- Opowiadanie: Arq Von Shell - Twoja myśl jest dla mnie rozkazem

Twoja myśl jest dla mnie rozkazem

Co robi Cesarz, gdy władza nad Układem Słonecznym przekracza możliwości pojedynczego człowieka? Rządzi poprzez swoje idee i marzenia, które ofiarnie urzeczywistniają jego poddani. W tym ich szczególny rodzaj – Intuici. 

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Twoja myśl jest dla mnie rozkazem

Cesarz marszczy gniewnie brwi, więc Eve Corona na Wenus staje w białym ogniu bomb fosforowych. Jestem koniecznym świadkiem tych wydarzeń. Odkrywcą przyczyn i katalizatorem skutków. Jestem Intuitą.

Wnętrze auli pnie się wysoko. Nie mogę pozwolić sobie na śledzenie wzrokiem tytanowych murów i złocistych ornamentów. Muszę opuścić głowę i obserwować Pana mojego wszechświata. Siedzi na szklanym, nieregularnym tronie, przypominającym zamarznięte we wzburzeniu morze. Jego zaczesane do tyłu włosy odsłaniają piękną, proporcjonalną twarz. Synkretyczna reprezentacja cech wszystkich ras Ziemi.

Gdy podnosi na mnie wzrok, z trudem udaje mi się opanować potrzebę nabożnego ukłonu. Zamiast tego robię to, do czego zostałem stworzony. Wypatruję rozszerzających się źrenic, delikatnych skurczów mięśni wokół oczu i drgania kącików ust. Wyczekuję słów, które dotyczą Jego marzeń i idei, by nadać im realny kształt i wprowadzić w życie wszędzie tam, gdzie sięga władza Cesarstwa. Jego myśl jest dla mnie rozkazem.

Cesarz wzdycha głośno, wprawiając w poruszenie cały panel setki podobnych do mnie ludzi. Nie spuszczają z oczu swego władcy, ich dłonie notują szyfrem obserwacje i interpretacje wskazówek, które nam przekazuje.

Przychodzi czas na pytania, my milczymy zgodnie z tradycją. Jednak w pewnym momencie ktoś obok mnie podnosi się z miejsca i mówi:

– Wasza Cesarska Mość, czy zgodzicie się ze stwierdzeniem, że poezja jest ważna? – męski głos brzmi wysoko i czysto. Mój żołądek ściska się w reakcji na zawartą w nim arogancję. Chłopak jest całkiem wysoki, blady, z czupryną złocistych włosów. Opuszcza nieco głowę, ale w jego postawie brakuje uległości. Cesarz przewierca go spojrzeniem.

– Drogi Liamie. Daj mu tam, gdzie go nie ma – odpowiada, a chłopak kłania się głęboko. Moje ramiona sztywnieją, kilku najbliżej siedzących Intuitów kręci się niespokojnie. Liam okazał mu brak szacunku, jednak surowy Cesarz, którego tak dobrze znam, mówi do niego nadzwyczaj łagodnie.

– Tęsknię za dniami świetności mojego Księżyca – zmienia temat i prowadzi nas przez swoje marzenie, ale nie mogę skupić się na jego pięknym głosie. Gdzieś poniżej mostka czuję ucisk i palące ciepło. Czy to zazdrość?

 

 

Siedzę w innej sali, przy marmurowej, uciętej u podstawy kolumnie. Wygląda jak potężne drzewo, którego skamieniały pień został zmieniony w niski stół. Na gładkiej powierzchni leżą wysypane notatki, zakodowane personalnym szyfrem.

Do obecnych należą Intuici z powołanego zespołu do spraw Księżyca. Skupione twarze, przeczesujące własne pismo, by przekuć cesarskie słowa w solidny plan. Wśród nich jest Liam, nowo mianowany cesarski Intuita. W przeciwieństwie do pozostałych, trajkocze wesoło, jakby nie rozumiał powagi sytuacji. Przesyłam mu karcące spojrzenie, ale nie zauważa go. Roztacza wokół siebie zrelaksowaną, wręcz lekceważącą aurę.

– Historia o Księżycu nastąpiła po moim pytaniu o poezję – zaczyna. Zachwyca się własnym głosem – na które odpowiedział „daj mu tam, gdzie go nie ma”. Oznacza to oczywiście, że musimy pchnąć sztukę tam, gdzie do tej pory jej brakowało. Musimy zmienić górniczy Księżyc w ośrodek kulturalny ku chwale Cesarstwa.

Nie mogę powstrzymać rodzącego się w moim gardle protestu.

– Nie masz racji! – wykrzykuję. Odpowiada mi cisza. Czuję na sobie analizujące spojrzenia pozostałych osób. W tym aroganckie oczy Liama. Ze wstydu na twarzy przepływają mi fale ciepła, jakbym z pierwszej ręki doświadczał uderzenia słonecznego wiatru.

– „Daj mu tam, gdzie go nie ma” oznacza zupełnie coś innego. To fraza, którą wypowiedziano kilkaset lat temu podczas zawodów tenisa stołowego. Faktycznie oznaczała zagranie piłeczki tam, gdzie przeciwnik nie mógł jej odbić. Później fraza rzeczywiście była analizowana przez poetów. W ich rozumieniu reprezentuje wszechobecność poezji, którą znaleźć można nawet w najbardziej prowizorycznych sytuacjach. Nawet w górniczej kolonii. Sztuka żyje wszędzie tam, gdzie istnieją ludzie i zbędne jest jej wspieranie.

– Ping pong? – Liam śmieje się i rozgląda po sali, lecz nie dołączają do niego inne głosy. Tutaj ja mam cichy, zasłużony własną pracą autorytet.

Przechodzę do przedstawiania swojego planu. Argumentuję, że Cesarz pragnie zwiększenia gospodarczego znaczenia Księżyca i krok po kroku przeprowadzam innych przez konieczne do tego działania. Kończę, uzyskując poparcie większości. Nie próbuję nawet powstrzymać triumfalnego uśmiechu.

 

 

Maszeruję długim korytarzem cesarskiego pałacu. Otacza mnie złoto wydobyte z dawnych asteroid.

Ktoś łapie mnie za ramię. Odwracam się, by zobaczyć bladą twarz ze złocistą czupryną. Liam rozgląda się, sprawdzając, czy nikt nam nie towarzyszy.

– To niesamowite, że interpretując słowa tej samej osoby, dochodzimy do tak różnych wniosków – mówi i uśmiecha się, ale w drganiach jego mięśni pod policzkami wyczuwam nerwowość. Kręcę przecząco głową.

– Oddajemy różne aspekty osobowości Cesarza. Ja symbolizuję…

– Chłodną logikę, racjonalizm – przerywa mi. – Pewnie zauważyłeś, że w moim przypadku jest odwrotnie. Człowiek pełen sprzeczności, ten nasz Cesarz.

Chwyta mnie pod ramię i zmusza do wspólnego kroczenia korytarzem. Haftowane perłowymi nićmi, długie szaty ciągną się za nami po kamiennej posadzce. Jego dotyk jest pewny, ale delikatny. Uśmiecha się do mnie, jakbyśmy byli sobie bliscy.

– Być może twoja interpretacja jego słów jest poprawna – mówi poufale – być może nie. Moim zdaniem w jego duszy jest miejsce na przynajmniej jedno centrum kulturalne na Księżycu. Bardzo mi na tym zależy.

Zatrzymuję się jak wryty, ręka Liama wyślizguje się z mojego przedramienia. Na moim czole pojawiają się pierwsze krople zimnego potu, jakbym był przeciekającą łodzią podwodną. Liam stoi tuż obok i czeka na moją reakcję. Czy zdaje sobie sprawę, że popełnia Grzech Intuity, wykorzystując władzę daną mu przez Cesarza dla własnych potrzeb i pragnień? Został dopiero mianowany, więc powinien doskonale wiedzieć, że grozi to śmiercią. Czy rozumie, że przyznając się do tego pozostawia swój los w moich rękach? Czuję napiętą skórę na policzkach. Rumienię się, ale zaraz potrząsam głową.  

– Myślisz, że nikt nie widzi co robisz? Cesarz dał ci do zrozumienia, że jest świadomy twojej manipulacji!

– Gdybyś był moim Intuitą, Audenie… jak określiłbyś co czuję?

– Potrzebę autodestrukcji, ale istnieją prostsze sposoby na samobójstwo – mówię, a on po prostu uśmiecha się łobuzersko. Wyszczerza do mnie białe, idealne zęby.

– Ale z pewnością nie są tak ekscytujące!

 

 

Cesarz uśmiecha się, więc Io i Ganimedes delegalizują niewolnictwo. Jego imperium nie ma oficjalnych wrogów, jednak posiada jednego rywala, Sojusz Brukselski. Ponieważ mocarstwa współżyją pokojowo na wspaniałej Ziemi, prawdziwa wojna została zepchnięta poza jej orbitę. Prowadzimy ją siłą dziesiątek miliardów mieszkańców kosmicznych kolonii. Korzystamy ze wszelkich możliwych środków, by spełnić każde marzenie Cesarza.

Jestem Intuitą. Osobą stworzoną, by rozumieć Pana i bezinteresownie wykorzystywać Jego władzę. Działać tylko w Jego interesie.

– Audenie, wejdź do środka – słyszę zapraszający głos. Pokój wyróżnia się swoją surowością. Złote powierzchnie zastępuje śliski granit. Osoba stojąca przy małym oknie także pozbawiona jest tradycyjnych ozdób. Nosi krótką, szarą szatę. Ma srebrne, proste włosy, które opadają do pasa. Jest Strażniczką.

– Usiądź – mówi, ja posłusznie opadam na kamienne krzesło. By zostać Strażniczką, osobą kontrolującą praworządności Intuitów, kobieta sama musiała ukończyć służbę, zna więc tajniki naszej pracy.

– Pewnie wiesz, dlaczego tu jesteś – mówi. Ze wszystkich sił próbuję nie zareagować. – Dochodzą do mnie niepokojące sygnały dotyczące Liama. Obawiam się, że mógł naruszyć zasady i popełnić Grzech Intuity. Po pierwsze, zadał Cesarzowi pytanie sugerujące. Po drugie, gdy Cesarz odpowiedział mu w błyskotliwy sposób, on błędnie go zinterpretował. Nie sądzę, że to przypadek. Zrozumieliśmy to dopiero po twojej analizie, dlatego chciałabym usłyszeć opinię od ciebie, Audenie.

Jestem Intuitą. Moją rolą jest dbanie o dobro Cesarza. Powinienem powiedzieć prawdę, bo Liam wprost przyznał się do złamania zasad. Jednak jego zaufanie, powierzenie mi sekretu rozbraja mnie. Oczy Liama są teraz jak oczy Cesarza. Pokładające wiarę w moją lojalność. Wzdycham ciężko i marszczę brwi, by Strażniczka zinterpretowała to jako zamyślenie.

– Jako Intuici reprezentujemy różne aspekty psyche Pana. Liam jest jego instynktowną, porywczą stroną. Jest miłowaniem ryzyka. Myślę, że błędy, które popełnia, wynikają z dobrego oddania tej roli, nie Grzechu.

Jestem na siebie wściekły. Daję się wciągnąć w grę tego chłopaka. Powinienem być mądrzejszy. Coś w jego osobie sprawia, że kłamię Strażniczce prosto w twarz. Unosi brew i mówi:

– Nie przepadasz za nim? Mimo to, chciałabym, żebyś miał na niego oko. Spróbuj zdobyć jego sympatię. Intuici mówili, że jest tobą zaintrygowany. Dowiedz się, co gra w jego duszy.

 

 

Mój pałac znajduje się na zboczu góry. Odosobniona budowla jest ucieczką od dworskiego hałasu. Komnata w imperialnym stylu pnie się na kilkanaście metrów. Pod sufitem wdzięczą się pozłacane kasetony. Widok alpejskich szczytów zza szklanej ściany skupia myśli. Daleko za nimi znajduje się Bruksela. Ośrodek niekończącej się, politycznej wojny. 

Dziś rozważam jednak słowa Strażniczki, nie sprawy Cesarstwa. 

„Intuici mówili, że jest tobą zaintrygowany”. Co ma na myśli? Czy poczuł się zaatakowany, gdy podważyłem jego interpretację cesarskich słów? Jaki jest cel tego zarozumiałego, igrającego swoim życiem człowieka?

Docierają do mnie raporty o trudnej sytuacji na Ceresie. Zbuntowani mieszkańcy pasa asteroid wciąż blokują dostęp do złóż tej karłowatej planety. Próbuję wyznaczyć nowych członków rad nadzorczych kilku górniczych korporacji. Takich, którzy poradzą sobie z kryzysem. Nie mogę jednak skupić się na sprawach Cesarstwa. Widzę przed oczami bladą skórę i złociste loki.

Wzywam służącego. Pojawia się po chwili, złamany w uroczystym ukłonie.

– Jego Cesarska Mość życzy sobie, aby na Księżycu powstała Opera Astralna – mówię, bawiąc się złotym piórem. – Dopilnuj, by geolodzy wybrali odpowiednią lokalizację.

Spoglądam przez okno. Śnieg spływa z jednego ze szczytów. Zastanawiam się, czy lawina przykryje turystów.

Liamie, będziesz miał centrum kulturalne. Zatańczę do twojej melodii, by odkryć twoje prawdziwe zamiary.

 

 

Cesarz przygryza wargę, więc strumień statków handlowych usycha między Jowiszem i Marsem. Zapisuję każde słowo mego Pana, potem doprowadzam do upadku imperiów handlowych, by na ich gruzach zbudować nowe.

Przez salę tronową przechodzi poruszenie, gdy w jej tytanowych murach pojawia się prezydent Sojuszu Brukselskiego. Jest nadzwyczaj wysoki, nosi prosty, staromodny garnitur. Oliwkowa skóra sugeruje arabskie pochodzenie. Ma interesujące, białe oczy, których jedynym akcentem jest cienki okrąg tęczówki. Salę wypełnia czysty głos herolda na chwałę Pana:

– Stajesz przed Synem Słońca, Cesarzem Dziewięciu Planet i Autokratorem Dwustu Księżyców…

Mężczyzna kłania się nisko.

– Wasza Cesarska mość, przychodzę z wiadomością, którą z pewnością zechcecie usłyszeć. Naukowcy Sojuszu Brukselskiego odkryli nadchodzący Super-rozbłysk słoneczny. Przybyłem do waszej stolicy, by podzielić się tą wiadomością – mówi, omiatając spojrzeniem setkę Intuitów – chciałbym, by Sojusz i Cesarstwo w dalszym ciągu dążyły do wzorowych stosunków dyplomatycznych. Jestem przekonany, że jest to ważne także dla Waszej Cesarskiej Mości. Dlatego nasi naukowcy z przyjemnością podzielą się zdobytą wiedzą.

Podnosi wzrok na mego władcę, który wygląda przy nim jak bóstwo. Ubrany w zbroję ze złota i kości słoniowej, wysoki na swoim szklanym tronie. Uśmiecha się delikatnie, a ja odnoszę wrażenie, jakbym spadał w przepaść. Pozostali Intuici też to czują i przez salę przetacza się fala strachu. Prezydent rozgląda się niespokojnie, bo choć dla niego uśmiech był częścią zwykłej, dyplomatycznej gry, to dla nas oznacza o wiele więcej.

Syn Słońca, Cesarz Dziewięciu Planet i Autokrator Dwustu Księżyców jest wściekły. 

– Dziękuję za pomoc, mój drogi – odpowiada. Delikatne, prawie niewykrywalne drżenie głosu ujawnia jego furię – być może dane nam będzie wspólne oglądanie Super-rozbłysku w mojej Operze Astralnej? – dodaje, leniwie odwracając głowę w kierunku Liamia. Chłopak siedzący w tłumie podnosi się teraz, uśmiecha i kłania nisko. Ja próbuję opanować drżenie dłoni. Kości moich chudych nadgarstków klekoczą o siebie.

– Jaką cenę przyjdzie zapłacić Dziewięciu Planetom i Dwustu Księżycom za informację o Super-rozbłysku? – pyta mój Pan.

Prezydent wymienia kilka warunków. Klnę w myślach, gdy okazuje się, że duża część z nich uderza w plany dotyczące zewnętrznego Układu Słonecznego. Decyzje oznaczają długofalowo oddanie Neptuna w ręce Brukseli.

– Drobnostki. – Kwituje Syn Słońca machnięciem ręki. Ja za to wiem, że czeka mnie kilka pracowitych tygodni. Spotykam w tłumie intensywne spojrzenie Liama. To tylko jeden z moich problemów.

 

 

Strażniczka nie jest zadowolona z moich postępów.

– Audenie, miałeś się z nim zaprzyjaźnić, nie przechodzić na jego stronę! – w jej głosie słychać niepokój.

– Przecież Opera Astralna to świetna okazja, by zobaczyć w co gra Liam – odpowiadam. Kobieta maszeruje od ściany do ściany. Za małym oknem rozciąga się widok na Morze Chińskie. Strzeliste wieże tworzą złocisty, poszarpany horyzont.

– To była świetna okazja, dopóki nie dowiedział się o niej Cesarz! Teraz jego plany porwą twoją małą grę. Nie łącz swojego losu z tym aroganckim chłopcem.

– Myślisz, że Cesarz wie, że to ja wymyśliłem Operę? – pytam przez zaciśnięte ze strachu gardło. Strażniczka jest surowa i choć darzy mnie względną sympatią, to nie mrugnie okiem, jeśli zostanę skazany. Wzrusza teraz ramionami.

– Nie wiem, przebywam na emeryturze. To ty jesteś geniuszem wśród Intuitów, Audenie. Powiedz mi, co myśli Cesarz.

Jego wcześniejsze zachowanie wskazywało na to, że przypisuje wszystko Liamowi. Być może ktoś przekazał mu informację o nadzwyczajnej poprawce do księżycowego planu. Czy wiedział, kto był autorem zmian? Na tak skomplikowane pytania nie da się odpowiedzieć obserwując mimikę. Nawet najlepsi nie czytają w pełni w myślach swego Pana.

– Pilnuj się, Intuito – wzdycha Strażniczka – nadwyrężasz swoje szczęście. Twoja rodzina jest za daleko, by cię uratować. Jeśli zauważę, że wykorzystujesz władzę dla własnych celów, samodzielnie zaprowadzę cię na szafot.

 

 

Pracuję w swojej alpejskiej komnacie. Szklana ściana przymarzła i zasłania teraz widok na góry.

Warunki prezydenta Sojuszu są nie do przyjęcia. Oznaczają ruinę naszych sieci zaopatrzenia między gazowymi olbrzymami. Grożą wpuszczeniem na terenCesarstwa mało zaufanych podmiotów gospodarczych.

Przez głowę przelatuje mi widmo słonecznego Super-rozbłysku. Choć technika pozwala na zniwelowanie katastrofalnych skutków jego kaprysów, to odpowiednie przygotowanie gospodarki zajmuje miesiące. Szalejąca burza magnetyczna może złamać każde imperium.

Z zamyślenia wybija mnie głos służącego:

– Panie, przybył gość. – Machnięciem ręki przyzywam osobę. Gdy widzę w drzwiach wysokiego, bladego chłopaka, mimowolnie podrywam się na nogi.

– Wspaniały pałac – Liam szczerzy do mnie zęby w kolorze mleka – i co za piękny widok!

Odruchowo zerkam na ścianę lodu za plecami. Moja przestrzeń została naruszona. Czuję gorąco występujące na czoło i mamrotam słowa przeprosin.

– Czasem najpiękniejsze widoki to te, które muszą pozostać zakryte – mówi figlarnie. Wydaje mi się, że mierzy wzrokiem moją zdobioną szatę. Rozsiada się na sofie dla gości. Jak na złość, wydaje się idealnie pasować do tego miejsca. Próbuję wyglądać na zrelaksowanego, ale jestem spięty i szybko tracę równowagę. Karcę się w myślach za niezdarność.

– Czemu zawdzięczam twoją wizytę?

– Chciałem po prostu wpaść. Mieszkam niedaleko. Piętnaście minut drogi, a taka zmiana scenerii! Góry są piękne, chociaż preferuję ciepłe morze i marmurowe wyspy – Liam ma prawie kobiecy głos. Uśmiecha się, w jego oczach przemyka psotliwy błysk. Wzdycha teatralnie.

– Alpy odbierają ci radość ze sztuki konwersacji? Dobrze. Przyszedłem, żeby podziękować za… wzięcie pod uwagę moich sugestii. Chociaż fakt, że mój ambitny, kulturowy plan został zredukowany do jednej opery, którą na dodatek zainteresował się sam Cesarz… cóż, nie można mieć wszystkiego. Mimo to składam ci szczere podziękowania.

W czyjej grze jestem pionkiem?

– Uznajmy, że opera jest kompromisem między skonfliktowanymi myślami Pana – odpowiadam. Liam kiwa głową.

– Jak na racjonalnego analityka dobrze wychodzą ci metafory – odpowiada, po czym uśmiecha się chytrze – myślisz, że możemy odtworzyć też takie… nerwowe iskrzenie?

Odwracam wzrok, Liam śmieje się głośno.

– Oczywiście miałem na myśli układ nerwowy. Przejdźmy jednak do konkretów. Zapraszam cię na wycieczkę na Księżyc.

– Mam teraz dużo na głowie. Super-rozbłysk, pamiętasz?

– Daj spokój – śmieje się z mojego wahania – założę się, że ten twój wspaniały kompromis należy obejrzeć osobiście. Opera Astralna. Lubię tę nazwę.

 

 

Żołądek podchodzi do gardła, gdy mój okręt traci prędkość, parkując na księżycowej orbicie. Liam na statku jest jak ciekawskie dziecko. Biega, skacze w niskiej grawitacji, zaczepia służących. Ma w sobie nieludzką energię, zachowuje się bezwstydnie, jakby nie dotyczyły go zasady Intuitów.

– Obejrzyjmy moją operę z bliska! – woła. Rozglądam się z niepokojem. Nie powinien jej tak nazywać. Dobrze wyszkolona załoga nie reaguje.

Wsiadamy w lądownik i przygotowujemy się do startu. Liam przegania całą obsługę, krzycząc, że potrafi pilotować. Dla swojego bezpieczeństwa chciałbym zaprotestować, ale nie mówię nic, obserwując ten wulkan energii, który zadziwiająco bezpiecznie osadza nas na powierzchni.

Opera Astralna to jeszcze kosmiczny plac budowy. Dopiero potawione ekrany molekularne załamują światło słoneczne. Zewnętrzne mury, choć wzniesione dopiero do połowy, robią wrażenie. Z pewnością przyczynił się do tego fakt, że sam Cesarz wypowiedział nazwę budowli na głos.

Zapomniałem już, jak pięknie wygląda Ziemia oglądana z kosmosu. Nie widzę wyrazu twarzy Liama, bo zasłania go ciemna szyba hełmu. Wkraczamy na teren opery. Będzie mienić się żywym srebrem, cudownie komponując się z księżycowym krajobrazem.

Wchodzimy do kabiny dla budowniczych. Po krótkiej kompresji ściągamy hełmy i wyrzucamy odpoczywającą załogę. Wyglądają głupio, jak przyłapane na czymś dzieci. Rozpoznają nasze twarze i uciekają w popłochu. Sami rozsiadamy się przy prostym stoliku. Z małego okienka, brudnego od odcisków palców, oglądamy dom. Liam wyciąga z trzewi skafandra dwie butelki wina i puszcza do mnie oko.

Strażniczka kazała mi się z nim zaprzyjaźnić. Chciałbym, żeby to był jedyny powód, dla którego tutaj jestem.

Chłopak znajduje nóż i pozbywa się korków. To nie przystoi Intuicie, ale zderzamy się szyjkami butelek i pijemy wino. Rozpoznaję w bukiecie delikatne nuty reńskich, przemarzniętych winogron. Ale nie jestem tu, by kosztować drogie wino, tylko wlewam je po prostu do gardła.

– Wiesz, że Syn Słońca to mój przyjaciel z dzieciństwa? – mówi Liam. Otwieram szeroko oczy, ale alkohol przytępia strach. Chłopak opowiada o swojej młodości spędzonej między pacyficznymi wyspami. Opowiada jaki był młody Cesarz, przerażająco bystry, ale porywczy. Wnikliwie obserwujący rzeczywistość, dostrzegający piękno w matematyce i morskich falach. Pyta o moją przeszłość, więc opowiadam o surowym klimacie Merkurego i jeszcze surowszych rodzicach. O tym, jak uczyłem się chodzić w wysokiej grawitacji. Gdy z kaleki stałem się Audenem.

Siedzimy tak długo. Ziemia za oknem rotuje leniwie. Gdy znamy już swoje rodzinne historie, następuje cisza. Kręci mi się trochę w głowie. Patrzę na ułożenie mięśni mimicznych Liamia i widzę w jego oczach zrozumienie. Wyrzuciliśmy z siebie tylko tło, kontekst. Czas na pytania, które boimy się zadać.

– Liam, co my tu robimy? – zaczynam, spoglądając mu w oczy – czy coś ze mną nie tak, czy rzeczywiście jestem pionkiem w grze, której nie rozumiem? Co ktoś taki jak ty, robi na Księżycu z kimś takim… jak ja?

Uśmiecha się i nie widzę w jego twarzy nieszczerości.

– Kimś takim jak ty? Audenie, jesteś jednym z najlepszych Intuitów. Do tego jesteś wspaniałym człowiekiem. Wystarczy obdarzyć cię zaufaniem, by zdobyć twoją lojalność. Miałeś mnie w garści, mimo to nie wydałeś Cesarzowi. Jesteś inny niż ludzie, których od zawsze miałem wokół siebie.

Chyba nie jestem, Liamie. Po prostu lepiej to ukrywam.

– Czy to, że cię wydam, było częścią twojego szalonego planu?

Wypija duży łyk wina i cmoka głośno.

– Być może. Pomyślałem jednak, że wolałbym zostać i spędzić razem więcej czasu. Jestem dobrze wychowany, więc najpierw pytam cię o zdanie.

Co oznacza, że chciałby zostać? Jego intensywne spojrzenie zagłębia się w moją skórę. Myślę o słowach Strażniczki, bym nie przechodził na jego stronę, ale czuję niezaspokojoną fascynację, która ciągnie mnie w kierunku bladego chłopaka.

– Zostań.

 

 

Cesarz kręci głową, więc nie odbywa się planowane ułaskawienie marsjańskich rebeliantów. Krew dziesiątek tysięcy zalewa łagodne zbocze Olimpus Mons.

Gdy Liam przebywa w pałacu, praca robi się łatwiejsza. Chłopak oferuje ciekawą perspektywę na wiele problemów, które staram się rozwiązać.

Słońce szybko niknie za horyzontem. Spędzamy wspólnie długie wieczory, grając w karty. Zaczynamy od pokera, ale potem szkolimy dwójkę służących do gry w brydża. Liam z okrutną satysfakcją zapowiada, że jeśli z nami wygrają, otrzymają zestaw jego złotych kart. Są warte więcej, niż ich roczna pensja. Bez trudu wygrywamy wszystkie partie.

Pozostaję wierny misji, jaką wyznaczyła mi Strażniczka. Jednocześnie moja ciekawość odpływa w kierunku tego chłopaka, a nie wyłącznie jego tajemniczego planu.

Pewnego dnia wyruszamy na narty. Suniemy po dzikich zboczach, ale źle oceniam odległość i spadam w kilkunastometrowy dół. Nogi bolą mnie jak cholera. Chłopak przedziera się przez wysoki do pasa śnieg. Mam złamane kolano i nie mogę iść, więc bierze mnie na plecy, po czym zanosi do pałacu. Zaskakuje mnie swoją siłą.

W komnacie medycznej naprawiają porozrywany staw i łączą na nowo tkankę. Jestem zbyt naćpany, by czuć ból. Liam nachyla się do mnie, ja zatapiam twarz w burzy jego złotych loków. Następnego dnia budzę się i ukrywam przed chłopakiem. Ogarnia mnie wstyd i zakłopotanie.

Mijają tygodnie. Strażniczka początkowo kontaktuje się ze mną i wypytuje o zachowanie Liama. Nie mam jej nic do przekazania. Później zaprzestaje prób kontaktu. Czy oznacza to, że za bardzo zbliżyłem się do chłopaka i uznała mnie za zdrajcę?

Nurkujemy w Adriatyku. Poczucie podwodnej nieważkości przypomina mi niską grawitację Merkurego.

Liam zmienia atmosferę zimowego pałacu. Służba traktuje go z mieszaniną strachu i miłości. Uśmiechają się do niego, łamiąc zasady etykiety wobec Intuitów.

Wcale nie spieszy mi się, by pozbyć się go z domu.

Docierają do mnie niepokojące wiadomości z Neptuna. Wybucha miejscowe powstanie. Jeźdźcy wysokich chmur atakują siedzibę naszych zbieraczy diamentów. Opóźnione dostawy żywności podnoszą polityczną temperaturę. Oprócz zabójczych burz można zginąć teraz od torpedy. Rozpoczyna się desperacka insurekcja.

Cesarz nie chce udzielić mi audiencji, za to wysyła swoich gońców. Mam natychmiast opanować konflikt. Sytuacja musi być stabilna, gdy za pół ziemskiego roku nadejdzie Super-rozbłysk.

 

 

Kosmiczna podróż przypomina mi stare czasy, gdy wspólnie z rodzicami odwiedzaliśmy Ziemię. Opuszczaliśmy ruchome miasto na merkuriańskich równinach, by zobaczyć cesarski dwór.

Komunikacja robi się uciążliwa, przez osiem godzin opóźnienia. Po wysłaniu pytania muszę czekać ponad osiem godzin na odpowiedź. Strażniczka pierwszy raz od dłuższego czasu pyta o plan Liama. Rozczarowuję ją brakiem informacji.

Znajome języki stopniowo zanikają. Zastępują je gazowe pidżyny i kreolskie mowy handlarzy przecinających starymi statkami niezamieszkałą przestrzeń. Słońce jest tylko punktem w przestrzeni, żałosną żarówką. Światłem w tunelu jest teraz Liam. Pewnego razu zatrzymuje kręcące się pierścienie statku i cała załoga unosi się w nieważkości. Wychowany na Ziemi chłopak wygląda nieporadnie. Obija się o przedmioty i chichocze bez opamiętania.

Po kilku tygodniach dostrzegamy mały, niebieski punkt, który rośnie do rozmiarów lodowego giganta. Neptun.

– Gdybyś był moim Intuitą, Audenie… jak określiłbyś co czuję?

– Paniczny strach.

– Cóż za niestosowna projekcja! Ale blisko.

Podzielam jego niepokój. Zwyczajowym zadaniem Intuity jest odczytywanie marzeń Cesarza i wysyłanie w kosmos armii negocjatorów, polityków, generałów.

Mijamy jeden z księżyców Neptuna. Ma nieregularny kształt i rozciąga się na kilkaset kilometrów. Dłuższą chwilę zajmuje mi dostrzeżenie obcego statku, który wynurza się zza ciała niebieskiego. Komunikator trzeszczy obcym językiem, który przypomina mowę ssaka morskiego.

– Audenie, nie podoba mi się to.

Wznoszę ekrany molekularne. Moja załoga uwija się jak stado mrówek, gdy stoję na mostku i wlepiam wzrok w kamery, próbując rozpoznać bryłę statku. Zanim udaje mi się skojarzyć ten specyficzny kształt, na jego powierzchni pojawiają się dwa błyski, a w naszą stronę mkną torpedy.

– Uciekaj do kapsuły ratunkowej – szepczę do Liama.

Kapitan statku uruchamia plazmowe działa i kaleczy powierzchnię obcego statku. Próbuje zestrzelić lecące w naszym kierunku pociski, ale te wykonują dziwaczny taniec i unikają trafienia.

Liam chwyta mnie za rękę i ciągnie w stronę kapsuł. Biegniemy w tłumie, roztrącając spanikowaną służbę. Ludzie pchają się do schronienia, w obliczu śmierci ignorując protokoły. Nadchodzi eksplozja, która rzuca wszystkich na kolana. Po czole spływa mi coś ciepłego. Nadchodzi kolejna eksplozja. Uderzam w plecami w sufit. Chyba tracę przytomność. Potem próbuję podnieść się z podłogi. Zakrwawiony Liam wyrzuca z naszej kapsuły płaczącą kobietę.

Wchodzimy do środka, zamykamy właz i próbujemy katapultować się poza statek, ale mechanizm nie reaguje. Liam ściska moją dłoń do bólu.

– Nie rozumiem – mówię. Chłopak kładzie mi palec na ustach. Kątem oka widzę ścianę ognia tuż za kabiną. Później kolejna fala uderzeniowa wpycha mnie w fotel. Tracę oddech, słyszę krzyk Liama. To nie może tak się skończyć.

 

 

Moje ciało dygocze od okrutnego chłodu. Lodowate powietrze wrzyna się w sploty mięśni, które mimowolnie zaciskają się ciasno wokół kości. Szczątkowe, prawie niezauważalne ciążenie pozwala zorientować się w kierunkach. Wokół wyczuwam odkształcony, stopiony metal.

Słyszę ciche łkanie Liama. Po omacku przemieszczam się do źródła dźwięku.

Dłoń i część przedramienia chłopaka zostały zmiażdżone przez sprasowaną część kapsuły. Próbuje się uśmiechnąć, lecz jego twarz wykrzywia płacz.

– Audenie, czy jesteś ranny? – pyta troskliwie. Nie mogę wydusić z siebie słowa. Podpływam w jego kierunku, ale wyciąga zdrową rękę, by mnie zatrzymać. Z trudem nabiera powietrza. Jego oddech skrapla się w formie białej pary.

– Dobrze, że… że to tylko dłoń. I tak… nie lubiłem pisać – jąka się.

– Będziemy musieli ją amputować – w końcu udaje mi się odzyskać głos. Kiwa głową. Jego złociste włosy pokryte są purpurowymi smugami.

– Sam się tym zajmę. Nie chcę żebyś patrzył. Słyszysz? Idź sobie, wstydzę się jak tu jesteś – mówi.

Wycofuję się. Część kapsuły została rozerwana i można wydostać się na korytarz. Chłód staje się nie do wytrzymania. Zęby dzwonią o siebie, ramiona dygotają, miotając mną w niskiej grawitacji. Przestrzeń usłana jest ciałami mojej załogi. Krew jest wszędzie. Krople opadają powoli. Przed atakiem skłębiła się tu największa liczba służących. Gdy trącam ciała, odpływają leniwie jak topielcy.

Słyszę udręczony wrzask Liama, który przeradza się w obłąkańczy śmiech. Znajduję w sąsiedniej kabinie zwłoki załogi. Zdążyli włożyć skafandry, które teraz z trudem z nich zrywam.

Wracam do naszej kabiny, którą wypełnia smród palonej skóry. Liam zatacza się, przyciskając do piersi osmolony kikut prawej ręki. Jęczy, gdy ubieram go w skafander.

– Fatalna wycieczka. Poskarżę się Cesarzowi – mamrocze.

Torpedy odkształciły bryłę statku nie do poznania. Błąkamy się między szybami, zanim udaje się nam wydostać.

Moje ciało jest membraną, w którą boleśnie bije serce.

Na niebie widzimy Neptuna. Lśni błękitem, skalanym czarnymi plamami ekstremalnych burz. Pod nogami rozciąga się ocean lodu.

– Jesteśmy na Trytonie – szepcze Liam przez komunikator.

Coś uwija się przy wraku naszego statku. Odległe mrówki okazują się pędzącymi w naszym kierunku ludźmi. Noszą stare, połatane skafandry. Unoszę ręce w poddańczym geście, gdy otaczają nas szczelnym kręgiem.

Z oddali przemieszcza się w naszym kierunku pojazd. Wygląda jak przerobiony, kosmiczny łazik. Wyskakuje z niego wysoka postać. Nieznanym mi, migowym językiem daje sygnał i stojące wokół osoby rzucają się na nas.

 

 

– Witajcie w Yasu Sulci.

Na początku zabierają nas do swojej podziemnej nory. Potem biją do nieprzytomności. Liam ledwo widzi teraz przez opuchnięte oczy. Ja tracę ząb i chyba mam połamane żebra. Oprawcy zabierają nam skafandry i wręczają te ich śmierdzące, zszywane wielokrotnie łachmany.

Jesteśmy niewolnikami. Intuici, elita społeczeństwa, osoby zaszczycone regularnym widokiem Cesarza. Skuwamy ciężkie bryły zastygniętego azotu dla samozwańczego władcy jednej z bruzd na księżycu Neptuna.

Upychają nas w ciemnej norze. Jest potwornie zimno, więc jesteśmy wtuleni w siebie. Nie jak na Ziemi, gdy rumieniłem się przy przypadkowym dotyku naszych ramion. Instrumentalnie, zwierzęco, w nadziei na ciepło.

Rządzi nami wysoki facet, którego twarz skrywa zabrany Liamowi hełm. Atmosfera, która go otacza daje mi do zrozumienia, że powinienem się go bać.

Trytonowa banda schwytała innych niewolników. Nie rozpoznaję nikogo ze statku. Ci ludzie mają zapadnięte twarze. Liam zdobywa ich sympatię. Z krótkich rozmów wynika, że pracowali dla linii handlowych na Umbrielu. Są więc obywatelami Sojuszu Brukselskiego. Wprawia mnie to w zły humor, Liam za to nie może opanować chichotu.

– Co za ironia!

– Zamknij się.

Zbieram się na odwagę, by porozmawiać z przywódcą. Już wcześniej domyśliłem się, że należy do Gwardii Neptuna, armii powołanej moim rozkazem, by bronić wpływów Cesarstwa na lodowym gigancie. Mówię mu, kim jestem. Prostuję się z dumą Intuity. I zarabiam w twarz. Pęknięty ząb eksploduje bólem. Spluwam krwią na przemarzniętą skałę i krzyczę do swojego oprawcy:

– To ja cię stworzyłem!

Uderza ponownie, tym razem w brzuch. Gdy upadam na kolana, nachyla się do ucha i szepcze:

– Nikogo nie stworzyłeś, arogancka gnido. Jesteś tylko zgubionym psem, którego łaskawie przygarnąłem.

 

 

Pracujemy w parach. Stoimy nad zamarzniętym oceanem azotu i metanu. Kikut Liama spowalnia pracę, co nie podoba się Gwardii. Biją go dotkliwie i choć nocami muszę przytulać go, by zasnął, to za dnia zachowuje się dzielnie. Trzyma teraz długi szpikulec, zakończony termometrem. Z trudem wbija go w lód. Ja dzierżę ciężką piłę do lodu, którą ledwo manipuluję. Obaj trzęsiemy się z zimna.

– Uważaj, temperatura skoczyła o jeden kelwin – słyszę w hełmie przesterowany głos chłopaka. Moja piła zacina się i nie mogę jej wyłączyć.

– Audenie, czy mógłbyś nas nie zabijać? – żartuje. Obracam się do niego i pokazuję, że maszyna nie reaguje. W ostatniej chwili łapie mnie zdrową ręką. Rzucamy się kilka metrów w przód.

Miejsce, w którym przed chwilą ciąłem piłą, eksploduje. Lód pęka, gdy ciśnienie wyrzuca podgrzany materiał. To jak gejzer, który wystrzeliwuje azot na kilometry w górę. Leżymy z Liamem i oglądamy scenę w milczeniu.

– Ten psychopata nas za to wykończy – odzywam się w końcu.

– Tak, to niefortunne – przyznaje mój towarzysz.

– Zupełnie bez sensu. Zacząć jako Intuita, skończyć… tutaj – coś pali się w moim żołądku. Zaciskam szczękę i mówię przez zęby – chciałem osiągnąć jeszcze tyle wspaniałych rzeczy.

Kriowulkaniczny gejzer nie przestaje ryczeć.

– Cóż za skromność! O jakich niesamowitych dziełach mówisz? – pyta zaczepnie.

– O urealnieniu marzeń Cesarza.

– Przemówił prawdziwy Intuita.

W oddali unosi się pył. To Gwardia zbliża się, by zbadać wybuch.

– Liamie, jestem ci winny przeprosiny – zaczynam – otrzymałem misję od Strażniczki. Miałem zaprzyjaźnić się z tobą, by dowiedzieć się o twoich planach. By obserwować, do czego wykorzystasz swoją władzę Intuity.

Głośniki w moim hełmie rozbrzmiewają jego pozbawionym wesołości śmiechem.

– Wypełniłeś część misji, Audenie. Jesteś moim przyjacielem.

Łazik przywódcy Gwardii zbliża się nieubłaganie. Eksplozja gejzera powoli dobiega końca, materiał przez nią wyrzucony rozlatuje się we wszystkie strony. Miną dni, zanim w niskiej grawitacji opadnie na powierzchnię. Gdzieś między kłębami pyłu przemyka niewielki statek.

Głos Liama brzmi cicho, ale wyraźnie słychać zawarty w nim gniew.

– Chcę zabić Cesarza.

 

 

Gwardziści zabierają nas w głąb systemu jaskiń. Jeszcze nigdy nie byliśmy tak nisko pod ziemią. Moją głowę wypełnia tylko jedna myśl.

Liam jest zdrajcą.

Dostrzegamy miejsce, dla którego harowaliśmy tygodniami. To potężna kula metalu wrytego między przemarznięte skały. Żołnierze wprowadzają nas do środka. Wnętrze mieni się blaskiem, jakiego nie widziałem, odkąd opuściłem Ziemię. Monstrualne drzewa pną się i wykręcają ku fałszywemu niebu. Otoczenie jest dziką, zmutowaną dżunglą. Zbierany przez nas azot służył do jej nawożenia.

Oprawcy zdejmują swoje skafandry. Klęczymy przed ich przywódcą. Obdarza nas gniewnym spojrzeniem i wyciąga krótki, jednoręczny miotacz. Celuje mi w środek czoła.

– To był wypadek! – zapewniam gorączkowo.

– Raczej sabotaż – odpowiada przywódca – teraz krąży nad nami ta korweta.

– Tym bardziej nie możesz nas zabić! – mój głos przechodzi w krzyk – oddaj nas jako więźniów. Jesteśmy Intuitami, do cholery! Wiesz, jaką mamy wartość? Twój mały raj będzie bezpieczny!

Próbuję mówić racjonalnie, odnieść się do rozsądku. Teraz, skoro jego pozycja została odkryta, będą go ścigać siły Sojuszu. Dobrze znam miejscową politykę. Jeśli mnie nie posłucha, zginie.

Powoli opuszcza miotacz. Wzdycham z ulgą. Obok mnie wstaje z kolan Liam. Nie widzę jego zasłoniętej hełmem twarzy. Za to dochodzi do mnie jego piękny, jasny głos.

– Gdybyś był moim Intuitą, Audenie… jak określiłbyś co czuję? – pyta, a ja długo nie mogę wydusić z siebie słowa. Ogarnia mnie uczucie podobne do tego, gdy jestem przy Cesarzu. Błysk Intuicji.

– Ulgę i potrzebę negocjacji – mówię błagalnie, bo nie chcę, by chłopak zrobił coś głupiego.

– Błąd. Czuję gniew – mówi spokojnie. Unosi kikut. Odczepia pusty w połowie rękaw, który upada na leśne poszycie. Od tego, co pozostało z jego ramienia, odrywają się wąskie pasma skóry. Są cienkie jak rzemienie. Odrywają się od ramienia i rozkładają jak krwisty kwiat. Chłopak syczy z bólu. Pod rdzawą cieczą przebijają się niebieskie diody.

Ekran molekularny.

Padam na ziemię. Ramię Liama błyska oślepiającym światłem. Schowana w kości armata wypuszcza strumień energii, który rozrywa górną część ciała przywódcy Gwardzistów. Przebija się dalej, przez metalową powłokę, wbija w zamarznięte skały i ginie w ich trzewiach. Słyszę wrzask żołnierzy, gdy drastycznie spada temperatura w dżungli. Żaden nie podnosi nawet własnej broni. Padają jak zamrożone mrówki.

Strumień plazmy znika. Rzucam się na odczepiony rękaw Liamia i próbuję przyczepić go do jego skafandra. Ramię chłopaka jest krwawym strzępem. Zwęglone płaty ciała zwisają bezwładnie. Działo wciąż jest gorące, przepala łachmany, które nosi pod skafandrem. Skóra na jego obojczyku pokrywa się bąblami. Wstrzymuję się z założeniem rękawa, by schłodzić ranę.

– Przygotowałem to dla innej osoby – narzeka pijany z bólu Liam.

 

 

Nie wiem, ile dokładnie trwała nasza niewola.

Zaprowadziłem żołnierzy z korwety do groty moich towarzyszy. Nikt nie wydał naszej tożsamości. Wyglądem wcale nie różnimy się od pozostałych niewolników. Trupio blada skóra opina nasze wątłe mięśnie.

Płyniemy leniwie przez przestrzeń. Do domu.

Ramię Liama amputował załogowy chirurg. Szew wygląda paskudnie, ale chłopak zdaje się tym nie przejmować. Uśmiecha się do wszystkich i łatwo zdobywa sympatię kolejnej załogi. Patrzę na jego piękną twarz i nie mogę zapomnieć, że jest zdrajcą. On wyczuwa ten cień i unika mnie. Przepływa między nami niespotykana więź Intuicji.

Nie mogę pozwolić wrócić mu na cesarski dwór. Nie po tym, gdy zdradził swoje zamiary. Spędzam podróż w milczeniu. „Wystarczy obdarzyć cię zaufaniem, by zdobyć twoją lojalność”. Te słowa brzmią jak obietnica, której nie złożyłem.

Pewnej pokładowej nocy wkradam się do kajuty Liama. Siedzi na ziemi i wpatruje się w wyświetlacz. Powoli odwraca w moim kierunku głowę.

– Musimy ustalić parę spraw – zaczynam. Jego twarz nie zdradza żadnych emocji. Doskonale wie, co chcę mu przekazać. – Nie możesz wrócić na Ziemię. Nie pozwolę ci. Jesteś zagrożeniem i twoje miejsce leży jak najdalej od Cesarza.

– Cenię sobie twoją racjonalną ocenę sytuacji – w jego głosie słychać nuty ironii – jednak wyciągasz wnioski bez pełnej wiedzy.

– Och, mam wiedzę. Twój plan był strasznie prymitywny. Swoim zachowaniem chciałeś sprowokować audiencję i zabić Cesarza ukrytą bronią – odpowiadam, wskazując na jego amputowane ramię. Liam kręci ze smutkiem głową.

– Nigdy nie zapytałeś mnie, dlaczego. Audenie, ten człowiek jest potworem. Gdy byliśmy młodsi, on… skrzywdził mnie. Wykorzystał. Zgwałcił. Nazwij to jak chcesz. Wkradł się do mojego pokoju jak ty teraz i to zrobił. Byłem w nim zakochany. Wiesz, że jako pierwszy wykształciłem wobec niego Intuicję? Zrobił to nie z pożądania, ale ciekawości. Potrzeby władzy. Gdy twoim oprawcą jest najpotężniejszy człowiek w kosmosie, to piętno nie znika. Żyję jak zaszczute zwierzę, nawet gdy się do mnie uśmiecha, bo jeśli będzie chciał, zrobi to ponownie.

Dlaczego jego słowa sprawiają, że mięśnie napinają się, a po plecach przechodzą mi dreszcze? Zaciśnięte gardło nie pozwala przełknąć śliny.

– Lata zajęło mi dojście do siebie, ale w końcu przełknąłem dumę i wróciłem na dwór. Miałem jeden cel, zabić tego człowieka. Wiedziałem, że zginę, ale nie mogłem dłużej tak żyć.

Chciałbym przytulić go, przycisnąć do piersi i szepnąć, że wszystko będzie dobrze. Dlaczego stoję krok od niego, zastygły jak głaz?

– Gdy spotkałem cię, chciałem żebyś mnie wydał, w końcu dostałbym swoją okazję. Ale ty okazałeś mi życzliwość i lojalność. Dlatego mogę być z tobą szczery. Poznałeś prawdziwą twarz Syna Słońca. Widziałeś na własne oczy, czym staje się kosmos pod jego panowaniem. Naraziłeś dla mnie swoje życie, więc możesz podjąć decyzję. Czy pozwolisz mi go zabić?

Chcę powiedzieć tak. Oddać się zemście i zniszczyć go, bo skrzywdził osobę, którą… kocham? Przed migaja mi połatane skafandry skorumpowanej Gwardii Neptuna. Widzę śmiejącą się służbę zimowego pałacu. Wyrzuconych w próżnię górników na Księżycu.

Ale to nie ma znaczenia.

 – Jestem Intuitą. Moim zadaniem jest spełnianie marzeń Cesarza. Decyzje, które podjąłem, zabiły dziesiątki tysięcy ludzi. Tym bardziej nie może mną kierować dobro jednej osoby. Nie jestem oderwany od rzeczywistości. To, co przeżyliśmy nie otwiera mi oczu. One są szeroko otwarte od dnia, w którym zobaczyłem Pana. Liczy się tylko to, do czego dąży. Nie możesz zrobić mu krzywdy.

– Audenie, wiesz, jak człowiek staje się Intuitą?

– Oczywiście. Musisz znaleźć samego siebie w drugim człowieku. Stać się nim. Przekroczyć ostatnią granicę ludzkiej empatii.

– Ja i ty… obdarzyliśmy się Intuicją. Błagam, zajrzyj w głąb mnie i powiedz, że rozumiesz moją zemstę.

Rozumiem, ale to nic nie znaczy. Chłopak opuszcza głowę, skrywając twarz w burzy złocistych loków.

– Porzuć swoją misję.

Wychodzę z kajuty i nie oglądam się za siebie. Wiem, że straciłem miłość mojego życia.

 

 

– Audenie, cóż za ulga. Tak się cieszę, że żyjesz, choć wyglądasz okropnie!

Opowiadam Strażniczce o naszej wyprawie. Okazuje współczucie, nawet kładzie mi dłoń na ramieniu. Słucha z cierpliwością. Zapewnia, że zbuntowanych Gwardzistów dosięgnie sprawiedliwość. Wyraźnie ożywia się, gdy opowiadam, jak zabił ich Liam.

– Gdzie jest teraz? – pyta.

Mam problem z przełknięciem śliny. Liczę, że tego nie widzi.

– Zmarł na statku. Obrażenia okazały się zbyt poważne – kłamię jej w żywe oczy. Kłamię, bo próbuję pogodzić lojalność wobec Syna Słońca z lojalnością wobec Liama. Strażniczka kiwa głową z satysfakcją. Podnoszę się i kieruję do wyjścia, gdy zaskakuje mnie ostatnim pytaniem:

– Czy opłakujesz jego śmierć?

Nie potrafię zinterpretować jej tonu.

– Liam był zdrajcą, ale był też moim przyjacielem. Prawdziwym przyjacielem – podkreślam te słowa – Oczywiście, że go opłakuję.

 

 

Zimowy pałac jest fizyczną reprezentacją bolesnej pustki. Brakuje Liama, brakuje tych służących, którzy zginęli na moim statku. Zamykam się w komnacie.

Ktoś oczyścił pod moją nieobecność szklaną ścianę. Obserwuję alpejskie szczyty. Dostrzegam zbocze góry, z którego zniósł mnie kiedyś mój przyjaciel. Być może podjąłem złą decyzję.

Powiedział mi, że Cesarz go skrzywdził. Mimo to rozkazałem, by porzucił swoją zemstę.

Pewnej nocy do komnaty wpada zaaferowany służący. Nie śpię, więc wlepiam w niego spojrzenie, wyczekując, aż złapie oddech. W końcu udaje mu się przemówić:

– Panie, Syn Słońca, Cesarz Dziewięciu Planet i Autokrator Dwustu Księżyców przybył do twojego pałacu!

Jego sylwetka pojawia się za plecami służącego. Przemyka w moim kierunku, stawiając lekko stopy. Jest tak dostojny, jakby tylko częściowo należał do fizycznego świata. Jego piękne włosy uplecione są w wymyślny warkocz. Zbliża się do mnie i przysiada na skraju łóżka.

– Audenie, mój wierny przyjacielu – zaczyna. Wytężam zmysł Intuity, by oddać się jego słowom, odkrywać ich znaczenie. Dotyka dłonią mojego policzka i uśmiecha się łagodnie.

– Wasza Cesarska Mość… – zaczynam, ale kładzie palec na moich ustach, tak jak mój przyjaciel przed eksplozją statku.

– Strażniczka powiedziała mi o tym, co spotkało Liama – jego dykcja jest perfekcyjna. Każdym słowem pokazuje, że jest kimś lepszym, że zasługuje na miano Cesarza – poinformowała mnie o twojej niezrównanej lojalności. Nie pozostawiam takich zasług bez nagrody, drogi Intuito.

Choć kiedyś nie marzyłem o niczym więcej, teraz przechodzi mnie dreszcz. Boję się tego, co może zrobić. Czy tak czuł się Liam?

– Wiem, że ten chłopak był w pewnym sensie wspaniały. Można było łatwo go pokochać.

Chciałbym, żeby odszedł. Nie pasuje do naszego pałacu. Moje ciało jest ciężkie, zatapia się w materacu.

– Dlatego będziesz moim osobistym doradcą. Staniesz u mego boku podczas Super-rozbłysku – mówi władczym tonem.

W końcu wychodzi, pozostawiając po sobie woń perfum. Wzbierają we mnie mdłości. Wymiotuję na podłogę. Sam zgotowałem sobie taki los.

 

 

Do cesarskiego dworu przybywają władcy wszelkich sił w Układzie Słonecznym. Są tu przedstawiciele największych spółek handlowych, wysłannicy funduszów inwestycyjnych, prezydenci pomniejszych państw należących do Sojuszu.

Mój Pan jest na ich tle czystą władzą. Jego długa, zdobiona perłami szata ciągnie się po ziemi jak ogon pawia. Mało kto ośmiela się do niego odezwać. Sunie przez salę pozbawiony ochrony, bo zdaje sobie sprawę, że jest najpotężniejszą osobą we Wszechświecie.

Tuż obok wynurza się z tłumu prezydent Sojuszu. Staje na drodze Cesarza. Obok niego prostuje dumnie pierś blady chłopak o złocistych, pięknie uczesanych lokach.

Prosty strój zaprojektowany jest ze świadomością jego amputowanej ręki.

– Wasza Cesarska Mość, prezentuję przed wami mojego nowego konsultanta – mówi Prezydent. Na jego twarzy tańczy chytry uśmiech – mam nadzieję, że pomoże nam w przyszłych… interakcjach.

Nie mogę wydać z siebie żadnego dźwięku. Moje ciało przechodzi chłód potworniejszy, niż ten na Trytonie. Liam stoi przede mną i uśmiecha się lekko.

Powinienem stanąć między nim, a Cesarzem. Ochronić mego Pana przed zabójcą.

– Znamy się bardzo dobrze i posiadamy wspaniałą historię – mówi Syn Słońca, a Intuicja odkrywa przede mną ocean jego gniewu, zranienia, zazdrości.

Jestem tylko pionkiem w ich grze. Narzędziem, którym posługują się do rozwiązania swojej przeszłości, do zadawania sobie ran. Liam prostuje się dumnie.

– W końcu to moim pomysłem była Opera Astralna. Nie mogłem powstrzymać się, by zobaczyć w waszym towarzystwie Super-rozbłysk.

– Opanuj swoją dumę, Intuito. Twoje decyzje wynikają tylko z moich pragnień.

– Już nie, Cesarzu – cedzi chłopak, przysuwając się bliżej Prezydenta, który nie wie nic o rozgrywającej się partii ich gry.

Lecz ja wiem. Jestem Intuitą, który zsynchronizował się nie tylko z Cesarzem, ale też swoim przyjacielem. Czy właśnie zostałem wykorzystany, poświęcony jak zakochany, mało wartościowy pionek?

– Gdybym tylko wiedział, jaką zbrodnię popełniłem, by zdradzić twoje zaufanie, Panie – kpi Liam – przykro mi, że oddaliliśmy się od siebie.

– Nie pozwolę ci zbliżyć się do Syna Słońca! – warczę i robię krok w stronę chłopaka, zgodnie z ukrytym w jego słowach zaproszeniem. Nie muszę udawać złości i strachu, gdy chwytam go za materiał kostiumu i przysuwam do siebie. Ledwo czuję, jak zdrową ręką ukrywa coś we wnętrzu mojej szaty. Prezydent przygląda się osobliwej scenie z zaskoczeniem. 

– Wybacz memu doradcy – w głosie Pana wyczuwam gorzkie nuty, widmo śmierci – poniosły go emocje. Audenie, obraziłeś moich gości, więc musisz natychmiast opuścić galę.

Jak przystało na prawdziwego polityka, wstrzymuje karę do odpowiedniego momentu. Liam posyła mi ulotny uśmiech. Odwracam się do nich i odchodzę, rozsuwając pozostałych gości.

Moje nogi sztywnieją, bo wiem, co czeka mnie gdy opuszczę to pomieszczenie. Czy tak wygląda śmierć? Nie chcę umrzeć samotnie, ale każdy krok oddala mnie od miłości, od mego władcy, od wszystkiego, w co wierzyłem.

Czy to jest ten zwierzęcy strach, który pcha Liama w objęcia zemsty?

 

 

Umieszczają mnie w ciemnym pokoju. Rozbierają do naga, ale wcześniej udaje mi się wyczuć przemycony przez Liama przedmiot. Ma kształt zęba, którego straciłem na Trytonie. Wsadzam go do ust. Jego brzegi musują, po czym stapiają się z dziąsłem. Wiem, że muszę go przegryźć. Tylko kiedy?

Czy Liam uczynił ze mnie zamachowca? Wyobrażam sobie bombę, która rozerwie mi głowę.

Pojawia się hologram Cesarza. Siada przede mną i wzdycha ciężko. Kulę się ze wstydu przed moją nagością.

– Gdy wysłałem cię na Neptuna, czułem smutek, mój drogi. Lubiłem cię i nigdy nie sądziłem, że zasługujesz na taki los.

W moim mostku rodzi się drżenie, które wibruje gardłem i nie pozwala odpowiedzieć.

– Chciałem profilaktycznie pozbyć się Liama. Zewnętrzny Układ Słoneczny rządzi się swoimi prawami. Takie wypadki zdarzały się wcześniej, chociaż lubię unikać niepotrzebnych ofiar.

– Panie… to ty zestrzeliłeś mój statek?

– Gdy wróciłeś i powiedziałeś, że ten chłopak zginął, poczułem… przyjemność.

Przez strach przebija się smutek, bo moje życie w oczach Cesarza było tak mało warte.

Może powinienem po prostu przegryźć fałszywy ząb teraz. Odmówić udziału w te grze. Przesuwam językiem po gładkiej powierzchni.

– Nie wybaczam zdrady, drogi Intuito. Liam zapłaci za swe czyny prędzej czy później. Nie łamię też danego słowa, a obiecałem, że zobaczysz ze mną Super-rozbłysk.  

Ktoś rzuca we mnie zwiniętymi szatami. Rozluźniam szczękę. Wszystko więc zakończy się w tej operze.

– Wdrukuję obraz twej śmierci w mózg tego chłopaka. To będzie jego kara.

 

 

Nieznani ludzie prowadzą mnie przez ciemny korytarz. Wyobrażam sobie wnętrze ukończonej Opery Astralnej.

Pakują mnie na pokład małego wahadłowca. Kabinę wypełnia ryk silników i po chwili zamiast wymyślonego przeze mnie budynku dostrzegam piękny, cesarski okręt flagowy. Nieubłaganie zbliżamy się do jego hangaru.

Nie mogę opanować nerwowego chichotu. Mój Pan znalazł sposób na upokorzenie Sojuszu. Zaprosił jego przedstawicieli do Opery, ale sam wsiądzie na pokład i zablokuje im widok olbrzymią bryłą statku. Pokaże mieszkańcom Układ Słonecznego swą kosmiczną dominację.

I co teraz, Liamie?

Na okręcie przygotowano dla mnie specjalne pomieszczenie. Ascetyczne, pozbawione okien i ekranów. Wszędzie tylko polerowany metal. Gdy zakończy się Super-rozbłysk, Cesarz wykona wyrok. Nieracjonalnie, impulsywnie jak Liam. W końcu on też był do niego w jakimś stopniu podobny.

Czuję delikatne zmiany ciążenia, gdy przemieszczamy się po księżycowej orbicie. Tylko jeden, wystrojony na galowo żołnierz pilnuje pomieszczenia, w którym jestem przetrzymywany.

