- Opowiadanie: Gekikara - Gwiazdkowy cud na GJ 699 b

Gwiazdkowy cud na GJ 699 b

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Gwiazdkowy cud na GJ 699 b

Zbliżały się pierwsze święta od założenia kolonii. Pierwsze po tysiącletniej podróży do gwiazdozbioru Wężownika, po niemal czterdziestu bilionach kilometrów kosmicznej żeglugi, po dwunastu milionach godzin w komorach hibernacyjnych.

Dla Lu Kaimy – podobnie jak dla wszystkich dzieci w jej wieku – był to najważniejszy czas w całym roku.

Martwiła ją jednak pewna sprawa. Otóż Mikołaj mieszkał w Układzie Słonecznym, a to było bardzo, bardzo daleko. Wiedziała, że nie miał żadnych problemów by dostarczyć prezenty wszystkim dzieciom na Ziemi, Lunie, Marsie, a nawet na księżycach Saturna, ale tu… Lu wiedziała z lekcji fizyki w drugiej klasie, że nikt i nic nie może poruszać się szybciej od światła, a to docierało teraz z Ziemi do GJ 699 b w prawie cztery lata. I układy oddalają się od siebie.

Wszystkie zmartwienia zniknęły w piątkowy wieczór na miesiąc przed Gwiazdką, kiedy, zasiadłszy z całą rodziną w salonie, oglądała holowizję, poczynając od wiadomości będących dla jej taty obowiązkowym punktem dnia.

– Terraformowanie postępuje w przewidywanym tempie, udało się podwyższyć średnią temperaturę o kolejne dwadzieścia stopni. – Wraz z głosem spikerki pojawił się obraz aktywnych reaktorów termojądrowych. Hologram ustawiony na maksymalny zasięg obejmował cały salon. – Zakończony został plebiscyt na nazwę planety. Zdobywszy trzysta tysięcy głosów, zwyciężyło imię Elsa nawiązujące do bohaterki mitów starożytnych ludów euroamerykańskich. – Holowizja wyświetliła obraz blondwłosej dziewczyny w błękitnej sukni ozdobionej płatkami śniegu. – Trzeba przyznać, że doskonale oddaje klimat naszego nowego domu. A teraz coś dla najmłodszych. – Na wizję powróciła prezenterka, tym razem w mikołajowej czapie i wełnianym szaliku. – Siądźcie przed holowizorami, bo czeka nas transmisja prosto z Bieguna Północnego!

Czerwony, sferyczny kształt zajął całą homosferę, ale zaraz perspektywa oddaliła się i Lu Kaima mogła podziwiać trzęsącego pękatym brzuchem Mikołaja, a za nim ERFy pracujące nad zabawkami.

Dziewczynka chodziła do trzeciej klasy, poznała więc podstawy mechaniki kwantowej i wiedziała, że transmisja na żywo z dalekiej Ziemi była możliwa dzięki splątaniu kwantowemu. Żałowała, że nie można w podobny sposób przetransmitować materii. Wtedy Mikołaj miałby prostsze zadanie.

– Ho, ho, ho! – zagrzmiał basem białobrody staruszek. – Odbyłyście daleką podróż, moje dzieci, wiele Gwiazdek was ominęło, ale nie myślcie, że Santa o was zapomniał! Wysłałem z wami mojego klona!

Mikołaj zniknął. Widzowie oglądali teraz wizualizację drogi między Ziemią a GJ 699 b, od dziś znaną jako Elsa.

Gwiazdy przemykały wokół, bezkres kosmosu otaczał ich ze wszystkich stron, aż dotarli na miejsce. Elsa rosła w ich oczach. Ujrzeli ogromną czerwoną kopułę wybudowaną na biegunie planety. Niewidzialne oko kamery wpadło przez ścianę do jej wnętrza, a tam… czekał drugi Mikołaj!

– Jestem tu z wami! I nie jestem sam! – Pojawili się kolejni Mikołajowie, cała armia Santa Clausów. – Razem upewnimy się, że wszyscy dostaniecie prezenty! – zakrzyknęli chórem.

U dołu obrazu przewijały się wskazówki gdzie wysłać listę prezentów, jak udostępnić swoją lokalizację oraz skąd pobrać wymagane oświadczenia i zgody, a oczy Lu lśniły niczym dwa błękitne olbrzymy.

Mikołajowie zniknęli. Wnętrze ich warsztatu, gdzie Elektroniczni Robotnicy Fabryczni pracowali nad zabawkami, zostało zastąpione przez studio wiadomości i prezenterkę, już bez szalika i czapki.

– Wiadomości z Układu Słonecznego. Wczoraj wypadała dwa tysiące pięćset trzydziesta ósma rocznica Unii Ziemsko-Marsjańsko-Lunarnej, która zakończyła ostatni w historii międzyludzki konflikt zbrojny, rozpoczynając erę jedności. Tak wyglądały obchody tego dnia.

W kilka minut Lu odwiedziła Nowy Nowy York z jego koleją podniebną, Lunarię wyglądającą jak las sięgających gwiazd kryształowych igieł, pełne czerwonego pyłu, starożytne Musk City i kilka innych miejsc, przy których nie zadawała sobie trudu, by je rozpoznać.

– Aktualności ze świata nauki – męski głos rozpoczął kolejny blok wiadomości. – Po blisko dwudziestu latach prób udało się nawiązać kontakt z Ganimedianami, tym samym potwierdzić hipotezę doktora Jupteriusa, który, stosując technologię mapowania myśli, odkrył w zbiorowej nieświadomości kałamarnicolangust z Ganimedesa niespecyficzne dla tego gatunku, znacznie przekraczające ich możliwości wzorce myślowe. To epokowe wydarzenie i pierwszy przypadek odkrycia formy istnienia tak odmiennej od tego, co mieści się w ramach współczesnej definicji życia… – mężczyzna kontynuował relację, szczegółowo analizując dane dotyczące Ganimedian, z których większość była jedynie domysłami zespołu badawczego, ale Lu, mimo wrodzonej ciekawości, już nie słuchała.

To, co ją zajmowało, to lista prezentów którą układała w głowie.

 

*

 

Wszystko było gotowe.

Roboty kuchenne drukowały z syntetycznych związków organicznych kopie tradycyjnych potraw – kurczaka po marsjańsku, sushi z zielonym ryżem księżycowym czy filetów z ganimedejskich krabodorszów. Wszystkie w smaku podobne były do tektury, ale wystarczy kilka kropel multiprzyprawy, by dało się je zjeść. W środku zbudowanego na planie koła salonu stanęła wysoka do sufitu, obwieszona światełkami choinka, po której biegały droidy bombkowe przypominające renifery, bałwany i ERFy. Holograficzny wystrój został skonfigurowany na domek w górach. Ogień w kominku wyglądał tak realistycznie, że Lu omijała go z daleka, by się nie poparzyć.

Na zewnątrz było podobnie – wszystkie budynki pod kopułą numer trzynaście zmieniły się w świecące,  czerwono-zielone pomniki świąt.

 

*

 

Zapukał do ich mieszkania, kiedy pierwsza gwiazdka zaświeciła na niebie.

– Przyjmiecie znużonego wędrowca? – zapytał, gdy automatyczny lokaj otworzył śluzę wejściową. Wyglądał zwyczajnie, choć trochę niechlujnie. Długie włosy ścięte powyżej ramion i średniej długości zarost w niemodnym, naturalnym kolorze.

Pierwsza do śluzy dobiegła Lu, jak zwykle ciekawa gości. Nieznajomy uśmiechnął się do niej i wyjął z zanadrza płaszcza mały prostokątny przedmiot.

– To książka – wyjaśnił, wręczając jej podarunek.

