- Opowiadanie: ManeTekelFares - Król szczurów

Król szczurów

Ostatnie wydarzenia i rozmowy na SB skierowały moje myśli do tekstu, który powstał pod koniec ubiegłego roku. Nawet ktoś to “kupił” i miało się ukazać, ale... pandemia. Czasopismo ukaże się kiedyś.

(Jak zechcą, napiszę im coś nowego).

A tym tekstem dzielę się dziś. 

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Król szczurów

Przybyłeś…

…w samą porę.

Jak ci się udało?

A zresztą, nieważne. Siadaj obok i popatrzmy razem na czerwone światło na horyzoncie. Też to zauważyłeś? Z dnia na dzień słońce jest wyraźniejsze. Przetrwamy. Znów zakwitną łąki.

Piękny dzień. Szkoda, że już zmierzcha. Za chwilę musimy uciec przed zimnem i zejść do kanału. Wiem, że trochę dusi, ale z całych sił zaciągnij się powietrzem. Jeszcze raz. I jeszcze raz. Tak lepiej, prawda?

 

Zanim świat się skończył, miałem dom z ogrodem. I zwierzęta. Dwa wilczarze – najwierniejsi towarzysze. Był też Sammy, wielki, czarny kocur. Ale jego widywałem tylko rano, kiedy wychodziłem na pastwisko.

Hodowałem owce. Max i Astor zaganiały stado na wzgórze. Siadałem na kamieniu i wpatrywałem się w horyzont. Z jednej strony zamknięty górami, a z drugiej miastem. Granitowa, martwa bryła, a naprzeciw szara betonowa skorupa, pod którą tętniło życie. Pamiętasz to jeszcze?

Jak ja nienawidziłem tej smrodliwej, wrzaskliwej masy ciał, przelewającej się po brudnych ulicach. Tłoczyli się w ciasnych mieszkaniach, oddychając własnymi wyziewami. Codziennie zmywali z siebie ten wstydliwy syf – pod miasto, do kanałów.

To stamtąd przyszły.

Miasto stało się dla nich za małe i przyszły do mnie.

Wiesz, siedząc wtedy na wzgórzu nie przypuszczałem, że zamieszkam w mieście. Że podążę ich śladem.

 

Sammy był inteligentny i silny. Wyobraź sobie, że polował nawet na szczury. Każdego ranka przynosił na werandę efekt nocnych łowów. Koty tak robiły podobno z miłości, jako oznakę przywiązania. Taki prezent. Podziękowanie.

Ale ja nie lubiłem szczurów. Max i Astor zresztą też. Owce dostarczały nam ser i mięso. Ogród – warzywa i owoce. Szczury wyrzucałem. Nie wiem, co czuł wówczas Sammy. Może był zawiedziony i smutny, a może litował się nad moją głupotą. Dzisiaj myślę, że chyba to drugie – ofiary miłości składał do końca.

 

Kiedy popiół zasłonił słońce, najpierw umarły łąki, potem odeszły owce, za nimi Max i Astor. Sammy zniknął, a one przestały przychodzić. Zszedłem do miasta i szukałem ocalonych. Ich ciała śmierdziały gorzej niż za życia. Niektóre opuchnięte i sine, inne brązowe, suche jak wiór z wystającymi żebrami z chudych torsów.

Wtedy znów się pojawiły.

Żyły.

Miasto należało do szczurów. Tak, jak kiedyś ludzie, biegały po ulicach, pewne siebie, nażarte. Kłębiły się wśród leżących trupów i znikały w kanałach, gdzie i ja znalazłem schronienie.

Nauczyłem się z nimi żyć – stały się moją jedyną nadzieją na przetrwanie.

 

Ciekawe, ale dopiero teraz zrozumiałem prawdziwy sens zabijania.

Zabijanie jest częścią życia, jest jego drogą i celem. Będziesz żył dotąd, dopóki możesz zabijać.

 

Wiesz już dlaczego tu dotarłeś?

 

Nie ma już szczurów.

Tak bardzo chcę żyć.

 

Dziękuję, że przyszedłeś.

 

--------------------------------------------------

* Tak. „Król szczurów” to tytuł powieści Jamesa Clavella. Zbieżność nie do końca przypadkowa. Kiedy kończyłem opowiadanie i po raz „enty” zmieniałem tytuł, właśnie historia opowiedziana przez Clavella zawładnęła moimi myślami… a może towarzyszyła mi cały czas.

