- Opowiadanie: wilk-zimowy - Tym się żywią

Tym się żywią

Trochę szaro.

I inaczej.

 

Miało być na Korespondencję z Providence, ale nie mieści się w limitach konkursowych.

 

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Tym się żywią

Grzebiesz.

Przetrząsasz stertę odpadków, z których każdy uderza inną wonią. Szare, czarne i nijakie. Brudne, bure, rdzawe.

Czujesz, jak się lepią, kleją, trudno je potem odczepić.

Na inne trzeba uważać jeszcze bardziej. Ranią, gdy nieostrożnie o nie zahaczysz.

Mimo to szperasz w nich.

Kiedyś nie było takiej potrzeby, lecz to już zostało daleko za tobą. Nawet nie potrafisz powiedzieć jak dawno temu.

Dziś głód jest silniejszy.

 

* * * *

 

Zmysły nigdy cię nie zawodzą. Nie czujesz już co prawda piękna, ale nadal rozpoznajesz jedzenie. Jest tu. Wiesz. Odszarpujesz na bok kawałek starej szmaty, szarej, pełnej tłustych plam i na chwilę zamierasz w bezruchu. Nie trwa to długo, nim zdąży uderzyć twe serce, odskakujesz piszcząc w strachu i niedowierzaniu.

Cofasz się parę kroków, spinasz w sobie, przygotowujesz na ucieczkę.

Patrzysz.

Patrzysz w szoku i przerażeniu.

Mięso. Zwykłe, lekko nadpsute mięso. Słodkawa woń, pierwsze ciemniejące plamy. Nieraz zdarzało ci się jeść podobne.

Nie takie.

 

* * * *

 

Pełznie po nim robactwo. Czarne larwy i białe muchy.

Gdy patrzysz na ruch larw, z trudem utrzymujesz równowagę, jakby ich wicie się prowadziło nie tylko w przestrzeni. I twój węch ich nie czuje.

Gdy obserwujesz muchy, dociera do ciebie, że nie wydają żadnego dźwięku. A im bardziej próbujesz je usłyszeć, tym bardziej cisza odgradza cię od reszty świata.

Gdy twoja intuicja, twój instynkt, twoje doświadczenie mówią, że coś jeszcze jest nie tak – dostrzegasz to.

Ten kawałek mięsa drga. Tętni. Jak wnętrzności odsłonięte rozerwanym ciałem.

 

* * * *

 

Nie, nie drga. Twoje oczy mówią, że leży bez ruchu, drga jedynie robactwo krążące po jego powierzchni, wżerające się w głąb lub wygryzające się na powierzchnię.

To może mylić, może sprawiać wrażenie ruchu.

Ale to nie powierzchnia pulsuje.

Cały ochłap kurczy się i rozkurcza, choć nie napiera na śmieci obok, a wcześniej nie strącał przykrywających go odpadków.

Regularnie. Równo. Swoim rytmem.

Jak serce lub oddech.

I coś z tego wychodzi. Coś się w tym rodzi.

Zauważasz, jak pojawiają się drobne wypustki. Ogony. Macki. Jeszcze małe, ale już ruchliwe.

Uciekasz z jękiem, gdy kilka z nich szarpie się w twoją stronę. Nie mogły sięgnąć, są krótsze niż twoje palce. Nadal nie wyszły z mięsa w całości. Domyślasz się, że są głodne.

 

* * * *

 

Doskonale wiesz, czym są. Kilka razy zdarzyło ci się widzieć coś podobnego z daleka. W innych zaułkach i w innych cieniach. Pamiętasz, co opowiadał o nich Schrödinger.

Kot mówił, że szukają barw. I znają ich naturę.

Nie mają oczu, lecz widzą kolory wszystkiego, co żywe. Mięsa, myśli i emocji. Lgną do tych najjaskrawszych i pożerają, gdy im zasmakują. Jeśli nie, zmieniają ich smak po swojemu. Wprowadzają jad, który wszystko doprawi.

Przybyli Sprzed Pamięci.

Tak właśnie mówił o nich Schrödinger.

Przychodzą, gdy są głodni.

I nic z tym nie zrobisz”, mawiał kot.

Możesz tylko mieć nadzieję, że nie dotkną cię przypadkiem, kiedy będą sięgać po swoje”.

 

* * * *

 

Kulisz się pod przeciwległą ścianą zaułka, który nagle wydaje ci się ciemniejszy niż zwykle.

Wiesz, że macki nie szukały ciebie, ale twoje serce nadal bije jak szalone.

Drobiny niepewności sprawiają, że nie możesz wyrównać oddechu.

Co jeśli jednak? Co jeśli to tobą chciały nasycić swoje nienasycenie?

Serce kłuje ci lęk, żołądek ściska głód. Stres zgniata do środka, sprawia, że dociskasz się do odrapanego muru.

Wszystkie te odczucia są szare. To powinno wystarczyć, ale przecież czujesz, że odcieni szarości jest wiele.

Nie chcesz, nie chcesz.

Nie.

 

* * * *

 

Drżysz na całym ciele, ale w końcu ruszasz się z miejsca. Powoli przesuwasz się w stronę starych desek i palet. Miejsca, w którym śpisz, które jeszcze przed momentem wydawało się bezpiecznym schronieniem.

Przeczekać.

Przetrwać.

 

* * * *

 

Gdzieś daleko, poza spokojem zaułka, słychać samochody i kroki. Czyste miasto żyje w świetle, gdy brudne uliczki trwają w mroku. Jedne obok drugich, a do przekroczenia granicy wystarcza zawsze krok.

Zawsze słyszysz te dźwięki. Bo zawsze są.

Nagle coś się zmienia. Krzyk, uderzenia nóg o ziemię. Bieg.

W innym czasie, w innym miejscu, naszłaby cię chęć sprawdzenia, co się stało.

Ale jesteś tu i teraz.

Jesteś, kim jesteś.

Nie jesteś.

 

* * * *

 

Wchodzisz pomiędzy palety ułożone tak, by udawały dom. Stary materac pozwala wygodnie spać, dziurawa płachta, przerzucona górą i przywiązana do rynny, udaje dach.

Siadasz w kącie i spoglądasz na śmietnik. Macki zdążyły urosnąć i suną już po popękanych płytach, którymi wyłożono drogę.

Szarość przytłacza cię, oddychasz szybciej, czujesz pierwsze ukłucia paniki, ale po chwili zaczynasz się uspokajać.

Nie ciebie szuka.

Nie ciebie.

Nie.

 

* * * *

 

Przygarnia cię twój przyjaciel, przytula, uspokajająco głaszcze ręką w brudnej rękawiczce.

Kiedyś był jednym z mieszkańców miasta. Dziś to były człowiek, tak jak ty jesteś byłym psem. Niewidzialni dla tłumów, niewyczuwalni dla emocji.

Bez domu.

Bez barw.

Bez przyjaznych spojrzeń.

Ci, Których Nie Ma. Porzuceni przez żywych, zapomniani przez przedwiecznych. Nic niewarci w świecie przedmiotów. Błyskotek. Twoi bracia mają zabawki, gryzaki, poduszki. Bracia byłego człowieka mają wszystko.

Kot kiedyś mówił, że rzeczy przyciągają Przybyłych Sprzed Pamięci tak, jak twoich przodków przyciągał zawsze księżyc. Do czasu, aż zainteresował ich ogień, a jego bliskość zmieniła ich na kształt i podobieństwo ludzi.

Twój przyjaciel też widzi macki. Wpatruje się w nie i po raz pierwszy nie masz pewności co do jego emocji. Nie wiesz, czy więcej jest w nim teraz lęku, czy spokojnej rezygnacji.

Siedzi obok i przytula cię.

Nic innego nie może zrobić.

 

* * * *

 

Tupot jest coraz głośniejszy. Odwraca uwagę od macek.

Nagle ktoś wbiega zza rogu.

Czujesz jego emocje. Dostrzegasz ich kolor.

Widzisz, jak przyspiesza, by chwilę później zatrzymać się gwałtownie, jakby na ścianę wpadł.

Ta uliczka ma tylko jedno wyjście. I właśnie pojawiło się w nim trzech ludzi z ich własnymi barwami.

 

* * * *

 

Ktoś pomiędzy.

Schrödinger tak naprawdę nie był kotem. Nie był też byłym kotem. Był właśnie kimś pomiędzy, jak tylko chyba-kotom i chyba-pająkom się zdarza.

Rzadko ujawniał się widzialnym, choć krążył w ich pobliżu. Jak mówił, ilekroć pozwoli im się zauważyć, ryzykuje śmierć, natychmiastowe rozerwanie. Utratę ciała lub duszy. Twierdził, że naprawdę żył tylko wtedy, gdy nie istniał dla ludzi.

Pewnego dnia znikł.

O jeden raz za dużo zagrał z losem.

Masz tylko nadzieję, że to nie Przybyli Sprzed Pamięci go wtedy zobaczyli.

Choć czasem nie wiesz, czy są gorsi od ludzi.

Czasami myślisz, że w historii Schrödingera tkwi cząstka czegoś więcej, czego on sam nie do końca pojmował. Że być może jest w tym droga do lepszego świata niż ten, w którym cię zapomniano.

Te myśli są jak szara nadzieja nawiedzająca twoje wyblakłe sny.

 

* * * *

 

Macki i ogony wiją się już po połowie zaułka, coraz dłuższe, coraz grubsze. Otaczają samotną ofiarę, zostawiając wolne przejście dla ludzkich ogarów, które ją tu zagoniły.

Cała czwórka nie widzi nic niezwykłego. Są zajęci sobą.

Przybyli Sprzed Pamięci pozostają poza ich zmysłami.

Patrzysz na ludzi i węszysz. Czujesz ich zapachy.

Te, w które ubierają się jak drugie skóry, mówią o sile, spokoju i pewności siebie.

Spod nich coraz mocniej przebijają się ich prawdziwe wonie. Strach ofiary, agresja ogarów.

Myśliwi zachodzą uciekiniera po bokach.

 

* * * *

 

Wszyscy czterej są czyści, zdrowi. Przypominają ci świat, do którego już nigdy nie wrócisz. Pewnie dlatego omal nie krzyczysz, omal nie wyrywasz się do przodu.

Powstrzymuje cię twój przyjaciel. Zna cię na tyle, by wyczuć twoje intencje.

Jedną ręką przyciska mocniej do siebie, drugą w ostatniej chwili chwyta za twój pysk.

Wiesz, że ma rację i szybko się uspokajasz.

Nic nie możesz zmienić, ale chaos mógłby sprawić, że macki sięgną ciebie i twojego towarzysza.

Znów zaczynasz się trząść, gdy pada pierwszy cios.

 

* * * *

 

Widzisz, jak ogary pastwią się nad ofiarą.

Słyszysz głuche plaśnięcia i stłumione chrzęsty.

Czujesz krew, której krople opadają na ulicę.

Toniesz w koszmarze przepełnionym barwami złości, przerażenia, upojenia i bólu. A wszystko przesłaniają ci guzkowate macki i ogony.

Tańczą wokół sceny pełnej przemocy. Nabierają barw.

Kilka razy omal nie wymiotujesz, gdy zbyt długo zatrzymujesz wzrok na rozrzucanych dookoła czarnych larwach.

Ogarnia cię szara rozpacz.

Ta prawdziwa, której nie zasłania maska kolorów.

 

* * * *

 

Kątem oka widzisz łzy płynące po twarzy twojego przyjaciela.

Opłakuje swoją bezsilność.

Wie, że nie może pomóc ofierze.

Ty wiesz, że nie może też pomóc sobie.

To on zbudował wasz dom. A już za chwilę będziecie musieli go porzucić i szukać nowego miejsca.

 

* * * *

 

Jeszcze raz słyszysz, jak głowa ofiary uderza o nawierzchnię ulicy.

Nagle czas zwalnia i wszystko eksploduje barwami, macki mienią się wszystkimi odcieniami szkarłatu.

Ogary nieruchomieją, śnieżnobiałe muchy zastygają w miejscu.

Twoje oczy ogarnia ból, palą jak ogień.