Książka. Dziewczynka pierwszy raz trzymała jakąś w rękach.

– Pan do nas? – zapytał Arman Kaima, który przyszedł w ślad za córką. – Nie oczekujemy gości. Zaraz siadamy do kolacji, więc muszę pana wypr…

– Wuj Kristof! – zakrzyknęła mama Lu, kiedy postanowiła sprawdzić, co było powodem zamieszania w przedpokoju. – Proszę, wejdź. Arman, weź płaszcz wuja, nie każ mu czekać! Właśnie dostałam wiadomość od Administracji kopuły numer osiem. Że też do tej pory nie wiedzieliśmy, że ktoś z krewnych wyruszył na kolonizację! W końcu z kimś będzie można porozmawiać o dawnych czasach. Znaliście się z moim tatkiem, prawda? – zagadywała przybysza w drodze do salonu, ku zdziwieniu męża i całkowitym braku zainteresowania ze strony Lu wpatrzonej w prezent. 

Na okładce wytłoczony był zagadkowy napis – „Boże Narodzenie dla początkujących”.

 

*

 

– Wujku – zaczęła Lu tonem, który zapowiadał serię dociekliwych pytań. – Co to znaczy „Boże Narodzenie”?

– Znów coś wymyśliła. – Brat dziewczynki przewrócił oczami. – Nie ma czegoś takiego – stwierdził, posyłając siostrze drwiące spojrzenie, a ta zrewanżowała się pokazaniem języka.

– Lu! – zganiła ją automatyczna opiekunka, której kamery rozlokowane były w całym domu. – Minus dziesięć punktów grzeczności. Jeszcze jeden wybryk a zgłoszę aktualizację statystyk Mikołajowi.

– Przepraszam wuju… może jeszcze wina? – zaproponowała mama Lu, podczas gdy jej mąż pochłonięty był transmisją corocznej powtórki "Kevina samego w New Lunar City" . – Mała zazwyczaj zachowuje się lepiej, to ta Gwiazdka i wizyta Mikołaja… czeka na nią od miesiąca.

– W końcu po to jest Gwiazdka – wtrącił brat dziewczynki nie odrywając wzroku od płyty inteligentnego pleksiglasu, na której przeglądał zasoby kwantnetu. Miał tysiąc lat do nadrobienia i nie tracił ani chwili.

– Gwiazdka to czas, który spędzamy z rodziną. Arman, wyłącz holowizor! Finne, zostaw ten tablet. Lu, nie męcz wujka! – nakazała gospodyni tonem nieznoszącym sprzeciwu, mimo zapewnień Kristofa, że chętnie odpowie na wszystkie pytania.

– Nianiu, włącz świąteczną listę – wydał komendę Arman i dom wypełnił się dźwiękami „X-Mass on the Moon”, klasycznego motywu synthpopowego z czasów drugiej kolonizacji.

– Nianiu, masz w bazie „Silent Night” albo „Mary’s Boy Child”? – zapytał Kristof w chwili ciszy między dudnieniem basu a jazgotliwym śpiewem sopranistki.

– Brak w bazie – odpowiedziała sztuczna inteligencja.

– Co to za piosenki, wujku? – Lu nie ustawała w pytaniach. – Mają coś wspólnego z Gwiazdką?

– A jak sądzisz, czym jest Gwiazdka? – wuj odpowiedział pytaniem na pytanie, a Lu uśmiechnęła się szeroko.

– Gwiazdka to przecież najlepszy czas w roku – odparła. – Czas, kiedy wszyscy jesteśmy razem, ubieramy choinkę i czekamy na pierwszą gwiazdkę, a w nocy sam Mikołaj przynosi nam prezenty. Jeśli zasłużyliśmy. – Zerknęła na jedną z kamer.

Wuj prześlizgnął się spojrzeniem po okrągłej buźce dziewczynki i twarzach reszty domowników, pokręcił głową i westchnął.

– Te piosenki, to moje ukochane kolędy. – Konsternacja w oczach dziewięciolatki zmusiła go do wyjaśnień. – Utwory o Bożym Narodzeniu… opowiadające o tym, jak na świat przyszedł…

– Super-Man – zgadywał brat Lu. – Słyszałem o nim niedawno na zajęciach z popmitologii.

– Nie – odparł wuj Kristof marszcząc czoło. – To ktoś o wiele istotniejszy. Prawdziwy syn jedynego Boga…

– Wuj ma na myśli, że to reprezentacja uniwersalnych wartości – Arman nieoczekiwanie wszedł mu w słowo, widząc dezorientację na twarzy córki. – W tym kontekście wiele postaci jest realnych, bo istnieją w zbiorowej świadomości jako byty-symbole.

– …a dzień, który nazywacie Gwiazdką, to pamiątka jego narodzin – dokończył wuj z powagą. 

Zapadła cisza. Nawet automatyczna niania wstrzymała odtwarzanie muzyki.

Pierwszy zaśmiał się Arman. Żona i syn szybko do niego dołączyli. Gromki rechot wypełnił jadalnię, a holograficzne płomyki podskakiwały w takt kolejnych salw śmiechu. Gospodarz pokiwał głową w uznaniu dla poczucia humoru gościa.

– Wujku – mała Lu posłała mu protekcjonalne spojrzenie  – ty w ogóle nie rozumiesz, na czym polega Gwiazdka.

Kristof  nie zaprzeczał, uśmiechnął się tylko dobrotliwie, widząc, że mimo pewności w swoich słowach, dziewczynka zerkała ku trzymanej na kolanach książce z rosnącą ciekawością.

 

*

 

Choć wokół wszyscy już spali, światła w mieszkaniu Kaimów nie chciały zgasnąć.

Mikołaj nie mógł jednak czekać ani minuty dłużej, ograniczał go ściśle rozpisany grafik, więc nie miał innego wyjścia, jak spróbować zakraść się niezauważonym. Z drugiej strony – co by takiego się stało, gdyby go przyłapali?

Co najwyżej inni Mikołajowie mieliby temat do drwin.

Sprawdził w holotece układ pomieszczeń – na szczęście salon, w którym stała choinka, przylegał do zewnętrznej ściany, więc wystarczy tylko przez nią przeniknąć. Włączył przytroczony do paska rekombinator struktury atomowej i otoczyło go pole siłowe. Przy kontakcie ze ścianą rozsunie cząsteczki, tworząc przejście dla Mikołaja, a gdy ten już będzie po drugiej stronie, odtworzy pierwotny układ. Zero zniszczeń. To jedyna zdobycz nauki, którą uważał za istotny wynalazek ze straconego na hibernację tysiąclecia.

Zadziwiało go, jak niewiele się w tym czasie zmieniło. Nawet statki kosmiczne prawie nie przyspieszyły. Może prawdą było to, co wieszczyli fataliści. Ludzkość dotarła do punktu w czasie, kiedy wynaleziono już wszystko, co było do wynalezienia.

Ostrożnie zakradł się do choinki, by dopełnić obowiązków, kiedy jego uszu dobiegł dźwięk słów, które zdawały się już dawno zaginąć w pomroce dziejów.

– Cicha noc, święta noc… – śpiewał dziecięcy głos trochę nie w rytm.

Mikołaj był… Mikołajem. Stał na straży społecznego porządku, był siłą, która kształtowała moralny kręgosłup i konsumpcyjny styl życia kolejnych pokoleń. Wiedział, że nie powinien być zauważony. Wiedział również, że są sprawy ważniejsze od tego.

Zostawił pod sztucznym drzewkiem napełniony prezentami worek i pobiegł za głosem. Znalazł dziesięciolatkę pochyloną nad książką. Najprawdziwszą książką!

