- Opowiadanie: BosmanMat - Rój

Rój

Przedstawiam“Rój” – opowiadanie, któremu nie poszczęściło się na Nowoświatach.

 

Życzę wszystkim miłej lektury i z góry dziękuję za wszystkie komentarze.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Rój

Andrzej siedział na betonowej balustradzie mostu na Tamizie zapatrzony w jastrzębia krążącego wokół Big Bena. Wiatr, niosący zapach morza, szarpał połami jego zbyt wysłużonego prochowca, a słońce mocno grzało wyłysiałą głowę. Mężczyzna powolnymi, niespiesznymi ruchami odcinał kawałki jabłka i przenosił je na nożu do ust. Lubił jabłka. „Muszę przesunąć laufra na D4” – pomyślał. Po drugiej stronie rzeki jaskrawy, żółto-czarny banner krzyczał po angielsku „Pszczoły! Najdoskonalsze ze stworzeń!”

Gdy skończył jeść, westchnął i cisnął ogryzek w krystalicznie czystą wodę. Do siedziby rządowej korporacji nie było daleko, więc zdecydował się na spacer. Z przyzwyczajenia szedł chodnikiem, całkowicie ignorując wszechobecne, plączące się między nogami roboty sprzątające. Wszystkie budynki krzyczały jaskrawością niedawno położonej farby. Bezgranicznie pracowite automaty były wszędzie, zajęte myciem szyb, zamiataniem piachu z ulic i szorowaniem rdzawych nacieków pod rynnami.

Gdy Andrzej dotarł na miejsce, stanął przed drzwiami z lustrzanego szkła szukając jakiegoś dzwonka, kołatki czy czegokolwiek, co pozwoliłoby mu dostać się do środka. W końcu podrapał się w głowę i zapukał, ale nie dało to żadnego efektu, jednak niemal natychmiast, gdy zrezygnowany usiadł po turecku na chodniku, na szybie pojawił się obraz czarnoskórego mężczyzny, który bezbłędnym BBC-English obwieścił mu, że jest oczekiwany, uprzejmie informując przy tym o sali, w której miało odbyć się spotkanie.

Budynek wyglądał jak wszystkie nowoczesne biurowce – Andrzeja zemdlił jego nienaturalnie symetryczny i zbudowany z regularnych brył stali, szkła i betonu wystrój. Wnętrze było chirurgicznie wręcz czyste. Gdy tylko usiadł w szarym krześle z kółkami, za białym stołem, aktywował się ekran zakrywający całą ścianę. Człowiek, który zaprosił go do środka, był urzędnikiem zajmującym się jego sprawą. Czarny mówił długo swoim obrzydliwie doskonałym angielskim.

– Cały proces zajmie zaledwie kilka chwil, na etapie, na którym się znajdujemy, cała technologia jest dopracowana do perfekcji i absolutnie bezpieczna… – plótł. Andrzej w zasadzie go nie słuchał. Decyzję, że nie będzie stawiał dalszego oporu, podjął już kilka dni wcześniej i zdążył się z nią pogodzić. Znał wyrok sądu. Będzie musiał się podporządkować. Będzie musiał opuścić swój dom, sad. Nie będzie mógł iść na klif, ani moczyć stóp w zimnej, morskiej wodzie. – Proszę się nie martwić, wszystko będzie w jak najlepszym porządku. Już niedługo spotka się pan ze swoją rodziną – kontynuował rządowy gryzipiórek. – Datę przeniesienia wyznaczono na dwudziesty pierwszy września, to dokładnie za dwa tygodnie. Czy ten czas jest wystarczający?

– Tak… – wydusił z siebie Andrzej, odzywając się po raz pierwszy, odkąd powiedział „good morning” i „how are you doing” po wejściu do salki. Nie mógł ścierpieć tej fałszywej, angielskiej uprzejmości.