Koniec

Komentarze

Hej :)

 

Obawiam się, że nie do końca zrozumiałem.

 

Zabijanie jest częścią życia, jest jego drogą i celem. Będziesz żył dotąd, dopóki możesz zabijać.

To jest konkluzja, nawet całkiem fajna.

 

Wiesz już dlaczego tu dotarłeś?

Niestety nie wiem :(

Nie ma już szczurów.

Tak bardzo chcę żyć.

A może to jest konkluzja? Znaczy, że zabił szczury, nie ma kogo zabijać, a w myśl przekonania, że będziesz żył dotąd, dopóki możesz zabijać, główny bohater uważa, że nie żyje, bo nie ma kogo pozbawić życia? I dlatego cieszy się, że ktoś przyszedł, bo będzie mógł odżyć zabijając go? Nie mam innej interpretacji :)

 

PS. Chciałbym tez wiedzieć, co zabiło ludzi.

 

PS2. A tutaj zmieniłbym szyk:

 

Niektóre opuchnięte i sine, inne brązowe, suche jak wiór z wystającymi żebrami z chudych torsów.

Na taki:

 

Niektóre opuchnięte i sine, inne brązowe, suche jak wiór z wystającymi z chudych torsów żebrami.

 

Pozdrawiam

Q

Known some call is air am

Outta, wiadomość od narratora:

Szanowny Panie Q,

pojęcia nie mam, dlaczego wyginęli. Zajmowałem się spokojnie gospodarstwem i działy się dziwne rzeczy. Prosty wieśniak ze mnie.

Jeszcze pozostało mi trochę sił… czekam może przyjdzie do mnie jakieś mięsko.

 

smiley

Dla mnie to narrator zarówno zabija, żeby przeżyć, zjadając mięso, jak i zabija, aby udowodnić, że… panuje nad czymś?

Szorcik fajny, podobał mi się. Lubię takie klimaty, choć mam wrażenie, że już coś takiego czytałem ;) Ale sprawnie napisany i nie nuży.

Hm, na poziomie poetyckiego zacięcia fajny tekst, zgrabny też graficznie i językowo. Mam jednak parę pytań – co zabiło ludzi? Dlaczego uciekano do miasta a nie z miasta? (to w takich sytuacjach logiczny kierunek ze względu na mniejsze skupisko ludu) I jak narratorowi udało się zbudować tak silną więź ze szczurami mimo braku zasygnalizowania tego wcześniej w tekście? Poczułam jego przywiązanie do kota i psów, ale w kwestii szczurów nie widzę tego samego. Przydałoby się to podkręcić, żeby wątpliwości po lekturze było mniej.

Cierpię na taką dziwną przypadłość, która nakazuje mi rzucać się na wszystko, co zawiera w sobie słowa “król szczurów”, i oto jestem, odczuwając umiarkowaną satysfakcję, ale z kilkoma zastrzeżeniami.

Najsroższym z nich jest, przynajmniej w moim odczuciu, pozostawienie zbyt wielu kwestii w sferze niedopowiedzeń; otrzymujemy zatem krótki wycinek jakiejś historii, bardziej pocztówkę z opowieści niż samą opowieść, bo wszystko, co wydaje się ważne, wydarzyło się tak naprawdę za kulisami, a nam, jako czytelnikom, dane jest poznać tylko strzeszczenie i enigmatyczne, otwarte na interpretacje zakończenie. I to zakończenie, w takiej formie, imo nie wystarcza – nie otrzymujemy wystarczająco dużo wskazówek interpretacyjnych w tekście. Dostajemy tylko obrazek, myśl, niby-puentę, która nie wybrzmiewa.

I ten obrazek jest klimatyczny i budzi czytelnicze zainteresowanie – tylko że całość opowiadania działa jak aperitif, po którym kelner przychodzi do stolika i mówi: mamy nadzieję, że przystawki smakowały, bo obiadu dzisiaj nie będzie, sorry bardzo.

A jakby tak pokazać trochę więcej z tego świata, opowiedzieć rzeczywiście tę historię, dać nam poczuć tę rodzącą się zażyłość pomiędzy bohaterem a szczurami – no, wtedy byłby sztos.