– Skąd to masz… – szybko sprawdził imię dziewczynki w bazie danych – Lu? Skąd masz tę książkę?

– Mikołaj! Czekałam na ciebie!

– Skąd masz tę książkę, powiedz staremu Sancie – starał się mówić spokojnie, choć serce łomotało mu w piersi jak oszalałe.

– Od wujka.

– Gdzie on jest?

– Mikołaju, jesteś zły?

– Gdzie on jest?!

– Śpi w salonie – odpowiedziała nieco przestraszona Lu. – Tam gdzie choinka.

W kilka kroków Mikołaj dopadł do salonowej kanapy, ale znalazł tam tylko zmięty koc. Nie był zaskoczony. Przecież przyjrzał się pomieszczeniu, kiedy wchodził.

To mogło oznaczać tylko jedno.

Drżącą dłonią nacisnął włącznik komunikatora.

– Kod czerwony. Powtarzam, kod czerwony.

 

*

 

– Uwaga! Z przykrością przerywamy państwu wypoczynek, by przekazać istotny komunikat – mówiła prezenterka w holowizji, gdy Kaimowie zasiedli przy stole do świątecznego śniadania. Tylko wuj Kristof gdzieś zniknął.

Za to pod choinką czekał na nich cały wór prezentów.

– Wczorajszej nocy część mieszkańców kopuły padła ofiarą oszustwa – kontynuowała prezenterka. – Najpierw, w wyniku ataku na systemy informatyczne Administracji, została wysłana wiadomość, że z innej kopuły przybędzie daleki krewny, Kristof. Mężczyzna wpraszał się do domów poszkodowanych i tam rozpoczynał agitację teologiczną. – Kaimowie zamarli. Z widelcami w pół drogi do ust przypatrywali się kobiecie z holowizji, która uczyniła w tym momencie pauzę dla zbudowania napięcia. – Ten mężczyzna, to nie był człowiek. To Ganimedianin.

– Ganimedianie to istoty zupełnie inne niż wszystkie dotychczas poznane formy życia. – W obszar holowizji wstąpił mężczyzna, który przed miesiącem wygłaszał ten sam referat, wówczas tak lekkomyślnie zignorowany przez Lu. – Nie są zbudowani z komórek. Nie posiadają materialnej formy. Nie wiemy, czy się starzeją i umierają, ani jak się odżywiają. Ganimedianie egzystują w zbiorowej świadomości innych gatunków, można więc ich uznać za gatunek pasożytniczy. Zajmują miejsce w obszarach odpowiadających wyobrażeniom religijnym i wzorcom nieracjonalnego postrzegania rzeczywistości. Posiadają zdolność bilokacji i transmisji materii. Potrafią przyjąć dowolną postać. To śmiertelnie niebezpieczne istoty.

Obszar holowizji zajęło marsowe oblicze Wszechprezydenta wygłaszającego expose.

– W dniu wczorajszym czasu standardowego Ganimedianie przeprowadzili zmasowaną inwazję na wszystkie nasze planety. Siły wywiadu współpracujące z ekspertami od historii starożytnej są zgodne: podobne ataki i próby manipulacji naszymi umysłami miały już miejsce w przeszłości! Rząd podjął decyzję o natychmiastowym wypowiedzeniu Ganimedianom wojny. Wszyscy, którzy mieli z nimi kontakt, są zobowiązani to zgłosić i zwrócić otrzymane od nich przedmioty.

 

*

 

Nie minął ranek, gdy wezwani przez rodziców funkcjonariusze Administracji zjawili się po książkę.

Na szczęście Lu zdążyła już zrobić kopię.

Koniec

Komentarze

Fajny tekst. Sympatycznie nawiązania do świątecznych zwyczajów, ale wygiętych na przyszłą modłę. ERF-y słodkie. :-)

Fabuła też niczego sobie.

Ogień w kominku wyglądał tak realistycznie, że Lu odruchowo omijała go z daleka, by się nie poparzyć.

A skąd Lu miała takie odruchy?

4 komentarze przed publikacją? To nie była beta, tylko betka. ;-)

Babska logika rządzi!

Największe wrażenie zrobiła na mnie ta lekkość, z jaką piszesz o tych wszystkich sci-fi rzeczach. Jakbyś tam był, żył w tym świecie i to była twoja codzienność, Gekikakro. :) Aż przyklasnę. 

 

Well Done Bravo GIF by Friends – Find & Share on GIPHY

 

Podobało mi się to opowiadanie. Ciekawy świat, ciekawy zwrot akcji, sprawnie, płynnie napisane. 

Lecę do Biblio.

 

Fajny tekst […] Fabuła też niczego sobie.

FInklowie chwalą. :D

I ani słowa, że tekst zbudowany z gotowych klocków, mało fabuły, albo infodumpy się sypią. Yes! :DD

 

Sympatycznie nawiązania do świątecznych zwyczajów, ale wygiętych na przyszłą modłę. ERF-y słodkie. :-)

Ta przyszła modła to tak nie do końca. Zrobiłem kiedyś taki eksperyment, że porównałem świąteczne okładki topowych tygodników publicystycznych z kilku lat – i bardzo łatwo było podzielić je pod tym względem na konserwatywne i “postepowe”. Te pierwsze zawsze miały Jezuska na okładce, te drugie choinke albo Mikołaja. Widzę w tym z jednej strony sekularyzacje świąt, z drugiej: jakieś kryptopogaństwo. Coś powoduje, że Mikołaj i Wielkanocny Króliczek sa dla nas bardziej interesujący.

 

A skąd Lu miała takie odruchy?

To pewnie przez mechanike kwantową w podstawówce. :P

Słówka juz nie ma, udawajmy, że go tam nie było.

 

4 komentarze przed publikacją? To nie była beta, tylko betka. ;-)

Nie ilość a jakość. :)

 

SaraWinter

Największe wrażenie zrobiła na mnie ta lekkość, z jaką piszesz o tych wszystkich sci-fi rzeczach. Jakbyś tam był, żył w tym świecie i to była twoja codzienność, Gekikakro. :) Aż przyklasnę. 

 

Podobało mi się to opowiadanie. Ciekawy świat, ciekawy zwrot akcji, sprawnie, płynnie napisane. 

Lecę do Biblio.

Podziękował :)

 

Coś powoduje, że Mikołaj i Wielkanocny Króliczek sa dla nas bardziej interesujący.

Przecież to oni przynoszą prezenty. A kto więcej zapłaci: handel za przekaz “leć, kliencie, do sklepu po upominki dla dzieciaków” czy kościół za skłanianie do modlitwy, refleksji i takich tam?

Z Lu i kominkiem mógłby być atawizm, ale to chyba zbyt poważne słowo jak na bohaterkę i stylistykę.

Babska logika rządzi!

4 komentarze przed publikacją? To nie była beta, tylko betka. ;-)

betunia:-)

Becik. ;-)

Babska logika rządzi!

Przeczytałam.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Nalot jury widzę. :D

 

Cześć!

 

Przeczytałem. Lekkie, sugestywne i skłaniające do refleksji. Oj, dużo wątków tu upchnąłeś, ale nie za dużo, i w limicie się (chyba?) zmieściłeś. Kolonizacja w stylu starego dobrego s-f i inwazja obcych… A w tle Musk City i dzieci, które w 3. klasie uczą się fizyki relatywistycznej… Ciekawy pomysł, intrygująca wizja, i trochę polityki w tle.

Bardzo spodobało mi się zdanie:

Ludzkość dotarła do punktu w czasie, kiedy wynaleziono już wszystko, co było do wynalezienia.

Jest takie “ograniczające”, ale i może się okazać prawdziwe kiedyś.

Pozdrawiam!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Chrześcijaństwo zastąpiło świętowanie przesilenia zimowego, a komercjalizm zastąpi święta Bożego Narodzenia. Czy nie powinny się przy okazji zmienić symbole? Mikołaj już dawno świętym nie jest (nie jestem pewna, czy w ogóle był), ale choinka jednak kojarzy się dość jednoznacznie.

Takie zastępowanie jednej idei przez drugą przy wykorzystaniu przynajmniej części tego, co daje stary system, to właściwie nic nowego, choć przyznam, że wolałabym, aby ta nowa idea niosła za sobą coś ciekawszego niż tylko przesłanie: kupuj!

Opko fajne, sprawnie napisane. Tylko dzieciaka mi szkoda. Oddać prezent! To musiała być tragedia ;)

Ode mnie kliczek :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Cześć krar! 

 

Lekkie, sugestywne i skłaniające do refleksji

Taki był plan. :) 

 

Oj, dużo wątków tu upchnąłeś, ale nie za dużo, i w limicie się (chyba?) zmieściłeś.

Opowiadanie ma wiele warstw, nie lubię rozwodzić się na temat własnych tekstów, ale jest w nim kilka przesłań. Fajnie że to zauwazyles. 

Limit zachowany, choć było ciężko. :P

 

Jest takie “ograniczające”, ale i może się okazać prawdziwe kiedyś.

I tak to optymistyczny scenariusz. 

Jestem pesymistą w tym temacie, sądzę, że ludzie nigdy nie opuszczą Układu Słonecznego. Poza nim odległości są po prostu zbyt ogromne. 

Cześć Irka!

 

Chrześcijaństwo zastąpiło świętowanie przesilenia zimowego, a komercjalizm zastąpi święta Bożego Narodzenia. Czy nie powinny się przy okazji zmienić symbole? Mikołaj już dawno świętym nie jest (nie jestem pewna, czy w ogóle był), ale choinka jednak kojarzy się dość jednoznacznie.

Masz na myśli wykorzystywane w starożytnych formach kultu symbole świerków ze Szwecji datowane na 1800-500r.p.n.e? :P

 

Takie zastępowanie jednej idei przez drugą przy wykorzystaniu przynajmniej części tego, co daje stary system, to właściwie nic nowego, choć przyznam, że wolałabym, aby ta nowa idea niosła za sobą coś ciekawszego niż tylko przesłanie: kupuj!

Nie no, jeszcze trzeba byc grzecznym! :)

 

Opko fajne, sprawnie napisane. Tylko dzieciaka mi szkoda. Oddać prezent! To musiała być tragedia ;)

Ode mnie kliczek :)

Lu jakoś to przeżyje, od czego są drukarki 3D.

I dzięki za kliczek!

 

Masz na myśli wykorzystywane w starożytnych formach kultu symbole świerków ze Szwecji datowane na 1800-500r.p.n.e? :P

U nas też zdaje się jakieś zielone wiechy u powały wisiały ;)

 

Nie no, jeszcze trzeba byc grzecznym! :)

Oj tam, oj tam, powie przepraszam i już ma dziesięć punktów więcej ;)

 

Lu jakoś to przeżyje, od czego są drukarki 3D.

A widzisz, faktycznie, zapomniłam, że zdążyła skopiować ;) Czyli że już rośnie pokolenie buntowników?

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Hej,

 

niezła historia. Faktycznie masz niezwykłą lekkość w pisaniu sci-fi, dobrze Ci to wychodzi :)

Czuję lekki niedosyt po tym fabularnym posiłku, na deser życzyłbym sobie więcej info o przyczynach działań Ganimedian, jaki mieli cel w przywracaniu tradycji Bożego Narodzenia? Czy są apostołami nowego kościoła, jakie są ich związku z Jezusem? ;)

 

Drobiazg:

– Nie ma czego takiego

“czegoś”.

 

Pozdrawiam!

Martwe liście i brudna ziemia, kiedy Ciebie obok mnie nie ma

A widzisz, faktycznie, zapomniłam, że zdążyła skopiować ;) Czyli że już rośnie pokolenie buntowników?

Irka, buntownicy czy apostołowie – w sumie co za różnica? :P

 

Hej, Basement 

 

niezła historia

Cenię twój umiarkowany entuzjazm. :) 

 

Faktycznie masz niezwykłą lekkość w pisaniu sci-fi, dobrze Ci to wychodzi :) 

Dawno nie pisałem sci-fi. Bardzo dawno. I kiełkuje we mnie decyzja, by powrócić do jednego z tekstów, który napisałem do szuflady – na razie wykorzystuje pewne elementy w różnych opowiadaniach. :P

Czuję lekki niedosyt po tym fabularnym posiłku, na deser życzyłbym sobie więcej info o przyczynach działań Ganimedian, jaki mieli cel w przywracaniu tradycji Bożego Narodzenia?

Jestem takim typem czytelnika, co nie lubi arbitralnych sądów i prowadzenia za rączkę. Dlatego daleki jestem wskazania przyczyn działania obcych (chociaż czy znowuż tacy z nich obcy?). Za to przypuszczenia co do ich motywacji są dla mnie nader czytelne w końcowym fragmencie. Mówią o tym w wiadomościach. :) 

Więcej nie chciałbym powiedzieć. Dzięki temu nie ma wskazanych stron dobrych i złych w tym konflikcie. Jest za to pole do interpretacji. Lubię tak pisać. Często stawiam zwykłego bohatera w sytuacjach niejednoznacznych, albo wrzucam go do rzeczywistości, której w pełni nie rozumie, albo nie ma szans poznać obiektywnej prawdy (jest taka w ogóle?). 

Jeśli miałbym powiedzieć, co mi się podoba w moim opowiadaniu, to właśnie to. :P

 

Czy są apostołami nowego kościoła, jakie są ich związku z Jezusem? ;)

Niewielkim tropem jest imię wuja. :) 

 

 

Hej Gakikara

Jestem pesymistą w tym temacie, sądzę, że ludzie nigdy nie opuszczą Układu Słonecznego. Poza nim odległości są po prostu zbyt ogromne. 

Nie to kiedyś pewnie opuszczą… Musk już wystrzelił samochód w kosmos. ;-)

To w sumie dobry temat na dystopijne opowiadanie… Już to widzę, Warsaw Shore w Kosmosie (A.D. 2347). Ładują 8 imprezowiczów i imprezowiczek na statek, wyposażają ich w arsenał adekwatny do powierzonego zadania i wysyłają gonić Voyagera 2. Kamery nagrywają, ludzie się cieszą, a z tej imprezy nikt nie wyjdzie. Kto dożyje do szoku końcowego, ten wygrywa ;-)

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Sympatyczna historia z niezłym twistem. Miałem wrażenie, że miałeś sporo frajdy przy wymyślaniu tych wszystkich Musk City, Kevinów w Lunar City i Bożego Narodzenia dla początkujących :). Podobały mi się klony Mikołaja i w sumie całkiem konkretny pomysł na tego futurystycznego Sante, który dostarcza prezenty.

No i wygląda na to, że inwazja się udała bo idea w dziecku została zasiana. 

 

A tutaj podczas czytania dojrzałem bliskość informatyczne z informacją. Nie jest to raczej błąd, ale rzuciło się w oczy.

Najpierw, w wyniku ataku na systemy informatyczne Administracji, została wysłana informacja,

Klikam.

Niewielkim tropem jest imię wuja. :) 

To chyba Krystian powinien mieć na imię, tak jak u Lao Che ;)

 

 

 

Martwe liście i brudna ziemia, kiedy Ciebie obok mnie nie ma

Nie to kiedyś pewnie opuszczą… Musk już wystrzelił samochód w kosmos. 

Tylko, że bez kierowcy. :P

 

Edward, opowiadanie rzeczywiście przyniosło mi wiele frajdy. 

Dzięki za wskazanie powtórzenia, już naprawione. :) 

 

Basement, nie, Krystian ma inne znaczenie, kop głębiej. :P

Jestem pesymistą w tym temacie, sądzę, że ludzie nigdy nie opuszczą Układu Słonecznego.

Jeśli dobrze pamiętam, to gdzieś tam w naszej galaktyce jest ogromna chmura alkoholu. Jak się tylko wszystkie szwagry w Polsce dowiedzą, jak się spikną z rosyjskimi szwagrami… ;-)

Babska logika rządzi!

Ciekawy, dobrze napisany, momentami melancholijny i pełen ciekawych nawiązań tekst. Pod lekką otoczką przemycasz poważniejsze tematy co jak najbardziej na plus. Całkiem nieźle się czytało.

Jeśli dobrze pamiętam, to gdzieś tam w naszej galaktyce jest ogromna chmura alkoholu. Jak się tylko wszystkie szwagry w Polsce dowiedzą, jak się spikną z rosyjskimi szwagrami… ;-)

I to jest materiał na satyrę sci-fi! 

 

Dzięki belhaju za wizytę i cieszę się, że się podobało. Przeszedłem długą drogę kilka razy tam i z powrotem od klimatu humorystycznego, do ciężkiego – tu się Zatrzymałem w połowie drogi. :) 

Basement, nie, Krystian ma inne znaczenie, kop głębiej. :P

Christ-on, Christ-off? :P

Martwe liście i brudna ziemia, kiedy Ciebie obok mnie nie ma

Christ-on, Christ-off? :P

Miałem na myśli etymologię imienia, ale taka interpretacja też dobra. xD

Cześć :)

Ciekawe opowiadanie. Bardzo mi się spodobało światotwórstwo, wszystkie te nazwy i inne smaczki. Zakończenie też niczego sobie, zwłaszcza, że nie jest jednowymiarowe, skłania do myślenia. Bohatetrka bardzo mi się spodobała, miałeś świetny pomysł żeby przedstawić te wydarzenia z perspektywy dziecka, w końcu to one najbardziej czekają na Boże Narodzenie. Smutna ta wizja świąt w przyszłości… 

Powodzenia :)

edit: ode mnie ostatni kliczek :)

Cześć :)

Ciekawe opowiadanie. Bardzo mi się spodobało światotwórstwo, wszystkie te nazwy i inne smaczki. Zakończenie też niczego sobie, zwłaszcza, że nie jest jednowymiarowe, skłania do myślenia. Bohatetrka bardzo mi się spodobała, miałeś świetny pomysł żeby przedstawić te wydarzenia z perspektywy dziecka, w końcu to one najbardziej czekają na Boże Narodzenie. Smutna ta wizja świąt w przyszłości… 

Miło słyszeć. :) 

W sumie jest to jedno z nielicznych (może jedyne?) moich opowiadań, przy którym – jak do tej pory – nie padło jakieś poważne “ale”, co mnie niezmiernie cieszy.

Co do bohatera dziecięcego – w moim przypadku działa teoria Drakona o tym, że każdy opisuje to, co zna. Często dziecięcy bohater się u mnie pojawia, bo i mam dzieci, i sam jestem jak duże dziecko. xD

 

edit: ode mnie ostatni kliczek :)

Kliczki już są nazbierane, czekam tylko na kolejny nalot Użytkowników. :)

Cześć Geki

moją opinię znasz z betuni/becika, więc chyba nie ma sensu się rozwodzić, co?:-)

 

pozdrawiam i powodzenia w konkursie:-)

Betunia non olet, jak mawiali starożytni :D

Martwe liście i brudna ziemia, kiedy Ciebie obok mnie nie ma

Betka non omlet. ;-)

Babska logika rządzi!

Kliczki już są nazbierane, czekam tylko na kolejny nalot Użytkowników. :)

Widać coś źle policzyłam XD

moją opinię znasz z betuni/becika, więc chyba nie ma sensu się rozwodzić, co?:-)

To zależy od małżeństwa. :P

 

No nasze chyba jest udane:P

Super tekst i świąteczne

Piotr, bardzo dziękuję. :) 

Chciałem, by opowiadanie było mocno związane ze świętami, by te święta nie były na doczepkę, możliwe do zastąpienia czym innym. Widać się udało. 

Hej, Geki :)

Ja wiem, że 15 tys. znaków to niedużo, ale kurczę, przeleciało szybko… Masz cudowną łatwość opisywania rzeczywistości (nawet tej, której jeszcze nikt nie dożył!) Wszystko wydawało się na miejscu. Szczególnie spodobało mi się to niby sklonowanie Mikołaja i to jak Mikołaj miał plan budynku :D

Jest świątecznie, ale nienachalnie, bez tej świątecznej “aury” – po prostu akcja twojego opowiadania dzieje się podczas świąt i ponieważ to daleka przyszłość, faktycznie byłam ciekawa, jak to będzie wyglądać. Niby ta akcja z książką i ta rozmowa Kristofa o Gwiazdce jest trochę przesłodzona (nie mam innego słowa), ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Może dlatego że główną bohaterką jest mała dziewczynka? Sama nie przepadam za świętami, ale ucieszyłam się, że tak daleko w przyszłości nadal obchodzona jest ta tradycja :)

Jak chodzi o końcówkę – cudowna dziewczynka. Tak właśnie działają odkrywcy i buntownicy. Uwielbiam.

 

Powodzenia w konkursie! :)

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Ja wiem, że 15 tys. znaków to niedużo, ale kurczę, przeleciało szybko… Masz cudowną łatwość opisywania rzeczywistości (nawet tej, której jeszcze nikt nie dożył!) Wszystko wydawało się na miejscu. Szczególnie spodobało mi się to niby sklonowanie Mikołaja i to jak Mikołaj miał plan budynku :D

Jak napisał niedawno CM – dziękowanie jest o wiele trudniejsze niż odpowiadanie na uwagi, bo co można powiedzieć, poza tym, że dziękuję? Więc dziękuję. :) 

 

Niby ta akcja z książką i ta rozmowa Kristofa o Gwiazdce jest trochę przesłodzona (nie mam innego słowa), ale jakoś mi to nie przeszkadzało

Oczywiście że jest przesłodzona! To nawiązanie do wszystkich świątecznych filmów, które eksponują rodzinny, sielankowy klimat świąt, gdzieś tylko napominając, albo w ogóle omijając, to, o co w tych świętach właściwie chodzi.

 

Powodzenia w konkursie! :)

Jak do tej pory przyjęcie tekstu jest bardzo dobre, mam nadzieję, że podobnie odbierze go jury, bo osobiście jestem z niego bardzo zadowolony (w przeciwieństwie do poprzedniego pisanego na konkurs eklektyczny), wręcz sądzę, że to jeden z "tych lepszych" moich tekstów. :) 

Motyw świąt przyszłości, w których zanikła realna istota Bożego Narodzenia jest nieco oklepany. Tu, o tyle o ile ujmujesz go schematycznie, tak pomysł na to, kto i w jaki sposób niesie przesłanie o prawdziwych świętach jest już zdecydowanie ciekawszy. Nowa rasa kosmitów jako wyjaśnienie, dlaczego ludzie wierzą w Boga czy w rzeczy nadprzyrodzone? Świetne. I to, że nie do końca wiemy, jaka jest prawda czy też kim naprawdę jest Kristof również mi się podoba.