Boję się samotności, jaką niesie ze sobą śmierć. Moje ciało w atawistycznym odruchu przygotowuje się na walkę. To niepotrzebne, bo nie dałbym rady nawet samotnemu wartownikowi. Liam popełnił błąd, wyznaczając mnie na wojownika o… właśnie, o co? Ostatecznie nie walczymy o lepszy świat, sprawiedliwość i inne, heroiczne bzdury. Kieruje nami instynkt przetrwania.

Czy mój przyjaciel nienawidzi mnie, bo zabroniłem mu wykonać jego misję? Przecież chciałem mu pozwolić, ale…

Oddech więźnie mi w gardle.

– Hej – wołam do żołnierza. To żaden weteran z gazowych olbrzymów, ale pięknie wystrojony członek batalionu pokazowego. Spogląda na mnie i zastyga.

Mam szeroko otwarte usta i prezent Liama na języku.

– Bądź cicho, to nikomu nie stanie się krzywda – zapewniam, sepleniąc – chcę po prostu opuścić statek. Jeśli usłyszę alarm, aktywuję bombę i wszyscy zginiemy.

Unosi ręce, chociaż w myślach pewnie rozszarpuje mnie gołymi rękoma. Pytam go o drogę do pewnego miejsca. Niechętnie ją wskazuje.

Pędzę przez szerokie przejścia cesarskiego okrętu. Wszechobecne ekrany wyświetlają widoki iemi, Opery i Słońca. Białe cyfry odliczają czas do Super-rozbłysku.

Trzy minuty.

Biegnę, ale nie spotykam żadnego członka załogi. Większość wyczekuje na widok, który człowiek może podziwiać raz na tysiące lat. Nie rozlega się żaden alarm, panuje pełna wyczekiwania, nabożna cisza.

W końcu znajduję miejsce, o które wypytałem żołnierza. Hangar z lądownikami. Przedzieram się do jednego z nich i uruchamiam silniki. Klnę, bo w środku nie ma skafandra.

Czym jest przedmiot, podarowany mi przez Liama? Czy to bomba, która rozhermetyzuje statek i zabije wszystkich, w tym Cesarza? Przecież to na tym mu zależało. To dlatego nasze drogi przecięły się w pierwszej kolejności.

Kiedyś powiedział mi, że chciałby zostać. Spędzić ze mną więcej czasu. Powiedział też, że wystarczy mi zaufać, by zdobyć moją lojalność. Cóż, przy całej swojej racjonalności chyba pozostanę głupcem.

Rozgryzam przedmiot.

 

 

Nic się nie dzieje. Klnę głośno. Wypluwam przedmiot i zamykam właz lądownika. Zmuszam słaby silnik do pracy ponad jego możliwości.

Mknę w dół, w stronę opery. Przekraczam granicę ekranów molekularnych statku. Jeśli nie dotrę do ekranów budynku, usmaży mnie promieniowanie Super-rozbłysku.

Wchodzę w ruch spiralny. Przeciążenie rozrywa moją percepcję rzeczywistości. Czuję jakbym umierał i odradzał się w nieprzerwanym cyklu. Urządzenia kontrolne piszczą alarmująco. W końcu odzyskuję przytomność na tyle, by uruchomić silniki hamujące. Energia wbija mnie w podłogę. Lądownik uderza w coś twardego, pojazd koziołkuje i toczy się po powierzchni. Drzwi łamią się i do środka dostaje się lodowate powietrze.

Atmosfera? Z trudem oddycham rozrzedzonym tlenem. Próbuję otworzyć drzwi, ale zaklinowały się od środka. Zapieram się plecami o przeciwną ścianę i kopię. W końcu mechanizm ustępuje.

Na zewnątrz panuje przenikliwy chłód. W strachu przed promieniowaniem rozglądam się we wszystkie strony.

Wokół rozlewa się ocean ognia. To ekrany molekularne opery reagują na słoneczny rozbłysk.

W moim kierunku idzie jakaś postać. Mrużę oczy i dostrzegam złocistą czuprynę. Liam zaczyna biec i w końcu rzuca się w moje ramiona. Obejmuje mnie mocno. Dygoczę, więc ściąga swoją piękną pelerynę i zarzuca ją na moje plecy.

– Co się stało? – pyta.

– Twoje urządzenie nie zadziałało.

W jego spojrzeniu pojawia się błysk. Przytula mnie jeszcze mocniej i wskazuje palcem na niebo.

Bryła statku Cesarza jest ledwo widoczna. Nie otacza jej ściana ognia. Dopiero po chwili dociera do mnie, co to znaczy.

Zdezaktywowałem ekrany molekularne statku. Dwór Cesarza usmażył się w Super-rozbłysku. Okręt runie na powierzchnię Księżyca.

Zabiłem Syna Słońca.

Nie mogę opanować trzęsienia ciała. Opadam na kolana, chłopak klęka obok. Chwyta moją głowę i przyciąga ją do piersi. Po twarzy spływają mi łzy. Chwilę później zamarzają w tym upiornym chłodzie.

– Powiedziałem ci, żebyś porzucił zemstę.

– Tak powiedziałeś, ale to twoja myśl jest dla mnie rozkazem. 

Koniec

Komentarze

To jest kawał genialnego opowiadania. Historia wciągnęła mnie od samego początku swoim settingiem, a potem pałeczkę przejęły doskonale zbudowane postacie i wydarzenia osadzone w cholernie ciekawym świecie.

 

Mam nadzieję, że wiele osób przeczyta i doceni twoje opowiadanie. Pamiętam, jak kiedyś do moich rąk wpadł zbiór debiutanckich opowiadań Grzędowicza i, powiem szczerze, żadne z nich nie zrobiło na mnie takiego wrażenia jak twoje. 

 

jesteś niż inni ludzie, których od zawsze miałem wokół siebie.

chyba “jesteś inny niż ludzie…”. Pamiętam, że były jeszcze ze dwa byczki czy zjedzone słowa, ale nie będę ich szukał – lektura była zbyt wciągająca, bym przerywał ją na odnotowanie nieznaczących gaf.

Folan, bardzo dziękuję za miłe słowa. Staram się ciągle rozwijać swoje pomysły, postaci i strukturę opowiadań. Bardzo cieszę się z takiej pozytywnej opinii. Poprawiłem błąd, który wskazałeś. Dziękuję za czujność!

Długie, ale zdecydowanie warto dobrnąć do końca. Naprawdę dobre opowiadanie. No i z jakiegoś powodu skojarzyło mi się z Diuną Herberta, a to jedna z moich ulubionych serii. Będę się obserwował @Arq.

Życie jest zbyt krótkie, aby czytać słabe książki...

Dobrnąłem może do połowy opowiadania i w sumie dalej nie dałem rady. Potem już tylko luźno przejrzałem. Niestety.

 

Nie przejrzałeś autorze opowiadania po publikacji, aby uniknąć takich dziwnych błędów, gdzie tekst jest przeniesiony do nowego akapitu. Poniżej przykład, ale jest tego więcej w tekście, przynajmniej sześć czy siedem razy się powtarza. Przy jednym bym tylko zwrócił uwagę, ale przy takiej ilości wygląda to po prostu źle.

Cesarz wzdycha głośno, wprawiając w poruszenie cały panel setki podobnych do mnie ludzi. Nie spuszczają z oczu swojego Pana, a ich dłonie notują szyfrem obserwacje

i interpretacje wskazówek, które nam przekazuje.

Przychodzi czas na pytania, a my milczymy zgodnie z tradycją. Jednak w pewnym momencie ktoś obok mnie podnosi się z miejsca i mówi:

Druga kwestia, w tekście jest mnóstwo pytań, które mnie rozpraszały. Postacie za często się nimi posługują w moim odczuciu, a już zupełnie niestety nie rozumiem tak częstego używania ich przy kwestiach narratora. Mogą one wzmacniać niepewność ale przy takiej ilości czuję, że nie potrafię narratorowi odpowiedzieć na wszystko.

 

Trzecia kwestia, to samo opowiadanie. Jest mnóstwo wstawek na różne tematy, zachowania, zwyczaje. Światotwórstwo lubię, jest super. Ale wszystko powinno być wyważone, a tutaj jest stosunkowo dużo informacji, które w sumie niewiele dają. Tekst bez nich mógłby być przynajmniej o ¼ krótszy, chociaż myślę, że więcej dałoby się przyciąć bez straty treści.

 

Ponadto:

Nurkujemy w Adriatyku. Podwodna nieważkość przypomina mi niską grawitację Merkurego.

W wodzie nie ma nieważkości, tylko jest siła wyporu!

Po kilku tygodniach dostrzegamy mały, niebieski punkt, który rośnie do rozmiarów lodowego giganta. Neptun.

Lodowego giganta? Neptun jest gazowym olbrzymem…

Kapitan statku uruchamia działa laserowe i udaje mu się skaleczyć powierzchnię obcego statku. Próbuje zestrzelić lecące w naszym kierunku pociski, ale te wykonują dziwaczny taniec i unikają trafienia

Światło laserowe porusza się z prędkością światła. Fascynujące, że pociski potrafiły je wyminąć.

Liam chwyta mnie za rękę i ciągnie w stronę kapsuł. Biegniemy w tłumie, roztrącając spanikowaną służbę. Ludzie pchają się do schronienia, w obliczu śmierci ignorując protokoły. Nadchodzi eksplozja, która rzuca wszystkich na kolana. Czuję, że na czole spływa mi coś ciepłego. Nadchodzi kolejna eksplozja. Uderzam w plecami w sufit. Chyba tracę przytomność. Potem próbuję podnieść się z ziemi.

Czekaj, są w kosmosie, a chwilę wcześniej wszyscy byli w nieważkości. Tutaj biegną.

Czy w statku kosmicznym byłby sufit? Sufit to pojęcie względne. Na statku kosmicznym robienie „sufitu” to zwyczajna strata miejsca, ponadto każdy może sobie wziąć układ odniesienia jaki chce i każdy będzie miał rację. :P

Skuwamy ciężkie bryły zastygniętego azotu dla samozwańczego władcy jednej z bruzd na księżycu Neptuna.

Prędzej pasuje: stałego azotu. Tutaj w pewnym momencie rozwoju księżyca azot zamarzł, nie zastygł.

Mijamy jeden z księżyców Neptuna. Ma nieregularny kształt i rozciąga się na kilkaset kilometrów. Dłuższą chwilę zajmuje mi dostrzeżenie obcego statku, który wynurza się zza ciała niebieskiego.

Wedle dalszego opisu akcji statek po walce rozbija się na owym księżycu, nieregularnym, rozciągającym się na kilkaset kilometrów. 

Potem okazuje się, że to Tryton. Średnica Trytona jest tu istotna, ponieważ ma 2700 km średnicy. Ciało tej wielkości nie może mieć kształtu nieregularnego, ponieważ jest wystarczająco dużym obiektem, aby zapadać się pod własną grawitacją i formować coś na kształt kuli. I Tryton w przybliżeniu kulisty jest. 

Pomijam, że dotychczas na portalu nie spotkałem się z tym, aby ktoś umieścił w opisach kosmicznych pewne prawidłowości dotyczące ruchów orbitalnych. Nie chodzi mi o odwzorowanie 1:1 bo człowiek by się zanudził, ale mechanika orbitalna po prostu nie występuje, także tutaj.

Aby pisać sci-fi i o Układzie Słonecznym, to trzeba umieć w fizykę i robić po prostu dobry research. Można dodawać rzeczy niewytłumaczalne, można dodawać cudowny napęd nadprzestrzenny i spoko, ale błędy w znanej fizyce i jako takiej logice przekreślają opko jako dobre sci-fi jak dla mnie.

Betowanie to sztuka konstruktywnego zrzędzenia na wszystko.

@Sagitt

W wodzie nie ma nieważkości, tylko jest siła wyporu!

Już miałem bronić “podwodnej nieważkości” jako obrazowej metafory autora, już miałem zarzucać ci czepianie się i wyzywać od “yntelignetów”, ale gdy zdusiłem w sobie moje rozdmuchane ego samozwańczego literata-eksperty dotarło do mnie, że uwaga jest w punkt.

Nurkujemy w Adriatyku. Podwodna nieważkość przypomina mi niską grawitację Merkurego.

można zamienić spokojnie na:

Nurkujemy w Adriatyku. Podwodne uczucie nieważkości przypomina mi niską grawitację Merkurego.

I po sprawie. Zgodzisz się, Sagitt?

 

W ogóle co do twojego całego komentarza – strasznie techniczny jesteś, ale udowadnia to, że jedni cieszą się opowiadaniem i nie zwracają uwagi na szczegóły, a drudzy nie potrafią znieść (zdawałoby się) nieistotnych nieprawidłowości, które w szerszym kontekście/obrazie są bardzo jednak ważne – choćby w kwestii czysto edukacyjnej. Gdyby jakiś młokos przeczytał o lodowym gigancie, określenie mogłoby mu się wryć na tyle głęboko, że przez długi czas postrzegałby (i okreslałby) tak znaną nam planetę.

 

Tekst bez nich mógłby być przynajmniej o ¼ krótszy, chociaż myślę, że więcej dałoby się przyciąć bez straty treści.

Ten komentarz to jedyne, z czym nie mogę się zgodzić. Uważam, że treści jest w sam raz.

 

Hejka, Amadeus! Cieszę się, że opowiadanie się podobało. Ciekawe, czy skojarzenie z Diuną wzbudzała kosmiczna arystokracja…

Sagitt – przykro mi, że “dobrnąłeś” do połowy, bo starałem się, by opowiadanie jednak nie było brnięciem. No ale trudno. Jeśli chodzi o ten błąd z przeniesieniem – przejrzałem, bo rzeczywiście to moja bolączka. Po prostu musiałem przeoczyć, ogarnę jeszcze raz. 

Woda – tak, nie ma nieważkości. Tutaj wchodzi moje osobiste podejście do opowiadań z pierwszej osoby, gdy pozwalam narratorowi na metaforeczne, czasem nieprecyzyjne opisywanie doświadczanej rzeczywistości. Ciekawe, bo jest pewna grupa osób, których to totalnie nie bierze. Myślę, że fix, który zaproponował Folan będzie dobrym kompromisem :) Pozwolę sobie zastosować. Dziękuję! 

Nieważkość – sposób poruszania się osób na statku zależy od aktywacji odpowiedniego mechanizmu, który domyślnie jest uruchomiony. Dlatego jest nawet scena, w której Liam ją dezaktywuje dla żartu :P

Neptun – tak, jest oczywiście gazowym olbrzymem, natomiast Uran i Neptun czasem potocznie nazwane są lodowymi gigantami i ta nazwa pasuje mi, by odróżnić je od pozostałych planet. Znowu – piszę z pierwszej osoby, człowiek widzący niebieską planetę o czarnych plamach burz przynajmniej dla mnie skojarzy jej z lodem. 

Tryton – masz oczywiście rację. W pierwszej wersji po ataku przy tym nienazwanym (przeze mnie :P), nieregularnym ksieżycu następuje ucieczka, a potem rozbicie na Trytonie. Pozbyłem się tego, ale może warto zwrócić uwagę na zmianę scenerii. 

Generalnie dziękuję za komentarz, jest dla mnie bardzo wartościowy, choć szczerze – w przypadku tego opowiadania kwestie, które poruszasz nie były w moim centrum zainteresowania. 

Generalnie dziękuję za komentarz, jest dla mnie bardzo wartościowy, choć szczerze – w przypadku tego opowiadania kwestie, które poruszasz nie były w moim centrum zainteresowania. 

Oj, ale powinieneś jednak to zrobić – znaczy pochylić się nad uwagami Sagitta. Osoby, które lubią kosmiczne realnia, jednocześnie uznając twój tekst za wciągający, mogą odczuwać zgrzyty przy wskazanych przez Sagitta elementach. Pomyśl również o walorach edukacyjnych. Nie chcemy przecież, by ktoś wyciągał z opowiadania błędne informacje na temat znanych nam praw, form, rzeczy itp.

To jest opowiadanie, nie podręcznik od fizyki, rozumiem. Ale nawet w książce sci-fi nikt nie zaryzykuje lądowania na słońcu z nadzieją, że to “przejdzie mocą wyobraźni” :). Ekstremalny przykład, ale obrazujący mam nadzieję myśl, jaką chcę przekazać.

Dzięki Folan za zaangażowanie w temat ;) Oczywiście wziąłem pod uwagę część stwierdzeń Sagitta, co zresztą już urzeczywistniło się w tekście. Natomiast po prostu w tym przypadku byłem zainspirowany w większym stopniu “soft” podejściem do sci-fi. Idąc za Edith Piaf – niczego nie żałuję. 

Kurczę, to naprawdę udane, ciekawe i wciągające opowiadanie! Z reguły czas teraźniejszy utrudnia mi lekturę, ale tutaj nawet go nie zauważałam. Przez tekst się płynie, jest lekki, obrazowy, nieprzegadany i bardzo treściwy. Co prawda osoby, które w s-f szukają głównie “science” raczej się odbiją, jak Sagitt, ale mi umowność realiów w niczym nie przeszkadzała.

Światotwórstwo – mamy tu pozornie znajome okolice, ale w niezwykle barwnym wydaniu. Zachowana jest spójność, a różne drobne wzmianki o górnikach czy rebeliantach nadają wiarygodności temu kosmicznemu światkowi. Doskonale jest wyważona proporcja między wyjaśnianiem różnych mechanizmów a po prostu przedstawianiem ich, tak że ani w jednym momencie nie czułam się zagubiona. Bardzo ciekawy pomysł na Intuitów, potrafiących odczytywać ludzkie zamiary i emocje.

Bohaterowie dobrze zbudowani, mają swoje motywacje, swoją osobowość. Relacja pomiędzy nimi rozwija się naturalnie, choć szybko, ale nie uznaję tego za wadę. Do tego całość należycie dąży do punktu kulminacyjnego i rozwiązania, a zdanie zamykające jest naprawdę piękne.

Lektura była niesamowicie satysfakcjonująca. Takich historii mogłabym czytać więcej. Na razie polecam do biblioteki, niedługo być może coś więcej.

 

Parę drobiażdżków, które wypisałam sobie podczas lektury:

Jego intensywne zagłębia się w moją skórę.

Zapewne miało być “intensywne spojrzenie”.

Czuję, że na czole spływa mi coś ciepłego.

Po czole – albo na czoło.

Rządzi nami wysoki facet, którego twarzy skrywa zabrany Liamowi hełm.

Twarz.

Ktoś rzuca mi we mnie zwiniętymi szatami.

Zakradło się zbędne “mi”.

– Ten psychopata nas za to skończy – odzywam się w końcu.

Osobliwy dobór słów. Chyba raczej “wykończy”?

Silva, bardzo dziękuję za przeczytanie opowiadania i miłe słowa! Chciałem ostrzec potencjalnych czytelników i wykorzystać tag “soft sci-fi”, ale niestety takiego nie znalazłem. 

Dziękuję za wychwycenie błędów, to pokłosie edycji opowiadania, która jak na moje standardy była dość szeroka. Z perspektywy czasu widzę jeszcze wiele kwestii stylistycznych do poprawy. 

Trochę było mi smutno, bo miałem wrażenie, że moje opowiadanie już nie zdobędzie nowych komentarzy, a tu taka niespodzianka :) Bardzo mi poprawiłaś humor w ten grudniowy wieczór. 

Arq Von Shell, no to się cieszę, że podniosłam Cię nieco na duchu ;) A komentarze pewnie jeszcze się pojawią, bo pozwoliłam sobie zareklamować opowiadanie na shoutboxie. No, fajne jest, uważam, że warte szerszej uwagi.

Nie ukrywam, że początek z lekka mnie nużył, bo choć zacząłeś już wykładać na stół niektóre karty, jeszcze nic nie zapowiadało późniejszych atrakcji. Pomyślałam jednak, że Silva nie rekomendowałaby opowiadania bezpodstawnie, więc czytałam dalej i wyznam, że z coraz większym zainteresowaniem. Bo też Twoja historia nie dość, że obfituje w ciekawe wydarzenia i nieoczekiwane zwroty akcji, to została opowiedziana niezwykle interesująco i muszę powiedzieć, że do samego końca nie byłam pewna jej finału. Lektura tego opowiadania sprawiła mi wiele przyjemności. ;)

Mam nadzieję, Arq Von Shellu, że poprawisz usterki, bo chciałabym zgłosić opowiadanie do Biblioteki, a za dwa dni móc nominować do Piórka.

 

Chło­pak jest cał­kiem wy­so­ki, blady, na gło­wie ma czu­pry­nę zło­ci­stych wło­sów. Opusz­cza nieco głowę… ―> Czy istniała możliwość, aby czuprynę miał w innym miejscu, nie na głowie? Powtórzenie.

Proponuję: Chło­pak jest cał­kiem wy­so­ki, blady, z czu­pry­ną zło­ci­stych wło­sów.

 

przy mar­mu­ro­wej, ucię­tej u pod­staw ko­lum­nie. ―> Chyba miało być: …przy mar­mu­ro­wej, ucię­tej u pod­stawy ko­lum­nie.

 

Ze wsty­du na twa­rzy prze­pły­wa­ją fale cie­pła… ―> Pewnie miało być: Ze wsty­du na twa­rzy prze­pły­wa­ją mi fale cie­pła

 

Chwy­ta mnie pod ramię i za­czy­na pro­wa­dzić wzdłuż ko­ry­ta­rza. ―> Zbędne dopowiedzenie – czy szliby w poprzek korytarza?

 

Prze­pla­ta­ne per­ło­wy­mi nićmi, dłu­gie szaty… ―> Co to znaczy, że szaty były przeplatane nićmi?

A może miało być: Haftowane per­ło­wy­mi nićmi, dłu­gie szaty

 

Wy­szcze­rza do mnie swoje białe, ide­al­ne zęby. ―> Zbędny zaimek – czy wyszczerzałby cudze zęby? Miejscami naużywasz zaimków.

 

Do­wiedz się, co gra

w jego duszy i wtedy po­wtó­rzy­my tę roz­mo­wę. ―> Zbędny enter.

 

Kom­na­ta pnie się w im­pe­rial­nym stylu kil­ka­na­ście me­trów w górę. ―> Masło maślane – czy coś może piąć się w dół?

 

– być może dane nam bę­dzie wspól­ne oglą­da­nie Su­per-roz­bły­sku

w mojej Ope­rze Astral­nej? ―> Zbędny enter.

 

– Drob­nost­ki – kwi­tu­je Wład­ca mach­nię­ciem ręki. Ja za to wiem, że czeka mnie kilka pra­co­wi­tych ty­go­dni. Spo­ty­kam w tłu­mie in­ten­syw­ne spoj­rze­nie Liama. To tylko jeden z moich pro­ble­mów. ―>

– Drob­nost­ki – kwi­tu­je Wład­ca mach­nię­ciem ręki. Ja za to wiem, że czeka mnie kilka pra­co­wi­tych ty­go­dni.

Spo­ty­kam w tłu­mie in­ten­syw­ne spoj­rze­nie Liama. To tylko jeden z moich pro­ble­mów.

Narracji nie zapisujemy razem z didaskaliami. Tu znajdziesz wskazówki, jak poprawnie zapisywać dialogi: https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/

 

To ty sta­no­wisz ge­niu­sza wśród In­tu­itów, Au­de­nie. ―> Raczej: To ty jesteś ge­niu­szem wśród In­tu­itów, Au­de­nie.

 

Na tak skom­pli­ko­wa­ne py­ta­nia nie da się od­po­wie­dzieć ob­ser­wa­cją mi­mi­ki. ―> Czy aby nie powinno być: Na tak skom­pli­ko­wa­ne py­ta­nia nie da się od­po­wie­dzieć obserwując mimikę.

 

nie można mieć wszyst­kie­go. Mimo wszyst­ko skła­dam ci… ―> Czy to celowe powtórzenie?

 

Żo­łą­dek pod­cho­dzi mi do gar­dła, gdy mój okręt traci pręd­kość, par­ku­jąc na księ­ży­co­wej or­bi­cie. Liam na moim stat­ku… ―> Czy wszystkie zaimki są konieczne?

 

Opera Astral­na w prak­ty­ce jest jesz­cze pla­cem bu­do­wy. Za­ła­mu­ją­cy się de­li­kat­nie obraz świad­czy o tym, że zo­sta­ły zbu­do­wa­ne już… ―> Nie brzmi to najlepiej.

 

i pusz­cza mi oko. ―> …i pusz­cza do mnie oko.

Oko puszcza się do kogoś, nie komuś.

 

Czas na py­ta­nia, któ­rych boimy się zadać. ―> Czas na py­ta­nia, któ­re boimy się zadać.

 

Ka­pi­tan stat­ku uru­cha­mia dzia­ła la­se­ro­we i udaje mu się ska­le­czyć po­wierzch­nię ob­ce­go stat­ku. ―> Nie brzmi to najlepiej.

 

Potem pró­bu­ję pod­nieść się z ziemi. ―> Potem pró­bu­ję pod­nieść się z podłogi.

Rzecz dzieje się na statku, a tam chyba nie ma klepiska.

 

Gdy trą­cam ciała od­pły­wa­ją le­ni­wie jak to­piel­ce. ―> Gdy trą­cam ciała, od­pły­wa­ją le­ni­wie jak to­piel­cy.

 

Zdą­ży­li ubrać ska­fan­dry… ―> W co ubrali skafandry???

Skafandry, tak jak każdą odzież, można włożyć/ założyć/ przywdziać,/ ubrać się w nie, ale nie można ich ubrać!

Proponuję: Zdą­ży­li włożyć ska­fan­dry

 

Na nie­bie wi­dzi­my Nep­tun. ―> Na nie­bie wi­dzi­my Nep­tuna.

 

Od­le­głe mrów­ki oka­zu­ją się pę­dzą­cy­mi

w na­szym kie­run­ku ludź­mi. ―> Zbędny enter.

 

pę­dzą­cy­ w na­szym kie­run­ku ludź­mi. Mają stare, po­ła­ta­ne ska­fan­dry. Za­my­ka­ją nas w szczel­nym okrę­gu. Uno­szę ręce w pod­dań­czym ge­ście. Z od­da­li je­dzie w na­szym kie­run­ku… ―> Nie brzmi to najlepiej.

 

Potem biją nie do po­zna­nia. ―> Nie przypuszczam, że bili, aby zmienić ich wygląd.

Proponuję: Potem biją do nieprzytomności.

 

Uwa­żaj, tem­pe­ra­tu­ra sko­czy­ła o jeden Kel­win… ―> Uwa­żaj, tem­pe­ra­tu­ra sko­czy­ła o jeden kel­win

Wielką literą piszemy nazwisko, jednostkę temperatury – małą.

 

coś pali się w moi żo­łąd­ku. Mię­śnie szczę­ki za­ci­ska­ją się i spra­wia­ją, że zęby trą się o sie­bie… ―> lekka siękoza.

 

– Gdy­byś był moim In­tu­itą, Au­de­nie… jak okre­ślił­byś co czuję? – mówi… ―> Skoro wypowiedź kończy pytajnik, to raczej: – Gdy­byś był moim In­tu­itą, Au­de­nie… jak okre­ślił­byś, co czuję? – pyta

 

bo nie chcę, by chło­pak zro­bił cze­goś głu­pie­go. ―> …bo nie chcę, by chło­pak zro­bił coś głu­pie­go.

 

Unosi swój kikut. ―> Zbędny zaimek – czy mógł podnieść cudzy kikut?

 

– Och, mam widzę. ―> – Och, mam wiedzę.

 

Mimo to roz­ka­za­łem mu po­rzu­cić swoją ze­mstę. ―> Mimo to roz­ka­za­łem, by porzucił swoją ze­mstę.

 

W końcu wy­cho­dzi, po­zo­sta­wia­jąc za sobą woń per­fum. ―> Raczej: W końcu wy­cho­dzi, po­zo­sta­wia­jąc po sobie woń per­fum.

 

Czuję, jak zbie­ra­ją się we mnie mdło­ści. ―> Raczej: Czuję, jak wzbie­ra­ją we mnie mdło­ści. Lub: Czuję, jak zbie­ra­ mi się na mdło­ści.

 

Do ce­sar­skie­go dworu spły­wa­ją wład­cy wszel­kich sił w Ukła­dzie Sło­necz­nym. ―> Do ce­sar­skie­go dworu przybywają wład­cy wszel­kich sił w Ukła­dzie Sło­necz­nym.

 

zgod­nie ukry­tym w jego sło­wach za­pro­sze­niem. ―> Pewnie miało być: …zgod­nie z ukry­tym w jego sło­wach za­pro­sze­niem.

 

Gdy wy­sła­łem cię na Nep­tun, czu­łem smu­tek. ―> Gdy wy­sła­łem cię na Nep­tuna, czu­łem smu­tek.

 

Prze­su­wam ję­zy­kiem bo gład­kiej po­wierzch­ni. ―> Literówka.

 

że prze­miesz­cza­my się na księ­ży­co­wej or­bi­cie. Tylko jeden żoł­nierz pil­nu­je po­miesz­cze­nia. ―> Nie brzmi to najlepiej.

 

bo za­bro­ni­łem mu wy­ko­nać swoją misję? ―> …bo za­bro­ni­łem mu wy­ko­nać jego misję?

 

Białe cyfry od­li­cza­ją do Su­per-roz­bły­sku. ―> Tu chyba miało być: Białe cyfry od­li­cza­ją czas do Su­per-roz­bły­sku.

 

Zmu­szam słaby sil­nik do pracy ponad swoje moż­li­wo­ści. ―> Zmu­szam słaby sil­nik do pracy ponad jego moż­li­wo­ści.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ciekawa i nawet dosyć ambitna próba napisania rozbuchanej, dalekoprzyszłościowej fantastyki kosmicznej, troszkę w stylu dylogii (Olimp/Ilion) Simmonsa. Skojarzeń mam więcej (ale akurat nie z Diuną).

Klikam bibliotekę i obiecuję wrócić z szerszym komentarzem.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Podobnie jak Sagitt pierwsza połowę opowiadania przebrnąłem. Stój, wróć, to nie jest odpowiednie określenie, bo napisane jest poprawnie, więc może… zmusiłem się do nieporzucania lektury? Bo niestety, ale sceneria zbyt nużąca. Nawet jeśli weźmie się poprawkę na to, ze spowolnienie miejscami miało uzasadnienie, to nie aż takie (może poza praca w kopalni na Trytonie – tam byłoby uzasadnienie nawet do lekkiego wydłużenia).