– Czy potrzebuje pan organizacji transportu na to spotkanie? – spytał urzędnik najuprzejmiej, jak tylko dało się to sformułować. W końcu nikt nigdy nie może poczuć się urażony, nawet gdy za swoimi uprzejmymi słówkami kryje się podjęta już decyzja o zniszczeniu czyjegoś życia.

– Nie, dziękuję…

– Na pewno? – wszedł mu w słowo urzędnik. – Mieszka pan ponad trzysta kilometrów stąd, możemy zapewnić o wiele bardziej efektywny środek lokomocji od tego…

– Nie! – krzyknął Andrzej, wstając i uderzając pięścią w stół. – Przepraszam… – zreflektował się, siadając. Obiecał sobie, że zachowa spokój do samego końca. – To dla mnie trudny moment…

– Oczywiście rozumiem – odparł urzędnik, nie zdejmując z twarzy swojego sztucznego uśmiechu. – Co do…

– Przepraszam pana, ale podziękuję. – Tym razem Andrzej grzecznie wszedł mu w słowo. – Lubię jeździć na rowerze. Dotrę własnym środkiem transportu – oznajmił stanowczo, patrząc w oczy wyświetlone na olbrzymim, zajmującym całą ścianę ekranie.

Urzędnik pokiwał głową.

– Oczywiście, to pańska decyzja – powiedział. – Proszę tylko o punktualne przybycie, jest pan ostatnim obywatelem Króla objętym tym aktem prawnym, więc…

Andrzej znów się wyłączył. Nie zamierzał się spóźnić, w małym notesiku zapisał adres, datę i godzinę. Urzędas patrzył zaciekawiony, jak Andrzej notuje swoim wiecznym piórem potrzebne informacje. Potem przeszli do formalności, które zajęły kolejne kilka godzin. Gdy Andrzej opuścił stalowo-szklaną klatkę, było już późne popołudnie.

Postanowił uczynić zadość tradycji i udał się do Hyde Parku, spacer wcale nie był aż tak daleki. Szedł powoli, prowadząc rower. W końcu rozłożył się przy drzewie, usiadł opierając się o nie i wyjął z plecaka słoik ze smalcem, kiszone ogórki, bochen chleba i powidła śliwkowe. Ostatnio lubił Londyn, tę ciszę, spokój i gwiazdy koronujące jedno z najokazalszych miast świata. Zaciemnienie miało swoje plusy. W końcu wcisnął się w swój wysłużony, zielony śpiwór i ułożył na ławce. Zanim zasnął, długo leżał z rękoma pod głową, wpatrując się w drogę mleczną, która rozświetlała jesienne niebo, z rzadka przesłanianą przelatującym dronem. Przywykł już do tych maszyn, które od lat krążyły nad nim niczym sępy, czarne, skrzydlate i bezduszne.

Rankiem zbudziło go wschodzące słońce. Wstał, wygrzebał się ze śpiwora i wypróżnił do nieczynnej fontanny. Przelatujący obok robot od razu wyskoczył ze stanu uśpienia i zabrał się za sprzątanie. Andrzej zjadł śniadanie, popił wodą z manierki i ruszył w drogę powrotną. Jego stary bicykl skrzypiał cicho, gdy przemierzał ulice opustoszałego miasta, lawirując pomiędzy rozmaitymi robotami, dronami i UAV. Gdy mijał dworzec King’s Cross, spokój najważniejszego klejnotu w Brytyjskiej koronie zakłóciła hałaśliwa grupa dronów turystycznych kierujących się w stronę centrum i parlamentu.

Późnym popołudniem, trzeciego dnia podróży, gdy wspinał się z trudem na szczyt wzgórza, jego oczom ukazała się jego samotnia. Słońce zachodziło niemal dokładnie za zabudowaniami farmy, za przydomowym sadem, w którym rosła jego ulubiona, ukochana jabłoń. Dorodna papierówka, rozsadzona przez niego wiele lat temu z sadzonki przywiezionej przez jego dziadka jeszcze z Polski. Zrobił sobie ostatni popas, obserwując z daleka skromny dom, niewielką stodółkę i szopę na narzędzia.