Styl i technikalia bez zarzutu, czytało się dobrze, obrazki plastyczne, a język pobudza wyobraźnię – nie będę chwalić zanadto, bo to nudne ;P

***** ***

Szanowny Panie Narratorze:

No, ja nie mam zamiaru przychodzić, chyba że z dwururką, coby Panu odebrać szansę na życie (według pana definicji i przekonania) ;)

Known some call is air am

O jaaa, poszło na dwururki (wyciąga popcornsmiley).

A tak serio w tak krótkim tekście trudno pokazać więcej niż wycinek świata, ale rzeczywiście tak jak zauważyła Gravel trochę przystawka, a nie danie główne. A szkoda.

Kochani, oidrin, gravel, Zanais, Outta Sewer…

Już po pierwszym komentarzu sir Q zauważyłem, ze zbytnio uległem emocjom i w ogóle to opublikowałem. 

Macie racje we wszystkim.

No co Ty? Rejterujesz, zamiast się na dwururki naparzać, walczyć i, jak trzeba będzie, zginąć za swój tekst? ;) Dobrze, że opublikowałeś, bo jest napisane poprawnie. My tylko marudzimy, że może powinieneś bardziej rozwinąć, bo chcemy więcej :)

Known some call is air am

Jakby się nam nie podobało, to nie marudzilibyśmy, że za krótkie.

***** ***

Hehe, jak zwykle marudzenie ;)

 

Bardzo fajny szorcik. Szorty mają to do siebie, że są… no krótkie. Ciekawy wycinek świata nam zaserwowałeś, ten zwrot w drugiej osobie nieźle zagrał, trochę mi to nasunęło myśl, że to ja jako czytelnik dotarłem do końca tekstu i zaraz dostanę co najmniej z dwururki ;)

Podoba mi się, dobrze, że wyciągnąłeś ten tekst :)

Exit light

Q, gravel,

dzięki za dobre słowa. Natomiast podtrzymuję, że uległem emocjom i powinienem to bardziej przemyśleć. Głównie z uwagi na te niedopowiedzenia, bo to się dyskwalifikacja tekstu szykuje.

Ale. 

Wydarzyło się coś innego.

Otóż, wrzucanie starych tekstów jest wyrazem jednego z gorszych stadiów prokrastynacji, której ewidentnie uległem. 

Niemniej. :-)

Zaburzyło mi to proporcje między tekstami w biblio a poczekalnią.

Zatem…

… czas się spiąć.

 

A co do tekstu, wątpliwości, etc. Czasem, tak jak z “Księgowym” mam “fazę” i robię sobie scenkę żyjąc tylko bohaterem – niestety zapominając o czytelniku.

Wybaczcie.

Base, nic do Ciebie nie mam – jesteś bezpieczny :-), ale od bohatera trzymałbym się z daleka… 

 

 

O i nawet kliczek od Base. :-)

Pogadam z bohaterem, może Cię nie zje.

Hmmm. Zgadzam się, że za mało tu wszystkiego.

A człowiek to wredna bestia, jak dostaje za mało, to zaczyna kombinować. A co tych ludzi wykończyło? Początek sugeruje, że za mało światła, fotosynteza zdechła, a bez tego się reszta systemu posypała. Ale. Czy ludzie nie wiedzieli, co się dzieje? Nie przygotowali się jakoś (bunkry, doświetlanie upraw, emigracja w stronę równika)? Tak sobie spokojnie poumierali w mieście i czekali na szczury? Nie próbowali wpaść z wizytą na farmę narratora i sąsiadów?

I nie znajduję zadowalających odpowiedzi na wszystkie swoje pytania, a to nie jest miłe.

Babska logika rządzi!

Fajny szorciak. Ciekawie napisany, z niepokojącym klimatem. Sporo niedopowiedzeń, to bardziej zarys pomysłu niż pełnoprawny tekst. Może gdyby rozwinąć go w coś dłuższego byłby jeszcze ciekawszy. Ale i tak czytało mi się nieźle.

Ej, dobre.

Taka pocztówka z świata postapo. Czy za mało? Nie wiem, w końcu to tekst “pokazujący”, a nie omawiający. Takie postapo z perspektywy kogoś, dla kogo wejście do kanałów zastąpiło bujany fotel na werandzie, ale niewiele zmieniło się w sposobie myślenia o świecie. Zwięźle, bez elementów niepotrzebnych, mnie się podoba.

Mało? Nie, raczej nie. Gdyby zacząć dopisywać, to straciłyby się niedopowiedzenia, które budują klimat i pozwalają na “malowanie krajobrazu w głowie”. Wyszłoby z tego coś zupełnie innego. To znaczy tak, da się tu dopisać różne wątki, opisy – i mogłoby wyjść coś fajnego, ale to nie byłaby dłuższa wersja tego samego tekstu, budziłoby wtedy inne emocje niż w obecnej formie.

Dla mnie git.

 

Dobrze się czytało. Jak się głębiej zastanowić nad tekstem, to nie wiem, czy wierzę w przedstawioną sytuację – bo zrozumiałam ją tak, że bohater zamierza zabić osobę, do której mówi i wtedy ta jednostronna narracja przestaje mi się kleić. Pomyślałam jeszcze, że może mówi do szczura (ewentualnie innego zwierzęcia), ale wtedy mówienie do niego, żeby zaciągnął się powietrzem nie ma za bardzo sensu. Choć stan psychiczny bohatera pewnie by to tłumaczył.

Klik.

 

Ps. Ja bym uwagę o książce oddzieliła jakoś dodatkowo, (może jeszcze jedną spacją?), bo teraz tekst mi się skończył nie w tym miejscu, w którym się spodziewałam :P

Dream big.

Finklo, obawiam się, że nie dam Ci odpowiedzi. Autor przyjął, że narrator wie, ile wie i nie obchodzi go nic poza tym, żeby przeżyć. Nie lubił ludzi, był samowystarczalny, niczego od nikogo nie potrzebował. Niewiele rozumiał, bo mu się nie chciało rozumieć. 

Szukałem długo w głowie, jak to określić, zwlekałem z odpowiedzią i nieoczekiwanie z pomocą nadszedł wilk:

Taka pocztówka z świata postapo. Czy za mało? Nie wiem, w końcu to tekst “pokazujący”, a nie omawiający. Takie postapo z perspektywy kogoś, dla kogo wejście do kanałów zastąpiło bujany fotel na werandzie, ale niewiele zmieniło się w sposobie myślenia o świecie.

Dodam, że jestem przeciwnikiem sytuacji, kiedy bohater, czy to wyłącznie w swej roli, czy też obejmując “urząd” narratora, zbyt wiele i dokładnie opisuje zjawiska, cechy swego charakteru, wygląd, itp. Wydaje mi się to bardzo nienaturalne. Tego konkretnego bohatera interesowało wyłącznie to, czy będzie miał co jeść. Mówił tylko o tych rzeczach, które go interesowały, które znał, które rozumiał. Miał gdzieś, co się dzieje w zamkniętym kopułą mieście. Świat wokół werandy umarł, więc poszedł do miasta i nie było tam nikogo żywego… oprócz szczurów. 

dogsdumpling, 

bo zrozumiałam ją tak, że bohater zamierza zabić osobę, do której mówi i wtedy ta jednostronna narracja przestaje mi się kleić.

A dlaczego? Mówi do kogoś, kto jednak przyszedł. Zamiar jest jednoznaczny.

Ps. Ja bym uwagę o książce oddzieliła jakoś dodatkowo, (może jeszcze jedną spacją?), bo teraz tekst mi się skończył nie w tym miejscu, w którym się spodziewałam :P

Nie zwróciłem uwagi. Dzienks.

 

belhaj, odpowiem wilkiem:

Mało? Nie, raczej nie. Gdyby zacząć dopisywać, to straciłyby się niedopowiedzenia, które budują klimat i pozwalają na “malowanie krajobrazu w głowie”. Wyszłoby z tego coś zupełnie innego. To znaczy tak, da się tu dopisać różne wątki, opisy – i mogłoby wyjść coś fajnego, ale to nie byłaby dłuższa wersja tego samego tekstu, budziłoby wtedy inne emocje niż w obecnej formie.

wilku, dziękuję.

To, że bohater nie jest wszechwiedzący, to dobrze. Nie tego się czepiam. Przeszkadza mi, że rzeczy widziane przez bohatera nie sklejają mi się w rozsądny obraz. Ja nie wiem, co tam zaszło, i czuję się z tym niekomfortowo.

Babska logika rządzi!

Jeden wilk wiosny nie czyni :-) i dlatego Twój i inne komentarze mocno mnie zmartwiły – dość dobitnie wskazują na braki warsztatowe. Wniosek, może rzeczywiście zbyt słabo osadziłem sugestie. Z drugiej strony cały czas widzę to oczami bohatera, który kompletnie nie wie, co się stało. Przypomniała mi się historia człowieka, który ukrył się w lesie i przez wiele lat nie miał nawet pojęcia, że skończyła się wojna. Jestem w stanie sobie wyobrazić kogoś, kto nie analizuje, odnajduje się w tym co jest, kieruje się instynktem samozachowawczym i koniec.

Niemniej przyjmuję, że nie zawsze będzie to uczciwe wobec czytelnika. 

Mi się podobało!:-) Klimatyczny nastrój, niedopowiedzenia budują atmosferę. Lubię takie teksty. Nie muszę mieć wszystkiego wyłożonego wprost, żeby mnie zaciekawić i pobudzić we mnie emocje. Ciekawe, że po raz kolejny piszesz o ludziach i szczurach:-) coś chyba jest w tym zestawieniu. Podoba mi się w jaki sposób przedstawiasz Sammiego, tłumaczysz jego zachowanie.

Jak dostanę się do kompa to polecę do biblioteki:-) pozdrawiam

A dlaczego? Mówi do kogoś, kto jednak przyszedł. Zamiar jest jednoznaczny.

Mamy sytuację, w której jedna strona mówi, mówi i mówi, a druga nic, nie odzywa się nawet słowem. Rozumiem, że można czasem razem posiedzieć i posłuchać, ale tu masz dwóch nieznających się wcześniej ludzi. Ot, przychodzi sobie ktoś, siada obok i słucha jak druga osoba opowiada, nie reagując w żaden sposób. Jest poetycko, dodaje to pewnej intymności sytuacji i dzięki temu zabiegowi końcówka ładnie wybrzmiewa, ale realizm szwankuje.

Dream big.

Z tymi jasnościami i niejasnościami to trochę jak z np. kolorem w filmach. Dla większości to po prostu lepsza wersja filmu, a jednak są przypadki, gdy jest to wersja inna (a bywa, że nawet gorsza).

Albo tak jak z filmem “Pi” – dla większości widzów niejasny, ale w swojej szufladzie film ceniony za to, że trzeba sobie samemu układać klocki.

Albo jak z rozmazaniem na fotografii – w zdecydowanej większości przypadków to błąd, ale czasem celowy zabieg artystyczny.

No jasne, można pokazać wszystko. Tylko w przypadku opisanego świata czym tekst by się wtedy różnił od setek innych, w których ktoś patrzy na zniszczenia?

Ogólnie zasada jest prosta: warzywa z ogródka łopatą na talerz to sposób, by szybko coś zjeść. Ale subtelne przyprawienie daje smak, nawet gdy człowiek zastanawia się, co to właściwie za przyprawy.

 

olciatko,  dziękuję. Jak zwykle jesteś miła i wyrozumiała. ❤️

 

dogsdumpling, próbowałem wywrzeć wrażenie, że tą drugą osobą jest każda czytająca osoba, że narrator mówi do czytelnika.

wilku, 

Ale subtelne przyprawienie daje smak, nawet gdy człowiek zastanawia się, co to właściwie za przyprawy.

… a najczęściej się nie zastanawia, skoro smakuje. :-)

Jestem Ci bardzo wdzięczny za te komentarze dotyczące odbioru tekstu. Mam trochę taki styl, w którym lubię niedopowiedzenia. Często spotykam się z krytyką takiego podejścia i to z różnych stron. rozumiem ją, przyjmuję argumenty i staram się nad tym stylem pracować w kierunku większego kontaktu z czytelnikiem.

Ale czasem wewnętrzny głos prowadzi dłoń.

Tylko wiesz, czasem to jest tak, że musisz zdecydować między kilkoma grupami czytelników – co dla niektórych grup dobre, dla innych będzie słabsze.Pytanie teraz, czy wolisz zwiększyć liczbę odbiorców wychodząc poza styl bazowy, czy skupić się na grupie “niedopowiedzeniowej”, która jest dużo mniej liczna. Coś za coś.

 

Tak, zdaję sobie z tego sprawę. Chociaż do takich decyzji daleko… najpierw elementarz warsztatowy.

Niestety, nie trafiło zbytnio w mój gust. Ostatnio historie postapokaliptyczne budzą we mnie raczej cynizm niż przejęcie. Ot, cywilizacja (jak zwykle) upadła, zrobiło się mrocznie, przynajmniej zamiast wirusów mamy szczury. Ale jak dla mnie nie ma tu nic, co by znacząco odróżniało ten tekst od podobnych gatunkowo. :(

Silva, zdecydowanie potrzebujemy czegoś optymistycznego. Zapraszam do wątku organizacyjnego konkursu katharsis na betaliście.

“Z jednej strony zamknięty górami, z drugiej miastem. Granitowa, martwa bryła, a naprzeciw szara betonowa skorupa, pod którą tętniło życie. Pamiętasz to jeszcze?”

 

“Koty tak robiły podobno z miłości, jako oznakę przywiązania.” – Koty tak robiły jako oznakę przywiązania? Nie brzmi gramatycznie.

 

Interesujący szort, ma lekki klimat, lekko kłujący, ale przyznam, że nie zostanie w mojej pamięci na dłużej.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

joseheim, dziękuję za wizytę. Mam nadzieję, że nie zniechęcisz się do innych odwiedzin.

Dziękuję też za łapankę… faktycznie trochę koślawo mi to wyszło. Muszę pomyśleć, jak to przerobić.

Ciekawy szort. Dobrze napisany, z interesującą historią, chociaż po jego przeczytaniu odczułem pewien niedosyt. Zabrakło mi większej ilości informacji. Poza tym nie mam nic do zarzucenia.

I spodobał mi się ten brudny klimat połączony z przygnębieniem (a wręcz szaleństwem w ostatniej scenie) narratora oraz wszechobecną śmiercią.

'Cause nothin' lasts forever even cold november rain

próbowałem wywrzeć wrażenie, że tą drugą osobą jest każda czytająca osoba, że narrator mówi do czytelnika.

To Ci się udało, bo od początku czułem, że jestem adresatem słów narratora.

Known some call is air am

Mane, czy ja wiem, czy bym się odnalazła w konkursie o takiej tematyce… Ale za zaproszenie dzięki :)

No cóż, przyjdzie mi dołączyć do grona czytelników zadowolonych z lektury, ale jednocześnie narzekających, że opowieść jest taka, powiedziałabym, szczątkowa.

 

suche jak wiór z wy­sta­ją­cy­mi że­bra­mi z chu­dych tor­sów. –> Raczej: …suche jak wiór, z żebrami wy­sta­ją­cy­mi z chu­dych tor­sów.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ode mnie ostatni kliczek :) Bardziej to obrazek niż pełnokrwista historia, ale w swoim rodzaju, moim zdaniem, bardzo udany obrazek. Klikam przede wszystkim za nastrój, który udało Ci zbudować i za to, że bardzo dobrze mi się Twój tekst czytało. Zgrabnie i “ładnie” to wszystko opisałeś :)

Nie bardzo rozumiem, kim jest adresat tekstu, ale sam kawałek mi się podobał. Klimat jest, język ładny, postacie (lub raczej postać) przemawiają do czytelnika bardzo dobrze, akcji może nie ma wiele, ale w tak krótkim tekście nie powinno to dziwić. Żal mi tylko, że takie tu krótkie. Akcja dopiero się rozwijała, mamy pierwsze kilka zdań, poznajemy bohaterów, a tu już koniec. Czuję mocny niedosyt i chętnie zobaczyłbym coś więcej w tych klimatach

Jesteście kochani. Bardzo dziękuję i wybaczcie, że daję znać tak późno. Czytałem Wasze opinie już wcześniej, ale mam takie problemy z czasem, że zaczynam się poważnie podejrzewać o poważne problemu z samoorganizacją.

Jak dla mnie jasne. Ostatni człowiek na świecie, żarcie się kończy, ale są szczur. A gdy kończą się szczury, przychodzi czytelnik. Monolog też mi nie przeszkadza, bohater jest tak skoncentrowany na tym, co ma do powiedzenia, że nawet nie zarejestruje odpowiedzi. A jednocześnie ten monolog mówi mi, że pozostało w nim jeszcze coś z człowieka.

Oczywiście to faktycznie tylko pocztówka, ale IMO reprezentatywna.

Tylko jedna rzecz nie daje mi spokoju, co się stało z Maxem, Astorem i Sammym, bo akurat ich zjedzenie by mi do bohatera nie pasowało ;)

Mi się :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Nowa Fantastyka