Coś cieknie ci z nosa, pod językiem czujesz krew.

I nagle wszystko znów rusza. Macki rzucają się na cztery ludzkie ciała, oplatają je, zakrywają w całości. Towarzyszą temu mlaski i siorbanie.

A potem wszystko znika.

Przybyli Sprzed Pamięci wracają do swojego świata.

Na ulicy zostają tylko plamy krwi i drobinki czegoś, co wypłynęło z głowy ofiary.

Twój przyjaciel szlocha. Trącasz go nosem. Wiesz, że tym razem to ty musisz mu pomóc.

 

* * * *

 

Schrödinger kiedyś mówił, że Przybyli Sprzed Pamięci sami pokazali ludziom rzeczy. Nauczyli ich czegoś i zagonili do pierwszych miast. Pozwolili czuć się silnymi i bezpiecznymi.

Wspominasz jego słowa, gdy wraz z byłym człowiekiem opuszczacie zaułek.

Głupie narzędzia”, mawiał kot.

Sieją pokarm, by samemu stać się pożywieniem”.

 

 

 

 

____

¿ɹoʇɐɹɹɐu ǝᴉʍᴉɔśɐłʍ ʇsǝɾ ɯᴉʞ :ǝᴉuɐʇʎd ǝɾɐʇsozod ɯʎʇɹɐʍʇO ˙SԀ

 

Koniec

Komentarze

YO!

 

No i trafiło na mój dyżur :) Ale nawet gdyby nie trafiło i tak bym przeczytał ;)

 

Zacznę od tego, że podoba mi się sposób narracji. Nie wiem, czy ja tak mam, ale ten właśnie sposób prowadzenia opowieści, w połączeniu ze sposobem w jaki zbudowany jest tekst powodują u mnie pewien rodzaj niepokoju. A o to chodzi w horrorach, aby czuć niepokój, niekoniecznie strach. Kiedy czytałem “Dom z liści” Danielewskiego, momentami włosy stawały mi dęba, choć treść wcale nie była jakaś szczególnie niepokojąca, więc i budowa ma chyba spore znaczenie. Te krótkie zdania, czasami samotne słowa, też robią robotę.

Przybyli Sprzed Pamięci – bardzo ładnie brzmi, tak lovecraftowo i tajemniczo, heh :)

No co ja Ci mogę, wilku powiedzieć więcej? Bardzo ciekawe opowiadanie, chociaż to, że narrator nie jest człowiekiem jest do przewidzenia od początku. Bo jest psem? Albo byłym psem? Chyba-psem? Ten upside down małą czcionką nie wiem co ma oznaczać. Bo wydaje się jasne, kim jest. Chyba, że mi coś umknęło, czego wcale nie wykluczam.

Fabularnie dość niejasno dla mnie, ale mam kilka swoich przemyśleń. A skoro mam przemyślenia po przeczytaniu opowiadania, to świadczy to o tym, że opowiadanie było na tyle absorbujące, by mnie do nich skłonić. A skoro do nich skłoniło, to musi być dobrym opowiadaniem. I tego się będę trzymał :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Miło widzieć pierwszy komentarz w środku nocy :-)

Miałem stresa z tą narracją, co prawda z drugą osobą już trochę eksperymentowałem, podobnie z czasem teraźniejszym, ale nie jednocześnie z jednym i drugim (w sumie nadal mam, zobaczymy jak będzie na większej próbce opinii). Nawet przez moment wahałem się, czy nie zmienić na trzecią osobę, bo zmieniona perspektywa  mogłaby pozwolić na dobudowanie paru rzeczy w taki sposób, żeby dobiło do 15K znaków (limit Korespondencji), ale… własnie pomyślałem, ze to byłoby zupełnie inne opowiadanie.

A psem jest tu główny bohater, narrator… mówi do niego ;-)

Dzięki za opinię!

 

Cześć, no nie wytrzymałem z ciekawości, oderwałem się od pracy i przeczytałem. 

Od ogółu zaczynając – jest naprawdę dobrze. Turpistycznie, ale bez przesady, wciągająco i tajemniczo.

 

Zwróciłem uwagę na jedną rzecz, która bardzo Ci się udała. Nie do końca wiem, jak ją nazwać, więc opiszę. 

Akcja rozgrywa się w jednym miejscu – zapyziałym zaułku. Każdy z nas wie, jak takie miejsce może wyglądać, bo tego jest w filmach multum. Ale zrobiłeś tak, że miałem poczucie odizolowania tego oczywistego miejsca od reszty świata. To, co mi się podoba, to sugestywne oddziaływanie na wyobraźnię i budowanie wrażenie przebywania w kokonie, miejscu odrębnym od całej reszty mimo, że jest zwykłym kawałkiem miasta. Nie wiem dlaczego, ale urzekło mnie to w tym tekście. 

Robotę robi ten fragment (nie tylko on): Gdzieś daleko, poza spokojem zaułka, słychać samochody i kroki. Czyste miasto żyje w świetle, gdy brudne uliczki trwają w mroku. Jedne obok drugich, a do przekroczenia granicy wystarcza zawsze krok.

 

Narracja 2 os. nie przeszkadza, co oznacza, że jest zrobiona dobrze – przecież z reguły przeszkadza. Ale nie złapałem, kim jest narrator, nie wpadłem więc na uzasadnienie takiej narracji. 

 

Historyjka jest prosta, jednak ma bardzo ciekawy koncept w tle. Jeśli dobrze zrozumiałem, u Ciebie rozwój technologiczny/cywilizacyjny jest wynikiem podszeptów istot Sprzed Pamięci, które w ten sposób na nas pasożytują? Fajne bardzo. 

 

Kilka uwag/pytań/highlightów:

1. Bohaterem jest pieseł (?), więc trochę tu brak psiej perspektywy zmysłowej (węch). Trochę tego jest, ale według mnie – za mało. 

2. Pieseł z początku wydaje się być człowiekiem, mocno upodlonym, ale człowiekiem. Robisz pod to celowe zmyłki, jak mi się zdaje. No i się teraz zastanawiam, dlaczego? Pieseł jest “byłym psem”, tak jak jego kloszard “byłym człowiekiem”. Czy tu jest jakieś drugie dno? 

 

Widzisz, jak przyspiesza, by chwilę później zatrzymać się gwałtownie, jakby na ścianę wpadł. – ten szyk chyba warto przemyśleć jeszcze raz?

 

Gdzieś w tekście wpadło mi w oko Cię przez “C”. To chyba nie jest tu konieczne i lepiej dać małą?

 

Ciekawe opowiadanie, wciągające i zachęcające do rozkminy. 

Dzięki, Łosiocie, za komentarz.

Faktycznie, faktycznie można było rozwinąć zarówno węch, jak i słuch (u psów także istotny, zwłaszcza przy ich tendencji do reagowania na bodźce zewnętrzne. Pole całkiem spore. Choć byłoby też sporym wyzwaniem, żeby nie przesadzić ilościowo, a skupić się na wyraźności tych bodźców. Ale masz sto procent racji, ze tu powinienem był bardziej pokombinować.

Istota bohatera – faktycznie, chciałem lekko opóźnić moment, w którym okazuje się psem (choć Outta jak widać od razu wychwycił). Trochę po to, żeby czytelnik na samym początku choć minimalnie wczuł się w jego postać, być może spróbował patrzyć jego oczami.

Były pies – pies porzucony, który kiedyś miał dom i opiekunów.

Były człowiek – człowiek bezdomny, który kiedyś miał rodzinę i przyjaciół.

Ściana – właśnie zastanawiałem się nad tym zdaniem. Ogólnie lubię mieszać szyk w zdaniach, choć tu faktycznie językowy wydaje się, że coś poszło nie tak. Z drugiej strony gdy czytam to na głos, jakoś bardziej “czuję” dźwiękowo “naścianęwpadł” niż “wpadł-na-ścianę”. Chciałem tu zrobić taką zbitkę słowną, swego rodzaju “plaśnięcie”. Możliwe, że przedobrzyłem z tym lub wrażenie jets zbyt subiektywne.

Narrator – tu jest drobna sugestia, że istnieje “jeszcze ktoś”. Przyjąłem takie założenie przy pisaniu, choć sam sobie nie odpowiadałem na to, kim jest ów ktoś i czego chce. Inny rodzaj pasożyta? Bóg-obserwator, który nie interweniuje? Czasami próbuję zostawić otwarte furtki do rozwijania uniwersum.

“Cię” widzę, poprawię popołudniu, dzięki za wyłapanie!

 

Cześć, Wilku, szkoda, że jednak jest ten dolny limit, bo zrobiłeś tu coś bardzo ciekawego z treścią i formą zarazem, a to nieczęsto się udaje. Duży plus za narrację, która była pierwszą rzeczą, której koncept najbardziej przyciągnął mnie do tego tekstu. Jest tu też sporo furtek interpretacyjnych i niedopowiedzeń, ale pasuje to do klimatu i w tak krótkiej formie wypada interesująco.

Żeby nie było, że się nie czepiam, trochę sporo masz tu szarości w palecie barw, ale rozumiem ten dobór kolorystyczny. Pasuje do smutku i turpizmu poniekąd.

I tak będzie klikane.

Pozdrawiam.

Heeej.

 

Ciekawa historia, wciągając, dużo mięsa :) Podoba mi się.

 

Na początku, IMO, zbyt dużo gwiazdek, łączyłbym te fragmenty do jednego akapitu.

 

Fragment ujawniający bohatera dałbym na koniec.

 

A to ukryte pytanie na końcu, kim jest narrator? To taki podrażniacz dla czytelnika? ;)

 

Jeszcze kilka bardzo luźnych uwag:

 

A im bardziej próbujesz je usłyszeć, tym bardziej cisza odgradza cię od reszty świata.

Tak jak u Milne: Im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było.

 

Co jeśli to tobą chciały nasycić swoje nienasycenie?

Nie-na-sy-ce-nie :)

 

Przygarnia cię twój przyjaciel, przytula, uspokajająco głaszcze ręką w brudnej rękawiczce.

Kiedyś był jednym z mieszkańców miasta. Dziś to były człowiek, tak jak ty jesteś byłym psem. Niewidzialni dla tłumów, niewyczuwalni dla emocji.

Bez domu.

Bez barw.

Bez przyjaznych spojrzeń.

Ci, Których Nie Ma. Porzuceni przez żywych, zapomniani przez przedwiecznych. Nic niewarci w świecie przedmiotów. Błyskotek. Twoi bracia mają zabawki, gryzaki, poduszki. Bracia byłego człowieka mają wszystko.

Kot kiedyś mówił, że rzeczy przyciągają Przybyłych Sprzed Pamięci tak, jak twoich przodków przyciągał zawsze księżyc. Do czasu, aż zainteresował ich ogień, a jego bliskość zmieniła ich na kształt i podobieństwo ludzi.

Twój przyjaciel też widzi macki. Wpatruje się w nie i po raz pierwszy nie masz pewności co do jego emocji. Nie wiesz, czy więcej jest w nim teraz lęku, czy spokojnej rezygnacji.

Siedzi obok i przytula cię.

Nic innego nie może zrobić.

Ten akapit dałbym na koniec, jak pisałem wyżej.

 

Pozdrawiam!

Exit light

Oidrin, dzięki za komentarz!

W sumie z tą paletą, można tez się zastanowić jak psy postrzegają kolory i jeszcze bardziej by to namieszało. Z drugiej strony szarość sąsiaduje z kolorami jak zaułek z miastem… Masz jednak rację – mam poczucie, ze chyba miejscami za bar

 

BasementKey, dzięki za opinię!

Połączenie akapitów z pewnością nadałoby całości pewnej spójności. W głowie miałem jednak wizję “poszatkowanej” rzeczywistości. Trochę takie “co kilka chwil gaszenie na sekundę światła, co kilka oddechów chwila bezdechu”.