Tak jak w realnym życiu dzieci nie bardzo lubię, tak opowiadania pisane w jakiś sposób z ich perspektywy czy też po prostu na nich się skupiające często mi się podobają. Może przez taką prostotę i (zazwyczaj) brak nadęcia. Lu jest fajnie wykreowana i skłonna jestem uwierzyć, że jej brat to najbardziej irytujący brat na świecie, tak to bywa wśród rodzeństwa.

Podoba mi się też, jak się bawisz tradycjami – tu nowe potrawy, tu pozmieniane nazwy (Kevin <3). To takie przyjemne smaczki, które dodają tła do historii, utwierdzają nas, że choć mowa o futuryzmie, to jednak dalej o nas, o ludziach.

Podsumowując, fajna historyjka, choć oparta na utartym motywie. Jest zgrabnie napisana, czytało się przyjemnie. Mam wrażenie, że warsztatowo to najlepszy z Twoich tekstów (oczywiście biorę pod uwagę te, które czytałam:).

Zostaw ten żyrandol.

Motyw świąt przyszłości, w których zanikła realna istota Bożego Narodzenia jest nieco oklepany

To nie motyw – to fakt. Sekularyzacja świąt postępuje. Nie mogłem wybrać innego momentu wyjścia dla tej historii, nie byłbym sobą. 

 

Tu, o tyle o ile ujmujesz go schematycznie, tak pomysł na to, kto i w jaki sposób niesie przesłanie o prawdziwych świętach jest już zdecydowanie ciekawszy

Bo punkt wyjścia to jedna sprawa, a druga gdzie będzie biegła ta droga. :) 

 

Świetne. I to, że nie do końca wiemy, jaka jest prawda czy też kim naprawdę jest Kristof również mi się podoba.

Tak! Dzięki, że zwróciłaś na to uwagę, bo uwielbiam niejednoznaczność i sądzę, że to jest właśnie najlepsze. 

Poza tym nawet jeśli wszystko jest prawdą – to co to zmienia? Czy Ganimedianie, bezcielesni, potrafiący być we wielu miekscach na raz, potrafiący manipulować materią, czymś się różnią od istot nadprzyrodzonych? Czy nadanie im nazwy i wskazanie domniemanego miejsca pochodzenia całkiem zmienia perspektywę? 

 

Lu jest fajnie wykreowana i skłonna jestem uwierzyć, że jej brat to najbardziej irytujący brat na świecie, tak to bywa wśród rodzeństwa.

Bracia już tacy są. :P

 

Podsumowując, fajna historyjka, choć oparta na utartym motywie. Jest zgrabnie napisana, czytało się przyjemnie. Mam wrażenie, że warsztatowo to najlepszy z Twoich tekstów (oczywiście biorę pod uwagę te, które czytałam:).

Zrobiłem małe śledztwo i miałaś okazję ominąć te moje opowiadania, które uważam za najlepsze, niemniej jednak dziękuję. :) 

Tak! Dzięki, że zwróciłaś na to uwagę, bo uwielbiam niejednoznaczność i sądzę, że to jest właśnie najlepsze. 

Zgadzam się, zazwyczaj też lubię niejednoznaczności. :D

 

Poza tym nawet jeśli wszystko jest prawdą – to co to zmienia? Czy Ganimedianie, bezcielesni, potrafiący być we wielu miekscach na raz, potrafiący manipulować materią, czymś się różnią od istot nadprzyrodzonych? Czy nadanie im nazwy i wskazanie domniemanego miejsca pochodzenia całkiem zmienia perspektywę? 

Może i się nie różnią, ale czy można ich uosabiać z B/bogiem – chrześcijańskim czy jakimkolwiek innym? Nie wyznaję żadnej religii, więc ciężko będzie mi wejść w polemikę z tym pytaniem pod kątem realnej wiary, ale jako zabawa umysłowa mogłoby to być całkiem ciekawe.

Wydaje mi się, że tak jak nadanie im nazwy może perspektywy nie zmienia, tak wskazanie miejsca ma tu więcej wspólnego. A odpowiedź na pytanie, dlaczego manipulują umysłami tak, aby ludzie wierzyli w narodziny syna bożego jeszcze więcej. :D

 

Zrobiłem małe śledztwo i miałaś okazję ominąć te moje opowiadania, które uważam za najlepsze, niemniej jednak dziękuję. :) 

Mów, które to, wrzucę sobie w kolejkę. ;)

Zostaw ten żyrandol.

To nie motyw – to fakt. Sekularyzacja świąt postępuje. Nie mogłem wybrać innego momentu wyjścia dla tej historii, nie byłbym sobą. 

Ach, jeszcze to. Oczywiście, że postępuje, trochę biorę w tym udział. ;)

Zostaw ten żyrandol.

Ach, jeszcze to. Oczywiście, że postępuje, trochę biorę w tym udział. ;)

Też biorę w tym udział, jednak wszystko, co związane z religią mnie fascynuje. 

 

A odpowiedź na pytanie, dlaczego manipulują umysłami tak, aby ludzie wierzyli w narodziny syna bożego jeszcze więcej. :D

A jeśli to jest ich sposób, aby się komunikować? 

I kolejne pytanie, czy więcej tym robią złego, czy dobrego? 

I czy może nie chcą nam opowiedzieć o czymś, co rzeczywiście istnieje? :P

Mnogość pytań można tu postawić. W sumie tekst o Ganimedianach mógłby być i dwa razy dłuższy.

 

Mów, które to, wrzucę sobie w kolejkę. ;)

 

Nie chcę tu robić sobie autoreklamy, ale skoro przy tym jesteśmy :P

https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/25366

https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/24291

https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/25568

 

Te uważam za najlepiej napisane. A przynajmniej wystarane. :) 

Nie chcę tu robić sobie autoreklamy, ale skoro przy tym jesteśmy :P

Przecież właśnie sama poprosiłam, żebyś zrobił sobie autoreklamę. XD Dodałam sobie do kolejki, nie mogę określić kiedy, ale na pewno przeczytam. :D

 

Też biorę w tym udział, jednak wszystko, co związane z religią mnie fascynuje. 

Religia jest fascynująca, ale zawsze te politeistyczne ciekawiły mnie bardziej.

 

A jeśli to jest ich sposób, aby się komunikować? 

I kolejne pytanie, czy więcej tym robią złego, czy dobrego? 

I czy może nie chcą nam opowiedzieć o czymś, co rzeczywiście istnieje? :P

Mnogość pytań można tu postawić. W sumie tekst o Ganimedianach mógłby być i dwa razy dłuższy.

 

To czy robią więcej złego, czy dobrego zależy od konsekwencji, a tych przecież nie znamy. Możemy sobie gdybać czy religia w naszym świecie poprawia życie, czy je pogarsza, a także czy działałaby tak samo za sto, tysiąc czy parę tysięcy lat. Fajne te pytania, takie właśnie na dużo dłuższy i zdecydowanie osobny tekst – próba odpowiadania na nie tutaj zamazałaby istotę opowiadania, czyli święta.

Zostaw ten żyrandol.

Przecież właśnie sama poprosiłam, żebyś zrobił sobie autoreklamę. XD Dodałam sobie do kolejki, nie mogę określić kiedy, ale na pewno przeczytam. :D

Kolejka to jest taka czarna dziura. Co w nią wpadnie, już się z niej nie wydostanie. xD

 

Religia jest fascynująca, ale zawsze te politeistyczne ciekawiły mnie bardziej.

A mnie… hmm… chrześcijaństwo, tak, jak najbardziej, zwłaszcza wczesne chrześcijaństwo. Judaizm. Trochę Islam. Buddyzm, Hinduizm (to w sumie polimonoteizm :P). 

 

Fajne te pytania, takie właśnie na dużo dłuższy i zdecydowanie osobny tekst – próba odpowiadania na nie tutaj zamazałaby istotę opowiadania, czyli święta.

