- Opowiadanie: chalbarczyk - Wyzwoliciel

Wyzwoliciel

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

Użytkownicy, Użytkownicy V

Oceny

Wyzwoliciel

 

Szli tak od wielu dni, ale nie czuli zmęczenia. Przywdziane tylko na chwilę ciała nie były do końca prawdziwe. Nie odczuwały głodu ani pragnienia, nie czuły bólu. Poruszały się gładko z tą samą jednostajnością. Rafał stanął i spojrzał wprost w zamglone słońce.

– Ile jeszcze?

Michał delikatnie zasłonił mu oczy dłonią.

– Słońce nie jest dla ludzkich źrenic. Może je wypalić.

Dotarli jednak w końcu do miasta. Wydmy wdzierały się w ruiny metropolii, piach obojętnie wszystko przykrywał, zatapiając w suchym morzu bywsze budynki i arterie. Rafał ludzką siedzibę widział po raz pierwszy, więc rozglądał się zaciekawiony. Budowle wyglądały jak zlep betonowych kubików, w których gnieździli się ludzie, uciekając w głąb tych sztucznych jaskiń przed słońcem. Wartownicy obchodzili ciągnące się aż po horyzont pola białawych i czerwonych kwiatów, które Rafałowi wydały się bardzo niewinne. Wzdłuż rynsztoków bawiły się dzieci.

Ktoś zaprowadził ich do jednego z bunkrów.

– Skąd?

Urzędnik przyglądał im się uważnie, choć nie rozpoznawał ani rynsztunku, ani ubioru rzymskich legionistów.

– Z Alfy.

Podali mu metalowe identyfikatory, które zagrzechotały w czytniku.

Nikt nie wiedział, co było przed Wielką Zagładą. Pamięć ludzka urwała się wraz z ostatnim dniem wojny. Co do wcześniejszych czasów ludzie snuli opowieści, próbowali odgadnąć, co było kiedyś, a niektórzy poszukiwali świadectw. Urzędnik machnął ręką, że miasto ich wita i że mogą iść.

Założyli hełmy, zarzucili tarcze na plecy i zagłębili się w betonowy labirynt.

– Jak Go odnajdziemy?

– Alfa będzie naszym drogowskazem, więc musimy poczekać do zmroku.

Ruszyli niespiesznie przez coś, co było chyba kiedyś ludnym i bogatym miastem, a teraz stało się zwaliskiem gruzu. Przed nimi wyrosła ogromna kopuła podtrzymywana przez dziesięć potężnych filarów, pod którą panował chłód i mrok. Wewnątrz zebrał się tłum, który krzyczał.

– Wyzwól nas! Wyzwól nas! – skandował. Na mównicę wstąpił wysoki człowiek z gładką skórą i szlachetną fizjonomią, który zaczął mówić śpiewnym głosem:

– Czujesz się odrzucony? Zlekceważony? Przyjdź do mnie! Ze mną zobaczysz świat jutra, świat pokoju i raju! Ktoś ci mówił, że raj nie istnieje, że czeka nas tylko piekło?

Pomruk rozbrzmiał wśród ciżby. Byli tu mężczyźni i kobiety, i dzieci. Mieli pokłute ręce i sine twarze. Stali wiele godzin, chwiali się ze zmęczenia, nikt jednak nie odchodził. Każdy wpatrywał się w białe oblicze guru, który zawył:

– Piekło jest dla tych, którzy nie są z nami, a raj wymaga ofiar!

Pomruk rósł, aż przerodził się w krzyk. Dajmoniony w górze zgęstniały, a ich ciała stały się prawie widoczne. Jak oszalałe zaczęły krążyć nad tłumem.

– Nie patrz w ich stronę.

W przyobleczonym sercu Rafała zrodziło się nagle współczucie dla ludzi. Nawet nie są w stanie samych siebie obronić. Wydani na żer złych dajmonionów, muszą im służyć do śmierci. Jakiż to smutny musi być ich los!