Generalnie tekst z czystym sumieniem można by skrócić o ponad połowę i pozostałby w tym samym tonie i w tym samym tempie. Za to jako całość by zyskał, zwłaszcza gdyby mocniej zobrazować co tu się właściwie wydarzyło – bo sam pomysł ma potencjał i jest tu trochę elementów, w których parę dodatkowych opisów (cały czas przy krótszym tekście) pozwoliłoby się bardziej wczuć.

Po “Nie opowiadaj o swoich snach” spodziewałem się więcej.

 

"Och, mam widzę”

– wiedzę.

 

EDIT:

Pisałem w pośpiechu i zapomniałem dla równowagi wspomnieć o pozytywie. Bardzo dobrze odegrałeś na początku tekstu niemal mistyczne postrzeganie swoich zadań przez intuitów – to przełożenie nastrojów i mimiki na zmiany polityczne, społeczne, gospodarcze.

 

Dobry wieczór wszystkim :) Bardzo ciesza mnie nowe komentarze. Nie chcę słodzić, ale mimo to napiszę, że każdy ma dla mnie nieocenioną wartość i przynosi inspirację lub wiedzę. 

Regulatorko – dziękuję za wychwycenie usterek. Wszystkie wymienione zostały naprawione i odpowiednio zmodyfikowane, a przy okazji znalazłem kilka innych! Jestem pod niesamowitym wrażeniem, bo tak dogłębne zapisywanie błędów wydaje mi się tytaniczną pracą – tym bardziej dziękuję! Cieszę się, że opowiadanie dostarczyło przyjemności, pomimo wolnego startu.

Mr.Maras – cieszą mnie porównania tematyczne do Simmonsa, ponieważ stanowił dla mnie wielką inspirację i popchnął w pisanie, choć do dziś walczę z niektórymi narracyjnymi demonami rodem z Hyperiona :) 

Wilk-zimowy – Przykro mi, że sceneria była dla Ciebie nużąca. Jeśli chodzi o pacing to mógłbym z dumą nosić plakietkę “uczę się”. W tym opowiadaniu stawiałem na krótkie akapity i prosty język, ale cóż, widocznie dla Ciebie coś nie pasowało w strukturze. “Nie opowiadaj o swoich snach” było dla mnie wyzwaniem pod względem objętości tekstu, tu pozwoliłem sobie na trochę więcej. Szczerze nie czuję, że powinienem skracać opowiadanie, szczególnie ze względu na wątek romantyczny, który i tak rozgrywa się szybko. Dzięki za edycję i dorzucenie pozytywów :D Do opowiadania zainspirowała mnie praca w korpo i obserwacja wysoko postawionych osób. To one wyznaczają cele, misję. Nie muszą być w pełni określone, bo zadaniem osób niżej w hierarchii jest dookreślenie i urzeczywistnienie jej (prznajmniej w moim otoczeniu). Intuita jest takim podejściem podkręconym na skalę kosmiczną. 

Dodatkowo – naniosłem sporo poprawek stylistycznych. Pozbyłem się częstej konstrucji “On coś, a ja”, idąc za radą bliskiej osoby usunąłem “a”, by zwiększyć dynamikę zdań. Dodałem też mały detal z pałacem Audena, by lepiej przedstawić jego postać. Złapałem się też na wielkim błędzie – napisałem historię, która czasem rozgrywa się na dworze, a nie padły prawie żadne tytuły! Tylko “Cesarzu i Cesarzu”, jakby ktoś chciał spowoodować kryzys dyplomatyczny. Pozwoliłem sobie to naprawić, wprowadzając nieco lepszą charakterystykę wysławiania się Cesarza oraz ogólnie jego osoby :) 

Jeszcze raz dziękuję wszyskim! 

W tym opowiadaniu stawiałem na krótkie akapity i prosty język

A to się akurat udało znakomicie. Zresztą już przy innym Twoim opowiadaniu wspomniałem w komentarzu, że pisać potrafisz. Tu zresztą też widać, że w tle jest wizja – i to wizja z rozmachem. Kwestia zbalansowania tego, jeśli zależy Ci na długości tekstu może też kwestia wypełnienia jakimiś elementami dodatkowymi.

 

I ja, Arq Von Shellu, dziękuję Ci za uznanie, miłe słowa i motywację do pracy – to fajne uczucie, kiedy okazuje się, że łapanka przydała się.

A skoro poprawiłeś usterki, mogę polecić opowiadanie do Biblioteki, a jutro zgłoszę do Piórka. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jeszcze wracam z drobnymi uwagami. Jeśli inspiracją do postrzegania “zmiany rzeczywistości” było korpo, to… bardzo udana metafora :D

Co do emocji intuitów – udało ci się opisać je w sposób wiarygodny i nienachalny. Natomiast wydaje mi się, ze na końcu zaskakująco łatwo przyszło głównemu bohaterowi zapomnieć, że ledwo co miał być poświęcony i tylko przypadkiem tego uniknął.

Ha! Trafny komentarz! Rzeczywiście Auden nie wydaje się rozzłoszczony na Liama. Jako autor oczywiście mogę się tylko domyślać, ale mam dwie hipotezy dlaczego ;) 

Pierwsza – Auden jest w szoku, adrenalina buzuje w jego ciele, redukując skomplikowane poznawczo elementy na korzyść głębszych i przystosowanych emocji, takich jak miłość do Liama. 

Druga – Auden, doświadczając zagrożenia życia ze strony Cesarza, przekracza ostatnią barierę empatii i w pełni zaczyna rozumieć zachowanie Liama. Tak jak po prostu ludzie o skrajnie podobnych przeżyciach, wspólnych traumach. 

Czy Liam chciał poświęcić Audena? Nigdy nie poznaliśmy jego pierwotnego planu, ze względu na fortel Cesarza i przeniesienie na statek. Wiem natomiast, że Liam spodziewał się obecności wszystkich w Operze Astralej podczas Super-rozbłysku. BYĆ MOŻE wymyślił plan, dzięki któremu mogliby dokonać zabójstwa Cesarza i ujść z życiem. BYĆ MOŻE przygotował ten plan już wtedy, gdy pierwszy raz odwiedzili plac budowy na Księżycu :D

 

A widzisz, mi nie chodzi nawet o rozzłoszczenie. Bardziej o to, że możliwe scenariusze to:

– jeśli cesarz nie poleciałby statkiem, usmażyłaby się cała kolonia (jako intuita mógł przewidzieć, ale dopiero widząc cesarza)

– przewidział i dał broń EMP do odpalenia na statku

– możliwa późniejsza ucieczka – scenariusz możliwy, ale najmniej prawdopodobny, bo zależny również od zachowań strażników

Szok faktycznie wyjaśnia chwilowe zapomnienie o wątpliwościach. Zresztą chęć poświęcenia kogoś wcale nie wyklucza innych emocji, ludzie są nieraz skomplikowani. Od razu tez powiem, że nie jest to coś, co wpływałoby na odbiór tekstu jako całości, zostawiam jednak jako uwagę, bo może się przydać przy dopracowywaniu szczegółów w przyszłych opowiadaniach.

Jasne, dla mnie takie uwagi są ważne, bo im bardziej skomplikowany pomysł, tym na więcej tego typu nieścisłości się nadziać. Twoja trochę nawiązywała do takiej mojej osobistej intelektualnej gry, która się rozgrywa za kulisami opowiadania, więc chciałem się nią podzielić :) Jeszcze raz dziękuję, myślę że w na pewno wypłynie z tego dla mnie jakaś nauka. 

Arq von Shell, historia bardzo mi się podobała i tak jak zapowiadałam, nadeszła pora na coś więcej – nominowałam Twoje opowiadanie do Piórka. Z tej okazji chcę dodać, że przy opowiadaniu poczułam tę cząstkę czytelniczej magii, której już dawno nie zdarzyło mi się doświadczyć, wciągnięcia się w tekst i prawdziwej przyjemności z lektury.

Jestem pewna, że z tekstem zapoznam się jeszcze raz, zarówno dla przeżycia jeszcze raz historii, jak i z ciekawości nad poprawkami. :)

Efektowne, światotwórczo bardzo pomysłowe _pomimo_ skojarzeń z fantastyczną klasyką. Podobał mi się ten rozbuchany, prawie-fantasy dwór wpisany w spaceoperowe realia, podobały mi się subtelnie budowane relacje między postaciami. Pierwszoosobowa narracja w takim tekście to był bardzo dobry pomysł, a choć tekstowi przydałoby się drobne stylistyczne doszlifowanie, jest zdecydowanie udany. Bardzo mi się podobał.  

Bardzo dobry tekst. Umiejętnie wybrany bohater, przez którego sprawnie przedstawiasz nam zbudowany przez Ciebie świat. Podobał mi się pomysł na Intuitów i również narracja, która skupia się na historii i bohaterach, odsłaniając nam powoli realia i zasady w których żyją.

Podobała mi się również to, że mimo rozmachu światotwórstwa, to historia skupiona też na dwójce bohaterów, ich relacji, opowieści o zemście i całkiem ciekawym sposobie jej osiągnięcia.

Tekst zdecydowanie biblioteczny, więc klikam.

 

Kilka pytań i uwag poniżej:

Komunikacja robi się uciążliwa, przez osiem godzin opóźnienia. Po wysłaniu pytania muszę czekać ponad osiem godzin na odpowiedź.

Powtórzenie osiem godzin.

Wracam do naszej kabiny, którą wypełnia smród palonej skóry. Liam zatacza się, przyciskając do piersi osmolony kikut prawej ręki. Jęczy, gdy ubieram go w skafander.

Czym on tą rękę odcinał? Rozumiem, że mógł tam być jakiś laser, ale chyba nie jest to wspomniane w tekście, albo ja przeoczyłem?

Przed migaja

Pewnie miało być

Przed oczyma migają

Bardzo ambitny pomysł światotwórczy, ale po lekturze (podobnie jak Wilk i Sagitt trochę miejscami brnęłam i przebiegałam przez tekst) mam ambiwalentne uczucia. Bo mam wrażenie, że to jest albo materiał na kilkakrotnie dłuższą powieść, space operę, albo na o mniej więcej połowę krótsze opowiadanie.

Opowiedziałeś tu zwartą, sensowną fabularnie historię, więc rozbudowywanie tego do powieści nie jest konieczne, choć świat jest na tyle intrygujący, że można by poczytać o nim więcej. Z drugiej jednak strony w pierwszej części powtarzasz pewne informacje, motywy, i w pewnym momencie poczułam znużenie. Potem dzieje się więcej, ale też nie jestem pewna, czy nie dałoby się tego nieco skrócić, żeby główny wątek wybrzmiał mocniej. Bohaterów napisałeś całkiem udanie, choć chwilami przy tym strasznie stereotypowym “ślicznym chłopcu” z burzą złotych loków wybuchałam niezamierzonym chyba śmiechem.

Dobrym pomysłem jest skupienie się na relacji między Liamem a Audenem, świetne jest zakończenie – tu rzeczywiście poczułam efekt wow. Niemniej całości przydałoby się podszlifowanie, zwłaszcza kompozycyjne.

 

Jeszcze drobiazgi:

 

Docierają do mnie raporty o trudnej sytuacji na Ceresie.

→ na Ceres

Ceres ma imię od rzymskiej bogini plonów, odpowiedniczki greckiej Demeter, więc należy zastosować odmianę żeńską

 

Olimpus Mons → Olympus Mons

http://altronapoleone.home.blog

Nie dołączę niestety do grona zadowolonych czytelników. Przez tekst brnęłam z trudnością, jest dla mnie niemiodny, sztywny, dłuży się. Kilkukrotnie chciałam go porzucić, ale uparłam się, by czytać nominowane, więc doczytałam do końca. O ile dość ciekawy wydaje mi się sam świat, z koncepcją galaktycznego imperium, potężnym Cesarzem i długowiecznymi istotami, to samo śledzenie historii Audena i Liama ani mnie grzało, ani ziębiło. Jako bohaterowie wydawali mi się dość nijacy. Dziwnie mi było przyjąć przeskoki czasowe, bo czasem omijasz długotrwałe, niezbyt ważne zdarzenia, wciskając je w pojedyncze zdania czy akapity. Nic na to nie poradzę, ale irytował mnie ponadto emocjonalny wątek homoseksualny, jak i wplątanie w to wszystko wątku gwałtu cesarza poddanym. Prawdopodobnie mam uczulenie, ale za często ostatnio się natykam na podobne rzeczy w literaturze i mam stanowczy przesyt.

 

„– Wasza Cesarska Mość, czy zgodzicie się ze stwierdzeniem, że poezja jest ważna? – męski głos brzmi wysoko i czysto.” – Męski wielką literą.

 

„W przeciwieństwie do pozostałych[-,] trajkocze wesoło, jakby nie rozumiał powagi sytuacji.”

 

„o trudnej sytuacji na Ceresie.” – Na Ceres, to jest ta Ceres

 

„Delikatne, prawie niewykrywalne drżenie głosu ujawnia jego furię – być może dane nam będzie wspólne oglądanie Super-rozbłysku w mojej Operze Astralnej? – dodaje, leniwie odwracając głowę w kierunku Liamia. Chłopak siedzący w tłumie podnosi się teraz, uśmiecha i kłania nisko. Ja próbuję opanować drżenie dłoni.”

 

„– Drobnostki[-.][-K+k]wituje Syn Słońca machnięciem ręki.”

 

„– Audenie, miałeś się z nim zaprzyjaźnić, nie przechodzić na jego stronę! – [-w+W] jej głosie słychać niepokój.”

 

„Grożą wpuszczeniem na terenCesarstwa mało zaufanych podmiotów gospodarczych.” – brak spacji między wyrazami

 

„Góry są piękne, chociaż preferuję ciepłe morze i marmurowe wyspy[+.] – Liam ma prawie kobiecy głos.”

 

„– Jak na racjonalnego analityka dobrze wychodzą ci metafory – odpowiada, po czym uśmiecha się chytrze – myślisz, że możemy odtworzyć też takie… nerwowe iskrzenie?” – W dialogu mamy dwa odrębne zdania. Prosi się o postawienie kropki po ‘chytrze” i rozpoczęcie „Myślisz” od wielkiej litery.

 

„– Daj spokój – śmieje się z mojego wahania – założę się, że ten twój wspaniały kompromis należy obejrzeć osobiście.”

J.w. To są raczej dwa zdania, nie jedno, rozdzielenie ich znacznie lepiej wygląda w kwestii dialogowej.

 

„Dopiero potawione ekrany molekularne załamują światło słoneczne.” – postawione

 

„Ale nie jestem tu, by kosztować drogie wino, tylko wlewam je po prostu do gardła.” – Kosztować czego: drogiego wina.

 

„Otwieram szeroko oczy, ale alkohol przytępia strach. Chłopak opowiada o swojej młodości spędzonej między pacyficznymi wyspami. Opowiada jaki był młody Cesarz, przerażająco bystry, ale porywczy.”

 

„– Liam, co my tu robimy? – zaczynam, spoglądając mu w oczy[+.][+C-c]y coś ze mną nie tak, czy rzeczywiście jestem pionkiem w grze, której nie rozumiem? Co ktoś taki jak ty[-,] robi na Księżycu z kimś takim… jak ja?”

 

„…starymi statkami niezamieszkałą przestrzeń. Słońce jest tylko punktem w przestrzeni, żałosną żarówką.”

 

Nadchodzi eksplozja, która rzuca wszystkich na kolana. Po czole spływa mi coś ciepłego. Nadchodzi kolejna eksplozja.” – Może to zamierzone powtórzenie, ale brzmi źle.

 

„Uderzam w plecami w sufit.”

 

„– Będziemy musieli ją amputować[+.][-w+W] końcu udaje mi się odzyskać głos.”

 

„– Zupełnie bez sensu. Zacząć jako Intuita, skończyć… tutaj[+.][-c+C]oś pali się w moim żołądku. Zaciskam szczękę i mówię przez zęby[+:][-c+C]hciałem osiągnąć jeszcze tyle wspaniałych rzeczy. ”

 

„– Tym bardziej nie możesz nas zabić! – [-m+M]ój głos przechodzi w krzyk[+.][-o+O]ddaj nas jako więźniów.”

 

„Od tego, co pozostało z jego ramienia, odrywają się wąskie pasma skóry. Są cienkie jak rzemienie. Odrywają się od ramienia i rozkładają jak krwisty kwiat.”

 

„– Lata zajęło mi dojście do siebie, ale w końcu przełknąłem dumę i wróciłem na dwór. Miałem jeden cel, zabić tego człowieka. Wiedziałem, że zginę, ale nie mogłem dłużej tak żyć.”

 

„Przed migaja mi połatane skafandry…” – brakuje „oczami”. Migają.

 

„Prawdziwym przyjacielem – podkreślam te słowa[+.] – Oczywiście, że go opłakuję.”

 

„Powinienem stanąć między nim[-,] a Cesarzem.”

 

„– Gdybym tylko wiedział, jaką zbrodnię popełniłem, by zdradzić twoje zaufanie, Panie – kpi Liam[+.][+P-p]rzykro mi, że oddaliliśmy się od siebie.”

 

„Odmówić udziału w te grze.” – tej

 

„– Hej – wołam do żołnierza.” – skoro woła, to bak wykrzyknika.

 

„Wszechobecne ekrany wyświetlają widoki iemi, Opery i Słońca.’ – Ziemi

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Tak dużo nowych komentarzy, bardzo miło jest je przeczytać! 

Silva, dziękuję za nominację, muszę więcej poczytać na czym polega, mimo to stanowi dla mnie motywujące zaskoczenie. Największą przyjemność przynosi mi, gdy komuś po prostu dobrze czytało się moją historię. 

Ninedin, co masz na myśli pisząc “fantastyczną klasyką”? Ostatnio trochę porzuciłem koncepcję high science na (jak zauważyłaś) korzyść większego skupienia na postaciach i zbierania inspiracji z literatury fantastycznej. Nawet z krótkiej perspektywy zauważam, że pierwszoosobowa narracja umożliwia dużo więcej, niż wykorzystałem w tekście. Uczę się jej stopniowo, bo przychodzi mi mniej naturalnie niż 3-osobowa. W każdym razie dziękuję za docenienie tekstu :) 

Edwardzie, bardzo cieszę się z Twojej pozytywnej opinii. Tak naprawdę większość mojej uwagi skupiły postaci i to właściwie od nich wyszedłem, a świat mi się “stworzył” przy okazji. Staram się pilnować, żeby świat ukazywany był przez postaci. Dziękuję za uwagi stylistyczne i nominowanie do biblioteki :) 

Drakaina, nie mam ambicji rozwijania świata, tym bardziej, że opowiadanie było dla mnie trochę odskocznią i prokrastynacją przy większych projektach :) Jednocześnie zupełnie nie mam pomysłu w jaki sposób je skrócić. Raczej należę do osób, które bez planu będą błądzić i wydłużać, w przypadku tworzenia tego opowiadania starałem się więc rygorystycznie podejść do tematu. Uważałem, że relacja chłopaków potrzebuje trochę stron. Dużo skracałem i przyznam, wyprułem się z dalszych pomysłów. Gdybyś chciała udzielić mi skonkretyzowanych rad to baaardzo chętnie z nich skorzystam. Ale… nie obrażaj stereotypowego, ślicznego chłopca! Ludzie czasem myślą stereotypami, chociaż tu mógł wyjść fakt, że nie jestem czytelnikiem romansów i to chyba pierwsza (odwzajemniona) romantyczna relacja w mojej pisaniu. 

Joseheim, dzięki za przeczytanie tekstu i opinię, jednak mam trudność z odniesieniem się do niej. Rzeczy, które Cię irytowały były osią wydarzeń w opowiadaniu. Wrzucanie mało ważnych wydarzeń w pojedyncze zdania i akapity wykorzystałem celowo. “Emocjonalny wątek homoseksualny” był dla mnie ważny. Jeśli chodzi o gwałt Cesarza przyznam Ci trochę racji, miałem wątpliwości czy to odpowiedni kierunek. Starałem się jednocześnie podkreślić bardziej jego znaczenie dla Liama i Audena, to nie było jakieś grimdarkowe wchodzenie w szczegóły. Moim celem było też pokazanie, że jeśli czci się kogoś jak boga, to zawsze znajdą się przegrani, zranieni. Dziękuję za uwagi interpunkcyjne i edytorskie, są bardzo cenne, bo ten aspekt czasem mi się wyślizguje :)

Ufff… ale napisałem. Przepraszam, jeśli etykieta nakazuje odpowiadać szybciej.  emocjonalny wątek homoseksualny”emocjonalny wątek homoseksualny

joseheimjoseheim

 

Mnie też nie porwało. Prawdę powiedziawszy podchodziłam do Twojego opka trzy razy, zanim udało mi się dobrnąć do końca. I cały czas się zastanawiam dlaczego. Teoretycznie jest tu wszystko, co powinno być: interesujące światotwórstwo, intryga, przygoda, nawet kobiecą postać udało Ci się w tym męskim towarzystwie umieścić. Do tego naprawdę przyzwoicie napisane. A jednak męczyłam się ogromnie. A ponieważ decyzję piórkową wypadało by jakoś sensownie uzasadnić, więc głowiłam się naprawdę długo, próbując rozgryść o co chodzi.

Doszłam do wniosku, że tu się nałożyło na siebie kilka czynników. Po pierwsze żadnego z bohaterów nie da się polubić, kibicować mu. A wręcz przeciwnie, zarówno Auden, jak i Liam, o cesarzu już nie wspominając, budzą moją niechęć.

Po drugie prowadzisz narrację z punktu widzenia Audena, który jest najbardziej beznamiętną z postaci

Gdzieś poniżej mostka czuję ucisk i palące ciepło. Czy to zazdrość?

Zazdrość to mocne uczucie, a ten tylko konstatuje. Jego emocjonalność ogranicza się do zaczerwienienia się od czasu do czasu. I po trzecie – narracja pierwszoosobowa przy takim wypranym z emocji bohaterze też będzie wyprana z emocji.

Każdy z tych czynników osobno nie sprawiłby problemu, ale wzięte do kupy, sprawiły, że brnęłam przez opko bez przyjemności. Przykro mi, będę na NIE.

 

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Jak napisałem wcześniej, to nawet ciekawa i dosyć ambitna próba stworzenia rozbuchanej, daleko(?) przyszłościowej fantastyki kosmicznej, troszeczkę w stylu dylogii (Olimp/Ilion) Simmonsa (Hyperiona jednak tutaj zdecydowanie mniej). Wspominałem także o innych skojarzeniach, mam na myśli m.in. cykl Praxis Williamsa, ale akurat z Diuną skojarzyły mi się wyłącznie ząb-narzędzie zamachowca (ci, którzy czytali Diunę wiedzą o co chodzi) oraz homoseksualne orientacje niektórych postaci, bo przecież Cesarz/Imperator to w space operze nic nowego, począwszy od „Fundacji” Asimova. Doszukałem się tutaj nawet lekkiego podobieństwa do powieści „Gwiazdy, moje przeznaczenie” Bestera w wątku „pirackiej” bazy na Neptunie/asteroidy u Bestera. 

Napisałem na wstępie, że to próba, bo jednak na próbie się chyba skończyło. Opowiadania ma swoje zalety, ale jako całość nie prezentuje się, moim zdaniem, piórkowo. To jeszcze nie ten poziom warsztatu, języka, kreacji, snucia fabuły czy konsekwencji w budowaniu świata przemyślanego i złożonego.

No właśnie, zacznijmy od Świata. Na pierwszy rzut oka (i po pierwszych akapitach) wydaje się odpowiednio rozbuchany i poniekąd mistyczny, jednak im dalej w las, tym większe wychodzą z niego umowności i więcej magii tego świata umyka. Przykład? Chociażby Intuici (z założenia bardzo ciekawy pomysł, słabo i powierzchownie wykorzystany), którzy z początku jawią się niemal jak jakieś Bene Gesserit, metafizycznie, rzekłbym „tybetańsko”, a z czasem okazują się zupełnie zwyczajni, zupełnie niewyjątkowi, mało rozgarnięci i nawet współcześni. A przede wszystkim odarci z całej tajemnicy.

Z czasem, podczas lektury, rozmywał mi się również obraz owej przyszłości, w której obok Cesarza z jego nieograniczoną (a jednak bardzo ograniczoną) władzą sąsiadują korporacje Sojuszu Brukselskiego, ich interesy, jakieś spółki całkiem niemal współczesne i ogólnie jakby nieprzystające do odjechanej wizji cesarskiego dworu (a na przykład u Herberta KHOAM mi nie przeszkadzało zupełnie). Przyznam szczerze, że nie potrafię wykoncypować i wyprowadzić takiej wizji przyszłości z naszego świata/rzeczywistości, uzasadnić jej w jakikolwiek sposób i nie wydaje mi się wiarygodna i możliwa. Za to na pewno jest efektowna i przydatna na potrzeby zrobienia pierwszego wrażenia na czytelniku. Z pewnym żalem stwierdziłem jednak, że nie jest to wcale wizja dalekoprzyszłościowa, bo sporo elementów świata przedstawionego niepokojąco przypomina nasz świat. Zwłaszcza jego elementy wspomniane w tle.

Świat tracił więc swoją magię, bohaterowie gubili swoją niezwykłość, a fabuła lekko grzęzła, niby się komplikowała, a ostatecznie rozmyła w tragicznej przeszłości wykorzystanego seksualnie Liama, gejowskim romansie z protagonistą, zupełnie niewiarygodnym wątku z uzbrojoną ręka Liama i wreszcie finalnym, mało logicznym twiście z wykorzystaniem bohatera do zamachu na Cesarza (po co właściwie te wszystkie zmyłki? Po co Liam tak skomplikował sobie zamach na Cesarza?).

Warsztatowo jest strasznie nierówno. Po mocnym wejściu, mamy całe fragmenty, które wyglądają jakby Autor je sobie odpuścił, albo się spieszył podczas procesu tworzenia lub zwyczajnie poszedł na skróty. Widać to zwłaszcza w okolicy wydarzeń na Neptunie. Ale i finał wydaje się jakiś przyspieszony i pisany po łebkach, bez wcześniejszej dbałości o detale i ciekawsze zdania czy myśli, bez dokładniejszych opisów, wymyślnych gadżetów i pozornej głębi przekazu. Coraz więcej jest efektownie brzmiacych a merytorycznie naciaganych detali, coraz więcej słabo napisanych zdań i potknięć stylistycznych. Poza tym tekst gubi swój początkowy klimat i przechodzi trochę w akcyjniak. I chociaż Autor czaruje nas kilkoma zmyłkami i zwrotami akcji, ale ogólnie nieco w tym wszystkim rozczarowuje, rozmydlając potencjał i dając znacznie mniej niż obiecał (dla odmiany dwa ostatnie zdania są dla odmiany inteligentnie rozegrane i wymyślone tak jak ukryty za nimi tytułowy myk).

Ciekawe i dosyć odważne masz pomysły, Arq, i na pewno będę z zainteresowaniem zerkał na kolejne Twoje teksty. Jednak tym razem jestem na NIE.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Kupiłeś mnie oryginalnością intuitów*. Złoto już było, bogactwo władców jest takie oczywiste, że szkoda atramentu na jego opisy. Ale odgadywanie myśli to coś nowego.

Jak na mój gust, bohater – podobno analityk – jest zbyt emocjonalny. Podejmuje decyzje i sam nie wie, dlaczego to zrobił, zakochuje się w przedmiocie obserwacji… IMO, raczej jak nastolatek z burzą hormonów, a nie żadna racjonalna strona cesarskiego umysłu.

Fabuła w porządku, zwroty akcji mnie zadowoliły. Absolutna władza korumpuje absolutnie. :-)

Mnie też kojarzyło się z “Diuną” przez sztuczny ząb i jego cel.

Trochę się zgubiłam na Trytonie. Czy człowiek może być jednocześnie szychą na dworze cesarza i lokalnym watażką? Te różne obowiązki nie kolidują ze sobą w stopniu gwarantującym wykrycie?

Zostało Ci trochę literówek. Dlaczego “psotliwy”, a nie “psotny”?

Ale ogólnie czytało się całkiem dobrze. Jestem na TAK, czyli.

 

* Dlaczego piszesz to słowo dużą literą? Przecież to nazwa zawodu, kasty czy czegoś takiego, ale nie rasy. Jak pretorianie.

Babska logika rządzi!

Byłam piórkowo na NIE, ale ledwo-ledwo, niewiele brakło. Zadecydowały pewne dłużyzny w konstrukcji i stylistyczne niepewności tekstu, ale mało mu brakło do mojego TAK-a. Będę śledzić kolejne Twoje teksty, bo masz świetne światotwórcze pomysły i rozmach w kreacji świata, który bardzo lubię.

I ja wahałam się nad tym tekstem. Osobiście preferuję oryginalność pomysłu nad poprawność i jakość wykonania – wolę oryginalny tekst napisany średnim językiem niż idealnie napisane, idealnie nudne opowiadanie – ale w przypadku piórka wymagam obu tych rzeczy i to sprawiło, że zagłosowałam na nie.

Podobał mi się pomysł, rozmach, kreacja świata, wyżej wspomniana oryginalność. Takie opowiadania jak twoje rzadko wpadają na nasze forum i są miłym powiewem świeżości.

Technicznie opowiadanie napotyka problemy – dłużyzny, mielizny, chropowate zdania, problemy w konstrukcji bohaterów i ich niedojrzałość (kolejny argument za tym, by pisać o tym, o czym się zna – młoda osoba nie zawsze będzie w stanie przekonująco oddać psychikę osoby starszej i doświadczonej), wreszcie lekki chaos przy końcu. Osobiście nie jestem jeszcze pewna czy cały ten przekręt z zębem miał sens, ale wiem, że w przypadku literatury przebojowej, w której trzeba porwać czytelnika, na takie rzeczy można przymknąć oko, więc nie analizowałam tego za bardzo.

Kawał fajnej lektury, pracuj dalej, a z przyjemnością zajrzę do twoich kolejnych literackich prób.

www.facebook.com/mika.modrzynska

Nowa Fantastyka