jeśli brałbym się do ulepszania, to już w stronę naprawdę dużej formy. Zgadzam się, że wntakim układzie motywacje mogą nie być jasne, a sama akcja w pewnym momencie bardzo przyspiesza. Nawet teraz przychodzi mi do głowy jedna scena, która mogłaby cokolwiek rozjaśnić w motywacjach magów. Język? Pewnie sam nawet nie zdaję sobie sprawy z tego, co mi ukształtowało taką manierę. Staram się pisać zdania, które mi ładnie brzmią. A zapewne podoba mi się to, co znam. Tylko skąd to znam? Zapach bzu? No tak, Sapkowski kiedyś mną zawładnął i tak mi zostało. Dialogi? Tu mam sporo do poprawy i nijak nie mogę zapamiętać, co gdzie, kiedy i jak zapisać. Ksywa? Kiedy wymyślam imiona/ksywy bohaterów w oderwaniu od opowiadania, to wydają mi się dobre, a kiedy sam je czytam, to miałkie. Dzięki za podpowiedź

Szczerze mówiąc nie wciągnąłem się, choć historia i intryga mają potencjał. Jak dla mnie akcja była nieco zbyt chaotyczna i ciężko było mi ją śledzić. Dla mnie to były "animki", dużo nie do końca spinającej się akcji (zbyt szybkie przejścia między scenami). Napakowanie akcją, w mojej opinii nie pomogło też budowie napięcia,szczególnie, że żaden bohater nie wzbudził mojej szczególnej sympatii. Miejscami zdania wydały mi się niezgrabne, ale ogółem czytało się dobrze, w pewnym momencie nawet się wciągnąłem.

Kolejny głos sugerujący, że czasami less is better :) Dzięki!

Wydaje mi się, że opowiadania – zwłaszcza w przeciętnej ilości znaków – nawet 40 tysięcy – są jednak na tyle małe, że ciężko upchnąć tam olbrzymią ilość informacji i zdarzeń.

Myślę, że na podstawie tego, co próbowałeś tu wcisnąć, mógłbyś spokojnie zrobić 200 – 300 k.

I wydaje mi się, że dałbyś radę :)

 

“Nie lubię, kiedy opowiadania, powieści polegają na snuciu się i rozterkach wewnętrznych”

 

A ja akurat lubię :) Oczywiście, pod warunkiem, że wnosi to coś sensownego do opowiadania, czy powieści. Jeżeli ktoś wali opis przyrody na kilkanaście stron, to już nieciekawie. Ale jeśli ktoś w taki sposób opisuje zależności między kimś / czymś, opisuje właśnie sensownie czyjeś rozterki, albo zdarzenia jakie miały miejsce – może być ciekawie.

Dla mnie taka Droga Królów, to akurat książka w sam raz na grubość :)

Jedną z rzeczy, których bardzo nie lubię w książkach / poczynaniach bohaterów – jest brak sensowych związków przyczynowo skutkowych. I wielu – ponoć nawet niezłych książkach – zdarzają się akcje w stylu, że ktoś nieznajomy kogoś woła, mówi mu: jesteś wybrańcem, zrób to i idź tam. A ten: no ok.

O snuciu opowieści wiem co nieco – próbuję pisać coś sporego (jak pewnie niejedno z nas na portalu :)). Zaczynam 3 tom.

Na chwilę obecną, całościowo:

strony: 750

wyrazy: 324 549

znaki (bez spacji): 1 831 589

znaki ze spacjami: 2 162 828

akapity: 8 629

wiersze: 27 574

 

I zgroza mnie ogarnia po ilości baboli, jakie wytknęła mi Regulatorzy w krótkim opowiadanku :D

 

 

BTW: Popracuj też nad choreografią i widowiskowością walk ;)

Dantesie, nie mogę pozbyć się wrażenia, że to nie jest samodzielne opowiadanie, że raczej fragment czegoś większego wcisnąłeś w ramy opowiadania.

Owszem, w komentarzu piszesz o okolicznościach powstania tekstu, ale pragnę zauważyć, że publikując go tutaj, nie byłeś już związany żadnymi ograniczeniami, nie musiałeś brać pod uwagę wymogów narzuconych przez grupę, w której pisujesz. Myślę, że opowiadanie tylko by na tym zyskało.

Postaci, choć starałeś się przedstawić je należycie, pozostały, moim zdaniem, dość letnie, ledwo zarysowane – przypuszczam, że zbyt wiele starałeś się zawrzeć w niezbyt długiej opowieści. A ponieważ rzecz rozgrywa się w ciągu zaledwie jednej nocy i poranka, a może właśnie dlatego, odniosłam wrażenie, że tak jak brakło miejsca na należyte rozwinięcie wszystkich wątków, tak brakło go także na należyte zaprezentowanie wszystkich postaci.