Zgadzam się.

Na szczeście limit znaków nie pozwolił na poruszenie większej ilości wątków. :)

Kolejka to jest taka czarna dziura. Co w nią wpadnie, już się z niej nie wydostanie. xD

Protestuję, ja mam Misję i swoją sukcesywnie, krok po kroku czyszczę.

 

Na szczeście limit znaków nie pozwolił na poruszenie większej ilości wątków. :)

“Na szczęście”. Pierwszy raz od wieków słyszę, że ktoś na NF cieszy się z limitu. XD

Zostaw ten żyrandol.

“Na szczęście”. Pierwszy raz od wieków słyszę, że ktoś na NF cieszy się z limitu. XD

Nie no, jakieś dodatkowe trzy tysiące znaków by się przydało. :) 

 

 

 

Bardzo przyjemna lektura.

Opowiedziana historia, bohaterowie, świat przedstawiony, wszystko przypadło mi do gustu.

Szczególnymi perełkami były dla mnie: "oczy Lu lśniły jak dwa błękitne olbrzymy" i "starożytne Musk City". Podobał mi się też motyw Mikołajów, jako elementu aparatu państwowego.

No jestem ciekaw, czy obcy to byli obcy, byty duchowe, a może całkiem ludzcy dysydenci? Fajny znak zapytania postawiłeś.

Ogólnie – bardzo to dobre. Pozdrawiam.

Cześć Filip i dzięki za wizytę. 

Bardzo mnie cieszy ciepłe przyjęcie tego opowiadania. :) 

Więcej nie napiszę, bo na pozytywne komentarze trudniej odpowiedzieć niż na te z jakimś ale, a o tym, co pod podszewką fabuły się kryje, też wiele mówić bym nie chciał, by nie psuć tego otwartego zakończenia. :P

Czytało się dobre i bardzo płynnie :) Podobały mi się nawiązania do tego, co znamy, sama historia też ciekawa. Ale mam jedno pytanie… Jak to oddać prezent?! Apokalipsę zombi bym zrozumiała. Zagada ziemi – ok. Żyjemy w kolonii o określonych, dość surowych zasadach funkcjonowania – damy radę. Ale prezent oddać?! Nie, nie, nie zgadzam się = BUNT! A tak poważnie, bardzo ciekawy motyw z tym wujem/obcym zaszczepiającym nową ideę :)

Miłe, sajfajowe, przesympatyczna protagonistka, krzywe zwierciadło dla odejścia od źródeł Świąt i przesympatyczna inwazja Ganimedian skontrapunktowana niemisiową ludzkością.

 

Mi się, dziękuję za lekturę ;-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Yo!

 

Pisałem, że wpadnę przed końcem roku, więc jestem :)

 

Bardzo przyjemna historia, napisana lekko i ładnie. Postać dziewczynki Ci się udała, jednak reszta postaci jest trochę płaska i w sumie nie wzbudziłą u mnie sympatii. Sam motyw świąteczny stanowi tak mocny szkielet, że nie sposób byłoby go usunąć, a to duża zaleta. Te wszystkie motywy sajfajowe brzmią naturalnie, bez silenia się na oryginalność i udziwniania konwencji pod własne widzimisię. Tylko inteligentny pleksiglas mi zgrzytnął, ale to z powodu zboczenia zawodowego ;)

Ganimedianie jako rasa pasożytnicza, stymulująca obszary mózgu odpowiedzialne za wiarę to coś ciekawego. Czyli możnaby nawet wysnuć wniosek, że świadomość zbiorowa nie jest zjawiskiem naturalnym, wykształconym przez dany gatunek, ale czymś nabytym, co przyszło z zewnątrz. Ten pomysł, po rozwinięciu, mógłby stanowić bazę do opowiadania, w którym można by rozważać czym jest świadomości i czy rozwój ludzkości nie był stymulowany przez obce istoty – i to niekoniecznie celowo, ale może nawet jako produkt uboczny żerowania obcej rasy na nosicielu.

Reasumując: podobało mi się, nawet bardzo. A poniżej kilka uwag do rozpatrzenia:

 

Lu wiedziała z lekcji fizyki w drugiej klasie, że nikt i nic nie może poruszać się szybciej od światła, a to docierało teraz z Ziemi do GJ 699 b w prawie cztery lata.

Usunąłbym. Bo niby fakt, systemy od siebie się oddalają i wcześniej mogło docierać w krótszym czasie, ale nie ujmujesz tutaj niczego konkretnie w ramy czasowe i w kolejnym zdaniu zaznaczasz, że te układy są coraz odleglejsze. IMHO “teraz” jest niepotrzebne.

 

Czerwony, sferyczny kształt zajął całą homosferę.

Za blisko.

 

Elsa rosła w ich oczach. Ujrzeli ogromną czerwoną kopulę wybudowaną na biegunie planety.

Pierwsze usunąłbym a potem literówka.

 

Wszystkie miały ten sam smak podobny do smaku tektury, ale wystarczy kilka kropel multiprzyprawy, by dało się je zjeść.

Nie podoba mi się ta konstrukcja, którą pogrubiłem. Dałoby radę jakoś przerobić?

 

– Skąd to masz… – szybko sprawdził imię dziewczynki z bazie danych – Lu? Skąd masz tę książkę?

 

Dwie uwagi: czy “szybko” nie powinno być z dużej? No i zmiana “z” na “w” :)

 

I tyle.

Pozdrawiam świątecznie :)

Q

Known some call is air am

Cześć, kasjopejatales :) 

Ale mam jedno pytanie… Jak to oddać prezent?! Apokalipsę zombi bym zrozumiała. Zagada ziemi – ok. Żyjemy w kolonii o określonych, dość surowych zasadach funkcjonowania – damy radę. Ale prezent oddać?! Nie, nie, nie zgadzam się = BUNT!

Wiem, nakaz oddania prezentu to barbarzyństwo, dlatego Lu zbuntowała się – na swój sposób. 

 

Witaj, PsychoFishu, cieszę się, że tekst przypadł ci do gustu. :) 

 

Hej, Outta! 

Postać dziewczynki Ci się udała, jednak reszta postaci jest trochę płaska i w sumie nie wzbudziłą u mnie sympatii

Historia kręci się wokół Lu, więc cieszę się, że ona wyszła.

Pozostali mają zarysowane tylko pijedyncze cechy: brat (nawet niewymieniony z imienia) jest irytujący, ojciec jakby nieobecny, matka przesadnie nadskakuje gościowi a sam wuj wydaje się jakby nie z tej epoki (wcześniej miał nawet kilka innych atrybutów, ale by wpasować się w limit, została tylko książka i opowieść). 

 

Tylko inteligentny pleksiglas mi zgrzytnął, ale to z powodu zboczenia zawodowego ;)

W przyszłości nawet skarpety będą inteligentne. :P

 

Ganimedianie jako rasa pasożytnicza, stymulująca obszary mózgu odpowiedzialne za wiarę to coś ciekawego. Czyli możnaby nawet wysnuć wniosek, że świadomość zbiorowa nie jest zjawiskiem naturalnym, wykształconym przez dany gatunek, ale czymś nabytym, co przyszło z zewnątrz. Ten pomysł, po rozwinięciu, mógłby stanowić bazę do opowiadania, w którym można by rozważać czym jest świadomości i czy rozwój ludzkości nie był stymulowany przez obce istoty – i to niekoniecznie celowo, ale może nawet jako produkt uboczny żerowania obcej rasy na nosicielu.

Może kiedyś pójdę w tym kierunku, możliwe, że nawet pozostanę w tym Uniwersum. :) 

 

Usunąłbym. Bo niby fakt, systemy od siebie się oddalają i wcześniej mogło docierać w krótszym czasie, ale nie ujmujesz tutaj niczego konkretnie w ramy czasowe i w kolejnym zdaniu zaznaczasz, że te układy są coraz odleglejsze. IMHO “teraz” jest niepotrzebne.

Z jednej strony jest niepotrzebne. Z drugiej jeśli ktoś zwróci uwagę na to podkreślenie i sprawdzi sobie GJ 699 b w internetach, to będzie w stanie oszacować kiedy rozgrywa się opowiadanie. 

 

Ech, co tu mówić o inności świąt, wyobrażonych sobie w bardzo dalekiej przyszłości, kiedy nawet te, które pamiętam z dzieciństwa, dość nijak się mają do obchodzonych w ostatnich latach…

A opowiadanie zacne i nieźle napisane. Bardzo satysfakcjonująca lektura. ;D

 

przy­po­mi­na­ją­ce re­ni­fe­ry, bał­wa­ny i ERFy. ―> …przy­po­mi­na­ją­ce re­ni­fe­ry, bał­wa­ny i ERF-y.

 

i wyjął zza poły płasz­cza mały pro­sto­kąt­ny przed­miot. ―> Chyba miało być: …i wyjął z zanadrza/ zza pazuchy mały pro­sto­kąt­ny przed­miot.

Za SJP PWN: poła «dolny fragment jednej z dwóch części ubioru rozpinającego się z przodu» zanadrze daw. «miejsce pod wierzchnim ubraniem na piersi» pazucha daw. «zanadrze»

 

Stryjeczny wuj Kristof! – zakrzyknęła mama Lu… ―> Nie wiem, jak będzie w przyszłości, ale do tej pory jest tak, że krewni stryjeczni pochodzą ze strony ojca, natomiast wujeczni/ cioteczni, ze strony matki, a zatem nie bardzo mogę sobie wyobrazić stryjecznego wuja.

Proponuję: – Stryjeczny kuzyn Kristof! – zakrzyknęła mama Lu

 

trans­mi­sją co­rocz­nej po­wtór­ki Ke­vi­na sa­me­go w New Lunar City. ―> Czy tytuł nie powinien być ujęty w cudzysłów?

 

Miał ty­siąc lat do na­ro­bie­nia i nie tra­cił ani chwi­li. ―> Tu zapewne wkradła się literówka.

 

Wczo­raj­szej nocy część miesz­kań­ców ko­pu­ły… ―> Raczej: Wczo­raj­szej nocy część miesz­kań­ców ko­pu­ły

 

Z wi­del­ca­mi wpół drogi do ust… ―> Z wi­del­ca­mi w pół drogi do ust

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Kiedy-w-pol-a-kiedy-wpol;18619.html

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, dzięki za wizytę. :) 

Jak zwykle owocuje ona uczuciem wstydu u autora, bo niby wiedział co w pół a co wpół, co zza pazuchy a co nie – a stare błędy i tak wracają. Co ja bym bez ciebie zrobił… 

 

Ech, co tu mówić o inności świąt, wyobrażonych sobie w bardzo dalekiej przyszłości, kiedy nawet te, które pamiętam z dzieciństwa, dość nijak się mają do obchodzonych w ostatnich latach…

Już na początku lat czterdziestych Bing Crosby śpiewał o tęsknocie na świętami takimi jak dawniej, więc co tu wiele mówić. Widać raj jest ani w przyszlosci, ani tam gdzie nas nie ma, tylko w dniach już minionych. :) 

Gekikaro, nie sięgam pamięcią do początków lat czterdziestych, bo przyszłam na świat dekadę później, ale Bing Crosby w uszach dźwięczy. 

I ciągle się cieszę, że mogę się przydać. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć, Geki.

Dla mnie w temat konkursu pasuje idealnie, ale nie wiem jak dla szanownego jury. Twist na końcu ciekawy, sama koncepcja Ganimedian bardzo pomysłowa i aż prosi się o dogłębniejszą eksploatację.

Bardzo dobra i przyjemna lektura.

Pozdrawiam

Jedna z niewielu iskierek radości i szczęścia w depresyjnych klimatach opowiadań konkursowych które przeczytałem . 

Gratsy za pierwsze miejsce, Geki :)

Known some call is air am

Bardzo dobre opowiadanie. Przeczytałam z przyjemnością. Wizja przyszłości na odległej planecie wraz z wypaczeniem, odebraniem ludziom wiary i książek w taki sposób, że sami nie wiedzą, że czegoś im brakuje. Społeczeństwo zupełnie podporządkowane pod władzę. Wciągające.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

No masz, byłam pewna, że komentowałam ten tekst, więc zdziwiłam się, widząc go w swojej kolejce. Dobrze, że dodałam. Wybacz więc zwłokę, ale już jestem z komentarzem.

Przede wszystkim: nie dziwię się, że to opko wygrało konkurs, i oczywiście gratuluję! Jest bardzo świąteczne, z obrazową i konkretną wizją przyszłości oraz wieloma smaczkami, jak ta Elsa. ;) I chyba najlepiej świadczy o moich pozytywnych odczuciach fakt, że wciąż sporo pamiętam z tekstu. Zrobiło na mnie wrażenie swoją atmosferą i tymi Mikołajami niemal propagandowo dostarczającymi prezenty.

Ja właściwie nie przepadam za sci-fi, ale u ciebie mi podchodzi. I do tego ci Ganimedianie. Ten pomysł jest bardzo w twoim stylu, Geki. (Mam takie wrażenie szczególnie po becie twojego i Olciatkowego tekstu.) Ogólnie w twoich tekstach widać też sporo odniesień do religii – no, przy takich wątkach się gubię, to przyznam bez bicia, ale na szczęście i bez jakiejś większej wiedzy da się zrozumieć tekst.

Bardzo udane to opowiadanie i przyjemnie mi się czytało. No, i jeszcze pozytywnie się kończyło. Ewenement wśród świątecznych opek. ;D

Cześć, Zanais :)

Dla mnie w temat konkursu pasuje idealnie, ale nie wiem jak dla szanownego jury. Twist na końcu ciekawy, sama koncepcja Ganimedian bardzo pomysłowa i aż prosi się o dogłębniejszą eksploatację.

Jeszcze może ich wykorzystam, bo też mi sie spodobali.

 

MPJ

Jedna z niewielu iskierek radości i szczęścia w depresyjnych klimatach opowiadań konkursowych które przeczytałem . 

Takie uczucia towarzyszyły mi w trakcie pisania – to super, że udało się je przekazać. :)

 

Silva

Przede wszystkim: nie dziwię się, że to opko wygrało konkurs, i oczywiście gratuluję! Jest bardzo świąteczne, z obrazową i konkretną wizją przyszłości oraz wieloma smaczkami, jak ta Elsa. ;) I

Elsa mnie nie opuszcza, piosenki z Krainy Lodu i Vaiany towarzyszą mi prawie każdego dnia. xD

 

Ja właściwie nie przepadam za sci-fi, ale u ciebie mi podchodzi. I do tego ci Ganimedianie. Ten pomysł jest bardzo w twoim stylu, Geki.

No, ciągle człowiek jedno i to samo pisze. :P

Ja tam nie wiem, czy moje teksty to sci-fi, raczej się tylko tak maskują. ;)

 

Ogólnie w twoich tekstach widać też sporo odniesień do religii – no, przy takich wątkach się gubię, to przyznam bez bicia, ale na szczęście i bez jakiejś większej wiedzy da się zrozumieć tekst.

No, trochę nawiązań jest, ale nie tez jakoś wiele. Choć imie wujka sobie wyguglować można, taki smaczek.

 

Fajne :)

Przynoszę radość :)

Nowa Fantastyka