Przywleczono skrępowanego, wychudzonego człowieka. Ktoś uderzył go pałką w nogi, a jeniec zachwiał się i upadł na kolana. Wystąpił kat z obosiecznym mieczem i powoli, z namaszczeniem zaczął wykonywać swój taniec. Tłum zaczął wirować. Trysnęła krew, bo kat poderżnął więźniowi gardło. Rafał zamknął w przerażeniu ludzkie oczy.

– Ach! Michale, czy nie należy im się za to kara?! Czy nie powinniśmy zesłać na nich ognia?

Sięgnął po gladiusa, ale towarzysz go powstrzymał.

– Nie będziemy się wtrącać.

– Ale dlaczego On do tego dopuszcza? Dlaczego?!

Rafał był wstrząśnięty i długo nie mógł się uspokoić. Odwrócił się z bólem od miejsca kaźni i pociągnął Michała.

– Chodźmy stąd.

Porzucili zbiegowisko i wyszli na słońce. Michał kątem oka dostrzegł, jak kilka z dajmonionów oderwało się od tłumu i ruszyło za nimi. Chwycił Rafała za rękę i pociągnął ku nasłonecznionej platformie, ponieważ dajmoniony trzymały się w cieniu, z piskiem uciekając przed palącymi promieniami.

– Nie pozwól, aby cię rozpoznały.

– Ale one już chyba wiedzą, kim jesteśmy.

Michał się zasępił.

– Nie możemy dopuścić, żeby za nami poszły, a nie zdołamy ich zgubić. Musimy pokonać je w walce – powiedział stanowczo.

Michał był doświadczonym wojownikiem, lecz zawsze miał za sobą centurie walecznych żołnierzy, więc Rafał zląkł się mającej nadejść bitwy.

– Tylko we dwóch? Ale jak? Czy nie przewyższają nas siłą?

– Ech, Rafale małej wiary – uśmiechnął się Michał – z mocą Pańską będziemy walczyć.

 

***

Michał pokazał na wysoki budynek, którego piętnaście pięter wyrastało ponad pustynię. Rzucili się do biegu, a za nimi podążały materializujące się dajmoniony, których było coraz więcej. Po chwili dotarli do tonącego w mroku głębokiego wąwozu. Rafał zatrzymał się niepewny.

– Nie mamy wyjścia! – krzyknął Michał i go popchnął.

Kamienne wilgotne ściany wznosiły się po obu stronach, a oni biegli, mając nadzieję dotrzeć do wieżowca. Dajmoniony w cieniu poczuły się pewniej i roztrącały ludzi, leżących w letargu na ziemi. Może przyszli tu umrzeć, a może tylko bronili się przed palącym promieniowaniem. Rafał nie wiedział. Nagle usłyszał trzask łamanych kości. Obejrzał się. To kobieta z rozłupaną czaszką osuwała się po kamiennej ścianie, zostawiając krwawy ślad.

Rafał znów musiał zamknąć oczy.

Znaleźli się w wieżowcu, z którego zostały tylko ściany nośne i zbrojenia.

– Poszukajmy głębokiej studni! Nie będą mogły z niej uciec!

Rafał zrozumiał, o co Michałowi chodzi.

– Ja pójdę – powiedział.

– Nie lękasz się?

– Lękam. Dajmonionów się lękam najbardziej na świecie. Ale pójdę.

Tym razem Michał zrozumiał.

Rafał zbiegł zakręcającą klatką schodową, której dno znajdowało się głęboko pod ziemią. Nie docierało tu żadne światło. Dajmoniony z wyciem zanurkowały i rzuciły się na Rafała. Zaczęły oplatać jego ciało, coraz mocniej i mocniej. Czuł jak łamią mu żebra, posuwając się ku gardłu. Owionął go czarny dym, w którym zobaczył zdeformowane twarze monstrów. Zaczął się trząść i z zimna, i z przerażenia, ponieważ znalazł się tak daleko od Niego, że przestał czuć Jego obecność. Wszędzie była śmierć.

– Teraz!

Przez czarną mgłę przebijał się czyjś głos, ale nie wiedział, co oznacza.

– Rafale! Teraz!

Tracił świadomość siebie i powoli rozpływał się w mroku. Chciał przestać istnieć.

– Rafale! Pan cię potrzebuje!

Przypomniał sobie. To ciepło. Życie, które się nigdy nie kończy… Rozpalił swoje ludzkie ciało, a scutum uniósł nad głowę. Michał posłał z góry wiązkę odbitych promieni, które zwielokrotniły się na lustrzanej powierzchni tarczy. Wybuchła jasność, jakby sto słońc się zapadło, a w której dajmoniony spaliły się bezgłośnie.

 

***

Żadnych dajmonionów w pobliżu nie było. Wszystko tonęło w wieczornej ciszy, oddychając nagrzanymi żwirowymi hałdami i wzgórzami kalekich bloków. Weszli do przestronnego betonowego pomieszczenia, otwierającego się nieistniejącą jedną ścianą na pustynię. Dziecko, które ktoś niewprawnie wytarł z krwi, leżało na ciepłym piasku kwiląc. Akuszerki nie było, tylko sami mężczyźni. Trzymali się z dala i niespokojnie szeptali między sobą. Matka, zmęczona lecz spokojna, leżała na purpurowej poduszce i uśmiechała się do Dziecka.

– Czy to On? – Rafał poczuł w oczach wilgotne i gorące krople, a w piersi pulsujące gorąco. Nie rozumiał ludzkiego ciała, ale wiedział, że ten palący żar nazywa się wzruszeniem. – On jest… jest…

– Ocaleniem – dokończył Michał.

Powoli zaczęli się schodzić i inni. Przyszły kobiety. W odróżnieniu od mężczyzn, nie były onieśmielone, ale brały Dziecko na ręce i w kąpieli polewały je ciepłymi strugami. Potem suszyły płótnem i podawały Matce. Na końcu przyszli też poszukujący świadectw.

Michał wyszedł na środek, jego zbroja stała się biała, a ciało straciło ziemski ciężar. Blask rozlał się po pomieszczeniu, dotykając twarzy każdego, łaskocząc w nos i osiadając na włosach. Wszystkim udzielił się podniosły nastrój.

– Pan wszystkich światów i wszystkich chwil chce was ocalić. – Rozpoczął uroczystym głosem. – Stanę na czele wojsk Pańskich i powiodę je ku zwycięstwu! Będziemy walczyć o każdego z was. Dziecię pokona zło i śmierć, a potem będzie królowało, biorąc na własność wszystek czas.

Czarne niebo najpierw rozbłysło dalekimi gwiazdami, a potem wypełniło się białym rojem.

– Śnieg. – Ktoś powiedział, wystawiając dłoń. – Nie padał od wieków.

 

Koniec

Komentarze

 

Cześć,

 

fajny pomysł, podoba mi się tak koncepcja Bożego Narodzenia, wędrującego poprzez czasy i niosącego nadzieję w czasach mrocznego postapo. Dobra końcówka.

Tekst napisany nieco chaotycznie, przydałoby mi się więcej informacji choćby o dajmonionach, czy społecznej sytuacji ludzkości – wspomnienie zagłady, która przyszła nie wiadomo skąd i po co, mnie nie zadowala ;)

 Jeszcze kilka uwag do samego tekstu:

zatapiając w suchym morzu bywsze budynki i arterie.

“Wyższe”, “Niższe”?

 

Wartownicy obchodzili ciągnące się aż po horyzont pola białawych czerwonych kwiatów, które Rafałowi wydały się bardzo niewinne.

Hmm… jakoś mi nie pasuje to “białawych i czerwonawych” – może: “bladych, czerwonych”. Bo co to znaczy w ogóle białawy? ;) Dodatkowo nie mam pewności, czy część kwiatów była biała (biaława) a część czerwona, czy wszystkie kwiaty były lekko białawe i jednocześnie czerwone. Pomyśl.

No i niewinne, pola mogą być niewinne?

 

Urzędnik machnął ręką, że miasto ich wita i że mogą iść.

Dużo treści jak na jedno machnięcie.

 

W przyobleczonym sercu Rafała zrodziło się nagle współczucie dla ludzi.

Co to znaczy, że serce było przyobleczone? I w co?

 

Pomruk rósł, aż przerodził się w krzyk. Dajmoniony w górze zgęstniały, a ich ciała stały się prawie widoczne. Jak oszalałe zaczęły krążyć nad tłumem.

Skąd tam się nagle wzięły dajmoniony? I co to za stwory?

 

To kobieta z rozłupaną czaszką osuwała się po kamiennej ścianie, zostawiając krwawy ślad.

Ale co, jak? ;)

 

Dziecko, które ktoś niewprawnie wtarł z krwi,

“Wytarł”, tak?

 

Pozdrawiam!

Che mi sento di morir

Hej

 

Obawiam się że nie zrozumiałem tekstu (a szczególnie tej części ze śniegiem). Tak zrozumiałem że bohaterowie to Anioły a dziecko to Pan. Niestety sensu/przekazu/morału nie wyłapałem.

Tekst jednak napisany poprawnie więc nie będę się czepiał bi nie mam do czego.

 

Pozdrawiam

Pisz to co chciałbyś czytać, czytaj to o czym chcesz pisać

BasementKey

Opowiadanie trochę skrótowe, to prawda. Rozwijanie jednak postapokaliptycznego anturażu odciągnęłoby uwagę od istoty tekstu, czyli Bożego Narodzenia, więc zaniechałam rozwodzenia się.

do uwag:

“bywsze” – imiesłów uprzedni od “być”

“dajmoniony” – są od zawsze, tak jak anioły.

“…czerwonych kwiatów, które Rafałowi wydały się bardzo niewinne” – “które” zawsze odnosi się do ostatniego rzeczownika przed przecinkiem, więc kwiaty są niewinne, a nie pola.

“przyobleczone” – które ktoś przyoblekł? Może faktycznie przeholowałam z tym pożyczonym ciałem

literówkę poprawiłam

 

Dużo treści jak na jedno machnięcie.

laugh

Dzięki za przeczytanie i uwagi. Pozdrawiam!

 

 

 

Hmmm. Zaczyna się całkiem interesująco, ale potem mnie gubisz. Zakończenia nie zrozumiałam. Być może brakło mi do tego opisów apokalipsy, może czegoś innego. Dajmoniony przedstawiasz jako złe, odebrałam ja jak żądze albo coś podobnego. Dlaczego?

Co z tym wszystkim ma wspólnego śnieg?

Gryzą mi się stroje legionistów i ruiny, które kiedyś chyba były wieżowcami.

Babska logika rządzi!

aKuba139

Cieszę się, że treść jest zrozumiała :)

A morał, cóż, morał jest w treści, w walce aniołów z demonami. Śnieg za to jest moją osobistą nostalgią.

Dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam!

Podobał mi się opisany świat nie powiedziałbym, że to postapo, bo mamy tutaj już całkiem zaawansowaną cywilizację, która bynajmniej nie skupia się na przeszłości. Ciekawy wątek daimonionów. Trochę nie pasuje mi końcowy monolog Michała, bo wyobrażałem sobie aniołów jako obserwatorów, jednak nie psuje to ogólnego wrażenia. Dziwnymi drogami doszedłeś do punktu kulminacyjnego, to była raczej prezentacja świata w którym rodzi się Zbawiciel, ale prezentacja całkiem udana. 

Gekikara

Zastanawiałam się, czy taka niekomercyjna wizja świąt będzie przekonująca, więc się cieszę, że się podobała.

Dzięki za odwiedziny!

O, fajne, podobało mi się.

Ja ogólnie nie jestem miłośnikiem “klasycystycznego” podejścia do szortów, gdzie forma podróżuje według określonego skryptu, więc tego typu pół-eksperymenty przypadają mi do gustu. Mniejsza o ekspozycję wątku, istotne jest to, że poczułem wyraźnie atmosferę świata przedstawionego, a ta jest bardzo dobra. Nawet powiedziałbym, że ta garstka akcji, którą wrzuciłaś w drugiej scenie, nieznacznie zburzyła ten oniryczno-kwaśny czar, który udało ci się rzucić.

Kliknąłbym do biblio, ale jeszcze mi nie wolno.

Hail Discordia

Japkiewicz, dokomentuj te dwa brakujące teksty, to będziesz mógł.

Babska logika rządzi!

No wiem wiem, jak coś poczytam, to skomentuję:)

Hail Discordia

japkiewicz

do szortów, gdzie forma podróżuje według określonego skryptu

Całkiem dobre motto dla następnego opowiadania :)

Dzięki za fajny komentarz!

Finkla

Co do dajmonionów, złe demony krzywdzące i pętające ludzi i równocześnie rozbudzające wszelkie niskie żądze, są tak trwałym toposem, że nie warto z nim dyskutować. Natomiast śnieg jest osobistą, głęboko skrywaną nadzieją autora na opady śniegu w Boże Narodzenie.

Dziękuję za odwiedziny.

Hmmm. Wydawało mi się, że oryginalne dajmoniony były czymś w rodzaju sumienia, może nawet duszy.

Babska logika rządzi!

Oryginalny tekst, krótko i na temat. Można wczuć się w opisywany świat.

Powodzenia.

Przeczytałam.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

ogi89

Morgiana89

Dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam!

Cześć!

Fajne angel fantasy z elementami postapo. Zdecydowanie oddaje mrocznego ducha tegorocznych świąt i niepokój o przyszłość. Mimowolnie nasuwały mi się jakieś mangowe migawki, ale to może być kwestia tego, że znam tego typu poetykę głównie z takich reprezentacji. Językowo dobrze, chociaż zatrzymał mnie ten nadmiar czucia:

 

Szli tak od wielu dni, ale nie czuli zmęczenia. Przywdziane tylko na chwilę ciała nie były do końca prawdziwe. Nie odczuwały głodu ani pragnienia, nie czuły bólu.

Może to celowy zabieg, ale tak sobie wrzucam.

Z racji ogólnego zadowolenia z lektury zgłaszam, gdzie trzeba.

Pozdrawiam

oidrin

Aj, a miał to być tekst wiejący optymizmem. Hm, może następnym razem :)

Cieszę się, że się podobało!

Hmm, trochę się pogubiłam w tym świecie, a i w historii też. To autentyczne narodziny Syna Bożego w jakiejś alternatywnej rzeczywistości? A śnieg jest jakimś odpowiednikiem gwiazdy, która prowadziła Trzech Króli? Bo jakoś mi to do naszego świata nie pasuje, nawet po apokalipsie. Bo niby trzecia szansa, czemu?

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Irka_Luz

Dlaczego nie pasuje, nawet po apokalipsie? Walka ze złem jest pozaczasowa, czy może chodzi o to, że po apokalipsie nie będzie żadnego dobra?

Dzięki za przeczytanie!

Cześć!

Przeczytałem i niezbyt wiele załapałem. Nie przeczytałem tekstu z przedmowy (jeszcze). Początek ciekawy, interesujący, ale potem tracę poczucie celowości – co się dzieje i dlaczego? Anioły (chyba?) w ludzkich ciałach walczą odbitym światłem z dajmonmi. Po co, nie złapałem? I kim/czym są dejmony? Zastanawia mnie tez motyw z Alfą (stacja kosmiczną?) jako odpowiednikiem gwiazdy betlejemskiej. Czy to o to chodzi może?

A potem, jak gdyby nigdy nic, przechodzisz do sceny po narodzinach. I jeszcze zaczyna padać śnieg. Pomysł fajny, ale warto by to uporządkować i trochę rozwinąć, bo jak dla mnie nie stanowi to spójnej całości.

Z kwestii edycyjnych wyłapałem dwie rzeczy:

zatapiając w suchym morzu bywsze budynki i arterie.

dziwnie brzmi jak dla mnie

Znaleźli się w wieżowcu, z którego zostały tylko ściany nośne i zbrojenia.

Chyba rozumiem, co chciałaś wyrazić, ale brzmi to osobliwie.

 

Pozdrawiam!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Dlaczego nie pasuje, nawet po apokalipsie? Walka ze złem jest pozaczasowa, czy może chodzi o to, że po apokalipsie nie będzie żadnego dobra?

Zgadzam się i z jednym, i z drugim, ale…

Na teologii się kompletnie nie znam, uzbrojona jestem jedynie w chłopski zdrowy rozum, a ten podpowiada mi, co następuje:

Na początku człowiek zirytował Boga, zrywając owoc z zakazanego drzewa i dostał kopa. Później wielokrotnie musiał udowadniać swoje posłuszeństwo Bogu, aż w końcu Bóg przebaczył. Wysłał swego syna, jakąś część siebie, by w męczeńskiej śmierci odkupił grzech człowieka. Poluzował też ludziom śrubę, bo w porównaniu ze Starym Testamentem, zasady Nowego Testamentu to betka. Człowiek nie musi już niczego udowadniać, nie musi się obawiać natychmistowej kary. Jedyne czego Bóg wymaga od człowieka to wiara i miłość bliźniego.

 I teraz, skoro na ziemi otwarcie panoszą się demony, to z wiarą źle się dzieje, a wojna atomowa sama w sobie przeczy miłości bliźniego. Na dodatek powiedziane zostało, że następnym razem Syn Boży przyjdzie na ziemię w chwale, by sądzić żywych i umarłych. A tymczasem Ty fundujesz nam Boże Narodzenie 2.0, czyli de facto trzecią szansę. Hmm…

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

krar85

“bywsze” – imiesłów uprzedni od czasownika być.

Chyba rozumiem, co chciałaś wyrazić, ale brzmi to osobliwie.

To chyba komplemnent, czyż nie? A przynajmniej mógłby takim być… :)

 

Co do śniegu, wiem, że przeholowałam, ale pozwoliłam tu sobie na odrobinę prywaty. Śnieg to taki mój osobisty, poetycki motyw.

Może, gdy na opowiadanie nałoży się archetypiczną walkę dobra ze złem, to bardzie się wpasuje?

Dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam!

 

No dobra, w sprawie "bywsze" – to lubię albo tekst utrzymany w takim stylu zabawy słowem konsekwentnie, albo wsadzenie takiego kwiatka co najwyżej w kwestię dialogową, nadającą jakąś cechę wyróżniającą daną postać (też: konsekwentnie). Konsekwencji w tych obszarach nie odnotowałem.

 

Tym razem [to+] Michał zrozumiał.

ale brały Dziecko na ręce i w kąpieli polewały go ciepłymi strugami. Potem suszyły płótnem i podawały Matce.

Dobra, jeszcze idzie się domyślić, że strugi to wody (choć inne płyny, z racji niedopowiedzenia, nadal są w grze – takie polewanie ciepłymi strugami kompotu z suszu, na ten przykład, nawiązuje pięknie do wigilijnych tradycji). Ale wielokrotne podawanie jednego i tego samego dziecka matce brzmi jak jakiś rytuał, f'tangh!

 

Jest klimat. Jest trochę zgrzytów językowych. Jest też kompletnie niejasna rola aniołów w tej historii: zdają się być protagonistami, na barkach, pardą, skrzydłach których czytelnik jedzie do końca, ale znienacka wjeżdża na stół jakaś krwawa ofiara i bójka, a rola aniołów sprowadza się do bycia głośnymi heroldami przy narodzinach Zbawiciela i ogłoszenia, że oto odbędzie się gruba ustawka, a don Deuxone, szef wszystkich szefów, naznacza tego bombelka na swego następcę. Na koniec wjeżdża Chojnacki z saksofonem i Piasekiem śpiewajacym: "Prawie do nieba wzięłaś mnie/a wtedy padał śnieg".

 

Myślę, że warto dopracować warstwę fabularną, by wszystko bardziej kupy się trzymało. Wtedy to wprawdzie nie będą bunkry, ale też będzie zajedwabiście. Bardzo jestem ciekawy, jakby to wyszło, gdybyś wykorzystała więcej znaków.

 

 

 

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

PsychoFish

Nie dam ręki uciąć, że zrozumiałam Twój komentarz, trochę pokręcony, ale z tego co zrozumiałam:

‘bywsze’ zaraz będzie archaiczną formą, co widać po komentarzach czytelników, którzy pierwszy raz je widzą na oczy, a jako takie może być użyte do archaizowania języka, co było moim zamiarem.

 

Wycieranie, kąpanie dziecka po narodzinach jest jakiegoś rodzaju rytuałem, to prawda.

 

Fabuła zapowiada rolę aniołów, którą jest wyzwolenie ludzi spod władzy dajmonionów i zapowiedź przyszłej walki w tym preludium została zawarta. Ciąg dalszy w następne Święta :)

Dzięki za odwiedziny i pozdrawiam!

Hej,

 

Nie chodzi o znaczenie archaizmu, a o to, że pasuje jak kwiatek do kożucha. Całka narracja prowadzona jest językiem współczesnym i ciach, znienacka taki wtręt. Brak konsekwencji językowej.

 

Jeżeli wielokrotnie powtórzyło się myćko, podanie dziecka matce, odebranie dziecka matce, wróć do myćka – to opis do korekty, bo jest niezamierzenie komiczny.

 

Scena walki – wydaje się być fabularnie niekonieczna. Nawiązanie do zbawiciela przychodzącego na świat i zwiastowania następuje nagle, nomen omen Deus ex machina. A na to wszystko znienacka sypiesz na głowy śniegiem, co budzi stadko małych puchatych łotdefaków, bo czy ten śnieg to ma być cud, wzmocnienie słów aniołów, czy wiąże się z czymś w tekście, czy ma jakąś symbolikę?

 

Mam nadzieję, że teraz jaśniej przedstawiłem swoje uwagi. Pisz, tylko pisząc będziesz pisać coraz lepiej, a masz jakieś pomysły i z językiem też nie jest źle, trzeba się tylko nauczyć jak go okiełznać.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

PsychoFish

Archaizowanie języka w narracji o wydarzeniach przyszłości uważam za interesujące, bo pozwala na coś w rodzaju uniwersalizmu. Zgadzam się, efekt może nie zadziałać, jeśli się nie zna słowa…

W opisie kąpieli noworodka słowa ‘polewały’ i ‘podawały’ nie muszą odnosić się do wielokrotnej czynności, ale do czynności trwających przez dłuższy czas, na co język polski pozwala. Ja zupełnie inaczej odcztytuję ten fragment.

“Scena walki – wydaje się być fabularnie niekonieczna” – ej, a po co anioły by się znalazły w mieście, jeśli nie po to, by unicestwić trochę demonów w zażartej walce?

Myślę sobie, że jeśli słońce grzeje tak, że wszystko wypala, a wkoło tylko pustynia, to śnieg na Boże Narodzenie jest, owszem, trochę efekciarski, ale wpisuje się w klimat cudowności.

Efekt może nie zadziałać również wtedy, gdy nie umie się stylizować ;-) Zamiar jest ok, wykonanie już nie do końca.

 

Anioły mogły się tam zjawić choćby i po to, by to dziecko chronić, jeśli tak ci zależy na scenie walki. Masz wtedy połączony wątek dziecka z wątkiem sporu anielsko-dajmonionskiego, obydwa rozwiązane przez końcową deklarację anioła.

 

To twój tekst i ty podejmujesz decyzje, ja po prostu przekazuję swoje uwagi po tym jak ja odczytałem tekst. Pozdrawiam cieplutko i spokojnych i wesołych!

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dzięki PsychoFish!

laugh

Szczególny miałaś pomysł na konkursowe opowiadanie i nie mogę powiedzieć, że przypadł mi on do gustu. Zbyt wiele tu chaosu i niedopowiedzeń.

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia.

 

więc roz­glą­dał się za­cie­ka­wio­ny. Bu­dow­le wy­glą­da­ły jak… ―> Nie brzmi to najlepiej.

 

kwia­tów, które Ra­fa­ło­wi wy­da­ły się bar­dzo nie­win­ne. ―> Co to znaczy? Co wskazywało na tę niewinność?

 

brały Dziec­ko na ręce i w ką­pie­li po­le­wa­ły go cie­pły­mi stru­ga­mi. ―> Piszesz o dziecku, które jest rodzaju nijakiego, więc: …brały Dziec­ko na ręce i w ką­pie­li po­le­wa­ły je cie­pły­mi stru­ga­mi.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A mnie też się podobało, zwłaszcza druga połowa.

Zbudowałaś w tym krótkim szorcie ciekawy świat (chociaż faktycznie ubiór legionistów nieco mi się pogryzł z wieżowcami), no i jest klimat, a klimat to ja cenię. ;)

Poza tym ładnie prowadzisz historię. Momentami pozmieniałabym szyk, gdzieś tam na początku, ale poza tym dobrze się czytało. 

 

SaraWinter

Cieszę się, że się spodobało i dzięki za odwiedziny!

regulatorzy

Dziękuję za uważne przeczytanie mimo, że wizja Cię nie urzekła. Stylu na razie nie poprawiam, bo nie mam pomysłu, błędy wytrę. Pozdrawiam!

Bardzo proszę, Chalbarczyk, i miło mi, że mogłam się przydać.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Chalbarczyk, czuję się zaszczycony, że mój tekst stał się dla Ciebie inspiracją. To bardzo miłe.

Opowiadanie ma interesującą atmosferę. Czuję intrygującą obcość przedstawionego świata, pomimo wielu podobieństw z rzeczywistością. No i to pierwsze opowiadanie od dawna, które czytałem, a które kończy się tak pozytywnie. Przyjemna odmiana.

Pozdrawiam serdecznie.

Przyznam, że mam problem z tym tekstem. Chyba nie do końca go zrozumiałam, wydaje mi się, że jest tu za wiele elementów, każdego po trochu, a znaków mało i ostatecznie zabrakło ich na posklejanie wszystkiego w całość. Więc choć przeczytałam, muszę powiedzieć, że niestety, nie poruszyło mnie :(

 

Filip – dzięki za przeczytanie, bardzo się cieszę, że optymistyczny wydźwięk przypadł Ci do gustu, jakże chciałam, aby ktoś to docenił! :)

Pozdrawiam!

W tym tekście nie wyczuwam klimatu świątecznego. Widzę tylko wielką walkę między dobrem a złem i nie do końca ją kupuję, bo za bardzo nie rozumiem postępowania głównego bohatera. Brakuje mi jakichś naprowadzeń, wyjaśnień. Mam również wrażenie, jakby tekst nie był zamkniętą całością.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Przyjemne :)

Przynoszę radość :)

Nowa Fantastyka