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia.

Mam nadzieję, Dantesie, że Twoje przyszłe opowiadania będą pełniejsze, ciekawsze i zdecydowanie lepiej napisane. ;)

 

Rękę po­ło­żył na rę­ko­je­ści mie­cza… ―> Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: Położył dłoń na rę­ko­je­ści mie­cza

 

Za oknem szu­mia­ło, kroki dud­ni­ły i od­bi­ja­ły się od ścian. ―> Czy dobrze rozumiem, że kroki odbijały się od ścian?

A może miało być: Za oknem szu­mia­ło, a dud­ni­enie kroków od­bi­ja­ło się od ścian.

 

Mo­nar­chia musi trwać – po­my­ślał męż­czy­zna i wes­tchnął. ―> Nie ma błędu w takim zapisie myśli, ale może zechcesz skorzystać z uwag tego poradnika: Zapis myśli bohaterów

 

choć prze­cież jesz­cze nie sta­rej twa­rzy… ―> …choć prze­cież jesz­cze niesta­rej twa­rzy

 

– Pie­czę­cie za­bez­pie­czo­ne? – Spy­tał. Kanc­lerz ski­nął głową. ―> Narracji nie zapisujemy z didaskaliami. Winno być:

– Pie­czę­cie za­bez­pie­czo­ne? – spy­tał.

Kanc­lerz ski­nął głową.

Tu znajdziesz wskazówki, jak poprawnie zapisywać dialogi: https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/

 

Wi­dział jak Kanc­lerz pę­dził… ―> Dlaczego wielka litera?

 

Oparł czoło na po­rę­czy krze­sła. ―> Krzesło nie ma poręczy, ma tylko oparcie, o które można weprzeć plecy. Poręcze ma fotel.

 

a potem wziął szyb­ki łyk. ―> …a potem szybko wypił łyk.

Łyków się nie bierze.

 

– Pa…pa…pa…panie..ee… ―> W jednym wielokropku brakło jednej kropki. Wielokropek ma zawsze trzy kropki.

Tu znajdziesz wskazówki, jak można zapisywać jąkanie: https://poradnia-jezykowa.uni.lodz.pl/faq/zapis-jakania-sie/

 

to był młody chło­pak, po­moc­nik ku­cha­rza. Nie po­win­no go tu być. Na szczę­ście to był nie­wi­do­my… ―> Lekka byłoza.

 

– Czy kró-ó-ó..ól dzi­siaj…siaj u-umrze? ―> Skoro w pierwszym zapisie jąkania użyłeś wielokropków, powinieneś być konsekwentny i tutaj nie używać dywizów, bo wprowadzają bałagan. Mogą być albo wielokropki, albo dywizy.

 

Hej, hej nim niech ucie­chy nas nie miną. ―> Tu chyba miało być: Hej, hej niech ucie­chy nas nie miną.

 

– A ty Zen­ta­ro je­steś okrut­ni­kiem i sa­dy­stą. ―> Czy w tym świecie na pewno znano słowo sadyzm? Czy na pewno znano markiza de Sade, od nazwiska którego pochodzi ten termin?

Proponuję: – A ty, Zen­ta­ro, je­steś bestią i okrut­ni­kiem.

 

Na ko­ry­ta­rzu pa­no­wa­ło za­mie­sza­nie grup­ka żoł­nie­rzy bie­gła w stro­nę kom­na­ty króla, inni lu­dzie wy­bie­gli z bocz­ne­go ko­ry­ta­rza… ―> Powtórzenia.

Może: W ko­ry­ta­rzu pa­no­wa­ło za­mie­sza­nie, grup­ka żoł­nie­rzy bie­gła w stro­nę kom­na­ty króla, inni lu­dzie wyłonili się zza zakrętu

 

ale ru­szył do­koń­czyć za­da­nie, albo zgi­nąć. Ru­szył w stro­nę bramy. –> Czy to celowe powtórzenie?

Może w drugim zdaniu: Podążył w stronę bramy.

 

sły­chać było tłum zbroj­nych, na który cze­kał. ―> Przypuszczam, że czekał na zbrojnych, więc: …sły­chać było tłum zbroj­nych, na których cze­kał.

 

stanął dęba i za­czął ga­lo­po­wać, roz­bi­ja­jąc stra­ga­ny.

Siwy za­czął się… ―> Powtórzenie.

Nie mogę pozbyć się wizji, że koń, stanąwszy dęba, galopował na tylnych nogach, przednimi młócąc powietrze. ;)

 

pró­bu­ją­cych prze­bić się prze bramę. ―> Literówka.

 

Tra­cił przy­tom­ność, ale zo­ba­czył jesz­cze jak jego dawny ko­cha­nek wy­cią­gnął szty­let i wbił go księ­ciu w szyję. ―> Czyj kochanek? Bo ze zdania wynika, że Siwego, choć nie wykluczam, że Siwy był biseksem.

A może miało być: Tra­cił przy­tom­ność, ale zo­ba­czył jesz­cze jak dawny ko­cha­nek księcia wy­cią­gnął szty­let i wbił mu ostrze w szyję.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję, jeśli kolejna osoba zwraca uwagę na relację objętości opowiadania do intensywności wydarzeń, to nie ma co dyskutować. To ciekawe, co piszecie o możliwości rozszerzenia historii. Spróbuję się zmierzyć z tym kiedyś.

Co do prezentacji postaci. Czasami próbuję i stawiam to sobie za cel, żeby jednym gestem czy słowem danej postaci powiedzieć o niej jak najwięcej. Może stąd się bierze ich letniość?

Czy można edytować i przerabiać opowiadania, które już zostały opublikowane tutaj?

Bardzo proszę, Dantesie. ;)

 

Czasami próbuję i stawiam to sobie za cel, żeby jednym gestem czy słowem danej postaci powiedzieć o niej jak najwięcej. Może stąd się bierze ich letniość?

Jeśli przeczytam, że Jacek i Marek lubili się, to z duża dozą pewności mogę założyć, że to mili chłopcy, chętnie przebywają w swoim towarzystwie i chyba fanie im się rozmawia, bo zapewne nadają na podobnych falach, ale tak po prawdzie to nie będę wiedziała o nich nic.

 

Czy można edytować i przerabiać opowiadania, które już zostały opublikowane tutaj?

Tak, Dantesie. Jest to wręcz zalecane i oczekiwane, aby kolejni czytelnicy nie musieli potykać się na już wskazanych błędach i usterkach.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Rzeczywiście, to historia z pewnym potencjałem na pełnometrażowe opowiadanie (max. 40 tys. znaków, z tą powieścią bym się powstrzymał). Nie jest może specjalnie oryginalna (w fantasy po Martinie czy Kay'u ciężko zaskoczyć pałacowymi/zamkowymi intrygami), raczej dosyć klasyczna, za to z pewnością solidnie „napakowana”, o czym wspominali przedmówcy. Po w miarę spokojnym, zapowiadającym późniejsze wydarzenia (i w sumie zarzucającym haczyk na czytelnika, chociaż spodziewałem się, że historia pójdzie w bardziej zaskakującym kierunku) wprowadzeniu, mamy potem nieustanną i dynamiczną akcję, dosyć chaotyczną, czasami jakby niezrozumiałą (co wynika z pewnych zgrzytów narracji, konstrukcji zdania i innych baboli warsztatowych), w której przeprowadzasz kilka zwrotów i wprowadzasz niepodziewanie magię (a już miałem narzekać na brak fantastyki w tekście).

Widać tu dryg do pisania, smykałkę do klecenia zdań i trafnych spostrzeżeń, ale fabularnie mimo wszystko (na razie) jest dosyć sztampowo (jakby w scenariuszu klasycznego systemu RPG). Zagęszczenie koligacji i układów/zdrad dworskich godne brazylijskiego serialu. W trakcie lektury miałem z początku pewne skojarzenia z opowiadaniem „Mów mu, panie” Dicksona („Call Him Lord” – polecam), ale gdy w finale okazało się, że Siwy robi prywatę i osadza na tronie (własnego) bękarta królowej, przekaz okazał się nieco mniej idealistyczny. Sam finał (wątek Jąkały) również może się podobać za swoją przewrotność moralną.

Za to nie całkiem przekonuje mnie motywacja postaci. Król, który skazuje na śmierć własnych synów (w tym pierworodnego) jeszcze ujdzie (z wielkimi oporami), chociaż budzi wątpliwości. Oczywiście nawet przy założeniu, że nie miał pojęcia, że trzeci syn nie jest jego dzieckiem. Bardziej zastanawia postawa królowej (chyba jednak matki owych dwóch starszych synów skazanych przez rodziców na śmierć). Nasze/prawdziwe średniowiecze widziało różne sytuacje, ale u Ciebie, poprzez brak odpowiedniego wprowadzenia postaci i rozjaśnienia sytuacji, ciężko uwierzyć w takie motywacje i zachowania. Pewne rzeczy wyciągasz dosłownie z kapelusza (mag, Jąkała), a zamieszanie na zamku i jego okolicach wydaje się aż nieprawdopodobne (straże słuchające Siwego zamiast prawowitego następcy tronu, kolejne zdrady, rewolucja, za którą stoi w sumie umierający król, dający się wydymać kochankowi małżonki? itd.).