A to ukryte pytanie na końcu, kim jest narrator? To taki podrażniacz dla czytelnika? ;)

Podrażniacz – bardzo trafnie oddałeś intencje :-) Choć patrząc po komentarzach powyżej nie udało mi się tu zrealizować celu, jaki miał ten dopisek. Cóż, czasami trzeba zaryzykować z jakimś zabiegiem i nie zawsze działa zgodnie z założeniami ;-)

 

 

Połączenie akapitów z pewnością nadałoby całości pewnej spójności. W głowie miałem jednak wizję “poszatkowanej” rzeczywistości. Trochę takie “co kilka chwil gaszenie na sekundę światła, co kilka oddechów chwila bezdechu”.

Fajny pomysł ;) A nie myślałeś, żeby dodać do tego szczyptę dosłowności? Np. w postaci latarni, która gasłaby i zapalała się w mroku, tworząc naturalny rytm dla pogwiazdkowanych obserwacji.

Nie dasz się namówić na przesunięcie akapitu odkrywającego tożsamość bohatera na koniec? ;)

Exit light

Z tą latarnią byłby jakiś pomysł, ale co w filmie da się pokazać w sposób powtarzalny, to w tekście byłoby już trudniejsze. Przynajmniej dla mnie.

A co do przesunięcia – całkiem możliwe, ze masz rację, jednak zachowam jak jest. “Czuję” ten tekst trochę jako całość i trochę nie styka mi gdy patrze na taką zmianę. Takie subiektywne odczucie. No i jest tu jeszcze taki motyw, że najpierw pies jest sparaliżowany strachem, a emocje człowieka są trudne do określenia. Potem to się odwraca.

można tez się zastanowić jak psy postrzegają kolory i jeszcze bardziej by to namieszało. Z drugiej strony szarość sąsiaduje z kolorami jak zaułek z miastem

 

Ano, zapomniałam o tym, że psy widzą troszkę inaczej, więc widzisz– kolejna ciekawa płaszczyna w tekście. I fajne porównanie z tym zaułkiem, chociaż smutek i beznadzieja mają wiele odcieni szarość całkiem dobrze się tu sprawdza.

Wszystko już jest lub może dopiero się zdarzyć, co stanowiłoby poniekąd wersję optymistyczną. Pięknie opisałeś spotkanie byłych mieszkańców świata z Przedwiecznymi, a raczej, przybliżył nam je pewien narrator. 

Swoim opowiadaniem przypomniałeś mi film "Kedi" i świat obserwowany z pozycji kogoś mniejszego, innego. 

Żal mi, że takie krótkie i nie znajdzie się w Korespondencji z Providence. Nie wiem jednak, jak można byłoby go rozwinąć, ponieważ odnoszę wrażenie, że to zamknięta impresja. Dla mnie bardzo ciekawe.

Skarżę, tylko przedtem sprawdzę, czy czasami już nie masz dosyć zgłoszeń.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Część, Asylum, dzięki za komentarz.

Nie znałem Kedi, Google podpowiada, ze to perspektywa kotów. Hmmmm, brzmi intrygująco. Trzeba zobaczyć, choć strach, co koty myślą o nas.

 

Wilku, ja myślałem, że to pieseł myśli o sobie w drugiej osobie. Nie może mówić ludzkimi słowami, więc myśli o tym co widzi. Jakoś wydało mi się to naturalne. Ale skoro piszesz, że narrator mówi do niego, i to w czasie teraźniejszym, kiedy wydarzenia się rozgrywają, to nie wiem kim/czym może być. Jego instynktem? Szeptem spoza czasu ;)?

 

Cytat z Łosiota:

Jeśli dobrze zrozumiałem, u Ciebie rozwój technologiczny/cywilizacyjny jest wynikiem podszeptów istot Sprzed Pamięci, które w ten sposób na nas pasożytują?

Też mi się to rzuciło w oczy, ale z powodu późnej pory, kiedy pisałem pierwszy komentarz, nie zaznaczyłem tego. Bardzo niepokojąca, ale nie niespotykana, wizja. Jesteśmy tylko dlatego, że ktoś/coś chciało, byśmy byli i do czegoś służyli. Lubię takie wizje. Syreny z Tytana.

 

Cytat z Twojego komentarza:

 

Istota bohatera – faktycznie, chciałem lekko opóźnić moment, w którym okazuje się psem (choć Outta jak widać od razu wychwycił). Trochę po to, żeby czytelnik na samym początku choć minimalnie wczuł się w jego postać, być może spróbował patrzyć jego oczami.

Ale dlaczego bohater zwierzęcy nie miałby pozwolić na wczucie się w jego postać? Obczaj komiks “We3”. Spodoba Ci się. I jest wydany po polsku.

 

Pozdrawiam

Q

 

Known some call is air am

Bardzo charakterystyczne opowiadanie, bo z jednej strony mamy tu dość jasny, jak sądzę, do zinterpretowania obraz – fundament tekstu (główny bohater – “były pies” i realia, w jakich przyszło mu egzystować), z drugiej jednak, ma się przy lekturze takie poczucie, że tam może być coś jeszcze, że można pójść z interpretacjami w różne strony.

W każdym razie tekst, jeśli chodzi o samą jego podstawę – “byłego psa” – był dla mnie dość jasny, natomiast zdarzały się i temu opowiadaniu takie momenty budzące wątpliwości, gdzieś z pogranicza jasności i metafory.

Opowiadanie, jak pisałem, bardzo charakterystyczne również ze względu na sposób pisania. Tutaj mamy taką dość osobliwą odmianę weirdu. Tempo dość weirdowe, nie za szybkie, ale też nie jakoś szczególnie wolne, napisałbym wręcz, że “akuratne” do pomysłu i zawartego w tekście przekazu. Natomiast sam styl jest bardzo interesujący.

Bardzo często weird kojarzy się z klimatem. Najczęściej klimatem niepokoju, osobliwą atmosferą grozy. Generalnie teksty takie celują w stworzenie określonej atmosfery, która niejako będzie się oplatać wokół czytelnika i wciągać go w tekst. U Ciebie jest zupełnie inaczej. Styl tego opowiadania dobija się do świadomości. Uderza w nią. Jeżeli ten klasyczny klimat weirdu nazywałem takim “do koca i herbaty”, tak Twój nazwałbym “otwieraczem do oczu”. ;)

Styl mocno zwrócił moją uwagę z kilku względów. Jest w tym tekście jakaś cząstka reportażu. Drobna, bardzo pasująca do pomysłu. I właśnie dlatego nazwałem go “otwieraczem do oczu”. Bo widzisz, czytając, miałem trochę poczucie, jakbym obcował z weirdową wariacją na temat reportażu, gdzie jest “były pies”, jakiś drobniutki wycinek świata – zaułek. I te wszystkie obrazy działają dokładnie tak, jak może to robić reportaż o cierpiących, zapomnianych zwierzętach, itp.

Styl mocno pracuje na odbiór tego tekstu, bo (znów się powtórzę) jest bardzo charakterystycznych. Mnóstwo krótkich zdań (co zwykle oznacza – bardziej dobitnych). Od cholery akapitów z jednym zdaniem – znów ważny element, bo to taka forma akapitów akcentujących. Akcentujących, bo takie przerzucenie zdania do osobnego akapitu (i pozostawienie go tam bez żadnych kolegów ;)) zwykle mocniej zwraca uwagę czytelnika.

Moim zdaniem tych króciutkich akapitów było tu nawet trochę za wiele, bo jeśli faktycznie przyjąć, że dzięki temu miały mieć mocniejszy wydźwięk, to jednak w pewnym momencie, przez to ich nagromadzenie, zabieg przestał działać. Inna rzecz, że to tylko moja interpretacja tego zabiegu i może nie taka była ich rola.

To, co również zwraca uwagę, to że obrazy w tym tekście są przedstawione wyraziście, ale jednocześnie w sposób dość subtelny. Właśnie jako taki, swego rodzaju,” otwieracz do oczu”, ale bez silenia się na takie bezpośrednie walenie szpadlem między oczy.

Słowem, dobry dość refleksyjny tekst, na pozór oczywisty, ale z potencjałem na szukanie własnych interpretacji. Bardzo charakterystyczny styl, który w mojej ocenie będzie miał tylu zwolenników, co i krytyków (bo i co tu dużo ukrywać, jest bardzo ryzykowny – połączenie rzadkiej formy narracji z nagromadzeniem krótkich zdań i ultrakrótkich akapitów; dla niektórych tych charakterystycznych elementów w opisywanym stylu może być za wiele).

Dobrze, że tekst nie jest dłuższy, bo myślę, że taki, a nie inny styl nie nadawałby się do dłuższej historii – w pewnym momencie mógłby zacząć męczyć. Inna rzecz, że ten tekst większej liczby znaków nie potrzebował – wszystko, co powinno w nim być, dało się upchnąć w te niecałe 10 000.

Nie wnioskuję o klika, bo tam i tak już są trzy wnioski, a zakładam, że na drugiego bezpośredniego klika długo czekać nie będziesz. ;)

Tyle.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Podobało mi się.

Fajny jest minimalizm tego opowiadania. Tekst sam w sobie jest niezbyt długi, ale też zdania, akapity, fragmenty są krótkie, może nawet urwane. Trochę jakbyś dawał nam jakieś strzępki rzeczywistości, jakiś fragment historii, a resztę sami musimy sobie dopisać, dopowiedzieć. To czasami burzy nieco płynność czytania, ale z drugiej strony tworzy ciekawy klimat niepokoju i niedopowiedzenia.

Jest dużo bardzo dobrych zdań, najbardziej podobało mi się to:

Czyste miasto żyje w świetle, gdy brudne uliczki trwają w mroku.

Podobali mi się też bohaterowie, były człowiek i były pies, tak bardzo z boku, poza życiem, że aż nieistotni dla Istot. Koncept na nazwę świetny (Przybyli Sprzed Pamięci), to jak wykorzystują ludzi też ciekawe.

Ten szyk bym zmienił, ale już widzę, że parę komentarzy wcześniej o tym rozmawialiście, więc rozumiem, że to zamierzone :)

jakby na ścianę wpadł.

CMie, dzięki za wizytę i komentarz.

Akapity – miałem tu pewien dylemat, bo sam nawet w którymś momencie je łączyłem (i to mimo faktu, że długie akapity to ja wyklinam wszędzie, gdzie się da). A potem myślałem: mimo że narrator nie jest psem, to tekst z założenia ma się koncentrować na psiej perspektywie. I to przerażonej psiej perspektywie. Wiec "szczekałem" tymi zdaniami…

"Jest w tym tekście jakaś cząstka reportażu"

Nawet nie wiesz jak ja się ciesze, ile razy ktoś wspomni przy moich tekstach o jakiś gatunkach dziennikarskich :D I nieważne, że często ma to charakter zarzutu, ja zwyczajnie tego typu gatunki lubię :-)

 

Outta, co do tej technologii – właściwie tu celem nie jest służba, a sprowokowanie stanu, w którym "posiadanie" jest potrzebą, a "wartość fizyczna" wartością moralną – wraz z wszelkimi tego konsekwencjami dla emocji i zachowań, bo właśnie tego Przybyli Sprzed Pamięci potrzebują jako pokarmu. Syreny z Tytana mówisz… Będę musiał sprawdzić, bo znam tytuł, ale czytałem (kiedyś odbiłem się od Galapagos i Rzeźni numer).

"Ale dlaczego bohater zwierzęcy nie miałby pozwolić na wczucie się w jego postać?"

Słuszna uwaga. Choć czasem liczy się tez to, czy tożsamość bohatera znamy od razu, czy nagle ją odkrywamy.

 

Edwardzie, dzięki i Tobie za komentarz :)

Te strzępki to tez takie coś, co próbowałem tu zgrać z wspomnianym efektem “gaszenia na moment światła” przy gwiazdkach. No i cieszę się, że nazwa Przybyłych Sprzed Pamięci rzuca się w oczy, bo poniekąd były człowiek i były pies, “Ci, Których Nie Ma”, to zapomniani – są “po przeciwległej stornie pamiętania/świadomości.

Skoro ściana wspominana jest przez kolejną osobę, to znaczy, że widocznie faktycznie jest z nią problem. Jakkolwiek tutaj zamierzam ją zostawić, to jest to wskazówką na przyszłość. Czasem trudno mi się oderwać od wspomnianego podziału między “szykiem nie burzącym czytania”, a tym, jak może “brzmieć” wspomniana zbitka – jak widać to błąd z mojej strony.

 

Syreny z Tytana mówisz… Będę musiał sprawdzić, bo znam tytuł, ale czytałem (kiedyś odbiłem się od Galapagos i Rzeźni numer).

Syreny są oczywiście całkowicie różne od Twojego opowiadania, bo to przecież Vonnegut. Bardziej chodziło mi o celowość istnienia gatunku ludzkiego, predestynację.

Pisząc odbiłem, masz na myśli, że nie doczytałeś? Galapagos mnie też wymęczyło, ale Rzeźnia numer pięć jest świetna :)

 

Słuszna uwaga. Choć czasem liczy się tez to, czy tożsamość bohatera znamy od razu, czy nagle ją odkrywamy.

Świetnie to rozumiem, bo – UWAGA, PRYWATA! – ostatnio szorta bazującego na takim zamyśle popełniłem.

 

Pozdrawiam

Q

Known some call is air am

W rzeźni wytrzymałem kilkadziesiąt stron. To, ze nie lubię literatury obozowej, nie pomogło.

ostatnio szorta bazującego na takim zamyśle popełniłem.

Zaglądnę dziś. I mam nadzieję, ze nie zaspoilerowałeś puenty ;P 

 

W rzeźni wytrzymałem kilkadziesiąt stron. To, ze nie lubię literatury obozowej, nie pomogło.

A mnie się podobało :)

 

PS. No, wiesz. Nie czuj się zobligowany. Ale skoro już wiesz o co cho, to raczej się nie zaskoczysz.

Known some call is air am

Ty już nie odganiaj. Zareklamowałeś, to przyjdę ;-)

:D

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dałem finalnego klika. Komentarz dam jutro :)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Zauważyłem, ze w avatarach komentujących przeważają odcienie szarości. Jest bezpiecznie!

 

O, szarość, jest the best. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Jest Giger, to musi być szaro ;)

Known some call is air am

Uwaga suchar!

 

Były pies, to jakby eks glina, w sumie laugh

A czym w takim razie jest była glina, może gdyby glina miała męża, np. torf i by się rozstali, to wtedy glina byłaby byłą torfu.

Exit light

Bardzo udany, klimatyczny i nastrojowy tekst. Skutecznie i sprawnie posługujesz się wymagającą i niełatwą “w obsłudze” narracją, świetnie też kreujesz klimat obcości i niesamowitości. Do tego tekst stoi ciekawym, niebanalnym pomysłem fabularnym, Brawo, bardzo mi się podobało. 

No, świetne! Szkoda, że kliknąć nie mogę, pomyślimy nad czymś innym ;)

 

W zasadzie co tu pisać: jest i daleko i blisko Lovecrafta, pomysł ze Schroedingerem zacny, formę obrałeś znakomicie.

http://altronapoleone.home.blog

Ja jeszcze tylko na chwilkę wpadam z jedną sprawą.

Ludzie mają różne upodobania, a te literackie już w szczególności. Często pod opowiadaniami wypisują zdania, które im się szczególnie spodobały, czy to z powodu celnego spostrzeżenia, czy udanej metafory. Jest u Ciebie jedno takie zdanie, no dobra, trzy następujące po sobie zdania, które wracają do mnie co i rusz. Nie wiem dlaczego, po prostu tak się dzieje i próbuję to sobie jakoś wyjaśnić, ale nie potrafię. Pomyślałem, że wspomnę Ci o tym, może Ty mi wyjaśnisz jakiej magii użyłeś ;) Chodzi o ten fragment:

 

Schrödinger tak naprawdę nie był kotem. Nie był też byłym kotem. Był właśnie kimś pomiędzy, jak tylko chyba-kotom i chyba-pająkom się zdarza.

Dziwne…

Known some call is air am

Hah, a ja też wracam jeszcze z jednym wątkiem.

Bo obudziłem się dziś rano, sięgam po telefon, żeby sprawdzić, czy ktoś nie zapalił mi gwiazdeczki przy opowiadaniu (nie, nie zapalił), nagle trafia mnie myśl niczym piorun: co też wilk miał na myśli tu:

”Zmysły nigdy cię nie zawodzą. Nie czujesz już co prawda piękna, ale nadal rozpoznajesz jedzenie.”

???

Dla mnie to jest niespójne. Jeśli mamy do czynienia z psem – sugerowanie, że kiedyś czuł piękno, jest mocno na wyrost. Jeśli to element mający na celu zmyłkę, o której piszesz, wilku, czyli sprawienie, żebyśmy myśleli z poczatku, że to człowiek – to ciut za daleko to poszło, to bardzo silna antropomorfizacja. 

 

To ja Ci dzisiaj zapalę tę gwiazdkę Łosiocie. Ale dopiero wieczorem :)

Known some call is air am

Nie ma jak chytry product placement. Outta, zapraszam serdecznie :)

Ja również odwiedzę Cię i zapalę więcej niż jedną gwiazdkę, bo, wstyd się przyznać, ale jeszcze do piórkowego tekstu nie dotarłem. Nadrobię wkrótce wink

Exit light

 

“Zmysły nigdy cię nie zawodzą. Nie czujesz już co prawda piękna, ale nadal rozpoznajesz jedzenie

Dla mnie to jest niespójne.

 

Łosiocie, dla mnie bardzo spójne. To wrażenia kogoś, kto jest “były”.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, to wszystko po to, żeby zwabić Outta Sewer i BasementKey do moich opowiadań przecież :)

 

A serio, to mam wbite do głowy, że my, ludzie jesteśmy wrażliwi na piękno, a zwięrzeta – nie. To jest w ogóle fajny wątek, bo czy możemy mieć pewność, że zwierzęta nie czują piękna? Chyba nie, jak się zastanowić. Czy to się w ogóle da udowodnić?

 

:D, i mnie w takim razie też zwabiłeś. :-)

A sprawa z tym odczuwaniem piękna – ciekawa. Nie wiem jak z nim jest i może po pierwsze czym jest? Czy jeśli taka ośmiornica ma zmysły, mózg we wszystkich odnóżach i nas dotyka z ciekawością, to ogląda, aby zdecydować jadalne nie jadalne? Sama świadomości jest chyba bardziej pierwotna, bo musi być jakieś odgraniczone “ja”, chociaż nie wiem? Złożone, w każdym razie czytam teraz o ośmiornicach i ich umysłach, a tekst na z Providence leży i piszczy bardzo cieniutko. ;-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ninedin, Drakaino, dzięki za wizytę i dobre słowa :)

 

Outta, w sumie takie zdania chyba wychodzą wteyd, gdy opowiadanie się "czuje" zanim je napisze, a potem pisząc zaczyna odruchowo "rozglądać się" myślami na boki, żey zobaczyć co jest w opisanym świecie oprócz tego, co się chce pokazać czytelnikowi wprost. Czasem wtedy wychodzą takie pomysły, za małe na osobny wątek, wystarczające, żeby zaczepić je w tekście.

 

Łosiocie, skoro psy mogą mieć swoje ulubione smaki, swoje ulubione zabawki, zapachy, które szczególnie lubią itp., to na potrzeby opowiadania przyjąłem duże (i nie do końca trafne) uproszczenie myślowe, że "coś wyjątkowo się psu podoba – coś jest dla psa wyjątkowo piękne". Natomiast z racji tego, kim pies się stał (jak przytoczyła Asylum – to “były pies”), stracił już umiejętność oceniania czy coś mu się szczególnie podoba, szczególnie go pobudza itp. Nie ma tu natomiast odniesienia do poczucia estetyki jak takiego (o którego obecności lub nie u psów zwyczajnie nie wiemy, za to wiemy, że posiadają emocje). Inna rzecz, że tu by trzeba było ustalić czym w zasadzie jest piękno ;-)

 

EDIT: codo możliwości udowadniania… Tu znów kwestia definicji piękna, ale jeśli odpowiednio taką definicję skonstruować, to jest taka dziedzina nauki jak etologia – własnie badająca zachowania zwierząt.

cześć wilku:-)

Opowiadanie napisane w prosty sposób, bez udziwnień, a przekazuje wszystko, co trzeba:-) Lubię takie pisanie. O samotności w tłumie i tęsknocie za domem.

Zwróciłam uwagę na to, w jaki sposób opisujesz relacje byłego psa i byłego człowieka, nazywając ich przyjaciółmi. Jak dobrze się znają i pomagają sobie nawzajem. Pies wydaje się być bardzo ludzki, bardziej niż ludzie, których opisujesz. Fajnie to wyszło.

Do całej tej mieszanki emocji i szarości dodałeś mięcho;-) Nadpsute, z larwami, muchami i jakby tego było mało, to jeszcze porównałeś je do serca;-) Jestem ukontentowana:-)

Podoba mi się to zdanie:

Jeszcze raz słyszysz, jak głowa ofiary uderza o nawierzchnię ulicy.

W pełni oddaje klimat Twojego opowiadania. Świetne!

 

pozdrawiam

O kurczę, świetnie Ci to wyszło, wilku. Do tej pory Twoje opowiadania kojarzyły mi się z bardziej stonowaną, nieco zdystansowaną narracją – tutaj opisy o wiele bardziej bezpośrednio oddziałują na emocje.

Osobiście zawsze kibicuję wszelkim eksperymentom ze stylem i formą, więc od razu spodobała mi się przyjęta perspektywa drugoosobowa. Tutaj zresztą wydaje się ona nieprzypadkowa – wywołuje wrażenie, że psiego bohatera stale ktoś obserwuje, żeruje na jego przeżyciach, co zgadzałoby się z całą konstrukcją świata przedstawionego. Podobnie bardzo dobrze sprawdza się oszczędność opisów i fragmentaryczność fabuły – czytelnik otrzymuje wgląd w te sytuacje i emocje, na które prawdopodobnie zwróciliby uwagę właśnie Przybyli Sprzed Pamięci. Mamy tu więc bardzo nienachalne światotwórstwo, do tego (jeśli to nie nadinterpretacja) przejawiające się w samej formie opowiadania. Wszystkie te zabiegi (plus czas teraźniejszy) ładnie dynamizują narrację, tekst sam się czyta.

Ciekawie wyszły też te różne formy czy stopnie (nie)istnienia – były pies, były człowiek, chyba-kot. Można się zastanawiać, czy to, co się dzieje, rzeczywiście rozgrywa się w naszym świecie, czy może w jakimś zawieszeniu między życiem a śmiercią. Dzięki tym niedopowiedzeniom opowiadanie pomimo wyrazistości opisów wypada ostatecznie w pewien sposób subtelnie.

Szkoda, że nie poszło na konkurs, ale mamy tutaj jeszcze inne wyróżnienia, więc będę trzymać kciuki. :)

Cześć, Olciatko.

Ciesze się, ze klimat się spodobał.

Swoją drogą sam jestem zdziwiony, że jako zatwardziały wegus dodałem to opowiadania mięso ;-)

 

Cześć, Black_Cape.

Wychodzi na to, że rzuciłaś mi czelendż z tymi emocjami i będę musiał go w którymś tekście podjąć ;-)

 

Hmm.

Lekko edytowałam komentarz, coby nie było niejasności. :P

Wilku, to jest tak pięknie rozjeżdżające! heart Bardzo mnie wzruszyłeś tym tekstem. 

 

Wiem, że nie lubisz długich form, ale za komentarz do własnego opowiadania się nie pogniewasz, co? :D 

Cieszę się, że przed napisaniem własnej interpretacji, nie czytałam pozostałych komentarzy. Im bardziej teraz scrollowałam w dół, tym bardziej oczy wytrzeszczałam – ja w ogóle w inne obszary poszłam… Dla mnie to wszystko było bardzo metaforyczne, w ogóle nie traktowałam byłego-psa i byłego-człowieka jako faktycznie żyjących bezdomnych. Ten Schrödinger mnie wysłał do zupełnie innej rzeczywistości i kazał przeprowadzać eksperyment myślowy (nie wykluczam, że odpłynąć z interpretacją pomogła słuchana przy lekturze muzyka ;))

Już się bałam, że jestem odosobniona w moich dziwacznych nadinterpretacjach, ulżyło mi trochę przy komentarzu black_cape która mówi: Można się zastanawiać, czy to, co się dzieje, rzeczywiście rozgrywa się w naszym świecie, czy może w jakimś zawieszeniu między życiem a śmiercią

O to to. To samo miałam. 

Ta szarość. 

Ja ją widziałam jako strefę pomiędzy byciem i niebyciem, potraktowałam jak Schrödingerowe pudełko – dopóki nie otworzymy, to nie wiemy, co się wydarzyło w środku. I dopóki przedmiot eksperymentu (u Schrödingera fikcyjny kot, u Ciebie to dwupostaciowy bohater czyli były-pies i były-człowiek) siedzi w środku, to jest w swoistej, z pozoru bezpiecznej, superpozycji. Ani żywy, ani martwy. Ani obecny, ani nieobecny. Niewidoczny dla świata barw, dla prawdziwego świata, ale też ukryty przed złem, przed zagrożeniem ze strony macek. Bezpieczeństwo okupione paskudną ceną życia gdzieś na marginesie, w limbo. Gdzie nie ma nic poza ucieczką i przetrwaniem.

Wydaje się też, że byli-pies i człowiek mogliby wyjść ze swojej szarości, widać to wyraźnie w scenie gdy pies wyrywa się na pomoc bitemu człowiekowi, ale przyjaciel go (pewnie słusznie) powstrzymuje. Bo wyjście z szarości automatycznie wystawiłoby ich na niechybną śmierć. Ruch, drgnięcie chociaż, wywołałoby „uwolnienie gazu” z eksperymentu Schrodingera.

Nic nie możesz zmienić, ale chaos mógłby sprawić, że macki sięgną ciebie i twojego towarzysza.

Więc tak sobie trwają. 

Widzę Twoją wersję interpretacji w komentarzu – tą mówiącą, że złe żywi się:

 sprowokowanie stanu, w którym "posiadanie" jest potrzebą, a "wartość fizyczna" wartością moralną – wraz z wszelkimi tego konsekwencjami dla emocji i zachowań, bo właśnie tego Przybyli Sprzed Pamięci potrzebują jako pokarmu. (ładne przesłanie tak swoją drogą)

Tylko teraz się zastanawiam czemu były-człowiek i były-pies widzą macki? Są bezpieczni, bo są w tym limbo szarości? A gdyby z niego spróbowali wyjść, gdyby jednak były-pies się rzucił na pomoc ofierze? (btw to ofiara zbudowała ich szałas czy były-człowiek?). Co by się stało? Zgodnie z myśleniem, że macki żywią się tym co opisałeś wyżej – czemu ruch ze strony byłych-psa i człowieka byłby niebezpieczny? 

Już naprawdę we własnym domyśle zostawiam to zdanie: 

Na ulicy zostają tylko plamy krwi i drobinki czegoś, co wypłynęło z głowy ofiary.

… bo pewnie chodzi po prostu o mózg, a ja zaczynam grubo kombinować, dlaczego macki pożarły wszystko i nie wylizały chodnika. Czemu te drobinki się tu pojawiły, jakoś nie chce mi się wierzyć, że to przypadek :P 

 

No i jest kot. Kot, który w końcu wyszedł z pudełka – ciekawe co stracił, ciało czy duszę? Zniknął, ale jego zniknięcie jawi się w gruncie rzeczy w jasnych barwach: 

Że być może jest w tym droga do lepszego świata niż ten, w którym cię zapomniano.

Te myśli są jak szara nadzieja nawiedzająca twoje wyblakłe sny.

 

Styl i język i forma są dla mnie super! Łosiot pisze, że z reguły pisanie w 2 os się nie podoba – tak? :D Nie wiedziałam o takiej regule. Dla mnie tu wyszło bomba, i 2os, i krótkie akapity, i rwane zdanie, i nieznany narrator (obserwator? demiurg? Wszechwiedzący kot będący już po drugiej stronie?) – to wszystko świetnie buduje nastrój. 

 

Zmysły – coś pięknego. W całym tekście świetnie żonglujesz doznaniami zmysłowymi. Przeplatają się, nie wiadomo na który świat wskazując, czyli potęgują tylko poczucie bycia pomiędzy. 

Woń na samym początku pojawia się jako klasyczny zapach: „woń odpadków” Przetrząsasz stertę odpadków, z których każdy uderza inną wonią.

A później jest już woń emocji.

Nie czujesz już co prawda piękna, ale nadal rozpoznajesz jedzenie.

Słuch: świat realny słychać, a ten dziwaczny, ten w którym pojawiają się macki, już nie:

Gdy obserwujesz muchy, dociera do ciebie, że nie wydają żadnego dźwięku. A im bardziej próbujesz je usłyszeć, tym bardziej cisza odgradza cię od reszty świata.

 

Czarne larwy i białe muchy.

→ zazwyczaj jest na odwrót, larwy są białe, a muchy czarne. Nawet kolory wskazują na jakiś świat odwrócony. 

 

Wchodzisz pomiędzy palety ułożone tak, by udawały dom.

→ to jest tak smutne :( 

 

Kot kiedyś mówił, że rzeczy przyciągają Przybyłych Sprzed Pamięci tak, jak twoich przodków przyciągał zawsze księżyc. Do czasu, aż zainteresował ich ogień, a jego bliskość zmieniła ich na kształt i podobieństwo ludzi.

→ jest i motyw wilczy! heart Oj piesku, trzeba było się nie interesować ogniem, zostać przy świetle księżyca i nie upodabniać tak bardzo do naszego gatunku. 

 

Twój przyjaciel też widzi macki. Wpatruje się w nie i po raz pierwszy nie masz pewności co do jego emocji.

→ tu ciekawi mnie czemu mu się odmieniło, co tym razem jest innego niż było do tej pory…

 

Patrzysz na ludzi i węszysz. Czujesz ich zapachy.’

Te, które ubierają jak drugie skóry, mówią o sile, spokoju i pewności siebie.

Spod nich coraz mocniej przebijają się ich prawdziwe wonie. Strach ofiary, agresja ogarów.

→ świetny fragment

 

Nawet jeśli ogólnie poszłam nie w te strony interpretacyjne, co chciałeś – to tekst baaaardzo mi się podobał. A Twoje tłumaczenie kupuję jak najbardziej. Jest dla mnie wiarygodne i mądre i ładne. 

Dziękuję :)) 

 

No i z zupełnie innej beczki. Schrödinger zawsze mi się będzie kojarzył z więzieniem Raula Endymiona ;)

tu ciekawi mnie czemu mu się odmieniło, co tym razem jest innego niż było do tej pory…

Może to, że tym razem człowiek też je widzi? Przynajmniej ja to sobie tak interpretuję.

 

No i z zupełnie innej beczki. Schrödinger zawsze mi się będzie kojarzył z więzieniem Raula Endymiona ;)

Wiesz, Koi, że jesteśmy razem w #teamHyperion :) Ku chwale Chyżwara!

Known some call is air am

Dzięki za tak rozbudowany komentarz, Koimeodo!

 

Zacznę odpowiedź od końca :-)

"Nawet jeśli ogólnie poszłam nie w te strony interpretacyjne, co chciałeś"

I bardzo dobrze! To opowiadanie mówi o czymś niejasnym, wychodzacym poza nasze poukładane myślenie. Co prawda mam w głowie wizję różnych elementów świata przedstawionego, sporą część jako "zaplecze" nieujęte w tekście, ale są tu też elementy typu "coś w tym świecie istnieje, ale nie wiadomo dlaczego". Jeśli można stworzyć z tego różnorakie interpretacje, które są spójne, to bardzo cieszy.

 

Muzyka – ha, ja przy cięższych tekstach nieraz sięgam po to. Również tym razem.

A interpretacja o zawieszeniu między życiem a śmiercią jest jak najbardziej poprawna i do połączenia z interpretacją realnych bezdomnych. W dodatku na różne sposoby (ciekawą wersję takiego połączenia, chociaż opartą na innym pomyśle i mającą inne konsekwencje, jest komiks "Midnight nations"). Tutaj własnie zapomnienie, wykluczenie, wypranie z emocji i pozbawienie wszystkiego sprowadziło byłego-człowieka i byłego-psa do tego stanu zawieszenia. Z kolei kot jest "kimś pomiędzy", bo jest obecny w świecie "byłych żywych", ale jednocześnie kot jak to kot – jeśli sam się nie ukryje, nie jest omijany wzrokiem przez "żywych".

Zresztą Schrödinger też tu trochę miesza, bo bo ma to swoje niebycie, ale więcej istnienia widzi w zamkniętym pudełku niż w otwartym. W jego przypadku ucieczka w szarość jest bardziej świadoma i intencjonalna.

"Tylko teraz się zastanawiam czemu były-człowiek i były-pies widzą macki?"

Dobre pytanie. W wizji przyjąłem, że sami nie wiedzą, mogą tylko podejrzewać, ze macki widzą "kolory", których oni już nie mają. Przy czym niewidzialność nie oznacza nietykalności. Co więcej, nadmierna inicjatywa mogłaby pobudzić "kolory" (które i tak gdzieś tam tlą się pod warstwami szarości – płacz człowieka).

"dlaczego macki pożarły wszystko i nie wylizały chodnika"

A to już tylko element dekoracji horroru :) Do obronienia tym, że co "odpadło" od ofiar przed dotknięciem przez macki, to już macki zostawiły, ale faktycznym celem było właśnie dodanie jakiegoś elementu podkreślającego grozę.

 

Jeśli Raul Endymion to postać z Hyperiona, a tak się kojarzy, to póki co jestem po pierwszym tomie właśnie “Hyperiona” :-) Ale że już ten tom wali po głowie i jest zadziwiająco odporny na upływ czasu, to zdecydowanie zamierzam czytać dalej!

 

 

EDIT

Outta,

Może to, że tym razem człowiek też je widzi? Przynajmniej ja to sobie tak interpretuję.

Mógł widzieć i wcześniej, ale pies jak to pies, w opiekunie widzi siłę i wsparcie nawet po stronie “wydrążonej z kolorów”, gdzie potrafił zbudować “dom” z palet – a tym razem widzi go w totalnej bezsilności, gdzie widzi coś strasznego.

 

PS. Chyżwar > Dzieżba.

 

Przyczyna w edycji komentarza powyżej ;-)

 

EDIT:

Koi, widziałem ten zniknięty komentarz :D 

Hahhahaha nie chciałam dublować więc usunęłam i właśnie klecę nowy xD 

To opowiadanie mówi o czymś niejasnym, wychodzacym poza nasze poukładane myślenie.

→ i chyba dlatego tak mi opowiadanie siadło. Jest tu dobra wieloznaczność, niejasność, przy czym taka nie wynikająca z niekontrolowanego bajzlu w tekście, tylko zamierzona i przekazana dobrymi słowami, które słyszę i czuję.

Jakbyś mnie zapytał żebym wypunktowała, co mi się tu najbardziej podoba, to powiem uczciwie, że nie wiem. Ale wiem, że się podoba i to bardzo. Tak intuicyjnie tekst czuć. O, na poparcie mojej niejasnej opinii odwołam się do zen gdzie: “zachęca się uwolnienia siebie od tyranii logiki i rozsądku, a także do odkrycia prawd wykraczających poza naszą codzienną percepcję”. 

 

A, jeszcze a propos brzmienia słów, miałam wcześniej powiedzieć: tak, “naścianęwpadł” bardziej plaska po pysku ;)) 

 

Co więcej, nadmierna inicjatywa mogłaby pobudzić "kolory" (które i tak gdzieś tam tlą się pod warstwami szarości – płacz człowieka).

→ no właśnie, też tak to rozumiałam… Tylko to wskazuje, że bezpieczniej jest “nieżyć” i tkwić w tym szarym limbo. A pieseł tęskni za tymi kolorami :( (nie mówię o materializmie, który słusznie jest tu krytykowany, ale o emocjach)

 

A to już tylko element dekoracji horroru :) Do obronienia tym, że co "odpadło" od ofiar przed dotknięciem przez macki, to już macki zostawiły, ale faktycznym celem było właśnie dodanie jakiegoś elementu podkreślającego grozę.

→ tak też myślałam ;) Bo wiesz, jedna z opcji interpretacji, która podszeptywała, że macki żywią się złem i przemocą, uważała, że zeżarły wszystko, co było złe, ale nie mogły tknąć pierwiastka dobra, który był w ofierze, stąd te drobinki. Jakaś dusza, jakieś symboliczne 21 gramów? Tak, ta nitka interpretacyjna odpłynęła równo xD 

 

gdzie potrafił zbudować “dom” z palet – a tym razem widzi go w totalnej bezsilności, gdzie widzi coś strasznego.

→ a widzisz, ja się zastanawiałam czy dom zbudował były-człowiek czy ten człowiek-ofiara.

 

Znam, znam von Zieglera. U mnie ostatnio wieczory sponsoruje Max Richter, coby nie zwariować.

 

Dobra, przegadaliśmy byłego-psa, byłego-człowieka, kota-który-jest-pomiędzy (ta idea jest dla mnie bardzo wiarygodna, patrzę na moje koty i absolutnie wierzę, że nie należą tylko do tego świata ;)) to teraz: czym jest chyba-pająk? :D Mnie on odsyła w śnienie i oniryzm. 

 

Jeśli Raul Endymion to postać z Hyperiona, a tak się kojarzy, to póki co jestem po pierwszym tomie właśnie “Hyperiona” :-) 

→ witaj w kulcie Hyperiona :D Ja i Outta jesteśmy dumnymi wyznawcami. Dla mnie 1 tom jest najlepszy, ale absolutnie się nie zniechęcaj. To jest złoto. 

 

Ale że już ten tom wali po głowie i jest zadziwiająco odporny na upływ czasu, to zdecydowanie zamierzam czytać dalej!

Simmons pewnie sam majstrował w Grobowcach Czasu i to dlatego :P 

 

PS. Chyżwar > Dzieżba.

→ tylko Chyżwar! To takie tłumaczenie jak Obieżyświat i Łazik :,) albo Bilbo Bagosz. 

Dzieżba… fuj. To już oryginalnego Shrieka mogli zostawić, zamiast tak kaleczyć miano tej cudownej istoty.

Wilku, Raul Endymion to postać, którą poznasz w trzecim tomie dopiero. I popieram Koi, pierwszy tom najlepszy :)

Sorry za offtop, już nie będę :)

Known some call is air am

Koimeodo,

"Tak intuicyjnie tekst czuć"

To chyba jedna z lepszych rzeczy, jakie mogę usłyszeć o tekście (obok zarzutu o reporterstwo, dziennikarstwo itp :D). Bo… ja opowiadania, które piszę, często właśnie "czuję". Co zresztą ma wiele wad. Czasem takich, ze poprawienie niektórych faktycznie błędnych rzeczy wytrąca mnie z "czucia". Ale jednocześnie jeśli uda się to wrażenie "odczuwania" przekazać, to znaczy, że przeskoczyłem jakiś próg, który był dla mnie wyzwaniem.

A z tym "naścianęwpadł", to przyszło mi wczoraj do głowy, że oprócz dźwięku może tu działać jeszcze jedna rzecz. Jest taki w sumie dość znany reportaż "Jakbyś kamień jadła". Nie czytałem go, ale sam tytuł jest strasznie mocny i możliwe, że gdzieś podświadomość go przywołała.

"nie mogły tknąć pierwiastka dobra"

Oj, żeby tak łatwo było chronić się przed złem…

"się zastanawiałam czy dom zbudował były-człowiek czy ten człowiek-ofiara."

Były-człowiek. Człowiek-ofiara był ze świata “Widzialnych".

"czym jest chyba-pająk?"

Elementem szerszego świata, sygnałem, ze świat tego opowiadania jest szerszy niż sama scena i impresja, furtką na wypadek, gdybym kiedyś chciał opisać coś dziejącego się w tym samym świecie, ale niepowiązanego fabularnie z tą sceną ;) Wreszcie: zagadką. często robię takie rzeczy w moich opowiadaniach (z tych, które mam w tej chwili w profilu, chyba tylko "Zgodnie z wolą" nie ma takich furtek rozszerzających świat). Pająki mają swoją rolę, nie są tylko "ozdobnikiem", ale też nie zmieniają tutaj fabuły.

Bilbo-co? :|

 

Outta,

inspirujące dygresje są wręcz pożądane :-)

 

Bilbo-co? :|

→ Bagosz. I Gorzawina zamiast Brandywiny. A czerwie z Diuny są piaskalami. Łoziński lubił bardzo dziwne słowa :D

 

Oj, żeby tak łatwo było chronić się przed złem…

→ ano :( tym smutniej, że tego domniemanego “dobra” były odrobiny… Ale wróćmy do interpretacji, że to po prostu mózg roz… :P 

 

Wreszcie: zagadką. często robię takie rzeczy w moich opowiadaniach (z tych, które mam w tej chwili w profilu, chyba tylko "Zgodnie z wolą" nie ma takich furtek rozszerzających świat). Pająki mają swoją rolę, nie są tylko "ozdobnikiem", ale też nie zmieniają tutaj fabuły.

→ o jak szanuję takie podejście! <3 

 

To chyba jedna z lepszych rzeczy, jakie mogę usłyszeć o tekście

:))) 

 

Bo… ja opowiadania, które piszę, często właśnie "czuję".

→ dla mnie to najlepsza metoda. Dla mnie. I mam świadomość, że odbiór takiego tekstu będzie bardzo różny – jeśli nie trafisz w czyjeś czucie, to się po prostu rozmijacie. Ale jak już trafisz… no to widzisz jak się jaram, jak pochodnia :D 

 

Czasem takich, ze poprawienie niektórych faktycznie błędnych rzeczy wytrąca mnie z "czucia".

→ bardzo wiem o czym mówisz.

 

Ale jednocześnie jeśli uda się to wrażenie "odczuwania" przekazać, to znaczy, że przeskoczyłem jakiś próg, który był dla mnie wyzwaniem.

→ udało się! 

A czerwie z Diuny są piaskalami. Łoziński lubił bardzo dziwne słowa :D

A to nie on nazwał moździerze laserowe laserobijami?

 

 

Cześć, wilku :)

 

Trochę jakby nie moja para oksfordów, ale czytało się szybciochem i to nie dlatego, że takie to krótkie. Podzielenie tekstu w ten sposób zdecydowanie wyszło na plus, bo bardzo lubię wszelkiego rodzaju rozdziały i części.

Fajne są niedopowiedzenia i metafory, ale dla mnie tych metafor jest trochę za dużo. Generalnie wolę bardziej przejrzyste teksty, ale wielce doceniam, co też tu zrobiłeś, bo jednak piękne to :) … choć po prostu nie w moim klimacie.

Bo z jednej strony gardzisz/nie lubisz dłuższych form, a jednak miałam w pewnym momencie wrażenie, że opowiadanie jest trochę zbyt rozwleczone. Jakbyś mimo wszystko chciał dobić do limitu konkursu, ale ostatecznie nie wyszło?

 

 

Widzisz, jak przyspiesza, by chwilę później zatrzymać się gwałtownie, jakby na ścianę wpadł.

Lepiej by było: “jakby wpadł na ścianę”, bo nie pasuje mi ten szyk do tak pięknej narracji.

 

 

Trochę ponarzekałam, ale obiektywnie tekst baaardzo udany i piękny. Zdecydowanie wart biblioteki, do której oczywiście szybiochem trafił :)

 

Powodzenia w dalszym pisaniu i bardzo mi szkoda, że nie mogę życzyć ci również powodzenia w konkursie :(

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Cześć! Klimat grozy i cuchnącego zaułka pięknie oddane. Szybko poczułem smród i zobaczyłem te paskudne macki, które wyniknęły z mięsa w poszukiwaniu ofiary (choć zwolennikiem macek nie jestem). Złożony ten pies, przynajmniej w oczach narratora. A sam narrator to jakiś straszny filozof, taki głęboki osobnik. Ciekawe kto to… się zastanawiam.

Duży plus za motyw z kotem. Wprowadza sporo luzu, wnosi kaganek humoru do mrocznego świata byłych. Kto wie, może panu fizykowi dorzuca jeszcze kolejnego nobla za wykreowanie ikony popkultury (jak przypadkiem ktoś z ileś lat pogoni teorie kwantową, na otarcie łez)

Nie do końca zrozumiałem kryterium wyboru celów przez przedwiecznych. Przeczytam to jeszcze jutro na świeżo, to może uda mi się to złapać.

Pozdrawiam!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Cześć, LanaVallen!

 

To zawsze dobry znak, gdy ktoś deklaruje, ze podoba się, choć nie z jej/jego bajki :-)

Z tą ścianą już kilka osób zwróciło na to uwagę, co jest mocnym sygnałem, że obecna forma nie spełnia swojej funkcji. Zamysł był taki (gdzieś powyżej wspomniałem o tym w komentarzach), że "naścianęwpadł" fonetycznie tworzy pewną zbitkę słowną, która może robić jako taki dźwięk-plaśnięcie, podczas gdy "wpadł na ścianę" już zupełnie inaczej układa się głoskami. Choć jak mówię – jeśli większość tego tak nie odbiera, to znaczy, ze zamysł się nie udał.

"w pewnym momencie wrażenie, że opowiadanie jest trochę zbyt rozwleczone"

Pierwotny zamysł był na około siedem tysięcy znaków :-)

 

Cześć i Tobie, Krar85!

 

Przyznam, ze interpretacja Schrödingera jako elementu humorystycznego w tym opowiadaniu nieco mnie zaskoczyła, ale… to doskonale, ze pojawia się kolejna interpretacja :D

W sumie koty to w ogóle ciekawy motyw. Sięgam po nie drugi raz, inny niż poprzedni, a jak o nich myślę, to chyba jeszcze na kilka sposobów można je wpleść w teksty.

 

Bardzo fajnie napisane, dozujesz te turpistyczne dawki-obrazki niczym jakiś lek lub truciznę, podeszło mi, smakowite, mniam, mniam!

Cześć, Maćku

Ciekawe to porównanie z dawkowanie leku-trucizny. Coś w tym jest, skoro ta rzeczywistość taka porozdzierana na istnienie i nieistnienie…

A to nie on nazwał moździerze laserowe laserobijami?

→ laserobin, ale blisko :D Dla mnie tłumaczenie Marszała jest momentami lepsze niż oryginał haha “lumisfera” brzmi super, a “glowglobe” tak zwyczajnie. No, można być jeszcze Łozińskim i zrobić z tego “jarzycę” (nie czytałam jego wersji, ale tako rzecze wikipedia) ;)) 

 

[już Ci tu nie offtopuję ;)]

Szarość przytłacza cię, oddychasz szybciej, zaczynasz czuć panikę, ale po chwili zaczynasz się uspokajać.

Powtórzenie się wkradło. ;)

 

Bardzo gęsty tekst, tak bym to nazwała. Moim pierwszym skojarzeniem, co do tożsamości narratora było “pies” i tym w mojej głowie pozostał przez całą historię. Specyficzny sposób świata, w którym zapach idzie przodem za tą teorią przemawia, choć widzę tu również inne interpretacje.

Z opowiadania, poza mroczną atmosferą, leją się też emocje, hektolitry bezradności. Pokazujesz ją bardzo sprawnie, mówiąc nie tylko o byłym psie i byłym człowieku, ale również o ofierze otoczonej przez ogary, a w końcu i samych ogarach, gdy dostrzegają macki. Jest w tym pewna nieuchronność, zarysowana bardzo sprawnie.

Miałeś rację nie wydłużając tekstu na siłę – dokładanie do niego treści osłabiłoby przekaz i nie byłoby potrzebne.

Zostaw ten żyrandol.

Dzięki, Verus, za komentarz!

Kombinowałem tu jak mogłem, żeby stworzyć “inny” rodzaj percepcji narratora. 

No i wychodzi na to, że tekst uciekł mackom limitu ;-)

Ale kim jest żyrandol?

Sorry, Winnetou, ale będę na nie.

Dla mnie tekst jest zbyt mętny, nie wiem, o co chodzi. Dla wielu osób to zaleta, nie dla mnie.

Były pies. Tym określeniem wykluczyłeś własną interpretację, która pojawia się w komentarzach. IMO, porzucony pies nie przestaje być psem. Tak jak mąż porzucony przez żonę nie przestaje być człowiekiem, chociaż przestaje być mężem. Porzucenie niszczy relację, ale nie jej obiekt (pomijam dalekosiężne skutki porzucenia).

Skąd taka zażyłość z kotem?

W pierwszej chwili macki zinterpretowałam jako coś na granicy metafory – ucieleśnienie chciwości, krwiożerczości itp. A tu się okazuje, że niekoniecznie. Dlaczego bohaterowie je widzą, a inni ludzie i zwierzęta nie? To znowu sugeruje, że to nie zwykły pies i człowiek (tylko akurat bezdomni). Duchy? Wtedy nie musieliby obawiać się żywych, nie potrzebowaliby szałasu…

Narrator. Odebrałam to jako psa mówiącego do siebie. Powiadasz, że nie. No to nie wiem, widzę różne opcje: SI w czipie psa, duch przodków, psia anima, psi anioł stróż, psie sumienie… Wybierz sobie.

No właśnie – widzę tu potencjał fajnych pomysłów, ale nie mam pojęcia, na który faktycznie wpadłeś. Bo tylko sugerujesz, nie pokazujesz.

Bardzo dobra forma, dostosowana do zwierzęcego tu i teraz.

Czyli, IMO, napisałeś bardzo ładnie, tylko nie wiem, o czym. :-(

Te, które ubierają jak drugie skóry, mówią o sile, spokoju i pewności siebie.

Były pies z byłego Krakowa?

Babska logika rządzi!

Żyrandol jest żyrandolem. Pytanie brzmi raczej, kto ma go zostawić w spokoju. Pozostawiam wyobraźni.

 

A co do tekstu, to zapomniałam dopisać, że bardzo mi się podoba motyw z kotem Schrodingerem. I z tym, że tu też nie do końca jest jasne, kim albo czym on właściwie jest. :D

Zostaw ten żyrandol.

Cześć, Finklo.

Czasem i łyżki dziegciu trzeba ;-) Tym niemniej spróbuję polemizować ;-)

"Były" w tym przypadku w dużej mierze odnosi się do tego, ze "człowiekiem" i "psem" bohaterowie byli w świecie "codziennym". Jako bezdomni dla wielu stali się po prostu "czymś niżej". Przy czym owo zbiorowe niepostrzeganie spycha ich gdzieś w bok, tak jak w eksperymencie Schrödingera obserwacja wpływa na stan obserwowanego obiektu.

Dlaczego przy okazji “zapomniani” zaczęli widzieć niematerialne? Trudno powiedzieć. Wypadli jakoś ze stanu, w który wtłoczyli kiedyś cywilizowany lud Przedwieczni. Dlaczego Przedwieczni byli w stanie zobaczyć ludzi wcześniej? Tez dobre pytanie. Może są różni, może część z nich ma szerszą percepcję, a może – co znacznie prostsze – widzą emocje, które są odczuwalne i bez cywilizacji, a nie widzą ich braku (stan pustki po wypadnięciu z “wygodnego życia”).

Dlaczego właśnie emocje i ich brak miałyby znaczenie dla percepcji czegoś spoza naszego świata? Hm, może ów inny świat jest pełen jakiejś dziwnej magii, a tekst nawet nie aspiruje do czystego realizmu ;-)

"Skąd taka zażyłość z kotem?"

A jest tu jakakolwiek zażyłość? Jest jedynie tyle, ze kot czasem coś psu opowiadał.

"Dlaczego bohaterowie je widzą, a inni ludzie i zwierzęta nie?"

Widzą je własnie istoty spoza "kolorowego" świata.

"W pierwszej chwili macki zinterpretowałam jako coś na granicy metafory – ucieleśnienie chciwości, krwiożerczości itp. A tu się okazuje, że niekoniecznie."

W zasadzie to wcale się nie wyklucza. Są chciwe na swój "pokarm".

"Były pies z byłego Krakowa?"

Nie myślałem o Psie Dżoku, właściwie tutaj jest przedstawiony zupełnie inny sposób zachowania, ale historia Dżoka jest naprawdę piękna.

 

Verus,

Żyrandol jest żyrandolem. Pytanie brzmi raczej, kto ma go zostawić w spokoju. Pozostawiam wyobraźni.

O Ty, taka zemsta :D 

Jeszcze powinnaś to upsidedownem napisać :D

 

Czy uważasz, że bezdomni nie odczuwają silnych emocji, że są bezpieczni przed mackami?

A jest tu jakakolwiek zażyłość? Jest jedynie tyle, ze kot czasem coś psu opowiadał.

No właśnie. Rozmawiają ze sobą, zamiast się naparzać i ganiać po drzewach.

Widzą je własnie istoty spoza "kolorowego" świata.

Ale dlaczego? W czym te istoty są inne od kolorowych? Bo ja nie widzę takiej głębokiej różnicy, która by to uzasadniała.

W zasadzie to wcale się nie wyklucza. Są chciwe na swój "pokarm".

Macki chciwości z mojej interpretacji nie pożerają ofiary w sensie dosłownym. Raczej zarażają, ale ofiary wychodzą żywe, tylko odmienione, chociaż same o tym nie wiedzą.

Nie myślałem o Psie Dżoku, właściwie tutaj jest przedstawiony zupełnie inny sposób zachowania, ale historia Dżoka jest naprawdę piękna.

Ja o ubieraniu skór. Nie znam Dżoka.

Babska logika rządzi!

Jeszcze powinnaś to upsidedownem napisać :D

Nie umiem i nie chciało mi się szukać, jak to zrobić. :P Wiem, okropność.

Zostaw ten żyrandol.

Czy uważasz, że bezdomni nie odczuwają silnych emocji

Realistycznie: zależy którzy. Część bardzo silne. A część (mniejsza) jest kompletnie wydrążona. Sam tekst w dużej mierze jest metaforyczny (co jak sama zauważyłaś, dla jednych będzie zaletą, dla innych wadą).

Dlaczego percepcja istot z innego świata jest inna niż istot z naszego świata? Hm, dlaczego Cthulhu nie załamuje się pod własnym ciężarem, a smoki nie eksplodują przy próbie ziania ogniem? ;-) Na poziomie materialnym percepcja Przedwiecznych nie jest to wytłumaczalna, a przynajmniej ja nie próbuję tego w żaden sposób uzasadniać.

W każdym razie na gruncie “czysto fizycznym” oczywiście masz rację, ale w tej impresji dzieje się na poziomie bardziej… mistycznym? Metafizycznym? Cholera wie, jakiego słowa użyć. Trochę niewyjaśnialności zakładam tu chociażby z faktu, że bohaterowie, w tym Schrödinger, mogą tak naprawdę tu tylko gdybać. Bo co to za horror, w którym by było wszystko dopowiedziane.

W każdym razie nie przekonuję, tekst jest jaki jest i uniwersalności na pewno nie nabierze, a realizmu w nim niewiele, jeśli cokolwiek.

Ale ba, skoro w grę wchodzi coś tajemniczego, to może masz rację, a kot, narrator i pies mają błędne postrzeganie tego co się stało. I wtedy powinienem siąść i pomyśleć nad stworzeniem sidequelu, w którym pojawiłoby się alternatywne wyjaśnienia tego, co się stało?

No właśnie. Rozmawiają ze sobą, zamiast się naparzać i ganiać po drzewach.

No to teraz zamieńmy się na moment rolami. Dlaczego mieliby się ganiać i naparzać, skoro relacje żywych psów i kotów tez są mocno zróżnicowane? ;-)

Macki chciwości z mojej interpretacji nie pożerają ofiary w sensie dosłownym. Raczej zarażają, ale ofiary wychodzą żywe, tylko odmienione, chociaż same o tym nie wiedzą.

Ok. Tutaj etap podsycania był niejako w domyśle wcześniej.

Ja o ubieraniu skór. Nie znam Dżoka.

A to “ubieranego” Krakowa nie kojarzę albo czegoś nie zajarzyłem. A historię Dżoka polecam:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Pomnik_psa_D%C5%BCoka

 

Były pies z byłego Krakowa?

→ wybaczcie, że się wtrącę, ale to ciekawość: Finkla, weź mi wyjaśnij, bo jako Krakus w ogóle nie wiem o czym mówisz :D 

(Wilku, a Dżoka oczywiście uwielbiam, pomnik mijam prawie codziennie <3)

Ja się nie czepiam percepcji macek, tylko różnic w postrzeganiu między bezdomnymi i miastowymi.

Relacje między psami i kotami są przysłowiowe. OK, są wyjątki, ale zaskoczyło, że akurat te dwa rozmawiają ze sobą i ogólnie się przyjaźnią.

Kraków i ubieranie ubrań. Podobno dla krakusów czymś normalnym jest “ubranie kurtki” i tak się właśnie pies wyraził. To regionalizm, mnie razi po oczach, więc spytałam, czy pies jest z Krakowa i dlatego tak mówi.

Babska logika rządzi!

A, o to chodziło :) 

Cóż, Finklo, najwidoczniej nie trafiłem w gust.

W każdym razie różnica w postrzeganiu wykluczonych i niewykluczonych jest tu jakby jedną z osi tekstu. Może to metafora, może sposób na przejście Brzytwy Lema ;-) Swoją droga spodziewałem się krytyki drugoosobowej narracji, krytyka pojawiła się gdzie indziej – przepowiadacza ze mnie nie będzie :-)

 

Cześć, Wilku.

Mnie się podobało. Szkoda, że nie załapałeś się na limit do konkursu, ale zgadzam się, że opowiadanie tylko by na tym straciło. Krótkie zdania, urywana, oszczędna narracja budują tu duszny klimat odosobnienia. To zaułek, a jednocześnie zupełnie inny świat. Pomysł z narracją drugoosobową też dobry. O ile za nią nie przepadam, to tutaj czytało się płynnie, a ze względu na psiego bohatera działa lepiej niż pierwszoosobowa.

Z kota zrobiłeś kilkoma zdaniami świetną postać drugoplanową. Szczególnie podobało mi się ten fragment:

Schrödinger tak naprawdę nie był kotem. Nie był też byłym kotem. Był właśnie kimś pomiędzy, jak tylko chyba-kotom i chyba-pająkom się zdarza.

Sam kot prezentuje się tutaj jak jakiś Przedwieczny ;)

Ogólnie bardzo dobre opowiadanie.

Pozdrawiam!

Cześć, Zanaisie.

Koty to w ogóle są jakieś dziwne ;-)

Cieszę się, że duszność się tu objawiła, bo świat zaułka chciałem tu przedstawić nie tylko jako “oderwany”, ale też jako “znacznie mniejszy” od sąsiadującego z nim miasta.

 

Niestety mimo że narracja ciekawa i sam koncept także, to nie bardzo ogarniam co się dzieje. Poza tym że okropne macki pożerają istoty z zaułka. A może skądś jeszcze? Jest aż zbyt tajemniczo, nie mogę odczytać drugiego dna tekstu.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Cześć, Morgiano.

Trochę szkoda, ale też nadmierne rozjaśnienie chyba rozmontowałoby tu klimat.

Pozostaje mi cieszyć się, ze narracja wpasowała, bo o nią naprawdę się obawiałem.

Tak czy inaczej, dzięki za lekturę :-)

 

No dzień dobry-wieczór. 

Ja to jednak jestem w #teamFinkla, bo mimo że opowiadanie ma kilka zalet, to do mnie pewne rzeczy nie przemówiły. W moim przypadku to raczej kwestia gustu, zwyczajnie nie podeszło, no i też nie za bardzo wiem, o co tu chodzi. Lubię niedopowiedzenia, ale to opowiadanie mnie pod tym względem przerosło. <rozkłada ręce>

Ale klimat Ci się udał, zwłaszcza na początku. Opis zepsutego mięsa bardzo dobry, aż mi się niedobrze zrobiło. xD

 

No dobry wieczór, Saro.

Po tylu głosach na plus, parę na minus w ramach zimnego prysznicu też się przydaje :-)

Za to jeśli chociaż klimat odebrałaś mocno, to super, zawsze coś ;-)

 

#teamfinkla. Zdecydowanie. Forma przekombinowana jak na tak nikłą treść, pies (Pawłowa?;) i kot Schroedingera (po co? Pretensjonalne nieco) a sama treść… Zdecydowanie nie moja bajka. Takie bizzarro bardziej. Męczące. A co najgorsze, przeczytałem i… już zapomniałem. Wśród Twoich opek, Wilku, jedno ze słabszych, moim zdaniem. Jedno rzeczywiście na spory plus: klimat. Ten Ci się udal.

Zwrócić piórko Sowom i Skowronkom z Keplera!

Zaułek cuchnie i jest paskudny.

Opisane wydarzenia budzą strach nie tylko byłego człowiek i byłego psa, ale i mój. Obok strachu pojawia się też pewne niezrozumienie, ale cóż, nic tu nie jest wyłożone jasno i do końca.

Opowiadanie wywarło na mnie spore wrażenie i pewnie zapamiętam je na dłużej.

 

za­czy­nasz czuć pa­ni­kę, ale po chwi­li za­czy­nasz się uspo­ka­jać. ―> Czy to celowe powtórzenie?

 

Pa­trzysz na ludzi i wę­szysz. Czu­jesz ich za­pa­chy.

Te, które ubie­ra­ją jak dru­gie skóry… ―> W co ubierają zapachy???

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Witaj, Regulatorko.

Przyznam, ze obawiałem się Twojej wizyty, bo ryzykowna forma to sporo okazji do popełnienia błędów ;-)

Jakkolwiek to by nie zabrzmiało, cieszy mnie, że ta opowieść może budzić lęk i poczucie niejasności. W sumie nawet obawiam się, że jasność mogłaby ten lek zmniejszać.

Błędy poprawione. Z tym powtórzeniem miałem pewien zgrzyt, bo nie miałem pomysłu na taki zamiennik, który oddawałby dokładnie to, co chciałem, ale się w końcu udało. Ubieranie… a pamiętam, ze niedawno wyrażałaś na KrzykPudle sprzeciw w tej sprawie :D dopisane “w” :-) Dzięki za wyłapanie!

 

Bardzo proszę, Wilku. ;)

A że forma ryzykowna, no cóż, ważne że opowiadanie jest naprawdę niezłe.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zwarta forma, bardzo klimatyczne opko! nie chcę powtarzać tych samych słów co poprzednicy, więc tylko napiszę, że bardzo mi podeszła narracja 2 os psimi oczami ;) i sformułowania – były– człowiek, były-pies. Bezdomność wiąże się niestety z upodleniem, co dobrze oddajesz. Generalnie – bardzo mi się podobało. 

Reg, dzięki za dobre słowa :-)

 

Cześć, Adelajdo. Ależ się zgraliśmy z czasem czytania tekstów ;-) Cieszę się, że klimat przypadł do gustu. Starałem się doprowadzić do sytuacji, w której opowiadanie byłoby “odczuwalne”, jakoś przenosiło w straszny świat. Tylko, cholera, czasem to chyba nasz świat jest tym naprawdę strasznym…

 

Przybyłam i przeczytałam. Podoba mi się pomysł na przedstawienie historii z punktu widzenia psa, podoba mi się pewien klimat… ale jako całość opowieść jest dla mnie zbyt enigmatyczna, zbyt poszatkowana na króciutkie fragmenty, by mi się tak naprawdę spodobać. Sprowadza się to dla mnie wszystko do opisu krwawej jatki spowodowanej przez Niewiadomoco, widzianej przez bezdomnego i bezpańskiego psa. Tak opisane brzmi kulawo, wiem, ale mniej więcej to właśnie widzę, niestety. Klimat i tajemnica rozmywają się, bo tej tajemnicy (jak dla mnie) jest właśnie za dużo, właściwie same niewiadome, a smakowite zdania i wzmianki giną, przytłoczone przez nadmiar fragmentów. Przykro mi, tym razem nie jestem dobrym targetem.

 

„Mięso. Zwykłe, lekko nadpsute mięso. Słodkawa woń, lekko ciemniejące plamy.”

 

„Serce kłuje ci lęk, żołądek ściska głód. Stres zgniata do środka, sprawia, że dociskasz się do odrapanego muru.”

 

„….zatrzymać się gwałtownie, jakby na ścianę wpadł.” – Czemu tak nienaturalny szyk przestawny?

 

„Te, w które ubierają jak drugie skóry…” – Niegramatycznie. Albo zakładają jak drugie skóry, albo ubierają się, zaimek zwrotny.

 

Miejscami nagromadzenie zaimków jest zabójcze.

Przykład:

„Powstrzymuje cię twój przyjaciel. Zna cię na tyle, by wyczuć twoje intencje.

Jedną ręką przyciska mocniej do siebie, drugą w ostatniej chwili chwyta za twój pysk.

Wiesz, że ma rację i szybko się uspokajasz.

Nic nie możesz zmienić, ale chaos mógłby sprawić, że macki sięgną ciebie i twojego towarzysza.”

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Cześć, Jose.

 

"Mglistość" tekstu ma to do siebie, że z definicji nie każdemu się spodoba. Z drugiej strony uczynienie tekstu jasnym usunęłoby z niego klimat, który właśnie na tajemniczości się opiera. A może po prostu ja nie potrafię tego zrównoważyć ;-) Tylko czy Przedwieczni powinni być w pełni zrozumiali?

Tym niemniej cieszę się, że spodobała się chociaż perspektywa. Zawsze coś :-)

"Się" poprawione, zgubiłem przy ostatniej edycji. Takoż poprawiam powtórzenie “lekko”.

Szyk przestawny – jest celowy, choć widać po komentarzach, że zamierzenie mocno minęło się z praktyką, bo już kilka osób zwróciło uwagę, że im to zgrzyta.

Gorzej z tymi "twój, twoje, twoim". Masz rację, że tego tu za dużo, ale gdy próbowałem to jakoś poprzestawiać, nie uzyskiwałem kompozycji, którą bym dalej "czuł"“pod psią percepcję” – a boję się, że poprawiając technicznie naruszę klimat (który od początku był priorytetem w tym tekście). Być może obawa niesłuszna, a być może po prostu brak mi do tego skilla…

 

Dzięki za opinię, dawka sceptycyzmu też jest cenna :-)

 

Właśnie bardzo mi się podobała realność Twojego świata, który jest jak nasz, tylko z długimi cieniami skrytymi w zaułkach… haha, właśnie widzę, że się zgraliśmy!  Pozdrawiam:) 

Pierwsze wrażenie było mocne – fragment otwierający i kolejne 3 zrobiły Ci wejście ponure, mroczne i przede wszystkim szalenie intrygujące. Z początku myślałam, że obserwowanym jest człowiek, a wizję wykreowałeś postapo. Potem doszły te stwory, zrobiło się jeszcze ciekawiej, klimat zagęszczał, tylko czemu zawsze “obrzydliwe” czy też “dziwnie obrzydliwe” rzeczy muszą tętnić, być oślizgłe, mieć macki…?

Trochę zabrakło mi w tym momencie czegoś nowego :)

Zabieg z zaprzeczeniem: tętni – nie tętni. Żyje – nie żyje. Jestem – nie jestem bardzo mi się spodobał. Fajna dwuznaczność, która każe zwolnić i się dokładniej przyjrzeć treści. Budzi refleksję nad lekturą, a po zastanowieniu dobrze komponuje z całokształtem i tą huśtawką między byciem a nie byciem.

Później jednak treść się nieco rozmyła. Nie zrozumiałam niestety motywu “Tych Sprzed Pamięci” ani – jak sam dopisałeś :) – istoty narratora.

Całość jednak zdecydowanie na plus. Bo i klimat super, podział na krótkie fragmenty fajnie buduje napięcie. Przez całą lekturę nie opuszcza przykre wrażenie bezsilności, szarości, beznadziei. Coś zawarłeś w tym opowiadaniu, że ciary przechodzą :D Szkoda tylko, że nie zostanie w głowie na dłuższą metę ze względu na ostateczną enigmatyczność :)

Cześć, Arya, dzięki za komentarz.

Jeśli udało się stworzyć klimat – idealnie. To własnie było celem – przestraszyć, stworzyć klimat, stworzyć nastój. Fabuła, skoro jest znikoma, z pewnością z pamięci wypadnie, ale mam nadzieję, że właśnie wrażenie niepokoju, obcości i wspomnianej przez Ciebie bezsilności jako takie zostaną dłużej. I tu jest zresztą właśnie pytanie – czy gdyby na końcu zrobiło się jaśniej, czy te odczucia by nie uleciały, hen? Przynajmniej tak to sobie próbuję tłumaczyć ;-)

Macki… Tu masz rację. Tekst był pisany pod kątem konkursowej “Korespondencji z Providence”, Lovecraft i te takie… Ale rzeczywiście, gdyby pisać w oderwaniu od tego, Przedwieczni przyjęliby tu zupełnie inną formą, pewnie bym poszedł bardziej od tej strony białych much i czarnych larw. Hm, tu faktycznie mogło być pole do kombinowania i biję się w pierś… Nauczka na przyszłość, że jak się już odbija we wszystkim i idzie w niejasność, to i kotwicę (mackę) można odrzucić ;-)

 

I tu jest zresztą właśnie pytanie – czy gdyby na końcu zrobiło się jaśniej, czy te odczucia by nie uleciały, hen?

Może być, możesz mieć rację. Dlatego zależy co głównie chciałeś osiągnąć – jeśli ten niepokój, to udało Ci się znakomicie. Nie jest jednak powiedziane, że nie byłbyś w stanie doprowadzić zarówno do jaśniejszej fabuły, jak i pozostawienia odpowiedniego wrażenia :) A wtedy siła rażenia byłaby podwójna.

 

Ale rzeczywiście, gdyby pisać w oderwaniu od tego, Przedwieczni przyjęliby tu zupełnie inną formą, pewnie bym poszedł bardziej od tej strony białych much i czarnych larw.

Fajnie, podoba mi się ta koncepcja, znacznie bardziej od macek :P

Zapewne na wyższym levelu dałoby się połączyć jasność ze strachem, ale ja tego nie potrafię i nie wiem czy kiedykolwiek zdołam. Z drugiej strony jak próbuję sobie wyliczać w głowie te horrory i “filmy dziwne”, które budziły największe wrażenie tajemnicy, to łączą je niedopowiedzenia, które do końca zachowują część pytań bez odpowiedzi. W sumie co to by byli za Przedwieczni, którzy byliby do łatwego wyjaśnienia? ;-) 

W każdym razie trochę tu podpowiada Schroedinger, postać, której początkowo miało nie być (no, jak to z Schroedingerem bywa).

Fajnie, podoba mi się ta koncepcja, znacznie bardziej od macek :P

Wyzwanie przyjęte, postaram się kiedyś poeksperymentować w takim kierunku. Zobaczymy czy nie wyjdzie już nie tyle mglisto, co jeden wielki dym w treści ;-) 

Bardzo mocny tekst, taki dotykający, bolesny… i chyba dlatego bardzo mi się podoba ;) Tak, zdecydowanie jestem za piórkiem. I chyba jeszcze zdążę zagłosować :)

Bardzo umiejętnie za pomocą słów oddałeś grozę, beznadziejność i obrzydliwość sytuacji. Czytając, czułam smród o którym piszesz, widziałam ohydne wychodzące z mięsa macki… Stworzyłeś świetny klimat. Na plus również sama narracja, jak i pomysł, na którym oparłeś tekst. 

Wyjątkowo satysfakcjonująca lektura.

 

 

Nowa Fantastyka