Gdy pchnął drzwi, znalazł na podłodze pojedynczy list. Jako nadawca wpisany był Andrew, jego prawnuk. Tylko on utrzymywał z nim kontakt, odkąd Andrzej oznajmił wszem i wobec, że mają mu przesyłać listy papierowe, takie jak pisali ludzie w dwudziestym wieku. Oświadczył wtedy, że żadnych innych nie przeczyta i w napadzie furii zrzucił komputer z klifu. Do tej pory nie wiedział, jak dzieciak organizował te przesyłki, przecież poczta nie działała od lat. Zdjął buty i rzucił list na stół. Zanim zaczął czytać, przestawił białego laufra na pole D4, bijąc konia i szachując króla, po czym odwrócił szachownicę tak że teraz białe figury były od strony ściany. Usiadł i wziął do ręki list, napisany po angielsku, wychwalał jego decyzję. Tylko na koniec chłopak wysilił się na jedno, jedyne polskie zdanie. „Do zobaczenia dziadziu!”

Andrzej zmiął kartkę i cisnął ją do kominka. Ugotował sobie kluski kartoflane i nalał samogonu do szklanki. Wypił na rodzimą modłę – jednym haustem. Wzdrygnął się po tym i podkręcił ogień w lampie naftowej. Wyciągnął z szafki małe zawiniątko i delikatnie rozwinął miękką szmatkę. Wyjął z niej swój najcenniejszy skarb – książkę. Prawdziwą, papierową książkę, do tego napisaną po polsku – „Bajki robotów”. Czytał długo w noc, aż w końcu zasnął, zapomniawszy zgasić lampy. Kiedyś zdenerwowałby się na siebie, że zmarnował tyle cennej nafty, w końcu tak trudno było ją dostać, a była niezbędna, odkąd rząd „przestał wspierać infrastrukturę energetyczną dla osób prywatnych w rejonach o zbyt małej liczbie odbiorców”.

Nazajutrz przesunął czarną wieżę tak, że znalazła się pomiędzy gońcem, a królem. Zdecydował, że kolejne dni spędzi spokojnie, pracowicie i z godnością, porządkując wszystko. Tylko jednego wieczoru, gdy ostrzył nóż, rzuciło mu się w oczy jego ślubne zdjęcie.

Wstał więc, nakręcił antyczny gramofon, zamontował swoją jedyną płytę winylową i zaczął powoli kiwać się udając, że obejmuje niewidoczną partnerkę. Tańczył tak długo, przy świetle samotnej lampy, przetańczył „Summer nights”, „Greased lighnin’”, całe „Blue moon”, a nawet „Rama, lama, ding, dong”. Dawno nie dotrwał tak daleko. Po wszystkim musiał usiąść i złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe. Miał już swoje lata i czuł, że nie zostało mu wiele czasu, ale te przeklęte gnoje nie mogły poczekać.

Ogółem jednak trzymał się dobrze. Lepiej niż sam się po sobie spodziewał. Załamał się dopiero ostatniego wieczoru, przed wyruszeniem w drogę, gdy siedział przy stole. Zjadł właśnie kolację, zbił czarną wieżę i otworzył swoje „Bajki robotów”, ale zanim zdążył przeczytać choć jedno słowo, z wściekłością rzucił książką o ścianę. Za nią poleciał słoik powideł śliwkowych i kuchenny nóż. Andrzej przeklinał szpetnie, w dwóch językach i na cały głos, a w końcu stanął z zaciśniętymi pięściami na środku pokoju. Dyszał ciężko, ale znów spłynął na niego spokój człowieka pogodzonego z porażką, po chwili wyszedł z domu, złapał siekierę i zabrał się za swoją jabłoń. Rąbał długo, gdyż drewno było stare i twarde, a siekiera tępa, ale w końcu dopiął swego. Dorodne, owocowe drzewo przewróciło się na bok, a on usiadł na zwalonym pniu i rozpłakał się. Nie mógł wiedzieć, jak wiele oczu śledzi teraz każdy jego ruch i jak szeroko omawiane wszystko, co robi. Gdyby wiedział, z pewnością zachowałby się inaczej.

Rankiem stanął przed szachownicą i pstryknięciem palców przewrócił czarnego króla, po czym wyruszył w drogę do Londynu, objuczony plecakiem z najpilniej potrzebnymi rzeczami. Dotarł do City dzień przed wskazaną datą, włamał się do jakiegoś mieszkania przy Downing str. i wyspał w łóżku. Wstał o świcie, chociaż stawić miał się dopiero w południe. Zagrzał na żywym ogniu kilka wiader wody, napełnił antyczną, pamiętającą jeszcze dwudziesty pierwszy wiek wannę i długo leżał w ciepłej wodzie. W końcu wyszedł, zaczepił pasek do ostrzenia na półeczce umywalkowej i szybkimi, wprawnymi ruchami naostrzył brzytwę.

Golenie zajęło mu dłuższą chwilę, ale w końcu stał przed lustrem nagi, gładko ogolony i z fryzurą na tyle ułożoną, na ile udało mu się zwyciężyć z własnym owłosieniem. Założył więc swój ostatni garnitur, który przywiózł tu pieczołowicie zawinięty w bibułkę i wetknął w wewnętrzną kieszeń marynarki „Bajki robotów”. Był gotów, więc ruszył ku swojemu przeznaczeniu.

Tym razem nie musiał czekać. Drzwi bezszelestnie rozsunęły się przed nim, gdy tylko się pojawił, chociaż nikt nie pokazał mu się, aby wyjaśnić co ma dalej robić. Wszedł do środka, a lustrzane wierzeje zamknęły się za nim z dźwiękiem przypominającym ostrze opadającej gilotyny. Przełknął ślinę i postanowił usiąść na jednej z wygodnych ławek ustawionych w lobby. Jednak, gdy tylko jego pośladki dotknęły miękkiego siedziska, komunikat głosowy oznajmił mu po angielsku, że „Mr. Andrzej Kowalski proszony jest o przejście do sali przygotowawczej B”.

Wstał więc ciężko i z bijącym sercem udał się w stronę drzwi, nad którymi świeciła wielka, zielona litera. W idealnie sześciennym pomieszczeniu, dokładnie pośrodku, stał szary, wyglądający na wygodny, fotel. Andrzej szybko zajął w nim miejsce. Po części dlatego, że z nerwów nogi zaczynały się pod nim uginać.

Na ekranie naprzeciw pojawił się elegancko ubrany Azjata.

– Dzień dobry panie Kowalski, jestem Kim Underwood – przywitał się. – Jak się pan miewa?

– Dobrze, a pan?

– Ja również – odpowiedział urzędnik ze sztucznym uśmiechem. – Nie będę ukrywał, że dzisiejsza uroczystość wzbudza wielkie zainteresowanie…

– Naprawdę? – spytał Andrzej tonem wypranym z wszystkich uczuć. – Ktoś przejmuje się losem takiego starego ramola jak ja?

– Proszę tak nawet nie żartować – oburzył się nieszczerze. – Sam król interesował się pańskim przeniesieniem i osobiście będzie przy uroczystości. Wszystko będzie również transmitowane w mediach. To jest wielkie wydarzenie!

– Teraz Andrzejowi zrobiło się słabo i niedobrze. Nie chciał tego. Nie chciał tego wcale, a na pewno nie chciał, żeby to stało się przed całym Zjednoczonym Królestwem.

– Nie potrzeba… – zaczął.

– Ależ panie Andrzeju, jest pan ostatnim obywatelem Jego Królewskiej Mości, którego świadomości nie przeniesiono jeszcze do Roju! Coś takiego nie dzieje się co tydzień, to jest pierwszy i ostatni raz!

Wypowiedziane wprost, zabrało to Andrzejowi resztkę sił. Nie wiedział co teraz zrobić, zachwiał się w swojej decyzji. W końcu Kim przerwał niezręczną ciszę.

– Wszyscy rozumiemy, że to dla pana wyjątkowy moment – powiedział protekcjonalnym tonem. – Rozumiem, że czuje się pan podekscytowany bliskim spotkaniem z rodziną. Słyszałem, że żona wprost nie może się pana doczekać! Nie będziemy pana oczywiście pospieszać, ale jak pan rozumie, czas jest ograniczony…

Teraz zaczął recytować wszystkie wymagane prawem formuły, zgody i oświadczenia. Ja Andrzej Kowalski oświadczam, że zgadzam się na przeniesienie mojej świadomości do Królewskiego Systemu Świadomości Obywateli „Rój”. Potwierdzam, że jestem świadom, że wiąże się to z utylizacją materii organicznej, którą obecnie zamieszkuje moja świadomość. Andrzej kiwnięciem głowy zatwierdzał wszystko, a w końcu uśmiechnięty urzędas oświadczył dumnym tonem:

– To już wszystko. Teraz tylko, zgodnie z obowiązującym prawem, zaprezentujemy panu krótki film prezentujący historię i możliwości jakie oferuje „Rój”.

Personifikacja urzędnika rozpłynęła się, a na jej miejscu pojawił się film, nagrywany z drona nadlatującego nad wyspę ponad białymi klifami spod Dover. Cały horyzont był bajecznie zielony, niemal szmaragdowy.

Andrzej nie oglądał, chociaż rejestrował urywki filmu i tego, co bełkotał spiker. Opowiadał on o pszczołach, najdoskonalszych ze zwierząt, silnych swoją bezgraniczną solidarnością, dzielących ze sobą nieskończenie doskonałą świadomość roju. Wypluwał z siebie oficjalne stanowisko rządu o ludzkim ciele – kruchej, narażonej na szkodliwe czynniki zewnętrzne, obrzydliwej skorupie. Wychwalał nieskończoność możliwości rozwoju intelektualnego na nieogarnialnych ludzkim umysłem sieciach komputerowych. Rozpływał się, że przecież jeżeli ktoś ma życzenie, może spokojnie eksplorować świat przy użyciu dronów, którymi można dotrzeć wszędzie i zrobić wszystko. Pierdolił o idealnej równości. O końcu dyskryminacji – czujesz się kobietą? Władza zapewni ci odpowiednie oprogramowanie. Zapewniał, że rząd poprzez armie maszyn zapewni utrzymanie materialnego dziedzictwa Zjednoczonego Królestwa i zapewni bezpieczeństwo Serwerowni, w których zamieszkują obywatele Jego Królewskiej Mości. Zadbaliśmy o wszystko. Ty musisz być tylko szczęśliwy.

W miarę jak film płynął, a spiker wyrzucał z siebie propagandowe frazesy, w Andrzeju rosła zimna wściekłość, która niemal już eksplodowała, gdy nie zauważył końca filmu i otwartych drzwi, prowadzących do rozległej sali chirurgicznej.

Stanął przed przypominającym ginekologiczny fotelem, ale oddech miał już spokojny i pewny. Był zdecydowany.

– Musi pan sam zająć miejsce. – Głos Kima dobiegł znikąd.

– To już? – upewnił się Andrzej.

– Tak, panie Kowalski, wszyscy czekają.

– Dobrze…

Udało mu się tylko dlatego, że algorytmy sterujące obecnie każdą myślą i działaniem urzędników Jego Królewskiej Mości absolutnie nie przewidywały takiej ewentualności. Andrzej szybkim ruchem wyjął zaostrzony kawałek twardego PCW, któremu nadał kształt noża i wbił go sobie szybkim jak mgnienie oka ruchem w podbródek.

Mocne pchnięcie przebiło skórę, mięśnie i kość oddzielającą jamę ustną od jamy mózgowej. Śmierć nastąpiła natychmiast i na miejscu. Na oczach całego Zjednoczonego Królestwa i wielu, wielu ludzi z całego świata, którego wielkości nie dało się już mierzyć w kilometrach. Jego ciało, podła materia organiczna, osunęło się na posadzkę i zamarło w groteskowej pozie, a jaskrawoczerwona krew wylewała się falami na śnieżnobiałe kafelki wsiąkając w jego ubranie i w trzymany w ręku egzemplarz jego ukochanej książki.

***

Andrzej nie mógł wiedzieć, że Andrew Kowalski, uznany adwokat i jego wnuk, wywołał po tym wydarzeniu powszechny skandal. Podpierając się absurdalnymi i archaicznymi przepisami prawa wymusił na władzach wydanie przeznaczonych do utylizacji odpadów biologicznych, które kiedyś były jego dziadkiem, po czym wynajął kilka dronów, które wykopały w ziemi, na posesji Ostatniego Biologicznego, dół o wymiarach osiem na trzy stopy i głęboki na tyleż, po czym położyły resztki biologiczne na jego dnie, zasypały je ziemią, a nad nimi wbiły sporządzony z drzewa zwalonego przez starca znak składający się z dwóch belek złączonych pod kątem prostym.

Całość była ponoć archaiczną praktyką stosowaną w czasach, gdy biologiczni byli jeszcze liczni i pozbywanie się ich materii organicznej stanowiło istotny problem.

Koniec

Komentarze

W której edycji konkursu brało udział?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Pierwszej.

Początkowo myślałem, że chodzi o przymusowa eutanazję. Brak ludzi mi trochę nie pasował. Pomysł dobry. Miło się czyta. Wulgaryzm pod koniec, jakoś nie pasuje do tej spokojnej narracji. Chyba, że chciałeś podkreślić zmianę nastawienia postaci z pogodzenia się z losem na bunt przeciw rzeczywistości ale wtedy należałoby wprowadzać stopniowo zmianę stylu.

Cześć, BosmanMat. :-)

Nie odmieniłam.

 

Nostalgiczne opowiadanie, pamięć starego świata. Nawet podobało mi się towarzyszenie starszemu mężczyźnie przy szczegółowo opisywanych czynnościach i im dłużej trwały, tym bardziej zastanawiałam się, co z tego wyniknie, lecz z wolna narastało znużenie. Poza tym zaczęły pojawiać się elementy łamiące taki sposób zapisu, nazwę je “górnolotnymi” i jakieś inne zbędne słówka. Jeśli zdecydowałeś się na tego rodzaju zabieg może warto byłoby je usuwać, gdyż łamią konwencję?

Co było dalej? Mnie, niestety, raczej nie porwało. 

Pomysł nie jest najnowszy, raczej typowy, wyłożony bardzo wprost i w podobnie prosto spisany. Niejaki wyjątek stanowi początek oraz przyjemną dla mnie sceną była ta w domu bohatera. Konkluzja, suspens jest, ale w opowieści brakuje pokuszenia się o coś więcej. Jeśli historia i wniosek jest mało oryginalny to w zamian za to, chciałoby się „mocnego” bohatera (naturalnie nie w znaczeniu muskułów i postury:D), albo formy/zapisu, albo drugiego dna bądź światotwórstwa.

Na przykład, weźmy na tapetę taką miłość. Ile już książek o niej napisano, i tej szczęśliwej i beznadziejnej, w różnych konwencjach, gatunkach, a jednak już tyle wieków święci triumfy i kolejne pokolenia pisarzy popełniają książki, zapełniając biblioteczne półki. 

 

W tym tekście moim zdaniem poległeś na dialogach. Ich treść w zasadzie może być (ostatni zdaje mi się najlepszy), ale i jej można byłoby się krytycznie przyjrzeć, gdyż są statyczne i niewiele wnoszą. Jednak najpierw trzeba byłoby zrobić porządek z zapisem. Nie zapisujesz ich poprawnie. Sprawdź zapisywanie dialogów --> kierunek Fantazmaty lub na forum odszukaj link. Pewnie przyjdzie do Ciebie z wizytą czytelniczą NWM to wrzuci Ci cały komplecik, a może i ja spróbuję odszukać linki i wstawić w tym komentarzu w edytce. Poprawianie zacznij od pierwszego dialogu z czarnoskórym mężczyzną, a potem konsekwentnie.

Z tym zapisem dialogów początkowo zastanawiałam się, czy nie masz jakiegoś pomysłu na nie, ale potem wszystko się już posypało. 

 

Nie odniosę się bezpośrednio do treści, ponieważ nie chcę spojlerować przyszłym czytelnikom. Samo pisanie generalnie ok, prócz tych nieszczęsnych dialogów.

Poniżej znajdziesz drobiazgi, prócz dialogów, je sobie odpuściłam. ;-)

 

Najdoskonalsze; wszechobecne, plączące się między nogami roboty sprzątające; Wszystkie; Bezgranicznie; doskonałym angielskim.

Sporo masz tych superlatywów nagromadzonych w stosunkowo krótkim fragmencie, po co? Jakby miały zastąpić napięcie, rozwój akcji, coś zakolorować?

Cały proces zajmie zaledwie kilka chwil, na etapie, na którym się znajdujemy, cała technologia jest dopracowana do perfekcji i absolutnie bezpieczna… 

Hmm, raczej nie ma to już większego znaczenia, znowu superlatywy. Pomysł masz, myśli też ale IMHO trzeba byłoby staranniej wybrać to, co on może mówić do bohatera w tej konkretnej sytuacji. 

odkąd powiedział „good morning” i „how are you doing”,(-,) po wejściu do salki. 

Czy potrzebuje pan organizacji transportu na to spotkanie? – spytał urzędnik najuprzejmiej(+,) jak tylko dało się to sformułować.

Urzędas patrzył zaciekawiony(+,) jak Andrzej notuje swoim wiecznym piórem potrzebne informacje

i gwiazdy koronujące jedno z najokazalszych miast świata.

Oj, lubisz superlatywy. ;-)

Rankiem zbudziło go wschodzącqe słońce.

Literówka.

Gdy mijał dworzec King’s Cross, spokój najważniejszego klejnotu w Brytyjskiej koronie zakłóciła hałaśliwa grupa dronów turystycznych kierujących się w stronę centrum i parlamentu.

I tu też jest. Wiesz, gdyby nie ich liczba byłoby ok. ;-)

dokładnie po środku

Razem

Wychwalał nieskończoność możliwości rozwoju intelektualnego na nieogarnialnych ludzkim umysłem sieciach komputerowych. 

Dlaczego „na” a nie „w”. W sumie to „na” jest intrygujące, ale nie wiemy dlaczego – Ty to wiesz, a ja jestem ciekawa, brakuje mi wyjaśnienia. No, tej drugiej strony i opisu jej funkcjonowania. ;-)

Okońcu dyskryminacji – czujesz się kobietą?

Kiks.

Całość była ponoć archaiczną praktyką stosowaną w czasach, gdy biologiczni byli jeszcze liczni i pozbywanie się ich materii organicznej stanowiło istotny problem.

A jakie znaczenie ma liczność przy możliwości spalania, bo drugi człon zrozumiały i chyba by wystarczył?

 

Podsumowując: popraw dialogi i pisz kolejne historie, a jakbyś jeszcze poczytał i pokomentował wstawiane na forum opki, myślę że mogłoby być lepiej, bo niektóre rzeczy są fajne. Kiedy myślę o tym, co by mnie najbardziej zainteresowało i byłoby najłatwiejsze do zrobienia – druga strona, co tam się działo, ten Rój i jego prawnuk. 

 

Z serdecznymi pozdrowieniami :-)

piątkowa asylum

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Podoba mi się pomysł i niespieszne opisanie kilku ostatnich dni Andrzeja, a także to, że sam zdecydował o sposobie odejścia.

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia, a szalenie utrudniający lekturę, błędny zapis dialogów zdecydowanie wymaga poprawienia.

 

 – Datę prze­nie­sie­nia wy­zna­czo­no na dwu­dzie­ste­go pierw­sze­go wrze­śnia… ―> – Datę prze­nie­sie­nia wy­zna­czo­no na dwudziesty pierwszy wrze­śnia

 

Cały proces zajmie zaledwie kilka chwil, na etapie, na którym się znajdujemy, cała technologia jest dopracowana do perfekcji i absolutnie bezpieczna… – plótł. ―> Cały proces zajmie zaledwie kilka chwil, na etapie, na którym się znajdujemy, cała technologia jest dopracowana do perfekcji i absolutnie bezpieczna… – plótł.

Brak półpauzy rozpoczynającej wypowiedź dialogową. Ten błąd pojawia się wielokrotnie w całym opowiadaniu.

Tu znajdziesz wskazówki, jak poprawnie zapisywać dialogi: https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/

 

za­po­mniaw­szy zga­sić lampy. ―> …za­po­mniaw­szy zga­sić lampę.

 

w końcu tak cięż­ko było ją do­stać… ―> …w końcu tak trudno było ją do­stać

 

nerw nogi za­czy­na­ły się pod nim ugi­nać. ―> …nerwów nogi za­czy­na­ły się pod nim ugi­nać.

 

je­stem Kim Un­der­wo­od– przy­wi­tał się. ―> Brak spacji przed półpauzą.

 

ja­skra­wo-czer­wo­na krew wy­le­wa­ła się… ―> …ja­skra­woczer­wo­na krew wy­le­wa­ła się

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć wszystkim, Postaram się dziś wprowadzić poprawki. Mogę spytać czemu brak ludzi nie pasował? :)

 

Lanied, dziękuję za komentarz, cieszę się, że miło się czytało.

 

Asylum, dziękuję za komentarz, postaram się dziś poprawić błędy. Co do dialogów – byłem pewien, że je poprawiłem przed wrzuceniem opowiadania. Musiałem coś pokręcić kopiując. Szczerze mówiąc – Ja nie jestem zadowolony z początku – można to było napisać lepiej. Co do treści dialogów – miały być nieco sztuczne i niezgrabne, ale jak widać nie udało mi się napisać ich tak, by były tak kiepskie, że aż dobre ;) Piszę i postaram się komentować, na ile czas i siły pozwolą, ale na razie powstrzymam się od wrzucenia kolejnego tekstu na portal – nie chcę zasypywać poczekalni :)

 

Regulatorzy, dziękuję za komentarz i cieszę się, że się podobało. Postaram się poprawić wskazane błędy.

Bardzo proszę, BosmamMacie. Miło mi, że uznałeś poprawki za przydatne.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

BosmanMat moja myśl, że to opko o eutanazji zalęgła się, bo pomyślałem o przeludnieniu. Eliminacja chorych i starych, coś w ten deseń. Dlatego mi brak ludzi nie pasował:)

regulatorzy – z tak merytorycznymi poprawkami ciężko dyskutować. Przepraszam za dialogi, chociaż mnie to nie usprawiedliwia wyjaśnię – półpauzy usunęły mi się przy kopiowaniu tekstu… Niestety tego nie sprawdziłem.

W każdym razie – wprowadziłem prawie wszystkie poprawki, w tym dialogi.

 

Lanied dziękuję za wyjaśnienie :)

BosmanMacie, nie masz za co przepraszać – ot, wypadek przy pracy, zdarza się. Ale to miło z Twojej strony, że szybko zareagowałeś i dokonałeś poprawek. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka