- Opowiadanie: oidrin - Głód w Nilfheimie

Głód w Nilfheimie

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Głód w Nilfheimie

Wraz z nocą, która pożera dzień, przychodzi czas głodu. Jak to matka wiedziałam, że i tej zimy niełatwo będzie nam wykarmić dzieci. Inni nie mieli łatwiej, więc i mnie nie wypadało narzekać. Wychowałam i pielęgnowałam moich synków, chciałam być dumną panią, wokół której uwija się czternastu chłopa. Synkowie, choć rośli aż miło, nie szło to u nich wcale w parze z zaradnością, ani choćby ciutką mądrości życiowej. Łyszkoliz, Garkotłuk, Skyropij. O tych najstarszych martwiłam się najbardziej. Chociaż, nikomu nic nie ujmując, z pozostałych też były gagatki, że głowa mała.

– Piwa mi dolej, babo! – zagrzmiał zatopiony w fotelu mąż.

Potrafił tkwić tak bez ruchu od rana do nocy, dopominając się o każdy najmniejszy drobiazg. Wiedziałam, że to po nim cała trzynastka pociech wyrosła na takich trutni.

– Nie ma już! – O mało nie zgrzytnęłam zębami ze złości. – Nic już w tym domu nie ma.

– To rusz się i coś z tym zrób, durna! Ja mam stare kości, kruche jak lód.

– Wstydziłbyś się! – krzyknęłam i otwarłam skrzypiące drzwi spiżarki. Była pusta. – Wstydziłbyś, że tak o nas wszystkich nie dbasz! Co z ciebie za mąż i ojciec?!

– Jedyny, jakiego macie.

Nie mogłam się nie zgodzić. Tylko czemu dłonie spracowane po latach dbania o jego leniwy tyłek same zaciskały się w pięści? Świecokrad, Progowąch i Mięsohak. Tych trzech lubiło mi dokładać zmartwień. Przez to przynajmniej ojciec nie śmiałby się ich wyrzec.

– A kota posłałaś na łów?

Spuściłam głowę, przyglądałam się startym noskom ocieplanych kapci. Na nowe nie mogłam sobie pozwolić, a od ziemi ciągnęło aż niemiło. Taki już urok mieszkania w jaskini.

– Wysłałaś czy nie? – nalegał, oblizując żarłoczną gębę.

– Nie będę biednej kociny wyganiać na mróz! – Tupnęłam nogą. – Jeszcze się nabiega, mój puchaty miluszek!

Mąż spojrzał na mnie z wyrzutem. To prawda, że ani o nim, ani o żadnym z naszych psotnych synków nie mówiłam tak czule. Żadne z nich przecież nie dbało o nic ponad własną wygodę. Co innego kot, choć nie łączyły go ze mną więzy krwi, troszczył się o zapasy w spiżarni każdej zimy. Czasem wydawało mi się, że kocham tego wyliniałego sierściucha bardziej od całej gromadki synków-nieudaczników. Troska nas dwojga ratowała skórę tych, którzy sami zginęliby z głodu i zimna.

 

***

Jak co roku przed nocą przesilenia do miasteczka przyjechał cyrk pana Odinssona. Niby w domu miałam z tymi urwipołciami sporo do roboty, ale wolałam od niej sztuczki i darmowy poczęstunek. Od dawna marzyły mi się jabłka w karmelu. Spakowałam więc kota do torebki i wymknęłam się za próg. Dwóch z moich niepoważnych synków chichotało, odprowadzając mnie wzrokiem. Podglądacz i Okrąglaczek. I co, że jestem matką? Dość miałam bycia uwiązaną przy domu, jak suka nie przymierzając.

Śnieg skrzypiał pod podeszwami butów, a ciągnąca się nieprzerwanie do wiosny noc nie dodawała wcale otuchy. W ciemności zamigotały wreszcie czerwone światełka cyrku pana Odinssona, najsłynniejszego na świecie połykacza ognia. Od lat w miasteczku nie było takiego przedstawienia. Kot wystawił ciekawski pyszczek z torebki i miauknął.

– Pańcia pokaże ci prawdziwą frajdę. – Pogładziłam go po łebku zgrabiałą z zimna ręką. – Też nam się coś od życia należy, mruczusiu.

Za podświetloną lampkami bramą, która wyglądała na zbudowaną ze świątecznych lasek cukrowych, stał wielki, szkarłatny namiot. Karzełki w spiczastych czapeczkach stojące jeden na drugim rozdawały gościom jabłka w karmelu – bilet wstępu na przedstawienie. Ech, moi synkowie, Owcogamoń i Miskoliz nieźle by się tu ubawili. Nie zasłużyli jednak na tę chwilę próżniaczej rozrywki tak jak ja i mój miły kotek.

Ze względu na ponadprzeciętny wzrost usiadłam w ostatnim rzędzie. Ach, niełatwo być kobietą, a olbrzymką już zwłaszcza. Kot umościł mi się na kolanach. Mruczał, jakby był zadowolony, że razem odpoczniemy tu od codziennych obowiązków. Spektakl zapowiadał się wyśmienicie. Żeby nie stracić ani chwili z widowiska, rzuciłam ogryzkiem jabłka w grupę elfów w pierwszym rzędzie. Dokuczliwy szept ustał, choć nie bez przekleństw. Ogryzek o mało nie urwał jednemu z plotkarzy głowy.

Na grzbiecie tęczowego jednorożca na arenę wjechał gnom w cylindrze, który miał pełnić funkcję konferansjera. Uchylił kapelusza i pokłonił się publiczności, stanąwszy uprzednio w siodle. Zapowiedzi okraszał mało śmiesznymi żarcikami, ale nie był tu wcale gwoździem programu. Scenę szybko skradły mu wróżki akrobatki oraz troll woltyżer. Po nich elfi magik wyciągał króliki z kapelusza i kolorowe chusteczki z rękawa.

Wreszcie przyszedł czas na główną atrakcję. Pan Odinsson wjechał na arenę na rydwanie ciągniętym przez konia z płomieni, któremu potem kazał skakać przez przeszkody. Obręcze z metalu topiły się, wieńce jodłowe płonęły, a ich przyjemny zapach unosił się w powietrzu. Trzask-prask i koń zmienił się w sójkę. Machnięciami jej ognistych skrzydeł kierowały dłonie pana Odinssona. Ptak pofrunął aż po trapezy okupowane nadal przez akrobatki, zatoczył koło i usiadł na ramieniu sztukmistrza. Ten po chwili chwycił płomienistą ptaszynę w palce i połknął, aż dym poleciał mu uszami.

Klaskałam i gwizdałam jak wszyscy. Przedstawienie przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Tylko kotek, markotny coś, kichnął, prychnął i schował się do torebki. Biedna kocina, nigdy nie przepadała za kolorem czerwonym.

Przy wyjściu z cyrku stała drabina, z wysokości której pan Odinsson kłaniał się wszystkim, mniejszym i większym, gościom swojego przybytku. Mijałam właśnie cukrową bramę, gdy usłyszałam jego melodyjny głos.

– Cóż to za niesamowity zwierzak! – Odinsson zerknął na sterczące z torebki kocie uszy. – Czy byłoby z mojej strony nadużyciem, gdybym rzucił na niego okiem?

– Ależ skądże – odparłam. Kot jak na złość nie chciał wyściubić nosa z ukrycia.

Właściciel cyrku uśmiechnął się szelmowsko i zaśpiewał:

 

Dam grosik za kotka w twoim oknie,

Co merda ogonem jak pies.

Dam grosik za kotka w twoim oknie,

Wiem przecież, że sprzedać go chcesz.

 

Przypomniałam sobie reklamę proszku do prania czy innego odświeżacza powietrza. To stamtąd znałam tę melodię. Telewizor, choć nie odbierał wielu kanałów, mieliśmy przecież na stanie. Sztukmistrz skłonił się, brawurowo balansując na podtrzymywanej przez karły drabinie.

– Loki Odinsson, miło mi.

– Gryla Gunnarsdottir, mnie również.

– Nie chwaląc się – pan Odinsson skłonił się szarmancko – jestem znany z tego, że każde, nawet najbardziej krnąbrne zwierzę, wytresuję zgodnie z potrzebami właściciela.

– Nie bardzo rozumiem…

– Pani pupil mógłby być łowny bardziej niż rekin i lis śnieżny. Nauczyłbym go chętnie paru drobnych trików. Z czystą przyjemnością, niewiele więcej potrzeba mi w zamian.

Spojrzałam na stroszącego czarne futro mruczusia. Nieufnie strzelał świecącymi ślepkami na boki, prychając raz po raz. Niby nie można było narzekać na to, co przynosił nam do tej pory, ale w porze głodu pusty brzuch rządzi głową, nie na odwrót. Marzyło mi się jakieś świeże, nieprzechodzone mięsko i niekoniecznie zając czy niedźwiadek. Cokolwiek, byle nie smutna zawartość naszej spiżarki. Ileż można przetrwać na przetworach z jagód?

– Jak długo trwałoby to szkolenie?

– Nie dłużej niż trzeba – odrzekł zagadkowo pan Odinsson. – Tak w sam raz, żeby przeżyć w spokoju tę zimę.

 

***

Od trzech dni tęskniłam za kotem. Żaden z moich gnuśnych synków nie potrafił zastąpić mi pupila. Drzwiotrzask i Mlekokisł prześcigali się w fortelach, które rozśmieszały jedynie ich gburowatego tatkę. A o reszcie nawet nie wspomnę. Owinięta niedźwiedzim futrem siedziałam przy wejściu do jaskini. Pan Odinsson obiecał, że nasz sierściuch wróci tam z nowym, lepszym łupem. Czekałam i czekałam, a zapasy w spiżarni nie chciały się magicznie rozmnożyć.

– Gdzie kot, mamo? Kiedy pójdzie na łowy? – pytał najmłodszy synek, Kiełbaskokrad, śliniąc się bezwstydnie.

– Mamo, jesteśmy głodni! – Sekundowała mu reszta braci, ich ojciec wbity w wymoszczony fotel nic nie mówił, tylko burczał pod nosem.

Nic już dla nich nie miałam, nawet dżem z jagód się skończył. Wściekła na własną głupotę, wyczekiwałam wciąż mojego miluszka, którego pan Odinsson zabrał pewnie w tournée po wszystkich światach skupionych wokół Yggdrasilu. Kot z pewnością zasmakował w sławie i zaszczytach, gdzie by tam chciał wracać do naszej ciasnej i zimnej jaskini. Mimo to czekałam, bo nic innego mi już nie pozostało.

Na niebie uśpionym nocą mającą trwać aż do wiosny błysnęła gwiazda jaśniejsza od pozostałych. Usłyszałam znajome miauknięcie, powoli z mroku wyłoniły się znajome ślepia. Kot w dwóch susach przyskoczył do mnie ze sporym łupem w pysku. Rzucił go w przedsionku jaskini i zaczął się łasić. Znęceni zapachem świeżego mięsiwa synkowie przybiegli ile sił w nogach.

– Mamo, zobacz! – Cieszyli się synkowie. – Przyniósł ludzkie szczenię, będzie na rosół i na potrawkę!

Pan Odinsson musiał nauczyć kota skakać po gałęziach drzewa światów, o ludziach słyszeliśmy w końcu tylko w legendach i baśniach. Ciekawe, czy smakowali lepiej od marynowanej płetwy rekina? Niby nie zdarzało nam się jeść do tej pory istot z innych wymiarów, ale nie był to moment na wybrzydzanie w kocich łupach.

Czas głodu miał potrwać aż do wiosny wraz z niezmąconą niczym nocą. Miałam trzynastu synów i męża nieroba. Bez kocich łowów nie przetrwalibyśmy, by poczuć na twarzach pierwsze promienie słońca.

 

Koniec

Komentarze

Hej, hej :)

 

Podoba mi się, zgłaszam do biblio.

 

Muszę przyznać, że na początku myślałem, że to może postapo – ludzie w jaskini, problemy z żywnością, kot żywiciel rodziny (popromienny mutant ;)). A tu proszę, ciekawa wariacja na temat mitologii nordyckiej – lodowe olbrzymy, Loki, drzewo światów, a wszystko takie jakieś swojskie, żeby nie powiedzieć, okraszone patologią dnia codziennego.

Trochę nie złapałem nawiązania do “ducha przyszłych świąt”, ale nie przeszkadzało mi to w lekturze. A kot, kim był kot? ;)

 

Kilka drobiazgów jeszcze, zobacz czy chcesz z tego wziąć coś dla siebie:

Synkowie, choć rośli aż miło, nie szło to wcale [+ u nich] w parze z zaradnością, ani choćby ciutką mądrości życiowej.

 

Chociaż, nikomu nic nie ujmując, z pozostałych też były gagatki, że głowa mała.

 

Niby w domu miałam z tymi urwipołciami sporo do roboty, ale wolałam [+od niej] sztuczki i darmowy poczęstunek.

 

Nie zasłużyli jednak na tę chwilę próżniaczej rozrywki tak jak [+zasłużyliśmy sobie] ja i mój miły kotek.

Pozdrawiam!

Martwe liście i brudna ziemia

Hej, hej! smiley

 

Miło mi, że się spodobało i chętnie przygarnę parę sugestii. 

Myślę, że świat zmierza ku temu, by codzienna patologia w jaskini olbrzymów stała się naszą codziennością. Może to kot i cała ta rzeczywistość jest duchem przyszłych świat? Ale nie bronię nikomu innych interpretacji, żeby nie było.

 

Pozdrawiam!

Jeszcze tylko wspomnę, że skojarzenia z postapo bezczelnie mi wpadły do głowy pomimo przedmowy oraz Nilfheimu wink No co zrobisz, jak nic nie zrobisz angel

Martwe liście i brudna ziemia

Nic, panie, nie zrobisz. Ale wiesz, jak apokalipsa to czemu nie na wszystkich wymiarach drzewa życia? Ragnarok!!! XD

Ragnarok zawsze na propsie :) Wrogowie bogów na Nagelfar, okręcie z ludzkich paznokci, me gusta cheeky

Martwe liście i brudna ziemia

Ładne, ale mam wrażenie, że moja wiedza o mitologii nordyckiej nie pozwala cieszyć się pełnią znaczeń. A przecież studiowałem ją do ostatnich “Mitologii”. sad

Ptak pofrunął aż po trapezy okupowane nadal przez akrobatki, zatoczył koło i usiał na ramieniu sztukmistrza.

Czy coś się tam czasem nie zjadło?

 

– Ależ skądże – odparłam. Kot jak na złość nie chciał z wyściubić nosa z ukrycia.

Tam się zjadło, a tu wypadło. ;)

 

Jeszcze tu wrócę… 

 

Watching You GIFs | Tenor

Cześć, Fizyku! Podpowiem, że to specyficzne nawiązanie do świątecznej tradycji islandzkiej, ale rozumiem, że nie ma tu kawy na ławę.

 

Hej, Saro! Już poprawiam i czekam wink

Łyszkoliz, Garkotłuk, Skyropij, Świecokrad, Progowąch, Mięsohak, Miskoliz, Drzwiotrzask, Mlekokisł, Kiełbaskokrad – Cudne imiona <3 <3 <3 

 

Od trzech dni tęskniłam za kotem. – Hm, coś tu zgrzyta z czasami. Może coś w stylu: Minęły trzy dni wypełnione tęsknotą za kotem. Ten początek ,,od trzech dni” automatycznie jakoś nakierowuje mnie na czas teraźniejszy, czyli całość brzmiałaby: od trzech dni tęsknię za kotem. 

 

Cześć, oidrin!

Muszę Ci powiedzieć, że lubię te Twoje bajkowo/mitologiczne klimaty. To już kolejny tekst, który czyta mi się niezwykle lekko i przyjemnie. Bardzo fajnie połączyłaś tu różne rzeczy. Nordycką mitologię, znane, fantastyczne istoty i tak dalej. Niezwykle ciekawy mix przyjemnie płynących obrazów. Jedynie mam problem z tym, że jest to tekst na konkurs świąteczny, a nie do końca widzę tu jakieś konkretniejsze powiązania. No i jakim cudem olbrzymom w jaskini działał telewizor? xD

Zgłaszam opko i pozdrawiam ;)

 

Cześć!

Zgrabny tekścik, i pewnie sporo w nim wesołych nawiązań, których ja niestety nie złapałem, bo słabo znam mitologie nordycką. Ale wizja pomysłowa, i w pewnym sensie osadzona (chyba) w brutalnej codzienności. Nie do końca widzę tu póki co elementy związane ze Świętami, ale to pewnie też wina słabej znajomości mitologii. Bo cos tak czuję, że całkiem sporo tego tu siedzi.

Ale kotek i cyrk zacne. Polecasz może coś, by się z tą mitologia sensownie zapoznać (i nie chodzi mi o Avengersów ;-) ).

Pozdrawiam!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Hej oidrinie! 

Nie wiem do jakiej islandzkiej tradycji nawiązujesz, ale mam nadzieję, że nie polega ona na kanibalizmie. :P

Sprawnie napisany szorciak, podobały mi się imiona synów, nie podobał mi się ojciec (ale to dobrze). Ciekawy pomysł na ukazanie Lokiego i bardzo fajne zakończenie, acz przychodzi dość niespodziewanie i miałem wrażenie, że ucina historię, która potrzebuje dalszego ciągu. Może dlatego, że tak zaznaczałaś w tekście tą gburowatość męża i niesfornośc synów, że zbudowałem sobie określone oczekiwania wobec zakończenia i odniosłem wrażenie, że te elementy (gburowaty mąż i synowie sprawiający problemy) są taką strzelba, która nie wystrzeliła w ostatnim rozdziale. Czyli w gruncie rzeczy są zbędni, a na pewno nadmiernie wyeksponowani. 

Bo w gruncie rzeczy to można było uderzyć bardziej w tony głodu i ciężkiego losu, znaczenia tego kota, co by tekst trochę odchudziło, a i zakończenie byłoby (jak dla mnie) bardziej na miejscu. 

Całkiem sympatyczna, mimo wszystko, historia. Ciekawe imiona synów, ojciec/mąż akurat niesympatyczny, ale jednak miałem wrażenie, że Gryla sobie jakoś z nimi radzi. Mimo to liczyłem, że na koniec spotka go (może i niektórych synów też) jakaś kara. Z drugiej strony jak go nie spotkała to jest bardziej życiowo :)

Końcówka, mhm, dosyć oryginalna. Na pewno nie spodziewałem się takiego skończenia i tego co przyniesie kot. Doznałem nawet drobnego szoku :)

Podsumowując: sprawny szort.

 

A tu się chyba zgubiła spacja:

uszy–

Cześć :)

Chociaż nie wyłapałam większości nawiązań przez moją małą, żeby nie powiedzieć zerową znajomość mitologii, to czytało się całkiem przyjemnie, głównie dlatego, że zaciekawiło mnie o co właściwie tu chodzi, dlaczego mieszkają w jaskini i tak dalej.  Tu akurat bardzo sprawnie udało Ci się dawkować te informacje, tak, żeby ciągle trzymać czytelnika w niepewności. A kiedy wszystko się wyjaśnia, pojawia się drugie pytanie, tym razem o to, co się stało z kotem. I tak nawet nie zauważyłam, a tekst się skończył :)

Niestety pojawiło się też kilka mniej przyjemnych rzeczy. Nie polubiłam męża, ale głównej bohaterki niestety też nie. Głównie dlatego, że ciągle narzeka, a właściwie powtarza, jak to ma źle, ale nie może narzekać i tak dalej, a właściwie jej synowie nie są prawie w ogóle przedstawieni w tekście, tylko o nich mówi. Może gdyby pojawiła się jakaś scena, gdzie byliby przedstawieni, potrafiłabym ją zrozumieć, a tak miałam wrażenie, że ocenia synów niesprawiedliwie. W dodatku wspomnienia o kotku wydają się przesłodzone i sztuczne. Chyba, że to było zamierzone…

Brakowało mi też jakiejś puenty (być może była, ale jej nie wyłapałam), cały czas czekałam na jakieś wielkie bum pod koniec, a nic takiego nie nadeszło. Owszem, był szok z powodu tego, co przyniósł kotek, ale nie miał on nic wspólnego z całością.  Wszyscy synowie i mąż przewijają się przez cały tekst i tyle, nie mają żadnego udziału w zakończeniu. 

Mimo tego, jak już pisałam, czytało się naprawdę przyjemnie.

Powodzenia :)

Drodzy wszyscy, dzięki za poświęcony czas i lekturę oraz polecajki.

 

Jedynie mam problem z tym, że jest to tekst na konkurs świąteczny, a nie do końca widzę tu jakieś konkretniejsze powiązania.

Wrzuciłam stosowny link w przedmowie, bo widzę, że to mało znany motyw jednak.

 

No i jakim cudem olbrzymom w jaskini działał telewizor? xD

Jak Flinstonom mógł działać, to im też, a co! XD

 

Polecasz może coś, by się z tą mitologia sensownie zapoznać (i nie chodzi mi o Avengersów ;-) ).

Zawsze i wszędzie mitologię Gaimana, bo jest dobrze skrojona na potrzeby czytelnika, który lubi specyficzny humor i dużą dawkę przystępnych ciekawostek.

 

Hej oidrinie! 

Miły Gekikaro, Kopernik może nie była kobietą, ale ja jestem. wink

 

Bo w gruncie rzeczy to można było uderzyć bardziej w tony głodu i ciężkiego losu, znaczenia tego kota, co by tekst trochę odchudziło, a i zakończenie byłoby (jak dla mnie) bardziej na miejscu. 

Tu nie ma czego odchudzać, bo słowna anoreksja boli. Dokładnie tak jak przesadna czułostkowość, tutaj jestem team Maras. Zerknij do źródeł w przedmowie, jeśli masz chęć, to może będzie jaśniej. Trzeba było te linki dodać od razu, ech.

 

miałem wrażenie, że Gryla sobie jakoś z nimi radzi.

A co ma sobie nie radzić? Jak wiemy, kobieta trzyma połowę nieba, a tej trafiły się wybitne ciaparajdy do zarządzania.

 

Z drugiej strony jak go nie spotkała to jest bardziej życiowo :)

O taki efekt chodziło.

 

Doznałem nawet drobnego szoku :)

To musiał być ten wczorajszy gore. XD

 

czytało się całkiem przyjemnie, głównie dlatego, że zaciekawiło mnie o co właściwie tu chodzi

To się cieszę.

 

W dodatku wspomnienia o kotku wydają się przesłodzone i sztuczne.

Oj, pogadaj z kociarzami, to zobaczysz, że była to wersja super soft. XD

 

Owszem, był szok z powodu tego, co przyniósł kotek, ale nie miał on nic wspólnego z całością.

Hm, no, byli głodni, a kotek przyniósł nowy, bardziej sycący łup. Ciężkie są zimy po Ragnaroku. wink

 

Jeszcze raz dzięki wszystkim i pozdrawiam, ja oraz kotek.

 

Image result for yulecat

Opowiadanie całkiem w Twoim stylu, oidrin:-)

Zafascynowało mnie pierwsze zdanie. Jest bardzo intrygujące, bo rzeczywiście chodzi o głód. Chociaż wydaje mi się, że tak bardzo głodni nie byli, skoro nie chciało im się ruszyć tyłka, żeby zorganizować sobie pożywienie. Lenistwo i nieogarnięcie może być silniejsze od głodu?:-)

Imiona przepiękne, oidrin:-) Mlekokisł podoba mi się najbardziej i Miskoliz:-) bardzo fajnie to wyszło. 

Ciekawa relacja matki i kota. Martwi się o niego, traktuje go z troską, bardziej jak dziecko niż zwierzę. I tu moje zdziwienie, że wypożyczyła kota na tresurę. W pierwszej chwili pomyślałam, że powie, żeby pan Odinsson przeszkolił jej męża i synów:-)

Zakończenie zaskakuje, ale raczej z ludzkiego punktu widzenia:-) Przecież człowiek też może być pożywieniem. Podoba mi się to odwrócenie. 

Niestety, ja także nie widzę nawiązania do Świąt;-( A szkoda, skoro to opowiadanie konkursowe.

 

Przyniósł ludzkie szczenie, będzie na rosół i na potrawkę!

szczenię

 

Polecam do biblioteki i pozdrawiam ciepło:-)

Hej, Olciatko!

Przynam się szczerze, że ten brak świątecznej atmosfery jest trochę z życia wzięty, w sensie mojego własnego w chwili obecnej. XD Pisanie o takich typowych świętach chyba byłoby zbyt emocjonalne, więc poszłam w coś innego, pewnie niesłusznie, meh.

Lenistwo i nieogarnięcie może być silniejsze od głodu?:-)

Hm, to bardziej taka klasyczna patologia, że jedna osoba dźwiga na sobie odpowiedzialność za wszystkich mniej poradnych. Taki element z życia w bajce.

 

W pierwszej chwili pomyślałam, że powie, żeby pan Odinsson przeszkolił jej męża i synów:-)

Trzeba inwestować w jednostki z potencjałem, a kot miał ich za wszystkich czternastu chłopa i ich mamuśkę. XD

 

dzięki i pozdrawiamheart

 

 

Zajrzałam do linków i teraz rzeczywiście wszystko nabiera sensu :)

No, to chociaż tyle dobrze.smiley

Hej, oidrin :)

Świetnie napisane opowiadanie, cudne wręcz. Napisałabym, że świat też niczego sobie, ale wtedy przypomniałam sobie, że jest to nawiązanie do mitologii nordyckiej – z początku pomyślałam “wow, nieźle, taki miszmasz” i byłam pod wrażeniem. Nadal jestem! ale ponieważ z mitologią tą nie znam się za dobrze, mogłam nie wyłapać wszystkiego.

Zgadzam się z Olutą, że brakuje jakiejś puenty, zakończenia z prawdziwego zdarzenia. Ten koniec co jest jest świetny, ale byłoby lepiej, gdybyś trochę więcej opisała o tych kocich łowach. Dopiero pod koniec jest napisane, że przynosił zające i niedźwiadki, a ja myślałam wcześniej, że jeden kot taką dużą rodzinę myszami karmił? XD Po prostu ja sama bardziej skupiłabym się na tym wspaniałym kitku. 

Mało świątecznie niestety (obiektywnie patrząc, bo mi samej takie podejście się podoba) – w linkach jest wyjaśnienie, ale no rozumiesz – sam tekst tego wyjaśnienia nie oferuje. Nie jest to zarzut, bardziej w temacie od razu zauważą powiązanie :)

 

Trochę ponarzekałam, ale naprawdę świetny tekst, przyjemny w odbiorze i z chęcią przeczytałabym coś więcej. Powodzenia w konkursie!

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Cześć, Lano!

 

Cieszę się, że sposobał Ci się świat po Ragnaroku, chociaż chyba ciężko się tam żyje (biedny kot!). A co do reszty, na ogół lubię pisać dużo i z przytupem, to tym razem dla odmiany było krótko i węzłowato.

Pozdrawiam!

Wróciłam!

U mnie też słabo z mitologią nordycką, więc pewnie przed to odbiór trochę słabszy. Możliwe, że z tego powodu historia ta wydaje mi się mało ciekawa. Trochę szkoda, ale to już mój problem. ;)

Szorcik napisany sprawnie, choć szczerze mówiąc, czasem zacinam się na Twoim stylu. 

I ducha świąt również tu za bardzo nie czuję.

 

Pozdrawiam! :)

A ja przewidziałam zakończenie – o tym kitku pisał ktoś w poprzedniej edycji konkursu. Za to o 13 rozrabiakach nie słyszałam, więc jednak coś nowego się znalazło.

Jako geneza kotka ciekawe. Acz chronologicznie coś się nie zgadza.

Aha, nie czułam Ragnaroku.

Czytało się sympatycznie.

Babska logika rządzi!

Cześć, Oidrin!

Dołączę do tych, którzy pisali, że nie znają zbyt dobrze mitologii nordyckiej. Ale że lubię mitologie w ogóle, to już sam temat na plus. ;)

Napisane bardzo klimatycznie, podoba mi się atmosfera panująca w pogrążonym w ciemności Nilfheimie.

Bałem się, że Loki mówiąc, że będzie szkolił kota dość długo, by spokojnie przetrwać zimę, miał na myśli: "będę go trzymał tak długo, aż twoje darmozjady poumierają z głodu, więc będziesz miała spokój przez resztę zimy", ale na szczęście nie było aż tak strasznie…

…choć chwilę później finał przypomniał mi, że mitologia nordycka potrafi być makabryczna (potrafi, prawda?). :D

Ogólnie ciekawa lektura i aż mnie zainspirowała do sięgnięcia po legendy Północy. Pozdrawiam.

Cześć, Oidirin

Nie wiem, co się działo, ale było niezłe. Imiona super, chyba najbardziej mnie urzekły z całego tekstu. Czytając początek miałem przed oczami Kiepskiego i jego biedną żonę, przyznam, że też spodziewałem się jakiejś kary dla męża-nieroba i leniuchowatych dzieciaków, więc zakończenie zaskoczyło.

Przyjemna lektura. Całkowicie nie wiedziałem, co się wydarzy :P

Kiedyś napiszę coś z fantasy...

Cześć wszystkim!

 

Dziś w ramach dokształcania się, zajrzę chyba do tekstu z zeszłego roku, bo, co tu kryć, lubię te klimaty. Dzięki za linka, Fizyku!

 

Dzięki wszystkim za poświęcony czas i lekturę!

 

Wróciłam!

Yay GIFs | Tenor

 

szczerze mówiąc, czasem zacinam się na Twoim stylu.

To dobrze, że nadal chcę używać szlifierki. XD Bo ważne, żeby inni mogli zrozumieć.

 

Jako geneza kotka ciekawe. Acz chronologicznie coś się nie zgadza.

Aha, nie czułam Ragnaroku.

Oj, tak bywa z tymi pomysłami na szybko, to bardziej inspiracja niż wierne odwzorowanie.

A Ragnarok… Pył zdążył już opaść.

 

…choć chwilę później finał przypomniał mi, że mitologia nordycka potrafi być makabryczna (potrafi, prawda?). :D

Jak każda, dlatego tak dobrze mi one wchodzą poniekąd. Teraz myślę, czy to aby nie świadczy o czymś dziwnym, ale nie będę roztrząsać. XD

 

Nie wiem, co się działo, ale było niezłe.

Talon na złoty balon za najlepszy komentarz.

 

Czytając początek miałem przed oczami Kiepskiego i jego biedną żonę, przyznam, że też spodziewałem się jakiejś kary dla męża-nieroba i leniuchowatych dzieciaków

Cieszy mnie, że tak życiowa patola jakoś mi tu wyszła. XD

 

Pozdrawiam w miarę świątecznie!

Nie wiem, co się działo, ale było niezłe. Imiona super, chyba najbardziej mnie urzekły z całego tekstu. Czytając początek miałem przed oczami Kiepskiego i jego biedną żonę, przyznam, że też spodziewałem się jakiejś kary dla męża-nieroba i leniuchowatych dzieciaków, więc zakończenie zaskoczyło.

Jakby pojawił się w tekście cytat z Kiepskich o pośredniaku, spotkaniu u adwokata, albo braku pracy dla ludzi z takim wykształceniem, tekst by pozamiatał konkurencję. ;D

Geki, musiałabym sobie nieco odświeżyć serię, ale jest to piękny pomysł na zaś.

Halinka – Najlepsze memy, zdjęcia, gify i obrazki – KWEJK.pl

O, nie znałem tego wycinka mitologii nordyckiej. W ogóle słabo ją znam, więc nic dziwnego :) 

Najpierw przeczytałem opowiadanie a potem przedmowę i to chyba dobra kolejność. Przez sporą część tekstu nie było wiadomo, o czyich losach opowiada, czytałem więc z ciekawością.

Może faktycznie zabrakło jakiejś mocnej puenty, za to ja klimat świąt odnalazłem. Specyficzny i nie podany wprost, ale jest.

Czytało się bardzo dobrze, ładnie napisane.

Pozdrawiam!

Hej, Adam, miło, że wpadłeś!

Może faktycznie zabrakło jakiejś mocnej puenty, za to ja klimat świąt odnalazłem.

Czyli jednak gdzieś tam jest, jupi! Cieszę się, że ogólne wrażenia też były pozytywne.

Pozdrawiam

Zaglądam po latach na „Nową Fantastykę” i pierwsze, co mnie wita, to opowiadanie z islandzkim wątkiem – a Islandię kocham ponad życie! Od razu wyłapałam więc Grylę, trzynastu świątecznych chłopców i Jólakötturinna, a wyłapanie to sprawiło mi ogromną przyjemność. No właśnie, tylko co z tymi, którzy piszą tu w komentarzach, że nie siedzą w temacie islandzkich zwyczajów? Tak więc istotną cechą – dobrą lub nie, zależnie od punktu widzenia – jest tu ściśle określone grono czytelników, którzy docenią zabieg, uśmiechną się, wskażą palcem i okrzykną z dumą: „O, znam to, jestem wtajemniczony!”. 

Co do zakończenia – może rzeczywiście brak tu takiej „mocnej puenty” z krwi i kości, ale mi odpowiada, bo obrazuje świat przedstawiony, oryginalne spojrzenie na postaci wyjęte z tradycji. Bo przecież oni też muszą coś jeść, co nie? ;)

 

„Bóg jest Panem aniołów i ludzi, i elfów” – J.R.R. Tolkien

Cześć, nati-13-98!

Fajnie, że wpadłaś i dostrzegłaś konteksty tam, gdzie są.wink Zdaję sobie sprawę, że nie każdemu się uda, ale taki padł wybór przy tym tekście i chciałam się go konsekwentnie trzymać.

Dzięki za poświęcony czas i lekturę i pozdrawiam

 

 

Cześć.

Mimo solidnych braków dotyczących znajomości islandzkich zwyczajów, gratulacje :)

Może chętnie usłyszałbym słowo czy dwa więcej o dzieciakach, ale to tyle :)

Cześć, Silvanie!

 

Miło mi, że Ci się spodobało. Co do psotnych chłopaków, miałam pewien pomysł jakiego mogliby spłatać figla matce i kotu, ale nie chciałam odciągać uwagi od tej specyficznej symbiozy kitku-pancia.

Pozdawiam

 

Przepraszam Oidrin, ale pomimo szczerych chęci nie pokochałem Twojego szorta sad

Ale zacznę od pozytywów, bo jednak to, co przeczytałem nie jest złe – jedynie nie przypadło mi do gustu. Na pewno nie mam nic do zarzucenia językowi jakim się posługujesz – po prostu czytało mi się bardzo przyjemnie i ze spokojem mogłem chłonąć treść. Charakter głównej bohaterki jest zarysowany bardzo dobrze, jak na tak krótkie dzieło. Trochę zabrakło mi króciutkiego rozwinięcia innych postaci, lecz rozumiem, że nie starczyło miejsca na rozpisywanie się.

Jednak, pomimo błyszczącej strony technicznej, ciekawych nawiązań do nieznanych mi elementów kultury (dzięki podlinkowanym artykułom dowiedziałem się czegoś nowego!) czuję, że całość nie układa się w nic konkretnego. Mamy Nilfheim, Lokiego, cyrk, matkę niesfornych dzieciaków oraz kota karmiącego rodzinę. Ale pomimo nagromadzenia takiej ilości potencjalnie ciekawych rzeczy, nie poczułem “tego czegoś” i szczerze mówiąc ten tekst zapewne wyleci z mojej głowy tak szybko, jak szybko się tam pojawił. 

Pozdrawiam

'Cause nothin' lasts forever even cold november rain

Hej, Simeone,

Nie ma za co przepraszać, bo każdy ma swoje gusta i nie każdego wszystko porywa. Cieszę się, że mimo to coś tam Ci się spodobało i zaciekawiło.

Pozdrawiam

Oidrin w pełnej krasie:) uwielbiam twój żywy język i styl, opowiadanie nieoczywiste, ciekawe, wciągające. Dla mnie bomba!  Chociaż nie znam legendy islandzkiej, ale tym ciekawiej się czytało. Koniec wywołuje dreszczyk. I te imiona synów! Cyrk! Skakanie po gałęziach Ygdrassila!:) No, lubię takie klimaty. 

Cześć, Adelajdo! Miło Cię widzieć i dzięki za miłe słowo.

Pozdrawiam!

Podoba mi się :)

Jest Północ= jest fajnie.

Jest kotek = jest najfajniej.

Pewnie mogłabym na tym skończyć, ale nope, nie ja. Poczytasz sobie ;) 

Widzę tytuł + tag świąteczny + autorkę (która wiem, że lubi pławić się w mitologiach, co jest super) wniosek jeden => będzie Jul (Tak jest w Norwegii, na Islandii Jol? Jule? Nie wiem)

Mam sentyment do tych świąt w wersji północnej, więc wystartowałam z dużą dawką oczekiwań. Zapodałam sobie Wardrunę na słuchawkach, no bo jak to tak czytać o suchych uszach. Nie wypada. 

No i chyba przez te moje oczekiwania się za bardzo napaliłam, a tekst mi się skończył. Miałam wrażenie, że historia (napisana w porządku, tak powolnie, ale zakładam, że celowo taki rytm i język wybrałaś pod baśń, więc pasuje) dopiero się rozkręca, dopiero budujesz klimat, wprowadzasz bohaterów, a tu koniec. Szkoda mi mitologicznego potencjału, ciekawego klimatu i fabuły, którą czuję tak fifty-fifty.

Z bohaterów najbardziej podobał mi się KITKU heart KITKU W TOREBCE heart OLBRZYMKI heart

Fajnie też przedstawiłaś Lokiego, tak nietypowo. Spodziewałam się, że ją wykiwa albo co – no bo to, Loki daaa! – a tu proszę. Porządny Odinsson. Dotrzymał słowa i w ogóle. Sama rodzinka Olbrzymów (poza imionami, które są świetne – sama tłumaczyłaś? Brawo!) jest mi trochę obojętna. Ale główna bohaterka biedna, przyznaję. 

Święta.

Czy czuć? Ha, każdy ma tu inne wyobrażenie :D Widzisz, dla mnie takiej mrocznej magii zimowego Jul raczej nie czuć, ale będę Cię bronić, że czuć nastrój Bożego Narodzenia (pojmowanego tak współcześnie, nie religijnie czy magicznie, ale jako pewną estetykę, z którą w naszym kręgu kulturowym kojarzą się święta). 

Scena w Cyrku jest dla mnie mega świąteczna. Nie przez treść, ale przez to jak ją wyrysowałaś, jak to wszystko wygląda i pachnie.

Jesteśmy zanurzeni w czerwieni – bardzo świąteczny kolor. Mamy pstrokatą bramę ze słodyczy, świecą się lampki, jakieś złoto, przepych, żywy ogień, jodłowe wieńce (które pachną ładnie, pamiętam, że było w treści!). Jest nastrój zabawy, magii, jest kiczowato (tęczowy jednorożec, anyone?), ale to już jest ten poziom kiczu, który uchodzi za uroczy. Karmel lepi się do jabłek, zasychając na nich taką skorupką, co fajnie chrupie. Dookoła zimno, ciemno i straszno, głód jak nie powiem co, a tu, w namiocie, wszyscy zapominają o bólu, chociaż na moment chcą uciec od smutków i cierpienia. Czy to nie jest bardzo świąteczny motyw?

Kolejna sprawa to czy ograłaś temat konkursowy, hm, pewnie nie bardzo, ale i tu bym mogła dywagować – bo kto mówi, że to co przedstawiłaś to nie są nasze przyszłe święta i Krwiożerczy Kitku nie będzie duchem przyszłych świąt na tym naszym midgardzkim łez padole? :P 

Jeśli w islandzkiej mitologii kot świąteczny pożerał tych, co nie naprodukowali ubranek na czas, co możemy rozumieć po prostu jako “karał niegrzeczne dzieci”, to może Twój Duch Przyszłych Świąt jest pewną przestrogą? 

 

Na koniec: 

gnom w cylindrze, który miał pełnić funkcję konferansjera. Uchylił kapelusza i pokłonił się publiczności, stanąwszy uprzednio w siodle. Zapowiedzi okraszał mało śmiesznymi żarcikami,

→ tu się bardzo hermetycznie zaśmiałam. Jako częsty bywalec wesel cierpię wielce widząc i słysząc tych wszystkich konferansjerów i wodzirejów, którzy niestety zbyt często są takimi właśnie gnomami ;)

 

God Jul, Oidrin! (Choć dla mnie przez tego liska zawsze będziesz Kitsune :D)

 

Heh, Koi, muszę przyznać, że przyjemnie mi się czyta twoje komentarzesmileymnie też urzekł cyrk. Generalnie mam wrażenie, że Oidrin bardzo zgrabnie buduje światy i jeszcze nas kiedyś zaskoczy czymś opasłym:)  

Jej, dziękuję Adelajdo :) I życzę tego Oidrin jak najbardziej! 

Cześć wszystkim!

 

Dzięki za poświęcony czas i lekturę!

 

Mam sentyment do tych świąt w wersji północnej, więc wystartowałam z dużą dawką oczekiwań. Zapodałam sobie Wardrunę na słuchawkach, no bo jak to tak czytać o suchych uszach. Nie wypada. 

Bez muzyki nie czytam i nie piszę, tak już jest, więc rozumiemsmiley.

 

Szkoda mi mitologicznego potencjału, ciekawego klimatu i fabuły, którą czuję tak fifty-fifty.

Hm, tu akurat miało być w zamierzeniu tak pół na pół, bo prawdę powiedziawszy to był taki reset mózgu, który zrobiłam sobie w trakcie zabawy trzema większymi tematami. Miło mi, że strawny, bo powstał w jeden wieczór.

 

Scena w Cyrku jest dla mnie mega świąteczna. Nie przez treść, ale przez to jak ją wyrysowałaś, jak to wszystko wygląda i pachnie.

Chyba jako jedyne (z tego, co widzę po komentarzach) odebrałaś ten motyw tak, jak chciałam. Nie jestem w stanie pisać o kutiach, karpiach i pasterce, bo z autopsji się na tym nie znam, a świeta kojarzą mi się właśnie z takimi zapachami i paletą barw jak w scenie z cyrkiem. Cieszę się więc, że ktoś wreszcie to wyłapał.

 

to może Twój Duch Przyszłych Świąt jest pewną przestrogą? 

Tu też chyba spojrzałaś na sprawę podobnie do zamysłu pierwotnego. W ciężkich czasach dzieci na ogół też muszą produkować i być za coś odpowiedzialne. A czy teraz takie są? Ja tak patrząc na tendencje związane z ich psuciem czarno to widzę, ale oby to był mój pesymizm.

 

God Jul, Oidrin! (Choć dla mnie przez tego liska zawsze będziesz Kitsune :D)

I nawzajem! (głaszcze kitę)

 

Oidrin bardzo zgrabnie buduje światy i jeszcze nas kiedyś zaskoczy czymś opasłym:)  

Ojoj, czerwienię się, Adelajdo. blush Co do rzeczy opasłych… Możliwe, że się uda.

 

Pozdrawiam wszystkich!

 

 

 

 

 

 

 

Cieszę się w takim razie, że odebrałam scenę w cyrku zgodnie z zamierzeniami autorki :) Bardzo barwnie to opisałaś. Też lubię te kolory, nawet kiczowate złotko czy brokaty, chociaż cyrku z zasady nie lubię, ale magiczny cyrk jest ok ;) 

Z Duchem Przyszłych Świąt, to mi chodziło o przestrogę wobec całej ludzkości, a nie dzieci. Na zasadzie takiej: “Weźmy się ogarnijmy, bo przyjdzie Kitku i nas zje” ;D Daleko mi do narzekania na “współczesną młodzież” i jojczenia, że dzieci się psują. Same się nie psują, ergo –> weźmy się ogarnijmy bo przyjdzie kitku i nas zje ;) 

Co do rzeczy opasłych… Możliwe, że się uda.

→ trzymam kciuki! yes

 

I nawzajem! (głaszcze kitę)’

→ dziękuję! (głaszczę skamielinkę ;D)

Na zasadzie takiej: “Weźmy się ogarnijmy, bo przyjdzie Kitku i nas zje” ;D Daleko mi do narzekania na “współczesną młodzież” i jojczenia, że dzieci się psują. Same się nie psują, ergo –> weźmy się ogarnijmy bo przyjdzie kitku i nas zje ;) 

No, tu się zgodzę, że o to właśnie chodziło, żeby nie wychowywać dzieci jak Gryla z mężulkiem, inaczej kitku chapsnie paszczęką raz i drugi i tyle dobrego z tego będzie. Jeszcze mi trochę brakuje do starego piernika, ale lubię sobie ponarzekać na kondycję ludzkości czasem. XD

 

Ale Ci to świetnie wyszło ;) Podoba mi się i mitologia nordycka i islandzki kocur, trollica i jej synowie. Zakończenie przeczuwałam, ale jeśli ktoś wie, o czym piszesz, to nie dało się tego uniknąć.

Czytało się bardzo fajnie.

Duży plusik za wymiar edukacyjny :)

Mi się :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Szczerze, zawsze trochę niechętnie podchodzę do opowiadań opartych na mitologii, bo zawsze wymagają one jakiejś dodatkowej wiedzy, której ja zazwyczaj nie mam. Postanowiłem jednak dać szansę i szczerze mówiąc, dokładnie to się stało. Domyślam się, że dyrektor cyrku to sam Odyn, a nasz kotek to jakaś nordycka zmora, ale to nigdy nie działa tak dobrze, gdy jest to tylko zgadywanka.

Ale co z tym, co widzę? Cóż, trochę dziwi mnie umiejscowienie w czasie. Ludzie mieszkają w jaskini, jednak mają spiżarkę, dżemy i, co najlepsze, telewizory? Rozumiem, że to inny świat, ale ne potrafię sobie tego za bardzo poukładać w głowie.

Poza tym, raczej bez zastrzeżeń. Tekst krótki, ładnie napisany, postać raczej sympatyczna (trochę szkoda starowinki, polubiłem ją) i zapewne jest prologiem do jakiegoś nordyckiego mitu. Tym, którzy znają cały kontekst, zapewne się spodoba

Cześć, Irko!

Fajnie, że udało mi się usatysfakcjonować publiczność nordyko-lubną i że morał jednak czytelny!wink

 

Hej, Abbadonie!

 

Domyślam się, że dla tych, którzy nie są fanami mitologii nie jest to prosty w odbiorze tekst, ale może zainteresuje Cię któryś z linków we wstępie. Świat przedstawiony jest trochę specyficzny, bo to wymiar olbrzymów po Ragnaroku, więc takie trochę fantasy postapo. Miło mi, że dałeś mojemu tekstowi szansę nawet jeśli nie jesteś fanem gatunku.

 

Pozdrawiam wszystkich!

Hej, oidrin :)

Fajna i ciekawa bajka mitologiczna ci wyszła. Imiona super dobrane do synków, czuć zmęczenie matki i klimat bezradności, który przełamuje pojawienie się cyrku (taki promyczek nadziei). Kolejne elementy wprowadzasz powoli, więc na początku trudno było mi zobaczyć to, co opisujesz, ale potem obraz fajnie połączył się w całość. Opis cyrku i występów z nawiązką wymalował mi ten świat ;)

Hej, Kasjo!

 

Fajnie, że wpadłaś i cieszę się, że cyrk ci się spodobał. Po końcu świata też potrzeba rozrywki, nie? XD

Pozdrawiam

A to na pewno, choć akurat przy daniach z ludzi to ja dokładki raczej nie poproszę ;)

A tam, o kanapkach z człowieka to nawet Kaczmarski miał jakąś piosenkę. XD

Ciekawe opowiadanie i uroczy kotek. Stylistycznie w paru miejscach niedoszlifowane. Świat przedstawiony jest interesujący i malowniczy. Ogólnie mi się podobało :)

Synkowie, choć rośli aż miło, nie szło to u nich wcale w parze z zaradnością, ani choćby ciutką mądrości życiowej.

Niegramotnie. Może "nie wykazywali się zaradnością ani odrobiną mądrości"?

 

Chociaż, nikomu nic nie ujmując, z pozostałych też były [takie+] gagatki, że głowa mała.

Nie będę biednej kociny wyganiać tak rychło w czas

Wydaje mi się, że "rychło w czas" ma określone znaczenie i bynajmniej ;-) nie takie, w jakim wydaje się być tu użyte.

 

Niby w domu miałam z tymi urwipołciami sporo do roboty, ale wolałam od niej sztuczki i darmowy poczęstunek.

Łomadkohutoiojczebimbtowniku. Wolałbym: "Wolałam sztuczki i darmowy poczęstunek od kieratu w domu z tymi urwipołciami". Szyk, styl, gramotność.

 

 

Jest tych niezręcznych zdań oraz niepotrzebnych dookresleń więcej. Dopiero po ich poprawieniu można imo rozważać awanse do Biblioteki.

 

Stwierdzono równiez brak satysfakcjonującego zakończenia. Kotek wraca z ludzkim łupem, następuje wyjaśnienie i… I co, kuria mać, ten człowiek nie okazuje się nawet mrugnięciem do czytelnika? Tylko takie podsumowanko, że "aby do wiosny"?

 

Bo poza tym wycieczka do cyrku olbrzymki (zbudowanej na prostym kontraście zarobionej żony i matki i kociary) jest magiczna, przezacna, lekka, z przymrużeniem oka i gdyby nie liczne niedoskonałości, można by było mówić o przyjemnie rozrywkowym szorcie.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Hej, Sonato i Psychofishu! Dzięki za lekturę i uwagi, postaram się coś z tego wziąć dla siebie.

Pozdrawiam!

Cześć, Arnubisie!

Przeczytałam.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Cześć Morigiano!

Hej!

Za diabła nie mogę się wyrobić z komentarzem, więc będzie niestety trochę po łebkach i na skróty. Z drugiej strony lepsza taka opinia jak żadna. ;)

Jest trochę niezręczności językowych. Generalnie masz swój bardzo charakterystyczny styl pisania, co w sumie należy nazwać zaletą (dobrze jest się czymś wyróżniać spośród innych, a na pewno Twoje teksty są pisane w sposób bardzo wyrazisty), natomiast czasem trochę Cię w tych zawijasach zdaniowych ponosi, przez to ich wybrzmienie budzi spore wątpliwości.

Podam jeden przykład (może już się pojawiał, nie przeglądałem zbyt dokładnie komentarzy):

Synkowie, choć rośli aż miło, nie szło to u nich wcale w parze z zaradnością, ani choćby ciutką mądrości życiowej.

Zobacz, jeśli wytniemy podkreślone wtrącenie, to początek zdania kompletnie do siebie nie pasuje. Jest trochę jak but, który z jednej strony ma miejsce na sznurówki, a z drugiej rzepy. Jeśli spróbujesz takiego buta zapiąć/zawiązać, to ni cholery to nie wyjdzie. I podobnie jest z tym zdaniem. Jeśli wychodzisz od “Synkowie” to już trzeba być konsekwentnym i się tego trzymać. Na przykład: Synkowie, choć rośli aż miło, nie łączyli tego ze wzrostem/z rozwojem zaradności…

Ten mój przykład to z pewnością nie jest dobre zdanie. Ani tym bardziej na tyle błyskotliwe, by pasowało do tego, co chciałaś zrobić. Ale pokazuje pewną konsekwencję, której powinno się wymagać. Zresztą, Ty już na pewno wiesz, o co mi chodzi, więc przejdę do innych elementów opowiadania.

Początek trochę mnie zniechęcił. Bałem się takiego usilnego budowania obrazu wyjątkowo ponurych świąt, tragedii bohaterki i tak dalej. Nic do takich opowiadań nie mam, ale czuję już lekki przesyt, jeśli chodzi o taki rodzaj opowieści, więc i byłem nieco zniechęcony widząc pierwsze zdania.

Później jest jednak ciekawiej. Jasne, bohaterka łatwego życia nie ma, ale jest to raczej rodzaj baśniowej opowieści, która i tragediami nie tłucze i coś tam humoru przemyci. Sama baśniowość też jest bardzo fajna, bo pasuje do świątecznych opowieści.

Pewnie nie pomagała mi licha znajomość mitologii. Zakładam, że braki w tym względzie mogły jakoś ograniczać odbiór niektórych elementów. Albo może znajomość tej mitologii mogła sprawić, że tekst dostarczy więcej frajdy. Ale i tak nie jest źle. Z lektury jestem całkiem zadowolony. Była przyjemna, odpowiednio baśniowa. Pewnie też pomogła mi nieco znajomość samego kota, którego kojarzyłem z opowiadania Arnubisa jeszcze z zeszłorocznej wersji konkursu.

Generalnie jestem więc całkiem zadowolony z lektury, choć uważam, że kończy się w najciekawszym momencie. Kiedy już udaje się Ci zbudować odpowiednie zainteresowanie wydarzeniami, kończysz. A właśnie wtedy czułem się najbardziej “wkręcony” w lekturę.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Nie bardzo umiem dostrzec tu związek ze świętami, ale czytało się całkiem nieźle. ;)

 

Od­ins­son zer­k­nął na ster­czą­ce mi z to­reb­ki kocie uszy – Czy by­ło­by z mojej stro­ny nad­uży­ciem, gdy­bym rzu­cił na niego okiem? ―> Od­ins­son zer­k­nął na ster­czą­ce z to­reb­ki kocie uszy. – Czy by­ło­by z mojej stro­ny nad­uży­ciem, gdy­bym rzu­cił na niego okiem?  

Uszy nie sterczały bohaterce. Brak kropki po didaskaliach.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej, CMie! Hej, Reg!

Dzięki za poświęcony czas i miło was tu widzieć.

 

Twoje teksty są pisane w sposób bardzo wyrazisty), natomiast czasem trochę Cię w tych zawijasach zdaniowych ponosi, przez to ich wybrzmienie budzi spore wątpliwości.

Lepiej bym tego nie ujęła, ale pracuję nad tym. Po tym tekście chyba nie będę już nic wstawiać bez bety. XD

 

Bałem się takiego usilnego budowania obrazu wyjątkowo ponurych świąt, tragedii bohaterki i tak dalej.

W sumie ja też chciałam uniknąć wyciskacza łez, bo nie lubię i za dużo ich tu było w okolicach świąt… Ale pasowało to do kreacji bohaterki.

 

Kiedy już udaje się Ci zbudować odpowiednie zainteresowanie wydarzeniami, kończysz. A właśnie wtedy czułem się najbardziej “wkręcony” w lekturę.

Hm, tu masz z pewnością rację, tak jak większość wcześniejszych czytelników. Tylko to w zamyśle nie była historia o kocie i jego edukacji łownej (tak to nazwijmy roboczo), bardziej o Gryli i jej relacji z rodzinką i pupilem. Perspektywa kota też byłaby fajna i bardziej bogata w zwroty akcji. Ale wiesz, czasem wybory ograniczają zwłaszcza w narracji pierwszosobowej.

 

Nie bardzo umiem dostrzec tu związek ze świętami, ale czytało się całkiem nieźle. ;)

Miło mi. A z tym brakiem związku to już urok sięgnięcia po mało znaną mitologię. Dobrze, że nie było zupełnie niezrozumiale. ;)

 

Pozdrawiam!

Przeczytałam. ** Podobało mi się. Na swój sposób sympatyczne. Ciekawe nawiązania. O kocie wiedziałam już wcześniej z zeszłorocznego opowiadania Arnubisa.

Hm, mam pewien problem z tym opowiadaniem. Bo napisane jest fajnie, ze swobodą, czuć, że styl wyrobiony. Wizja spójna, imiona dzieciaków pomysłowe, że hej. Ogólnie – wszystkie klocki są na swoim miejscu. A jednak czegoś mi zabrakło, aby naprawdę się wciągnąć. Nie ukrywam, że mitologii nordyckiej zwyczajnie nie lubię i niewiele wiem na jej temat, klimaty skandynawskie to ogólnie zupełnie nie moja bajka. Więc to mogło zaważyć na odbiorze.

Za to zakończenie uśmiechnęło. Tego się nie spodziewałam ;)

Trochę słabo widzę w tekście związek ze świętami.

Hej, Ajzan i Silvo,

 

Dzięki, że miałyście czas i ochotę, żeby wpaść.wink

 

O kocie wiedziałam już wcześniej z zeszłorocznego opowiadania Arnubisa.

Aż sobie pójdę i w końcu przeczytam ten tekst. XD

 

Więc to mogło zaważyć na odbiorze.

Oj, mogło, bo to taki kąsek dla znawców tematu poniekąd. Czasem lubię takie hermetyczne klimaty.

 

Za to zakończenie uśmiechnęło. Tego się nie spodziewałam ;)

Co to za święta bez pasztetu, nie? XD

 

Pozdrawiam!

Co to za święta bez pasztetu, nie? XD

Ujmę to tak: loool :D

No, dobra. Gdzie tu święta? Choć tu winą może być brak znajomości mitologicznej części opowiadania. Samo opowiadanie fajne, wciągające i bardzo przyjemnie się czytało. Natomiast odnoszę wrażenie, że nie na temat.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Cześć, Mogiano! No, wiem, że wybrało mi się taki mocno hermetyczny temat, więc rozumiem uwagi. Dzięki za komentarz i za sprawne zorganizowanie fajnego konkursu!smiley

Pozdrawiam

Sympatyczne :)

Przynoszę radość :)

Nowa Fantastyka