Zamieszanie pokazane w drugiej części historii, do którego wszyscy uczestnicy niby się przygotowywali, ostatecznie przerasta każdego z uczestników i wydaje się mało wiarygodne. Rodzina królewska wyrzyna się na oczach służby, Siwy okazuje się jednak leszczem, dworzanie zachowują się nieco nielogicznie i dziwacznie w tym wszystkim (mimo że rozumiem powstanie jakichś stref wpływów i koterii), a ja mam wrażenie, że takie „zamachy stanu” przeprowadza się jednak zupełnie inaczej. W tej gonitwie czytelnik może się pogubić: kto jest Dzieciakiem, kto młodszym księciem, kto księciem, kto kogo pchnął, w co itd.

Od strony warsztatowej też mam sporo uwag, ale mimo wszystko tekst jest ciekawie napisany i po dobrej redakcji na pewno by zyskał. Na razie na zachętę daję klika do biblioteki (tylko popraw wskazane przez komentujących babole). Pisz, poprawiaj, widać przecież, że będą z Ciebie ludzie.

Co jeszcze… Na pewno za późno dowiadujemy się, że bohater ma ksywę Siwy. Wyszło nienaturalnie. Na pewno masz zły zapis części dialogów. Raz piszesz powiedział z małej bez kropki (poprawnie) innym razem „Szepnął” wielką z kropką przed myślnikiem (błędnie). Obie czynności są przecież gębowe.

Są w tekście zdania niezamierzenie zabawne: Zbliżał się czas napięcia mięśni, zaległa nad zamkiem noc nienawiści i skradała się jutrzenka nagłej śmierci. Są i takie, od których zgrzytają zęby: Widział jak Kanclerz pędził, by zdążyć zająć jak najlepsze miejsce. Są też zdania źle skonstruowane: Między życiem w cieniu a tronem już niedługo zostanie tylko jeden człowiek, a przecież tragedie się zdarzają. Ale są i takie, które mogą się podobać: Kiedy pierś opadnie po raz ostatni, zaczną się nowe czasy i trzeba będzie działać szybko, żeby jak najlepiej się w nich urządzić. 

Masz niewąpliwie problemy z interpunkcją: Na korytarzu panowało zamieszanie grupka żołnierzy biegła w stronę komnaty króla, inni ludzie wybiegli z bocznego korytarza, ubrani na purpurowo, w barwy młodszego syna króla – ruszyli za tamtymi. Zdarzają się też paskudne powtórzenia: Chwiał się na nogach, ale ruszył dokończyć zadanie, albo zginąć. Ruszył w stronę bramy.

Pewne zdania budujesz według podobnego schematu (jak zauważył Silvan, być może brakuje w nich właśnie spójnika). Podobnie jest z akapitami, czasami tuż obok siebie zaczynasz je w podobny sposób:

 

Młodszy syn króla […]

Młodszy książę patrzył […]

Młodszy książę zacisnął zęby […]

 

Ps. No i co to za dziwaczna kropkoza między rozdziałami? Nie można jak człowiek, trzy gwiazdki na środku?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Tak jak zostało to wspomniane fabuła jest dość sztampowa. Fajnie byłoby zobaczyć jakieś pogłębienie tego motywu o jakieś szczegóły lub dodanie pewnego rodzaju psychologicznego podejścia. A propos fabuły jeszcze – ostatnia wola króla wygląda dość nierealnie dla mnie. Wypomina tam pewne rzeczy, a moim zdaniem jakby miał wyciągać konsekwencje, to zrobiłby to wcześniej, a nie na łożu śmierci.

Na plus zaliczę sceny walki – dość dynamiczne i realne. Ogólnie, to przykróciłbym to opowiadanie aby było bardziej skondensowane. Niemniej jednak, czekam na Twoje dalsze tytuły. Pozdrawiam

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

No, zgodzę się z przedpiścami, że wydarzenia są mocno sprasowane. Chyba warto dodać im więcej powietrza, a czytelnikom oddechu.

Ksywki postaci wyglądają dziwnie. Ciągle nie wiem, kim jest Dzieciak. Jaką funkcję pełni Siwy, że tak go gwardziści słuchają? To sprawia wrażenie zabawy chłopców, imiona i/lub tytuły wypadłyby lepiej, IMO.

Dziwne, że bękart wie, kim jest jego ojciec i mówi o tym bez skrępowania, a król wydaje się nie mieć o tym pojęcia.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka